Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.26 → 00:10.78] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Ja tylko przypomnę, że się nazywam Magda Sendecka, jestem kuratorką programu filmowego w Teatrze Starym. Mirosław.
[00:11.08 → 00:13.58] B: Tak, a ja nazywam się Mirosław Haniszewski.
[00:16.72 → 00:36.43] A: O mały włos, a przedstawiłabym cię jako Janusza. Ale chciałam cię spytać przede wszystkim o to, jak ci leży w głowie i w ustach tytuł tego filmu. Jestem mordercą.
[00:38.09 → 00:48.91] B: Już się zdążyłem przyzwyczaić do tego leżenia. Uleżał się. Pewnie chcesz zapytać o to, bo on jest dość przewrotny.
[00:49.53 → 01:05.79] A: Tytuł jest zdecydowanie przewrotny, bo w gruncie rzeczy mamy dwóch bohaterów, z których właściwie obaj mogliby wypowiedzieć to zdanie. Przy czym mniej oczywiste jest to, że ty to mógłbyś powiedzieć, ale w zasadzie taka jest prawda, do tego się sprowadza.
[01:05.83 → 01:15.68] B: Myślę, że nawet bardziej ja bym mógł powiedzieć to zdanie niż Arek, który zagrał Marchwickiego. Znaczy nie Marchwickiego.
[01:16.18 → 01:24.04] A: Kalickiego, ale wiadomo, że ta historia jest oparta, czy inspirowana historią Marchwickiego.
[01:25.26 → 02:07.84] B: Taki był zamysł Łacika, ale o tym się nie myśli w trakcie. O takim detalu jak tytuł to się zostawia reżyserowi. Aktor ma inną rzecz do zrobienia, swoją pracę, robotę. czy jakkolwiek to zwał, a tutaj tej pracy było dużo, więc na tym się skupiłem, a to już, co z tego wypłynie, zostawiłem Maćkowi, bo taki był jego pomysł. Zresztą cudowny pomysł, przewrotny, o którym wiedziałem od początku, ale ważne było, żeby się też od tego uwolnić, żeby nie grać z tego od początku.
[02:09.31 → 02:18.07] A: No tak, a jak się domyślam, nie graliście chronologicznie, więc ewolucja bohatera niekoniecznie była ewolucją w pracy na planie.
[02:18.65 → 04:13.09] B: Tak, to już zdradzimy takie techniczne szczegóły, ponieważ film rządzi się raz, że swoimi prawami, a dwa, że Arek Jakubik, który mi partnerował i z którym tworzyliśmy ten dwójkowy zespół, kończył akurat swój film wcześniej. I nie było go w tej pierwszej części zdjęciowej, ponieważ film mieliśmy podzielony na takie dwa etapy zdjęciowe. Pierwszy jesienno-zimowy i później po przerwie mieliśmy drugi taki etap filmowy. Mniej więcej po 20 dni zdjęciowych było w każdym etapie. I w tym pierwszym Arka nie było, więc trudność polegała na tym, żeby nabudować na próbach po prostu to spotkanie całe i całą gęstość, która później się odłoży i przełoży na ekranie. Bo bez tego by było ciężko. Ciężko jest grać jakieś rzeczy, które się fizycznie nie wydarzyły jeszcze, nie zadziały, a w filmie muszą być bardzo sugestywne i prawdziwe. Więc tutaj taki ukłon w stronę produkcji, bo nam to umożliwiła. Mieliśmy ponad miesiąc prób i to w przypadku takiego filmu gęstego jest jakimś fajnym czasem, fajnym prezentem i takim optymalnym czasem. Myślę, że tak się powinno pracować. To jest w ogóle jakiś komfort też poszukiwania, rozpychania tych scen, zmieniania, bo też ten scenariusz tam przeszedł pewną próbę i się zmieniał w trakcie tych prób, w trakcie improwizacji Jak by to mówimy, sprawdzaliśmy z Arkiem, jak jeszcze można rozbujać tą łódkę, zanim ona zacznie nabierać wody i tonąć. Więc staraliśmy się jak najbardziej rozbujać na tych próbach. I parę scen ciekawych powstało w trakcie takich prób, które weszły do filmu, a nie było ich w scenariuszu.
[04:13.35 → 04:18.63] A: Powiesz, które? Bo to fascynujące. Jeśli jeszcze pamiętasz.
[04:18.99 → 05:42.77] B: Tak, jedna scena, którą się uparłem strasznie, to jak Janusz wpada pijany do zakładu fryzjerskiego w niewybrednych słowach wyrzuca tam klienta i później zaczyna płakać i tam skowyczeć jak pies. Ona była jakimś takim rysunkiem tylko w scenariuszy, że tam wpada do tej fryzjerki Anki i jakby się tam rozkleja. Ale brakowało mi czegoś takiego jakby takiej głupiej demonstracji władzy. Chciałem coś takiego jeszcze pokazać, jakby powiedzieć, powiedziałem tym Maćkowi, że ta władza, która tam jest dość istotna, też mu się gdzieś udziela, a używa jej w bardzo głupi sposób, taki najgłupszy, najbardziej żałosny sposób, jaki można, takie psychologiczne dziobanie w dół po prostu. Co można zrobić? Może pijany człowiek po prostu skopać kogoś słabszego od siebie, używając autorytetu władzy. I cieszę się, że ta scena weszła. i w takiej formie właśnie żałosnego. W ogóle takie odkrywanie, jakaś penetracja takiej żałosnej strony mężczyzny. To było ciekawe.
[05:43.13 → 05:49.97] A: Ale też fantastyczne w tej scenie jest to, że właściwie twój bohater pokazuje tę władzę w momencie, kiedy ją traci.
[05:50.09 → 05:50.59] B: Dokładnie.
[05:50.75 → 05:51.73] A: Kiedy jest bezsilny.
[05:51.77 → 05:52.41] B: Dokładnie tak.
[05:52.47 → 05:55.95] A: I ten kontrapunkt, znakomicie to wymyśliłeś.
[05:56.11 → 07:34.44] B: Cieszę się, że użyłaś takiego porównania muzycznego, bo czasem pracując nad rolą, się trochę o tym tak myśli, jak o muzyce. Bo scenariusz jest pewną partyturą, więc jak się go czyta, Pozwolę sobie na dygresję taką. Mam takiego przyjaciela cieśle, świetnego niemieckiego i kiedyś siedząc w jakiejś kuchni, razem siedzieliśmy, ja nad czymś tam czytałem jakiś scenariusz, przy okazji właśnie remontując jakiś dach na jakimś starym dworku w Małopolsce i on się mnie pyta, słuchaj, jak ty nad tym pracujesz, w ogóle uczysz się tego tekstu i tak dalej, o co w tym chodzi, że bierzesz ten tekst i tam go czytasz, jak się uczysz tego tekstu? Co on ci mówi w ogóle? A ty masz plany tego remontu dachu, nie? I to też jest jakaś partytura. Ja też tak czytam i patrzę, wiesz, ty widzisz ile, jaką wysokość ma mieć kalenica, gdzie zaimprowizujesz, bo coś tam się nie zgadza, więc musisz sam podjąć jakieś decyzje, coś zmienić i tak dalej. Więc to jest analogia pewna. I on powiedział, aha, okej, to jest tak. Więc to jest też rodzaj partytury, którą się rozczytuje. Wie się, jaki jest przepływ emocjonalny, jaka jest dramaturgia, gdzie są jakieś słabsze momenty, gdzie trzeba będzie może coś wyrzucić albo coś dodać. I to jest bardzo ciekawa sprawa w ogóle. Takie właśnie czytanie i sobie wymyślanie historii. Później się to konfrontuje z reżyserem. On też ma swoją wizję. Nie, nie, nie. Stary, no nie, tak to nie będzie, bo chcemy coś. I to jest w ogóle bardzo fajny, taki jazz się wtedy tworzy właśnie. Przepychamy się i z tego finalnie wychodzi jakiś obraz.
[07:34.98 → 08:12.30] A: Powiedz coś więcej o tych próbach, bo to rzadka sytuacja. Co prawda już słyszałam o kilku filmach, które tak powstawały. I zdaje się, że poprzedni film Maćka Pieprzycy, czyli Chcę się żyć, też był tak robiony, że była szansa na przepróbowanie różnych rzeczy. Ale miesiąc prób to jednak jest w naszych warunkach ewenement. Renata Czarngowska-Listoś i Marysia Gołoś, producentki filmu, dały wam ten komfort, ale powiedz coś więcej. Wiem, że był na tych próbach autor zdjęć, oczywiście reżyser i scenarzysta, czyli Maciek Pieprzyca, ale zdaje się też kostiumografka, nie wiem czy charakteryzatorka, scenografia.
[08:12.56 → 10:02.10] B: Próby charakteryzacji były wcześniej też, ale były takie spotkania po prostu z poszczególnymi działami, właśnie jak kostiumami, scenografią. Zresztą ja przyszedłem na takie pierwsze czytanie tekstu, gdzie się zbiera cała ekipa, bo chciałem bardzo ich poznać i chciałem uczestniczyć tak od początku do końca w tym projekcie. Nie tylko takiego wejścia na plan i tam zrobienia swojego, ale chciałem poznać tych ludzi, z którymi spędzę pół roku finalnie swojego życia. I to było bardzo ciekawe właśnie, bo obserwowanie powstawania całego procesu filmowego jest bardzo ciekawe. A wracając do tego pytania, do prób, to trochę jak w teatrze. Po prostu się spotykaliśmy w przestrzeni, mniej więcej w salce, jak połowa tej sceny. I był tam Paweł Dyllus który jest autorem zdjęć do tego filmu. Paweł przychodził prawie na każdą, może nie na każdą, ale starał się być na wielu takich próbach, bo już wtedy szukał jakby ustawień kamery, to jest też ciekawe i był takim pierwszym widzem, który mógł coś powiedzieć, albo pójść za tym, albo obnażyć jakąś słabość danej sceny, czy pomysł aktorskiego jakiegoś na daną scenę. Na takiej jednej z prób się zrodziła też ta scena z pomarańczą. Taka mocna scena chyba, dość mocna. Też ją mocno odczułem na planie, a zrobiliśmy tylko w dwóch dublach. bo to gęsta scena i mocna.
[10:02.92 → 10:06.52] A: Dużo się tam dzieje i emocjonalnie i tak dramaturgicznie.
[10:06.52 → 10:50.43] B: Myśmy do niej podchodzili jak pies do jeża na próbie, bo to takich scen, to nie są miłe rzeczy, które trzeba z siebie wydobyć, więc zawsze jest jakiś taki wewnętrzny opór. Ale tam się właśnie zrodziło to jakieś absurdalne zagryzienie tej sytuacji pomarańczą, I Paweł się zapalił bardzo do tego i szukał. I dzięki temu, że on był na tych próbach, to się udało w dwóch dublach zrobić, bo on był bardzo czujny. I ekipa cała, czyli też ostrzyciel, który jest bardzo ważny i szwenkier, który trzyma tą kamerę. Bo ta scena jest, i wiele tam scen jest, takimi master shotami po prostu.
[10:51.93 → 10:53.95] A: Czyli długimi ujęciami, bez cięć.
[10:53.95 → 11:05.50] B: Tak, bez cięć po prostu, które się wydarzają w takim realnym czasie. Później gdzieś tam są ale ta akurat jest w całości taką surową, można powiedzieć, sceną.
[11:05.68 → 11:18.44] A: To też chyba duży komfort dla aktora, jeśli może całą scenę odegrać w jednym kawałku, prawda? Nie musisz trzymać emocji, bo zastopował cię operator, bo musi przestawić kamerę.
[11:18.88 → 11:50.27] B: Maciek tak pracuje, że daje ten komfort aktorowi. To jest wspaniałe, że on jest partnerem. i wie, że razem siedzimy na tej łódce, więc to jest bardzo dobra współpraca. On wie, że czasem trzeba jakiś rozbieg wziąć, jak przed jakimś skokiem czy coś. Rzadko się tak udaje z miejsca. Czasem się udaje. To jest taki dzień, że rzeczy się wydarzają po prostu same. Taka jakaś dyspozycja i to jest fajne.
[11:52.31 → 12:20.99] A: Trafiłeś do tego projektu, jak się teraz mówi, przypadkiem. Już legendą jest historia o tym, że przyszedłeś na casting podrzucać teksty dziewczynom, które były castingowane i zostałeś. Ale podobno zostałeś, bo powiedziałeś sobie, że to jest twoja historia i że chciałbyś to opowiedzieć. W jakim sensie twoja? To było.
[12:21.37 → 14:56.73] B: Rzeczywiście tak było, to jest prawda. Poszedłem na casting, bo mój kolega Kuba Mazurek, przyjaciel mój, poprosił mnie, żebym go zastąpił w takiej roli sparring partnera, takiego podawacza tekstu. Szukali wtedy właśnie dziewczyny do roli Anki, czyli mojej filmowej kochanki, fryzjerki. Ja powiedziałem okej, jasne. Poszedłem i tam siedziała cała produkcja, czyli Renata Czarnkowska, Marysia Gołoś i tam jeszcze jakieś krewni znajomi Królika, których ja nie znałem. I taką widownią. Maćka wtedy nie było na tym etapie. No i gramy, gramy te sceny, ponieważ ja się tekstu uczę, mam jakąś łatwość. I nie lubię poza tym skartki, bo wtedy coś można zrobić, zaimprowizować, jakby mieć kontakt z człowiekiem, co ja teraz tam mówię i czekać na to, co tam partner mówi. I tak graliśmy, graliśmy. Pierwsza dziewczyna, druga, trzecia. Czy ja państwa nie zanudzam? A propos kontaktu. I tam gramy, gramy i w końcu... Czuję, że ta historia jest ciekawa, bo miałem tylko parę scen. Nie znałem scenariusza, ale czuję, że tam jest jakieś... mięso takie aktorskie, że to jest taki materiał, w który bym się chciał wgryźć. I mówię do Renaty Czarnkowskiej, słuchajcie, skoro już tutaj jestem i tak się fajnie bawimy, to dajcie jednego dubla na mnie, skoro mam na te dziewczyny. Ja też się zabawię, zawalczymy. No i zagrałem tego dubla. I grałem dalej z tymi dziewczynami. Później przyszedł Maciek. Ja mu powiedziałem, słuchaj, bo z Mackiem się tam kiedyś poznaliśmy przy jego filmie Drzazgi. Nie zagrałem w tym, ale brałem udział w castingu. Miałem dobre wrażenia. On jest bardzo takim uważnym na człowieka reżyserem i człowiekiem po prostu. I bardzo go interesuje spotkanie i to, co aktor ma do powiedzenia i człowiek ma drugie do powiedzenia. Co nie jest takie częste i oczywiste. Więc miałem bardzo dobre wrażenia i kiedyś wyraziłem takie życzenie, że chciałbym z nim się spotkać w pracy i mu to kiedyś powiedziałem. Więc spotkałem go po tym dniu castingowym i mówię, słuchaj Maciek, to jest moja rola, ja to muszę zagrać. A on tam jak Maciek, no wiesz, Mirek, bo to tam pisałem dla kogoś innego, no wiesz, coś tam się znajdzie.
[14:57.27 → 14:58.51] A: Możemy powiedzieć dla kogo?
[14:59.45 → 17:06.88] B: Teraz już można powiedzieć, dla Maćka Sztura o tym myślał. Ja wtedy o tym nie wiedziałem. To nie jest jakby też istotne chyba. Ale ja tam już wsadziłem ten but między drzwi, więc mówię, słuchaj, obejrzyj te zdjęcia próbne i powiedz mi, ale czuję, że to jest moja rola. No i tam minęły jakieś dwa dni i on zadzwonił, słuchaj Mirek, Wierzmy, czy tutaj z Arkiem Jakubikiem spróbował, bo Arka już miał, Arku pisał scenariusz, myśląc właśnie o nim, jako o tym Kalickim. Więc wiedziałem, że będzie to drugie spotkanie, będzie też znaczące, czy się w ogóle dogadamy z Arkiem, czy się spotkamy. Więc jak takie dwa psy usiedliśmy przy takim stoliku właśnie, graliśmy taką scenę przesłuchania, spotkania, przesłuchania. I to było bardzo ciekawe. bo się nie znaliśmy wcześniej. Znaczy, znaliśmy się jakby z jakiejś tam rzeczy swoich zawodowo, ale nie prywatnie i nie mieliśmy nigdy kontaktu takiego osobistego i to była taka, jak dwa psy się spotykają, się właśnie błąkują, tak. Co tam w ogóle? Patrzą sobie w oczy. Jezu, myślę, z jakiego poziomu? Czy nam się uda w ogóle wejść? Czy gramy, czy schodzimy na ten poziom, jak ja to nazywam, niższy, czyli taki bardziej ciekawy, ludzkiego spotkania? I to taki właśnie jazz. Ktoś wypuszcza nutę jedną grę i patrzy, co ten drugi tam z tym zrobi. Więc ja tam... I on znowu tam coś... I tak to trwało. I udało nam się zejść do fajnego takiego poziomu komunikacji. Wtedy gdzieś odetchnęliśmy i po prostu się to wydarzyło. Wydarzyło się i Maciek też wtedy stwierdził, no kurczę, dobra, to trzeba iść w to dalej. No i później były jeszcze półtora miesiąca jakichś sparingów różnych, bo tam producenci, ko-producenci, dystrybutorzy mieli swoje pomysły, więc ja jeszcze przez półtora miesiąca zakasywałem rękawy i walczyłem o tą rolę, jak ten tygrys.
[17:07.66 → 17:18.98] A: No tak, dla dystrybutora zwłaszcza zaangażowanie do głównej roli nieznanego aktora, nie bójmy się tego powiedzieć, to jest duży ryzyko. Wiem, że tam producentki też walczyły ostro.
[17:19.12 → 17:40.71] B: Tak, tak, tak. Renata też walczyła tam ostro, bo jakiś taki gość przyszedł, wsadził but w drzwi i powiedział, że chce to zagrać. Ale udało się szczęśliwie i efekt Państwo widzieli, więc myślę, że warto wsadzać czasem but między drzwi i walczyć.
[17:41.28 → 18:20.59] A: Arek Jakubik jest bardzo szczególnym aktorem, to znaczy bardzo wchodzi w rolę, na planie jest szalenie skupiony, nawet jak ogląda film. Słuchaj, no bo był tutaj u nas wielokrotnie i przegadaliśmy parę godzin parokrotnie, więc wiem jak on pracuje i też widziałam go nawet tutaj po projekcjach, jak oglądał Dom Zły. razem ze mną i z państwem, to potem potrzebował pięciu minut, żeby w ogóle wyjść z tego świata. On bardzo głęboko wchodzi w świat, który jest kreowany na ekranie. Powiedz, jak ci się z nim pracowało?
[18:20.94 → 21:24.89] B: Świetnie. Zresztą ja mam to samo. Film jest takim bardzo silnym medium i ja jakoś Zawsze sobie obiecuję, że dobra, mam dystans, jakby znam te wszystkie, wiemy, o teraz wejdą smyczki i tak dalej, a później siedzę i... No, ale były smyczki i tak się dałem naprać. Więc wciąga. To jest naprawdę bardzo, bardzo silne narzędzie. Jakieś bardzo silne medium, które nas zasysa. A z Arkiem się fenomenalnie, bo każdy ma swój też sposób. To jest ciekawe, że każdy aktor ma ma na planie jakieś swoje, musi znaleźć swoje sposoby na poradzenie sobie z sytuacją i utrzymać taką dyspozycyjność przez 12 godzin. Ponieważ my pracujemy 12 godzin i mamy tylko godzinną przerwę na posiłek w tym trakcie. Czyli 11 godzin jesteśmy na takich cały czas obrotach dużych. I jak to się pomnoży przez tam 30, 40 dni zdjęciowych, to jest to niezły maraton, naprawdę. I człowiek tak czasem już ma ochotę się osunąć na ziemię. Ale jest też ta adrenalina. I właśnie polega to na tym, żeby jakoś znaleźć sobie taką strefę swoją komfortu. Arek się umie świetnie wycofać, jeżeli pytasz Arka. On ma takie doświadczenie, zna siebie. i umie się wycofywać, on potrafi zasnąć wszędzie, jak kot, na parapecie, na ławce, na stojąco, jak koni i w każdej sytuacji potrafi się zresetować, uciąć. Ja czasem gdzieś jeszcze muszę rozchodzić, gdzieś pójść, czasem wejść w ludzi, jakby w taką sytuację zupełnie niezwiązaną ze sceną albo z filmem, żeby zająć jakąś taką powierzchnię umysłu. żeby nie myśleć o czymś, żeby tutaj się działy jakieś takie rzeczy powierzchowne, a to co tam ma być głębiej sobie pracuje spokojnie. Nie muszę nad tym tak siedzieć i tego pilnować. Więc każdy znajduje swój sposób. Też do różnych dni jakby trzeba siebie obserwować, siebie słuchać gdzieś w tym. Czasem potrzeba się wycofać, zamknąć w przyczepie, nie wiem, w jakimś pomieszczeniu i po prostu pobyć samym ze sobą. Ale Arek na pewno jest takim partnerem, który jest bardzo uważny, czujny i to świetna wyprawa jest z takim facetem. Jest się związanym trochę jak w górach, jedną liną i po prostu się obserwujemy uważnie, czy idziemy w dobrym kierunku, czy gdzieś się osuwamy, czy idziemy w sprawie i jakby się orientujemy na tego reżysera, gdy on nam mówi tak, to jest ten kierunek, okej, bo czasem naprawdę jakby dochodzą emocje do tego wszystkiego i jest się w procesie, to ciężko jest tak precyzyjnie wiedzieć, bo trzeba gdzieś tam właśnie rozbujać tą łódkę.
[21:25.81 → 21:31.77] A: No ty na tej łódce byłeś bardzo długo, bo chyba nie ma w filmie sceny bez ciebie.
[21:31.97 → 21:40.75] B: Tak, tak. Na 40 dni zdjęciowych byłem 39 na planie. Tak, tak to ułożony plan.
[21:40.93 → 22:06.95] A: Bo tak często sobie chyba nie uświadamiamy, że aktorzy czasami mają dwa dni zdjęciowe, trzy dni zdjęciowe, że niespecjalnie wchodzą w ten świat, że naprawdę nie do końca wiedzą w czym biorą udział, nawet jeśli przeczytali cały scenariusz, nie tylko swoją scenę. Tutaj naprawdę byłeś częścią tego, no taką nie do wyjęcia.
[22:07.70 → 22:39.15] B: Trzeba było to dźwigać, nieść i też presja olbrzymiała. Pamiętam pierwszy dzień bardzo dobrze, pamiętam. Zaczynaliśmy od scen kuchennych z wspaniałą Madzią Popławską, rodzinnych, więc dość wysokiego takiego już jakiegoś poziomu emocjonalnego. To jest już jakieś tam jedna trzecia śledztwa, on już jest zaangażowany mocno. te sceny domowe.
[22:39.41 → 22:42.13] A: Te z latającymi szafkami.
[22:42.29 → 23:31.20] B: Z latającymi szafkami, kąpielami w wannie i tego typu rzeczami. I czułem właśnie, wchodząc na plan, że ta ekipa składająca się tam na planie z 70 osób tak patrzy. Wszyscy te gości tak Siedzą ci tam właśnie techniczni i tam ten szwenkier i tam jak siedzą, tak patrzą, co ten gość tam nam pokaże. I różni tam wszyscy inni, scenografia, kostiumy i tak patrzą. No i ten gość zaczął grać i... OK, dobra, można iść do swojej roboty.
[23:31.69 → 23:40.83] A: To trochę tak jak twój bohater idąc korytarzem komendy i łowiący śmiechy i przeżywający je jako skierowane do siebie.
[23:40.99 → 24:10.38] B: Więc ten mój bohater, albo ja przyszedłem z nim tą drogę właśnie. Ja w to gdzieś wierzę, że jak się coś wchodzi w jakiś temat, to rzeczywistość zaczyna pracować na ten temat i pewne analogie się po prostu pojawiają w rzeczywistości. Więc ja to sobie przykładałem jakby Miałem jakiś gotowy materiał, nie musiałem specjalnie tam się gimnastykować i czegoś wymyślać, bo te rzeczy przychodziły po prostu. On był w takiej samej sytuacji właśnie. Dostał zadanie i teraz i wszyscy siedzą.
[24:10.62 → 24:11.22] A: Gigantyczne, główna rola.
[24:11.40 → 24:22.03] B: Gigantyczne i wszyscy siedzą i patrzą, no dobra, to pokaż gościu, co tam potrafisz. No i trzeba było pokazać. I później już się sytuacja rozluźnia.
[24:22.64 → 24:28.22] A: A był taki moment jak w filmie, że wyrzucasz za drzwi prześmiewcę?
[24:30.30 → 26:30.24] B: Czy nie musiałeś tak dramatycznych akcji przedsięwrać? Nie, bo zbudowaliśmy naprawdę fajny zespół, więc nie. Nie, nie było takich jakichś tam prześmiewców. Zresztą Maciek też bardzo o to dba, żeby była taka skupiona atmosfera na planie. Ale też potrzebny jest wentyl, jakieś bezpieczeństwa, więc ja go miałem w postaci Michała Żurawskiego. Ona gra taką czystą energię męską, prostą, powiedziałbym bezrefleksyjną i to jest wspaniałe w tej postaci jego. Nie wiem, czy się państwo ze mną zgodzą, ale coś takiego jest w nim, prawda? Ja tam główkuję się, ale też taka prostota fajna. Komuś trzeba dać w mordę, to po prostu daje, coś trzeba zrobić. Są fajne dziewczyny, to trzeba z nimi zatańczyć. Ja za bardzo nie główkuję i nie kombinuję i to jest fajne w nim. I Michał też miał taką energię na planie, która rozładowywała, bo na mnie ten ciężar spoczywał i ja musiałem tam być poważny i czułem to oko reżysera na sobie ciągle, że jak się zacznę wygłupiać, no to pomyślę, nie no komu ja dałem tą rolę w ogóle, więc podpuszczałem Michała, żeby on trochę ten spuszczał powietrze z tego, a ja mogłem być poważny. A dowcipy opowiadaliście? No też, no siłą rzeczy jak jest im trudniej, no to jak na pogrzebie, czasem trzeba spuścić też gdzieś to powietrzem jest poważniej, tym trzeba bardziej odreagować gdzieś, więc musi być balans, bo inaczej człowiek eksploduje. Więc to było fajne doświadczenie i takie zobaczenie też właściwości ludzi. To było ciekawe. Więc nie musiałem nikogo wyrzucać. Jakieś tam normalnie, jak w pracy, jak się spędza tyle czasu ze sobą, to jakieś tam spięcia są, ale zawsze w sprawie, zawsze takie konstruktywne i skaczemy sobie do gardeł, ale zawsze chodzi nam o to, żeby ten efekt końcowy był jak najlepszy i myślę, że to jest wtedy okej.
[26:30.50 → 26:39.80] A: Ja spytałam o twojego kontrkandydata do głównej roli, bo wiedziałam, że to Maciek Sztur, ale to spytałam dlatego, że są cytaty z Wodzireja.
[26:40.06 → 26:40.60] B: Są, tak.
[26:41.22 → 26:49.50] A: Jak myśleliście o tej roli? Czy to było jakoś od początku tak myślane, że to jest trochę taki Wodzirej?
[26:51.63 → 27:37.22] B: Trochę tak, trochę tak, trochę taka, no to jest takie nawiązanie do kina moralnego niepokoju, cokolwiek by teraz o tym nie myśleć, ale kawał dobrego kina w tamtym czasie powstał, naprawdę świetnego i ja dużo tych filmów obejrzałem też pracując nad tym materiałem. Jest to trochę moralitet ten film, więc wszystko co widzimy, widzimy przez tego bohatera, który jest takim, jak w moralitecie właśnie, everymanem, który opowiada nam tą historię. I on to wszystko przeżywa, żebyśmy dostąpili tego katarzy, nie musieli tego wszystkiego przeżywać sami w życiu. I tak, i trochę takiej Wodzirei.
[27:38.05 → 27:47.01] A: Zresztą to są filmy dokładnie z tego okresu, o którym opowiadacie, bo akcja się dzieje w latach 70. I to są te daty.
[27:48.13 → 28:18.12] B: Tak, dokładnie tak. Myślę, że w zamyśle gdzieś, ale to trzeba było Maćka zapytać, ale też gdzieś myślał dowcipnie, żeby użyć Maćka Sztura w kontrze do swojego taty, czy jakiejś takiej kontynuacji. dla mnie przejrzyste i zrozumiałe, że to jest taka gra w grze. Mam już postmodernizm i w ogóle post wszystko, więc możemy się już bawić konwencjami.
[28:18.18 → 28:23.52] A: Ale też masz parę takich uśmiechów na ekranie, kiedy przypominasz starego sztura.
[28:24.10 → 28:26.22] B: Gdzieś tak, może tak.
[28:28.00 → 28:51.15] A: Tak podejrzewałam właśnie, ale ja dzisiaj oglądałam ten film po raz drugi i to mnie uderzyło. Miałam też w głowie całą tę narrację na temat tej roli i też jakoś wyraźnie jeszcze zobaczyłam te cytaty z Wodzireya i są takie momenty, jesteś tak filmowany
[28:51.15 → 28:56.80] B: też przez chłopaków, że... Tak, może też przez zdjęcia i przez golf, który też, i kożuch, który się tam pojawia.
[28:57.15 → 29:23.47] A: Tak, i kożuch z tym białym kołnierzem zwłaszcza jest bardzo taki odwołujący się, ale też myślę sobie, że bardzo ciekawa jest tutaj charakteryzacja, że to w jaki sposób ty się zmieniasz w trakcie tego filmu jest bardzo subtelne, ale jednak wyraźne. No już nie mówię o tej ostatniej scenie, o epilogu, kiedy jesteś Widać ślady... Zniszczonym człowiekiem. Przemielonym.
[29:24.55 → 30:59.08] B: Chodziło o pokazanie takiego procesu człowieka, na którym czas i to co robi odciska swoje piętno. więc od tego początku jakiegoś takiego świeżego, delikatnego, naiwnego, wystraszonego, on krzepnie coraz bardziej i można powiedzieć, nie wiem, hardzieje, chamieje, ale też ma świadomość tego, że się osuwa i to jest myślę jakąś też osią dramatu, że on jest, widzi w co wdepnął i co robi i cierpi też z tego powodu. a charakteryzacja jakby za tym podążała. Wiola cudowna właśnie, wymyśliliśmy to jakoś tam wspólnie na próbach i ten ostatni etap był bardzo ciekawy, bo ja tam miałem miesiąc przerwy i musiałem tam przytyć trochę, bo Maciek bardzo chciał, żeby to było takie werystyczne, żeby nie udawać, Pierwsze próby kamerowe, to oni mi tam upychali pod mundur dwa swetry wełniane, grube jakieś i w ogóle dużo jakichś różnych rzeczy, żebym był takim duży. Ja tam starałem się wyglądać jakoś. Wiola mnie tam podmalowywała, żeby to jeszcze bardziej. Ale stwierdziliśmy, że słuchajcie, no szarpnijmy się tak po amerykańsku i dajcie mi trenera i ja spróbuję przytyść. No i przytyłem w miesiąc 10 kilo.
[31:00.62 → 31:03.74] A: Praca aktora jest bardzo ciężka.
[31:03.80 → 32:02.34] B: W życiu tyle nie jadłem, a lubię jeść, naprawdę. I tak często nie jadłem. I ćwiczyłem, piłem dużo wody. Bardzo dużo wody. Już pod koniec tego procesu czułem się jak materac wodny. Jak wstałem, to tak... Przetaczałem się po prostu z pokoju do łazienki. Ale to było bardzo ciekawe. Ale efekt był, jak wszedłem na plan, to sobie... Wszedłem taki po prostu opuszcznięty facet. I już wtedy, jak założyłem ten mundur właściwy, to nie trzeba było tych swetrów. Dwóch, czy tam trzech takich. Więc to wszystko się działo. I podpisał mi butelkę, tam technicznie mi podpisał butelkę duży Miro. Z wodą mineralną, że taki duży. A później przez miesiąc to musiałem tam zrzucać. I tak zrzucam do tej pory.
[32:04.20 → 32:26.93] A: Ale chciałam cię spytać o koncepcję bohatera. Czy to od początku tak było, że on jednak na koniec ma świadomość tego, co zrobił? I jak głęboko wszedłeś w autentyczną historię? Czy wnikałeś w to, czy pozostałeś na poziomie scenariusza i odpuściłeś pierwowzory?
[32:30.23 → 33:24.89] B: To nie jest do końca tak. Pierwowzorów się nie da odpuścić, bo pierwowzorem był niejaki pan Gruba, który który występuje w filmie dokumentalnym. Mogą Państwo go obejrzeć na YouTube i on jest pod tym samym tytułem. Film dokumentalny z 98 roku zrobiony przez Maćka. I gdzieś po tym mu się zrodził pomysł na fabułę. I tam występuje protoplasta tej postaci. Chyba w jednej scence czy dwóch jest już takim właśnie panem trochę otytym który się bardzo ładnie uśmiecha i taki, który wyparł już tę całą sytuację siłą rzeczy, żeby przetrwać w tym systemie, musiał coś poświęcić. Ale przypłacił to zawałem w ogóle po tej sprawie.
[33:25.12 → 33:44.86] A: No ale też, o ile wiem, to był to bardzo nieświetlany, bardzo nieświetlana postać, bo on też jest odpowiedzialny za sprawę Przemyka. Zdaje się, że kopalnia Wujek to też jego zasługa, więc on bardzo konsekwentnie szedł w tę karierę.
[33:44.90 → 34:57.22] B: Niestety już jakoś tak, później się mu coś przestawiło i Ale też nie on był jakby, nie chcieliśmy jego opowiadać. To nie chodziło o to, żeby opowiedzieć jakiegoś pana, który żył, istniał i teraz my o nim powiemy prawdę. On był jakimś tylko punktem, jakąś inspiracją taką do opowiedzenia bardziej uniwersalnej historii niż ta jego historia. Zresztą tak samo jak w przypadku Kalickiego. W prawdziwej na ławie oskarżonych zasiadała rodzina po prostu. Bracia jeszcze i tak dalej. Tam było więcej osób. Więc ta sprawa zupełnie inaczej wyglądała. Maciek podkreśla to w każdej rozmowie i wywiadzie, że to jest historia inspirowana tym wydarzeniem. Chodziło o to, żeby ją jak najbardziej odkleić od tego wydarzenia i zrobić taką bardziej uniwersalną historię skupioną na tych dwóch postaciach, które się w sobie przeglądają i kto tu tak naprawdę jest katem, a kto tu jest ofiarą w tej sytuacji. Kto ma więcej po prostu tak naprawdę za uszami. I to było ciekawe w tym, takie spotkanie dwóch.
[34:57.46 → 35:00.87] A: W epilogu jest ta scena, kiedy się przeglądasz w szybie.
[35:00.87 → 36:14.41] B: Tak, przeglądam się w masce, gdzieś próba wytłumaczenia. samym sobą. Każdy to pewnie czyta na swój sposób. Tam też wariantów tej sceny było wiele. Było ciekawych. Takim fetyszem, jakimś takim atrybutem jego jest ta zapalniczka, którą międli, że tak powiem. To taka wartość dodana. Staram się też jakby znaleźć jakiś rekwizyt, który też przez coś można opowiedzieć. Przecież z jakichś rekwizyt można też coś opowiedzieć. Nie trzeba grać z denerwowania. Jak można po prostu obracać zapalniczkę i już wiadomo, czy tam ktoś jak się denerwuje, to tak się mówi, że szyje wtedy, prawda, na maszynie. Tam noga zawałowca, czy coś innego. Ale i tak starałem się to przez tą zapalniczkę i tam w którymś wariancie było takie, że zostawiłem zapaloną na gablocie, jako taką świeczkę. Finalnie to nie weszło do filmu, ale było tych wariantów tam trochę. Ten wybrał Maciek i myślę, że też chciał, żeby to nie było dopchnięte, żeby była jakaś otwarta interpretacja tej sceny.
[36:15.63 → 36:25.35] A: Zwłaszcza, że to o tyle ciekawe, że ta scena, kiedy pierwszy raz spotykasz Kalickiego, to jest scena, kiedy on ci podpala papierosa.
[36:27.31 → 36:27.83] B: Tak.
[36:30.34 → 36:33.10] A: Więc te fajki tam działają.
[36:33.12 → 37:04.30] B: Ta zapalniczka, która tak nie działa, ale naprawdę nie działała w pewnych i to też było fenomenalne. To jest właśnie jak w jazzie, jak z czegoś, z błędu zrobić jakiś walor. Kiedy ona nie działa i naprawdę się buduje coś, idzie się dalej mimo wszystko właśnie. Trzeba sprawdzić, gdzie nas ta sytuacja pcha. Jeżeli zapalniczka między ujęciami pali po prostu idealnie, za każdym razem ujęcie, Jakie piękne
[37:04.30 → 37:05.58] A: znaczenia się z tego budują.
[37:05.98 → 37:14.12] B: Rekwizytor gdyby nie był łysy, to by osiwiał i wyłysiał. I tak mu napsła nerwów ta zapalniczka.
[37:14.48 → 37:33.78] A: Ale też Paweł Dyluz opowiada jak w scenie sądu, kiedy pierwszy raz widzimy Kalickiego na ławie oskarżonych. Nagle wyszło słońce. I go oświetliło przez okna. To nie było światło opalone przez niego, tylko rzeczywiście wyszło słońce.
[37:34.36 → 37:43.20] B: Tak, wcześniej używał, ale nagle wyszło prawdziwe słońce i Paweł się zdecydował odsunąć te wszystkie lampy i wpuścić takie naturalne światło.
[37:43.20 → 37:44.54] A: Pokazując niewinnego.
[37:44.64 → 38:17.89] B: Pokazując niewinnego, dokładnie. To było bardzo, te promienie, to ciekawe. No filmy czasem się wydarzają, takie magiczne właśnie jakieś momenty, coś zaczyna pracować. To jest jakiś proces wspólny wszystkich ludzi, więc te rzeczy się tam czasem wydarzają. Myślę, że w takich rzeczach martwych, gdzie ludzie się nie komunikują, to się nie wydarza. Ale jeżeli ludzie są takim zespołem uważnym i tu od początku była taka fajna energia, że każdemu zależało na tym, żeby zrobić dobre kino. Po prostu.
[38:18.75 → 38:24.59] A: A jaka scena była najtrudniejsza? Masz jakąś osobisty ranking?
[38:26.01 → 39:32.72] B: Nie, staram się nie prowadzić takich rankingów. Nie, nie, nie, nie wiem. Czasem te sceny, które ci się wydają trudne, one później się okazuje, że one się jakoś właśnie paradoksalnie bardzo dobrze rozwiązały, łatwo przyszły, tak? Coś się uwolniło, a te, które człowiek nie spodziewał, że będą jakąś trudność sprawiały, nagle się okazuje, że tam coś jest takiego, co człowieka gdzieś wybija z takiej strefy komfortu. Ale było dużo, dużo wymagających scen. Już sam fakt jakby grania zdarzeń, czy jakiś scen po jakichś ważnych zdarzeniach i spotkaniach bez partnera jest już dużym wyzwaniem. A później jak już dołączył Arek, to można było się trochę rozluźnić i spojrzeć sobie w oczy. To jest naprawdę duży komfort. To jest cudowna sprawa. Jest ten partek, można się go uczepić po prostu. I nie trzeba nic grać już, wtedy niech on gra.
[39:33.16 → 39:34.00] A: Do kamery, tak?
[39:34.68 → 40:42.79] B: Tak, tak. Więc było. On fizycznie był też dość dużym maratonem i wyzwaniem. Mimo wszystko to wygląda tak dość zawsze, ale to dobrze właśnie, bo tak powinno wyglądać, że tak fajnie, lekko wszystko się wydarza, a za tym stoi naprawdę duża praca wielu ludzi. Tak to wygląda właśnie w filmie. Ale czasem na takim zmęczeniu dużym się fajnie też gra, jakieś rzeczy też wypływają z człowieka, który ich już nie kontroluje. I takich momentów było dużo. Zresztą też na jakimś etapie prób po prostu tak sobie z Maćkiem staliśmy, że się puszczamy w tą historię, że zobaczymy gdzie ona nas zaprowadzi też. Nie chciałem tak właśnie rozbujać to jak najbardziej. Więc tych scen tam było sporo i część też wypadła. Ale podobno pod koniec marca ma chyba wyjść DVD i będą sceny, które wypadły, jakieś dodane, perełki, bonusy, prezenty. Ciekawe.
[40:42.87 → 41:05.11] A: Super. Proszę państwa, może macie państwo ochotę włączyć się do rozmowy? Zapraszamy. Proszę zaczekać sekundkę na mikrofon, dobrze? Bo tak, tak, ale w internecie nie będzie słychać. Ja bym chciała zapytać. o liczbę wypalanych papierosów podczas zdjęć. Mógłby pan troszkę na ten temat powiedzieć?
[41:07.87 → 41:33.55] B: Podobno, ja tego nie liczyłem, bo bym zwariował, bym to liczył, ale właśnie ludzie, którzy się tym zajmowali, chyba zostało wypalone jakieś łącznie chyba około 6 tysięcy A ja gdzieś około czterech, czterech i pół tysiąca papierosów. Później tak do mnie dotarło, że jakieś takie trzy paczki dziennie wypalałem.
[41:35.31 → 41:37.49] A: I to pozostało panu? Nadal?
[41:38.25 → 41:42.35] B: Mam nadzieję, że nie. Nie palę od tego czasu. Naprawdę się napaliłem za wszystkie czasy.
[41:43.73 → 41:45.29] A: Kurasz się odwykowa, tak?
[41:45.37 → 42:00.20] B: Tak, wcześniej popalałem i gdzieś mi to sprawiało przyjemność. Po tym filmie naprawdę już papieros nie sprawia przyjemności. Czyli dym papierosowy to tak... Okej, już naprawdę uwolniłem się od tego nałogu. To jest taka terapia szokowa, można tak powiedzieć.
[42:01.12 → 42:19.54] A: Jeszcze pytanie na poważnie chciałabym zapytać, bo pan tutaj podkreśla, że ten film był gęsty i chciałam zapytać, czy było coś takiego w pana przypadku, że musiał się pan jakoś tak psychicznie otrząsnąć z tej roli intensywnej i nie wiem, czy gęstej, ale chyba tak. Dziękuję.
[42:23.89 → 45:15.36] B: No gdzieś... Tak, tak, no odchorowałem to też, bo jakiś tam miesiąc po tym filmie się rozchorowałem poważnie, ale myślę, że to wtedy gdzieś wypuszcza po prostu dopiero ten stres i to wszystko człowiekowi. Są takie momenty w tej pracy, gdzie na przykład jak kręciliśmy w Katowicach w areszcie, I więzień, w którym został stracony prawdziwy Marchwicki. I to się wydarzyło naprawdę w garażu. I tamten naczelnik tego więzienia mnie tam zaprowadził. I to są takie rzeczy, które no wchodzą gdzieś. Ja jestem dość wrażliwym człowiekiem pomimo mojej fizyczności. Naprawdę to gdzieś wchodzi, wchodzi. i później jest taki moment, że trzeba gdzieś się od tego zdystansować i otrzasnąć i to pozwolić temu odejść, bo takie rzeczy są przejmujące i myślę, że one dlatego tak wyszły, bo jak się do tego podchodzi w taki świeży sposób, to one po prostu gdzieś... Podobno umysł tak działa, nie rozróżnia tego, co jest fikcją, a co jest prawdą. Czyli jeżeli sobie powiemy, że coś jest prawdą, to to się... gdzieś odkłada w nas i dzieje, prawda? Mamy czasem takie sytuacje, co się wyobrażamy i bardziej się tym wyobrażeniem stresujemy. Jak przychodzi faktyczna, taka realna sytuacja, to ona się okazuje dużo słabsza niż to, co sobie wyobraziliśmy, a już ilość stresu, który nas to kosztowało, jakby się już wydarzyło. Więc były takie momenty, jakaś scena z egzekucji, mając w głowie gdzieś to, jak to się wydarzyło i te miejsca. Jak się wchodzi do więzienia, to to nie jest fajne miejsce. To nie jest takie, wchodzę do teatru, jest fajny plusz, tam jest miło, są fajni ludzie, generalnie raczej uśmiechnięci, pytają się ciebie, czy chcesz kawę, herbatę, a wchodzi się do więzienia, tam jest inna energia. Ja odczuwam na przykład bardzo. Są ludzie, którzy są impregnowani, jakby im to nic nie robi, a ja czuję gdzieś tą ilość różnego cierpienia, które tam jest. Więc to są takie momenty, że tak, że przychodzi się do domu i trzeba to gdzieś zrzucić z siebie. Kąpiel w soli pomaga. Kilogram albo dwa soli do wanny naprawdę i to świetnie wyciąga ten i później można się już bawić z dzieckiem w gąski, gąski do domu i takie różne rzeczy. Tak to wygląda często.
[45:17.62 → 45:25.98] A: Zapraszamy. Proszę bardzo, w pierwszym rzędzie.
[45:28.77 → 45:47.09] C: Skąd w takim razie przekonanie, bo chyba nie zrozumiałam z tego, co Pan mówił, że postawił Pan tą nogę w drzwiach i bardzo chciał zagrać. Skąd takie przekonanie, że właśnie gdzie Pan szukał, gdzie Pan znalazł, a gdzieś może utożsamiał się z tą postacią w sensie oczywiście aktorskim.
[45:49.41 → 49:45.73] B: No właśnie, to jest to, co pani mówi, że to było wyzwanie aktorskie, jakby to przemówiło do mnie. To nie jest tak, że każdy z nas jest masochistą i po prostu, wow, jaki materiał, no zagram takiego świra, bo jak przeczytałem po prostu scenariusz, dostałem od Maćka i pamiętam, to usiadłem u siebie w kuchni, przeczytałem go, zamknąłem i myślałem, aha, no dobra. To miałem lekką gorączkę, no co najmniej jak się przeczyta Dostojewskiego, no jest taki moment, że robi się tak cieplej trochę na plecach, ale jakby materiał sam, jakby właśnie materiał, to jest to, co chyba mają aktorzy, taki obudził się we mnie zwierz taki aktorski, taki pies po prostu, gończy, który mówi, ha, dorwałem ten kawał mięsa i go po prostu nie wypuszczę, oddam. I w tym sensie czułem, że mam też coś do powiedzenia. I myślę, że to też Maciek zobaczył, że że spotkaliśmy się w tym, że ja też chcę coś opowiedzieć tą rolą, nie tylko zagrać jakby te nuty, które są tam zapisane, zagramy ten koncercik i on będzie fajny po nutach, tylko zobaczymy, co tam jest jeszcze pod tymi nutami, czyli to, co jest tam głębiej, co można dorzucić. I takich rzeczy tam było sporo, które... Ktoś mnie zapytał chyba w Gdyni, czy to też taka jakaś była... historia, ładnie to powiedział prowadzący, taka piosenka, pieśń tamtych czasów i gdzieś tak, ja dorastałem w latach, urodziłem się w latach 70-78 roku, więc byłem tam w latach 80-tych, później po prostu, ale gdzieś te czasy się tak nie zmieniły bardzo, lata 80-te od tych 70-tych aż tak bardzo czy się różniły, nie wiem. pewne rzeczy gdzieś w ludziach się odkładały i ja tym jakoś nasiąkałem atmosferą, rozmowami kuchennymi i to wszystko do mnie gdzieś wróciło. Przy tym jak przeczytałem ten scenariusz i zobaczyłem ten materiał, to czułem, że mam coś do opowiedzenia, taką właśnie pieśń ojców, wujków takich, których ja znałem i gdzieś czułem, że to mogę opowiedzieć. w bardzo taki uczciwy sposób, że mam coś do powiedzenia i myślę, że będę się trzymał tego, że mam, że dlatego to jest takie, a nie inne. Pewnie ktoś inny by to inaczej zagrał i coś innego opowiedział. A ja chciałem po prostu tak bez jakiegoś, jak to powiedziała moja żona, bez takiego spadochronu zapasowego powiedzieć. I to jest gdzieś uczciwie po prostu, takiego faceta, który też potrafi być, nie kokietując też aktorsko, bo łatwo jest jakby tak fajnie zagrać. Fajnie zagrać, tak miło, żeby się podobało. A to nie jest miła postać. I zagrać go uczciwie tak, żeby... Były też osoby, podchodziły i mówiły, nienawidzę pana. kobiety, ale to wtedy jest jakiś rodzaj komplementu, że opowiedziałem go, że go opowiedziałem w jakiś sposób. Więc te takie zapuszczania się do swojej uczciwości i dawania tego roli. Jak ładnie kiedyś powiedziała Anna Dymna, jak zdawałem do szkoły teatralnej w Krakowie, powiedziała, że aktorstwo nie polega na tym, żeby się chować za rolą, tylko polega na tym, żeby siebie oddawać roli. żeby to, co w sobie jest, ma się i pięknego, i potwornego, i brzydkiego po prostu używać. Żeby tego używać, to jest narzędzie. I myślę, że to się wydarzyło w tym przypadku.
[49:45.77 → 50:49.34] C: Bardzo dziękuję, ale jeszcze chciałabym tylko powiedzieć, że dla mnie to fenomenalne, że właśnie pan zagrał, że osoba, która wbrew pozorom nieznana, nieznana widzowi, niepopularna może tak powiedzmy, nie okrzyczana gdzieś przez media i to fascynujące, bo ta postać też nabrała dla nas widzów, tak myślę, mówię w swoim imieniu oczywiście, takiego innego charakteru i takiej barwy, tej esencji, o której pan mówi. I też Szapo Baza, klimat stworzony w tym filmie, bo to przede wszystkim aktorzy tworzą jednak kino, mimo, no wiadomo, scenografia, dobór, rekwizytów i nawet ta symbolika tej pomarańczy, która przecież nam również, jakby jestem z tamtych czasów trochę jak dziecko pamiętam ten zapach pomarańczy, który tutaj nie kojarzy się zupełnie, ale wiele takich symboli w tym filmie. Ale przede wszystkim mówię aktorsko, to też dużo do wcipu.
[50:49.50 → 50:50.40] A: Przepraszam.
[50:52.04 → 50:59.94] C: który z tym telewizorem na przykład, no to trzeba było super zagrać, żeby w ogóle odnieść taki efekt. Także chapeau, ba, dziękuję.
[51:00.08 → 51:02.22] B: Tym bardziej jest miło, dziękuję bardzo.
[51:05.80 → 51:09.16] A: Zapraszamy. Kto z Państwa jeszcze chciałby się włączyć do rozmowy?
[51:10.84 → 51:27.88] B: Proszę bardzo, śmiało. Wypiłem też dużo wody, którą dawał alkohol, naprawdę. Jak się wypije na raz 8 litrów, to jest to śmiertelne. W pewnym momencie się zbliżyłem do tej granicy. Bolą trzewia.
[51:33.24 → 51:53.95] A: Na razie nie widzę. Powiedziałeś, że film jest takim intensywnym medium bardzo. Zawsze mi się wydawało, że to raczej teatr, że film z tym swoim czekaniem na ujęcie, przestawianiem świateł jest mniej intensywny niż teatr, w którym jednak spektakl trwa. I jest na żywo.
[51:54.39 → 51:58.51] B: Ja myślę, że na tym polega paradoks, bo też pracowałem przez wiele lat w teatrze.
[51:59.05 → 51:59.99] A: I to w niebyle jakim.
[52:00.47 → 53:30.32] B: To nie w byle jakim. Nawet w dwóch nie byle jakich, bo w pierwszym to w Teatrze Jaracza w Łodzi. Jeszcze na studiach zacząłem i później kontynuowałem to po studiach, a później w Teatrze Polskim we Wrocławiu za dyrektury Krzysztofa Mieszkowskiego. I to świetny okres tego teatru, który już minął, jak Państwo wiedzą. Ale dlatego właśnie paradoks polega na tym, że nie wiem, jakieś kino jesteśmy, mamy świadomość tego, że aktor jest No, że to jest scena. Czasem udaje się wytworzyć ten świat, naprawdę wykreować go w taki sposób, ale ilość elementów w teatrze żywych aktorów i ich dyspozycyjności danego wieczoru jest bardziej nieprzewidywalna niż w filmie. Jednak w filmie ta energia jest bardziej skumulowana do jednej bramki, do tego ujęcia. Mamy ujęcie, które trwa 30 sekund, 40 sekund. Czasem takie właśnie nieprzerywane trwa więcej, minutę, dwie. Wymaga takiego bardzo mocnego skoncentrowania i wszyscy się jakoś siłą rzeczy tam bardziej może koncentrują. Ale gdzieś jako widz, no mamy świadomość tego, jak nudno grają ci aktorzy na tej scenie, no zobaczymy, tam jest taki reflektor, tu taki, tam ktoś dłubie w nosie na balkonie, ktoś coś i tam zaczynamy. A kino jest też jakąś taką manipulacją. Łatwiej jest zmanipulować, bo ono wymaga większej precyzji.
[53:31.04 → 53:34.76] A: I świadomość, że się nie powtórzy? Że to już jest na zawsze?
[53:35.48 → 54:37.74] B: Że coś już zostanie zarejestrowane i już poszło. Dlatego ja nie bardzo lubię oglądać rzeczy, które zrobiłem, bo od razu myślę, że kurczę, zagrałbym to jakoś inaczej, coś bym zrobił, czy poszukał. Nie, to bym teraz zupełnie inaczej zagrał, bo się zmieniamy, zmienia się nasza świadomość, zmienia się warsztat, idziemy dalej w życiu i coś jak to wszystkiego. Na pewnym etapie pewne środki już się nam gdzieś nudzą, zużywają i nas ciągnie do czegoś innego. Nie wiem, kino ma jakąś taką... no zasysa przez swoje oszustwo, przez to, że mamy sklejone wszystko naraz i to są takie bardzo esencjonalne momenty, które dostajemy po prostu od razu i one nas łapią gdzieś i wciągają. No przed kinem, przed teatrem czasem mi się zdarza obronić, jakby, a przed kinem rzadziej, nie wiem, wchodzę bardziej, ten obraz jakoś działa po prostu, działa bardziej. Nie wiem, czy odpowiedziałem na to.
[54:37.74 → 54:39.42] A: Tak, myślę, że tak.
[54:41.90 → 55:01.24] B: Może dlatego ta szkoła filmowa, nie wiem. Ale gdzieś te... Scena oczywiście też. To jest też cudowna, fajna sytuacja, jak można zaczarować scenę i państwa oszukać.
[55:03.30 → 55:10.78] A: Proszę Państwa, będziemy powoli kończyć, więc ostatnia szansa na wyrażenie opinii. Proszę bardzo, albo zadaniem pytania.
[55:11.72 → 56:18.38] D: Ja jestem pod wrażeniem tego duetu, który Pan stworzył z Panem Jakubikiem i chciałbym zapytać, żeby Pan coś więcej powiedział o relacji, która łączyła tych bohaterów, bo szczerze mówiąc osobiście mam dylemat, bo z jednej strony bohater Pana ewidentnie ją kontroluje ale z drugiej jednak mam wrażenie, że momentami ona mu się wymyka spod kontroli. Czy to jest jakiś rodzaj, może nie przyjaźni, ale jednak jest w tym coś dziwnego, inspirującego i takiego... są święta. On mówi do żony, zostaw mi to ciasto, ja do niego pójdę. I jednak ta relacja jest moim zdaniem głęboka. I też chciałem zapytać takie jeszcze jedno pytanie. Jak się pracuje nad taką postacią? Czy ją trzeba polubić? Czy wystarczy zrozumieć? Czy się ją usprawiedliwia? Czy nie?
[56:20.28 → 59:49.20] B: Różnie, to już każdy musi sobie odpowiedzieć, ale czasem się nie da kogoś polubić, ale myślę, że zrozumienie pomaga. Takie czysto ludzkie zrozumienie, że jest taki przypadek na świecie, jest nas wiele różnych przypadków na świecie. i każdy ma jakiś swój film na temat rzeczywistości. Więc tak, jak najbardziej. Trzeba jakby właśnie odpuścić sobie ocenę i starać się zrozumieć taką postać, żeby uczciwie, nie oceniając właśnie, bo wtedy się już zrobi jakąś stronę, aktor przyjmuje i to są jakieś postacie, które trzeba bronić. W tym przypadku jakoś specjalnie go nie chciałem bronić. Tak powiedziałem Maćkowi, że nie chcę, że jakby te wszystkie brudne rzeczy też trzeba jakby odsłaniać. Maciek się zdecydował trochę to złagodzić. parę scen wycinając, co jakby też jest bardzo ciekawe. Myślę, że one wrócą w tej wersji, tak przynajmniej wiem z rozmów, tej wersji na DVD, bo one tę postać pchały w jeszcze taką bardziej ekstremalną interpretację. To jest jakby, jak się do tego podchodzi. Jak takiego zadania, takiego rozczytania właśnie tej postaci, próby zrozumienia. A to jak się, jak z Arkiem, tak? Jak my tworzyliśmy, o to pan chciał zapytać. To jest zawsze jakieś ryzyko i cudowne ryzyko jakby tego zawodu, że się kogoś spotyka. Kto jest zupełnie inny od ciebie albo w jakichś aspektach podobny do ciebie. I wiem, że mamy razem jakąś drogę do przejścia. I właśnie chodziło o to, żeby zbudować relację. I na tych próbach staraliśmy się po prostu zbudować relację. Jak najbardziej pogłębić i uwiarygodnić to, że ta relacja mogła mieć miejsce. Zresztą ona też jakby w rzeczywistości Może nie aż tak wyglądał, ale coś tam się zawiązało. Myślę, że zawsze jakaś więź, jak się spędza z kimś dużo czasu, to jakaś relacja się nawiązuje i zaczyna się go poznawać. Nawet jeżeli to ma służyć później manipulacji, to są pewne rzeczy, przed którymi się nie jesteśmy w stanie obronić. I jakaś nasza taka ludzka bezradność. Zaczynamy się siłą rzeczy przeglądać drugiej osobie. I wtedy jakaś nasza bezbronność i bezradność też dochodzi do głosu. I to są te momenty, gdzie się chyba spotykamy. Tak ja to widzę. I tak to też było napisane w scenariuszu. A nasza praca polega na tym, żeby się właśnie zrozumieć jakby i być bardzo uważnymi na siebie. W taki delikatny sposób, żeby nie przefajnować tego aktorsko, żeby nie tam... Nie zawsze fajerwerki pokazywać, te aktorskie takie, tylko w takiej bardzo czujnej uważności jakieś takie właśnie te rejestry delikatności i bezbronności bardziej i bardziej wyeksponować.
[59:53.93 → 01:00:07.20] A: No właśnie chyba paradoksalnie to są takie najbardziej autentyczne sceny, w sensie, że wasi bohaterowie są jakoś w tym szczerze, twój bohater w tych scenach, kiedy jest z Kalickim.
[01:00:08.04 → 01:02:17.21] B: No tak, i o to chodziło właśnie. Zresztą jak z Arkiem po tym pierwszym naszym spotkaniu, tak już wyszliśmy na papierosa, wtedy jeszcze paliwem. Prywatnego, nie kardena. I właśnie powiedzieliśmy sobie o tej sytuacji, jak każdy z nas się czuł w niej, jakie miał oczekiwania. Zawsze się wchodzi z jakimś oczekiwaniem, z jakimś wyobrażeniem. I to było ciekawe, że podobne mieliśmy odczucie, że stopniowo takie właśnie odrzucanie tych aktorskich narzędzi i tego zadawania tych prawdziwych pytań tym tekstem, który mieliśmy do dyspozycji i trochę tam gdzieś improwizując, ale jakby właśnie takie schodzenie do takiego poziomu komunikacji też poza werbalnej po prostu, że faceci siedzą i każdy coś przeżywa tam swojego, bo jakiś temat wisi w powietrzu i on pracuje, a każdy to na swój sposób przeżywa. I cieszę się, Cieszę się, że to się z Państwem skomunikowało. To jest największy prezent, bo to jest też taka największa aktorska chyba obawa, czy to, w co idziemy i jak idziemy, czy to się spotka z widzem, czy będzie po prostu uczciwe spotkanie z widzem. Nie czy nam tam się spodoba i, wow, super. Tylko czy właśnie ktoś powie, kurde, no okej, zumiałem, spotkałem się, zobaczyłem, Często nie wiemy co z tym zrobić i to jest myślę też dobre. Ja też czasem oglądam film i mówię, kurde no po prostu coś się wydarzyło, jakieś spotkanie. Może gdzieś mi się to później wyjaśni jego sens, ale w tym momencie czuję, że coś się wydarzyło, że to nie była tylko czysta rozrywka taka, która też jest fajna, ale w tym przypadku chodziło jednak o to, żeby jakąś historię opowiedzieć.
[01:02:18.76 → 01:02:24.59] A: Mocną historię. Mocny film, mocna rola. Posypały się następne propozycje?
[01:02:26.72 → 01:03:28.15] B: Ja nic na ten temat nie wiem. Powiedziałem takim moim znajomym, producentowi, który robił serial Wataha, w pierwszej części zagrałem. Artur, kurczę, zagrałem taką... rolę, spełniłem jakieś takie swoje, gdzieś chciałem, miałem ochotę na to, miałem silniki, wiesz, power taki wielki. I w końcu złapałem to, zrobiłem uczciwie. On mówi, no fajnie, super, spełniłeś swoje marzenie i co? Teraz jesteś bezrobotny. Czekam, ale też jest taki moment może, no to się musi gdzieś też prze... Odleżeć. Odleżeć, tak, tak. Jest taki moment, chociaż już mnie trochę Nosiło dobrze, że były ferie, pojeździłem na nartach i mi trochę przeszło, ale już mi zaczęło nosić, że coś bym porobił, coś bym gdzieś dalej z czymś się spotkał. Więc jakieś tam są przymiarki, ale jeszcze, żeby nie zapeszać, to nie będziemy o tym mówić.
[01:03:28.61 → 01:03:29.85] A: Ale trzymamy kciuki.
[01:03:30.27 → 01:03:32.39] B: Ja też. Dziękuję.
[01:03:33.39 → 01:03:36.75] A: Proszę Państwa, ostatnia szansa na pytanie.
[01:03:40.31 → 01:03:48.15] B: A obóz takich rzeczy to w trakcie chyba zdjęć u Juliusza Machulskiego, który Państwu jest pewnie znany i związany z Lublinem.
[01:03:48.69 → 01:03:49.47] A: I bywa tutaj.
[01:03:49.59 → 01:04:33.78] B: Bywa tutaj, dużą sympatią i kręciliśmy niedaleko nowy film, Wolta lubelska. Zresztą taki tytuł i to było ciekawe, bo on po obejrzeniu, bo on chyba był w komisji, która ten film kwalifikowała do Gdyni. i po tym zadzwonił i taki epizod mi zaproponował. Przepraszam, że epizod, ale to ciekawe spotkanie, bo ja z jego ojcem miałem zajęcia i poznanie Jurysza Malowskiego było niezwykle cenne i fajne, bo jest to niesamowity facet z dużym poczciem humoru i była fajna przygoda i po hiszpańsku zagrałem. hiszpańskiego bandziora, więc jeszcze jak film wejdzie do kin, to zapraszam.
[01:04:33.90 → 01:04:36.52] A: Czyli nie zostałeś więźniem en plouade.
[01:04:36.82 → 01:05:43.65] B: Nie, nie, nie, nie, nie staram się, znaczy ja przynajmniej, nie wiem jak tam sobie kombinują inni, ale staram się robić różne rzeczy. O, też jak epizod. Oczywiście po takiej roli ma się głód taki, chciałoby się grać same duże role, ale też Mam świadomość tego, w jakim kraju żyjemy i że to nie jest tak, że cały czas są tylko takie duże propozycje. Z czegoś też trzeba żyć po prostu i płacić rachunki. Ale i staram się brać, jak się też epizody przyjmuję, jeżeli są ciekawe i są jakimś wyzwaniem. Więc też było wyzwanie w filmie Double Ironman Łukasza Pawlowskiego. Też zagrałem takiego ciekawego nauczyciela tańca latino, lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte. No to też ciekawe. I charakteryzacji to bardzo ciekawy wychył. Takie rzeczy lubię, bo się lubię gdzieś tam się wychylać i odchodzić. To daje też teatr. Teatr jest takim poligonem fajnym.
[01:05:43.89 → 01:05:45.07] A: A co robisz teraz w teatrze?
[01:05:45.11 → 01:06:04.79] B: W teatrze nic teraz nie robię, bo odszedłem z teatru, który się rozleciał i też miałem potrzebę zaangażowania się bardziej w film. Chciałem w film wejść. Ale może jak zgłodnieję, to macie taką fajną scenę. Przyjemną naprawdę. To kto wie.
[01:06:06.23 → 01:06:17.19] A: Miejmy nadzieję, że nasz streaming oglądają liczni reżyserzy, scenarzyści, producenci. Gdyby państwo coś słyszeli, to też proszę pisać do teatru.
[01:06:18.68 → 01:06:23.66] B: czy publiczność też głosuje w Orłach, bierze udział w głosowaniu?
[01:06:23.82 → 01:06:25.16] A: Jest nagroda publiczności, tak.
[01:06:25.52 → 01:06:41.10] B: To mogą państwo głosować też, bo dostałem nominację za właśnie rolę męską, więc mogą państwo też tak wyrazić swoją sympatię, albo jakąś antypatię, czy cokolwiek państwu tam w duszy gra.
[01:06:42.18 → 01:06:46.18] A: Proszę państwa, bardzo dziękujemy, bardzo dziękuję Miku.
[01:06:46.18 → 01:06:47.02] B: Ja również bardzo dziękuję.
[01:06:47.78 → 01:06:54.14] A: I zapraszam na kolejne wieczory filmowe w teatrze. Zawsze w poniedziałek. Dziękujemy.

Kino w Teatrze Starym „Jestem mordercą”

KINO

Lata siedemdziesiąte. Młody milicjant dostaje niezwykle odpowiedzialne zadanie. Ma złapać seryjnego mordercę kobiet, który grasuje na Śląsku. Od powodzenia akcji zależy nie tylko spokój mieszkańców rejonu, ale i kariera zdolnego oficera, zwłaszcza że jedną z ofiar jest bratanica I sekretarza partii.
Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami thriller przeradza się w opowieść o banalności zła i o sile kłamstwa. Pieprzyca opowiada o tym jak kolejne małe kompromisy ściągają w otchłań. O samooszukiwaniu, wspieranym a wręcz zakładanym przez system. I o tym, jakie są konsekwencje podporządkowania się tej zasadzie.
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

 

Nagrody:
Festiwal Filmowy w Gdyni 2016: Srebrne Lwy, nagroda za scenariusz, Nagroda Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych

 

Wróć