[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:05.62 → 00:37.76] A: Witam państwa, dzień dobry. Dzień dobry paniom, dzień dobry panom. Witamy w Teatrze Starym podczas kolejnej debaty, bitwy o literaturę. Witam państwa zgromadzonych w Teatrze Starym, a także naszą wierną internetową publiczność. Między blokiem a kowadłem to jest hasło naszego dzisiejszego wieczoru. Pozwolą państwo, że zaproszę naszych gości. Remigiusz Grzela, Inga Iwasiów, Katarzyna Nowakowska. Zapraszam. [00:41.66 → 00:44.66] B: Kiedy [00:53.58 → 03:18.65] A: trzy lata temu BBC postanowiło tchnąć nowego ducha w Sherlocka Holmesa, i zrealizowało cieszący się zresztą ogromną popularnością serial telewizyjny, no to wprowadziło tam rzecz jasna pewne zmiany. Sherlock Holmes między innymi przestał palić, a właściwie zaczął się zmagać z rzucaniem palenia. Tych zmian było zdecydowanie więcej. Nowy duch to nowy duch, ale ta zmiana, która mogłaby ewentualnie nas dziś zainteresować, dotyczyła Watsona. Watson mianowicie przestał prowadzić w Sherlocku Holmesie pamiętnik. Oczywiście, że zaczął pisać blog. Czy to jest proste przełożenie to, co się wydarzyło, czyli to, co kiedyś było pamiętnikiem, dziś nagle stało się blogiem? Pewnie nie do końca, ale pewnie będzie to jedno z tematów naszego dzisiejszego wieczoru. Bo gośćmi Państwa są osoby, które blogi prowadzą. Pozwolą Państwo, że przedstawię Remigiusz Grzela. Pisarz, poeta, dziennikarz, ale także, no właśnie, czy bloger, dodajemy do tego, o to za chwilę zapytam, bo w Wikipedii doczytałam się dopiero w linku, jeśli chodzi o te informacje. Podobnie zresztą w przypadku Kinga Iwasiów. Kinga Iwasiów, pisarka, profesorka Uniwersytetu Szczecińskiego, krytyczka literacka, literaturoznawczyni, No i też autorka bloga, zresztą blogtony leżą przed nami. Mamy nadzieję sięgnąć dzisiaj także do tej książki, która swoją oficjalną premierę będzie miała jutro. Jutro już będą mogli Państwo ją znaleźć w księgarniach. I Katarzyna Nowakowska, dziennikarka i blogerka. Tutaj to jasno i precyzyjnie powiedziane, prawda? No właśnie proszę Państwa, to jak to jest z tym pisaniem blogów? Czy dla Państwa, to zwłaszcza pytanie do Kingi Iwasiów i do Remigiusza Grzeli, blog to jest czynność uboczna? Czy to jest też forma twórczości? I przy okazji, jak to się wszystko zaczęło? Dlaczego Państwo piszą blogi? Jaki jest powód, dla którego pierwszy wpis na blogu się pojawił? [03:21.85 → 06:48.57] C: Zacznę od początku, od tego jak to się zaczęło. Przede wszystkim faktycznie Przyniosłam książkę, której też to wyjaśniam, bo zawiera ona, książka nosi tytuł blogotony i zawiera zarówno moje felietony z ostatnich lat, jak i wpisy blogowe, co też jest pewnym tropem, odpowiedzią na pytanie i na pewnie jeszcze inne pytania, które tutaj dzisiaj będziemy próbowali postawić i odpowiadać na nie. To znaczy na pytania o to, czym w ogóle jest blogosfera, blogowanie, bycie blogerką. Ja się trochę wystraszyłam tego słowa blogerka, bo faktycznie uświadomiłam sobie, że go nie używam. Chyba dlatego, że ono mi się kojarzy z kimś innym, nie ze mną. Trudno mi się podstawić pod to słowo i odpowiedzieć sobie na pytanie, to ja? To ja? Wydaje mi się, że blogerka powinna być ode mnie młodsza, zajmować się innymi tematami na blogu, powinna może pisać więcej o codzienności, o sobie, może o modzie, może o kosmetykach, może o książkach, bo oczywiście blogerki piszą także o książkach, ale może w nieco inny sposób, bo dla mnie to blogowanie jest jednak poddane pewnej dyscyplinie, o której może później powiem, ale nie chcę zdominować, więc zacznę tylko początkiem. zaczęłam pisać właściwie namówiona przez wydawcę po opublikowaniu powieści Ku Słońcu, czyli bardzo interesownie. Mój blog miał być częścią strony autorskiej, która miała bezkosztowo reklamować mnie jako pisarkę. Parę lat temu wydawcy obudzili się, zauważyli, że to działa, że to jest ważne, że tak się należy komunikować. I to nie kosztuje, więc namawiali pisarki, pisarzy. Znam wielu namówionych wówczas, którzy jednak zarzucili tę aktywność, ponieważ to jednak wymaga czasu, pewnej dyscypliny, pomysłów. Pisarze też często uważają, że jest to sprzedawanie trochę tego, za co powinno dostawać się pieniądze. Właściwie oddawanie za darmo, nie sprzedawanie właśnie. Więc jest to działalność uwikłana w te różne wątpliwości. Ja zaczęłam po opublikowaniu powieści ku słońcu, a zaraz później była katastrofa smoleńska. W związku z tym mój blog, który miał być o tym, że napisałam powieść i bardzo Państwa proszę, żebyście zwrócili na tę powieść oraz na mnie oczywiście także uwagę, bo jestem osobą ciekawą, która ma dużo do powiedzenia. Ten mój blog natychmiast zamienił się w blog pomiędzy polityką, rzeczami, które były dla mnie ważne, ale także oczywiście lekturami. I zaczął tak wahać się pomiędzy tą tematyką. Tematyką literacką, osobistą i polityczną. I w gruncie rzeczy wobec tego, w moim przekonaniu, także osoby, która zajmuje się teorią literatury, właściwie stał się też taką próbą tego, czym gatunkowo może być blok. Ja od początku bardzo świadomie próbowałam to sobie w głowie ustawiać. i miałam na to różne pomysły. Natomiast teraz, kiedy z części tych wpisów ukazuje się książka i kiedy ją czytam, to widzę, że to jest przede wszystkim gatunek, który się nazywa klasycznie dziennikiem pisarza po prostu. [06:50.11 → 06:55.73] A: Czyli tu się zaczęło od autopromocji. Mamy więc już jeden powód, dla którego pisze się blogi. [06:56.89 → 10:11.40] D: Ja jestem dosyć wiekowym blogerem, bo chyba przed moimi książkami jeszcze, których już teraz jest. więcej niż kilka. Zacząłem pisać bloga wtedy, kiedy blogi w ogóle zaczęły powstawać. Trochę z ciekawości, bo jak dla dziennikarza to było takie fascynujące, że ta publikacja jest natychmiastowa, a ja nad tym panuję. I wtedy, kiedy właśnie powstawały pierwsze blogi w Polsce, to ja zacząłem pisać pierwszego bloga, który się przenosił. Myślę, że z blogera się stałem w końcu takim antyblogerem, który pisze bloga. Oczywiście najpierw to polegało na tym, że ja publikuję te rzeczy, które dotyczą mnie, czy tam jakichś moich zainteresowań, moich lektur, bardzo często książek. czy spektakli teatralnych, które oglądam. Natomiast, no i oczywiście to było komentowane na różnych serwisach. W pewnym momencie wpadłem w taką pułapkę, ponieważ Wirtualna Polska zgłosiła się do mnie, czy ja się przeniosę do nich na ich platformę i oni będą mi za to płacić pensję. I to przez parę lat, do czego mogę się przyznać, ja rzeczywiście dostawałem pensję zapisania bloga. Przy czym to niczego mi nie narzucano. Nie było jednego produktu, który miałbym reklamować, czy jakiejś rzeczy, o której pisać, czy jakiegoś towaru, czy product placement, cokolwiek. Robiłem to, co robiłem wcześniej, tylko przez parę lat dostawałem co miesiąc za to pieniądze. To była dosyć wygodna sytuacja. Potem się oczywiście już zmieniły zasady na rynku, również blogowym, i dostałem wymówienie z tej pracy. Dostałem takie pismo, że już jestem zwolniony teraz, bo już się zaczęła liczyć wtedy klikalność. Ja sobie pomyślałem, że już właściwie klikalność mnie kompletnie nie interesuje. a tym bardziej zdobywanie czytelników poprzez komentarze, tam udział w jakichś forach, księgi gości, różne takie rzeczy. W związku z czym założyłem swoją własną stronę, na której postanowiłem prowadzić swojego własnego bloga, gdzie się sam zatrudniłem, sam siebie opłacam. Jestem swoim własnym michnikiem w tej chwili, jak mam pretensje, to mam je tylko do siebie. Od początku zrezygnowałem z jakiejkolwiek możliwości kontaktu z czytelnikiem, to znaczy zero możliwości zostawienia komentarza jakiegoś forum, na którym można się wpisać pod moimi tekstami, bo miało to być już, po prostu nie chciałem walczyć o jakąkolwiek legalność, żeby ktoś mnie nie pytał, Ile ty masz odwiedzin na swojej stronie? Więc ja tego nie wiem, bo nawet nie mam statystyki. Zostawiam tylko kontakt do swojego wydawcy na stronie w sprawach zawodowych i to jest wszystko. Czyli tak właściwie z tego pierwszego blogera, zresztą w jakimś pierwszym chyba dokumencie telewizyjnym o blogach wystąpiłem, Stałem się takim trochę antyblogerem, kimś kto prowadzi swoje miejsce i czasem dostaję propozycje od jakichś firm czy agencji reklamowych, które gdzieś tam znajdują i piszą czy mogą w swój katalog wpisać mojego bloga i czy od czasu do czasu będę coś reklamował i ja wtedy oczywiście odpowiadam, że nie. [10:13.27 → 10:31.85] A: Pani Kinga Iwasiu, z tego co zauważyłam, tu właśnie widzę kompletny brak konsekwencji albo ja czegoś nie rozumiem, a raz komentarze są włączone, raz wyłączone. Nie wiem trochę o co chodzi, zanim dojdziemy z kolei do bloga, w którym komentarze są włączone i to na stało. Mamy tutaj trzy zupełnie różne postawy blogerskie. [10:32.59 → 12:24.36] C: W moim przypadku to nie jest postawa, tylko to, że oczywiście ja nie będę kokietować mówiąc, że nie potrafię posługiwać się narzędziem internetowym, ale oczywiście to jest tak, że ktoś mi tego bloga najpierw założył i jest jego administratorem i w pewnym momencie, rok temu chyba, ten ktoś, ten administrator, ci panowie, którzy się tym zajmują, Nie zajmują się właściwie, to idzie samo, ale powiedzieli mi w pewnym momencie, że mój blog generuje taką aktywność i przy okazji oczywiście w jakiejś tworzy przedziwne zapętlenia także spamu, że oni mają duży kłopot już z tym, bo to jest tak jakbym cały Onet ja miała na sobie. W związku z tym najpierw mi to wszystko zablokowali. No ale ja im powiedziałam, że ja jednak chciałabym, żeby to było otwarte. To znaczy, żeby ludzie, którzy czegoś ode mnie chcą. Czasem to jest współkomentowanie rzeczywistości, a czasem, skoro zaczęłam jako pisarka, chcą się do mnie zwrócić jako do pisarki. Dla mnie to jest ważne. więc chciałabym to odblokować. Panowie nie odblokowali mi tego do końca, to znaczy tam trzeba było podawać imię, nazwisko, numer PESEL i tak dalej i to oczywiście zamyka. Blok, który jest moderowany do tego stopnia po prostu jest właściwie zamknięty. No i w związku z tym ja sama zaczęłam grzebać tam we wnętrznościach. tego urządzenia i to grzebanie różnie się kończy. To jest właśnie efekt tego, że czasem mi się udaje gładko bardzo to prowadzić, a czasem coś tam się zdarzy i wówczas znów się zamyka możliwość komentowania. Ale uważam i chcę, żeby to było otwarte i zapraszam. [12:24.96 → 12:29.94] A: Bardzo otwarty blok prowadzi Katarzyna Nowakowska. [12:30.99 → 14:08.88] B: Nie prowadzę w tej chwili właściwie bloga tak naprawdę, takiego rozumianego jako osobisty blog Katarzyny Nowakowskiej. Prowadzę coś innego, prowadzę serwis internetowy, który nazywa się foch.pl i na którym piszą głównie dziewczyny, dobrze piszące dziewczyny, które mają tam jakieś w większości doświadczenia prowadzenia swoich własnych blogów, a niektóre z nich są dziennikarkami, a inne są scenarzystkami. Wszystkie po prostu dobrze piszą i piszą o różnych rzeczach, a serwis też nie jest taki zupełnie sobie prywatny i niewinny, ponieważ znajduje się pod auspicjami Agory. I jest tak naprawdę po prostu medium takim nowoczesnym, inaczej pomyślanym niż tradycyjna gazeta czy portal. Korzystamy z takich blogowych przywilejów polegających na tym, że na przykład nie stawiamy sobie wymogu obiektywizmu i pozwalamy sobie na daleko posuniętą dowolność formy. No i też ma to strukturę blogowpisów, takich notek. Natomiast nie nazwałabym tego co robię w tej chwili do końca blogiem. Ma to gdzieś swoje korzenie w blogu i na pewno jest inspirowane doświadczeniami blogowymi. A te doświadczenia dotyczą przede wszystkim budowania pewnej społeczności wokół blogów, bo w przeciwieństwie do Remigiusza, ja bardzo sobie cenię kontakt z ludźmi. [14:09.56 → 14:11.70] D: Ja też sobie cenię kontakt z ludźmi. [14:11.92 → 14:13.10] B: I ich komentarze. [14:13.74 → 14:15.24] D: A komentarze już niekoniecznie. [14:17.26 → 14:31.38] B: różni cała podejść po prostu. To, czego ja się mogę od tych ludzi dowiedzieć i nauczyć i w jaki sposób to może zmienić moje podejście, to jest dla mnie najbardziej ciekawe w tym, co w tej chwili robię. [14:32.06 → 15:01.42] D: Zostałem wywołany, więc tylko powiem dwa słowa, że to nie jest tak, że ludzie w ogóle nie mają ze mną kontaktu, bo oczywiście jak ktoś chce już kogoś coś, nie wiem, nie chcę powiedzieć dotknie, ale pozytywnie nawet jeżeli dotknie, to przysyłamy wiadomość na Facebooku, widzę ze zdjęcia, z imienia, nazwiska, mogę na to odpowiedzieć, rzeczywiście nie ma problemu dzisiaj z kontaktem, a komentarze, no to cały internet jest pełen komentarzy, po co jeszcze u mnie komentarzy. [15:02.30 → 16:31.93] A: Właśnie, bo wszyscy Państwo też mają swoje konta na Facebooku, wszyscy troje. To hasło, które wymyślił na dzisiejszy wieczór Krzysztof Warga między blogiem a kowadłem, w podtekście miało też pytanie o to, czy blog, cała blogosfera to jest dla kultury. Koniec? Czy wręcz przeciwnie? Szansa. Przejdźmy powoli w tę stronę. Chciałam zapytać Państwa, czy teksty zamieszczane na blogach To jest literatura? Czy tak jak w przypadku, czy też dobrze by było najpierw odpowiedzieć sobie na przykład na pytanie, czy dzienniki, które kiedyś pisali pisarze, to jest literatura? Czy też po prostu dziennik jest zupełnie niezależną od formy literackiej, formą? Jak to jest w przypadku blogów? Czy to jest literatura? Choć muszę Państwu powiedzieć, że na przykład kiedy na stronie internetowej Zwierciadła kilka dni temu przeczytałam porady, bo jest bardzo dużo też blogów o blogach, jak pisać blog, żeby cieszył się popularnością, żeby miał dużą klikalność i oglądalność w ogóle. Więc jest dużo blogów o blogach i jest mnóstwo porad. Takie porady znalazłam też na stronie internetowej Zwierciadła i tam między innymi była taka instrukcja bardzo poważnej pani psycholog amerykańskiej, która ma swojego popularnego bloga. W punkcie drugim tej instrukcji było nie bądź za dobry i za precyzyjny, to wyklucza dużą oglądalność twojego bloga. To wykluczałoby także to, że blog to literatura. [16:32.67 → 16:35.83] D: Ale jednak trafiamy... Wszystko co za, to jest złe. Za dużo, prawda? [16:36.21 → 16:53.47] A: A tak, w pierwszym punkcie było nie pisz za dużo. To było w pierwszym punkcie. Ale jednak trafiamy przecież na blogi i wierzę, że państwo też. Takie, które są czystą literaturą. Jak to jest? Bloga literatura. Czy to jest tożsame? [16:54.12 → 18:35.20] B: Wydaje mi się, że to jest tak jakby pytać, czy każde słowo wydrukowane jest literaturą. To blog jest medium i może służyć do publikowania treści. dowolnych, mogą być to treści reklamowe, może być to literatura. Współcześnie bardzo wielu pisarzy w którymś momencie zaczyna prowadzić swoje blogi i to może być na zasadzie prowadzenia takich właśnie dziennikowych zapisków, jakichś marginaliów z lektur, przeróżnych rzeczy. Mogą być to felietony, które ukazują się w prasie, a czasem się nie ukazują i już zostają tylko na tym blogu. Ale można też zacząć pisać powieść. Na blogu rozmawiałam ostatnio z hiszpańskim pisarzem, który w ten sposób zaczął opublikować jeszcze jako zupełnie nikomu nieznany prawnik. który miał ambicje literackie, zaczął w odcinkach publikować na swoim blogu powieść, która po kilku miesiącach miała w hiszpańskojęzycznym świecie półtora miliona czytelników. No i łatwo się domyślać, że szybko ukazała się drukiem, happy end nastąpił i pan jest obecnie pełnoetatowym pisarzem i nie praktykuje już prawa. a za to od bloga. Także z drugiej strony są blogerki modowe, typu Kasia Tusk, które zupełnie inne treści zamieszczają na swoim blogu i pytać, czy blog Kasi Tusk jest literaturą, wydaje mi się niewłaściwym postawieniem problemu. Blog jest medium po prostu. [18:35.46 → 18:38.62] A: Czyli może być literaturą? Może być wszystkim. [18:40.78 → 20:50.32] C: Zdecydowanie może być literaturą i tu pani ma dobrą intuicję, że właściwie trzeba by było zadawać pytanie, czy dziennik zawsze jest literaturą. I na to też nie ma zdecydowanej odpowiedzi. To znaczy przyjmuje się dzisiaj tak, że dziennik pisarza to jest osobny gatunek. To znaczy, że najpierw trzeba być pisarzem, żeby dziennik był dziennikiem pisarza. Natomiast oczywiście bywa odwrotnie i wszyscy wiemy. Są takie teksty, które są integralne i właściwie nie ma tutaj tego sprawdzania, czy ktoś pisze jedno i drugie. I moment przejścia gdzieś tam się zaczyna, właściwie wewnątrz, wówczas kiedy człowiek ma jakiś dar specjalnego patrzenia na rzeczywistość i nawet w takim zapisku dzień po dniu możemy znaleźć coś, co wykracza poza zwykły komunikat o pogodzie. I myślę, że trochę podobnie jest z blogiem, to znaczy sądzę, że część blogów pisanych przez pisarzy w sposób z natury rzeczy jest blogami pisarskimi po prostu. Czy to jest zawsze literatura? Ja mogę powiedzieć o swoim blogu, to nie zawsze jest literatura. To bywa publicystyka, bywa właśnie taki drobiazg diarystyczny, ale bywa też jednak zalążek czegoś, co później rozwija się w większy tekst. Albo ze względu na pewien sposób pisania, właśnie taki, który być może jest tym już za dużo, czyli właśnie nie może liczyć na to, że obok będzie reklamowany jakiś atrakcyjny produkt, to za dużo to czasem jest właśnie literatura, której już internet też nie może dźwignąć. a przynajmniej nie masowo oczywiście. Bo te przypadki, o których pani mówiła, pisania najpierw w internecie, które zamienia się w wielkie kariery pisarskie, to dotyczy na pewno dziś już pisarzy takich mainstreamowych, ale przede wszystkim dotyczy literatury gatunkowej. Od erotycznej poczynając, która poczyna się w internecie, a później robi karierę w przekładach na wiele języków. [20:50.57 → 22:00.22] D: Taki wynalazek mi przyszedł do głowy teraz, bo jak jest rozmowa o tych dziennikach pisarskich i tych blogach, to wyznaczały granice też publikacje dzienników pisarzy, bo nie mówimy o dzienniku lektur, ale często pisarze, Jarosław Iwaszkiewicz, choćby wyznaczali te granice, kiedy po ich śmierci może być ich blog opublikowany. Tak sobie teraz pomyślałem, że takiego bloga jakby pisarz dzisiaj pisał z taką subskrypcją, że tam 10 lat po jego śmierci to się odblokuje wtedy i ten blog będzie widoczny. Ja myślę, że tu jest kwestia granicy, jednak ja nie uwierzę do końca w to, że blog może być dziennikiem pisarza takim z sensu stricte, takim dziennikiem, który wrócę do Iwaszkiewicza, takim dziennikiem intymnym, który niekoniecznie zdradzający intymne jakieś szczegóły, ale dziennikiem intymnym jakiegoś wadzenia się z sobą na przykład. Bo blog już jest pewnego rodzaju konwencją. Natychmiastowa publikacja tego dziennika jakby daje mu pewną maskę od razu. Ja tutaj nie do końca widzę równość pomiędzy dziennikiem pisarza a blogiem pisarza. [22:00.90 → 22:31.40] C: Tak, ale właściwie my dzisiaj wiemy, że rzadko który dziennik pisarza był pisany naprawdę z takim ścisłym zapisem. Wiemy, że pisarz zwykle wie o tym, że to będzie opublikowane. Mało tego, przybiera różne maski, stara się pisać w taki sposób, żeby to było od razu atrakcyjne. I w związku z tym, ale to jest oczywiście bardzo ciekawe, to że Medium zmienia też jeden z tych warunków, to znaczy nie możemy już udawać, że piszemy intymnie do szuflady. [22:32.22 → 22:35.16] D: Tak, że wnuki Tantiemy dostaną za to dopiero. [22:35.75 → 22:57.97] C: Tutaj szczodrze dzielimy się, ale z drugiej strony oczywiście to wymaga ustawienia się wobec tego własnego tekstu. Czyli to blogowanie staje się takim wyzwaniem, które jest nie tylko gatunkowe, ale ono jest także wyzwaniem egzystencjalnym. Ja muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile mnie stać? Co ze swojej intymności chciałabym upublicznić? [22:58.29 → 23:30.83] A: Właśnie o tej intymności porozmawiajmy, ale to może za chwilę. Poprosimy najpierw Jarka Jarosław Zoni jest dzisiaj razem z nami o przeczytanie fragmentu tekstu. Zacznijmy może od tekstu Ingi Iwasiów. Zanim Jarek dojdzie do nas na scenę, to powiedzmy może tylko jeszcze, że bywają też kariery, bywają też sytuacje odwrotne. Nie zawsze kariera zaczyna się od napisania w internecie, a później, bo przypomnijmy, że na przykład Elfrida Jelinek dwa lata temu, pięć, cztery lata temu opublikowała swoją ostatnią książkę wyłącznie w internecie. [23:30.85 → 23:32.35] D: Ale ona nie wychodzi z domu w ogóle. [23:32.67 → 23:44.51] A: A więc to jest właśnie tym cenniejsze, że za pośrednictwem bloga i strony komunikuje się w ogóle światem, prawda? Wiemy, co myśli o poszczególnych sprawach, dlatego, że o tym codziennie prawie pisze. [23:46.44 → 30:38.63] E: Cyborg. Cyborg, odmiana żeńska. Powinnam o festiwalu, ale napiszę o FIBAK-u. Nie powinnam o FIBAK-u, bo nie interesują mnie sprawy wielkiego świata. Powinnam o Gombrowiczu, ale wszyscy już napisali. Męczy mnie Kronos. czytywany w krótkim paśmie pomiędzy zasypianiem a utratą przytomności, po wszystkich obowiązkach, których pisarze na ogół nie biorą na siebie. Wszystkie te sprawy, Grefia, Fibak, Gombrowicz, znalazłyby wspólny mianownik, bo chodzi w nich o położenie narracji kobiecej wobec, czy raczej wewnątrz, narracji męskiej. Daruję sobie oczywiście rozważania na temat małżeństw i romansów słynnych autorów. Tanie to byłyby efekty. Ale oczywiście wstrząsa mną pozycja Rity w Kronosie. Jeszcze bardziej wstrząśnięta jestem gęstością słowa czekanie. Czekam. W apogeum kariery czekanie. I powiem tyle. Może i na śmierć, choć moim zdaniem nie bardzo. Ale nade wszystko na rezonans tekstu. Na sławę. W tym punkcie ta odpowiedź mniej mnie zajmuje, bo co do niedyskrecji erotycznych, raczej mnie wpędzają w refleksję nad mizerią własnych dokonań w tej dziedzinie niż ekscytują. Natomiast FIBAK. Krótko, bo zaraz idę na festiwal. Po co ten FIBAK i w jakiej relacji do festiwalu? A w takiej, że tamto wielki świat, mężczyźni, którzy mają władzę i pieniądze, mniejszy świat i malutka władzunia, malutki sponsoring mężczyzn, Istnieją realnie. Jeśli jeszcze ktoś mnie zapyta, po co festiwal kobiet, czemu wydzielać literaturę kobiet, to ja tym razem odpowiem, bo trzeba zmienić oczywistość oczywistości takiego podziału świata, w którym są nabywcy i są ciała. Za nic mam moralizatorstwo, a jeszcze bardziej gardzę hipokryzją, że nie my, oni, my nigdy w życiu. No to poczytajmy, zobaczymy. Może coś nam się otworzy, wyjaśni. A może spędzimy czas w realnym czasie, w naszych kronosach, a nie w jakimś sztucznym pisemku za złoty dziewięćdziesiąt dziewięć. Natomiast tytuł jest tym razem szyfrem. Tak. Cyborg to ja. Cyberwoman. Poza tym niech będzie zagadką. Wyjaśnienie nie nastąpi. Wcale nie piszę bezinteresownie, bezsensownie, byle zapełnić ekran. Szukam jakiejś poręcznej metafory na określenie tego stanu, w jakim tkwię jako osoba bez skonkretyzowanej pozycji. Wykonująca zadania organizatorki kultury. Działająca w tworzącej przez system szarej strefie której zyski i straty szacuje się jakimś niejasnymi, by nie powiedzieć, podejrzanymi ekwiwalentami prestiżu, ambicji, sukcesu, bo bynajmniej nie pieniędzmi. Błąkam się po tej szarej strefie regularnie, choć w dużych odstępach, produkując opisy swojej sytuacji, którą uważam interesującą nie tyle czy nie tylko z powodów osobistych, lecz przede wszystkim z pobudek poznawczych. Jestem w końcu badaczką kultury. Z każdego papierka odczytuję przeszłość, przyszłość, teraźniejszość. Atrakcyjnie brzmiące spętanie przydarzyło mi się o poranku trzeciego dnia Festiwalu Literatury Kobiet Gryfia, edycja druga. Zacząłem mówić na wspak, językami przeskakując między zdaniami według znanej tylko mojemu mózgowi zasady. Powstał z tego całkiem niezły początek wiersza lub w powieści. Wiersza nie napiszę, bo postanowiłem więcej wierszy nie pisać. Na powieść brzmi trochę za awangardowo, nie w moim stylu. Może jednak w moim. W końcu mózg powinien wiedzieć lepiej, co jest w moim stylu. Zanim zapiszę to zdanie, dając mu przynajmniej felietonowy byt, a sobie szansę na zapamiętanie, Spróbuję popętać. Kultura literacka ma dziś trzy kanały. Instytucjonalny, rynkowy, internetowy, półprywatny. Trudno rozstrzygnąć, który zwycięża. Czasem wydaje mi się, że całe zło i trochę tego, trochę dobra generuje rynek. Kiedy indziej prowadzimy debatę na tematy instytucjonalnej, nagrodowo-festiwalowo-stypendialnej obudowy książek. Sieci, jak wiadomo, plus wejścia czytelników istotnie dużo zmieniły, a zarazem nie rozwiązały wyraźnych już w ostatniej ćwiartce XX wieku problemów ze spadkiem czytelnictwa. Pisząc o kanale półprywatnym, mam na myśli te zjawiska, które zwykle nazywamy niszowymi. Nisza się przesunęła, Wydawnictwo utworzone wokół czasopism, działania domów kultury i podobne inicjatywy weszły ostro w sferę oddziaływań instytucjonalnych, choćby przez udział w konkursach grantowych. W półprywatności zostali ci, których nie chce ani rynek, ani instytucje. Częściowo radzą sobie w internecie, ale sporo tych niedopuszczonych pozostało w realu. wegetują aspirując tu i tam. Jest jeszcze szara strefa, spoiwo, lepik. Należy do nich. Osoby, rzadziej instytucje, krążące pomiędzy, krążące pomiędzy, niesprofesjonalizowane, ale w istocie często bardzo profesjonalne. Jestem lepikiem. Spętane zdanie brzmiało, dzwonię z ciebie do wanny. Nie zapomniałem się przedstawić, to ja. Wanna milczała, on słuchał, lekko zakłopotany moją w sobie pozycją. [30:40.75 → 31:12.58] A: Dziękujemy bardzo. To jest trochę tak jak w sytuacji, kiedy pisarze pisali swoje dzienniki na kartkach, ołówkiem, czasem na bardzo różnych rozproszonych kartkach, a później przychodził wydawca i wydawał to w formie dziennika w twardej oprawie. Myśmy też tak naprawdę powinni chyba dzisiaj te teksty Państwu do przeczytania na ekranie komputerowym, bo to jest trochę tak, jakbyśmy wydali bloga, tylko, że w wersji słownej. [31:12.60 → 31:14.14] D: Inne życie dostaje. [31:14.16 → 32:47.14] A: Dokładnie tak, dostało to inne życie. Jak to jest z tą prawdą blogera, powiedzcie Państwo, bo zaczęliśmy o tym mówić przed tym, zanim usłyszeliśmy fragment bloga Ingi Iwasiów, Jak to jest z tą prawdą blogera, bo wtedy, kiedy istniały dzienniki, przynajmniej była jakaś szansa na to, że rzeczywiście, jeżeli pisarz mówił, albo niekoniecznie pisarz, przecież nie tylko pisarze pisali dzienniki, mówił tak, to jest tylko dla mnie i tylko do mojej wiadomości, to istniał cień, szansa, że taka jest prawda. Choć na przykład w przypadku dziennika Bronisława Malinowskiego, Nie sądzę, żeby on marzył o upublicznieniu dziennika, w którym przyznaje się do takich rzeczy, po których jego obraz, jako tego, który zmienił obraz antropologii, no powiedzmy robi się nieco dwuznaczny. Więc myślę, że to jednak był dziennik szalenie intymny. No ale większość z tych dzienników to były dzienniki takie, no, siedem lat po śmierci, rządko kto, teraz we Francji ukazują się kolejne tomy, jego dzienników wyraźnie to sobie zastrzegł, żeby mieć wolność wypowiedzi prawdy o świecie, tak przynajmniej jak on ją uważał. Jak to jest z tą prawdą blogera? Tu nie ma co wijać w pawełnę. Tu wszyscy to od razu zobaczą, po to blog jest prowadzony. Gdzie są granice? Czy państwo odczuwają takie granice, o czym można, o czym nie można napisać? Czy blogi są prawdziwe, pytam? [32:48.21 → 33:57.41] D: To pewne jest pytanie takie dosyć indywidualne, po co ktoś pisze bloga, tak? Znaczy ja znalazłem dla siebie miejsce nie do opowiadania o sobie, oczywiście też piszę o tym, co robię, co tam się dzieje wokół, ale znalazłem takie miejsce dla siebie, taką gazetę sobie tworzę po prostu, znaczy to jest i dziennik lektur oczywiście, jeżeli Po przeczytaniu mojego bloga można odnieść wrażenie, że jestem taki nienormalny, że mi się wszystko podoba, bo dobrze piszę o książkach, o filmach i o spektaklach, a wychodzę z założenia, że jak już coś było złe, to mi się nie chce o tym pisać. Nie jestem krytykiem literackim, więc nie będę teraz zjeżdżał czyjeś książki, bo była zła. że nie poświęca więcej czasu. Więc dla mnie to jest raczej taki rodzaj, ja zawsze uważam, że należy coś budować, coś od siebie dawać i ja uważam, że coś od siebie daję w postaci dzielenia się jakimiś wartościowymi tworami, z którymi się stykam. To są książki, spektakle, filmy. I bardzo często to tego dotyczy. To oczywiście też są rzeczy z mojego życia, jakieś historie z mojego życia. [33:57.41 → 33:58.19] A: Spotkania na przykład. [33:58.33 → 34:22.45] D: Tak, spotkania, które prowadzę. No oczywiście, że teraz, ale to też nie jest intymne, że jeżeli jestem na wakacjach i w Palermo nie zauważyłem, że kupiłem dwa lewe buty, no to śmieszne do bloga. Przywiozłem dwa lewe buty do Polski, no to już nie da się założyć. Nie wiem, czy ktoś z Państwa kupił dwa lewe buty kiedyś. To nie jest literatura oczywiście i to nie jest w ogóle żadna... [34:22.45 → 34:25.35] A: Dlaczego to nie jest literatura? Myśliwski na temat buta zrobiłby... [34:25.35 → 35:29.20] D: No tak, ale ja nie zrobiłem. Ale ja nie zrobiłem. Natomiast i stąd mi się wydaje, że nawet jeżeli się opowiada o sobie... Ja mam przecież ten taki filtr, że to jest publikacja. Nie jestem na tyle naiwny, żebym nie wiedział, że po tej drugiej stronie, nawet jeśli nie mam komentarza, Jest ktoś, kto to czyta, więc wydaje mi się, że te granice my sobie sami wyznaczamy. Ja na przykład ze zdumieniem kiedyś obserwowałem wybitna pisarka Anna Bojarska, którą bardzo cenię. Ale jak prowadziła swojego bloga do pewnego momentu, to naprawdę potrafiła w tym blogu rozliczyć się z wszystkimi, ze swoim wydawcą z imienia i z nazwiska, podać numer telefonu komórkowego kogoś, z jakiegoś powodu, z kim ma sprawę do rozliczenia, w związku z czym, żeby tam czytelnicy na ten numer telefonu bo to pamiętam naprawdę taką historię. Więc oczywiście to jest kwestia jakiejś indywidualnej granicy, którą się ma w sobie. Ja nie mam potrzeby opowiadania o sobie, więc w sposób otwarty. [35:29.58 → 35:52.15] A: Ale pan wspomniał o tym filmie, który powstał kilka lat temu, jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszych filmów na temat blogów, blogosfery w ogóle. Był pan jego bohaterem i ja sobie zapamiętałam z tego filmu takie zdanie, które pan wypowiada, Troszkę zaczęłam się zastanawiać, kiedy będąc na prywatnym obiedzie usłyszałem, Remek tylko o tym nie pisz na blogu. [35:52.19 → 35:57.59] D: Tak, tak, bo na początku ja tak oczywiście pisałem, bo to też takie, tu o kimś można napisać, ktoś coś przeczyta. [35:57.87 → 36:01.41] A: Ja o te granice też pytałam, czy wszystko nadaje się na blog. [36:01.77 → 36:34.80] D: Teraz już nie słyszę, to znaczy rzeczywiście kiedyś mi ludzie mówili na początku, ja mówię, że jestem wiekowym blogerem, bo przepróbowałem tego bloga naprawdę od początku, ale rzeczywiście na początku ja dużo pisałem z życia, ale zwracałem uwagę na to, że to się w ogóle ludziom, którzy są wokół nie podoba, więc zacząłem jakby wycofywać się z tego. W tej chwili to już są naprawdę tylko historie dotyczące mnie, które z jakiegoś powodu Chcę opowiedzieć, ale nie ma w tym otwartości. [36:34.88 → 36:38.76] A: Czyli obiad z Remigiuszem Grzelą? Teraz już jest bezpieczny. [36:38.80 → 36:41.04] D: Bezpieczny jest, tak. Bezpieczny. [36:42.46 → 36:42.96] A: Pani Miko? [36:44.74 → 38:27.40] C: Myślę, że podobnie, chociaż oczywiście, ponieważ ja w tym swoim blogu też staram się być w różnych rolach, bo z jednej strony jestem literaturoznawczynią na uniwersytecie. Wiem też oczywiście, że czytają mnie studenci. Więc trochę się tak czasem usztywniam. Ale kiedy indziej wiem, że te teksty literackie, które piszę są często tekstami o trudnych kwestiach psychologicznych. Więc wiem, że porozumiewanie się z ludźmi w tych sprawach, w sprawach naszych uczuć, duszy, doznawania świata, to jest taka sfera, która interesuje moich czytelników we mnie. W związku z tym też jakoś muszę się wobec tego ustawić. Ale mam wyraźną granicę, to znaczy stawiam granicę na swojej prywatności. Mogę napisać, że mam depresję, Oczywiście w tym sensie takiego popularnego zagajenia rozmowy, a nie diagnozy medycznej. Mogę napisać, że jestem zmęczona, znużona, mogę marudzić, mogę narzekać na rzeczywistość. I to jest granica. Nie będzie dalej żadnych opowieści o tym, z kim się spotykam, z kim się przyjaźnię, o moich uczuciach, o mojej intymności. To jest ta granica podstawowa. Uważam ją za nienaruszalną. Natomiast w innych sprawach oczywiście ta granica jest bardzo rozciągliwa. Czytając książkę, bo nawet już nie same swoje wpisy, zauważyłam, że załatwiam też, tak podobnie jak Anna Bojarska, swoje sprawy. [38:28.04 → 38:34.36] D: To znaczy... I Anna Chmielewska mówiła, która zmarła wczoraj, że ona pisze literaturę po to, żeby się nazemszczać. [38:35.12 → 40:03.57] C: Tak i tak oczywiście jest. Trudniej się mścić w powieściach. fikcji literackiej o wiele łatwiej w blogu, bo na przykład jest całe takie pasmo mojej opowieści o likwidacji dwumiesięcznika redagowanego przeze mnie, istniejącego przez 18 lat i to, co się działo wokół, to są takie historie, jaką tutaj w Lublinie państwo znacie pewnie z zamknięcia Kresów, kwartalnika Kresy. Ja opisywałam na bieżąco tę historię i cały bój z urzędem miejskim. później z Biblioteką Miejską. Nie wymieniałam nazwisk, bo oczywiście tu też mam granice i wiem, że nie należy szargać opinii konkretnych ludzi w internecie, jeżeli nie ma się ochoty na procesy. W związku z tym, ale oczywiście każdy, kto zna trochę chociaż tę historię, zwłaszcza ludzie z mojego otoczenia, ze Szczecina, ze środowiska akademickiego w Polsce, wiedzą o co chodzi. I oczywiście ja się uparcie tutaj trzymam pewnych wątków. I to one mogą być hermetyczne. One mogą być dla takich ludzi, którzy przychodzą przeczytać tylko jeden odcinek, niezrozumiałe. I to jest też to ryzyko zamykania tekstów. Ale nie można sobie tego odmówić. To jest chyba ludzkie, że jeśli się jest tym swoim Adamem Michnikiem, to między innymi właśnie po to, żeby mieć niezależne medium, w którym to wszystko można zrobić. [40:04.03 → 40:33.47] A: A media też bywają różne, prawda? Bywają poważne gazety, bywają tabloidy, w związku z tym to też jest nasza sprawa. Swoją drogą, ta granica bardzo się przesunęła, bo ja jeszcze pamiętam, jak ledwie kilka lat temu siostry Wojarskie wydały książkę To ciągle było w atmosferze skandalistek i różnych takich opisów tego, o czym pisało. Myślę, że dzisiaj książka Sióstr Bałjarskich nie wzbudziłaby już aż takich emocji. Ta granica tego, co jest skandalem. [40:33.59 → 40:35.23] D: Zresztą one nie piszą już dzisiaj. [40:35.59 → 40:43.91] A: Co jest skandalem, a co nie bardzo się przesunęła. Były pierwsze, na pewno. Jak to jest z tą prywatnością, z granicami? [40:44.32 → 42:13.91] B: Granice każdy sobie stawia sam i tutaj to, co zdaje się Remek powiedział, ważne jest to, w jakim celu się coś publikuje w internecie. Ja akurat prowadzę serwis przeznaczony dla kobiet, czytany głównie przez kobiety. Jego celem jest budowanie jakiegoś wspólnego doświadczenia, dzielenia się tym doświadczeniem. W związku z czym szczerość w mówieniu o sobie i swoich doświadczeniach, przypadkach losowych, dzielenia się swoimi myślami jest czymś podstawowym. Także ja i publikujące ze mną koleżanki naprawdę bardzo dużo siebie tam pokazujemy, aczkolwiek staramy się nie popadać w jakiś skrajny ekshibicjonizm. Natomiast odbywa się to na zupełnie innym poziomie literackim. Żadna z nas nie ma ambicji literackich i żadna nie mówi, że to co robimy jest literaturą, więc też ten dodatkowy filtr, którym jest pisanie takie stricte literackie, tutaj odpada. To jest pisanie takie felietonowe, blogowe w takim sensie, że gdzieś wynikające z bardzo osobistego doświadczenia. Tak, też nie podawałabym numerów telefonu i nazwisk. [42:14.39 → 42:15.59] D: Chociaż czasem czemu nie? [42:15.99 → 42:57.69] B: No nie, będzie chyba czytany dzisiaj mój tekst o tym, jak spędziłam z córką trzy dni w szpitalu i bardzo mnie kusiło podać nazwisko pana doktora, który tam występuje w roli Schwarzcharakteru i mogłam to zrobić. Nawet nie bałabym się procesu. Mam za sobą potężną machinę agorową. Myślę, że pan doktor nie byłby w stanie wyrządzić krzywdy. Natomiast po prostu uznałam, że nie chcę tego robić. Nie to było celem mojego tekstu, żeby się na jakimś jednym panu doktorze, który może miał po prostu zły dzień, żeby na nim wywierać moją pomost. [42:57.85 → 43:36.80] D: Teraz muszę się wtrącić, bo ja sobie pomyślałem, że Bo tak mówimy o numer telefonu tam się zemścić na tym lekarzu. Ale tak naprawdę, jak mówiło się kiedyś czwarta władza o mediach. Media nie są już dzisiaj czwartą władzą, więc blogi też moim zdaniem jako element mediów nie mają już tej siły. Ja naprawdę nie widzę, żeby media załatwiały sprawy. Znaczy załatwiają częściej niż politycy, to jest jasne, bo coś pokazują, nagłaśniają i tak dalej. Ale naprawdę nie widzę, żeby media były czwartą władzą. To jest oczywiście inny temat, ale to mi właśnie teraz przyszło do głowy, jak mówiłaś o tym lekarzu. [43:37.26 → 44:29.34] C: Ale jednak są takie tematy, na które w mediach z trudem można znajdować miejsce, a które u siebie można zrealizować. Ja w ostatnich odcinkach swoich zajmuję się np. taką kwestią nieezoteryczną i nikomu nie znaną, ale kampanią Kościoła przeciwko czemuś, co nazywane jest ideologią gender. Oczywiście to nie jest tak, że nikt o tym nie pisze, ale pomimo wszystko to jest temat, który się spycha, bo są inne, ważniejsze, takie, które obchodzą więcej osób. A ja akurat brałam udział w konferencji, która dała mi dużo do myślenia. Zrobiłam sobie taki mały research także w mediach katolickich. I pomyślałam, że otóż właśnie ja w tym swoim miejscu mogę o tym napisać. [44:29.42 → 44:33.18] D: Tylko co na to Kościół? To jest pytanie o skuteczność tej czwartej władzy. [44:33.92 → 44:36.94] C: To Kościół zapewne nic, chociaż nie ma [44:36.94 → 44:45.57] B: obowiązku odniesienia się do tego, co się opublikowało na blogu. To jest jakby blogi są jednak mniejszymi armatami niż gazety. [44:45.93 → 44:52.31] C: Zdecydowanie, ale chodzi też o to, że te teksty gdzieś przenikają, są cytowane, czytane ktoś inny jakimś tam łańcuszkiem. [44:52.57 → 44:56.59] B: Może trzeba wysłać po prostu link komuś do Episkopatu. [44:57.97 → 45:07.05] C: No tutaj trochę była odwrotna sytuacja, ponieważ ja byłam jednak zaproszona na tę konferencję, więc zostałam tam wpuszczona do środka najpierw, a później pisałam. [45:07.33 → 45:11.53] D: Ja myślę, że najpierw Kościół ma problem z papieżem teraz, a potem gender jest [45:13.41 → 45:33.21] A: To, o czym Państwo teraz wspomnieli, to jest bardzo ważna sprawa, blogi a dziennikarstwo. Ja nie jestem taka do końca pewna tego, czy rzeczywiście dziennikarstwo powoli rzeczywiście przestaje być czwartą władzą, ale czy tego miejsca nie zajmują blogi? Nie byłabym taka pewna. O tym może porozmawiamy za moment. Wywołany tekst Kasi Nowakowskiej, jeśli możemy prosić. [45:40.11 → 52:15.11] E: A swoją drogą szkoda, że pani przynajmniej inicjałów pana doktora nie zamieściła. Trzy noce na podłodze. Rodzic w szpitalu potrzebny czy zbędny? Stało się. Dziesięć sekund idiotyczny zbieg okoliczności i ląduje z córeczką w szpitalu, bo doznała wstrząśnienia mózgu. Wówczas niezłego wstrząśnienia doznaje też ja. bo kontakt ze służbą zdrowia podnosi ciśnienie i na usta cisną się wyrazy. Aleksandra pisała kiedyś o macierzyńskich lękach, o tym, że przecież nie ma siły, by uchronić dziecko przed wszystkim, choćby się człowiek nie wiadomo jak starał. Jeden z tych macierzyńskich lęków mi się ziścił w ostatnią niedzielę, gdy właśnie zbieraliśmy się do powrotu z wakacji do domu. Moja dwuletnia córeczka, zwana dla swojej drobnej postury calineczką, Wpadła w nieoczekiwany poślizg na podłodze, przywaliła czołem w ścianę, odbiła się i padła na wznak, waląc dla odmiany potylicą w posadzkę. Zdarzenie z gatunku nie do przewidzenia. Człowiek pilnuje dziecka na schodach na poddasze i przy kąpieli w jeziorze, ale nie na równym odcinku podłogi między kuchnią a łazienką. I nie do zapobieżenia. Sugerowano mi już, że dziecko powinno chodzić w kasku. Pech chciał, że uderzyła się na tyle mocno, że po chwili było jasne. ma wstrząśnienie mózgu i trzeba jechać do szpitala. Jako się rzekło, byliśmy jeszcze na wakacjach, więc najpierw prowincjonalny szpital, w którym potraktowano nas bardzo miło. Panie pielęgniarski z własnej inicjatywy dały przestraszonej córce maskotkę, którą tuliła potem przez kolejne dni szpitalowej mordęgi. Ale odesłano do lepiej wyposażonej pod względem możliwości diagnostycznych placówki w Szczecinie. 70 kilometrów jazdy ambulansem z ledwo przytomnym dzieckiem Pozostanie zapewne jednym z moich koszmarów już na zawsze. Jednak również nieprzyjemne było dla mnie zderzenie z absurdami szpitalnej rzeczywistości. Owszem, mogę zostać z córką na oddziale, ale jedyne na co mogę liczyć ze strony szpitala to krzesełko i kawałek podłogi, by sobie na niej rozłożyć karimatę. Dobrze, że miał mi ją kto dostarczyć, bądź co bądź byłam w obcym mieście. Okej. Nie spodziewałem się, że szpital to luksusowy hotel. Mogę więc pogodzić się z niewygodą. W końcu jestem tu, by opiekować się moim małym dzieckiem. Otóż nie. Jak dowiaduje się z ust lekarza, który nas przyjmował na oddział, to, że zostaję na oddziale, to, że zostaję w oddalonym o 600 kilometrów od domu szpitalu z moim dwuletnim, przestraszonym i zdezorientowanym dzieckiem, to jest moje widzimisię. Słowa pana doktora. ponieważ szpital zapewnia świetną i fachową opiekę i jestem tu tak naprawdę zbędna. W związku z czym szpital nie wystawia L4 dla rodzica, który chce się opiekować dzieckiem, bo to nie konieczność, tylko kaprys. Fakt, że na sporym oddziale chirurgii dziecięcej na dyżurze zatrudnione są tylko dwie pielęgniarki, które naprawdę ledwo wyrabiają się z czynnościami czysto medycznymi, podłączanie kroplówek, mierzeniem ciśnienia i temperatury, podawaniem leków, zmienianiem opatrunków i tak dalej. Najwyraźniej nie ma tu nic do rzeczy. Opieka jest i basta. Mogę iść, a nawet pojechać te 600 kilometrów do domu i nie przejmować się tym, że moje dziecko będzie przez cały dzień wyło. Dostanie jakieś leki uspokajające i przypnie się je pasami do łóżka. I nikt nie puda mu nic do picia, nie wsadzi na nocnik, nie poczyta książeczki, bo kto do cholery miałby to zrobić? Te dwie zjajane i zagonione pielęgniarki, śmiech na szpitalnej sali. Przez trzy dni na oddziale nie odchodziłem od łóżka córki niemal na krok. Cały dzień zajęta zaspokojeniem jej rozmaitych potrzeb i kaprysów. Oczywiście nie wszystko było niezbędne. W końcu można przeżyć nawet kilka dni jeśli nikt nie czyta ci bajeczki i nie głaszcze po rączce. Ale zupełnie nie wiem w imię czego miałabym narażać dwuletnie dziecko na szok i traumę, jaką byłoby dla niej rozstanie ze mną w tak groźnych, nowych i niezrozumiałych z jej punktu widzenia okolicznościach. Sam pobyt w szpitalu, nieprzyjemne procedury medyczne były dla niej już wystarczającym obciążeniem. Twierdzenie, że obecność rodzica u boku tak małego dziecka jest zbędna, wydaje mi się nie tylko zimne i nieludzkie, ale też całkowicie niepraktyczne. W końcu przejęty i zaangażowany rodzic zdejmuje z barków szpitala całkiem sporo zadań. I to nie tylko tych związanych stricte z opieką, ale też związanych z kompetencjami medycznymi. W końcu to ja sprawdzałam, czy kroplówka dobrze leci. Przytrzymywałem rączkę podczas wkuwania wenflonu, czy uczciwszy uszy zakładałam czopek do tej chudej dupiny mojej calineczki. A potem mogłem się zrelaksować, próbując zdrzemnąć na podłodze. Za to zaparzenie sobie herbaty czy kawy w oddziałowej kuchni zapomnij. Zabronione. Bo ponoć kiedyś jakaś matka oblała gorącym napojem dziecko. Aha. To akurat mogę skwitować wzruszeniem ramion jako przejaw drobnego idiotyzmu, ale fakt, że szpital stawia mnie przed alternatywą, że albo skorumpuje jakiegoś lekarza, by wystawił mi lewe zwolnienie, albo nie stawia się w pracy, wiecie, wakacje wyczerpały mi dni urlopowe, wkurza mnie okrutnie. Rozumiem, że szpital działa w myśl odgórnie narzuconych przepisów, ale oprócz litery prawa, Istnieje jeszcze coś na kształt zdrowego rozsądku. A jeśli prawo jest durne, no to może należy je zmienić. Na koniec jeszcze scena, której byłem świadkiem. Zostawię ją bez komentarza, bo obiecałam sobie, że w tym tekście nie będzie brzydkich wyrazów. No dobrze, był czopek. Matka dziewczynki z urazem głowy. Upadek ze schodów. Rozmawia przez telefon, jak wynika z kontekstu rozmowy z rodziną. która ma jej dowieść do szpitala niezbędne rzeczy. Lekarz. Proszę nie rozmawiać przez telefon, tylko dzieckiem się zająć. Matka. Panie doktorze, ale ja nie jestem stąd. Muszę sobie wszystko zorganizować. Lekarz. Nic pani nie musi. Musiała to pani dziecka pilnować, a nie pozwalać, by ze schodów spadło. Kurtyna. [52:21.65 → 52:29.19] D: Muszę wycofać z tego, co powiedziałem a propos czwartej władzy do pani Ingi Iwasiów, bo w Szczecinie rzeczywiście jest co robić z tego tekstu. [52:29.19 → 52:30.07] C: Który to szpital? [52:30.61 → 52:31.67] B: Potem powiem. [52:32.73 → 54:24.87] A: A no właśnie, taki tekst w gazecie albo na przykład takie publicystyczne teksty, jakie czasem znajdujemy na blogu Ingi Iwasiów. To jest prawda, że blog to blog, a nie dziennikarstwo, ale po pierwsze blogi stają się potężnym źródłem dla dziennikarzy, przyznają to najwięksi fachowcy, to blogerzy bardzo często i ci wszyscy, którzy prowadzą swoją aktywność internetową, są pierwsi w miejscach, w których się coś dzieje. I to począwszy od rzeczy drobnych, aż po tak spektakularne jak, nie wiem, tajfuny czy trzęsienia ziemi. To oni najpierw mają informacje na swoich platformach, na swoich blogach, To czasem dzięki nim też pierwsza dociera tam pomoc, a dopiero później rzecz cała zostaje opisana przez dziennikarzy, ale źródłem są blogerzy. Ale też jest inna strona tej sytuacji. Kilka dni temu rozmawiałam z jednym z menadżerów, jednego z teatrów, I usłyszałam takie oto zdanie. Rozmawialiśmy na temat recenzji, że niedługo premiera, spodziewają się, że będą recenzje. Ja mówię, naprawdę? To jesteście optymistycznie nastawieni do rzeczywistości. Dużo tych recenzji będzie. A on mówi, nie no, w gazecie to nie wiem, no może ktoś napisze. Ale najważniejsze, co pani Zosia napisze na blogu. To jest sprawa istotna dla teatru. Oto podobno później aktorzy często spierają się w garderobach. W związku z tym zaczyna się robić zupełnie nowa sytuacja. Ta czwarta władza przenosi się z tych oficjalnych mediów do internetu właśnie, na blogi właśnie. Blog a dziennikarstwo. [54:25.25 → 56:19.36] D: Bo wydawcy też i te teatry i to wszystko właśnie, te wszystkie instytucje trochę jakby psują rzeczywistość, bo ja zacząłem dostawać Nie wiem czy powiedzieć nazwę wydawcy, ale bardzo dobry, bardzo znany wydawca, właśnie powiem. Dostałem maila jako bloger, takiego rozumiem wysyłanego do wszystkich. Wyszła jakaś nowa książka i pani zajmująca się PR-em w tym mailu pisze do mnie, że właśnie ona chce zareklamować taką nową książkę, która wyszła i pisze tam trzy zdania o tej książce i pisze tak. Nazwisko pisarki jest po francusku napisane. które się czyta jako żałbureł i tak żałbureł na końcu, a nazwę naszej oficyny czyta się nuarsurblą i tak on jeszcze na końcu zrobiła. Ja sobie pomyślałem, że zmieniła się rzeczywistość, jeżeli do mnie, ja jestem dziennikarzem od 96 roku, zajmuję się kulturą, naprawdę, bardzo dużo piszę o kulturze, prowadzę szereg spotkań, I jeżeli do mnie poważny wydawca, rozumiem z jakiegoś tam rozdzielnika, ale przysyła takiego maila, który właściwie od razu jest skonfigurowany na blogera, który musi się odnaleźć w tej rzeczywistości literackiej. Koleżanka pisarka powiedziała, jakbyśmy na takim spotkaniu z wydawcą, powiedziała do wydawcy tylko poproszę o listę osób, którym państwo wysyłają książki, bo ja wszystkich blogerów stamtąd od razu skreślę. Bo nie ma, i to pani jako człowiek zajmujący się też literaturą, nie tylko piszący, jednak może powiedzieć, że nie ma żadnych instrumentów do krytyki, na przykład do krytyki literackiej czy teatralnej. To są jakieś po prostu nic nieznaczące impresje, to co się pojawia na blogach. [56:19.36 → 58:31.18] C: Tak, to jest osobny temat, na który też próbujemy dyskutować w tych środowiskach krytyków. bo nie wiadomo zupełnie, co z tym zrobić. Z jednej strony oczywiście to ma dużą siłę rażenia i się te działy PR-u bardzo chętnie wysyłają blogerom, bo wiedzą, że to się szybko ukaże, recenzja czy spektaklu, czy książki, ale z drugiej strony faktycznie o ile po pierwsze upadają pisma kulturalne, więc nie ma tej naturalnej drogi kształcenia się krytyka w Polsce. czyli kogoś, kto jest pod czyjąś opieką, czy jego tekst się dopieszcza, dyskutuje się o tym i dopiero po jakimś tam procesie ktoś drukuje pierwszą recenzję, dziesiątą recenzję, staje się krytykiem literackim czy teatralnym. W prasie mainstreamowej to są zwykle już tylko okienka na opinię, a nie miejsca na recenzję. Wyjątkiem jest wciąż jeszcze Gazeta Wyborcza, która ma recenzje pełnowymiarowe. Ale pomimo wszystko, przy wielkiej nadprodukcji wszystkiego w kulturze, tylko nieliczne rzeczy mają szansę zostać zrecenzowane. Natomiast mogą zostać obdarzone opinią, która bywa opinią niechcianą lub deprymującą. Ja jestem często po prostu właśnie zdeprymowana, kiedy czytam nawet coś entuzjastycznego. na jakimś blogu, bo widzę tam po pierwsze błędy językowe, po drugie brak warsztatu, po trzecie to, że entuzjazm przysłania po prostu to, że ta osoba nie wykonuje tego zawodu. Ja wciąż uważam, że pisanie o kulturze jest jednak zawodem. I tego się oczywiście nie da zakręcić, zabronić, ale trochę tutaj strategie PR-owskie powinny być chyba rozsądnie prowadzone. Dodam, że to oczywiście nie jest bezwyjątkowe, bo na przykład jak dzisiaj już ukazała się recenzja mojej książki na blogu Bernadety Darskiej, która jest Tak, no to jest [58:31.18 → 58:33.70] D: krytyczka, to jest w ogóle krytyczka literacka. [58:33.72 → 58:38.18] C: Krytyczką prowadzącą bloga, który po prostu pewnie codziennie ona tam recenzuje jakąś książkę. [58:38.18 → 58:40.10] D: Tak, ale ona ma instrumentarium całe, bo [58:40.10 → 58:52.48] C: ona rzeczywiście... I o to właśnie chodzi, że rzecz jest nie tylko w tym, że jeżeli medium jest dostępne, to faktycznie teraz każdy może szyć buty. ale no niestety niektórzy nie mają tych umiejętności. [58:52.78 → 59:22.59] D: Ja znam takie jedno miejsce, Krytycznym Okiem Jarka Czechowicza, świetna strona, która jak pokazała, że rzeczywiście taki blog, który jest pisany ze znajomością, z jakąś wiedzą w ogóle książki, literatury, że on ma szansę zdobyć czytelników, którzy idą za recenzją, bo na tego typu blogach jak Krytycznym Okiem nie pojawiają się inne rzeczy poza recenzjami. I rzeczywiście wiem, że to jest dosyć popularny blog. [59:23.01 → 59:43.11] B: Ja pamiętam taką dyskusję, kiedy blogi, ty pewnie Remek też to pamiętasz, blogi w ogóle pojawiły się jako rodzaj takiej ekspresji jeszcze osobistej wówczas. Jeszcze nikt nie myślał o blogach jako konkurencji dla tradycyjnej prasy. No to były takie blogusie, pamiętniczki. [59:44.25 → 59:45.21] D: Bez przesady. [59:46.15 → 01:01:42.57] B: Owszem, tak. I rzeczywiście pojawiały się tam rzeczy dobre, ciekawe, fajne, bo pisali je interesujący ludzie, ale jednak masy robiły blogi trzynastoletnich dziewcząt piszących o tym, co było dzisiaj w szkole i nad tym wydaje mi się polega Cały problem z blogami, jeśli w ogóle jest to problem, bo ja tak naprawdę w głębi serca myślę, że nie jest to problem, że one są masowe, że są dostępne dla każdego. Każdy z państwa tu siedzących może mieć swojego bloga, pewnie nawet część ma. Tak samo jak może mieć swój profil na Facebooku czy w jakimkolwiek innym medium społecznościowym. I to jest ta władza, która została dana wszystkim. władza, która też wskazuje nas na jakiś chaos, bo z tego, że nie ma jasno określonych, centralnych źródeł autorytetu, to znaczy takich, że wierzymy tej prasie, tej telewizji i to jest źródło jedynie słusznych, dobrych opinii, no bo nie dlatego, że ktoś nam to narzuca, tylko dlatego, że nie wiem, po prostu cenimy danego autora, wydawcę czy jakąś linię programową danego pisma. Ten obraz się bardzo zmienił i blogi na pewno przyczyniają się do tworzenia takiego dosyć chaotycznego obrazu rzeczywistości i wchodzi jeszcze tutaj ten element taki sprzedażowy, to znaczy, że są te działy PR w różnych wydawnictwach i dystrybutorzy filmów mają swoje działy PR, którym zależy oczywiście na tym, żeby coś, co de facto sprzedają, bo wydawca, nie bójmy się tego słowa, sprzedaje książkę i chciałby na tym zarobić. [01:01:42.86 → 01:01:44.48] D: To autor też by chciał. [01:01:44.62 → 01:02:04.82] B: No tak i autor też w związku z tym godzi się z tym, że jego książka jest traktowana jako towar, a ten towar musi zostać zareklamowany. Pokazywanie go na blogach jest skuteczną formą reklamy. Tak samo jak kiedyś było nią zamieszczenie całostronicowej reklamy w poczytnym piśmie. [01:02:06.07 → 01:03:27.57] D: Tak, dlatego ja mówię, że pisanie, ja przecież też piszę o książkach, nie będąc krytykiem literackim, i je chwalę tych, których nie lubię, po prostu o nich nie piszę, że pisanie o książkach na blogach, tak, to pokazuje, że ta literatura jest, wychodzi, znajduje czytelnika, w porządku, z tym wszystkim się zgadzam, ale już nie zgadzam się, kiedy wydawca czy teatr, czy jakiś dystrybutor profiluje sobie właśnie i zdobywa sobie blogerów po to, żeby zrobić jakąś reklamę. Pod pretekstem to jest recenzja, bo to nie jest recenzja. Nawet się cytuje to na okładkach. Te blogi, cytuję, mówimy tutaj o autorytetach, ale o czym my mówimy, jeśli zdaje się, że w Polsce się encyklopedii nie opracowuje w ogóle, tylko jest Wikipedia, jak ja pytam studentów właśnie na dziennikarstwie, jak oni będą zdobywać, np. czytam fragment Rosjan w Warszawie, Agaty Tuszyńskiej, bo takie są fragmenty, gdzie rzeczywiście Jest bardzo dużo szczegółów i wtedy pytam, gdzie można znaleźć wiadomości, dlaczego ten bilet tam do teatru był niebieski, albo gdzie znaleźć te informacje. No to w Wikipedii. To jest w ogóle... I that's it. Już nic więcej nie ma. Nie opracowuje się w Polsce encyklopedii, bo po co? No to to oczywiście... Teraz jakiś temat poruszyłem staroświecki, przepraszam. [01:03:28.18 → 01:04:28.51] A: Właśnie, nie opracowuje się encyklopedia, choćby w encyklopedii, a właściwie nawet wielkość notki w encyklopedii była pewnym wyznacznikiem, co ważne, a co nieważne. W Wikipedii wielkość notki nie jest żadnym wyznacznikiem. Żyjemy w czasach, kiedy dość trudno znaleźć odniesienie, wskazówkę do tego, co jest ważne. Dlatego ja bym ani tej pani Zosi, ani jeszcze paru innych blogerów nie przekreślała, bo tak naprawdę są takie blogi, które ukierunkowują, one nawet może nie do końca, bo kiedy ja otwieram blok Remigiusza Grzelini, to ja wiem świetnie, co się ostatnio ukazało, co on przeczytał i ponieważ lubię jego pisanie, to sobie sięgam po te książki. Ale są takie też, w związku z tym, jeżeli kierujemy się autorami i sięgamy do ich blogów, to one mogą być naszymi wyznacznikami, żebyśmy się mogli jakoś wskazówkami poruszać w tym świecie, w którym dość trudno się poruszać, bo prasa nam nie pokaże, zdecydowanie nie pokaże. [01:04:29.38 → 01:05:29.47] C: Tak, oczywiście, ja też zgadzam się z tym, że tutaj nie da się założyć żadnej bariery i nie ma co tu udawać konserwatystki, która mówi, że trzeba wrócić do dawnych dobrych czasów, kiedy, sama mówiłam przed chwilą, w pismach literackich na przykład uczyliśmy się nawzajem tego. jak uprawiać krytykę literacką. I oczywiście też to pisanie na blogach o kulturze jest cenne, ponieważ jest to pewien proces takiego prywatyzowania całej tej sfery, że oto właśnie ważne jest to, jakie ja mam wrażenie na temat teatru, obrazu czy książki i to należy cenić oraz pewnie też wykorzystywać. tylko gdzieś przekracza się granice, to znaczy po pierwsze właśnie zwalnia się już zupełnie wszystkie inne media z tych obowiązków, czy też może ulega się tej sytuacji, w której trudniej jest znaleźć w innych mediach miejsce na poważną recenzję, więc lepiej się posłużyć blogowym wpisem. [01:05:29.68 → 01:05:43.86] B: Te media też czasami nie załatwiają tak dobrego, przepraszam bardzo, dotarcia do czytelnika, bo spadają nakłady. Natomiast popularny blog może mieć mnóstwo czytelników. Znaczy śmiało może konkurować z poważną gazetą. [01:05:44.14 → 01:05:53.20] C: Ale jest cena, tak? Jest cena też tego, że właśnie na okładce później może się pojawić wpis, co do którego mamy wątpliwości. [01:05:55.21 → 01:07:06.74] A: Ale jest jeszcze, to nie jest finał naszego spotkania, pytanie o przyszłość blogosfery, ale bardzo możliwe, że ta przyszłość rozwiąże te dylematy, o których w tej chwili mówimy. Bo rzeczywiście ma pani rację. W ogóle rozmawiamy o niesamowicie nowym zjawisku. Tak naprawdę w Polsce to jest kilkanaście lat istnienia tego zjawiska i jeszcze lat temu 10 to były zdjęcia z wakacji i to były drobne wpisy o tym, co dzisiaj zjadłem i nic więcej. Natomiast to się zaczyna rozwijać i w tej chwili różnorodność blogów jest potężna. I kiedy myśli się o przyszłości blogosfery, mówi się o specjalizacji, o tym, że blog tak naprawdę będzie jednym z elementów komunikowania się pewnej opowieści transmedialnej. W związku z tym nie będzie się na jednym blogu, jeden autor nie będzie pisał o wszystkim. tylko będzie wyspecjalizowany, będzie miał swoich researcherów, będzie miał swój kanał telewizyjny. Taka jest przyszłość podobno tego właśnie medium. Wtedy wątpliwości pod tytułem, że o książkach piszą ci, którzy się na tym nie znają, nie będą wchodziły w grę. [01:07:06.84 → 01:07:29.16] D: Ale to nadal nie jest zarzut, że piszą ci, którzy się nie znają, tylko że wydawcy ich traktują jak fachowców. To jest jakby o tym mówię. Ja nie mam pretensji do autorów blogów. Naprawdę wspaniałe jest, że piszą o książkach i chcą się tym podzielić. w ogóle nie mam o to pretensji, tylko że wydawcy z tego robią, że właśnie traktują ich jak fachowców, tak? I to jest jakiś błąd. [01:07:29.18 → 01:07:34.38] C: Ale i nie traktują, bo skoro proponują transkrypcję nazwiska, to znaczy, że fakty robią, co mogą. [01:07:34.70 → 01:07:37.60] D: A fachowców traktują w ogóle jak nie fachowców, więc to... [01:07:37.60 → 01:07:42.58] A: Ale wydawcy też zwalniają z pracy redaktorów i książki ukazują się bez redakcji, w [01:07:42.58 → 01:08:21.78] D: związku z tym... To niestety jest dramat. Też nie wiem kiedy ja redaktora widziałem, znaczy pracują nad tekstami, ale już nie ma, tak dużo książek się wydaje, że redaktor nie musi się w ogóle z autorem spotkać. On pracuje nad tekstem. Ja swoich ostatnich kilku książek redaktora nie widziałem, nie spotkałem się z nim. To taki właściwie powinno się usiąść, powinni się ludzie ze sobą spotkać. Takie mam uwagi to skrócić. Oni to robią oczywiście w tekście, potem się to akceptuje lub nie, ale naprawdę autor już nie widzi swojego redaktora, więc nie ma tej dyskusji. [01:08:22.30 → 01:08:24.36] A: Sięgnijmy do tekstu Remigiusza Grzeli. [01:08:26.10 → 01:08:31.64] D: Ja przepraszam, że to niepoważne będzie, bo tak się zawstydziłem teraz w stosunku do dwóch poprzednich. [01:08:32.54 → 01:08:33.82] B: Mój był niepoważny. [01:08:34.06 → 01:08:35.10] C: Niepoważne są najlepsze. [01:08:35.12 → 01:08:39.88] D: Ale społeczne sprawy załatwiał, a jednak... [01:08:41.22 → 01:11:01.41] E: A trema rośnie. Do tramwaju na przystanku przy osiedlowym bazarku wsiadły trzy starsze panie. Nazwijmy je dla porządku Wanda, Hela i Jadzia. Nie wiem jak miały na imię. Każda trzymała w ręku jakąś siatkę z zawartością. Wanda i Hela usiadły na wolnych miejscach. Jadzia stała. Wanda. Bardzo jestem zadowolona z tej patelni. Jadzia. Przecież jeszcze jej nie użyłaś. Wanda. A jak miałam użyć? Przecież dopiero co kupiłam. Ale mówię wam dziewczyny. Bardzo z niej jestem zadowolona. Jadzia, pokaż. Wanda wyjmuje z siatki. O, popatrz. Jadzia, iii. Wanda, co iii? Jadzia, spali Ci się wszystko niepolerowana. Wanda, 30 lat taką mam w domu, niepolerowana i się nie przypala. Jadzia, jakby nie przypalała, to byś nowej nie kupiła. Ja mam od 30 lat polerowaną, niemiecką i nie przypala, i nowej nie muszę. Hela, pokaż. Wanda wyjmuje patelnię, podaje patelnię siedzącej za nią Kali. Hela. Nie, no ładna. Wanda. A ja z niej jestem bardzo zadowolona. I z garnka też. Hela. Pokaż. Wanda wejmuje mały garnek. Hela. No ładny. Taki w sam raz do mleka. Żeby za dużo nie ugotować. Jadzia. I... Wanda. A co ci się w tym garnku nie podoba? Jadzia. Nie wiem. Mały. Hela. No, żeby mleka mało w nim. Jadzia. Ja garnki wygrywam. Wanda z zainteresowaniem. Gdzie? Jadzia. Na balach. Już cały mam komplet skompletowany. Ostatnio na balu w kasynie. Wanda z zainteresowaniem. To ty do kasyna chodzisz? Jadzia. A na jakim ja balu nie byłam? Zapytaj. Hela. Mówię ci, usiądź. Jadzia. Nie. Nigdy nie siadam. Jeszcze to mnie trzyma, że nie siadam. A tak, a jak ja tańczę, ja bym chętnie nawet na taką młodzieżową dyskotekę poszła. Wanda. Ja nie mogę. Zastawka w sercu. Jadzia. No to dupa. Fakt. Wanda. A po co ci te garnki? Jak tak je wygrywasz, to mnie daj któryś. Jadzia. Jak to po co? Na łapówki. A ty nie wiesz, ile ja pożyczek biorę? Żeby dostać pożyczkę, to ja z prezentem idę. A taki garnek? Uuu, zawsze jakiś grosz załatwię. Ja bym bez kombinowania nie mogła żyć. Całe życie oszukiwałam. I teraz bym sobie na starość miała odpuścić? [01:11:01.49 → 01:11:01.75] D: Nigdy. [01:11:02.00 → 01:13:51.23] E: Hela. No, oszukiwała. Oszukiwała. Jadzia. A ja jestem zadowolona z butów. Jadzia wyjmuje z siatki parę czarnych, niskich, damskich butów. Wanda. No, ładne, ale takie sztywne. Odciski ci się porobią. Jadzia. Tobie od siedzenia chyba się zrobią. Hela. A ja jestem zadowolona z tych kartofli. Hela podnosi reklamówkę z kartoflami. Jadzia. Nie tak głośno, bo ludzie pomyślą, że miażdżyce mamy. Jadzia patrzy na nie wymownie. Ja. Dlaczego? Ładna patelnia, ładne buty, ładne kartofle. Hela. O, widzisz? Jadzia. Chyba wysiadać trzeba. Wanda. Gdzie? Tu? Jadzia. No, on chyba do nas ten tramwaj nie jedzie. Wanda. I ty jesteś taka warszawska cwaniara i nie wiesz, że ten tramwaj do nas jedzie? Obudź się, Jadzia. Ja nim wcześniej nie jechałam. Wanda. Bo masz miażdżyce. Hela, dziewczynki, nie kłóćcie się tak. Wanda. Zajmij się swoimi kartoflami. Mogę ci nóż pożyczyć, jak chcesz obrać. Bardzo jestem z niego zadowolona. Wanda wyciąga z siatki nóż do obierania kartofli. Hela. No ładny, pokaż. Wanda podaje jej nóż. Hela obiera kartofle w reklamówce. Hela. No, dobry. Jadzia. Byście o czym innym niż gary porozmawiały. Wanda. Ale o czym? Jadzia. Na przykład, jaka jestem wspaniała. Mój zięć mi piosenkę skomponował o tym, że jest o tym, że ja jestem najlepszą teściową na świecie. Wanda. Dyskusyjne. Jadzia. A co ty o tym wiesz? Hela. No, dobry ten nóż. Nie patrzyłem na zegarek, ale dwa ziemniaki migiem obrałam. Wanda. No, dziewczynki, wysiadamy. I co, cwaniaro, ten tramwaj do nas nie jedzie. A jechałem akurat na wywiad z Wojciechem Jagielskim, reporterem. I takie miałem preludium do rozmowy. Nie pamiętam, czy kiedyś to już zapisywałem, ale jadąc autobusem, któregoś dnia starszy pan stojąc zaczął przemawiać do siedzących. To jakaś epidemia z tym siedzeniem. Nieszczęście. Człowiek jedzie do pracy, siedzi. W pracy siedzi. Wraca z pracy, siedzi. W domu przy obiedzie siedzi. A na noc się kładzie. Człowiek sobie postać nie zdąży. Niektóry to umrze i nawet nie zauważy, że sobie w ogóle nie zdążył postać. Uwielbiam te rozmowy w tramwajach, autobusach i na ulicy. Mam tremę, bo przygotowuję się do wywiadu ze Sławomirem Mrożkiem. Czytam ponownie jego dziennik powrotu. Znalazłem zdanie, które, co sobie przypomnę, to umieram ze śmiechu. Zawsze powtarzam, kiedy spotykam się z twierdzeniem, że wszędzie jest to samo i tak samo. A mianowicie, proponuję tym, którzy tak twierdzą, aby usiedli gołą dupą na blasze rozgrzanej do temperatury 30 stopni Celsjusza, a potem na blasze rozpalonej do temperatury 100 stopni. Następnie zaś ocenili różnicę. Nie no, kocham mrożka. A trema rośnie. [01:13:55.51 → 01:13:58.27] A: Ale technicznie, to pan robił notatki w trakcie? [01:13:58.43 → 01:14:01.07] D: Nie, ale to autentyk jest, naprawdę. [01:14:01.09 → 01:14:02.79] A: Tak, no ale właśnie, spamiętał pan? [01:14:02.93 → 01:14:52.54] D: Tak, ja rzeczywiście takie jakieś mam ucho na dialog, zwłaszcza dlatego jeżdżę, jeżdżę autobusami, jeżdżę, znaczy Jacek Bocheński mówi, ja to kupiłem kiedyś, bo nie prowadzę auta, ale Jacek Bocheński kiedyś powiedział piękne zdanie, jeżdżę metrem, bo umiem. Jak mnie ktoś pyta czasem właśnie, Znaczy, że prowadzę auto, to mówię, że jeżdżę metrem, bo umiem. W związku z tym, że jeżdżę metrem, bo umiem, to spotykam ciągle różnych ludzi i to jakoś, nie wiem, ściągam chyba te dialogi, bo rzeczywiście ten, nie do wymyślenia jest ten dialog tych pań trzech jadących z obieraniem kartofli na końcu. Znaczy to, że ten pan, który mówi, że człowiek sobie przez całe życie nastać się nie zdąży, że umrze i w ogóle nie postał jeszcze. Przecież to jest kapitalne. [01:14:53.05 → 01:15:40.66] A: To jest jeszcze jeden dowód na to, że blogi to jednak jest bezcenny wynalazek. Naprawdę dobrze, że powstały. Tu Inga Iwasiów mówiła wcześniej o tym, że na swoim blogu umieszcza takie rzeczy, z których być może kiedyś będzie tekst, ale są za małe na tekst albo nie nadają się na książkę jeszcze być może. Tutaj mamy sytuacje podpatrzone, przecież z tego też być może kiedyś coś powstanie, ale tak naprawdę jest do opublikowania na blogu tylko. Powiedzcie Państwo, z czego ta popularność? Z czego tak zawrotna kariera? Bo to jest zawrotna kariera. To, co się dzieje z blogami w ciągu ostatnich lat, to jak się zmieniają, ilu mają czytelników, jak wielka jest ich różnorodność, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, to jest chyba nieporównywalne z niczym innym. Z czego to się bierze? [01:15:42.83 → 01:17:42.72] B: Myślę, że to jest bardzo trudne pytanie i na pewno nie bierze się to z jednej rzeczy. Ale myślę, że to, co dla ludzi jest takie w blogach pociągające, to jest ten brak bariery. To jest jakaś zmiana taka charakterystyczna dla naszych czasów, że poczucie dostępności i namacalności wielu rzeczy jest dla nas atrakcyjne. To, że możemy mieć coś natychmiast, że możemy wejść w kontakt z kimś, kto w takim tradycyjnym modelu byłby od nas oddalony wieloma stopniami hierarchii, zależności i czegoś, właściwie jakiejś tajemnicy, za którą trzeba by się przedrzeć, a w tej chwili w internecie jest na wyciągnięcie ręki. I ten bloger też jest taką osobą... Ja właściwie chyba nie lubię jednak słowa bloger, jak się nad tym zastanawiałam, ponieważ moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak bloger. Są blogi i piszą je różni ludzie, ale ja bym ich jednak chyba nie chciała nazywać blogerami, bo wydaje mi się takim fałszywym założeniem, że ludzie piszący bloga mają ze sobą coś wspólnego, a nie, bo może być blog bardzo recenzencki, może być blog literacki, może być blog kulinarny z przepisami świetnymi, pięknymi zdjęciami i w ogóle Wydaje mi się, że definiowanie tych wszystkich autorów, tych blogów jako jakiegoś jednorodnego, chociaż z drugiej strony są dziennikarze sportowi i krytycy teatralni, którzy też publikują w mediach, w tej samej gazecie i też są dziennikarzami. [01:17:43.20 → 01:17:44.84] A: po szkole i aktorzy. [01:17:44.86 → 01:19:40.74] B: Ale gdzieś czuję opór przeciwko wrzucaniu wszystkich blogerów do jednego worka. Natomiast popularność wynika z wielu rzeczy. Dla mnie i w tym co robię, To jest właśnie ciekawe, ta możliwość wejścia natychmiastowego w kontakt z odbiorcą, bo dla mnie ja przez lata pracowałam w gazecie drukowanej i właściwie nie spotykałam się z żadnymi reakcjami na swoje teksty. Zajmowałam się, pisałam dużo o filmie i rzadko mi się zdarzało, że dostawałam jakąkolwiek zwrotną opinię albo ktoś chciał wejść ze mną w dyskusję, powiedzieć, że ma zupełnie inne zdanie i że ja na przykład się mylę w swoich ocenach i w swoich analizach. Natomiast te media internetowe i blogi wprowadzone jako po prostu rodzaj medium, jako taka powiedzmy sobie nowoczesna gazeta, nowoczesny magazyn. Właśnie dają to, że natychmiast ma się na swój tekst reakcję i trzeba się z tym bardzo liczyć. Znaczy, że to jest taka natychmiastowa ocena, natychmiastowa gratyfikacja. Nie zawsze to wszystko też jest takie proste, ale daje Gdzieś mam wrażenie, że jeśli toczą się dyskusje, to one bardzo często toczą się w komentarzach, w tych takich owianych złą sławą komentarzach pod tekstem, że tam tylko chamstwo i brzydkie słowa i wezwiska, ale nieprawda. Można zawalczyć o to, żeby tam była dobra i merytoryczna dyskusja i żeby Coś z tego zostawało, żeby coś rzeczywiście, [01:19:42.96 → 01:19:43.32] A: jeśli [01:19:43.32 → 01:19:49.50] B: w ogóle celem tekstu jest dokonywanie jakiejkolwiek zmiany czegokolwiek, bo nie wiem. [01:19:49.91 → 01:20:45.89] D: Na przykład, ja nie daję tej możliwości, żeby ktoś mi napisał, jesteś beznadziejny na swoim blogu. Ale by napisał, oczywiście czytam te komentarze w internecie. Natomiast jakieś spotkanie prowadziłem w Klubie Księgarza i to było genialne, podchodzi jakiś pan przed spotkaniem do mnie i podszedł i mówi, chciałem panu powiedzieć, że jest pan beznadziejny. Ja powiedziałem, bardzo panu dziękuję, Zazwyczaj ludzie krytykują po spotkaniu. Widzę, że to nie jest żadna sztuka. Sztuką jest krytykować przed spotkaniem. Wracając do tego pytania, czy bloger, czy nie bloger, Magda Grzebałkowska, świetna reporterka, powiedziała do mnie, że nie jestem blogerem. Powiedziała, jesteś blogiem. I mnie się to, że ja jestem blogiem, bardziej podoba niż blogerem, bo to jakąś planetę pokazuje. Jak blog, to jest taka planeta. [01:20:47.46 → 01:20:59.86] C: Tak, mi się te słowa bloger, blogerka, tak teraz o tym myślę, kojarzą nie tylko z kimś, kim nie jestem, ale z jakąś komiksową postacią, z jakimś raperem, z kimś takim, kto chodzi, nosi przy sobie jakieś urządzenie i cały czas pisze. [01:20:59.98 → 01:21:00.92] D: Makbloger, tak? [01:21:00.92 → 01:21:47.53] C: Tak, taki makbloger, więc też nie lubię tego słowa, co zresztą zadeklarowałam na początku. Ale też o dwóch rzeczach jeszcze chciałabym wspomnieć, o tym komentowaniu. Otóż to jest coś takiego, że ja właściwie bardzo rzadko miewam na swoim blogu jakieś nierzeczliwe komentarze. Natomiast na forach gazetowych, czy to na forum wyborczej, czy innych jeszcze, tam gdzie są jakieś sprawy, w które jestem zamieszana, mnóstwo. A to są moderowane przecież fora. Mam wrażenie, że blog jest takim miejscem, które jednak ludzie bardziej wiążą ze sobą, że to jest takie wpuszczanie do siebie lub bycie u kogoś, które trochę to reguluje. Zwłaszcza jeżeli narzuca się tam pewne maniery. [01:21:48.39 → 01:21:58.18] B: Na przykład odpowiada się na komentarze. To jest świetna metoda wychowawcza. Więc odpowiedź na komentarz to... Naprawdę, o [01:21:58.18 → 01:24:11.65] C: ile często cierpię z powodu tego, że w internecie można napisać wszystko i nie umiem się na to opancerzyć, o tyle na blogu właściwie tego prawie nie mam. Przeciwnie, prowadzę jakieś czasem długie dyskusje z osobami, których inaczej nie mogłabym poznać. Więc cenię sobie tę otwartość. A jeszcze o powodach, dla których to jest takie popularne. Oczywiście to wszystko, co państwo mówicie, ja się pod tym podpisuję, to tak właśnie jest, że ta reaktywność jest szalenie ważna i to na różnych poziomach. To znaczy też to, że właśnie po wizycie w przychodni rejonowej można natychmiast na to zareagować. albo o innych sprawach z jakichś innych rejestrów można pisać natychmiast. Ale też ja nie ukrywam tego, że uważam, że to też jest coś szalenie uzależniającego i mogę sobie wyobrazić jak to jest w przypadku osób, które nie trudnią się zawodowo ani pisaniem, ani byciem w przestrzeni publicznej, a tu mogą. Bo ja przecież piszę, nie brakuje mi kontaktu z odbiorcami, nie brakuje mi w ogóle kontaktu z ludźmi, a mimo wszystko uważam, że jestem już w tym nałogu internetowym. Jestem, niewątpliwie. I nie próbuję nad tym zresztą panować, bo wydaje mi się, że to jest jakiś sposób życia, bardzo współczesny sposób życia. Czasem zadaję sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby się skupić na czymś, na przykład dającym pieniądze. Ale oczywiście jest inny profit, to jest taki profit, że ja sobie mogę mówić, że właśnie nie wszystko i nie tylko na sprzedaż. że można mieć to miejsce, w którym szuka się ekspresji właśnie kompletnie bezinteresownie. Choć oczywiście jakieś tam konsekwencje interesowne też na horyzoncie można zobaczyć. Więc myślę, że to też polega na tym, że wszyscy jesteśmy w tym nałogu i ci, którzy to czytają, ale zwłaszcza ci, którzy to piszą. [01:24:12.05 → 01:24:49.19] D: Ale też warto powiedzieć w tym miejscu, że jest jednak duża niekonsekwencja też autorów, też jako czytelnik, czasem przywiązuje się do jakiegoś bloga, ale ludzie nie mają na tyle konsekwencji w sobie, żeby to prowadzić. Naprawdę niewielu jest takich autorów, którzy tę swoją działkę odrabiają przez lata, oczywiście z jakąś tam różną regularnością. uzależnioną od tego, czym się człowiek zajmuje, ale rzeczywiście jest trochę, że ktoś tam parę miesięcy popisze, pół roku i właśnie nic, już potem jest przerwa. I to jest coś, co jest przewagą gazety nad blogiem. [01:24:49.47 → 01:25:05.26] B: Potem jest publikacja w papierze i śmierć bloga. To jest bardzo częste zjawisko. Nie wiem, czy też masz takie wrażenie, że jest wiele fajnych blogów, które gdzieś tam na różne tematy zdobywają swoją popularność, potem często one wychodzą w formie książkowej i potem ten blok umiera. [01:25:05.28 → 01:26:05.91] C: Ja nie jestem tym przypadkiem, chociaż ja się bardzo cieszę, że ta książka mogła się ukazać, że wydawca zdecydował się, żeby zaryzykować wydanie takiej książki niekomercyjnej kompletnie, bo jednak sama widzę, że to jest coś innego, że to wchodzenie tekstów w papierze, w inny kontakt, że to ma rozdziały, że ja to uporządkowałam, to to jest coś innego, z tego się robi inny tekst po prostu. Natomiast oczywiście to nie jest tak, że to zamyka moje pisanie w internecie, bo to się zresztą urwało rok. Ta książka obejmuje teksty, ostatnie wpisy są sprzed ponad roku w niej, a ja cały czas piszę. No i pewnie jeszcze będę pisać. Myślę czasem o tym, żeby sobie narzucić większą dyscyplinę, żeby na przykład pisać jednego dnia w tygodniu albo jakoś inaczej, bo to też podlega takim fizjologicznym zrywom. Czasem się pisze codziennie, a później się nie pisze przez tydzień. [01:26:06.01 → 01:27:20.23] D: Więc ja kształtuję swojego bloga pod siebie, cały czas go profiluję, nie pod czytelnika, tylko podemnie. I to znaczy, że tak, kiedyś ja tak bardzo dbałem o to, żeby ten ten pis miał taką formę od początku do końca, żeby był takim rodzajem opowiadania, to zresztą to było było było słychać. Ale rzeczywistość jest przytłaczająca, jak jest redakcja książki, korekta, albo trzeba coś napisać dużego. Już nie ma tej świeżości, żeby usiąść do bloga i napisać. W związku z czym ja wymyśliłem sobie coś takiego, że obok tych głównych tekstów, które ja piszę, jest taki codziennik, gdzie ja tam wpadam, nie codziennie, ale co drugi dzień na przykład, i piszę parę zdań. to już ma inną formę niż to, co jest takim głównym blogiem, jak sobie to wyobraziłem od początku, czyli takim rodzajem tekstu, którym ja chcę czytelnikowi po prostu jakoś zająć głowę, znaczy chcę mu o czymś powiedzieć. I to znowu nie jest jakaś walka o czytelnika, tylko to jest ten narzucenie sobie pewnego rytmu, znaczy takiego rytmu powrotu do tego miejsca, z którym się człowiek związał, bo to jest mój adres. Jak to jest mój adres, to jest taki mój wirtualny dom. Jak to jest mój wirtualny dom, no to jasne, że tam ja chcę sobie w nim też pobyć czasem. [01:27:20.57 → 01:27:44.65] A: Czyli jeszcze autodyscyplina. Następne słowo na A wśród powodów, które kierują nami, że zaczynamy pisać bloga. Bardzo mi się podobało, jak Inga Iwasiów napisała na swoim profilu facebookowym właśnie w sprawie książki, która jutro, przypomnę Państwu, ma swoją premierę. Książka jest książka. Teksty rozproszone rozpraszają, scalone scalają. [01:27:45.34 → 01:28:02.11] C: Jakoś tak myślę, tak mi się też wydaje, bo cały czas oczywiście od kilkunastu lat bojąc się internetu wieścimy, że to jest koniec epoki Gutenberga. Ale to nieprawda, jakoś tak jest, że jest wszystko jednocześnie. My żyjemy w świetnych czasach, bo to wszystko jest jednocześnie. [01:28:02.19 → 01:28:45.90] D: A poza tym my jesteśmy bardzo nowocześni pisarze, współcześni, którzy żyją w internecie również, nie tylko nie udają, że piszą tam pawim piórem, prawda? tylko mają swoje strony internetowe, piszą swoje teksty, technika się idzie do przodu. Ja często jestem pytany, nie wiem, że jak ktoś drukuje książki, to już musi być przeciwko e-bookom. I często mnie na przykład ludzie pytają, no a co, gdy nie będzie książki drukowanej? Będzie, papier jest najtrwalszy. Jak ja sobie zdjęcia nie wydrukuję z komputera, to go nie mam po prostu, z kolejnym dyskiem przepada, wydrukowane jest sto i sto pięćdziesiąt lat później, więc papier jest najtrwalszy. A e-book jest najwygodniejszy prawdopodobnie w tej chwili, więc... [01:28:45.90 → 01:30:16.87] A: Jeżeli tą formą, tu został już raz wspomniany, jeżeli tą formą opowiadania w dzisiejszych czasach najbardziej taką intensywną jest transmedialne opowiadanie, no to to, co państwo robią, jest tego częścią. I przypuszczam, że kiedy dojdzie do tego kanału własnego telewizyjnego, związanego z blogiem, to nie będą Państwo się tak krzywić jak dzisiaj, kiedy o tym tylko wspomniałam. Ale na jeszcze jedną rzecz chciałam zwrócić uwagę. Pani tu w pewnym momencie powiedziała, że to jest takie trochę bezinteresowne to pisanie na blogu. Otóż nie do końca, bo żyjemy w takich czasach, w których kiedyś była relacja czytelnik-dzieło. W tej chwili tak naprawdę jest relacja czytelnik, także autor. O autorze czytelnik wie, czy chce, czy nie chce. Czasem chce, ale czasem nie chce, bo media zwracają uwagę na to. Na przykład wszyscy wiedzą, że np. Kuczok to fan sportu, a ten to pije, a tamten to robi coś jeszcze innego. Jest relacja między dziełem i autorem, a czytelnikiem. W związku z tym to, że państwo publikują takie, a nie inne teksty na blogach, rysuje także Wasz obraz. Myśmy już trochę o tym mówili, mówiąc o tym, o szczerości na bloku, ale czy to jest ważne? Czy to ma jakiś wpływ także na to, jak kształtuje się blok i w związku z tym Państwa praca literacka później? [01:30:18.26 → 01:32:04.80] D: No ja myślę, że jednak ja nie jestem w stanie znaleźć się we wszystkich głowach czytelników, prawda, i tego wyobrazić sobie, jak on może sobie mnie sprofilować. Znaczy oczywiście czytelnik ma jakieś wyobrażenie na mój temat, pewno mylne, bo nie wiem, ja coś wypuszczam, co ja chcę wypuścić, piszę o czymś, o czym chcę napisać, prawda, więc na pewno ma to mylne wyobrażenie, wyobrażenie o mnie. Ale znowu, jak jest się na targach książki, Teraz są na stadionie w Warszawie. Pięknie. Widzicie, wielkie kolejki są. Ja kiedyś, z 10 lat temu chyba, podpisywałem z panem Zygmuntem Kałużyńskim na jednym stoisku i tak ja byłem takim autorem, co to zaczyna, a pan Zygmunt miał taką ogromną kolejkę, a tam do mnie co tam 10 minut jakaś osoba podeszła. Teraz są ogromne kolejki i tak przechodzę obok tych stoisk, I sami aktorzy są, którzy podpisują, a obok siedzą Olga Tokarczuk, Jerzy Sosnowski etc. I ta relacja się zmieniła i wydaje mi się, że to też jest znak czasu. Pamiętam, że jak kiedyś Mariusz Szczygieł wracał z Czech i tak opowiadał, że tam wychodzą takie książki, które są takim większym tabloidem. Także aktorzy o aktorach, ale nie biografie, tylko takie sensacyjne, to tak trochę zdziwienie na te Czechy patrzyłem, że to chyba niemożliwe jest. A teraz widzę, że to jest rynek. I my tutaj już jesteśmy na jakimś marginesie z tymi książkami, bo naprawdę targi książki pokazują, kto jest autorem. [01:32:08.18 → 01:33:59.00] A: Przy tej okazji jeszcze, może nie tytułem pytania, ale zwrócenia Państwa uwagi, bo to też premiera będzie miało swoją jutro, to jest niemiecki autor Wolfgang Herndorf. Jutro ukazuje się w Polsce w tłumaczeniu Agnieszki Kowaluk jego książka teoretycznie dla młodzieży, Cheek, ale w świecie jest to książka już kultowa, tłumaczona na bardzo wiele języków, czytana także przez dorosłych. I tłumaczka tej książki zwróciła mi uwagę na blog autora. Blog, który skończył się w tym roku, w sierpniu, samobójczą śmiercią autora, o czym napisali jego przyjaciele na blogu. Otóż Herndorf, zanim napisał książkę pod tytułem Cheek, był biednym autorem. Potem przyszła wielka sława i stać go było na to, żeby kupić sobie w Berlinie piękne pięciopokojowe mieszkanie. z widokiem na park, tylko że właśnie wtedy zachorował i nie mógł już poruszać się po tym mieszkaniu, ani wychodzić na zewnątrz. I właśnie wtedy, to było trzy lata temu, podjął decyzję o pisaniu bloga. I intensywność tego pisania, związana z jego spostrzeżeniami na temat nie tylko ciała i cielesności, ale na temat przyjaźni i świata, intensywność spowodowała tym, że wiedział, jaki za moment będzie finał, powoduje, że ten blog cieszy się ogromną popularnością. Ludzie chcą wiedzieć, kim jest autor Chica, chociaż książka i blog właśnie daje im te szanse. Blogi także pełnią taką właśnie rolę i jeśli państwo sięgną kiedyś po Chica, to proszę pamiętać, że jest blog, cały czas jest w internecie, można do niego sięgnąć, żeby go przeczytać. [01:34:00.47 → 01:34:04.83] D: Inne plany mamy chyba, w sensie niekończenia. [01:34:05.77 → 01:34:08.93] C: Właśnie chciałam powiedzieć, że to niepokojąco zabrzmiało. [01:34:08.93 → 01:34:12.11] D: Bardzo, że właśnie te blogi zyskają dopiero. [01:34:12.29 → 01:34:32.87] A: Przepraszam bardzo, ja mówiłam o przyszłości blogów w zupełnie innej formule. Państwo się wprawdzie trochę wycofali wtedy, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy się długo czytać, ja przynajmniej mam nadzieję czytać Państwa blogi jeszcze przez lata, ale z tego co się orientuję, Państwo są dość systematyczni, więc nie ma takiej obawy. Porozmawiajmy o pieniądzach. [01:34:33.41 → 01:34:37.73] D: To od razu trzeba było od tego, to jest najciekawsze w ogóle. [01:34:37.85 → 01:34:54.75] A: Rozmawiajmy o pieniądzach, tak nieśmiało było mówione, że tu wydawca przesyła książki, żeby je omawiać, tu padało, że piszemy bezinteresownie. A tak naprawdę blogi to jest też szansa na potężny zarobek. Jak to jest z tymi pieniędzmi? [01:34:55.09 → 01:36:35.79] B: To jest taki temat, na który ja ostatnio dużo myślę i nawet piszę niekiedy w tym moim serwisie, bo to jest coś, na czym sama się zastanawiam. Robiąc serwis, który gdzieś z jednej strony wywodzi się z takiego pnia prasowego, prasy kobiecej, no bo jest przeznaczony dla kobiet, porusza tematykę, która jest charakterystyczna dla pism kobiecych, powiedzmy sobie. Z drugiej strony gdzieś tam ma w sobie ten rodowód blogowy, bo sposób w jaki jest pisany nie jest prasowy, to nie jest pisanie dziennikarskie. Więc gdzieś tam siedzę okrakiem na takim płocie między dwoma światami i przynależy i do jednego i do drugiego i też jestem na takiej trochę ziemi niczyjej i o tym, że jestem na tej ziemi niczyjej przekonuję się zawsze, kiedy jest mowa o pieniądzach, kiedy pojawiają się kwestie reklam, które na innej zasadzie funkcjonują w serwisach internetowych, a inaczej na blogach. Generalnie w głowach reklamodawców istnieje takie przekonanie, że blogera można kupić. To jest bardzo przykre przekonanie dla mnie, bo ja przez lata też pisałam swojego osobistego bloga i pisałam go właśnie bezinteresownie i idealistycznie i zawsze mi się wydawało, że tylko tak można pisać dobrego bloga. Natomiast w tej chwili blogi są bardzo na sprzedaż i jest to duży biznes. [01:36:36.89 → 01:36:37.65] D: Ale ile? [01:36:38.33 → 01:36:38.97] B: Co ile? [01:36:39.44 → 01:36:41.56] D: Ile można zarobić? [01:36:42.10 → 01:36:49.51] B: No, ci tacy dobrzy blogerzy, znaczy ci, którzy na tym rzeczywiście zarabiają, zarabiają kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. [01:36:50.19 → 01:36:50.74] D: Miesięcznie? [01:36:50.90 → 01:36:51.85] B: Tak, miesięcznie. [01:36:52.39 → 01:36:55.19] C: Dodajmy od razu, że na pewno nie ci, którzy piszą o literaturze. [01:36:55.20 → 01:37:24.54] B: Nie, nie sądzę, nie przypuszczam. Literatura jak wciąż nie jest tak bardzo podliwym towarem. Ci, którzy piszą o różnych rzeczach, tak zwani blogerzy lifestyle'owi, piszą też czasem o książkach, więc książki mają szansę się tam... Pewnie nie o Kronosie, ale... O jakich piszą? Pewnie ci autorzy, do których były duże kolejki na targach książki, pojawiają się tam [01:37:24.54 → 01:37:27.76] D: jako... To jest twojego doświadczenia. Ci, co piszą o Kronosie, ile mogą? [01:37:28.06 → 01:37:30.32] B: Nie wiem. Nie znam cenników. [01:37:30.52 → 01:37:35.28] A: Co pan mówił przed chwilą, że pana blok ewoluuje, w związku z tym jest szansa... [01:37:35.28 → 01:38:17.37] B: Nie, ale to rzeczywiście jest jakieś takie przedziwne przekonanie, że blogera można kupić. Ono się nie wzięło znikąd. Wzięło się stąd, że rzeczywiście są blogi, które są takimi machinami reklamowymi. Natomiast próbując robić coś, co jednak gdzieś tam trzyma się tych standardów prasowych, czyli nie uprawiamy kryptoreklamy, nie dajemy sponsorowanych artykułów, znaczy nie można przyjść i powiedzieć, słuchajcie, zapłacimy wam, jak dobrze napiszecie o nas, to nagle się okazuje, że to nie jest blog w takim razie, bo gdyby to był blog, to można by przyjść, wyłożyć kasę i otrzymać za to elegancki, sprofilowany tekst na temat. [01:38:17.69 → 01:38:53.10] A: Ja nawet mam wrażenie, przeglądając kilka blogów, gdzie nie tyle reklamy się pojawiały, co pisano o bardzo konkretnych produktach albo udawano się w podróż za pieniądze sponsora, nawet mam takie wrażenie, chyba że coś przeoczyłam, że to jest uczciwsze jakieś i jaśniejsze, że te reguły gry są naprawdę jasne. Bloger wyraźnie pisze, pojechałam na tę wyprawę samochodem od tego i tego sponsora za jego takie i takie pieniądze, które miałem wydać. Jeśli to pisze. Jeśli to pisze, tak. Ale to samo dotyczy prasy, prawda? [01:38:53.66 → 01:39:01.50] D: Ale teraz jest dyskutowana chyba sprawa Tomasza Lisa i właśnie bloga i pojawienie się produkt placement tam. [01:39:01.76 → 01:39:11.58] A: No czyli jak to jest? Blog, a pieniądze. Czy to jest przyszłość? Czy z tego będzie można żyć? Czy też to powinno się nawzajem wykluczać? [01:39:11.80 → 01:39:22.74] D: No mnie by nie było tak źle jakby, oczywiście tak jak byłem przez parę lat autorem bloga, który dostawał pensję za to, że jest na tej platformie, na [01:39:22.74 → 01:39:24.94] A: której... Czyli reklama tej platformy tak naprawdę. [01:39:25.36 → 01:40:28.93] D: Gdzieś sygnowani. Tak, pytanie, reklama w którą stronę, prawda? Czy ja się reklamowałem, czy oni się mną reklamowali? Natomiast rzeczywiście to taka sytuacja była, że ja sobie byłem, jakbym się związał z jakąś gazetą, czyli byłem sobie autorem tej platformy i dostawałem co miesiąc pensję, którą która była za to, że jestem w tym miejscu, a która jakby nie było w umowie narzucone, że o czymś mam, o czymś nie mam, ile razy w tygodniu mam pisać. Nie, to była nadal ta wolność. Tylko, że ja myślę, że to trochę było tak, że ten rynek się kształtował. Teraz już ten rynek się ukształtował prawdopodobnie i rzeczywiście przelicza się już to o czym mówiłaś, przelicza się w jaki sposób można dotrzeć do czytelnika. Ja jednak z tym swoim kronosem, to już używamy tego jako metafory, z tym swoim kronosem jednak widocznie pokazałem tej platformie, że nie ujadą ze mną. [01:40:31.31 → 01:41:54.05] C: Ja właściwie miałam takie propozycje, żeby przenieść gdzieś to swoje pisanie właśnie w tym ostatnim czasie, kiedy już to się stało biznesem i wiadomo, że na Kronosa nie ma miejsca. I były to zawsze propozycje związane także z warunkami, to znaczy ze sprofilowaniem. Tekst krótki, tekst nie o tym, nie o tamtym, jeszcze nie o czymś. Więc ja nie podejmowałam tych rozmów, grzecznie dziękowałam, bo mam wrażenie, że też takie przekonanie, że wszyscy chcą czytać tylko o tym, co lifestyle'owo jest jakoś tam osadzone, to jest też fałszywe przekonanie, bo są ludzie, którzy chcą czytać o Kronosie, może są w mniejszości, Ale to są ci ludzie także, z którymi ja się spotykam w realnej przestrzeni, czyli na przykład w salach uniwersyteckich, czy tak jak z państwem tutaj dzisiaj. I nie biorąc za to pieniędzy mogę pisać o kronosie właśnie do tych wszystkich ludzi. Nie mając właśnie nadziei na to, że to przekroczy jakieś tam jakąś masę krytyczną, choć jak mówię, zaskakująco dużo osób to czyta. Mimo wszystko, co właśnie przeczyłoby temu, że wszystko musi być zawsze krótkie, łatwe, atrakcyjne, nie za ciężkie. [01:41:54.25 → 01:42:12.47] D: Mamy fajnych czytelników po prostu. To akurat ci, którzy myślę trafiają na te blogi o książkach, bo o swoim mogę powiedzieć, że jest takim blogiem o książkach głównie jednak, czy o kulturze. To jednak to są czytelnicy, którzy z tym chcą się spotkać, więc ja uważam, że to jakość liczy. [01:42:13.17 → 01:42:32.45] A: Czy państwo są czytelnikami blogów? Jak państwo czytają blogi? wyłapują państwo, znajdują państwo blogi. Ostatnio jeden z moich przyjaciół zapytany, czy czyta blogi, powiedział nie. Zapytałam, dlaczego, bo nie wiem, jak ich szukać. Więc pytałam, czy państwo są czytelnikami blogów. [01:42:33.03 → 01:43:05.53] D: Tak, ja nie tak dużo, ale czytam trochę blogów takich, których autorami są jacyś znajomi. Zazwyczaj są to pisarze też, którzy czy dziennikarze, którzy prowadzą swoje blogi, to mnie interesuje. Ale też rano, jak przeglądam sobie prasę, to na przykład na temat otwieram i tam czytam, no bo jednak tam są takie jątrzące blogi. Tam można też iść z komentarzy ludzi, którzy... Zresztą jest ciekawe, bo akurat tam nie trzeba moderować dyskusji, ponieważ przez Facebooka się tam logują ludzie, więc mają imię, nazwisko, zdjęcie przy komentarzu. [01:43:05.55 → 01:43:06.87] B: Czy czytałeś tam kiedyś komentarze? [01:43:07.01 → 01:43:11.37] D: No czytałem dużo razy i mam wrażenie, że poziom tych komentarzy jest dużo lepszy. [01:43:11.37 → 01:43:11.83] B: Złudzenie. [01:43:12.51 → 01:44:11.51] D: Takim złudzeniem żyję, że jest poziom dużo wyższy niż na Onecie na przykład, ale na temat. I tam właśnie Krystyna Kofta, jest bardzo dużo bardzo ciekawych autorów, których czytam, one się pojawiają rano, prawda, kto w ostatnim czasie. I one często dotyczą jakichś spraw właśnie społecznych, często interwencyjnych też. I tak czy tam, bo też próbuję sobie... Człowiek wchodzi gdzieś do księgarni i nie jest w stanie tego ogarnąć. Naprawdę, mówiliśmy o tym, nie ma krytyki literackiej, to znaczy, że nie ma się czym kierować. Znaczy, jeżeli, ile tych recenzji się ukazuje nawet w samej gazecie wyborczej w ciągu tygodnia, czy w ciągu miesiąca, prawda, kilka. Więc wchodzi się do księgarni i człowiek zupełnie nie wie, co powinien, co powinien kupić. I trochę też w związku z tym podglądam takie blogi o książkach, czy blogi pisarzy, żeby się zorientować, co jest, co można przeczytać, że mogę sobie sam wyrobić jakieś zdanie. [01:44:14.78 → 01:45:37.98] B: Ja nigdy nie czytam rzeczy dlatego, że one są blogiem albo nie są blogiem. Owszem, czytam blogi, bo niektóre z nich mnie interesują, natomiast ja czytam teksty i chyba rzeczywiście tym się kieruję. Nowoczesne media umożliwiają odsiewanie z tej masy różnych rzeczy, które codziennie są publikowane w internecie. Jest coś takiego, co się nazywa RSS. który powiadamia o tym, że dany autor albo dany temat pojawia się gdzieś tam i ja mogę sprawdzić, co zostało napisane. I bardziej interesuje mnie autor, bardziej interesuje mnie temat. Zupełnie nie interesuje mnie to, czy to się okazało w New York Timesie, czy okazało się na czyimś blogu, czy na temat, czy na stronie głównej Gazeta.pl. To jest zupełnie drugorzędne. Nie mam chyba takich blogów, które śledzę tak stale, tak żebym je czytała na zasadzie podglądania czyjegoś pamiętnika. Tak właściwie się zastanawiam, czy tak jest. Chyba wiem. Tak, mam jeden taki blog. To jest blog brytyjskiego aktora Stephena Frye'a, którego bardzo lubię i rzeczywiście chyba to jest jedyny blog, który czytam, także czytam każdą notkę. [01:45:40.19 → 01:46:38.37] C: Miałam podobną technikę pewnie do tej, o której powiedział pan Remigiusz. To znaczy faktycznie to jest taka prasówka poranna. szuka się tego, co jest w internecie. To oczywiście jest też tak, że te blogi podczepione pod różne platformy, to się jakoś tak robi. Poza tym oczywiście to są blogi znajomych. ze środowiska literackiego, ale też na przykład studentów czy byłych studentów. To mnie bardzo interesuje, jak oni wchodzą w to blogowanie, zwłaszcza, że to często też jest związane z ich takim profilowaniem się zawodowym. Więc to też jest dla mnie zawsze pociągające, żeby zobaczyć. Niestety zniechęcają się. Właśnie wydaje się, że ci młodsi adepci tej sztuki szybciej odchodzą do czegoś innego. Być może to jest kwestia wymagań życiowych tego, że jak zaczynają gdzieś pracę, to się już nie znajdują czasu na to codzienne pisanie. [01:46:39.01 → 01:46:51.25] A: Pewnie właśnie braku czasu, a nie tematów, bo gdzieś na forum przeczytałam ostatnio, ponieważ zakładania blogów uczy się już w szkole podstawowej na zajęciach z informatyki i w ogóle to jest jedna z takich pierwszych funkcji, którą... [01:46:51.25 → 01:46:54.73] D: A dzisiaj się jeszcze uczy odręcznie pisać czy nie? W szkole. [01:46:55.69 → 01:47:07.47] A: Nie miałabym już tej pewności. W każdym razie młody człowiek napisał w komentarzu, że no założyłem, udało mi się, tylko co dalej, bo nie wiem, o czym pisać. Tu jest problem nieco odwrotny. [01:47:07.49 → 01:47:10.99] D: Właśnie o niczym. Większość pisze o niczym. [01:47:12.37 → 01:49:00.72] A: Nie wiem, czy państwo mają blogi i czy blogi czytają, ale jeśli mają państwo pytania do, już chciałam powiedzieć blogerów, ale kasuję to słowo, do naszych gości, do blogów, to bardzo proszę. Bardzo proszę, gdyby pani chciała poczekać na mikrofon tylko, bo nagrywamy to. Dzień dobry. Ja chciałam zapytać o taką rzecz. W wypowiedziach państwa niezwykle interesujących i z blogów państwa, przynajmniej blog pani Ingi czytam regularnie, muszę się przyznać, wysnuwam jednak taki pewien niepokój, że ranga pisarstwa internetowego jest niższa, że jednak cały czas punktem odniesienia jest ta literatura papierowa, że cały czas tutaj odbywa się jakaś taka gra, jakieś takie porównywanie tego co jest w blogu i tego co jest tą literaturą prawdziwą. I czy Państwo się tego nie obawiają? Czy to jest tylko gdzieś tam ukryte w podświadomości i od czasu do czasu ujawnia się? ten taki głos wewnętrzny, ten lęk, który ja tutaj dostrzegam. Czy też państwo na ten temat myślą, że jednak ta łatwość, ta szybkość, ta bezpośredniość kontaktu powoduje, że troszeczkę schodzimy z tego piedestału, którym... Ja sobie nie wyobrażam bloga Szymborskiej czy Myśliwskiego, prawda? Coś tutaj... Wydaje mi się, że jest na rzeczy. Prosiłabym o komentarz. [01:49:04.68 → 01:51:24.46] C: Ja się nie czuję specjalnie na żadnym piedestale, na szczęście chyba. I nie mam też takich lęków, że to mogłoby mnie skądś strącić. Chociaż mówiłam w pewnym momencie, że oczywiście myślę o tym, że na przykład czytają mnie studenci. I wobec tego czasem pewnie robię jakieś miny, że jakoś tam używam może frazy nie bardzo potocznej, żeby pokazać, że zasługuję na to, żeby mieć tytuł profesorski. To trochę żartem oczywiście mówię, bo to nie jest tak, to się nie tak bez przerwy i bezustannie kontroluje i myśli o tym. Oczywiście w moim przypadku to też jest tak, że ja jednak wychowywałam się jako osoba czytająca i zaczynająca pisać w czasach, które nie marzyły o tym, że będzie takie medium. Na początku lat dziewięćdziesiątych, jak się zaczynało rozmawiać o internecie, to te nasze wyobrażenia o tym, jak nas to uwolni, jak to wszystko otworzy, były zupełnie inne niż rzeczywistość, w której dzisiaj żyjemy. Niektóre nadzieje się spełniły, inne się zdewaluowały zupełnie. Więc ja się cieszę z tego, że jest ta różnorodność i że mogę w obu tych obiegach, w tym papierowym i w tym internetowym, funkcjonować i że w tym internetowym bardziej na swoich zasadach. Jednak ta jedna idea, moim zdaniem, w moim przypadku, się spełniła. To znaczy, faktycznie to jest tak, że to jest takie miejsce mojej większej autonomii. niż świat literacki, w którym oczywiście pisze co chce, a nawet dzisiaj, jak mówiliśmy, właściwie nawet się nie redaguje specjalnie książek, w związku z czym nikt nie przymusza do niczego, ani do skracania, ani do wydłużania, ani do zmiany przecinków. Ale pomimo wszystko, cała ta machina zgody na to, że ktoś bierze książkę do druku i później tego co z nią zrobi, czy ewentualnie ją promuje, czy nie, to jest jednak pancerz pewien. Tu trzeba wielu kompromisów. A w internecie to są tylko kompromisy z tym, na ile jestem w stanie pogodzić się z funkcjonowaniem jakiegoś mojego wizerunku, a na ile nie chciałabym tego wizerunku wypuszczać w tę przestrzeń wirtualną. [01:51:25.08 → 01:52:43.93] D: Myślę też, że to zastrzeżenie takie, które jakby pani podejrzewa, że jest po tej stronie piszących i piszących blogi i równocześnie, ono wynika z tego, że jednak przy pisaniu książek czy Ja jestem dziennikarzem, więc ja jestem jakby jestem w tle. Jest ten bohater, o którym ja piszę. Ja nie jestem tematem swojego tekstu zazwyczaj. Czy kiedy robię wywiad, czy kiedy piszę książkę, czy kiedy to jest... Może proza to już jest jakoś tam bardziej coś przeze mnie przefiltrowane, ale jeżeli to jest książka non-fiction, to już nie. to jest gdzieś tam ten bohater, który jest ważny czy najważniejszy, a jednak w blogu człowiek zaczyna mówić od siebie, czyli jestem ja, od pierwszego zdania właściwie jestem ja już i to potem tak rozwijam, a czasem tak się już lubię w tym ja strasznie, więc blogi są jakieś egotyczne pewno bardziej niż literatura. Dąbrowicz tak, nawet napisał parę tomów właśnie, tylko nie wiedział jeszcze. Natomiast myślę, że z tego to zastrzeżenie takie może jest wyczuwalne, ten podział na tą literaturę, czyli to, co jest jednak czymś innym już niż opowiadanie o sobie. [01:52:45.86 → 01:54:10.93] C: Jeśli ja mogę na taki jeden przykład się powołać, to taką wątpliwość bardzo mocną miałam wówczas, kiedy miałam napisać coś na temat śmierci moich bliskich. To mi się wydało właśnie taką decyzją bardzo już istotną. Nie to, co jadłam na śniadanie i czy o tym pisać, tylko to, czy coś, co jest wstrząsem w życiu, takim prawdziwym, powinno wejść w taki zapis, że oto, słuchajcie, drodzy czytelnicy, jestem smutna, ponieważ umarł mój ojciec. W końcu napisałam o tym trochę, ale jednocześnie napisałam też o tym książkę. i tu czułabym różnicę, to znaczy myślę, że takie pozostawanie z tym tematem z odcinka na odcinek, z tygodnia na tydzień w blogu byłoby dla mnie trudne i nawet uważałabym, że jest w tym coś takiego też w stosunku do czytelników dziwnego, bo to jest ludzie, którzy już tam czytali mnie powiedzmy czasami lub regularnie od jakiegoś czasu może nie chcieliby takiego ładunku smutku, nie chcieliby tego tematu mieć teraz nagle zamiast wszystkich innych. Natomiast kiedy ja piszę książkę zatytułowaną Umarł mi i ta książka się ukaże, to każdy kto zobaczy ten tytuł będzie wiedział o czym ja chcę opowiedzieć. [01:54:11.69 → 01:54:37.50] A: Książka ukaże się na początku listopada. Tak, nic się nie zmieniło. Czy mają Państwo jeszcze pytania do naszych gości? Swoją drogą, proszę powiedzieć, czy Polskie Towarzystwo Autobiograficznego, którego jest pani prezeską, które powstało w tym roku, staje się w lipcu, czy ono blogiem też będzie się zajmować? [01:54:37.52 → 01:55:37.49] C: Tak, oczywiście w statucie mamy także zajmowanie się tymi nowoczesnymi środkami komunikacji i formami. bo w to właśnie przeradza się dzisiaj autobiografia. Faktycznie takie twór, organizacja pozarządowa pod nazwą Polskie Towarzystwo Autobiograficzne powstała kilka miesięcy temu w Szczecinie. Jak tylko znajdę na to czas, to będę o tym szerzej informować i także zapraszać oczywiście do zapisywania się do tej organizacji, która ma różne cele, od naukowych i takich dotyczących gromadzenia różnych form autobiograficznych, po spotkania z ludźmi, którzy sami piszą, czy chcą pisać autobiografię lub chcą po prostu opowiadać o sobie, bo autobiografia może mieć także postać ustną. Taką działalność zamierzamy rozwijać w Szczecinie, ponieważ spora grupa osób na Uniwersytecie Szczecińskim tą tematyką autobiograficzną zajmuje się zawodowo. [01:55:41.14 → 01:56:07.34] A: Jeżeli nie mają Państwo więcej pytań, to na tym kończymy nasze spotkanie. Bardzo Państwu dziękuję za przyjazd do Rublina. Inga Iwasiów, blogotony ukazują się jutro, przypominamy. Katarzyna Nowakowska, foch.pl Remigiusz Grzela, remigiusz-grzela.pl [01:56:09.49 → 01:56:18.71] C: Ja jeżeli mogę, to chciałabym tu pani, i może nie spadnę ze sceny, podarować tę moją książkę jako tej, która zabrała pierwszy głos. [01:56:19.41 → 01:56:20.85] D: Może są jeszcze jakieś pytania? [01:56:22.13 → 01:56:54.16] A: Ja miałam parę pytań. Dziękujemy Państwu bardzo. Jeszcze jedna bardzo ważna informacja. Za tydzień nie odbędzie się bitwa ani o kulturę, ani o literaturę, bo w Teatrze Starym będą trwały próby do spektaklu Leszka Mądzika, tego przeznaczonego dla najmłodszej widowni. Oczywiście już Państwa zapraszamy. Spektakl będzie w repertuarze teatru, a podczas bitwy o kulturę spotykamy się za dwa tygodnie. Dziękuję. [01:56:55.36 → 01:56:56.24] D: Dziękujemy bardzo. [01:57:00.62 → 01:57:03.62] C: Dzięki [01:57:05.90 → 01:57:06.50] B: za uwagę!
Bitwa o literaturę. Między blogiem a kowadłem
Blogi zdobywają przestrzeń zarezerwowaną kiedyś dla prasy, dziś często blogerzy mają bardziej realny wpływ na ludzi niż tzw. „prasa opiniotwórcza”. Czy jednak blogi nie zaniżają poziomu naszej kultury? Czy kultura może poprzez blogi zostać zbawiona, czy też zamordowana? Co decyduje, że jeden blog staje się niebywale popularny, a jego autor gwiazdą internetu, zaś inny blog przepada? Czy blog może być ambitny? Krzysztof Varga, kurator programu literackiego w Teatrze Starym