Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.33 → 00:11.93] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Witamy serdecznie również internautów po projekcji DZIKICH RÓŻ. Jest z nami Anna Jadowska, scenarzystka i reżyserka.
[00:12.51 → 00:13.13] B: Dobry wieczór.
[00:13.93 → 00:19.19] A: Aniu, powiedz przede wszystkim, jak powstał pomysł. Od czego zaczynałaś budować ten film?
[00:20.05 → 00:48.06] B: To bardzo długa i złożona oczywiście historia. Wychowałam się na wsi pod Wrocławiem, gdzie była taka plantacja DZIKICH RÓŻ. I zawsze miałam marzenie, gdzieś z tyłu głowy mi to kotłowało, żeby wrócić tam kiedyś z kamerą. I zaczęłam pisać ten scenariusz 6 lat temu, kiedy sama miałam małe dziecko. I jakoś mi się te róże w głowie zrymowały z dzieckiem macierzyństwem. I tak krok po kroku ta historia ewoluowała.
[00:49.32 → 00:56.16] A: Czy najpierw był temat? Czy najpierw była postać? Czy najpierw były obrazy?
[00:56.92 → 01:41.19] B: Bardzo różnie. Na pewno była najpierw postać, dlatego że jakoś sama próbowałam się zmierzyć z bohaterką. Postawiłam sobie takie zadanie, żeby opowiedzieć w sposób nie taki czarno-biały, nie taki standardowy o kobiecie, uwikłanej w jakąś historię. Ale też od samego początku była aktorka, która grała tę postać, Marta Nieradkiewicz. Bo my się przyjaźnimy i ona, kiedy urodziłam dziecko, odwiedzała mnie bardzo często i namawiała do tego, żeby się za coś zabrać, żeby nie robić sobie długiej przerwy, żeby pisać. I w związku z tym, że włożyła tyle w to energii, postanowiłam napisać coś dla niej i tak powstała ta historia właśnie.
[01:41.58 → 01:46.98] A: Chyba nie tylko z tego powodu, ale również dlatego, że Marta jest fantastyczną aktorką.
[01:47.31 → 02:38.16] B: Głównie tak. Ułatwiłam sobie w bardzo dużym stopniu zadanie i myślę, że bez niej nie byłoby w ogóle tego filmu i w ogóle tej historii, dlatego że ona bardzo się w to zaangażowała. i bardzo mocno nawet pomagała mi na planie, dlatego że weszła w niezwykłą relację z tymi dziećmi i z tymi malutkimi chłopcami, bo to była dwójka bliźniaków, którzy grali tego Jasia. I z tą dziewczynką, z którą próbowała wszystkie sceny, nawet kiedy nie grała z nią w scenie, tak jak na przykład w scenie z powiedzi, to była z nią na planie i cały czas ją briefowała i tam mówiła, co źle zrobiła, co ma jeszcze poprawić i tak dalej. Także bardzo była pomocna i myślę, że włożyła wiele serca w tę historię.
[02:38.26 → 02:58.28] A: Dziewczynka fantastyczna, ale też to, co mówisz, jakoś tak dopełnia obraz takiego filmu kobiecego bardzo, w takim sensie, że jest tam bardzo dużo kobiet, wiele pokoleń i również w ekipie miałaś właściwie same kobiety, począwszy od Małgorzaty Szyłak, znakomitej operatorki, autorki zdjęć.
[02:58.65 → 04:13.53] B: Tak, tak. To był ich świadomy wybór, natomiast jakoś nie lubię poruszać tego tematu w sensie... Nie lubię w ogóle hasła kino kobiece. Oczywiście przy filmie pracowało mnóstwo kobiet, dlatego że z reguły, z zasady jednak kino jest takim miejscem, gdzie pracują mężczyźni głównie, kiedy robię np. seriale zimą i idę gdzieś i mówię, tu będzie stało to, tu tamto i odwracam się za siebie, to zazwyczaj stoi tam 20 facetów w grubych kurtkach. Natomiast niestety tak to wygląda. W tym roku pierwszy raz kobieta jest nominowana za zdjęcia do Oscara, więc żyjemy w takim a nie innym świecie. Natomiast rzeczywiście uważam, że w Polsce i nie tylko w Polsce, ale też na świecie, bo jeżdżę z tym filmem w różne miejsca, Jest taka ciekawość na perspektywę kobiecą i taka otwartość na tę historię, więc mam nadzieję, że nadejdzie taki czas, że te szanse się troszeczkę wyrównają i będzie tak samo dużo reżyserek jak i reżyserów i tak samo dużo operatorek jak i operatorów w Polsce.
[04:14.73 → 05:10.77] A: Ja miałam cię nie pytać w ogóle o kino kobiece, bo też mam, znaczy może nie to, że mam alergię na ten temat, Pomyślałam sobie, że jakoś nie pyta się mężczyzn o kino męskie i o męskie ekipy, bo to jest oczywiste, ale jakoś tak od drugiej strony weszłam w ten temat, ponieważ chcę powiedzieć, że fantastycznie pokazujesz te relacje, właśnie takie ambiwalencje między kobietami. które mogą się wspierać, ale też mogą dla siebie być okrutne. A tutaj u ciebie nie ma tej czerni i bieli, tylko są półtony. Fantastyczna Halina Rasiakówna w roli matki. Świetna Marta, świetna ta dziewczynka. Te przyjaciółki i matka też chłopaka obok, to wszystko jest tak zniuansowane, tak właśnie nieczarno-białe, że szapoba.
[05:12.08 → 06:13.41] B: No tak się starałam to budować, chociaż sama nie wiem, jak mi to wyszło. Dlatego, że teraz piszę jakiś drugi scenariusz i mam wrażenie, że on jest bardzo jakiś taki szablonowy i cały czas szukam jakichś takich właśnie niuansów, niedopowiedzeń. Teraz, kiedy czekałam w czasie projekcji, czytam teraz książkę Filipa Rotha, Teatr Sabbata, bardzo dziwną powieść o bardzo złym człowieku. I wydaje mi się, że to jest klucz do tego, że niestety jesteśmy czasem źli. Czasem nieświadomie, czasem świadomie, natomiast nie ma czarno-białych bohaterów w życiu. Czasem popełniamy błędy. Ja też chciałam pokazać taką bohaterkę, która ma prawo do popełniania błędów. Pokazać, że możemy się mylić, że tak naprawdę te sytuacje kryzysowe nas w bardzo dużym stopniu budują i pozwalają nam się rozwijać. Że to nie jest tak, że tylko leżąc i kwitnąc i pachnąc. Uczymy się żyć, ale właśnie te takie sytuacje, kiedy musimy się sami zmierzyć ze sobą, czy poznać swoje złe strony, wiele nas uczą.
[06:14.11 → 06:37.94] A: To ja jeszcze podrążę temat scenariusza, bo fascynuje mnie to, od której strony, od którego kamyczka zaczynasz i jak to potem, ta układanka powstaje. Zastanawiam się, czy zaczęłaś na przykład od, bo powiedziałaś, że od tematu matki. Ale czy najpierw była strata dziecka, czy najpierw było porzucenie dziecka, czy najpierw był romans? Pamiętasz, jak to się układało?
[06:38.06 → 09:09.27] B: Trudno mi powiedzieć. Na pewno na początku była ta bohaterka. Nie pamiętam, na pewno był pomysł na zostawienie dziecka po porodzie. I nawet była jakaś wersja scenariusza, że zostawia to dziecko w oknie życia. Bo ja mieszkam w Warszawie niedaleko okna życia na Madalińskiego i często tamtędy przechodzę. Natomiast potem to ewoluowało i się zmieniło właśnie w pozostawienie tego dziecka po porodzie, więc to było na pewno taka myśl, jak to jest, gdy ma się potrzebę czy poczucie, że nie można samemu wychować dziecka. Próbowałam sobie to wyobrazić. Oczywiście nie chciałam swojego zostawić, wręcz przeciwnie. Bardzo byłam do niego przywiązana od samego początku i to macierzyństwo udało mi się tak świetnie przeżyć. Nie miałam żadnych depresji ani niczego takiego, więc chyba odreagowałam to po prostu w filmie. Natomiast parę rzeczy też, było jakichś takich obrazów, właśnie to pole róż. I też jest tam taki totalny plan, w którym Marta, czy tam filmowa Ewa wychodzi na balkon i tak spada jej kołdra. To było coś, co mi się przyśniło i to był jeden z pierwszych obrazów, jakie miałam związanych z tym filmem. I też ten romans z młodym chłopakiem, dlatego że jestem fanką takiego filmu, ostatni seans filmowy, Last Picture Show, który jest na podstawie książki i tam też jest romans starszej kobiety z młodym chłopcem nastolatkiem. Bardzo duża różnica wieku. I jest w tej relacji jakiś taki rodzaj smutku, tragizmu już od samego początku w to wpisane, mimo tego, że oni sobie coś dają nawzajem, jakieś ciepło. Próbują przejść najtrudniejsze momenty razem i to jest bardzo budujące dla obojga. Natomiast od początku jest to spisane niestety na straty. I jakoś ten wątek próbowałam też Więc jakoś z tych różnych rzeczy to się posklejało. Natomiast przywilejem robienia filmów, bo ja zawsze marzyłam o tym, żeby napisać powieść i nigdy nie miałam do tego odpowiedniego podejścia, jest to, Te różne rzeczy można zmieniać na wielu etapach. Czyli scenariusz, potem plan zdjęciowy, potem montaż i to wszystko ewoluuje. Jeżeli ma się jakąś taką klarowną myśl w głowie, to można to szlifować. To nie jest tak, że jeżeli napiszę w miarę dobry scenariusz, to potem już nic nie mogę z tym zrobić. To jest właśnie fajne, że za każdym razem ja to jeszcze poprawię.
[09:09.95 → 10:01.28] A: ale pewne ujęcia, np. wybór sposobu obrazowania, sposobu kadrowania, pewne decyzje muszą zostać podjęte wcześniej. Ja chciałam spytać o pracę z Małgorzatą Szyłak i o to, jak jest obraz w tym filmie, bo teraz oglądałam go drugi raz i uderzyło mnie, ile tutaj jest bardzo dalekich planów. I ile portretów. Zwykle jak reżyserzy pokazują bohaterów, to mamy plan amerykański, mamy zbliżenia, a u ciebie jest bardzo dużo takich scen, w których bohaterkę widzimy właściwie tak głowę, troszeczkę więcej, takie ujęcia portretowe. I mam wrażenie, że to bardzo buduje sensy. Czy to było świadome i jakie były założenia?
[10:01.86 → 12:24.47] B: To było bardzo świadome, dlatego że tak jak powiedziałam na początku, chciałam opowiedzieć film o kobiecie i chciałam też to budować nie na zasadzie takiej klasycznej fabularnej historii, czyli opowieści, która ma swoją strukturę, dwa punkty zwrotne itd. Tylko chciałam się skupić właśnie na bohaterce i podążać za nią, a nie za historią, za jej emocjami, a nie za zewnętrznymi sytuacjami, które budują jej życie. Dlatego tak dużo zbliżeń na Martę i taka konsekwencja w prowadzeniu jej, śledzeniu jej. Myśmy z Gosią wcześniej zrobiły dokument, który się nazywał Trzy kobiety. Opowiadał o trzech kobietach, które mieszkają obok siebie w Łodzi, w takiej dzielnicy, w której ja też mieszkałam. Nie znają się, natomiast przez pokazywanie ich różnych momentów w życiu chciałam zestawić i zbudować jeden portret kobiety. I to była nastolatka, mama młoda z dwójką dzieci, które samotnie wychowywała i starsza pani mieszkająca z synem alkoholikiem. I jakby ta obecność w życiu tych ludzi przez dwa lata, bo tyle trwały zdjęcia do tego filmu, spowodowała, że ja zrozumiałam, że z innej materii składa się to prawdziwe życie, a jest inna struktura filmu fabularnego. I budując opowieść o tej bohaterce, starałam się ją złożyć z takich małych, niewidzialnych elementów, które mają w sobie napięcie, a nie są właśnie punktami zwrotnymi, czy jakimiś takimi dramaturgicznymi kiksami, które zmieniają i posuwają akcję do przodu. A natomiast jeżeli chodzi o taką plastykę, to myślałyśmy, szukałyśmy z Gosią coś, co pomoże nam zestawić tę naturę z bohaterką, bo zależało nam na tym, żeby ta natura była piękna, żeby to siedziało wszystko pewnego gorącego lata i żeby mimo tego, że życie bohaterki jest w takim stuporze, w takim momencie zawieszenia, ta cała natura kwitła i jakby wysyłała jej taką informację, że ona musi wejść w ten naturalny rytm, wyrwać się z tego punktu, w którym jest i ruszyć do przodu. I stąd się wziął właśnie pomysł na zestawienie tych bliskich planów z totalnymi, bo w nich właśnie ta natura jest najbardziej widoczna i najbardziej ten ogrom zestawiony właśnie z bliskim planem robi wrażenie, przemawia ten kontrapunkt.
[12:24.71 → 13:00.55] A: Ja też pomyślałam, że to fotografowanie głowy bohaterki jakoś może nie do końca nawet świadomie pokazuje, że ona jednak jest w myślach, że ona próbuje się odsiąść właśnie od własnego ciała. No bo na tym też polega jej ewolucja. W pierwszej scenie widzimy ją z kamienną twarzą, w ostatniej scenie płacze. I właściwie to jest ten proces, który ona przechodzi, że gdzieś tam się kontaktuje z własnymi emocjami. I tak pomyślałam, że może to też temu posłużyło trochę.
[13:01.33 → 13:43.96] B: O tym też myślałam, że ty jesteś psychologiem, ja jestem tylko psychologiem amatorem. Tylko terapeutką, psychologiem nie. Ale mąż strasznie na to narzeka, że wszystko i wszystkich terapeutyzuje, chociaż czytam tylko charaktery. Natomiast o tym myślałam, że ona jest taka zdezintegrowana, że nawet na fizycznym polu to chodzenie po lesie i krzyk, który ona musi gdzieś z siebie, z głębokości wydobyć, To jest taka jakaś lekcja usłyszenia własnego głosu i to, że ona jest do tego zdolna, że przekracza jakoś siebie, powoduje, że rzeczywiście ten własny głos zaczyna w końcu słyszeć i godzić się z własnymi emocjami.
[13:44.82 → 14:16.57] A: Tak sobie pomyślałam też o tej funkcji, jaką pełni córeczka, dziewczynka, bo ona mówi prawdę. Ona od początku mówi prawdę. O ile teściowa czy też matka jest takim głosem, jak już jesteśmy przy psychologii, to gdzieś tam super ego, która mówi, jak powinno, żeby się ludzie nie dowiedzieli, co ludzie powiedzą, w co się ubrać, żeby coś przykryć. To dziewczynka mówi, kłamiesz, obiecałaś, nie dotrzymujesz, nie lubię cię i różne inne rzeczy, ale też kocham.
[14:17.67 → 15:09.21] B: Myślałam o tej dziewczynce w takich kategoriach, że ona na emocjonalnym poziomie rozumie wszystko, co się w tym domu dzieje. Że ze strzępków informacji coś tam zbiera, coś do niej dociera i że zbiera ten cały niepokój, który tam jest. Dlatego ona tak bardzo mocno reaguje i dlatego tak krzyczy o to, żeby zostać zauważona, usłyszana. I też myślałam o tym właśnie, że jest pierwszą z tego pokolenia trzech kobiet, babci, mamy i córki, która jeżeli życie jej nie złamie, właśnie nie będzie musiała przechodzić tego procesu, dochodzić do własnego głosu, bo ona ten głos ma w sobie bardzo mocny i właśnie jeżeli się nic jej takiego w życiu nie zdarzy, że zostanie zamknięta w jakimś przyciasnym stereotypie, to będzie taką kobietą, która będzie świadoma siebie i będzie mogła podejmować własne, odważne, mocne decyzje.
[15:10.47 → 15:23.33] A: W Twoim filmie jest nie tylko psychologia, jest też tło społeczne. Twoi bohaterowie, ich los jest w dużym stopniu określony przez to, kim są, w jaki sposób zarabiają, jak żyją.
[15:24.63 → 16:37.64] B: Niestety jest to bardzo determinujące. Ja sama pochodzę ze wsi i widzę, jakim życiem żyją ludzie w moim wieku, w jakim są miejscu swojego życia i jest to bardzo dojmujące, dlatego że rzeczywiście to życie odbiera im nawet takie wewnętrzne poczucie, że mogą coś zmienić, przejść jakąś przemianę, mają jakieś możliwości wyboru. Oni są rzeczywiście skazani, czują się skazani. I to jest właśnie chyba najgorsze w tym wszystkim. I też w ten sposób starałam się budować męża bohaterki. Nie chciałam, żeby on był taką negatywną postacią. jakimś rodzajem kata, który zmusza albo stawia jakieś warunki, w których ta kobieta musi żyć. On jest również ofiarą tej sytuacji. Poczucia, że musi zarabiać na ten dom, że musi dostarczać pieniądze. Natomiast nikt go nie nauczył, że jest jeszcze potrzeba budowania głębokich więzi. Jeżeli się nie pracuje nad relacją, to te relacje po prostu znikają, nie ma ich. Więc musiał dokonać jakiegoś takiego wyboru, znaczy nawet tego wyboru za niego dokonano, bo nie wskazał mu innej drogi.
[16:38.44 → 16:51.56] A: Też to jest w obrazie, bo ten fragment domu, który jest jeszcze nie do końca wykończony, sposób w jaki go fotografujecie, pokazujesz go jako rodzaj więzienia w gruncie rzeczy.
[16:52.75 → 17:50.34] B: Tak myśleliśmy, że ten dom to jest też takie wnętrze tej bohaterki, takie niezbudowane jeszcze, ale jeżdżąc na dokumentację, bo część domu, wnętrze domu było kręcone pod Warszawą, a zewnętrze pod Wrocławiem i bardzo dużo takich domów obejrzałam i ludzie naprawdę wielokrotnie żyją w takich warunkach, gdzie prowizorka, która tam miała trwać pół roku, trwa pięć lat i potem się do tego człowiek przyzwyczaja, bo zmieniają się sytuacje, ktoś wziął kredyt, potem nie dostał. Także gro ludzi właśnie jest w takim procesie. Mam też wrażenie, że Jesteśmy w takim momencie w Polsce, że mamy taką szaloną potrzebę dorobienia się, która nas pcha w jakieś takie dziwne sytuacje, w budowanie właśnie czegoś za dużego, kupienie czegoś najnowszego i powoduje to totalne frustracje w ludziach, myślę.
[17:51.74 → 18:30.51] A: No i takie sytuacje jak tutaj. Zresztą to nie jedyny film, może trudno powiedzieć, że na ten sam temat, ale z podobnymi wątkami czy aspektami rzeczywistości. Bo mamy Cichą Noc Piotrka Donalewskiego, która wygrała w tym roku w Gdynie, gdzie też jest bohater przyjeżdżający z emigracji. A z drugiej strony mamy filmy takie jak Niemiłość z Wiagincewa, w której też jest sekwencja szukania dziecka. On ma zupełnie inną wymowę, ale myślę, że nie przypadkiem takie filmy się teraz jakoś pojawiają.
[18:31.51 → 19:36.33] B: Ja nie widziałam ani jednego, ani drugiego filmu, natomiast czytałam scenariusz Piotrka Domalewskiego i wydaje mi się, że rzeczywiście, tak jak jeżdżę z tym filmem po Polsce i ludzie opowiadają różne swoje historie, to wszyscy na różne sposoby próbują wyjeżdżać. Czy to są jakieś wakacyjne wyjazdy i powroty, czy kilkutygodniowe. Wszędzie jest jakiś system wyjazdów gdzieś za granicę i dorabiania, albo zarabiania, albo właśnie rozdzielenia z rodziną. Bardzo rzadko się zdarza, że ludzie po prostu decydują się na wyjazd i pozostanie w jakimś tam miejscu. Zazwyczaj są to jakieś takie łączone sytuacje. A z drugiej strony do nas przyjeżdża mnóstwo ludzi ze wschodniej granicy, którzy też żyją takimi historiami. Też ich życie tak wygląda, że zarabiają i wysyłają pieniądze do siebie do domów. Myślę, że jesteśmy w takim momencie i że tej migracji i emigracji nie zatrzymają ani żadne prawa, ustawy, ani nasz strach. To się po prostu dzieje na naszych oczach.
[19:38.02 → 19:54.82] A: Proszę państwa, jeśli państwo macie ochotę włączyć się do dyskusji, to zapraszam. Proszę o pytania, opinie. Jak zwykle trudno zacząć, ale mamy pierwszą panią. Poprosimy o mikrofon.
[19:57.74 → 22:02.21] C: Dobry wieczór. Ja myślę, że ta cisza, która w tej chwili panuje, to jest ta cisza, która panowała w czasie filmu. I to nie jest chyba nieśmiałość zadania pytań, tylko wrażenie po tym filmie. Ja powiem tak, że ja jestem kinomanem dużo tych filmów. Jeden z najmocniej, który mnie wcisnął w fotel, ale to tak totalnie mnie wcisnął. Jest tak prawdziwy, tak mocny w tych emocjach, w tej prawdzie, pewnie dlatego wciska. Nie ukrywam, mnie też się skojarzył bardzo z Cichą Nocą. Tam te wątki są bardzo podobne. Tak jak nasze życie jest podobne. Ale o ile w tamtym filmie były takie drobiny komizmu, śmiechu, ta miłość w filmie Cichej Nocy między członkami rodziny, mimo takiego zgrzytu, szorstkości, tam się czuło tą miłość. A tutaj... Ja nie wiem, czy czułam miłość, ale czułam ogromną prawdę. I powiem pani, że tak szykowałam się z zadaniem pytania w trakcie filmu. Po co pani ten film zrobiła? Ja wiem, że to głupio brzmi, bo myślę, że właśnie chodzi o to nasze myślenie w tej chwili. Ze dwa razy poczułam się podprowadzona w pewnym kierunku, nie wiem na ile to świadomy zabieg, czyli te trzmiele krążące i potem to nie wiadomo, co się stało z dzieckiem. Ten motyw rzeki, nad którą stoi matka, pomyślałam sobie, że ja bym chyba tam skoczyła. I potem ten jej bieg po lesie i pomyślałam sobie, ja bym chyba tu jakiś sznur znalazła. To jest takie głębokie utożsamianie się z pewnymi sytuacjami. Nie zadam pani już teraz tego pytania po co, bo mam wrażenie, że znalazłam odpowiedź, ale po prostu bardzo dziękuję za ten film.
[22:03.45 → 23:09.75] B: Ja dziękuję również. To jest dla mnie najtrudniejsze pytanie, po co? Dlatego, że ja naprawdę nie umiem odpowiedzieć dokładnie, co stało u samego początku tego pomysłu, skąd on się wziął i jak to się stało, że ten film jest taki, a nie inny. Ja dokonałam miliona wyborów po drodze. Robiąc ten film trwało to kilka lat, ale mam wrażenie, że rzeczywiście jakiś rodzaj takiego smutku mojego własnego się troszeczkę na ten film przełożył. Nie wiem, czy państwo zauważyli, on jest dedykowany mojej mamie. Ja go napisałam też z myślą o tym, że go nakręcę we wsi, w której się wychowałam, gdzie mieszkają moi rodzice, bo miałam wtedy małe dziecko i sobie tak wykombinowałam, że będzie fajnie, ja będę robić film, mama się będzie zajmować dzieckiem. Niestety moja mama zmarła bardzo szybko, jakoś to tak choroba i tak dalej. I w związku z tym mam wrażenie, że gdzieś tam podświadomie to wszystko, co było we mnie na ten film się przelało. Chociaż nie jest to dosłownie moja historia, absolutnie. Tylko trafiłam w jakiś taki moment w życiu, kiedy jakoś się to wszystko tak zsynchronizowało.
[23:11.45 → 23:21.49] A: Zapraszamy. O wybór aktorów było pytanie.
[23:22.15 → 24:22.79] B: Tak jak powiedziałam wcześniej, ja się przyjaźnię z Martą Nieradkiewicz i dla niej napisałam tę historię, bo wiem, że jest świetną aktorką. Zresztą Marta dwa dni temu urodziła. Bardzo mi przy tym filmie pomogła i myślę, że gdybym dokonała jakiegoś innego wyboru tutaj obsadowego, to byłoby to zupełnie inna historia. Natomiast pozostali aktorzy są z jakiegoś takiego długotrwałego castingu, jakichś takich poszukiwań po Polsce, szczególnie te dzieci. Ta dziewczynka jest z Wrocławia, chłopcy mają mamę Ukrainkę, ten Jasiu mały. a pozostali aktorzy to są jakieś takie drobne rzeczy, małe rzeczy. Ta dziewczynka wcześniej statystowała w mieście 44, ale to była jej pierwsza duża rola. Ona jest judoczką, jest bardzo taka wysportowana, odważna. Mnie się parę razy na planie dostało, że robiłam więcej dubli niż jej obiecałam. Także myślę, że sobie da radę w życiu.
[24:24.39 → 24:56.45] A: Fantastyczna. Zapraszamy. Ja chciałam spytać o muzykę jeszcze. Ja nie wiem, czy jest muzyka w twoim filmie? Wybrzmiewa na napisach końcowych fantastycznie i myślę, że to jest dopełnienie, że puentujesz znakomicie w ten sposób film. Ale wcześniej jest przeźroczysta, prawie jej nie ma.
[24:56.81 → 25:53.67] B: Jest kompozytorka Agnieszka Stulińska, która zrobiła muzykę do tego filmu. To jest kompozytorka młoda, pisze muzykę zupełnie współczesną, bardzo awangardową. Spotkałam się już z nią wcześniej przy jakiejś projekcie. I ona tutaj zrobiła coś, co wychodziło od dźwięku tego tramwaju. I to parę razy wraca w filmie. A pod koniec są jeszcze takie dwa motywy z dzwonami. I na końcu właśnie ten głos wewnętrzny, który pięknie zaśpiewała Maniucha Bikond. Także coś się tam pojawia. Natomiast idea była taka, żeby to było jak najbardziej ciche. Wydawało mi się, tak sądziłam, że w ten sposób Jednak percepcja widzów bardziej się skupia na tym, co się dzieje na ekranie. A ja osobiście też nie lubię takiej muzyki, która pomaga czuć emocje, które się dzieją w filmie. Chciałam, żeby to było takie saute, a czasem muzyka naddaje i jednak ułatwia bardzo.
[25:54.39 → 25:56.39] A: Pokazuje kierunek.
[25:56.61 → 26:00.01] B: Tak, tak. Bardzo silnie oddziałuje po prostu.
[26:02.37 → 26:41.09] A: Kto z państwa ma ochotę się włączyć? Na razie nie widzę, więc spytam jeszcze o koncepcję narracji. Czy od początku miało być tak, że dowiadujemy się, jaką tajemnicę nosi w sobie bohaterka na samym końcu? Bo to jest ryzykowne. Mnie się bardzo to podoba, natomiast stawka była wysoka, bo właściwie nie wiemy, o co gra bohaterka. Więc w takiej klasycznej narracji to jest błąd, prawda?
[26:41.81 → 28:01.68] B: Tak było od początku, natomiast była trudna ta dystrybucja informacji przez cały film. Co powiedzieć, czego nie zdradzić i na różnych etapach jakoś to szlifowałam. Najwięcej oczywiście na montażu, bo tutaj była decyzja. I są tam takie niuanse, z których można zbudować informacje, co tak naprawdę się stało. Ktoś tam mówi, mama mówi do niej, mogłaś przecież usunąć i tak dalej. Ta matka chłopca krzyczy, co zrobiłaś z dzieckiem i tak dalej. Więc wydaje mi się, że są to na tyle jasne, że czegoś się tam można domyślać. Natomiast mój producent oczywiście, jak zobaczył pierwszą układkę, powiedział, że ostatnia scena musi być pierwsza. Nawet zrobiliśmy takiego testa z wersją właśnie, że wiemy wszystko od początku. Mojemu producentowi się to bardzo podobało. Natomiast mnie niestety nie. No i jakoś udało mi się, może nie nawet przewalczyć, bo on nawet nie walczył ze mną, ale przekonać go, żeby tego nie robić, że jednak... Nie skupimy się w ogóle wtedy na bohaterce, a będziemy odkrywać tylko jakąś historię, a w ten sposób jesteśmy, ja mam wrażenie przynajmniej, albo nadzieję, jesteśmy blisko tej bohaterki, śledzimy ją i obserwujemy to wszystko, co się jej w życiu wydarza.
[28:03.18 → 28:41.42] A: Dotykasz też czegoś, co się znowu pojawia w polskich filmach ostatnio, mianowicie roli czy funkcji Kościoła. Pierwsza Komunia Święta pojawia się w twoim filmie, pojawia się w wieży w jasnym dniu Jagody Szelc, którą za chwilę zobaczymy, film robiony później. Ale myślę, że nie przypadkiem, bo to jest jakieś takie wydarzenie, które ogniskuje wokół siebie różne rzeczy i gromadzi rodzinę przy jednym stole, podobnie jak Wigilia. Powiedz, jak o tym myślałaś i w którym momencie to weszło do scenariusza i do filmu?
[28:41.94 → 31:20.33] B: To było jakby od początku, dlatego że chciałam pokazać te trzy pokolenia kobiet i pokazać taki moment w życiu tej dziewczynki, kiedy ona przestaje być dzieckiem i są jakiś taki rodzaj inicjacji, wchodzenia w jakąś strukturę, próba formatowania tego dziecka. Dlatego to było od początku. I wydaje mi się, że jest rzeczywiście coś takiego w życiu dziecka, że ten moment pierwszej spowiedzi, wejścia właśnie do kościoła jest takim momentem pożegnania się troszeczkę z dzieciństwem. Dostało mi się bardzo dużo, że tak powiem, brzydkich komentarzy a propos moich wypowiedzi na temat komunii i tego, bywa dla dziecka traumatycznym przeżyciem, co powiedziałam w jakimś wywiadzie i potem przeczytałam niestety komentarze pod tym wywiadem w internecie i najłagodniejszy był taki, że chyba mnie szatan opętał. Ale niestety dla mnie Komunia osobiście była bardzo traumatycznym przeżyciem i może jest to kwestia tego, na kogo się trafi w Kościele, ale wydaje mi się, że pomysł na to, żeby siedmioletnie dziecko opowiadało swoje grzechy jakiemuś panu i jeszcze ze świadomością, że jeśli nawet nie powie, to Bóg będzie o tym wiedział i ten Bóg wszystko wie, było to dosyć trudne dla mnie. I są tam rzeczywiście takie rzeczy, które wydarzyły się mnie osobiście. Mnie też mama zrobiła wianek z prawdziwych stokrotek i byłam pełna wstydu, że nie mam plastikowego wianka, pięknego jak inne dziewczynki. Natomiast... Proszę. Pani coś powiedziała? No właśnie, teraz też to wiem, ale wtedy miałam inne zdanie na ten temat. Natomiast jak jeżdżę z tym filmem po Polsce, to słyszę bardzo wiele historii i ludzie rzeczywiście najczęściej opowiadają o swoich pierwszych komuniach i pierwszych spowiedziach. Niektóre historie są bardzo śmieszne, a niektóre mniej. Natomiast jest to jakiś taki punkt, myślę, który nas wszystkich łączy, bo wszyscy w większości tego nie doświadczyliśmy. Chociaż rzeczywiście na ostatniej projekcji, czy nie ostatniej, na jakimś ostatnim pokazie we Wrocławiu, była dziewczyna, która nie została ochrzczona, nie chodziła do kościoła i opowiadała o tym, jakim strasznym przeżyciem było dla niej to, że nie poszła do komunii, że inne dzieci powiedziały, że trafi do piekła i że w ogóle jest najgorsza i tam jest zakonnica coś jej powiedziała, więc wszyscy mamy jakieś wspomnienia związane z tym wydarzeniem. Ja też pochodzę z takiej rodziny, ani innej, więc myślę, że to jest rzecz, która nas łączy.
[31:21.36 → 32:02.23] A: A z drugiej strony, pokazując bezradność Kościoła i ten ksiądz, który na wyznanie, że dziewczynka nie kocha rodziców, mówi, ale przecież to nie jest grzech i co ty wymyślasz. Myślę sobie, że to jest o bezradności wobec prawdziwych problemów i o takiej pustej formie, którą to przybiera. A z drugiej strony w twoim filmie są takie ślady metafizyki. koleżanka czy przyjaciółka bohaterki mówi o znakach i ona rzeczywiście te znaki dostaje. Rozumiem, że to w jej przeżyciu są te znaki, ale gdzieś tam ona patrzy w górę.
[32:04.87 → 32:49.82] B: Myślałam o metafizyce, ale tego się niestety nie da zaplanować. Podstawą była dla mnie historia i bohaterka, natomiast Metafizyka miała się gdzieś tam wydarzyć, mam nadzieję, że to się udało, bo ja rzeczywiście wierzę też osobiście, że nasz świat jest z bardzo wielu poziomów zbudowany. Natomiast wydaje mi się, że nie jestem w stanie tego zaplanować w filmie. Zawsze wychodzę od historii, od bohatera i mam wrażenie, że jeżeli zbuduję to w sposób prawdziwy i połączę tam wiele elementów, i właśnie tę stronę ciemną i jasną człowieka, to gdzieś po zderzeniu uda się unieść to i pokazać jakiś taki większy format, większy wymiar tej historii.
[32:50.86 → 33:13.72] A: To mam wrażenie, że się udało. Zapraszamy. Tutaj słyszę głosy, ale nie docierają. Już mikrofon do pani idzie. Zapraszamy, proszę Państwa.
[33:15.28 → 33:21.14] B: Jakieś głosy. To
[33:32.04 → 33:41.31] A: poprosimy o mikrofon tam, bo internauci nie będą Pani słyszeć i pozostali widzowie też. Ale szkodzi, szkodzi.
[33:41.61 → 33:41.87] C: Dziękuję.
[33:42.41 → 34:29.85] D: Ja chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że mnie bardzo wzruszyła też rola męska, bo tu mówimy dużo o kobietach, ale właśnie może tym bardziej na tle tych postaw kobiet, czy ich odczuć, może emocji, może nie postaw, to ta wrażliwość tego mężczyzny, głównego bohatera mnie bardzo poruszyła. I dobrze, że ona tam była w ogóle, ta jego wrażliwość pokazana czy zaistniała, Dzięki temu jest też jednak jakaś równowaga i wydaje mi się to bardzo istotne. Też z kolei także ten mężczyzna wyróżnia się poprzez fakt, że jest to aktor znany w przeciwieństwie do, przynajmniej nie znanych wszystkich pozostałych, więc jakoś może też się zaznacza ta postać bardziej. Nie wiem, co pani mogłaby na ten temat powiedzieć.
[34:30.26 → 35:43.53] B: Tak jak powiedziałam wcześniej, też zależało mi na tym, żeby on nie był właśnie postacią negatywną, tak jakby sprawcą całego zła w tym domu. Dlatego staram się go tak, a nie inaczej budować, pokazać też, że on cierpi, że on nie rozumie pewnych sytuacji, że nie umie przeżywać pewnych rzeczy, że nie umie porozumieć się emocjonalnie ze swoją rodziną, że ten brak też wynika z niego, ale nie jest spowodowany chęcią jego, tylko czymś, w czym on po prostu wyrósł. Natomiast ja miałam tę postać bardzo tak psychologizująco napisaną, a Michał Żurawski, który zagrał tę postać, jest takim bardzo siłowym facetem. Żeby poczuć, że coś zagrał, musiał tam 10 razy przebiec po tym polu, uwielbiał sceny, kiedy wchodzi do wody, kiedy musi coś tam zwalczyć. A ja mu tłumaczyłam, że musisz teraz coś, oko, uśmiech, ale on musiał po prostu ścisnąć, mocno przebiec. I to też było fajne, dlatego że ja rzeczywiście jako kobieta dostałam jakąś taką zwrotną informację i ta postać się z moich pomysłów i ze zderzeniem z nim się jakoś zbudowała. I to było bardzo ciekawe.
[35:44.29 → 35:58.99] A: Bo to też trochę taki bohater właśnie, który raczej działa niż myśli. I dlatego też zaskakują go. I bardziej działa niż przeżywa. I dlatego w takim jest szoku, że to mu się przydarza.
[35:59.55 → 36:17.84] B: Ale jak Michał obejrzał, był na pierwszej projekcji, czy tam na jednej z pierwszych we Wrocławiu, na Nowych Horyzontach, to powiedział, że go oszukałam, że on nie wiedział, że on to zagrał. Ale w tak pozytywnym tego słowa znaczeniu, że on w ogóle myślał, że zrobił inny film. I był bardzo zadziwiony. Cały czas chodził za mną i wzdychał.
[36:18.64 → 36:21.44] A: Czyli emocje się pojawiły.
[36:21.70 → 36:24.24] B: Chyba tak. Jeszcze był z mamą na projekcie, więc myślę, że to tak.
[36:25.24 → 36:37.68] A: Proszę państwa, czy ktoś jeszcze chciałby? Skoro na razie nie, to proszę bardzo.
[36:40.73 → 38:01.13] E: Mnie wydaje się, że bardzo dobrze, że jest właśnie poruszony temat wyjazdu tego męża za granicę, żeby zarobić pieniądze. Ile jest u nas w Lublinie takich rodzin, które właśnie żyją z tych pieniędzy skądś przywiezionych. I właśnie ten okres, kiedy tego męża nie ma, też Pewnie ta kobieta miała różne domysły, co on tam robi, jak on tam żyje, czy on jest na pewno wierny. Pewnie takie miała i możliwe, że stąd właśnie się wzięła ta jej niewierność chwilowa. Myślę, że chwilowa. Ale właśnie bardzo dobrze, tak mi się wydaje, że bardzo dobrze, że w ten sposób pani ukazała tego mężczyznę. bo on faktycznie robił wszystko, żeby ta rodzina miała wszystko. I ja myślę, że wiele osób, które mają taką sytuację, to na pewno to w jakiś sposób odczują, że to jest ważne w tym filmie.
[38:03.13 → 38:48.86] B: Myślę, że tak, że rzeczywiście jest bardzo dużo osób, które wyjeżdżają w tej mojej rodzinnej wsi. Gro osób, gro mężczyzn w takim wieku po 30, po 40 wyjeżdża albo wraca tam co pół roku albo albo ściąga rodziny po jakimś czasie, natomiast wydaje mi się, że efekt tego, w jaki sposób teraz żyjemy w większości w Polsce, odczujemy za 10 lat, kiedy te dzieci wychowywane w tym systemie dorosną i zobaczymy z jakimi one problemami się zderzą, bo myślę, że to są bardzo traumatyczne i trudne dla dziecka momenty, kiedy właśnie ta rodzina zostaje rozerwana i taka troszeczkę zawieszona w czasie i przestrzeni, kiedy ma się trochę tatę tylko przez internet albo przez telefon, przez Skype'a. Więc to wydaje mi się bardzo trudne momenty.
[38:50.78 → 39:13.66] A: Nie wspominając o tym, że właściwie można na to spojrzeć jeszcze szerzej, bo jeśli ludzie się zapracowują na śmierć i dzieci już teraz nie z kluczem na szyi, ale z iPhonem w kieszeni są zostawiane same sobie, no to w gruncie rzeczy, czy tata jest w Norwegii, czy we Francji, czy na sąsiedniej ulicy, to właściwie jest prawie bez znaczenia.
[39:14.31 → 39:28.01] B: Tak, że to emocjonalne porzucenie nie wymaga przestrzeni. To, że się porozumiewamy głównie przez komputery, przez Facebook i internety, powoduje, że się jednak rozdzielamy w bardzo mocny sposób.
[39:35.09 → 40:10.99] E: Jak tata do Jasia przemawia, czuli się, tak u niej ta zazdrość się wyłania, że tata mnie nie kocha i to właśnie mówi do swojej mamy. Tutaj mama powinna może troszeczkę więcej ciepła okazać, tak mi się wydaje.
[40:11.99 → 40:15.89] B: Ale to chyba nie był moment na to, żeby bohaterka nawet o czymś takim pomyślała.
[40:15.91 → 40:23.05] E: Tak, że to to fakty, nie moment, ale przynajmniej ją przygarnąć. Tutaj troszeczkę mi zabrakło ciepła od mamy.
[40:23.31 → 40:24.69] B: Łapią się za rączkę tam.
[40:26.57 → 40:34.63] A: Aniu, powiedz, co najbardziej interesuje cię w kinie? O jakich filmach myślisz teraz?
[40:35.97 → 41:39.44] B: To bardzo trudne pytanie, bo jestem w jakimś takim stuporze. Naprawdę nie wiem, co powinnam teraz zrobić. Nie chcę robić filmów, bo skończyłam jeden i muszę następny. Mam jakieś tam pomysły. Jeden z nich porzuciłam. Natomiast może do niego wrócę. Napisałam jakieś tam 70% pierwszej wersji scenariusza. Jest to historia oparta na prawdziwej historii, która się wydarzyła w 2011 w Łodzi. Kobieta koło 60-tki, położna, napadła na bank. Okazało się, że ma straszne długi, o których nikomu nie powiedziała. Ukrywała to przed mężem, brała te chwilówki, nabrała tego na 100 tysięcy, cały czas jakby dokładając do budżetu domowego, bo jej nie starczało. No i potem się mleko rozlało i tak dalej. Napisałam coś w rodzaju takiej czarnej komedii, jak na moje możliwości, bo jak państwo zauważyli, nie jestem wyjątkowo wesoła na ekranie. Natomiast czegoś mi tam brakuje, jakieś właśnie warstwy, czegoś tam jeszcze szukam i nie wiem naprawdę, co jeszcze z tym zrobić.
[41:40.32 → 41:44.93] A: Brzmi obiecująco. A czy myślisz już o obsadzie?
[41:45.09 → 41:46.09] B: Właśnie, nie wiem.
[41:46.57 → 41:52.33] A: No właśnie, bo może to będzie motorem dalszej pracy.
[41:52.83 → 42:10.45] B: Myślałam o tym jako o takim referencyjnym filmie, bo jak rozmawiam z producentami, to zawsze muszę im powiedzieć, w jaką stronę miałoby to zmierzać. O filmie Sekrety i kłamstwa Majka Lee, o takiej bohaterce. Ale nie wiem, nie znam odpowiednika polskiego, kto mógłby to zagrać.
[42:11.16 → 42:22.16] A: Ale sporo jest aktorek koło sześćdziesiątki. Dorota Kolak, Rasia Kówna trochę. Chociaż nie, ona już nie jest za młoda jakoś bardzo. Można by ją troszeczkę postarzyć jeszcze.
[42:24.06 → 42:33.18] B: Naprawdę jak myślałam, to myślałam o Celińskiej, ale ona chyba już nie gra i myślę, że też już jest w takim wieku, że jest troszeczkę starsza.
[42:34.64 → 42:38.12] A: I kłopoty z chodzeniem, więc może być kłopot na planie.
[42:39.53 → 42:42.85] B: Zanim ja to zrobię, to jeszcze upłynie dużo wody, myślę.
[42:43.61 → 43:19.51] A: Jeszcze parę aktorek się zestarzeje. Proszę Państwa, ostatnie pytanie i powoli będziemy kończyć. Ostatnia szansa na wypowiedź. Balkon też zapraszamy. Chyba Państwo są pod wrażeniem. to powiedz jeszcze, co cię fascynuje w kinie, ale tak dla siebie, co oglądasz?
[43:20.37 → 44:07.22] B: Staram się oglądać bardzo mało filmów, dlatego że one mi jakoś zostają w pamięci. Czasem nieświadomie nawet kradnę po prostu jakieś rzeczy. Oglądam tylko bardzo rzeczy takie, które sobie wybieram sama. Lubię bardzo dziwne filmy, takie, które są niespójne nawet czasem. które mają w sobie jakiś rodzaj niepokoju, jakiejś takiej destrukcji zapisanej. Czasem oglądam też takie klasyczne, mainstreamowe kino. Natomiast lubię takie arthouse'owe. Oczywiście Haneke, Ulrich von Seydl, czyli Austriacy, tacy współcześni, Bruno de Mont, to są takie moje klimaty po prostu.
[44:08.56 → 44:10.40] A: Tu się nie obawiasz inspiracji?
[44:11.26 → 44:19.86] B: Wiesz co, tutaj to już sobie nie mogę odmówić tej przyjemności oglądania po prostu. Już wiem potem, że muszę to odłożyć do szufladki, z której nie kradnę i zostawiam.
[44:20.76 → 44:31.26] A: Ok. To życzymy ci dużo inspiracji bez złodziejstwa i nowych fantastycznych pomysłów.
[44:31.40 → 44:36.32] B: Dziękuję bardzo i dziękuję państwu, paniom i kilku panom, którzy wytrwali na sali.
[44:37.86 → 45:23.51] A: Dziękujemy serdecznie i zapraszamy za tydzień na pokaz filmu węgierskiego, który w Polsce był chyba w ogóle nierozpowszechniany albo bardzo słabo na kilku festiwalach, a zagrałam w nim ostatnio swoją filmową rolę Danuta Szaflarska. I z tej okazji, z okazji rocznicy śmierci pani Danuty go pokazujemy, a naszymi gośćmi będzie fantastyczna aktorka Maria Maj, znakomita aktorka teatralna i też biorąca udział w licznych, bardzo ciekawych produkcjach filmowych. I koleżanka teatralna Danusi Szaflarskiej i Michał Merczyński, który też z Danusią współpracował i będzie o niej opowiadał. Także zapraszamy serdecznie. I dziękujemy.
[45:23.70 → 45:24.41] B: Dziękujemy bardzo.

Kino w Teatrze Starym „Dzikie róże”

KINO

Subtelny, precyzyjny portret psychologiczny młodej kobiety postawionej w niezwykle trudnej sytuacji. Ewa mieszka na prowincji, jej życie wypełnia zajmowanie się domem i dwójką dzieci. I dojmująca samotność. Mąż pracuje w Norwegii, rzadko bywa w domu. Anna Jadowska portretuje bohaterkę i środowisko, w którym przyszło jej żyć, pokazując jak problemy psychologiczne splatają się ze społecznymi i ekonomicznymi. A czyni to we własnym języku filmowym, dalekim od publicystyki i „męskich narracji”. Zaś w kolejnej rewelacyjnej roli możemy podziwiać Martę Nieradkiewicz, zdobywczynię ubiegłorocznej Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego.
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

Wróć