Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.52 → 00:23.22] A: Dobry wieczór, raz jeszcze. Jeszcze raz witam pana Janusza Majewskiego. Ja się nazywam Magda Sendecka, jestem kuratorką programu filmowego, bo zdaje się, że się państwu nie przedstawiłam za poprzednim wejściem. Panie Januszu, to jest chyba nietypowy trochę film w pańskiej karierze, bo zdaje się, że to autor książki do pana przyszedł z tym pomysłem. Czy ja się mylę?
[00:23.92 → 05:35.28] B: Tak, myśmy się spotkali przez przypadek. I jak on usłyszał, że ja coś opowiadam o jazzie, to wtedy powiedział, że właśnie napisał książkę, gdzie jest trochę o jazzie. Dał mi tą książkę, doszedłem do wniosku od razu po przeczytaniu, że to jest materiał na film. No ale to wszystko razem miało miejsce jakieś pięć lat temu. I przez tyle lat staraliśmy się o jakieś środki, żeby to zrealizować. Oczywiście zdaję sobie tylko sprawę, że ta muzyka już dzisiaj nie trafia do wszystkich tak jak kiedyś. Tak jak kiedyś była moją muzyką i mojego pokolenia. Myśmy ją traktowali jako jakąś nadzieję na lepsze czasy w tym kraju. Ona miała swoje koleje losu, była przez dłuższy czas zakazana jako jakaś dywersja ideologiczna zachodu. Zeszła do podziemia, potem u Barceliny i tam te restrykcje zelżały, powoli wróciła I przez długie lata była dla nas naszą muzyką. Potem zaczęła się zmieniać, z niej wyrosły następne muzyki następnych pokoleń, rock, inne gatunki. Ale gdzieś to jądro swingu, tego właśnie jazzu do dzisiaj, ten puls się da wyczuć, a utwory, które wykonane zostały w tym filmie są klasyką, są śpiewane do dziś przez wszystkie pokolenia. Ja kiedyś patrzyłem, że niektóre z nich były wykonane przez ponad 200 wykonawców w ciągu tych 70 lat, bo niektóre już były napisane jeszcze w latach trzydziestych. Te lata trzydziesty były jakimś fenomenem, bo właśnie wtedy pojawiła się w Ameryce masę kompozytorów właściwie głównie z Polski. Dużo polskich Żydów tam się pojawiło, którzy zaczęli tworzyć ten gatunek muzyczny na bazie poprzedniego jazzu, który był takim półludową jeszcze muzyką. Ten jazz noworlański był wcześniej. A oni stworzyli właśnie ten rodzaj. To się rozwinęło także w filmie, powstały różne musicale, powstały, no właśnie cała taka kultura tego swingu zapanowała w latach trzydziestych, czterdziestych i właściwie dopiero po wojnie zaczynało to się przemieniać i z jazzu na przykład jazz właśnie taki big bandowy zamienił się jazz kameralny, bardziej wyrafinowany być może, ale już ta publiczność zaczęła od tego troszeczkę odchodzić. No ale jak powiedziałem, muzyka żyje do dzisiaj i tej muzyce chciałem głównie poświęcić ten film. A przy okazji przypomnieć, jakie okoliczności towarzyszyły temu Bo to niestety wszystko pamiętam. Niestety żyłem w tamtych latach i wszystko to, co tutaj się dzieje, mogę zaświadczyć, że widziałem na własne oczy. Oczywiście jest to jakaś subiektywna wersja tych rzeczywistości. Myśmy potem oglądali masę różnych filmów na ten temat i generalnie jest taka wizja tamtych czasów jako czasów szarości i smutku. No ale właśnie ta muzyka dawała jakiś oddech, jakieś kolory i o tym chciałem głównie zrobić.
[05:36.06 → 05:44.58] A: A co Pana ujęło w tej książce? Bo rozumiem, że jazz był takim magnesem przyciągającym, ale dlaczego Pan postanowił opowiedzieć tę historię? Co było najważniejsze?
[05:45.12 → 09:52.89] B: Cała ta historia, która oczywiście jest wymyślona, ale mogła się zdarzyć. Autor opowiadał mi, że jego zainspirowała historia autentyczna jakiegoś właśnie Polaka, który wraca z Anglii i wraca nie do siostry, a nawet do żony, którą zostawił jeszcze przed wojną, czy gdzieś tam w czasie wojny się dostał na zachód. I w końcu tutaj wraca, w tych latach dokładnie, ale nie do Ciechocińka, do Krynicy i nie jest muzykiem, a jest tancerzem, amatorem. Takim panem, który chodził na fajfy i tańczy z młodymi paniami. I właśnie w tym tańcu, jednym z tych tańców, padł i oddał ducha. I ten fakt, który mu opowiada jakiś przyjaciel, zresztą poeta, fakt go zainspirował i on wymyślił taką historię z muzykiem. A swoją drogą, zupełnie przez czysty przypadek, Ja sobie przypomniałem, że taki właśnie pomysł na bohatera jakiegoś filmu, takiego pana, który jeździ do Krynicy i tam podrywa młode panie, które przyjeżdżają, żeby głównie leczyć się na bezpłodność. I taki pan miał tam duże pole do popisu. Myślałem nawet o takim o historii takiego Don Juana z Krynicy. A tu nagle ta książka w jakiś sposób odnowiła tamtą sprawę, ale na szczęście oczywiście to wszystko poszło w inną stronę. Ale jak mówię, przede wszystkim muzyka. Ta możliwość przypomnienia tej muzyki i wykonania tej muzyki. Zresztą muszę Państwu powiedzieć, Co jak co, ale muzyka w tym filmie jest naprawdę na najwyższym poziomie, bo grają najlepsi jazzmeni, którzy tylko do tego filmu skompletowali kierownicy, czyli Wojciech Karolak, wspaniały pianista i wspaniały naprawdę dyrygent Wiesław Jurek Rulka, który zjednął przedstawicieli wielu pokoleń, bo tu grają starsi, młodsi i takie brzmienia jak on osiągnął, to naprawdę jest fantastyczne. Można by wziąć, porównać nagrania Glenna Millera na przykład z tamtych lat i o dziwo bez naprawdę bez przesady można stwierdzić, że ta muzyka jest lepsza, ale lepsza także dlatego, że zupełnie inne są środki techniczne. Inaczej można ją nagrać bardziej plastycznie, bardziej stereofonicznie. Oczywiście wtedy nie było stereofonii. Ona brzmi wtedy na starych płytach płasko, a tu jest plastyczna. Więc to, że udało mi się W tym filmie jednak wykonać tyle utworów, wszystko klasyka, to jest dla mnie najważniejsze. A ta historia oprócz tego ma swoje, oczywiście jakiś sens. No więc w ten sposób mogę się wytłumaczyć, dlaczego zrobiłem ten film.
[09:53.03 → 10:04.39] A: Jeśli jesteśmy przy muzykach i przy muzyce, to w pana filmie wszyscy aktorzy śpiewają naprawdę. Nie ma podłożonych głosów gwiazd jazzu. To jest imponujące.
[10:04.89 → 10:50.34] B: To też się okazało dopiero w trakcie prób, że to jest możliwe. Ja zakładałem nawet, że głosy będą podłożone. No ale tak, okazało się, że Sonia Bohaciewicz już wielokrotnie występowała, śpiewa, ma głos, szkolony w ogóle, umie śpiewać. Nigdy nie śpiewała jazzu, ale ją nauczono. Były dwie panie nauczycielki, były lekcje przez parę tygodni i oni się wszyscy uczyli. Maciek Stuhr jest absolwentem jakiejś średniej szkoły muzycznej, więc gra na fortepianie. Oczywiście nie występuje jako piosenkarz, czy jako nawet pianista.
[10:50.42 → 10:52.56] A: Ale jako parodysta Stanisława Sojki.
[10:52.92 → 14:09.86] B: Ale jako parodysta nieraz wystąpił. Ja go wziąłem właśnie ze względu na jego takie obycie estradowe, że on jest prawdziwy, bo on nieraz stał na estradzie przy różnych występach, czy zapowiadając różne imprezy itd. I tutaj mi coś takiego było potrzeba. No niezależnie od tego uważałem go zawsze za bardzo zdolnego aktora i niepozbawionego wdzięku na ekranie. No a trzecia osoba, która miała śpiewać tutaj była Joasia Kulig, którą wziąłem w ciemno, bo ona śpiewa świetnie i to śpiewa właśnie jazz. Ma znakomity głos, taki lekko z chrypką taką. Jak ją usłyszałem, to wiedziałem, że ona musi zagrać, a przy tym miała też warunki takie do tego. No i ta biedaczka na dzień przed wejściem, już po próbach była przygotowana, złamała niestety nogę. Złamała nogę i ja w ciągu weekendu musiałem zastąpić ją. Nie będę już opowiadał o tych perypetiach, ale zrobiliśmy próby 15 kandydatek. Wszystkim jest zachwycały w momencie, kiedy przyszły, ale potem jak zobaczyliśmy te próby na ekranie, to nie mogłem się na żadno zdecydować i ktoś mi powiedział o Natalii Rybickiej, która jest taką gwiazdą teatru studio w Warszawie. Poszedłem na spektakl. Spektakl był bardzo kameralny, dwie osoby na scenie, sztuka współczesna. Przyjrzałem się jej na tyle, ile można zobaczyć aktorkę siedząc w którymś tam rzędzie. No ale zobaczyłem, że jednak jakiś błysk jest. No i w ten sposób zaraz po spotkaniu spotkaliśmy się. Ja ją zabrałem do studia, ona weszła. Mimo, że to była niedziela i późny wieczór, myśmy mieli właśnie próby muzyczne i ona weszła i zobaczyła, jak oni śpiewają, to chciała uciec. Powiedziała, że ja w ogóle nie umiem śpiewać. W szkole teatralnej wszyscyśmy się musieli uczyć, ale ja naprawdę nie mam nic wspólnego ze śpiewaniem. No to ja powiedziałem, dobrze, to tylko, to my podłożymy ten głos. Właśnie myśląc o Joasie Kulig. No ale dziewczyna ambitna zaczęła próbować. I te panie, które uczyły śpiewu, powiedziały, damy radę. No i w ten sposób mamy autentyczne głosy, co jest oczywiście o wiele, myślę, ważniejsze dla roli, dla sztuki aktorskiej, dla wykonania tego, ten autentyzm. Przecież to nie znaczy, że one śpiewają idealnie, czym oni wszyscy. ale śpiewają autentycznie.
[14:11.20 → 14:14.50] A: No i w końcu to Big Band w Ciechocinku, a nie w Nowym Jorku.
[14:14.58 → 14:46.56] B: No więc właśnie. A propos Ciechocinek, jest tak zakochany w tym filmie, bo usłyszałem taką rozmowę, że to jest film, nie jest film o jazzie, tylko o Ciechocinku. Bardzo mi się to spodobało. Nawet nam będą wbijać jakieś gwiazdy w chodnik i jeden ze skwerów będzie się nazywał skwerem ekscentryków, który się odbędzie w lecie.
[14:47.84 → 14:54.52] A: To gwiazd chyba będzie sporo, bo lista aktorów, którzy u Pana wystąpili jest bardzo długa i są to same gwiazdy.
[14:54.54 → 15:04.10] B: Ja wszystkim nie wbiję i ono nie ma tak dobrze. Nie wiem jeszcze, kto zasłuży na to, bo to jest tajemnica, ale wiem, że co najmniej dwie gwiazdy wbiją.
[15:04.85 → 15:23.49] A: Ale ja chciałam jeszcze dopytać o ten casting, o to, jak pan obsadza poszczególne role, bo tutaj właściwie tacy pańscy aktorzy grają. Cały ten drugi plan, począwszy od Zborowskiego, skończywszy na Dymnej, to są przecież aktorzy, którzy wielokrotnie z panem współpracowali.
[15:23.87 → 18:57.67] B: No więc ja właśnie mam taką jakąś przypadłość, że lubię pracować z ludźmi, których dobrze znam. Może wtedy nie zaskakują mnie ich propozycje, bo ja już z góry wiem, co oni mogą i co potrafią. Ale za to robią dokładnie to, co ja sobie wymyśliłem. Nie mam jakichś nieprzyjemnych niespodzianek wtedy. Poza tym też ważna jest, mimo wszystko, bardzo ważna jest atmosfera pracy. Bo to się udziela, to potem w jakiś magiczny sposób przechodzi na ekran, jeżeli to wszystko się odbywa w takim nastroju, że wszyscy mają, wszyscy chcą jak najlepiej, oddając z siebie co mogą najlepszego i mają jakąś radość wspólną z tej roboty. A do tego wszystkiego, jak się robiło, ponad 50 lat filmy i ten cały warsztat ma się już właściwie we krwi. To się nie traci czasu i nie błądzi i atmosferę można zbudować spokojną, a w dzisiejszych czasach to właściwie spokój na planie to jest coś. Oni mi tak mówią, bo ja przecież nie chodzę na inne plany, ale oni mówią, że to jest tak, rzadkie, że przychodzą i czują się jak na wakacjach, w odróżnieniu od tego, co się dzieje. Podobno, że jest bezustanny pośpiech, chaos. Ja ten pośpiech i chaos widzę w rezultatach potem. Widzę, ale i rozumiem, dlaczego jest ten pośpiech, bo jest stale za mało pieniędzy na filmy. Wszyscy Muszą się spieszyć, bo jak nie zrobią byle jak, to w ogóle nie zrobią. To wszystko jednak było dla mnie ważne i dlatego nie ryzykowałem. Aczkolwiek są tutaj jakieś nowe twarze. Ta dziewczynka, która śpiewa na końcu, to jest oczywiście amatorka, to nie jest aktorka. Natomiast ona jest szkoloną śpiewaczką i nawet Ona mieszka w Londynie i śpiewała, ma swój zespół, mały taki, kameralny i śpiewała taką muzykę, która jest też pochodną jazzu, ale już bardzo współcześnie pomyślanego. Ja ją zobaczyłem tutaj na imieninach jej mamy 50., na które ona przyjechała z tym swoim małym kameralnym zespołem i zaśpiewała tam publicznie na wsi, na Mazurach, na takiej rodzinnej imprezie. I wtedy wpadłem na pomysł, że ona powinna zaśpiewać. I cały ten wątek wymyślony został, żeby ona zaśpiewała tę żydowską piosenkę by Mirbeast Shane. No i ta cała historyjka z Wujem i tak dalej, no to tego nie ma w książce. Zresztą w książce nie ma wielu rzeczy, które tutaj są.
[18:57.67 → 18:59.42] A: Ale to też taki desant z Londynu.
[19:00.02 → 19:14.68] B: Desant z Londynu, tak. Myślę, że warto tego był. Najlepsze jest to, że ktoś mi powiedział, że ona jest bardzo podobna do jakiejś... Amy Winehouse. A ja się pytałem, ale kto to jest?
[19:14.88 → 19:17.36] A: Która śpiewała fantastycznie jazz właśnie.
[19:17.38 → 20:00.76] B: No i właśnie oni patrzą na mnie. Jak to, ty nie znasz jej? No nie znam. nie kojarzę w każdym razie. Trochę się zawstydziłem, ale okazało się, że jednak ona śpiewała taki czas, za którym ja nie przepadam. Śpiewała, bo nie żyje. Rzeczywiście potem jak zobaczyłem zdjęcia, to ona jest podobna. Ale to jest bardzo skromna dziewczyna i bardzo się traumowała. To ostatnie ujęcie, które kończy film, gdzie ona śpiewa. To był chyba szesnasty dubel, nim się jakoś rozprężyła.
[20:02.68 → 20:10.08] A: Opowiedział pan anegdotę o tańcerzu, który umarł w tańcu. U pana muzyka leczy.
[20:11.34 → 21:13.59] B: No właśnie, bo ten wątek w książce jest też troszkę inaczej rozwiązany. W książce jest tak, że ona wyjeżdża gdzieś na krótkie wakacje nad morze i tam spotyka jakiegoś tam inszego pana i ją leczy ten jakiś krótki romans. No to wydało mi się dosyć banalne i te metody trochę były poza poetyką tego filmu metody leczenia tej więc o tych nie chciałem o tym opowiadać natomiast W ksiądze jest ten motyw, że muzyka ją uleczyła, tylko jakby dodatkowo. A wysunęliśmy tutaj zresztą z autorem na pierwszy plan to teraopoetyczne działanie muzyki. No może, nie wiem, czy to jest przekonujące, mam nadzieję, że tak.
[21:15.87 → 21:22.40] A: Proszę Państwa, zapraszam do zadawania pytań i dzielenia się opiniami. Jeśli Państwo mają ochotę się włączyć do dyskusji, to zapraszamy.
[21:25.05 → 21:28.62] B: To jest ciężki moment.
[21:29.40 → 21:41.88] A: Ale zwykle znajduje się ktoś odważny. Na razie jeszcze nie.
[21:42.40 → 23:26.09] B: Miałem takie spotkanie. parę dni temu w Warszawie, ale to było spotkanie z klasą maturalną, czy nawet dwie klasy maturalne w niedużej sali. I jak tam przyszedłem pod koniec projekcji, usłyszałem frenetyczne oklacki. Wszedłem na tą estradę, też z panią, która mnie przepytywała, najpierw też zaproponowała pytania i cisza. Więc ja mówię, zaczynam ich ośmielać coś tam, opowiadam anegdotę o tym, jak już miałem takie spotkanie kiedyś i też taka przyszła klasa z panią nauczycielką i pani nauczycielka chciała koniecznie, żeby kogoś tam wypchnąć do pytania i wreszcie jakiś chłopak A film był, nie wiem, może ktoś z Państwa widział taki film, ma amatura i nie było tam żadnych wybuchów, żadnych efektów specjalnych. I wtedy wstał chłopak i zapytał, ja chciałem zapytać o efekty specjalne w pana filmie. Więc odpowiedziałam mu rzeczywiście, by były zastosowane na przykład przy wymazywaniu jakichś niepotrzebnych rzeczy na ulicach. Bo teraz to można zrobić, że przedtem trzeba było zdejmować każdą antenę, a teraz można ją wymazać komputerowo i nie ma żadnego problemu. No więc jednak były te efekty. Może nie takie, jak on sobie wyobrażał.
[23:27.51 → 23:54.17] A: Pan wybrał takie środowisko. W tym filmie mamy portret środowiska, które jest nietypowe dla filmów o jazzie. Jeśli u nas się robiło filmy na ten temat, o tej epoce, to raczej chodziło o wielkie miasto, raczej o kluby studenckie. Tu mamy prowincję, zupełnie innych ludzi. Dokumentacja na ten temat, prawda?
[23:57.06 → 26:42.49] B: Ja też byłem studentem i też wciągali mnie do różnych studenckich z organizacji, ale byłem jakimś dziwadłem i raczej unikałem tego wszystkiego i byłem taki jakoś taki stuknięty facet, który nie przepada za jakimś stadem. I też tak pomyślałem, że ta historia też jest taka nietypowa i taka niekoniecznie związana, a poza tym już na boga tych filmów o męczeństwie naszego narodu i w ogóle tych myśli o tym, to już miałem naprawdę serdecznie dosyć, a zwłaszcza też zmęczyły mnie te ostatnie Ostatnia dekada w filmie, która może to jest, to na pewno przez przypadek zostało tak, tak się to zsumowało. Ilość filmów o chorobach, nieszczęściach, nieudanym życiu, o alkoholikach, o rakach, to mnie skłoniło do tego, żeby trochę inaczej spojrzeć na życie, historię. No i tak po prostu nie chciałem się wpisać w ten nurt. Zrobiłem wobec tego film, który przecież też nie jest taki absolutnie radosny i nie jest taki absolutnie optymistyczny, mimo że tak go odebrano. Ale w gruncie rzeczy jest tam i jakaś nostalgia i jakiś smutek tamtego czasu, mimo barwy. Ja chciałem przeprosić, chociaż to nie jest moja wina, ale tutaj była do połowy fatalna kopia, jakaś przerzucona, przeszarzona. Dopiero pod koniec trochę się poproszyło, nie wiem dlaczego, co to za kopia, skąd się to wzięło. No ale tak to już jest. że można dopilnować na początku, gdzieś tam wtedy, kiedy jest premiera, a potem się już dotraci, wymyka to się z rąk. No ale w każdym razie widać mimo wszystko, że chcieliśmy zrobić film raczej nie smutny, nie szary.
[26:43.23 → 27:05.40] A: No to jest w tym kolorze. Tutaj rzeczywiście Nie było tego tak dobrze widać, ale ja widziałam film w Gdyni na większym nieco ekranie i to było uderzające, właśnie jak to założenie, żeby pokazać tę słoneczną jednak stronę życia, jest widoczne w obrazie. Jak rozmawialiście panowie o tym z Adamem Bajerskim, z autorem zdjęć? Jakie były wytyczne?
[27:05.84 → 29:02.26] B: Myśmy mieli początkowo taki zamiar, taki pomysł, że zrobimy w zasadzie ten film taki na początku prawie, że czarno-biały, bardzo stonowany, dopiero jak zacznie się sprawa tej muzyki, to on nabierze koloru. I to nawet miało być dosyć dosłowne. Ale potem doszliśmy do wniosku, że zbyt dosłowne takie potraktowanie tego i ortodoksyjnie się trzymanie tego nie miałoby sensu. Ale siłą rzeczy te początkowe sceny są bardziej monochromatyczne. Tutaj zostały formowane przez to zarzucenie, nie wiem, ale tak w rezultacie na dobrej kopii. Zresztą, proszę Państwa, to jest tak, że prawdopodobnie dla większości widzów to nie ma takiego wielkiego znaczenia, czy oglądają film na małym ekranie, czy na dużym ekranie. Chłoną przede wszystkim historię. Natomiast są filmy, które ogromnie tracą, jeżeli te warunki projekcji nie są tak idealne. Duży ekran, dobry dźwięk. Dzisiaj ta już kwadrofonia, to wszystko jest bardzo ważne i sprzyjające odbiorowi. Bo to się miłożsko każdy chłonie też wszystkimi zmysłami, nie tylko umysłem, ale jeżeli jeżeli to nie angażuje ani słuchu, ani wzroku tak jak powinno, no to coś tam się traci. No trudno, ale na to nie ma rady.
[29:03.03 → 30:01.54] A: Jest dobra wiadomość w tej sprawie. Nie wiem, czy pan już to wie. Państwo pewnie nie wiedzą. Jest inicjatywa Polskiego Stowarzyszenia Operatorów, do której przyłączył się Polski Instytut Sztuki Filmowej. Chodzi o kalibrowanie sal kinowych, ponieważ w większości oglądamy, zwłaszcza w multiplexach, ale nie tylko, oglądamy projekcje słabej jakości, ponieważ kiniarze oszczędzają na żarówkach, które są bardzo drogie. i jest skręcona jasność obrazu albo niewyregulowana po prostu. Ma być tak, że będą jeździli wyszkoleni ludzie, którzy będą to sprawdzać i dawać kinom certyfikaty. My tutaj mamy bardzo skromne warunki wymuszone przez architekturę. Nie mamy projektora DCP. Tylko ta kopia, to zdaje się był Blu-ray dostarczony przez dystrybutora, więc nie bardzo mamy na to wpływ. To był Blu-ray zrobiony specjalnie, zdaje się, na nasz pokaz. Tutaj poprawią mnie dziewczyny z teatru.
[30:01.62 → 30:35.22] B: Drugi rzecz, że ten film chodzi poprzez serwer taki, to znaczy zostaje przesyłany internetowo i wtedy te projektory, te kina, które już mają te projektory już wtedy nic nie mogą zmienić, tylko on musi być dobrze, tak jak było zaprogramowane. No ale w gruncie rzeczy to jest taka sprawa, która interesuje nas, którzy to robią, bardziej niż publiczność.
[30:35.42 → 30:38.20] A: Ale publiczność pewnie też, bo to jednak podprogowo działa.
[30:39.07 → 30:40.07] B: Podprogowo tak.
[30:41.45 → 31:06.05] A: Ja chciałam wrócić jeszcze do, powiedział pan o tym, że zmęczyły pana filmy martyrologiczne. Pada taka deklaracja z ust bohatera, z ust Fabiana, że jego ojczyzną jest muzyka. Ta anegdota, którą on przytacza, to jest zdaje się pańskie doświadczenie.
[31:06.41 → 35:07.61] B: To rzeczywiście włożyliśmy w fabułę rzecz, której w książce nie ma, a która mi się w życiu przydarzyła. Jak zrobiłem film Zaklęte Rewiry, ten film był wszędzie zapraszany, jeździł po całym świecie i festiwale, przeglądy itd. Zaproszono mnie do Nowego Jorku, do Muzeum Sztuki Nowoczesnej, na takie spotkanie z publicznością po filmie. To był rok 1977, wtedy takie zaproszenie, wydawało mi się, że Pana Boga za nogi złapałem. Mimo, że byłem w zdjęciach do sprawy Gorgonowej, zrobiłem przerwę parodniowo i poleciałem do tego Nowego Jorku. bajeczne przyjęcie i ten film i w ogóle ci ludzie sympatyczni. Pierwszy wieczór wyszedłem na trochę przejście po Manhattanie, trochę wymęczony podróżą, bo to już była dla nas nad ranem. Dla mnie to było nad ranem, ale tam była dopiero jakieś tam wieczorne godziny. I usłyszałem rzeczywiście, idąc małą, boczną ulicą na Manhattanie, usłyszałem, że pięknie grają. Jazz, oczywiście. Patrzę, są schodki w dół, taka piwnica, klub jazzowy w piwnicy. Wszedłem i to, co on mówi. Zobaczyłem pięciu czarnych muzyków, bardzo starych ludzi, którzy fantastycznie grali. stanąłem tam jak urzeczony. Był rok 1977, a ja z Jezem, jak już wspomniałem, zetknąłem się w 1947 roku, powiedzmy dla uproszczenia, nawet może trochę wcześniej. Więc upłynęło 30 lat, kiedy były różne wydarzenia i w świecie, i w moim życiu, i tak dalej. A tutaj nagle usłyszałem coś, jak gdybym właśnie wrócił do domu. Poczułem się jakiś syn marnotrawny, który wraca do ojczystego domu. Naprawdę poczułem się, że wróciłem do jakiejś swojej ojczyzny. Tym bardziej, że ja się nie bardzo zadomowiłem z dwóch powodów wtedy w naszym kraju. Po pierwsze, byłem wydziedziczony z mojego Lwowa. Potem mieszkałem w kilku miastach, a ta ojczyzna PRL-owska też nie była taka, żeby ją bardzo kochać. Więc rzeczywiście tak pomyślałem, że tak odczułem to po prostu, że wracam do jakiegoś mojego prawdziwego domu, do jakichś prawdziwych korzeni. Chociaż niestety nie gram na żadnym instrumencie. ale słuchałem muzyki, nie tylko zresztą takiej, przez całe życie. I trochę jakby zmarnowałem swoją muzykalność i słuch, no bo też nie było kiedy się tego nauczyć. Pewnie bym był jako dziecko uczony, gdyby nie było wojny, bo wojna wybuchła Osiem lat i tam coś wtedy jeszcze był jakiś pianino w domu i zacząłem jakieś małe lekcje nawet, ale to potem się wszystko skończyło i nigdy nie wróciło już.
[35:08.83 → 35:19.83] A: Czy ktoś z Państwa może nabrał odwagi? Proszę bardzo, już mikrofon do Pani idzie,
[35:20.33 → 37:05.79] C: bo ja chcę powiedzieć, że ten Pana film mnie bardzo wzruszył, dlatego tak mi trudno mówić. Dlatego, że ja sobie przypomniałam czasy dzieciństwa. Takiej muzyki słuchali moi dziadkowie ze strony ojca. Tak sobie nucił mój ojciec, rocznik 35. Ja jestem rocznik 58. I mam taką nostalgię, taki... W ogóle wzruszam się jak oglądam filmy z lat 60. Bo tam jeszcze było coś takiego, sposób zachowania, mówienia. stroje tych ludzi, no i ta fantastyczna muzyka. I w ogóle zauważyłam coś takiego, że w Pana filmach, bo to i Pan mówi zaklęte rewiry, mała matura, Pan ma taką cudowną zdolność do wybierania sobie fantastycznych aktorów, bo ci aktorzy w tym filmie byli po prostu genialni. Taka rola Anny Dymnej, To po prostu była perełka. Fantastyczny był Maciek Stuhr, Sonia Bohosiewicz. Ten film ogląda się z przyjemnością. Ja nie wiem, co jeszcze można powiedzieć. Dla mnie ten film jest po prostu fantastyczny i to była dla mnie wielka przyjemność. Bardzo panu dziękuję. I to, co pan powiedział, że jest tyle takich filmów o tej naszej historii, to ja właśnie z przyjemnością obejrzałam taki film. Rzeczywiście tę lepszą stronę. I ja też pamiętam, bo tam jest taki pokazany też dualizm. Tutaj jest 1 maja. Jako dziecko też chodziłam z mamą gdzieś tam na tym. A w domu się mówiło o czym innym i słuchało się czego innego. I nawet taki wystrój tego mieszkania, to od razu sobie zobaczyłam mieszkanie moich dziadków. Także naprawdę film jest piękny i cieszę się, że mogłam go obejrzeć.
[37:06.53 → 42:16.91] B: Dziękuję Pani bardzo, bo właśnie po to to zrobiłem, żeby ktoś taki jak Pani miał z tego przyjemność. I sam, żebym miał też przyjemność powrotu tamtych, no takie jest prawo natury i życia, że wydaje nam się, że tam te nasze młodości, ta nasza młodość była piękna i każdy do niej tęskni. Oczywiście, bo umysł ludzki ma taką właściwość, że zapomina złe strony, a pamięta dobre. Na szczęście. I dlatego taki powrót do przeszłości czasem pomaga na co dzień. Jeżeli chodzi o to, co wspomniała pani o tych na przykład o tych wnętrzach, no to jest wszystko bardzo zadbane przez scenografię, no bo żeby była jakaś prawda, no to trzeba dopilnować każdego szczegółu. bo inaczej to jest nieprawdziwe. A aktorzy, już wspomniałem o aktorach, aktorzy rzeczywiście, myślę, że można ich chwalić. Cóż, ja też, jak zrobiłem poprzedni film, zrobiłem, to powiedziałem już, że to jest chyba moje pożegnanie i teraz też, no, tak zacząłem mówić, to wszyscy mnie, zaczęli stukać w głowę i nie mów takich rzeczy. Nigdy nie mów nigdy i tak dalej. No, ale jednak czas płynie, a to jest wysiłek duży, energii trzeba strasznie dużo wydatkować, a ta energia już jest w zaniku. No, ale mimo wszystko zebrałem się, już jak tylko skończyliśmy zdjęcia, Ta maszyna właśnie energetyczna była rozpędzona, że miałem takie dziesięć dni przestoju technicznego, bo trzeba było przygotować materiał do montażu i ja już nie mogłem sobie miejsca znaleźć, że nic nie mam do roboty. Z tego siadłem i zacząłem pisać powieść, którą pisałem parę miesięcy. I tą powieść była ostatnio wydana. I właściwie widać od razu, że to jest, że to jest przyszły scenariusz filmowy. Więc jeżeli mi się jeszcze uda przekonać moich wszystkich lekarzy i opiekunów, którzy uważają, że ja już powinienem sobie dać spokój, to może mi się jeszcze to uda zrobić. Tym razem będzie to Okupacja Warszawa i Lwów, czasy okupacji i charakter tej powieści, która ma tytuł Czarny Mercedes, to jest kryminał. Historia kryminalna osadzona w tamtych czasach, ale też mało tam o naszych cierpieniach narodowych, bo chciałem powiedzieć, że mimo wszystko jedną mam przewagę nad wszystkimi domorosłymi historykami, którzy widzą czarno-białe wszystko, że zarówno w czasie okupacji toczyło się życie tak zwane normalne. Ludzie musieli codziennie wstać, coś jeść i położyć się, spać i tak dalej. A niektórzy oczywiście walczyli, niektórzy byli reprezentowani i to wszystko jest prawda, tylko że równocześnie właśnie trzeba było przetrwać. I pamiętam te, jak to wyglądało na codzień we Lwowie przynajmniej. A potem to samo właśnie w tym filmie, że ta, to nie było tak szaro, na przykład Mało kto pamięta, że młode dziewczyny wtedy, które zawsze dają kolory miastom rzeczywistości, farbowały sobie te białe tenisówki, bo tylko takie można było zdobyć, nie kupić, tylko zdobyć. Farbowały sobie na różne kolory. Chodziły w sputnicach szytych z jakichś starych firanek i był ten kolor przynajmniej. Byli młodzi ludzie, którzy to widzieli, a wtedy byłem młody, niestety.
[42:18.55 → 42:36.69] A: Pański film jest podwójnie nostalgiczny, można powiedzieć, bo opowiada pan o latach pięćdziesiątych, ale ci ludzie, o których pan opowiada, są przecież przedwojenni. Cała obyczajowość, to jak oni się zwracają do siebie nawzajem, to jest przecież obyczaj przedwojenny.
[42:37.05 → 44:56.28] B: Oczywiście, oni tam wspominają, pochodzą z Lwowa, tam on grał, stamtąd wyjechał. Zresztą w powieści to jest bardziej rozwinięte. On był muzykiem, powiedzmy takim, który grał na dancingach w dobrych hotelach. Myślę, że na przykład we Lwowie mógł grać w hotelu Żorża muzyka taneczną, która w jakiś sposób była taką namiastką jazzu. No a potem gdzieś go rzuciły, a w książce to jest tak, że on wyjechał w rejs jakimś polskim statkiem typu Piłsudski czy Batory, takie były jeszcze jakieś tam na linii Europa-Ameryka i tam grał w zespole i tam go została wojna, no i potem został i tam gdzieś zetknął się z prawdziwym jazzem. I tak dalej, i tak dalej. Ale to byli rzeczywiście, tak jak pani mówi, ludzie przedwojenni z jakąś kinderstubą, z jakąś klasą. No po prostu byli tacy jak większość ludzi w tamtych czasach. Ja na przykład uprzytomniłem sobie przy jakiejś okazji, że przecież w czasach, kiedy ja byłem chłopcem, a były to lata albo tuż przed wojną, to byłem małym chłopcem, ale tuż po wojnie w Krakowie, kiedy w 45 roku już miałem 14 lat i poszedłem na gimnazjum, to żaden mężczyzna nie wyszedł na ulicę bez kapelusza albo bez jakiejś czapki. A dzisiaj przecież prawie nikt nie nosi, chyba że w zimie, no to zimna. Taki drobiazg, ale przecież ten drobiazg zmienia kompletnie charakter ulicy. Nie mówiąc już o obyczajach, o tym jak się ludzie do siebie zwracali, jak jakich były normy współżycia towarzyskiego i w ogóle społecznego. No i komu to przykładało?
[44:58.26 → 45:05.52] A: Ja chciałam jeszcze spytać o instrukcję obsługi babci klozetowej. Czy to autentyczny tekst, czy też wymyślony na potrzeby filmu?
[45:06.80 → 47:17.01] B: Więc to jest tak, że gdzieś w internecie ktoś to znalazł, ale jestem przekonany, że ktoś wymyślił i tam rzekomo udawał, że to jest prawdziwe. Dlatego wykorzystaliśmy fragment tego. No ta scena się rozrosła w filmie, w książce jest bardzo, tylko sprowadzałam do tej jednej, tej najbardziej wulgarnej odzywki na końcu, a tutaj rozwinęliśmy to w taką sekwencję, która, jak wiem, bawi zawsze. No ta przemiana właśnie, ktoś zapytał, jak panu się udało namówić, a nie do mną, żeby zagrała taką rolę. Przecież aktorzy marzą o takich rolach. Przecież to tylko celebryci nie chcą grać ludzi brzydkich, tylko muszą być zawsze śliczni i obracać się lepszym profilem. Natomiast prawdziwa, rasowa aktorka, zwłaszcza w tym wieku jak Ania, która ma za sobą takie filmy, w których była piękna i młoda, Była królową, a nie babcią grozetową. Była królową, zresztą w moim serialu i filmie była Barbara Radziwiłł. Tak się złożyło, że ona miała taki benefic swój w trójce radiowej, jakąś taką audycję i mnie zaprosiła. I tam właśnie zobaczyłem, śpiewającą dla niej Jaasie Kulig, stąd to połączenie. No i tam jej to zaproponowałem. Ona teraz opowiada historię bardzo rozwiniętą, że rzekomo na dworcu to się działo, wszystko jedno. W każdym razie ona to opowiada po to, żeby powiedzieć, że to jest moja kariera od królowej do babci kluzetowej.
[47:20.18 → 47:21.88] A: Ale ważne, że u tego samego reżysera.
[47:23.54 → 47:23.96] B: No tak.
[47:26.50 → 47:33.58] A: Proszę państwa, czy ktoś jeszcze ma ochotę się dołączyć do dyskusji? Proszę bardzo, już mikrofon do pani Indzie.
[47:36.66 → 48:00.88] D: Dziękujemy za wspaniały film, za ten kolor, za aktorów. Ciągle podziwiam sztura, nie mówiąc o reszcie. Sztur to dla mnie po prostu sceniczne zwierzę. Ale chciałam o muzyce. Otóż jest ścieżka dźwiękowa, muzyka wspaniała i czy w ogóle będzie płyta? Ja nic nie wiem na ten temat.
[48:01.74 → 48:04.44] A: Państwo są lepiej poinformowani.
[48:05.64 → 48:07.56] D: Czyli po prostu reklama słaba.
[48:08.68 → 48:28.50] B: Została wydana płyta, która która wiem, że została już, pierwszy nakład zniknął, ale jest drugi. I w Empikach należy szukać na przykład. Dziękuję. I jest cała ścieżka dźwiękowa.
[48:28.84 → 48:32.14] A: Tutaj pani mówi, że w Empiku w Lublinie jest także.
[48:32.38 → 48:34.90] B: O, no to właśnie. Dziękuję.
[48:37.22 → 48:59.45] A: Proszę bardzo, kto z Państwa ma ochotę? A czy myśląc o następnym filmie, o tym kryminale, myśli Pan już o tym, jak on będzie wyglądał w sensie wizualnym?
[48:59.57 → 51:22.10] B: To będzie takie kino noir? On powinien być rzeczywiście czarno-biały. Najlepiej by było, żeby był czarno-biały, bo to jest i taki czas, i taki temat, i to jest postępna historia, takie morderstwo. rzeczywiście ponure. Tak byśmy to chcieli na pewno zrobić, ale książka jest dosyć obszerna i właściwie myślę, że trzeba zrobić przede wszystkim duży serial, a z tego serialu wyciągnąć ekstrakt i zrobić film ekranowy, fabularny. Przy okazji chciałem powiedzieć, Mamy gotowy, czteroodcinkowy serial z tego filmu, z Ekscentryku, który w sumie jest trzy godziny projekcji, więc jest dużo więcej w porównaniu z tym, który jest bardzo, kilka bardzo ważnych scen, które musiałyby wylecieć, bo dystrybutorzy nie chcą długich filmów, tylko muszą być w takich ramach. I tam jest bardziej rozszerzony ten wątek historii tej rodziny. Poza tym jeszcze inne wątki. Na pewno myślę, że ci, którzy twierdzą, że seria jest lepsza od filmu mogą mieć rację. Zwłaszcza, że wszystkie utwory muzyczne są w całości, a nie poszatkowane po kawałku. Dla ludzi, którzy lubią tę muzykę, będzie więcej do słuchania. Serial może wejść dopiero w drugiej połowie roku, po zgraniu filmu w kinach. Jest zapowiadany po 15 maja. DVD lub też Blu-ray. będzie wydany po 15 maja, ponieważ jest takie 4 miesiące po premierze, która była 15 stycznia.
[51:23.10 → 51:24.70] A: Czyli mamy na co czekać.
[51:25.48 → 51:30.92] B: Proszę bardzo. Ja wiem, że jak się czeka, to trzeba mieć coś np. do czytania.
[51:32.12 → 51:43.14] A: Czyli powieść tymczasowo. No i płyta. Mamy pytanie na balkonie. ale chyba mikrofon do Państwa.
[51:43.78 → 53:01.14] E: Ja mam takie prośby i do Pani i do Pana. Oczywiście trzy słowa lauki dla filmu, bo bardzo mi się podobał. Myślę, że wszystkim się podobał. Ja co prawda kilka lat później się urodziłem, to wiedzieliśmy, więc nie wyrastałem już może w komunistę jazzowej, a bardziej w rocku. Ale oglądając ten film i słuchając muzyki, z ogromną przyjemnością tutaj byłem. Jeszcze atmosfera kina oczywiście tutaj potęguje ten nastrój. I pierwsza prośba do pani właśnie, żeby tak w drugim półroczu może tą wersję serialową tutaj prezentować. Naprawdę z ogromną przyjemnością 3 godziny i 4 tutaj będę siedział w duszach, na balkonie czy na dole. i obejrzę film, śmieniając się od czasu do czasu, wduszając, i jeszcze osiągnie mu właśnie głowę i włosy. Ogromnie lubię filmy, które są tylko od niego spuentowane, i to prośba do Pana. Może akurat jakaś dwójka mi powstała z ten tryb, gdzie właśnie można by pociągnąć i pięknie sfinalizować ten film.
[53:04.31 → 53:14.67] B: No więc w serialu też ten wątek jest bardziej rozwinięty. Ten, o który panu chodzi. Ale nie do tego stopnia, który być może jest pana marzeniem.
[53:16.65 → 53:26.35] A: A ja niestety muszę pana zmartwić. Obawiam się, że telewizja nie da nam prawa do takiego pokazu. Trudno się bardzo dyskutuje z telewizją w
[53:26.35 → 53:29.65] B: sprawie jej... Za jakiś czas.
[53:29.69 → 53:57.48] A: To nie jest argument niestety. Ale będziemy walczyć może nie w następnym sezonie, ale w przyszłym roku. Wtedy jak już to będzie zgrane, to jeśli państwo będą mieli takie życzenie i zbierze się większa grupka, to to nam doda sił do walki. Proszę państwa, będziemy powoli kończyć, więc jeśli ktoś jeszcze ma ochotę, to ostatnia szansa. Proszę bardzo, już mikrofon idzie.
[54:05.77 → 54:23.03] C: Powiedział Pana, że część scen trzeba było wyciąć ze względu na długość filmu. A jakiej sceny najbardziej Pana żałuje, że trzeba ją było wyciąć, ale rozumiem, że trzeba było taką decyzję podjąć ze względu na spójność filmu?
[54:24.45 → 56:03.93] B: Tam jest taka scena, która naprawdę jest przejmująca i Sonia Bohosiewicz ją fantastycznie zagrała. kiedy ona opiera się przed pomysłem śpiewania i mówi, że jak ty sobie wyobrażasz, że ja będę śpiewać, miżdżyć się do tych chamów, które, do tych jakichś sekretarzy, a moje przyjaciółki, które teraz powinny siedzieć u fryzjera, plotkować i zastanawiać się nad słupniami ślubnymi swoich córek. Wszystkie zostały na Syberii. I w tym duchu jest scena, która rzeczywiście jest piękna, ważna, no ale nie dało się tutaj. Dosyć, dosyć duża ta scena. Potem są też takie rozwinięte sceny tam przy tym balu. Cały szereg rzeczy, które na pewno wzbogacają tą, powiedzmy, nutę jakiejś historyczności tego wszystkiego, jak to było kiedyś, jak to wyglądały te stosunki i tak dalej. Bardziej jakby ten serial jest poważny, chociaż z drugiej strony muzyki jest więcej, więc to równoważy.
[56:08.18 → 56:09.26] A: Czyli czekamy na serial.
[56:10.74 → 56:12.38] B: Proszę bardzo.
[56:13.52 → 56:21.92] A: Proszę państwa, ostatnia szansa już tym razem. Na balkonie pani.
[56:41.80 → 56:43.53] B: Dziękuję Pani bardzo, dziękuję.
[56:43.86 → 57:01.32] A: No to też nie po raz pierwszy w Pana filmach wątek medyczny. Żeby zazdrości medycynę choćby przywołać. Nie wiem, czy słyszałam tutaj, że ktoś jeszcze chciał się włączyć? Czy to złudzenie?
[57:01.59 → 57:48.96] B: Ale a propos medycyny, to chciałem powiedzieć, że ostatnio udało mi się trafnie odpowiedzieć na pytanie, jak ja się czuję? Ktoś mnie zadał takie pytanie, jak ja się czuję? Ja powiedziałem, że ja nie wiem, bo ja nie mam czasu zastanowić nad tym, bo unikam lekarzy i po prostu ignoruję moje wszystkie choroby, które mam bez liku oczywiście. No ale czy to nie jest postawa słuszna, Jak komuś się udało 85 lat przeżyć, to jeszcze się będzie targował o jeden rok więcej czy mniej. Nie przesadzajmy.
[57:49.74 → 57:55.04] A: Czyli rozumiem, że postawa bohaterki, którą gra Sonia Bohosiewicz jest Panu bliska.
[57:56.26 → 57:58.68] B: Zwłaszcza, że nie mam żadnych boleści.
[58:06.94 → 58:25.83] A: I co, kończymy. Bardzo, bardzo dziękujemy. Dziękuję Panu za przyjęcie naszego zaproszenia. Dziękuję Państwu. I zapraszam za tydzień. Będziemy pokazywać film Intrus Magnusa von Horna, bardzo zdolnego, młodego, polsko-szwedzkiego reżysera. Zapraszam serdecznie.
[58:25.97 → 58:26.31] B: Dziękuję.

Kino w Teatrze Starym „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”

Schyłek lat 50. Do mieszkającej w Ciechocinku siostry niespodziewanie wraca z Anglii Fabian, puzonista jazzowy i znakomity tancerz. Czasy są niepewne, a Fabian afiszuje się pięknym sportowym samochodem… I – gra jazz. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie tylko on kocha muzykę. Niebawem grupka zapaleńców zakłada swingowy big band, który robi oszałamiającą karierę. A wtedy w pobliżu Fabiana pojawia się tajemnicza kobieta… Nostalgiczna podróż do czasów poststalinowskich. Dużo znakomitego jazzu, intryga kryminalna, ciepło i gorycz, humor i kaprysy historii. Oraz znakomici aktorzy w pierwszo- i drugoplanowych rolach, i wybitna kreacja Soni Bohosiewicz – czyli mistrz Janusz Majewski w formie.

Magda Sendecka, kuratorka programu filmowego w Teatrze Starym

Wróć