Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.19 → 00:24.99] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Witam państwa bardzo serdecznie. Anna Zamecka jest naszym gościem. Aniu, zanim spytam o twoich bohaterów, zapytam o ciebie, bo twoja droga do filmu nie jest konwencjonalna. Jak to się stało, że w ogóle postanowiłaś zrobić ten film? Jesteś trochę taką kobietą znikąd.
[00:26.05 → 01:16.73] B: Jestem kobietą znikąd. Mam swoją tajemnicę. której nie zdradzę, ale rzeczywiście droga była niekonwencjonalna o tyle, że nie byłam w szkole filmowej. Ale bardzo chciałam zrobić film. To się wzięło też z takiej potrzeby opowiedzenia o rzeczach, które które były dla mnie ważne, które gdzieś... o przeżyciach, które właśnie dzielę z moją bohaterką, z Olą. Więc to jest też taka bardzo osobista historia. No i myślę, że gdzieś tam też ten film trochę pełnił taką pewnie terapeutyczną rolę dla mnie samej. No i właśnie to wyniknęło z takiej potrzeby, żeby opowiedzieć właśnie konkretnie tą historię.
[01:17.61 → 01:28.78] A: Ale czy to było tak, że spotkałaś swoich bohaterów i wpadłaś na pomysł, że nie będziesz pisać o tym reportażu, nie napiszesz książki, nie napiszesz listu do mediów, tylko zrobisz film?
[01:29.58 → 02:12.32] B: Ja myślałam w ogóle wcześniej o krótkiej fabule i to miała być na początku rzeczywiście krótki film fabularny. Nie dokładnie ta historia, ale historia, której bohaterami, której była były dzieci, starsza siostra i młodszy brat, bo ja też byłam właśnie starszą siostrą i młodszym bratem i młodszego brata miałam. W związku z tym to był taki pomysł na krótki film fabularny, który w zasadzie na etapie właśnie pisania scenariusza, z którego zrezygnowałam, bo poznałam moich bohaterów w filmu Komunia.
[02:12.74 → 02:13.96] A: Czyli to był przypadek.
[02:14.51 → 04:30.48] B: To był przypadek. Poznałam najpierw tatę Oli i Nicodema. Poznaliśmy się na dworcu centralnym w Warszawie. Zupełnie nie znaliśmy się wcześniej. Marek mnie bardzo zaintrygował, dlatego że obserwowałam taką sytuację, w której pomagał kupić zagranicznemu któryś turyście bilet na pociąg. Ten turysta nie mógł się porozumieć z kasierką na dworcu centralnym i Marek wkroczył do akcji. Próbował odgadnąć w jakim ten turysta mówi języku i zapytał go o to po angielsku, po hiszpańsku, po włosku, po niemiecku. W końcu się okazało, że ten turysta mówi po francusku i oni zaczęli po francusku rozmawiać. No i oczywiście ta znajomość trójjęzyków zupełnie mi się nie kleiła z tą postacią, którą miałam przed oczami. Akurat tego dnia Marek był w Dresie, on się zwykle bardzo elegancko biera do pracy, a jest w bagażowym na dworcu centralnym w Warszawie. ale tego dnia akurat ubrał się tak na sportowo i to było ciekawe, bo jakoś zupełnie nie kleiło mi się, tak jak powiedziałam, ta postać, którą widziałam i nagle on mówił do mnie językami. Bardzo mnie to zainteresowało i parę dni później zauważyłam na dworcu centralnym w Warszawie, robiłam dokumentację do filmu, który ostatecznie nigdy nie powstał, No i ponownie spotkałam Marka i tym razem odważyłam się za nim pobiec. Zatrzymałam go i zapytałam go, skąd zna te języki. I okazało się, zaczęliśmy rozmawiać i długo rozmawialiśmy i okazało się, że Marek był w PRL-u jednym z takich najbardziej znanych cinkciarzy w Warszawie. I w ogóle historia jego życia to jest absolutnie materiał na fabułę. No ale jak mi opowiedział o swoich dzieciach, to wtedy mnie to zainteresowało bardziej pod kątem filmowym, bo w tamtym czasie, od czego zaczęłam, myślałam o tym krótkim filmie fabularnym i pomyślałam sobie, że bardzo bym chciała poznać Olejnik Odema. Jakiś czas później odwiedziłam ich w Sorocku, gdzie mieszkają.
[04:31.02 → 04:37.01] A: Czyli jak rasowa dokumentalistka, Złapałaś temat, złapałaś bohatera i poszłaś za nim.
[04:38.43 → 06:14.57] B: No tak, wtedy jeszcze nie byłam dokumentalistką, dopiero właśnie nią stałam po tym filmie. Ale rzeczywiście to w zasadzie była taka trochę miłość od pierwszego wejrzenia z tymi bohaterami, z mojej strony bynajmniej. Bo też pamiętam, kiedy po raz pierwszy pojechałam do Serocka, Dosyć dobrze pamiętam ten dzień, bo to był 2012 rok, zbliżał się koniec świata i Nicodem cały czas o tym końcu świata słyszał w radiu, w telewizji, więc przeżywał to mocno. I biegał po mieszkaniu, oni byli sami w domu, Marka nie było, ale miała wtedy 13 lat, Nicodem miał 12. Więc dwójka małych dzieci, zupełnie samych w domu. Ten mały biega po mieszkaniu, opowiada o końcu świata, natomiast Ola kroiła mięso na obiad, na kotlety schabowe. I robiła to w powietrzu. I to bardzo stworzyło razem taki apokaliptyczny obraz po ten koniec świata. Tutaj ten nóż, to surowe mięso. To było coś naprawdę takiego bardzo filmowego. I pamiętam, że zapytałam wtedy Olę o mamę i Ola powiedziała, że mama nie mieszka z nimi, ale jak tata wyremontuje łazienkę, to ona ma nadzieję, że mama wróci. No i jak usłyszałam to zdanie, to pomyślałam sobie właśnie wtedy po raz pierwszy o tym, że w zasadzie tam jest ta historia, te nieobecności matki i to jest to, co mnie tak naprawdę najbardziej w tym interesuje.
[06:15.97 → 06:36.53] A: Powiedz, jak się zabierałaś do robienia tego filmu, bo masz bohaterów, masz jakąś historię, która cię interesuje, jakiś wątek czy jakiś aspekt życia, no ale do zbudowania z tego opowieści, która będzie miała początek, środek i koniec, jeszcze jest daleko. Jak zbierałaś materiał, jak myślałaś o tym filmie i jak rodziła się struktura?
[06:38.39 → 08:21.01] B: Tak, ta struktura się dosyć długo rodziła, dlatego że ja na początku, no wiedziałam tylko tyle, że mam ciekawych bohaterów, Nie do końca czułam się przygotowana. W zasadzie nie miałam żadnego doświadczenia ani szkoły. Jeszcze znałam te narzędzia. Podchodziłam do tego bardzo ostrożnie i długo się wahałam zanim podjęłam decyzję, że w ogóle wchodzimy w zdjęcia. I też długo ten scenariusz powstawał. I rzeczywiście ten film powstał w oparciu o scenariusz, który napisałam. Zwróciliśmy się o pomoc do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Dostałam jakąś sumę pieniędzy, ale wiedziałam, że to mi starczy mniej więcej na 30 dni zdjęciowych. Więc w przypadku takiego obserwacyjnego dokumentu 30 dni zdjęciowych to nie jest wcale tak dużo. No więc jakby wiedziałam, że gdzieś tam muszę się dyscyplinować. Zdecydowałam się napisać scenariusz i ta historia, mówię już o przygotowaniach do pierwszej komunii, Ja wymyśliłam tę sytuację na potrzeby tego filmu. Nicodem, jak miał 8 lat, nie został dopuszczony do pierwszej komunii. Ja się o tym dowiedziałam. W międzyczasie ksiądz uznał, że nie jest duchowo przygotowany do tego sakramentu i w związku z tym nie dopuścił go do komunii. Oczywiście dla Oli i dla Marka był to problem, bo im bardzo zależy, żeby Nikodem nie odstawał od innych dzieci, więc takie sytuacje są zawsze dla nich trudne.
[08:22.75 → 08:23.55] A: A dla Nikodema?
[08:23.85 → 10:03.33] B: A dla Nikodema myślę, że to nie miało większego znaczenia, aczkolwiek bardzo pozytywnie reagował na to, co się działo. Natomiast ja też w międzyczasie odkryłam jego zeszyty do religii. I w tych zeszytach na przykład odkryłam jego własne przykazania. Napisał swoje przykazania, bardzo poetyckie, bardzo piękne. Na przykład, nakarm mnie, ratuj mnie, bądź opiekuńczy, nie śmieć. Czyli napisał jakby o rzeczach, które są dla niego ważne. I ta jego wolność, niezależność myślenia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I wtedy pomyślałam sobie o tym, że w zasadzie moglibyśmy spróbować wysłać go ponownie do komunii, co dla mnie byłoby filmowo bardzo dobre, bo miałabym taką naturalną oś narracyjną, wokół której mogłabym zbudować tę historię. Oczywiście wiedziałam też, że ta komunia będzie takim pretekstem do spotkania z mamą, na czym najbardziej zależało Oli. Więc tak powstała ta historia. Potem to już było właśnie pisanie scen, które częściowo się znalazły w filmie. Nie wszystko się udało niestety, a może stety, bo też dostałam tyle rzeczy, których absolutnie nigdy bym nie wymyśliła prawdopodobnie. Życie okazało się dużo ciekawsze niż to, co zapisaliśmy. Więc na szczęście nie wszystko się udało. i była przestrzeń na to, żeby coś się wydarzyło, co nie było zaplanowane.
[10:04.03 → 10:35.53] A: Czyli były takie sceny, które napisałaś w scenariuszu? Scenariusz w dokumencie to jest w ogóle osobny temat na dyskusję, bo wiadomo, że jest jakiś szkielet, który trzeba wypełnić potem tym żywym mięsem i pytanie, do jakiego stopnia to jest wykreowane, do jakiego stopnia jakoś katalizujesz sytuację między bohaterami, a do jakiego oni sami są w tym sprawczy, twórczy. Myślę, że tutaj to jest bardzo ciekawe.
[10:35.95 → 12:36.53] B: Katalizacja właśnie to jest takie dobre słowo. Ja przede wszystkim, mi bardzo zależało, bo to jeszcze dochodził do tego ten aspekt etyczny w tym wszystkim, mi bardzo zależało, żeby jednak nie przekraczać swoich własnych granic i granic też bohaterów. bo miałam taką świadomość, że podchodzę bardzo blisko i przecież zupełnie nawet niechcąco mogę ich krzywdzić po prostu. Więc na to bardzo uważałam, więc zanim w ogóle weszłam w zdjęcia, ponad rok spędziłam z nimi bez kamery, częściowo z kamerą, częściowo bez kamery, ale to była właściwie taka dokumentacja, która dla mnie była, właściwie to był taki najważniejszy etap, bo po prostu zależało mi, żeby tych ludzi jak najlepiej poznać. Po to właśnie między innymi, żeby potem jakby pisząc scenariusz, móc de facto przewidywać ich reakcje i też nie stawiać ich w sytuacjach, które mogłyby być dla nich zbyt bolesne na przykład, albo żeby do niczego ich nie zmuszać. I tak się myślę, to w zasadzie dzięki temu też te sceny, które gdzieś tam zapisałam w tym scenariuszu, one były możliwe w realizacji, bo były oparte o jakąś obserwację. Na przykład część z nich była gdzieś wcześniej zaobserwowana, a potem ja czekałam. Ja to zapisałam i potem czekałam albo ewentualnie coś bardziej prowokowałam, żeby to się wydarzyło może. I tak też się stało. A część takiej było zupełnie gdzieś tam wymyślonych, ale też nigdy nie miałam takiej pokusy, żeby poprosić o coś bohatera bezpośrednio. Tylko raczej starałam się przekonać ich do tego, że oni też tego bardzo chcą.
[12:38.23 → 12:39.21] A: Na przykład czego?
[12:39.75 → 14:35.22] B: Na przykład wiedziałam, że Oli bardzo zależy, żeby nikt ode mnie zrobił, jak to ona mówi, przypału podczas już tej ceremonii. Bo ona zawsze się takich sytuacji publicznych z Nicodemem bardzo bała i przeżywała to, bo Nicodem ma różne pomysły i różnie się w takich sytuacjach zachowuje. Ona zawsze to jakoś tam się wstydzi i to jest dla niej trudne, więc nie lubi w ogóle takich sytuacji, kiedy gdzieś tam się musi z nim publicznie pokazać. A tu nagle była ceremonia i kościół pełny ludzi, i mama, i kamera, i wszystko naraz. No i takim trudnym momentem oczywiście było to przyjmowanie opłatka. bo Nicodem rzeczywiście na próbach w Kościele nie do końca sobie z tym radził. I Ola to przeżywała i ja wtedy pomyślałam sobie, no dobrze, to w takim razie zrobimy taką scenę, kiedy ona go przygotowuje. Ponieważ ja liczyłam na większy konflikt, to ja sobie w scenariuszu zapisałam, że ona będzie go uczyła na... A wiedziałam, że Nicodem nie lubi warzyw. Więc wymyśliłam sobie, że ona będzie go użyła na marchewce i na selerze. Więc się przygotowałam oczywiście pięknie do zdjęć. Kupiłam selera, kupiłam marchewkę. No i liczyłam na rozlew krwi. Ale Nicodem absolutnie odmówił współpracy i po prostu uciekł. I w ogóle nie było żadnej sceny. No i zaczęliśmy się zastanawiać, co tu zrobić. No i Ola wymyśliła wtedy, to chyba Ola wymyśliła, bo tata, już nie pamiętam, że przecież nikogo tam uwielbia banany, więc róbmy to na bananie. I wtedy oczywiście ten banan był zdecydowanie zabawniejszy, ciekawszy, ale też scena przez to zupełnie emocjonalnie miała inny wydźwięk i musiała też zostać przeniesiona z tego miejsca, w którym była właśnie w scenariuszu, do miejsca, gdzie trochę było tak emocjonalnie lżej.
[14:37.23 → 15:05.89] A: W dokumencie scenariusz to jest pierwszy taki próg, w którym trzeba coś przewidzieć, co potem może się kompletnie wywrócić, a potem jest montaż, w którym różne sensy nabierają, albo się zmieniają, albo nabierają nowego nastroju, albo zmieniają znaczenie. Jak długo pracowałyście z Agnieszką Glińską nad montażem? Też Wojtek Janas współpracował przy montażu?
[15:06.24 → 17:44.04] B: Wojtek Janas był na samym początku, bo ja, Agnieszka weszła na etapie pierwszej układki. Natomiast myśmy z Wojtkiem pracowali bardzo krótko. Wojtek chyba stwierdził, że jakby ta pierwsza okładka jest tą układką finalną. Dla mnie to był początek pracy, więc trochę się rozminaliśmy. I wtedy w tym momencie pojawiła się Agnieszka, która zobaczyła film, właśnie miała pod kątem uwag, no i sama spytała mnie, czy ja mam montażystę. Ja w tym momencie straciłam tego montażystę, bo ja byłam na początku drogi, a on już kończył, więc odnalazłyśmy się po prostu. I spędziłyśmy razem 6 czy 7 miesięcy. Po czym Agnieszka musiała przejść niestety do jakiegoś kolejnego filmu, bo była zobowiązana umową i ja zostałam z tym jeszcze na jakieś 4 miesiące sama i robiłam jakieś jeszcze ostatnie szlify. I w scenariuszu jakby sama konstrukcja filmu już była, no bo właśnie jakby wyniknęła ze scenariusza i potem już te ostatnie kilka dni zdjęciowych, które już sobie przeznaczyłam na dokrętki, czyli to, czego mi się nie udało zrobić albo gdzieś tam czułam, bo w międzyczasie też to właśnie montowaliśmy, że potrzeba jednak, żeby coś dopowiedzieć, coś zszyć, jakieś dwie sceny, to jeździłam już po takie konkretne ujęcia niemalże. Natomiast rzeczywiście ten rytm, to wypracowanie rytmu przede wszystkim, I właśnie szukanie jakichś nowych znaczeń ewentualnie, to już była ta wielomiesięczna złubanina, taka trochę też gdzieś tam patchworkowa sprawa. Tam nie było aż tak bardzo dużo godzin zdjęciowych, więc to nie była kwestia tego, że gdzieś tam się dużo czasu, jak to zwykle w dokumencie właśnie się spędza na oglądaniu materiałów, Ale ja by do pewnych scen też musiałam dojrzeć na przykład. Nie od razu oczywiste było dla mnie, żeby użyć sceny jak Ola wraca z dyskoteki do domu, w którym nie ma tego telewizora, dlatego że ja miałam taki opór, że ona po prostu nie będzie się czuła dobrze z tą sceną. Ona po prostu źle na to zareaguje. Okazało się na szczęście inaczej, ale to zajęło mi Kilka miesięcy, żeby w ogóle podjąć tę decyzję, żeby tę scenę zrobić w filmie.
[17:44.46 → 17:46.84] A: Czyli byłaś mniej odważna niż twoi bohaterowie.
[17:47.82 → 17:51.88] B: Dokładnie tak, ale to nie po raz pierwszy tak się zdarzyło.
[17:52.76 → 17:54.30] A: Jak myślisz, czemu tak się dzieje?
[17:57.47 → 19:22.93] B: Ja myślę, że to wynika z nich po prostu, że oni są bardzo odważni, życiowo są odważni, pewnie jestem trochę mniej życiowo odważna, ale też są bardzo z siebie dumni. To są po prostu dumni ludzie i w takim pozytywnym tego słowa znaczeniu. I ja myślę, że ja też się tego od nich trochę nauczyłam, bo mi trochę tego brakowało w życiu, a wzięłam sobie to właśnie dokładnie od Oli. I zresztą od Marka też. Bardzo mi tym zaimponowali. I też nie tylko oni, ale też mama Oli. Tutaj miałam najwięcej obaw, jak ona na to właśnie zareaguje. I okazało się, że to oczywiście była najtrudniejsza konfrontacja, ale też jakby na końcu powiedziała, że to pokazałam tak, jak jest w tej rodzinie. i że ona tego nie jest w stanie zmienić, ale ma odwagę się z tym skonfrontować. I miała odwagę też przyjść na premierę właśnie w Warszawie, na festiwalu warszawskim i stanąć przed pełną salą, dużą salą kinową. To był bardzo taki mocny, wzruszający dla nas wszystkich moment.
[19:24.19 → 19:29.78] A: Obawiałaś się, czy ona w ogóle zechce pojawić się na ekranie? zaczynając pracę nad tym filmem.
[19:30.14 → 20:59.94] B: Tak, chociaż nad tym od początku pracowałam i mi na tym bardzo zależało, też mi na tym zależało i mam nadzieję, że to się jakoś udało, żeby w tym filmie jej nie ocenić. bo wydaje mi się, że ona tutaj nie zasługuje na jednoznacznie złą ocenę. Ja próbowałam to na początku też zrozumieć, te jej decyzje, chociaż one nie są, wydaje mi się, trudne do zrozumienia. Jednak ta różnica wieku pomiędzy nią a Markiem jest znacząca. Jest to różnica jednego pokolenia. więc ona miała 17 lat jak urodziła Olę i 18 jak urodziła Nicodema, autystyczne dziecko. I myślę, że miała prawo nie odnaleźć się w tej sytuacji. I miała prawo wybrać tak, jak wybrała. Prawdopodobnie zachowałabym się tak samo w tej sytuacji. Więc zależało mi na pewno, żeby jej nie ocenić, ale też nie chciałam jej specjalnie tłumaczyć, na zasadzie takiego Bo zwykle jak mężczyzna opuszcza rodzinę, to nikt mu nie zadaje pytań. Po prostu każdy to przyjmuje do wiadomości. Jak coś takiego robi kobieta, to oczywiście się pojawiają pytania i jakaś próba wytłumaczenia. I ja stwierdziłam, że ja po prostu nie będę jej zadawała tych pytań. Pozostawię to po prostu w wrażliwości widzę.
[21:01.74 → 21:22.68] A: Właściwie żadnego z bohaterów w twoim filmie nie oceniasz. Myślę, że to też jedna z cech rasowego dokumentu, że bohaterowie nie są poddawani ocenie, że to widownia ma ewentualnie ocenić albo po prostu wysnuć wnioski z ich życia, z ich losu.
[21:23.78 → 21:51.30] B: No tak, zresztą myślę, że oni są na tyle pozytywnymi jednak charakterami, takimi fajnymi ludźmi, że to nie wymagało jakichś wielkich umiejętności z mojej strony, żeby ich obronić. Oni się sami świetnie bronią. Nie wymagało to jakiejś mojej tutaj wielkiej empatii albo jakichś prób. Tacy są, fajni są.
[21:51.34 → 22:08.38] A: No tak, ale myślę, że trochę jesteś zbyt skromna, bo z każdego materiału, nie wiem ile miałaś godzin, można ułożyć opowieść o kimś, która będzie laurką i opowieść, która będzie aktem oskarżenia. I wyobrażam sobie, że taka wersja twojego filmu też mogłaby powstać.
[22:09.60 → 22:38.18] B: Pewnie tak. Pewnie łatwiej byłoby o ten akt oskarżenia w tym przypadku, aczkolwiek ja bardzo też nie lubię laurek. I też nie lubię bohatera w filmie dokumentalnym i fabularnym, którego się tak jednoznacznie po prostu lubi. I nie lubię też takich prób na mnie, które gdzieś tam prowadzą do tego, że ja mam właśnie dokładnie w tym momencie tego bohatera polubić. Jakoś mi to zwykle odwrotny skutek w moim przypadku.
[22:40.48 → 23:06.72] A: A miałaś taką pokusę, żeby jakoś inaczej rozłożyć akcent? O właśnie, inaczej spytam. Co się zmieniło od tej pierwszej układki do ostatniej? Jak ten proces przebiegał? Oprócz tego, że szukałyście, jak rozumiem, z Agnieszką Glińską, montażystką, rytmów, żeby film się po prostu dobrze oglądał, żeby był opowiedziany płynnie, żebyśmy podążali za nim emocjonalnie, to co się najbardziej zmieniło?
[23:08.03 → 25:20.68] B: Oczywiście te sceny, na przykład ta scena dyskoteki, na którą ja nie miałam odwagi i w zasadzie Agnieszka tutaj eforsowała, żeby to było. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że to jest świetna scena, ale ta obawa przed konsekwencją tej sceny była przez długi czas silniejsza. I Agnieszka mnie do tego przekonała. I też ten film, w zasadzie ta pierwsza układka była według mojej oceny i też oceny Agnieszki, bardziej takim zestawem scen. Natomiast chodziło też o to, żeby poszukać jakichś takich połączeń płynnych, przejść pomiędzy tymi scenami. Czasami jedno ujęcie wystarczyło, żeby to się po prostu bardziej tak oglądało. No właśnie może jak fabułę, żeby nie czuć było tego... Żeby była akcja. Żeby była akcja właśnie dokładnie, tej akcji trochę brakowało w tej pierwszej układce i takiego płynniejszego przebiegu. Ale też nie chciałyśmy, żeby to też było takie prowadzenie widza za rękę, więc to było też takie szukanie balansu również w tym. Też parę rzeczy chciałyśmy zostawić w takim niedopowiedzeniu. Jest też ta scena na przykład, nad którą się dosyć długo zastanawiamy. My nie. usłyszałyśmy cały czas zarzuty, że scena na przykład z archiwum, z komunii mamy, że to jest scena, która absolutnie jakby wybija widza z transu. Czy państwa ta scena wybiła w jakimś... Nie, no właśnie. Mnie też nie wywijała. A jak pokazywałam ten film kilku osobom po drodze, to właśnie był taki zarzut, że przecież nikt nie będzie wiedział, kto to jest, albo że to w ogóle jest inna materia, że to w ogóle nie pasuje i żeby się tego pozbyć. A nam się wydawało, że właśnie Ja myślę, że to w ogóle nie ma znaczenia, czy to pasuje czy nie. Nawet nie ma znaczenia, czy ktoś jakby spadnie na to, że to jest mama czy nie, bo gdzieś tam emocjonalnie to nas po prostu i na mnie, i na Agnieszkę bardzo mocno zadziałało od początku.
[25:22.59 → 25:34.18] A: Skoro jesteśmy przy emocjach i Państwo już zostali wyrwani do pierwszej odpowiedzi, to może ktoś ma ochotę się włączyć w dyskusję. Tutaj proszę, mikrofon już do Pani idzie.
[25:44.41 → 27:05.25] C: Piękne, dzięki za taki film. Ja bardzo lubię dokument, ale pod niesamowitym wrażeniem jestem tego właśnie filmu, z racji tej, że w ogóle moje zawodowe nawet życie jest trochę też z tym związane, z trudnymi sytuacjami rodzinymi, powiem tak ogólnie. I już tu pani reżyser, mogę tak powiedzieć, pewne rzeczy wyjaśniła, ale jeszcze mogę się dopytać. Jestem pod wrażeniem właśnie bohaterów, jeśli tak można powiedzieć, bo oni, tak jakby kamera była ukryta i to wszystko było, że tak powiem, podpatrzone. Więc wielka autentyczność. Ta Ola jest fantastycznie, można powiedzieć, to zagrała, ale to nie zagrała, ona taka była. Należy to rozumieć? Taka była. Takie mam pytanie, ale jeśli można, to jeszcze dalej. Czy realizm tego wnętrza mieszkania to był taki autentyczny czy podreżyserowany? Drugie pytanie. Trzecie. Te sceny nakręcone w szkole, to była autentyczna szkoła, bo tam były napisy, ale tak nie wszystkie udało się przeczytać. I kolejne pytanie. Czy pani ma kontakt jeszcze z tą rodziną? I czy matka Oli, to już też, że ona, tak jej losy się ułożyły. I czy z tym dzieckiem to też było to dziecko, też prawdziwe dziecko, czy też trochę podreżyserowane? Może trochę sporo pytań, jeśli pani by mogła. Dziękuję.
[27:06.19 → 31:25.56] B: Nie mieliśmy żadnych komputerowych zabiegów w filmie, więc wszyscy bohaterowie są jak najbardziej prawdziwi. Wnętrze też jest prawdziwe, aczkolwiek jak ja tam po raz pierwszy się pojawiłam, to też miałam takie wrażenie, że to jest scenografia do filmu. I bardzo się z tego ucieszyłam, bo to zawsze obniża koszty, nie trzeba nic tam dokładać. Tapeta zwłaszcza mnie zachwyciła. Wyobrażam sobie, że ten film sfotografowany w jakimś takim wnętrzu z zieloną albo żółtą lamperią, co się często przecież zdarza w takich mieszkaniach, bardzo by stracił. Tam był taki świetny element, złoty element w tej tapecie, który fajnie odbijał światło, które z kolei takie przepuszczone przez brudną firanę, też jakby robiło ten klimat tego wnętrza. Sceny w szkole też nie były, to była publiczna szkoła, do której chodzi nikodem. I akurat z tej scenografii byłam najmniej zadowolona. Bo jednak ta jarzeniówka i te żółte ściany, tutaj trzeba było trochę pomóc temu właśnie w postprodukcji, żeby to trochę lepiej wyglądało, ale też nie. Nie jestem tak do końca z tego efektu zadowolona, ale nie było takiej możliwości, żeby to nagle przenieść do innej szkoły, bo to by z kolei straciło... Nikodema nie można było po prostu stamtąd ruszyć. Musiał być w tym swoim środowisku. Aczkolwiek miałyśmy taką pokusę. Kościoła szukałam dosyć długo właśnie pod kątem scenografii. I tak, mam kontakt z bohaterami, Ola ma się bardzo dobrze, jest w tej chwili w szkole. Wyprowadziła się z domu we wrześniu, dostała się do liceum z internatem. w innym mieście, bardzo jej zależało właśnie na tym, żeby to była szkoła, klasa o profilu medycznym, więc szukała takiej dla siebie dobrego miejsca. I trochę tak pod kątem też, żeby się wyrwać z domu, no bo myślę sobie, że to dla niej było też bardzo dobre, żeby stamtąd po prostu wreszcie gdzieś tam, chociaż na te dni robocze, bo w weekendy jest w domu, ale w tygodniu jest w internacie. I też to jest dobre dla Nicodema, bo on się też zaczął samodzielniać i też jest mniej nerwowy, bo jednak Ola gdzieś tam strofowała go bezustannie, więc myślę, że to też na ich relacje bardzo dobrze wpłynęło, bo oni zwyczajnie za sobą zaczęli tęsknić i doceniać siebie wzajemnie. Tak więc Ola jest w tej szkole z internatem. Nikodem zaczął od stycznia zeszłego roku terapię. Terapię, która w zasadzie ma na celu jego samodzielność w takim dorosłym życiu. I tą terapię finansowaliśmy przez długi czas z budżetu filmu, ale te środki nam się skończyły i w związku z tym w tej chwili wystartowaliśmy z takim subkontem przy Fundacji Sydeka, na które zbieramy środki na jego terapię. Więc jeśli mielibyście Państwo ochotę wspomóc Nicodema, to jest taka możliwość. Można albo dokonać przelewu na to konto, albo odpisać 1%. więc jest taka możliwość, żeby mu pomóc. Wszystkie informacje na ten temat są na stronie na Facebooku naszego filmu. Tam jest utworzone wydarzenie i można znaleźć informacje na temat subkonta i jak mu pomóc. Zaczął też od grudnia, ma indywidualny system nauczania w szkole. Więc część zajęć realizuje w grupach, a część zajęć ma indywidualnie z nauczycielami. Tak więc też takie w sumie chyba dobre zmiany w jego życiu. Ale jest bardzo mało czasu, bo on w zasadzie to jest po raz pierwszy w życiu ma terapię, a zwykle dzieciaki zaczynają na wieku trzech, dwóch lat już takie terapię, więc jakby tutaj tak naprawdę to są już ostatnie lata dla niego.
[31:27.23 → 31:32.71] A: Powiedziałeś, że ten film był dla ciebie rodzajem terapii, ale przede wszystkim chyba był rodzajem terapii dla bohaterów.
[31:33.73 → 31:58.26] B: Ja myślę, że się wszyscy trochę tak sterapotyzowali dzięki temu doświadczeniu. I też dla operatorki myślę, że to była jakaś taka też ciekawa przygoda z tego, co sobie porozmawiałyśmy. Więc tak, to też było takie myślę, że silne przeżycie dla nas wszystkich, więc choćby z tego powodu. Taki ważny jednak proces.
[31:59.00 → 32:20.77] A: A co było najważniejsze w tym procesie? Dałoby się to nazwać? Dla ciebie, dla Małgosi Szyłak, która robiła zdjęcia. Dla całej ekipy myślę, bo jeśli się tak długo obsuje z tymi bohaterami pracując nad filmem, bo państwo mają z nimi do czynienia przez 70 minut. Ekipa, która nad tym pracuje to są dni, godziny, tygodnie, miesiące.
[32:22.02 → 33:46.24] B: Trudno bardzo mi powiedzieć, co tutaj było najważniejsze w tym procesie, bo ten proces był tak złożony. To było tyle doświadczeń rozmaitych i w trakcie filmu, i teraz po filmie, że ja się w ogóle czuję wzbogacona, ale też się czuję wzbogacona kontaktem. Myślę, że to jest kontaktem z bohaterami, konkretnie z tymi bohaterami. Ja po raz pierwszy miałam do czynienia z osobą autystyczną, mówię o Nikodemie. I to jest dla mnie teraz jeden z najbliższych osób w życiu w ogóle. Bardzo się z nim zżyłam i bardzo lubię spędzać z nim czas. On jest naprawdę... Ja czuję, że ja się gdzieś tam czegoś doświadczam, będąc z nim i to w ogóle jakoś tak mnie bardzo... wzbogaca ten kontakt, więc takie rzeczy bardzo doceniam, że miałam okazję właśnie tak się wnikliwie temu przypatrzeć i myślę, że gdzieś tam spróbować przynajmniej zrozumieć, na czym to polega. I że ten świat, jego świat, Jest tak bogaty, jest tak inny od mojego, ale tak bogaty i tak ciekawy, że ona czuje się taka wzbogacona bardzo.
[33:48.68 → 33:52.58] A: Proszę Państwa, zapraszamy. Tam poprosimy o mikrofon dla Pani.
[33:55.80 → 33:58.80] D: Przy
[34:01.52 → 34:02.04] A: filarze.
[34:07.98 → 36:44.76] D: Dziękuję. Przede wszystkim ogromna wdzięczność dla Pani za ten film. Z takiego nawet i bardzo prostego powodu. Odbywa się jakiś tydzień czy coś dzień autyzmu. Wczoraj miasto pokazano w telewizji. Rzadko to oglądam na niebiesko. I dzisiaj Pani z tym filmem. to jest po prostu zbieg okoliczności, jeśli w ogóle są zbiegi okoliczności, tak jak tutaj w tym filmie. Ale ja mam taki maleńki niedosyt w pani filmie. Główna bohaterka ogarnia, nazwijmy to, tę rodzinę. Troszczy się o ojca i o swojego brata. Ogarnia ten dom, całe to gospodarstwo, ale jako sama Aleksandra nie istnieje. Pani powiedziała, że ona teraz jest w tym liceum. Ona jemu pakuje tornister. Ona jemu daje śniadanie. Dobrze, gdzie ona w tym wszystkim jest? Ona nie pakuje swoich zeszytów. Ona jest rok od niego starsza. Przecież ona też idzie do szkoły. Przecież ona też odrabia lekcje. Przecież ona musi znaleźć czas dla siebie, no bo skąd by się znalazła w tym liceum? I tu zgubiła pani, przepraszam, że ja tak mówię, ją w tym filmie, tę osobę tak niezwykle ważną. Jej tu nie ma. Jest tylko coś w rodzaju matki, siostry, córki, a gdzie jest Aleksandra? Tu ja wiem, że Pani taki sobie zamysł zrobiła. Ja absolutnie to szanuję, ale ja bym chciała, żeby ta dziewczynka Choć przez chwilę, choć w jakichś takich konkretnych sytuacjach, no pewnie jest ta dyskoteka, wyjmuje jakieś tam te ciuchy, widzimy, że ma pomalowane paznokcie, że gdzieś tam idzie z koleżankami na basen, że z tym ojcem się tam, że przyjdzie o tej godzinie. ale mnie jest po prostu tego tutaj, przepraszam tak szczerze, trochę za mało. To jest taki mój maleńki zarzut, znak zapytania. Bardzo proszę. Dziękuję.
[36:45.31 → 38:25.00] B: Dziękuję bardzo. Trudno mi się do tego odnieść, bo mogę się przyznać do błędu, że coś się nie udało, aczkolwiek ja lubię takie niedoskonałe filmy i trochę lubię też zostać gdzieś z takim poczuciem niedosytu. Trochę rzeczywiście tak było, że ja miałam w materiałach więcej takich scen z Olą, też jakby zaryzykowałam, być może to się do końca nie udało, ale gdzieś próbowałam rzeczywiście stworzyć takie poczucie, że tej Oli po prostu nie ma, że ona tego czasu dla siebie nie ma, że ona nie ma czasu na te właśnie dziewczeńskie wypady i nie ma czasu na ten swój świat. I to starałam się zbudować. I w montażu było kilka scen, które właśnie gdzieś tam były o niej bardziej, tylko że to się z tego robiło, Więc ostatecznie tak zdecydowałyśmy z montażystką, że to się w tym filmie nie znajdzie. Być może to się nie udało. Tak jak pani mówi, że to poczucie niedosytu się wytworzyło przez to. No cóż. Film jest zamknięty, zmontowany po premierze. Do montażu już na szczęście nie będę wracać. Bardzo pani dziękuję, bo ja zawsze lubię usłyszeć takie uwagi, bo one są zazwyczaj dla mnie akurat najcenniejsze. Bo to mi pozwala się gdzieś tam przepatrzeć, poszukać tych dziur. i gdzieś tam wykorzystać tą wiedzę przy kolejnym, mam nadzieję, filmie. Także bardzo dziękuję.
[38:26.30 → 39:56.71] A: A ja spróbuję, jeśli można, to ja bym spróbowała pogodzić te perspektywy, bo ja mam wrażenie, że pani się upomniała o człowieka i że szkoda, że Ola tego nie słyszy, ale dla filmu myślę, że to lepiej, że jej tam nie ma, bo to jest film właśnie o tym, o tym, że nie ma na nią miejsca. I teraz gdyby Ania włączyła te sceny do filmu, to paradoksalnie ten film przestałby być takim mocnym głosem w obronie Oli. I ja mam też poczucie, że jakby... Ola dostaje to na innym poziomie, że prezentem dla Oli nie są poszczególne sceny, które by znalazły się w tym filmie, o tym jak ona pakuje zeszyty, czy jak odrabia lekcje, tylko że cały film jest prezentem dla niej. W takim sensie, że terapeuci wiedzą, że jeśli dziecko doświadcza, czy ktokolwiek doświadcza, ale zwłaszcza dzieci, doświadczają jakichś bardzo trudnych sytuacji, które są sytuacjami losowymi i nie da się ich zmienić, to o wiele mniejszą traumę stanowi dla tych dzieci, jeśli ktoś jest życzliwym świadkiem. Jeśli po prostu ogląda ich los i powie, widzę, że jest ci ciężko. Ja mam wrażenie, że ty tym filmem, Aniu, mówisz, Oli, widzę, że jest ci ciężko. Widzę, jak bardzo trudne jest to, co przeżywasz. I to jest w moim pojęciu ten prezent, który ona dostaje.
[39:57.85 → 43:08.48] D: Zgadzam się z paniami, ale tutaj bardziej z panią reżyserką. Tu mi brakuje tego konkretnego człowieka w kilku migawkach. On jest cały czas. Ja absolutnie tu niczego nie neguję, ale ona jest w tym filmie kimś najważniejszym. Ona trzyma cały ten film, więc niech będzie jedna migawka. że przecież musi swoje też te lekcje odrobić, bo inaczej skąd się znajdzie w tym liceum. Ale zostawię już ten temat. Tylko z ogromnym szacunkiem chcę tutaj podkreślić jeszcze taki pani wielki takt w pokazaniu tej lekcji religii, w pokazaniu tej sceny spowiedzi. Tu nie ma takiej wielkiej pedagogii, to można było ośmieszyć. A tu jest z taką wielką sympatią, z taką ogromną życzliwością to pokazane, tak jak to naprawdę jest. Przecież w wielu filmach widzimy to takie musztrowanie tych dzieci. Ono jest. ale u pani wyczuwa się sympatię do tego, nawet jeśli ten nikodem się zachowuje, jak się zachowuje, wiadomo, on jest taki i on ma prawo tutaj być. I nawet jakaś tam ta scena, gdzie pani wymienia, że tam wśród konsultantów jest ksiądz, nawet ten katecheta, który prowadzi ten rachunek sumienia, I to jest z taką wielką życzliwością. Używa Pani też takiego ładnego, trafnego słowa do tego sakramentu, więc ja od tej strony wyrażam z mojej strony ogromny dla Pani szacunek. To jest wielka siła tego filmu, wielka zaleta, ale to jest zaleta Pani. reżyserki, która tak to potrafiła pokazać, tak to bardzo naturalnie, bez żadnego moralizowania, ale jednocześnie bez ośmieszania, z takim wielkim respektem to pokazać, to wielkie wydarzenie. Bo on się nawet wyuczył tego, co trzeba. I jak ona go tam strofuje, ta jego kochana siostrzyczka, to on odpowiada tak jak trzeba. I ten Katecheta, no brawo. I taki dziecko autystyczne, tak jak pani mówi, że go pani tutaj tak bardzo polubiła, ma pani z nim dużo kontaktów, no nie można go nie polubić. Kiedy przychodzi ten kurator, nie wiadomo kogo, kto, jak on potrafi, świetnie, jaki jest inteligentny, zrobić z siebie tego lwa niedźwiedzia, nie wiadomo kogo. I to jest fantastyczne. Za to pani bardzo, bardzo od siebie dziękuję.
[43:08.96 → 43:10.26] B: Bardzo pani dziękuję również.
[43:12.74 → 43:29.78] A: Ja chciałbym zapytać, rozwinąć może trochę jedną rzecz, o której pani tutaj mówiła. Chciałbym zapytać o to, czy komunia w tym filmie jest tylko pewnym tłem, który pozwala nam prowadzić narrację, i przedstawiać tą historię rodziny, czy jakby rola jako religia
[43:29.78 → 43:31.12] B: pełni też właśnie w tym filmie, bo
[43:31.12 → 43:41.94] A: to jest jedyne gdzieś tam lekcje, które widzimy w szkole, ten ksiądz, ta komunia, czy to jest jakieś odzwierciedlenie może też rzeczywistości, czy roli jako religia dla tych rzeczywistych osób ma?
[43:43.24 → 48:34.73] B: To nie jest rodzina bardzo religijna. Myślę, że to jest taka przeciętna katolicka rodzina, taka katolicka bardziej w teorii, niespecjalnie praktykująca. Ale takie właśnie sakramenty jak komunia i inne są ważne, żeby to przeżyć. Natomiast mi zależało też, żeby pokazać, bo dla mnie ta kościół, szkoła, opieka społeczna to są takie instytucje, które mają na celu służyć ludziom przede wszystkim i zwłaszcza osobom w potrzebie i rodzinom w potrzebie. I zauważyłam, że w przypadku tej rodziny konkretnie, ale wydaje mi się, że jest takich rodzin jednak sporo w Polsce, te instytucje nie do końca wywiązują się z tych swoich obowiązków. Nie chciałam zrzucać jakichś oskarżeń pod konkretnym adresem i dlatego też tutaj te twarze kuratora czy księdza to się zwykle gdzieś tam znajduje poza kadrem, w centrum kadru jest Jest Ola, która jest trochę taką samotną wyspą i wokół niej to wszystko się kręci, ale właśnie jest tą wyspą, czyli ta pomoc do niej też nie dociera. I ona też o tą pomoc nie prosi, a nie prosi dlatego, że nie ma zaufania do tego świata dorosłych. Nie ma zaufania do kuratora, nie ma zaufania do nauczycieli, nie ma zaufania do księdza, nie ma w zasadzie zaufania do nikogo. Bo możemy sobie wyobrazić łatwo, że gdzieś tam to zaufanie zostało nadużyte w przeszłości. Jest takim właśnie dzieckiem, które nie ufa i które się boi. I które jest właśnie bardzo samotne w tej sytuacji. I ja pamiętam właśnie z mojego też własnego życia i dlatego też mi bardzo zależało, żeby pokazać też ten mechanizm, bo nie tylko byłam dorosłym dzieckiem, o czym właśnie mówiłaś tutaj, ale też doświadczyłam właśnie takiej obojętności ze strony szkoły, kiedy na przykład w liceum na rok rzuciłam właśnie szkołę. z różnych powodów, ale jednym z tych powodów była właśnie taka trudna, emocjonalnie trudna sytuacja rodzina, aczkolwiek ja jestem z zupełnie innego środowiska, moi rodzice są po studiach i tak dalej, natomiast jakby emocjonalnie te sytuacje były gdzieś tam podobne. I też jakby po latach, Zaczęłam się nad tym zastanawiać, że to jest dosyć dziwne, że w takich sytuacjach właśnie szkoła nie reaguje i w zasadzie nikt nie reaguje. I też tutaj w tym przypadku nie tylko nie było reakcji na sytuację Oli, ale też nie było reakcji na samego Nicodema. nie tylko w filmie, ale w ogóle w życiu nie ma na Nicodema reakcji. Ja miałam takie poczucie, że zwłaszcza w szkole, że w zasadzie nauczyciele Nicodema nie chcieli przyznać, czy nie chcieli nazwać tej dysfunkcji, jaką on ma, czyli autyzmu. W związku z tym w filmie się nigdy nie pojawia słowo autyzm, bo to jest słowo zakazane i w tej rodzinie, która stara się udawać, że Nicodem jest normalnym chłopcem. Oczywiście wynika to z miłości, z troski i z takich pozytywnych raczej uczuć. Natomiast w szkole wynika to z tego, że na momencie, kiedy się czegoś nie nazywa, to ten problem trochę nie istnieje. Więc on przez wiele lat nie miał tego indywidualnego nauczania. Chociaż szkoła dostaje co miesiąc 4 tysiące złotych na Nikodema właśnie od państwa, jak na każde niepełnosprawne dziecko. No i te pieniądze nigdy nie trafiały do niego. Były dysponowane zupełnie na jakieś inne cele, ale w każdym razie Nikodem z tego w ogóle nie korzystał. No i dopiero w zasadzie tutaj po naszej ingerencji okazało się, że to jednak jest możliwe, żeby taki indywidualny tok nauczania wprowadzić. I teraz te pieniądze również częściowo pewnie trafią na tą jego prywatną terapię, o to się bardzo staramy. Natomiast wracając jeszcze tutaj do pytania, to nie był jakiś mój prywatny rozrachunek z Kościołem i też nie miałam tutaj na celu jakiegoś ośmieszania kogokolwiek, ale bardziej dla mnie to była po prostu jedna z instytucji, która po prostu gdzieś tam nie do końca działa.
[48:38.26 → 48:46.28] A: Tu było pytanie z tej strony. Odpowiedź została uzielona. Mamy na środku.
[48:48.06 → 50:40.79] E: Ja przede wszystkim chciałam ogromnie podziękować za ten film. W ciągu ostatniego roku obejrzałam chyba 60 produkcji na ekranie dużym. Nie mówię o filmach w telewizji. I chyba on jest na pierwszym miejscu. Więc ogromnie dziękuję. Natomiast pani powiedziała, że nie chciała pani ani laurki, ani oskarżenia. Dla mnie ten film jest jednym wielkim oskarżeniem. Mówię to absolutnie w sensie pozytywnym. Bohaterem tego filmu dla mnie jest absolutnie Nicodem. Już znam odpowiedź na ile zachowania Oli ojca były w jakiś sposób reżyserowane. Jest we mnie pytanie, na ile było w ogóle możliwe jakiekolwiek reżyserowanie Nicodema. Natomiast film jest dla mnie oskarżeniem i tylko jednym zdaniem jeszcze nawiążę tutaj do wypowiedzi pani. To, że Oli nie ma w tej filmie, jest właśnie siłą tego filmu. Ja tylko to samo chciałam powiedzieć, o czym pani mówiła. Bo Ola dla mnie w tym filmie jest poprzez to, że jej tam nie ma i dlatego jest to oskarżenie. wobec nas, świata dorosłych, wobec wszystkich instytucji, które powinny się tu znaleźć, ale także przede wszystkim wobec rodziców. Gdyby nie pani komentarz po filmie, że pan Marek był dla pani pozytywną osobą, mój odbiór jest absolutnie negatywny. To, że Ola jest małym bohaterem w rodzinie dysfunkcyjnym, nie usprawiedliwia w jakikolwiek sposób świata dorosłych. Natomiast film jest jednym wielkim, protestem przeciwko niesprawiedliwości, które spotyka nas w życiu po prostu. Ja ogromnie, ogromnie dziękuję za ten film.
[50:43.39 → 53:18.37] B: Bardzo dziękuję. Dla mnie właśnie Anikodem jest taką, bo to takie właśnie są dyskusje, kto jest głównym bohaterem tego filmu. Ja strasznie się cieszę, że właśnie są widzowie, którzy się bardziej utożsamiają z Olą. a są tacy, którzy się bardziej utożsamiają z Nicodemem. Ja miałam od początku ogromny związek z Olą, wynikający z takich wspólnych naszych doświadczeń i z takiej właśnie mojej potrzeby zaprotestowania przeciwko takiej sytuacji, jaka ją spotkała i jaka mnie spotkała, więc to też był taki rozrachunek ze swoją własną przeszłością i ze światem dorosłych, Również. Natomiast Nicodem... Prawdopodobnie bym się nie zdecydowała na zrealizowanie tego filmu bez Nicodema, bo on wprowadził taką perspektywę, która dla mnie jest bezcenna i odpowiadając na Pani pytanie, na szczęście Nicodema nie da się reżyserować. Ja sobie zapisałam, co prawda gdzieś na samym początku pracy, już po naszych pierwszych spotkaniach, że w zasadzie on mógłby pełnić w tym filmie taką funkcję proroka łamane przez narratora. Natomiast nie chciałam oczywiście jakiegoś moralizowania, bo to nie o to chodzi, Na początku wydaje nam się kimś takim właśnie odklejonym od rzeczywistości, dla niektórych może nawet głupkiem, w każdym razie chłopakiem z jakimś problemem, natomiast okazuje się, że jest zupełnie inaczej, że on jest najbardziej obecnym bohaterem i takim świadomym i mądrym. i wrażliwym i wreszcie dla mnie osobiście bez grzechu, a tymczasem gdzieś tam musi się wyspowiadać za wszystkich, bo jest postawiona w takiej sytuacji. Też była taka trochę pomiędzy mną a montażystką, nie walka, ale gdzieś tam ona zawsze ciągnęła w stronę Oli i tę Olę próbowała bardziej budować. A ja oczywiście jestem zakochana w Nicodemie, więc dla mnie ten Nicodem po prostu mógłby przez 73 minuty tylko on być na ekranie i dla mnie to też byłby dobry film. Więc to była taka między nami takie szukanie równowagi. Ale gdzieś tam chciałyśmy, żeby to był w zasadzie jeden główny bohater, taki dwugłowy.
[53:21.57 → 53:24.45] A: Czy ktoś z państwa jeszcze ma ochotę się dołączyć?
[53:25.35 → 57:56.39] B: Proszę bardzo. Dziękuję bardzo za film, ale mam pytanie, bo dla mnie takie najbardziej tragiczne sceny, które jakoś bardzo na mnie działały, to są te sceny, kiedy pojawia się mama. Pierwsza na tym obiedzie wspólnym. I tak jak kontakt Oli z mamą jest pokazany, tak naprawdę praktycznie ta matka w ogóle nie ma kontaktu z nikodemem. Nie dostrzega go, jakby go w ogóle nie zauważała, a już jest to tak tragiczne w momencie, kiedy ona się wyprowadza z mieszkania. Ten nikodem, którego ona ignoruje wręcz. Ona żadnego słowa do niego nie powiedziała, żadnego ciepłego czy jakiegokolwiek. Czy rzeczywiście tak wyglądają te kontakty? Czy rzeczywiście tak te relacje tej matki z tym synem są takie? Nie tylko relacje matki z synem, ale w ogóle jego otoczenie tak na niego reaguje. Ja na przykład w szkole unikodema wielokrotnie widziałam reakcji nauczycieli i innych dzieci, że to właśnie dokładnie tak wygląda, że oni w zasadzie mijają i nie ma żadnego zainteresowania. I ja myślę, że to nie jest tylko sytuacja Nicodema, tylko wielu takich właśnie osób z taką dysfunkcją, które są albo traktowane właśnie jako osoby niepełnosprawne, gdzieś tam upośledzona, przecież to nie jest upośledzenie, ci ludzie są świadomi absolutnie tego, co się wokół nich dzieje, albo w lepszym wypadku właśnie nie są zauważane. I pamiętam taki dzień, kiedy do Nicodema przyszedł raz kolega, To był nowy uczeń w szkole, który właśnie się pojawił, więc nikogo nie znał, był zupełnie nowy w środowisku. I właściwie drugiego dnia po przeprowadzce do Serocka, ponieważ nie miał innych znajomych, przyszedł do Nikodema. I Ola i Marek siedzieli w tym pokoju, w którym oni się bawili. i się przyglądali temu chłopcu, i tak się intensywnie temu chłopcu przyglądali, tylko tak na siebie spoglądali i uśmiechali się do siebie. I ja na początku nie do końca jakby strzeliłam, o co w ogóle chodzi. I dopiero potem, gdzieś tam w takiej rozmowie, ale też jakby zrozumiałam, że prawdopodobnie pierwszy raz się w ogóle zdarzyło, że ktokolwiek odwiedził Nikodema, jakiekolwiek kolega. I tak rzeczywiście było. że Nicodem miał już 14 lat i po raz pierwszy się zdarzyło tak, że ktoś do niego w ogóle przyszedł do domu pobawić się. Więc matka też tego kontaktu z Nicodemem nie ma, gdzieś tam rzeczywiście zdecydowanie ma lepszy kontakt z Olą. Natomiast jest w tym filmie ta scena z archiwum jej własnej komunii i tam jest taki moment, który dla mnie akurat był bardzo poruszający i ważny i bardzo mi zależało też z tego powodu na tym materiale, mianowicie kiedy Magda próbuje sobie zapiąć sukienkę i do pokoju wchodzi matka. mija ją i nie pomaga, nie reaguje w ogóle na tę sytuację i w zasadzie ta dziewczynka się tak obraca wokół własnej osi i ta matka wychodzi. I oczywiście to pozostawia pewnie wiele pytań, choćby kim jest ta kobieta i tak dalej, ale można się domyślić, że to jest mama i to jest taki znak, bo ja też znam sytuację Magdy z kolei, jej dzieciństwa. I ona rzeczywiście też od swojej własnej matki naprawdę niewiele dostała, w zasadzie nic nie dostała. I w związku z tym ja rozumiem, dlaczego ona też nie potrafi teraz dać. Niestety w filmie dokumentalnym jest tak, że te drugoplanowe postaci, w tym wypadku matka i ojciec, pozostają zawsze jakimś szkicem i to może być skrzywną dla nich. bo myślę, że ta jej sytuacja, to czego doświadczyła jako dziecko, absolutnie gdzieś tam tłumaczy to jej zachowanie dzisiaj. Przynajmniej w moich oczach ją tłumaczy.
[57:56.63 → 58:24.03] A: Zwłaszcza, że sama była dzieckiem, kiedy rodziła te dzieci, bo miała 17 i 18 lat. Więc umówmy się, że to jest nastolatka, a nie dojrzała kobieta. Czy jeszcze ktoś z Państwa miałby ochotę się włączyć w rozmowę? Jeszcze proszę tutaj o mikrofon. Już mikrofon do pani idzie.
[58:26.29 → 59:22.84] D: Jeszcze tylko takie jedno króciutkie pytanie do pani. Jeśli pani zechce na nie odpowiedzieć, to będzie fajnie. Jeśli nie, no to też uznam, że nie musi pani na takie pytanie odpowiedzieć. Ten film, wymaga dużej wiedzy psychologicznej, oprócz tej całej strony filmowej, nazwijmy to tak, oprócz całej tej narracji, bo choć to jest dokument, to jednak on wymaga przecież ogromnej wiedzy, posklejania tego wszystkiego, Kim pani jest z wykształcenia? Bo powiedziała pani, że szkoły filmowej nie kończyłam. Jeśli pani zechce nam na to pytanie odpowiedzieć, to też coś nam to powie. Dziękuję.
[59:23.60 → 59:59.67] B: Trochę odetchnęłam teraz, bo bałam się tego pytania. Ja skończyłam antropologię, fotografię i dziennikarstwo. Ale nie kończyłam psychologii. Trochę jestem takim właśnie domorosłym psychologiem, bo trochę zgłębiałam rzeczywiście temat dorosłego dziecka, bo próbowałam gdzieś tam sobie poukładać jakieś też swoje własne sprawy. I tak, gdzieś tam w tym zakresie jakąś tam minimalną wiedzę posiadam, ale to ona jest bardzo taka minimalna.
[01:00:00.09 → 01:00:27.41] A: No ale też... Ale nie zapominajmy o tym, że zanim psychologia ukształtowała się jako, czy ukonstytuowała się jako nauka, to artyści opisywali człowieka najwnikliwiej jak można. I myślę, że tu się nic nie zmieniło, że tylko narzędzia się zmieniają. I że to my się możemy, teraz mówię jako terapeutka, uczyć od artystów, a nie oni od psychologów.
[01:00:28.16 → 01:00:31.64] B: Ale trochę mi brakowało na planie, szczerze mówiąc, dobrego psychologa.
[01:00:32.02 → 01:00:33.12] A: Konsultant by się przydał.
[01:00:33.12 → 01:00:51.22] B: Oj, bardzo. Zwłaszcza, że naprawdę Ola świetnie sobie ze mną rodziła i świetnie mnie manipulowała. Ja próbowałam odpłacić jej tym samym, ale nie miałam szans. Ona jest świetnym psychologiem, ma naprawdę dobrze to wszystko rozpracowane i potrafi manipulować doskonale.
[01:00:55.17 → 01:01:22.44] A: mechanizmy obronne doprowadzone do perfekcji. Proszę Państwa, będziemy powoli kończyć. Ja tylko jeszcze powiem, bo może nie wszyscy Państwo wiedzą, że ten film jest bardzo doceniany i to oczywiście bardzo mnie osobiście też cieszy. Liczba nagród jest już trudna. Ile dostałaś? Kilkanaście? Kilkadziesiąt już?
[01:01:22.60 → 01:01:25.52] B: Nie, kilkadziesiąt na pewno nie, ale chyba kilkanaście.
[01:01:25.66 → 01:01:47.52] A: Ale na najważniejszych festiwalach dokumentu, czyli w Lipsku, w Ichlawie, poza tym Warszawski Festiwal Filmowy, Orzeł dla Najlepszego Dokumentu, czyli Nagroda Polskiej Akademii Filmowej, nominacja do Nagrody im. Krzysztofa Krauze. No i jest szansa na Oscara.
[01:01:48.48 → 01:02:06.06] B: Na razie przymiarki, ale daleki to horyzont, ale kto wie, kto wie. Ale okazało się, że możemy się starać, bo właśnie do tej pory myśleliśmy, że to nie jest możliwe, bo mieliśmy w HBO transmisję i wydawało nam się, że nas dyskwalifikuje, ale okazało się, że nas nie dyskwalifikuje.
[01:02:09.59 → 01:02:35.99] A: i za Europejską Nagrodę Filmową również, bo też jest taka możliwość. No i za kolejne nagrody festiwalowe, bo ten film jakoś zjednuje sobie, znaczy ja się nie dziwię, że zjednuje sobie i widownię, i krytykę, bo to też jest wyróżnienie w bardzo mocnej stawce, wyróżnienie w ramach Złotych Taśm, czyli Nagrody Koła Piśmiennictwa przy Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, no i jeszcze kilka innych nagród.
[01:02:36.68 → 01:02:49.68] B: No i proszę trzymać kciuki z Anikodema i pamiętać o tym jednym procencie, że jest taka możliwość, żeby jakoś go też tutaj wspomóc, bo on tutaj też ma jeszcze daleką drogę przed sobą i szansę na ogromny sukces.
[01:02:50.08 → 01:02:52.26] A: I właśnie dużo do ugrania, równie dużo
[01:02:52.26 → 01:02:53.52] B: jak... Jeszcze więcej do ugrania.
[01:02:54.90 → 01:03:13.25] A: Proszę Państwa, spróbujemy, nie wiem czy to będzie możliwe, ale spróbujemy też podlinkować tę zbiórkę na Anikodema na stronie Teatru Starego, żeby było łatwiej to znaleźć. Bardzo, bardzo dziękujemy i zapraszam na kolejne filmowe poniedziałki w Teatrze Starym.
[01:03:13.53 → 01:03:17.35] B: Ja również bardzo dziękuję. Dziękuję Ci, Aniu.

Kino w Teatrze Starym „Komunia”

Poruszająca opowieść dokumentalna o sile rodzinnych więzów, o miłości i walce o rodzinę. Podejmuje tę walkę czternastoletnia Ola, która po opuszczeniu domu przez matkę, w obliczu niezaradności ojca przejmuje dowodzenie. W jej staraniach o powtórne scalenie rodziny ważną rolę ma spełnić uroczystość komunijna młodszego, autystycznego brata. To Ola zajmuje się wychowaniem i przygotowaniem do komunii Nikodema. Czy matka, która układa sobie życie z nowym mężczyzną, przyjmie zaproszenie do wspólnego świętowania?
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

Wróć