[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:05.55 → 02:03.70] A: Dobry wieczór Państwu. Witamy bardzo serdecznie na pierwszej jaskółce, na drugiej jaskółce i tutaj na na dole. Informacja jest taka, że jeszcze będą dochodziły do nas osoby, które docierają na spotkanie, więc wtedy bym prosił o takie szybkie i umiejętne dociskiwanie się w rzędach. Pewnie są Państwo ciekawi, jak wygląda bestsellerowa autorka albo bestsellerowy autor, który sprzedał ogromne nakłady swojej książki w bardzo krótkim czasie. Postanowiłem skrócić Państwa męki w tej ciekawości. Oto Joanna Kucier-Frydryszak. Autorka wielu książek biograficznych i nie tylko, a teraz ta książka, która podbija rynek i sprzedaje się w nakładzie nieprawdopodobnym jak na obecne warunki w Polsce. Czyli to jest ponad 150 tysięcy egzemplarzy w tej chwili. Jest wynik naprawdę nieprawdopodobny. Chłopki opowieść o naszych babkach. Ta książka nas tutaj dzisiaj spotyka. Zanim zaczniemy rozmowę, to jeszcze powiem jak zawsze, żeby stało się zadość wszelkim naszym obowiązkom. Dziękując organizatorom za to, że spotkanie tłumaczone jest na polski język migowy. Chcę powiedzieć, że Tłumaczyć będą dzisiaj Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. A fragmenty chłopek we wskazanym przez nas momencie odczyta ze sceny pan Witold Dąbrowski ze środka Bermagrodzka Teatru NN. No myślę, Asiu, dobry wieczór już oficjalnie. Joanna przyjechała do nas z Wrocławia, więc to była długa droga. trochę się tutaj zasiedziała w Lublinie, jest zachwycona miastem. [02:04.04 → 02:04.54] B: Jak zawsze. [02:04.76 → 02:05.26] A: Jak mówi. [02:05.84 → 02:26.74] B: Ponieważ ja się trochę tutaj czuję jak u siebie, dlatego że moje korzenie sięgają Lubelszczyzny, a dokładnie Zamojszczyzny. Moja babcia pochodziła z Hrubieszowa, a mój tato urodził się w Zamościu. Ponieważ nie mamy w tej chwili rodziny tutaj, to bywam rzadko, ale zawsze jestem zachwycona i zadowolona. [02:28.41 → 03:08.51] A: Taka deklaracja właśnie. Już honorowe obywatelstwo Lubelszczyzny mamy załatwione. Chciałem ci zapytać na początku, jeżeli mogę, jak się czujesz w tej sytuacji, w której znój trud, lata pracy nad tą książką przyniosły tak niesamowity, oszałamiający efekt, gdy chodzi o zainteresowanie i sprzedaż? Bo właściwie ciągle słyszymy od osób piszących, męka, męka, męka, długie lata pracy w samotności od rana do wieczora, a potem wiadomo, że książki nie są produktem pierwszej potrzeby i sprzedają się w niewielkiej liczbie egzemplarzy, a tutaj eksplozja. [03:09.97 → 07:00.99] B: Czuję się bardzo dobrze, ale wciąż nie mogę się przyzwyczaić i wciąż próbuję jakby zrozumieć, jakby na jaką potrzebę ta książka odpowiada. Jestem oczywiście zachwycona i poruszona tym odbiorem i tym, w jaki sposób państwo komentują książkę i po nią sięgają. Nie spodziewałam się takiego efektu naturalnie. A rzeczywiście, tak jak powiedział Michał, była to książka trudna do napisania. Sam temat jest w ogóle ogromny. powiedziałabym monstrualny i na dobrą sprawę bardzo trudno mi było na początku ułożyć jakby strukturę, wybrać zagadnienia, którymi będę się zajmowała, no nie mówiąc już o tym, że musiałam zapoznać, poznać ten świat moich bohaterek. Tak więc to trwało długie lata. Początkowo przygotowywałam się, czytając i dowiadując się właśnie, czyli taki pierwszy etap polegał na trawieniu, na próbie zrozumienia, jaki powinien być kierunek tej książki, a potem dopiero pisanie, prawda, jako taki zasadniczy etap. który nigdy nie jest łatwy, dlatego że wymaga syntezy tego wszystkiego, cośmy zgromadzili i przeczytali. Do tego wszystkiego ci z Państwa, którzy znają książkę wiedzą, że książka zawiera dosyć ciężki ładunek emocjonalny i także trzeba było się z tym zmierzyć, przetrawić to. Właściwie te pamiętniki kobiet, w szczególności takie pisane w latach 70., które ja przeczytałam do tej książki, jeśli państwo, to one są w bibliotekach częściowo, część z nich je znają, to wiedzą, jak trudno przejść przez to, że właściwie nie da się tego jednym ciągiem czytać, ponieważ tam jest tyle krzywdy, tyle skarg, Ta tonacja jest ciemna po prostu i naprawdę trudno to przeczytać, trudno to przeżyć w spokoju. A do tego wszystkiego trzeba jakoś o tym napisać, powiedziałabym, współcześnie, kiedy się dzisiaj pisze o tym, co było, co było 100 lat temu, ponieważ zajmowanie się historią w moim przypadku wynika także z zainteresowania się współczesnością, a może nawet przede wszystkim. Ponadto to, co mnie ciekawiło, kiedy pisałam tę książkę, to oczywiście to, w jaki sposób ta spuścizna żyje dzisiaj w nas. To jest też jeden z poziomów tej tej książki, bo jest to w jakimś sensie książka o pamięci, o pamięci rodzin, o tym jak my pamiętamy naszą historię naszej rodziny albo jak nie pamiętamy tej historii i właściwie jak się do niej ustosunkowujemy, jak o tym myślimy, jacy jesteśmy dzisiaj z tą naszą wiedzą o tych naszych babkach i prababkach, ponieważ ja piszę o kobietach. ale także o dziadkach oczywiście i pradziadkach. [07:01.27 → 07:20.05] A: Zanim posłuchamy pierwszego fragmentu, to bym chciał jeszcze zapytać o to, o czym wspomniałaś przed chwilą, to znaczy o tym zastanawianiu się, jaki powinien być kierunek tej książki. Jak ta koncepcja się wykuwała w twojej głowie w czasie pracy, tego researchu, który zrobiłaś, nieprawdopodobnego? [07:21.29 → 09:09.43] B: Przede wszystkim, kiedy poznawałam te opowieści kobiet, Czytałam je trochę tak, jak słucha się kogoś, kogo poznajesz i on opowiada swoje życie. On opowiada o tym, co jest dla niego najważniejsze, kluczowe, co go najbardziej doświadczyło, co mu najbardziej może doskwierało. to, z czego chciałby się zwierzyć. Tak trochę o tym myślałam. I to był jakby jeden nurt, jeden prąd tego mojego kierunku. Natomiast ja przyglądałam, konfrontowałam też te subiektywne bardzo opowieści, osobiste, intymne czasami, z pamiętnikami, dziennikami, relacjami, społeczników, lekarzy, publicystyki, etnografów. Czyli sprawdzałam, jak to wygląda od tej strony, w jaki sposób np. inteligencja przedstawiała problemy ludności wiejskiej, w szczególności kobiet. I to mi dawało też jakby dodatkową, taki komentarz właściwie do tych do tych losów i on również był posępny, muszę powiedzieć. To znaczy, nie było tak, że te opowieści, które na ogół zawierały bardzo trudne opisy, choć nie tylko, że to, co widzieli lekarze, było jakby dużo bardziej na przykład krzepiące, prawda, a subiektywnie wyglądało to tak w tych dziennikach. [09:11.07 → 09:20.73] A: Dobrze, proszę państwa, to posłuchajmy pierwszego fragmentu chłopek. Zapraszamy pana Witolda na scenę, a potem już przyjrzymy się, co w środku książki. [09:22.47 → 14:15.18] C: Kiedy wiejska dziewczyna się przedstawia, podaje imię, nazwisko, nazwę wsi, z której pochodzi oraz mówi, jak duże są jej rodzina i gospodarstwo ojca. Te dwie ostatnie informacje powiedzą nam o jej sytuacji najwięcej. Gdy poznajemy córkę gospodarza z sześciorgiem dzieci i trzema morgami, to już wiemy, cierpią głód. Ich gospodarstwo nazywane jest przez specjalistów od ekonomii karłowatym, co oznacza niewydajne, niewystarczające, by wyżywić rodzinę. Co miałaby tutaj robić dorastająca dziewczyna? Jako dziecko pasie gęsi lub krowę, gdy dorośnie nie jest do niczego potrzebna. Przeciwnie. Obciąża gospodarkę, bo trzeba ją wykarmić, a nie ma czym. Czy tak się narodziło słowo darmowiat? Nie. Dla takich jak ona ekonomiści zarezerwowali bardziej elegancki termin, ale wciąż brutalny. Zbędna. Nie ma dla niej pracy, więc nie ma dla niej jedzenia. Jest zbędna. Trzeba jak najszybciej wydać za mąż, chyba że ucieknie do miasta, najczęściej na służącą albo na saksy, do Francji, Belgii, Niemiec. W Polsce międzywojennej 64% gospodarstw na wsi uznawano za niewystarczające, a 40% wiejskich kobiet za zbędne. W 1936 roku w Dzikowcu pojawia się ankieter. Interesują go małe gospodarstwa, właśnie te nazywane karłowatymi. Gospodarzom, którzy go przyjmują pod swój dach, zadaje te same drobiazgowe pytania. Co jedzą, co sieją, jak mieszkają, jakie sprzęty posiadają, jakie zwierzęta hodują, w co się ubierają, czyli po prostu, jak sobie radzą z życiem. Dzięki temu zajrzymy do chłopskich chałup na południu Polski sprzed niemal stu laty. Przykra wizyta. Dzikowiec to spora wieś na Podkarpaciu. Około dwustu chłopskich gospodarstw, z których ponad połowa to gospodarstwa małe i bardzo małe. Najbliższe miasto Kolbuszowa oddalone jest o sześć kilometrów. W pobliżu nie ma żadnych fabryk, a więc możliwości zarobkowania. Dorobić można idąc na Pańskie do pobliskiego dworu lub powożąc furmanką. Kobiety wyplatają kosze. Ankietera przyjmuje rodzina gospodarza TW. On ma 34 lata, ona 31. Oboje skończyli cztery klasy szkoły powszechnej. Wychowują dwójkę dzieci, siedmioletnie i pięcioletnie. Na swoich trzech morgach uprawiają żyto i ziemniaki. Hodują krowę, cielę i sześć kur. Mieszkają w drewnianym domu krytym słomą, ale to właściwie jeden dwudziestopięciometrowy pokój. Drugie pomieszczenie to obora. Na jedną osobę, notuje ankieter, wypada 5,1 metra kwadratowego. Izba nie ma podłogi, glina, dwa okna o wymiarach 102 na 80 centymetrów nigdy nie są otwierane. Siedząc na jednym z dwóch krzeseł, które należą do rodziny, ankieter spisuje pozostałe sprzęty w tym domu. Dwa łóżka, jeden stół, cztery ławy, jeden stołek, półka, zegarek, osiem obrazów religijnych w marnym stanie. To wszystko. Następnie pyta rodzinę o higienę. Czy w mieszkaniu znajdują się pasożyty, pluskwy, karaluchy itp.? Czy praktykuje się spanie grupowe, np. dzieci? Ile osób sypia razem? Czy praktykuje się spanie na ziemi itp.? Czy praktykuje się spanie w budynkach gospodarskich latem, zimą? Ile razy każdy z członków bierze kąpiel w porze letniej, a w porze zimowej? W domu rodziny W nikt na ziemi nie sypia. Za to na piecu śpi tak zwana komornica. Tak nazywa się te, które nie mają swojego domu. Dziewięćdziesięcioletnia kobieta jako zbędna tuła się po obcych. Pomaga przy dzieciach w zamian za kont do spania. W dzikowcu rzeczywiście dostała kont. Na piecu. Ale dom rodziny W to nie tylko sypialnia i kuchnia. zakład szewski, bo mężczyzna dorabia, robiąc buty. Tutaj również trzymane są kury. Nie powinni jednak narzekać. Dwa łóżka na czteroosobową rodzinę to jest coś. [14:18.37 → 14:19.99] A: Bardzo dziękujemy. [14:21.75 → 14:28.47] B: Muszę powiedzieć, że nie jest łatwo słuchać własnego tekstu. Od razu człowiek by coś poprawił. [14:30.93 → 15:29.80] A: No może przy 97. wydaniu. Ten rozdział pierwszy nosi tytuł zbędny, ale tutaj jest swego rodzaju podpowiedź, która myślę pozwala nam też dotrzeć do genezy tej książki. Bo mówiliśmy o tym, że Joanna czytała, rozmawiała, sprawdzała, badała dzieła, badacze i tak dalej. ale coś musiało sprawić, że w ogóle pomysł na tę książkę się narodził w głowie. I kiedy piszesz o zbędnych dziewczynach, o szóstym dziecku, które jest dziewczynką i które oznacza same kłopoty, bo nie ma dla niego pracy, a trzeba wykarmić, to piszesz, chyba że ucieknie do miasta najczęściej na służącą. I to jest link, albo mostek do twojej poprzedniej książki o służących do wszystkiego. [15:30.40 → 17:10.79] B: Tak, tak się składa, że moje książki jedna wynika z drugiej. I oczywiście poprzednia książka, która opowiadała o służących, opowiadała również o wiejskich kobietach, dziewczynach młodych, które z tychże powodów, że wieś przedwojenna była wsią przeludnioną, biedną, szukały zatrudnienia w miastach, miasteczkach. Dosyć łatwo było o posadę służącej, właśnie tej takiej najmniej wykwalifikowanej do wszystkiego. To była najpowszechniejsza profesja w ogóle wśród zawodów robotniczych. Połowa robotnic fizycznych w dwudziestoleciu międzywojennym to były służące. I kiedy one się zjawiały w miastach, miasteczkach, zwykle szły na targ albo w jakieś takie miejsce, o którym całe miasto wiedziało, że tam panie mieszczanki szukają służących, wybierają sobie służące i tam dziewczyny wiejskie się zjawiały. Nie wiem czy, jeśli państwo znają książkę, to prawdopodobnie też kojarzą taką fotografię, kiedy wiejska dziewczyna, kilka wiejskich dziewcząt stoi na stacji kolejowej i panie miejskie jakby przyjmują te kobiety. Na górze mamy, jest taka fotografia, napis misja kolejowa, więc oczywiście przyjazd do miasta dla większości wiejskich dziewcząt stanowiło nie lada wyzwanie. [17:11.03 → 17:15.49] A: Czyli to był trochę taki targ służących, tak właściwie tak kandydatek na służących. [17:15.49 → 23:13.21] B: Wiesz co, to znaczy to był taki taki punkt na stacji, gdzie one były przyjmowane, żeby się nimi zaopiekować właściwie, żeby wiesz nie wpadły w ręce handlarzy towarów, tak. Ale to też była giełda pracy, tak, tak, bo, bo panie zwykle miały jakieś namiary, a czasami dysponowały nawet pokoikiem dla dla tychże dziewcząt. Ale mówię też o tym, żeby pokazać, jakie to było kolosalne wyzwanie, że dziewczyna ze wsi pojawia się w mieście i jest zagrożona bardzo poważnie właśnie tym, że wpadnie w niepowołane ręce. Bardzo wiele, i to nie była tylko polska specyfika, Dziewcząt służących, które traciły pracę, zostawały prostytutkami. Po prostu zaraz zjawiał się ktoś z ofertą właśnie handla z żywym towarem i tak to się faktycznie odbywało. Z tegoż powodu one trafiały do tych misji kolejowych. W większych miastach właściwie wszędzie były te misje. Ale mówimy o tym, że dla wiejskich dziewcząt to była szansa na odmianę losu. Jaki to był los, pokazałam w mojej poprzedniej książce, bardzo różny. Na ogół znów ciężki, ponieważ służące polskie w dwudziestoleciu międzywojennym nie doczekały się regulacji prawnych, które zapewniałyby im bezpieczeństwo albo choćby wypoczynek. Więc właściwie pracowały według zasad ustalanych przez pracodawczynie, co oznaczało, że pracowały od rana do wieczora, ponieważ panie wychodziły z założenia, że jak płacą, to mogą wymagać. a w ogóle, jak to na ogół, ci, którzy, bo to głównie dotyczy akurat mężczyzn, dlatego używam tej formy, którzy nie zajmują się pracami domowymi i panie z klas wyższych często nie znały tego charakteru pracy, uważają, że jest to praca lekka, więc można pracować od rana do wieczora, bo co też takiego ta służąca robi. Do tego dochodziły rozmaite ryzyka w postaci seksualnych nadużyć, poniewierki, upokarzania. To wszystko pokazałam dosyć detalicznie w służących do wszystkiego. Ale z jakiegoś powodu, właśnie, wciąż wychodziło mi, kiedy pisałam tamtą książkę, że kobiety za wszelką cenę jednak nie chcą na wieś wracać, to znaczy Jest taka grupa, która wraca, ponieważ tam ma ewentualnie kandydata na męża, a jeśli chciały wyjść za mąż, nie mogły pracować jako służące, bo to była praca po prostu na okrągło, która wymagała pełnej dyspozycyjności i dwóch domów się nie dało prowadzić. Ale wiele z nich za żadne skarby na tę wieś nie chciało wracać. Część była w takiej sytuacji tych służących, że na przykład rodziła nieślubne dziecko na wsi, zostawiała pod opieką swojej rodziny i wyjeżdżała do pracy na służbę, a następnie przesyłała pieniądze, żeby to dziecko utrzymać. Ale część po prostu traktowała to jako taką ucieczkę za wszelką cenę. I kiedy pisałam tę książkę, to jakby stale się zastanawiałam, Właściwie czego one się tam najbardziej bały? Wiadomo, że głód, że bieda większość była zagrożona biedą, oczywiście tak. Ale tam domyślałam się, że musiało być dużo więcej. I właściwie kiedy się ukazały służące, spotkałam się bardzo często z takim emocjonalnymi reakcjami na tę książkę. Bardzo wiele kobiet mi mówiło, że to jest też o ich babciach, właśnie o ich babciach, które były służącymi, które... I wciąż wracał taki motyw butów, że babcia pierwsze, co sobie kupiła, kiedy pojechała na służbę, to były buty. nie miała butów. To było jakieś takie, zwróciłam na to uwagę, coś bardzo trudnego z perspektywy dzisiejszych wnuczek, powiedzmy, czy prawnuczek opowiadających mi o tym losie babek służących. I w którymś momencie doszłam do wniosku, że to jest jakiś taki temat, który żyje w kobietach, że w ogóle to życie babci czy życie w ogóle przodkiń, że to jest jakiś taki temat nieopowiedziany, że my sobie to opowiadamy jakby w rodzinach, ale nie przeżyliśmy tego. Nie wiem, czy państwo podzielają moją opinię, ale wtedy przyszło mi Taka jest dokładnie geneza tej książki, że wtedy pomyślałam sobie, że nie wiem, że te kobiety chciałyby może o tym powiedzieć i chciałyby też o tym przeczytać. I koniec końców teraz reakcja na moją książkę pokazuje, że wiele osób jest zaskoczonych tym, jak powszechne są to doświadczenia, jak powszechne. I ja to wciąż czytam w listach na przykład, wiesz? [23:13.39 → 23:45.38] A: Do tego wrócimy, jeżeli pozwolisz, bo chciałbym... Nie, nie, spokojnie, bo chciałem jeszcze o jedną rzecz zapytać. Mówiliśmy tutaj o tej ucieczce wiejskich dziewcząt, kobiet do miasta, ale chciałbym cię zapytać o to, jaki był los wiejskich dziewczynek, dziewcząt, jeżeli nie udało im się uciec, jeżeli musiały zostać na wsi, we wsi i były tym piątym, szóstym dzieckiem, które właściwie, mówiąc brutalnie, nie dawało rodzinie żadnej ekonomicznej korzyści. [23:46.26 → 26:00.99] B: Najtrudniejszy oczywiście był los sierot i półsierot. Bardzo często te, mówimy tutaj o rodzinach najuboższych, te właśnie dziewczynki oddawane były na służbę już na wsi, w charakterze tak zwanych dziewek. Przed wojną wciąż jeszcze ten słownik, jakby obowiązywał. I one pracowały właściwie bardzo często za wikt i opierunek. To znaczy, no po prostu dostawały tam u bogatszego gospodarza, czy też krewnego. Bardzo często to rodzina właśnie dosyć bliska albo dalsza, która potrzebowała do opieki nad dziećmi, no bo oczywiście dziewczynki uznawano, wspaniale się nadają do tego, żeby pomagać przy opiece nad dziećmi, ale także przy wypasaniu zwierząt. To jest taki rozdział pasionka. Nie wiem, czy znają państwo taki termin. Kiwają państwo głową. Więc oczywiście i dziewczynki, i chłopcy bardzo wcześnie zaczynali pracę na wsi. Tak, dziecko. Dziecko pracowało wiejskie. od wczesnych lat. Ale ta dziewczynka naturalnie jakby z racji płci zagrożona była jakby podwójnie także i to też pokazuje. Od strony jakby seksualnej to się niestety też zdarzało w czasie tej służby. ale one także dospierały im to, co służącym w miastach, czyli bardzo często były źle traktowane, spały byle gdzie, w gospodarczych zabudowaniach, były poniewierane, nie chodziły do szkoły. To była jedna z większych jakby takich bolączek, dziewcząt, które musiały pracować, nie mogły chodzić do szkoły albo też rodzice nie mieli po prostu dla nich na buty. [26:01.35 → 26:17.21] A: Ale też bardzo często było tak, o czym piszesz w chłopkach, że rodzice sami występowali do Państwa, do przedstawicieli Państwa, żeby zwolnić córki z edukacji szkolnej, z obowiązku edukacji, bo są potrzebne na roli. [26:18.69 → 29:12.72] B: Oczywiście tutaj dwie rzeczy. Po pierwsze, rzeczywiście, kiedy dziecko szło w biednej rodzinie do szkoły, rodzina traciła pracownika w gospodarstwie, prawda? I uznawano, że właściwie... No, ale tutaj też jakby tradycyjnie uważano, że właściwie kobiecie szkoła nie jest potrzebna, bo ona zaraz będzie rodzić dzieci. I właściwie po co ta szkoła, prawda? Jak to jeden z chłopów się wypowiedział, Kto się zna na piśmie, ten się do piekła ciśnie. I tego typu jakby przesądy na temat tego, do czego potrzebna jest edukacja. A tym bardziej dla dziewczyny. Więc to był problem. Albo chodziła do szkoły zimą. To pewnie państwo znają też z rodzinnych opowieści. a latem musiała pracować w gospodarstwie. To zresztą również dotyczyło bardzo często chłopców. Ale to wykluczenie, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli edukacyjne, tak mi wychodzi, że to jest jedna z takich najbardziej bolesnych doświadczeń, jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń w życiorysie tych starszych kobiet, które żyły przed wojną, że właściwie wiele z nich Wciąż spotykam ludzi, którzy mówią, że moja babcia do końca nie umiała pisać. Nie nauczyła się nigdy pisać. To była wielka rana dla tych kobiet i też oczywiście związana z wstydem i z poczuciem krzywdy. Był też drugi rodzaj takiego bardzo bolesnego doświadczenia, czyli właśnie to o czym mówiłam przed chwilą, że dziecko jakby oddawane było do obcej rodziny albo nawet do krewnych, ale nie mogło mieszkać ze swoimi rodzicami, ze swoimi ze swoim rodzeństwem i powiedzmy było sześcioro dzieci, jedno dziecko było oddawane i to rodziło zawsze pytanie i też w tych następnych generacjach, jak słyszę, dlaczego akurat moja babcia, tak? Moja babcia zawsze się nad tym zastanawiała, dlaczego ona została oddana do stryja, z jakiego powodu? Więc to są takie rzeczy z dzisiejszego punktu widzenia kompletnie niewyobrażalne, że po prostu się jedno dziecko po to, żeby zabezpieczyć oczywiście mobyt i to rozumiemy, ale że to jest tak dramatyczne, a jednocześnie dosyć wydaje się powszechne wówczas, a w każdym razie częste. [29:12.92 → 29:48.69] A: No właśnie, bo to oczywiście rodzi pytanie, czy w sytuacji, w której los tej osoby był zagrożony z różnych powodów, To czy w ogóle było dokąd wracać? To znaczy to radykalne zerwanie więzi rodzinnych poprzez oddanie dziecka, najczęściej dziewczynki właśnie do pracy na służbę u krewnych albo w obcym domu właściwie też no rozbijało tę bliskość i jaki to musiał być rodzaj tragedii dla tego młodego człowieka, młodej dziewczyny często, że ona właściwie nie miała oparcia w najbliższych, prawda? [29:48.91 → 32:28.62] B: No właśnie to dosyć To co robi na mnie wrażenie, bo w tym jest taki rodzaj sprzeczności, że te wiejskie rodziny były bardzo z jednej strony ze sobą związane, pomagające sobie, rodzeństwo, które sobie materialnie pomagało, a z drugiej strony wiele relacji mówiących o tym, dziewczyna trafiała do miasta, to w ogóle już latami nie oglądała swojej rodziny. Po prostu jakoś przyjmowano to, nie miała kiedy, nie miała jak, było za daleko, nie widzieli się. Może już nigdy się nie zobaczyli. Więc to takie właśnie też jakby dramaty, z dzisiejszego punktu widzenia dramaty, a ówcześnie coś, na co nie można było poradzić, no po prostu los, prawda? Ot los, jak mawiała moja babcia, taki los. Więc to też akurat myślę przyjmowane w taki sposób, że tak musi być i bez jakichś większych, wiesz, komentarzy. Tutaj na przykład nie spotkałam się z taką relacją, chociaż listy na przykład jednej z moich bohaterek, Wiktorii Kuliś, świadczą o tym, że ona ogromnie tęskniła na początku. Opisuje bohaterkę z Podkarpacia, która wyjechała do Kanady i przesyłała listy i dolary, tak zwane szczodraki swojej rodzinie. I na początku nie tylko tęskni, ale nawet pyta o zgodę na małżeństwo, jakby cały czas czuje, że to rodzice mają wciąż nad nią władzę, ale w którymś momencie przyzwyczaja się do takiej niezależności i do tego, że może decydować. Jest już niezależna finansowo i ta niezależność zawsze też, i ten wybór pojawia się w takich momentach, kiedy można sobie na to pozwolić. Ale to trwa. Ona, mimo że listownie, że rodzice właściwie nie mają już nad nią władzy, wciąż jakby pyta ich o zdanie i chce im okazać szacunek w ten sposób, że stosuje się do ich opinii. Więc nie wychodzi za mąż na przykład, za mężczyznę żydowskiego pochodzenia, bo rodzice tego nie chcą. [32:30.02 → 33:52.83] A: Proszę Państwa, tak się mówiliśmy z Joanną, że poruszymy tylko kilka wątków tych, które znalazły się w książce podczas spotkania, po to, żeby też Państwu oddać potem czas na pytania. Być może będzie ich dużo. Jeżeli nie, to oczywiście będziemy kontynuować pytania z głowy prowadzącego. Zanim posłuchamy drugiego fragmentu, to chciałem jeszcze o jedną rzecz zapytać, o kwestię przemocy, kwestię przemocy fizycznej i seksualnej, o której bardzo mało się mówiło i pisało. a z którą do czynienia myślę mieli nasi przodkowie, którzy wywodzili się i mieszkali na wsi. Ty piszesz na przykład o tym, że kobiety, które nie miały dostępu do edukacji, bo tak postanowiono za nie, nie miały dostępu do ośrodków medycznych, bo tak postanowiono za nie, albo to było trudne w tej przedwojennej Polsce, musiały sobie same radzić w różnych sytuacjach. Także na przykład w sytuacji niechcianej ciąży, prawda? były pozostawione same sobie, niektóre nie chciały rodzić dzieci, więc decydowały się na bardzo drastyczne gesty przerywania ciąży na własną rękę. To jest kolejna opowieść o przemocy. Jeszcze jedna odsłona tego, jaki był ich los. [33:53.79 → 35:30.08] B: A jednocześnie, bo to pokazuje też, my mamy jakiś taki obraz, wydaje mi się, że coś takiego funkcjonuje, kobiety wiejskiej pogodzonej, takiej pokornej właśnie. A tutaj jest takie jakieś, takie trochę podziemie właśnie. To co one, my niewiele tego prawdopodobnie wiemy, bo myślę, że babcie nasze niewiele o tym mówiły. Ale na przykład tutaj lekarze są nam pod powiedzią, którzy Już wtedy w ankietach zgłaszali, że lawinowo w latach trzydziestych rosła liczba kobiet, które dokonywały nielegalnej aborcji, kobiet wiejskich lawinowo. Nie chciały rodzić siódmego, ósmego, bardzo różnie. Zresztą zgłaszały pytania, mówiły, że chciałyby mieć dwoje dzieci, że chciałyby tak mieć jak panie w miastach, bo panie są zawsze punktem odniesienia. Miejskie panie dla wiejskiej kobiety. W każdym razie próbują zapanować w jakiś sposób nad tą powiedzmy rozrodczością. I jest to oczywiście szalenie trudne. Nie mają dostępu do antykoncepcji. Radzą sobie za pomocą babek. Czasem te aborcje przeprowadzają matki. Czasem przeprowadzają koleżanki, czasem akuszerki, które z jednej strony przyjmują dzieci, z drugiej strony... [35:30.08 → 35:33.86] A: To jest w ogóle niesamowity obraz. Nielegalna aborcja, której dokonuje matka, prawda? [35:34.54 → 37:23.20] B: Matka, tak. Oczywiście to jest karalne, więc znajdują się też tacy krewni, którzy donoszą na te kobiety. kobiety są oskarżane, stają przed sądem, skazywane. Trzeba powiedzieć, że te wyroki na ogół nie są bardzo duże, ale są, ale kobieta jest winna. I tutaj sędziowie, jak pokazuję, jest kilka takich przypadków, jakby stwierdzają, że właściwie z pełnym zrozumieniem do tego podchodzą, wykazują, że kobieta po prostu była w nędzy i to była przyczyna tejże aborcji. Więc to jest jedna właśnie z takich strategii radzenia sobie z tymi problemami, bo to też nie jest tak, że te kobiety miały opuszczone ręce, a w każdym razie na pewno nie wszystkie, i godziły się na to. Dla mnie osobiście to było dosyć odkrywcze, że właśnie one po pierwsze już potrafiły to nazwać, że to, co im się zrzuca na te barki, co widzimy na okładce mojej książce, że to jest po prostu za dużo, że one to potrafią powiedzieć, potrafią to wyartykułować, potrafią się w jakiś sposób przeciw temu buntować. co nie znaczy, że przecież porzucają te obowiązki, ale mają przynajmniej tego świadomość. [37:24.16 → 37:28.50] A: Teraz posłuchajmy drugiego fragmentu chłopek. Zapraszam pana Witolda na scenę. [37:31.10 → 37:34.10] B: Wieczorami, [37:36.04 → 43:58.51] C: zwłaszcza zimą, gdy roboty mniej, kobiety cieszą się swoimi małymi przyjemnościami. Zaglądają do chałupy uczonego sąsiada, który czyta zebranym przy lampie naftowej gazety lub książkę. Albo tam, gdzie odbywają się prządki i gdzie wpadają czasem też młodzi chłopcy i zwykle jest dosyć wesoło. Czasami ktoś gra na akordeonie lub na skrzypcach, a reszta tańczy. Dobrze też spotkać się z innymi kobietami na pieżokach. Siedzą razem, brąc pierze i opowiadają czasem straszne, a czasem smutne historie. kiedy indziej po prostu śpiewają. W podkarpackiej grzęsce wieczorami otwierają szeroko okna, bo słychać z oddali śpiew. To chór kobiet i mężczyzn przechodzi przez wieś. Nie był to żaden zespół i przez nikogo nie był prowadzony. Po prostu młodzież tak męska jak i żeńska zbierała się wieczorami, śpiewając bardzo pięknie różne ogólnie znane pieśni ludowe. wspomina Zofia Pasterska. A ponieważ kilkoro z nich miało piękne głosy, więc śpiewy te pięknie wypadały i rozweselały ludzi w tamtych niewesołych czasach. Nieraz do późnej nocy siedzieli w domach przy otwartych oknach słuchając tych śpiewów. W latach trzydziestych kobiety wiejskie i ich problemy zaczynają być dostrzegane. Prasa ludowa dotąd skierowana do mężczyzn coraz częściej udostępnia swoje łamy kobietom. Przede wszystkim są to przeznaczone dla nich dodatki, ale i w ogólnodostępnych tytułach pojawiają się publikacje, w których poruszany jest temat nierównego podziału pracy, zwłaszcza, że coraz więcej kobiet jeździ na saksy i wymienia się doświadczeniami. O ile panie miejskie zapatrzone są w Amerykę i zazdroszczą tamtejszym gospodyniom kuchenek, sokowników i odkurzaczy, wieś kieruje swój podziw w stronę Danii i Czechosłowacji. Efektywność rolnictwa, Dobra organizacja pracy, ale także odciążenie kobiet budzą szczerą zazdrość. W duńskim domu nie znajdzie się pieca do pieczenia chleba, ani wirówki, ni masielnicy, bo to zastąpiła całkowicie spółdzielcza piekarnia i mleczarnia, pisze Helena Wieńkowska z Saksów w Danii i dzieli się rozmaitymi obserwacjami w dodatku dla kobiet gazety chłopskie życie gospodarcze. Idziemy w pole do żniw. Gospodarz na samozwiązałce, a trzech jego synów i ja ustawiamy snopki. Żona gospodarza i służąca pozostały w domu. Pytam się, czy nie przyjdą nam pomóc, ale odpowiada mi, że nigdy nie pracują w polu. Jakżeby dom wyglądał, powiada, gdyby moja żona tu z nami pracowała. A kto posprząta, jeść ugotuje, dzieci przypilnuje, opierze, oprzyje całą rodzinę, o warzywa i kwiaty koło domu zadba? No i krowy wydoi, inwentarz obrządzi, dodaje. Ale gdzieś tam, to także za dawnych czasów kobieta robiła. Moja matka, mówi, już też krów nie doiła, tylko ojciec albo któryś z synów. W zaskoczeniu nie ma końca. Duńscy mężczyźni pomagają żonom nawet przy kurach, podczas gdy w Polsce to wyłącznie kobieca działka. I jeszcze w niedzielę duńscy chłopi po posiłkach pomagają kobietom zmywać statki, czyli naczynia. To już naprawdę szok. Nie da się dłużej udawać, że się nie widzi zaharowanej wiejskiej kobiety i bezwzględności mężczyzn. I coraz częściej także mężczyźni zaczynają publicznie mówić o tym, że rozróżnienie na pracę męskiej i kobiece prowadzi do niesprawiedliwego podziału obowiązków. Głos zabierają głównie działacze ludowi, postępowcy. Jeden z nich, Piotr Świetlik, w 1939 roku opisuje, jak wygląda poranek rodziny wiejskiej. Zawsze pierwsza wstaje żona matka, bo trzeba nakarmić i wydoić krowy. Trzeba dać świniom chlać, tu znów kury i gęsi dopominają się o swoje, a często i koniom trzeba coś rzucić za drabinę, bo przecież czeka ich robota w polu. Już prawie zdyszana wpada do kuchni, by ziemniaków nastrugać, wody nanosić, drzewa narąbać i zapalić w piecu, bo przecież trzeba zrobić śniadanie, a w czas, by uniknąć kłopotu z tymi, którzy w tej chwili jeszcze śpią. Po takim rannym wysiłku, który został dokonany tylko przez żonę matkę, mężczyzna, chłop, przebudził się, zapalił papierosa i długo zastanawiał się nad tym, Czy to nie wina jego żony, że jego ubranie i obuwie, które przed spaniem nie ułożył w jednym miejscu, nie jest mu na podorędziu? Nie istnieją babskie roboty, dowodzi Świetlik, i bije się w piersi męskie. To jest nasz zwykły egoizm chłopski, mężczyzn. Każdej roboty w gospodarstwie i domu musimy się nauczyć, ponieważ tego wymaga prawdziwie pojmowana demokracja. Na szczęście nie chodzi mu tylko o demokrację. Przestańmy się wstydzić babskiej roboty, wzywa, a wtedy nasze kobiety poświęciłyby na czytanie dobrych książek i gazet więcej czasu. Na pewno prawie wszystkie kobiety rozumiałyby się na polityce ludowej i państwowej, pracowałyby czynnie w spółdzielniach, zakładały dziecińce, a w całej wsi i w Polsce zmieniałoby się na lepsze. Pod wpływem takich kobiet świat wiejski zmieniłby się nie do poznania. Takie rzeczy można zaprowadzić przez Prawiedliwy podział pracy w domu i w gospodarstwie. Zacznijmy o tym mówić, nawołuje. Józef Ładziński, także działacz WICI, wzywa z kolei. Niech mężczyźni zajmą się kobiecą pracą. Kobietę trzeba wyręczyć i pracować wspólnie. Nie tak, jak jest teraz, że mężczyzna robi to, a ty masz robić to, czyli praca jest podzielona. Jedno pracuje za dużo, a drugie za mało. Tego być nie powinno w rodzinach. I w ten oto sposób rozpoczynają pożyteczną dyskusję, która jednak nigdy się nie skończyła. [44:00.51 → 44:10.19] A: Ale teraz, kiedy pan Witold czytał ten fragment, to mi się przypomniało, że mamy w Polsce jednego polityka urodzonego w Danii. [44:10.85 → 44:11.43] D: Tak. [44:11.73 → 45:17.13] A: I może warto byłoby o tym pamiętać przy okazji niedzielnych wyborów, bo jakoś zbieżne są jego poglądy z tym, o czym przed chwilą czytaliśmy. Chciałem powiedzieć, że twoja książka ma pod tytuł Opowieść o naszych babkach. Przyznam się, że kiedy Joanna była moją gościnnią w Radiu Nowy Świat, jeszcze nawet przed premierą książki i pokazałem w sieci okładkę, to od razu reakcja była nieprawdopodobna. I potem sobie uświadomiłem, że skala jest niebywała. To znaczy, że to słowo naszych, pod tytule nie jest tu w żadnej mierze nadużyciem. I że chyba doszliśmy do takiego momentu w rozmowach o pamięci rodzinnej, ale też społecznej. W tej próbie dotarcia do własnych korzeni, w których. No wreszcie zaczynamy otwarcie mówić, że większość większość spośród nas jest. Stamtąd ze wsi. [45:17.93 → 46:48.98] B: To jest bardzo ciekawe właśnie, bo Jedna z takich, znaczy taka grupa reakcji, że tak powiem, na książkę właśnie dotyczy takiego poczucia, że tożsamości, właśnie taka reakcja tożsamościowa, powiedziałabym, Tak, jestem ze wsi i teraz mogę o tym mówić i chętnie o tym mówię. Gdy coś takiego się budzi i to mnie szczególnie cieszy, to już pamiętam właśnie do twojej audycji pani zadzwoniła, prawda? I powiedziała, że zawsze to stanowiło jakiś problem dla niej, ale w tej chwili zaczyna już jakby tak o sobie myśleć i mówić o tym z jakimś rodzajem dumy, a w każdym razie większym zrozumieniem, co to dla niej właściwie oznacza. Ja myślę sobie, że przez całe lata wielu ludzi, zwłaszcza oczywiście dzieci, ludzi awansujących, na przykład my, czy czy inni nie mieli poczucia, że wcześniej coś było, prawda? Tylko raczej definiowali się jako mieszczanie czy mieszkańcy miast, a bez tej pamięci właśnie dotyczącej pradziadków, dziadków. [46:50.18 → 47:42.54] A: Wiesz, ja pamiętam takie wycieczki rodzinne, bo właściwie ta pamięć rodzinna zatrzymywała się babciach żyjących, bo jeden dziadek zmarł długo przed moimi narodzinami, a drugi kiedy miałem sześć lat, więc niewiele pamiętam. Natomiast babcie obie żyły bardzo długo, ponad dziewięćdziesiąt lat i to jest taka sytuacja, że były te wyjazdy na wyjść, na groby rodzinne i tak dalej, ale nic mi te nazwiska nie mówiły. To byli dla mnie kompletnie obcy ludzie. Nie miałem do tego pojęcia, jakim oni byli. Gdzieś na wsi, na pograniczu Świętokrzyskiego i Galicji Zajeżdżaliśmy do takich chat murowane, łamane, nagliniane, że to rodzeństwo babci albo dziadka, ale to były dla mnie zupełnie obce osoby. Ja nie miałem żadnego poczucia jakiejś bliskości i więzi. [47:43.04 → 50:05.60] B: No więc właśnie, to jest ciekawe, prawda? Tymczasem dzisiaj w tych rozmowach jednym z istotnych wątków jest to, jak to się przejawia. Czy jest ta ciągłość? Jak to się przejawia dzisiaj w naszym życiu? Jak to nas dotyczy? Jak to się manifestuje, czy się manifestuje? I ludzie bardzo chętnie o tym rozmawiają. Oczywiście już mamy taki dystans, że młodsze pokolenia nie mają z tym żadnego większego problemu wydaje mi się. Natomiast ci, którzy pamiętają, że jeszcze niedawno największą obelgą było od wieśniaku, wieśniaro, słoma z butów, garnitur czy frag, który dopiero tam w trzecim pokoleniu dobrze leży. I tego typu inwektywy, oceny, też poczucie, niskie poczucie wartości czy kompleksy, Lęk przed oceną to jest coś, z czym ludzie się borykali, awansujący, czy przenoszący się do miast, a więc uciekali też od tej wiejskiej tożsamości. Dla nich oznaczało to źródło kompleksów albo właśnie poczucia gorszości. czuli się na cenzurowanym, uczyli się mówić tak jak w mieście, nie tak jak się mówi w domu. Wstydzili się, często się wstydzili tego, że w domu wciąż jest Sławojka, jak się jeździ do babci. Więc to był... Oczywiście mamy przecież filmy na ten temat i... I to do któregoś momentu było jakby omawiane i starsze generacje o tym wiedziały. Potem mamy taką jakby wyrwę i w ostatnich latach pojawił się wysyp właściwie takiej literatury dotyczącej historii chłopów. Młodsze pokolenia jakby zaczęły brać udział w tej dyskusji i identyfikować się z tym. [50:06.21 → 50:16.09] A: W dużej mierze to jest trzecie pokolenie awansu społecznego, czyli wnuczki i wnukowie tych, którzy po II wojnie światowej weszli do miast ze wsi. [50:16.43 → 52:14.07] B: Tak. Co ciekawe, Co ciekawe, też jakby zrozumiałe. Myślę sobie, że te opowieści dotyczące np. niedostatku, biedy, one głównie jednak są lokalizowane w PRL-u. O tym mówią nasze rodziny i te przekazy. Natomiast ta wiedza dotycząca tego okresu, o którym ja piszę, gdzie ta bieda była naprawdę dużo bardziej dotkliwa dla wielu rodzin, analfabetyzm, o którym piszę, to jakby... zostało tak wymiecione z pamięci. I w tej chwili dla młodych ludzi to jest jakiś wstrząs, kiedy oni czytają choćby o tym, co piszą o jedzeniu. O tym, że wiele rodzin jadło ziemniaki, a czasami były to nawet zepsute ziemniaki. Że kiedy ziemniaki zmarzły, to nie można było ich wyrzucić, no bo to wciąż był ziemniak, z którego można było coś zrobić. mimo że zmieniał smak, być może był okropny, ale nie można było wyrzucić zepsutego jedzenia i o tym się Część rodzin o tym wie, oczywiście, bo ja też mam z kolei często takie reakcje starszych ludzi, którzy mówią, ja w tym wyrosłam, ja wyrosłam w tych opowieściach. Dla mnie to nie jest nic takiego wstrząsającego, ale cieszę się, że to zostało jakby wypowiedziane, że możemy o tym rozmawiać. Dla starszych ludzi to nie jest szokujące, ale dla młodych ludzi bardzo. Wydaje im się, że to w ogóle jest... Krótko mówiąc, nie uczą się o tym w szkole najwyraźniej, bo ta rzeczywistość jest dla nich jakimś kompletnym wstrząsem. [52:15.21 → 53:53.27] A: No tak, ale wiesz, to jest moim zdaniem opowieść o wstydzie w dużej mierze. To znaczy... Zresztą wczoraj w mniejszym gronie, ale też w Lublinie rozmawialiśmy o takiej książce, która właśnie została wydana w Misterium Marcina Oskara Czarnika. To jest chłopak, który ma w tej chwili 30 lat i pochodzi ze wsi pod Rzeszowem, przeprowadził się do Krakowa i tak też dzieje się z jego bohaterem, który w tej książce opowiada o wstydzie, o tym, że wychowywany na wsi, w niewielkiej wspólnocie, która ma swój język, swoje zwyczaje, co chwilę łapie się na tym i to jest też doświadczenie autora, jak się przyznał, że bardzo musi dbać dzisiaj o to, żeby nie powiedział żadnego słowa, które nie będzie tym ogólnie przyjętym poprawnym polskim i że są na przykład takie sceny w tej książce przyjazdu jego matki ze wsi do Krakowa na badania lekarskie kobiety, która ubrała się w to, co ma najlepsze w szafie swojej wiejskiej w jakiejś takiej garsonce sprzed 15 lat, bo chciała być bardzo elegancka i tak dalej, zupełnie niepasującej do tego wyglądu współczesnego miasta, rytmu jego życia w swoim zachowaniu i że on idzie z tą kobietą pod rękę przez miasto i czuje wstyd z racji pochodzenia z tego, że ta matka mówi językiem, którego w ogóle miasto nie używa i tak dalej. W pędzie oczywiście nikt tego nie zauważa, ale gdzieś to jest tak silnie zakodowane w genach, we krwi, w mózgu, że nawet teraz sobie nie umie z tym poradzić. [53:54.05 → 56:30.46] B: Tak, myślę, że to jest bardzo mocno uwewnętrznione, prawda? To, co to, co zewnętrzne, to, co to, co chłopi wieś przez wieki właściwie można powiedzieć, jakby dostawała i to to to to właśnie ta to poczucie gorszości, poczucie czegoś niewłaściwego, tego, że trzeba. Trzeba równać właśnie do klas wyższych, które jakby wyznaczają kierunek i kulturę, do której trzeba się dostosować, poznać savoir vivre i wszystkie inne zasady, żeby być akceptowanym, jeść poprawnie, nożem i widelcem itd. Nie zdemaskować się jako ktoś, kto się nie zna, kto nie potrafi. To jest cały taki, wydaje mi się, system swego rodzaju opresji. Czegoś takiego, z czego nie możemy się wyzwolić. I mimowolnie. I to jest też taki problem, który właściwie istnieje już w dwudziestoleciu. Że wiele osób, które wykształciły się choćby, czy zainstalowały się w mieście, awansowały społecznie, nazwijmy to. Odcinała się właśnie od tego, i od swoich korzeni, i od swoich rodzin. I jakby cywilizowała te rodziny, nie akceptując tego, że one wychowały się w innych warunkach, w innym, powiedzmy, stylu rozmawiają. Nie, to trzeba było zawsze zmienić, prawda? To trzeba było zawsze po prostu wyzbyć się tej swojej tożsamości. Ona po prostu nie była właściwa. I część ludzi, choć nie myślę, że każdy, jakby przyjął to u wewnętrzni i sam boryka się z tym, i chciałby od tego uciec i wyzwolić się z tych swoich korzeni, zamiast je po prostu akceptować i rozumieć, że to są inne warunki, inny sposób życia, doświadczeń i że to w sposób inny kształtuje ludzi na dwie różne modły. [56:30.98 → 58:15.24] A: Spoglądam na zegarek, bo chcę jeszcze o jedną rzecz cię zapytać. bardzo moim zdaniem istotną, a już za chwilę, jeżeli będzie chęć ze strony państwa, to Joanna wysłucha pytań i na nie odpowie, ale o jedną rzecz muszę zapytać jeszcze a propos współczesności. No bo to jest opowieść o historii naszych rodzin, wielu naszych rodzin, prawda? Ale kiedy się słucha fragmentów twojej książki o tym, jak kobiety były traktowane przez mężów, przez ojców i tak dalej, to oczywiście rodzi się pytanie, czy wraz ze zmianą stylu życia i miejsca życia, czyli awans społeczny, wejście do miast, wyższe wykształcenie poprzedniego pokolenia, wyższe wykształcenie naszego pokolenia i kolejnych i tak dalej, czy pewnego rodzaju nawyki, zachowania, stosunek wobec kobiet, się zmienił, czy nie? Bo to, co opisujesz w tej książce, no to jest po prostu taka najgorsza, najbardziej opresyjna forma patriarchatu, prawda? Ale pytanie jest takie, czy zmiana, o której mówiłem, przełożyła się też na zmianę w stosunku do roli, pozycji, sytuacji kobiet? Jesteśmy w roku 2023 i jak to widzisz? Nie chcę być jak ten pan, co wczoraj prowadził tę niby debatę, że ci po prostu podpowiadam odpowiedzi i też nie było to omówione, ale wydaje mi się to tak istotne, żeby to wybrzmiało jednak z twoich ust. [58:15.56 → 58:17.54] B: A może ty byś wolał powiedzieć? [58:17.58 → 58:19.26] A: Ja mogę tylko skomentować. [58:21.06 → 58:44.37] B: Muszę powiedzieć, że najbardziej przykrym komentarzem, który słyszę teraz jest taki. Pani sobie nie zdaje sprawy, ile tego wciąż jest na wsiach. O właśnie, głośniej poproszę. Podpisuje się pod tym. Może tak być? [58:45.51 → 58:53.61] A: Rozwiń teraz tę myśl. Bo my tu nie dajemy minuty na odpowiedź, tylko więcej. [58:55.73 → 59:02.07] B: Nie, to znaczy, nie chciałabym, bo jeżeli tak ma się skończyć spotkanie, to ja muszę skończyć optymistycznie. [59:02.51 → 59:05.47] A: Jeszcze będzie czas na optymizm, spokojnie, będzie jeszcze jedno spotkanie. [59:06.33 → 59:45.31] B: Ja widzę kolosalną zmianę jednakowoż. Jeśli chodzi o młode pokolenie, widzę ogromną zmianę. Pani kiwa głową. Pani się zgadza. Proszę bardzo. Proszę bardzo. Ja bym chciała w tę stronę pójść. Tak, dlatego, że to, na czym mi zależy, to właśnie, żeby nie siać defetyzmu i nie mówić, że jesteśmy skazani i że po prostu z mlekiem matki wyssane nie. Protestuję przeciwko takim diagnozom. [59:45.33 → 59:46.75] A: Czyli prowokacja się udała, dobra. [59:48.51 → 59:57.93] B: Rozwijamy się społecznie, będzie już tylko lepiej. Nikt mi nie wierzy. [59:59.92 → 01:00:00.96] A: To się okaże w niedzielę. [01:00:01.04 → 01:00:56.82] B: To się okaże w niedzielę i ja właśnie chciałam powiedzieć, że będzie od niedzieli lepiej, ponieważ jestem optymistką i zamierzam nią zostać. Oczywiście to jest w ogóle przerażające, że ja raz na tydzień muszę czytać w gazecie, że dzieje się coś takiego, co przypomina opowieść z mojej książki, tak? że ojciec na Kaszubach żyje z córką i cała wieś o tym wiedziała latami i mówią do kamery, a to przecież każdy wiedział. To jest porażające. Czytam, że podręcznik do przysposobienia do życia w rodzinie mówi, że seks po ślubie, a prezerwatywy niepotrzebne, bo czekamy na tego jedynego. [01:00:59.74 → 01:01:00.76] A: Że na Mesjasza? [01:01:01.28 → 01:01:43.84] B: Mężczyznę. Przepraszam, no taki cytat. I... To są newsy z ostatniego... Ja mogłabym tak... To są ostatnie dwa tygodnie, tak? No ja myślę sobie, nie, to niemożliwe, przecież ja o takich podręcznikach piszę sprzed stu lat, tak? Takie podręczniki czytają nasze dzieci w szkole. I tak dalej, i tak dalej. No więc jak mnie pytasz, no to znasz odpowiedź dobrze. ale ja mimo wszystko nie poprzestaję na tej przykrej właśnie konkluzji, tylko wierzę w to i też widzę to u młodych kobiet, że one tego nie chcą. [01:01:47.60 → 01:02:03.43] A: Przepraszam tylko, może poczekajmy. Jeżeli już wchodzimy w rozmowę z publicznością, to bardzo chętnie, ale spotkanie jest transmitowane, mąż Joanna ogląda. Byłoby dobrze, żeby do Wrocławia dotarło, co jest mówione z publiczności, Tam za Panią jest osoba z mikrofonem, która właśnie podaje. Proszę. [01:02:03.68 → 01:02:08.72] B: A bardzo cenny głos, bo każdy, każdy głos pozytywny o mężczyznach mile widziany. [01:02:09.61 → 01:02:49.43] A: Tylko musimy włączyć ten mikrofon. Panowie z techniki. Tak proszę, nie wiem, albo Pani. Trzeba wyłączyć mikrofon. Mężczyzna się przydał, zauważam. Panowie z ciału technicznego, czy jest tu ktoś? Czy kobieta musi to naprawić? Nie, ja chyba do pani pójdę z tym mikrofonem. Może do pani po prostu podejdę. Mężczyźni tak mają, że pomagają. [01:02:57.65 → 01:04:38.59] D: Wydaje mi się, że najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dzięki pani książkom oraz w ogóle dzięki takim książkom o kobietach, my sobie możemy zdać sprawę, jaką mamy rolę w wychowaniu naszych dzieci, szczególnie w naszych synów, bo same moim zdaniem byśmy niewiele mogły niestety w patriarchalnym świecie, natomiast mężczyźni nas muszą wspierać, a ponieważ mam doświadczenia właśnie takie, No sama też trochę traktowałam swoje życie, że ja to wszystko zrobię, bo ja jestem silna, dam radę, mój mąż pracuje i ja mogę to ogarnąć resztę, niech on pracuje. Ale w pewnym momencie zobaczyłam, że no dobra, ja pracuję, moje dzieci też tam mają zmywać naczynia, sprzątać i tak dalej, ale muszę traktować je tak samo. Mam syna i córkę, więc oni muszą być równi, bo to są moje dzieci, robią wszystko koło siebie. I w momencie, kiedy teraz moje dzieci są dorosłe, to tak naprawdę, moja córka zawsze mi powtarza, mamo, ty powiedziałaś kiedyś, że jak będę wybierać sobie męża, to żeby on umiał sprzątać. No i naprawdę ma takiego męża, który sprząta i robi to dużo lepiej od niej wręcz. I to jest jakby takie istotne odpowiedzialność za dom również u mężczyzn. I to samo wpajałam mojemu synowi i na to wszystko jakby jak patrzę na to, jak to młode pokolenie na siebie patrzy, no to wydaje mi się, że to była nasza rola, jest ciągle, kolejnych matek, żeby ci mężczyźni mogli zobaczyć, ich odpowiedzialność za ich własny dom. To jest niewyobrażalne, że np. młody człowiek, który idzie na studia, nie umie sobie pralki włączyć. Dla mnie to jest niewyobrażalne, ale tak ciągle jest. [01:04:38.73 → 01:04:55.74] B: Ciągle taki jest. 80% domów, jak pokazują badania, wciąż piorą kobiety. A nie mówimy o praniu na tarze i kijankami, tylko Ja piorę na 30 [01:04:55.74 → 01:05:00.49] A: stopni, bo wtedy najlepiej się... Tylko na 30. Tak, bo wtedy się nie mechatą i nie niszczą. [01:05:00.49 → 01:05:03.70] B: Ale chodzi o to, jak często, a nie na ilu stopniach. [01:05:03.72 → 01:05:05.84] A: Ja piorek gotuję, sprzątam i robię mnóstwo rzeczy. [01:05:05.86 → 01:05:06.88] B: Nasze gratulacje. [01:05:07.20 → 01:05:16.28] A: Chciałem tylko powiedzieć, a propos tego, o czym pani mówiła, ja sobie wyobrażam, jak musiały wyglądać te randki pani córki, że pierwsze pytanie było, czy sprząta. [01:05:17.57 → 01:05:21.78] B: Czy pan jest wolny? [01:05:22.36 → 01:06:05.21] A: Czy ja jestem wolny? Nie, nie jestem wolny. Ale można o tym już czytać. Przepraszam, czy mikrofon już działa? Jest awaria. Sprowadzono technika, która sobie nie radzi. Dobrze, będziemy pomagać. Ja tylko chciałem zapytać, bo tutaj pani jakby wtrąciła swoje istotne zdanie do wypowiedzi, że ty skończyłaś optymistycznie, czy jeszcze chciałaś coś? To ja mam taką propozycję, żeby pan Witold teraz przeczytał trzeci fragment książki, a potem pójdziemy w tłum i będziemy nawalać w mężczyzn. Radio [01:06:07.29 → 01:10:53.35] C: i inne diabelstwa. 4 maja 1927 roku Łódzkie Echo Wieczorne donosi. W powiecie sokołowskim w osadzie Ołożew, wskutek trwających od dłuższego czasu deszczów, ciemne chłopstwo miejscowe doszło do przekonania, że jest temu winien radioaparat, który zainstalował niedawno u siebie nauczyciel wiejski Sawicki. Wczoraj po nabożeństwie kilkudziesięciu wieśniaków uzbrojonych w Kłonice wtargnęło do mieszkania Sawickiego. Chłopi pobili go do nieprzytomności, po czym zniszczyli antenę i aparat. Zawiadomiona o wypadku policja aresztowała kilkunastu gospodarzy Zołożewa. Koncepcja, że za ulewy odpowiedzialne jest radio nie powstała jedynie w głowach podlaskich chłopów. Szczepan Cieko, Współdzielca i działacz społeczny wspominał, że gdy w latach dwudziestych mieszkał we wsi Chodów na Mazowszu i kupił odbiornik radiowy, wielu sąsiadów odwiedzało go, by wysłuchać pogadanek, a inni przychodzili na wiadomości. Drugie radio we wsi należało do kierownika szkoły. Nikomu to nie przeszkadzało do czasu, gdy wiosną na dobre się rozpadało i zanosiło się na klęskę żywiołową. Zebrali się chłopi pewnego wieczoru na winku, obgadują sprawy gospodarcze, złożeczą na pogodę i debatują, co za przyczyna tego nieustannego deszczu. Doszli do wniosku, że radio winne. Poderwał się Adam Zarzycki z Bosakiem i leci zerwać antenę kierownikowi szkoły. W ostatniej chwili ktoś zawołał, Adamie, nie róbcie tego, bo będziecie ukarani. Zreflektował się chłopisko i dał spokój, pisze Szczepan Ciekow. Radio w Polsce zaczęło nadawać w 1926 roku. Dokładnie 18 kwietnia o godzinie 17.45 prezenterka Halina Sztompkówna przemówiła do słuchaczy. Halo, halo, Polskie Radio Warszawa, fale 480. Światowa radiofonia rozpoczęła nową erę w dziejach ludzkości zaledwie sześć lat wcześniej w Ameryce, a dwa lata później wystartowało BBC. Posiadacze kryształkowych radioodbiorników w końcówce lat dwudziestych na polskiej wsi należeli więc do awangardy. Chłopu starszej generacji, który rozumiał zjawiska meteorologiczne jako znak działania opatrzności i którego ksiądz straszył burzą za popełnione grzechy, korzystanie z dziwacznego urządzenia, z którego rozlegał się ludzki głos, mogło się wydawać bezczelną próbą ingerencji w włoski porządek, a skoro tak, Kara w postaci ulewy niweczącej zbiory rolników jawiła się jako logiczna konsekwencja zuchwałej działalności człowieka. Radio staje się przekleństwem starych, a marzeniem młodych. Nabyłem po kryjomu, bez wiedzy rodziców, radioodbiornik kryształowy i schowałem go do swego kuferka. Zdecydowany byłem na wszystko, pozwolą czy nie, zainstaluję wbrew ich woli. Będę chodził w starych butach, ograniczę swoje wydatki, a radio mieć muszę. Wspominał chłopak z Podlasia, autor jednej z prac opublikowanych w zbiorze Młode pokolenie chłopów. Tak jak się spodziewał, Gdy jego ojciec zobaczył w domu radio, wzniósł oczy do nieba. O, widzisz, co mu do głowy wbiło się. Mało jeszcze tych książek i gazet, jeszcze on radio założy. Pan jaki! To zabawa nie dla chłopów. Panowie wymyślili sobie rozrywkę, niech se korzystają z niego, powiedział synowi. Ale gdy posłuchał przez chwilę audycji, spodobało mu się. Ponieważ tego typu radia można było słuchać jedynie przez słuchawki, kupił je sobie i stał się wiernym słuchaczem. Niedługo potem w innym domu w tej wsi rozegrała się całkiem podobna scena. Gdy syn przyniósł radio, matka od razu mu zagroziła. Co ty wyrabiasz, ty? Co ty sobie myślisz? Nie śmiesz ludzi, jej bohu! Ja ci go wyrzucę z chaty i słupy sama w nocy zerżnę piłką. Chłopak znał matkę i jej burzliwe reakcje liczył na to, że trochę pokrzyczy i wkrótce jej przejdzie. I tak się stało. Niedługo potem mógł już słuchać radia, a słupy ocalały. [01:10:55.35 → 01:11:13.60] A: Bardzo dziękujemy. Bardzo doceniam wybór tego fragmentu, chciałem powiedzieć. Chciałem też wyjaśnić, że tam pan Adam się podrywał z bosakiem. Bosak to jest podstawowy sprzęt Burzący wykorzystywany w pożarnictwie. Chciałem to wyjaśnić, żeby nie było potem jakichś nieporozumień, prawda? Słusznie. [01:11:14.32 → 01:11:16.04] B: Nazywajmy rzeczy po imieniu. [01:11:16.56 → 01:11:35.42] A: Dokładnie, tak róbmy. Czy są kolejne osoby, które chciałyby o czymś... Dobrze, to ja będę chodził z tym mikrofonem, albowiem gdyż jest awaria. Ja będę chodził, żebyśmy mogli tak jakoś tutaj nad wszystkim panować. I też mam prośbę, żebyśmy jakoś, ponieważ będzie pewnie sporo pytań, [01:11:37.70 → 01:13:10.01] E: Dobry wieczór. Ja chciałam powiedzieć, że miałam okazję doświadczyć tych różnych opisów, które pani zawarła w swojej książce, bo jeszcze poznałam i moich dziadków. No i zresztą moja mama też była tą osobą, która odprawiała tą pasionkę. Ale jeszcze jeden temat, który zwrócił moją uwagę, a mianowicie uświadamianie, a raczej brak tego uświadamiania, jeśli chodzi o dziewczęta, Tymi sprawami czekano często aż do ostatniej chwili. I właśnie tutaj zwróciła moją uwagę historia dziewczyny, która właściwie była wychowywana bez matki, tylko przez ojca. No i właśnie kiedy zaczęła miesiączkować, myślała, że zapadła na jakąś poważną chorobę. Kiedy chłopak starał się o jej względy, chciał się z nią żenić, to ona chciała odmówić, po prostu myślała, że jest bardzo chora. I dopiero tutaj mnie zastanowiło, że ona o tych sprawach właśnie rozmawiała z chłopakiem i to chłopak uświadomił ją, co się dzieje z jej organizmem. Tak jeszcze chciałabym o higienie, bo dużo kobiet miało długie włosy i się zastanawiam, jak sobie radziły z higieną, z myciem tych włosów, Wiemy, że raczej tych środków nie było. Dziękuję. [01:13:12.51 → 01:17:38.84] B: Powiem, tylko skomentuję tę pierwszą część pani pytania czy wypowiedzi. To jest bohaterka, która nie ma z kim o tym porozmawiać, nie ma kogo zapytać. Ona ma samych braci. Wychowuje ją ojciec, notabene pochodzi z Lubelskiego. Ja dotarłam do oryginału jej pracy i właściwie wiem, jak się nazywa, ale ponieważ ona pisząc, to było w latach 70., przepraszam, poprosiła o anonimowość, toteż ja też nie ujawniłam nazwiska. W każdym razie wspaniała jest w ogóle ta jej relacja i też taka nietypowa, bo wychowana jest przez ojca. I ona mówi temu chłopakowi dlatego, że boi się, że umrze, ponieważ krwawi od jakiegoś czasu co miesiąc. Obawia się po prostu o swoje życie, a on chce się z nią żenić, więc ona w przypływie szczerości go informuje, że jej życie jest zagrożone. A on, ponieważ jest w jakiś sposób bardziej na pewno wyedukowany, bo tam przynosi jej książki, zeszyty, nie zeszyty, tylko gazety właśnie, więc on jest poinformowany, co to oznacza to krwawienie i mówi, że wszystko jest z nią w porządku. I to on jest tym, zresztą troszeczkę może zboczę z tematu, ale to jest też właśnie ciekawy wątek, że kobiety często wskazują, że mężczyźni przynoszą ten impuls taki do czytania, że to właśnie często ojciec nauczył dziewczynę czytać gazety, pokazał jej, przynosił. I to jest dla mnie bardzo ciekawe i wiele mówiące, że właśnie te kobiety, które mówiły, że jakoś sobie radzą, bardzo często jako źródło wiedzy wskazywały na ojca. Więc oczywiście ja pokazuję mężczyzn, Może nie zawsze w korzystnym świetle w tej książce, ale ten akurat wątek wydaje mi się szalenie ważny, że to często właśnie ojciec jest tym, jak w przypadku jednej z bohaterek, która zdaje maturę, wyjeżdża właśnie do Danii. jest związana z Uniwersytetem Ludowym, ale to dzięki temu, że miała światłego ojca i potrafiła to docenić i też napisać w tych swoich wspomnieniach. Co do higieny, to oczywiście wiemy, że to raczej było i domy, i osobista higiena w opłakanym stanie, a włosy z kolei splątane były bardzo często w kołtun, który w wierzeniach ludowych ścięcie tego kołtuna mogło grozić ślepotą albo innymi nieszczęściami. Dlatego mamy bardzo często takie opisy poszukiwania tego, który może kołtuna ściąć i nie ściągnie, i nie ściągnie na naszą rodzinę nieszczęścia. Pokazuję przykład takiej dziedziczki, która jakby uwiarygodniła się, ponieważ ścięła ileś tam takich kołtunów i nie sprowadziła nieszczęścia na te rodziny, to też inni przyjeżdżali i podobno były do niej kolejki. To, co mnie szokowało, że tak długo wierzono w nieszczęście spowodowane Gołtunem. I to jest jedno z moich takich właśnie zaskoczeń, które zresztą bardzo często mi w tej książce towarzyszyły, że to tak długo trwało, że właściwie, i też państwo to zgłaszają, że wiele tych zachowań przetrwało jeszcze po wojnie. Wierzeń czy właśnie tych ogromnych problemów z higieną. No więc jeżeli pani się pyta, jak sobie radziły, no to można powiedzieć, że sobie nie radziły. [01:17:39.60 → 01:17:41.44] A: Tu dwa kolejne pytania od jednej osoby. [01:17:43.14 → 01:17:44.06] B: Dobry wieczór. [01:17:44.54 → 01:18:25.15] F: Ja chciałam dwa krótkie pytania. Pierwsze nawiązujące do książki Kacpra Pobłockiego, Hamstwo. On tam stawia taką tezę, że o pańszczyźnie ciężko jest pisać, ponieważ Podobnie jak z Zagłady, nie ma za bardzo świadectw z tego stanu. Pani też się odwołuje do tego problemu analfabetyzmu. Więc chciałam zapytać, skąd takie najbardziej bazowe głosy? Jak te pani badania się rozwijały pod względem tych źródeł wiedzy i źródeł wszystkich opowieści? To jest jedno pytanie. I drugie, jakby mogła pani też coś powiedzieć o Bo była mowa w kontekście tej zbędności o młodych dziewczynach, czy coś o starszych kobietach. [01:18:27.56 → 01:24:38.07] B: Tak, to znaczy zaczynam książkę starszą komornicą, która nie ma gdzie mieszkać i mieszka na piecu, więc to oczywiście był też problem, chociaż ja go nie rozwijałam w książce, muszę przyznać. Ale problem starszych kobiet, zaczynam od Pani ostatniego pytania, starszych kobiet, które się pozbywano właśnie z domu jak najbardziej, to był wielki problem też, że po prostu dzieci pozbywały się matek niepotrzebnych i one często wędrowały. Też był taki rodzaj, Bywały kobiety, które po prostu nie wychodziły za mąż. Zwykle przy rodzinach przechowywały się całe życie, pracując, pomagając. I to był też ich los, że były tak zwanymi komornicami, czyli w zamian za jakąś taką drobną pracę gdzieś tam w koncie mieszkały. Więc jak najbardziej taka kategoria zbędnej kobiety istniała. Co do tych źródeł. Z przedwojny tych źródeł, czyli z okresu, o którym piszę, jest niewiele. Jak się państwo domyślają i pewnie też takie mają doświadczenia, kobiety wiejskie nie pisały pamiętników na ogół. nie pisały także listów, a często nie pisały w ogóle, bo nie potrafiły. Przepraszam bardzo. Oczywiście część pisała i część pisała już wtedy na konkursy. Ja te prace także cytuję. To są takie konkursy głównie dotyczące tego, w jaki sposób kobieta sobie radzi z gospodarstwem. pracą w gospodarstwie. I to jest świetne źródło wiedzy, chociaż one są bardzo często takie, powiedziałabym, pozbawione tej warstwy refleksyjnej czy obyczajowej, bo tam chodzi o bardzo konkretne rzeczy. To są te informacje, które ja podaję, jak kobieta pracuje, w jaki sposób, jak uprawia ogródek, co posiada, w jaki sposób sobie radzi właśnie ze zdobywaniem żywności, odzieży. Takie troszeczkę są to techniczne informacje, ale również cenne. Jest w końcu bardzo duży zbiór prac konkursowych pisanych już w PRL-u, czyli przez kobiety starsze, które wracają do swojego dzieciństwa, do swojej młodości. Z tych konkursów między innymi właśnie pochodzi ta praca dziewczyny, która miała sześciu braci i wychowywana była przez ojca. I to właśnie zostało częściowo wydane w zbiorach książkowych. Także to jest takie źródło. Mnie też zależało na tym, żeby pozyskać jak najwięcej relacji od rodzin, czy z rodzinnych takich archiwów, to oczywiście było najtrudniejsze. Może państwo spotkali takie moje prośby w Wysokich Obcasach na przykład, prosiłam i podawałam swojego maila, podawaliśmy na stronie wydawnictwa podczas marginesy, które wydało moją książkę i wspierało mnie w tych poszukiwaniach. No ale sprawa nie była prosta, bo oczywiście ludzie najczęściej mi pisali, że po babci mają książeczkę do nabożeństwa i niewiele więcej. Ale ileś takich relacji udało się jednakowoż tą drogą znaleźć. Na przykład jedna z moich rozmówczyń, uważam miała wspaniałe szczęście, znalazła pamiętnik swojej babci na strychu po śmierci babci. I to była właśnie wiejska dziewczyna, ja cytuję ten pamiętnik, półsierota. Przepraszam, w dodatku o takich literackich trochę uzdolnieniach, więc on jest też bardzo ciekawy. Kolejne źródło to oczywiście rozmowy, prawda? Rozmowy i to też jest ciekawe, jak właśnie pamiętają starsi ludzie dzisiaj swoje babcie albo młodsi swoje mamy. Naturalnie myślę, że większość z Państwa podziela mój żal, Często jest tak, że dojrzewamy bardzo długo do tego, żeby, nie wiem, rejestrować swoich bliskich albo zadać, jak mówi jedna z moich rozmówczyń, zanim zaczęłam zadawać właściwe pytania, to moja babcia już zmarła, więc niewiele o niej wiem. No i to jest jakby generalny problem, że jak babcia mówiła, tośmy nie słuchali. Jak chcieliśmy wiedzieć, to już nie było kogo pytać. Nie jest to prosta rzecz, dlatego ja zawsze tak proszę w imieniu też piszących i badaczy, żeby nagrywać swoje rodziny, rejestrować. Dzisiaj są wspaniałe możliwości, można przy niedzielnym rosole po prostu włączyć dyktafon i informując oczywiście rodzinę, że się nagrywa. i sprowokować rozmowę wspaniałą, myślę, i taką też wzbogacającą wszystkich. [01:24:39.63 → 01:24:58.13] A: Jeżeli jest jeszcze jakieś pytanie, proszę państwa, to jedno, dobrze? Tutaj zapraszam do pierwszego rzędu, bo już będziemy powoli kończyć jeszcze podpisywanie i pewnie rozmowy prywatne z Joanną przed państwem, więc żebyśmy tu się ze wszystkim wyrbili. Tutaj w pierwszym rzędzie bardzo proszę. [01:24:59.97 → 01:26:58.02] B: Tak, a ja mam z kolei pytanie trochę tak zainspirowana pytaniem Teresy, przedmówczyni mojej. Czy albo co właściwie się nie znalazło w książce, bo ja przypuszczam, że każda autorka musi odsiać jakieś historie, I jest to bardzo trudne. Może są jakieś historie, tematy, wątki, które nie znalazły się w tej książce, a chciałaby się Pani z nami podzielić tym. Nie znalazło się tak wiele wątków, że nie wiem od czego zacząć. Ale wie Pani, ja jestem parę miesięcy już po premierze, I te historie wciąż do mnie dochodzą. Ja z każdego takiego spotkania mam nowe historie, więc już to, co się nie znalazło, zostało przesypane nowymi opowieściami, przesypane w takim sensie, że zasłonięte przez te nowe opowieści, za które ja jestem za każdą opowieść bardzo, bardzo wdzięczna. I czasami to są, to znów są, czasami tak, wstrząsające czy poruszające opowieści, że ja znowu to tak przeżywam, jak wtedy, kiedy pisałam, bo wiele z nich jest po prostu bardzo brutalnych i powiedziałabym jeszcze drastyczniejszych. Wiele drastycznych rzeczy na pewno nie dałam, bo właśnie jeżeli słyszę, że jest dużo przemocy, to ja zawsze mówię, nie tyle, ile mogłoby być, naprawdę nie tyle, ile mogłoby być. Domyślają się państwo. Więc naprawdę tego jest mnóstwo, ponieważ tych pamiętników, choćby lekarzy jest tyle i tych historii tam. Szukam, bo Michał zarządził, że trzeba kończyć i szukam czegoś pozytywnego, a same negatywne mi przychodzą do kół. [01:26:58.70 → 01:27:10.98] A: Przypominam, że nasza rozmowa jest przed spotkaniem a propos czasu, Teraz stwierdzenie, że Michał zarządził jest jakimś uderzeniem po prostu w typowy matriarchat. Proszę kontynuować. [01:27:13.06 → 01:27:17.04] B: Tak, tak. Michał żartuje oczywiście, ja też. [01:27:21.66 → 01:27:23.40] A: Tak, optymistycznego szukasz? [01:27:23.40 → 01:27:24.62] B: No właśnie cały czas. [01:27:24.72 → 01:27:26.34] A: Ja mam podpowiedź, mogę ci podpowiedzieć. [01:27:26.40 → 01:27:27.18] B: Dobrze, dawaj. [01:27:28.24 → 01:27:33.56] A: żebyś skończyła optymistycznie. Jaka książka ci się teraz wykluwa po napisaniu chłopek? [01:27:34.42 → 01:27:41.90] B: Ale to w ogóle nie jest dobre pytanie, dlatego że ja się nie ujawniam z nową książką, zwłaszcza że... [01:27:41.90 → 01:27:43.00] A: Ale jest jakiś pomysł, tak? [01:27:43.12 → 01:27:54.36] B: To zawsze jest optymistyczne. Tak, tak, co najmniej dwa pomysły. Ale dopóki nie jestem pewna, to po prostu nie mówię. Proszę o wybaczenie. [01:27:54.90 → 01:27:56.10] A: Czyli jakieś cztery lata jeszcze. [01:27:56.52 → 01:28:48.01] B: Na razie zresztą podróżujemy z chłopkami, chłopki i ja po Polsce, więc nie bardzo mam kiedy pisać tę nową książkę. Na pewno jak tylko skończymy, coś mi się pozytywnego przypomni, bo właśnie tak zaparkowała mi pamięć przy takiej bardzo znowu drastycznej sytuacji. I to była pani, która mi opowiadała o swojej babci, która urodziła dwadzieścia razy i dziesięcioro dzieci zmarło. Jej babcia i cały czas pracowała. W tej historii były jeszcze gorsze rzeczy, ale już naprawdę nie chciałabym tym kończyć, więc na tym się zatrzymam. [01:28:49.67 → 01:28:53.34] A: Proszę państwa, Tak, ale bardzo krótko, bardzo [01:28:53.34 → 01:29:12.96] E: bym prosił, bo naprawdę... Jestem ciekawa państwa rozmowy piątkowej w ramach Bruno Schultz Festival we Wrocławiu. Także tutaj państwa też zachęcam do słuchania rozmowy. Też pan Michał będzie rozmawiał o książce [01:29:13.40 → 01:29:15.36] A: Tak, ale będzie z nami Kacper Pobłocki. [01:29:15.51 → 01:29:18.36] B: Tak, i Hamsko, bo też pan Kacper tutaj był. [01:29:18.94 → 01:29:20.93] E: Więc myślę, że to będzie bardzo ciekawa rozmowa. [01:29:21.01 → 01:29:22.93] B: Również będzie transmitowana teraz. [01:29:23.09 → 01:29:48.48] A: Bardzo dziękujemy. Tak będzie można zobaczyć w internecie. Przenosimy się na weekend do Wrocławia. Skoro mowa o weekendzie, to chciałem przypomnieć, że w niedzielę wszyscy idziemy głosować. A ci, którzy jeszcze nie wzięli zaświadczeń, a na przykład będą poza miejscem zamianowania, to mają jeszcze jutro czas, żeby to zrobić. Bo wszystko zależy od nas, także to, żeby ten świat, o którym opowiadaliśmy, już tak nie wyglądał. [01:29:48.86 → 01:29:50.36] B: Otóż to, jesteśmy dobrej myśli. [01:29:50.43 → 01:30:35.89] A: Jesteśmy dobrej myśli, ale wszystkie ręce na pokład. Chciałem podnieść wszystkie ręce do urna, ale to dziwnie brzmi, prawda? Mam nadzieję, że nasze kolejne spotkanie w ramach bitwy, którą ja będę prowadził, już będzie w nowej rzeczywistości i ona będzie znacznie lepsza. 21 listopada spotykamy się na spotkaniu na rozmowie z Grzegorzem Piątkiem, laureatem Linke Czytelników i autorem książki o Gdyni Obiecanej, a właściwie o książce, która mity na temat Gdyni i Polski sanacyjnej obala. Za tydzień w ramach bitwy spotkanie z Katarzyną Groniec, która napisała świetną książkę Kundle. Będzie o tej książce rozmawiała Grażyna Lutosławska z Katarzyną Groniec. Na polski język migowy nasze spotkanie tłumaczyły dzisiaj Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. [01:30:36.89 → 01:30:39.89] B: Mówiłem [01:30:41.63 → 01:31:03.18] A: już, że idziemy głosować w niedzielę, prawda? Tak, mówię. Fragmenty książki chłopki, opowieść o naszych babkach czytał Witold Dąbrowski ze środka Brama Grodzka Teatru NN. Bardzo dziękujemy. A naszą gościnią była dzisiaj wspaniała Joanna Kuciel-Fyryszak. Bardzo dziękujemy.
Bitwa o literaturę. Nasze babki chłopki. Rozmowa o zapomnianych rodzinnych losach / Joanna Kuciel-Frydryszak / PJM
O chłopkach, z których nasze rody, pisze w swojej nowej książce Joanna Kuciel-Frydryszak. Cytuje dokumenty, opowiada konkretne losy, udowadnia, w jakiej pogardzie dorastały nasze przodkinie (i przodkowie). Przerywa zmowę milczenia, a jak zauważa Kacper Pobłocki, autor „Chamstwa”, „osoby, których życie stanowiło tło dla historii powszechnie uważanych za istotniejsze” autorka stawia wreszcie „na pierwszym planie”.
Michał Nogaś
Joanna Kuciel – Frydryszak – dziennikarka, absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Autorka biografii „Słonimski. Heretyk na ambonie”, nominowanej w najważniejszych konkursach na Historyczną Książkę Roku (im. K. Moczarskiego i O. Haleckiego), cenionej biografii Kazimiery Iłłakowiczówny „Iłła” (Marginesy 2017), nominowanej do Nagrody im. Józefa Łukaszewicza, oraz bestsellerowej książki „Służące do wszystkiego” (Marginesy 2018), która znalazła się na liście dziesięciu najważniejszych książek 2018 roku dwumiesięcznika „Książki. Magazyn do Czytania” i dostała nominację do Nagrody Historycznej „Polityki” oraz Nagrody „Newsweeka” im. T. Torańskiej. Jej najnowsza książka to „Chłopki. Opowieść o naszych babkach” (Marginesy 2023).