Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:03.12 → 00:16.76] A: Dzień dobry Państwu. Zaczniemy za chwilę naszą rozmowę na kanwie filmu Hakerzy Solidarności i zapraszam twórcę filmu i bohaterów tego filmu na scenę. Zapraszam.
[00:22.58 → 00:25.58] B: Proszę
[00:27.42 → 00:27.66] C: bardzo.
[00:40.06 → 08:38.45] A: Także zapraszam, prosimy zająć miejsca. Jest mi niezmiernie miło, że Państwo przyszli zobaczyć ten film. Dla mnie ten film, powiem tak na gorąco, oglądało się trochę jak western. Świetna robota, dynamiczna i kawał pięknej historii i chciałbym Powitać naszych gości jeszcze raz, już pan Michał Karapuda witał, ale chciałem krótko przedstawić, kogo właściwie dzisiaj mamy. Pan twórca filmu, pan Grzegorz Linkowski, którego witam serdecznie. jest reżyserem, scenarzystą, producentem wielu filmów dokumentalnych, ale także animator wielu wydarzeń społecznych, wydarzeń artystycznych, w którym może taką główną ideą jest wielokulturowość. Jest ważną postacią też dla Lublina i Lubelszczyzny, bo to możemy się cieszyć z tego, że mamy takiego filmowca, takiego kronikarza, który potrafi opisać naszą najnowszą historię, nie tylko lubelszczyzny Lublina, ale także historię Polski i o tym, że był wieloletnim szefem lubelskiego funduszu filmowego też już mówiliśmy, ale to jest naprawdę rzecz niebagatelna i szefował temu funduszowi z olbrzymim sukcesem, co widać w polskich filmach, które możemy oglądać, gdzie Lubin jest bohaterem tych filmów. I w kontekście naszego spotkania ja chciałbym przedstawić pana Grzegorza też w ten sposób, że jest wiele, w jego drodze twórczej wiele czasu poświęcił ludziom, którzy byli założycielami Solidarności, którzy kontestowali system komunistyczny, którzy byli w pewien sposób buntownikami tego systemu i można tu wymienić wiele filmów, które powstały, takich jak przed sierpniem był Lipiec, czy ten film, który widzieliśmy przed chwilą, a także film Spacer z Dziennikiem, Taksówkarz Zapomniany, Bohater Grudnia, czy nawet Lot lot do wolności i teczki. Także tych filmów trochę rzeczywiście zrobił pan na ten właśnie temat, z takimi bohaterami, tego typu bohaterami. To nie jest jedyny film w pana twórczości. Natomiast kolejni nasi bohaterowie spotkania to są rzeczywiście bohaterowie tego filmu. Czyli trochę tak się czuję, jak przypominam sobie scenę, kultową z filmu Udy, Alena, purpurowa róża z Cairo, kiedy rzecz dzieje się w kinie i bohater w pewnym momencie schodzi z ekranu, siada koło mi farą i zaczyna z nią rozmowę. Więc mamy też, jesteśmy świadkami takiego cudu filmowego, że bohaterowie zeszli z ekranu i siedzą tu z nami i rozmawiają. I kim oni są? Pan Andrzej Sokołowski, którego witam serdecznie, dla mnie jest Dla mnie, jako byłego dziennikarza, jest bardzo ważną postacią, bo zrobiłem z nim kiedyś wywiad, dla mnie bardzo ważny, który mi pozwolił zrozumieć, czym był ruch społeczny Solidarność. I pan Andrzej wtedy podczas tego wywiadu mi podkreślał, tak, niech pan napisze, wielki ruch społeczny Solidarność, ale zbudowany na bazie związku zawodowego, w zakładach pracy, co jest bardzo ważne. Jeżeli ktoś by chciał opisać historię Solidarności w Polsce, tego wielkiego ruchu społecznego, to wydaje mi się, że doskonałym przewodnikiem byłby właśnie pan Andrzej Sokołowski, bo zaraz po lubelskim lipcu, po sierpniu 80, angażuje się w tworzenie na lubelszczyźnie komitetów założycielskich NSZZ Solidarność. Potem jest 13 grudnia, jest jednym z przywódców dramatycznego strajku WSK Świdnik, i tam udowodnił, że sprawdził się jako lider. Podejmuje bardzo wiele kluczowych decyzji podczas tego strajku. Ukrywa się, jest represjonowany. W 1984 roku trafia do więzienia. Cały czas zaangażowany też, jak widzieliśmy na filmie, w radio Solidarność Podziemna, ale też w działalność wydawniczą. Organizuje też podziemną działalność, jeżeli chodzi o dróg. Natomiast już w wolnej Polsce staje na czele Komitetu Obywatelskiego Solidarność w Świdniku w 1989 roku, a dzisiaj jest uśmiechniętym emerytem który może o sobie powiedzieć, że... że w dobrych zawodach wystąpił. Więc obok pana Andrzeja Sokołowskiego siedzi pan Wojciech Samoliński, dla mnie też bardzo ważna... Jak państwo widzą, pan Wojciech Samoliński wygląda bardzo młodo, ale jego czas knucia Czyli zaczął knuć już na początku lat siedemdziesiątych. Od początku lat siedemdziesiątych jest zaangażowany w opozycję antykomunistyczną. Na początku w Gdańsku, gdzie studiuje, a potem przyjeżdża do Lublina, gdzie studiuje na KUL-u filozofię i socjologię też. No i jest ważnym momentem też wydaje mi się w życiu Wojciecha Samolińskiego jest rok 1976 rok, kiedy angażuje się w piękną historię, to jest powstanie Komitetu Obrony Robotników i on jeździ z pomocą dla represjonowanych wówczas robotników w Radomiu i w Ursusie. Kiedy powstaje Solidarność, jest od początku wewnątrz tego ruchu, pełni tam różne funkcje, 13 grudnia jest internowany i cały czas też był zaangażowany w działalność podziemną, działalność wydawniczą i ważnym też momentem chyba w jego działalności podziemnej jest to, że był redaktorem arcyważnego pisma Spotkania, które powstało w Lublinie, jedno z najciekawszych w Polsce pism społeczno-politycznych, bardzo wysoko cenione pismo przez Jerzego Giedroycia. Tak, w 1977 roku rozpoczęła działalność Spotkania, a skończył w 1989 roku w sumie 35 numerów pismo niezwykle cenione przez Jerzego Giedroycia chociażby. I cóż, pan Wojciech Samoliński w 80., już w wolnej Polsce, jest rzecznikiem Urzędu Wojewódzkiego, dziennikarzem, ale potem wybiera drogę przedsiębiorcy. i dzisiaj nie wiem, czy jest przedsiębiorcą, czy też szczęśliwym emerytem. Nie akurat ujmuję was obu, taki podejście do życia, taki optymizm, który macie wypisany na twarzy i to może wam pomagało w tej działalności, ale to o tym jeszcze porozmawiamy. Natomiast chciałbym naszą dyskusję zacząć od twórcy filmu, pana Grzegorza Linkowskiego, I chciałem zapytać o taką rzecz, ponieważ te filmy, które wymieniłem akurat, nie jedne z wielu, z wielu filmów, ale te szczególnie, że wydaje mi się, że w pewnym momencie poczuł Pan, że ci bohaterowie, o których Pan chce kręcić filmy, oni są kontestatorzy, buntownicy, niespokojne duchy, ludzie, którzy kontestują ten system. i oni są dla Pana jakoś ciekawi. Może Pan opowiedzieć ten proces, jak to się stało, że Ci ludzie zaciekawili? Co Pana ujęło w tych ludziach, tak jako twórcę i jako człowieka?
[08:39.43 → 17:37.91] B: Wydaje mi się, że z jednej strony to jest to, że ja jakoś swoje doświadczenie życiowe też wiązałem z tymi wydarzeniami, które... bo byłem działaczem NZS-u, związany ze strajkami na UMCS-ie, Trochę wcześniej też gdzieś tam na kulusie pojawiałem w jakichś takich momentach, gdzie się coś zaczynało dziać. Później w okresie też podziemnym gdzieś jakąś swoją małą robotę też robiłem i zajmowałem się prasą podziemną, gdzieś tam ulotkami jakimiś i tak dalej. I dla mnie już w momencie, gdy byłem gdy zostałem filmowcem, a robię to dopiero od trzydziestu kilku lat, więc zauważyłem, że są postacie, które mają w swoich życiorysach takie momenty sprawcze nie tylko dla siebie, nie tylko dla swojego środowiska, ale też dla ważnych spraw w tym kraju. No bo i miejsca i ludzie, bo na przykład taki Świdnik, który od samego początku był frapującym mnie miejscem, gdzie ten rodzaj kontestacji komunizmu, władz, PRL-u był no po prostu niemożliwy dla komuny. To co oni robili, jak poczynając właśnie od ze stanu wojennego i w stanie wojennym od tego chodzenia, od tych spacerów, od tego wszystkiego, gdzie bywało tak, że parę tysięcy ludzi chodziło przez tą ulicę Niepodległości, wtedy chyba Wyzwolenia Sławińskiego, gdzie ci ludzie wędrowali. Stąd się zaczęła tak naprawdę wszystkie inne spacery w Lublinie, w innych miejscach w Polsce. Później słynne właśnie Radio Solidarność, które po raz pierwszy, bo Radia Solidarność, Radia Podziemne były, Romaszewscy robili też, ale oni jako pierwsi potrafili schakować właśnie ten dźwięk w telewizji i to z wielkim sukcesem. ale robiąc to bez zadęcia, po prostu z potrzeby, tak jak tutaj w tym filmie. Jaka to była potrzeba? Najważniejsza, informacja, bo informacja powodowała, że tą komunę kruszyli, że ona po prostu była od środka rozrywana, że dla mnie to były postacie, odkrywanie tych ludzi, odnajdywanie tych ludzi, Gdy ja się dowiadywałem, no taką postacią dla mnie niezwykłą był Henryk Gontarz, no bo to on, od niego właściwie zacząłem też, on mi opowiadał o spacerach, ale też równolegle Andrzej Sokołowski, gdzie dowiadywałem się o różnych o różnych sytuacjach, które były zupełnie pierwsze w tym kraju, zupełnie nowe, mówiące o nowych metodach walki. To, w czym uczestniczył w opozycji demokratycznej Wojtek w latach 70. było zgoła czymś innym, ale tutaj to były pierwsze takie próby pewnego takiego większego oporu. No i krok po kroku jak gdyby wciągały mnie losy tych ludzi, postaci. Widziałem, że tak naprawdę w tym co oni robili była ta solidarność, że widać było wyraźnie, że oni niosą w sobie ten gen solidarności. Niosą do tej pory, bo przenieśli to później tak jak Wojtek na pomocę różnego rodzaju, 2016 rok, Czeczeni na dworcu, uchodźcy na dworcu w Brześciu, pomoc jako przedsiębiorca, który finansował to wszystko, przewożenie tych ludzi i tak dalej. Gdzieś później, podczas wojny, znowu opieka nad ludźmi, którzy musieli wyjechać z Ukrainy. Gdzieś to jest, gdzieś ci ludzie to wszystko kontynuują. Dlatego szukałem raz, że ci ludzie odchodzą, bo przecież mamy tutaj... Zobaczcie, Fredek, Gontarz, pamiętam jak... Tata... No więc tu jest, no czy siostra pana Leszka Fijołka, która była przecież żoną Henryka Gontarza, ale no też kręciłem film przed sierpniem, był lipiec, no to kto tam był? Zofia Bartkiewicz, no też postać legendarna i taka, że rozwalała nie tylko ten system w Świdniku, ale ona później jeździła do Gdańska i próbowała przekonywać Wałęsę o tym, że byliśmy przed sierpniem. To są specjalne, jak gdyby, losy ludzie o tym, co nieśli w sobie właśnie ten bunt. Nieśli w sobie taki też non-violence, gdzie trwali w pewnego rodzaju oporze do końca. No przecież Andrzej, jak nie miał z czego utrzymywać, był wyrzucony z pracy, no to założył zieleniak. Co się w tym zieleniaku działo? Przychodzili ludzie i tam zostawiali bibułę, tam zostawiali informacje, jak się to wszystko działo. No co ci ludzie? Dlaczego? No właśnie, właśnie dlatego. Ale też nie tylko tacy bohaterowie mnie interesowali, interesowała mnie też ta czarna strona, interesowała. Zrobiłem dwa filmy, historia pewnego sumienia o agencie bezpieki, który przez 20 lat na KUL-u donosił na swoich kolegów, na najbliższych ludzi. I to w ważnych momentach, momentach jubileuszu tysiąclecia, chrztu w 66 roku, był prowokatorem i tak dalej, też jak gdyby czarna strona tego wszystkiego, ale zawsze interesował mnie los. No w tym wypadku, no tu mamy, tu mamy taki film, no ale też mamy i jakiś tam ostatni, i ten taksówkarz, który się okazał, a później się okazało, że takich taksówkarzy było dwóch, trzech wtedy w Lublinie, którzy w ten sposób pomagali. Ja też zresztą ten film kieruję do młodych ludzi, bo tu na początku jest całe wytłumaczenie. Oni nie wiedzieli co to są hakerzy wtedy. Kto to jest haker? Więc miałem wiele spotkań z młodymi ludźmi, którzy powiedzieli, że oni w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że żyją na takim terenie jak Lubelszczyzna, gdzie była taka wolnościowy pęd, gdzie był pewien, no właśnie taka chęć do takiego zwalczania komuny. No i starałem się wyciągać tych różnych bohaterów do różnych sytuacji. Jak telewizja mnie lubiła, to miałem możliwość, to kręciłem filmy. Jak w pewnym momencie telewizja odkrywa, że ja mam inne poglądy niż przez te ostatnie lata, no to wcześniejsze, no to powiedzieli, że nie, no to gdzie ty człowieku takie rzeczy, nie będziesz tutaj robił, bo ty jesteś, masz inaczej, myślisz inaczej, patrzysz. No ale nie zszedłem jak gdyby z tej drogi, ciągle coś przygotowuję, ciągle coś tam mam napisane i będę się starał, ale teraz trzeba się cieszyć, bo mamy bohaterów tego filmu, siedzących również na widowni, jeszcze dołączył najmłodszy głos, czyli pani Dorota Sokułowska, najmłodszy głos, który do szklanki mówił też w międzyczasie, więc no jest...
[17:37.91 → 17:39.51] A: Przyszła cała ekstrema Solidarności.
[17:39.53 → 17:41.97] B: Cała ekstrema. Ja może tyle.
[17:42.52 → 19:29.38] A: Fajnie. To ten moment, kiedy mówił pan o tych ludziach, co ich do tego... Mnie to interesuje bardzo... Motywacje ludzi mnie interesują w tych filmach. I też jest to trochę też... Te filmy jak i ten, Hakerzy Solidarności, to dla mnie jest to też opowieść o odwadze. I chciałem się pana Andrzeja Sokołowskiego zapytać, bo jak czytam pana biogram, jak w Encyklopedii Solidarności i jak z Panem robiłem wywiad, to mówi Pan o swoim życiu i pojawiają się tam takie zdania, że no w latach osiemdziesiątych SB dokonała w moim domu około 30 rewizji, nie? To tak jest jedno zdanie, prawda, ale za tym zdaniem kryje się historia, kryje się historia już bardzo taka dramatyczna, bo jednak kiedy Pan wybrał tą drogę, że będzie Pan działaczem Solidarności, będzie Pan, chce Pan jednak angażować się w działalność podziemną, to jest pewien wybór i mnie, ja bym chciał zadać takie Panu pytanie, skąd Pan czerpał motywację, żeby robić coś takiego w życiu, co nie przynosi pieniędzy, co nie przynosi spokoju rodzinie, a jednak się pan na to decyduje. Jakie są te głębokie przyczyny, bo ja myślę, że człowiekiem nie kierują okoliczności, że człowiek nie jest jakąś wypadkową przypadków, że to się głęboka jakaś decyzja wewnętrznie dzieje w człowieku, że decyduje się na taki los. Jakby pan mógł opowiedzieć o tym swoim dojściu do tego momentu, kiedy jest pan pewny, że robi pan słusznie.
[19:30.80 → 23:50.64] D: Jest to rzeczywiście ciekawe w moim przypadku, dlatego że ja od najmłodszych lat, ponieważ mój ojciec, ja swojego ojca nie znam, mój ojciec został zabity przez UB w 45 roku w styczniu, ponieważ należał, po latach się dopiero dowiedziałem, do WiN-u, i w naszej miejscowości, miejscowości Komarów, został zorganizowany zamach na jednego z miejscowych ubeków. No, po latach wiem, że mój ojciec wiedział o tym. Później mama wyszła drugi raz za mąż, za członka Armii Krajowej, który był członkiem czwartej kampanii szturmowej, na okręt Tomaszowski i w naszym domu o niczym się nie mówiło, jak o Armii Krajowej. Ja znałem znakomicie, tutaj siedzi, widzę, historyk z IPN-u, ja znałem osobiście dowódcę tego oddziału 4. Kampanii AK, majora Zenona Jachymka. Bywał u nas w domu zawsze, zawsze i pamiętam takie zdanie, zawsze mi powtarzał, synu pamiętaj, nigdy nie bierz ubeką, nigdy, żeby ci złote góry opowiadały, to nigdy nie bierz ubeką, a on został skazany nawet na śmierć. Przesiedział 9 lat we Wronkach i tak to u mnie wyglądało, kiedy wolna Europa zaczęła nadawać swoje audycje, to u mnie w domu był Odbiornik lampowy, moja babcia przywiozła go z tak zwanych ziem zachodnich i mnie wysyłali na ganeczek, żebym pilnował, ponieważ wtedy można było pójść do więzienia za słuchanie wolnej Europy. Więc ja na ganeczku siedziałem, a ojciec, ojczym z dziadkiem słuchali wolnej Europy, kiedy ta trzecia wojna światowa wybuchnie. I tak to było, no. Zresztą Świdniku, to jest raczej mój pobyt w Świdniku od 18 roku życia, ale to jest już takie, takie typowe, robotnicze miasto, dyskusje robotnicze, ale jednocześnie, kiedy już jestem pracownikiem biura, jestem technologiem wśród ludzi, mniej więcej takiego samego pokroju i dyskutujemy o komunie, o socjalizmie. Państwo pamiętacie socjalizm, tak? Wypaczenia nie. To to wyszło też i w Świdniku. I tak to jest kształtowanie mojego jestestwa, tego czym człowiek się później staje. Lata siedemdziesiąte, koniec lat siedemdziesiątych Otwarcie dyskutujemy, że ten ustrój jest zły. Przychodzi do mojego pokoju sekretarz partii i ja robię prasówki, co wczoraj mówiła Wolna Europa, bo u mnie w domu innego radia się nie słuchało już jak byłem żonaty, tylko Wolną Europę nastawiona była na jedno i to co Wolna Europa powiedziała. Ja przychodziłem do pracy i oni mi się pytali w przerwie tam o dziesiątej, A co tam Andrzej dzisiaj wolneuropej. W związku z tym to taka, to jest kształtowanie człowieka. Ja się tak kształtowałem. No i później ta Solidarność, ale to jednocześnie takie kształtowanie może nie tyle polityczne. Pierwsze Wojtek mi dał spotkania, już jak Solidarność powstała, to mi dał kilka numerów spotkań. Ja to przyniosłem do zakładu i tam rozdałem. No ale to już jest czas takiego,
[23:50.86 → 23:55.70] A: takiego... Pana historia to jest jeszcze trochę spotkania, spotkania robotników z inteligentami, tak?
[23:55.84 → 26:38.87] D: Tak, spotkania robotników, a już solidarność, to jest właśnie, ja sobie bardzo cenię moją przyjaźń z Wojtkiem, z masą, masę inteligencją, z ludźmi OMCS-u i przyznam Państwu szczerze, że nasz zakład WSK, myśmy od samego początku, od chwili, chwili powstania Solidarność. Mało tego, przecież myśmy wcześniej strajkowali i myśmy wiedzieli, że jeżeli my nie będziemy wspólnie z ludźmi nauki, intelektualistami, że nie będziemy z nimi razem, nic się nam nie uda. Mieliśmy, jak raz WSK były szefami związku, byli ludzie, którzy nie byli, bo to się mówi młodzież Solidarność tworzyła, nieprawda. Pan Zbigniew Puczek miał 54 lata, a Pani Zosia Bartwiewicz 52. Ja jako wiceprzewodniczący miałem 39-40 lat, także to nie była już taka młodzież, tylko byliśmy troszkę ukształtowani przez to wszystko, ale myśmy mieli w sercu, że walczymy z komuną, ale na zewnątrz mówiliśmy, że my chcemy związku zawodowego, że najpierw należy... Nie, no nie oszukiwaliśmy, ale należy walczyć o prawa związkowe, o ludzi, o to, żeby... No czym były poprzednie związki zawodowe? Nie chcę mówić, ale historię trzeba... że żądą ziemniaki jakieś tam, nikt nie myśli, broń Panie Boże, było żądanie zmiany kierownika czy cokolwiek, no bo ja w 76. dzisiaj bym hucznie mówił, że zorganizowałem strajk płacowy. Rzeczywiście zorganizowałem wśród swojej grupy 36 technologów protest taki płacowy, gdzie chciano mi wyrzucić z zakładu, że już był jeden z kolegów partyjnych, wepchnął mi na posiedzenie jakiejś egzekutywy tam i dopiero tam powiedziałem, o co się rozchodzi. Zresztą dyrektor czuwała gdzieś tam, nawet mam u siebie notatkę, którą napisał, co to za nieporządki, proszę uwzględnić to stanowisko w najbliższych podwyżkach tam, czy tam MPP, coś w prowadzeniu tam takich rzeczy. Ale to było takie normalne, podchodziliśmy do tego.
[26:39.81 → 28:14.06] A: Dziękuję bardzo. Ja chciałem zapytać pana Wojtka Samolińskiego, ponieważ zwykszącenie jest socjologiem, tak? Więc i dla mnie też takim, ktoś kiedyś, Adam Michnik mi powiedział o Wojciechu Samolińskim. Ach, Wojciech Samoliński, on ma takie przenikliwe analizy, mówi, polityczne zawsze. Więc ja, będąc dziennikarzem, czasami prosiłem pana Wojtka o napisanie tekstu czy o wywiad i zawsze rzeczywiście były to oryginalne analizy, takie, które miały w sobie coś z takiej logiki myślenia o społeczeństwie. No i chciałem pana zapytać o ten cały podziemny ruch wydawniczy. To jest wielka historia. rewolucja powielaczy, to są po prostu pięć i pół tysiąca tytułów czasopism i radia Solidarność, które oglądaliśmy. To jest rzecz niespotykana w ogóle w jakimkolwiek innym kraju rządzonym przez dyktatury, a u nas to się udało i było to w tak dużym rozmiarze. W żadnym innym kraju wtedy w demoludach to tak nie wyszło, koncertowo jak u nas. I jakby mógł mi pan powiedzieć, i to Radio Solidarność i ten ruch wydawniczy, którym Pan kierował w różnych momentach i podziemny. Jakie to miało znaczenie dla Was, którzy to robiliście, dla odbiorców i dla po prostu szarych mieszkańców?
[28:18.02 → 31:16.56] E: Znaczenie było różne, to znaczy Takim pierwszym, to jeszcze będzie sprzed Solidarności, takim pierwszym i to jest rzeczywiście wydarzenie, które, znaczy ja to przywołuję nieprzypadkowo, to znaczy w latach 70. był taki pomysł, że powstaje KOR, budujemy niezależną od władzy strukturę, podejmujemy działania, ale pilnujemy, żeby nie przekroczyć pewnej granicy, za którą po prostu nas posadzą. Wiadomo, że w 76 roku posadzenie tych to był ruch obejmujący kilkaset osób w gruncie rzeczy i dało się to stosunkowo łatwo specyfikować. Pomysł, żeby drukować bibułę, a dokładnie drukować komunikaty KOR-u powstał w Lublinie. Jego autorami i wykonawcami byli Janusz Krupski, Maciek Sobieraj, który tu siedzi w pierwszym rzędzie i jeszcze kilka osób wtedy studentów KUL-u. Było to drukowane na fioletowo. Żeby pokazać, jak bardzo było to przekroczenie granicy, spotkało się to z ogromnym oporem. Ja znam taką reakcję Jana Józefa Lipskiego, który w ogóle włosy z głowy darł i mówił, no przecież oni nas posadzą, przecież to, wszystko wytrzymają, ale w momencie, kiedy zaczynamy drukować, to koniec, to oni nas po prostu posadzą, to jest złamanie przepisów kodeksu karnego. Okazało się, że po pierwsze znieśli to, Czerwony zniósł to z pewną trudnością, ale zniósł. Po drugie, że to rzeczywiście zaczęło się rozwijać, to znaczy jeszcze przed 70, przed 80 rokiem ten ruch wydawniczy obejmujący zarówno książki, naprawdę wydaliśmy Mówię sam, bo i drukowałem, i redagowałem, i używam świadomie pierwszej osoby liczby mnogiej. Wydaliśmy mnóstwo bardzo wartościowych książek, które rzeczywiście oddziaływały na życie umysłowe w Polsce. Ale miało też to drugi aspekt, to znaczy chyba w 80 roku ukazała się w ogromnym nakładzie taka ulotka, jak długo jeszcze. Ta ulotka pokazywała, przed sierpniem, przed lipcem, ta ulotka pokazywała nonsensy życia w PRL-u. Nakład, jak twierdzi Mirek Chojecki, był liczony w setkach tysięcy. Te ulotki były rzucane w całej Polsce.
[31:18.16 → 31:21.54] A: I to było tak, że... Czyli przed sierpniem, tak?
[31:21.58 → 32:21.74] E: Przed sierpniem, tak? Przed sierpniem. To było wiosna 80. roku. I to było tak, że jak się pojawiały postulaty sierpniowe, to niektóre sformułowania z ulotki jak długo jeszcze stały się częścią postulatów. Ja mam głęboko, znaczy nieprawdą jest, że z jednym wyjątkiem, to znaczy Stoczni Gdańskiej i Bogdana Borusewicza, to jest zupełny wyjątek i to jest tylko, ja myślę, że w całych demoludach to był jedyny strajk, który był zaplanowany. Wszystkie pozostałe strajki były spontaniczne w tym sensie, że podrożał kotlet. I ludzie mówili, że podrożał kotlet, trzeba ten kotlet, to musimy coś z tym zmienić i kotlet taniał, strajk się kończył. Jedyny strajk, który był zaplanowany, postulaty były napisane wcześniej i był zorganizowany, to był strajk w Stroczni Gdańskiej i to jest wielka zasługa historycznej postaci, mocarza historii Bogdana Borusewicza.
[32:21.82 → 32:23.06] D: Oczywiście nie o tym mówię.
[32:23.32 → 33:13.12] E: Tak jest. Natomiast ten ruch wydawniczy i w okresie Solidarności i potem odegrał taką zasadniczą rolę w, ja bym powiedział, w przełamywaniu pewnego lęku. To znaczy ludzie brali do ręki najpierw te gazetki drukowane po przeciwnej stronie tam na Królewskiej w zarządzie regionu i znajdowali tam takie dosyć czasami zdumiewające, proste, ale prawdziwe zdania. To co mówi w filmie, co mówi Irek Haczewski, że ta propaganda była Nie do wytrzymania.
[33:13.26 → 33:16.04] A: Biedę można znieść, ale tego kłamstwa nie można wytrzymać.
[33:16.36 → 35:06.14] E: Ta bieda była zakłamywana. To była sytuacja, którą sobie dzisiaj trudno wyobrazić. To znaczy otwierało się rano gazetę i tam się czytało, że na przykład pełne zaopatrzenie na kartki w papierosy. Człowiek szedł do kiosku i fajek nie było. I można było przeczytać o tym, że Fajek nie ma w biuletynie Solidarności. I to takie rzeczy były... I to miało rzeczywiście ogromne znaczenie, to takie jak gdyby pokazanie, że można postawić świat z głowy na nogi, że jest jednak porządek pewien rzeczy i że to jest... Ja uważam w sumie, że pomysł, żeby U podstaw stoi Janusz Krupski, który się uparł wbrew Janowi Józefowi Lipskiemu, Jackowi Kuroniowi i wszystkim świętym, że będzie drukował komunikaty KOR-u i że oni mu tego nie zakażą, on ma powielać i wała, nie będzie się nikogo słuchał, tylko będzie drukował. To jest taki punkt, w którym tak naprawdę zaczęła się ta rewolucja, która skończyła się w roku 89. To znaczy, to jest przekroczenie pewnej bariery i ja ciągle używam słowa czerwony. Przepraszam, przyzwyczaiłem się mówić czerwony, to jest dla mnie wszystko. Komitet centralny, służba bezpieczeństwa, dyrektor w sklepie, milicjant. Czerwony miał przekonanie, że postawił sztywną granicę. Możecie sobie w kuchni coś gadać, ale drukować to nie będziecie. A myśmy powiedzieli, takiego wała, będziemy drukować. I potem już jak gdyby łatwiej był.
[35:06.45 → 35:10.93] A: Hakerzy Solidarności ze Świdnika nawet się pod Czerniankę podpięli w telewizji, więc to już
[35:10.93 → 35:14.91] D: było... To był przypadek, naprawdę, to był przypadek.
[35:15.53 → 36:23.18] E: To już było w takim etapie i w takim czasie. Ja bym chciał, to też pada w tym filmie, połowa lat osiemdziesiątych, że to był taki, to miało trochę inny charakter. To znaczy wtedy problem polegał na tym, że Czerwony chciał, żeby nas nie było. Każdy przejaw, w którym się pokazywaliśmy był traktowany jako złamanie konwencji. Was nie ma, koniec. Myśmy was zdelegalizowali, przekonaliśmy cały naród. popiera i to. I każdy objaw, w którym, każdy symptom, że jesteśmy, mimo że nie mieliśmy zbyt wielkiego wpływu na zachowania ludzi, oni nas lubili, poważali, byli gotowi wspierać, ale już na przykład podejmować otwarte akcje nie byli gotowi. To ważne było w tym wszystkim to, pokazujemy, jesteśmy. Nie wygoniliście nas ani na emigrację, ani nie zmusiliście nas, nie zniknęliśmy.
[36:23.76 → 36:30.48] A: Jasne, nawet w filmie pan o tym mówi, że nawet używa słowa jeszcze, że musieliśmy pokazać, że jeszcze istniejemy, tak?
[36:30.94 → 38:26.12] D: Ja państwu powiem takie jedno zdarzenie, tutaj nie wiem, czy w filmie tak jest, Przyjechałem z kasetą do ojca Waldka, a on wtedy swoją żoną, młody, żona młoda i gdzieś wyjeżdżał. Mieliśmy dadać audycję. Ja przychodzę do Bolka i mówię, a on mówi, słuchaj, nie mam, sam jestem, bo Waldek gdzieś pojechał z dziewczyną i nie tego. To ja mówię, to słuchaj, to ja z tobą nadam, bo tam w ich domu. Dobrze, proszę bardzo, to nadajemy. Przygotowaliśmy wszystko, nadajemy tą audycję, jest cisza. Nie, nie ma, ale te pięć minut odleciało, wyłączyliśmy. Co diabła, co tu się stało? Okazało się, że ja taki narwany byłem, że ja kasetę sobie w domu odsłuchałem. ale ją nie przewinąłem z powrotem i poleciał tylko czyst, pusty, ale w telewizorze. nie było głosu tego telewizyjnego. I nie było naszego głosu. Była cisza. Przez 5 minut leciał film, a była cisza. Na drugi dzień wszyscy siedzieli i mówi, a była audycja. Słuchałeś? Jedni wymyślali, że słuchali. Także to było takie oddziaływanie na to. To jest świadectwo do czego ten Było nam to radio potrzebne. Radio było nam potrzebne dla ludzi, którzy słuchali nas, ale nieważne, czy to coś usłyszą, ważne, że Solidarność nadała audycję.
[38:26.18 → 38:46.61] A: Tak, to bardzo pięknie też w filmie widać, kiedy ludzie, bohaterowie opowiadają o tym, jak nadano audycję w Radio Solidarność, telewizji i ludzie na drugi dzień sobie o tym opowiadają. Gdzieś w sklepie, przychodni i to pokazuje, że ludzie może, tak jak pan Wojciech mówi, nie byli już gotowi do takiej otwartej działalności podziemnej, angażowania się, ale potrzebowania.
[38:46.61 → 42:11.98] D: Ale powiem z bliższego znaku. Mało tego, my tu mówimy, taki trochę mit jest, bo ja i w publikacjach spotykałem, że tych nadejników było kilkanaście. Ich było tylko trzy. a praktycznie dwa, bo jeden po roku został złapany. Ale zależało bardzo mocno, gdzie my nadajemy, z jakiego miejsca nadajemy i nieraz było słychać w Łęcznej. naszą audycję w Lubartowie. No i tutaj nawet Haczewski mówi, że nikt nie nadawał. Ja nie spotkałem, żeby ktoś się przyznał, że w Lubartowie był mało nadawany. Nie, ale było tam słuchać. Natomiast u Waldka w tym ich domu na Adampolu, dlaczego była taka dobra słyszalność? Dlatego, że był las. Lublin oddzielony od Świdnika jest lasem, to on się nazywa Rejkowizna, ten las. I nadanie, też jeszcze trzeba przyznać taką jeszcze rzecz, że bardzo warunki atmosferyczne, jakie były, gdzie wiatr, w którą stronę, czy wysokie ciśnienie, czy niskie ciśnienie. Naprawdę proszę mi wierzyć, że to miało diabelne znaczenie, jaki zasięg tej audycji był. I u nich jak był las, no to ta audycja szła na świdnik, wiatr szedł i było doskonale tam słychać. W innym wypadku było, świdnik jest w dołku, na górze, jak tam do dwupasmówki dzisiaj tam jedziemy, to też tam nadawaliśmy oczywiście z drzewa, czy koło niego znowu z dębu, tam piękne dęby rosły i z tych dębów nadawali. Także to naprawdę te rzeczy miały ogromne znaczenie dla ludzi, dlatego poniatowe. W filmie nie ma o poniatowej i o uława. A drugi nadajnik, który nam został, ja osobiście zaproponowałem Olkowi Soli, tam on był szefem Solidarności w Poniatowej, on przyjechał tutaj do Świdnika, żeby... I ja mu zaproponowałem, a może byście nadawali radio Solidarność. A jak to? I ja mu powiedziałem jak. Pojechał i... I tam nadawali w Poniatowej, ale później świętej pamięci Grzesio Wołczyk ciągle mnie męczył. Andrzej, może byśmy tam coś w Puławach zrobili, może to. I wpadliśmy na pomysł, że będziemy w ten sposób nadawać, że w Poniatowej nadamy jeden dzień, za dwa tygodnie w Pulawach. I znakomicie, słuchajcie, to tak wyszło, a miało to znaczenie, bo tu się nawet w Haczewskim mówi, żeby to był taki system nadawania. Sieć. No, no, ale to nie było żadnej sieci, sieć stworzyła telewizja polska, bo nadajniki programu pierwszego, nadajniki programu drugiego i jak najdalej od tych nadajników trzeba było nadawać, żeby to można było, i tak to a to radio, tak ładnie to się nam udało.
[42:12.36 → 42:13.36] A: W tym filmie.
[42:13.38 → 43:50.27] E: Jedną jeszcze uwagę, jeszcze jedną uwagę. To znaczy, świdnik poławy Poniatowa. Ogromny wysiłek włożyliśmy w to, żeby nadać w Ludinie. I mimo, że próbowaliśmy kilkanaście razy na różne strojenia i na różne, bo to Haczewski dostarczał nadajnik mówiąc, że coś tam... On był pesymistą. Myśmy go trochę gwałcili, że ma to do Lublina przystosować. I kilkanaście prób podejmowaliśmy i nigdy nie udało się osiągnąć nafonii, bo oczywiście można było nadać w pusto, to znaczy nie nakładając się na telewizję. Nigdy nie udało się przekroczyć progu słyszalności na kilka bloków. A wyjeżdżaliśmy z tym nadajnikiem na ostatnie piętra w Wieżowcu, na Lesemie, na Kalinie. Na wszystkie sposoby próbowaliśmy i no rzeczywiście nic z tego nie wyszło i to jest, no powinienem powiedzieć. Ja byłem zaprzyjaźniony wtedy z takim młodym, wtedy młodym studentem historii katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ze Szczecina Piotrkiem Lisakiem, który teraz jest zastępcą dyrektora liceum w Szczecinie, bo wrócił do domu. I on wtedy posłusznie ten nadajnik nosił na te dwunaste piętro. Potem znosił, opracowywał drogi ewakuacji. Mnóstwo takiej mrówczej roboty i kompletnie nic
[43:50.27 → 43:51.43] A: z tego nie wyszło.
[43:51.85 → 44:00.83] D: Nie, bo za silny Karabeko był drugi program, za silny. Piaskak pierwszy program, bardzo silny. I tutaj mieliśmy tutaj...
[44:00.83 → 44:04.41] A: A jeszcze, proszę bardzo, Powiedział coś do
[44:04.41 → 47:15.55] B: tego, co mówił Wojtek, do tego lęku przed, co będzie, jak zaczniemy drukować. To ja opowiem, co było z drugiej strony, jako odbiorca. Byłem członkiem Koła Młodych Pisarzy przy lubelskim, no Koło Młodych przy Związku Literatów w latach siedemdziesiątych, siedemdziesiąty ósmy rok. No jak już się pojawiły się pierwsze przyniósł mi Krzysztof Paczuski, taki mój kolega z koła młodych, tak, przyniósł mi tomik Stanisława Barańczaka, ja wiem, że to niesłuszne. I mówi, dobrze, masz to na jeden dzień, jutro przyniesiesz to z powrotem, mówi. I ja przyszedłem do domu i mówię tak, mamo, ja to będę czytał tak pod kołdrą, przerażony byłem w ogóle. A mama mówi, dobra, to ja będę patrzyła przy drzwiach, będę siedziała. I tak gdzieś do 12 w nocy ona tam dyżurowała, ja sobie świeciłem, przeczytałem. Z Wypiekami, no niesamowita to była poezja. To jest jedna rzecz, a druga rzecz, jak już chyba jego kolega, Lonik Górski, też chyba student wtedy polonistyki, Przyniósł mi, wy wiecie lepiej, bo drugi czy trzeci numer zapisu, małą apokalipsę Konwickiego, trzeci numer z tymi zapałkami takimi i mówi, słuchaj, to ci pożyczam na trzy dni. Ja mówię, jak ja to w trzy dni? No masz trzy dni, bo tam jest kolejka i to samo. tylko że już nie było takiego lęku, bo on mówi o tym, jak to z drugiej strony, a ja z tej strony byłem wtedy jakimś tam początkującym poetą, na szczęście się nie zrealizowałem, przestałem później pisać i polonistycznie też, bo próbowałem tą polonistykę studiować, ale bez skutku i jakoś z drugiej strony Uwielbiałem literaturę i te wszystkie rzeczy jak do mnie trafiały, no to były wypieki, to było chodzenie, sprawdzanie czy oni już nie stoją z drugiej strony. Ja po prostu wiedziałem, miałem taki obraz, że no już oni wiedzą, że ja mam tą bibułę i ja tą bibułę po prostu, no ale ja takie literackie rzeczy dostawałem, a już ta mała Apokalipsa Konwickiego, która później się jeszcze w jakimś sensie potwierdziła w przedstawieniu Teatru Ósmego Dnia Przecena dla Wszystkich, gdzie ten Tadeusz Janiszewski szedł z tym kanistrem, to w ogóle ja myślę, jak my żyjemy, oni zaraz nas wszystkich pozamykają. I to jak gdyby opowiadam tą drugą stronę, bo oni robili tą rewolucję powielaczową i książkową, Wojtek, Maciek i Janusz Nieżyjący, Klubski, a ta druga strona odbiorcy po prostu zmieniało mi całe życie tak naprawdę kontakt z taką literaturą.
[47:15.61 → 48:12.13] A: Tak i może rzeczywiście ci podziemni drukarze, wydawcy, oni nie mieli tej świadomości jak to na nas działa, bo ja też byłem odbiorcą, w technikum górniczym, pamiętam taką scenę, teraz mi pan przypomniał. kiedy dostałem na noc Moskwę Pietuszki Jerofiejewa wydaną w podziemiu i tylko mój kolega, student NZS-u mówi, tylko oddaj mi, jadę pociągiem rano, no musisz mi to oddać rano. Ja przeczytałem o drugiej w nocy ten poemat Moskwa Pietuszki i miałem iść spać, ale mówię, no nie, rano mu oddam, to przeczytam jeszcze raz. To była jedyna książka, gdzie przeczytałem po prostu od razu drugi raz, więc to myśmy tą literaturą żyli tak naprawdę. I to ona trafiała gdzieś do jakiegoś technikum górniczego w Bełchatowie, gdzie ja chodziłem i myśmy tą literaturę po prostu czytali. Czyli spełnialiście bardzo ważną rolę. A tak chciałem dopytać jeszcze a propos filmu. Ten patent, czyli że wbijamy się w telewizję z radiem, to był patent świdnicki. Jako pierwsi to zrobiliśmy, tak? Zrobiliście?
[48:12.99 → 49:08.17] D: To było świdnickie. Bo najpierw w Świdniku był ten kapral, który tu w filmie występuje, ten nadajnik, ale to była taka manufaktura naprawdę, bo to trzeba było najpierw w zakładzie szeptanąć, że dzisiaj będzie audycja. na tam to było 87 czy coś na fali, tak, a to nawet nie było, niektóre radia nie miały tego zakresu. No i tak się roznosiło, tam ktoś odsłuchał i dopiero, dopiero ten nadawanie na tej, na tą telewizję, no to była no epoka w nam, nam się przetego i I to było fantastyczne, bo tego nikt nie robił, bo to było nadawane, wszędzie gdzieś było to radio, ale nadawane było na różnych częstotliwościach, ale na telewizję, no to tak się nie...
[49:08.17 → 49:41.22] A: Ja zaraz też oddam państwu głos, może są jakieś pytania, refleksje, ale tak chciałem jeszcze zadać pytanie Grzegorzowi Linkowskiemu, bo ja byłem w tym filmie zafascynowany gdzie właściwie bohaterowie nie są tylko gadającymi głowami, tylko oni tam się, jest dużo ruchu scenicznego, ten film jest dynamiczny, oni grają jak aktorzy, pokazują jak to się wszystko odbywało, jak gdzieś tam w jakichś gałęziach jest akcja, gdzieś jest na poddaszu, więc jak pan pracował z tymi bohaterami, że oni tak świetnie to zrobili?
[49:41.71 → 49:42.53] D: O latach.
[49:44.67 → 55:39.43] B: Ja zawsze staram się po tym, jak odbiorę historię od świadka, od bohatera, to mówię tak spokojnie, skromnie, żeby ich tam nie zniechęcić. A mógłby pan pokazać, jak to się działo? No i siedzący w pierwszym rzędzie pan Waldemar bierze po prostu nadajnik, idzie, mówi, no to tutaj przecież było na strychu. Ja mówię, Jacek, kamera. No Jacek z kamerą stoi z drugiej strony, dźwięk już przygotowany. On mówi, zaraz wam to wszystko pokażę. I on zafascynowany, że może nam to i całą historię odgrywa, idzie na górę. Znajdujemy nagle na tym samym strychu jakieś dosita matryce grotu, jakieś egzemplarze. Co? Tak, ale tak. Natomiast no były też sytuacje takie, gdzie tak jak dwaj koledzy idący, mówię, gdzie w tych drzewach chodziliście? Myśmy tutaj dwa, trzy razy stąd nadawali. No to chodźcie, pokażcie to. No i też poszli. Tak samo trudno było namówić, ale też to zrobił, pana Zawadę Franciszka, On strasznie to przeżywał. Stał w tym samym miejscu pod klatką Gontarza, gdzie, bo w filmie się wszystko kręci wokół, jeżdżą ci tacy, to moi studenci jeździli w tym Fiacie, ci ubecy, wokół bloku Henia Gontarza. No i on w końcu mówi, ale to tu było, tu mnie, tu mnie złapali, tutaj. Ja próbowałem, to ja mówię, niech pan tym nie rzuca. Ja mówię, bo chodziło o to, żeby Jacek kamerę przygotował, mój operator. On już przygotował tą kamerę, ale ja mówię, niech pan nie rzuci, tylko niech pan to pokaże. No to on się kręci, kręci, postawił to, nagle zaczął uciekać. Ja mówię, spokojnie, bo musimy to nagrać. No i jak gdyby on wszedł w tą rolę, on to bardzo przeżył, bo no tak jak mówiła żona świętej pamięci Henryka Gontarza, on był strasznie pobity tam po tej całej historii. No udaje się, tych świadków, no jednak najlepiej jak jest sytuacja taka, gdy ktoś opowiada i w innym filmie Andrzej Sokołowski opowiada jak ucieka, wychodzi z bloku, jak przyszli do niego, jak poszli, ale nie do niego, tylko do sąsiada z góry i możemy na tej podstawie zrobić też pewnego rodzaju no taką troszeczkę fabularyzację, bo jednak dla młodego widza fabularyzacja no powoduje, że to się staje ciekawsze. Jak osoby, które mówią długo w kadrze, chociaż my robimy to na dwie kamery, łączymy bliżej, dalej, przebijamy to różnego rodzaju artefaktami, jakimiś dokumentami, zdjęciami, to jednak mimo wszystko to jest mało. W momencie, gdy ta kamera ruszy za tymi ludźmi, którzy to pokażą albo odgrają to, No tam to pierwsze była taka stara jeszcze wersja filmu Spacer z Dziennikiem, gdzie Tomka Pietrasiewicza syn, Szymon Pietrasiewicz jest jednym z tych, który wychodzi od gontarza i niesie, jeszcze akumulator wtedy nieśli do tego, do tego nadajnika. No to, no dokładnie, bo to musiała być duża torba. Więc to ma, oni wtedy funkcjonują w jakimś takim, ta opowieść słowna nabiera jak gdyby sytuacyjnej historii, bo czasami jak coś opowiadają w innym filmie, to odwracają się, mówi, nie, to nie w tym miejscu, idziemy, mówią do mnie i cała ekipa idzie za nimi, ja wam to pokażę. I wtedy zaczyna się pokazywanie i to wszystko, no, chodzi o pewnego rodzaju prawdę, W dokumencie jest jednak to potrzebne, żeby odnaleźć się w tym miejscu, żeby to wszystko gdzieś tam było w miarę autentyczne, bo jeżeli można oczywiście, bo jeżeli nie, to albo ktoś jest osobą schorowaną, tak jak historia pewnego sumienia, gdzie mieliśmy dokument pewnego rodzaju takiej ekspiacji człowieka, Tak, Adam Wierzbicki, który 20 lat donosił i tu jest to historia bardzo trudna, ale powiedział, ja wam opowiem jak ten proceder wyglądał. Dlaczego ja to robiłem? No i siadam, człowiek jest chory, widzę na nowy otwór, ja mówię, nie będę pana bo nigdy nie chciałem przekraczać, a on mówi nie, właśnie chcę to opowiedzieć, ale nie chcę zrobić spowiedzi, tak mi powiedział. No i później on mówi, no nawet jak się wyspowiadałem, to i tak nie jestem spokojny, bo wobec ludzi nie jestem spokojny. No więc, no to jest taki warsztat trochę dokumentalny, że człowiek, no jednak też długo trzeba czasami pracować ze świadkiem, z bohaterem, żeby dopiero po pewnym czasie otworzył się i nagle jak pójdzie do przodu, jak zacznie opowiadać, to wtedy zmienia plany, to wtedy odegra, to ja wam to jeszcze albo wstanie i mówi, ja to zaśpiewam i takie są sytuacje. No to jest wtedy żywszy dokument, więc...
[55:39.43 → 55:54.90] A: Ten na pewno dokument należy do dokumentów żywych. i ogląda się rzeczywiście bardzo jak Western Cię ogląda. Teraz zachęcam Państwa do zabrania głosu. Może ktoś chciałby się podzielić refleksją. Jest tam Pan, to ja może podam mikrofon. Jest mikrofon na sali?
[55:55.10 → 55:55.16] D: Jest.
[55:55.30 → 55:56.28] A: To proszę bardzo.
[55:59.04 → 58:22.28] F: Dzień dobry. Chcę powiedzieć, że przypadkowo trafiłem na to spotkanie i bardzo się z tego cieszę. Na początku ustosunkuję się do filmu, który mi się niezwykle podobał, bo takich filmów jest mało albo ja takich mało filmów oglądałem, bo nie wiem czy w Polsce był kiedykolwiek robiony przegląd filmów o Solidarności. A zatem jako kinoman regularnie chodzący chodzę na różne przeglądy. Najbliższy przegląd kina francuskiego, a nie ma przeglądu filmów o Solidarności. Co mnie boli jako działacza opozycyjnego, ale nie z tego regionu, tylko z Legnickiego regionu. Tam zakładaliśmy Solidarność, a pamiętajcie Państwo, że tam była siedziba Dowództwa Wojsk Radzieckich, a zatem była dość szczególna sytuacja. Co mnie tutaj ujęło? Szczerość, prostota, naturalność, w tym filmie wszystkich bohaterów i jeden wspólny czynnik, odwaga. Odwaga. Co najmniej ja mogę sobie powiedzieć, że kiedy przystępowałem do tworzenia Solidarności, ze wstydem przyznaję, że nawet nie wiedziałem, co to jest katyń, nie słyszałem o korze. I wielu moich kolegów tak samo. Ale jednak przystąpiliśmy do tego ruchu, Bojąc się, baliśmy się, żeby to było jasne, ale mieliśmy odwagę. I tak jak tutaj panowie mówią, że wiele takich protestów było o tym przysłowie o kotlet w barze, który podrożał, no to nawet u nas tego kotleta nie było, bo było po prostu przystąpienie do nowej idei, która dawała pewną nadzieję. No i cieszę się, że ta nadzieja się zrealizowała. I państwa film o świetnym tytule, Hakerzy. Kto to jest haker? To jest ten młodzian, który potrafi przechytrzyć wszystkich. Gratuluję.
[58:25.02 → 58:28.02] B: Może
[58:30.64 → 58:33.34] A: chcecie się Państwo odnieść do tego, usłyszeć?
[58:34.74 → 59:56.68] B: Chciałbym poprosić speakera Leszka Fiołka, żeby, bo tutaj ty też pytałeś o tą końcówkę idących na końcu, a Leszek mówi, że to jest jego ulubiona scena. Ci idący środkiem ulicy tej głównej, gdzie był spacer, gdzie wszyscy... Twoja refleksja jako człowieka, który dał głos temu radom? Głos? Jak to głos? Sam znajomy głos, słuchaj. Poprosili mnie koledzy, żeby użyczyć głosu, że można coś zrobić dobrego. Jestem człowiekiem uczynnym, więc się zgodziłem. Także cóż można powiedzieć. Taka była potrzeba chwili. No i myślę, że dałem radę.
[59:57.50 → 01:00:31.12] A: Czyli ten film. Ten film jest, jak pan powiedział przed chwilą, o ludziach odważnych, odwadza, ale też o ludziach bardzo skromnych. Ale rzecz wydarzyła się bardzo... Moim zdaniem to jest jedna z najpiękniejszych kart polskiej historii. Powstanie Solidarności i to, o czym pan mówił, kiedy w ludziach coś się zaczynało przełamywać i nabierali odwagi. I o tym też jest ten film. Także jeżeli są jeszcze jakieś głosy, to prosiłbym bardzo.
[01:00:33.61 → 01:00:38.57] B: Nie mając
[01:00:40.43 → 01:01:54.00] F: żadnych umiejętności dziennikarskich, takie gazetki pod tytułem Solidarność Zagłębia Miedziowego. A dlaczego stałem się dziennikarzem? No dlatego, że miałem odwagę sklecenia kilku zdań, nie mając żadnych umiejętności. I bo te nieumiejętności były tutaj najistotniejsze. Natomiast tutaj panowie wspominaliście o pewnych życiorysach. W naszym zarządzie była łączniczka AK. I ona do nas tak mówiła, a sami górnicy, hutnicy, twardzi faceci pracujący na dole. I kiedy pamiętam, już groził nam stan wojenny, bo przeczuwaliśmy przecież to i zaczynaliśmy tam myśleć o konspiracji, to ona tak do was mówi, chłopcy, wy nie wiecie co to jest konspiracja. W czasie wojny konspiracje organizowali zawodowi oficerowie, a nie tacy amatorzy jak wy. Ale mimo tej amatorszczyzny całej zwyciężyliśmy.
[01:01:56.65 → 01:03:10.49] A: Także ja jeszcze chciałbym powiedzieć o tym, pan Wojciech Samoliński wspomniał tutaj postać Bogdana Borusewicza, który studiował na KUL-u i był jednym z pionierów właśnie drugiego obiegu i ja zachęcam też państwa do sięgnięcia do takiej rozmowy, która jest na portalu Historia Beskidu, gdzie pan Wojciech Samoliński rozmawia z Bogdanem Borusewiczem. i tam bodajże, nie wiem czy w tej rozmowie, czy w jakimś innym wywiadzie przeczytałem, ale pytany Bogdan Borusewicz o to, właściwie on od 68 roku knuje do 89, to jest człowiek, który jest to jest zawodowy rewolucjonista, ale i pytany skąd brał siłę, żeby po prostu tak działać całe życie, skąd brał siłę i on odpowiedział, że tak zastanawiając się trochę, ale powiedział, że przede wszystkim To były pobudki moralne, że on był przekonany, że ta władza jest oparta na kłamstwie i przemocy i przeciwstawianie się tej władzy jest po prostu jakimś takim imperatywem moralnym i dlatego to mogło trwać tak długi dystans, bo inaczej
[01:03:12.38 → 01:05:00.78] E: To nie chodzi o to, że to jest imperatyw moralny, to chodziło o co innego. Ja się zastanawiałem kiedyś na tym, dlaczego tak początkowo niewielu, a potem tak wielu zaczęło w to się bawić. Moim zdaniem to jest takie poczucie, że nie da się żyć w takim głównie. Po prostu trzeba coś zrobić, żeby... To nie chodzi o to nawet, żeby to zmienić, że po prostu w tym jest głęboko obraźliwe dla człowieka życie w takim Tak, bałaganie, o dobre słowo. I mam wrażenie, że jak odtwarza się takie źródła naszych postaw, jak głęboko wierzę Andrzejowi, że ojciec AK, Jachymek, ale tak naprawdę to potem szedł do tej fabryki, widział, że w tej fabryce dzieją się rzeczy głupie, wracał do domu i Widział, że tego nie ma, tamtego nie ma, to jest źle zorganizowane, a do tego jeszcze kłamią wieczorem w dzienniku. No nie da się tak żyć, że to jest taki odruch, który jest... Ja bym nawet nie używał słów amoralnych. To chodzi o to, że po prostu w tak durnym świecie żyć i nic nie robić, to jest obraźliwe dla poczucia przyzwoitości. Ja mam wrażenie, że Bogdanowi o to chodziło, że to jest... To jest taki normalny ludzki odruch. To nie jest żadne... Przyznaję, rzeczywiście mam takie obawy zawsze jak ktoś używa wielkich słów, tu niepodległość, Polska, wolność, nie wiem, coś jeszcze. To być może też, ale przede wszystkim to był taki odruch, że nie da się w tym bałaganie żyć. Tyle.
[01:05:01.07 → 01:05:01.22] D: Jasne.
[01:05:01.74 → 01:05:06.25] A: Dobrze. Będziemy już... O, jeszcze jest jedno pytanie, tak? Refleksja?
[01:05:06.39 → 01:06:51.50] G: Taka refleksja do tego, co Wojtku powiedziałeś i tego, co tata wcześniej powiedział, że jednak ma znaczenie skąd my wychodzimy i gdzie my wyrastamy, bo przecież my tu z bratem też na tyłku nie możemy usiedzieć. i gdzieś tam wyssaliśmy tą aktywność trochę, jak to się mówi, z mlekiem matki, więc wydaje mi się też, że jednak wyrastanie w takim poczuciu niezgody na to, co się wokół nas dzieje, powoduje, że no, przenosimy to dalej, tak? I szkoda jest trochę młodych ludzi, ale szkoda, że nie ma ich więcej, bo Bo to po prostu takie rozmowy też uczą, tak? Uczą aktywności, uczą tego, że jesteśmy po wyborach, że każdy głos ma znaczenie. Uczą tego, że jak się na coś nie zgadzamy, to bądźmy aktywni. Więc to w takich różnych obszarach myślę, że jednak to, że tata gdzieś tam wyrósł w takim, a nie innym środowisku, później kolejne pokolenie wrasta w takim, a nie innym środowisku, to ma duże znaczenie, bo później się reaguje na Ta niezgoda pojawia się jakby we wszystkich obszarach. To nie jest tylko obszar jakiegoś takiego funkcjonowania w życiu politycznym, ale w wielu obszarach życia po prostu wtedy ludzie są aktywni. I to trzeba pielęgnować, więc myślę, że warto też w te nasze dyskusje tutaj wciągać młodzież. To taka refleksja jeszcze.
[01:06:52.32 → 01:06:57.76] A: Bardzo dziękuję. Już będziemy podsumowywać. Jeszcze? Jeszcze jeden głos? Proszę bardzo.
[01:06:59.02 → 01:10:11.90] C: To co Dorota mówi, to jest jedna ważna rzecz. Jestem głęboko przekonany, co Wojtek mówi, że każdy jakoś tam ma jakiś punkt przesilenia i już dalej nie da się żyć, ale tak naprawdę zobaczmy. Cała historia nasza to nie jest historia ludzi aktywnych. Aktywne były jednostki. tylko, że te jednostki uruchamiają lawinę. My to w gruncie rzeczy działa i teraz pytanie jest takie, jeśli z takich spotkań, z takich filmów mamy wyprowadzać jakieś takie wnioski troszkę bardziej społeczne, no to pytanie jest takie, co zrobić, żeby przełamywać w sobie trochę niemoc działania, bo my sobie u cioci na imieninach możemy ponarzekać, ale z tych z tych narzekań nic nie wychodzi. Myśmy wyrośli w gruncie rzeczy, w konieczności, w imperatywie sprzeciwu. Opowiadaliście, czytaliście pod kołdrą Barańczaka. Myśmy, nam przychodzili esbecy i zabierali z półek na książki, nie Barańczaka, tylko książki, jak rozpalić ognisko, bo było wydane, książka była wydana Badem-Powella w drugim obiegu. przychodził SB i zabierał mi z łazienki takie popiersie Urbana, które przekorni moi znajomi dali mi na urodziny i gdzie miałem go powiesić? W jedynym słusznym miejscu, w toalecie, żeby codziennie mógł zobaczyć moje cztery litery. To był jakiś rodzaj sprzeciwu, który tworzył naszą konieczność, tylko to nasz sprzeciw. Natomiast coś się dzieje z naszym społeczeństwem, że no tak sobie trochę tylko u cioci na imieninach rozmawiamy, a nic z tego szerzej nie wynika. I dzięki Grzegorzu, że takie filmy kręcisz, dzięki, że one są wśród właśnie, tak jak Dorota powiedziała, młodych ludzi, fajnie, że się z nimi rozmawia. Trzeba też z nimi rozmawiać o tej bliższej rzeczywistości, o tym, co obserwują na co dzień. Dzisiaj szedłem, jechałem rowerem przez park, widziałem mnóstwo młodzieży, którzy są na spotkaniach w zasadzie końcówce roku szkolnego. Nauczyciele nie wiedzą, co z nimi robić. Widzę nauczycieli w telefonach i te dzieci w telefonach. Pytam się, dlaczego one nie rozmawiają o tym, co zobaczyli niedawno, co zrobił europoseł Brown. Dlaczego nie rozmawiają o wolności słowa, o granicach tej wolności, prawda? No wszyscy jesteśmy za to jakoś wszyscy odpowiedzialni w naszych miejscach, gdzie funkcjonujemy. Te filmy powinny budzić taką refleksję. One powinny być Grzegorz, tak naprawdę dostępne w każdej szkole. O nich się powinno rozmawiać i być inspiracją dla nauczycieli do tego, żeby zaczynać dyskusję z młodym człowiekiem. Dziękuję.
[01:10:13.69 → 01:14:03.02] B: Dziękuję ci bardzo też, bo to ja mam pewnego rodzaju doświadczenie od kilku lat, jak przychodzi grudzień, to pokazuje film Taksówka, bohater grudnia, tylko i wyłącznie młodzieży licealnej w różnych miejscach. W Lublinie, w Puławach chyba też u ciebie byliśmy, tak, bo tu jest też jeden z kolejnych bohaterów tego ostatniego mojego filmu, Leszek Gorgol, ale też w Lubartowie, gdzie w Lubartowie zaowocowało to tym, że oni co roku zbierają kolejne grupy młodzieży i zapraszają mnie na grudzień, żeby rozmawiać. Teraz zadzwonili do mnie dwa miesiące temu, mówią, przed sierpniem był lipiec, opowiedzcie filmem, i zróbmy jakieś spotkanie dla młodzieży o lubelskim lipcu, o tym, co się na lubelszczyźnie wydarzyło. Więc jest już taka cała grupa ludzi, którzy się zaangażowali, między innymi Leszek Gorgol, różnego rodzaju nauczyciele, różnego rodzaju szefowie kin, bo i w hełmie w DKF-ie tamtejszym, gdzie ja już w sumie miałem chyba kilkadziesiąt takich spotkań tylko i wyłącznie z młodzieżą, gdzie takie właśnie dyskusje prowadzimy, o których ty mówiłeś, gdzie też są stawiane pytania dotyczące aktywności i konieczności brania w życiu społecznym, politycznym swojego kraju każdego z nas. I te filmy są wtedy bardzo, bardzo pomocne. Te filmy są, ale ja ciągle to do znudzenia na różnego rodzaju forach internetowych, na Facebookach i tak dalej. Przypominam i umieszczam, ponieważ udało mi się z tąże telewizją wynegocjować, że w tak zwanym paśmie TVP VOD jest dziewięć moich filmów, które można oglądać na okrągłe. Ja to puszczam, wysyłam ludziom, później ktoś mi pisze, ach obejrzałem, a nawet nie udało nam się, to zrobiliśmy lekcję i obejrzeliśmy Film twój o, już nie pamiętam co to było, a o wybaczyć wszelkie zło. Bardzo trudny film o relacjach polsko-ukraińskich, ale o pewnym historycznym odkryciu i zdjęć z tak zwanego porozumienia pomiędzy AK-WIN a oddziałami UPA na Zamojszczyźnie. widzieliśmy ten film, dlaczego ty nie przyjedziesz, moglibyśmy porozmawiać". Ja mówię, no przecież jest Mariusz Zajączkowski, można robić te spotkania. Więc jak były latające uniwersytet z wykładami, tak samo ja próbuję coś takiego robić z filmami. No mam nadzieję, że teraz to trzeba będzie ze zdwojoną siłą uruchamiać, bo ci ludzie nagle odpłynęli w jakąś dziwną stronę. Właściwie cała ta Europa odpłynęła w dziwną prawą stronę, gdzie troszku śmieszno, a już właściwie bardzo straszno. No też, no ale wystarczy zobaczyć wyniki wyborów w tych wszystkich miejscach. No więc, no co możemy, to robimy.
[01:14:04.38 → 01:14:51.39] A: Dziękuję bardzo. Te filmy pewnie zrobiły bardzo wielką robotę. i będą żyły dalej, myślę, bo wydaje mi się, że ta historia, o której opowiada ten film i wcale nie jest historią zamkniętą, to nie jest jakaś stereopia, tylko ja z moich doświadczeń, kiedy oprowadzam też młodych ludzi po wystawie o narodzinach drugiego obiegu, wiem, że te historie ludzi interesują, że to nie jest coś zamkniętego w jakichś szufladach historii. Także ten film jest takim przykładem, a tak podsumowując już, bo nie ma już więcej głosów. Jeszcze jeden głos jest, proszę bardzo. Ostatni głos mamy tam z tyłu. Nie, nie, tam jest pani. Tam jest pani z tyłu jeszcze.
[01:14:54.17 → 01:16:14.12] H: Dzień dobry. Chciałam powiedzieć, że mnie zaskoczyła tak niewielka liczba bohaterów, hakerów, którzy byli w stanie tak wiele złego zrobić, tak mało osób, a tak wiele złego dla ówczesnej ekipy rządzącej oczywiście. Oczywiście nasuwa się pewna analogia do współczesnych czasów, gdzie też w sumie tak wielu nie ma tych bohaterów dzisiaj, którzy próbują coś dobrego zrobić, mając ten gen może odwagi w sobie, a również gen prawości, bo tak bym to nazwała. Więc chylę czoło przed bohaterami, hakerami, którzy taką niewielką grupą potrafili tak dużo zdziałać. I jeszcze takie drobne pytanie, ponieważ usłyszałam, że jeden z Panów zaliczył 30-krotnie wizyty SB-ków. i z generalnym porządkiem w domu. Jak na to reagowała rodzina, bo jednak nie oszukujmy się, ta wizyta esbecka i te piękne zdjęcia, wyciąganie pojedyncze książeczek, przesuwanie, to przecież nijak się nie miało do rzeczywistości. Więc powiedziałabym, że chyba w pewnym sensie ten film jest troszkę podkoloryzowany, za ładnie pokazuje panów esbeków.
[01:16:15.47 → 01:17:36.72] D: To rzeczywiście była taka historia, natomiast to nie było tak, że przychodzili esbecy i przewracali całkowicie dom, bo to zależało na ile my im pozwalamy. Potrzeba było w odpowiedni sposób się stawiać i myśmy się stawiali, także że to nie jest tak, że bo ja nieraz słyszę, że czasami przewrócili tam trochę tych książek na podłodze, wyrzucili. ale sytuację taką pamiętam, syn chyba pamięta, kiedy, bo on był szefem harcerstwa niezależnego w Świdniku i miał pełno broszur i przyszedł SB, którego ja z zakładu znałem i on już sobie odkłada te pisma, ja mówię, zostaw to. Jak to zostaw? Zostaw. I na niego z taką złością i zostawił. I nie spisał tego. Także to ja sobie w domu nie pozwalałem na... Może to tak troszkę powiem, że to bohatersko. Nie to bohatersko. Po prostu stawiałem się u beków. No i tyle. Tak to było.
[01:17:36.92 → 01:19:05.91] G: Ja powiem jak to wyglądało z perspektywy dziecka. Do dzisiaj mam nawyk zamykania za sobą drzwi. Zdarza mi się, że wchodzę do znajomych i mam nawyk przekręcania zamka. A dlatego, że no tu rodzice mnie wytresowali, że absolutnie masz nikomu nie, obcemu nie otwierać. No i też wyrobili we mnie ten nawyk, że dzieci z kluczem i tak dalej, czyli przychodziliśmy ze szkoły, drzwi miały być zamknięte. No ale zdarzyło się raz tak, że otworzyłam obcym i to była akurat SB. I to wyglądało w prosty sposób. Przychodzili, wkładali, jak się uchyliło drzwi, buta w te drzwi, pukali do sąsiadów. Sąsiedzi akurat byli w domu, bo była potrzeba, żeby był ktoś dorosły i tyle. Tak to się odbywało, ale myślę, że my też już później to po prostu nasiąkliśmy tym, nawykliśmy. Słuchajcie, dzieci, byliśmy przyzwyczajeni do tego, nie było to nic przyjemnego, ale tak to wyglądało w rzeczywistości. Mama sprzątała, myśmy tam sprzątali jak trzeba było, natomiast rzeczywiście tata był wytresowany tutaj też dobrze i nie bał się tego oporu. Czyli rzeczywiście, tak jak mówi, nie pozwalał na wszystko. Na tyle, na ile oczywiście sytuacja umożliwiała takie rzeczy.
[01:19:07.95 → 01:20:24.46] C: Króciutko, drodzy Państwo, to trochę tak oczywiście bardzo osobiste wspomnienia, ale to nie jest oczywiście tak, że to jakieś bohaterstwo. Bo wprost przeciwnie, to jest tak, że jak 13 grudnia o tej 12.15 do nas wparowali EZM-owcy, ja miałem 14 lat. Jak lufą karabinu ktoś z Was ściąga kołdrę, to dziecko 14-letnie musi to przeżyć. To nie, tutaj nie ma bohaterstwa. Ja siedziałem tego całego 13 grudnia opotolon, ubrany w możliwie wszystko co miałem, opotolony w dwa koce i trząsłem się jak galareta. To była tylko później ewolucja. Kolejna taka wizyta sprawiała, że się charakter nasz utwardzał i zaczęliśmy być najpierw hardzi, potem pyskować, a na końcu się śmiać. Ale na to trzeba było czasu. To był cały nasz, nazwijmy to, rozwój, kształtowanie. Ten stan wojenny nas, co tu dużo mówić, charakterologicznie bardzo mocno ukształtował. Przez tego delikwenta to wszystko. Figuranta.
[01:20:25.80 → 01:22:31.87] A: Bardzo dziękuję. Mieliśmy takie troszeczkę rodzinne wspomnienia i w ujęcie tematu z różnych stron. pokoleniowo, także bardzo to stało się ciekawie i pani sprowokowała tym pytaniem, także dziękuję bardzo. I chciałem już podsumować nasze spotkanie, długo sobie rozmawiamy i wrócić do filmu, do ostatniej sceny tego filmu, kiedy bohaterowie Radia Solidarność idą przez Świdnik, tak? I oni, jak ta ostatnia scena jest tak zmontowana trochę z góry, że od razu nasuwa się porównanie natychmiast z filmem w samopołudnie Freda Zinemana, słynnym westernem, z Gary Cooperem, tak? I idzie Gary Cooper, samotny szeryf, który walczy przeciwko złu w mieście, tak? Tutaj jest tych szeryfów kilku w tym filmie, nie? I ja myślę sobie, że Gary Cooper w tym filmie, Samopołudnie, on był sam, ale tak naprawdę czuł, że ci ludzie w miasteczku, jakby oni rozumieją jego działanie, oni go popierają, tylko trochę brakuje im odwagi, żeby iść na otwartą walkę ze złem razem z nim. Ale on chyba też czuje to, że oni są jakby z tyłu. Wydaje mi się, że w stanie wojennym, w tych trudnych czasach byli ludzie, którzy byli gotowi do takiej otwartej, odważnej walki. Zwykle jest tak, że każde pokolenie ma poetę, który wyraża się w jego imieniu. Każde pokolenie ma też aktywistów, ma odważnych ludzi, którzy działają w ich imieniu. I ci hakerzy Solidarności to byli po prostu ci bohaterowie filmu w samo południe. I dlatego nie ten film oglądało się tak jak western. I bardzo chciałbym podziękować Grzegorzowi za ten film i naszym bohaterom wszystkich, tym którzy są na sali i tym którzy są tutaj na scenie, że w odpowiednim momencie znaleźliście w sobie odwagę. Także bardzo wam dziękuję.

Kino lubelskie „Hakerzy Solidarności” / po projekcji spotkanie z Grzegorzem Linkowskim, Wojciechem Samolińskim, Andrzejem Sokołowskim / PJM

„Hakerzy” to grupa podziemnych działaczy Solidarności z lat 80., którzy włamali się swoimi audycjami na pasmo dźwiękowe telewizji PRL przy pomocy specjalnie przestrojonych nadajników. Metoda ta stała się znaczącym elementem przełamania monopolu informacji w PRL. Pomysł narodził się w Świdniku i Lublinie. Radio pracowało od 14 lutego 1983 przez pięć lat i nadało w tym czasie 43 audycje, na ścieżce fonii TVP w programach TVP1 i TVP2 również w czasie emisji „Dziennika TVP” w Lublinie i jeszcze kilku innych miejscowościach na Lubelszczyźnie.

Spektakularną akcją „Radia Solidarność” w wersji telewizyjnej, było włamanie się na fonię Telewizji Polskiej podczas relacji z pogrzebu sekretarza KC KPZR, Jurija Andropowa, kiedy jego następca Konstantin Czernienko wygłaszał płomienne przemówienie. Wówczas to telewidzowie zamiast oryginalnej ścieżki dźwiękowej usłyszeli wypowiedziany ustami Czernienki ważny komunikat: o potępieniu działań SB, o wciąż walczącej „Solidarności”, o internowanych, którzy zostali wymienieni z imienia i nazwiska.

Wszystkie nadajniki pracujące na Lubelszczyźnie (łącznie było ich kilkanaście) zbudował jeden człowiek Ireneusz Haczewski. Przekonstruował on nadesłane później z Francji trzy fabrycznie wykonane urządzenia, przystosowując je do pracy na ścieżce dźwiękowej TV Lublin i Kielce. W ciągu pięciu lat intensywnej pracy w ręce SB wpadły tylko dwa nadajniki, w tym jeden przypadkowo. Pozostałe przetrwały do dziś.

Wróć