Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.23 → 02:52.53] A: Dobry wieczór Państwu, Łukasz Drewniak. Wtorek, zapraszam na kolejną bitwę o literaturę i ten odcinek nazwaliśmy, może trochę bombastycznie, Narodziny Pisarki, ale wydało nam się, że warto czasem zadzwonić w taki dzwoneczek albo dzwon, kiedy na polskim rynku wydawniczym pojawiają się książki, które albo sporo namieszały, albo mogą sporo namieszać w naszych rankingach i hierarchiach pisarzy. Pojawiły się w ciągu ostatnich dwóch sezonów literackich dwie, myślę, bardzo ważne autorki, które za chwilę będziemy tutaj gościć, które mówią zupełnie innymi głosami niż te głosy, które do tej pory rozlegały się w polskiej literaturze. Proponują przestawienie celownika czytelniczego, proponują inny rodzaj gry, może zabawy literackiej. Drodzy Państwo, zapraszam serdecznie naszych dzisiejszych gości. Joanna Dziwak, autorka gier losowych, książki wydanej przez Hart. Witam serdecznie. Pani Weronika Murek, autorka uprawy roślin południowych metodą Miczurina, wydawnictwo Czarne. Zapraszam serdecznie. I właśnie w tym składzie, plus pani Justyna Kazek, która przyszedła fragmenty obu książek, będziemy dzisiaj rozmawiać o młodej polskiej prozie. w razie, która jest kobietą. Zacznijmy tak niezobowiązująco, bo oczywiście będziemy gdzieś badać tajemnice warsztatu, tematy, które poruszacie waszych bohaterów, strategie pisarskie, ciekawostki, dziwności, które dotyczą samego faktu bycia autorem, autorką. Ja zawsze, jako człowiek spoza literatury, Jestem zafascynowany tym momentem, w którym zaczyna się proces literacki. Oczywiście możemy wskazać kilka takich stref, w których to się może zaczynać. Można pisać z głowy, bo tam zrozumieliśmy świat. Można pisać z tej strefy, czyli z ust werbalnej, bo chcemy coś powiedzieć. Język nas niesie, język nas kręci, język nas popycha do przodu. sercowo płucnej, bo oddychamy jakąś atmosferą, bo coś czujemy, coś co boli. No i można z tak zwanej tej strefy pisać także, czyli strefy pożądania, strefy oddolnej. Wiadomo, Konrad Swinarski mówi, że teatr na przykład dzieli się na teatr od pasa w górę, od pasa w dół. Ciekawe, czy tak jest z literaturą. Jakbyście, Panie, mogły na początku tę strefę swojego pisarstwa gdzieś umiejscowić. Tutaj, tutaj, tutaj, czy strefy niesformne. Kto zacznie? Pani Anna zacząć.
[02:53.59 → 03:35.03] B: Słyszą mnie państwo słyszymy. Ja myślę że u mnie to raczej jest. bardziej ta strefa w głowie i to powiązanie między tym, co się dzieje u mnie w głowie, a tym, jak przetwarzam to na słowa i zdecydowanie na tym się skupiam. Nie potrafię pisać takiej literatury tak zwanej kobiecej, tworzyć jakichś romantycznych opisów i myślę, że No nie odnajduje się w takich klimatach właśnie tej strefy poniżej pasa.
[03:36.37 → 03:37.11] A: Pani Weroniko.
[03:38.61 → 04:09.08] C: Ja się tak właśnie zastanawiam, bo też bym powiedziała, że to jest ta strefa właśnie w głowie, tylko pan powiedział, że to jest właśnie taki jakby motorem jest to, że coś zrozumieliśmy i chcemy dać temu świadectwo, a ja bym nawet powiedziała, że U mnie to pisanie się bierze z tego, że właśnie ja czegoś nie zrozumiałam. I to jest takie świadectwo, że ja tego nie rozumiem. I chciałabym może jakoś to wypuścić przed siebie, tak jak się piłkę wypuszcza na meczu i zobaczyć, czy gdzie ta piłka jeszcze dalej pobiegnie.
[04:09.38 → 04:19.20] A: Czy inni rozumieją i pomogą mi zrozumieć, czy po prostu jak te zdania zobaczę, jak ten świat mi wyjdzie spod klawiatury czy z głowy, to ja go wtedy zrozumiem, bo zobaczę.
[04:19.28 → 04:21.60] C: No jest taka nadzieja, właśnie zobaczy to jest słowo klucz.
[04:23.86 → 05:19.73] A: A w takim razie, czy dla Pani w tych pierwszych próbach literackich, jesteście po pierwszej książce, Pani ma jeszcze ten tomik poetycki, Sturm und Drang, ja? And. And Drang, nie und, tak. Pani Weronika napisała dramat Fine Wine Blind, została laureatką Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. I pytanie jest takie, czy to pisanie dla Was jest bardziej Czy grą w literaturę, czy zabawą w literaturę? Przy czym rozróżniałbym te dwa pojęcia. Gra ma jakieś ustalone reguły. Musi się skończyć jakimś wynikiem, jest jakiś przeciwnik. A zabawa? My wymyślamy reguły. I dopowiem do tego pytania, bo wasze książki są pełne odniesień literackich. Są ulepione z różnych stylów. Są zabawą z językiem, kreowaniem nowego języka, rzeźbieniem w tym języku. Więc gra czy zabawa? Jak byście to, panie, definiowały?
[05:23.27 → 06:02.21] B: Niby moja książka nosi tytuł gry losowej, ale myślę, że w moim przypadku Jeżeli już miałabym wybrać jedną z tych opcji, to byłaby raczej zabawa, ale taka zabawa pod przymusem. W sensie, że mam taką potrzebę jednak, żeby się bawić w ten sposób. Że to nie jest tak, że po prostu dla przyjemności to tylko robię, bo pisanie to nie jest coś, co się robi, nie wiem, tak jak się idzie na zakupy, jak się głaska kota, tylko wydaje mi się, że to jest takie połączenie właśnie zabawy z ciężką pracą.
[06:02.53 → 06:24.91] A: Jak czyta się dowolny rozdział gier losowych, to czuć niewiarygodną frajdę autorki, która bawi się w parodię, w pastisz, persyflasz, pis z połowy literackiego środowiska w Polsce i na świecie, przeskakuje z tematu na temat, rozpoczyna opowieść o jakimś bohaterze, porzuca go, Czy to nie jest frajda, rzeczywiście taka praca w kopalni dla Pani?
[06:25.53 → 06:52.15] B: Najgorzej jest zacząć. Jak się już zacznie, to rzeczywiście się jakaś tam frajda pojawia, natomiast sam moment, kiedy trzeba usiąść do tego pisania i zacząć pisać, to jest dla mnie zawsze straszna męka. Nie, może po prostu pod wpływem już czasu to tak się porobiło, natomiast na początku tak nie było.
[06:53.65 → 06:55.79] A: Pani Weronika Murek, gra, zabawa?
[06:56.25 → 07:06.25] C: Czy to jest literatura? No się właśnie zastanawiam, bo przyznam, że ja do końca nie rozumiem tego rozróżnienia pomiędzy jedną i drugą, ale stosując się do tej definicji właśnie, że gra jest według konkretnych zasad.
[07:06.93 → 07:23.42] A: Trochę nawiązanie do tradycji, polemika z przeszłością, mierzenie się z autorytetami, z tymi, którzy byli przede mną i tworzenie swoich... A zabawa? Jednak zaprzeczam tym regułom. Wchodzę na boisko i robimy, co chcemy. Jestem tylko ja i moja klawiatura.
[07:25.06 → 08:07.65] C: Jak się z czymś mierzę, to zaprzeczam, czy nie? No właśnie mam problem z tym rozróżnieniem. Ale tak sobie myślę, ja przy pisaniu staram się, mimo tego, że nie do końca może mi to wychodzi albo to widać, to staram się narzucić sobie sama, no to wtedy faktycznie zabawa, jakieś reguły i według tych reguł grać. Staram się, żeby ten świat, obojętnie jak bardzo byłby nielogiczny, to żeby miał jakiś taki mechanizm, jakieś takie jądro, wokół którego by krążyły wszystkie te jego podmioty. I tego pilnuję, tego pilnuję. Pilnuję swojej zabawy, tak jakbym była jakimś sędzią w grze.
[08:08.68 → 08:24.42] A: Czy w tych siedmiu opowiadaniach, opowiadania chyba tak mogę je nazwać, w tomie uprawa roślin południowych obowiązują te same reguły, czy nagle coś jest przesterowane, zmienione i musimy zastanowić, a w co teraz Pani Weronika gra?
[08:25.46 → 08:32.34] C: Nie, to są nadrzędne reguły, są cały czas takie same, tak. Może mi to nie zawsze wychodzi, ale tak, ale takie był cel.
[08:33.10 → 09:20.90] A: To opowiedzcie Pani o tych pierwszych książkach, Zawsze debiut, debiut prozatorski, to jest nie byle co. Przechodzimy ze sfery internetu, czy z pierwszych tomików poetyckich, z szaleństwa prób i ćwiczeń, do czegoś, co ma formę książkową, zawarte między okładkami, dociera do czytelnika i mówi, jestem zamkniętą całością, jestem wypowiedzią, manifestem nawet, demonstracją wrażliwości itd. Jak te wasze książki się rodziły? Żebyśmy tak mogli prześledzić razem z Państwem kolejne etapy. Książka jako work in progress, książka jako zapis, zapis snu, efekt planu na życie, na wrażliwość, na spełnienie siebie. Kto zacznie?
[09:22.64 → 09:33.42] B: Mogę zacząć. Ja pisałam tą książkę przez długi czas, pod roku 2011. Ona się pojawiała cyklicznie w odcinkach co tygodniowych lub co dwa tygodnie.
[09:33.44 → 09:43.02] A: Czyli tak jak Prus i Sienkiewicz, tylko że oni w prasie drukowane, a pani w internecie. Rzeczywiście odcinki z tygodnia na tydzień powstawały, czy były jakieś większe partie gotowe wcześniej?
[09:43.04 → 10:07.32] B: Nie, pisałam po prostu jedną stronę A4 co tydzień albo co dwa tygodnie, bo taka była umowa z wydawnictwem. Ja nie robiłam tego, że tak powiem, sama z siebie tak do końca, że po prostu musiałam, znaczy, że tak bardzo chciałam to napisać, tylko tak się już umówiliśmy z tym wydawnictwem, że będę pisać. Więc jak już taki powstał zwyczaj, no to weszłam w ten klimat i zaczęłam po prostu pisać co tydzień lub co dwa tygodnie.
[10:07.32 → 10:16.88] A: Jakie były wytyczne, proszę powiedzieć, bo to jest, punkt startu jest ważny. Miała pani absolutną wolność? To znaczy... Jakie były wytyczne na początku tej zabawy internetowej, przed pierwszym odcinkiem?
[10:16.89 → 10:17.77] B: O czym mam pisać?
[10:17.89 → 10:21.41] A: O czym ma pani pisać? Nie, nie było żadnych wytycznych. Bohater był wymyślony, format, rozmiar?
[10:21.67 → 10:22.77] B: Nie, nie było żadnych.
[10:22.79 → 10:23.65] A: Konwencja, nic, tak?
[10:23.67 → 10:59.74] B: Nic, nic, nic, nic. To ode mnie, to się w ogóle tak zmieniało. Ta książka jest moim zdaniem dosyć dynamiczna, jeśli chodzi Zresztą to jest też zarzut, bo jak czytam recenzję czasem to, że właśnie widać te niespójności i że to nie jest taka typowa powieść. No i tak rzeczywiście było, bo ja pisałam ją od 2011 roku, od czerwca do końca roku 2013, czyli dwa i pół roku w sumie. To dosyć długo. bo myślę, że można napisać książkę spokojnie w miesiąc albo w dwa miesiące.
[11:00.28 → 11:05.18] A: Jakie były przerwy między kolejnymi odcinkami, co ciekawe? Była jakaś regularność?
[11:05.34 → 11:26.50] B: Było tak, że umówiliśmy się, że będzie co tydzień, natomiast nie zawsze się to udawało ze względu na moje obowiązki pozaliterackie i ze względu też na to, że nie zawsze jednak jest Nie zawsze można napisać coś takiego sensownego, co by się chciało ludziom pokazać, więc to czasem był tydzień, czasem dwa, no myślę, że więcej niż trzy tygodnie to nigdy nie było.
[11:28.40 → 11:39.04] A: Jeszcze dopytam Pani Wielniko, proszę poczekać, bo to jest ciekawe. Jakie było założenie? Była wolność i co, startujemy od bohaterki, od świata, od pomysłu, od języka?
[11:39.06 → 12:04.38] B: Nie, to było tak, że ja napisałam... jedno krótkie opowiadanko, które zamieściłam gdzieś tam na jakiejś stronie w internecie. No i wydawnictwo Hart się do mnie odezwało z propozycją taką, czy bym nie chciała tego jakoś pociągnąć, bo generalnie wszyscy piszą poezję, mamy mało prozaików i że jest takie zapotrzebowanie na to, żeby jednak...
[12:04.38 → 12:06.58] A: Wypełniała pani lukę kadrową, tak, w wydawnictwie?
[12:07.02 → 12:33.80] B: Coś w tym rodzaju. Powiedziałam, ale ja nigdy w życiu nie pisałam prozę. Poza wypracowaniami w szkole jakim jestem, ale stwierdziłam, no dobrze, spróbujemy. I rzeczywiście przez te kilka pierwszych odcinków to nie było takie łatwe, bo musiałam po prostu się jakoś przystosować do tego rytmu pisania w taki sposób, trochę inny niż pisanie poezji.
[12:34.66 → 13:11.62] A: W tym pierwszym odcinku, który został zawieszony na stronie Hartu, bohaterka niejaka Jo, która zmarnowała kolejną szansę na zmianę życia, wyjeżdża, postanawia wrócić do Nowego Jorku i jednocześnie pakuje się. Pakuje się i w pewnym momencie podczas tego pakowania postanawia porzucić na zawsze tomiki depresyjnej poezji współczesnej. Czy to była jakaś aluzja do pani wcześniejszej twórczości, tego tomiku Sturm und Drang, Pani to sama gdzieś tak przedstawiała, chyba taka poezja, smutna poezja o dorastaniu, dojrzewaniu?
[13:11.64 → 13:59.11] B: Tak, bo ja te wiersze pisałam jak miałam tam kilkanaście lat i to się zakończyło wydaniem książki. Ja bardzo, no przede wszystkim czytałam poezję będąc nastolatką i w pierwszych latach swoich dwudziestych, więc na pewno to miało duży wpływ na mnie. Na pewno przeczytałam więcej tomików poetyckich niż książek z prozą. Ale to, co napisałam w tym pierwszym odcinku, to na pewno nie było jakieś programowe, że ja teraz rzeczywiście porzucam czytanie poezji i będę tylko czytać prozę i w ogóle spoważnieję. Ten odcinek w ogóle, to powstało bardzo spontanicznie i zostało to rozwinięte po prostu pod wpływem dalszych potrzeb, że tak powiem.
[13:59.54 → 14:08.00] A: Jeszcze wrócimy do tej książki, do Pani Strategii. A Pani Weroniko, u Pani zaczęło się jak, od pierwszych opowiadań, od warsztatów w wydawnictwie czarnym?
[14:08.07 → 14:47.48] C: Tak, zaczęło się od warsztatów w wydawnictwie czarnym. Ja tam wysyłałam jakieś próbki takie w ogóle do kwalifikacji i po warsztatach wydawnictwo odezwało się do mnie i zapytało, czy mam coś więcej, co mogę im pokazać. Ja uznałam, że skoro sprawa się robi tak poważna, że miałabym coś więcej pokazywać, to nie mam niczego takiego wyjściowego w tym momencie i usiadłam i zaczęłam pisać. I to było to pierwsze opowiadanie, które jest też najdłuższe w tym całym zbiorze, bo ono ma chyba 70 stron. Ja kiedy je sobie wymyśliłam, to myślałam, że mam pomysł na Tak, nie wiem, naprawdę na wielotomową wypowiedź.
[14:47.66 → 14:56.54] A: Bohaterką byłaby Maria, która w pierwszym zdaniu informuje, narratorka opowiada o nich, że o tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia.
[14:56.58 → 15:19.50] C: Tak, tak, tak. To mi się wydawało, że będzie lecieć, nie będzie temu końca. Ja się wystrzelałam po 70 stronach. I wysłałam to do wydawnictwa i w wydawnictwie powiedzieli, że w porządku, ale to jest za mało na debiut, że to po prostu gdzieś ugrząźnie w takiej szczupłej formie i dopisałam jeszcze kolejne opowiadanie.
[15:23.48 → 15:44.44] A: A co było przed tym opowiadaniem, przed tymi próbkami wysyłanymi do Czarnego? Pani studiowała prawo, jak wiemy. I co, literatura była ucieczką od paragrafów, od świata prawników, od świata, który jest racjonalny, który jest suchy?
[15:44.96 → 16:09.96] C: Tak, ja swoich studiów nienawidziłam przez cały czas studiowania i myślę sobie i z każdym rokiem myślę sobie z raz większym przekonaniem, że to był mój błąd. I faktycznie to było takie raz, że ucieczka, a dwa taka próba, żeby mieć coś własnego, takiego powiedzmy niepodległego na swój sposób, napisać opowiadanie i mieć to jakoś wymyślone, zobaczone, opisane.
[16:10.70 → 16:28.59] A: Na czym ta niepodległość miałaby polegać? To jest pokazanie światu, jestem inna, czy rodzaj komunikacji z nim? Posłuchajcie, takie opowieści przychodzą mi w snach, w myśleniu, Mam taką wizję, jak tą niepodległość nazwać?
[16:29.41 → 17:05.32] C: No właśnie taki brak szarogęszenia się kogokolwiek innego. Ja byłam jakby i na studiach przystosowywana do pisania rzeczy, które się potem 150 razy poprawiało i cyzelowało i pisało zawsze pod kogoś, a to była taka jedna rzecz, która była moja własna. Może to jest też mój kompleks starszej siostry, bo ja całe dzieciństwo byłam wychowywana i zawsze musiałam się wszystkim dzielić i może kiedy pisałam to myślałam sobie dobra to tym się nie dzielę. Nikt mi tego nie będzie podjadał.
[17:06.20 → 17:29.73] A: A powiedzcie Pani jaka była rola redaktorów w momencie kiedy te opowiadania, czy odcinki się pojawiają? Czy potrzebowałyście kogoś, kto wtedy pomoże, z kim można porozmawiać, który podpowie konstrukcję? Czy to raczej był ktoś tylko, kto w sposób techniczny decydował o tym, co wybrać, co jeszcze powinno być? Jaka jest relacja młodego pisarza z redaktorem? Potrzebuje młody pisarz pomoc, a jeśli tak, to jakiej?
[17:30.35 → 18:32.92] B: potrzebuję, natomiast ja nie otrzymałam takiej pomocy. To było tak, że ja publikowałam jednak w małym wydawnictwie i te odcinki, które pisałam na bieżąco nie były w ogóle poza jakimiś tam przecinkami i znakami interpunkcyjnymi, nie podlegały redakcji. Natomiast przy wydaniu książki w zasadzie też to poszło z całości tak jak było. Więc ja wiem, że tak w praktyce w większych wydawnictwach to nie wygląda. I teraz rozmawiałam już o wydaniu następnej książki z większym wydawnictwem i dostałam mniej więcej taki ogląd jak to bardziej profesjonalnie przebiega. Natomiast moja książka to jest taka książka bardzo bez redakcji praktycznie, to znaczy miałam redaktora, natomiast ta rola redaktora tam była bardzo ograniczona.
[18:33.08 → 18:45.38] A: Wszystkie główne decyzje są Pani autorstwa dotyczące fabuły, języka. koncepcji podziału tej książki na trzy części?
[18:45.68 → 19:01.92] B: Jeśli chodzi o podział to jest koncepcja redaktora, natomiast co do samych zmian, jakichś ewentualnych propozycji, żeby coś zmienić, żeby na przykład coś wyciąć, to nie było to ruszane.
[19:02.98 → 19:04.68] A: Pani Weroniko, Czarny pomaga.
[19:04.98 → 20:14.17] C: Tak, ja miałam właśnie szczęście pracować z Magdą Budlińską, która jest świetną redaktorką i która ma naprawdę takie łebskie podejście do, przepraszam za wyrażenia, ale myślę, że to dobrze ją określa, że ona jest właśnie takim redaktorem, który potrafi też dać się przekonać, potrafi wyczuć... Autor wie, że ja potrafię robić... Nie, albo na przykład, że... Można z nią negocjować. I zwraca uwagę na rzeczy, na które ja bym nigdy w życiu nie zwróciła uwagę. Poczynając od tego np. że ktoś, kto jest np. dużych gabarytów nie powinien się śmiać jakoś szczególnie pyskliwie, chyba że ma to jakiś zamierzony cel. albo cały czas łapała mnie na nieścisłościach topograficznych, na tym, że okno było z jednej strony, a w następnej scenie z drugiej. To są takie rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi i teraz jakby staram się pilnować i to jest świetny proces właśnie nauki, też taka praca z dobrą redaktorem.
[20:16.14 → 20:50.86] A: Jeśli chodzi o konstrukcję książek waszego autorstwa, w prawie roślin południowych jest także z jedno duże opowiadanie, najobszerniejsze i sześć mniejszych takich obrazków, które przypuszczalnie są jakimś dopełnieniem tego świata, dopełnieniem tej wyobraźni. Poruszamy się mniej więcej wedle tych samych reguł, ale jednak są to odrębne opowieści. Czy tutaj było tak, że one miały równoważyć tą najważniejszą? opowieść, czy są po prostu takimi nitkami rozgałęziającymi się jeszcze w inne strony, żeby ten świat zaprezentować?
[20:51.98 → 21:04.42] C: Tak, to jest taka konstelacja właśnie wokół tego opowiadania. Nie linia, nie połączone punkty, jeden, dwa, trzy, cztery, tylko właśnie konstelacja. Jak jest jeszcze taka wypusta?
[21:04.83 → 22:08.23] A: A można przedstawić kolejność tych opowiadań np. z organizacji snu w przedszkolu czy konia w łaty karę, siwy koń w karę łaty. Można zamienić? Można i to nie zburzy koncepcji. A Pani Joanno u Pani? Tutaj mamy do czynienia z bardzo też kunsztowną konstrukcją. Zaczynamy od jednej bohaterki o imieniu Joe, która właśnie wyjeżdża z Nowego Jorku. Do Las Vegas chyba wraca. Po drodze jest Alabama, tak? Dobrze pamiętam, Alabama. I właściwie nie poruszamy się po prawdziwej Ameryce, tylko po takich naszych snach o Ameryce, filmach po Ameryce, książkach o Ameryce. Potem nagle mówi pani, że podziękuj bohaterko za happy end, dobra droga. Przeskakuje pani w zupełnie inną rzeczywistość. popularnego polskiego pisarza Janusza L. L. Czereśnickiego. W internecie był jeszcze jako Wiśniowiecki, ale już nie będziemy zdradzać.
[22:08.51 → 22:11.33] B: To zostało skorygowane już w procesie redakcji.
[22:11.51 → 22:54.58] A: Z wiadomych przyczyn. Bohater siedzi w internecie, trochę potem wychodzi na miasto, narzeka na fanki i nagle przeskakujemy do zupełnie innego bohatera, Arkadiusza Pszczoły, który chce dostać nikę, wyrusza do Warszawy, ma przyjaciela Hieronima Ose. Jak czytałem pani książkę, zastanawiałem się, jaka zasada rządzi przeskakiwaniem w te kolejne opowieści. Tam się przecież zmienia styl, zmienia się spojrzenie na bohatera, zmienia się płeć bohatera. Nie wiemy co ich łączy. Jeszcze Czereśniewskiego i Pszczołę na pierwszy rzut oka coś mogłoby połączyć. Są artystami w kryzysie. Ale jest ta Joe Amerykańska. Jak tu się poruszać?
[22:54.72 → 23:19.73] B: Oni wszyscy są nieudacznikami. Wszystkim się coś nie udaje i wszyscy znajdują się w takim punkcie swojego życia, że trzeba podjąć jakąś decyzję co ze sobą zrobić, ale nie potrafią tej decyzji podjąć. Ja nie wiem, czy to było zamierzone z mojej strony, bo tak jak mówię, pisałam tą książkę przez długi czas, natomiast już później, po przeczytaniu całości, to rzeczywiście...
[23:19.73 → 23:25.15] A: Tak, ale Pani Joanna, porzucić bohatera w trakcie opowieści, wymyślić sobie nowego, to jest znacząca decyzja autorska.
[23:25.19 → 23:51.09] B: Przecież nie żyjemy w XIX wieku i nie musi być taka spójność tej narracji i możemy robić, co chcemy. Tak postmodernizm dał nam taką wolność i ja z tej wolności korzystam. bo akurat ja w książkach sama, czytając książki, nie szukam koniecznie długich, ciekawych historii, tylko szukam bardziej jakichś takich fragmentów, które mnie przyciągną.
[23:51.81 → 24:07.59] A: Fragmenty to jest język, to jest... Co to może być? To jest próba opisu świata od bardzo dziwnej strony, to jest gra z różnymi oryginałami, gra na wielu bębenkach literackich, Jak to jest u Pani?
[24:07.63 → 24:48.57] B: Nie jestem krytyczką literacką, więc ciężko mi to ocenić. Sam język na pewno nie jest dla mnie na tyle pociągający, żeby tylko się na języku skupiać. W wielu recenzjach się powtarzają porównania mojej książki do pisarstwa Doroty Masłowskiej. Ja się z tym nie zgadzam, bo u niej jednak ten język zawsze gra główną rolę. Ja myślę, że akurat u mnie to jest jednak Ta fabuła ma jakieś znaczenie, natomiast to nie jest taka fabuła w takim typowym rozumieniu klasycznym, jakie znamy najczęściej. To nie jest książka do czytania w pociągu.
[24:49.81 → 25:40.52] A: Jak już zaczęliśmy o tym, o języku, to w obu przypadkach miałem wrażenie, że w waszych książkach Może nie język jest bohaterem, ale patrzymy za pomocą języka, jeśli taki paradoks jest możliwy, że ten język patrzy i opowiada, co widzi. I teraz ciekawi mnie, jak konstruuje się taki język. Czy to jest podsłuchiwanie świata? Czy to jest taka zabawa, jak w skrablach w układanie nowych słów? Czy zabawa w... albo w nadmiar słów, nadmiar stylów, albo w lakoniczność demonstracyjną. Jak ten język do was przychodzi? Jak się go wymyśla? Weroniko?
[25:41.54 → 26:15.99] C: No właśnie u mnie jest tak, że ja go nie wymyślam zupełnie. On do mnie... U mnie zawsze pierwszy jest obraz i pisząc te opowiadania założyłam sobie, że będę próbowała będę działać według takiej zasady, że będę stosowała tylko takie środki, jakie miałby reżyser, który by, to mi się nie udało, mówię od razu, który by miał pokazać tę historię. Ja też się starałam pokazać. Może jeżeli myślałam o języku, to myślałam o tym, żeby ten język był przepuszczalny i przezroczysty.
[26:17.19 → 26:19.23] A: I dlatego... Co ma przez niego przechodzić?
[26:19.34 → 26:19.89] D: Co ma przez niego wyświetlać?
[26:19.89 → 26:22.95] C: To właśnie te obrazy. Właśnie ta obrazowość.
[26:25.13 → 26:27.15] A: Pani Anno, o Pani przypadku.
[26:27.49 → 27:43.29] B: Tak się zastanawiam. Też nie byłabym w stanie stwierdzić, że jakoś zajmowałam się konstruowaniem języka. Myślę, że to już właśnie było w ramach tej całej gry i zabawy i że to przychodziło jakoś tak. i że jedno słowo podsuwa kolejne słowo i jeden obraz nasuwa kolejny obraz i to są po prostu takie części, które tworzą w pewnym momencie jakąś całość. Jedną z moich ulubionych książek jest w ogóle Życie Instrukcja Obsługi i nie ukrywam, że właśnie w pewnym sensie była to dla mnie inspiracja i że czasem absurdalne skojarzenia, czasem po prostu właśnie takie gry, które konstruują nam jakąś rzeczywistość. Nie wiem, nie potrafię tego w tym momencie jakoś tak chyba wyrazić, natomiast Zastanowię się jeszcze i...
[27:43.29 → 28:01.47] A: Myślę, że teraz przyszedł moment, żebyśmy posłuchali tej frazy. Pani Jan, może zacznijmy od pani fragmentu. Pani Justyno zapraszał na scenę fragment gier losowych wybrany przez autorkę. Jesteśmy już w trzeciej części powieści. Arkadiusz, Arkadiusz Pszczoła, dobrze pamiętam imię, Arkadiusz.
[28:03.37 → 33:16.59] D: Gdzieś na świecie miały miejsce historyczne wydarzenia. Sławni francuscy aktorzy wyjeżdżali z kraju stając się sławnymi rosyjskimi aktorami. Ktoś dokonywał przełomowego odkrycia, ktoś inny dostawał nominację do Oscara. W życiu znacznej części populacji nic nie było już takie jak wcześniej. Tylko w życiu Arkadiusza Pszczoły wszystko było takie jak zawsze. Uważał, że napisanie swojego najlepszego wiersza ma jeszcze przed sobą. Uważał tak od wielu lat. Świadomość ta pomogła mu przetrwać upadek komunizmu, sejm pierwszej, drugiej i kolejnych kadencji, wszystkie pielgrzymki papieża Polaka do ojczyzny, wszystkie zapowiadane końce świata i wszystkie porażki reprezentacji Polski. Nie wszystek umrę, zostanie po mnie mój najlepszy wiersz, którego napisanie mam jeszcze przed sobą. Zwykł myśleć Arkadiusz Pszczoła w chwilach egzystencjalnych kryzysów. Było to naprawdę przemijające. W świecie, w którym wszystko się kończy i przemija, jedyną pewną i stałą rzeczą było to, że najlepszy wiersz Arkadiusza Pszczoły jeszcze nie powstał. Coś tam niby się w jego życiu działo, ale on nie przejmował się tym za bardzo. Na wszelkie wyroki losu reagował ze spokojem entomologa, który widział już wszystkie motyle świata. Raz na przykład miał prawdziwą narzeczoną. Miał dwadzieścia kilka lat i kilka milionów złotych w kieszeni. Było to jeszcze przed denominacją. Był to jednak związek trudny i na odległość. Ona mieszkała w Zabrzu, a on w Bytomiu. Ktoś powie, że to niewielka odległość i będzie miał rację. Ktoś inny powie, że każda, nawet najmniejsza odległość może być przeszkodą i też będzie miał rację. Arkadiusz Pszczoła stanowił trzecią stronę w tym sporze. Uważał, że jest to duża odległość. Odległość, która skłania do pisania pełnych tęsknoty wierszy. Odległość, która czyni romans tragicznym. Kiedy narzeczona Arkadiusza Pszczoły, Marzena, zaproponowała, że może przeprowadzić się do Bytomia i może wręcz zamieszkać z nim, Arkadiusz Pszczoła doszedł do wniosku, iż jest to właśnie ten moment, kiedy należy zakończyć tę znajomość. Uświadomił sobie w jednej chwili, że na pewno nie napisze nigdy swojego najlepszego wiersza, jeśli ta kobieta się do niego wprowadzi, postawi na parapetach wymagające pielęgnacji rośliny doniczkowe, zostawi włosy w umywalce. Zaczyna się od rośliny doniczkowej, tłumaczył. Następnie będziesz chciała mieć ze mną chomika, Być może kanarka, coś co wymaga uwagi i opieki, czyniąc życie nie do zniesienia, a w końcu powiesz, że sama chcesz się rozmnażać i tego nie zniosę. To znaczy nie samego rozmnażania, ale tego, co jest później. Kochałem cię, gdy mieszkałaś w Zabrzu, ale teraz, kiedy myślami i jedną nogą jesteś już w Bytomiu, przestałem cię kochać. Marzena najpierw rozpłakała się, a potem zabrała swoje myśli i nogę z powrotem do Zabrza. Oddała z godnością pierścionek zaręczynowy za kilka milionów złotych i powróciła do swojego zwykłego życia bibliotekarki ze Śląska. Choć miała dopiero dwadzieścia kilka lat, naszła ją dojrzała refleksja, że życie nie jest przeważnie tak jak w książkach. Ale z drugiej strony nie jest też takie jak w telewizji. Życie jest po prostu takie jak w życiu, pomyślała Marzena na długo zanim przeczytała powieści Paolo Coelho. Kilka miesięcy później spotkała mężczyznę, który nie był Arkadiuszem Szczołą. W krótkim czasie miała z nim rośliny doniczkowe, chomika, a w końcu nawet dziecko. Przeniosła się z Zabrza do Mysłowic, gdzie wciąż była bibliotekarką, ale dodatkowo po pracy robiła też pierogi lub kluski śląskie. Lubiła to. Czasem wracały do niej wspomnienia o dawnym narzeczonym, ale wtedy zaczynała rozwiązywać krzyżówkę lub myśleć, co zrobić na obiad, by uczynić świat lepszym. On natomiast nigdy nie myślał specjalnie o marzenie. Kobieta jak kobieta. W samej Polsce jest 20 milionów kobiet, które nie czują potrzeby przeprowadzenia się do Bytomia i wywierania tym samym negatywnego wpływu na twórczość Arkadiusza Pszczoły. Kapitalizm również nie zmienił nic zasadniczo w jego życiu. Wszyscy wokół uczyli się angielskiego i obsługi komputera, pili kole i marzyli o Polonezie Caro. Arkadiusz Pszczoła dostał za to spadek od babci z USA, więc naukę angielskiego mógł sobie na razie darować. Robił herbatę i patrzył przez okno, przez które widział tylko kościół. Sklep Biedronka miał się tam pojawić dopiero za kilka lat.
[33:18.01 → 33:27.27] A: Dziękuję bardzo. Małe wyjaśnienie, ten pierścionek za kilka milionów jest kupiony w erze przed denominacją złotego.
[33:27.85 → 33:29.13] B: Tak?
[33:29.43 → 34:43.61] A: Tak dobrze pamiętam. Za chwilę przeczytamy kolejny fragment, tym razem już z książki pani Weroniki Murek. Myślę, że jak rozmawia się z pisarzami, to po przeczytaniu ich książek, to zawsze czytelnik ma w głowie takie desperackie myśli, A gdzie ona jest w tej książce? Co z niej albo gdzie ona ustawia się w tym świecie, które opisuje? Czy panie możecie podpowiedzieć takie tropy? Bo to jest oczywiście ta stara metoda szukania port parol, przebrzmiała metoda krytyczno-literacka, ale nigdy nie pozbywamy się takiego, my czytelnicy chyba, takiego myślenia, na ile ten świat jest zbieżny z czymś, co jest bardzo intymne, prywatne, własny, osobisty autora i w jaki sposób on siebie, jeśli w ogóle, opisuje, umieszcza w tym swoim wykreowanym literackim świecie. Czy wy gdzieś istniejecie w swoich opowiadaniach, w swojej prozie? W jakiejś transformacyjnej formie albo jeden do jeden? Można takie znaki równości postawić? Z jakąś postacią, sytuacją? Coś przeszło z życia?
[34:46.05 → 34:50.99] B: No właśnie ja nie przepadam za tą metodą, to znaczy można powiedzieć, że... Ona
[34:50.99 → 34:57.63] A: jest wredna pani Jan, ona jest wredna, nieusprawiedliwiona często, ale używana przez wielu czytelników, proszę wierzyć. Jeszcze.
[34:57.71 → 35:52.55] B: Można powiedzieć, że ta moja bohaterka Jo, która pojawia się w pierwszej części, to jest w jakimś stopniu moje alter ego, natomiast jest to karykatura też jednak i to nie jest... To jest szansonistka piosenkarka, która mieszka gdzieś tam sobie w Ameryce, więc ona ma pewne moje cechy, natomiast chciałam też, żeby jednocześnie była trochę śmieszna i żenująca, a o sobie też niekoniecznie chciałabym w ten sposób myśleć, chociaż na pewno też czasem taka bywam. Natomiast miało to być trochę krzywe zwierciadło. Ja jestem pełna podziwu dla autorów, autorek, które potrafią pisać o sobie w pierwszej, o sobie liczby pojedynczej i robią to z klasą i potrafią pisać o swojej intymności nawet w taki sposób. Natomiast to nie jest, to nie jest mój styl.
[35:53.25 → 35:54.85] A: Pani Weroniko.
[35:55.96 → 36:43.19] C: Ja mam taki myk. Ciężko mi się tworzy postacie pełnokrwiste w tych opowiadaniach. To są takie cienie na ścianie trochę, taki trochę teatrzyk, o którym ja wiem, że jak dobiegnie końca ich czas w historii, to ja złożę go do szkotułki i zamknę walizkę. I te lalki się już więcej tam nie pojawią. Dlatego No tak, to się bierze z takiego mojego wewnętrznego przekonania, że się kompletnie nie znam na ludziach. I dlatego nie chcę specjalnie się bawić w psychologizowanie, wymyślać jakichś ich wewnętrznych światów, sztukować to sobie, nie wiem, empatią czy czymkolwiek. Po prostu stwierdziłam, że tego nie będę robiła, bo mi to nie wyjdzie. I taki mam myk teraz, żeby uciec przed tym pytaniem.
[36:44.23 → 37:15.79] A: Ale jest Pani... Ja jednak podrążę, bo jest Pani takim master of the puppets, takim władcą marionety, który... który te, jak Pani powiedziała, figurki, które rzucają cienie na ścianie, porusza? Od razu pociągnę to, bo w Pani opowiadaniach i w dramacie wydaje się, że nawet jeśli jest Bóg, to jest to taki Bóg sztuczny, taki wymyślony przez ludzi, taki oszukańczy. Nie ma tego sprawcy, który to poruszył, tej pierwszej przyczyny, tego Demiurga, który tym steruje. Jeśli jego nie ma, to może Pani weszła na to miejsce?
[37:17.13 → 37:39.51] C: Może tak, ten Demiurg jest też dosyć taki niezręczny w swoich poczynaniach. Te lalki się cały czas jakoś przewracają, potykają i faktycznie ten Demiurg jest ograniczony siłą rzeczy, ponieważ jest z tego samego świata, z którego są ludzie, nie ma w sobie żadnej boskości i dlatego też działa tylko według takich nam znanych zasad.
[37:40.21 → 38:10.09] A: A w Pani opowiadaniach i w dramacie poruszamy się po takiej rzeczywistości powiedzmy prowincjonalnej. chyba nierzeczywistej, to znaczy nie ma takiego miejsca chyba, bo jest zlepione zbyt wielu, nazwy są mylące, realia również się przenikają, ale czy te światy wyszły z jakichś konkretnych obrazów, powiedziała Pani, że zaczyna od obrazów, obrazów z dzieciństwa na przykład, ze snów, czy to jest taka materia wspomnienia i sen, to jest materia dla budowania Pani światów?
[38:10.75 → 38:43.07] C: Z jakichś cinek, tak, tylko że Jeżeli piszę na przykład o przedszkolu, to to nie jest przedszkole, do którego ja chodziłam. Dlatego też miałam takie problemy przy pisaniu książki, na czym mnie łapała, tak jak już mówiłam, redaktorka, że te okna, drzwi nie zgadzają się cały czas, jest jakieś przemeblowywanie, dlatego że ja nie miałam w głowie tego pokoju konkretnego. Ale miałam w głowie gazetkę, którą pamiętałam ze przedszkola właśnie, czy ten taki potworny kociołek z ciepłym mlekiem. To tak, takie gadżety są przemycone.
[38:43.84 → 38:53.84] A: Pani Joanna, pani widzi miejsca, krajobrazy, przez które poruszają się pani bohaterowie? Czy to są światy tekstowe, takie tylko skupione na bohaterzy języku?
[38:54.04 → 39:11.56] B: Ja nigdy nie byłam w Bytomiu, a duża część tej książki dzieje się w Bytomiu, więc to jest już ciekawe, bo miałam spotkanie autorskie, na które przeszedł czytelnik tej książki i on mi tam wytykał różne nieścisłości, że to nie tak zupełnie w tym Bytomiu jest.
[39:11.68 → 39:14.72] A: Nie ma Biedronki koło kościoła, tak? Nigdy nie było.
[39:14.74 → 39:34.16] B: Miałam tam różne zastrzeżenia, natomiast ja bym powiedziałam, no i przyznałam szczerze, no ja nie byłam, ten Bytom to jest każde inne jakieś takie miasto, które ja bym sobie wybrała jako odpowiednie akurat dla tego bohatera. Takie miasto właśnie bez wielkich właściwości.
[39:34.99 → 39:37.09] A: Szuka Pani właściwości komicznych w Bytomie.
[39:37.74 → 40:48.33] B: Mieszkam w Krakowie, jakbym chciała umiejscowić bohatera w Krakowie, to już bym musiała tam dużo tych szczegółów rzeczywiście podawać, a tutaj to po prostu miało być takie miejsce, z którym ja nie czuję żadnego związku, ale które sobie w jakiś sam sposób wyobrażam. Takie mgliste, ale wyobrażam sobie. Tak samo nie mogłabym umiejscowić tego bohatera w Lublinie, bo też Lublin na tyle dobrze znam, że nie dałoby rady. i wyszłoby zbyt w skali 1 do 1, natomiast ten bytom to miało być takie miejsce bez właściwości. Ale tak, myślę o takich szczegółach. Ja właśnie ostatnio mając spotkanie z redaktorką, która być może będzie redaktorką mojej następnej książki, ona zwróciła uwagę, Większość pisarzy czy pisarek, jak mówi, to mówi przede wszystkim o sobie i skupia się na swoich emocjach, a ja natomiast mam coś takiego, że jednak skupiam się chyba bardziej na obserwowaniu tego, co jest wokół mnie i takie różne szczegóły świata zewnętrznego są dla mnie bardzo istotne.
[40:48.39 → 40:54.87] A: Czyli kradnie pani zdania, sytuację? Tak, zdecydowanie. Miałam koleżankę pisarkę, która chodziła z notesem na każde spotkanie towarzyskie.
[40:54.99 → 40:55.31] B: Nie, ja to zapamiętuję.
[40:55.31 → 40:57.27] A: Było strach się odezwać, bo zapisywała całe zdania.
[40:59.39 → 41:16.87] B: Nie, zapamiętuję, lubię podsłuchiwać ludzi, nie ukrywam, obserwować i zwracać uwagę na takie różne detale i szczegóły, które być może inni traktują jako coś oczywistego.
[41:17.43 → 41:19.13] A: Pani Weroniko, pani słyszy ulicę?
[41:20.32 → 41:52.92] C: Lubię słuchać ulicy i taka przyjażdżkę, nie wiem, pociągiem czy polskim busem to jest faktycznie kopalnia spostrzeżeń i cytatów czasami też, tak. No i to jest niewiarygodne, bo zdania, które się czasami wyłapie, to są jakieś tak kunsztowne mimochodem zdania naprawdę, że tego by się nie wymyśliło, gdyby się usiadło nad kartką i pomyślało, że chciałoby się coś takiego jakoś stworzyć, skleić, sklecić. Taka nonchalancja języka ulicy jest inspirująca.
[41:53.30 → 42:16.90] A: Ale to chcecie pani powiedzieć, bo właściwie podobna strategia, że pisarka to jest także taka złodziejka słów, sytuacji, temperamentów, ludzi. To wszystko co najważniejsze jest dookoła i to dopiero zderzone z wyobraźnią, ze swoimi, tym co chce zrozumieć za pomocą pisania tworzy literaturę. Te akty złodziejskie są fajne?
[42:19.20 → 42:24.78] B: To było krzywdzące na pewno dla niektórych. To znaczy ja często...
[42:24.78 → 42:30.24] A: Paru pisarzy Pani obrabowała, na przykład Janusza L. Czereśniewskiego z wielu fraz.
[42:30.51 → 43:14.60] B: Tak, ale również w takich sytuacjach bardziej dotyczących bliskich osób bywa to kłopotliwe, bo kiedy odebrałam i dałam go mojej mamie, to ona od razu się przestraszyła, czytam, aby na pewno nic złego o niej nie ma. To jest coś takiego, że ludzie, którzy są wokół takiej osoby piszącej, w pewien sposób się chyba boją tego, że zostaną opisani jakoś niekorzystnie, być może. Zwłaszcza w takim stylu pisania, jaki ja prezentuję, bo tam to nie jest styl romantyczny i taki sympatyczny szczególnie. Może sympatyczny, ale nie do każdego.
[43:14.66 → 43:20.00] A: Jest pani okropnie złośliwa, pani Joanna. W portretach świadka literackiego mężczyzn
[43:21.73 → 43:31.99] B: No więc niektórzy się tego chyba obawiają trochę, ale z drugiej strony to jest jednak literatura i uważam, że takie obawy są niepotrzebne.
[43:32.79 → 44:09.46] A: Jak doszliśmy już do tego tematu, to powiedzcie Panie, to jak wygląda sam proces technologiczny już pisania? Jak piszecie? Zarywacie noce w jednym ciągu, w takim uniesieniu, jak nie skończy tego rozdziału, to po prostu dzień się nie zacznie. Piszecie w kawiarni, przy biurku, na podłodze, na balkonie, w łóżku, w pociągu. Jak to wygląda? Zdradźcie tę tajemnicę, bo to jest też takie fajne światło na to, jak rodzą się książki, jakich okoliczności potrzebujemy, żeby coś napisać. Weroniko?
[44:10.82 → 45:19.39] C: Ja miałam takie szczęście przy tej pierwszej książce, że ona powstawała i jakby było zainteresowanie strony wydawnictwa i tak dalej, ale nie miałam konkretnego deadline'u i to wiązało się z taką sytuacją, że nie zmuszałam się w ogóle do pisania. Jeżeli miałam czas, pomysł, to siadałam i pisałam. Czasami to było pisanie trzy dni pod rząd, cały czas. Czasami to była przerwa półroczna. I zastanawiałam się, w jaki sposób będę, jak się będę czuła, kiedy będę miała faktycznie jakieś jarzmo konkretnego terminu. Teraz mam takie jarzmo i faktycznie zarywam noce. Ale to są dwie różne sytuacje. Nie, na razie jeszcze nie wiem jakie będą wyniki tej drugiej, ale na razie jeszcze nie staram, nie wchodzę w takie wrażenie, że to jest, no że się zmuszam, czy jest takie szlifowanie, po prostu idą wióry, lampa olejna mi się gdzieś przepala, nic z tych rzeczy.
[45:19.99 → 45:22.35] A: Jakieś rytuały, przesądy związane z pisaniem?
[45:22.43 → 45:22.87] C: Nie, nie, nie, nie.
[45:22.91 → 45:24.41] A: Herbata, nie wiem, koc?
[45:25.05 → 45:25.49] C: Nic.
[45:25.51 → 45:27.53] A: Nie, nic nie ma, nie? Muzyka w tle, nic?
[45:28.01 → 45:28.15] C: Nie.
[45:28.23 → 45:29.07] A: Nie jest to ważne?
[45:29.89 → 45:30.35] C: Dla mnie nie.
[45:31.01 → 45:31.61] A: Pani Anno?
[45:32.05 → 46:07.95] B: Ja przyznaję, że dużą część gier losowych napisałam w knajpach. Hipsterskich knajpach, tak? Przeróżnych, nie wiem, co najmniej 10 krakowskich knajpach, gdzie po prostu wychodziłam, miałam takiego wtedy mini laptopa, więc nie było to kłopotliwe i na przykład myślałam, no muszę napisać ten odcinek, bo obiecałam, że go dzisiaj wyślę, więc otwierałam Worda, pisałam, zamawiałam sobie często do tego piwo i nie wiem czy to jest, powinno się ujawnić z jakiegoś faktu.
[46:07.95 → 46:12.03] A: Idziemy teraz tropić, który fragment został napisany z użyciem piwa na przykład.
[46:12.39 → 46:33.78] B: W międzyczasie podsłuchiwałam też jednym uchem ludzi i taki chaos i gwar generalnie chyba mi służył. Nie cała książka w ten sposób powstała, ale spora jej część. A jeśli chodzi o to, co teraz piszę, to raczej inaczej już w domu. Natomiast nie wykluczam, że się to zmieni. Zobaczymy, jak będzie postępować w pracy.
[46:33.93 → 47:20.90] A: W XIX wieku na przykład Juliusz Wern, jak pisał swoje podróżnicze powieści, to się obkładał rocznikami geograficznymi, sprawozdaniami z podróży, encyklopediami. Mnóstwo pisarzy historycznych miał fiszki z rocznikami, pocztami dynastycznymi wszystkimi. Kilka obłożeni byli kilkunastoma książkami. Czy teraz waszym głównym źródłem jest internet? Do czego dzisiaj pisarz potrzebuje internetu? Jak wy go wykorzystujecie? Bo chyba używacie, panie. ale jaki rodzaj researchu przy waszym typie prozy, waszym sposobie pracy jest potrzebny, żeby dopełnić opowiadanie, żeby je stworzyć? Czy wasza działalność w sieci przekłada się na to pisanie?
[47:22.44 → 48:22.09] B: Myślę tutaj, że internet jest na tyle naturalnym środowiskiem, że to nie jest No dla mnie to nie jest jakieś źródło wiedzy, tylko to jest po prostu jedno ze środowisk, w których funkcjonuję. I ciężko jednocześnie byłoby pisać, gdybym nie miała takiego zaplecza w postaci już przeczytanych książek i w postaci różnych doświadczeń życiowych. Wydaje mi się, że ktoś, kto po prostu całe życie spędza w internecie, też nie napisze nic sensownego. Jest to po prostu jedno ze środowisk i nie można w tym momencie już po prostu wykluczać, że nie po prostu odetnę się od internetu i będę pisać tylko 13 zgłoskowce, bo to nie ma sensu, przynajmniej w moim przypadku. Natomiast nie uważam, żeby to było, żeby to była jakaś wielka inspiracja. Internet jest sytuacją, jest czymś wtórnym wobec po prostu świata.
[48:22.82 → 48:49.62] A: Ale czy te dwie osoby, które w Pani są, jedna, która robi stronę, mogę o tym powiedzieć, stronę z memami, czyli maoizm hipstera, tak? Hipsterski maoizm. Hipsterski maoizm i druga osoba, czy Joanna Dziwak, pisarka, czy jest granica między nimi? Czy ten świat memowy przenika w Pani pisanie, w Pani myślenie o tekście, słowie, konstrukcji? Czy to są dwie różne osoby i jedna robi swoją pracę, druga swoją?
[48:51.61 → 49:55.66] B: Myślę, że w pewien sposób się to przeplata, bo w obu sytuacjach chodzi mi o zawarcie jakiejś tam, powiedzmy, dosyć błyskotliwej czy świeżej myśli za pomocą minimalnej ilości środków, to znaczy lubię takie zdania, które, no jedno takie celne zdanie, które po prostu, że tak powiem, robi cały rozdział, na przykład w przypadku książki, Natomiast grupa odbiorców jest zupełnie inna w obu przypadkach i jeśli chodzi o wydawanie mojej książki, to były takie, no może naciski to za duże słowo, ale ze strony wydawnictwa nakłaniano mnie, żebym promowała tą książkę za pomocą swojej strony. niechętna, ponieważ uważam, że właśnie ci odbiorcy są tutaj zupełnie inni i że ludzie, którzy interesują się, nie wiem, którzy oglądają polityczne memy, to niekoniecznie są ludzie, którzy chcą czytać książkę, która ma 300 stron.
[49:55.74 → 50:00.22] A: Hipsterski maoizm jest o polityce. Śmiej się pani z polityków.
[50:01.13 → 50:03.31] B: Śmieję się, nie wiem czy to za...
[50:03.31 → 50:06.49] A: Łapie ich pani na gorącym uczynku, tak?
[50:07.27 → 50:12.57] B: Powiedzmy. Jest to strona z memami politycznymi.
[50:13.43 → 50:18.63] A: Pani Weroniko, a ten internet w pani świecie pasuje do niego?
[50:19.15 → 50:60.00] C: No właśnie ten mój świat jest taki dosyć analogowy powiedziałabym, ten przedstawiony w opowiadaniach. Ja pamiętam, że obkładałam się w pewnym momencie rocznikami Starymi Panoramy Śląskiej i tam jakiś taki kod tego języka właśnie takiego trochę PRL-owskiego. To było faktycznie coś, co mnie inspirowało, ale i tak sobie myślę jeszcze o internecie i o tym, jaką rolę pełni Na pewno bardzo mi pomaga strona z synonimami i to jest główny powód, dla którego zawsze mam włączony internet, jak piszę, mimo tego, że się potwornie rozpraszam też tym dostępem, tym Wi-Fi.
[51:02.22 → 51:44.78] A: A czy używacie osób bliskich do przegadania tematu opowiadania, obrazu, języka, jak to działa? To jest tak zwana osoba bliska, zaprzyjaźniona, to jest ktoś inny niż redaktor. Znam kilku piszących reżyserów, na przykład Maciej Wojtyszko, który każdą sztukę właśnie przegaduje w kulisach z aktorami. Łapie za rękę i mówi, słuchaj, mam pomysł na sztukę o Buchakowi, opowiem Ci, jak to będzie akcja w bufecie Moskiewskiego Teatru Artystycznego i oni będą o tym rozmawiali. Następuje 20-15 minutowy monolog, fenomenalny, ale Wojtyszko w nim sprawdza, czy dobrze poustawiał pewne rzeczy, czy to jest ciekawe, czy ten słuchacz nagły, przypadkowy lub bliski strzyże uszami. Czy wy macie takie bliskie osoby, które...
[51:44.78 → 51:48.52] C: Za dużo się ostaje po takiej dyskusji, z tego pierwotnego pomysłu?
[51:49.18 → 52:21.20] A: Trudno powiedzieć, nie badałem w jakiś sposób Wojtyszka, ale z tego pamiętam, jak mi opowiadał o Bułhakowie, to już miał bohaterów, już wiedział, kto do nich będzie przychodził i pokazywał zbieżności, kto w tym czasie odwiedzał Stanisławskiego, kto Meyerholda, gdzie był Erdmann, co się działo z Bułhakowem w tym momencie. Rysował linie cały czas i sprawdzał, czy my się nie gubimy w tych liniach. Pytanie było, czy macie kogoś takiego, czy nie? Czy pisarka jest sama dzisiaj?
[52:21.42 → 53:06.61] B: To znaczy ja mam w sumie chyba taką jedną osobę, która też jest pisarzem, poetą. Mamy zupełnie różną wrażliwość, znaczy zupełnie, może nie zupełnie, bo jesteśmy w jakiś sposób przywiązani do takiej codzienności i takich klimatów powiedzmy niezobowiązujących i z nim sobie tak czasem rozmawiam na to. Nie sądzę, żeby to była też osoba, która ma jakiś zasadniczy i wielki wpływ na ostateczny kształt tego, co robię, bo ja jestem jednak osobą taką, która i tak jak będzie chciała, to zawsze na swoim postawie, więc ciężko mnie przekonać, że coś trzeba zmienić, jeżeli ja nie jestem o tym przekonana.
[53:08.17 → 53:09.11] A: Weronika?
[53:09.77 → 53:45.88] C: Ja chyba też nie mam takiej osoby. Przy pisaniu opowiadań Pomyślałam sobie, że no wezmę to wszystko na siebie, te wszystkie złe decyzje. Mimo tego, że nie byłam przekonana, ale stwierdziłam, że jeżeli mam później za te opowiadania jeszcze odpowiadać, to chcę odpowiadać całości za to, co ja sama sobie wymyśliłam i że będę taką mającą rację albo kompletnie się mylącą, ale ostateczną instancją. Coś jeszcze chciałam powiedzieć, teraz zapomniałam.
[53:47.98 → 54:08.68] A: Nieśmiałość, bo w paru wywiadach pani powiedziała, że była zawsze osobą nieśmiałą. Czy nieśmiałość tutaj pomaga, czy przeszkadza w takim byciu w tym swoim świecie? Bo jak rozumiem, wtedy ten świat, który stwarzam w literaturze jest mój. Może nie ma potrzeby dzielenia się aż do momentu wydania, ukończenia?
[54:09.36 → 54:36.94] C: Pewnie z tej nieśmiałości się też bierze taka osobność i taka sytuacja, że człowiek się na tyle jakby odzwyczaja od tego, że jest w towarzystwie, że już mu później to jakby nie sprawia różnicy. Ostatnio byłam na spotkaniu z Waldemarem Bawołkiem i on opowiadał, że zaczął pisać dlatego, że zawsze bardzo cicho mówił i nikt go nie słuchał i pomyślał sobie, że jeżeli to wszystko zapisze, to ktoś to przeczyta i do kogoś to dotrze. To może właśnie była też podobna sytuacja.
[54:38.17 → 54:40.27] B: Ja też jestem wielką fanką Waldemara Bawłka.
[54:41.47 → 54:59.43] A: Dziękuję bardzo. Pani Justyno, fragment prozy pani Weroniki Murek z tomu Uprawa roślin południowych metodą Miczurina. To jest opowiadanie Siwy koń w Plamy Kary. Nie od początku. Tak.
[55:00.75 → 01:04:11.88] D: Wybierał kobiety brzydkie. Tak wolał. Przede wszystkim dlatego, że one nigdy mu nie odmawiały. Przychodziły na dancingi w towarzystwie ładniejszych koleżanek, tamte do tańca porywano od razu. Brzydkie niemal nigdy. Zostawały przy stoliku i zamawiały to jeszcze jedną kawę, to szklaneczkę wódki, walcząc w ten sposób o najmniejsze rozmiary przegranej. Już nie dlatego nie tańczyły, że nie proszono ich o to. Nie tańczyły, bo kawa mogła przecież wystygnąć, a wódka się zagrzać. Rozglądały się potem z godnością posali. Ich wzrok mówił, sami Państwo widzą, dużo się dzieje i same pilne sprawy. Poza tym oczywiście nic się nie mogło równać z wdzięcznością brzydkich kobiet. Kiedy skłaniał się ku nim, brał za rękę, obejmował w talii i prowadził na parkiet, biło od nich światło, którego piękne kobiety nie miały. Blask wielkiego święta, pulsujący, biały, jak gdyby na krótki moment przywracał je znów kobiecości.— Ma pani piękne korale— szeptał w tańcu, a jego partnerka spuszczała skromnie wzrok, czerwieniała cała, mówiła— ach, od brata dostałam. I puszczała na moment jego dłoń, by musnąć korale. Zbyt małe i za krótkie przy jej tuszy, wpijające się w ciało tak mocno, że przy przełykaniu musiała wyciągać szyję jak kura.— Leżą, pani— szeptał. Pozwalał jej obdarzyć się zachwyconym spojrzeniem, po czym dodawał surowo— a teraz tańczmy już. Patrzyła na niego z wdzięcznością, z oddaniem, a on nie patrzył wcale. Prostował się bardziej, podnosił brodę, wzrok miał uroczysty, wbity gdzieś ponad jej lewym ramieniem. Zazwyczaj nie znały kroków i pozwalały się prowadzić. To lubił najbardziej. Co róż chwiały się albo następowały mu na palce, chichocząc przy tym głupio, zupełnie zrozpaczone. Nie były też przyzwyczajone do bliskości i pod wpływem ciepła drugiego ciała sztywniały zaraz niby rzemień w słońcu. Nie przeszkadzało mu to. Nie reagował wcale. W tańcu nie widział niczego. Późnym wieczorem, kiedy na parkiecie robiło się więcej miejsca, podchodził do orkiestry i z zapaska zegarka wyciągał złożoną na czworo karteczkę. Jeszcze w domu wypisywał na niej kilka melodii, które koniecznie chciał usłyszeć. Grano więc once upon a December albo temat z nocy i dni. Podchodził do najbrzydszej kobiety i prosił do tańca mówiąc, na zakończenie pięknego wieczoru. Nie przeszkadzał już nikt, tańczyli. Inne pary rozstępowały się przed nimi jak ławica ryb, pieszchały pod ściany. Partnerka, dajmy na to tłusta dama w obcisłej, srebrnej sukience, szeptała mu do ucha, że och, nie jest pewna, czy potrafi, czy jeszcze pamięta, a jego ogarniał zapach ciężki, ciemnozielony, perfum i alkoholu. Okręcał ją trzy razy i niemal upadała, musieli przystanąć i odczekać chwilę. Potem ujmował jej dłoń, i obejmował ją w talii. Wczepiała się w niego i zaczynali taniec. Prowadził ją lekko, co właściwie znaczy holował. Tego jednego szczególnego razu wybrał na partnerkę gustownie ubranego krokodyla o ciężkich powiekach umalowanych opalizującym cieniem i z wielką brodawką na paliczku, z której sterczały trzy sztywne włoski. Uroczo pani wygląda. Powiedział bez entuzjazmu, spojrzał na jej upudrowaną twarz, tłustą i ospałą, lecz o szczególnym uśmiechu. Gapiła się na niego z takim oddaniem, że poczuł się zmuszony, żeby powiedzieć coś jeszcze. Nic jednak nie przychodziło mu do głowy. Spojrzał ku górze, szukając natchnienia. Świat jest wielkim zdumieniem. Znów patrzył gdzieś ponad jej lewym ramieniem, nic nie widział. Tańczyli. Zniknęła przetarta bordowa wykładzina, zniknęła boazeria, zniknęły lustra upstrzone przez muchy i zniknął zapach wilgoci. Wirowali zgodnie z kierunkiem wietrznych manewrów, to znaczy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Zdawało mu się, że płynie nad parkietem, że każdy jego ruch trafia w punkt, a każdy dźwięk w swoje miejsce. Czasami budził się niechętnie z tego letargu i spoglądał w stronę okna. Czy tamci patrzą na niego? Zdawało mu się, że ciemność za szybą jakby narasta. Tężeje, że gapie gromadzą się coraz liczniej i coraz ciaśniej stają przy szybie. Kobieta podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem, pochyliła się ku niemu. Czy tam coś jest? spytała. Czy pan tam coś? Tak, odparł. Cuda. Musimy, zaczęła znowu. Pokręcił głową rzeku. Tańczmy. Prowadził ją coraz bardziej nieuważnie, coraz bardziej samotny i osobny w tańcu. Czasami tylko zrywał się nagle i zmuszał ją do piruetu, jakby obracał przed sobą beczkę albo wielki kokon. Poddawała mu się chętnie, całkiem zrozpaczona. Nie odrywał wzroku od okna, nawet kiedy kroki tańca oddalały ich w kierunku przeciwległej ściany i kiedy ustawiały go tyłem, wyciągał szyję, najbardziej jak się dało, wykręcał się, zezował, jak ktoś siłą wciągany w tłum, kto rzuca jeszcze przeciągłe, błagalne spojrzenia ku temu, co musi za sobą zostawić. Jest tam coś, odezwała się w końcu strapiona. Jest coś, ku czemu pan patrzy. Tak, odparł. Są tam cały czas. Ciągle. Gdzie? Za oknem. Odwróciła się zmieszana, spytała, kto taki?— Ludzie przechodnie— odparł z mocą.— Przychodzą, aby podziwiać taniec, rozmach ludzkich poczynań.— Proszę?— Przychodzą mnie podziwiać. Przychodzą patrzeć na taniec i na to, jak spożywam. Nie mieści im się w głowie dawać przykład, proszę pani, nie tylko tańcem, ale całym stylem życia. Rozmach ludzkich poczynań, proszę pani, nie mieści się w głowie. Nie mieści się w głowie, powtórzyła i zerknęła na wszelki wypadek ku czarnej szybie. Nie powinien pan, dodała ostrożnie, mówić mi o tym wszystkim. Nie jestem dobrą tancerką, nie czuję się. Wiedzieć, że patrzą, urwała, pomyślała. A co to u licha? I dodała zaraz, czy to często się zdarza? Zawsze prawie odparł, oczy miał zamglone. Odkąd tu przychodzę, Szarpnął i ruszyli żwawiej jakby. Ona patrzyła w niego, on patrzył ponad nią. Powoli dogasała muzyka ostatniego walca. Moment przerwy i orkiestra huknęła wspomnienie. Ta melodia, powiedziała, jak żadna inna. Wiem, odparł. I u mnie to samo. Pan też rozwiedziony? Nie, odrzekł. Ale tańczmy już, proszę nie gadać. Po to jest muzyka, żeby nie gadać. Nie trzeba mówić. Łzy stanęły jej w oczach, otworzyła je szerzej, obiecując sobie, że uda się jej nie płakać. Na nic to. Broda zaczęła jej drżeć, wyrwała się mężczyźnie i uciekła do kąta przy barze. Odnalazł ją po chwili, podał chusteczkę.— Proszę nie płakać— powiedział znużony, spoglądając w stronę parkietu i licząc, ile jeszcze taktów melodii i czy uda mu się wrócić, zanim orkiestra umilknie.— Proszę nie płakać, proszę pani. To nic, odparła. Nic, nic, ja nie płaczę. Ale co pani mówi, odpowiedział zbudzony. Widzę przecież oczy zapuchnięte, cała pani ośliniona. Boże, powiedziała wzbierającym głosem. Pan się tak nie przygląda. I zgasiła światło. To chwilę trwało. Absolutny mrok rozproszony tylko przez słabe światła ulicy. Orkiestra zagrała jeszcze kilka taktów i umilkła. Zrobiło się zamieszanie. Na tle jasnego kwadratu okna odcinały się czarne cienie tancerzy i kelnerów. Kto zgasił? Proszę włączyć! Kto zgasił? Wołano. Na dworze ponował zaś absolutny spokój. Ruch na ulicach zamarł. Kto miał wrócić z pracy już wrócił, kto dotarł do domu już z niego nie wychodził. Mężczyzna odwrócił się w stronę okna, znieruchomiał, spoglądał w milczeniu. Kobieta otarła łzy i włączyła światło. Poszli, powiedział mężczyzna. Poszli już sobie. Nie było nikogo, odparła ona składając chusteczkę. Ubrudziłam pana o tu. Za zimno, odezwał się. Może innym razem. Zazwyczaj wytrzymywali. Po prostu przetarłam oczy i czoło, a cała byłam w pudrze, zapomniałam zupełnie. Podsunęła mu chusteczkę, ale nawet nie spojrzał. Spróbowała mu ją wsunąć w kieszonkę marynarki, ale chusteczka wypadła zaraz. Mamy taką umowę, powiedział on. Przychodzili zawsze. Nie było nikogo, odparła ona ani dziś, ani nigdy wcześniej. To przez tę pogodę. Przez chwilę jeszcze wpatrywał się w ciemny kwadrat okna, w swoje rozmyte odbicie. Potem drgnął, wzruszył kilka razy ramionami, jakby chciał się rozluźnić. Bez słowa podszedł do wieszaka, zabrał płaszcz i wyszedł.
[01:04:13.68 → 01:05:08.67] A: Czytała Justyna Kazek, czytelnia dramatu. Dziękuję bardzo ten drugi fragment dzisiaj. Ten fragment pani Weroniki prowokuje mnie do takiego pytania. Inspiracja, taką rozmowę z filmami, z książkami, które zawsze gdzieś stoją za pisarzem. Jesteśmy w końcu tym, co przeczytaliśmy, co zobaczyliśmy. Tak, miałem takie wrażenie, słuchając i wcześniej to czytając, że pamiętam taki film z Paulem Belmondo i Mia Farrow. Paul Belmondo kochał się tylko w brzydkich kobietach, pokazywał potem ich zdjęcia i była taka piękna scena tańczy z Mia Farrow, która ma jakiś defekt twarzy, kulawą nogę i potem bierze ją do pokoju, ona rano wstaje i mówi mu dziękuję. Czy taki obraz, takie filmy są gdzieś tam ukryte pod Pani opowiadaniami, przetworzone, czy to jest zbieżność przypadkowa?
[01:05:08.69 → 01:05:10.47] C: Nie, nie, to jest przypadkowe. Jakiś jest tytuł tego filmu?
[01:05:10.49 → 01:05:24.95] A: Pamiętam absolutnie, ale Paul Belmondo, Mia Farrow na pewno. Ale czy filmy i książki pomagają w powstaniu tych obrazów, które Pani zapisuje, z których rodzi się potem język, tak dalej i tak dalej, tak jak rozmawialiśmy?
[01:05:25.97 → 01:05:39.19] C: Jestem kiepskim kinomanem. Nie jestem na bieżąco, a jeżeli oglądam, to oglądam właśnie starsze filmy. Bardziej bym wracała jakoś do książek mimo wszystko, cały czas.
[01:05:40.63 → 01:06:02.93] A: I wtedy jeśli istnieją takie książki, które gdzieś dotykają tego, o czym pani pisze, to to jest rozmowa? To jest po prostu zbieżność? Czy chce pani na przykład jeszcze raz opowiedzieć jakąś sytuację, historię, obraz? zobaczony pani oczami, ale który już kiedyś się pojawił w literaturze. To jest potrzebne pisarzowi, takie odbicie?
[01:06:03.03 → 01:06:39.96] C: W tym opowiadaniu akurat nie, ale na przykład w opowiadaniu o gospodarstwie, w którym pracują chorzy nerwowo. Chciałam nawiązać do Andersena i jeszcze raz sobie przepisać tę bajkę. Myślałam, co by się stało, gdyby brzydkie kaczątko pozostało brzydkim kaczątkiem. Na przykład tak, to jest taki moment, w którym faktycznie jakoś się chciałam od tego odepchnąć, tak trochę jak w basenie.
[01:06:41.52 → 01:07:01.45] A: Rozumiem, pani Janno, to literackie odepchnięcia są pani potrzebne. W niektórych autorach jeździ Pani, jak to się mówi, jak po burejsuce, tak się mówi czasem, niszczy ich, wyzłośliwia ich i tak dalej, ale też inni, tak jak Perec, od Instrukcji, tak, życie Instrukcji Obsługi są za plecami. Jak to u Pani jest?
[01:07:02.19 → 01:07:33.42] B: To znaczy... I na pewno to, co w życiu przeczytałam ma wpływ na to, co napisałam. Natomiast chyba nie było czegoś takiego, żebym miała taką ideę, że za konkretnym tekstem stoi jakaś inspiracja. Raczej to się wszystko tak splata ze sobą i myślę, że w moim przypadku to jednak tutaj popkultura jest największą inspiracją.
[01:07:35.77 → 01:08:09.45] A: A jeśli myślicie o swoim pisarstwie, o swoich debiutanckich książkach, to czy można używać w stosunku do ich opisu, czy w rozpoznawania tego świata, nie wiem, końcówek męskich, żeńskich? To są kobiece światy? Nie w sensie, że a propos literatury kobiecej i tak dalej, która ma jednak w opisach taki pejoratywny trochę wydźwięk, Ale czy to jest, czy zauważacie, że to jest pisane z perspektywy kobiecej? Czy ta wasza literatura ma płeć żeńską silnie?
[01:08:13.89 → 01:09:04.47] B: Ja generalnie wolę bohaterów płci męskiej i jakoś tak, jeżeli mam pisać, miałabym, ktoś mi kazał po prostu napisać w tym momencie jakieś opowiadanie, to wolałabym pisać to jako mężczyzna. Nie wiem, z czego to wynika. Może po prostu jest to kwestia nadania jakiejś innej perspektywy i może jest to kwestia właśnie tego, że nie lubię tego, o czym mówiłam wcześniej, czyli takiego skupiania się na sobie w tym, co piszę. Nie lubię jak to jest zbyt po prostu intymne. Po prostu jeżeli podaję się za mężczyznę, to spektrum robi się automatycznie moim zdaniem trochę szersze.
[01:09:04.95 → 01:09:34.32] C: Ja mam też dokładnie taką samą sytuację. Złapałam się na tym, że im większe jest zagrożenie, że ta postać będzie ze mnie czerpała, tym chętniej się podaję, tym chętniej robię z niej postać męską. Może to jest faktycznie taki uskok, żeby się do końca jeszcze nie pokazać. Gdybym miała się zastanowić, czy to jest kobieca, czy męska, to do żadnego bym się nie przyporządkowała. Chciałabym, żeby to była taka właśnie, żeby była obojniakiem po prostu.
[01:09:35.96 → 01:10:30.14] A: Końcówki są niepotrzebne, rodzaje są niepotrzebne. Jesteście po tych debiutanckich książkach, piszecie, jak Pani powiedziałyście, te drugie książki. Zespoły rockowe zawsze mówią o kompleksie drugiej płyty, że jest bardzo ciężko po świetnym debiucie skonstruować tą drugą wypowiedź artystyczną, ale pytam o coś innego. Jak znajdujecie ten polski światek literacki, wydawniczy? Co to jest za przestrzeń? Co to jest za obszar? To jest świat płyn miłości, pomocy czy raczej dżungla, walka o byt? Jak wchodzą debiutantki, wchodzą nowe autorki? Doskakują do nich krytycy, doskakują młodzi autorzy, mentorzy starsi, którzy coś mogą doradzać albo i nie doradzać, albo przeszkadzać. Jaki świat się z tego rodzi?
[01:10:30.46 → 01:11:27.64] B: Mnie już w tym momencie to w ogóle nie interesuje, bo ja ten moment, kiedy tak naprawdę chciałam bardzo wydać książkę, to było długo zanim tą książkę wydałam i wydaje mi się, że te wszystkie takie swoje jakby ambicje związane z istnieniem w świecie literackim, to już są dawno za mną. To znaczy, jeżeli coś mi się takiego przydarzy, ewentualnie jakaś nominacja do jakiejś nagrody, czy nie wiem, czy ktoś mnie zaprosi na galę rozdania nagródnikę, no to przyjemnie, natomiast zupełnie mnie to nie interesuje, bo to były takie moje marzenia, kiedy miałam lat 20 czy 21. W tym momencie po prostu będę pisać to, to, co chcę pisać, a jeżeli to nie znajdzie, jeżeli nie będzie z tego żadnych sukcesów i spełnień, to nic się nie stanie, bo mam też zupełnie inne życie poza tym.
[01:11:28.16 → 01:11:42.94] A: Nie interesują Panią, nie wiem, debaty wewnątrz zawodowe, dyskusje między młodymi pisarzami, jak pisać, o czym dzisiaj, czego wymaga nowa literatura? To jest nieważne dla pisarza. Taka rozmowa z rówieśnikami czy ze starszymi
[01:11:43.32 → 01:12:19.05] B: Rozmawiam prywatnie też, mam kilku przyjaciół piszących. Natomiast sama gęsta atmosfera życia literackiego i to, że akurat wiadomo, że w danym roku taki, a nie inny pisarz dostanie nagrodę i że ceni się kogoś za jakieś takie kwestie trochę pozaliterackie, te wszystkie jakieś śmieszne afery, z którymi mieliśmy do czynienia w zeszłym roku, mówię tutaj o Kinze Dunin i o Inasem Karpowiczu, to wszystko mnie na tyle zniesmacza, że po prostu nie mam ochoty w tym uczestniczyć.
[01:12:20.53 → 01:12:26.13] A: Pani Weroniko, a życie literackie Pani okiem widziane? Na czym by polegało w Polsce? Jakie jest?
[01:12:26.33 → 01:13:35.65] C: No właśnie nie wiem. Ja mieszkam w Katowicach, gdzie praktycznie nie ma życia literackiego. I nie mam za dużo znajomych tutaj. Znaczy tutaj mówię, a w tym świecie literackim. Przy okazji spotkań czy festiwali Faktycznie są jakieś spotkania, ale zastanawiam się też na ile te takie rozmowy, o których pan powiedział, to znaczy nie wiem spotkać się i zastanowić w którym kierunku tak szumnie podąża literatura. Ja nie wiem czy to jest faktycznie uskuteczniane na takich festiwalach. i czy z tego faktycznie coś wynika takiego może poza jakimś punktatorstwem czy czymś takim. Pomyślałam sobie teraz po tej pierwszej książce, że no tak napiszę drugą, tak jakbym chciała napisać i nie będę myślała o żadnej presji. To znaczy jedną presję, jaką bym na siebie jakby przyjmowała, to jest taka presja, którą sama mam wobec siebie. No i tyle.
[01:13:37.55 → 01:14:13.79] A: Jakbyście Panie mogły sformułować to na użytek tego spotkania. Gdzie jest ten punkt, o któremu idziecie w literaturze? To są nagrody, to są pieniądze, sława, to jest genialna książka, która będzie dokładnie tak wyglądała, jak będzie w takiej formie, w jakiej zrodziła się w waszej głowie. Co trzeba napisać, co powinniście napisać, żeby nagle po kilku latach pracy w tym zawodzie, w pisaniu, można było tak spojrzeć i powiedzieć, że jest fajnie, jest dobrze.
[01:14:13.98 → 01:15:14.32] B: Dla mnie to jest dosyć prosta kwestia z pieniędzy i to nie ma nic wspólnego, bo ja nie zarobiłam praktycznie nic na swojej książce i sława to też jest bardzo wąska, środowiskowa sława, natomiast dla mnie głównym, takim najważniejszym czynnikiem jest tutaj jednak to, że ktoś tę książkę chce czytać i że rzeczywiście są jakieś tam głosy, że ktoś się tym emocjonuje i że ktoś poświęca swój czas na to. Dla mnie to jest najważniejsze i jestem zwolenniczką tego, że jeżeli robimy jakąkolwiek sztukę, to musi być jednak dla ludzi. Jeżeli ja bym chciała napisać sobie jakiś tekst, tylko dlatego, że mam ochotę go napisać, to go zamknę sobie po prostu potem w moim pliczku w Wordzie i nie będę do niego zaglądać. A jeżeli decyduje się to publikować, to tutaj już muszę jednak brać pod uwagę, że to ma swoich odbiorców i ci odbiorcy są dla mnie bardzo istotni.
[01:15:14.38 → 01:15:25.50] A: To szybko dopytam, a co Pani o nich wie po tej pierwszej książce? Co Pani o nich wie po tej pierwszej książce? Wie Pani, kto to kupował, kto to czytał w harcie? Są rówieśnicy, to jest środowisko literackie właśnie?
[01:15:25.94 → 01:16:20.42] B: Książka potem też wyszła w formie e-booka i chyba w tej formie miała więcej nabywców, wydaje mi się. I to jednak nie powiedziałabym, żeby to się dało jakoś podsumować jako jedną grupę, nie wiem, od 18 do 30 lat, bo dostawałam głosy i od ludzi w przeróżnym wieku i od bardzo różnych ludzi dostawałam jakieś tam sygnały, że to przeczytali i że mają różne wrażenia. Nie zawsze to było wszystko super pozytywne, ale i tak sam fakt, że ktoś po prostu poświęcił swoją energię i że ta książka wywarła na nim wrażenie, bo dla mnie jednak najgorsze by było chyba jakby ktoś po prostu się znudził i po dwóch stronach stwierdził, nie chcę już tego po prostu czytać. A jeżeli ktoś po prostu przebrnął przez te wszystkie strony, to jest dla mnie już duży sukces.
[01:16:20.48 → 01:16:35.53] A: Trochę pani mówi, jakby pani nad Niemnem napisała, gdzie są rozwlekłe opisy krajobrazów i nic się nie dzieje. A pani książkę też galopuje jak koń wyścigowy. To jest czysta rozkosz pędzić za panią w życiu. wszystkie gry i zabawy i językowe i śledzić bohaterów.
[01:16:35.73 → 01:16:52.37] B: To dziękuję, ale wydaje mi się, że po prostu żyjemy w takim świecie teraz, że ciężko zmusić w ogóle jakieś szersze grono odbiorców do tego, żeby w ogóle poświęcili czas na przebrnięcie przez... Pani ma
[01:16:52.37 → 01:17:16.52] A: pomysł jak ich zmuszać? Czy pisarz zakłada sobie jakiegoś czytelnika czy jakąś strategię kuszenia tego czytelnika? Kalkuluje pani? Taki język przyciągnie mi hipsterów, taki bohater jeszcze inną grupę czytelników. O, to jest trop dla krytyków literackich. Jest taka kalkulacja? Nawet taka półświadoma?
[01:17:16.66 → 01:17:55.36] B: To nie jest tak, że ja kalkuluję, że po prostu to napiszę dla tych, to dla tamtych. Tylko chodziło mi raczej o to, że po prostu biorę tych czytelników pod uwagę, że myślę sobie o tym, że jest gdzieś za tym tekstem ktoś, kto to przeczyta. I nie chodzi o to, żeby się przypodobać za wszelką cenę, tylko żebym ja się nie wstydziła tego, co napisałam. Żebym też, nie wiem, jak spojrzę na ten tekst za jakiś czas, żeby nie było takiego poczucia żenady z tego powodu.
[01:17:56.24 → 01:17:58.28] A: Pani Weroniko, pani?
[01:17:58.72 → 01:18:36.57] C: Tak sobie myślę, że dla mnie największym wyzwaniem przy następnych takich jakichś próbach byłoby to, żeby wyjść z tej szufladki takiej trochę dziewczyny piszącej tak dziwnie albo takie dziwne historie i spróbować jakoś Pamiętam, że był taki tomik Bogdana Zadury, w którym on w jednym z wierszy cytował sytuację, w której grał w ping-ponga chyba z Piotrem Sommerem i z jego synem. I jeden z nich, dobrze mówię?
[01:18:36.76 → 01:18:37.19] D: Tak, tak.
[01:18:38.84 → 01:18:59.72] C: cytował zawołanie, bo w pewnym momencie, nie pamiętam już kto, ale zawołał, daj mu tam, gdzie go nie ma, żeby po prostu walił tą piłkę płaskości. I tak sobie pomyślałam, że to brzmi jak takie fajne motto na wyzwanie, żeby dać tam, gdzie mnie nie ma. Nie gdzie nikogo nie ma, gdzie nigdy nikogo nie było, tylko gdzie się tego nie spodziewali najmniej. Tak trochę posłać Loba. To by było dla mnie wyzwanie.
[01:19:01.38 → 01:19:19.38] A: ale to by oznaczało nałożenie maski, że teraz na potrzeby tego projektu literackiego będę kimś innym albo uruchomię tych czytelników, którzy nigdy by nie przypuścili, że mogą być wielbicielami prozy Weroniki Mruzy. Murek, przepraszam.
[01:19:20.66 → 01:20:08.56] C: No to drugie raczej tak sobie myślę. Uruchomić jakieś inne mięśnie. Ale też jeszcze tak myślę sobie, że kiedyś chciałabym tak pisać, jakoś próbować, żeby wrócić do tych tekstów i paradoksalnie może nie być zażenowano, ale żeby pomyśleć sobie, że zauważyć, że te teksty, być gdzieś dalej niż te teksty, które pisałam. Nawet jeżeli by to oznaczało jakieś takie potworne załamanie, że o nie, jak mogłam tak napisać, to być w takiej pozycji, żeby móc to na tyle ocenić, żeby stwierdzić, o dobra, ja tak napisałam to w porządku, w takim etapie to faktycznie mogło być najlepsze, co mogłam zrobić. Ale wrócić już później do tego i stwierdzić, że jestem gdzieś dalej, to by było też wyzwanie.
[01:20:08.68 → 01:20:14.62] A: To jest takie żądanie większej świadomości literackiej, dojrzałość jeszcze.
[01:20:14.92 → 01:20:16.34] C: No tak, po prostu się rozwinąć.
[01:20:16.66 → 01:20:58.37] A: Dziękuję bardzo. Czy macie państwo jakieś pytania do naszych bohaterek dzisiejszych? O te książki nie wiem, czy je znacie państwo, ale zachęcam, żeby je nabyć, przeczytać o sytuacji młodych pisarek w Polsce? Możemy zapytać? Tak? Jest pytanie? Myślałem, że dostrzegła Pani jakąś rękę podniesioną w górę, której ja nie widzę. Jest głos? Przepraszam, nie dostrzegłem. Dziękuję za pomoc. Prosimy.
[01:20:59.13 → 01:21:02.01] B: Czy było coś, co Panie zainspirowało do
[01:21:02.01 → 01:21:06.29] C: pisania książek, czy tak ogólnie, jakoś to od zawsze była Pani pasja?
[01:21:12.81 → 01:21:46.80] B: Myślę, że te inspiracje się pojawiają na bieżąco i że ja zawsze lubiłam pisać, natomiast nigdy nie byłam z tego powodu jakoś doceniona, szczególnie na przykład w szkole nie byłam nigdy uczennicą piątkową i moje wypracowania raczej nie były oceniane zbyt dobrze, natomiast sprawiało mi to mimo wszystko jakąś satysfakcję. Jeśli chodzi o samą tą książkę, to Główną inspiracją jednak były bieżące wydarzenia, to co mi się przytrafiało w danym momencie, to co zaobserwowałam. Chyba tak.
[01:21:48.44 → 01:22:21.21] C: Mi się wydaje, że u mnie największą taką inspiracją, tą ogólną do pisania była niezgoda na śmierć Psalampo. Nie wiem czy Państwo znają jeszcze książkę o psie, który jeździł koleją. Ja byłam potwornie zdruzgotana tym zakończeniem. zupełnie je zakreśliłam, zamazałam ten moment, w którym pies lampo ginie i napisałam wtedy własną wersję końcówki, w której on przeżywa jednak. No i mi się spodobało, że można sprawić, żeby ta historia jeszcze jakiś czas poszła dalej, że to się nie kończy w momencie zamknięcia książki.
[01:22:22.19 → 01:22:57.95] A: Dziękuję bardzo. Czy ktoś z Państwa jeszcze? Ja mam technologiczne pytanie jeszcze dotyczące tytułów. Bo jak wiemy, to jest czasem kluczowa rzecz dla książki, Hasło reklamowe, taki troszkę efekt jak otwarcie oczu. Od tytułu, nawet nie od pierwszego zdania, od tytułu zaczynamy spotkanie z książką. Jak do Was, drogie Pani, przychodzą te tytuły? Czy to jest coś, co jest najpierw, czy dopiero wynika z bardzo precyzyjnych ustaleń konstrukcyjnych, wczytywania się w książkę, szukania fraz, łapania jakiejś techniki, która jest w niej obecna?
[01:22:59.01 → 01:23:42.78] B: Ja od razu znałam tytuł tej książki, On się od razu wziął z pierwszego odcinka, który był opowiadaniem na początku i to opowiadanie miało taki tytuł i chodziło w gruncie rzeczy o to, że bohaterka grała w różne gry. Ten tytuł nie jest może jakiś super Nie jestem z niego jakoś super zadowolona, natomiast wydaje mi się, że chyba lepszego bym nie wymyśliła. Natomiast jeśli chodzi o kolejną książkę, to też już na samym początku wymyśliłam tytuł i jest mi to potrzebne jako takie określenie tego, co będę robić dalej.
[01:23:43.56 → 01:23:44.72] A: Zdradzi go pani? Nie.
[01:23:47.12 → 01:23:48.32] B: Nigdy dotąd w Polsce.
[01:23:48.64 → 01:23:49.76] A: Nigdy dotąd w Polsce.
[01:23:50.40 → 01:24:21.85] B: Może się to jeszcze zmienić, bo jeszcze chcę tutaj powiedzieć, że równocześnie piszę tak jakby dwie książki. Jedna jest taką książką bardziej o charakterze rozrywkowym, a druga jest książką, jest również zbiorem opowiadań takich bardziej, no może nie serio, ale na pewno o innym charakterze niż ten drugi projekt. Więc nie wiadomo tak naprawdę, która książka będzie kolejna, ale to rozrywkowe bardziej właśnie ma taki tytuł.
[01:24:22.21 → 01:25:26.89] A: Pytam o tytuł, może Państwo pamiętacie taki słynny rysunek z Fistaszków, kiedy ten piesek, który marzy o tym, żeby zostać pisarzem, siedzi przy maszynie do pisania i wystukuje. kolejne tytuły, które przychodzą mu do głowy i najpierw pisze zbrodnia i kara i Ptaszek mu na łóżko mówi, co niemożliwe jest już taki? Za chwilę następny wojna i pokój. Ptaszek znowu na ucho, nie no jest taki, to jest taki? To tam nie wiem, droga przez przez mękę na przykład. Ptaszek znowu mi mówi, że jest coś takiego i wtedy ten piszący piesek mówi, no niemożliwe, wszystkie najlepsze tytuły są już zajęte. Więc Pani Weronika, jak z Pani tytułami? Uprawa roślin południowych metodą Miczurina i tytuły właściwie każdego opowiadania, organizacja snów w przedszkolu, O kosmonaucie sobie zapomniałem, jest on zanotowany. O prawdopodobnej śmierci polskiego kosmonauty. Siwy koń w plamy kary, to czytaliśmy. Ołówek, siekierka, kijek. Alergia na pióra pudrowe. I jeszcze trzeci pochówek generała Sikorskiego z uwzględnieniem koca. Jak rodzą się te szalone tytuły?
[01:25:27.61 → 01:26:36.65] C: No tak, już mnie podejrzewano o stosowanie syntezatora jakiegoś dobierającego te słowa. Ja faktycznie mam największy problem z tytułami. Kiedy kończyłam książkę i przyszedł ten moment, kiedy już jakoś musiałam ją scharakteryzować chociażby na potrzeby umowy, no to nie wiedziałam, co zrobić. Myślałam, że kiedy skończę, to ten tytuł się jakoś pojawi, objawi się naturalnie. Zrobię trzy kroki w tył i będę widziała. ale nie zobaczyłam i jakoś tak było. Założyłam sobie, że wymyślę taki tytuł, który by właśnie nie pasował do tej książki, która jest odklejona i taka dziwaczna i że taki niepasujący tytuł będzie pasował na zasadzie jakiegoś paradoksu. I to był taki tytuł, który zaczerpnęłam w części z tych artykułów z panoramy o metodzie Michurina, czytam artykuł, zafascynowało mnie to i pomyślałam sobie, że może tak spróbujemy, że może takie krzyżowanie gatunków i patrzenie, co się z tego stanie, co się wydarzy jest też jakimś tropem.
[01:26:38.81 → 01:27:07.75] A: Dziękuję. Czy jeszcze państwo chcecie coś zapytać? Ja mam na koniec jedno pytanie, chyba nie fair, ale tak jakoś mam ochotę je zadać. Co jest w pisaniu najtrudniejsze? Czym jest największy kłopot dla was osobiście, kiedy się potykacie, przewracacie, jesteście niezadowoleni? Muszą być takie etapy w twórczości, chyba że nie ma, że wszystko idzie łatwo. Taki moment, w którym rozkładacie ręce, Jezu, nie przejdę przez to.
[01:27:07.77 → 01:27:09.99] B: Trudniej jest zacząć moim zdaniem.
[01:27:10.05 → 01:27:10.97] A: I co, pierwsze zdanie?
[01:27:11.83 → 01:27:37.84] B: Tak, no i w ogóle sam... moment podjęcia zobowiązania, że będzie się pisać, czyli jeżeli się już, jeżeli się już podejmie takie zobowiązanie, to, to jest łatwiej to robić. Natomiast do tego momentu można sobie znajdować dużo innych jakichś zajęć i aktywności i nie decydować się jednak na te wszystkie męki, które przyjdą później w dalszym procesie.
[01:27:37.94 → 01:27:49.06] A: To jest lęk przed pustą pierwszą stroną? Moment ważności tego, znaczy czuje Pani moment, że jest ważne, Jakie to pierwsze słowo wyjdzie, jaka litera? Co wstukam najpierw?
[01:27:49.38 → 01:28:14.00] B: No nie no, ale jeżeli już zacznę pisać, to potem będą tego jakieś konsekwencje, to znaczy jeżeli nie lubię czegoś takiego, że zaczynam coś robić i tego nie doprowadzam do końca, więc jeżeli już napiszę tą pierwszą stronę, to na pewno będą kolejne, natomiast sam moment decyzji, że okej, to teraz zaczynam pisać jest dla mnie najtrudniejsze zdecydowanie.
[01:28:14.48 → 01:28:28.92] C: Dla mnie też ten moment właśnie, żeby usiąść, zacząć. Tym, że dla mnie to jest ciężkie za każdym razem, po każdej przerwie, nawet pięciominutowej, jak jeść na kawę, to jest znowu dla mnie pierwsze zdanie. W kolejnym akapicie, w kolejnym rozdziale, kolejnego dnia.
[01:28:29.34 → 01:28:33.24] A: Czemu to jest ciężkie? Co się wydarzyło w tej przerwie, że jest tak ciężko wrócić?
[01:28:33.34 → 01:28:43.52] C: Wysiada się z takim przekonaniem, że znowu się nie uda. Naprawdę, że się nie uda, że coś się wymyśliło i tego nie styknie.
[01:28:45.22 → 01:28:49.36] A: A skąd Pani wie, że się udało? To jest intuicja? To jest brzmienie?
[01:28:49.36 → 01:28:50.68] C: Ale się nie udaje cały czas.
[01:28:50.92 → 01:28:51.54] A: Nie udaje się?
[01:28:52.80 → 01:28:54.66] C: No nie tak, jakby miało być.
[01:28:55.98 → 01:28:58.82] A: A będzie Pani sama wiedziała, że się udało? Czy ktoś to musi powiedzieć?
[01:29:00.16 → 01:29:07.80] C: Nie, nie, myślę, że będę wiedziała, bo cały czas się odnoszę do jakichś takich swoich wyobrażeń tego, jakby to miało wyglądać. Wtedy tak.
[01:29:09.24 → 01:29:21.49] A: Dobrze, to na koniec, kiedy się tych nowych książek, drugich książek możemy spodziewać? Macie już jakieś? deadline terminy w głowie oczekiwania kiedy kiedy będą te nowe pozycje.
[01:29:23.63 → 01:29:49.77] B: W moim przypadku na pewno już nie w tym roku. Mam nadzieję, że w przyszłym, ale to i tak będzie szybciej niż z pisaniem pierwszej książki, bo pierwszą pisałam dwa i pół roku jak już wspominałam, a w tym przypadku może będzie trochę mniej to czasu, ale nie spieszy mi się do niczego i tak jak już było powiedziane, jednak ta druga książka to jest taki sprawdzian, test formy, więc wolę być w pełni zadowolona.
[01:29:50.41 → 01:29:52.03] A: Rozumiem. Pani Weronika.
[01:29:53.11 → 01:30:07.67] C: Mnie też jest jeszcze ciężko powiedzieć o jakimś konkretnym terminie. Chciałabym się zabrać za to tak porządnie w przyszłym roku i zobaczymy jak ten proces wydawniczy będzie wyglądał, czy to będzie w przyszły rok, czy jeszcze, jeszcze w przyszły. Ale mam nadzieję, że się wcześniej coś uda w teatrze.
[01:30:08.97 → 01:30:09.97] A: Nowa sztuka, tak?
[01:30:09.97 → 01:30:10.95] C: Tak, tak, tak.
[01:30:11.09 → 01:30:24.95] A: Czekamy z niecierpliwością. Drodzy Państwo, bardzo dziękuję Joanna Dziwak pani Weronika Murek, Łukasz Drewniak, Była kolejna bitwa o literaturę, narodziny, pisarki, pisarek. Dziękujemy bardzo.

Bitwa o literaturę. Narodziny pisarki

O czym i dla kogo piszą reprezentantki najmłodszego pokolenia polskich pisarek? Jaki świat jest ich światem pierwszym? Skąd przyszły do literatury? Co ich łączy, a co dzieli? Przyjrzymy się ich strategiom pisarskim, bohaterom i tematom, zapytamy o stosunek do realizmu. Sprawdzimy, jak czują się młode autorki w machinie mass mediów. Jak mówić o swojej twórczości, jak o nią walczyć? Debiut jako obietnica czy debiut jako podsumowanie etapu życia? Gościem spotkania będzie Weronika Murek, autorka ksiażki “Uprawa roślin doniczkowych metodą Miczurina”.
Łukasz Drewniak

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Osobowości” na antenie Radia Lublin w każdy poniedziałek o 20:00.

Cykl „Bitwa o literaturę” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wróć