Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.60 → 00:19.27] A: Dobry wieczór. Witam państwa bardzo serdecznie branczem, spektaklem autorskim Juliusza Machulskiego. Rozpoczynamy nowy sezon w Teatrze Starym. Bardzo dziękujemy, że przyjęli państwo zaproszenie na ten wieczór. Juliusz Machulski jest naszym gościem.
[00:24.75 → 00:31.15] B: Dobry wieczór. Tak jest lepiej. Dobry wieczór.
[00:33.29 → 00:38.03] A: Trzy miesiące przerwy. Przez trzy miesiące Juliusz Machulski nie był obecny w Lublinie.
[00:38.47 → 00:39.35] B: No coś podobnego tak.
[00:39.51 → 01:58.81] A: To jest strasznie długo. Mówią nawet, że ta linia samolotowa z naszego lotniska na Okęcie uruchomiona ma być niedługo. Pięć razy w tygodniu to specjalnie dla Juliusza Machulskiego, żeby mógł częściej tutaj bywać. Brancz, najnowszy spektakl teatru telewizji, pokazany tutaj przedpremierowo, ale pokazany nie po raz pierwszy w Polsce, bo na przykład na festiwalu Dwa Teatry trzeba było robić dodatkowy pokaz tego przedstawienia, tylu było chętnych. Dzisiaj też były małe przepychanki w drzwiach i mimo, że w Lublinie tak wiele wydarzeń, wszyscy wytrwali do końca i zamierzają wysłuchać jeszcze opowieści Pana. To jest tak, że tuż obok w ogródku trwa dzisiaj jeden z odcinków Narodowego Czytania Sienkiewicza. Pozwolę sobie zacząć od tego, dlatego że ja chciałabym ogłosić Narodowe Oglądanie Machulskiego. I tak sobie myślę, że powodów jest co najmniej kilka. Świadczą o tym nie tylko Państwa reakcje, ale przede wszystkim to, że może w jakikolwiek sposób w ten sposób oddalibyśmy Cześć Prusowi. Bo myślę sobie, że Prus pokrzywdzony, bardzo pokrzywdzony.
[01:58.83 → 01:59.71] B: Może czytajmy Prusa.
[02:00.03 → 02:05.01] A: Nie, właśnie on nie ma żadnych szans. Nawet jak dwa lata temu była setna rocznica jego urodzin, to i tak przeszła bez echa.
[02:05.77 → 02:07.41] B: Z jakiego powodu wiemy? Nie, bo on za dobry.
[02:07.69 → 02:12.09] A: Wtedy ogłosiliśmy rok Kraszewskiego. Natomiast...
[02:12.09 → 02:12.73] B: Francuskiego szpiega.
[02:13.67 → 02:27.66] A: Nie wiem, czy się państwo ze mną zgodzą. Nie wiem, czy się pan ze mną zgodzi. Ale jak oglądałam dzisiaj to przedstawienie, to widziałam sporo analogii. Z Prusem właśnie. Zupełnie niespodziewanie z Prusem.
[02:27.78 → 03:42.15] B: Z Prusem? Dziękuję, to jest wielki komplement. Prus to jest największy polski pisarz w moim przekonaniu. To właściwie taki jedyny duży, wielki pisarz, jakiego mieliśmy w XIX wieku. Ja tęsknię za Prusem, w tym sensie, że lalkę czytam cyklicznie co 2-3 lata, bo za każdym razem co innego widzę w lalce. ale tęsknię za takim, za tego rodzaju pisarstwem, które opisując świat i sytuację i ludzi mówi nam, daje nam, no nie wiem, może nie receptę jak żyć, ale nam coś więcej mówi i jest, coś wynika z działania się, coś wynika z charakterów, z fabuły, a nie fabuła, charakter i postaci są tylko tłem dla pewnej dla pewnej tezy autora dzisiaj, tak piszą młodzi pisarze i współcześni, że jakby piszą o swoim talencie bardziej, popisują się talentem niż opowiadają historię, a ja lubię jak w książce jest historia, tak jak w kinie lubię jak w filmie jest historia, a nie lubię jak reżyser się popisuje talentem, bo on jest różny, ten talent jest czasem większy, czasem mniejszy, a tak się zdarza.
[03:42.69 → 04:00.95] A: To jest tak, że u Prusa też w przeciwieństwie do Sienkiewicza nie powiewają sztandary, u Prusa też, Pana też Sztandar nie powiewa, na szczęście. U Prusa też nie ma wielkich wydarzeń historycznych i wielkich bohaterów.
[04:01.89 → 04:03.69] B: Wiosna Ludów jest w Lalce.
[04:04.39 → 04:25.84] A: Tak, ale to ona się pojawia. Pana bohaterowie, tak jak bohaterowie Niesienkiewicza, a Prusa, nie są bez skazy. Tak naprawdę dziś polubiliśmy ich wszystkich, całą tę ósemkę w gruncie rzeczy, ale przecież, proszę zobaczyć, wszyscy są z wadami.
[04:26.06 → 05:30.20] B: Wszyscy mają... Jak my, jak wszyscy mamy wady. Wszyscy mamy jakieś pęknięcia charakteru i nie tylko. I różnie się zachowujemy w różnych sytuacjach, a mało tego, w różnych częściach swojego życia. I Prus umiał to portretować. Prus, ale w tamtych czasach było wielu takich pisarzy na świecie jak Zola, jak Maupassant, jak Tolstoy czy Czechow, więc ci najlepsi opisują świat, dają tak ilustro światu, a gdzieś ta ich wielkość, ona się objawia właśnie w tym, co oni ewokują, jakie obrazy dla nas przywołują, a nie to jak piszą. Nie styl jest ważny, nie zdanie zakręcone, nie zabawa językiem, tylko, znaczy ja takie rzeczy wolę, ja takie rzeczy wolę jako czytelnik, czy jako widz w kinie. No i Prus jest, przez to może dlatego, ale on naprawdę nie był taki, nie było szans, żeby jego...
[05:30.20 → 05:36.94] A: Nie, ja myślę, że Prus nie ma żadnych szans tak naprawdę, bo Prus obserwuje społeczeństwo.
[05:37.12 → 06:35.00] B: Aha, jeszcze chciałem powiedzieć, że to był mieszczański pisarz nauk, bo wszystkiego poza tam nowelami niektórymi, którzy siedzieli na wsi, Opisywał na emancypantki, no Faraon to w ogóle była powieść historyczna wielka, wspaniała, ale opisywał problemy ludzi dobrze sytuowanych, właśnie on jakby, czy jakieś mieszczańskie, mieszczańskie problemy. To nie znaczy, że człowiek, który ma co zjeść albo je ostry getto, nie ma problemu. Czy jak ktoś wychodzi z dobrego samochodu i futrze, to nie ma prawa pójść do psychoanalityka czy psychologa. i takim mieszczańskim pisarzem był Prus. Dzięki temu znamy trochę tę epokę, bo te typy zostały i niewiele było tego typu portretów polskich, co u Prusa szczególnie, w Mancypantkach, w Lalce.
[06:35.58 → 06:46.43] A: Za jakiś czas prawdopodobnie historycy albo badacze będą wdzięczni Juliuszowi Machulskiemu, bo właśnie dzięki niemu będą mogli poznać typy jakie funkcjonowały w tamtych czasach.
[06:47.53 → 06:47.85] B: Naszych?
[06:48.25 → 06:48.39] A: Tak.
[06:48.55 → 06:49.83] B: Mieszczan naszych, tak?
[06:50.23 → 07:05.95] A: Tak. Dlaczego pan pisze? Chciałam teraz zapytać, bo tutaj też widzę bardzo dużą zbieżność z Prusem. On pisał nie dlatego, żeby sprawować rząd dusz, tylko dlatego, żeby opisać, żeby pokazać, żeby uczulić, wyłapać pewne rzeczy.
[07:05.95 → 09:32.24] B: No chyba ja myślę, że pisarz pisze, bo musi chyba w jakimś sensie. Ja lubię opowiadać historie z pierwszego zawodu filmowego, to oczywiście bardziej mi państwo znacie. Ja lubiłem zawsze opowiadać historie i opowiadać historie, które mnie by się podobały jako widzowi, bo wychodziłem z założenia, że jak mi się coś podoba jako widzowi, to takich widzów pewnie jest więcej. Nie jestem znowu taki nadzwyczajny. I to mi się sprawdziło jakoś. Początkowo mi się to sprawdzało, szczególnie kiedy mogłem rozwinąć skrzydła za czasów, kiedy budżety były dostosowane do wymogów filmu, a nie były z góry narzucone, że może być tyle i tyle, a więcej nie. I trzeba się mieścić w tym. Filmy są skromniejsze przez to, bo film drogo kosztuje. Czasami jest tak, że nie mam pomysłu na film, gdzie się musi dużo działać, gdzie musi być dużo miejsc akcji. i mam pomysł na sztukę teatralną. A jak już piszę sztukę teatralną, to chcę to zrobić w miarę skromnie, to znaczy jedność miejsca czasu i akcji, żeby to się działo teraz w ciągu tej półtorej czy dwóch godzin. Staram się, żeby to miało taką formę. A jeszcze była też techniczna czy jakby taka trywialno-techniczna powód, że namówiła mnie do napisania pierwszej sztuki teatralnej, na deski, bo ta sztuka była pisana do teatru. Pierwsza to była Nextex, potem była Matka Brata Mojego Syna. Obydwie te sztuki były zrealizowane w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Wzięły udział w konkursie i pani dyrektor Ewa Pilawska, która tam od lat się zajmuje, teatrem powszechnym i komediopisaniem. Namówiła mnie, żebym napisał na konkurs. Ta sztuka dostała dobrze oceniona, dostała potem zrobiona, potem zrobiłem to w telewizji, napisałem następną, napisałem trzecią. To, co się Państwo widzieli, to już nie była jeszcze w teatrze takim scenicznym, pewnie nie będzie, ale napisałem ją i teatr telewizji chciał zrobić. No i napisałem sztukę Macchia, którą tutaj niektórzy może z Państwa widzieli. którą bardzo lubię i to jest moje ostatnie na razie osiągnięcie i z którą łączę wielkie nadzieje na przyszłość.
[09:32.74 → 09:53.18] A: Makie będą mogli Państwo zobaczyć po raz pierwszy w tym sezonie już za tydzień w niedzielę w Teatrze Starym. Jeśli Państwo już spektakl widzieli, proszę opowiedzieć o tym znajomym. Czy to pióro mocniejsze od miecza, to zdanie bada w spektaklu, to zdanie z Serwanta, tak? Tak.
[09:53.28 → 09:53.46] B: Skąd?
[09:54.35 → 09:58.55] A: Terry Pratchett, jeden z jego bohaterów używa tego zdania.
[09:58.73 → 10:29.30] B: Być może. Ja to wziąłem z Google'a trochę, na planie, bo ten pomysł mi przyszedł na planie, żeby oni czytali takie, to się nazywało Fortune Cookies, czyli jakby ciasteczka z przepowiednią. Chiński zwyczaj taki, który czasem w niektórych restauracjach chińskich w Polsce również jest. Więc wydawało mi się, że jak idą napisy, to zawsze jest nudno, więc żeby tam coś było, to wymyśliłem, żeby pobyć jeszcze z tymi bohaterami. ale musiałem Hiszpanowi wymyślić hiszpański z hiszpański jakieś zdanie.
[10:29.42 → 10:38.40] A: Widzi pan, angielski pisarz też się posługuje tym zdaniem, więc jest bardzo widocznie międzynarodowy, ale chciałam zapytać, czy pan też tak uważa, że pióro mocniejsze od miecza?
[10:38.86 → 11:23.21] B: W sensie przenośnym oczywiście, bo miejmy nadzieję, że ten świat dlatego istnieje, że jest mocniejsze pióro niż miecz. On dostaje dłużej chyba to, co jest zawalczone, powiedzmy używając metafory, czy to co się dzieje z powodu pióra zostaje dłużej niż to co się dzieje z powodu miecza, bo można zdobyć kraj, potem granice się zmieniają, potem wszystko się zmienia, już tych ludzi nie ma, już nie ma tego państwa, nie ma tych ludzi, nie ma tych mieczów, nie ma, a to co jest napisane zostaje. Litera, słowo, słowo. Póki istnieje Ziemia, to też podobno to nie jesteśmy na zawsze, ale póki co jest.
[11:23.64 → 11:46.40] A: Widzi pan, tak mnie pan przyzwyczaił do tego, żeby w wszystkich filmach i spektaklach teatralnych szukać różnych odniesień, bo pan lubi bawić się z widzem, żeby rozszyfrowywał sobie różne znaczenia, że ja sobie jeszcze dorobiłam ideologię do tego aparatu fotograficznego, Bo bohater Terego Pratchetta, który używa tego sformułowania, też ma taki aparacik.
[11:46.50 → 11:48.18] B: Tak? Nie czytałem Terego Pratchetta.
[11:48.18 → 11:49.48] A: No właśnie. Też ma taki aparacik.
[11:49.50 → 11:50.52] B: Tego autora nie czytałem.
[11:50.70 → 12:07.58] A: I w tym aparaciku, który niby jest aparacikiem, trochę kręci film, trochę robi zdjęcia, wypisz, wymaluj, jak w tym autoobrazie, tylko jest jeden drobiazg, tam w środku siedzi demonek. I patrzy na tę rzeczywistość, ale domalowuje ją po swojemu.
[12:07.76 → 12:08.72] B: To dobry pomysł.
[12:09.50 → 12:14.20] A: Tak sobie pomyślałam, że pan to zrobił absolutnie celowo. Ale że ma pan...
[12:14.20 → 12:32.06] B: Pomysły fruwają gdzieś tutaj, one wszędzie, tak naprawdę. I dlatego czasem się rodzą w dwóch różnych miejscach na świecie podobne pomysły. Tylko ten, kto ma większe przebicie, ma wtedy... Ten, kto jest pierwszy często, jest ważniejszy. Aczkolwiek nie zawsze.
[12:33.40 → 13:00.97] A: Chciałam zapytać o aktorów, o aktorów, których pan dobiera do poszczególnych spektakli. Dziś oglądaliśmy spektakl teatru telewizji, przy nich się więc zatrzymajmy. Przy tym konkretnie się zatrzymajmy. To jest zawsze znakomity popis gry aktorskiej. Mam takie wrażenie, że jak u Udega-Lena, u Machulskiego też każdy by chciał zagrać chociaż epizod, bo to zawsze jest Ja
[13:00.97 → 13:29.77] B: zauważyłem, że u mnie aktorzy się starają. Nawet ja nie muszę tak specjalnie o to zabiegać. Oni się starają, im zależy. Ale to też jest sprawa sztuki, tematu. Zdarza się, że jak jacyś aktorzy mi odmówili z powodów terminowych, to jest nagminne, ale to nie jest ich wybór, to jest czasem żałość. Kilka razy mi się zdarzyło, że aktor nie wziął tej roli, którą ja sobie upatrzyłem dla niego, bo nie czuje albo uważał, że jest inny.
[13:30.17 → 13:31.93] A: Kiedy pan pisze, myśli pan o aktorze?
[13:31.95 → 15:31.58] B: Czasem tak, to czasem pomaga, tak typażowo bardziej. To czasem pomaga, ale często też stanowi pułapkę, bo jak się na tego aktora zasadzimy, to akurat on jest zajęty, czy aktorkę. A czasem jak się powie aktorowi, czy aktorce, że pisze dla ciebie coś, to daje efekt. Było z Piotrem Fronczewskim, którego wykorzystałem w przerwaniu działań wojennych, taka sztuka. Też napisałem sztukę, ale to było według dokumentalne zapisów Kazimierza Iranka-Osmeckiego o podpisywaniu kapitulacji z AK z Fondenbachem w 1944. I wiedziałem, że to musi być Piotr Fronczewski. Jak nie będę miał Piotra Fronczewskiego do tej roli, to nie robię tego. A on jest bardzo takim aktorem, który jak piskosz nie chce mu się dotknąć. Nie chce, no już nie chce. Nie chce być w teatrze, w telewizji szczególnie. Więc musiałem użyć podchodów I przekonałem go, że to rzeczywiście jest dla niego i że dla niego pisze. I to tak długo trwało, to namawianie, a jednocześnie pisanie. I przekładaliśmy to z powodu jego zajętości, jego terminów, aż wreszcie uległ i to zagrał. I dzięki Bogu, bo rzeczywiście on się do tego nadawał jako nikt inny w Polsce. Czasem tak jest, ale czasem też myśli się o jednym aktorze, a potem się obsadza drugiego i jest jeszcze lepiej. Często też tak miałem. Także nie ma jakby jednej reguły, ale dobrze jest przy pisaniu wyobraźni, nawet może to być amerykański aktor czy francuski, taki typ jak. Tylko ja wolę zawsze myśleć o naszych rodzimych aktorkach czy aktorach, bo wtedy wiem, że mogę kogoś takiego mieć, a jak coś sobie wymyślę, że jak Paul Newman, żeby ktoś był, no to wtedy już Paula Newmana nie mamy, bo go nie ma. I tak, czasem to pomaga, a czasem jest to też, nijak sobie nie mogę wyobrazić twarzy, którą którą opisuje i dopiero mi przychodzi w jakimś momencie. Czarek Pazura, który tu się pojawił, przyszedł dosyć późno do obsady. Nie myślałem o nim wcześniej.
[15:32.34 → 15:33.51] A: A ta młoda osoba?
[15:33.88 → 16:04.99] B: To jest z castingu. Młodych osób nie znam wszystkich i one są młode. Ala Juszkiewicz jest na trzecim bodajże roku, teraz będzie na czwartym w Szkole Łódzkiej. Jest studentką Gabrysi Muskały, która grała jej matkę. Ona, jak zaangażowaliśmy Gabrysię, to ona podała mi trzy nazwiska młodych, zdolnych swoich studentek. Zaprosiła mnie na zdjęcia próbne, ale okazała się najlepsza dla tej roli. No i tak to się dzieje, tak to się często dzieje.
[16:05.11 → 16:17.39] A: Pan słucha podpowiedzi, pan jest czujny na podpowiedzi. Tu przypomnijmy, na tej scenie opowiadał pan swego czasu historię m.in. Sex Mission, kiedy to bardzo upierał się pan, żeby nie Jerzy Stuhr grał główną rolę, ale...
[16:18.41 → 16:22.89] B: Ja się upierałem, żeby nie grał.
[16:23.55 → 16:25.29] A: Chciał pan kogoś innego?
[16:25.87 → 16:47.11] B: Chciałem kogoś innego, jak pisałem. Potem to nie wyszło, potem był Jerzy Stuhr, którego ja tak trochę chciałem, a trochę nie wiedziałem jeszcze. Ale wszyscy byli dookoła, moi bliscy współpracownicy i rodzina, że oj, chyba nie da rady, on to nie, to nie on, to nie on. Ale jakoś mi przekonał, że to powinien być on. Czasem trzeba ryzykować też, co tu dużo mówić. Czasem trzeba ryzykować.
[16:47.98 → 17:05.78] A: ryzykować albo ja bym pana raczej podejrzewała o jakieś siódme zmysły, jak to artystę szczerze mówiąc. Bo muszę panu powiedzieć, że kiedy oglądałam ten spektakl, to przypomniałam sobie o takich badaniach, które... Kiedy pan pisał to przedstawienie? Pewnie kilka, dwa, trzy?
[17:05.78 → 17:10.28] B: To było ze dwa lata temu albo trzy, trzy lata temu chyba.
[17:10.30 → 17:34.84] A: No właśnie i mniej więcej w tym samym czasie Światłodzienne ujrzały badania, które były robione przez dobrych kilka lat bardzo poważne badania na temat rodziny w dzisiejszej Polsce. Bardzo poważne uniwersyteckie badania, które bardzo dużo mówiły na temat rodziny. Ja je przeglądałam i kiedy oglądałam pana przedstawienie, to mam wrażenie, że nie trzeba było robić kilkuletnich badań. Wystarczyło Machulskiego poprosić o to, żeby powiedział...
[17:34.84 → 17:36.72] B: Ja nie znam się na rodzinach w Polsce.
[17:37.12 → 17:45.01] A: No ale właśnie, ale to jest tak, że pan przewidział z jakimi problemami najczęściej, Co się będzie działo?
[17:45.13 → 18:47.90] B: Mam rodzinę i mam obserwacje i mam przyjaciół i znam opowieści o nich i czasem się obserwuje ludzi. Czasem pisarze, autorzy powinni obserwować, zapamiętywać słowa, całe dialogi. To pomaga, bo to jest wtedy prawdziwe. To jest wtedy prawdziwe. No aktorzy potem może oczywiście dodać mogą jeszcze, ale i tak to zrobili zresztą, genialnie zagrali wszyscy. Natomiast rzeczywiście to punkt wyjścia musi być gdzieś z jakiejś prawdy. Trochę tam jest oczywiście moich historii, historii rodzinnych, ale też to nie jest autoportret żaden, ani wiwisekcja, nie aż tak. Ale dużo jest. Autor zawsze czerpie z siebie. Czytałem teraz coś o tą stoju, kawałek biografii i on też weselę w wojnie i pokoju jest jego weselem. Która jest wesel? czy w Annie Kareninie. Także skąd czerpać, z siebie, z tego co się... Szkoda wymyślać coś jak jest coś gotowe.
[18:48.36 → 18:50.52] A: Pan pozwala aktorom dodawać teksty?
[18:50.56 → 19:41.47] B: Pozwalam dodać pod warunkiem, że to co dodadzą, rzeczywiście coś dodaje. A nie jest tylko powodem zadowolenia dla aktora, że zmienił tekst. Znaczy na pewno nie pozwalam zmieniać tekstu tylko dlatego, że ktoś nie zapamiętał frazy albo szyku. Szyk jest ważny. Moi aktorzy się nauczyli już. Ja dosyć piłuję. Jak jest napisane coś o jakimś szyku, to nie pozwalam przestawić słowa, bo to czasem traci impakt. I oni to widzą wreszcie. A powiedz teraz tak, że czasownik jest na końcu, bo my czekamy na ten czasownik. Jak ten czasownik pada, to my wiemy o co tu chodzi. A jak mówisz go na początku, to wszystkie reszty to już jest nieciekawe. No i rzeczywiście to tak działa. Jak tak się przysłuchujemy... Ja mam ucho do dialogów filmowych i jak tak się przysłuchuję temu, to wiem, jakie powinna być kolejność słów w zdaniu, żeby było dobre.
[19:42.31 → 19:46.41] A: Czyli tak naprawdę, bo teraz wszyscy chcą pisać, prawie wszyscy piszą.
[19:46.91 → 20:34.20] B: Powinienem podać jakiś przykład, jak się tak mówi mądrze i tak się człowiek wymądrza, to powinienem podać jakiś przykład. Jakby tu było coś, to bym się coś przypomniał, ale to jest... Na przykład ona przychodzi, Ala przychodzi i mówi, i napisane było tak, Ona mówi, on tam jest, nakłada sobie szparagi. Kto? Mój ojciec. A napisałem źle najpierw tę linijkę i napisałem, on tam jest. Kto? Mój ojciec. Nakłada sobie szparagi. Ja wiedziałem, że trzeba czekać na tego kogoś, kto tam jest. Czyli wystarczyło przesunąć szparagi. Przed ojcem już jest lepiej. A takie zdanie byłoby, takie sobie zdanie. Takie się zdania mówi w życiu, ale życie nie jest ciekawe. A kino, czy teatr, telewizja różni się od życia tym, że są te nieciekawe momenty wycięte.
[20:35.24 → 20:39.56] A: Czyli z jednej strony improwizacja, z drugiej strony jednak sztywne trzymanie się pewnej harmonii.
[20:39.56 → 20:45.04] B: Nie sztywne, elastyczne, ale takie rozsądne, racjonalne.
[20:45.28 → 20:55.76] A: Natomiast a propos sztywnych postaw, które prowadzą do absolutnego rozkładu, To mam jeszcze jedno literackie skojarzenie, kiedy oglądam to przedstawienie z Gombrowiczem.
[20:56.58 → 21:39.27] B: Na szczęście nie przyjmuję tego. To dobrze. Ja na to nie mam wpływu, z kim się kojarzy ta sztuka, ale to się cieszę. To jest drugi mój pisarz współczesny, tym bardziej współczesny. którego bardzo cenię i któremu też powinniśmy być wdzięczni za każde słowo, które napisał. Jakbyśmy mieli więcej takich pisarzy, może byśmy inaczej też wyglądali. Myślę przede wszystkim o dzienniku jego, bo to jest coś, co jest niepowtarzalne. Chociaż lubię i transatlantyk, i ferdydurkę, ale dziennik jest chyba taką Biblią współczesnego Polaka. Może to tak strasznie brzmi górnolotnie, ale ja tak to dla siebie postrzegam.
[21:40.37 → 21:45.63] A: Ale to w ferdurkę są te dwie rodziny, młodziakowie i hurletcy.
[21:45.75 → 21:46.93] B: On genialnie przewidział.
[21:47.41 → 21:58.17] A: Nie wspomnijmy także o tym, że młodziakowie też przy obiedzie toczą te wszystkie swoje dysputy. Nawet myślałam przez moment, że to są takie świadome nawiązania.
[21:58.29 → 22:30.93] B: Gdzieś to zapada pewnie w podświadomości bardziej, jak się to czytało. Takie rzeczy zapadają i gdzieś tkwią. No ale poza tym nie ma lepszych miejsc jak przy obiedzie, czy przy kolacji, czy przy lunchu, czy przy brunchu, czy przy śniadaniu czasem. Chociaż mówi się złym toniem rozmawiać o rzeczach, które są kontrowersyjne przy posiłkach, nieprzyjemne. O polityce nie mówi się, o czym? O pieniądze. O różnych rzeczach się nie powinno mówić. Ale jak wiemy jest inaczej.
[22:31.51 → 23:05.84] A: Swoją drogą, jak tak sobie przypomnieć historię świata i ludzkości, to wszystkie najważniejsze decyzje od początku zapadały przy stole właśnie i mówiono wtedy także o sprawach bardzo kontrowersyjnych, chociaż może niekoniecznie o pieniądzach. Właśnie, nie wypada pewnych rzeczy robić przy stole, pan powiedział. Sam branż, sam tytuł tego spektaklu i zorganizowanie tego wszystkiego podczas branczu właśnie, to jest też na swój sposób podsumowanie dzisiejszych czasów. Po co to jest branż? Coś, co pojawiło się stosunkowo niedawno, bo w latach dziewięćdziesiątych.
[23:05.86 → 23:06.16] B: U nas.
[23:06.38 → 23:07.18] A: U nas niedawno.
[23:07.26 → 23:13.22] B: Na świecie też. To są lata dziewięćdziesiąte mniej więcej. Ja się właśnie z zdziwieniem poczytałem w jakiejś przedwojennej książce, że szli na branż u anglosasów.
[23:13.22 → 23:13.38] A: Wtedy, tak?
[23:13.38 → 23:24.26] B: Tak. U anglosasów. Jakiejś brytyjskiej czy amerykańskiej. Więc to tam się pojawiło, to słowo wcześniej. A u nas to przeszło z tym wszystkim. Z Halloween i z walendynkami. Z wszystkim tym przeszło chyba.
[23:24.40 → 23:26.32] A: I z tym, jak powinien wyglądać się świat.
[23:26.32 → 23:26.44] B: Z globalizacją.
[23:26.60 → 23:31.14] A: Czyli świat powinien wyglądać się i tak jak branż, czyli powinien być niezobowiązujący.
[23:31.18 → 23:31.88] B: Niezobowiązujący.
[23:32.38 → 23:37.18] A: Przyjemny. No i taki jak branż właśnie, prawda?
[23:37.18 → 23:38.40] B: No i nie taki drogi może.
[23:38.78 → 23:44.52] A: To jest też na swój sposób diagnoza rzeczywistości.
[23:44.56 → 24:09.76] B: No tak, branż to jest dziwny twór, bo to jest takie śniadanie z obiadem, no to jest dziwne coś. Kilka branżów w życiu przeszedłem, ale to nie jest jakby moja ulubiona forma spędzania czasu przy stole. Wydawało mi się, że to jest właśnie to, co pani mówi, że to jest pewnego rodzaju synteza, Naszych czasów. Znak oznaka naszych czasów.
[24:10.14 → 24:28.82] A: Kiedy jeszcze na chwilę wrócę do oferty Durke kiedy te sztywne postawy jak się potem okazuje prowadzą do rozkładu to tak sobie myślę patrząc na pana bohaterów, że może być dokładnie tak samo. Na szczęście nikt z nich do końca sztywnej postawy nie zachowuje. Jest więc jakaś szansa.
[24:30.47 → 25:42.88] B: No jest, oczywiście ja nie piszę żadnych recept, jestem na to za mało doświadczony i nie tak mądry jak Prus czy naprawdziwi pisarze, ale wydaje mi się, że takie podejście do życia z pewną dozą dystansu do samego siebie jest zdrowe i powoduje lepsze skutki niż czasami bycia strasznie No pryncypialność może nie jest zła, ale takim zasadniczo sztywnym kimś, kto jest, kto się nie da nawrócić albo nie da się przekonać. Tak mi się wydaje, tak mi się często wydaje, że nie możemy się czasem brać tak serio, przyjmować jak, nie bądźmy tacy serio wobec siebie i to będzie lepiej. Zwłaszcza chyba w tym kraju, gdzie, gdzie mamy takie dość wysokie poczucie honoru, a niskie poczucie humoru, miarę, no porównajmy z honorem. Może to specjalnie troszeczkę przesadzam, bo jak myślę, jak tutaj państwo siedzicie na tej sali, to akurat was to nie dotyczy, ale mam takie poczucie, że w przestrzeni publicznej jest tego honoru za dużo, a poczucia humoru za mało, z dystansu za mało.
[25:43.13 → 25:45.76] A: Honoru, poczucia pokrzywdzenia i szukania winy.
[25:45.78 → 25:58.03] B: No bo to się z tym łączy, bo jeżeli ktoś ma bardzo takie odsłonięte poczucie honoru, bardzo łatwo go ten honor urazić, to naprawdę jest łatwo. Wtedy jest byle czym.
[25:58.65 → 26:12.89] A: No właśnie, i tu znowu mamy Sienkiewicza, a z drugiej strony Prusa, czyli Machulskiego, z zupełnie inną postawą. Jeżeli państwo mieliby ochotę zadać pytanie naszemu gościowi, to bardzo proszę. To jest ten moment.
[26:13.11 → 26:15.55] B: Karawka.
[26:16.41 → 26:17.67] A: To będzie moment też na to, żeby
[26:17.67 → 26:19.13] B: gość mógł sobie... To jest za karę dla mnie, wiem.
[26:26.80 → 27:36.33] A: Gdyby pani zechciała chwilę poczekać, bo mamy mikrofon, dobrze? Będziemy wtedy wszyscy słyszeć, a także będą słyszeć ci, którzy oglądają nas przez internet. Mówię, że nie chciałam zadawać pytań, tylko chciałam powiedzieć, że ta sztuka mnie bardzo poruszyła, bo już dawno się tak serdecznie nie śmiałam i dawno się tak nie wzruszyłam, dlatego że w każdej z tych postaci widziałam coś tam z siebie i nie chciałabym się tutaj mączyć, ale Wydaje mi się, że to, co pan powiedział, że pan czerpie z życia, ze swojej rodziny. Ja tam widziałam takie wątki gdzieś tam, jak pan udzielał wywiadów i dlatego mi się wydaje, że może Prus, może Sienkiewicz. Dla mnie to jest Machulski. Jak ja byłam na pana sztuce, oglądałam Machię, to w pewnym momencie sobie pomyślałam, no wytrzymaj kobietom. Jeszcze trochę, ale to zakończenie było tak genialne, że się cieszyłam i wtedy zobaczyłam Pana. I ja tylko tyle chciałam powiedzieć, że po prostu bardzo mi się ta sztuka podobała.
[27:37.33 → 29:16.93] B: Dziękuję bardzo, ale rozumiem, że co powinienem skrócić, Mak jest trochę z przodu, bo tam trochę za długo. Ja chciałem bawiąc uczyć, żebyśmy dowiedzieli się, ja mówię teraz o Maki, żebyśmy dowiedzieli się o tamtych czasach, żebyśmy trochę poczuli, renesans włoski, czym się, z czym to się, co się robiło, co się jadło, jak się, jakie były problemy, a dopiero potem zajęcie problemami bohaterów. Ale może to jest, ten początek jest za długi rzeczywiście, bo to nie pierwsza taka uwaga. Nie? No tutaj, w tym teatrze to już wszystko szybko idzie. To jest, to jest teatr dla tej sztuki, ale rzeczywiście, nie, nie, ale ja się uczę też, nie mam w sobie, Ja się uczę z każdym nowym projektem, tekstem napisanym, bo jak mówi angielskie powrzekadło, you live, you learn, czyli tak długo jak żyjesz, się uczysz. I uważam, że to jest bardzo prawne i prawdziwe. Mało tego, im jestem starszy, tym bardziej przekonuję się, że przysłowia są naprawdę mądrością narodu. To też jest przysłowie. Ale tak jak się było młodym dzieckiem, to się myślało, no tak, na pochyłę drzewa i koza wskoczy, czy coś. Ale to jest prawda. Czy tam nosił dzban, aż mu się tam razy kilka, a mu się ucho nie urwało. I to są rzeczy, które coś mówią więcej, syntetyzują w jakiejś metaforze mądrości takie społeczno-życiowo-ludzkie, które istnieją w każdym przecież, pod każdą szerokością geograficzną. I nie należy lekceważyć przysłów, moim zdaniem. A mało tego, można wyciągać wnioski z nich,
[29:19.32 → 29:26.04] A: Bardzo proszę. Ucząc swoją drogą, to też jest fragment, to też jest tekst.
[29:26.12 → 29:28.82] B: To jest też takie prusa, to jest takie pozytywistyczne chyba.
[29:29.00 → 29:32.68] A: Oświeceniowe bardziej, ale też niemodne w każdym razie.
[29:33.44 → 29:34.48] B: Niemodne, bo my wszystko wiemy.
[29:34.90 → 29:36.94] A: My jesteśmy tacy strasznie modni.
[29:36.94 → 29:41.44] B: Jesteśmy zabawieni już do końca, jesteśmy zabawieni na śmierć i wszystko wiemy, więc co teraz?
[29:41.78 → 29:42.42] A: Właśnie.
[29:42.56 → 29:43.16] B: Voice of Poland.
[29:44.48 → 29:45.58] A: Właśnie.
[29:45.98 → 29:50.47] B: No tak, też trzeba wejść na inną fazę. Nie słów, tylko dźwięków.
[29:52.21 → 30:24.79] A: Czy ktoś z Państwa miałby ochotę jeszcze słowa? A te ciasteczka na końcu, te chińskie ciasteczka, z których wypadają przysłowia i powiedzenia z bardzo różnych kręgów, bo tam i Gwiezdne Wojny się gdzieś zaplątały. No i ostatnia bohaterka, taka chyba najbardziej, z najmniejszą skazą, jeśli w ogóle jakąkolwiek posiada, Nie chcę reżytować cudzej Maksymy, chcę powiedzieć coś o sobie. To jest nasz, to jest właściwa postawa.
[30:25.44 → 32:25.39] B: To jest właściwa postawa, ale ona też przyszła mi jakby trochę w praniu, znaczy w wyrobieniu. W zasadzie ja widziałem, że ja mam za dużo, bo jak ja kręciłem to, to powiem od kuchni, no to też może być ciekawe czasem. Taki mądry nie jestem, ale ta mądrość, znaczy na tyle jestem tylko, mam doświadczenie i jestem, wiem jak to powinno wyglądać, że jak na planie mam na przykład Kręcę taką scenę i mam te cytaty i ciasteczka i jak sobie potem je układam w filmie montażowo i to jest normalnie w akcji, to ja wiem, że to jest za długo, ale ponieważ jest ich żal, to zaczynam kombinować co z nimi zrobić, żeby, no mówię właśnie, żeby się nie rozstać jeszcze z bohaterami i oni tam byli. Ale dla postaci kelnerki długo nie miałem cytatu, a ponieważ wydawało mi się, wydawało mi się, że jej postać trzeba tak dopełnić. że ona raz, że poradziła z knechtem, z chwytem komandowskim, a dwa, żeby pokazać, że ona też ma swój świat, swoje życie, że jest matką, która ma chore dziecko, a jednocześnie to jak wiele z naszych kolegów, teraz już jestem starszy, ale jak byłem młodszy, to wiem, że moi koledzy aktorzy zaczynali jako kelnerzy czy kelnerki i to też jest tak na całym świecie. Więc chciałem jej trochę dodać tego backgroundu, zaplecza, żeby nie była tylko takim, taką wyciętą z tektury postacią. I dlatego pomyślałem sobie, że ona może powiedzieć o sobie więcej, bo o niej nic nie wiemy, a o nich wszystkich wiemy, żeśmy sobie dowiedzieli się w czasie sztuki. I to się pojawiło też na planie. Powiedziałem, dobra, to mówię do Olgi, taki coś ci napiszę. To też jest autor, ponieważ ja reżyseruję i piszę, to mam tą możliwość poprawiania w trakcie. że jak się robi według kogoś, też można teoretycznie mu przecież dodać jakieś tam słowo, czy tam zdanie, nawet konsultując, albo i nie. Jak autor ma zaufanie, to nie trzeba konsultować. Ale to jest wygodniej.
[32:27.10 → 32:52.77] A: Kiedy się ogląda pana spektakle teatralne, mówimy tu o maki zwłaszcza, długim przecież spektaklu, który dzieje się na jednej scenie, non stop. Kiedy oglądamy spektakle teatru, telewizji, to wraca wiara w to, że człowiek przychodzi do teatru po to, żeby posłuchać opowieści i posłuchać słowa, że nie trzeba stosować trików, zabiegów rozmaitych, cięć, ostrej akcji.
[32:52.77 → 34:10.54] B: Mogą być zabiegi, może być multimedia, mikroporty i tak dalej, ale wydaje mi się, że ja przychodzę do teatru dla słowa i aktora, dla tekstu i aktora. Bardziej to jest dla mnie ważne niż... Ja oczywiście też widziałem mnóstwo inscenizacyjnych przedstawień i wspaniałych, i malarskich, I pamiętam te Pitera Bruka, wszystkie najważniejsze osiągnięcia i Wajdy widziałem i Swinarskiego jeszcze miałem szczęście oglądać, byłem będąc w liceum, więc znam ten różny teatr, ale mnie najbardziej interesuje taki dyskursyjny czy dyskursywny teatr, kiedy aktorzy rozmawiają ze sobą i to jest ciekawe. Przez to, że jak oni rozmawiają i o czym rozmawiają. I tak się przekonałem, że ciągle do tych anglosasów wraca, bo ja nie jestem Ale tak jakoś to wychodzi z rozłożenia kart. Wracamy do anglosasków, bo i Amerykanie, i Brytyjczycy umieją takie sztuki pisać, i Francuzi też. Francuzi są lepsi może w lżejszych komediach, ale oni potrafią takie pisać sztuki na dwie, trzy osoby, od których się nie można oderwać. Pinter czy David Mamet z Amerykanów współczesnych. Ja gdzieś też, ponieważ ich wcześniej dosyć odkryłem, to mogłem się trochę napatrzeć i nauczyć. zobaczyć, na czym to trochę polega, bo to też trzeba podglądać innych, co tu dużo mówić.
[34:11.80 → 34:14.02] A: Umieją, ale też trochę się nie boją.
[34:14.96 → 34:18.36] B: Oni się nie boją, tak. Właśnie, bo to... My się boimy, też się nie boimy.
[34:18.48 → 34:29.54] A: Właśnie nie wiem, jest chyba jakoś lękiem podszyte takie myślenie, że dwóch aktorów, trzech aktorów na scenie w jednej przestrzeni to może nie uda.
[34:30.54 → 35:18.79] B: No, ale jak jest dobry tekst i mamy dobrą obsadę, To się udaje na ogół. Może to nie jest hit na miarę Broadwayowskiego hitu, który tam jest, nie wiem, musicalowego, ale dobre przedstawienie gdzieś zostaje w pamięci widza. To jest chyba najważniejsze miejsce, gdzie zostają przedstawienia dobre sceniczne, no bo czasem się ich nie rejestruje nawet, co jest szkodą, bo nie znamy wielkich kreacji przez to. Chociaż one czasem przestają być wielkie też, jak czasem już po latach czasem się okazuje, że to, co nam się wydawało wielkie, to może nie jest aż tak wielki, a może myśmy się zmienili, a może tekst, a może świat. Krótko mówiąc, to jest i odwaga, ale pewnego rodzaju wygoda, bo im mniej jest osób na scenie, tym jest łatwiej to reżyserować.
[35:19.13 → 35:33.81] A: Co zostaje w widzu, to pani tutaj dała odpowiedź, mówiąc o swoim odebraniu tego spektaklu. Ale nie tylko dlatego, że łatwiej zostawił pan film i skupił się w tej chwili głównie na teatrze, czy trochę też z tego powodu?
[35:34.95 → 38:52.98] B: No nie, tutaj było, tu miałem kilka projektów odrzuconych filmowych, znaczy i odrzuconych, może nie do końca, bo teraz jest inny nowy system, że niektóre projekty, które te komisje, które tam oceniają i rozdają te pakiety i przyznają pieniądze, oceniają te filmy, czy to są filmy komercyjne, czy one sobie dadzą radę same w kinach, czy trzeba im dołożyć pieniędzy, czy właściwie powinny same wypracować. I wtedy się nie dostaje dotacji, tylko dostaje pożyczkę. I ja prowadzę studio też filmowe od 25, więcej już lat. I nigdy tak nie miałem trudno jak teraz, bo premiowane czy promowane są filmy takie obyczajowo smutne, festiwalowe, takie, które historia jest niejasna i wszystko co z tym się wiąże, że w kino gatunkowe ma gorzej, to znaczy uważane jest, że ono się samo z rynku powinno zwrócić, w związku z tym nie można dostać dotacji, tylko dostaje się pożyczkę. jakby Polski Instytut Sztuki Filmowej był bankiem, a nie Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Więc często jest tak, że te komisje, tam są podobni twórcy najczęściej, którzy robią te filmy inne niż gatunkowe, nie rozumieją tych scenariuszy czy tych projektów i jakoś one są zawsze skazane na gorszość. I jak mi kilka takich rzeczy nie wyszło, Ambasada też musiałem wziąć pożyczkę, robiąc ambasadę. To pomyślałem sobie, że może w Teatrze Telewizji też jakoś będę się mógł realizować, bo to, co było już na scenie zrobione w Łodzi, to nie ja reżyserowałem tamte przedstawienia, więc tylko byłem widzem. A ponieważ chcę, jak mówię, opowiadać historię, to w ten sposób postarałem się to zrobić, ale też nie chciałbym odejść od kina w ogóle. Chociaż, no ja nie wiem, nie to, że ja wszystko już zrobiłem, co mogłem. Pewnie nie, a pewnie nie wszystkiego nie zrobię i pewnie pewne projekty moje zostaną tylko w głowie. Ale naprawdę trzeba mieć bardzo, bardzo ważny powód, żeby robić film, moim zdaniem. To znaczy, to nie może mnie unikać tylko dlatego, że to jest mój zawód, ja wstaję rano i co ja robię? Idę na plan i robię film. No tak, po pierwsze, tak nie ma, w żadnym, nikt tak nie ma w tym kraju. A po drugie, no, Ważny powód dla mnie to jest taki scenariusz, którego nie widziałem, który mnie zaskakuje, który bym chciał zrobić i który powoduje, że codziennie będę chciał wstawać o szóstej, iść na plany i robić film, bo nie potrafiłbym tego robić tylko dlatego, że to mój zawód, albo że muszę zrobić odcinek serialu, którego na przykład nie lubię albo nie wierzę w niego. No ale jakbym musiał, to nie wiem, to może bym musiał, ale póki co mi się to udało na razie. No tak, dlatego nie robię żadnego filmu i nie mam nawet za dużo w głowie. Mam pewien pomysł na film, czy nawet niejeden, ale muszę przysiąść fałdów i pomyśleć filmowo. Teraz myślałem przez długi czas teatralnie, bo w tym roku zrealizowałem i tę sztukę, którą państwo widzieli, i makię, którą państwo widzieli również. I mam jeszcze inne pomysły na sztuki teatralne. Byle starczyło zdrowia, jak to się mówi. I czasu.
[38:53.69 → 38:55.99] A: Ale dba pan o siebie. Wakacje były udane?
[38:56.45 → 40:01.45] B: Długie, tak. W tym roku były bardzo udane wakacje z powodu dobrej pogody w Polsce. Wakacje były takie pracujące wakacje w Polsce, ale to było tak. Rzadko się to zdarza. Po raz pierwszy od dwudziestu kilku lat się wykąpałem w Polskim Morzu. Ciepło było. Dbałem się, ale tego nigdy nie wiadomo. Ja myślę, że też trzeba mieć pomysły. Ale to nie jest studnia bez dna. Aczkolwiek można ją ładować tam, w dół tego wora. Trzeba dużo czytać, obserwować. Myślę, że to jest najważniejsze. Czytanie, oglądanie, słuchanie innych. Ważne słuchanie tego, co inni mówią. Czasem pomysły się znajdują w jakiejś opowieści kogoś na... przy stoliku obok w kawiarni, czy w restauracji, albo w jakiejś takiej rozmowie korytarzowej pomiędzy czymś tam, a czymś. Więc to trzeba być otwartą głową. Ja mówię o autorach, o pisarzach, bo reżyser powinien mieć jeszcze innego rodzaju wyobraźnię. Ja jestem takim bardziej pisarzoreżyserem niż reżyserem, mi się wydaje.
[40:02.03 → 40:09.51] A: A branż, który oczywiście jest złożony z bardzo wielu różnych spostrzeżeń i doświadczeń, ale sam pomysł wziął się skąd?
[40:10.19 → 41:33.29] B: Ten pomysł... Z konieczności, że chciałem napisać w ogóle tą sztukę. Jak już napisałem te dwie pierwsze, Next Sex i Matka Brata Mojego Syna, to przyszło zapotrzebowanie z Teatru Powszechnego napis trzecią. Więc usiadłem. Co może być jeszcze takie, tutaj rozmawialiśmy. Pierwsze to było takie pokoleniowe o wydawaniu córki za mąż. Drugie było, że Starszy człowiek zrobił jakieś głupstwo w życiu. Pomyślałem, że o matkach. Matki są kopalnią, trzecie to pokolenie najstarsze, są kopalnią mądrości, humoru i nie tylko tego. A ponieważ zarówno moja mama jak i moja niezrzuciąca już teściowa były, są, no, posiadały osobowości dosyć wyraziste, to częściowo, mówię częściowo, zaczerpałem jako punkt wyjścia z takich rodzinnych korzeni. Ale to nie jest dosłownie przecież historia rodzinna ani, aczkolwiek dużo jest, bardzo dużo jest rzeczy, które czasem przy stole padały i Czy to u mnie, czy gdzieś to usłyszałem, ale to jest wszystko. Większość dialogów jest prawdziwych. Tylko to jest skomponowane w dyskurs jakiś, ale pewne dialogi są prawdziwe. Sytuacje.
[41:33.91 → 41:53.43] A: Dialogi prawdziwe, sytuacje prawdziwe, zgodność z wynikami poważnych badań jest absolutnie doskonała. To one między innymi, te badania mówią, że tak naprawdę nie ma żadnej rodziny, absolutnie żadnej rodziny. która nie ma tzw. trupa w szafie, czyli czegoś, co nie jest zgodne z kanonem rodziny, z modelem rodziny.
[41:53.45 → 41:57.17] B: Tu na całym świecie chyba nie ma niczego. No tak, to jest chyba naturalne.
[41:58.27 → 42:01.41] A: No, są tacy, którzy to bardzo starannie wypierają.
[42:01.55 → 42:09.53] B: Czy chcieliby państwo dowiedzieć się czegoś od Juliusza Machulskiego?
[42:11.75 → 43:04.69] A: Tylko proszę poczekać na mikrofon. Ja chciałam podziękować przede wszystkim, że pan wyróżnia Lublin i że mogliśmy zobaczyć tę sztukę i pogratulować panu takiej trafności, takich postrzeżeń. Zdaje mi się, że to było taki zmysł obserwacji niesamowity. To było tak prawdziwe, z początku było tak śmieszne dla mnie osobiście, że było aż tragiczne. Były momenty, że ja wycierałam łzy. Może dlatego, że jestem w tym trzecim pokoleniu, bo to pokolenie najmłodszych to jest takie najczystsze.
[43:04.71 → 43:05.65] B: Nie ma jeszcze bagażu.
[43:05.75 → 43:51.42] A: Nie ma bagażu i nie ma tego bagażu, który mam ja, czy jeszcze mój syn trochę. I w związku z tym tam bym się jakoś uplasowała. zrobił pan według mnie nam takie lustro. Dla mnie to były tak oczywiste sprawy, jakbym w środku była, jakbym to przeżywała. Ja to już kiedyś przeżywałam, a wiem właśnie, że przy tych stołach naszych wielkanocnych różne rzeczy się dzieją. Właśnie kłócimy się, dzielimy się i tak dalej. W różnych rodzinach różne kwestie są poruszane. Więc jeszcze raz chciałam podziękować. i podziwiam pana talent.
[43:52.34 → 44:19.18] B: Bardzo mi miło, dlatego tu przyjeżdżam do Lublina właśnie. A poza tym, to już mówiłem tyle razy, ale powtórzę, to jest miasto mojego dzieciństwa i zawsze lubimy mi bliski. A zwłaszcza teraz, jak jest wszystko takie ładne tutaj. Zaczynając od teatru, a zmienia się, nawet od czasu, kiedy ja tu przyjeżdżam, od roku mniej więcej, półtora, to się zmieniło dużo. Podoba mi się.
[44:19.42 → 44:20.10] A: Bardzo proszę.
[44:20.54 → 50:52.22] B: Chciałbym zadać panu dwa pytania. Tak. Na pewno w młodości czytał pan lektury i też oglądał ekranizacje. Czytał pan też pewnie inne książki, czy czytając już myślał pan wtedy w młodości, jak by to wyglądało, czy myślał pan o reżyserii? I później jeszcze pan czytał na pewno dużo książek, bo studiował pan filologię polską. Przez rok, ale to nie dlatego czytałem, że studiowałem. Czy czytając wyobrażał Pan sobie, jak by to wyglądało? Czy myślał Pan wtedy o reżyserii? Ja myślałem o reżyserii, zanim więcej wtedy oglądałem filmów, niż czytałem książek nawet poważnych. Nie myślałem wtedy o reżyserii, przepraszam, ale ja bardzo się interesowałem filmem i lubiłem chodzić do kina i to był pewien obyczaj domowy i dzięki temu, że mój ojciec wybrało mnie co niedziela do kina, to był obyczaj. Ja bez tego się nie wyobrażałem do zakończenia tygodnia. A potem w pewnym momencie jak zaczynałem się zastanawiać co chciałbym robić w życiu, jak wybrać zawód, to pomyślałem, co ja najbardziej lubię. No i wyszło mi, że chodzenie do kina, więc chodzenie do kina. Kto tam po drugiej stronie stoi ekranu, że z jakiego powodu ten film się... No wiadomo aktor, bo miałem rodziców aktorów, więc to wiedziałem, ale kto to robi ten film, bo to aktor nie robi, a aktor występuje. No i zjawiła się postać, która się nazywa reżyser i zacząłem się zastanawiać, co zrobić, żeby tym nim zostać. Ale o książkach ja czytałem z przyjemnością, nie myślałem od razu o adaptacji. Ja nawet do dziś, ja lubię czytać książki bezinteresownie niejako, to znaczy prawie nie myślę o adaptacji. Może dlatego, że już wszystkie te najlepsze rzeczy zostały zrobione, Ja, jak ja już zostałem reżyserem, to już wszystko było zekranizowane. Lalka dwa razy, Faraon, Ziemia Obiecana. No także, że już nie było co, no trochę. Chociaż jak się okazało, można jeszcze, można. No Księkiewicz, no tak, Księkiewicz miał z powodów, Związku Radzieckiego miał, miał problemy i zatrzymał się tylko od trzeciego, od trzeciego jego tomu. Mówi o trylogii. Także nie, te książki rozbudziły we mnie chęć czytania, ale ja zupełnie inaczej reaguję czytając książkę, a inaczej to jest film, to jest co innego i książka jest co innego. Są takie książki, ma pan rację, są takie książki, które od razu są tak napisane, że są gotowym scenariuszem na film, albo w każdym razie tak są wyraźne sceny, że się je widzi filmowo. Dlatego zrobiłem na przykład film Szwadron, że przeczytałem książkę Rembecka. Stanisława Rembecka opowiadania i zobaczyłem te sceny, te konie w galopie, tych dragonów rosyjskich, kosynierów i tak dalej. Są takie momenty, ale to nie za każdym razem i nie szukam w książkach adaptacji, bo bardzo dużo czytam też zagranicznej literatury, anglosaskiej, której ja wiadomo, że nie zrobię tutaj, albo że już ktoś inny to zrobi, I to dla przyjemności czytam też. Ale szukam historii. Tak jak w filmie szukam fabuły, w książkach szukam historii, przez którą daje się wciągnąć w życie bohaterów, a co za tym idzie w jakieś refleksje późniejsze. Nie szukam refleksji na pierwszym planie, który autor już mi pisze, co ja mam myśleć, a tam się ktoś z tyłu snuje, jest jakiś pan, niby się do tego nadaje, jakby odpowiada tej refleksji, ale ja już ją mam, więc nie muszę poznawać jego życia. Rzeczywiście to, co pani Grażyna powiedziała, Prus, Maupassant, jeszcze, o kim mówiliśmy, Balzak pewnie, Czechow, Tolstój. To są tacy pisarze XIX-wieczni, którzy są takimi kamieniami milowymi. Zola, To są ci, którzy zapoczątkowali ten naturalizm, a co za tym u nas był pozytywizm, bo to się łączyło od razu z ruchem społecznym. To była też epoka, gdzie się zaczęła fotografia, bo łatwiej można też opisywać świat. Bo to w połowie 1939 roku powstał pierwszy dagerotyp. Zaczęła się fotografia i już zaczęli inaczej malarze malować. W związku z tym, skąd się wzięli impresjoniści, że już nie warto było malować to, jak jest, bo to była fotografia. I to jest ciekawa epoka bardzo. Jest zresztą fin de siècle, czy art deco, czy secesja, jak u nas się mówi. Więc to jest ciekawe. Myśmy mieli innych pisarzy. Myśmy mieli bardziej liryczną... No nasi pisarze czy dramaturcy byli tacy, no jak się... Słowacki, Mickiewicz czy Wyspiański później no to trudno do tego podchodzić. To są naszej baśnie jakieś takie wizje niż Strindberg czy Czechow, gdzie tam się mówi o zwykłych rzeczach, a z którego wynikają niezwykłe sprawy. A u nas od razu są te sprawy niezwykłe. To też jest jakby zaleta. Wajda zrobił genialne wesele ze sztuki wyspiańskiego. To jest innego rodzaju literatura, która się świetnie może nadaje do filmu, natomiast mnie nigdy nie porywała aż tak. Ja wolałem realistyczną prozę. Jeszcze jedno pytanie przy okazji Europejskiego Festiwalu Smaku. Woli pan tradycyjną kuchnię polską, czy coś bardziej wyszukanego? Czy to nie ma znaczenia? To nie ma znaczenia, ja lubię dobrą kuchnię, znaczy smaczną. Mogą być klopsiki w koperkowym sosie, czy schabowy, z tym, że wolałbym na przykład sznycel z kury, bo ja nie jem mięsa czerwonego, ale sznycel z kury jak schabowy z mizerią, to też może być, ale mogą być też sushi, mogą być ostrygi i może też być kuchnia francuska, czy z kaczki, kotwit kanar czy tam takie rzeczy. I tak, to nie ma znaczenia, to znaczy są dni, kiedy wolę to, a są dni, kiedy wolę tamto. Ale nie jestem ani tradycjonalistą, ani jakimś awangardowcem. Nie mam ulubionych potraw. Wiem, że każdą można zrobić, że będzie smaczna i niesmaczna. Z potrawami wigilijnymi, zależy w której rodzinie. Czasem to jest masakra i nie do zjedzenia, a czasem po prostu barszczyk, czy nawet karp się rozpływa w ustach.
[50:53.06 → 50:59.96] A: Mimo tak dużej kulinarnej otwartości, to nie podejrzewam jednak Pana o zamówienie do ostrych argentyńskiego malbeka.
[51:00.97 → 52:17.70] B: To jest rzeczywiście błąd, bo to powinno być Prosecco, ale zdaje się, że tam wcześniej zamówili Malbecka, a potem się pojawiły Ostrygi. Ostrygi to jako przystawka. Tak, powinni wziąć Prosecco albo szampana do Ostrygi. Albo białe wino. Ale nie, troszeczkę ten branż mi się rozleciał w sensie takim prawdziwym, bo to jest przystawka, a potem dopiero się zaczynają dania i ten Malbeck do dziczyzny czy do czegoś już by bardziej pasował. No ale tak, zostały takie strzępy, że on lubi Malbecka, Poza tym to też chciałem podkreślić, bo ja sam taki jestem i ja lubię Malbec, biorę Malbeca bez względu na to, co będę jadł czasem, bo on jest taki gęsty i taki... Lubię Malbec, argentyńskiego, bo to z tego słynie Argentyna. I też chciałem, mogłaś się wyposażyć, czy espresso macchiato, już teraz nie piję macchiato, ale kiedyś pijałem bardzo espresso macchiato. I to są takie przyzwyczajenia, że często to, co lubimy, bierzemy, a nie zawsze to pasuje. Tak samo czasem niektórzy się tak ubierają, albo im było dobrze 10 lat temu w czymś i myślą, że nadal nie dobrze. Więc to też chciałem tak trochę zabrudzić, aczkolwiek rzeczywiście ma Pani rację, jakbyśmy to robili według, jak to powinno być. To powinno być Prosecco do ostrych.
[52:17.72 → 52:39.04] A: Przeciwnie, mnie się to właśnie bardzo podobało. Ten zgrzyt pasował mi idealnie, bo oni niby tacy nowocześni, niby wszystko wiedzą, ale tak naprawdę ona się przy ostrzykach wykrzywia i troszkę nie musi się orientować, co się pije do ostrych, bo oni też się tak naprawdę dopiero uczą. tych nowych swoich świadectw.
[52:39.04 → 52:55.30] B: Są na pewno kwintne stoły na świecie i w Polsce, gdzie wszyscy wszystko wiedzą, jak to powinno wyglądać, ale na ogół to jest takie dość liberalne podejście i to kto lubi. Nie powinno się pić koniaku z Coca-Colą.
[52:56.00 → 52:58.02] A: A liberalne podejście?
[52:58.48 → 53:01.64] B: Ale to psuje się smak jednego i drugiego.
[53:02.77 → 53:05.49] A: Ostrygi też Malbek przypuszczam trochę psuje, ale zostawmy.
[53:05.69 → 53:07.69] B: No tak, ale po ostrygach coś miało być.
[53:07.87 → 53:14.67] A: Chociaż Irlandczycy podobno ostrygi popijają Guinnessem. Tak? I jest to ponoć bardzo dobre zestawienie smaków.
[53:14.69 → 53:50.61] B: Ale też na przykład ja się spotkałem we Francji, że niektórzy do ostryg biorą tylko cytrynę używają, bo wszystko inne mówią, że odciąga uwagę od smaku ostryg. A są te sosiki takie różne z czosnkiem i są różne rzeczy. Ale ostrygi to jest przystawka, a potem dopiero się zaczyna. Malbek i... i na przykład udko z kaczki. Ja aż tak nie lubię jeść, naprawdę. Ale ja jem, ja się nie odżywiam, ja jem. Jak już jem, to jem. Ja sushi bardzo lubię, to jest moja ulubiona potrawa. Ale nigiri, nie te rolsy czy nie te surowa ryba na ryżu. To klasyczne nigiri.
[53:51.69 → 53:54.21] A: Pan jeszcze chciał zadać pytanie, bardzo proszę.
[53:55.27 → 59:27.11] B: Jeżeli jest jeszcze chwila. Nie będę ukrywał, Trochę jestem z przypadku, znam kilka Pana filmów, ale jak Pan mówił właśnie o tym, że Polska się dzieli na tych ludzi honoru i tych ludzi z humorem, no to właśnie jakoś tak bardzo oglądając tą sztukę przypisałem się do tych ludzi z honorem, dlatego stąd moje też pytanie, bo dużo sztuk, które Pan tworzy właśnie są oparte na na wyśmianiu tak pewnych postaw, pewnych kanonów. Nie używam tego słowa jakoś, to po prostu tak te słowa mi przychodzi do głowy, ale czy jest jakaś sztuka, bo nie ukrywam, że pewnie jej nie oglądałem, nie oglądałem tych wszystkich filmów Pana, w której Pan próbuje przedstawić jakąś postawę, która według Pana jest tą zdrową, nazwijmy to w ten sposób. Nie ma zdrowej postawy jednej, właśnie na tym to polega, że... pewna doza humoru i honoru są niezbędne, tylko nie należy, na pewno lepiej mieć więcej do siebie dystansu niż być za bardzo usztywnionym w ważności swojej, w poczuciu własnej ważności. Ja myślę, że takie rzeczy jak honor nie trzeba bronić, takie rzeczy jak Kościół nie trzeba bronić, jak religia. Wydaje mi się, że to jest tak, ma takie, i religia, i wiara, i honor, taki jakby, jak to się mówi, zasób rezerwuar, no jak to, brakuje mi słowa, ale to jest, to jest autorytet, w związku z tym w jakimś sensie. I tego się nie da podważyć, więc można walić w honor, w kościół czy wszystko, bo to, humorem, bo to, bo to, bo przez to się to nie staje mniejsze ani gorsze, skoro to ma, to ma wiekowe czy jakieś społeczne zaplecze, i my wiemy o tym, że to jest ważne dla nas. Prezydent Stanów Zjednoczonych może być ośmieszany we wszystkich filmach komediowych, ponieważ wiemy, że to jest Urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych, za którym stoi autorytet i bagaż tego, co wiemy o tym urzędzie, więc nie traci na filmie, gdzie prezydent Stanów Zjednoczonych jest pokazany jako oszust na przykład albo jako pijak. Natomiast gdybyśmy to zrobili o polskim prezydencie, proszę zauważyć, U nas jest za mało, za mało, to by było troszeczkę, ja nie mówię o naszym tym, czy o jakimkolwiek. Ja mówię prezydent krajów Europy Środkowej, byłych komunistycznych. To już nie jest, to nie jest ta sama waga i na przykład takiego prezydenta bym nie wyśmiewał w tym, w filmie czy w sztuce. Ale to mówię, to musi być, to musi być, to musi być coś tak odpornego jak właśnie jak właśnie religia czy jak patriotyzm dobrze pojmowany, bo tego się nie da obśmiać. Można obśmiać przesadę. Ja raczej obśmiewam przesadę, zbyt serio traktowanie siebie czy zbyt serio traktowanie wszystkich tych imponderabili tak zwanych. Jest część sceny politycznej, która się tylko tym zajmuje. że tylko uważa, że jesteśmy jako Polacy poniżani albo niedocenieni, albo jesteśmy bardzo ważni. To jest pomniejszenie kompleksu niższości z kompleksem wyższości, przed czym przestrzegał Gombrowicz już dawno. I jak się pogodzimy z tym, że jesteśmy średnio ważnym krajem europejskim, będzie nam lżej i możemy zrobić krok do przodu. Jak cały czas uważamy, że ktoś coś od nas chce, zazdrości nam, robi zamachy albo uważa, że jesteśmy za mało ważni, a jesteśmy bardzo ważni, no jesteśmy tacy ważni, na co zasłużyliśmy. Jakoś Francuzi nie mają takich problemów, bo rozmawiają zupełnie o innych sprawach. Gdyby oni wymieniali swoich ważnych Polaków, jak my czasem potrafimy to robić, tam od Kopernika poprzez Skłodowską, Papieża, Hermaszewskiego, nie wiem, Wałęsę, czy Małysza, no to oni by to, to by tam miesiąca nie starczyło na wymienianie, a my mamy, u nas to się wymieni w 15 minut może, albo 10. Więc naprawdę nie zajmujmy się tym, bo to ani Kopernik, ani Wałęsa nie ma nic wspólnego z nami w tym sensie, że to nie dzięki nam. To co pisał Gombrowicz, że gdyby pani Żeby nawet Konopnicka była naszą największą pisarką, to i tak to niczego nie zmienia, bo my możemy być fajnym krajem i każdy z nas może być fajnym człowiekiem i obywatelem, więc nie mamy się pod co podpierać jakimiś autorytetami, które są przemienione, ale które nie są nami, no bo co nam z tego. Nie znam takich rozmów, ale to byłoby śmieszne, gdyby się mówili, że zarzucali na przykład Anglikom, że nie znają Mickiewicza. który jest bardzo dobrym pisarzem, a my znamy Bajrona. No nie znają, bo są wyżej postawieni od razu, na samym początku. Więc tak to jest ułożone w świecie. Każdy ma lepsze miejsca, a tamci państwo gorzej widzą niż państwo z pierwszego rzędu. I tak jest też świat ułożony. I trzeba się z tym pogodzić, ale nie dawać za wygraną. I jak komuś się z nas udaje, to jest bardzo fajnie i się cieszymy z tego. Natomiast nie uważałem się, nigdy nie uważałem, jak w szkole mnie uczyli, że Polska jest Chrystusem narodów. Dla mnie to było zawsze śmieszne i dziwaczne co najmniej. No ale tak nas uczyli.
[59:29.51 → 59:47.32] A: Czy ktoś z Państwa jeszcze? Jeśli nie, to ja teraz chciałam skierować w Pana stronę ten aparat fotograficzny, bez demonka w środku i zapytać o to, co będzie za 10 lat.
[59:48.20 → 59:52.32] B: Po właściwej stronie trawy, żeby się utrzymał. Pierwsze zadanie.
[59:54.08 → 01:00:04.30] A: Czy będzie w nas wciąż, myśli pan, ciekawość losów drugiego? Czy ciągle będziemy chcieli słuchać opowieści o drugim? Czy ciągle będziemy chodzić do teatru?
[01:00:04.36 → 01:00:15.06] B: Powiem szczerze, że nie wiem, bo pewne rzeczy się przeniosły, pewne rzeczy zanikają. Książki też zanikają chyba, nie? Niekoniecznie.
[01:00:15.46 → 01:00:30.38] A: W Anglii w tej chwili księgarnie, które jeszcze kilka lat temu bardzo upadały, w ciągu ostatniego roku, dwóch, zaczynają znowu rozkwitać i sprzedają książki. Nie mydło i powidło, tylko książki.
[01:00:31.84 → 01:02:07.68] B: Jak będzie za 10 lat? Nie mam pojęcia. Dziesięć lat temu, to który był rok? 2004. To właściwie tak się nam wydaje, że nic się nie zmieniło, a tyle się zmieniło. Bo ja robiłem wtedy Vinci, no to nie tak dużo się zmieniło. Aczkolwiek jest tyle wiadomości, każdego dnia jest produkowane tyle wiadomości, jak od początku świata do 2000 roku bodajże. Ktoś to obliczył. Więc to zmienia nas troszkę też. No nikt nie myślał, że będzie miał... No w telefonie mamy wszystko w zasadzie. Za chwilę będzie, no ale to... Pewnie nie ma jakichś granic, tylko pewne wynalazki będą po to, żeby... Bo są możliwe, a nie tak, że są potrzebne. Na przykład można obejrzeć film Szeregowiec Ryan na ekranie iPhona, ale po co? No właśnie, ale można. A dźwięk będzie taki sam jak w kinie, bo będzie się miało słuchawki. Więc nie wiem, jak będzie z literaturą. Myślę, że literatura, taka opowiadanie historii nie zaniknie. Czy filmowo... No teraz jakby w kinie amerykańskim, bo to jest taki ten... nasz barometr, co tam się dzieje, lepsze rzeczy się dzieją w serialach amerykańskich. Mówię o tym głównym nurcie, nie mówię o kinie artystycznym czy art house'owym, ale o tym głównym nurcie lepsze rzeczy i ciekawsze są scenariusze filmów serialowych niż kinowych. Być może coś znowu nastąpi takiego, o czym jeszcze nie mam pojęcia, a może nie właśnie. Myślę, że Dziesięć lat to jest bardzo mało czasu w sumie dzisiaj. Tak mi się wydaje jednak. Ale i dużo jednocześnie. I dużo. Zależy ile kto ma lat.
[01:02:08.64 → 01:02:40.97] A: Pana grający w maki aktor Piotr Głowacki na spotkaniu tutaj w Teatrze Starym na zakończenie tamtego sezonu. miał taką teorię, że to wszystko działa na zasadzie koła. Jest literatura i ludzie fascynują się czytaniem, a później to wszystko zanika. Teraz wpuszczamy literaturę do teatru bocznymi drzwiami, bo odbywają się czytania w teatrze, a na scenie literatury nie ma, ale że właśnie za moment będzie to tylko literatura i że znowu ją pokochamy i książki, i teatr.
[01:02:42.97 → 01:02:51.97] B: No, bym, Piotrek, miał rację, ale ja myślę, Będą zawsze widzowie dla teatru chyba i czytelnicy książek. Chyba to nie zaniknie.
[01:02:52.84 → 01:02:54.78] A: Tak sobie myślę, że zawsze będzie.
[01:02:55.47 → 01:04:07.14] B: Ja myślę nawet o papierowej książce. Nawet nie myślę o tych tabletach czy możliwości czytania inaczej, bo elektrystykę czy powieści czyta się lepiej jednak w papierowym. Mimo, że tam są teraz możliwości przewracania kartek. Dla mnie, oczywiście mówię ze swojego punktu widzenia, gdzie się mogę bardzo mylić. Tak jak wydawało mi się, że pewnego rodzaju kino, że dzisiaj jest taka tendencja na przykład w polskim kinie, że wydaje się, że jak będzie młody reżyser, to to jest jakaś kategoria od razu, artystyczna czy jakościowa. No a przecież ani Woody Allen, ani Stanley Kubrick, ani Ridley Scott nie byli młodzi i czy robią wspaniałe filmy. Więc kiedyś się robiło filmy dla dorosłych, a młodzi ludzie starali się do tego jakby doskoczyć, czy jakby załapać się, podwyższając swój wiek, żeby ich wpuścili bileterzy w kinie. A teraz mam wrażenie, że się robi taką uśrednioną plastikową papkę dla młodych ludzi, bo oni są tym, co zapewniają kina. W związku z tym czasem to nie jest ani dla młodych, ani dla starych tak zwanych, czy dla dla dla dojrzalszych. Takie mam wrażenie. Widziałem, no widziałem już wszystkie filmy, które będą na festiwalu w Gdyni, bo byłem akurat w komisji selekcyjnej, więc wiem co mówię.
[01:04:07.90 → 01:04:37.64] A: Społeczeństwo nam się na szczęście starzeje, w związku z tym istnieje duża szansa, że to się nieco zmieni. Tak sobie myślę jednak, że zawsze będzie taka potrzeba, żeby mieć takie emocje, o jakich wspomniała Pani recenzując Pana przedstawienie, żeby się wzruszyć i pomyśleć i pośmiać też do łez. W związku z tym zawsze będzie Pan potrzebny, proszę Pana. Bardzo dziękuję.
[01:04:38.46 → 01:05:11.12] B: Mam nadzieję, że dziękuję bardzo, ale nie mam takiej pewności siebie aż, ale chciałbym, żeby tak było. To też ode mnie zależy dużo, więc może. Trzeba napisać coś dobrego. Nikt łaski nie robi przecież. Póki będą państwo tacy jak wy tutaj, którzy będą to oglądali, będzie im się podobało, to będę miał szansę. Może się okazać, że w pewnym momencie już nie przemawiam do nikogo. Czasem tak jest, więc oby to się nie stało.
[01:05:11.90 → 01:05:13.16] A: Dziękuję panu bardzo.
[01:05:13.20 → 01:05:13.80] B: Dziękuję państwu.

„Brancz” Juliusz Machulski

Przedpremierowy pokaz spektaklu Teatru Telewizji. Po pokazie odbędzie się spotkanie z twórcami spektaklu – transmisja on-line na stronie video.teatrstary.eu. Wstęp wolny. Bezpłatne wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego.

„Brancz” to autorski spektakl Juliusza Machulskiego. W komedii obyczajowej autor celnie portretuje współczesną polską rodzinę, którą określa się mianem „patchworkowej”. Podczas spotkania w hotelowej restauracji, z okazji wielkanocnego brunchu, dochodzi do zderzenia tradycyjnych wartości i postaw z nowoczesnym światopoglądem, wynikającym z przemian obyczajowych. Spektakl cechuje trafność obserwacji i dowcipne dialogi.

Autor i reżyser – Juliusz Machulski
Zdjęcia – Witold Adamek
Scenografia – Wojciech Żogała
Kostiumy – Ewa Machulska
Obsada: Stanisława Celińska, Anna Seniuk, Gabriela Muskała, Andrzej Zieliński, Dawid Ogrodnik, Cezary Pazura, Alicja Juszkiewicz, Olga Bołądź.

Wróć