Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.89 → 00:01.99] A: Dzień dobry państwu.
[00:04.75 → 00:07.31] B: Dzień dobry.
[00:08.59 → 01:00.39] A: Jest z nami Elżbieta Łapczyńska, pisarka. Dzień dobry. Wielkie brawa. Autorka Bestiariusza Nowochódzkiego i Mowy Chleba. Będziemy mieli sposobność właśnie fragmenty książki Mowa Chleba która została nagrodzona niedawno Nagrodą Literacką Gdynia Posłuchać. Ja się nazywam Kamil Bałuk, to jest bitwa o kulturę, jak pewnie większość z państwa wie. Dzisiaj tłumaczą na polski język migowy Ewelina Lachowska i Marta Stępniak, też wielkie brawa. Szczególnie, że przy fragmentach książki Myślisz, jak myślisz.
[01:00.69 → 01:05.75] B: Bardzo, bardzo dziękuję za pracę, która będzie w to włożona.
[01:06.97 → 02:57.94] A: Niesamowita rzecz, że właśnie taka językowa proza wymaga chyba specjalnych umiejętności, a to na osobną dyskusję. Fragmenty będzie dla Państwa czytać Natalia Zacharczuk i to już za niedługo wywołamy. Ja bym tak zacznę takim nie do końca związanym konkretnie z jedną albo drugą książką, z postrzeżeniem, że w jednym z wywiadów powiedziałaś coś, co mnie bardzo zaskoczyło, tak trochę znając środowisko literackie i w ogóle twórców i twórczynie, którzy piszą. No bo twoja pierwsza książka, w debiucie już zdobyłaś sporo laurów, nominację do Nikę, Nagrodę Konrada. W przypadku Mowy Chleba też wspaniały sukces i ty powiedziałaś, oczywiście to wszystko było w kontekście, ale że miałaś farta Fuxa, miałaś trochę szczęścia o tym i szczerze mówiąc, czytam sobie wypowiedzi literatów, literatek od dziecka, bo zawsze mnie to jakoś fascynowało oraz z nimi rozmawiam i będąc już w tym środowisku kilkanaście lat, już tak aktywnie, zawodowo i nawet tak poza kulisami, szczególnie poza kulisami, nigdy w życiu nie słyszałem, żeby ktoś o jakiejś swojej nagrodzie powiedział, że miał szczęście, mimo że ja osobiście uważam, że często ono gra rolę i to bardzo było dla mnie imponujące i chciałbym, żebyś to poszerzyła tak, żeby to nie wyszło, że to było przez przypadek, bo to nie o to w ogóle chodzi, ale bardzo mnie to zaciekawiło, oryginalne zdanie.
[02:59.86 → 03:54.68] B: Ciekawe, że cię to tak uderzyło. Wydaje mi się, że jestem element szczęścia o tyle, Nagrody literackie są wypadkową jakiejś obecności na polu literackim, które już jest elementem szczęścia, to znaczy pojawiających się jakieś wypowiedzi, komu się spodoba, to już akurat pociągnie też jakieś zainteresowanie innych. No i oczywiście też jakiegoś wyboru jury, które jest arbitralne, bo nie da się tak naprawdę wskazać najlepszej książki, najlepszego debiutu i tak dalej. To jest po prostu niemożliwe, bo nie ma takich mierników. Możemy mówić o dobrych książkach w ogóle, ale o najlepszej nie.
[03:55.12 → 04:01.88] A: O złych też możemy. Mam wrażenie, że zgoda co do tego, co to jest zła książka jest troszkę łatwiejsza niż zgoda co do tego, co to jest najlepsza na przykład.
[04:02.52 → 04:32.88] B: Być może. Więc to jest zawsze taka kwestia przesunięcia jakiegoś, czy wahnięcia skrzydła motyla we właściwym momencie na twoją szalę. Trzeba się z tym liczyć i tak samo jest, kiedy nie dostajesz tej nagrody. Ja też doświadczyłam tego, że wiem, że byłam gdzieś tam poza pulą o tyle na przykład, więc to też się zdarza.
[04:33.96 → 04:34.90] A: I też nie zawsze się wie.
[04:35.50 → 04:42.42] B: Tak, no właśnie. Dlatego o tym mówię, że właśnie nie zawsze o tym wiemy.
[04:44.20 → 05:25.32] A: Myślę, że warto by było wrócić do tych początków, Bestiariusz Nowochódzki, z tego co ja pamiętam, to była taka szczególna sytuacja, że nie musiałaś wysyłać go do wielu wydawnictw, tylko już pisząc miałaś, nie wiem czy gwarancję, ale jakiś rodzaj obietnicy wydania. Powiedz, bo to rezultat warsztatów i to też, tak to się robi, to znaczy pracowicie zgłaszając się na różne warsztaty, konkursy, można kroczek po kroczku jakoś tam się przebić. Powiedz, jak to było u ciebie.
[05:26.26 → 06:43.02] B: Rzeczywiście, ja zgłosiłam się do połowy Biura Literackiego. To jest taki program, który ma właśnie na celu wyławianie debiutów. Na tamtym etapie książka była w jednej trzeciej, około połowy, w każdym razie jeszcze trochę miałam do dopisania. W wyniku tych poszukiwań, tego wyławiania tych cennych klejnocików, miałam takie zapewnienie, że książka prawdopodobnie zostanie wydana. Jeżeli ją ukończę, jeżeli ona będzie na poziomie odpowiednim, to zostanie wydana. Więc tak, kończyłam książkę debiutancką w bardzo nietypowej sytuacji, ponieważ większość debiutantów, debiutantek musi się liczyć z tym, że będzie wysyłać tę książkę jako anonimowa najczęściej osoba do wydawnictw i czekać na odpowiedź miesiącami, A
[06:43.02 → 07:24.48] A: z drugiej strony, bo to tak znowu może powiedziałeś z pełną jakąś taką pokorą i skromnością, a równocześnie bym w drugą stronę poszedł, że pójść z niegotową książką do komentowania na warsztaty, to czy ja bym tak zrobił? Pewnie dużo osób mogło też. Oczywiście zawsze jest redakcja potem, ale no właśnie, ciekaw jestem jak to u ciebie było. Co miałaś? Jak to było gotowe? skusiło, bo to musi być też straszny stres z niegotową książką, z gotową książką to jest stres iść do wydawnictwa, co dopiero z niegotową. Oczywiście biuro literackie ma pewien taką swoją formułę.
[07:25.18 → 07:41.62] B: Tak, oczywiście, że się stresowałam bardzo, natomiast postanowiłam spróbować, to jakby się tak złożyło w czasie. Były nabóry, okej, mam coś tam, Mniej więcej wiem, do czego zmierzam.
[07:41.92 → 08:03.54] A: To powiedz mniej więcej, bo masz związki rodzinne z Hutą. Ja zakładałem z kontekstu tej książki, że jakoś to była dla ciebie jako krakowianki osobista historia. Okazuje się, że częściowo nie, że była eksploracją. Ciekawi mnie, co było najpierw.
[08:05.93 → 10:04.48] B: Muszę przyznać, że ten temat Huty nie był dla mnie oczywisty i taki, po który bym sięgnęła, chcąc napisać osobistą książkę. Bo po pierwsze, nie mam pragnień pisać osobistych książek, które mają po prostu jakiś rys autobiograficzny itd. Natomiast też bardzo lubię i cenię w ogóle pracy pisarskiej jako takiej, możliwość właśnie poznawania przez pisanie czy jakiegoś zgłębiania miejsc i światów, których nie znam i które są właśnie dla mnie tajemnicą. I taką tajemnicą była dla mnie Nowa Huta. Rodzinnie, owszem, byłam związana, ale też rodzinnie byłam do niej mocno uprzedzona przez fakt, że mój tata akurat nie był z Huty, tylko ze Śródmieścia, więc do tej Huty właśnie raczej Nie miał przekonania, no i byłam wychowana w takim też duchu, że jest to jakaś gorsza część miasta. No i trochę podchodziłam też w mojej twórczości wcześniej, bo pisałam też opowiadania wcześniej, zanim debiutowałam. Też nie marzyłam o tym, żeby pisać o Hucie, ale kiedy tak się złożyło, Napisałam opowiadanie, które jakieś tam zakończenie miało takie nowochódzkie i to mi dało jakiś zaczynek do myślenia o tym miejscu, którym można się zainteresować literacko. Ale ta koncepcja się zupełnie zmieniła, ponieważ dzięki temu, że właśnie miałam tyle czasu na pisanie, jeszcze dużo zanim się zgłosiłam z tamtą książką, Było też kilka lat, jak ta cała koncepcja się zmieniała, ewoluowała.
[10:04.50 → 10:09.32] A: To miała być na przykład taka jedna zwarta powieść czy właśnie przenikające się narody?
[10:09.34 → 10:27.92] B: Miały być dwa plany czasowe, ale to się zmieniło. Zupełnie ten współczesny wątek usunęłam i potem już jakby przez metodę prób i błędów dotarłam do tej koncepcji, która jest zbliżona do tego, w końcu powstało.
[10:29.22 → 10:34.50] A: I po tych właśnie komentarzach, dyskusjach, jak duża ingerencja to jest z tym feedbackiem na takich warsztatach?
[10:34.52 → 10:57.33] B: Nie, nie, nie. Na warsztatach już miałam w zasadzie to, co jest w książce. To było rozciągnięte na wiele lat praca, więc warsztaty w biurze literackim były w zasadzie końcowym etapem tej pracy nad książką. Tak, tak można powiedzieć.
[10:59.59 → 11:45.35] A: Mam wrażenie, jakby ta twoja eksploracja, właśnie bo mówisz, że przez pisanie się czegoś dowiadujesz, ile z tego, jeszcze trzymając się bestiariusza, ile z tego jest dowiadywania się rzeczy faktycznych, takich dokumentalnych, a ile jest dowiadywania się o tym, o twojej własnej percepcji, opisywanych, szczególnie postaci. Mam wrażenie, że to są postaci, które są jakimiś nośnikami dziwności, takiej nieregularności. Można by było powiedzieć, że na przykład one takie nie są, ale że to jest coś w tobie. I zastanawiam się, czy ty robisz podróż do wewnątrz, czy na zewnątrz w takiej sytuacji.
[11:45.79 → 12:03.20] B: To jest bardzo ciekawe. Jedno jest związane z drugim, dlatego że robię, wydaje mi się, że porządny research dotyczący faktów. Jeżeli jest ci bliska literatura faktu, to być może zapunktowałam teraz.
[12:04.14 → 12:32.72] A: To też jest, można wybrać sobie setting, bo akurat w wypadku mowy chleba to też, to jest podobnie w sumie. No dobrze, to powiedz może tak z ciekawości, bo ja nie wiem wcale tak dużo faktycznie, dużo się zajmuję literaturą faktu też osobiście, Nie wiem do którego momentu ten research, kiedy się wie, że to już wystarczy, skoro potem i tak się trochę albo dużo zmyśla, tak mówiąc już bardzo ogólnie.
[12:32.90 → 12:42.54] B: Mi też jest trudno to powiedzieć. Ja wiem, że jest się dosyć łatwo i bezpiecznie okopać w tym researchu, to znaczy to jest bezpieczne pole.
[12:44.13 → 12:47.25] A: Szczególnie, że jak mówisz, że kilka lat, to się to czuło, tak?
[12:47.37 → 13:31.19] B: Tak, ale też rzeczywiście w pewnym momencie trochę się już puszczasz tych barierek i próbujesz obrobić to, znaczy próbujesz. No masz tak, jest to jakaś próba zawsze, w zasadzie przez cały czas. Ale jakby doczytywanie na różnych polach, bo to nie są tylko kwestie historyczne. On cały czas trwa, wydaje mi się, że bez przerwy i cały czas w jakieś wzbogacenie wpływa na to, co piszesz. Ale to, o czym mówisz, czyli właśnie poznawanie tego, jak działa człowiek trochę.
[13:33.39 → 13:37.47] A: Ale zewnętrzny, czy jak ty działasz? Żebyś tu nie uciekła.
[13:38.50 → 14:27.07] B: Nie wiem. Ja myślę wtedy o bohaterze, bohaterce jako o czymś zewnętrznym wobec mnie. Więc tak to widzę, ale oczywiście to przechodzi jakoś przeze mnie i jest to cały czas zapytywanie się o własną doświadczenia ciała, jeżeli mowa np. o mowie chleba, czy o własne odczuwanie. No i też cała ta praca w wyobraźni jest pracą wewnętrzną bardzo. Więc to jest na pewno czerpanie z własnego doświadczenia bycia człowiekiem.
[14:27.87 → 14:45.15] A: Jeszcze kończąc ten wątek właśnie nowochódzki, to ta ostateczna narracja, którą mieliśmy, powstawała jakoś linearnie, chronologicznie? Przedstawiałaś to bardzo mocno?
[14:45.33 → 15:19.98] B: Przedstawiałam. Chociaż jak już opracowałam pewien klucz, to nie, ale nie pisałam od początku. Na pewno nie jest to tak, że pierwszy fragment na przykład powstał prawie na końcu, to w ten sposób. Ale miałam pewien zamysł tego, jak pewne wątki ze sobą połączyć i jak to przedstawić w książce. A właśnie czas ich powstawania bywał różny, nie taki, porządek w książce.
[15:22.34 → 16:40.28] A: W międzyczasie, pamiętam, że tak było na pewno, nie jestem pewien, czy to było jeszcze przed, w trakcie, czy po, ale brałaś udział, wyjeżdżałaś na rezydencje literackie, gdzie w sumie, z tego co pamiętam, powoływałaś się na to, że taka rezydencja literacka jest możliwością na przykład rozpoczęcia jakiejś pracy, że faktycznie to coś daje. To jest ciekawe, bo jest spora frakcja ludzi, którzy uważają, że właśnie to jest takie trochę sztuczne, że każdy piszący i pisząca, że chcą na te rezydencje literackie pojechać, ale no, że to tak się trudno zmusić, żeby akurat w tym, jak już się jest na przykład dwa tygodnie gdzieś w jakimś miejscu, to żeby wtedy napisać. Szczególnie, że pisanie jest takie bardzo No tak, oczywiście ma coś w sobie pewnie z rzemiosła i regularność się przydaje, ale jednak też pisanie jest też nie pisaniem, jest jakimś wchłanianiem, kotłowaniem się. I to mnie bardzo zaciekawiło, bo ja zapamiętałem, może coś zła interpretacja, ale zapamiętałem kiedyś, nie wiem kiedy, twoją taką wypowiedź, że chyba, że skoro już pojechałaś na rezydencję literacką, to już zaczniesz pisać. Być może to było mowie chleba. Jak to było?
[16:40.52 → 17:04.14] B: Chyba tak jak mówisz, nie do końca, bo jak już jadę, to już wiem po co. I teraz mam też takie świeże doświadczenie, bo w zasadzie Mowę Chleba zaczynałam pisać, ten etap początkowy rzeczywiście miał miejsce na rezydencji. Teraz jestem w tym samym miejscu z książką po rezydencji, z trzecią książką.
[17:05.10 → 17:06.66] A: Przed chwilą byłaś na rezydencji, a gdzie?
[17:06.96 → 17:08.28] B: W Korei Południowej.
[17:08.72 → 17:09.44] A: Super.
[17:10.18 → 17:36.50] B: I dla mnie rzeczywiście to jest czas bardzo dobry na rozpoczynanie. Dlatego, że masz rzeczywiście miesiąc na bardzo dużo lektur. I dla mnie to jest w sumie bardzo ważne, że masz taką intensyfikację lekturową. Przynajmniej w moim doświadczeniu tak jest, że rzeczywiście się dużo czyta wtedy.
[17:37.27 → 17:45.21] A: Ale to są lektury kierunkowe, czyli na przykład w przypadku Nowej Huty, Nowochódzkiej, a w przypadku Mowy Chleba, nie wiem...
[17:45.43 → 18:39.99] B: Nie, nie, akurat w przypadku Mowy Chleba i ogólnie, no to muszę dopowiedzieć jeden fakt, że jeżeli ja myślę o jakimś temacie, to nie jest to on mnie interesuje też od wielu innych aspektów, nie tylko taki wprost. Jak w mowach chleba, to Rumunia, czytam historię Rumunii. Nie do końca tak to wygląda. Raczej mnie interesuje po prostu bardzo wiele różnych rzeczy, a wręcz mam fiksację na punkcie pewnych spraw. Bardzo lubię czytać o chorobach, o zaburzeniach jakichś genetycznych i tak dalej. To wszystko wbrew pozorom ma odbicie w książkach i ja również zabieram tego typu książki ze sobą. To znaczy nie zawsze wiem, co mnie może zainspirować, ale mam pewne zainteresowania, które po prostu lubię zgłębiać.
[18:40.49 → 18:49.70] A: Ale to w takim razie w wypadku Bestiariusza to tam na przykład tematyka medyczna. Czy to tak działa? Bardzo ciekawe.
[18:50.16 → 20:01.46] B: Na przykład jest takim zjawiskiem, które mnie jakoś bardzo zainspirowało, jak je odkryłam i dużo na ten temat czytałam. Jest taka choroba genetyczna jak elfizm, która objawia się tym, że osoba dotknięta tym zaburzeniem fizycznie przypomina elfa, tak jak go sobie wyobrażamy i też jej zachowanie, właśnie odbija się też to zaburzenie również w zachowaniu. Ta osoba na przykład ogólnie odbiera się jako dziecinną, naiwną, bardzo otwartą. Ona lgnie do ludzi, a jednocześnie bardzo łatwo z nią manipulować. tego typu cechy się przypisuje do tego całego zespołu. I jedna z bohaterek podczas pisania w zasadzie tego rozdziału równolegle jakoś zapoznałam się z tą chorobą i wtedy mi się ukształtowała ta bohaterka właśnie pod tym kątem.
[20:03.86 → 20:15.56] A: a jakieś, nie wiem jak to nazwać, zoologiczne, no bo jednak związek z psami czy z kotami u Ciebie jest bardzo widoczny.
[20:15.66 → 21:03.21] B: Rzeczywiście, tak. Jest dla mnie takim właśnie najbardziej wyraźnym przykładem też tego, o czym mówiliśmy, czyli wpływu tej rezydencji na pisanie. W przypadku mowy chleba jest to, że ja ogólnie jestem zainteresowana ptakami i wiedziałam, że gdzieś ten ptak naturalnie mi się pojawił w tekście. Natomiast to, że jest to zaganiacz, to jest właśnie efekt obserwacji na rezydencji w Czechach. Po prostu mi się objawił swoim wspaniałym głosem.
[21:04.07 → 21:45.77] A: No właśnie, bo państwo, którzy nie czytali Mowy Chleba, to to, co tak wyróżnia tę książkę, to na pewno, oj, jest na to słowo polonistyczne, Co jest onomatopeiczne po prostu? W każdym razie chodzi o to, że bardzo dużo mamy odwzorowań fonetycznych ptaków przez całą książkę. I te odwzorowania się wzięły, no właśnie, czy one tam częściowo to jest wymyślone przez ciebie z obserwacji, czy to jest wzięte z jakiegoś... Ten język ptasi,
[21:48.01 → 22:37.72] B: był opisywany przez badaczy i badaczki ptaków zawsze jakimś sposobem. Dawniej porównywano to do jakichś słów, na przykład Filip, Filip, Filip. Już nie pamiętam jakiego ptaszka, ale na przykład tak próbowano to zapisać, a współcześnie raczej bardziej jakimiś całostkami spółgłosek. I bardzo mnie ten zapis zainspirował, po prostu jest to piękne, tak mi się wydaje. Jest to piękna zbitka liter. I pomyślałam, że to byłoby właśnie wspaniałe, gdyby tą mowę można było użyć w książce.
[22:38.16 → 22:39.66] A: Ale robiłaś to...
[22:41.24 → 22:45.56] B: Czerpiąc z prawdziwych zapisów, ale też wymyślając.
[22:45.92 → 22:50.40] A: Ale hurtem czy w konkretnym miejscu?
[22:51.04 → 23:08.26] B: Tam, gdzie ptaki się odzywa albo dzieci się odzywają, bo to jest też tak, że tak zwane młode również mówią językiem ptaków, to tam, Na bieżąco z każdym
[23:08.26 → 23:26.46] A: przypadkiem pojedynczym się mierzyłaś, tak? Bardzo ciekawe. Może fragment pierwszy w takim razie. Zapraszamy Natalia Zacharczuk i wczujmy się w tę narrację.
[23:30.48 → 28:41.84] C: Kosmina kręci się od tygodni. Stopy na milimetr od podłogi. Oczy się zapadają, wywracają pod sufit i dalej, do środka czaszki. Pęd zakrzywia ciało. Trzewia odlepiają się od jednej strony brzucha, pchają na drugą, a krew zbiera się w końcówkach palców. Kosmina cała się skręca, obwija wokół własnych nóg. Słońce wspina się i schodzi. Światło przedziera się przez kraty w oknach. Niekiedy promienie padają wprost na nią. Wtedy jej łysa głowa bije blaskiem i nie da się na nią patrzeć. Gdy zmierzcha, twarz w obrotach zdaje się ciemną plamą. Kosmina kręci się od wielu tygodni. Odkąd zjawiła się w sali z oknami. Odkąd promienie światła próbują dogonić jej czoło. Kręci się, choć w sali jest ciasno. Ciaśniej niż w poprzedniej. Kosmina czasem uderza rękami o drabinki łóżek. Kiedyś dostało się liwi, wierzchem dłoni oberwała w tył głowy, wrzasnęła i rzuciła się na Kosminę, a ta odleciała na łóżko, nie przerywając obrotów. Innym razem wpadło jej pod nogi młode, zwinnie skoczyła nad kruchym ciałem jak w tańcu. Sieroty nieraz próbowały złapać ją za kostki, ale już wiedzą, że prędzej zarażą się od niej kręceniem niż miałaby stanąć. Kosmina nie widzi wiele. Widzi w poziome paski. Gdy ktoś się zbliża, poznaje po zapachu. Tego dnia wyczuwa zapach getty, co udaje, że nie żyje. To kosmina nadlatuje i haczy o szyję paznokciami. Krew napływa pod zdartą skórę, ale getta nic nie czuje. Udaje, że nie widzi kosminy, że kręci się nie kosmina, lecz samo powietrze. Krrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr Do kosminy dociera, że to Józef intonuje piski, rozsiewa je wokół siebie. Tupta długimi rękami po podłodze i chowa się w linoleum pod jednym z łóżek, z daleka od obrotów. Lepiej z oddali wodzić za kosminą, w cieniu łóżka uderzać głową do rytmu. Od tygodni taktuje jej kroki, odkąd się tu znaleźli, przeniesieni spod ziemi. Kiedy i Józef zapomina się w swojej robocie, a wszystkie młode tężeją, w gęstym powietrzu otwierają się drzwi do sali. Wysoka kobieta wciska kogoś przez szparę. – Baw się – mówi. Dodaje imię, ale trudno je posłyszeć. Zawierusza się gdzieś przy progu. Skoro w sali pojawia się Przybysz, Kosmina robi stop. Za Przybyszem zatrzaskują się drzwi. Młode w zdziwieniu, że obroty ustały. Nie wiedzą na co patrzeć, na Przybysza czy na Kosminę, bo w końcu można ujrzeć jej nierozmazaną twarz. Wdechy Kosminy świszczą, drażnią uszy, jakby ktoś dmuchał prosto w ich otwory. Józef rozdziera się wysokim brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr Ogląda przybysza, choć obraz wyrwa się z ram, bo oczy ciągle w obrocie, nie zauważyły, że ciało stanęło. Przybysz ma skórę bez parchów, stopami dotyka ziemi. Nic nie mówi, ale to jeszcze o niczym nie przesądza. Widać, że słowa ma na końcu języka, obraca nimi od policzka do policzka, gotów ich użyć. Nosi na sobie ubranie, a ubranie to przylega do rąk i nóg. Nogi i ręce proste, giętkie, garną się do używania. Przybysz wie, co robić z kończynami, jak obsługiwać dłonie. Kosmina od razu dostrzega w jego palcach sznur z supłami. Lina i palce plączą się, mają podobną grubość i giętkość. Przybysz wiąże supły, opiera je na udzie. Spodnie ma brudne, zdarte na kolanach. Krzyżuje nogi i naciąga sznur od kolana do kolana. Supły drżą jak na strunie. Kosmina obserwuje dłonie przybysza, zdumiona, że przedmioty mogą służyć komukolwiek innemu niż jej. Rośnie w niej druga kosmina, większa od tej na zewnątrz, rozdymając się kruszy części twarzy. Wargi zaczynają się od siebie odklejać z lewa do prawa. Jedno oko błyska, drugie się rozbiera. Przybysz zdaje się nie widzieć, że łysa głowa Kosminy zawisła nad nim jak sęp. Przybysz chyba nie wie wielu rzeczy. Kosmina stoi przed nim w promieniach. Wyrywa mu sznur, pakuje do ust i połyka. Siostry S rzucają w Przybysza puszką, kablem, kością ptaka. Wszystkie młode łapią za śmieci, szamoczą się z materią. Młode wpadają w ruch, jakby przejęły go po Kosminie, bo ta, zatrzymała się raz, a porządnie.
[28:44.46 → 29:28.29] A: Wielkie brawa. Był wyraz dźwiękonaśladowczy, bardzo twórczo. Super, dziękujemy. Ktoś z państwa czytał książkę? Proszę się nie wstydzić, bo też o to chodzi, żeby państwo przeczytali w przyszłości. O, a mamy, ale większość nie. No to chyba ten fragment mógł dać dość dobre pojęcie o tym, jaka jakość literacka, jeśli chodzi właśnie o słowo, o frazę, o rytm. To jest niesamowita, nie wiem, czy taka hardkorowa praca, czy więcej talentu od pracy, ale to bardzo siedzi na słuch.
[29:28.57 → 29:33.33] B: Dziękuję. To jest rzecz, która mi bardzo ważna.
[29:33.59 → 29:44.97] A: Ale jest to... Jeśli możesz zdradzić, mielenie tysiąc razy jednego zdania, czy bardziej czekanie, aż przyjdzie to, które tak brzmi właśnie?
[29:46.15 → 30:03.83] B: To jest pisanie pod melodię, którą jakoś słyszę. Nie umiem do końca jej... przywołać, ale mam taką wewnętrzną melodię i ona mi się już jakby zsuwa, ale też to jest poprawianie.
[30:03.85 → 30:04.59] A: Co znaczy zsuwa?
[30:04.81 → 30:18.17] B: Zsuwa z czoła na palce. Ale to też jest praca nad zdaniem, na pewno.
[30:19.33 → 30:25.47] A: A potem w redakcji się zdarza, A nie, bo to zaraz wkopię kolegę redaktora.
[30:25.93 → 30:34.11] B: To ja go pochwalę teraz. Jest tak, że dobry redaktor również tą melodię słyszy.
[30:34.55 → 31:16.90] A: Że ciej nie zniszczy, tylko zasugeruje. Ale co zasugeruje? Coś językowego czy bardziej uporządkowanie fabuły? To jest bardzo autorska proza. Nawet gdybym nie przychodził z tą wiedzą o nagrodach, No to od razu słychać, widać, jeśli ktoś coś tam przeczytał, to jest bardzo autorskie, w sensie redaktor nie jest w stanie redagować książki, żeby w tę stronę językową poszła, bo to po prostu jest wyraz indywidualnego stosunku do języka, w ogóle czegoś bardzo głębokiego, mam wrażenie. Trochę poempatyczne, no ale tak jest chyba. To nad czym pracuje redaktor w tego
[31:16.90 → 31:40.46] B: typu... Tak, nad fabułą na pewno i to jest bardzo pomocne. Ja mam trochę większy problem z takim globalnym spojrzeniem, więc pod tym kątem to jest duża pomoc. Ale też oczywiście na słowach, na tym, żeby zamienić jedno na drugie, oczywiście również.
[31:42.52 → 32:22.24] A: Tylko żeby wytłumaczyć ten fragment, Kosmina, tylko ja nie wiem, czy ja dobrze czytam, Joann, Udrea, co tam mamy jeszcze, Pan, Buni. W zasadzie, no dobrze, jak się pojawia Otylia, Klaudia, to jeszcze jakieś są z naszego obszaru bardziej znane imiona, ale to może pokrótce tak żeby właśnie te osoby, które mnie nie czytały, mogły, już zachęcone tym światem, zrozumieć o kim w ogóle słuchają, bo to nie jest wcale takie jasne.
[32:22.46 → 33:31.34] B: Dlaczego takie imiona? Imiona pochodzą z okręgu kulturowego związanego z Rumunią, a dlatego, że akcja, powieści dzieje się w Rumunii, mniej więcej lata 80. i jest to świat sierocińców. sierocińca jednego w tym przypadku, ale związany z tym, że istniało ich naprawdę bardzo dużo w tamtym czasie, a pojawiły się one na skutek oddawania dzieci, które miały właśnie tworzyć tą wielką liczbę Rumunów, taki był plan polityczny, żeby zaludnić Rumunię, ale kobiety nie były w stanie tych wszystkich dzieci wychowywać, więc oddawały je na wychowanie państwu, ale to nie było wychowanie, to było po prostu rzecz zbliżona bardziej do hodowli.
[33:34.06 → 35:08.33] A: I oczywiście to jest zresztą też No też, też, też w non-fiction poruszane tło, zresztą w bardzo, bardzo tej pokomplikowanej historii Rumunii Małgorzata Reimer w Bukaresztie też, też pisze, to, to, to, to mi się bardzo kojarzy. Zresztą to też się podzieliłem za kulisami, że, że ostatnie opowiadania Małgorzaty Reimer krążą moim zdaniem właśnie wokół, wokół trochę językowo, trochę tematycznie wokół, wokół takich Trudnych właśnie też bardzo narracji, które są do tego gęsto językowo. Ale teraz dla mnie taka coś, co chyba dla państwa też będzie zaskakujące, bo to tło, które teraz przedstawiłaś, czy bardziej taki setting twojej książki, ono było odpowiedzią i ten wybór na taką potrzebę czy ideę napisania książki braku dotyku albo konsekwencjach braku dotyku. No i muszę przyznać, że jest to bardzo... Wyobrażam sobie, że są setki innych odpowiedzi, jeśli chce się opisać brak dotyku. No i jedną bardzo, bardzo, bardzo szczegółową jest umiejscowienie tego w Sierocińcu w Rumunii, tej akcji. I bardzo jestem ciekaw, czy rozważałaś w ogóle inne możliwości i jak zdecydowałaś się na to?
[35:09.22 → 35:11.88] B: Tak, no więc wracając do rezydencji.
[35:13.10 → 35:14.54] A: Czyli się łączy tak wszystko.
[35:15.22 → 35:34.40] B: Rzeczywiście ja miałam jakiś pomysł, czy może raczej taką mapę pojęć i kategorii, które mnie interesują. Między innymi też było tam środztwo i brak dotyku, który się pojawił dopiero później, podczas rezydencji.
[35:34.80 → 35:40.44] A: Czyli jednak powstać sierot to było przed, tak?
[35:40.46 → 36:07.00] B: Tak, ale w jakimś nieokreślonym do końca jeszcze kontekście interesowała mnie taka grupa sierot, która żyje sama. Coś takiego mnie interesowało i próbowałam krążyć wokół tego myślami na razie jeszcze. I podczas tej rezydencji kończyłam jeszcze dramat, który miałam do napisania.
[36:07.26 → 36:08.48] A: Co to był za dramat?
[36:08.98 → 37:20.74] B: To był dramat, który pisałam w ramach stypendium. I było to o relacji matki i córki. I miałam taką intuicję, że być może właśnie, ponieważ to była trudna relacja, być może nie była do końca właśnie oparta na fizycznej też bliskości. I zaczęłam czytać na ten temat, Okazało się, że te intuicje były bardzo na miejscu, to znaczy brak dotyku w relacji przede wszystkim między dzieckiem a tym głównym opiekunem wpływa na to, że niestety dziecko na wielu poziomach, jego rozwój zostaje zahamowany. Kiedy czytałam to właśnie już, No jak mówiłam, mam dużą taką chęć poznawania różnych ciekawostek medycznych i fizjologicznych, bardzo lubię o tym czytać, więc wtedy bardzo szybko potyka się na case sierocińców Rumunii.
[37:21.32 → 37:37.47] A: Czyli w researchu o braku dotyku dotarłaś do sierotniców w Rumunii i wtedy ci się połączyło, że myślałaś o sierotstwie wcześniej. To tak magicznie trochę.
[37:38.63 → 37:54.85] B: No tak magicznie, można tak powiedzieć, ale myślę, że to jest właśnie jakieś takie nagromadzenie ciekawostek, jakby zajawek, bo wydaje mi się, że to jest mimo wszystko jakoś gdzieś w obrębie takich bliskich kategorii.
[37:55.57 → 38:39.68] A: No pewnie tak, ale z drugiej strony sobie myślę, że jest w tym, to mogę Państwu powiedzieć też, że jest to absolutny brak kalkulowania, bo bardzo trudno jest prawdopodobnie i taką rezydencję, czy stypendium dostać i no tu szczęśliwie, że druga książka to łatwiej z wydawcą, ale przekonać kogoś do takiego tematu, sierociniec w Rumunii, no to nie jest łatwe, tak? To jest bardzo dla nas odległe, ale właśnie to, jak wytłumaczyłaś teraz tą drogę, no to pokazuje, że po prostu, że no i co z tego? Nie mogło być inaczej, bo to tak Tak było, tak musiało być i tak to czułaś, tak? Jak rozumiem?
[38:40.02 → 39:15.82] B: Wydaje mi się, że tak. Rzeczywiście to zyskało... Ja też zyskałam dużo większy impuls do pisania, kiedy właśnie to sobie tak odkryłam, że to będzie to. Czasami tak jest. Teraz miałam podobną sytuację właśnie przy kolejnej książce. Analogicznie, tak jak mówiłam, to jest też analogiczny moment, gdzie wyjechałam na rezydencję, żeby rozpocząć jakieś takie... czy zrobić podejście do książki, i też krążyłam, krążyłam i pisząc gdzieś mi to zaskoczyło. To też wymagało właśnie porzucenia jakiegoś pierwotnego pomysłu i tak dalej.
[39:16.24 → 39:18.51] A: Ale to jeszcze dla porządku, rezydencja nie była w Rumunii.
[39:18.93 → 39:19.28] B: Nie, nie, nie.
[39:19.68 → 39:21.47] A: A z Rumunią coś wspólnego miałaś?
[39:21.70 → 39:22.01] B: Nie.
[39:22.49 → 39:29.14] A: Fantastyczne, naprawdę bardzo mi się to podoba. A imiona w jaki sposób wybierałaś w takim razie konkretne?
[39:29.59 → 41:06.51] B: Tak, imion szukałam w internecie na przykład kluczem rumuńskich sportowców, aktorek, natomiast imiona dzieci na początku były jakieś tam powiedzmy określone, natomiast potem je poprawiłam na imiona, które się natknęłam podczas wyjazdu do Rumunii. już w zasadzie pod koniec pisania książki zrobiłam taki wyjazd, który nie był do końca już researchem, tylko bardziej zatknięciem się z tym, co już wiem i zweryfikowaniem tego. Byliśmy też w jednym takim miejscu, które było kiedyś sierocińcem, potem się stało powiedzmy miejscem, w którym zapewne mieszkają dorosłe osoby z niepełnosprawnościami, ponieważ taki los niestety je spotkał przez ten brak dotyku. ten poziom zaniedbania po prostu do tego doprowadził. I tam była tablica pamiątkowa. To też jest dosyć wyjątkowa sprawa, bo Rumunia się do końca nie chce z tym pogodzić, co się wydarzyło. Ale rzeczywiście taka była tablica, która upamiętniała dzieci mieszkające w tym domu, w tym sierocińcu. Pomyślałam, że imiona z tej tablicy zostaną jakoś zaproszone do książki.
[41:06.99 → 41:09.93] A: I które to są dokładnie? Wszystkie?
[41:10.43 → 41:26.95] B: Imiona dzieci w większości. Ale akurat nie Kosmina. Kosmina pojawiła mi się po prostu w ogóle jeszcze wcześniej. To było coś, co po prostu przyszło do mnie tak sobie.
[41:28.75 → 42:09.86] A: No a jak to w ogóle jest pisać książkę, która jest osadzona w realiach historycznych, ale które są obce dla ciebie? No a już nie wiem, czy o tym myślisz, bo to też nie zawsze jest... warte w pewnym sensie tego, kiedy się tworzy narracja, ale obce na pewno odbiorcom, to znaczy można tak założyć, że dla większości odbiorców to będą obce realia historyczne. To jest bardziej takie ciekawe wyzwanie, czy to jest jednak coś takiego trudnego, przez co trzeba brnąć?
[42:11.02 → 43:03.54] B: Nie, to jest wyrwanie i to jest coś, co mnie bardzo pociąga, a wręcz myślę, że mam jakąś awersję do opisywania takiej rzeczywistości, którą mamy na wyciągnięcie ręki, więc ja bardzo lubię właśnie opisywać i wytwarzać jakoś też, no bo to nie jest realistyczna książka i ona oddaje pewne pewien klimat, czy jakby tło. Natomiast myślę, że to jest w dużej mierze jakiś wytwór mimo wszystko. Więc ja bardzo lubię właśnie odbijać się od miejsc i jakichś realiów, które dopiero są do wyeksplorowania, czy jakby takiego przetworzenia, wymyślenia. W każdym razie nie czerpania do końca z tego, co znam.
[43:05.33 → 44:06.28] A: Jest tutaj dość powracający wątek świni i w ogóle takiego w sumie nieznanego mi zjawiska, bo tutaj chodzi o picie mleka świni, a równocześnie chyba najbardziej to ma związek z tą właśnie bliskością, że picie mleka świni może być takim substytutem bliskości ludzkiej, ale w ogóle ten fakt, że świńskie mleko można by pić, to dla mnie to było jakoś tam nowe. Nie zastanawiałem się też przede wszystkim, to jest poza moimi takimi zastanawianiami się, jak się wpada na tego typu, na tego typu szczegół i czy to też jest z researchu twojego? Czy faktycznie można pić to mleko czy nie?
[44:08.52 → 45:45.96] B: To jest rzecz, która rzeczywiście jest bardziej gdzieś z tego poziomu wyobraźni i jakichś takich swoistych skojarzeń. Wydawało mi się też to dziwne, ale wpadło mi to do głowy i właśnie ta dziwność mnie pociąga. Ale zdałam sobie pytanie, dlaczego w zasadzie nie? Jest to pewnie jakaś konwencja, przyznajemy prawo sobie, ludzie, ja osobiście nie, bo jestem weganką, ale pijemy mleko krowy, to jest okej, a dlaczego nie świni? I z czystej po prostu jakiegoś takiego zamiłowania do dziwności właśnie się tym zainteresowałam. Wcześniej jeszcze miałam takie w ogóle wyobrażenia, bo to rzeczywiście to, o czym mówisz, Ta intuicja związana z bliskością, ona jest dla mnie bardzo istotna i jej dopełnieniem jest też właśnie ten płyn, który jest bezpośrednio z sutka świni. Jeden z bohaterów, Joann, pije mleko bezpośrednio z sutka świni. Natomiast to jest też tak, że w tym wymyślonym świecie jest to jedyne pożywienie. Ma to też społeczne znaczenie.
[45:46.36 → 45:52.49] A: To jest świat głodu. i nie wiem, restrykcji, opresji.
[45:52.99 → 46:18.12] B: Tak, jakiegoś takiego niedosytu i rzeczywiście... I w całej takiej estetyce tego wydaje mi się to jakoś pasujące. Natomiast też muszę powiedzieć, bo pytałeś o fakty, to rzeczywiście mleko świni może być spożywane przez człowieka.
[46:18.20 → 46:19.18] A: Czyli sprawdzałaś.
[46:19.82 → 47:00.86] B: Tak, miałam też pomoc kolegi z wykształceniem weterynaryjnym. który również mi pomagał w tej kwestii. No cóż, to nie jest niemożliwe, natomiast po prostu zapewne się to nie opłaca w takim wymiarze... Czyli jest drogie po prostu? Tak, pozyskanie mleka świni. Nieopłacalne, jeżeli chodzi o dostarczenie jakiegoś pożywienia. Jakkolwiek wysokokaloryczny, ale jest wysokokaloryczny.
[47:00.98 → 47:25.60] A: Jest wysokokaloryczny, to bardzo ciekawe. Czyli zupełnie nieprzypadkowo jednak też poparte to researchem. W sensie nie zakładałbym, że przypadkowo, ale ciekawe, że aż takie małe rzeczy potem trafiają. Ta dziwność jest celem czy skutkiem ubocznym? Dziwność wszystkiego i wszystkich, bo szczerze mówiąc tak by trzeba było mówić.
[47:25.97 → 48:24.37] B: jest takim środkiem i narzędziem dla mnie najbardziej naturalnym i najbardziej nęcącym mnie po prostu jako autorkę. To znaczy, tak jak mówiłam, nie mam potrzeby opisywania rzeczywistości tej bliskiej. Tak samo właśnie taka dziwność też jest czymś, co mnie po prostu... jest jakimś takim naddatkiem, który mnie interesuje. Tak naprawdę nie jest to nic ze świata nadprzyrodzonego. To nie jest taka groza z innych światów. To jest po prostu kwestia zestawienia czegoś i ujrzenia tego, że to nie pasuje do naszych utartych sformułowań czy takiego zastanego...
[48:24.86 → 48:40.56] A: Tak, tylko mam wrażenie, że właśnie przez to potem jest trochę trudno rozmawiać o tym, w sensie, że to tak oryginalnie językowo przedstawiasz, parafraza, szczególnie taka w prosty sposób, jest wyzwaniem.
[48:41.00 → 48:53.90] B: Tak, no i troszeczkę też banalizuję może, bo ja sobie zdaję sprawę, że państwo właśnie, którzy nie czytali, słyszą o piciu świńskiego mleka prosto z sutka.
[48:54.60 → 48:55.82] A: Przez rumuńską środę.
[48:56.08 → 49:09.78] B: Tak, to nie jest właśnie szczęśliwy język do mówienia o tym. I w zasadzie dlatego literackość jest jakby... moim ratunkiem, żeby to nie było śmieszne.
[49:12.90 → 49:17.90] A: To może uratujemy się. Natalia Zacharczuk, zapraszamy z drugim fragmentem.
[49:23.10 → 55:46.03] C: Rozpętały się wrzaski, wstrząsnęły zakładem i całym krejeszci. Z gardeł kobiet wyrwało się czyste przerażenie, sekundy otwartych podniebień i jasnego głosu. Trzęsienie ziemi ustało nagle, a kobiety zamknęły usta. W kuchni gar się rozchybotał, mleko zachlupotało jak magma, trzeba było odskoczyć i się ratować, drzeć się, schronić. Lenuca z resztą karmiących skoczyły pod stół, ścisnęły się wszystkie pod blatem jak w gnieździe. Głośniejsze od ich brzasków były brzdęki naczeń, Uderzały o ziemię z plaskiem jak samobójcy. Z szafek w gabinetach pospadało trochę papierów. Sieroty pogubiły się w archiwach. Pomieszały się matki, porozsypywały się życia. Ale prędzej czy później trafiał do jakichś teczek, z powrotem na półki. Na wieczne nieotwarcie. Nie wiadomo, co na to całe trzęsienie młode. Pewnie nie zauważyły. Obsypało się na nie trochę farby. Leżały jak utarzane w mące. Lufcik pod sufitem na minus jeden przekrzywił się i powiększył. Zaczęło się nim wdzierać zimne powietrze. Kobiety odszypały się z pyłu, poodsuwały graty i wyszły na korytarz. Trzęsienie nie było tak groźne, jak się zdawało, choć widok na zewnątrz budynku zatrważał. Ziemia rozwarła się jeszcze bardziej. Kładka rozpadła się na kawałki. Z wnętrza uskoku docierał leśny zapach. Ferment rozkładającej się flory. Ciemny piwniczny podmuch. Lenuca i inne kobiety stały nad otworem i wdychały to, co przywiało z wnętrza. Nie patrzyły na drugi brzeg uskoku. Nie zastanawiały się, jak wrócić do domów oddzielonych głębokim mrowem i co z ich drewnianych chat zostało. Spoglądały w jeden punkt pod swoimi stopami. Gleba ukazała kości. To są trupy. Praczłowiek, koń albo co? Może to żołnierze z koszarowych czasów? Może Dakowie? To sami Dakowie. Ale najpewniej trupy. I to samobójcy. Marieta z Klaudią przerzucały się pomysłami na kości. Klaudii wraz ze słowami płynęły łzy. Piła dziś rano. Lenuca parsknęła. Klaudia pochwyciła ten gest jak owada i już nie liczyły się trupy. Liczyła się kpina, co wycieka kącikami ust. Lenuca miała zawrócić do budynku znudzona, kiedy nadszedł Buni i stanął za ich plecami. Próbowała go złapać od wielu dni, by porozmawiać, ale przemykał korytarzami, zawracał albo zamykał drzwi na zamek. Nie mogło być tu przypadku. Unikał jej, im bardziej starała się go złapać. A tu nagle Buni stoi całkiem blisko. Nie ucieka, a wręcz słucha z uwagą. Rewelację o kościach przyjął chłodno. Nie opuszczał go profesjonalizm. Za grubymi oprawkami mrugały rzęsy. Lenuca dostrzegła, jak Buni bezbronnie poddaje się odruchom. Rzęsy Buniego nie słuchają się rozkazów. To prawdziwie wolne istoty. Niespodziewanie spojrzą na Lenuca, a jego powieki znieruchomiały. Trzeba to zasypać, zanim przyjdą odbudować kładkę. I odszedł. Wszystkie kobiety zrozumiały, że to polecenie dla Lenucy. Milczały, nie wiedząc, czy zaoferować pomoc, czy raczej uciec do sprzątania bajzlu w salach, do zmartwień, co z ich domami. Chwilę jeszcze stały, obserwując Lenucę, jej skórę pod oczami udrapowaną jak firany, a ona ścisnęła suche wargi. Stała dumna nad uskokiem. Zatrzęsła się, bo wybiegła bez płaszcza. Zrobiła krok. Stopa obsunęła się jak w zaspę. Łapała równowagę ciągle wyprostowana, jeszcze wyższa niż zawsze. Zjeżdżała to bokiem, to robiąc dziwne kroki. Z pośladków podnosiła się na równe nogi, potem znów jak w zaspę. Dół wciągał, podkładał przeszkody. Lenuca łapała się rękami, ziemia wciskała się pod paznokcie w załamania skóry, w sploty białego fartucha. Pył wznosił się i opadał na twarz. Dotarła tam, gdzie znalezisko. Popatrzyła do góry. Kobiety stały. Z wysokości jej ręce i kości były tym samym, ten sam kolor, ta sama cienkość i kruchość. Brak jakiejkolwiek ochronnej warstwy. Miała ochotę dotknąć tych kości, zobaczyć z czego są, ile ważą, czy mają coś w środku, czy są gładkie. Zamiast zasypać, zaczęła grzebać. Wbijać palce w zimną ziemię. Oprócz dużych kości było i mnóstwo małych. Może paliczki, może nadgarstki. Zerknęła w górę. Kobiety ciągle stały. Żeby ukryć znalezisko, zdarła skórę do krwi. Soczyste kawałki ciała wyłaniały się spod brudu. Męczyło ją to okropnie. Chciała się położyć. Padła osłabiona. Oparła się o ścianę uskoku. Głód dociskał ją do niej. Wdychała szybko czarne powietrze. Chciała tam zostać, rozłożyć się, wymienić się z tymi kośćmi. Ale z góry woła ją, że nie ma czasu. Chcę tu zostać. Mamrotała lenuca, patrzyła na czarne dłonie z obrażeniami. Wzięła grudę w garści, powąchała ciemne zapachy. Otwarła usta, spróbowała na język. Zimne, ciężkie, mocne. Lenuca, oblepiona ziemią, usiadła pod drzwiami Buniego. Brudna, znosząc spojrzenia koleżanek. Siedziała wyprostowana, szczęka ściśnięta, aż zgrzytało. Drzwi otwarły się z hukiem, a ta wystrzeliła w piąt, wyprężyła się, po czym zgarbiła, bo niedobrze być wyższą od przełożonego. A potem się wyprostowała, bo co ją to obchodzi? Panie Buni, a on wystawił rękę, zasłaniając się przed natarciem. Później. wyszedł wsteczką pod pachą.
[55:48.39 → 56:22.58] A: Dziękujemy bardzo. Natalia Sacharczuk. Ewelina Lachowska i Marta Stępniak, to jeszcze raz wielki szacunek, bo to jest coś pięknego. Czy ty jesteś blisko muzyki? Wiem, że tak, więc to pytanie jest po to, żebyś po prostu odpowiedziała, ale też jakbym nie wiedział, to bym to właśnie słyszał w muzyczności tej prozy. Powiedz, jak to jest.
[56:23.49 → 56:50.05] B: Tak, jestem blisko muzyki w takim znaczeniu bardzo amatorskim i z pozycji słuchaczki przede wszystkim, ale wiem o co pytasz. Pytasz o muzyczne jakieś ciągoty. Ja dużo słuchałam muzyki na pewno pisząc i zapewne się to jakoś odbija,
[56:52.76 → 56:59.82] A: Ale czytasz na głos na przykład, w sensie, że w audio oko ci nie wystarczy do tego.
[57:01.40 → 57:21.18] B: I rzeczywiście jakieś muzyczne inspiracje, powiedzmy, nie wiem czy inspiracje, ale ja rzeczywiście pamiętam czasami utwory, które mi jakoś towarzyszyły przy jakichś tam kawałkach.
[57:21.72 → 57:26.54] A: A takie właśnie zdania, jak słyszeliśmy, piszesz w ciszy czy jednak z podkładem?
[57:28.52 → 57:35.68] B: Zależy od okoliczności, bo jeżeli jest głośno, to ja muszę mieć po prostu coś, co mi to...
[57:35.68 → 57:41.70] A: Ale nie, zakładam, że masz ten pokój, gdzie nie jest głośno i możesz wybrać, czy chcesz z muzyką czy w ciszy.
[57:42.62 → 57:44.96] B: To w ciszy.
[57:46.18 → 59:37.84] A: Tak bym zakładał też, bo... bo coś czuję, że dowolny utwór, w którąś stronę byś nie poszła, to by mógł trochę infekować tam rytm. Gdzieś znalazłam albo słyszałem taką twoją wypowiedź, że w ogóle nie chcesz, ale w wypadku tej książki, żeby tam był jakikolwiek manifest, powiedzmy światopoglądowo, polityczno, nie wiem, osobisty czy właśnie w ogóle jakikolwiek manifest, ale że jakieś zahaczenie o tematykę aborcji wynika z tego, że idąc za sierotami, naturalne wydało ci się zrobienie tego kroku pokazania skąd w ogóle się wzięły jako fenomen społeczny w konkretnym czasie, w konkretnym miejscu, tak jak właśnie w Rumunii, czyli że te okoliczności ich pojawienia się na świecie od razu musiały być zawarte, tak jak dobrze rozumiem. I to w wypadku, znowu dla mnie jako dla osoby bardziej z non-fiction niż z fikcji, mnie to zastanawia, bo w pewnym sensie nic nie musisz, nic nie trzeba, I w ogóle mi tu nie chodzi o tę konkretną kwestię, tylko o ten moment w procesie, że tak, chcesz pisać o sierotach i nagle w researchu albo w jakimś takim poczuciu czujesz, że trzeba poszerzyć o jakieś postaci, o jakiś wątek. Tutaj bohaterów i ich imion jest sporo i w dodatku obce, więc każdy taki dodatek może dodatkowo coś komplikować. Ale skąd to poczucie, że trzeba, skoro to przecież fikcja?
[59:38.97 → 01:00:45.25] B: Tak, mnie bardzo interesowała też rola opiekunek w całej sytuacji pod tytułem sierocińca, ponieważ były to kobiety, które zapewne pochodziły z miejscowości, w których były te instytucje, zapewne nie miały dużego wyboru. ale przede wszystkim były kobietami i w związku z tym były w określonej sytuacji politycznej, która wtedy funkcjonowała w Rumunii, czyli podlegały dekretowi 770, który zakładał zakaz aborcji, zakaz antykoncepcji, de facto karanie za każdą formę przerwania ciąży i pomocy w tym. To oczywiście miało za zadanie właśnie powiększyć Rumunię, to była taka... oraz jakieś ideologiczne też kwestie tam wchodziły w grę. Co kobieta powinna, czego nie powinna.
[01:00:45.31 → 01:00:59.88] A: Tylko żeby była jasność, tutaj w ogóle nie ma żadnej publicystyki czy właśnie manifestu, tylko to jest kwestia dodania jakichś postaci. Ale to jest bardzo ciekawe, że deklarując fikcję, to wciąż jednak zaglądasz do tych faktów.
[01:00:59.88 → 01:01:34.43] B: Tak, bo to jest pytanie, skąd się wzięły te sieroty po prostu. Oczywiście mogę poprzestać na tym, ale wydawało mi się to bardzo trudną sytuacją właśnie dla opiekunek, które również były niejako ofiarami tego politycznego ruchu, więc były w takiej podwójnej roli. I z tego powodu chociażby właśnie pomyślałam, że warto temu się przyjrzeć.
[01:01:34.97 → 01:01:58.71] A: Ale tak czysto patrząc na proces twórczy, jeśli dobrze pamiętam, z początku naszej rozmowy mówiłaś, że pierwsze co ci przyszło do głowy, Taka sytuacja, kiedy masz sieroty, które żyją sobie same, tak powiedziałaś. Czyli taki był plan, a potem on się zweryfikował, bo uznałaś, że tworząc ten przedstawiony świat, czegoś mu zabraknie, jeśli nie dodasz, tak?
[01:01:59.03 → 01:02:09.01] B: Mniej więcej tak. No tak, mniej więcej. Dlatego, że trudno mi powiedzieć, gdzie był moment decyzji i tak dalej.
[01:02:11.68 → 01:03:08.19] A: No to powiedz może z drugiej strony, jak budujesz język? Czy to jest tak, że masz okresy właśnie czytania jakiejś bardzo skomplikowanej albo kwiecistej, chociaż to jest słowo pułapka, kwieciście napisanej literatury, albo gęstej, albo po prostu jakoś inspirującej, językowo i to jakoś w tobie pracuje i potem tak z ciebie wychodzi, czy zapisujesz ulubione frazy, czy kiedy piszesz to w międzyczasie sobie czytasz, ale nie do researchu takiego bardziej merytorycznego, tylko też językowego. Bardzo mnie to ciekawi. Są osoby, które się przy pisaniu zamykają, że w ogóle nie chcą mieć kontaktu z inną narracją. Są takie, które właśnie chętnie sobie odświeżają głowę, żeby nie siedzieć w tej swojej.
[01:03:08.35 → 01:04:00.04] B: Ja należę do tych otwartych oczu i uszu. Chętnie czytam, dużo poezji czytam. Też nie mam... Ja właśnie zaglądam z ciekawością. Mnie to jakoś też fascynuje, jak to się dzieje, że wszyscy korzystamy z tego samego języka i nawet jeżeli mówię o tłumaczeniach, to też jest jednak język polski. ale jest to tak bardzo różny język, jak bardzo inaczej możemy się nim posługiwać, więc z dużą ciekawością zaglądam. Ale niekoniecznie pod jakimś kątem chęci poznania języka, tylko po prostu całości tego, czym jest książka.
[01:04:01.14 → 01:04:03.78] A: Czyli poszukiwania czytelnicze zupełnie, po prostu zainteresowanie.
[01:04:04.64 → 01:04:23.74] B: Tak. I w tym jestem, bywam bardzo naiwną czytelniczką, po prostu chłonne, a czasami bywam krytyczną czytelniczką i zapisuję jakiś sposób pokazania czegoś, czegoś mnie uczy czasem też ta lektura.
[01:04:24.59 → 01:04:29.69] A: A jakich lubisz autorów, autorki, jakieś obszary, jakieś gatunki?
[01:04:29.93 → 01:04:31.35] B: To jest najgorsze pytanie na świecie.
[01:04:31.37 → 01:04:38.27] A: Ale coś czuję, że tam sieczają jakieś pokręcone zjawiska, gdzieś rzadkie.
[01:04:39.19 → 01:04:49.07] B: Tak, ja swojego czasu miałam taki okres fascynacji literaturą na przykład karaibską czy afrykańską, ale teraz mnie nie przepytuj, proszę.
[01:04:49.39 → 01:05:12.46] A: Nie, nie, nie, a ja w ogóle ci nie wymienię w ogóle karaibskiego pisarza. Może z Haiti znam jednego, ale nie o to mi chodzi. Wydaje mi się po prostu, że to musiała być jakaś wrażliwość poza naszą kulturą, że nie siedzisz w Polsce tylko.
[01:05:13.00 → 01:05:41.31] B: Nie, staram się. Mam naturalną potrzebę sięgania do takich oddalonych światów i językowych, i jeżeli chodzi po prostu o ten świat przedstawiony. Sięgam też po jakąś polską starszą literaturę.
[01:05:42.37 → 01:05:43.45] A: A co to jest polska starsza?
[01:05:43.61 → 01:05:50.31] B: Bardzo niefachowo to nazwałam. Stare książki, takie żółte. Nie, nie.
[01:05:51.75 → 01:06:09.71] A: Znaczy nie wiem, biorąc pod uwagę, że od lat to w końcu trzeba zweryfikować, bo od lat chyba na filologiach polskich literatura współczesna i najnowsza to jest ta po 89, co jak cię mogę, już jest 36 lat i to jest jakby jeden worek, no to dlatego mnie zastanowiło, co to jest starsza.
[01:06:10.01 → 01:06:22.45] B: Nie, no to jest Leo Lipski na przykład albo... Ktoś mi z zagranicy mówił,
[01:06:22.95 → 01:06:33.39] A: że właśnie nie poznałem go jako Polak, tylko ktoś mi z zagranicy, jakieś tłumaczenie ciekawe. Czyli też, o, może to jest jakaś wyraźliwość.
[01:06:34.28 → 01:07:06.29] B: Ale też nie mogę powiedzieć, ja teraz jestem bardzo żarłoczna i z taką dużą Żarłocznością podchodzę do książek obecnie i jestem ciekawa wszystkiego. I polskie książki również, polskich autorów współczesnych. Rzeczy, które wychodzą po prostu teraz też bardzo chętnie czytam. Kiedyś tak nie było, nie byłam chętna bardzo.
[01:07:07.41 → 01:07:09.19] A: No nieco teraz wyjaśnij, co się zmieniło?
[01:07:11.67 → 01:07:12.17] B: Nie wiem.
[01:07:14.29 → 01:07:47.54] A: Ok, myślałem, że coś tu znajdziemy. Jakiś przełom życiowy. Mili Państwo, czy ktoś ma pytanie? Bo możemy podać mikrofon i można przejść z aktywnego słuchania do aktywnego pytania. Jest może ktoś? Jeśli nie, to... O jest, jest pani. Proszę poczekać, tylko mikrofon zapewnimy, bo mamy transmisję online. Pozdrawiamy wszystkich online i z odtworzenia. którzy nie mogli tu być z nami, ale chętnie też posłuchają pytania.
[01:07:50.38 → 01:08:24.56] C: Ja tylko chciałam dopytać, bo tak pani mówi, że troszkę fantazji opartej na faktach, ale cokolwiek tworzymy, czy to, nie wiem, bukiet kwiatów, czy to jest książka, to dedykujemy to komuś. Czy pani zasiadając do pisania, tworząc swoje dzieło, ma taką myśl, komu to przekaże. To mnie intryguje. Dziękuję.
[01:08:25.20 → 01:09:17.99] B: Dziękuję. Mam świadomość istnienia czytelniczki i czytelnika po drugiej stronie i mam świadomość tego, Pewne rzeczy proponuję i chcę, żeby zostały odczytane, ale nie zbyt od razu, więc jakąś taką grę i zabawę zapraszam. Natomiast konkretne jakieś wyobrażenie czy osobista jakaś taka dedykacja raczej nie mam. To znaczy czasami rzeczywiście łapię się na tym, co by powiedziała na to np. moja koleżanka, że ona by się z tego zaśmiała. Sprawdzasz potem, czy się zaśmieje? Wiem po prostu.
[01:09:20.21 → 01:09:22.77] A: To dobra koleżanka, że się blisko znacie.
[01:09:22.93 → 01:10:24.33] B: Ale to są drobnostki, wspólny żart jakiś. ale nie mam jednej osoby, o której myślę i może nawet nie chcę mieć w tym znaczeniu, że własne wyobrażenia chyba byłyby zamykające po prostu. Taka jedna czytelniczka, o której miałabym myśleć. Chociaż zdaję sobie sprawę, że moja mama przeczyta, to jest też jakiś tam Cenzorska w ogóle sytuacja, że mój tata przeczyta. Nie do końca cenzorska, ale po prostu taka świadomość, że napisałem fajny kawałek, na przykład erotyczny i muszę się z tym zmierzyć, że mama przeczyta.
[01:10:30.53 → 01:10:53.31] A: A w takim razie, czy podejmujesz takie decyzje, które różnią to, że piszesz dla innych od tego, jakbyś pisała tylko dla siebie i pod swój gust? To znaczy, czy gdyby tą odbiorczynią gdybyś miała być ty sama albo twoja kopia jeden do jednego, to nie wiem, to by było jeszcze dziwniejsze?
[01:10:54.10 → 01:10:57.52] B: Być może tak, ale...
[01:10:57.52 → 01:11:08.97] A: W sensie, że operujesz w bardzo ciekawych, oryginalnych, ale dosyć hermetycznych i sceneriach, i językowych, bardziej językowymagających. w sytuacjach, więc to mnie tak zastanawia.
[01:11:09.05 → 01:12:41.97] B: Wiesz co, ja chyba mam bardzo duże zaufanie do czytaczek i czytelników, to znaczy ja się tej hermetyczności jakoś chciałabym przeciwstawić, ale też jest tak, że to co... Kiedy piszę, ja piszę powoli i dla mnie to wszystko jest logiczne, bardzo łatwe do zdekodowania. Ja widzę te wszystkie drobne... okruszki, które zostawiam, żeby czytelnik, czytelniczka odczytała to, co chce powiedzieć. Ale wiem, że jako czytelniczka nie mam tak wielkiej uwagi na przykład albo takiego w odbiorze, kiedy tak wiele informacji jest nowych, to nie układa się to tak łatwo. I jakby pod tym kątem myślę o czytelniczce, żeby nie utrudnić aż tak odbioru. bo wiem, że to, co chciałabym przekazać, nie zostanie przekazane. Więc w tym znaczeniu nie zawsze, oczywiście wiem co, ale to jest inna rzecz, ale czasami ta gra, o której mówiłam, jest dla mnie jakoś istotna i chciałabym tę... tę więź jakoś zadzierzgnąć. I nie uda się to, jeżeli to będzie dla możliwości poznawczych na przykład zbyt obciążające.
[01:12:42.43 → 01:12:44.35] A: Czyli jest to świadomość.
[01:12:44.47 → 01:12:45.57] B: Tak, jasne.
[01:12:46.27 → 01:12:56.81] A: Miałaś okazję, bo ile lat od Bestiariusza minęło już? Ile lat minęło od twojej pierwszej książki?
[01:12:57.43 → 01:12:58.09] B: Pięć.
[01:12:59.19 → 01:13:09.09] A: Miałaś okazję zajrzeć jakoś niedawno do niej? Ty jako czytelniczka po latach, bo to jest bardzo ciekawe zawsze uważam.
[01:13:10.09 → 01:13:30.48] B: Tak, po latach i nawet nie tak odlegle też Teraz starałam się wyłączyć krytyczne myślenie, kiedy pani Ninną czytała te fragmenty, bo zawsze się to włącza. W stosunku do mowy chleba, która wyszła niedawno, też mam jakieś uwagi wewnętrzne.
[01:13:31.36 → 01:13:43.48] A: Aczkolwiek to nie była moja intencja. Bardziej na przykład, że można... No nie wiem, że o co mi chodziło. Nie że to jest złe albo dobre, tylko że... A czemu to zdanie?
[01:13:44.96 → 01:13:51.10] B: No to jasne, jest takie lekkie zdziwienie też po pięciu latach, pewnie.
[01:13:51.68 → 01:14:17.41] A: To jest fajne właśnie, to zostawia takie coś, że jednak to wykonywanie czegoś twórczego, to nie jesteśmy my sami, tylko to jest coś takiego, co jest się przekaźnikiem pewnego czegoś, które istnieje potem zupełnie niezależnie, a kiedy my się zmieniamy, to już aż nie ma tego dokładnie połączenia. To jakaś jest w sumie taka magia. Masz takie przemyślenia?
[01:14:17.53 → 01:14:18.35] B: Tak, pewnie.
[01:14:19.37 → 01:16:40.62] A: Czy jest jakieś inne pytanie jeszcze? Ja mam jeszcze w razie czego, ale daję szansę państwu. No dobrze, chciałem tak tu nawiązując do początku jak pełna jakiejś takiej dowcipnej pokory wobec uprawiania tego zawodu, choć nie żyjesz z pisania, to nie jest tajemnica, bo mało osób żyje w ogóle. To, jak nawiązywałaś do tego szczęścia i tego jakiegoś spotu okoliczności, które też się przydaje, to bym powiedział, że teraz fantastycznie, bo świeżo tak naprawdę to zwycięstwo w Nagrodzie Literackiej Gdynia, Ale z tego co przynajmniej pamiętam, to początek książki był taki, że się rozkręcał powoli. Czy było tak, że miałeś jakieś niepokoje co do odbioru? jakoś się coś zastanawiał, bo zapamiętałem dosłownie jeden moment, w którym też zresztą świetna pisarka Dominika Słowik napisała o twojej książce i właśnie wtedy mnie to tak uderzyło, że dzisiaj tak naprawdę dość mały jest wpływ i bardzo okrojona jest krytyka literacka. Tych recenzji nie jest dużo, to są już teraz w tym momencie dość niszowe też publikacje, obojętnie nawet jak to jest recenzja w polityce, to wciąż to jest recenzja w polityce, już teraz jest bardziej niszowa niż kiedyś. Więc łatwo jest czasami przegapić jakąś książkę, która nie ma takiego nośnego właśnie problemu społecznego, bardzo bliskiego typu, że nie wiem, że że księża w Polsce są dobrze albo źli, czy coś takiego, tak już banalizując. I pamiętam, że właśnie Dominika tak się bardzo fajnie wstawiła za twoją książką, ale stąd pamiętam też, że na początku może nie było aż tyle tych opinii. Jak wspominasz taki moment, kiedy jeszcze nie wiesz, czy to powtórzy sukces poprzedni?
[01:16:40.96 → 01:16:54.32] B: Należy też wspomnieć, że byłam bardzo rozpieszczona, jeżeli chodzi o Bestiariusz Nowochódzki, dlatego że on miał bardzo dużo recenzji, jak w ogóle na książkę.
[01:16:55.34 → 01:16:59.70] A: Można potem spaść z wysokiego konia, że tak mówiąc brutalnie.
[01:17:00.50 → 01:17:54.36] B: Więc to była jedna rzecz, ale druga też taka, że rzeczywiście też coś Coś miałam wrażenie, oczywiście to jest takie myślenie trochę magiczne, ale myślałam o tym, że wiele rzeczy mi nie sprzyja, że na przykład jest majówka, a ta książka wyszła przed majówką, a to jest taki czas nie na tę książkę w ogóle. I w ogóle tak wiosennie, a potem lato, też nikt nie będzie czytał takiej książki na lato. Wreszcie przyszła jesień i rzeczywiście pojawiły się recenzje. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo te recenzje zostały zamówione wcześniej. I rzeczywiście jakoś na jesień się ruszyło bardziej niż na wiosnę.
[01:17:54.61 → 01:18:06.67] A: Chociaż ci piszący recenzje też na pewno myślą o tym. Myślą, że tu jest majówka, tu są wakacje na 100%. Wydaje mi się, że to jest to, a co ludzie będą czytać coś smutnego, jak świeci słońce. Może tak być.
[01:18:07.43 → 01:18:36.22] B: Możliwe. Ale to też była moja wybiórcza ocena tego, co miało miejsce. Muszę też oddać sprawiedliwość, były recenzje, były rozmowy, więc nie mogę narzekać. I o dziwo właśnie ta książka też ma długie życie już, prawda? Półtora roku, więc to jest też... To
[01:18:36.22 → 01:18:41.14] A: jest bardzo niecodzienne dzisiaj na tak zwanym rynku, bo mimo wszystko chodzi o rynek.
[01:18:41.44 → 01:19:30.33] B: Oczywiście nagroda pomaga w tej kwestii, bo nagrody są jednak w kolejnym sezonie. Są nagradzane książki z poprzedniego roku, więc chociaż to siłą rzeczy przedłuża życie tych książek, więc to jest bardzo dobre. To co zrobiła Dominika to był bardzo miły gest. Ona też poprowadziła ze mną rozmowę w Krakowie. I już wtedy nie było też wielkiego tłumu na tym spotkaniu. I właśnie Dominikę to jakoś tak wkurzyło. Bardzo to było miłe, że tak korzystałem ze swoich zasięgów.
[01:19:32.27 → 01:19:34.17] A: Polecamy do rzeczywistości książki Dominiki Słowik.
[01:19:34.17 → 01:19:36.21] B: Pozdrawiamy ją serdecznie.
[01:19:36.55 → 01:19:48.80] A: Oraz dziękujemy za liczne przybycie, bo faktycznie czasami się zdarza, Właśnie i to w sumie bym powiedział, że w Warszawie i Krakowie bardzo często się zdarza, że nie za dużo osób przychodzi, bo... Bo jest
[01:19:48.80 → 01:19:50.50] B: na przykład piękny czerwcowy weekend.
[01:19:50.78 → 01:20:18.16] A: No tak, ale nie, ale też bym chciał powiedzieć, że w tych dwóch miastach to troszeczkę publiczność jest, no nie wiem, można różnie oceniać. Jedni powiedzą rozpieszczona, a drudzy powiedzą, że porażona nadmiarem rzeczy do wyboru, no ale faktycznie to jest wielka przyjemność też przyjechać do Lublina, więc bardzo dziękujemy państwu. Jak to teraz jest z tą kolejną historią, która na ciebie czeka? Czy cokolwiek możesz powiedzieć?
[01:20:19.00 → 01:20:25.88] B: Nie, chyba się nie czuję na siłach w ogóle, żeby mówić o tym. A cokolwiek też powiem, teraz mi uprości to, co mam w głowie, więc nie chcę.
[01:20:26.44 → 01:20:30.98] A: Czyli tobie się coś kotłuje i to dopiero będzie do rozplątania.
[01:20:31.00 → 01:20:50.04] B: To ogólnie tak jest, że to się kotłuje i się rozplątuje. I mi jest łatwo mówić o tej książce po fakcie, jak już ją napisałam. znalazłam słowa do mówienia o mowie chleba. Też dzięki temu, że inne osoby o niej mówią, więc też podłapuję to jakoś.
[01:20:50.06 → 01:20:59.18] A: A miałaś tak, że właśnie usłyszałaś o mowie chleba jakąś opinię czy coś w recenzji i stwierdziłaś, o faktycznie to tak jest, a żebyś tak nie powiedziała?
[01:20:59.52 → 01:22:09.00] B: Czasami tak, nie zawsze jakoś to jest... No tak, ogólnie... Mam nadzieję, że taka jest rola krytyki, żeby właśnie tego typu rzeczy wyciągać, których autorka nie widzi. Jest jedna wybitna, jeżeli mogę tak powiedzieć, praca Michała Trusewicza, również pisarza, i krytyka i rzeczywiście on rozpisał tę książkę na takie elementy i kategorie, które dla mnie dopiero zrozumiałam, że rzeczywiście tak jest. Wskazał takie pary, paralele i tak dalej, które rzeczywiście tutaj funkcjonują i jakoś mi to otworzyło głowę. ale nie mam też takiego warsztatu krytycznego, jak on, żeby posługiwać się nimi, więc w ogóle nie... Tylko wydaje mi się,
[01:22:09.10 → 01:22:55.56] A: że to jest w ogóle bardzo rzadkie, żeby i to, i to mieć. W sensie, że jednak sporo jest, szczególnie naukowców, filologów, którzy faktycznie zauważają zależności w tym materiale źródłowym, obojętnie, czy to jest proza, poezja czy reportaż, co niekoniecznie znaczy, że są praktykami i to połączenie chyba nie jest też takie oczywiste, więc wydaje mi się, że... I nie wiem też, czy czasem, wiesz, gdybyś zgłębiała tego typu, to akurat mogę sobie przypomnieć, bo na Wydziale Filologicznym porzuciłem doktorancki wiele lat temu i zastanawiam się, czy to nie psuje twórczości, kiedy za bardzo w ten język deskryptywny się wchodzi, więc...
[01:22:55.56 → 01:23:03.28] B: W przypadku Michała tak nie jest, bo jego książka Plemię jest wybitna również.
[01:23:03.68 → 01:23:18.66] A: Chodzi mi o to, że to nie jest być może punkt honoru, żeby to umieć, tak trochę myślałem. No dobrze, to skoro nie namówię cię na... Na narzekanie? Nie, nie, narzekanie, a co?
[01:23:18.80 → 01:23:23.24] B: Bo myślałam, że taka jest... Podtekst tego pytania, czy...
[01:23:23.24 → 01:23:25.72] A: Nie, w ogóle nie. Wow, a jakie narzekanie, czekaj.
[01:23:26.64 → 01:23:35.52] B: Nie, nie, żartuję. Jeżeli chodzi o odbiór właśnie, ten początkowy... Pustynie.
[01:23:36.06 → 01:23:37.52] A: Nie, ale to nie była pustynia.
[01:23:37.78 → 01:23:38.62] B: Nie, pustynia nie była.
[01:23:38.76 → 01:24:38.21] A: To jest pytanie, którego szczerze mówiąc, nie każdemu bym to zadał, czy nie każdej, właśnie dlatego, że jednak to ego autorskie bywa łatwo urażalne i to pewnie... Oboje wiemy, różne są reakcje, różne są, powiedzmy, delikatności mówienia o sobie i swojej twórczości. A przez to, co na początku, to stwierdziłem, że spytam, bo to jest ciekawy moment. W sensie, że tak jak słynne zespoły poznaje się po drugiej płycie, to druga książka jest jakimś pewnie punktem odniesienia. Ostatecznie jednak wygrałeś Gdynię, Więc tutaj wszystko pięknie. A, bo pierwsza też była nominowywana do Gdyni, tak? Czy w finale? Ale to jest taki moment, kiedy można się zastanowić właśnie, po co coś robimy, co nam to daje, że to ma, mam nadzieję, wartość samą w sobie, nie tylko to, co jest dookoła. O to trochę mi chodziło.
[01:24:40.55 → 01:25:19.52] B: Tak i rzeczywiście chciałabym nie musieć odnosić się do uznania takiego zewnętrznego, żeby dobrze się czuć ze stwórczością i własną. Oczywiście to jest jakieś takie życzeniowe. To jest duża praca i duża dojrzałość, żeby tak myśleć i rzeczywiście się nie odnosić do takiego uznania zewnętrznego. Więc nagroda mi na pewno pomogła, żeby dobrze myśleć o sobie, ale mimo wszystko wolałabym też dobrze myśleć o sobie bez nagrody.
[01:25:20.98 → 01:25:44.50] A: Ale mimo wszystko to jest kupa tysięcy godzin poświęconych, więc nawet wydaje mi się, że to nie chodzi o jakieś po prostu takie zupełnie próżne pielęgnowanie ego, tylko po prostu to jest kawałek życia, którego się nie odzyska już, mówiąc brutalnie. Więc jednak to, jaki jest odbiór, to też trochę jest po prostu chyba o tym, jak spędzamy swoje życie. Ja tak staram się myśleć.
[01:25:44.90 → 01:26:16.56] B: I właśnie mi też chodziło w tym odbiorze i może w jakiejś takiej, no właśnie tej ciszy początkowej, to właśnie mi chodzi o czytelników, no po prostu, żeby to, tak jak mówisz, to mi towarzyszy, że jeżeli piszę przez te wiele tysięcy godzin, to bardzo bym chciała, żeby ktoś to przeczytał po prostu i się też podzielił swoim odczuciem itd. Wydanie
[01:26:19.62 → 01:26:42.24] A: książki jest w sumie początkiem dialogu często. Czy są jeszcze jakieś inne dyscypliny artystyczne, które w tym momencie są ci bliskie i je uprawiasz? Bo w przeszłości różne formy, różnymi się zajmowałaś. Mówiliśmy o dramacie, ale też teledysk, rodzaj jakiejś reżyserii.
[01:26:42.34 → 01:26:52.70] B: Tak, to miałam za sobą taki epizodzik reżyserski w duecie z moją przyjaciółką, ale zarzucony.
[01:26:53.66 → 01:26:56.60] A: Nie ta forma, nie twój sposób wyrazu?
[01:26:56.78 → 01:28:06.55] B: Nie ta forma chyba. Praca z ludźmi jest bardzo trudna dla mnie, w tym sensie, że praca pisarska nie wymaga tak dużo kontaktów międzyludzkich, praca reżyserska wymaga Przede wszystkim praca z ludźmi. I to jest właśnie kwestia posiadania wielu umiejętności miękkich, których ja nie obsługuję tak łatwo. Więc stąd wiem, że po prostu nie jest to dla mnie. Raczej mnie to właśnie było wynikiem jakiejś męki niż przyjemności. Natomiast samo opowiadanie historii przez film jest bardzo... Jest nęcąca jakoś dla mnie, też przez pracę zawodową mam z tym do czynienia trochę, ponieważ pracuję jako copywriterka, więc jestem też autorką scenariuszy, ale takich filmów bardzo użytkowych.
[01:28:08.67 → 01:28:13.67] A: Powiesz przykładową branżę, gdzie coś robisz?
[01:28:14.19 → 01:28:23.31] B: Bank, samochody, jakieś... Czyli możliwe, że ci
[01:28:23.31 → 01:28:30.01] A: państwo, którzy nie czytali książki, to mimo wszystko mieli kontakt z twoją frazą w takim minimalistycznym przykładzie reklamowym.
[01:28:30.47 → 01:28:30.57] C: Myślę, że prawie na pewno.
[01:28:34.65 → 01:29:24.76] B: Często jest tak, jak ktoś mnie prosi, czego zrobiłaś reklamę? No to mówię, nie widziałam. To też jest jakaś forma, Ćwiczenia też bardzo dla głowy, więc to jest taka forma sztuki. Ja też tańczę. Jakich rodzaj tańca? To są tańce afrykańskie, które po prostu nazywa się afro. Ale to są przeróżne tańce z różnych krajów, w różnym stylu, i tradycyjne, i takie urban, czyli współczesne, miejskie itd.
[01:29:26.46 → 01:29:45.95] A: Super. Wielkie, wielkie dzięki. Jeszcze ostatnia szansa na pytanie ktoś? O, jest jednak. No i będziemy mieć na koniec pytanie. Prosimy o mikrofon. Tak próbuję po kilka razy, bo czasami zajmuje trochę przetrawienie.
[01:29:47.01 → 01:30:08.54] C: Ja chciałam zapytać o takie kwestie, bym powiedziała, techniczne. Nie chce pani mówić o nowej książce, ale zawód pisarza jest taki dla nas niecodzienny. Chciałam zapytać, jak to wygląda od strony czysto technicznej? Czy to się wstaje o którejś tam godzinie albo wieczorem codziennie po ileś godzin,
[01:30:08.62 → 01:30:09.72] A: tak jak się idzie do pracy?
[01:30:10.16 → 01:30:18.32] C: czy jak jakaś weena twórcza przyjdzie, czy pani pisze ręcznie, ołówkiem, piórem czy na komputerze, to chyba o tym może pani nam powiedzieć. Dziękuję.
[01:30:18.60 → 01:30:42.94] B: Bardzo chętnie. Oczywiście to tutaj pewnie co osoba pisząca, to inaczej troszkę funkcjonuje, ale powiem o sobie po prostu. Kiedy nie pracuję na etat, a piszę, bo miałam taki też czas na pisanie mowy chleba, Stypenium albo rezydencja, bo to
[01:30:42.94 → 01:30:44.88] A: wtedy można wziąć urlop w pracy pewnie.
[01:30:45.18 → 01:35:12.25] B: Staram się zaczynać nie później niż o 10, a to oznacza po prostu, że wtedy otwieram komputer. To nie oznacza, że piszę od razu, zazwyczaj czytam to, co napisałam wcześniej, Przy okazji poprawiam, bo zazwyczaj ta lektura wymaga poprawiania, jakoś automatycznie się te poprawki nasuwają. I w ten sposób jakoś już się rozgrzewam do tego, już się zbliżam jakoś i wnikam w ten świat, bo chwilkę też trzeba, nie mogę tak z rozbiegu po prostu zacząć pisać, bo muszę jakoś w tym świecie sobie pobyć. I albo piszę dalej, jeżeli wiem, co chcę napisać, to jest mi troszeczkę łatwiej i wtedy po prostu kontynuuję jakiś wątek albo kończę jakąś scenę. A jeżeli kończę rozdział i jestem przed kolejnym nowym otwarciem, to to jest trudna sytuacja, zawsze wymaga jakiegoś pobycia głębszego w tym świecie i czasami to wymaga przerzucenia się znowu na notatki czy poczytania czegoś, trochę łyknięcia inspiracji, więc wtedy też być może sobie poczytam. Jest to bardzo różnie. Ja niestety właśnie nie mam planu, który zakłada jakąś drabinkę scenariuszową, a są osoby, które się tym posiłkują i to jest właśnie sytuacja, kiedy wie się do czego się zmierza. Ja wiem mniej więcej jaki jest brzeg, ale droga do tego brzegu może być bardzo, bardzo różna i ja sobie pozwalam na to, żeby tak to wyglądało, bo bo wiem, że wiele ciekawych rzeczy może mi przyjść do głowy po prostu intuicyjnie i te takie odkrycia są bardzo wartościowe, więc pozwalam sobie właśnie na trochę takie poluzowanie intuicji i lekkie wsłuchanie się w to, co mi tam gra. A samo pisanie i w ogóle wytwarzanie zdań, to też jest dla mnie jakieś takie ciekawe, że wszystko można napisać na tak wiele sposobów. Tak mi się wydaje, że chyba często po prostu unikam najprostszego rozwiązania. To jak mówiłam, nie lubię za bardzo właśnie tego, co jest bliskie i łatwe. I też opisywanie scen, gdzie ktoś przyszedł, pojawił się itd. i używanie fraz, które są też jakoś osłuchane, nie jest dla mnie wielką przyjemnością, więc dla mnie to jest zawsze jakaś forma, po prostu poszukiwań i w związku z tym czasami pojawiają mi się jakieś ciekawe, nowe wątki, które albo pójdę, albo nie pójdę i to jest też kwestia tego, czy będzie to dobry wybór, czy nie. Później ewentualnie coś wyrzucam. Ja też mam taką pracę, kiedy Ok, oczywiście jakoś się tam daję tej intuicji trochę poprowadzić, ale potem muszę sobie zadać pytanie, czy to ma sens i czy to była właściwa decyzja, żeby właśnie za tym nowym, niesamowitym wątkiem pójść. I czasami nie ma to sensu i zdaję sobie z tego sprawę i czasami to jest już praca poza biurkiem, czyli jak już ponieważ wolno piszę i szybko się męczę i czuję po południu, że muszę się zdrzemnąć, muszę wyjść z domu itd. I to już jest praca, która się odbywa non-stop, w zasadzie przy robieniu zakupów i innych prozaicznych czynnościach, gdzie cały czas o tym, co napisałam, myślę i wtedy dociera do mnie, no nie, tak nie może być, muszę to zmienić. Albo może wzbogacę to o to. I to już jest taka praca w tle, tak mniej więcej to wygląda.
[01:35:12.51 → 01:35:37.89] A: Pani powiedziała, że bardzo trudne i wyszerpujące. Mózg dużo kalorii zużywa, szczególnie w takim trybie. Bardzo państwu dziękuję. Bardzo ciekawe też pytanie o coś, co dla ciebie oczywiste, ale nikt nie siedzi w twojej głowie, nie żyje tym życiem. Wielkie, wielkie brawa Elżbieta Łapczyńska.
[01:35:38.90 → 01:35:39.62] B: Dziękuję bardzo.
[01:35:42.80 → 01:36:24.77] A: Brawa też jeszcze raz dla Natalii Sacharczuk, która nam czytała fragmenty oraz Eweliny Lachowskiej-Marty Stępniak, które tłumaczyły na polski język migowy. Za tydzień zapraszamy na bitwę o dźwięk, tutaj pod tytułem Ucho poety. Katarzyna Michalak porozmawia z Janną Bachurą-Wojtasik, Aleksandrem Wójtowiczem i Jarosławem Cymermanem o dźwiękoczułości Józefa Czechowicza. Zapraszam bardzo serdecznie. Ja się nazywam Kamil Bałuk. Za parę tygodni albo miesięcy pewnie się znowu tu zjawię z jakimś niezwykle ciekawym gościem albo gościnią. Bardzo mi też przyjemnie. Dziękuję bardzo i dobranoc.
[01:36:25.55 → 01:36:25.93] B: Dziękuję.

Bitwa o literaturę. Zmysłowy bad trip / Elżbieta Łapczyńska

Akcja „Mowy chleba” – powieści uhonorowanej na początku września Nagrodą Literacką Gdynia 2025 – dzieje się w Rumunii lat osiemdziesiątych, na granicy rzeczywistości i „zmysłowego bad tripu”, w świecie, w którym lisy płaczą, a dzieci mówią językiem ptaków.

Jak na życie pracującej w sierocińcu Lenuty wpłynał wprowadzony przez Ceaucescu dekret 770? Kim jest Cosmina i wspólnota dzieci nieznających dotyku? Wejdźmy do świata jak z poetyckiego koszmaru w towarzystwie autorki „Mowy chleba”…

Elżbieta Łapczyńska – autorka książek „Mowa chleba” (Nagroda Literacka Gdynia 2025) oraz „Bestiariusz nowohucki”( Nagroda Conrada, nominowana do Nagrody Literackiej Nike, Paszportów „Polityki”, Nagrody Literackiej Gdynia oraz Nagrody Literackiej m.st. Warszawy). Laureatka Nagrody im. Adama Włodka oraz Międzynarodowego Konkursu na Dramat Współczesny o Tematyce Żydowskiej, półfinalistka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Stypendystka Miasta Krakowa w dziedzinie teatru i literatury. Członkini kolektywu Sfinga.

Wróć