Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:15.29 → 03:19.76] A: Dobry wieczór Państwu. Witam na kolejnej odsłonie bitwy o literaturę. Moimi gośćmi są dzisiaj pani Wiera Meniok z Polonistycznego Centrum Naukowo-Informacyjnego w Drohobyczu, współorganizatorka Organizatorka Festiwali Szulcowskich i pan Grzegorz Gauden, szef, dyrektor Instytutu Książki. Kilka lat temu redaktor naczelny Dziennika Rzeczpospolita. Witam Państwa serdecznie. Jak Państwo pamiętacie temat naszej dzisiejszej bitwy został sformułowany w ten sposób, rok nie wyrok. I jeśli są wśród państwa osoby, które przyszły na dyskusję o meandrach systemu penitencjarnego w Polsce, to niestety to nie jest to spotkanie. Rok nie wyrok, ponieważ będziemy zastanawiać się nad sensem ogłaszania przez Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej kolejnych, kolejnych rok, lat, rokami pamięci wielkich polskich artystów, pisarzy, kompozytorów, osób należących do świata kultury. Rok 2012, jak Państwo pamiętacie albo nie pamiętacie, był rokiem trzech... był dedykowany trzem patronom. Józef Ignacy Kraszewski, Janusz Korczak i ksiądz Piotr Skarga. I wszyscy chyba pamiętamy, jak wiele kontrowersji wzbudziła ta uchwała sejmowa, która przygotowała właśnie tę trójkę patronów na rok 2012, mimo że Instytut Książki postulował, żeby uhonorować w ten sposób Bolesława Prusa, mimo że były głosy, że powinien i Szulca, mimo że były także głosy ze strony innych środowisk Instytutu Książki, żeby Bruno Szulc był patronem krajowych obchodów, krajowego świętowania w tym roku. 2013 rok to już rok Juliana Tuwima, m.in. Witolda Lutosławskiego, Ale chciałbym zaproponować tej dyskusji stanowienie się nad tym, czemu właściwie takie wysforowanie się jednego patrona, kilku liderów nad resztę przedstawicieli naszego życia kulturalnego, wielkich mędrców i artystów z przeszłości ma służyć. Dlaczego musimy gromadzić naszą pamięć, naszą działalność wydawniczą, festiwalową wokół właśnie tych nazwisk, a nie innych, w danym konkretnym roku. Dlaczego rządzi nami ten przeklęty system dziesiętny, który każe nam świętować okrągłe rocznice, 70., 100-letnie, 200.? Czemu nie dobierać patronów kolejnego roku na zasadzie aktualności, że jest to bohater, patron, który pasuje do problemów, które mamy dzisiaj, do zagadnień, które trzeba teraz, tu i teraz rozwiązać? Pierwsze pytanie do pana Grzegorza Gaudena, bo chyba wszyscy chcemy się dowiedzieć, jak właściwie jest przeprowadzana taka procedura nominowania, wybierania patrona, kandydata na kolejny rok. Jak to wyglądało w zeszłym roku, w kolejnych, w poprzednich latach?
[03:21.52 → 05:34.99] B: Dobrze, proszę Państwu. No pytanie jest dość łatwe do odpowiedzi. Znaczy to jest tak, że minister przysłał do mnie zapytanie, kto miałby być następnym patronem w następnym roku. Ja mu odpowiadam i potem z tego często nic nie wychodzi, więc. Natomiast oczywiście my mamy swoje pomysły i to było tak, że rok Miłosza był naszą inicjatywą i to się spotkało z dobrym przyjęciem strony ministerstwa, ministra Drodzewskiego. Gorzej wyszło z Szulcem. więc też z Prusem niedobrze wyszło. Dlatego, że okazało się, i tu oczywiście zrazem pewne kulisy, ponieważ byłem na komisji sejmowej, która proponowała uchwały dla sejmu, kto ma być patronem roku 2012, okazało się, że PSL forsuje Kraszewskiego, ponieważ wieś polska po prostu nie może się obyć bez Kraszewskiego i uznali, że to jest najważniejszy pisarz w polskiej literaturze, a Platforma Obywatelska Piotra Skargę. Ja do dzisiaj nie rozumiem związku Piotra Skargi z liberalizmem Platformy Obywatelskiej i do dzisiaj zachodzę w głowie jak Rafał Grupiński mógł mówić o tym, że Piotr Skarga jest ojcem polskiej prozy, ponieważ pisał kazania, bo to rzeczywiście powiedział na komisji sejmowej, więc... Potem się okazało, że nasz projekt uchwalenia roku Schulza i Prusa nie może być uchwalony dlatego, że nie ma projektu uchwały. Nikt nas nie zapytał o projekt uchwały i dzisiaj już wiem, że jeżeli będę cokolwiek skłaszał, to od razu Będę pisał projekt uchwały, ale to tak trochę hula właściwie, że dzisiaj niesprecyzowane interesy, nie wiem, poukładanie się z kościołem na przykład przez Platformę Obywatelską powodują, że Piockarka zostaje patronem, moim zdaniem dość przerażającym i że Bronisław Ulc nie zostaje patronem, mimo tego, że moim zdaniem jednym z najwybitniejszych pisarzy i najwybitniejszym języka polskiego w historii całego języka polskiego. Więc takie są kulisy mniej więcej i takie są interesy. Natomiast co z tego można zrobić, no to ja mogę tylko powiedzieć jedną rzecz, mianowicie myśmy się przerazili tym, że będziemy musieli finansować wydawanie dzieł Kraszewskiego. Wiadomo w księdze Guinnessa jest to do dzisiaj najbardziej płodny pisarz w historii świata.
[05:35.19 → 05:36.26] A: 250 powieści.
[05:36.32 → 08:01.94] B: Dokładnie, nikt go nie pobił i moim zdaniem wznowienie wszystkich powieści Kraszewskiego w 2012 roku pochłonęłoby cały budżet Ministerstwa Kultury, i na pewno spotkałby się z ogromnie ślepym przyjęciem przez rynek czytelniczy. Ale myśmy wpadli na taki pomysł, do czego można wykorzystać taki gest polityczny, jeżeli ma się jakiś pomysł na to. Myśmy zaproponowali, żeby zamiast wydawania jakichkolwiek książek o Kraszewskim czy Kraszewskiego, zrobić program, który się nazywał Kraszewski komputery dla bibliotek. I minister zaakceptował ten pomysł i to świetny pomysł. Myśmy dostali 3,5 miliona złotych i myśmy wydali w ciągu zeszłego roku 3,5 miliona złotych na kupno komputerów dla bibliotek publicznych, wojewódzkich, powiatowych i gminnych. Ja mam zresztą statystykę, mogę Państwu powiedzieć, że Złotych został wykorzystany prawie w stu procentach. Ponieważ myśmy się podprawili taką ważną informacją, że Kraszewski nie tylko pisał powieści, ale był wielkim społecznikiem. On wydawał czasopisma, był człowiekiem, który wspierał oświatę, to uznaliśmy, że jeżeli już cokolwiek sensownego można zrobić pod hasłem Kraszewskiego, to po prostu zrobić tę misję społeczną, którą on realizował. I myśmy to zrobili i to wyszło. W związku z tym, w związku z tym, jakichś sto pięćdziesiąt, sto siedem biliotek w Polsce dostało komputery tylko z tego powodu, że Sejm uchwalił rok Kraszewskiego. Także to takie są kulisy i natomiast prawdę mówiąc mam takie wrażenie, że więcej słychać o Szulcu w zeszłym roku niż o Kraszewskim i to nie dlatego, że Sejm go uchwalił, tylko dlatego, że myśmy po prostu zdecydowali, że zrobimy coś wokół Kraszewskiego, wokół Szulca i minister też to poparł, dał nam pieniądze poza tą uchwałą sejmową. I w związku z tym odbyły się wydarzenia i tutaj Wiara na pewno będzie mówiła, co się działo na Ukrainie wokół Szulca i odbyły się różne rzeczy w świecie, a w dodatku udało nam się przekonać Bogdana Borusewicza, mi osobiście właściwie, że trzeba się ratować tej opresji. Wstyd jest ogromny, bo Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła rok Szulca, a my zostaliśmy w krzakach z tym wszystkim i Bogdan Borusewicz załatwił, że Senat Rzeczypospolitej uchwalił miesiąc Szulca. To jest też dużo, prawda? Ale był listopad, rocznica śmierci Szulca, więc to wszystko ładnie ułożyło, a w dodatku dostaliśmy pieniądze i z tego moim zdaniem zdarzyły się dobre rzeczy, o których mogę później sam powiedzieć, a myślę też Wiera powie.
[08:02.32 → 08:57.66] A: O Szulcu za chwileczkę, panie dyrektorze, chciałem doprecyzować jedną rzecz, bo Komisja Sejmowa Kultury i Środków Przekazu zgłasza takie projekty uchwał dotyczące patronów kolejnego roku gdzieś chyba koło sierpnia, lipca. Taka średnia mi wyszła po analizie w terminu wsyłania tych projektów z komisji do Sejmu. Sejm przegłosowuje takiego kandydata na patrona roku gdzieś koło grudnia. Julian Tuwim został chyba 7 grudnia przegłosowany. Minister kultury Bohdan Zdrojecki zainaugurował uroczyście rok Juliana Tuwima 6 stycznia. Między 7 grudnia a 6 stycznia jest no niecały miesiąc. Czy ktokolwiek w Polsce, jakiekolwiek LOB-ek, jakiekolwiek instytucja jest w stanie wtedy ten jeden miesiąc, odliczając dni świąteczne, przygotować program obchodów 2013-2014 roku? Czy to nie powinno być głosowane z rocznym, dwuletnim wyprzedzeniem?
[08:58.54 → 09:47.77] B: No prawdopodobnie pan ma rację, dlatego że my na tej chwili występaliśmy do UNESCO. UNESCO ma taki cykl pracy, że to się z dwuletnim wyprzedzeniem uchwalamyśmy Miłosza forsowali w UNESCO też dwa lata przed Rokiem Miłosza. I to z pozytywnym skutkiem, myśmy wystawili w tej chwili uchwalenie na 2015 przez UNESCO roku Kantora i Potockiego. Bo akurat to jest dwustetna część zaśmierci Potockiego i to prawdopodobnie przejdzie. I szykujemy my sami, jako Instytut Książki, pewne wydarzenia dla Potockiego na 2015. też dla kantora, więc w takim cyklu można oczywiście pracować i łatwiej się pracuje, jeżeli wiadomo, że za dwa lata coś będzie i ja nie będę zdradzał tego, co w tej chwili przygotowujemy dla Potockiego, ale już kilka ważnych rzeczy mamy w głowie i rozmawiamy z partnerami, więc w takim cyklu się o wiele lepiej pracuje oczywiście.
[09:48.17 → 10:02.44] A: Po takiej uchwale sejmowej z 7 grudnia wszystkie instytuty, jak np. Instytut Książki, Narodowy Instytut Audiowizualny czy Instytut Adama Mickiewicza, nagle zbierają się dzień potem, zaczyna się burza mózgów i jak pracujemy w związku z tą uchwałą, w związku z tym patronem?
[10:04.42 → 10:04.60] B: Nie.
[10:06.92 → 10:43.50] A: Rozumiem, wrócimy do tego. Panie Fiero, bo padło nazwisko Bruno Schulza, a wiem, że na pewno pani zależało, żeby on był patronem tylko od 2012 roku. Co straciliśmy przez to, że Bruno Schulz nie został w ten sposób uhonorowany? Bo wydawał się takim idealnym kandydatem do promocji polskiej kultury, De facto pisarz trzech kultur, żydowskiej, polskiej i przez miejsce urodzenia także ukraińskiej. Czy Pani jako promotorka, jako szulcoidka, chyba jest takie określenie, czuje, że strzeliliśmy sobie w stopę, nie stawiając na szulca rok temu?
[10:44.14 → 10:50.72] C: Dobry wieczór Państwu. Wydaje mi się, że nikt nie stracił na tym szulc, jakby, bo trudno, żeby stracił.
[10:51.96 → 10:55.72] A: Parę narodów, parę kultur mogłoby go poznać lepiej.
[10:55.98 → 15:03.17] C: Mogłoby go poznać lepiej. Już jest przetłumaczony na więcej niż 40 języków świata. Ale oczywiście od strony formalizacji tej całej kwestii, od takiego formalnego wejrzenia na całą tę sprawę, to może i straci. Z tym, że więcej wydarzeń by było na całym świecie jemu poświęconych, więcej ludzi by się dowiedziało, o nim, bo nie wszyscy wiedzą, bo jednak to nazwisko jest i ta jego literatura, i jego plastyka, to są rzeczy elitarne. I jakby nie wiem, czy Szulcowi zależało kiedykolwiek, właśnie się zastanawiam długo jeszcze nad tym pytaniem, czy mu zależało na takim masowym odbiorcy. I czy ten rok Szulca nie sprowadzałby w tę stronę, prawda, recepcję Szulca. No ale i stracił i nie stracił. Ja bym jednak pozostała na pozycji, że nic nie stracił, bo trudno, żeby stracił. Natomiast z kontekstu ukraińskiego, bo jestem w tym kontekście bardziej, powiem, że to, że Werchowna Rada, czyli ta główna rada, o czym Grzegorz powiedział, Rada Najwyższa Ukrainy, czyli Sejm, podjął się takiej uchwały, że rok 2012 jest rokiem Brunona Szulca. Nie tak dokładnie ta uchwała brzmiała, ale podjęli się decyzje o obchodach, takich rocznych obchodach w różnych miejscach, w różnych miastach Ukrainy, obchodach szulcowskich. I to jakby skutkowało moim zdaniem dobrze w kontekście ukraińskim, dlatego że Szulc nie jest jakby autorem programowym, nie jest to lektura szkolna, krótko mówiąc. I też nie wiadomo, czy przegrywa na tym, czy wygrywa. bo na razie jest taką czystą kartą, taka terra incognita jeszcze nie poszufladkowana, jak na przykład w Polsce, bo jak patrzę na te lektury szkolne, na tego Schulza w wydawnictwie Grieg chyba, nie? Wydane, ten Schulz wydany jako lektura szkolna, no to jest okropne. Więc może na tym akurat nie stracił, ale zyskał na tym, że na przykład w Odessie, czy w Dniepropietrowsku, czy w innych miastach z powodu tej uchwały, dzięki tej uchwale tej najwyższej rady, odbyły się spotkania, ludzie usłyszeli o takim Szulcu, mogli się zapoznać z jego twórczością, mogli się dowiedzieć o tym, że ma sześciu tłumaczy ukraińskich i że w tej chwili jeden z najwybitniejszych, prawda, współczesnych pisarzy i poetów ukraińskich, Jurij Andruchowicz, go przetłumaczył, przygotował jakby to ta w całości, właśnie nigdy przed tym się Szulc nie ukazał, to znaczy jego proza poetycka w całości przetłumaczona po ukraińsku. Jurij to zrobił i Jurij, który jest jakby taką wizytówką współczesnej literatury ukraińskiej, kultury ukraińskiej na świecie, no w każdym bądź razie w świecie europejskim, więc to jest dobra, jakby bardzo dobra rzecz i na tym Szulc oczywiście, że wygrał. Z drugiej strony niezależnie od tego, czy byłby ten rok, rokiem Szulca, czy nie byłby, to jednak nasz festiwal, znaczy pozwolę sobie powiedzieć nasz, właśnie tu w Lublinie, specjalnie mówię nasz festiwal, mówiąc o Międzynarodowym Festiwalu Bronona Szulca w Drohobyczu, ponieważ ja, która prezentuje organizatora ukraińskiego. Znajduje się w tej chwili w Lublinie, na sali Teatru Starego, gdzie widzę swoich przyjaciół ze Stowarzyszenia Festiwal Bruno na Szulce w Lublinie. Jest to polski współorganizator, polski organizator tego festiwalu. Tak długo mówię, ale chcę powiedzieć o tym, że niezależnie od tego, czy byłby rok Schulza czy nie, a jednak festiwal jako wydarzenie ciągłe, które jest takim ciągłym wydarzeniem, które odbywa się co dwa lata i w ubiegłym już teraz roku we wrześniu odbywa się piąta edycja tego festiwalu, to i tak swoje robić będziemy. Jakby w niezależności od tego, jakie będą decyzje polityczne, bo jednak to przede wszystkim, tak jak widzę tę sytuację, Jednak ta decyzja zawsze będzie bardziej polityczna. Czy zostanie rok Szulca? Nie do końca oczywiście, ale jednak tak jak ze Skargą, czy tak jak z Kraszewskim, to co mówiłeś Grzegorz, to jednak.
[15:04.93 → 15:06.29] B: Roku Szulca szybko nie będzie.
[15:07.33 → 15:09.41] C: No, musimy z 10 lat zaczekać.
[15:09.49 → 15:12.23] B: Natomiast będzie festiwal Szulca za półtora roku.
[15:12.95 → 15:13.79] C: Tak, za półtora roku.
[15:14.35 → 16:47.60] B: I to, co zresztą akurat ten fakt, że jednak rok Szulca został przez nas zorganizowany i w Polsce, i za granicą, i dostaliśmy pieniądze, jednak załatwiało kilkoma ważnymi rzeczami. To po pierwsze, o czym mówiła Wiera, to jest przetłumaczenie całego Szulca, nie tylko jego proza, ale również pism listów na ukraiński, to wyszło w komplecie, więc nareszcie Ukraińcy mogą o Szulcu rozmawiać po prostu, bo on był takim dość niekompletnym pisarzem. Myśmy zamówili również, jako Instytut Książki finansujemy nowy przykład Szulca na angielski z pieniędzy, które mieliśmy w związku z rokiem Szulca. Ten przekład nie będzie gotowy szybko, robi to Madeleine Levin w Stanach Zjednoczonych, dlatego że obecny przykład Wieniewskiej jest niedoskonały, ma wiele błędów, a i tak zbudował wielką pozycję Szulca, więc to nie jest tak, że kończy się rok Szulca i nic się nie będzie działo. rok Schulza, czy te wszystkie rzeczy były pretekstem rozpoczęcia iluś działań. I moim zdaniem nowy przykład Schulza może być znakomitym pretekstem do kontynuowania kampanii promującej Schulza i też tą wielką polską literaturę i modernizm XX wieku, bo to przecież o tym należy pamiętać. Także jeżeli mówimy o roku jakiegoś pisarza, to pytanie jest... Oczywiście, okrągła data, więc jest powód. I to jest... Ja tu odpowiem na pytanie, którego pan mnie zadał. to przemawia do polityków. No i jest rocznica, wieniec albo coś. Więc my mówimy nie wieniec, ale może coś innego, prawda?
[16:47.76 → 16:50.00] C: Tak, no bardzo ważne to, co się pomiędzy odbywa.
[16:50.06 → 16:52.38] B: No właśnie. Na tym się nie kończy.
[16:52.56 → 16:56.50] C: Pomiędzy, skoro coś robimy dla Szulca, to robimy to też.
[16:56.50 → 17:23.63] A: Czy w takim razie nie powinniśmy, przepraszam, że wchodzę w słowo, walczyć o właśnie zmianę tej polityki, zmianę tej świadomości, że tak naprawdę recepcja, dorobkę jakoś artysty nie potrzebuje przytyczka od władzy, oficjalny jego stempla, potem obchodzimy okrągłą rocznicę. Tylko tak naprawdę może powinny być dofinansowane jakieś... jednostkowe badania, jakieś lokalne inicjatywy, jakieś festiwale, tak jak festiwal szulcowski. Trzeba odgórnie sterować pamięcią.
[17:24.53 → 19:30.72] B: Może pan powie, że Instytut Książki odgórnie steruje pamięcią, ale to akurat rok tu wyjmowałbym inicjatywą nie Instytutu Książki, to mówię wprost. Myśmy się do tego specjalnie nie przypadali, ale będziemy realizowali z różnych powodów, bo warto. Natomiast to, co my chcemy, na przykład, i co nie będzie uchwalone przez Sejm i nie byłoby uchwalone przez Sejm, w tym roku zrobić kilka rzeczy wokół Temersonów. I to jest oczywiście bardzo niedawna różnica, bo to jest 25-lecie ich śmierci. Tylko, że oni są nieobecni w polskiej kulturze. To jest jedyny z największych artystów XX wieku moim zdaniem. Na różniejszych dziedzinach. Jeżeli ja w Ministerstwie Kultury o Temersonach mówię, to część urzędników Jacyś cudzoziemcy prawdopodobnie i co oni mieli wspólnego z Polską. W związku z tym i my mamy przygotowane kilka projektów związanych z Temersonami. Zresztą Muzeum Sztuki Nowoczesnej, współczesnej w Łodzi robi wystawy Temersonów, teraz będzie powtarzało i jest parę projektów, które mają przede wszystkim przywrócić Temersonów w polskiej kulturze, bo oni są nieobecni właśnie w dyskursie w tej chwili. w polskiej kulturze. I jeżeli mówimy na przykład o Szulcu i roku Szulca i innych, to ja mam takie poczucie, zresztą bardzo ciekawe dyskusje, z którymi się przesłuchiwałem, że takie przywoływanie, i tu nie mówię urzędowym przywoływaniem, tylko na przykład to był nasz pomysł z Szulcem, prawda, a nie urzędników i tak dalej, z tym Rosnami to jest nasz pomysł, że to pozwala na pewne zrewidowanie hierarchii w polskiej kulturze, prawda. nie Dąbrowska najwybitniejszym prozaikiem XX wieku. Są pewne rzeczy, z tych lektur szkornych trzeba się wyrywać i popatrzeć, co rzeczywiście było wielkie w polskiej kulturze XX wieku. Jeżeli my możemy powiedzieć, to są ci twórcy, o których chcemy mówić publicznie w Polsce i za granicą i pokazywać ich i o nich rozmawiać, to korzystamy również z pewnych mechanizmów publicznych, a że te mechanizmy publiczne się łączą nabożeństwami z okazji rocznicy śmierci albo urodzin. No to trudno, ale warto, ale warto, bo są środki i się okazuje, że to niesłychanie, niesłychanie dobrze działa również w pewnych kręgach intelektualnych w Polsce i także za granicą.
[19:31.40 → 20:01.11] A: Przekonał mnie pan tym hasłem. Są środki, to trzeba z nich korzystać. Bruno Schulz, padło to nazwisko parę razy i teraz wiecie Państwo, że każda bitwa o literaturę ma takie małe interludium literackie. Chciałbym teraz na scenę zaprosić pana Daniela Dobosza, aktora Teatru Osterwy w Lublinie, który przeczyta nam kawałek prozy Schulza. Byliśmy o tyle łaskawi dla Józefa Ignacego Kraszewskiego, że nie zestawimy fragmentu prozy Józefa Ignacego Kraszewskiego z fragmentem prozy Schulza. Więc rozkoszujcie się Państwo Schulzem.
[20:02.01 → 20:02.71] B: Dobry wieczór.
[20:04.31 → 25:10.40] D: Wichura. Tej długiej i pustej zimy obrodziła ciemność w naszym mieście ogromnym, stokrotnym urodzajem. Zbyt długo snać nie sprzątano na strychach i w rupieciarniach. Stłaczano garnki na garnkach i flaszki na flaszkach. Pozwalano narastać bez końca pustym baterią butelek. Tam, w tych spalonych, wielobelkowych lasach strychów i dachów, ciemność zaczęła się wyradzać i dziko fermentować. Tam zaczęły się te czarne sejmy garnków, te wiecowania gadatliwe i puste, te bełkotliwe flaszkowania, bulgoty butli i baniek, aż pewnej nocy wezbrały pod gątowymi przestworami falangi garnków i flaszek i popłynęły wielkim stłoczonym ludem na miasto. Strychy wystrychnięte ze strychów rozprzestrzeniały się jedne z drugich i wystrzelały czarnymi szpalerami, a przez przestronne ich echa przebiegały kawalkady tramów i belek, lansady drewnianych kozłów klękających na jodłowe kolana, ażeby wypadłszy na wolność, napełnić przestwory nocy galopem krokwi i zgiełkiem płatów i bantów. Wtedy to wylały się te czarne rzeki, wędrówki beczek i konwi, i płynęły przez noce. Czarne ich, połyskliwe, gwarne zbiegowiska oblegały miasto. Nocami mrowiły się tam ciemny zgiełk naczyń i napierał jak armię rozgadanych ryb niepowstrzymany najazd pyskujących skopców i bredzących cebrów. Dudniąc dnami piętrzyły się wiadra, beczki i konwie. dędały się gliniane stąg wiezdunów, stare kapeluchy i cylindry dandysów, gramoliły się jedne na drugie, rosnąc w niebo kolumnami, które się rozpadały. I wszystkie kołatały niezgrabnie kołkami drewnianych języków, meły nieudolnie w drewnianych gębach bełkot klątw i obelg, bluźniąc błotem na całej przestrzeni nocy, aż dobluźniły się do kleły swego. przywołane rechotem naczyń, rozplotkowanym od brzegu do brzegu, nadeszły wreszcie karawany. Nadciągnęły potężne tabory wichru i stanęły nad nocą. Ogromne obozowisko. Czarny, ruchomy amfiteatr zstępować zaczął w potężnych kręgach ku miastu i wybuchła ciemność ogromną, wzburzoną wichurą i szalała przez trzy dni i trzy noce. Nie pójdziesz dziś do szkoły, rzekła rano matka. Jest straszna wichura na dworze. W pokoju unosił się delikatny welon dymu pachnący żywicą. Piec wył i gwizdał, jak gdyby uwiązana w nim była cała sfora psów czy demonów. Wielki bohomas wymalowany na jego pękatym brzuchu wykrzywiał się kolorowym grymasem i fantastyczniał wzdętymi policzkami. Pobiegłem boso do okna. Niebo. Wydmuchane było wzdłuż i wszerz wiatrami. Srebrzysto białe i przestronne porysowane było w linie sił, natężone do pęknięcia, w srogie bruzdy, jakby zastygłe żyły cyn i ołowiu. Podzielona na pole energetyczne i drżące od napięć, pełne było utajonej dynamiki. Rysowały się w nim diagramy wichury, która sama niewidoczna i nieuchwytna ładowała krajobraz potęgą. Nie widziało się jej. Poznawało się ją po domach, po dachach, w które wjeżdżała jej furia. Jeden po drugim strychy zdawały się rosnąć i wybuchać szaleństwem, gdy wstępowała w nie jej siła. Ogałacała place. Zostawiała za sobą na ulicach białą pustkę. Zamiatała całe połacie rynku do czysta. Ledwie tu i ówdzie giął się pod nią i trzepotał uczepiony węgła domu samotny człowiek. Cały plac rynkowy zdawał się wybrzuszać i lśnić pustą łysiną pod jej potężnymi przelotami. Na niebie wydmuchał wiatr zimne i martwe kolory, gręczpanowe, żółte i liliowe smugi, dalekie sklepienia i arkady swego labiryntu. Dachy stały się pod tymi niebami czarne i krzywe, pełne niecierpliwości i oczekiwania, Te, w które wstąpił wicher, wstawały w natchnieniu, przerastały sąsiednie domy i prorokowały pod rozwichrzonym niebem. Potem opadały i gasły, nie mogąc dłużej zatrzymać potężnego tchu, który leciał dalej i napełniał cały przestwór zgiełkiem i przerażeniem. I znów inne domy wstawały w krzykiem, w paroksyzmie jasnowidzenia i zwiastowały. Ogromne buki koło kościoła, stały z wzniesionymi rękami jak świadkowie wstrząsających objawień i krzyczały, krzyczały.
[25:13.33 → 25:16.33] C: Drodzy
[25:22.07 → 26:54.38] A: Państwo, kolejny problem, który wyłania się z tego naszego rozmawiania o celebrze związanej z świętowaniem kolejnych lat patronów mógłby być taki, czy pewien pusty rytuał, w który czasem wpadamy przy tego typu świętach, rocznicach, który polega na tym, że drukujemy znaczki, że organizujemy okolicznościowe koncerty, że zwołujemy kongresy, że czekamy na ukazanie się jakiejś fundamentalnej książki, która zmieni, zmieni recepcję danego artysty, Czy to przypadkiem nie jest takim marzeniem o upowszechnieniu dorobku, dzieła honorowanego w ten sposób artysty? A upowszechnienie to tak naprawdę dzisiaj zawsze, pani wiera już zaczęła o tym mówić, zawsze się zacznie rymować z hasłem popkultury. Czy rzeczywiście te narodowe wspominanie, czy narodowe pamiętanie o artyście podpartą chwałą sejmową, hasłem rok Tuwima, rok skargi Kraszewskiego, rok Miłosza, nie jest jakąś pułapą? Pamiętam, co Andrzej Franaszek, autor tej monumentalnej biografii Czesława Miłosza, powiedział, że Miłosza nie trzeba ani tańczyć, ani śpiewać, Miłosza trzeba po prostu czytać. Czytać wciąż na nowo, na nowo, na nowo. Czy więc jak uniknąć tych pustych gestów rytualnych związanych ze świętowaniem, czyli właśnie festiwali, piosenek, akademii, a skupić się na wydobywaniu tego, co najważniejsze w dorobku danego patrona któregoś tam roku? Jak państwo myślicie? Jak uciekać przed tym?
[26:57.62 → 28:05.09] C: No nie trzeba przed tym uciekać. Po prostu jeżeli się tworzy pustka czy pułapka, no to no po prostu zdawać sobie sprawę z tego, że święte miejsce nie może być puste. I jakby to od nas zależy od tych, którzy się zajmują Szulcem czy Miłoszem, czy, czy kimkolwiek z wielkich, jak, jak uniknąć tego, żeby to mówienie, prawda, o tym poecie, o tym artyście żeby jego interpretacja, żeby nie mnożyła tej pustki, żeby po prostu to było wypełnione, wypełnione sensem nowych przeczytań, nowych traktowań, nowych interpretacji. I to w każdym wypadku zależy od nas, czyli od każdego konkretnego kogoś, kto mówi i kto jakby czyta po nowemu, czy pisze książki, czy interpretuje, nie wiem, czy przygotowuje nowe interpretacje, nowe inscenizacje teatralne, czy będą to obrazy niezależnie. Czyli jest to kwestia odpowiedzialności.
[28:05.19 → 28:06.03] A: Czujność oddolna.
[28:06.63 → 28:22.98] C: Oczywiście, odpowiedzialność artysty, interpretatora, pisarza, każdego, kto jakby jest w tym kontekście i kto tym tekstem się zajmuje, prawda? Czyli gdzieś na zasadzie takiej egzegezy. Żeby nie zrujnować tej świątyni.
[28:22.98 → 28:43.29] A: Czujność ośrodków decyzyjnych, które dają pieniądze na kolejne projekty. O ile pamiętam, był komiks na temat Fryderyka Chopina. Udowadniano nam, że Chopin dzisiaj byłby hip-hopowcem i próbowano takie projekty przeforsować. Jak takich głupstw się wystrzegać? To jest w ogóle do uniknięcia?
[28:44.14 → 30:27.42] B: Myślę, że sfera kultury jest sferą ryzyka i też można popełnić głupstwa. I od tego są też publiczne pieniądze. To znaczy nie o to, żeby dać publiczne pieniądze na Kiji i Hucko, ale ja myślę, że o jakimś dobrym punktem wyjścia zrozumiałem bardziej o Miłoszu niż o Szulcu, który zginął 70 lat temu. Natomiast Miłosz umarł dość niedawno i był obecny w takim polskim dyskursie politycznym i artystycznym jeszcze bardzo niedawno. Jest ciągle żywy i jest postacią, czy postacią, czy jest człowiekiem, czy jego polony są czasami zwalczane przez pewne środowiska polityczne. W związku z tym, no jest pewna temperatura sporu wokół Miłosza. Ale dla mnie istotniejsze było przy roku Miłosza, to jest to, że pojawiły się również głosy krytyczne ze strony młodej generacji pod adresem Miłosza. I nie o to chodzi, że one są słuszne czy niesłuszne, tylko, że on jednak mówi rzeczy na tyle ważne, że one irytują, prawda? Albo, że on swoją postawą wzbudza pewien opór. Ja pamiętam, była taka dyskusja w Rzeczypospitalu Miłosza w zeszłym roku, dwa lata temu już w Krakowie. robiona przez krytykę polityczną. Oni wydali taki tom o Miłoszu i bardzo ciekawe głosy dotyczące stosunku Miłosza do kobiet. Bardzo krytyczne, że stosunek Miłosza do kobiet był szalenie konserwatywny, szalenie wyniosły, taki bardzo macho itd. Ja nie chcę w tej chwili opowiadać tego wszystkiego, To jest wielka postać polskiej kultury i teraz jeżeli dla młodych kobiet, krytyczek czy pisarek ta postawa Miłosza jest postawą odrażniącą, no to właśnie mi o to chodzi, żeby o tym rozmawiać, bo to jest człowiek, który jest formatywny dla mnie bardzo mocno, czyli dla moich poglądów na świat, na politykę, na różne rzeczy, ale ja rzeczywiście też dostrzegam w nim tego typu postawy, które być może nie są dla mnie najistotniejsze, ale dla innych ludzi mogą być istotne.
[30:27.80 → 30:35.31] A: Że w oficjalne obchody patrona jego roku powinien być także wpisany sprzeciw wobec To jest częścią otwartego ceremonialu.
[30:36.29 → 31:09.74] B: Tak, tak, tak. To ja tego sobie inaczej nie wyobrażam, dlatego że nie chodzi o to, żeby robić akademię kuczci, tylko żeby po prostu odbyć poważną rozmowę. Na ile to się udaje, to trudno powiedzieć. Natomiast w przypadku Roku Miłosza było dość dużo pieniędzy, to mówię szczerze, publiczne. To są publiczne pieniądze. Wszystkie statystyki są do przejrzenia na różnych forach, więc zgłosiło się dużo różnych instytucji alternatywnych, ofowych, nagrywały płyty, robiły różne rzeczy i z tego, i też na przykład ten tom krytyki politycznej był finansowany przez tych samych politycznych, tych samych pieniędzy po prostu, który miał kompletnie inną perspektywę patrzenia na miłość.
[31:09.74 → 31:12.67] A: Tam było więcej pieniędzy, bo to był miłość, czy dlatego, że to był dobry rok?
[31:13.58 → 31:42.01] B: Znaczy wtedy jeszcze było lepiej. Ale to było miłość rzeczywiście, to być może dlatego, że było miło, że było więcej pieniędzy. Ale ja tym powiadam, że to jest moim zdaniem też, jak mówiłem o tym, że takie powinno być powodem do dyskusji na temat hierarchii w ogóle, nie tylko czy roli, czy miejsca tej postaci również w hierarchii ważnych twórców w Polsce, nie tylko w Polsce, czy weryfikowania, bo być może oni się nie wybronią.
[31:42.03 → 31:46.63] A: Ale to nie jest zadanie dla polityków, bo oni nie mogą przekonywać, czy Herbert, czy Miłosieć ważniejszy.
[31:46.67 → 34:21.06] B: Politycy mają dać pieniądze na to, reszta to jest kwestia opinii publicznej. To jest kwestia właśnie dyskursu. Policy nikogo nie namaszczą na wielkiego autoryta i wieszczał, bo tego się nie da zrobić. Tylko jeżeli policy dają pieniądze, bo oni decydują o środkach publicznych, to wykorzystajmy ten sposób, żeby rzeczywiście odbyć głęboką rozmowę na temat znaczenia artysty i też czasów. Ja pamiętam, bo jedną z najciekawszych rozmów wokół Miłosza to była Warszawa Miłosza. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego zbiór tych esejów i wykładów, które się odbyły w Warszawie. Tam była Warszawa. Mimo, że ja byłem tylko w pierwszy dzień, żałuję, że nie mogę być w drugi dzień, bo to było fascynujące, bo tam opisywano Warszawę miłoszach żydowską, Warszawę miłoszach gejowską. Po prostu fantastyczny wykład dwóch gejów pracujących na uczelni, którzy opowiadali o tym, jak homoseksualizm funkcjonował w polskim życiu politycznym i kulturalnym przed wojną. Cytując przede wszystkim i jak funkcjonowało to w kodeksie karnym, jeszcze tym post rozbiorowym później, tym zreformowanym, a później jak w prasie. To niezwykłe, bo to było tak ciekawe po prostu, że kategoria pederasty była kategorią polityczną, używaną po prostu w dyskursie przez prasę nacjonalistyczną w stosunku do środowisk liberalnych, czyli jakby wracamy do... Ale ja pierwszy raz słyszałem tak wykład, tak dokładnie, świetnie zrobiony. I ta Warszawa Miłosza była rozmową nie o Miłoszu, tylko o świecie, w którym on żył, który był dla niego formatywny. I się okazuje, że my stamtąd cały czas z tymi problemami się musimy mierzyć, prawda? Więc po to są takie sytuacje czy takie skondensowane wydarzenia, żeby nad tym poważnie się zastanowić. Mogę powiedzieć, że rok Schulza był dla mnie bardzo ważny i ciekawy, bo się okazało, że jak jest rok Schulza, to w końcu młoda krytyka literacka się zajęła Schulzem. Nagle jest powód, żeby zafunkcjonować publicznie, coś powiedzieć i nagle oni odkrywają, że ten Schulz się wpisuje w najważniejsze problemy XX wieku w literaturze. I że to przez właśnie polski modernizm XX wieku, tamte czasy można zacząć rozmawiać o XX wieku. dwudziestoparoletnie, trzydziestoparoletnie, zaczynają pisać o Szulce albo czytać go w sposób głęboki, nie tylko odwalenia, po prostu jakiejś lektury. I nagle weryfikują swoją hierarchię ważnych postaci polskiej literatury XX wieku. Więc wtedy to ma sens, prawda, a nie kadzidła i odsłanianie tablic. Myśmy, jest rok Korczaka był, myśmy zrobili jedno zastrzeżenie w finansowaniu roku Korczaka. Żadnych tablic i pomników nie finansujemy z tego, dlatego że był taki program dotacyjny i było napisane, że z tych pieniędzy będzie finansowanych żadnych tablic pamiątkowych, ani żadnych popiercia i pomników.
[34:21.12 → 34:23.54] C: Ale na Ukrainie odsłonili, to nie jest pieniądz z Instytutu Książki?
[34:24.20 → 34:34.58] B: Jeżeli Korczak, to nie na pewno jest z naszych pieniędzy po prostu, więc to było zastrzeżenie. To mają być rzeczy, które opierają się na wydaniach, dyskusjach, kreacjach związanych z Korczakiem i tak dalej. To wtedy ma sens, prawda?
[34:36.10 → 35:56.59] A: Bardzo podoba mi się idea, kiedy patron takiego roku zostaje, tak jak pan dyrektor mówił, oświetlony z każdej strony właśnie przez nową humanistykę, przez nowe pokolenia, które muszą zmierzyć się z jego tekstem, z jego dorobkiem, z jego funkcją w naszej świadomości przez kolejne dziesięciolecia. I wtedy takie obchody nie są tylko brązownictwem, tak jak mówi, mówi pan, ale także ustawianiem nowej platformy dyskusji, prawda? Z którego miejsca teraz będziemy Miłoszowi, Gombrowiczowi, Słowackiemu zadawać, zadawać pytania? W jaki, w jakiej intencji? Ale mam takie, taką, taką w tej chwili myśl dziwną. A może powinniśmy odejść od tych wielkich zmarłych jako patronów roku? Pamiętam rok dziewięćdziesiąty, uczestniczyłem w festiwalu Mrożka w Krakowie. To był chyba dziewięćdziesiąty rok. Jeden z najfajniejszych festiwali, kiedy bohater konferencji naukowych, bohater spektakli z całego świata, które wtedy zjechały do Krakowa, był między nami, święcił swój triumf świadomości czytelniczej Polaków, sterował takim gigantycznym happeningiem na swoją część, który tak naprawdę troszkę go ośmieszał i zrzucał z piedestału. Czy nie powinniśmy myśleć przy programowaniu kolejnych patronów, rocznic, roków, owych roków, także żeby np. zająć się wtedy promocją żyjących, działających artystów, jak Adam Zagajewski, jak Dorota Masłowska, Stasiu, ktoś jeszcze, ktoś jeszcze.
[35:56.91 → 36:24.77] B: Mogę Panu powiedzieć, że w tym roku Ryszard Krynicki kończy 70 lat, jest przewidany festiwal Krynickiego w czerwcu. będzie dyskusja wokół Klińskiego, więc ten trop jest, pojawia się w myśleniu. Natomiast pytanie, ilu ich mamy żyjących, którzy są w warci takiej dysputy, prawda? I kto będzie wyznaczał, jakie grono będzie ustalało, kto jest tym autorytetem, któremu warto urządzić takie takie wydarzenia.
[36:25.07 → 36:54.66] A: A proszę powiedzieć, w jaki sposób można to odebrać politykom? Bo cały czas wiśni nad nami kwestia tej uchwały sejmowej, którą głosują przedstawiciele konkretnych partii politycznych, ludzie w bardzo jednak ciasnym światopoglądzie. Jak odebrać ten sam moment decyzyjny Sejmowi, przerzucić na Ministerstwo Kultury, na instytuty? Przecież politycy naprawdę nie są dobrymi, odpowiednimi osobami, które decydują o tym, kto był większym pisarzem, komu się teraz należy państwowa dedykacja, państwowa celebra.
[36:56.94 → 37:17.98] B: Trzeba pamiętać, że oni decydują o pieniądzach, nasze politycy. Pytanie jest teraz, na ile decentralizują decyzję. Natomiast to jest kwestia budowania pewnego jednak medialnego lobby, które, moim zdaniem, za mało wyśmiano skargę jako patrona roku po prostu. Uważam, że tu media zupełnie się i środowiska intelektualne się nie popisały po prostu.
[37:18.12 → 37:19.86] A: Ale co mieliśmy robić? Demonstracje?
[37:19.88 → 38:03.67] B: Wydepnywać i pytać, jak to było autorem, żeby udowodniali politycy, co jest ważnego w skardze, czy ktoś zadał pytanie, co było ważnego w skardze publicznej, do polityków, którzy to uchwalili, czy ktoś poszedł do tych posłów, którzy głosowali za skargą, co pan wie o skardze. To przeszło, poszło i koniec. Można się tylko za głowę złapać. W Okraszewskim już się wiadomo, że napisał 250 powieści. człowiekiem, który wieszczył upadek Polski, jak przestała być katolicka, prawda, i zajmował się zwalczaniem minowierców i tak dalej, prawda. Oczywiście też był sprawnym jezuitą, sprawnym administratorem i tak dalej. No, ale to pytanie, co ma symbolizować postać skargi w XXI wieku dla polskiego społeczeństwa, dla polskiej kultury, no. Kto zadał publiczny, co?
[38:03.81 → 38:07.05] A: No, tak, no oczywiście, tak.
[38:07.29 → 38:18.18] B: Barbary skarga, oczywiście, masz rację. No i nic, to przeszło i tak dalej, więc politycy są bezkarni w takiej sytuacji, prawda? Jeżeli ich media nie rozjadą, to jest koniec, kropka.
[38:18.96 → 38:39.74] A: Proszę państwa, pierwszy wniosek już powoli płynący z naszej rozmowy. Stwórzmy takie lobby, które za Temersonami będzie optować przez najbliższe lata, miesiące. Krzyczmy Temersonowie, Temersonowie, żeby przynajmniej to nazwisko zostało w pamięci polityków. Może coś doczytają, może podniosą rękę w odpowiednim momencie. A jakie?
[38:41.80 → 39:10.88] B: A tu właśnie Państwa zapytam, czy to ma sens właśnie, bo ja myślałem, że warto by się zająć Baczyńskim i tą generacją w przyszłym roku. 1944 rok, 2014 Baczyński nie do końca w pełni wydany, sfałszowany, biografia, pochodzenie. Ta generacja, czy właśnie, bo to jest powód, prawda? Żeby zrobić uczciwą rozmowę o takich postaciach jak Baczyński, prawda? Nie o to, że zginął w postaniu warszawskim, tylko właściwie jakiego rodzaju... To chytry
[39:10.88 → 39:13.66] A: plan, bo wszystkie opcje powinny zagłosować za Baczyńskiego.
[39:13.68 → 39:14.42] B: A potem żałować.
[39:15.30 → 39:30.09] A: To już ich sprawa w tym momencie. Panie Danielu, może jeszcze jeden fragment Szulca? Nie mamy Baczyńskiego, bo wychylił się nagle z naszej rozmowy. Ale Szulco też jest dobry autor.
[39:32.83 → 46:03.20] D: Raz nawiedzenie. Już wówczas miasto nasze popadało coraz bardziej w chroniczną szarość zmierzchu, porastało na krawędziach liszajem cienia, puszystą pleśnią i mchem koloru żelaza. Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka przechylał się dzień od razu w niskie bursztynowe popołudnie, Stawał się przez chwilę przezroczysty i złoty jak ciemne piwo, ażeby potem zejść pod wielokrotne, rozczłonkowane, fantastyczne sklepienia kolorowych i rozległych nocy. Mieszkaliśmy w rynku, w jednym z tych ciemnych domów o pustych i ślepych fasadach, które tak trudno od siebie odróżnić. Daje to powód do ciągłych omyłek. Gdy wszedłszy raz w niewłaściwą sień na niewłaściwe schody, dostawało się zazwyczaj w prawdziwy labirynt obcych mieszkań, ganków, niespodzianych wyjść na obce podwórza i zapominało się o początkowym celu wyprawy, ażeby po wielu dniach wracając z manowców dziwnych i splątanych przygód o jakimś szarym świcie przypomnieć sobie wśród wyrzutów sumienia dom rodzinny. Pełny wielkich szaf, głębokich kanap, bladych luster i tandetnych palm sztucznych, Mieszkanie nasze coraz bardziej popadało w stan zaniedbania wskutek opieszałości matki przesiadującej w sklepie i niedbalstwa smukłonogiej Adeli, która nienadzorowana przez nikogo spędzała dnie przed lustrami na rozwlekłej toalecie, zostawiając wszędzie ślady w postaci wyczesanych włosów, grzebieni, porzuconych pantofelków i gorsetów. Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów, gdyż nie pamiętano, ile z nich wynajęte było obcym lokatorom. Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych i znajdowano ją pustą. Lokator dawno się wyprowadził, a w nietkniętych od miesięcy szufladach dokonywano niespodzianych odkryć. W dolnych pokojach mieszkali subiekci i nieraz w nocy budziły nas ich jęki wydawane pod wpływem zmory sennej. W zimie była jeszcze na dworze głucha noc, gdy ojciec schodził do tych zimnych i ciemnych pokojów, Płosząc przed sobą świecą stada cieni, ulatujących bokami po podłodze i ścianach, szedł budzić ciężko chrapiących z twardego jak kamień snu. W świetle pozostawionej przez niej świecy wywijali się leniwie z brudnej pościeli, wystawiali siadając na łóżkach bose i krzywe nogi i z skarpetką w ręce oddawali się jeszcze przez chwilę rozkoszy ziewania. ziewania przeciągniętego aż do lubieżności, do bolesnego skurczu podniebienia jak przy tęgich wymiotach. W kątach siedziały nieruchomo wielkie karakony, wyogromione własnym cieniem, którym obarczała każdego płonąca świeca i który nie odłączał się od nich i wówczas, gdy któryś z tych płaskich, bezgłowich kadłubów znagła zaczynał biec niesamowitym pajęczym biegiem. W tym czasie ojciec mój zaczął zapadać na zdrowiu. Bywał już w pierwszych tygodniach tej wczesnej zimy, że spędzał dnie całe w łóżku otoczony flaszkami, pigułkami i księgami handlowymi, które mu przenoszono z kontuaru. Gorzki zapach choroby osiadał na dnie pokoju, którego tapety gęstwiały ciemniejszym splotem arabesek. Wieczorami, gdy matka przychodziła ze sklepu, bywał podniecony i skłonny do sprzeczek. Zarzucał jej niedokładności w prowadzeniu rachunków, dostawał wypieków i zapalał się do niepoczytelności. Pamiętam, iż raz, obudziwszy się ze snu późno w nocy, ujrzałem go, jak w koszuli i boso biegał tam i z powrotem po skórzanej kanapie, dokumentując w ten sposób swą irytację przed bezradną matką. W inne dni bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych księgach, zabłąkany głęboko w labiryntach zawiłych obliczeń. Widzę go w świetle kopcącej lampy, przykłocniętego wśród poduszek, pod wielkim rzeźbionym nad głowiem łóżka, z ogromnym cieniem od głowy na ścianie, kiwającego się w bezgłośnej medytacji. Chwilami wynurzał głowę z tych rachunków, jakby dla zaczerpnięcia tchu otwierał usta, mlaskał z niesmakiem językiem, który był suchy i gorzki i rozglądał się bezradnie, jakby czegoś szukając. Wówczas bywało, że zbiegał po cichu z łóżka w kąt pokoju pod ścianę, na której wisiał zaufany instrument. Był to rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej, podzielonej na uncję i napełnionej ciemnym fluidem. Mój ojciec łączył się z tym instrumentem długą kiszką gumową, jakby krętą bolesną pępowiną i tak połączony z żałosnym przyrządem, nieruchomiał w skupieniu, A oczy jego ciemniały, zaś na twarz przybladłą występował wyraz cierpienia czy jakiejś występnej rozkoszy. Potem znów przychodziły dni cichej, skupionej pracy, przeplatanej samotnymi monologami. Gdy tak siedział w świetle lampy stołowej wśród poduszek wielkiego łoża, a pokój ogromniał górą w cieniu umbry, który go łączył z wielkim żywiołem nocy miejskiej za oknem, czuł nie patrząc, że przestrzeń obrasta go pulsującą gęstwiną tapet, pełną szeptów, wsyków i sepleń. Słyszał nie patrząc tę zmowę pełną porozumiewawczych mrugnięć perskich oczu, rozwijających się wśród kwiatów małżowin usznych, które słuchały i ciemnych ust, które się uśmiechały. Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracy. Liczył i sumował, bojąc się zdradzić ten gniew, który w nim wzbierał i walcząc z pokusą, żeby z nagłym krzykiem nie rzucić się na oślep za siebie i nie pochwycić pełnych garści tych kędzierzawych arabesek, tych pęków oczu i uszu, które noc wyroiła ze siebie i które rosły i zwielokratniały się, wymajaczając coraz nowe pędy i odnogi z macierzystego pępka ciemności. i uspokajał się dopiero, gdy z odpływem nocy tapety więdły, zwijały się, gubiły liście i kwiaty i przerzedzały się jesiennie, przepuszczając dalekie świtanie. Wtedy, wśród świergotu tapetowych ptaków, w żółtym zimowym świcie zasypiał na parę godzin gęstym, czarnym snem.
[46:05.39 → 46:08.28] B: Dziękuję bardzo.
[46:09.59 → 47:17.46] A: Drodzy Państwo, teraz taki fragment o pamiętaniu, bo myślę, że z tym tematem rocznicowym wiąże się także temat naszej pamięci społecznej, narodowej, zbiorowej, w której jedni artyści osadzają się mocni, silni i nadłużeni, przemykają jak meteory. Chciałbym Państwa teraz poprosić o znalezienie takiego prywatnego równania na obecność artysty w naszej pamięci, naszej świadomości, naszej pamięci. Którzy zostają silni? Ci, którzy mieli bardzo silne, intensywne wystąpienie w swojej epoce. Ci, których odkrywamy ciągle te nowe twarze, np. osób prywatne, obyczajowe. Odkrywamy utwory, które nie były do tej pory znane. Czy ci, których ta twórczość jest tak słuszna, uniwersalna, ogólna, że właśnie na każdą epokę znajdzie się w nich odpowiedź? Jak państwo to czujecie? Co my jako naród żądamy od swoich autorytetów, artystów z przeszłości? Właśnie z okazji takich rocznic, właśnie z okazji tego, że szukamy w tych książkach czegoś, co jest nam potrzebne dzisiaj. Co decyduje o tym sięganiu do skrzyni z autorami, do skrzyni z tekstami? Pani Wiero?
[47:19.40 → 48:20.38] C: Zawsze decyduje ten, który sięga, prawda? Po jakieś pewne teksty, czyli czytelnik, czyli odbiorca. ale czy ten autor, który mocno zabrzmiał w swojej epoce, czy ten autor, który był mniej znany w swojej epoce, czy ten, który jest uniwersalny, czyli który z nich ma większą szansę na to, żeby przetrwać jakby w procesie tego sięgania po jego teksty. Nie ma na to odpowiedzi, dlatego że każdy z tych trzech, prawda, każdy z tych trzech kategorii. Czego oczekujemy? Oczekujemy dialogu. Czyli oczekujemy od tego autora, który jest z przeszłości, z innego kontekstu historycznego, nie naszego, że tak powiem, ale jednak, który jest ponad tym kontekstem historycznym, którego nie znamy albo który nie jest nam bliski, a jednak chcemy z nim porozmawiać, z tym autorem, poprzez jego tekst, czyli z jego tekstem. Więc oczekujemy dialogu, oczekujemy tematów do rozmowy i otwartości.
[48:20.64 → 48:26.38] A: Czy przypadkiem z pomocą tej nowej lektury my także nie zmieniamy przeszłości, naszego widzenia przeszłości?
[48:26.40 → 48:28.60] C: Oczywiście, że zmieniamy.
[48:28.64 → 48:33.26] A: A co z taką zmienioną przeszłością można potem zrobić? Ona nas zmieni także jako naród?
[48:33.48 → 48:38.04] C: Nie zmieniamy oczywiście tej przeszłości w znaczeniu takim faktycznym.
[48:38.06 → 48:38.70] A: W sensie jej znaczeń.
[48:38.84 → 51:15.95] C: Ale tak, jej znaczeń, jej symboli, jej rozumienia w dniu dzisiejszym. I co z tą zmienioną przeszłością zrobić? Po prostu pogodzić się z tym, że nie ma rzeczy stałych. że to, co było symbolem jakimś, brzmiącym tak, a nie inaczej w okresie tych brązowników, powiedzmy, a kiedy odbrązowiamy te brązowniki, to inaczej zabrzmi ta przeszłość dzięki jakiemuś tekstowi, dzięki jakomuś autorowi. Nic z tym złego nie ma, dlatego że wszystko jest ciąg dalszy i się nie zatrzymujemy w którymś miejscu. nie budujemy właściwie nowych pomników i nie oceniamy nowych tablic tylko. Chociaż i to też czasami się przyda jakby prawda każdy decyduje dla siebie więc więc jest to jest to po prostu sprawą. Sprawą dialogu jak na mnie. Albo on zaistnieje albo nie. Albo jest o czym rozmawiać z tym autorem z przeszłości który się wywodzi. Nie tak z autorem, jak z jego tekstem. Ale i z autorem też zależy, jaki autor. Na ile jego tekst osadzony w kontekstach historycznych tej epoki, albo na ile on jest ponad tą epoką. Trudno powiedzieć, jeżeli o Schulzu, to i tak, i nie. To takie pozorne bardzo, że jest ponad wszystkim, co było historyczne. Ponad wszystkim, co go otaczało, co było jego życiem. i ponad nim, który reprezentował swoją epokę. Bo na przykład pan czytał pierwszy fragment z Wichury i jest taka szulcolog we Francji, Małgorzata Smorą-Golberg, która ma interpretację tego właśnie tekstu jako metafory pogromu żydowskiego. Więc można czytać i tak, i tak, i tak, bo w 2007 roku na Kulu Świętej Pamięci już niestety Małgosia Kitowska-Łysiak robiła taką sesję szulcowską. też trochę tak, nie trochę, a przede wszystkim w hołdzie dla niej, o tym teraz mówię. No i Małgosia Smorągowa-Golberg wtedy wygłosiła taki tekst, który zaskoczył, zaskoczył nas po prostu, taka interpretacja. Więc jakby to zawsze jest pytanie. Nie ma sensu jedno tylko pytanie dla interpretatora, czy dla pisarza, czy dla kogoś, kto czyta epokę przeszłą poprzez tekst należący do tej epoki. Co miał na myśli autor? To to pytanie jest bez sensu, nigdy się nie dowiemy. co miał na myśli autor, ale jeżeli ten autor nas interesuje poprzez swoje teksty, jeżeli sięgamy po te jego teksty, więc on wygrywa. Niezależnie do której z tych trzech kategorii, co pan wymienił, należy.
[51:16.79 → 51:18.75] A: Drugi głos, panie dyrektorze.
[51:19.53 → 52:41.10] B: Domyślam się tylko do Schultza, ale Schultz jest taki, że rzeczywiście daje ogromną ilość możliwości interpretacji. Pamiętam w weszłym roku w Drohobyczu Jerofiej wygłosił taki wykład, w którym on z kolei uznał, że figura ojca Szulca to jest figura odchodzenia Boga w latach 20-30, czyli zanikania Boga ze społeczeństwa, że to jest właśnie taka prorocza wizja takiego starzejącego się, coraz mniej ważnego w postaci, właściwie takiego profetycznego widzenia świata bez Boga, który zobaczył Szulc wtedy i który się skończył tym, czy nie skończył. Zresztą Jerofiej, który jest Rosjaninem, mówił to takim tonem, jak Rosjanin może mówić o Bogu, takim Bogu iskatielnym. Ale z ironistą, im dłużej mówił, tym było to bardziej patetyczne i bardziej tak deklamowane po prostu. Bogu, Bogu, jeszcze raz Bogu. To było bardzo ciekawe po prostu. Ale wracając do Pańskiego pytania. Ja powiedziałem już wcześniej, że moim zdaniem my w Polsce dokonujemy pewnej rewizji hierarchii wartości w historii polskiej kultury i literatury. Dlatego, że no nareszcie mamy czas, żeby to zrobić po prostu. To ostatnie dwadzieścia lat też było takim okresem burzy i naporu i wiele innych rzeczy było ważniejszych. Lata poprzednie były zdeterminowane przez zupełnie inne sytuacje w humanistyce i w ogóle, więc ja myślę, że to jest takie spojrzenie w przyszłość, które jest nam szalenie potrzebne, żeby znaleźć te naprawdę wielkie wartości w polskiej, w polskiej kulturze XX wieku.
[52:41.10 → 52:42.96] A: Pamięci taki proces w ruchu cały czas.
[52:42.96 → 55:10.49] B: Tak, to jest proces w ruchu, więc, więc, więc ja mogę tylko powiedzieć, że miło, że jest dla mnie człowiekiem, który zawsze mi mówi to wszystko o Polsce i moim problemie z Polską, którego ja nie potrafię nazwać, znaczy on jest dla mnie niezwykły w tym swojej drapieżności, takiej szczerości, rozliczania się z wszystkimi naszymi przywarami. Ja nie chcę tego trywializować, ale to jest dla mnie naprawdę w tym względzie niezwykła postać i mam nadzieję, że on też jest dla wielu ludzi, dla młodszej generacji taką szczerością. Natomiast to, co jest misją, bo jestem w końcu urzędnikiem i to jest raczej tworzenie warunków do takiego dyskursu, do zastępowania dyskursu. I uważam, że takim sukcesem, na przykład to, co już chyba gdzieś się pojawiło w mediach, że przyjechało archiwum Miłosza do Warszawy tydzień temu. To druga część archiwum Miłosza z San Francisco przyleciała do Warszawy i będzie dostępna dla polskich badaczy w Bibliotece Narodowej. To od 74. roku chyba. Ale tam jest dokładnie też, od notatka dzisiaj dostałem Nobla. Więc to jest tworzenie warunków do takiego rzeczywiście badania ważnych ludzi. Mówiłem o Roku Demersonów. Moją największą ambicją Roku Demersonów jest to, żeby do Polski przyjechał Archiwum Demersonów z Londynu, które się tam mieści i które jest dostępne w sposób ograniczony, bo czuwa nad nim spadkobietczyni Jasia Reichhardt, która się tym zaopiekowała i to wszystko jest skatalogowane. Natomiast dla polskich badaczy to jest trudno pojechać do Londynu, iść do prywatnego domu i badać to archiwum. Ja już rozmawiałem na ten temat z ministrem kultury i z Tomkiem Makowskim, dyrektorem Biblioteki Narodowej i decyzja jest jednoznaczna. Jak tylko się da, sprowadzimy to archiwum do Polski po to, żeby badacze się tym zajęli. Badacze literatury, sztuk plastycznych, historii sztuki, filozofii sztuki, bo Temersonowie są historii filmu. To jest budowanie takich właśnie fundamentów tożsamości polskiej kultury XX wieku moim zdaniem. Więc jeżeli rok Temersonów, który będzie rokiem nieogłoszonym przez Sejm, wspieranym przez Ministra Kultury, robionym przez nas, dopowiedzi do tego, że Archiwum Temersonów znajduje się w Polsce, to to będzie rzecz na lata nieprawdopodobnie ważna dla nas wszystkich, prawda. I też pozwoli nam po pierwsze włączyć Temersonów do polskiej kultury, ale też nam szansę promowania ich w świecie, bo tu jeszcze jest jeden aspekt, o którym myślę, że warto porozmawiać. jak Polska może wykorzystać, czy wykorzystuje takie sytuacje jak rok, któregoś pisarzy do promowania polskiej kultury w świecie. I to też jest moim zdaniem rzecz niebłaha i ważna.
[55:10.65 → 55:19.59] A: Radzimy sobie z tym? Mamy mapę drogową? Jakiego autora, na jakie czasy, do jakiego kraju, w jaką przestrzeń kulturową wprowadzić? Wysłać, wystrzelić?
[55:19.61 → 56:47.90] B: Zbyt wielu skarbów nie mamy. Trzeba sobie to szczerze powiedzieć. Natomiast mamy wielkich ludzi. Miłosz był jednym z tych, prawda? W roku Miłosza, dzięki temu, że w roku Miłosza ukazał się po chińsku umysł zniewolony, to uważam za wielki sukces, prawda? Bo to jest książka na hindi idealna, prawda? Więc jeżeli w roku Szulca na Tajwanie ukazał się Szulc tłumaczony na chiński, bezpośrednio z polskiego, co może nie jest zasługą akurat w roku Szulca, ale tak się to zbiegło, dlatego że były przedtem tu przekłady z angielskiego fatalne. a znalazła się pani Chinka, która przeczytała go po angielsku i ona uznała, że ona musi go przetłumaczyć z polskiego i się nauczyła polskiego i przyjechała do Polski, wyszła za mąż za Polaka i go przetłumaczyła, no to to są rzeczy zupełnie niefundamentalne, prawda? One wprowadzają polską literaturę w zupełnie inny obszar i tą największą polską literaturę, więc jeżeli w roku Miłosza wyszło 56 przekładów Miłosza w różnych krajach, które wcześniej nie były tłumaczone, wyszedł ponownie umysł niewolny w Rosji, dokończono rodzinną Europę, przekłady esejów Miłosza plus jego wiersze w Rosji, to my nareszcie w Rosji możemy o Miłoszu rozmawiać, bo przy tym nie było czym rozmawiać w Rosji o Miłoszu, dlatego że był fragmentarycznie znany. Tak jak było z Szulcem, kiedy myśmy się trzy lata temu zorientowali, że Wiera robi festiwal Szulca w Drohobyczu, tylko Szulc jest niedostępny po ukraińsku, więc to było robienie festiwalu o pisarzu, jest kompletnie nieznany, więc w związku z tym i tu zasługa wiery ogromna, bo to ona wymyśliła, żeby Andruchowicz przetłumaczył Schulza na ukraiński.
[56:47.98 → 56:48.70] C: Razem wymyśliliśmy.
[56:50.16 → 57:22.22] B: Instytut Książki to sfinansował, bo to trzeba jasno powiedzieć. Myśmy sfinansowali cały przekład Szulca na ukraiński, po to, żeby było o czym rozmawiać na Ukrainie o Szulcu. I tak samo finansujemy przekład na angielski Szulca, ten nowy. Więc tego typu działania, moim zdaniem, są absolutnie istotne, ponieważ dla polskich współczesnych artystów pojawienie się w tamtym świecie, Takim jednak backgroundem historycznym i tak ważnym artystycznie jest też, jest szalenie istotny w dyskursie i w uczestniczeniu w obiegach kulturowych tam funkcjonujących.
[57:23.08 → 57:48.57] A: Przez całe lata myśleliśmy, że nikt nas nie rozumie, bo mieliśmy takich, a nie innych trzech wieszczów. Potem cieszyliśmy się, że Gombrowicz, Szulc, Witkacy gdzieś tam zaspokoili jakąś potrzebę europejskiej awangardy. A teraz z kogo, z kogo możemy jeszcze wystrzelić? Poza Miłoszem, poza Szymborską? Wymyślibyście Państwo parę nazwisk, które powinny znaleźć się w naszych sztandarach w najbliższych latach? Może ktoś z młodszych pisarzy, żyjących jeszcze?
[57:49.21 → 57:49.93] D: Nagajewski.
[57:53.07 → 01:00:30.35] B: No inne, pisarze współczesni, żyjący są tłumaczeni, więc to dajmy szansę im za funkcjonowanie w świecie i też patrzmy, jak mają funkcję w Polsce. Ja mam, przepraszam, taką upiorną ciągle jeszcze potrzebę, że rekonstruować tego dorobku, którego my nie znamy nawet w Polsce. Ja bym chciał, żeby Brzozowskiego na angielski przetłumaczyć na przykład. Bo to jest wytłumaczenie pewnych procesów, które się w polskiej humanistyce działy w XX wieku. Bez niego trudno zrobić, co się działo. Witkacy jest dopiero dokończony w tłumaczeniu na angielski, jeszcze niewydany. Więc jeżeli mamy tłumaczyć polską historię kultury XX wieku, czy polską kulturę, to ona musi być dostępna w innych językach. Najważniejsze w angielsku, to nie ulega wątpliwości, to mówię już z mojego doświadczenia. Ja bym raczej był dumny z tego, że ci pisarze XX wieku, którzy są tłumaczeni, uzyskują taką rękę, jaką uzyskują. Czy wiecie państwo, że w Sztokholmie jest teatr, który gra tylko do Gombrowicza? Założony przez 30-latków, którzy uważają go za jednego z największych intelektualistów XX wieku. Kultową postacią dla generacji młodych szwedzkich intelektualistów, pisarzy, poetów, ludzi pracujących na uczelniach po prostu. No to jest skarb narodowy, można powiedzieć, prawda, więc i Szulc w tej chwili też miał kilka spotkań na temat Szulca, było w Szwecji i też zaczyna przechodzić do innej ligi. Jest dyskusja na temat tego, że ten przykład Szulca, który jest w tej chwili na szwedzki, też nie jest najlepszy. Jest lepszy od angielskiego podobno, ale powinien mógł być lepszy, więc zaczyna się dyskusja, czy Szulca na nowo nie przełożyć na szwedzki. No ale to są tego typu rzeczy, które budują również pozycję później Izagajewskiego, Kryńskiego i młodszej generacji pisarzy, po prostu, że oni pochodzą ze świata, który ma taką literaturę i ma taki dorobek intelektualny, więc to są też rzeczy, które są szalenie istotne w takiej polityce kulturalnej, którą my urzędnicy powinniśmy robić. A potem jeżeli robimy taki rok, to jest bardzo ciekawe i bardzo pożyteczne, że Instytut Książki na szczęście ma na tyle szacunku u różnych innych publicznych instytucji, że wszystkie instytuty polskie za granicą natychmiast włączają się to wszystko, prawda, i MSZ i tak dalej. Robicie Miłosza, to co możemy dla Miłosza zrobić u nas? No więc to jest pytanie, a co możecie nam zaproponować? I ta dyskusja się zaczyna robić merytoryczna. Nie byle co, tylko co. Konferencja naukowa, spotkanie, wesprzemy tłumaczenie i wydanie jakiejś książki Miłosza czy Szulce i tak dalej. Więc ten efekt jest o wiele szerszy i on też jest taki trudny do wyliczenia natychmiast, ale on buduje właśnie prestiż polskiej literatury, polskiej kultury za granicą. I tak powinno być to robione, moim zdaniem.
[01:00:30.53 → 01:00:39.11] A: Czy działania tych trzech ośrodków, których wcześniej wspomniałem, czyli NIN-y np. Instytutu Adama Mickiewicza i Instytutu Książki jest w jakiś sposób synchronizowany, czy działacie niezależnie od siebie?
[01:00:39.78 → 01:01:18.46] B: My działamy niezależnie od siebie, ale się wymieniamy informacją. Nie wchodzimy sobie w parady, bo nie o to chodzi, tylko niektóre rzeczy robimy wspólnie. Głównie z Jamem możemy współpracować, bo mówimy o Mickiewiczu, bo to jest działalność za granicą. Natomiast główne rzeczy literackie robimy my sami, ale jeżeli jest potrzeba, to oczywiście zwracamy się do nich i ten temat robimy. Jam ma trochę inną koncepcję. Oni chcieliby iść współczesny dorobek, twórczy i to pokazywać za granicą. Ja oczywiście też chętnie wspieram współczesnych pisarzy i literatów, ale uważam, że my powinniśmy jednak budować za granicą taką wiedzę czy świadomość tego, że Polska była uczestnikiem naprawdę ważnych procesów kulturotwórczych w XX wieku.
[01:01:18.58 → 01:01:20.04] A: Nie zaczęła się w 89 roku.
[01:01:20.06 → 01:02:24.41] B: Dokładnie. I moim zdaniem ciągle jest niewygrany fenomen Polski lat 30-tych Warszawy. Bo jeżeli popatrzymy na listę twórców, którzy w Warszawie wtedy działali, to po prostu jest to absurdny fenomen. Mówimy o literaturze. Jeżeli w jednej knajpie mógł się spotkać Gombrowicz, Szulc, Miłosz, Witkacy i jeszcze Wad i reszta, że to wielkie nazwiska współczesnej sztuki, a w tym samym czasie byli tacy młodzieżaki jak Panufnik, Brutusławski, Bacewiczówna. Mamy warszawską, lwowską szkołę filozoficzną i tak dalej, i tak dalej. No to się okazuje, że to był taki Wiedeń lat 30. Ten Wiedeń końca XIX wieku i początku XX wieku. nagle pojawił się w Warszawie, która była chyba najżywszym pozapowietrznym intelektualnym miastem w Europie, ponieważ w Bylni był faszyzm, Rosja już nie istniała, Włochy już przestały istnieć, Hiszpania przestała istnieć, to być może jeszcze Londyn, ale jak popatrzymy na inne stolice, to właśnie Kipi tylko w Warszawie i w Paryżu. I powiem państwu, że próbowałem to wytłumaczyć pewnemu Niemcowi i powiedziałem, że to się niestety skończyło 1 września 1939 roku. On mnie zapytał dlaczego.
[01:02:30.06 → 01:02:57.04] A: Panie Wiero, proszę teraz o jakby spojrzenie od strony ukraińskiej na ten problem. Ilu jeszcze takich poza Szulce mamy wspólnych bohaterów, którzy mogą funkcjonować na obu rynkach wydawniczych, w mentalności obu narodów, głosić trudne prawdy na trudny czas? Czy znajduje Pani jakichś innych autorów właśnie, których można zorganizować festiwale jak Szulcowi, których można wprowadzić do świadomości literatów ukraińskich, odbiorców ukraińskich?
[01:02:57.70 → 01:03:10.62] C: Oczywiście, zabrzmi to tak jak z Gombrowicza, stwierdzę durkę, że wielkim poetą Juliusz Słowacki był. Jego poezja zachwyca, a mnie nie zachwyca, jak to nie zachwyca. Ale jednak to jest pierwsze nazwisko, które...
[01:03:10.62 → 01:03:13.74] A: A to decydowałoby to, że część jego dramatów jest zasadzona na Ukrainie?
[01:03:13.98 → 01:03:46.26] C: Nie wszystkie, prawda? I nie wszystkie tłumaczenia są dobre, dlatego że większość tych tłumaczeń wydana jednak w latach 50., 60. i wiadomo, o co chodzi. że po prostu nowych tłumaczyń prawie nie ma, więc Juliusz Słowacki jako pierwsze nazwisko. Bliżej Drohobycza, no to poza Szulcem, Kazimierz Wierzyński, który urodził się w Drohobyczu, który właśnie należy do tej generacji, o której Grzegorz mówił i która jest zapomniana prawie, bo kto się teraz Wierzyńskim czy Lechoniem, no nie wiem, czy Iwaszkiewiczem zajmuje w tej chwili literaturoznawców.
[01:03:46.26 → 01:03:48.28] B: Mówi pani, że pierwszą zasadą wyboru byłaby
[01:03:48.28 → 01:04:05.51] A: ta zasada, pogranicza istnienia na granicy dwóch kultur. To jest pierwszy sygnał dla ukraińskiego odbiorcy. Ten może być także nasz. Warto go poznać, bo może powie także nie tylko o Polakach coś w swoich utworach, ale także o nas jako narodzie społecznym.
[01:04:05.51 → 01:04:11.69] C: Dla Ukraińców to bardzo ważny sygnał, dlatego że to jest sygnał właśnie dotyczący tej pamięci.
[01:04:13.24 → 01:04:15.78] A: Szukamy obrazu siebie w oczach kogoś, kto był na granicy.
[01:04:15.78 → 01:04:45.70] C: Tak, to jest pierwsze, a po drugie przywrócenie tego kontekstu, którego nie ma, czyli tej wielokulturowości na tych ziemiach pogranicza. Współczesny Ukraińiec prawie, że o tym nie pamięta albo nie chce pamiętać, więc przywołanie takich nazwisk, takich autorów jak Szult czy jak Wierzyński czy jak Vincenz to bardzo dużo da. Będzie to... jak zabrzmi tak, że zabrzmi, ale będzie to kształciło ludzi.
[01:04:46.06 → 01:04:53.52] A: Pokażę jak wielu mamy, nie tylko jak wiele mamy wspólnego, ale jak wielu autorów przyznaje się do tej wspólnoty.
[01:04:53.54 → 01:05:44.61] C: Przyznaje się do tej wspólnoty i że te czynniki, te czynniki, które były kształtujące tę kulturę na tych ziemiach, no jakby nadal istnieją. Nie ma tak, że coś w ogóle znika, nie ma czegoś w ogóle jakby... za jakieś 70 czy 80 lat i wszystko się zmieniło. Jeżeli poszukamy tych nazwisk, z tych nazwisk, które bliższe są do nas historycznie, to Herbert. Zbigniew, jeżeli myśleć w tym kierunku, to bardzo dużo nazwisk się znajdzie, ale myślałabym w tym kontekście, co Szulc, to przede wszystkim o Wierzyńskim, o Wincenzie.
[01:05:44.93 → 01:05:48.23] A: Pani wiarą, mnóstwo pracy przed Panią.
[01:05:48.25 → 01:05:51.97] C: Pracy mamy strasznie dużo, nie wiem czy...
[01:05:51.97 → 01:06:07.12] B: To też duże anegdoty, dlatego że mówimy o takich więziach polsko-ukraińskich w kulturze, I ta uchwała Rady Najwyższej Ukrainy była zupełnie fenomenem, dlatego że tam napisano, że to był wielki polski pisarz, Brunosz Otrz. To było niezwykłe.
[01:06:07.38 → 01:06:08.90] C: Takie sformułowanie.
[01:06:08.98 → 01:08:19.69] B: Takie sformułowanie padło w uchwale Ukraińskiej Rady Najwyższej. I że podkreślili, że polski. Polski, tak. Ja tu stracę pewne kulisy, natomiast kiedy uchwalono rok Miłosza, w UNESCO, to tutaj akurat pierwsi byli Litwini i oni napisali taki życiorys Miłosza. Wynikało, że się urodził na Litwie, żył w Ameryce i umarł w Polsce właściwie. I próby, że tak powiem, dopisania jego związku z Polską zostały przez delegację litewską zablokowane. I ponieważ UNESCO nie lubi żadnych awantur, to przyszło tak, jak przeszło. Myśmy trochę próbowali jednak poszerzyć ten jego życiorys, no nie wyszło. Ale mówię o tym dlatego, że to i tak się wszystko opłacało, bo w związku z rokiem Miłosza, który też został wcześniej uchwalony na litwie niż w Polsce, okazało się, że jednak na litwie po raz pierwszy wyszło wiele dzieł Miłosza po litewsku, które nigdy nie były publikowane, że uchwalono, zdecydowano, że rodzinna Europa o litewsku weszła do kanonu lektur szkolnych. odbyło się ileś wydarzeń poświęconych Miłoszowi i te rozmowy były bardzo sensowne i mądre, tym bardziej, że Miłosz napisał też taki gorzki tekst, taki esej wygłosił, który potępiał czy krytykował Litwę współczesną za nacjonalizm. W związku z tym te jego gorzkie podarstwa Polaków to nie były tylko włącznie podarstwa naszym, on po prostu nie znosił żadnego nacjonalizmu, więc Więc ten rok Miłosza w tym względzie był szalenie istotny, również do zbudowania zrozumienia Miłosza, który albo jest przez nacjonalistów litewskich traktowany jako pisarz litewski, albo odrzucany przez drugą część nacjonalistów litewskich jako pisarz nie litewski, bo pisał po polsku. To jest oczywiście para na wszelkim nacjonalizmu. Ale de facto konsekwencja jest taka, że Miłosz w końcu jest po litewsku dostępny dla ludzi, którzy nie znają polskiego. I w związku z tym rozmowa o tym, jak Miłosz pojemował całą historię środkowej Europy i jak na to patrzył, jest możliwa do zapoznania się i prowadzenia rozmowy takiej już porządnej z Litwinami o Miłoszu.
[01:08:20.56 → 01:09:04.75] A: Dziękuję bardzo. Czy macie Państwo jakieś pytania do naszych gości? Proszę bardzo prosimy o pytanie. Dziękuję bardzo. Panie dyrektorze.
[01:09:05.71 → 01:09:42.53] B: To się dzieje w bardzo różnych miejscach. Muszę powiedzieć, że ogromnie wdzięcznym odbiorcą takich akcji są biblioteki publiczne. Na przykład w czasie roku Miłosza w Polsce było kilkaset wystaw, dyskusji, spotkań w bibliotekach i wielkich, miejskich, i wojewódzkich, i małych, poświęconych Miłoszowi. Mniej tego było w roku Szulca, ale tamte kręgi są szalenie, muszę powiedzieć, mówię o bibliotekach publicznych, otwarte na tego typu pomysły. Też również szkoły często, ale to jest kwestia już indywidualnej pasji nauczycieli i nauczycielek. Tego się nie da zadekretować po prostu.
[01:09:44.15 → 01:13:02.25] E: Ja bardzo lubię chodzić właśnie tam, gdzie są dyskusje mądre i chodzę od dawna, a już leciwa jestem kobieta. No i właśnie był ten Miłosz na UMCS. I tak jak zwykle w szkole mówi się co poeta miał na myśli. No i właśnie spytano po przeczytaniu kilku tych wierszy co poeta miał na myśli. Bo tak nauczyciele właśnie takie pytania zadawali. No i Miłosz zaczął się śmiać głośno. I mówi, a co pani z tego wiersza sama by powiedziała, co o tym wierszu. No i ta właśnie panienka powiedziała, jak ona tego mówi właśnie. Mówi, ja po prostu strofy mi się układają w wiersz czy w jakąś nowenę literacką. Byłam na spotkaniu z Sandauerem. To już bardzo dawno. I właśnie mówił, że będzie szargał świętości, takie jak Konopnicka, Orzeszkowa i inne. I młodzież chciała dyskutować, ale niestety mówił, że dyskusji nie będzie, bez dyskusji. Także różne takie były problemy. I właśnie tu bym prosiła. Nie mam żadnego wpływu, ale żeby takie dyskusje właśnie odbywały się na uczelniach. Młodzież byłaby zainteresowana czytelnictwem np. jak był rok Mickiewiczowski czy Słowackiego. Wtedy były matury. No to przygotowała się młodzież, że może w tym roku będzie temat o Słowackim czy o Mickiewiczu. No teraz te matury też są inne, bo nie to, że młodzież pisze swoje zdania, swoje myśli, tylko chyba są testy i tu się skreśli, tam się podkreśli. I to właśnie nie ma teraz normalnej dyskusji wśród młodzieży. Tu wszyscy są oburzeni, że młodzież używa takich słów, takich zwrotów. Przecież gdzie ma się nauczyć. Jeszcze jak moje dzieci chodziły do szkoły średniej, no to też właśnie mówiła pani, że panienki, bo to była klasa żeńska, że panienki mówią i na efekt chyba w polskim języku czy w ogóle w języku ojczystym. Chodzi o to żeby mówiło się na ten efekt prawda. Tak mi się wydaje przynajmniej.
[01:13:04.01 → 01:13:11.71] A: Dziękuję bardzo. Czy kolejne pytania ze strony państwa. Proszę.
[01:13:12.01 → 01:14:13.13] F: Ja chciałam w obronie roku Kraszewskiego. Po części zgadzam się z Państwem, że wiadomo, staje się tak, że jakiś autor czy w ogóle patron roku staje się wtedy już tak bardzo popularny, że to zahacza o popkulturę, ale jednocześnie mamy tak zwane inne spojrzenie. Właśnie Kraszewski nie będzie konkurował z Dickensem, wiadomo, ale został inaczej zobaczony. Właśnie przez tę swoją rolę, że miał tak zwany ambiwalentny stosunek do powstań, że był pierwszym reportażystą w Polsce, I jeśli ja mówiłam o Kraszewskim właśnie w bibliotekach publicznych swoim czytelnikom, to właśnie w tym kontekście. I myślę, że Kraszewski zyskał. Nie ma straty, że był rok Kraszewskiego. Natomiast to, że nie został nagłośniony rok skargi, no to jest problem już tych, którzy nie podjęli, a chcieli bardzo, żeby ten rok był. I podobnie jest w dzisiejszych, w roku 2013. O Czochralskim czytałam, ale kto więcej przeczyta o Czochralskim? Kto się dowie, kto to był Czochralski, czy na świecie może więcej wiedzą?
[01:14:13.15 → 01:14:14.85] A: 12 miesięcy, na to dajmy szansę.
[01:14:14.87 → 01:14:28.29] F: No właśnie, ale kto zrobi jakiś program o Czochralskim? No nie wiem. Fizyk jakiś, matematyk się podejmie tego? Nie sądzę. A bibliotekarz publiczny na pewno powie o swoich patronach. I to będzie ten zysk, to nie będzie strata.
[01:14:29.15 → 01:14:33.15] A: Dziękuję bardzo. Janusz Opryński się zgłaszał.
[01:14:33.49 → 01:14:35.97] G: Jak mówię, przejęliście go z Artykultu, ale
[01:14:35.97 → 01:14:37.15] B: go refleksji pokazywałem,
[01:14:40.49 → 01:14:41.90] A: Mikrofon, prosimy o mikrofon.
[01:14:42.98 → 01:15:12.85] G: Że rok Gombrowiczowski został wtedy uchwalony też chyba polityce SLD. Tutaj jest Karolina Rozwód, która była sekretarzem i myśmy się głęboko zastanawiali, bo sama idea właśnie nie powstała wśród polityków, tylko powstała wśród Piotra Kłoczowskiego i Alena Kucharskiego, który jest dziekanem wydziału Swarthmore i myśmy zaczęli to realizować na początku. Ale miałem poczucie, że po tym roku była jakaś pustynia głomrowiczowska.
[01:15:13.25 → 01:15:13.77] B: Potem.
[01:15:13.89 → 01:17:19.26] G: Czyli to jest efekt absolutnie. Po takim roku jest zniechęcenie, absolutnie jest przegrzanie materiału i po prostu jest koniec. Ale były też pozytywy. Ja pamiętam, że szefem tego roku był Janusz Palikot i on był wtedy absolutnie czynnym biznesmenem. I on nas wtedy absolutnie przywracał do porządku, że to musi mieć swój budżet, absolutnie krzyczał, że musimy budżetować. Mało tego, z jego inicjatywy, Powstała wybitna wystawa Muzeum Literatury, ale na ulicy. Pamiętajcie, to było wtedy obserwacja tego, co Guzowaty miał, tą ścianę, swoją galerię w Warszawie. I ta wystawa, ona podróżowała po wszystkich w ogóle miastach, mało tego, na Syberii się nawet znalazła, w Krasnoyarsku, bo potem graliśmy i ona została wywieziona. I to był efekt fantastyczny po prostu, takiego roku. Ja myślę, że w ogóle w takich rocznicowych rzeczach zawsze jakiś efekt pozytywny jest, ale my ciągle nie umiemy... I tu bym trochę się Miłoszem podparł, bo tutaj mówiłeś, Łukasz, że jest taka jakby niebezpieczeństwo takiej masowości, prawda, kultura masowa. Ja pamiętam, że Miłosz kiedyś jako pierwszy w latach 50. mówił o takiej kulturze masowej, że to jest wartość po prostu też. Że po prostu, że jeżeli powielamy z wysokiej kultury coś masowym, to jest wartość. I ja sądzę, że takie jednak tworzenie dumy takiej po prostu, że mamy jakieś wybitne jednostki takie powtarzane po prostu i taki rok jest jednak, utrwala to. To utrwala i czy to nawet jest płytkie, są od tego specjaliści, żeby to pogłębić. Także tu mam taki bardzo ambiwalentny do tych rocznicowych rzeczy, że one w jakiś sposób na pewno to nie są jakieś wnikliwe części takiej badania, ale są też fantastyczne, znakomite efekty tego. I tu mam jeszcze jedną rzecz, to znaczy z taką możliwością wypromowania tego na świat. Ja jestem generalnie sceptykiem. My nie mamy żadnej postaci literackiej, która jest światowym obiegu, nie mamy żadnej.
[01:17:19.38 → 01:17:19.98] A: Wiedźmin.
[01:17:21.95 → 01:18:52.05] G: Nie, nieprawda, nie mamy żadnych, tak jak czy mamy na Hamlet, prawda, czy coś takiego, że nie mamy się odwołać do żadnej postaci literackiej czy chowockiej, tak jak, że po prostu, że się porozumiemy na świecie jakąś postacią z narracji. No tego nie mamy. Ale wydaje mi się, że jedną rzecz przespaliśmy i przesypiamy. Absolutnie naszą nową rzeczą to była po prostu poezja. Wszyscy poeci świata uznali, że polska poezja jest w ogóle ekstraligą. I myśmy nic nie zrobili w księgarniach zachodnich, nic, po prostu żadne Instytuty Adama Mickiewicza, żeby w każdej na przykład takim, za takim miłoszem, że my w poezji jesteśmy najlepsi tak naprawdę. Bo był taki, jest taki moment, przez wszystkich poetów uznawany, że polska szkoła poezji po prostu jakim była fenomenem po prostu. I to jest fenomen. I tutaj myśmy tego w księgarniach Nie ma na przykład, jak się jeździ po świecie, naprawdę nic nie widzimy. Nie mamy żadnej polityki spójnej, że po prostu, że na tych księgarniach jest jakiś taki, że tak powiem, no półeczka, prawda, dobra półeczka. Ale to trzeba byłoby zainwestować, że nie we wszystko, tylko mądrze po prostu, żeby to się przeniosło. Mnie się to przypomina trochę z obszaru teatru, którego tu bardziej wiem. To przypomina taką sytuację, że otóż dwa zjawiska, największe w teatrze dwudziestowiecznym, Grotowskiego i Kantora, które na całym świecie wszyscy wiedzą, A w polskim, jakbyśmy spytali, w warszawskim salonie, wszyscy by... Grotowski i Kantor były w owym czasie absolutnie, no, jako coś...
[01:18:52.05 → 01:18:52.53] B: A co to jest?
[01:18:52.67 → 01:19:49.20] G: Nie uznawano. Warszawski salon ich nie uznawał teatralny. Cholubek czy tam wszyscy po prostu... To ludzie uważali, że po prostu co to w ogóle? Śmieli się z metody Grotowskiego, śmieli się z Kantora. Kantor nie chciał zasp... Znaczy, nie chciał w ogóle dokumentować. On się sam dokumentował. Czyli po prostu sytuacja tu też jest taka, że jak pojedziemy, naprawdę, Do świata to cały czas nas pytają o kantora jeszcze Jogotowskiego. Oczywiście nowa generacja to, wiadomo, teatr tych młodziedzicy, którzy dokonali ojcobójstwa, fantastycznego ojcobójstwa. Oni już tego chcą zapominać. Ale mnie się wydaje, że jest takie dla mnie pytanie. Ono jest takie z tragicznych pytań, chociaż teraz pracuje nad Dukajem i on uważa, że przeszłość można zmienić. Czy jesteśmy w stanie wprowadzić w obiekt teraźniejszej myśli kogoś, kto się nie przebił za życia? Czy to jest proces odwracalny? Fantastycznym by było, żeby był.
[01:19:50.48 → 01:19:52.30] A: Dziękuję. Ad vocem będzie.
[01:19:53.00 → 01:19:57.76] B: Twoje ostatnie pytanie jest rzeczywiście pytaniem trudnym. Czy jest to możliwe? Ja mam wrażenie, że to jest możliwe,
[01:19:57.92 → 01:20:02.44] A: tylko mogłoby rzeczywiście Brzozowski tak nie wrócił dzięki krytyce politycznej.
[01:20:04.50 → 01:23:47.08] B: Ale mówię o światowym. Możemy sobie powiedzieć, których wielkich artystów świat nie docenił, bo nie docenił. Moim zdaniem, gdyby Witkacy pisał chociażby po francusku, to był wielką awangardą światową, klasykiem. To jest oczywiście kwestia też subiektywna. Więc mnie się wydaje, że to wymaga oczywiście pracy i mamy, ileś ważnych postaci, które biorą udział w takim ważnym dyskursie dwudziestowiecznym i warto, żeby zrobić wszystko, żeby zostały zauważone, a to nie jest łatwe zresztą. Ja rozmawiałem też z kilkoma ludźmi z amerykańskich uniwersytetów, którzy twierdzą, że oni już mają poukładane, więc po co im to rewidować, prawda? My już wiemy, kto był największy, więc po co mi tutaj będziecie się wpychać. Pamiętam taką wystawę, którą zrobił Stanisławski w Niemczech w kolonii w 1992-1993 roku o awangardzie Europy Wschodniej XX wieku. Ja to widziałem, jak byłem w kolonii. I ta wystawa została zbojkotowana przez krytykę niemiecką, europejską, ponieważ ona burzyła im już to wszystko, co mieli ustalone, po co mają pisać od nowa te książki, po co mają tam jeszcze dopisać tych Czechów, Węgrów, tych rosyjskich to mają, jeszcze tych Polaków wyszło dopisać, więc to po prostu już nie pasuje do takiego już ustalonego wzorca, jak wyglądała kultura europejska XX wieku. Ona wyglądała tak, koniec i być może nasz wysiłek jest jałowy, próbujemy się z tym wbić, ale uważam, że warto. Warto dla tej kultury i dla nas samych. Oczywiście to, co mówisz o poezji i o jej docenianiu przez poetów świata, zresztą z panią Karoliną miałem przed spotkaniem rozmowę na temat tego, jak w Rosji odbierana jest polska poezja i jak traktowana jest właściwie z nabożeństwem, że to jest jednak jedno z największych poezji i oni zresztą twierdzą, że Polska był właśnie takim założycielskim krajem dla rosyjskiego poezji i nawet nazwisko, którego nie pamiętam, rosyjskiego poety, który de facto był Polakiem. Siemion, może bym już wiedział. Natomiast poezja jest sztuką już tak mało popularną również za granicą, że trudno budować autorytet polskiej kultury przez to, że będzie obecna w księgarniach. Ona może być tylko budowana przez obecność w pewnych elitach społecznych. Jeżeli to jest tak, że takie amerykańskie wydawnictwo Archipalago wydaje Różewicza i Różewicz jest tam odtraktowany, rzeczywiście to wydawnictwo jako jedno z najważniejszych w ciągu roku wydawnictw poetyckich w Stanach Zjednoczonych, no to coś buduje, prawda? Wydają Herberta i wydają jeszcze innych. Więc, ale to są na polskie stosunki nakłady rzeczywiście gigantyczne, bo to już między 5 tysięcy albo 20 tysięcy nakładu, no na 200 milionowie krajów to nie jest wiele, prawda? Ale tak czy owak jest po angielsku, jest cenione przez tych najbardziej bardziej reprezentatywnych krytyków i też ludzi interesujących się poezją. Warto walczyć w każdym razie. Wydaje mi się, że jeżeli jeszcze Miłosz, który jest traktowany jako poeta amerykański, bo to jest poeta trzech narodów, uważany przez Litwinów za ich poetę, przez Polaków i też Amerykanie uważają go za swojego poetę, to też trzeba walczyć o jego pozycję w współczesnej poezji amerykańskiej i docenienie jego obecności. Pytanie jest do mnie jako urzędnika, czy powinienem to robić. Znaczy uważam, że powinienem to robić. I z jakich powodów? Z takich, że uważam, że to są rzeczy bardzo wartościowe i chciałbym być dumny w świecie z tego. I tyle.
[01:23:47.94 → 01:24:22.97] C: Tylko jedną słówkę wracając do pytania pana Janusza Opryńskiego, czy jakby z Szulcem trochę tak było, że właściwie jest tym, było i jest, który za życia w swojej epoce nie był znany, ale udało się. Nie nam udało się, po prostu już zapominamy, my w czasie jakby obecnym, że udało się właśnie Sandauerowi, o którym pani wspominała i Ficowskiemu. I udało się w latach 60. i 70. To dlaczego w XXI wieku miałoby się nie udać, skoro nie ma już tych trudności i tych barier okropnych, które były. Więc to tyle chciałam dodać.
[01:24:23.19 → 01:25:35.95] B: Ja powiem jedną rzecz, mianowicie jak wyszło nowe tłumaczenie Schulze na niemieckie, ono wyszło 4 lata temu, zrobiło to Adolin Baume, to ja czytałem takie recenzje z niemieckiej prasie, w której oni się bili w piersi, że oni po prostu Szulca niedoceniali, że uważali go takie popłuczyny, kawki, kogoś tam z Sztetla, takie bardzo żydowskie i nie wiedzą o co i tak dalej. Ale to nowe tłumaczenie do Wiedaum jest po prostu genialne. Ja niemiecki znam na tyle, że mogłem sobie porównać tłumaczenie jedno z drugim, bo tam cywilne fragmenty i to były rzeczywiście dwa różne światy. I wtedy ta krytyka niemiecka zaczęła napisać, że musimy po prostu się mylili. To jest jeden z największych reformatorów w prodzy XX wieku, czego nie można sklasyfikować ani przy Kawce, ani przy Próście, że to jest zupełnie ktoś inny. Więc się okazuje, że jeżeli pisarz, który nie żyje od 70 lat, który wszystkie swoje książki wydał jeszcze przed wojną właśnie, prawda, w tej chwili, w XXI wieku może być odkryciem dla niemieckiej krytyki literackiej. I teraz wychodzi, dostałem informację od Matka Apostolskiego w paperbooku, wychodzi w nakładzie, 20 tysięcy egzemplarzy, po raz kolejny jego proza w Niemczech. No to znaczy, że warto takie rzeczy zabiegać, prawda? Więc mam nadzieję, że z nowym angielskim przekładem będzie.
[01:25:36.18 → 01:25:45.88] A: Plotkujemy na boku z panią Wierą. Ach, gdybyś jeszcze message znalazł, to byśmy im pokazali, prawda? Myślę, że Szulc wrócił na koniec. Panie Danielu, ostatni fragment Szulca.
[01:25:54.48 → 01:30:41.59] D: Republika Marzeń. Tu, na warszawskim bruku, w te dni zgiełkliwe, płomienne i oszałamiające, przenoszę się myślą do dalekiego miasta mych marzeń. Wzbijam się wzrokiem ponad ten kraj niski, rozległy i fałdzisty, jak płaszcz Boga zrzucony kolorową płachtą u progu w nieba. Bo kraj ten cały podkłada się niebu, trzyma je na sobie, kolorowo sklepione, wielokrotne, pełne krużganków, triforiów, różyc i okien na wieczność. Kraj ten wrasta rok za rokiem w niebo, wstępuje w zorze, przeaniela się cały w refleksach wielkiej atmosfery. Tam, gdzie mapa kraju staje się już bardzo południowa, płowa od słońca, pociemniała i spalona od pogód lata, jak gruszka dojrzała, tam leży ona. Jak kot w słońcu, ta wybrana kraina, ta prowincja osobliwa, to miasto jedyne na świecie. Daremnie mówić o tym profanom, daremnie tłumaczyć, że tym długim, falistym językiem ziemi, którym dyszy ten kraj w skwarze lata, tym kanikularnym przylądkiem ku południowi, tą odnogą wsuniętą samotnie między smagłe węgierskie winnice, oddziela się ten partykularz od zespołu krainy i idzie samopas. W pojedynkę niewypróbowaną drogą próbuje na własną rękę być światem. Miasto to i kraina zamknęły się w samowystarczalny mikrokosmos. Zainstalowały się na własne ryzyko na samym brzegu wieczności. Ogródki przedmiejskie stoją jakby na krawędzi świata i patrzą poprzez parkany w nieskończoność anonimowej równiny. Tuż za rogatkami mapa kraju staje się bezimienna i kosmiczna. nad tym skrwawiem ziemi, wąskim i straconym, otworzyło się raz jeszcze niebo głębsze i rozleglejsze niż gdzie indziej. Niebo ogromne jak kopuła, wielopiętrowe i chłonące, pełne niedokończonych frezków i improwizacji, lecących drapery i gwałtownych w niebo wstąpień. Jak to wyrazić? Gdy inne miasta rozwinęły się w ekonomikę, wyrosły w cyfry statystyczne, w liczebność, Miasto nasze stąpiło w esencjonalność. Tu nie dzieje się nic na darmo. Nic nie zdarza się bez głębokiego sensu i bez premedytacji. Tu zdarzenia nie są efemerycznym fantomem na powierzchni. Tu mają one korzenie w głąb rzeczy i sięgają istoty. Tu rozstrzega się coś każdej chwili, egzemplarycznie i po wszystkie czasy. Tu dzieją się wszystkie sprawy raz, jeden, tylko i nieodwołanie. Dlatego jest tak wielka powaga, głęboki akcent, smutek na tym, co się tu zdarza. Teraz na przykład, podwórza toną w pokrzywach i chwastach, szopy i komórki krzywe i omszone, zapadają się popachy w ogromne łopuchy spiętrzone aż po okapy gątowych dachów. Miasto stoi pod znakiem zielska, dzikiej, żarliwej, fanatycznej wegetacji, wystrzelającej tanią i lichą zieleniną, trującą, zjadliwą i pasożytniczą. To zielsko pali się za rzegnięte słońce. Tchawki liści dyszą płonącym chlorofilem. Armie pokrzyw wybujawe i żarłoczne pożerają kultury kwiatowe. Wdzierają się do ogrodów, zarastają przez noc tylne, niedozorowane ściany domów i stodu. Plenią się w rowach przydrożnych. Rzecz dziwna, jaka witalność opętańcza, daremna i nieproduktywna tkwi w tej żarliwej odrobinie zielonej substancji, w tym derywacie słońca i wody gruntowej. Z szczypty chlorofilu wyprowadza, rozbudowuje ona w pożarze tych dni tę tkankę wybujałą i pustą. Miękkiż zielony, rozpłodzony stokrotnie na miliony blach listnych, prześwietlonych zielono i pożółkowanych, przeświecających wodnistą, wegetatywną krwią zielną, omszonych i włochatych o zapachu ostrym, chwastowym i polnym. W tych dniach tylne okno magazynu sklepowego wychodzące na podwórze stawało się ślepe od zielonego bielma, pełne zielonych lśnień, listnych refleksów, bibulastych łopotów, falujących płatów zieleni, monstrualnych wybujałości tej podwórzowej, potwornej abundancji. Schodząc w głęboki cień, Magazyn kartkował się migotliwie wszystkimi odcieniami zieleni. Zielone refleksy rozchodziły się w nim falisto przez całą głębokość sklepienia, jak w szumiącym lesie. Dziękuję.
[01:30:44.15 → 01:31:05.82] A: Dziękuję panu Danielowi. Pani Wiero, dziękuję. Panie dyrektorze, dziękuję bardzo. Teraz takie jedno słowo, słowo na koniec, bo państwo przekonaliście mnie, Patroni to nasze świętowanie roczni, roków kolejnych artystów jest potrzebne, że jednak plusy są ważniejsze od, proszę?
[01:31:05.98 → 01:31:06.48] B: Dobrych artystów.
[01:31:06.54 → 01:31:28.41] A: Dobrych artystów, że plusy są ważniejsze od minusów. Może tylko dalej będę to podtrzymywał. Trzeba rzeczywiście wyrwać decyzję jednak z rąk polityków i przenieść to do gremiów bardziej odpowiedzialnych. I w związku z tym, że jest Nowy Rok, chciałbym Państwu życzyć, żeby rok 2016 był nie tylko rokiem Henryka Sienkiewicza, i żeby na przykład rok 2020 nie był rokiem Waldemara Łysiaka. Dziękuję bardzo.

Bitwa o literaturę. Rok nie wyrok

Rok 2012 był oficjalnym rokiem Janusza Korczaka, Józefa Ignacego Kraszewskiego i ks. Piotra Skargi. Mimo, iż Instytut Książki postulował, aby uhonorować Bolesława Prusa (setna rocznica śmierci) i Brunona Schulza (70 rocznica śmierci). Posłowie pozostali jednak niewzruszeni i uznali wyższość Kraszewskiego nad Prusem i Skargi nad Schulzem. Co jednak tak naprawdę zostaje po oficjalnym „roku”? Wznowienia książek, pamiątkowe medale, znaczki pocztowe, kilka szybko zapomnianych akademii i konferencji? Czy ktoś jeszcze pamięta, że w 2009 mieliśmy rok Słowackiego, w 2010 rok Chopina a 2011 rokiem Miłosza? Czy od tego wzrosło czytanie Słowackiego i słuchanie Chopina? Kto będzie a kto powinien być bohaterem roku 2013? Czy dzięki „rokom” udaje się wypromować polskich artystów na świecie, czy też nikt tego nie zauważa, nawet w Polsce? Jakie są edukacyjne korzyści z takich „roków”? Może należy promować bohaterów naszej kultury w inny sposób? Krzysztof Varga, kurator programu literackiego w Teatrze Starym

Wróć