Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.72 → 00:06.14] A: Dobry wieczór Państwu, witamy bardzo serdecznie. Grzegorz Linkowski jest Państwa gościem.
[00:06.22 → 00:13.72] B: Zapraszam serdecznie. Może
[00:15.74 → 00:16.90] A: ja położę w ogóle, dobrze?
[00:17.62 → 00:18.84] B: Ja położę, dobrze?
[00:19.72 → 00:21.14] A: I jakby inni ludzie nie będą potrzebni.
[00:21.84 → 00:22.92] B: Super, dziękuję bardzo.
[00:25.50 → 01:11.55] A: Dobry wieczór Państwu, Józef Szopiński. Będę miał przyjemność poprowadzić pierwszą rozmowę w ramach cyklu Kino Lubelskie z Grzegorzem Linkowskim, reżyserem, producentem, człowiekiem filmu, także twórcą Lubelskiego Funduszu Filmowego. Bardzo się cieszę na tę rozmowę. Na samym początku chcielibyśmy spojrzeć na Lublin oczami różnych operatorów, którzy tutaj tworzyli obrazy. bo zgodziliśmy się w takiej rozmowie przed naszym spotkaniem, że oczywiście dużo się mówi o reżyserach, czasem zapomina się o tych, którzy rzeczywiście tworzą ten obraz o operatorach. Co pana urzeka w spojrzeniu Edelmana na lubelskie ulice i co rzeczywiście wyróżnia to spojrzenie na Lublin? Jak on według pana widzi Lublin?
[01:12.51 → 04:31.41] B: Paweł Edelman, jeden z najbibitniejszych polskich operatorów, Teraz mamy w kinach film Lee na własne oczy, o Lee Miller. Bardzo dobre kino, w którym również główna twórczyni przygotowywała scenariusz, czyli Kate Winslet. I od początku do końca powierzyła właśnie jemu nakręcenie tego filmu. Ja bym powiedział, że on odkrył ulicę Kowalską w Lublinie. To jest coś niesamowitego, dlatego że kręcił kamień na szaniec tutaj Robert Gliński, który ma pełne zaufanie do operatora, pełne zaufanie do drugiego reżysera i jak gdyby jest takim troszeczkę, nazwijmy to niewycofanym, ale takim w drugim planie osobą. powierzył mu obraz, ten obraz w całym filmie wielokrotnie jest bardzo skondensowany. I to całe skondensowanie nastąpiło właśnie na drodze pomiędzy gestapo a Pawiakiem, gdzie naszego głównego bohatera, który został oprawiany przez gestapo, Rudego, wożą non stop na przesłuchania do gestapo, z powrotem na Pawiak, No i jaką to ulicę? On znalazł po prostu ulicę Kowalską. Postawił sobie na rogu ulicy Kowalskiej i Furmańskiej taki słup ogłoszeniowy, który ja to obserwowałem będąc bardzo blisko i też robiąc trochę własne zdjęcia do tego, patrzyłem jak on wychwytuje pewne niuanse i sklejki nazwijmy to, krótkie, z których później utkał całą opowieść, jak gdyby jak chłopcy z szarych szeregów, jakąś starą dekawką jadą za tą więźniarką i śledzą całą tą trasę, obliczając czas, czy zdążą, skąd, dokąd, jaką trasą będzie jechała. Ja nagle, a zobaczyłem od jak wszedłem do namiotu, gdzie siedział Gliński, gdzie siedział Edelman, że to wcale nie jest Lublin, że w ogóle nagle ja jestem gdzieś w jakiejś Warszawie. Przypominają mi się zdjęcia przedwojennej Warszawy. Nagle ta ulica się zaczynała robić dłuższa, większa. Przestawienie kamery powodowało perspektywę w kierunku ulicy Lubartowskiej, gdzie oczywiście green screen później był, zamykał przestrzeń i była tam wklejka. I ta ulica urosła, ona tak rosła i robiła się taka przestrzenna. Widziałem jak ten człowiek nakłada swoje widzenie na Lublin. To było niesamowite.
[04:32.24 → 05:00.04] A: Dzisiaj będziemy rozmawiali nie tylko i wyłącznie o Starym Mieście, ale w ogóle o produkcjach, które w Lublinie powstawały, powstają nie tylko w ramach Lubelskiego Funduszu Filmowego, ale jeszcze porozmawiajmy o Starym Mieście, na którym przecież jesteśmy. o tej specyficznej, ciasnej zabudowie. Ona chyba daje bardzo duże możliwości operatorom, bo tutaj można powiedzieć, że w trakcie jednego metra bardzo dużo się dzieje, sporo krzywizn i sporo różnych planów.
[05:00.10 → 07:45.53] B: Jesteśmy na takiej ulicy, jesteśmy na ulicy Jezuickiej, gdzie w lewo, w prawo, pod różnymi kątami powstawały tutaj wojenne dziewczyny, powstawał tutaj film Drogi do Wolności, naprzeciwko tutaj w bramie Anna Polony na zewnętrznych jak gdyby scenach schodziła z tej słynnej redakcji, takiej trochę feministycznej, Iskra się ta redakcja nazywała, gdzie panie po odzyskaniu niepodległości próbowały swoją własną publicystyką patrzeć na odzyskanie niepodległości. I ta ulica okazywała się takim zbiorem tajemnic wykreowanych przez poszczególnych reżyserów. Szczególnie wojenne dziewczyny wykorzystywały zakamarki, które się pojawiają tutaj w tych podwórkach z prawej strony jezuickiej. Jeżeli wyjdziemy z teatru, to od razu po prawej stronie mamy tutaj takie większe podwórko, jakieś patio, tam gdzie były jakieś letnie kawiarenki. I tam zrobiono kilka niesamowitych scen. Też otwarcie jak gdyby takiego prawdziwego wielkiego starego miasta jest w momencie, gdy z ulicy Bramowej skręcamy w prawo wiezuicką. Zrobimy dwa kroki i nagle nam się pojawia brama trenitarska. Jak dziś pamiętam, operatora właśnie bodajże wojennych dziewczyn, oni się tam ciągle zmieniali. Teraz nie pamiętam, który to był, ale reżyser Michał Rogalski bardzo precyzyjnie chciał, żeby pokazać tą wieżę, która się tutaj, trnitarska jakoś tam nagle po zrobieniu kilku ruchów Gdy ta kamera idzie, tu już nie było jazd, tak jak za czasów Wajdy i Kłosińskiego na Rybnej. Tu już był steadycam i niesienie tego. I nagle, od razu mi się przypomina, bo chcę to Państwu od razu pokazać, że w innym filmie, w tym samym miejscu, nagle, właśnie w Drogach do Wolności, w tym samym ruchu, tamten reżyser filmu, który był robiony o tych właśnie kobietach, Odnalazł w tym Zaułę Krakowski i kościół św. Tomasza. Został wycięty kogut na górze, dołożony krzyż i nagle przenieśliśmy się w inne miejsce. W ogóle to wszystko było zrobione miękko. Dużo filtrów na tej kamerze. Ten operator tam się dwoił i troił. Ja zaglądałem, myślę to będzie kicz.
[07:46.52 → 07:59.94] A: Grzegorz Linkowski opowiada Państwu o tej plastyczności Lublina, jak on potrafi się przemieniać w inne miasta, ale wspomniał Pan właśnie o Kłosińskim, o Wajdzie i Pan mógł obserwować tę pracę z bardzo ciekawej perspektywy, prawda? Jaka to była perspektywa?
[08:00.20 → 11:53.89] B: To była perspektywa statysty. W 1985 roku byłem jeszcze członkiem teatru takiego studenckiego, alternatywnego, Grupa Chwilowa i zostaliśmy zaproszeni przez produkcję filmu Andrzeja Wajdy, cóż pamiętałem i ciągle wylatują te kronika wypadków miłosnych, do uczestniczenia w scenie, największej głównej scenie, która ma ilustrować zaułek żydowski w Wilnie. Więc ja byłem jednym, miałem na umowie handlarz jedenasty, więc myślę, kto miał trzynasty, no to pewnie gdzieś więcej widział albo zginął. W każdym razie widziałem, jak w niesamowity sposób Edward Kłosiński, nie za bardzo wcześniej słuchając tego, co mu mistrz nakreślił, precyzyjnie razem z Krystyną Zachwatowicz, trzymając zdjęcia Wiszniaka właśnie z Wilna, ale też i lubelskie, bo było słynne zdjęcie z hederu żydowskiego, Próbował konstruować, była nawet scena zrobiona w jednym z okienek, puszczone światło, gdzieś tam kawałek, fragment izby, modlący się młodzi chłopcy i przepiękna scena. Ona nie wyszła do filmu w ogóle, ale widziałem jak on tka zupełnie z innej rzeczywistości, ale również rzeczywistości, która była zapisana w światłocieniu, czyli w tych przepięknych zdjęciach i odkrywał nagle na tym małym odcinku od Bramy Rybnej do Placu Rybnego zupełnie inne przestrzenie. Proszę sobie wyobrazić, że przez to, że postawił dużo straganów na środku, że środkiem przewijali się ci Żydzi, te postacie, Nagle to się zrobiło wszystko bardzo szerokie. Też w odglądzie i w tych wszystkich ekranach odkamerowych ja widziałem zupełnie inne miejsce, a jeszcze było tak, że kręciliśmy to bardzo długo, bo Andrzej Wajda powiedział, czekamy na słońce. Kręciliśmy to ze 2-3 dni ciągle, bo nie było słońca. W momencie, gdy to słońce takie pełne wyszło, to mu została scena z Tadeuszem Konwickim, która jest sceną jedną, jak państwo pamiętacie, on się tam pojawia w pociągu, ale również się pojawia, jak idzie przez bramę właśnie, jak wprowadza w tą całą sekwencję, idzie przez bramę rybną w mgłę. Wchodzi w mgłę i z tej mgły pojawiają się z drugiej strony bohaterowie. On jest jak gdyby takim, takim ciczerone, kimś kto, kto wspaniale wprowadza, a jednocześnie jest autorem. To wprowadzenie autora, ja wtedy jak zobaczyłem to, pomyślałem straszne ryzyko, co z tego będzie. Ale okazało się, że to jest niesamowity pomysł, bo ten Konwicki w tym filmie, z racji tej, że on przecież też sam był filmowcem i to zrobił kilka wybitnych filmów, spowodowało, że nagle nam się ten Lublin otworzył, więc Paweł Edelman, Edward Kłosiński, Paweł Edelman to jest też przecież, pamiętajmy, Polańskiego, jeden z chyba najlepszych jego operatorów, ciągle w Hollywood, prawda, ale też są i inni.
[11:54.77 → 12:26.38] A: To skoro jeszcze zaczynamy to nasze spotkanie od różnych spojrzeń operatorów, a Państwo będą po naszej rozmowie oglądali film Przesięga Ireny. Przypominamy, że to nasze spotkanie rozpoczyna cykl Kino Lubelskie. Raz na kwartał Państwo będą mogli spotykać się z twórcami filmów, które właśnie w Lublinie powstają albo o Lublinie opowiadają. to chciałem podpytać jeszcze o to, jak operator właśnie tego filmu Przysięga Ireny patrzy na rybną, bo to też jest bardzo ciekawa perspektywa.
[12:26.71 → 16:56.49] B: Ja sobie zerknę, bo ciągle to nazwisko mi wypada, ale to jest bardzo ważne, bo to jest jeden z lepszych operatorów seriali, tych takich artystycznych w streamingu. Nazywa się Paul Sorosy, więc człowiek, który przyjechał do Lublina. Bardzo wszyscy się bali tego kręcenia filmu. Oni przyjechali dwa tygodnie po wybuchu wojny, czyli właściwie na początku marca, dwa lata temu. Byli przestraszeni, myśleli, że jest sytuacja no taka, że nikt im tutaj nic nie pomoże, że będzie trudno, że będą jakieś wojska, że to jest przy granicy i tak dalej. Oczywiście Fundusz Filmowy i my wszyscy koledzy moi z funduszu zaopiekowaliśmy się całą ekipą, bo była bardzo przerażona tą sytuacją. Pięknie zachował się scenarzysta tego filmu, Dan Gordon, który wyreżyserował Przysięgę Ireny, zrobił z niej czy zrobił scenariusz. Zrobił ją na scenę Brodły Josko i tam prawie 80 przedstawień ta Przysięga Ireny była grana. I on jak tu przyjechał, wszedł, dlaczego taki wstęp? Wszedł razem z tym Soroszem na Rybną, stanął, popatrzył i mówi, no jak takie miejsce macie, to da się to zrobić. I sam przychodzi do mnie i mówi, no jest tu jakaś taksówka. Ja mówię, no oczywiście, no ale możemy pana jakoś zawieźć. I chciał, żeby go zawieźć na granicę polsko-ukraińską, żeby móc pomagać, być wolontariuszem tych grup kobiet, które wtedy najczęściej przyjeżdżały. Ich było bardzo dużo, to było 2,5 tygodnia właściwie od 24 lutego. No i tak się stało. Operator przywiózł ze sobą znakomite panawizzyny, świetne sprzęty, które poustawiał w różnych miejscach. Miał to do siebie, że odwrócił to, co zrobił Kłosiński i grał to z drugiej strony. I nie na środku były stragany, tylko stragany i cały taki targ państwo, co dzisiaj będziecie mogli obserwować, na którym nasza główna bohaterka Irena Gut pojawia się, robi zakupy albo z kimś rozmawia, albo jest w trakcie tragicznych wydarzeń, bo tam się właśnie te tragiczne wydarzenia dzieją. On podzielił na przestrzenie, które dawały sobie mikroświaty, mikroświat kobiety, która sprzedaje i rozmawia z nią na temat zagrożenia. W sytuacji mikroświat już pełnej agresji, gdy nie będę uprzedzał, gdy ginie matka z dzieckiem. Kolejny, gdy ona stoi na rogu ulicy Rybnej, w Bramie Rybnej i patrzy w kierunku Trybunału Koronnego, pod którym jest ustawiona potężna szubienica, Dla przykładu zostali przez Gestapo wybrani ludzie, którzy pomagali Żydom. I gdzie ona podejmuje tą decyzję, widząc to, że to jest jej obowiązek. Były takie enklawy. Ja widziałem, że on już opowiada tą historię. Skrypterka i młoda reżyser, Luya Shambo, bardzo fajna zresztą, dostała kilka nagród za ten film. Premiera w ogóle była na festiwalu w Toronto, festiwalu klasy A, czyli nasz film lubelski z naszymi logami tam trafił i trzeba pamiętać o tym, że myśmy ten film dofinansowali. Lubelski Fundusz Filmowy dał 120 tysięcy złotych na współprodukcję tego filmu. Ma wszelkiego rodzaju obrębowania na kopiach i tam wszędzie, gdzie się pojawia, gdzie jest wyświetlany, wszyscy wiedzą, że Lublin jest Lublinem.
[16:58.61 → 17:14.03] A: To skoro został wymieniony Lubelski Fundusz Filmowy, to teraz cofnijmy się do właśnie początków. Nie byłoby tego naszego spotkania i cyklu Kino Lubelskie, gdyby niepewne spotkanie na Festiwalu Rozstaje Europy, prawda?
[17:14.83 → 17:24.59] B: Miło, że pan to pamięta, że gdzieś tam komuś zapadło. Był taki festiwal, który miał 10 edycji, skończył się w 2009 roku.
[17:25.67 → 17:26.63] A: Wspaniały festiwal.
[17:27.71 → 22:10.62] B: Dziękuję. Festiwal, który zajmował się jak gdyby dokumentem, ale dokumentem w takim aspekcie kina wielokulturowego, pogranicza, pytania o tożsamości również. Niektórzy mówili, że to proroczy festiwal w stosunku do tego, co się wydarzyło na wschodzie tej wojny i tak dalej i na Bliskim Wschodzie. Mieliśmy też filmy wspaniałe, izraelskie i palestyńskie na tym festiwalu. Pojawia się pani Agnieszka Odorowicz w 2008 roku i Karolina Rozwód, pani dyrektor do niedawna tego miejsca, które przyjeżdżają na zamknięcie festiwalu, jednocześnie robiąc promocję nowej idei, która w Europie zaczęła się rozprzestrzeniać mniej więcej 16 lat temu, czyli zaczęły powstawać regionalne fundusze filmowe i ona przyjechała żeby myśleć o tym, żeby w Lublinie powstał regionalny, a może miejski właśnie fundusz filmowy, żeby nakłonić pana prezydenta, wtedy prezydentem był pan prezydent Adam Basilewski, w ogóle urzędników miejskich do tego, żeby powstała taka komórka, która będzie z jednej strony dofinansowywała, z drugiej strony będzie pomagała ekipom. Ja powiem z grubsza na czym polega. W ogóle filmy, żeby były produkowane, składa się ich budżet z kilku takich podstawowych elementów. Więc budżetowanie to jest z instytutów narodowych. Polscy Instytut Sztuki Filmowej, ale takie instytuty są w całej Europie, francuski, niemiecki i tak dalej. Oprócz tego, ale ponieważ głównie to wolno do 50% takiego filmu dofinansować. No to co, powstały regionalne fundusze filmowe po to, żeby tą dopełnić, tą część brakującą, ale znowu fundusze filmowe nie do końca miały takiej wielkości pieniądze, więc dodatkowo jeszcze te 20-30% mogły do tego budżetu dołożyć, a zazwyczaj w każdej takiej produkcji musi być jakiś wkład własny sponsorzy, więc fundusze filmowe to nie tylko jest stworzenie city placementu, czyli lokowania w mieście, w regionie, w landzie produkcji filmowej, dokumentu związane z tym landem, związane z tym miejscem, ale jednocześnie ma praktyczny wymiar finansowy. który oczywiście kończy się później tym, że jest to koprodukcja i można procenty taki fundusz zawsze brać. I w Lublinie te obydwie panie, Karolina Rozwód i pani dyrektor Odorowicz namówiły prezydenta Adama Wasilewskiego. Adam Wasilewski w połowie roku 2009, jak przygotowywałem X Festiwal Mówiła, może ty byś już 10, to już może wystarczy, może już więcej nie, może byś przyszedł do nas tutaj, może, może byśmy spróbowali ten fundusz, bo miastu potrzeba promocji. Już wtedy szefem promocji był obecny poseł Michał Krawczyk, który też całą strategię promocji wymyślił. Ona głównie była związana raczej z reklamą. Ona była głównie związana ze spotami, z różnego rodzaju reklamą taką wizualną. Natomiast trzeba było pomyśleć o czymś, żeby związać to miasto z branżą audiowizualną. No więc powiedziałem, dobrze, to zrobimy 10 i po tym dziesiątym ja się do Pana zwrócę, przyjdę. Przyszedłem i dostałem propozycję pracy, przeniosłem się tutaj, stworzono dla mnie m.in. obecny dyrektor, Karapuda zrobił specjalny referat w Wydziale Kultury dla Funduszu Filmowego i co roku, proszę Państwa, na początku istnienia, przez wiele lat, Fundusz otrzymywał kwotę, którą wspierał różne filmy, to była kwota 450 tysięcy złotych. Jak na polskie warunki to całkiem nieźle, bo niektóre fabuły się o to ubiegały.
[22:12.21 → 22:36.45] A: Ale działanie funduszu to nie tylko i wyłącznie przekazywanie dotacji, to ogromne wsparcie dla produkcji, to szukanie lokalizacji. No to teraz jeszcze rozmawiajmy na chwilę o tym naszym Starym Mieście, ale będzie kontrowersyjne pytanie. To nam się chyba nie opłaca, żeby nam wyremontowali to lubelskie Stare Miasto.
[22:37.22 → 22:41.64] B: Ja myślę, że damy sobie radę. Niech remontują, ale myślę, że... Mówię trochę
[22:41.64 → 22:48.64] A: tak pod prąd, ale jednak tą wartością dla filmowców, rozumiem, jest także to, w jakim stanie ona jest.
[22:48.78 → 27:29.44] B: Oczywiście jest szansa na to, że część produkcji takich, nazwijmy to, śmieciowych, bo nie powinno się każdej produkcji wpuszczać do miasta, przejdzie bokiem i pojedzie w miejsca, które są poniżej Przemyśla, w Przemyślu, gdzieś tam jeszcze, w Cieszynie są grane właśnie tego typu rzeczy, ale jest to zawsze jakiś tam problem związany, Lublin ma ten swój świetny właśnie wizualny potencjał w postaci różnych epok, które się tutaj nakleiły i te różne epoki w różnych momentach zaczynają filmowców rapować. Oni wychodzą ze starego miasta i kolejny operator i kolejny reżyser, Filip Bajon, odkrył w Lublinie wspaniałą ulicę, czyli ulicę Kościuszki. Jego operator, Arkadiusz Gut, powiedział, zamkniemy całkiem tą ulicę. On mówi, no dobra, no to musimy usiąść to naprzepisać, o co chodzi. Odkryli to, że na przestrzeni stu lat, bo przerobił, Filip Bajon jest świetnym scenarzystą i przerobił, panie Dulskie, znany tekst, prawda, na Coś, co się nazywało właśnie tak, moralność na film, panie Dulskie. O co chodziło? Żeby stworzyć historię 100 lat Dulszczyzny w Lublinie. Dlaczego to ma nie być Lublin? Lublin, on to pisał na Lwów, chciał to do Lwowa z tym pojechać, później myślał właśnie o przemyślu, ale ostatecznie Lublin zachęcił go funduszem, który dostał, bo dostał wpłatę tutaj niezłą, a on wymyślił coś takiego, co dzięki operatorowi, scenografom dało nam szansę oglądać to miejsce, no właśnie przez 100 lat, aż do czasów współczesnych. Aktorzy się tylko zmieniali w strojach. Na początku tam, gdzie było dawniej kino Wyzwolenie, stał potężny taki plakat ze Stalinem, właściwie takie płótno wielkie ze Stalinem, które zamykało ulicę. Kamery operowały mniej więcej tak, trzy czwarte ulicy w kierunku Wyzwolenia i z powrotem trzy czwarte w kierunku pomnika Czechowicza, przy czym pomnik Czechowicza był zawsze green screenem odcinany, bo tam była taka aleja, którą później pani Dulska wędrowała i później szła po schodach, które zresztą na Starym Mieście były, i do ulicy Kowalskiej schodziła i dla mnie to jest fenomenalne, że ktoś nagle wyszedł ze Starego Miasta, znalazł przepiękną ulicę, gdzie są przepiękne secesyjne kamienice. Mało tego jeszcze, wtedy strasznie żeśmy długo szukali klatki schodowej Dulskiej i znaleźliśmy ją na 3 maja, ta klatka tam jest. Po lewej stronie, przed Chmielną, idąc w dół jest taka klatka schodowa. Teraz trudno się do niej dostać, bo wszyscy chętni filmowcy próbowali tam korzystać, ale też właśnie troszeczkę nie do końca im się, no nie powinno się ich tam wpuszczać, bo ta klatka została przepięknie odnowiona. Jest wspaniałym takim tworem secesyjnym, w którym jest mnóstwo drzwi z pięknymi Dzień dobry. Z pięknymi inkrustacjami takimi. Bayon razem z Guttem odkryli to w Lublinie dla nas i oczywiście później jeszcze kilkakrotnie ta sama brama miała grać w filmie Carte Blanche, ale jakoś tam nie udało się. Zmienił to również słynny operator Witold Płóciennik.
[27:30.50 → 27:42.18] A: Czyli chcę mnie pan uspokoić, że nawet jeżeli wyremontują przepięknie wszystkie kamienice w tym starym mieście, to tych lokalizacji... Kręcony był
[27:42.18 → 29:43.62] B: tutaj serial, ja już tam nie pracuję. od prawie dwóch lat, niedługo będzie, ale zdaje się, że kręcono serial Netflixa, taki komediowy 1670, którego ja do końca nie jestem zwolennikiem, bo ta komediowość mi jakoś tak nie przypadła do gustu. Wolę komediowość i takie spojrzenie na te same problemy w filmie COS. Więc i to co oni zrobili, widziałem na zdjęciach te te zasypane kostki i tak dalej. Dla mnie człowieka o kulach to ta kostka zasypana jest lepsza, bo jakoś mogę na równym pochodzić, ale tak makabrycznie to wyglądało. Oczywiście też czuję się bardzo odpowiedzialny za zasypanie po pomalowaniu, odmalowaniu kościoła dominikańskiego, gdzie skończona była ta piękna elewacja. No i tutaj Gliński przyjechał z filmem o Janie Zieli. i musieliśmy zrobić, pokazać takie zrujnowane miasto na ziemiach odzyskanych i tutaj kilkanaście wywrotek z takim gruzem wtedy, żeśmy przywieźli, ale później z powrotem została umyta ta cała elewacja i to wszystko. Scena była bardzo piękna, wzruszająca i to jest też miejsce, gdzie dulskie też były grane, gdzie ten róg tutaj Złota, archidiakońska, ona ma w sobie taki potencjał otwierania się nowych przestrzeni w kierunku dominikanów, w kierunku ulicy Złotej. Na streamingu słynnego właśnie wspomnianego już Netflixa możecie Państwo zobaczyć Panie Dulskie, możecie Państwo zobaczyć Voltę, możecie Państwo zobaczyć również Carte Blanche, czyli to lubelskie filmy, które które były tutaj kręcone.
[29:44.20 → 29:57.88] A: Dwa razy już padła nazwa Carte Blanche, ja więc postawię tezę i będę poprosił, żeby powiedział Pan prawda lub fałsz. Carte Blanche to był jeden z ważniejszych filmów dla Zespołu Lubelskiego Funduszu Filmowego. To jest prawda czy fałsz?
[29:59.29 → 30:00.12] B: To jest prawda.
[30:00.53 → 30:01.01] A: A dlaczego?
[30:02.77 → 34:59.02] B: Dlatego, że był to pierwszy film, gdzie Lublin był Lublinem. Był to pierwszy film, który tak niesamowicie wygrał nasi jurorzy od Funduszu Filmowego, którzy przyjeżdżali do Warszawy tutaj. Stwierdzili, że w życiu nie widzieli tak znakomicie napisanego scenariusza i przygotowanej dokumentacji do tego filmu. Poza tym gorąco wszystkim nam na sercu się zrobiło, że jest to historia o człowieku, który w tym mieście jak był ten film kręcony, jeszcze mieszkał i jeszcze uczył. Była to lubelska historia i byli tu uczniowie, chodzili po ulicach uczniowie jego, pana Białka. Wszyscy bardzo podchodziliśmy do tego gorąco. To była taka nasza lubelska historia pokazująca w niesamowity sposób siłę człowieka do tego, żeby mimo tak wielkiej choroby, tego wszystkiego, co mu się przytrafia w życiu, budować swoją przestrzeń, budować się zawodowo, budować się prywatnie i być człowiekiem, który potrafi przed sobą zaprosić nas właśnie do tego swojego pięknego, nowego życia. To wspaniały film. I poza tym jest to film, który dostał najwięcej nagród. On dostał 37 nagród na różnych festiwalach na całym świecie, natomiast nie przyjęli go na festiwal do Gdyni, co w ogóle był śmiech na sali. Jak ci nasi kochani, notabene Juliusz Machulski, siedząc w jury jako selekcjoner, uważał, że to może nie, może nie. No taka sytuacja. Później grany był m.in. na festiwalu klasy A w Szanghaju, gdzie zdobył Złotą Orchidę. Wspaniały film, wspaniale zagrany przez Andrzeja Hyrę. Wspaniale zagrany przez młodego ziętka, który był tam uczniem. I Elisę Rytsembel jako uczennicę, gdzie też pojawił się Lublin też i inny, pojawiła się ulica Lubartowska z taką fajną poświatą takiego Lublina, który ma w sobie zaadaptowaną, przepiękną, jedną z najpiękniejszych ulic żydowskich dawnego Lublina. Dlaczego je zaadaptowano? Bo oni tam idą, tam idą ludzie, to jest wszystko żywe, to żyje. No i pomysł też, taki związany z tym, jak on traci wzrok, jak mu się jawi ten luk. Siada do trolejbusu, jedzie w tym trolejbusie, wiezie lampę, takie dość symboliczne, hyra. I pomysł właśnie operatora, Witka Płociennika, żeby kamerę postawić, taką Blackmagica, na dachu trolejbusu, ale z widokiem do tyłu, nie do przodu, kiedy jak gdyby otwiera się Lublin, którym spacer, którym jedziemy, którym on jedzie, gdzie pojawiają się różnego rodzaju ulicy, gdzie pojawia się ulica Narutowicza, gdzie pojawia się ulica Lipowa, krakowskie przedmieście, gdzie no coś niesamowitego, gdzie Później zamyka się to wszystko przez to jego symboliczne już niewidzenie do smug. I to jest ten Lublin w takich smugach, który prowadzi go z pracy, ze szkoły do domu. Taki zaopiekowany jest przez to miasto, przez to współczesne miasto, przez ten taki Lublin. Wszyscy wiemy, lubimy trolejbusy, mimo że Nieraz nas wyprowadziły z równowagi w różnym czasie, ale lubimy je i są dla nas czymś ważnym. Jak ktoś mówi, że Gdynia ma rolę bóstwową i krzyczymy, my też mamy. Więc to był wspaniały film, film, który dostał mnóstwo nagród, film, który można oglądać lecąc samolotami polskich linii lotniczych, w tym okienku, który tam jest w propozycji
[35:02.55 → 35:27.91] A: To, że ludzie przyjeżdżają do Lublina, żeby szukać ujęć, które były, szukać miejsc, które były w jakichś filmach, to jest już fakt. Ale od tych pierwszych poszukiwań do takiego prawdziwego, myślę, szlaku filmowego, to jest jeszcze pewna droga do wykonania. Jak chciałby Pan, żeby w Lublinie rzeczywiście był urządzony taki szlak filmowy? Jak by Pan to widział?
[35:29.28 → 36:42.72] B: Myśmy wymyślili taki szlak. Ja miałem od początku pomysł na to. Nie wiem, czy pojawił się Jarek Koziara, bo on jest jednym z zaproszonych do mnie ludzi, którzy zrobili przyrząd, z którego taka kostka, która miała być w miejscach, gdzie wyznaczyliśmy do wędrowania przez nasze miasto, kostka, którą Z czterech stron są kody QR, które możemy sczytywać naszymi telefonami komórkowymi i które jednocześnie przenoszą nas w to miejsce, gdzie jesteśmy, ale albo w foto z filmu, albo w scenę z filmu, bo też takie możliwości są, albo daje nam również możliwość, żeby zrobić sobie po przekierowaniu zdjęcie, na przykład taki pomysł był, żeby tak było na rynku, żeby zrobić sobie zdjęcie z Dovgirdem, który jedzie na koniu i wkleić swoją postać z selfie, żeby mieć, tu byłem w Lublinie.
[36:42.80 → 36:43.94] A: Bohaterem czarnych chmur, tak?
[36:44.06 → 37:05.88] B: Bohaterem czarnych chmur. Dlaczego tak troszkę od tyłu o tym mówię? Proszę Państwa, na całym świecie kwitnie w tej chwili turystyka filmowa, to się nazywa set jetting, Przykładem takiej turystyki jest na przykład miasteczko we Włoszech Arezzo.
[37:06.24 → 37:07.00] A: Albo Dubrownik.
[37:07.16 → 41:03.04] B: Albo Dubrownik, Dubrownik z racji Gry o Tron, gdzie No są jak gdyby całe już grupy ludzi, przewodników, którzy mają tylko i wyłącznie znak Gra o Tron i są prowadzeni po tych miejscach, gdzie stąd było widać to, stąd było to. Tak samo zresztą koło Pięzy, gdzie Gladiator był zdaje się kręcony i nikt nie jedzie do tego przepięknego miasta, które tak zostało na renesans przerobione całkowicie przez Piusa, któregoś już nie pamiętam którego. Nie dojechałem tam, bo tam próbowaliśmy tam dojechać, ale były tam hordy autokarów, które przyjechały przed miasto, żeby wejść w to zboże, którego nie było akurat o tej porze roku. Ale ludzie przyjeżdżają po to, żeby przeżywać coś, co wiąże się z ich emocjami filmowymi. Montepulciano. Saga Zmierzch, te wszystkie historie wampiryczne też w tym przepięknym mieście gdzieś tam w tych zakamarkach na rynku siedziały. Mi najbardziej w Arezzo podobały się te finezyjne takie tablice właśnie z poszczególnymi scenami, za którymi można było zajrzeć i zobaczyć tego Beniniego. gdzie idzie właśnie, trzyma za rękę tego syna swojego i można było sobie wyobrażać, w którym miejscu jesteśmy. I to jest idea, która na przyszłość chce ją w tym mieście, jeżeli będzie mi dane, wdrożyć i właśnie opowiedzieć o tym mieście, o tych filmach, które tu były kręcone, również przed czasem Funduszu Filmowego, Przyjeżdżają do Lublina turyści. Bardzo często zwracali się do nas, do Funduszu Filmowego, również do naszych przewodniczek z PTT-ku, które natychmiast do mnie dzwoniły i mówiły, Panie Grzegorzu, ma pan 10 minut? Ja mówię, no przez 10 minut nie opowiem tych wszystkich anegdot, które się tutaj działy, jak to było kręcone. No dobrze, no to zróbmy może trochę dłużej. No i chodzą ci ludzie i słuchają, w którym miejscu to było kręcone. Nie wierzą, że Tam, gdzie stała fara, na placu po farze była zbudowana karczma do czarnych chmur, gdzie właśnie się odbywały również sceny wewnętrzne. To jest rzadkość, żeby w scenografii do filmu korzystać z wybudowanego w przestrzeni... To są potężne pieniądze. Zazwyczaj się to robi w studiach. Tak było chociażby z wybudowaniem mieszkania secesyjnego pani Dulskiej, gdzie Tajanda przemieszczała się pomiędzy pokojami. Jak pojechałem na Chełmską zobaczyć, jak to wygląda, no to tam był odwrotny efekt, bo trzeba było to zaciśnić, a jak się chodziło, to było bardzo szerokie, żeby się musiały wszystkie filmowe kamery, wszystkie światła i wszystkie Wszyscy ludzie z planu się tam musieli zmieścić, więc będziemy chcieli stworzyć, w tej chwili wygląda na to, że to może być 12-13 takich miejsc, w których ustawimy takie wkute w ścianę właśnie małe kostki. One są, nie będę opowiadał, bo to jest bardzo pięknie wymyślone przez Jarka Koziarę, gdzie będzie można się połączyć przez kod QR. gdzie będzie też, nie wziąłem za sobą albumu, moja żona ma gdzieś tam.
[41:03.74 → 41:04.46] A: Przyniosę.
[41:04.72 → 44:35.87] B: Tak. Dzięki. Dzięki Małgosiu. Ja to nie pamiętam, ale żona zawsze pamięta, weźmie. Dzięki Małgosiu, bo ja bym zapomniał. No i to jest Album Lublin Filmowy, Filmowy Lublin. Pierwsze wydanie tego albumu było i właśnie na start tego szlaku filmowego będziemy próbowali wydać drugie wydanie, gdzie będzie wiele nowych filmów, gdzie będzie Real Pain Jesse Eisenberga, który kręcił, zaraz będzie premiera tego, gdzie będzie przysięga Ireny, gdzie będą nowe fotosy. To jest też, proszę Państwa, książka taka troszeczkę dla branży, bo w niej są różne ulice i miejsca, zaułki, w których można kręcić filmy, więc ma dwie części. Pierwsza część to jest taka historyczna, w której opowiadamy o tym, co zrobiliśmy, a druga część to jest taka, w której mówimy, że Mamy świetny plener. Świetny plener. Więc mam nadzieję, bo przecież też Europejska Stolica Kultury, którą Lublin będzie w dwudziestym dziewiątym roku, jest również przeznaczona dla turystów. A set jetting i taki szlak filmowy jest produktem turystycznym. Po prostu dla widza, który Mieliśmy tutaj w Lublinie początki tego surgetingu, jak przyjeżdżały grupy ludzi, które pytały nas, gdzie jest ten serial kręcony, wszystko przed nami, gdzie jest ten dobry adres. Telewizja kiedyś według scenariusza Ilony Łempickiej przyjechała do Lublina, to był przełom 2012 na 2013, telenowele. Myślałem, że to będzie tragedia, no co za telenowela, no jakoś tam zaczęliśmy czytać te scenariusze, tego było dużo, 99 odcinków, coraz lepiej, o historii młodych ludzi, którzy wracają z Saks, gdzie pracowali we Włoszech, w jakichś knajpkach włoskich i chcą to samo założyć w Lublinie. No i to miejsce, dobre miejsce, jak sobie nazywają, jest na ulicy Złotej, w tej kamienicy, gdzie mieszkała Arsztajnowa, gdzie jest Wydział Kultury, i scenografowie to przepięknie przystosowali i tam siedziała cała historia właśnie takiego sitcomu, który pokazywany był cztery razy w tygodniu. Był naprawdę długo, 99 odcinków, później były powtórki i kiedyś Gazeta Wyborcza robiła taki cykl Pracownia Miast. Jeździło się, były różne podproblemy i kiedyś nas zaprosili do Sandomierza, zadzwonili do mnie, czy ja mógłbym opowiedzieć właśnie o funduszu filmowym, bo mają dobre wiadomości dla mnie. Ja mówię, jak jest Sandomierz, a mogą być dobre wiadomości, skoro tam jest ten paskudny serial, którego ja już nie mogę oglądać.
[44:35.93 → 44:38.49] A: Że łańcuch spadł z rowerem, na przykład ojcu Mateuszowi.
[44:38.57 → 46:34.91] B: No ale okazuje się, że oni tam zrobili takie badania. Proszę Państwa, myśmy dali na ten serial na 50 odcinków czy tam 49 odcinków 300 tysięcy i na te drugie daliśmy drugie 300 w sumie było 600 a oni nam zrobili wykresy tam na takim ekranie pokazali pierwsze miejsce jest Ojciec Mateusz, drugie miejsce chyba wtedy, już nie pamiętam, coś było w Toruniu i trzecie miejsce jest Lublin pod względem ekwiwalentu promocyjnego, reklamowego, żeby Lublin mógł być tak pokazany wiele razy, żeby była w nim historia lubelska, bo tam jest też historia, są te piękne zdjęcia i też są poszukiwania, żeby był tyle razy wymieniany, tyle razy pokazywany, trzeba by było, miasto powinno wydać na to 4 miliony, natomiast miasto wydało tylko 600, więc ekwiwalent reklamowy to jest 340. No i zajęliśmy takie miejsce. Oczywiście trudno nam było w to wszystko uwierzyć, że tak się dzieje, no ale tak ten rynek działa, co spowodowało, że przez ten kolejny okres do Lublina chciało przyjeżdżać o wiele więcej ekip filmowych, o wiele więcej zainteresowania również mieli reżyserzy, którzy kręcą współczesne filmy, m.in. Agnieszka Holland. Wszystkim się podoba też przecież Centrum Spotkania Kultur. W Centrum Spotkania Kultur był kręcony serial Netflixa, Dziewczyna i Kosmonauta i serial Agnieszki Holland pod tytułem Rok 1983. który notabene też można gdzieś jeszcze oglądać.
[46:35.91 → 47:04.75] A: To już na koniec o czymś przez co się tylko prześlizgnęliśmy, bo mówiliśmy, że Lubelski Fundusz Filmowy to oczywiście są dotacje, to są oczywiście pomoc we wskazywaniu lokacji. Powiedzmy trochę jeszcze o tym zespole, który rzeczywiście wspiera i w jaki sposób on wspiera ekipy filmowe, zarówno przed tym, zanim przyjadą tu do Lublina, jak i w trakcie pobytu, bowiem, że to jest wartość, którą ciężko wycenić, prawda?
[47:05.13 → 52:29.45] B: Tak. Lidia Dzierba, Tomasz Rakowski i Łukasz Borkowski. To są trzy osoby, które tam pracują. Zawsze to były trzy osoby. Od czego się to zaczyna? Dostajemy setki e-maili z różnych domów produkcyjnych z różnego rodzaju miejsc, które zajmują się produkcją filmową i wysyłają nam propozycje, że poszukują takich lokacji, poszukują takich miejsc. Takie wzorce nam wysyłają, kamienic, ulic, mostów, lasków, dworków, pejzażu. Taką osobą, która znakomicie się tym zajmuje, która jest takim researcherem jest Łukasz Borkowski, który świetnie zna te miejsca i siadamy wszyscy, drukujemy na stole, tak było za mojego czasu i zaczynamy porównywać, co można im zaproponować. To jest taki początek w ogóle. Oczywiście robimy też swój taki research, czy warto z tą ekipą, która z tamtej strony ma taką propozycję, czy to jest poważna produkcja, czy to jest produkcja, która widać, że dostała już fundusze, że gdzieś idzie w kierunku rzeczywiście już finalizacji tego wszystkiego i od tego się zaczyna. Później odsyłamy im te zdjęcia z powrotem, wybrane przez nas. Oni akceptują, jeżeli akceptacja jest na poziomie załóżmy ponad 50% to przyjeżdżają tutaj, zazwyczaj jest to operator, zazwyczaj jest to reżyser, zaczynają chodzić, oglądać, pokazujemy, oni odkrywają też inne miejsca, wozimy ich poza Lublin, mimo że my jesteśmy lubelskim tylko funduszem, pokazujemy im różne miejsca w pobliżu, Pokazujemy im różne spojrzenia też na te nasze miejsca. Pokazaliśmy do filmu Doglińskiego do Ziei takie wzgórza pod Wąwolnicą, gdzie właściwie cała ta bitwa taka z pierwszej wojny została odegrana. Trudne sceny, gdzie młody Zieja jest wśród walczących żołnierzy. Czyli poza Lublin wychodzimy. No i po pewnym czasie przyjeżdżają na kolejny tur, oglądają. Zaczynamy planować zdjęcia. Zaczynamy planować zdjęcia i musimy bardzo uważać, żeby nie przeszkodzić mieszkańcom w normalnym funkcjonowaniu. To jest bardzo trudne. Lidia Dzierba, która się między innymi tymi kontaktami z tymi, z tym wszystkimi służbami miejskimi, od, poczynając od policję i straż miejską i inne drogi i tak dalej, komunikacje. Zapraszamy ich na taką operatywkę. To jest taka operatywka, gdzie przychodzi na spotkanie kilka, kilkanaście osób łącznie z ekipą filmową, może więcej. i zaczynamy planować, zaczynamy rozmawiać. Oni później robią nam wyrys taki na zasadzie Google Maps Viewera, żeby wszyscy wiedzieli, w jaki sposób będzie to kręcone. To są kolejne tygodnie, czasami momenty, bo też w międzyczasie pracują nad ekipą aktorską. po to, żeby zmienić, jak najlepiej przystosować czas tych aktorów do czasu, który został wybrany na kręcenie filmu. To jest naprawdę bardzo skomplikowane. Czasami w ciągu roku my robiliśmy od kilkunastu do kilkudziesięciu takich research i myśmy brali udział w tych wyborach. Mało tego, byliśmy dopuszczani, Tak jak w przypadku Volty do tego, żeby... Wszyscy byliśmy zaskoczeni, że on napisał taki scenariusz, ale na pewno to się wiązało mocno z promocją 700-lecia Lublina i wysyłał nam właściwie, ja pamiętam, 17 draftów tego scenariusza, który się zmieniał, w którym trzeba było odnaleźć różnego rodzaju możliwości tej Wolty i tej całej historii związanej z pomysłem na to, że w Lublinie gdzieś jest schowana, ukryta krona Kazimierza Wielkiego, czyli Wielki Blew. Ale pracowaliśmy nad tymi scenariuszami. Pracowaliśmy nad scenariuszem również Pańdulskich. Reżyserzy wysyłają nam i jesteśmy do tego dopuszczani. Także to jest już troszkę wyższa szkoła jazdy.
[52:30.20 → 52:57.53] A: Bardzo dziękuję za tę rozmowę. Grzegorz Linkowski był Państwa gościem, poproszę o brawa dla niego. Jeżeli Państwo są ciekawi właśnie takich filmowych historii, to zapraszamy Państwa co kwartał na spotkania z twórcami w ramach cyklu Kino Lubelskie i później także na projekcje i już teraz zapraszamy Państwa za moment dosłownie na projekcję filmu Przysięga Ireny. Bardzo Państwu dziękujemy i zapraszamy na film.
[52:57.80 → 52:58.53] B: Dziękuję bardzo.

Kino lubelskie: „Przysięga Ireny” / przed projekcją spotkanie z Grzegorzem Linkowskim

Inaugurujemy nowy cykl „Kino lubelskie”, w którym prezentować będziemy filmy związane z miastem: tu kręcone, lub współtworzone przez osoby stąd. Projekcjom towarzyszyć będą rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Na pierwszy ogień – Grzegorz Linkowski, dobrze znany lubelski reżyser i animator kultury, tym razem w roli twórcy i (do niedawna) szefa Lubelskiego Funduszu Filmowego. Opowie o tym, jak przyciąga się produkcje do miasta, jak się je obsługuje i co to daje? Nie zabraknie anegdot z planów filmowych, a pewnie i podpowiedzi, co jeszcze w nowym cyklu warto by pokazać.

Film poprzedzi rozmowa z Grzegorzem Linkowskim – reżyserem, producentem i scenarzystą filmów dokumentalnych. Spotkanie będzie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo”) oraz na profilu FB Teatru Starego.

PRZYSIĘGA IRENY
(Irena’s Vow)

Reżyseria: Louise Archambault
Scenariusz: Dan Gordon
Zdjęcia: Paul Sarossy
Obsada: Sophie Nelisse, Dougray Scott, Andrzej Seweryn, Eliza Rycembel, Eryk Kulm Jr.
Kanada/Polska 2023
121 minut

Trwa II wojna światowa. Dziewiętnastoletnia Irena traci kontakt z rodziną. Bita i torturowana zostaje siłą wcielona do pracy najpierw na rzecz Armii Czerwonej, później skierowana do przymusowej pracy w niemieckiej fabryce amunicji. Jej sytuacja zmienia się, gdy zwraca na nią uwagę Rugemer, oficer SS. Zafascynowany dziewczyną mężczyzna proponuje jej pracę gosposi w swojej posiadłości. Gdy Irena dowiaduje się, że Niemcy zamierzają zlikwidować getto, wykorzystuje zaufanie pracodawcy i ratuje Żydów, ukrywając ich w jego domu. Konspiracja nie trwa jednak długo. Rugemer odkrywa tajemnicę Ireny i stawia jej trudne do zaakceptowania ultimatum. (materiały promocyjne)

Wróć