Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.03 → 00:51.17] A: Witam jeszcze raz bardzo serdecznie na wieczorze poświęconym filmom Maćka Drygasa. Obejrzeliśmy Usłyszcie mój krzyk i cudze listy, a jest z nami Rafał Listopad, montażysta cudzych listów. Jeden z najlepszych polskich montażystów, pracujący i z filmami fabularnymi i z dokumentami, między innymi właśnie z Maćkiem Drygasem, a również członek Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Montażystów, wykładowca, pedagog. Jest mikrofon. Ja zacznę może od pytania, jak to się stało, że Maciej Drygas, bardzo doświadczony dokumentalista i nie wypominając nikomu wieku o co najmniej jedno pokolenie starsze od Ciebie, jak to się stało, że się spotkaliście?
[00:52.23 → 02:24.32] B: Tak, zanim zacznę odpowiesz na to pytanie, to myślę, że jest nasze takie małe grono, żeby jakoś Państwa tak też wciągnąć w to, to może, bo ja właściwie Jak tu przyjechałem, to tak nie wiedziałem, z kim będę miał do czynienia i nadal nie wiem, ale jak jest tak mało osób, to może się po prostu dowiem od Państwa, bo jak tak do tłumu mówię, to rzeczywiście jest ciężko. A tu myślę, że możemy stworzyć taką w ogóle atmosferę bardziej domową, bo to nie ma sensu. Ja coś tu przygotowałem, ale po tych filmach, ja to też przed chwilą z Państwem oglądałem, jak to obejrzałem, to mi się odechciało w ogóle ten mój plan realizować. Ale go oczywiście zrealizuję, myślę. Tylko też właśnie chciałem wyjść naprzeciw i się dowiedzieć bardziej, co Państwa interesuje i jakoś się do tego dostosować. Ja montowałem tylko jeden z tych filmów i właściwie jestem kompetentny tylko w jednym temacie. Ten drugi jest wstrząsający i leciał jako drugi, więc też tutaj jego waga jest taka dosyć, no to jest ciężki film, duża waga. duży kaliber. Więc stwórzmy sobie taką atmosferę, jeżeli państwo chcą o coś pytać, bardziej rozmowy, a nie takiego wykładu, bo wydaje mi się, że to będzie bardziej korzystne. A ja będę jakoś podbijał ten bębenek i podchwytywał te państwa tematy, bo jak ja tutaj tak będę tylko sam mówił, to znaczy zmagnął, ale tak tylko według jakiegoś swojego planu, to wydaje mi się,
[02:24.46 → 03:08.25] A: że... Bo myśmy mieli taki pomysł, tak jak rozmawialiśmy przed pokazem, żeby porozmawiać trochę o tym, jak z takiego chaosu materiałów, z takiego ogromu materiałów, bo Drygas jest znany z tego, że siedzi w archiwach i że właściwie dla niego to jest nawet radośniejsza część, czy bardziej twórcza część robienia filmu, potem już konstruowanie go, ale jak właśnie z tego powstaje konstrukcja. Natomiast ja też siedziałam z Państwem, mimo że ja znam te filmy, widziałam je parokrotnie, to za każdym razem jednak one robią na mnie również wstrząsające wrażenie. I tak się zastanawiam, czy Państwo też są zainteresowani rozmową o warsztacie, czy sobie porozmawiamy bardziej o tych filmach po prostu.
[03:10.53 → 03:14.69] B: Jak Państwo wolą. Jakie mają Państwo tematy?
[03:16.57 → 03:33.11] A: Jest mikrofon, więc żebyśmy się wszyscy słyszeli też dobrze. Ja tylko chciałam zapytać, czy w wyborze tych materiałów pan również brał udział? Czy tylko sam montaż?
[03:34.11 → 03:42.51] B: Czyli jednak muszę zacząć historię od początku. Dobrze, no to jednak zaczniemy od pytania, czyli odpowiem na pytanie Magdy.
[03:45.31 → 03:47.51] A: A potem gładko przejdziemy, bo... Tak, więc
[03:47.51 → 06:11.65] B: ja Maćka Drygasa poznałem jeszcze będąc w szkole. Kiedyś moja profesorka Dorota Wardężkiewicz, która zmontowała ten drugi film, zaprosiła, a w Łodzi ciągle wykłada montaż filmu dokumentalnego, zaprosiła Maćka na zajęcia, żeby przedstawić wysoka rozmowa z ciekawym człowiekiem. reżyser, jego filmy, jego twórczość. Cały dzień mieliśmy takie spotkanie i wtedy mieliśmy okazję poznać reżysera Maćka Drygasa. Zobaczyliśmy parę jego filmów, między innymi Usłyszcie mój krzyk, Stan nieważkości. Wysłuchaliśmy też słuchowiska, to co Agda mówiła, bo Maciek jest też autorem paru słuchowisk. I szczerze mówiąc zrobiło to ogromne wrażenie. Przede wszystkim filmy filmami, ale też spotkanie z takim człowiekiem, który w rębieniu filmów ma taką jakąś swoją odmienną metodę i jakiś taki swój oddzielny świat i jakiś taki sposób, który jest rzadki generalnie w kinach, metody podejścia i sposób robienia i realizowania tych filmów rzadki w takim normalnym świecie filmowym. On sam siebie zresztą nazywa, to teraz bardziej, a nie wtedy jak ja go poznałem, o tym mówi, bardziej się nazywa archeologiem niż filmowcem, to znaczy takim właśnie kimś kto tam, Kto odgrzebuje różne warstwy. Odgrzebuje, szuka. I szczerze mówiąc te dwa filmy, które Państwo obejrzeli są tego też dowodem. To znaczy oba te filmy, geneza obu tych filmów jest taka, że gdzieś natrafił na jakiś materiał i zaczął swoje poszukiwania, swoje takie archeologiczne prace. Pytanie. O wybór materiałów jest taki, że to zależy, bo ten wybór materiału trzeba sobie określić, co pani ma na myśli, bo to jest tak, że ten film składa się, mówię teraz już tylko o cudzych listach, z iluś warstw, z iluś takich kolumn, które my musieliśmy przejść.
[06:12.21 → 06:21.99] A: Właśnie, Rafał, to ja się wtrącę, to powiedz, w którym momencie ty zacząłeś pracować z Maćkiem nad tym filmem? Jaki był punkt, do którego ty się dołączyłeś?
[06:22.53 → 09:06.20] B: Historia jest taka, że... Historia jest taka, że w ogóle jak to się stało, że taki ktoś jak ja, czyli taki jakiś potargany nicpoń, o wiele młodszy niż reżyser i z o wiele większym, mniejszym doświadczeniem i właściwie niepamiętający tych czasów, Ja jestem 78 rocznik. Zaczął robić filmy z Maćkiem. To też należy o tym wspomnieć. To jest tak, że mnie uczyła z kolei już po szkole taka też montażystka, która zrobiła kilka filmów z Maćkiem, Kasia Maciejko-Kowalczyk, której wiele zawdzięczam. To jest taka montażystka, która zrobiła prawie wszystkie filmy Marcela Łozińskiego, Wiele, wiele filmów dokumentalnych, parę też fabularnych, taki film Przesłuchanie Bugajskiego, to też jest jej robota. I ona montowała filmy ostatnie po Dorocie Wardężkiewicz, parę ostatnich filmów Maćka. I kiedy Kasia zachorowała i już będąc bardzo chora, przekazywała, skracając tą historię, paru reżyserów dostałem w spadku. Tak to wprost trzeba powiedzieć. Więc zostałem namaszczony przez Kasię i po prostu Maciek dostał takie polecenie, że jak będziesz robił następny film, to rób z Rafałem. Parę osób jeszcze dostało takie przykazanie od Kasi i takim sposobem z paroma reżyserami udało mi się współpracować. I jak żeśmy się spotkali, to oczywiście ta różnica wieków była taka, że no właściwie się spotykam z kimś, kto mógłby być moim ojcem, bo jest w wieku mojego ojca, ale na szczęście Maciek ma tyle cierpliwości i tyle, więc postanowił podejść jak do syna i powiedział, no dobra, to się wszystko wytłumaczę. I początek był taki, że pamiętam to jak dziś, przed wakacjami, jakoś w maju, Maciek mówi, słuchaj, to jest taki pomysł, ja już zrobiłem wcześniej, nie wiem, czy Państwo widzieli taki film, Jeden dzień w PRL, Maćka Drygasa. To jeszcze właśnie z Kasią Maciejko-Kowalczyk, to jest taki, wybrał jeden nieznaczący dzień w PRL-u i po prostu go zobrazował. Nic się tego dnia nie wydarzyło i on właśnie, to polegało na tym, żeby pokazać takie, co się działo, kiedy się nic nie działo. Śmieszno smutny film, tylko z materiałów archiwalnych. Konstrukcja bardzo podobna do tego, który, do cudzych listów.
[09:06.22 → 09:09.28] A: Tam też były listy. Tak, tam też były listy, były podania.
[09:09.32 → 11:07.19] B: I też były materiały archiwalne tylko. I tak naprawdę, pani pytanie, czy ja uczestniczyłem w samym wyborze materiałów archiwalnych tych wizualnych materiałów, wideo, to odpowiadam, że nie. Dlatego, że ta kwerenda, która trwała w przypadku no to trzeba liczyć i jakoś tak zsumować, bo tak naprawdę to była kwerenda do cudzych, do jednego dnia w PRL, a dopiero później były cudze listy, ale został wykorzystany ten sam materiał archiwalny. Więc kwerenda do tego pierwszego filmu trwała około 5-6 lat, czyli zbieranie tych wszystkich materiałów archiwalnych. I tutaj było bardzo wyraźnie, Maciek, bardzo dużo sobie restrykcje postawił. To znaczy, to jest taki człowiek, który ma ogromny dar porozumiewania się z ludźmi i wyciąga od nich takie różne rzeczy, które... Jest w nim taka szczerość, że ludzie mu dają różne rzeczy tak po prostu. Mówią, wiesz co, a ja w szafie... Jakby ktoś przyszedł i powiedział, a ma pan jakiś ciekawy materiał archiwalny? No to oczywiście ten ktoś by powiedział, nie mam. Ale jak Maciek tak usiądzie i powie, wie pan, no to ktoś powie, wie pan co, niech pan poczeka. Ja w szafie mam coś takiego, co jeszcze nikomu nigdy nie pokazałem. I ci ludzie po prostu to wyjmują i Maciek to dostaje i stworzył nawet takie swoje prywatne archiwum, ponieważ ludzie mu te materiały po prostu dają na własność. Powiedzą, wie pan co, to pan lepszy z tego zrobił użytek niż u mnie tam to będzie leżało w szafie. I to są głównie materiały prywatne i to są głównie materiały też z jakichś takich amatorskich klubów filmowych. Okazuje się, że przez wiele lat w Polsce działało wiele amatorskich klubów filmowych. Oni tam kręcili przeróżne rzeczy, to są takie domorośli filmowcy, ale niektóre materiały są po prostu fantastyczne, to są skarby.
[11:13.53 → 11:28.26] A: Na przykład, jeżeli list, był w filmie list pana z Torunia, to czy na przykład ten obraz był też materiałem z Torunia? No nie wiem, był to więzienie w Okrąglach w Toruniu?
[11:28.26 → 20:02.39] B: Ja pani powiem więcej. Ja pani powiem więcej. Załóżmy, że jest list z Torunia. Lećmy, będzie bardziej charakterystyczny przykład. Jest tam taki list ze Śląska. Myśmy sobie stworzyli taką siatkę w montażowni, taką wirtualną, jak się poruszać w całym tym gąszczu materiałów, ponieważ, już pani mówię, do tego rozmierzałem, ten film składa się z następujących materiałów archiwalnych. Bazą, wyjściem do stworzenia tego filmu były nie materiały wideo, a materiały alisty. na które Maciek się natknął w IPN-ie i nagle się zorientował, odkrył jakiś skarb, bo okazało się, że istniało coś takiego jak Wydział W, różnie to się w różnych latach nazywało, Wydział B, Wydział W, nie Wydział, a jeszcze tam jakoś wcześniej inaczej. No w każdym razie działali tak zwani perlustratorzy, którzy czytali naszą korespondencję. I jak to odkopał, to była pierwsza, to była baza. I przed tymi wakacjami, w tym maju, o którym już wspomniałem, my zaczęliśmy, on przyszedł do mnie i powiedział, słuchaj, ja mam taką startę dokumentów, listów, weź sobie te na wakacje, poczytaj, będziemy robić razem ten film, ja mam swoją kopię, ty masz swoją kopię, przeczytaj te wszystkie listy i jak po wakacjach się spotkamy, to sobie zaznacz sobie, które ci się podobają i sobie zobaczymy, gdzie jest nasza wspólna, czy mamy jakieś punkty wspólne. Mieliśmy mnóstwo punktów wspólnych, bo jak te listy się tak czyta, no to tam oczywiście są lepsze, gorsze, ale te takie, no od razu to tak jak się czyta książki, no po prostu są, mają coś albo czegoś nie mają. Więc i teraz idę za pani pytaniem. Był list ze Śląska. To nie dość, że myśmy szukali, bo praca szła równolegle. Maciek uwielbia, to Kasia go tego nauczyła i mnie też, Kasia Maciejko mnie też nauczyła. Mówi, wiesz co, jak będziesz pracował z Maćkiem, to tam jest taka zasada, wiesz, u niego, on pracuje wolno, więc w ogóle przygotuj się, że ten film będziesz montował, jakikolwiek film z nim będziesz robił, ja już zrobiłem z nim, akurat udało mi się, dwa filmy, to to będzie długodystansowa przygoda, znaczy to montaż trwa mniej więcej średnio pół roku, to jest takie minimum, trzeba założyć sobie rok wolnego i robimy film. To jest takie wejście w... Oczywiście to nie jest tak, że codziennie, ale mniej więcej tyle trwa praca przy filmach z Maćkiem. To pierwsza zasada. I druga zasada, Kasia mówi, wiesz co, to jest taki reżyser, który uwielbia zadania. To znaczy on będzie siedział w montażowni i on to uwielbia, ale też lubi zadawać, jak mu się zadaje prace domowe. No więc on oczywiście przyszedł i powiedział, no dobra, to co mam zrobić? Co mam robić dla ciebie tutaj? Jaka jest praca domowa? On oczywiście wiedział jaka jest praca domowa, że trzeba znaleźć głosy do listów. Pierwszy pomysł jak przychodzi na taki film, no to dobra mamy listy, ale jak one się będą pojawiały na ekranie? Sposobów tutaj znowu dużo nie ma, no bo mogą lecieć napisy, a może to być jakiś głos i właściwie wyczerpują się możliwości. A jeśli głos, to jaki głos? No to może lektor. No dobra, no to lektor. No ale lektor to lektor to jest zawsze trochę odklejony od tych listów. To może aktor. Zrobiliśmy parę prób z aktorami, ale wiecie jak to aktorzy, prawda? Aktor to jak ma coś przeczytać, to od razu wkłada to całe swoje serce i gra po prostu od początku do końca, to więc tekst nagle się wywraca do góry nogami. No więc aktorzy stwierdziliśmy dość szybko nie. No to muszą być tacy zwykli ludzie, jakie są te zwykłe listy. treść tych listów. Tutaj też dokonaliśmy pewnego założenia, ponieważ te listy były przeróżne i naszym takim głównym założeniem co do wyboru tych listów było to, że w ogóle co do pracy nad całym filmem, bo to się tyczyło wszystkiego, było to, żeby zrobić film, i to jest taka myślę generalna zasada Maćka, żeby zrobić film o normalnych, Myśmy to nazywali w montażowni, żeby zejść do poziomu zero, żeby nie opowiadać jakichś wniosłych historii, żeby nie opowiadać jakichś nie wiadomo jakich tam historii znanych osób, bo były listy, była korespondencja do Wyszyńskiego, Maciek ma w archiwum swoim wideo, to jest przykład, który państwu to zobrazuje. Trzeba było zrobić święto pierwszego maja, dzień pierwszego maja. I my w montażowni z materiałów archiwalnych mieliśmy Tam załóżmy trzy czy cztery święta. I od razu wiedzieliśmy, że chcemy najgorzej sfilmowany. Najgorzej to może nie, ale takie święto, w którym ci ludzie są smutni, idą jak na skazanie, a nie w takim, w którym to jest pod pałacem kultury, trybuna i wszyscy biją brawo, mają kwiatek. Takich nie chcieliśmy. Więc my cały czas żeśmy schodzili do poziomu... Była korespondencja z Wyszyńskim i mówimy, no nie, to nie jest film o tym, no to Wyszyński okej, to jest ciekawe, ale my chcemy takiego właśnie tam jakiegoś Pania Henia, kogoś takiego prostego człowieka. Dobra, czyli selekcja listów to była pierwsza rzecz i wybór listów. Ta siatka jeszcze się składała z dekad. To znaczy, my wiedzieliśmy, że chcemy opowiadać film od 40., od końca wojny do 89. Czyli kolejne utrudnienie. Nie możemy się zatrzymać na jednej dekadzie, tylko musimy przelecieć od 40. Perlustratorzy zaczęli pracować od 44 roku. Skończyli, w cudzysłowie zamurowali swoje placówki tajne w 89. Więc musieliśmy tak też dobierać te listy. Nie ma w tym żadnego przekłamania, bo Maciek jest też bardzo precyzyjny. Taką historię miał w... Ja tak przepraszam, że będę tak latał, ale chciałbym tyle rzeczy państwu opowiedzieć, że musielibyśmy tutaj chyba siedzieć do rana, żebym wszystko zdążył, więc będę taki trochę chaotyczny, ale to też trzeba powiedzieć, że Maciek jest niesamowicie precyzyjny. i bardzo skrupulatny, jak już robi swoje filmy z materiałów archiwalnych, to dba o najmniejszy szczegół. Do tego stopnia, że w montażowni, pamiętam, jest taki materiał archiwalny, kiedy pocztowcy, taka Warszawa bodajże kombi, podjeżdża pod jakąś pocztę i tam wypakowują listy. I my ten materiał jakoś tak nam wychodziło z układu całego filmu, że tam by pasowało, żeby w latach tam 50. czy 60. na przełomie tych lat ta Warszawa się pojawiła. No tak, ale Maciek mówi, no chwilę, ale czy taka Warszawa w ogóle wtedy była, czy to jest rocznik, który jeździł właśnie wtedy? No i oczywiście zaczęło się szukanie po atrapie jakiejś tam, zdjęcia wysyłać, Maciek wysyłał do jakichś osób, które się zajmują, no wiecie, do takich samochodziarzy, do takich, którzy tam się mają, no wszystko obczajone w najmniejszym detalu. I oni odpowiadają nam, że tak, tam 54-ty to już, to jeszcze nie, ale 55-ty już taka Warszawa z taką atrapą mogła po Warszawie jeździć. No to ja mówię, dobra, no to jeżeli tak, to musimy to przesunąć do 55-tego, a w 54-tym jeszcze nie. To wszystko wzięło się stąd, że w poprzednim filmie, w jednym dniu w PRL, tam nagle się pojawił, już nie pamiętam jak to było, ale to chyba był jakiś znaczek i nagle, tam też jest taka układanka, cały film jest, nie pamiętam w którym, to się dzieje, w 61. kwietnia 62. roku. I tam nagle się pojawia w tym filmie znaczek. I ktoś, jakiś taki co tam widz, filatelista, napisał do Maćka, że no ale zaraz, to jest ściema, przecież w 62 roku do tego znaczka ja w ogóle jeszcze nie miałem prawa być. No i drugi pomyślał, no dobra, to jest film, bym mu odpisał, ale nie Maciek. Maciek mówi, przyznaję się, faktycznie popełniłem błąd. No i to jest taki reżyser, który dba o takie niuanse.
[20:02.71 → 20:04.49] A: Nie zdziwiłabym się, gdyby przemontował.
[20:05.17 → 22:36.08] B: Tak, no na szczęście nie. Natomiast to jakby uzmysławia, jak ciężka jest to praca, ponieważ wszystkie te detale zaczynają odgrywać bardzo dużą rolę i ta siatka, tutaj te dekady, tu materiały archiwalne, tu listy, że to wszystko nagle musi być ułożone w odpowiednim i nie można się, tam za bardzo nie ma pola manewru, wszystko musi być dostosowane. Teraz tak, Przeczytaliśmy jakieś sterty tych listów. Od razu wiadomo, jak ktoś się zajmuje filmem, że ile my zmieścimy w godzinnym filmie listów, żeby opowiedzieć od 44 do 89. Jak tak się zastanowiliśmy, czas na początek, czas na koniec, czas na jakieś wypełnienia, na chwilę pauzy, 10-15 listów to jest maksymalna ilość, którą zmieścimy w godzinnym filmie, a w filmie skontraktowany była umowa, że to ma być 56 minutowy film. No więc od razu wiemy, że trzeba robić cholernie ogromną selekcję materiałów, żeby wyłowić tylko, żeby się zmieścić w tych 15 listach. Teraz oczywiście odpada jeszcze część listów, ponieważ wiemy, że chcemy mieć materiały perlustracyjne. Wydział UW, korespondencje między wydziałami. No więc od razu odpada nam ileś listów, załóżmy 3-4, bo musi w to miejsce wejść korespondencja międzywydziałowa. No więc kolejne utrudnienie. I tak dalej, i tak dalej. I idąc znowu za tym Śląskiem. I teraz tak. Praca wyglądała w ten sposób. Ja w montażowni z tą stertą materiałów archiwalnych, wideo, miałem za zadanie poukładać te materiały mniej więcej, no przede wszystkim najpierw zamknąć je w dekadach, zobaczyć, co mamy i jakoś posegregować w jakieś mini historie. A Maciek miał zadanie, że jak już wybraliśmy pierwsze listy, to szuka głosów. Zresztą to szukanie głosów to była cała oddzielna historia. W głosy byli zaangażowani wszyscy, włącznie z rodzinami. Jak jechaliśmy gdzieś na święta, czy coś się wydarzało, to zawsze listy były pod ręką. I jak ciocia tam zrealizowaliśmy, tak patrzyliśmy, przestudziłyśmy. A czy czasem, czy częściej nie nadaje do przeczytania paru listów. No i tam szybka selekcja. Młoda osoba, starsza, to od razu po listach tam było wiadomo, bo tak naprawdę bardzo dużą pracę wykonaliśmy, jak już żeśmy sobie wyselekcjonowali tam załóżmy 30 listów takich, które wiedzieliśmy, że chcemy, żeby one były w filmie.
[22:40.90 → 22:43.56] A: Jak panowie czytaliście te listy... Tak, to
[22:43.56 → 22:45.06] B: musieliśmy czytać ze zrozumieniem.
[22:45.86 → 23:05.40] A: To zrozumiałe, ale moje pytanie dotyczy czegoś innego. Mówił pan, że czytaliście je osobno i potem mieliście taką pulę wspólnych listów. Ile tych listów wybraliście wspólnie takich samych? Czy duża to była selekcja potem?
[23:06.62 → 27:46.10] B: Ja pani powiem jeszcze, ja odpowiem pani jeszcze inaczej. Myśmy na początku myśleli, że to będzie komedia. Naprawdę. Myśmy wybrali takie listy, które były, ja nawet ze sobą tutaj przywiozłem, to mogę państwu przeszytać nawet kilka. Ja tutaj ze sobą przywiozłem taką, egzemplarz karty z 2011 roku, gdzie, w której Maciek w ogóle opublikował część tych listów. Duża część nie weszła do filmu. I tutaj są takie listy, I naprawdę tam były fantastyczne. To było zresztą dosyć ciekawe, bo tutaj odgrywało rolę różnica pokoleń. Maciek wybierał takie trochę z jego pokolenia, a ja wybierałem jakieś takie, co to mi pasowały. Tam o miłości, o jakichś takich dziwnych właśnie, zaraz Pani przeczytam. Ale było spora ilość listów wspólnych. Tylko nie wiedzieliśmy na początku jak to układać kompletnie. Były jakieś listy, ale co z nimi zrobić? Jak to ułożyć w jakiś sensowny ciąg? To nie było takie oczywiste. Na przykład panie przecież nam taki list. Podobał nam się jak diabli. Panie Michale, przyznam się szczerze, że nie liczyłam już na pańską odpowiedź. Długo na nią czekałam. Za list bardzo dziękuję, ale brakowało w nim pańskiego zdjęcia. Czy ma pan ochotę prowadzić ze mną korespondencję? Czy ma pan rozwód? Nie jest pan ciekaw jak wyglądam? Jakiego jestem wzrostu? Czy ładna? Jaki mam kolor włosów, oczu? Nie prosił pan o mą fotografię, co tłumacza sobie mało poważnym zainteresowaniem moją osobą. Czy ma pan ochotę powtórnie wejść w związek małżeński? Bo ja tak. Wspomina pan w swym liście o wygodach życiowych i mieszkaniowych, co świadczy, że jest pan zaradny i potrafi umiejętnie rządzić swymi zasobami finansowymi. To bardzo chwalebne. Ja, jak wspominałem w pierwszym mym liście, mam mieszkanie komfortowe, pokój z kuchnią na drugim piętrze, a moim ogródkiem są skrzynki z kwiatkami na balkonie. Bardzo lubię kwiaty, nie jest to wiele, ale i to, co mam, uzyskałem z pracy moich własnych rąk. Od kogoś, kto miałby zostać mym mężem, wymagam przede wszystkim, by był człowiekiem, na pierwszym moim małżeństwie bardzo się zawiodłam. Miałem wtedy 23 lata. Mam prośbę do pana, by był pan tak uprzejmy i zechciał mi szczerze odpowiedzieć. Załączam panu moje zdjęcie i proszę bardzo zarówno o jego zwrot, jak przesłanie swojej fotografii. Chciałabym wiedzieć, jak pan wygląda. Kończę na tym i czekam na rychłą odpowiedź. Łączę pozdrowienia od mojej matki również. Ala." I takich listów obyczajowych była cała masa. I nam się bardzo podobały te listy. To jest taka miłość, że piszą w ogóle ludzie do siebie. No ale film miał być o czym innym. Ciągle nam też ciążyła ta perlustracja i koniec końców z różnych powodów. Jednym z powodów było to, że jednak musimy ciągle się jakoś odnosić do tej perlustracji. Wygrywał, jak na szali położyliśmy dwa listy. taki lub tam jeszcze jakieś inne sprawy miłosne, że tam ktoś kogoś zdradził nagle. Były fantastyczne historie. I taki list z 68. żołnierza, który pisze do swojej rodziny o agresji na Czechosłowację. Spalcie mój list. No to pod nasz główny temat filmu wiadomo było, że cięższy jest ten z 68. Więc przede wszystkim musieliśmy być w temacie perlustracji. Więc wybieraliśmy takie listy, które na których ciążyło to, że my, że państwo widzowie, my późniejsi widzowie będziemy czuli jakiś taki, przeczytamy taką korespondencję, ale że właściwie oni też to przeczytali, bo przecież to są te listy, które IPN, w filmie są tylko te, które IPN przeczytał. I potem coś z tego, są jakieś konsekwencje, to znaczy, że właśnie ktoś coś sobie tak niby bezkarnie opisuje i zapomina na chwilę, że to ktoś mógł czytać. Moja mama na przykład pracowała na poczcie, jak ja byłem jeszcze przed moim urodzeniem i potem zaraz chwilę po. I ona na przykład nie wiedziała, że istnieje coś takiego, że niby wszyscy wiedzieli, że chyba listy niektóre są czytane, ale że na taką skalę, jak się okazało w tym filmie, to nikt się nie spodziewał, że to jest sprawdzane.
[27:46.81 → 28:01.11] A: No tak, bo to w stanie wojennym dopiero było wiadomo, że listy przychodziły z pieczątkami ocenzurowane, powycinane w białe plamy i tak dalej. Natomiast to był proceder na tak szeroką skalę.
[28:01.17 → 28:11.15] B: Na bardzo szeroką skalę i bardzo ukryty. Bardzo też jakiś taki zakamuflowany. O tym naprawdę niewiele osób wiedziało.
[28:11.81 → 28:32.05] C: W związku z tym, czyli rozumiem, że zamierzeniem było zrobienie rodzaju kroniki PRL-u, tak, bo mamy tu dekady, w kluczu politycznym głównie. Czy to był zamysł z góry, tak, zaplanowany, że taki miał być klucz?
[28:32.35 → 28:34.93] B: Znaczy politycznym myśli pan tutaj, ma pan na myśli co?
[28:35.17 → 28:43.82] C: W kwestii stosunku społeczeństwa do władzy, reakcji na wydarzenia polityczne głównie. komentowania wydarzeń.
[28:44.60 → 28:46.96] B: Nie, nie, nie, to nie. Właśnie nie.
[28:48.60 → 28:52.58] A: Rozumiem, że w tym sensie politycznym, że prywatne jest polityczne.
[28:53.42 → 28:55.34] C: Właśnie w PRL to wszystko było polityczne.
[28:55.96 → 29:00.02] A: No bo są cudze listy, czyli listy, które są przez kogoś przeczytane.
[29:00.70 → 29:21.32] C: Interesuje mnie to, jaka była treść tych listów i kryterium, według którego państwo dobieraliście te listy. Że tutaj jednak ta problematyka dotyczy bieżących wydarzeń, i stosunku społeczeństwa do władzy i postrzegania tej rzeczywistości społeczno-politycznej PRL-u. To jest dla mnie wątek zdecydowanie dominujący.
[29:21.74 → 29:31.92] B: Tak. Był taki też klucz, ale to nie był jedyny. Był też taki klucz, żeby jednak przemycić kilka listów, które są takie o takim żyćku codziennym.
[29:32.00 → 29:35.82] C: Życie codzienne w PRL-u. Szarzyzna życia PRL-owskiego.
[29:36.34 → 29:49.10] B: Oczywiście i zdajemy sobie sprawę z tego, tu od razu tak trochę się tłumaczę, że jest to bardzo subiektywny punkt widzenia, ten film. No bo wiele osób nam powie... Dobrób,
[29:49.10 → 29:50.28] C: przepraszam, jest też selekcją.
[29:50.54 → 32:52.61] B: Tak. I wielu krytyków... Niektórym wręcz zabraliśmy dzieciństwo. Jeden z krytyków nawet nam powiedział, że tym filmem zabraliśmy mu dzieciństwo, bo to już okazuje się, że w jakimś strasznym kraju w ogóle żyliśmy bez wyjścia, co tak do końca nie jest prawdą. My chcieliśmy być... Jak najbliżej takich zwykłych ludzi i dotykać tylko, ponieważ wiedzieliśmy, że film jest jednak o perlustracji, więc co jakiś czas chcieliśmy dotykać tych takich spraw, dotykać świadomości tego, że te listy są czytane przez kogoś i że są używane w jakichś innych politycznych celach. Że ta zwykła korespondencja i takie przemycanie czasem jakichś takich nastrojów, tego jak to jest, że to może być użyte przez kogoś w jakiejś innej sprawie. na tym nam zależało, więc ten dobór był w tą stronę szedł. Jeszcze jest jeden powód, taki czysto techniczny tej naszej selekcji. Jak sobie zrobiliśmy taką pierwszą konstrukcję bardziej komediową, to nagle się okazało, że... bo to jest coś dziwnego, to kino tak ma, że jak się kroplet takiego żartu wprowadzi do filmu, Bardzo łatwo jest rozśmieszyć widza w jednostce czasowej. To trwa dosłownie chwilę. Jeden śmieszny list, zabawny i po prostu wszyscy się śmieją. Ale potem wrócić z powrotem do jakiejś takiej powagi, no to jest strasznie trudno. Trzeba się strasznie napracować, żeby potem widza z powrotem przyciągnąć na poważny tor i w pierwszych układach Ja teraz może mówię jakąś czarną magię, ale musicie mi Państwo uwierzyć. W pierwszych układach było tak, że ten film zaczynał się ciężko. Wprowadzaliśmy tam w 12-15 minucie komediowe wątki i nie potrafiliśmy już z tej komedii się uwolnić. Ten film nam skręcał w stronę, którą nie chcieliśmy, a wiedzieliśmy, że mamy skończyć na poważnie. była dla nas celem nadrzędnym. To, że ktoś te listy czytał i demaskacja tego całego środowiska i tego wydziału W, tej perlustracji była celem nadrzędnym. Więc potem wyjście z tej komedii, z tej obyczajowości komedii na te poważne sprawy właściwie okazywało się, że jest nierealne. Więc po jakichś paru miesiącach takiej żmudnej pracy stwierdziliśmy, że te wszystkie obyczajowe komedyjki, te wszystkie, no i też czasami nie komedyjki, tylko takie sprawy typu zdrada, właśnie szukam męża, w ogóle się nie utrzymają w filmie, bo one zżerają nam główny temat. A potem też Maciek chyba trochę stwierdził, że Jeden Dzień w PRL jest takim filmem lżejszym gatunkowo, więc ten może zrobić trochę cięższy, że tu będzie trochę smutniej,
[32:52.74 → 33:10.61] C: trochę bardziej Rozumiem, że te materiały, które powstawały, pan powiedział spontanicznie, tam w różnych środowiskach amatorów filmowych, tak zrozumiałem, nie zawodowych filmowców, tylko amatorów filmowych, że to były materiały zupełnie poza cenzurą oczywiście kręcone i kolportowane, tak?
[33:10.71 → 33:10.97] B: Tak.
[33:12.13 → 33:44.37] C: Mam taką refleksję, że ten materiał byłby takim doskonałym antidotum dla tych kronik filmowych, które karmiono nas przed filmami fabularnymi. Pamiętacie państwo, no pan może mniej, ale ci, którzy tak, przed każdym seansem była Polska Kronika Filmowa. No i tam oczywiście było w tonie, wiadomo, radosnym, optymistycznym i tak dalej. Pomyślałem sobie, że to jest doskonała odtrutka ten film na te kroniki filmowe.
[33:44.57 → 34:26.46] B: I taki też, to świetnie, że pan o tym mówi, bo to też był, z góry założenie było takie, że nie używamy, wiadomo, jak przychodzą na myśl, Czym te listy obrazować? Pierwsze co przychodzi, no przecież jest mnóstwo kronik, to sobie coś z nich weźmiemy. No i Maciek od razu mówi, nie. Po pierwsze, żadnej kroniki. Właściwie większość materiałów, które jest na ekranie nigdy wcześniej nie miało swojej premiery. Znaczy to były zrobione na użytek tych wewnętrznych jakichś ćwiczeń, w tych amatorskich klubach filmowych materiały i one nigdy nie miały, nie istniały, przeleżały.
[34:26.64 → 34:31.98] C: Ale robione były z myślą o dokumentowaniu czegoś, czy to była zwykle zabawa filmowa?
[34:32.06 → 34:39.10] B: Wie pan co, to były przeróżne rzeczy. To było, jak myślmy, to są... Ja jako montażysta...
[34:39.10 → 34:46.34] C: Ale nie było wśród nich pułkowników jakichś, prawda? Że ktoś montował to, robił, żeby to gdzieś tam poszło, ale nie poszło i leżało na półce.
[34:46.36 → 34:48.10] B: W dużej części nawet nikt tego nie montował.
[34:48.57 → 34:54.34] A: To o tym jest też amator Kieślowskiego, o ludziach, którzy sobie robią filmy.
[34:54.80 → 34:56.11] C: Sami dla siebie po prostu.
[34:56.14 → 35:10.53] A: Sami dla siebie. Zanussi też wyszedł na przykład z takiego klubu i pewnie byśmy tutaj naliczyli więcej takich osób. To był naprawdę bardzo poważny ruch. Oni mieli dostęp do sprzętu lepszego, gorszego. I to gdzieś tam leży cały czas jeszcze.
[35:10.67 → 35:21.89] C: Znaczy w stanie wojennym rozumiem, prawda, to wideo nielegalne i tak dalej kolportowane to rozumiem, ale nie sądziłem, że przed stanem wojennym na taką skalę ta działalność spontaniczna filmowa kwitła. To jest dla mnie zaskoczenie zupełne.
[35:21.93 → 36:15.82] B: I wie pan co, oni sobie kręcili przeróżne rzeczy z przeróżnych powodów. Oni na przykład, to czuć było, że są jakieś ćwiczenia operatorskie, że tam ktoś na przykład ma kamerę, jakiś klub filmowy, gdzieś na Śląsku znowu, tam jakoś tak prężnie działały te kluby. i tam sobie ćwiczą i kręcą, a to ludzie w ruchu, a to tam sobie jakiś tam kogoś w oknie wypatrzą, coś tam sobie przeostrzą. I naprawdę to są dobre materiały, kompletnie nie zmontowane. Albo na przykład tam jest jakaś pielgrzymka. No jakiś ktoś poszedł i skręcił pielgrzymkę, ileś tam materiału na szesnasty czy na ośmiomilimetrowej kamerze, takiej pielgrzymki. I naprawdę bardzo często te materiały są w oryginale w ogóle nie montowane. To jest znowu praca, którą wykonał Maciek.
[36:17.45 → 36:18.78] A: On naprawdę jest archiwistą.
[36:18.95 → 37:38.89] B: Miał kontakt z kimś z tych amatorskich klubów. Jak już się dokopał do kogoś, dodzwonił, spotkał, to ktoś mu z tej szafy wyciągał lub z archiwum, pokazywał. On często jeszcze odrestaurowywał. Maciek jeszcze coś poprawiał, bo to niekiedy były jakieś tam popleśniałe, podrapane te taśmy. w tych puszkach i od razu prosił też o opis, co to jest, z którego to roku albo było dochodzenie, z którego to może być roku. Autorzy się nagle tam jacyś znajdowali. Wiecie Państwo, to jest tylko część tych materiałów, które my widzimy w filmie. Bardzo ciekawa zresztą część, bo naprawdę tych materiałów jest mnóstwo. Ja też myślę sobie, że Maciek dlatego się zdecydował na zrobienie tego drugiego filmu. Znaczy powodów było parę. Raz, że natknął się na tą perlustrację, a dwa, tak czysto mojego montażowego punktu widzenia, nawet coś mocniejszego, to jest chęć pokazania ludziom tych, no pokazanie na szerszą skalę tych materiałów, chęć pokazania tych materiałów archiwalnych. Ponieważ ja jako montażysta to mam takie ogromne, no ja mam taką potrzebę, że najchętniej to bym to Państwu puszczał Ja tu mam w komputerze kilka takich, no po prostu te filmy tak niemontowane. Tylko tak po prostu pokazywał, jak sobie ludzie to kręcą.
[37:38.89 → 37:43.01] A: Niech państwo pójdą po kanapki i tutaj do rana możemy...
[37:43.01 → 38:49.22] B: Nie, bo to są naprawdę arcydzieła. Tam jest taki materiał na przykład pod koniec filmu z Łodzi. Zresztą my też żeśmy wybierali te materiały pod kątem jakiegoś takiego waloru. Coś musi być w tym materiale, co nas też przyciąga. Jasne, że to tematem się musi łączyć. ale czasami odkrywaliśmy, że są jakieś amatorskie materiały. Ktoś nie wiadomo skąd nakręcił, wziął kamerę, coś nagrał i zrobił to w tak zawodowy sposób, że my wiemy, Maciek kończył moskiewski w GIG, ja kończyłem Łódź, że niejeden operator już po szkole nie będzie w stanie zrobić takiego materiału. O których materiałach myślę? Jest taka zima w Łodzi. Jest taki materiał pod koniec filmu, długa taka sekwencja z jadącego samochodu, ktoś sobie kręci, ulice zaśnieżone, łódzkie ulice. No to w ogóle jest jakiś majstersztyk operatorki. Te przeostrzenia tam, te krople, w ogóle obserwacja ludzi, no to jest fantastyczne. Potem ta długa taka sekwencja, to też jest jakiś amatorski materiał, z tego przejazdu kolejowego we mgle. No to jest po prostu...
[38:49.22 → 38:50.90] A: A prawsze chodzą przez ten szlaban.
[38:50.96 → 40:37.32] B: Tak. No to też jest materiał wysokiej klasy, że sfilmować coś takiego. To muszę przyznać, że to są takie perełki. Oczywiście myśmy potem w filmie sprytnie próbowali łapać rymy. To pewnie się czyta. Ja to dzisiaj obejrzałem po dłuższej przerwie i te rymy od razu mi się przypomniały nasze prace takie jakbyśmy, bo dla nas na przykład to przejście kolejowe już w kolejnej warstwie to jest takie, że wiedzą Państwo, tam są te filmy, listy, zadelajdy, że dla nas ten niedomknięte szlabany i ci ludzie, którzy się przeciskają w tej mgle przez te szlabany, tam się zaczepiając często o te wystające druty, to jest taki dziurawy kraj. To jest to, że oni wyciekają z tego kraju i nagle mamy list stąd, stamtąd, tutaj z Niemiec, tutaj skądinąd, że jest jakaś dziura w tym całym systemie i to wypływa po prostu. Inny taki przykład, był taki materiał z takiej w jakiejś takiej okropnej wsi, tam te ciuchy na tych sznurkach, ta kulejąca kura. Jak zobaczyliśmy tą kulejącą kurę, to przecież od razu nam się... ta kulejąca kura musi być zlepiona z tym listem, a Hania ma coś z prawym bokiem i kuleje. No to kura ma tak kuleć. Albo ten materiał z tych... te kurczaki w tych klatkach najpierw, te kury, i później to opalanie, no to była dla nas taka metafora, no to jest ten kraj, myśleliśmy, że tak, ten kurnik to jest nasz kraj, musimy to tak gdzieś wczepić, te materiały, bo takie mieliśmy skojarzenia, żeśmy nad tym pracowali.
[40:37.34 → 41:15.78] A: Ale też bardzo dużo jest takich materiałów robionych na kontrze. Macie, zaczynacie od takiej sekwencji, gdzie ludność wita radośnie Armię Radziecką, a w tle idzie list, jak to naprawdę wyglądało z punktu widzenia jakiejś jakiejś kobiety i takich rzeczy jest więcej. To o czym pan mówił, że to jest taka kontra do tych kronik filmowych, to na poziomie nawet pojedynczych sekwencji się to tutaj odbywa, że obraz kłamie, a w liście mamy prawdę. Albo czasami trochę też w drugą stronę, że podbijacie tą wymowę gorzką listu obrazem jakiegoś błota potwornego, które nie wiem, tam ktoś wykopuje w niewiadomym celu.
[41:15.78 → 41:20.69] B: Też archiwalny materiał z jakiegoś swoją drogą, to też genialny materiał.
[41:20.79 → 41:22.81] A: Genialne, genialne operatorsko też.
[41:23.41 → 41:25.93] C: Z jakiegoś... Tak, siermierzność PRL-u wychodzi, prawda?
[41:26.05 → 41:26.17] A: Tak, tak.
[41:26.17 → 41:33.20] C: Po prostu czuliśmy to błoto na sobie, po prostu, tak? I ten brud, i to ubóstwo, aż ciężko w ogóle myśleć o tym.
[41:33.20 → 45:30.15] B: Ja mam takie pytanie, bo my widzów, bo przecież ten film ma już kilka lat i my doskonale znamy ten film i mniej więcej znamy jaka jest reakcja widowni. To jest pytanie teraz do Państwa. Czy Państwo bardziej ten film słyszą, czy bardziej film widzą? To jest takie podchwytliwe pytanie, ale tylko na pozór. Bo do nas dochodziły przez jakiś czas takie sygnały od widzów, że na przykład przychodził jakiś widz i mówił, słuchajcie, te listy są po prostu niesamowite, po prostu. No to jest po prostu ta historia. I nam wymieniał wszystkie te historie, które są w tych w tym filmie, który tam słychać. Mało jakby zapamiętując to, co było widać. I przychodził drugi widz i mówi, ależ to są z materiału archiwalne, to błoto, to ten śnieg, to w ogóle ta kura kulejąca. A listy mniej. Naszym zadaniem było i to jest, pod tym względem to jest dosyć trudny film, żeśmy sobie zdali sprawę, jak już żeśmy go zrobili, bo myśmy przy nim przesiedzieli rok, to dla nas to się wszystko opatrzyło. że to jest taki trudny film o tyle, że trudno jest jednocześnie go oglądać i słuchać z taką samą intensywnością. W takich bardzo laboratoryjnych warunkach, dzisiaj takie były, może łatwiej, ale w telewizji to jest bardzo trudno się tak na jednym i na drugim skupić. Mały telewizor, ten dźwięk taki trochę gorszy. Natomiast zauważyliśmy, że widzowie się dzielą na tych, co ten film słyszą i tacy, co ten film widzą. My konstruując te sceny poszczególne, zawsze nam przyświecało coś takiego, żeby jakoś, w jakiś sposób związać, żeby znaleźć w materiale archiwalnym tego adresata listu. Adresata lub odbiorcę, żeby to widz miał jakoś się gdzieś zawsze złapał. Najbardziej to czuć w tym, który je te kluski, mówi tym taksówkarzu i jego rodzinie. To już jest taki najjaśniejszy przykład. W innych to jest czasem zakamuflowane, ale zawsze szukaliśmy bohatera. To nie było łatwe, na przykład w latach 50., dlatego że wtedy materiały z lat 50. charakteryzują się tym, że są bardzo krótkie ujęcia. że jednak tej taśmy było niewiele i w ogóle taka zasada kręcenia była taka, że się kręciło raz, dwa, trzy, cztery, tam ujęcie nie trwają dłużej niż sześć, siedem sekund, to jest już jakiś strasznie duży czas. Więc zmontować tam, na przykład jak widzicie ten koniec wojny i tam te wszystkie takie materiały na samym początku, to one mają bardzo krótkie ujęcia. A niektóre dekady, niektóre odcinki czasowe, to w ogóle nie mieliśmy materiałów, I tutaj uwaga, bo tam potem na końcu w filmie może państwo zauważyli, jest jakaś długa lista materiałów, niekoniecznie dokumentalnych. I tu jest fantastyczny, Maciek padł na fantastyczny pomysł i mówi, słuchaj, wiesz co, bo nie uszyjemy tego filmu. Na niektóre dekady nie mamy materiału. No nie ma. Po prostu nie ma. Nie kręcili wtedy. No w czterdziestym czwartym, no to ja mam tylko jakaś kronika tam może z jakichś początków, ale skąd to brać? No i on wpadł jako wykładowca Łódzkiej Szkoły Filmowej i mówił, no przecież wiesz, a przecież studenci to tam zaraz już, zaraz za chwilę zaczynali pracę jako, no po prostu robili etiudy. I oni bardzo często Łódź, okolice odtwarzali jakieś takie, że tu się już budowała Warszawa, oni tam szli i odtwarzali jakieś takie tam dziwne, dziwne figury jeszcze z końca wojny. i bardzo dużo materiałów weszło po prostu z fabularnych etiud. Tamta lista nazwisk, które tam widzicie, hasa film, to jest mnóstwo ujęć z filmów, z łódzkiej filmówki studentów.
[45:30.27 → 46:51.94] C: Kapitalny pomysł. Myślę, że to się udało i ta równowaga jest zachowana, bo tak przynajmniej jest moje wrażenie, że ci bohaterowie, którzy zostali dobrani, pasują do tych fragmentów listów, ale myślę, że nie tylko. Tło. którym oni się znaleźli. Również jest bardzo adekwatne do tych listów. Moim zdaniem to pomaga w recepcji tych listów i ich treści. A mnie na przykład to nie przeszkadzało w żaden sposób. Ja nie musiałem się jakoś specjalnie... Wyłączać? Tak. Nie, nie, nie. Oglądałem i słuchałem jednocześnie i dla mnie to była harmonijna całość, więc tak to proszę odebrać, jeżeli chodzi o mnie. Może ktoś z Państwa ma inne zdanie. Chciałem jeszcze na chwilę do filmu o mój krzyk, jeżeli mogę. Pan zna reżysera dobrze. Na pewno nieraz o tym filmie mówił. Mi to jest taki motyw. Chciałem uzyskać potwierdzenie czy też zaprzeczenie mojej intuicji. Jak ja oglądam ten film, to mam nieodparte wrażenie, że oglądam Wesele Wyspiańskiego w reżyserii Wajdy. I chcę się zapytać, na ile to moje skojarzenie jest właściwe i czy to była jakaś inspiracja, dla reżysera, który kręcił mój krzyk. Usłyszcie mój krzyk. Czy to zupełnie przypadkowe jakieś było, jakieś skojarzenie tych elementów, czy świadome?
[46:52.16 → 46:57.08] B: Nie, ja myślę, że przypadkowe to to nie jest. Znaczy, to pana skojarzenie jest, myślę, dobre.
[46:57.34 → 46:58.94] C: Kocholi taniec, prawda?
[46:59.20 → 47:36.89] B: No, do rzynki. Jeszcze niech zauważcie państwo, że ten materiał taki... Sprytnie zresztą wmontowany w ten film, tutaj naprawdę jest ogromna praca montażowa wykonana. te twarze przejmujące tych dziewczyn młodych, które uczestniczą w tych wydarzeniach, on jest niby źle w złym formacie. On jest taki rozciągnięty, przetworzony. To trochę przypomina film fabularny, który ktoś puścił w złym, nie wiedział jaki jest format i puścił go w takim rozciągniętym.
[47:37.59 → 47:39.99] A: ścieśnił do trzy na cztery.
[47:40.07 → 47:59.65] B: Dokładnie. I to zabieg jest celowy. To nie jest tak, że tam przypadkiem się tam komuś nie nacisnął guzik. I tak naprawdę, bo to naprawdę ta figura myślę i te sceny najbardziej Panu, przynajmniej ja też mam takie gdzieś tam skojarzenie dalekie, że to jest taki Ale
[47:59.65 → 48:03.93] C: stroje też i ten wielki... jak to nazwać?
[48:04.47 → 48:32.21] B: Wieniec, właśnie. Ja to sobie tak określam tak, że to jest... że wesele to jest już wesele. To się już zaczęło i się dzieje. A tutaj te sceny to jest ten tak tuż przed weselem. To jest ten zbieranie się tego i zaraz będzie odpalą... orkiestra, no to zaczynamy i ruszają. To, co jest użyte u Maćka, to jest ta chwila przed.
[48:32.71 → 48:38.15] C: Ale czy pan wie na pewno, że jakoś tam te sceny z Wesela inspirowały reżysera?
[48:38.39 → 48:39.23] B: Tego nie wiem.
[48:39.41 → 49:25.66] A: Ja też tego nie wiem, chociaż rozmawiałam wielokrotnie z Maćkiem Drygasem, ale ja go też o to spytam, bo też mi się to dzisiaj narzuciło z niezwykłą siłą, Też pomyślałam sobie, że fakt, że dzisiaj tutaj na tej sali jest nas tak mało, też jest jakimś takim odtworzeniem tej sytuacji, tego chocholego tańca, że ten krzyk jednak nie został usłyszany i że właściwie w dalszym ciągu jest tak, że nikt nie chce słuchać tego krzyku, że ten chocholi taniec się nieustannie odtwarza i trwa. I też się zastanawiam, czy to było tak, że Drygas się tym inspirował, czy po prostu tak mu wyszło z materiału, bo po prostu taka jest rzeczywistość, że on to jakoś swoją intuicją artystyczną z tej rzeczywistości wydobył przy okazji robienia tego filmu.
[49:26.90 → 50:12.69] B: Przekażę. Ten film jest czytany w ogóle wszędzie. Myśmy razem z Maćkiem mieli takie warsztaty w Japonii dokumentalne. To już by się wydawało, że tam puścimy. Myślimy, no dobra, niech leci ten krzyk, zobaczymy co ci Japończycy... Oni byli po prostu przerażeni tym co zobaczyli. Wyczytali wszystko tak jak trzeba. Zrozumieli w każdym calu tą historię. A uniwersalność tego filmu jest dobrana.
[50:12.69 → 50:20.65] C: Tu paradoksalnie może nawet jest tak, przepraszam, że wchodzę w słowo, że ta ich kultura ukształtowana przez kodeks honorowy Bushido akurat.
[50:21.23 → 50:22.47] A: Jest bardzo podobna do naszej.
[50:22.49 → 50:24.07] C: Otwiera się, o to chodzi właśnie.
[50:24.07 → 50:24.99] B: Już nie chciałem tego poruszać.
[50:25.71 → 50:37.57] C: Że jest coś wspólnego może w tej naszej mentalności. I oni rozumieją, dla nich pojęcie honoru to jest coś niezwykłego, prawda? Więc tutaj może nawet to jest zrozumiałe. Ja nawet nie jestem zaskoczony tym, co pan mówi. Że oni to zrozumieli.
[50:38.34 → 51:01.36] A: Ale też wracając jeszcze do tej metafory chocholego tańca, to ci ludzie na stadionie, którzy byli świadkami, sprawozdawcy sportowi, to jak oni się wypowiadają, myślę, że to jest też i wstrząsające i bardzo właśnie przystające do poetyki Wesela Wyspiańskiego nawet myślę, niekoniecznie nawet Wajdy, tylko głębiej.
[51:02.28 → 51:19.80] C: Jeden z nich mówił prawdę, tak nas nauczono. A ten próbował lawirować i tłumaczyć się, dlaczego nie zauważył tak. Drobnego faktu, prawda? Jeszcze miał pretensje do Siwca, że zły moment wybrał. Zły moment, to jest po prostu paranoja. To jest paranoja. On się ośmieszył po prostu totalnie.
[51:19.97 → 51:55.07] A: Ale myślę, że to też pokazuje taki sposób myślenia i sposób usprawiedliwiania się, który jest powszechny. Myślę, że to nie jest tak, że tutaj Drygas chciał napiętnować jednego człowieka, tylko pokazać nam, jak to działa. I nie wiemy, jak my byśmy się zachowali na tym stadionie. Myślę, że strach był tutaj tak, że naprawdę łatwo to oceniać dzisiaj, a w 68 roku to naprawdę nie były fajne czasy.
[51:56.37 → 52:27.12] C: Powiedzmy, że ta reakcja i sposób opowiadania tego jednego z komentatorów jest najlepszym potwierdzeniem stanu społeczeństwa w 60-tych latach. i tego, że ta diagnoza postawiona przez śp. Ryszarda Siewca była trafna. Dokładnie. To jest doskonała ilustracja tego, o czym on mówi. Sposób tłumaczenia się tego dziennikarza. Umysł zniewolony, przestraszony, który próbuje coś kombinować i nie bardzo mu to wychodzi.
[52:28.79 → 53:10.52] A: Próbuję szukać usprawiedliwień, ale też myślę, że znaczy ja nie przypadkiem chciałam Państwu pokazać dzisiaj te dwa filmy, bo myślę, że one jednak bardzo ze sobą korespondują i w gruncie rzeczy Siwiec żył w świecie, który pokazują cudze listy i który pokazuje jednak mimo wszystko, mimo tego, o czym mówisz Rafał, że tam są te elementy humorystyczne również, że to pokazuje PRL niejako taką rekwizytornię filmów Barei. co często myślę dzisiaj jest tak postrzegane, tylko że to jednak była również niezwykle opresyjna i ponura rzeczywistość, o czym teraz próbujemy zapominać.
[53:11.38 → 55:44.38] B: Ja pamiętam taką dyskusję, bo takie filmy jak się robi tak długo, to oczywiście ci co robią te filmy muszą też łapać kontakt z rzeczywistością i często są takie pokazy, na których się zaprasza po prostu znajomych, I się tak testuje film, co... Zaprasza się po prostu i się mówi, no i jak myślicie, co nam wyszło? I oni oglądają, coś mówią, to są zazwyczaj, to są często nasze rodziny, jacyś dobrzy zawodowi znajomi, którzy szczerze nam powiedzą, co myślą i co czują. I pamiętam taką długą dyskusję na temat tego. Starsze pokolenie mówi, słuchajcie, w tym waszym filmie Co wyście tam w ogóle zrobili, że wszyscy tam w ogóle na końcu, że wszyscy zasnęli, że oni tak już nie mają siły i się pospali. A ja mówię, no widzicie, wy musicie to zmienić, bo to w ogóle jest, wiecie, to nie w tą stronę w ogóle, to jest historia, no i co, a dalej co się działo, to przecież jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, to oni jednak się nie pospali, tylko jakoś tak musicie to kompletnie, musicie to jakoś pozmieniać tą końcówkę. No ale tak, my tak żeśmy patrzyli na nich, no i jeszcze puściliśmy właśnie takiego pokoleniu, taki rocznik 85, 86, tacy naprawdę młodzi ludzie, no już teraz też bardziej młodsi. No i oni mówią, fantastyczny ten koniec, że oni tam tak śpią. Bo przecież oni śpią, odpoczną, odpoczęli i za chwilę ruszyli. No my w ogóle, jak już w pewnym momencie ten film, tak mówię w tej chwili, że my z perspektywy Maciek, ja, czy inni, którzy pracowali przy tym filmie, że my tracimy już taką w ogóle, tracimy dystans i ludzie z zewnątrz nam podpowiadają, jak ten film interpretują, a my tylko słuchamy i mówimy, aha, dobra, dobra, czyli tutaj, czyli tam troszkę można więcej jeszcze dołożyć ze dwie twarze. Jaka była różnica w interpretacji tej końcówki? Bo myśmy długo się zastanawiali, były takie pomysły, że tam nagle były takie fantastyczne, archiwalne materiały z jakichś takich samolotów wojskowych, Maciek ma tego mnóstwo, przy okazji innego jeszcze filmu, który robił i myśleliśmy, że trzeba się tak wzbić w powietrze, że tam jest taka, że wolność i ucieczka od tej ziemi to będzie gdzieś wysoko ponad chmurami. A okazało się, że nie, że oni wszyscy muszą zasnąć, te zasypiające twarze to jest najlepsze rozwiązanie do tego filmu, że wszyscy się pospali. A to ja mam jeszcze trzecią interpretację,
[55:44.86 → 55:59.16] A: bo też mi przyszło do głowy to, o czym mówisz, że oni zasnęli, ale kiedyś się obudzą, ale miałam też taki pomysł, że to są ci bohaterowie, którzy przeżyli całe życie w tym czarnym PRL-u i że oni już nie mają siły, żeby się cieszyć z tego.
[55:59.16 → 56:01.28] B: My tak początkowo żeśmy tak kombinowali.
[56:01.72 → 56:05.36] A: Ale myślę, że wiesz, że jest parę warstw i właściwie... Że ten naród już
[56:05.36 → 56:07.02] B: jest tak zmęczony, że już zasypia.
[56:07.02 → 56:25.06] A: Że już zasypia. Ale też wiesz, te poszczególne osoby, że po prostu ich los przypadł na te lata, o których opowiadacie i że oni już nie skorzystają z tego, co przynosi to, że tam zamurowane są te skrytki kontaktowe ubeków.
[56:27.84 → 56:38.60] C: Jeszcze mam pytanie, czy rozpowszechniał się w ogóle ten, jest w jakiś sposób rozpowszechnianego filmu Cudze Listy? Bo ja bym był zainteresowany tym filmem, żeby go puścić dalej gdzieś.
[56:38.82 → 57:03.47] B: Wie pan, z tego co ja wiem, ten film jest, wszystkie filmy Maćka, bo Maciek jest w tym bardzo, tu znowu jest rygorystyczny, on jest sam producentem tych filmów. Trzeba sobie też wyjaśnić, że żaden producent, który byłby, oddzielny producent, jeszcze jedna osoba, po prostu nie podołałaby. Ten film był opóźniony chyba o trzy albo cztery lata. Trzy, tak powiem.
[57:03.99 → 57:06.73] A: Nikt w Polsce nie jest w stanie produkować filmu przez pięć lat.
[57:06.83 → 57:39.78] B: Nikt nie wytrzymał rygorów. Każdy producent powiedział, Maciek, już jutro jest koniec i już więcej nie trzeba ten film oddać. A on po prostu ma taką siłę, że mówi, nie, jeszcze tu czegoś brakuje. Jeszcze muszę, ale to jest tylko na takich warunkach, że większość dokumentalistów polskich tak funkcjonuje, że jest producentami swoich filmów. Że to jest po prostu prostsze, tańsze, wygodniejsze. Maciek ma taką zasadę, że te filmy rozpowszechnia... Wydaje mi się, że większość jego filmów jest po prostu w internecie.
[57:40.30 → 57:50.10] A: Ale też podejrzałam, że jest to na DVD, znaczy z całą pewnością jest na DVD, skoro my to tutaj też puszczamy. Widzieliśmy chyba z Blu-raya.
[57:50.12 → 57:56.67] B: Wie Pan co, jest na Blu-ray tak mało, że ja mam płytkę, to zaraz Panu dam. Bo mam w plecaku...
[57:56.67 → 58:09.69] A: Ale poza tym wyszły filmy Maćka w antologii najlepszych polskich dokumentów wydanych przez NINĘ, przez Narodowy Instytut Audiowizualny i chyba Cudzelisty też już na tym zmieściły.
[58:09.71 → 58:14.21] B: Cudzelistów tam jeszcze nie ma, bo ja mam Cudzelisty, nie mam Usłyszcie mój krzyk.
[58:14.33 → 58:15.57] C: Cudzelisty mnie interesują.
[58:15.91 → 01:01:07.57] B: Okej, no to proszę bardzo. Wie pan co, ale naprawdę, mi się wydaje, że jak się na YouTubie czy gdzieś tam wpisze tytuł... Oczywiście, ale tak dla reszty, bo nie mam więcej płytek. To mówię, że one są po prostu, można wklepać i te filmy tam są. Dokumentaliści jednak są tak... Nam zależy na tym, żeby te filmy jednak były oglądane, a nie żeby gdzieś tam leżały. Także jak ich życie festiwalowe, a później telewizyjne się skończy, a to mniej więcej się zamyka w okresie rocznym po skończeniu filmu, po dniu premiery, no to potem można je otworzyć na świat i pokazywać w taki sposób, jak Maciek pokazuje. Tak, też tak uważam. Jak najbardziej. To jest też ciekawe pod tym względem, że i trudne, Montażowo ja miałem taki problem przy pracy nad tym filmem i nie tylko tym, bo mam jeszcze parę takich filmów Jacka Petryckiego, żeby opowiedzieć historię, ale nie pchać się, żeby dać opowiedzieć się historii, to znaczy, że to są na tyle ciekawe, w ogóle w dokumencie to jest taka nadrzędna wartość, żeby nie robić sztuczek tam dla sztuczek, że jak to my fantastycznie potrafimy robić filmy, jak tutaj zrobimy tutaj podskok, tutaj tak wytniemy, tam tak, tam takie zdjęcia zrobimy, tylko żeby, że najważniejsze jest wyeksplikowanie tej historii. Czyli krótko mówiąc, żeby te swoje szaleństwa montażowe w moim przypadku, czy szaleństwa reżyserskie w przypadku Maćka, czy operatorskie w przypadku operatora, żeby próbować to wycofywać, na rzecz opowiadanej historii i jakiejś prawdy, żeby to było zrozumiane i żeby potem punkt ciężkości i rozmowa była na ten temat, a nie na temat, ależ to ma formę, ależ to jest... Bo czasem łatwo filmowcom się zatracić i są filmy, po których się wychodzi i się mówi genialnie zrobione w ogóle, a historii się nie pamięta albo zapomina się o niej za chwilę. Ja obejrzałem Usłyszcie mój krzyk po raz pierwszy gdzieś w 2000 albo 2001 roku i go pamiętam do dziś. Każdą scenę tego filmu. To jest tak silnie działający film. Jeszcze jest drugi taki silnie działający film Maćka. To jest Stan Nieważkości. Nie wiem czy Państwo oglądali o kosmonautach. Fantastyczny film zrobiony cały w Rosji. to też proszę sobie wpisać. Stan nieważkości. Fantastycznie też zrobiony film. Też są tam takie sceny, które zostają na wiele, wiele, no zostają w głowie po prostu.
[01:01:09.43 → 01:01:14.69] A: A jeśli nie ma w internecie, to może tutaj przywieziemy go z Maćkiem. Może następnym razem się uda.
[01:01:15.85 → 01:01:42.39] B: Jeszcze jest taka jedna historia, że miałem powiedzieć tutaj, że Maciek zrobił taki tryptyk. Czy to są trzy? Tryptyk na pewno, bo na pewno jest Jeden Dzień w PRL, na pewno są cudze listy i na pewno jest głos w Wolnej Europy, to się nazywa... Zapomniałem tytułu w tej chwili. Nosiwiec też się wpisuje... Mówi Wolna Europa?
[01:01:42.57 → 01:01:42.65] A: Nie.
[01:01:43.33 → 01:03:30.41] B: Jakoś tak, o Radiu Wolna Europa też zrobił taki dokument. I on przewertował, on cały czas... O zagłuszaczach. O zagłuszaczach w Wolnej Europy. Cały czas wertuje ten temat PRL-u i obiecywał sobie, że już to będzie koniec, że tym filmem Cudze Listy, który żeśmy wspólnie zrobili, zamyka ten rozdział raz na zawsze. Kolejny film, który żeśmy razem zrobili dzieje się w Afryce i jest rzeczywiście zupełnie odmienną historią i w sposobie filmowania i w takim podejściu reżysera do warsztatu filmowego. Ale już mu chodzi po głowie znowu temat z materiałów archiwalnych, Już kwerenda się już zaczęła. To mogę powiedzieć, bo to chyba nie jest żadną tajemnicą. Kolej. Rzucę tak bardzo szeroko. To w ogóle na świecie. Opowiedzieć różne historie. Nie ma jeszcze takiego wyskrystalizowanego tematu, ale na razie są, no już w tylu krajach francuskie koleje są oglądane. Raz na jakiś czas spotykamy się i Maciek pokazuje, co tam już wyłowił. bo to znowu odbywa się dwutorowo, jakby szukanie obrazu i szukanie warstwy tej takiej merytorycznej do tego filmu, czyli jakieś korespondencja, listy, pamiętniki, dzienniki, wszystko co ludzie piszą jadąc pociągiem, opisują pociągi, kolejny archeolog wybrał się na kolejną wyprawę, więc idzie odkrywać kolejne jakieś nieznane rewiry. I myślę, że będzie też na ten temat.
[01:03:31.69 → 01:03:45.09] C: W jazdach w harmonijce z żołnierzem, który ma 12 godzin przepustki z koło brzegu i śpi z otwartymi oczami na przykład. Tak jechałem w harmonijce, także jest materiał niesamowity.
[01:03:46.51 → 01:04:20.32] B: Mamy przede wszystkim fantastyczne materiały, to ja wiem z innego filmu, przy którym pracowałem, choćby z oficerów, których wieźli czy to do Katynia. To jest korespondencja kolejowa. I to jest jakby taki wątek się gdzieś pojawił w tym ogólnoświatowym filmie o kolei, ale może będzie pomysł inny, może będzie taki, że właśnie to jest za mocne, tu trzeba coś znowu zobaczymy. Plany na przyszłość to długa droga, bo to jak wiadomo...
[01:04:20.32 → 01:04:21.76] A: Spotkamy się za siedem lat, podejrzewam.
[01:04:21.78 → 01:05:42.30] B: W przypadku tego reżysera to jest bardzo... Ale to jest taka przygoda, to jest człowiek, który... Wiecie państwo, my wiele godzin w montażowni wcale żeśmy nie montowali, tylko żeśmy się spotykali na przykład na całe dnie i w ogóle przy komputerze, on był odpalony, ale nic żeśmy tam nawet z klejki nie zrobili. Tylko to było takie rozmawianie, Maciek mi tłumaczył jak to było, lata 50-te, to mówi, bo to ciężka sytuacja. I zaczyna mi opowiadać historię, bo ja niedouczony, trochę później urodzony, więc był w obowiązku mi to wytłumaczyć bardzo ściśle komuś, kto za chwilę ten film złoży mu do kupy. A potem nagle żeśmy przechodzili na jakieś takie normalne życie. W montażowniach to jest fantastyczne miejsce. I niekoniecznie tam się tylko siedzi i tam się dłubie i tam się wycina. Tylko po prostu się tak rozmawia o życiu, o tym, a co ci się przytrafiło, a jaki ten, a patrzysz ten kasztan zakwit, no tak, no właśnie. Długo już siedzimy, prawie rok nad tym filmem. No ale żeby tak każdy mógł powstawać, żeby tak każdy mógł powstawać, to by było fantastycznie. Oczywiście, przekażemy. Pan wie, że tutaj jest wierna widownia.
[01:05:43.84 → 01:06:03.54] A: Nie ilość, tylko jakość się liczy. To prawda. Dlatego pomyślałam sobie, że coś jest naprawdę takiego z ducha chocholego tańca w tym wszystkim.
[01:06:04.58 → 01:06:09.58] B: My z przyjemnością jeździmy za filmami.
[01:06:09.98 → 01:06:38.59] A: Za tydzień też będą dokumenty, więc też zapraszam równie gorąco. Będzie szczurołap Andrzeja Czarneckiego, będzie z punktu widzenia nocnego portiera Kieślowskiego i będzie film Jacka Petryckiego Jak to się nazywa? Moje podziemie czy... Moje zapiski z podziemia. Moje zapiski z podziemia. Też z materiałów archiwalnych. To nie ty przypadkiem montowałeś?
[01:06:38.64 → 01:06:38.76] B: Ja.
[01:06:39.07 → 01:06:46.80] A: No właśnie, tak mi się zdawało. Także też w poniedziałek. Także zapraszam serdecznie.
[01:06:47.28 → 01:06:47.93] B: A będzie Jacek?
[01:06:48.38 → 01:06:55.38] A: Nie będzie Jacka, będą dwie panie, które będą z Lublina. Będą wspominały jak to było w osiemdziesiątym roku.
[01:06:57.36 → 01:06:58.74] B: Ktoś nam coś podpowiada.
[01:06:59.70 → 01:07:28.51] A: A przepraszam, ze Świdnika. Boże, pomyliłam się. Ze Świdnika. Ja wiem, ja wiem, to tak jak ja wiem Warszawa, Kraków, Radom, Kielce, Bydgoszcz, Toruń. To bardzo poważne, tak podejrzewam. No w każdym razie Świdnik będzie tutaj reprezentowany i będziemy trochę bardziej o rzeczywistości może rozmawiać niż o filmach, ale o filmach na pewno też. Także właściwie Rafał, może też przyjedziesz?
[01:07:28.87 → 01:07:31.79] B: Ja z przyjemnością, jak tylko będę miał czas, to wpadam.
[01:07:32.35 → 01:07:33.27] A: To już za tydzień.
[01:07:33.77 → 01:07:35.33] B: Ale to trzeba by jeszcze Jacka też namówić.
[01:07:35.75 → 01:07:36.25] A: No właśnie.
[01:07:36.63 → 01:07:40.27] B: Taki dialog reżyser-montażysta to jest dopiero historia do posłuchania.
[01:07:40.81 → 01:07:43.09] A: Ale to ja jeszcze tutaj was jakoś ściągnę.
[01:07:44.17 → 01:07:44.53] B: Dobrze.
[01:07:45.47 → 01:08:00.33] A: Dobrze, proszę państwa, czy my kończymy, czy jeszcze państwo chcieliby o czymś porozmawiać? Wydaje się, że na dzisiaj jest dosyć wrażeń.
[01:08:03.35 → 01:08:04.83] B: Nie, jeszcze mnóstwo rzeczy nie powiedziałem.
[01:08:05.87 → 01:08:12.61] C: Pozdrawiając reżysera, muszę powiedzieć, że ten film jest wyświetlany w szkole też.
[01:08:13.51 → 01:08:13.73] B: Tak.
[01:08:13.93 → 01:08:29.78] C: To jest ważne, żeby wiedział, że on żyje, ten film. I za każdym razem są te emocje ogromne. I do końca, dopóki będę na tym miejscu, w którym jestem, będę ten film wyświetlał. Żeby to było jeszcze nie ile razy. Dziękujemy bardzo, bardzo dziękujemy, naprawdę. Pozdrawiamy.
[01:08:30.38 → 01:08:31.06] A: Dziękujemy.
[01:08:31.92 → 01:08:59.07] B: Ja mogę jeszcze mówić, jak państwo chcą. Bo jeszcze paru rzeczy nie powiedziałem. Ale jeśli nie... Bardzo chcesz jeszcze coś powiedzieć? Mogę jeszcze coś wspomnieć. Wyrwać się na chwilę. No to na przykład państwu powiem jeszcze taką rzecz, że oprócz w warstwie wizualnej, jak i w warstwie dźwiękowej, jest też taki cały rozdział, podrozdział tego biura W. korespondencja. Myśmy na przykład od początku tego... Właśnie,
[01:08:59.13 → 01:09:09.65] A: o to cię chciałam zapytać. Skąd te zdjęcia rozklejania listów nad parą? Czy to fabuła, czy to dokument w ogóle?
[01:09:10.43 → 01:10:36.91] B: No bo tu właśnie muszę o tym powiedzieć. Bo te listy, te materiały archiwalne, to wszystko jest, to jest jedna strona. Ale jest też to, że trzeba było zbudować tą kolumnę perlustracji. Jak w filmie mają zaistnieć perlustratorzy? To był taki nasz problem od początku do końca niewyjaśniony, ponieważ nie ma materiałów archiwalnych, nigdzie się nie udało nawet takiemu archeologowi, jakim jest Maciej Drygas, znaleźć materiały z perlustracji, takie jeden do jeden. Ich po prostu nie ma. Może gdzieś, ale tu się jeszcze nie dokopał. I w ogóle jak wyglądał warsztat takiego perlustratora, też ciężko było dojść. I Maćkowi się udało spotkać z jednym panem gdzieś w Warszawie, który pracował, okazało się, że pracował, to tajne były oczywiście spotkania, pracował w wydziale perlustracji, był jakoś tam tak zwerbowany, tak w skrócie to chyba było tak, że będzie pan u nas pracował, wie pan, bo jak nie, no to tam... I on był chemikiem. I on, ten człowiek był odpowiedzialny za opracowanie tych tego kleju tak, żeby on się łatwo odklejał. No bo on się ma kleić, ale ma się też łatwo odkleić.
[01:10:37.47 → 01:10:42.93] A: Wszystkie produkowane w PRL-u koparty były opatrzone tym klejem? Czy to tak było?
[01:10:43.21 → 01:13:42.94] B: No chyba tak. Zauważcie, to nawet w filmie jest, tam pada to, że to jest w napisach chyba końcowych, a nawet chyba gdzieś w jakimś opisie, że to był Wydział Chemiczny tam przez moment. Tam duża rzeczywiście grupa chemików pracowała, jak te listy otwierać, żeby one były, przecież one nie mogły być naruszone, znaczy w jak najmniejszym stopniu naruszone. Oni musieli to otworzyć, sterylnie wyjąć, Na początku to wszystko przepisywali, tam w latach 40., koniec 40. lat 50. Później już się, to co też na filmie jest, potem robili fotokopie takie i ta technologia była coraz bardziej usprawniana, ale cała ta technologia była skomplikowana i bardzo sterylna. Czasem się mylili, bo tam potem przecież jest taki list, że skarpetki nie do pary chyba na urzędzie celnym i tak dalej, i tak dalej. Różne dziwne rzeczy się działy. Ale jak to wyglądało, to do końca nikt tego nie wiedział. I Maciek szukał właśnie tam gdzieś w jakichś opisach, poznajdował to tu, no to trochę z tych dokumentów samych perlustratorów wynika tam jakieś tam są strzępy. Gdzieś znalazł, wiedział, że na przykład jest coś takiego jak ta parowniczka. Że ta parowniczka, że się te listy kładło na tej parowniczce i ta para powodowała, że to się odkleja. No dobra, no to mówi, no ale jak ta parowniczka wyglądała w ogóle? I poszukiwania tej parowniczki trwały też dobrych parę miesięcy i gdzieś tam chyba w Czechach czy na Węgrzech znalazł zdjęcie, ktoś mu wysłał Maćkowi, bo rozszerzył to znowu tam krąg poszukiwań już o zagranicę i ktoś mu wysłał zdjęcie czeskiej czy węgierskiej parowniczki, że to wyglądało tak. Ale nic więcej. A my nadal nie mamy. Mamy korespondencję Wydziału W. Ona musi się pojawić w filmie, bo musi zaistnieć ten wątek. ale nie mamy do tego obrazka. Nie możemy dawać pod to znowu tych zwykłych ludzi. Mamy parę urzędów pocztowych, ten samochód, który tam podjeżdża i jakiegoś listonosza, co tam na rowerze jedzie we wsi, ale to nam nie załatwi po pierwsze wszystkich tych lat, tych dekad, a po drugie to jest za krótki materiał, żeby wypełnić wszystko to, co chcemy powiedzieć z dokumentów. I tu muszę się przyznać, że została wykonana ogromna praca. Myślę, że to nie jest żadną tajemnicą, tylko pokazuje warsztat filmowy. I po długim namyśle zdecydowaliśmy się, Maciek się zdecydował, dokręcić część, tą część perlustracyjną. Czyli lata, koniec lat 40. i potem tam jeszcze kolejne wątki są po prostu, to są materiały wypreparowane, spreparowane. I to też się, cały sztab się, narada się odbyła, bo trzeba było to zrobić w duchu, w duchu epoki, w duchu, w duchu tych, tak.
[01:13:43.56 → 01:13:44.62] A: Wystylizowane zdjęcia.
[01:13:44.62 → 01:19:00.45] B: A jak już wspomniałem, mamy do czynienia z archeologiem, który dba o najmniejszy szczegół. Więc, więc precyzyjnie trzeba było określić, gdzie te materiały będą wchodziły w tym filmie i potem się przygotować realizacyjnie pod kątem tego, jakie to będzie pismo na tym, co chcemy widzieć, jaką wiedzę wtedy w danej dekadzie perlustratorzy mieli i jakimi narzędziami operowali, czy to już były fotokopie, czy jeszcze przepisywali. I tutaj nam właśnie pomogło parę takich tajnych spotkań. No przyznam szczerze, że też mieliśmy opatrzność boską. Jeśli coś takiego istnieje, to nam się przecież takiego przytrafiło już na zdjęciach. Opowiem państwu taką anegdotę. No i zdecydowaliśmy się na te zdjęcia. To oczywiście operator też został do tego ściągnięty, że to trzeba jakoś sfilmować. No ale jak to filmować? No to od razu operator Andrzej Musiał mówi, wiesz, to trzeba tak sfilmować, żeby to było, no, tak jak oni to filmowali. Czyli lampa, oświetlone, to zawsze było taki, to był materiał najczęściej jakiś taki poglądowy, często szkoleniowy, instruktażowy, to się tak wtedy nazywało. I też w ten sposób to jest sfilmowane. Była oczywiście wielka praca wykonana w pisaniu tych listów. No bo jak tam się z worka miało wysypać 100 listów, no to oczywiście nie ma ściemy u takiego reżysera. To 100 listów musi być znaczek. Wszystko musi być, muszą być prawdziwe listy. Tu nikt się nie może zorientować, że coś jest nie tak. i zostało to wszystko wykonane. Ja byłem też na tych zdjęciach, tam pod kątem montażowym bardzo precyzyjnie mieliśmy wszystko zaplanowane. Proszę sobie wyobrazić, że na tych zdjęciach to było kręcone w Warszawie w dzielnicy Służewiec Przemysłowy. Tam są takie stare, jakieś takie przemysłowe różne i tam nagle były dwa korytarze i salka, która idealnie, w ogóle się nie zmieniła od lat 70-tych, wygląda tak samo, więc tylko wstawić kamerę, odpowiednio oświetlić i można zrobić urząd pocztowy. Zdjęcia tam trwały od samego rana do późnej nocy i tam byli tacy panowie, tacy dozorcy, którzy strzegli tego terenu i tych pomieszczeń, tam się już chyba nawet nic nie działo. I jak kręciliśmy tę część, gdzie potrzebna była wiedza na temat tego, jak ci perlustratorzy to robili, a której my wiedzy do końca nie mieliśmy, bo tam wiedzieliśmy, że jest parowniczka, że wiedzieliśmy, że to się kładzie na tej parowniczce, wiedzieliśmy, że z parowniczki się tam, no wiadomo, jakoś to otwierali, ten chemik nam podpowiedział, jak to otwierali. No też zczytaliśmy z czasów, Maciek zczytał, że to tam nożykiem, a potem tym. Znaczy to też w tych dokumentach są takie informacje. No ale ta część jak ten perlustrator to bierze tą lupę tam i tego, to tak do końca żeśmy nie wiedzieli. Więc to była taka, w takim pokoiku małym zainscenizowaliśmy tam, że tu chyba były te pa... Tu był taki stół, że się te listy leżały. Tu był stół z takim dużym powiększeniem. No i ten prelustrator tutaj miał to robić. Tam sobie wymyśliliśmy, że potem to będzie gdzieś tam odkładał, żeby mu się tam nie pomyliło to wszystko, to musiał to gdzieś zebrać, spisać albo zrobić tą fotokopię. No i tam się zaczął kręcić ten człowiek, który przyszedł na nocną zmianę tam, ten portier, ten tam stróż, który pilnował tego naszego planu. I on nagle jakąś taką niesamowitą aktywność, że on nagle jak dochodziło do tego pomieszczenia, żeśmy doszli, to on się tam zaczął nagle jawić jako ekspert w dziedzinie, że w ogóle, wiecie państwo, że my tam mówimy, no to tutaj teraz wiecie, to chyba tu, a on mówi, nie, nie, nie, no jak to odkładali, to odkładali tam. A w ogóle to są takie fiszki najprawdopodobniej były, wie pan. I te fiszki były i to do wydziału trzeciego szło. No to już jak padło do wydziału, jak już ktoś na takim stanowisku mówi do wydziału trzeciego, to to znaczy, że jego wiedza jest trochę chyba, musi w tym siedzieć. Albo siedział, albo się tym interesuje. No i tutaj Maciek, Maciek genialnie, słowo daję, byłem na tym, wiem co mówię, Maciek genialnie to tu podprowadził, bo mówi, tak mówi tam, kiwnął do nas, bo ja się okręt tam kręciłem, coś tam, Spróbowałem inscenizować, operator tam ustawiał kamerę, a on się mówił, uciekajcie, uciekajcie, a on mówi, niech pan siądzie, niech pan tutaj nam to, jakby to mogło być. No i on zagrał, słuchajcie, zagrał po prostu, mamy takie wrażenie, nie wiem czy to jest prawda, czy nieprawda, ale mam wrażenie, że zagrał trochę siebie. Tak. Nie, my też go nie pytaliśmy. Po co lepiej zostawić takie rzeczy, Ale takie coś nam się przytrafiło. Przez wiele lat nie mogliśmy znaleźć parowniczki i nie można było się dokopać do żadnego perlustratora. I nagle na dokrętkach, na takiej realizacji okazało się, że przyszedł specjalista. Że to tu nie tak, wiecie, to było tak odkładane. A zagrałby pan? Proszę.
[01:19:04.37 → 01:19:11.84] C: Jeden pozytywny skutek braku lustracji w Polsce. w każdej kategorii pracowników.
[01:19:12.18 → 01:19:17.11] A: A może on właśnie był zlustrowany i dlatego tam pilnował tego terenu.
[01:19:19.31 → 01:19:41.03] B: No to taka anegdota, że to ciężko się robi te filmy i czasem się sięga po takie właśnie instrumenty, które muszą dopomóc tej narracji i to się okazuje, że nagle w tym stuprocentowym materiale archiwalnym 5% takiego materiału wypreparowana.
[01:19:41.33 → 01:19:54.81] C: Ta detaliczność, którą robi te firmy, pan i profesor, to właśnie wskazuje na to, że to nie wiadomo, czy jest to już historyk zawodowy, prawda, no bo to właściwie już gdzieś dotyka aparatu.
[01:19:54.81 → 01:21:00.91] B: Ale ja panu powiem więcej. W przypadku siwca i w przypadku perlustracji To jest filar, który ma większą wiedzę. Jak jest karta, przecież to co jest w karcie, co zostało wydane, te listy, to jest robota reżyserska, archeologiczna Maćka. On wziął skądś i to wydobył, opracował. To nie jest tak, że to było gdzieś opracowane i on to wyjął na potrzeby filmu, tylko on to opracował i teraz to opracowanie, te materiały... No wiadomo, do filmu, tak jak Państwu mówiłem, było tam 50, 60, 100 listów. Wiedzieliśmy, że wejdzie 15. No ale szkoda, co zrobić z resztą. No więc Maciek się dzieli z tym, po prostu jest skarbnicą Skarbnicą wiedzy w tej chwili służy swoją wiedzą. I to w przypadku Siwca tak jest. Jest takim autorytetem, który wie wszystko, ma to zdokumentowane, zarchiwizowane. I tak samo jeśli chodzi w tej chwili o perlustrację, to jest specjalista od tego.
[01:21:01.37 → 01:21:11.82] C: To określenie perlustracja, przyznam szczerze, że ja pierwszy raz słyszę takie określenie. Czy to jest utworzone przez państwa jakiś neologizm? Tak się nazywało?
[01:21:11.86 → 01:21:16.42] B: Tak się nazywało. Ja też nie wiedziałem, o czym do mnie Maciek mówił.
[01:21:16.56 → 01:21:17.74] C: Otwierali korespondencję, tak?
[01:21:17.80 → 01:21:18.96] B: Perlustratorzy, tak.
[01:21:19.62 → 01:21:35.66] A: Nie cenzorzy, tylko perlustratorzy. No tak, bo cenzura to jest usuwanie niewygodnych fragmentów, natomiast rozumiem, że te listy były potem wysyłane dalej, że adresaci je otrzymywali, tylko zostawały w archiwum.
[01:21:36.53 → 01:22:05.65] B: To różnie też działało, bo to niektóre z premedytacją szły do odbiorcy, ale niektóre nie dochodziły. Przecież mnóstwo korespondencji, to pewnie państwo wiedzą, z zagranicy na przykład, utykała u perlestratorów, bo oni wiedzieli, że to nie może dojść do... Nie dość, że mieli haka już na tego, kto to pisał, to jeszcze nie dopuszczali tej korespondencji dalej.
[01:22:05.85 → 01:22:08.41] C: Ale jaka to musiała być armia urzędników proszę Państwa?
[01:22:09.22 → 01:22:30.32] B: To było niewyobrażalna armia. To było po prostu w każdym większym mieście było po prostu przy głównych pocztach były oddziały tego, po prostu brali tą korespondencję. Ile tam jest napisane? Już tego nie pamiętam, ale tam chyba 4 miliony już. Oni się chwalą, że tam w latach czterdziestych już było tyle listów sprawdzonych.
[01:22:30.44 → 01:23:06.34] C: To też jest ciekawe, proszę Państwa, że zwróćcie Państwo uwagę, że materiały dotyczące świętej pamięci Ryszarda Sifca zostały zlikwidowane w 85 roku dopiero. Już po stanie wojennym, w epoce Jaruzelskiego, prawda? Ludzie kojarzą to zaraz z okrągłym stołem i tak dalej, prawda? Jak to wyglądało naprawdę? w połowie lat osiemdziesiątych. Ile jeszcze ludzi zginęło wtedy, o tym się nie mówi. No i właśnie niszczenie materiału trwało do końca, prawda. Historia przecież sprzed lat, a dopiero w osiemdziesiątym piątym roku zniszczono dokumentację za Jaruzelskiego. Już po stanie wojennym dwa lata, prawda. Jak to wyglądało. Ta odwilż, ta liberalizacja.
[01:23:08.26 → 01:23:16.17] A: No a w osiemdziesiątym dziewiątym uśpiono dopiero perlustratorów. 6 czerwca, taka data tam pada.
[01:23:16.35 → 01:23:31.65] C: W 90 dopiero cenzura przestała działać proszę państwa. W 90 roku. W 90 roku SB przestało istnieć i utworzono ułop. W 80 procentach z kadr były SB. Tak wyglądała transformacja w Polsce.
[01:23:36.63 → 01:24:20.71] B: Ja miałem takie i mam chyba do dziś takie, bo my tu robimy film, PRL, Perlustracja, że to już się skończyło, zamknęło, tego już świata nie ma. Ale to nie jest tak do końca. To nadal moim zdaniem istnieje. No teraz są maile, smsy, inaczej się komunikujemy, ale to, no wiemy przecież, tylko no jak to, to nie będę do kogoś pisał, no piszę się, ale to tak samo jest przechwytywane. Przecież wiemy, też powstają filmy, nie w Polsce, bo to nie jest na tą skalę, ale przecież komputery pracują i nadal się to czyta i nasza korespondencja jest czytana, tylko pod innym kątem i kogo innego, co innego już jest obiektem zainteresowania, ale to jest taki, to jest biznes, no.
[01:24:21.99 → 01:24:24.77] A: No tak czy inaczej Orwell przyświeca.
[01:24:25.45 → 01:24:25.89] B: Cały czas.
[01:24:25.99 → 01:24:28.35] A: Cały czas, tak. Jest aktualny.
[01:24:29.33 → 01:24:31.15] B: No to już nie będę Państwa zanudzał, bardzo dziękuję.
[01:24:34.36 → 01:24:38.08] A: Tym nieoptymistycznym akcentem w takim razie zakończmy.
[01:24:38.28 → 01:24:41.52] B: Miejmy się na baczności. Dziękuję. To ja dziękuję.

Kino w Teatrze Starym: „Cudze listy”, „Usłyszcie mój krzyk”

“Cudze listy”
W czasie, kiedy PRL zaczyna być postrzegany jak nostalgiczna rekwizytornia filmów Stanisława Barei, Maciej Drygas przypomina, że był to czas grozy i wszechobecnego
strachu. Sięga do archiwów służb bezpieczeństwa i składa narrację swojego dokumentu z cenzurowanych przez lata listów – pełnych bólu, rozpaczy, strachu, nadziei. Powstał przejmujący portret społeczeństwa udręczonego przez system opresji.

Nagrody:
– Batumi International Art House Film Festival 2011, Batumi (Gruzja): najlepszy dokument w Konkursie Międzynarodowym

– Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu, Łódź 2011: Nagroda Cierpliwe oko im. Kazimierza Karabasza
– Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce, Chicaga 2011 (USA): Złote Zęby dla najbardziej interesującego dokumentu
– MF Filmu i Muzyki Mediawave, Budapeszt 2012 (Węgry): Grand Prix

“Usłyszcie mój krzyk”
8 września 1968 roku w trakcie uroczystości dożynkowych na Stadionie X-lecia 60-letni Ryszard Siwiec, księgowy z Przemyśla, dokonał samospalenia w akcie protestu przeciwko interwencji państw Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Jego ofiara przeszła niezauważona – publiczność na trybunach nie zwróciła uwagi na to, co się dzieje. Po latach Maciej Drygas w swoim debiutanckim (!) dokumencie próbuje odtworzyć tamte wydarzenia i zrozumieć motywacje ich bohatera. W archiwum warszawskiej WFD zachowało się 7-sekundowe ujęcie płonącego Siwca, zarejestrowane przez operatora Polskiej Kroniki Filmowej…

Nagrody:
– Europejska Nagroda Filmowa 1991 dla najlepszego dokumentu
– MFF Krótkometrażowych, Kraków 1991: Srebrny Smok w Konkursie Międzynarodowym
– Lubuskie Lato Filmowe Łagów 1991: Nagroda Specjalna Jury
– MFF Dokumentalnych Visions du Reel, Nyon 1991 (Szwajcaria): Srebrna Sestercja

– Festiwal Mediów Człowiek w zagrożeniu, Łódź 1991: Grand Prix
– Nagroda Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego 1991
– MFF Dokumentalnych Melbourne 1991 (Australia): Grand Prix
– MFF San Francisco 1991 (USA): Golden Gate Award
– Nagroda Łódzkiej Szkoły Filmowej im. Andrzeja Munka 1991

Rafał Listopad – polski montażysta i wykładowca. Był dwukrotnie nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł, za filmy „Katyń” i „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Za montaż filmu „Oda do radości” otrzymał nagrodę na Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”. Montażysta filmów m.in. „Cudze listy” M. Drygasa oraz „Ambassady” J. Machulskiego.  Członek Polskiej Akademii Filmowej, Europejskiej Akademii Filmowej (EFA) oraz Polskiego Stowarzyszenia Montażystów (PSM). Wykładowca Gdyńskiej Szkoły Filmowej. W 2014 roku Rafał Listopad jest ekspertem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Wydarzenie w ramach projektu społecznego KINO WOLNOŚĆ: http://www.kinowolnosc.pl/

Wróć