Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:03.98 → 00:20.82] A: Dobry wieczór Państwu. Witamy bardzo serdecznie w Teatrze Starym w Lublinie na spotkaniu z naszą pierwszą, przynajmniej moją w tym roku, gościnią, a jest nią znana, nagradzana pisarka Zyta Rudzka. Bardzo proszę o oklaski dla Zyty.
[00:24.82 → 00:27.10] B: Michał Nogaś, znany, nagradzany.
[00:27.12 → 00:44.78] A: Dobry wieczór. Proszę Państwa, jeszcze zanim zaczniemy rozmowę, to kilka ważnych informacji. Usłyszymy dzisiaj fragmenty najnowszej książki Zyty. Ten się śmieje, kto ma zęby. Ktoś z Państwa już czytał? Kto czytał? Ręka w górę.
[00:45.40 → 00:46.30] B: Las, rąk.
[00:46.46 → 01:32.33] A: Wspaniale, będzie można autorkę przepytywać z treści. Fragmentów dzisiaj posłuchamy. Będzie czytać dla nas Pani Ilona Zgiec z Teatru Andersena w Lublinie. A na polski język migowy, jak zawsze jeszcze raz wielkie podziękowania dla organizatorów, że o to dbają. W nasze spotkanie przekładać będą Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. I to na razie tyle komunikatów. Chciałbym, żebyśmy zaczęli od... ponieważ spędziliśmy ze sobą podróż samochodową do Dublina, więc właściwie rozmawiamy od godziny 14.30, ale bardzo mało rozmawialiśmy o literaturze i o spotkaniu, żeby się nie wygadać wcześniej. Chciałem cię zapytać, czy ty myślisz o sobie choć trochę jak o pisarce rewolucyjnej?
[01:35.67 → 03:28.87] B: Ja muszę powiedzieć jeszcze, że ja w ogóle nie rozmawiam o literaturze. Właściwie literatura nie obchodzi, tak bym powiedziała. Właściwie to bierze się może z tego, jak piszę, co piszę, gdzie szukam tematów. i na pewno książki, które już ktoś napisał, nie są dla mnie jakoś inspiracją. Jakoś nie chcę jakichś przypisów robić i tak dalej. Nie uruchamia mnie to do pisania i w tym sensie, ponieważ jakoś w ostatnich latach chce mi się po prostu pisać, a to tak zawsze nie było. Jakoś taką czuję dyspozycję, żeby rzeczywiście pisać, więc szukam tych tematów, i czy jestem rewolucyjną pisarką. Nie, chyba nie, znaczy chyba jestem, ale czuję się, dopiero to czuję, że to jest w jakiś sposób inne, kiedy rozmawiam z czytelnikami. Wydaje mi się, że w momencie pisania ja tak wchodzę w postać i ponieważ nie piszę autobiograficznych rzeczy, oczywiście to się przemyca zawsze własne życie, to tak też nie ma, bezkarnie się tak całkiem nie piszę, ale dopiero w momencie, kiedy już jest napisana powieść i ktoś mówi, że na przykład jest jakiś obcy rytm języka, jakaś taka postać, wydaje się taka nierozpoznana, no to wtedy tak, to wtedy mam jakąś takie, albo że na przykład kropki są gdzie indziej postawione. To też się dowiaduję już raczej od krytyków, od...
[03:28.87 → 03:30.41] A: Ale stawiasz kropki w środku zdania?
[03:30.99 → 04:07.64] B: No zdarza się, ponieważ ja raczej piszę oddechem. Ponieważ dla mnie pisanie to jest oddawanie głosu. Ja nie piszę z takiej perspektywy, że patrzę na kogoś i opisuję i się jakoś domyślam, czy jakoś patrzę złośliwie, czy empatycznie, czy czule, nie, nie. Ja po prostu oddaję głos. Mi się wydaje, że to bardzo ważne, żeby bohater, ta postać, o której chcę napisać, po prostu przemówiła, bo najczęściej są to osoby, które w jakiś sposób są pozbawione tego głosu, nie są słyszane.
[04:07.98 → 05:17.42] A: Zaraz wrócimy do bohaterów, ale już Wyłapałem kilka istotnych kwestii z tego, co było odpowiedzią na pierwsze pytanie. Mówisz o tym, że nie jesteś pisarką rewolucyjną, ale właściwie jesteś i że dopiero reakcje czytelników albo recenzje książki uruchamiają w tobie jakieś pokłady myśli na temat tego, co napisałaś. Tak było w przypadku między innymi twojej najnowszej książki, ale też poprzednich. Przypomnę, krótka wymiana ognia, finał Nikea, nagroda Gdynia, więc bardzo dobre przyjęcie. I trochę nie wiem, jak może funkcjonować mózg pisarki, ale nie jest to przytyk albo wścibskość, wścibstwo, tylko raczej po prostu chęć zrozumienia, jak ten mechanizm działa, że przecież potem w odbiorze twoja proza uznawana jest za przełomową, zaskakującą, uruchamiającą zupełnie nowy napęd w odbiorze literatury i tak dalej. Czy naprawdę można nie mieć świadomości tego w procesie pisania, w procesie twórczym? Przecież pojawiają się jakieś pytania, czy mogę tak napisać.
[05:17.44 → 07:40.73] B: To jest jakieś moje raz trochę naturalne, ale powiedziałam naturalne, a potem pomyślałam sobie, że właściwie ja bardzo długo budowałam swój warsztat. i właściwie przy każdej powieści zaczynam od nowa. Ja nigdy nie wiem, czy... Właściwie się nad tym nie zastanawiam i bardzo dobrze, czy to się mi uda, czy ta postać będzie żyła w takim odbiorze czytelniczym, czy... Po prostu się na tym kompletnie nie zastanawiam, tylko... I też nigdy... W ogóle chyba nigdy nie pomyślałam, czy to będzie ciekawe, dla kogo piszę. Bo wydaje mi się, to nie wynika z jakiegoś takiego skupienia na sobie, ale właśnie na postaci, że ja też wybieram osoby, o których pisze, czy to była mamulka, taka wiejska kobieta, bardzo samotna, mieszkająca właśnie poza wsią, na tak zwanej kolonii. Ja oddam jej głos i to była taka i Niemka, i Polka z taką bardzo potrzaskaną tożsamością, w takim bardzo dużym cierpieniu, też takim nienazwanym. która nie ma komu opowiedzieć swojego życia, miała jedną córkę, jak twierdzi nieudaną, znaną poetkę i została sama i opowiada swoje życie do studni. Dla mnie była ta osoba, tak jak ją budowałam, też bardzo obca. Bardzo dużo jej decyzji, jej jakiegoś takiego sposobu opowiadania o świecie, o tym, co przeżyła, o dzieciństwie, o związkach miłosnych, to było dla mnie niezrozumiałe. Więc też uruchamia mi do pisania jakaś taka obcość. Ktoś, kto wydaje mi się, inny ode mnie i chcę go zrozumieć, chcę się w trakcie pisania jakoś spotkać w połowie drogi, bo przecież wiadomo, że jesteśmy inne, ale przeżywamy jednak podobne doświadczenia.
[07:41.45 → 07:54.57] A: A co to znaczy, kiedy mówisz, że nie zawsze chciało ci się pisać? Zestawiam to z twoim wyznaniem przed chwilą, że długo budowałaś swój warsztat. To znaczy, można budować warsztat, a jednocześnie nie mieć potrzeby albo chęci pisania?
[07:56.68 → 11:27.56] B: Właściwie pisząc, to znaczy skreślając dużo, często czytam na głos, właśnie piszę na głos, czyli sprawdzam, jak to się układa. Są fragmenty, które wiem, że nie powinny, to się intuicyjnie po prostu robi, nie powinnam czytać na głos, bo mi się to na przykład nie spodoba, ale to jest w postaci, to jest po prostu w ostatniej książce, Inaczej się rozmawia o książce, a inaczej się pisze. W innym jest się już, jak gdyby inną osobą jestem. I na przykład ostatnio przeczytałam, ktoś jakoś zacytował moją bohaterkę, jak opisuje swojego psa, że coś tam wielki jak duży, coś tam brzydki i takie stopniowanie. I że to jest literacko chyba nie wiadomo czy dobre. Przecież ja mam świadomość, że na przykład mogłabym te trzy zdania, jak ja to mówię, polecieć siekierą i zrobić z tego jedno zdanie i to krótkie, ale po prostu w tym momencie tam wiem, Ta moja bohaterka patrzy na tego psa, który się tam przyplątał i go tak opisuje. I te trzy zdania to jest ten moment, kiedy ona po prostu ocenia, patrzy na tego psa. Więc ten monolog mój, czyli to, jak postać mówi o sobie, zwierza się wyznaje sobie, opowiada o swoim życiu. Prawdopodobnie sobie, moi bohaterowie chyba sobie po prostu mówią, nie mówią do kogoś. tak myślę, to też się bierze, to jest i literackie, ale też jest w tym takie coś pozaliterackiego, takie coś, co ja wiem, że ja nie mogę tego poprawić, bo na przykład tak właśnie jest, że tak albo powtarzamy coś, albo to jest jakieś takie nieforemne, to też takie brudne, taki brud, to też lubię taki brud czasami, żeby to zostawić. No i tak to właśnie jest, a dyspozycja to jest coś takiego, że po prostu nie ciągnie mnie do życia jakiegoś towarzyskiego, tylko wolę usiąść i napisać, a było różnie. Niektórzy piszą w kawiarni, ale ja nie potrafię, muszę się bardzo wyizolować, i żeby po prostu stworzyć moją bohaterkę, moją ostatnią Werę, która właściwie u Marii i mąż jest sama, jest fryzjerką i chodzi na bazar. Ja właściwie pisałam, bo ja bardzo dużo piszę chodząc, czyli wszystko do mnie przychodzi, jak postać, co mówi, jak wygląda całe zdania czasami do mnie przychodzą i konstrukcja, jak to ma być zrobione, od czego zacząć, gdzie dojdę, jak to ma być, czy rozdziały, czy krótkie, czy długie itd. to wszystko w czasie spaceru i pisząc tkanki miękkie, to raczej chodziłam tak bez celu zupełnie, ale po żoliborzu, bo tak wydawało mi się, że mój bohater, lekarz jest zamożny i tak będę też chodziła po takiej zamożnej części Warszawy. I się tam rozglądała, na przykład za mężczyznami się oglądałam, no bo tak budowałam postać.
[11:28.46 → 11:29.86] A: Pani się orientowali czy nie?
[11:30.04 → 11:30.50] B: Słucham?
[11:31.03 → 11:33.03] A: Czy się zorientowali, że się na nich patrzysz?
[11:33.03 → 11:34.79] B: Czasami tak, oczywiście.
[11:35.47 → 11:39.43] A: I wtedy łapałaś ten język lekarski na przykład, bo pytałaś pana doktora o coś, czy nie?
[11:40.21 → 11:45.71] B: No nie, to różnie bywa. No to już są tajemnice warsztatu, powiedzmy, tak to określmy.
[11:46.25 → 11:47.77] A: Przepraszam, ja tu za receptą.
[11:48.91 → 12:24.16] B: Tak, że to po prostu, a na przykład przy tej ostatniej powieści, no to dużo chodziłam na bazar na przykład, a nie lubię to, nie lubię jakoś tak. Są ludzie, którzy rzeczywiście lubią chodzić po bazarach, Ja nie lubię, chodziłam z konieczności, ale jak już potem zobaczyłam, że spotkałam taką osobę, która chciała mi coś sprzedać, zaszła mi drogę, no to tak skutecznie zaszła mi drogę, że rzeczywiście odłożyłam to, co miałam pisać, jakąś inną powieść i zaczęłam tak fantazjować na temat tej kobiety, bo ona mi tak nie pasowała.
[12:24.20 → 12:31.97] A: To jest wspaniałe, bo czyjś gest. zupełnie przypadkowy, kompletnie zmienia twoje potrzeby literackie, twórcze.
[12:31.97 → 13:35.25] B: Tak, na raz mi się tak po prostu wyrzucił taki radar pisarski, czyli na raz już przyszłam z tego bazaru z taką świadomością, no chyba będę tak pisać o takiej kobiecie, bo przecież mnie w ogóle nie interesuje bazar jako takie etnograficzne pisanie. czy opowieści takie właśnie o bazarze, jak to ludzie tam sobie po prostu w jakiś sposób żyją i tak dalej zawodowo i towarzysko, ale zawsze interesuje mnie jednak taka, jak to powiedzieć, linia życia tej kobiety, bo ona nie jest z bazaru, ta moja bohaterka, tylko jest z konieczności, po prostu wysprzedaje swoje rzeczy, jest biedna, to jest zapis biedy. No i tak chciałam taką napisać kogoś, kto jest zmuszony chodzić na ten bazar i w jaki sposób ona trzyma się życia pazurami.
[13:35.51 → 14:22.76] A: Zanim posłuchamy pierwszego fragmentu, jeszcze jedno pytanie, które Przyszło mi do głowy teraz, kiedy przypominam sobie lekturę tych twoich ostatnich trzech powieści, które niektórzy nazywają trylogią. Nie wiem, czy ty tak na to patrzysz. Po prostu są to kolejne książki z Etyrudzkiej. Czy myślisz też o swojej twórczości jako o literaturze bardzo współczesnej? W tym sensie, że wychwytujesz obrazki Polski dzisiejszej i one są bardzo silnie obecne w tej książce, w kolejnych książkach, że jeżeli ktoś X lat pójdzie do Biblioteki Narodowej i pomyśli sobie, a zobacz, jak się pisało w roku 17, 19, 21, 23 i sięgnie po półkę z twoimi rzeczami, to znajdzie tam też obraz...
[14:22.76 → 14:24.68] B: Po cztery półki z moimi rzeczami.
[14:25.62 → 14:37.29] A: Tak, po cztery i po 79 przykładów w językach obcych. Czy odnajdzie tam Polskę dzisiejszą też twoim zdaniem? zależy z tego, co się dzieje, w czym my żyjemy.
[14:37.69 → 17:32.67] B: Ja uważam, że literatura lubi być żywa. Książki lubią być żywe. Język po prostu, to jest mój język, tworzę też przecież postaci moje, no to przecież nie mówią, sztucznym językiem, takim zrobionym na potrzeby takiej literatury. takiej salonowej, łagodnej, takiej przyjemnej, tylko często naruszam różne granice np. dobrego smaku, też całkiem nieświadomie, ale bardzo dobrze, bo uważam, że Jak rolą literatury, w ogóle pisania, jak ja to uważam, to dobrze, jak literatura narusza te stereotypy i w jakiś sposób odsłania żywe emocje. Nawet jak komuś się bardzo moja powieść nie spodoba i widzę jakiś ogień taki, że to się rzeczywiście bardzo nie spodobało i jest dużo argumentów, to znaczy, że ja to dobrze napisałam, to w jakiś sposób to żyje. I na pewno... Każda z moich powieści, nie piszę historycznych powieści, nie interesuje mnie to. Ale też bardzo zwracam na takie uwagę, ponieważ ja zwykle pracuję, chodzę, piszę w godzinach przedpołudniowych, wczesnych popołudniowych. Wtedy są inni ludzie na ulicach, w parkach. Są ludzie, którzy stracili pracę, nie mają pracy, albo już nie pracują, są na emeryturze. Lubię zagadywać, jak ktoś idzie z psem, to też pytam o psa i zaczyna się już jakaś taka rozmowa, czy o dziecko, czy coś. No więc wtedy lubię takich ludzi. Trochę wydaje mi się, że nie wiem, czy się zgodzisz ze mną, że bohaterowie są w jakiś sposób samotni, niezależnie od tego, jak i z kim są, żyją, mieszkają. że są to jednak jakieś zapisy samotności, ale takiej powiedzmy rock'n'rollowej, a nie takiej smętnej, bo jednak lubię ludzi, którzy walczą, taki moment kapitulacji. Jest jakaś porażka. Każdy z moich bohaterów odnosi jakąś klęskę, porażkę, ale wydaje mi się, Ten moment niezgody na taką kapitulację, na życie do końca. Nawet jak piszę, bo uwielbiam pisać o starości, starość mnie bardzo fascynuje. Nawet jak piszę o starości czy piszę o śmierci, bo właściwie chyba cały czas piszę o śmierci, to zawsze każda moja powieść jest za życiem jednak. Jest pełno życia, tak bym to powiedziała.
[17:32.95 → 17:51.54] A: Rock'n'rollowa samotność. Zapamiętałem sobie to określenie. Hipsterska byłaby to wtedy, ale okej, rock'n'rollowa samotność. Za chwilę, proszę państwa, wejdziemy w świat wery bohaterki najnowszej powieści Zyty, ale wcześniej posłuchajmy, proszę, pierwszego fragmentu. Zapraszam panią Ilonę na scenę.
[17:54.86 → 23:46.03] C: Trudno dobre buty dla nieboszczyka. Co innego buty do trumny, co innego do życia. Buty dla świeżo umarłego dobrze jak nowe. Albo noszone, a z wyglądu drogie. Najlepiej nowe i drogie. Jak umarlak ma szczęście, dostanie takie schodzone trumniaki, co wyglądają lepiej niż nówki prosto z pudełka. Z normalnego buta trumniak zrobisz. Odwrotnie nie da rady. Ubierz but do trumny, wyrwij się do życia. Zeluwa pójdzie po dwóch krokach. Trumnę na chwilę otworzą, każdy szybko na buty patrzy, wtedy zmarły się nie przyśni. Dopiero potem spojrzy w twarz, zjedzie ślepiami po rękach. Te martwe ręce mogą być zaplecione, złożone, mogą krzyż trzymać czy bardziej wesołą pamiątkę z życia przedśmiertnego. Jak się żywy na umarłego napatrzy, może pocałować w dłoń, w czoło, w policzek albo udawać, że pocałunek składa. Tak jak się czasem udaje, że się broń składa, żeby fartowniej uderzyć. Buty umarłego w ziemię pójdą, a z pamięci nie wyjdą. Mało mnie obchodzi, co kto będzie pamiętał z pogrzebu Jockey'a. Nawet nie wiem, czy trumna będzie otwierana. Przy drugim otwarciu może się nie domknąć, albo się całkiem rozpizgnąć w sześć dech. Jak się rozpadnie, a nie Boszczyk wymknie, wezmę go pod pachę, bez trumny do grobu zaniosę, Nie ma sprawy. Co do butów funeralnych. W onucach bym go zawinęła do piachu. A jeżeli, nie daj Bóg, wieczność nastąpi i znowu się z Jokejem spotkamy, na wstępie do mnie skoczy, że go w chłamię do trumny wwaliłam. Jak ktoś do mnie z mordą, zaraz wpysk daję. A nie lubię, bo jak już zaczynam dawać, na jednym razie się nie kończy. Nie chciałabym życia wiecznego zaczynać od bicia mniejszych. Na pochowanie Jokey w swoich butach kłaść się nie może. Od umierania kopyta mu popuchły. Do szewca nie wiem gdzie iść. Wszystkich szewców dorżnęli. Każdy jak jeden musiał się zamknąć. Jak nie ma dawnej dziupli, nie wiesz gdzie szukać. Szewc i bez stanowiska w swoim domu przy kuchennym stole by pomógł. Nawet bez żadnych pieniędzy, szewcom chce się do butów. Wiem, co mówię. Za szewcem tak buty chodzą, jak za mną kudły. W nocy z tej chęci się obudzę, a tak mi się chce ścinać. Wstaję z łóżka do rana, od ściany do parapetu. Kiedyś znałam kilku szewców, z czego dwóch po imieniu, z czego z jednym ze dwa razy spałam. Spałam, nie spałam. Każdy jeden szewc by pomógł. Nawet jakby nie wsadził. Pokombinowałby, podumał nad starymi butami, tu rozciągnął, tam kliny wszył czy coś. Nie, bo szczyko buty. Szef to zawsze dobry człowiek. Żaden łajza na szefca nie pójdzie. Łajza chce się wylenić i zarobić. Nie będzie się narażał, że mu się z mózgu galareta zrobi od kleju do zalówek. Od tego szefska pasja. Szefców nie ma, buty wszędzie. Na bazarach, w sklepach, butów aż strach, świat jest zadeptany. Ale te buty nic nie warte, trepy pod jeden sezon. Nowa wiosna, kolejna zima, szurasz podeszwą, palec się wymyka, lepiszcze nie trzyma, obcas odpada, nosek na kwintę. Trzeba na kolejną parę się kosztować. Cały ten szajs zgrabny, elegancki, pod modę, do koloru, do fasonu. Chce się kupować i kupować. Noga sama się rwie do przymierzania. Kiedyś przemysł obuwniczy takiego buta by nie wymyślił. But to był but. Za młodu na ślub kupiony, całe życie noszony sezonowo, w trumnie wyglądał jak nowy. Tylko trumniak pozwalał sobie na marną zelówkę. Spód buta mógł być byle jak klejony, bo ile to będzie chodzenia? Tyle co trumnę poniosą. Na cywilne pożegnanie czy na mszę, do domu pogrzebowego, do kościoła, do dołu szybko się zejdzie. Nie za wiele czasu, godzina i po wszystkim. Fuszerka była tylko w sklepach dla klientów umarłych. Teraz szajs wszędzie. Tani, drogi, co komu pasuje. Nie wiem, kiedy ostatnio sobie buty sprezentowałam. Dawno nie wydałam na siebie. Jakby jakiś szajs nadał się na Jokeya, a moje pieniądze mogłyby ten wydatek capnąć, już bym zadbała, żeby się ułożył wyjściowo na nogach mojego nieboszczyka. Za małe pieniądze można kupić buty wizytowe dla umarlaka, ale trzeba te małe pieniądze mieć. Wszystkiego mam mniejsze niż małe. Jakbym butów po zwykłości szukała albo większy pieniądz miała, nawet bym nie pomyślała, że pogrzeb w rodzinie to kłopot. Za grosz but kupisz, ale nieboszczyk musi być wymiarowy. Mój zawsze był niewymiarowy, a po śmierci najbardziej w nogach. Jak go z domu wynosili, stopy najbardziej na trupa wyglądały. Spyska tak mu życie jak z tych kopyt nie uciekło.
[23:49.01 → 23:49.61] B: Dziękujemy.
[23:52.87 → 24:55.09] A: Proszę, żeby można było dziesiątki pytań z jednego fragmentu teraz wyprowadzić. I o research pogrzebowy. Bo to jest świetnie opisana historia tego, jak wyglądają ostatnie pożegnania. Ale też pomyślałem sobie teraz, że zanim owerzę, to ci spośród państwa, którzy Już są po lekturze książki i być może autorka też się ze mną zgodzi. Ta książka jest też jakimś rodzajem elegii rzemieślniczej, że nie ma już świata, w którym ludzie o bardzo sprawnych rękach, dłoniach i ogromnym fachu z pokolenia na pokolenie dziedziczonym właściwie dbali o to, żeby wszystko było wygodne, że teraz buty kupi się w internecie, nawet na pogrzeb, i faktycznie świat jest zalany masą produktów, zamiast zrobić jedno raz, a dobrze.
[24:56.99 → 29:49.78] B: No tak, też opowieść można czytać jako właśnie takie odzyskiwanie, odsłanianie tego świata, który znika. Moja bohaterka jest fryzjerką, straciła swój zakład, Zbudowała ten zakład od początku, to był jej zakład fryzjerski. Ona przyjechała ze wsi, dowiedziała się, że tam jest jakaś pusta taka dziupla i sama to malowała itd. Także ten mały zakład fryzjerski Vera był właściwie jej całym światem. tak się rządziła po prostu taką mocną ręką fryzjerską, tam miała stałych klientów, przychodzili, odchodzili i wydaje mi się, że straciła ten zakład, ktoś inny, teraz tam barber, modny barber sobie, prawda, otworzył punkt, ale przychowała te nożyczki, nie chciałam ją tak pozbawiać, takiego, tak jak mówiłam, interesują mnie silni bohaterowie, silne bohaterki, silne kobiety. Ale takie silne, przecież też to jest życie trudne, po prostu trudne. I dałam jej, tak pomyślałam sobie, co ja mogę jej zostawić z tego zakładu fryzjerskiego. Więc dałam jej nożyczki, ona miała takie ukochane nożyczki, która tam zbierała pieniądze i te nożyczki sobie zostawiła i gdziekolwiek, bo właściwie cała powieść to jest taka wędrówka, to się dzieje w ciągu kilku dni, od śmierci męża do pogrzebu męża. I ona chodzi, moja wychaterka Wera, po różnych tam sobie starych znajomościach, Chcę po prostu coś sprzedać, zegarek po ojcu, chcę załatwić jakieś ubranie dla męża do trumny, buty, wódkę chcę załatwić na stypę, bo jak twierdzi, że jak stypę nie pokropisz, to zaraz następna stypa będzie, więc się trzeba napić. No i chodzi z tymi nożyczkami i te nożyczki to właściwie dopiero już jak kończyłam pisać, zorientowałam się, że to jest taki bagnet, to jest taka scena, jak podstawia te nożyczki pod brodę. Barberowi, że to jest jej takie po prostu broń. To jest taka jej broń i też ona się czuje dobrze. Ona mówi, że może nie mieć dowodu, ale musi mieć w kieszeni nożyczki. To jest taka jej siła, moc. I ona też chce czuć się potrzebna i sobie dużo załatwia, przecież idzie na zakrystię. Jakoś nie ma pieniędzy, żeby pochować też. jakiś termin mieć dobry, cały jest rozdział na ten temat i też proponuję, że podetnie księdza, bo ksiądz jest źle przecież obcięty. No więc cały czas ten jej etos, ta miłość do pracy była dla mnie bardzo ważna, bo przecież tego nie ma za wiele. Wydaje mi się, że tak... Sama dla siebie tak pomyślałam, rozmawiając z ludźmi, że dużo się mówi o pracy, że najczęściej w takiej tonacji jest się zmęczonym pracą i ma się już dosyć pracy, ale jednak dosyć dużo spotkałam ludzi, którzy stracili pracę i dopiero wtedy stracili siły takie witalne, więc chciałam właśnie zachować ją w takim etosie pracy, I przecież ona idzie do swojego dawnego kochanka, Dawida Cukiera, który z kolei był gorseciarzem Staniki. I on też się zmarniał, jak ten zakład mu zamknie. Więc po prostu ten świat takich małych punktów, czy fryzjerskich, czy szewc i tak dalej, to jakoś jest mi bliski, ale też sobie myślałam, o takiej właśnie samotności, że człowiek jest tylko sam ze sobą i czeka na tych klientów i całe dnie jest w tym jednym miejscu. To też było dla mnie jakoś interesujące, takie odtworzenie takiego życia, w którym się pozory nic nie dzieje.
[29:50.86 → 31:26.30] A: To ciekawe, że te nożyczki są takim dowodem tożsamości twojej bohaterki właściwie, że one udowadniają jej, że jeszcze żyje, że wciąż jest potrzebna. Ale kiedy mówimy o werze, która snuje tutaj swoją opowieść, nawet ukuliśmy takie powiedzenie, że to jest właściwie bieda Odyseja, opowieść o jej podróży i pozyskiwaniu pieniędzy na buty, na garnitur, na wódkę, na stypę, na trumnę, na to, żeby wyprawić tego swojego kochanego, niekochanego, ukochanego, okropnego męża, który to wracał, to odchodził. na ten drugi świat, jeżeli on w ogóle istnieje. Ale to jest bardzo silna postać. I teraz myślę sobie o czymś takim. W jaki sposób u ciebie, w twoim pisaniu, postać nabiera takiej siły? Bo jest mnóstwo książek, w których są bohaterki bohaterowi i oni są niestety bardzo papierowi. To znaczy bylejacy, letni. Nic właściwie się nie dzieje z nimi. Oni są tak przeżywczyści, że trudno uwierzyć, że mają jakiekolwiek emocje. Vera to jest kolejna twoja bohaterka, która od emocji kipi i tak jak już o tym mówiłaś wcześniej, ona może wkurzać albo nawet bardziej czytelnika. Można ją pokochać. To jest mój przypadek, że ona dla mnie jest absolutnie wiarygodna, Nigdy chyba nie spotkałem aż tak radykalnej w zachowaniu postaci na żywo.
[31:26.60 → 31:27.63] B: Wszystko przed tobą.
[31:27.65 → 31:46.08] A: Tak właśnie myślę, że być może to jest kwestia tego, że za daleko od bazaru mieszkam, ale jak się po prostu nacechowuje taką postać, żeby ona była aż tak silna, radykalna, a jednocześnie nie wydawała się zmyślona i niemożliwa?
[31:47.60 → 31:49.95] B: Na początku to tak sobie pomyślałam,
[31:51.73 → 31:52.01] C: skoro
[31:52.01 → 31:56.09] B: umarł jej mąż, a nie był to udany mąż.
[31:57.57 → 31:59.11] A: Co to znaczy, że był nieudany?
[31:59.19 → 32:06.35] B: Nieudany, to wiadomo. Słyszę śmiech na sali.
[32:06.45 → 32:08.69] A: Słyszę śmiech wielu pań, więc się zastanawiam.
[32:09.37 → 32:15.21] B: Kobiety wiedzą, o co chodzi. Czytelniczki. Jak już zaczynam, to śmiercią.
[32:15.21 → 32:16.73] A: Panowie się nie śmiali, zauważyłem.
[32:17.07 → 32:17.69] B: Słucham?
[32:17.79 → 32:18.89] A: Panowie się nie śmiali.
[32:19.88 → 32:24.94] B: No więc żony też bywają nieudane. Tak dla pociszenia.
[32:24.94 → 32:30.64] A: Oj, teraz się panowie uśmiechnęli. Słyszałem to tak. Wspaniałe, no. A dzieci zawsze są udane?
[32:31.58 → 32:49.66] B: No dzieci tak, no to wiadomo. Ale co chciałam powiedzieć, że po prostu jak tak myślałam, że tak zacznę pisać i zacznę od tej śmierci, że ona zostaje sama, nie ma pieniędzy, trzeba pochować. Najchętniej by chyba go nie chowała w ogóle, no ale musi.
[32:50.17 → 32:52.05] A: Ale on nie zalega w domu, to musi coś z nim zrobić.
[32:52.59 → 34:31.31] B: No więc idzie, się wyprawia, nie ma tego roboty, nie ma pieniędzy, nie ma nic. Tu czas goni, trzeba jakoś ubrać. Tu tak jeszcze umierał, że po prostu nic na niego nie pasowało, co tam sobie odłożył do trumny. No więc trzeba sprawę załatwić. No i to pisałam tak bardzo, musiałam uziemnieć po prostu tą postać, że Vera ma sprawę do załatwienia, idzie i to załatwia i musi to załatwić po prostu. No więc jedna taka energia przy pisaniu towarzyszyła mi, taka bardzo racjonalna, że ja muszę tak pisać dialogi i tak ją wyprawić do takich ludzi, że ona załatwi jednak to wszystko, co chce. i że w jakimś tam tonacji jest to też powieść przygodowa, taka łoczykowska, śmieszna, taką mam nadzieję, że ma dosyć dużo takiego czarnego humoru, bo nie chciałam, żeby to było takie po prostu smętne i poczciwe, takie mnie kobiety nie interesują po prostu i o takich nie chcę pisać. No i to więc jedna jest taka rzecz bardzo praktyczna, już prowadzenie tych całych tych warstwy takiej przygodowej właśnie, gdzie ona idzie. Też sobie pomyślałam, gdzie ona ma iść. No to tak sobie pomyślałam, niech idzie po tych swoich dawnych różnych kochankach na przykład. No bo jak się już z kimś spało, to już jest krótsza rozmowa, po latach nawet wielu i jakoś tak chyba będzie łatwiej.
[34:31.49 → 34:33.23] A: Zapisuję sobie to, bo to też jest ważne.
[34:34.29 → 34:40.73] B: No więc to tak sobie pomyślałam. No i ta siła się z tego brała, z takiej po prostu...
[34:40.73 → 34:43.65] A: Ale krótsza rozmowa w sensie, że nie ma o czym gadać, czy łatwiej dojść do sedna?
[34:43.67 → 36:12.91] B: I to, i to. No więc to tak było. No więc tam sobie poszła, coś załatwiła, coś. No i z drugiej strony też wydaje mi się, że ja jakoś jestem dosyć silna, musiała być też silna w pewnym momencie, więc to trochę też się daje bohaterowi tak nawet nieświadomie, że jednak daje się tej siły od siebie, niech się chce taką trochę zrobić, Właśnie to wczuwanie się, wcielanie się w tą postać, co ja bym zrobiła, gdzie bym poszła. Więc coś takiego, to też ode mnie. A w pewnym momencie już ta Weramida wasiła. Jak ja już słabłam, czy miałam tam gorsze dni, czy coś tam się działo, to już widziałam, że ta bohaterka mi daje. Więc to jest takie przenikanie się bardzo. Kiedy ona już była tak napisana, to ona już widziałam, że jakoś już Ja od niej też mogę, że po prostu też poszłam na bazar, zobaczyłam, że ludzie mają gorzej, mają trudno po prostu. Sprzedają wszystko na tych gazetkach, rozkładają gazetki, jakieś takie różne folie i tam wynoszą z domu to, co mają, to, co sobie nakupowali przez całe życie, jakieś takie pamiątki. No to to jest rzeczywiście wstrząsający widok. No i w ten sposób też...
[36:12.91 → 36:14.15] A: A dlaczego jest wstrząsające?
[36:14.27 → 38:51.96] B: No wstrząsające, po prostu wszystko muszą sprzedać. Widać, że nie mają za co płacić rachunków. Pozbywają się przez to są jakieś takie pamiątki często. Widać, że to jest pamiątka, prawda? No i widać, że to są rzeczy, no to nie są żadne drogocenne rzeczy, to są rzeczy po prostu bardzo osobiste, takie czy na przykład po dziecku coś, ale takie stare. Na przykład widać, że już dziecko też jest stare, zaraz będzie. No takie po prostu widać całą tą taką, taką mapę życia, ten dom, który jest jak gdyby opróżniany. Często tak widziałam, że ktoś stoi i się np. wstydzi sprzedawać. Albo mówi, że coś tam zapytał, nie wiem co ja kupowałam i mówi, że to nie jego, a potem się wygadał, bo coś mówi, że on zawnieśnił. Aha, zegar, że się nigdy nie spóźniał przez 20 lat, ale to miało być nie jego. Więc takie towarzyszy mu taki wstyd temu, a czasami spotykałam bardzo takie drapieżne osoby, które też mnie bardzo interesowały i ta kawera jest też, że po prostu każdy towar by wcisnęła. No więc w ten sposób też interesowało mnie, bo ja bardzo dużo widzę jednak silnych kobiet, no i silnych mężczyzn, żeby nie było. Ale chciałam te wprowadzić do moich powieści, interesowało mnie to, żeby mieć taką bohaterkę, która jednak daje sobie radę, ale nie jest w pozycji uprzywilejowanej. Ona nie ma wykształcenia, nie ma jakichś ze znajomych, przyjaciół, rodziny, która mogłaby jej pomóc. Nie ma pieniędzy, żyje w nieustannym stresie. Przecież ona straciła pracę, nie wie czy utrzyma mieszkanie, więc zagrożona jest jakąś bezdomnością. To jest takie przewlekłe, bardzo raniące doświadczenie. Więc to jest też, pisząc całe te jej perypetie przygotowania do pogrzebu, musiałam o tym pamiętać, że ona jest też zmęczona, fizycznie też zmęczona. Więc też to musiałam oddać w języku i siłę, siłę tej kobiety, ale też takie zmęczenie po prostu.
[38:52.58 → 39:44.23] A: W takim żyjemy świecie, w którym ludzie są bardzo często niezdecydowani albo rozdarci i cały czas zastanawiają się jaką podjąć decyzję albo po której stronie się opowiedzieć, żeby coś na tym zyskać, prawda? Trochę sytuacja polityczna, społeczna sprzyja oportunistom tym, którzy chociaż na chwilę gdzieś się chcą przykleić, żeby coś z tego dla siebie złapać. No i teraz w kontrze do takich postaci, takich charakterów też bardzo prawdziwych, wystarczy się przyjrzeć temu, co się w Polsce teraz dzieje, występuje Wera, która jest osobą niebywale asertywną. I ja na przykład werze szczerze tej asertywności aż zazdroszczę, chociaż mi się wydaje, że też potrafię być asertywny. To znaczy ona jest asertywna do końca skali, tak bardzo, jak tylko jest to możliwe w tej walce o siebie.
[39:45.19 → 42:07.16] B: No ona musi być, kto za nią będzie walczył? Ona musi, ona chce mieć to mieszkanie. swoje, boi się, ma lęki. To nie jest też taka postać, która jest takim walcem. Ona ma te swoje obszary takiego bólu, cierpienia, ale jest zdecydowana, życie od niej wymaga tego, że po prostu nie może być nie może sobie pozwolić na chwilę wahania. Jakoś też chce być taka sprawcza, chce silna i też Wydaje mi się, że ona nie odrzuca siebie jako kobietę, jak wygląda, co jej się zdarzyło w życiu. Jest taka po prostu, jak sprzedaje lustra, Sprzedała duże lustro, potem sprzedała małe lustro, bo już nie miała za co żyć. No i powiedziała, że się luster nie potrzebuje w domu, bo i bez lustra wie, że wygląda jak trzeba. Ale przecież nie było ani jakoś tak, to co u innej kobiety, tam jest coś takiego, że mówi, że ma tyłek jak Globus. No i jest dumna z tego, że ma tyłek jak Globus, no a może by inna jakoś cierpiała, że to jest jakoś za bardzo wystający ten tyłek na przykład. Nie wiem, czy się redaktor ze mną zgodzi. To jest ten rodzaj, ale też bycia w takim wymiarze, że to już jest nieważne, jak człowiek wygląda. Chce się po prostu przeżyć, chce się żyć. Ona chce żyć i kocha życie. Wydaje mi się, że ona lubi ludzi. umie tak rozmawiać chyba, no trochę narzuca swoją jakąś taką wizję, ale jest to na pewno, nie jest jakaś taka wycofana, pasywna, no po prostu świat. Ja musiałam pamiętać cały czas, w jakim świecie ona żyje, że jest jej po prostu trudno i ciężko.
[42:07.49 → 42:42.79] A: Mówiłaś o tym, że świadomie lub nieświadomie, ale przekraczasz granice dobrego smaku w swoim pisaniu, co też oczywiście wywołuje ferment w świecie krytyków oraz czytelników, że czy to tak można, czy wypada, on, en i tak dalej. I jak ci jest z tym, że dotykasz tematów tabu, których inni do literatury nie chcą wprowadzać albo tylko gdzieś przemykają po kartach powieści, a ty z tego tworzysz na przykład całą dużą historię, która jest trzonem.
[42:44.17 → 44:23.79] B: Nie wiem, po prostu to jest mój temperament pisarski. Lubię o takich granicznych przeżyciach pisać, lubię o tym pisać, co jest dla innych artystów jakimś cieniem, że trzeba to jakoś ominąć itd. To jest kwestia temperamentu pisarskiego, ale też postaci. Ja mam bardzo takie... Tu, gdzie po prostu u innych idzie kurtyna na dół, bo już się pobrali się, zakochali się, pobrali się, kurtyna idzie, już żyli długo i szczęśliwie, to u mnie po śmierci dopiero męża kurtyna idzie w górę i chce się żyć. I chce się cokolwiek jakoś jeszcze przeżyć. Szukam takiego większego słowa na przeżyć. Ale w każdym bądź razie to mnie interesuje, takie sytuacje patowe, ale też na przykład obraz Wery, która jest wdową. Ja znam bardzo dużo wdów. które właściwie po śmierci męża odżyły. Właściwie odpoczęły, na początku odpoczęły. Nie musiały już duże rzeczy robić, odpoczęły. Zaczęły się jakoś tak, nabrały takiej dziewczęcości takiej swojej dawnej. To jest takie doświadczenie, które bardzo często świadkowałam temu po prostu.
[44:25.74 → 44:38.66] A: Gdybyśmy mogli głębiej wiedzieć ten temat, bo mnie interesuje, tylko od życia po śmierci męża. Teraz on wywołuje trochę uśmiechy na sali, rozumiem to, bo to fajnie brzmi.
[44:41.24 → 44:44.52] B: Nie tylko brzmi, żyje się też fajnie, już tak lżej.
[44:44.68 → 45:16.57] A: Ja rozumiem, ale chciałem zapytać, która była świadkinią takich sytuacji. I teraz to jest bardzo serio pytanie, nie na zasadzie, że ja udaję większego niż jestem, ale co dla tych kobiet było źródłem męki, cierpienia, upokorzenia? W którą stronę to może iść?
[45:17.26 → 47:20.36] B: Trudno generalizować, każde życie jest inne, każdy związek, małżeństwo, coś innego tam się dzieje, coś jest, czegoś nie ma. Ale wydaje mi się, że takie wyjście takie przyzwolenie, że już po prostu nie muszę obsługiwać też tego faceta, męża, więc cała ta logistyka prowadzenia domu, już po prostu mówiąc o takich bananych, podstawowych rzeczach, bardzo zwiększa się ten obszar wolności. Poza tym to, co Ja na przykład widziałam taką moją… z psami chodziłam z taką panią i ona zawsze z mężem robiła zakupy i zawsze tak razem wracali. On niósł siatkę i to był właśnie taki wzruszający, klasyczny widok, że zestarzeli się razem. I naraz się dowiedziałam, że po prostu on umarł. No i pierwszy raz jak ją zobaczyłam, tak powiem anegdotycznie, bo to jakoś pasuje mi, żeby odpowiedzieć na twoje pytanie, no to nie wiedziałam w jakim ona jest stanie psychicznym, no ale zobaczyłam, że Dobrze nie było, jak mi zaczęłam mówić, że to wszystko ładnie wyglądało z sioteczką, jak wracali ze sklepu, a w domu nie było tak fajnie. Był jakaś tam przemoc, nic nie mogła zadecydować, nie mogła się nawet ubrać, szminki czy coś, bo był zazdrosny i tak dalej. W ogóle różne rzeczy, po prostu musiało być tak, jak on chce. Tak jak żeśmy rozmawiali w radiu, Nowy Świat, jak mnie zaprosiłeś, i to się jakoś spotkało z takim żywym przyjęciem. Nie to, żeby tylko wdowy nas słuchały, ale jakoś tak było, że... Tak, ja
[47:20.36 → 47:22.50] A: nie prowadzę audycji tylko dla wdów, uspokajam.
[47:23.64 → 48:33.57] B: Że tak było, że jak ja powiedziałam, że czasami jest takie, bo nigdy nie wiemy, co się dzieje w domu u kogoś. że czasami jest tak, że na pogrzebie nie trzeba właśnie podchodzić i mówić bardzo mi przykąd, kondolencje i tak dalej, tylko gratuluję, nareszcie wyszła pani na wolność. Po prostu różne rzeczy się zdarzają, abstrahujące od po prostu Takich, że szkoda człowieka, że tak powiem. Więc ja uważam, że sztuka jest taką domeną, żeby wprowadzać takie postaci i tego typu doświadczenia, bo przecież nie będziemy w jakiejś obłudzie żyć, że jest pięknie, nie zawsze jest pięknie w takim doświadczeniu bycia z kimś wiele lat. Szczególnie dosyć dużo jest mężczyzn, którzy źle znoszą np. emeryturę, utratę pracy i siedzenie w domu. I też z tego jakieś życie się też zmienia dla tych kobiet, kiedy ten mąż już jest cały czas w domu. To są różne takie skomplikowane Czyli lepiej,
[48:33.74 → 48:38.90] A: żeby on tak regularnie nie bywał, a nie, że długo nie ma, a potem nagle jest.
[48:38.90 → 48:41.20] B: Lepiej, żeby on siedział, a ona wychodziła,
[48:41.34 → 48:42.30] A: jak mamy tak mówić.
[48:43.80 → 48:55.95] B: Chodziło mi po prostu, żeby to wdowieństwo takie było różne. U mnie jest pokazane, że ona po prostu w jakiś sposób wychodzi na wolność.
[48:56.79 → 48:59.09] A: Wspaniały coaching tutaj nastąpił.
[48:59.13 → 49:17.47] B: Tak, że po prostu, że to nie jest koniec życia, że to rozdzielenie takie może mieć jakieś takie energetyczne, że się człowiek znowu zaczyna życiem interesować.
[49:17.63 → 50:06.29] A: Ale teraz wrzucę łyżkę dziegciu do tego pogrzebowego miodu i chcę powiedzieć, że jednak Miałem ostatnio bardzo ciekawą rozmowę z bułgarską pisarką, której książka teraz ukazała się w Polsce i to była rozmowa wokół patriarchatu. I ja myślę, że w stu procentach zgadzając się z tym, co mówiłaś na temat postawy mężczyzn czy pozycji w małżeństwie, wymagania, zazdrości, oczekiwań, przyjmowania roli pana, który czeka, żeby mu służyć, No to paradoksalnie niestety trochę jest też tak, że jest w tym trochę winny kobiet, ale z poprzednich pokoleń, ponieważ on się trochę na to w domu napatrzył. że przez długi czas...
[50:06.29 → 50:08.89] B: Ale kobieta nie jest winna temu, co się napatrzyło.
[50:09.23 → 50:13.81] A: Nie, nie jest winna, tylko mówi o tym, że to jest po prostu jakiś rodzaj repety, wiesz o co chodzi.
[50:14.03 → 51:32.99] B: Oczywiście, to ma różne źródła, różne uwarunkowania i to też nie chcę generalizować, bo czasami jest dobrze, czasami jest tak, czasami tak, wiadomo. Ale chcę powiedzieć, że bardzo ważna dla mnie była w budowaniu tej postaci Wery i w tej powieści taka rzecz, że śmierć niczego nie kończy, żałoba niczego nie kończy. I to wcale nie znaczy, że odrzucamy tę osobę, która zmarła, że umniejszamy jej obecność. To jest przecież też zapisała, jest tam zapis cierpienia jakiegoś właśnie takiego też bardzo drastycznego przeżycia. Każdy kto się konfrontował ze śmiercią bliskiej osoby to to zna. taki rodzaj rany, której nie da się opatrzeć, pomimo że się potem żyje. Ale coś jest takiego, że są takie śmierci, że nie wychodzi się z tego. pokazuje taką równoległość, tak jakby życie od nowa, nowe wyjście po prostu.
[51:33.37 → 51:36.57] A: Czyli trudne zamknięcie i nowe otwarcie jednocześnie, tak?
[51:36.99 → 51:39.15] B: No tak, i tak podsumowaliś bardzo ładnie.
[51:39.23 → 51:41.59] A: Przepraszam, aż gąbka spadła z wrażenia, ale nie szkodzi.
[51:41.61 → 51:44.53] B: Nie wiedziałam, co to jest. Nie wiedziałam, co to jest kompletnie.
[51:44.53 → 52:02.39] A: Nastąpił pogrzeb gąb, kiedy ja ją reanimuję. Bardzo proszę. Mikrofon nie wytrzymał tych moich... Chciałbym poprosić panią Ilonę byśmy na chwilę rozrzedzili atmosferę tej gęstej rozmowy, a może po prostu dołożymy jeszcze.
[52:03.93 → 52:05.03] C: Ten jest mój ulubiony.
[52:05.39 → 52:09.13] B: Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulubiony.
[52:09.13 → 52:09.69] C: Ten Ten jest mój ulubiony.
[52:09.69 → 52:10.97] A: Ten jest mój ulubiony.
[52:10.97 → 52:11.04] B: Ten jest mój ulubiony.
[52:11.05 → 59:12.12] C: Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulubiony. Ten jest ulubiony. Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulubiony. Ten jest mój ulub Skręciłam papierocha, podałam sobie ogień, sztachnęłam się. Pierwszego wykurzyłam na stojaka, by się z góry przypatrzeć. Z dymem gorsze myśli przegryzłam. Teraz nic po nim. Kiedyś od razu mi przypadł. Po urodzie go brałam. Mąż ładny, to jest mąż ładny. Ten to jeszcze był zawodnik, zawód jockey. Waga bez siodła, pięćdziesiąt jeden kilo w ubraniu. Wąski w ramionach, wąski w szyi, wąski w tyłku. Wszędzie wąski, że jedną ręką bez problemu chwycisz i uniesiesz na pół metra. Podobał mi się ten ptaszek w garści. Takiego Jockey'a pamiętam z pierwszego dnia. Wszedł do Vera zakład fryzjerski męski, zrobił sztuczny kaszel pani Vera. A kto? Krzykiem objechałam go w lustrze. Pani Wero obetnie mnie pani, na krótko. Jutro się ścigam. Prosto na zadku mi stoi, a widzi, że kolejka. Dwóch na krzesełkach, jeden pod pelerynką. Od roboty się nie odwracam nigdy. Za jego przypadkiem opuściłam stanowisko. Ciekawość mnie podeszła. W lustrze wyglądał na pół chłopa. Jestem dżukejem. zaślinił się od samochwalstwa, zrobił ruch kolankami i jakby już mnie trykał. Obejrzałam go sobie z wysoka po całości na ciszy, chętnym okiem, bo takiego w kolekcji jeszcze nie miałam. Jestem duża, chłopaki mniejsze niż do ramienia do mnie nie startują, boją się. Ten papruch stracha do zalotów nie ma, silny po sobie. Rozczapiżył się szeroko na nogach, dobrze uziemiony. Łatwy do zmierzenia, oblecisz od stóp do głów i nawet głową nie kiwniesz. Oko nie drgnie, a inspekcja zrobiona. Taka małych zaleta. Pysk słońcem przygrzany na skwarę. Kłaki czyste, gęste, widać podatne, kędzierzawe. Dłuższe, zarósł na panienkę. Zaczes z krzywym przedziałkiem, świński blondyn w baczkach ryżawy. ślepia nabuzowane, czarniawe, piękne gały. Nohal powykrzywiany korkociąg, będzie mnie dobrze otwierał. Usta wielkie, wywalone w podkowę, szczerzą się na durne szczęście. Gapiłam się na niego, jednym okiem nie uciekł. Głowa do góry świdruje mnie. Włosy wepchnął za ucho na dwa razy. pewnie pokazać, że łapy silne, mocne, a wyżyłowane przez kłaki sine grudy prześwitują. Nóżkę wystawił do przodu, buciska drogie, białe, w brązowe przeszycia, mocne kopyto. Nie kawaler na schwał, ale jak się patrzy, żaden tam szary budyń z teczką, co tego robactwa w brud na ulicach. Bardziej podpadał pod zagraniczniaka niż krajowego, Na araba czystej krwi nie wyglądał. Cały na biało, odstrojony jak na tańce balowe, śliczny z gęby, skórka świecąca, widać kremem po pysku jeździ, po całości umoczony w perfumie. Czego się dziwić, od sportu walił koniem. Żadnych ślubów nie chciałam. Na bieżącego amanta wstępnie pasował. Nie mogłam się napatrzeć. A minę zrobiłam, jakbym człowieka nie widziała. Nagle zacmokał, ponaglił. No i jak, zapytał, jak się szanownej pani Jockey podoba? – Szanowny panie, ja wiem, jak Jockeya zrobić w konia. Prosto w pysk mu odwaliłam, parsknął, z siodła wypadł, rozochodził się, już by nam nie skoczył galopiarz. – Pani Vero, pani jest narowista. Niech pani uważa, ja takie dziewczyny lubię. Jockey to nie był wałach. On się nie bał baby, nie bał się cyca zadu, przymilał się bez piany, dumny. Jak nie ta, będzie inna. Leciały na niego każda jedna, dała się ujeździć. Dżokej to był ktoś. Trzepał kasę. Za galop w Popłaskim duże pieniąchy. Puchary, mikrofon, podpysk, gadka do radia, taksówka do domu, prezenty, czekolady od hazardzistów, tyle tabliczek, łazienkę można kafelkować. Mnie wtedy też każdy chciał brać. Pchali się. Każdy jeden mój. Uroda leży głęboko w mojej naturze. Byłam graca. Wszystkich pod siebie zgarniałam. Teraz susza. Nie pamiętam, kiedy się porządnie całowałam. Były bójne czasy. Fryzjerka męska jak dobra na obecność panów nie narzeka. Z racji zawodu wykonywanego nie musiałam się specjalnie rozglądać. Gdybym chciała, mieliłabym języrem z kim popadnie dzień za dniem. Popyt miałam. Co zrobisz, stosunkiem zgardzisz. Byłam wysoką poprzeczką. Djokaj nie chciał tego spieprzyć. Dopiero za szóstym podejściem dałam się przelecieć, to prawda. Nie jestem wycieruchem. Nie podpadam pod wersalki, pod baby wersalki, co się szybko rozkładają. Nikt z rąk do rąk mnie nie przerzuca. Ale też nie z tych, co się cackają z cnotą, same się wypieszczą i po robocie. Na picze trzech majtek nie zakładam. Komu chce, daje. Jokey pewnie z graje dziwek obrobił. Nie po co się na podium włazi, żeby celibat przysięgać. Kombinowałam, będziemy się frygać kilka sezonów. Zrobiło się na zawsze. Podeszłam do trumny, dojrzałam go. Podcięłam, uczesałam, garnitur poprawiłam, obułam. A było myślałam, ja tych butów nie doniosę. Doniosłam. Buty mu się przydadzą, jutro idzie do ziemi. Pogładziłam go po włosach. Nie wiem po co. Ucięłam trochę kudłów na wieczną pamiątkę. Przed wyjściem chyba powinnam się pomodlić. Ale to dżokej w rodzinie był od Boga, ja od wszystkiego innego. Zapaliłam na koniec. Dostawiłam taborę, tu siadłam. Przy umarlakach dobrze się kurzy. Z cztery skręciłam. Wykurzyłam, ostatek w palcach rozkruszyłam. Gapiłam się na niego, oczu nie mogłam oderwać. Tak chciałam, jak nie chciałam w tej trumnie go zapamiętać. Wstałam, zapięłam się, oklepałam kieszenie, czapa na łeb w drogę.
[59:13.57 → 59:14.68] B: Dziękujemy.
[59:18.57 → 59:33.98] A: Odnosząc się do przeczytanego przed chwilą fragmentu twojej powieści, Chciałem zapytać cię o to, jak tworzyłaś słownik opisu mężczyzny, w którym paproch jest dość delikatnym określeniem.
[59:36.08 → 59:39.28] B: Nie wiem, może w jakimś transie, skoro nie wiem.
[59:41.88 → 59:44.84] C: Po prostu.
[59:44.96 → 59:48.62] A: Wybierałaś słowa z głowy, czy jednak to było jakiegoś rodzaju emocji?
[59:48.62 → 59:52.62] B: Nie, opis był bardzo długi. Opis był bardzo długi, potem to skreślałam.
[59:54.14 → 59:58.74] A: Czuć silną sympatię do mężczyzny w tym opisie.
[59:58.96 → 01:00:39.65] B: Tak, to dobrze. Jakiś trop jest prawdziwy chyba. Natomiast na pewno chciałam, to jest pierwsze spotkanie, jak Jokaj przychodzi do zakładu i chciałam oddać taką miłość od pierwszego wejrzenia, jakieś takie pożądanie, coś, co jednak zaważyło na tym, że oni byli razem potem. w takiej energii właśnie, w takim zachwycie dla takiej niebanalnej, powiedzmy, urody męskiej, poza kanonem zupełnie.
[01:00:40.37 → 01:00:42.33] A: Co masz na myśli dokładnie?
[01:00:42.83 → 01:00:48.99] B: Chciałabym zagrać Jokey, ale to mi tak jakoś... Zyta, co masz dokładnie na myśli
[01:00:48.99 → 01:00:51.39] A: mówiąc o niebanalności urody męskiej?
[01:00:51.41 → 01:03:34.03] B: Tak, no właśnie nawet nie wiem, w którym momencie to wymyśliłam, że jej mąż będzie Jokeyem. Ale po prostu jakoś tak, bo to, że będzie sportowcem, to wiedziałam, bo na przykład w moim domu rodzinnym mój ojciec pracował na Akademii Wychowania Fizycznego i pamiętam, bardzo dużo sportowców przychodziło i to takich już po skończeniu kariery, kompletnie nieudanych. To byli mężczyźni, którzy po prostu mieli puchary i byli dosyć znani, bo na przykład szliśmy na spacer, tam ktoś podchodził, był autograf, wiedziałam, że to wujek jest jakiś znany i tak dalej, ale znam ich kompletnie jakoś takich już właśnie po tej karierze sportowej złamanych, którzy się nie mogli odnaleźć w takim normalnym życiu zwykłym i mi się wydaje, że stąd, tak, stąd jest to taki portret mężczyzny, który sukces, powodzenie, wszystko co mógł w zawodzie, osiągnął w młodym, jak był młody. I potem już się nie umie być, nie mówię, że starzeć, a nie potrafi się jakoś odnaleźć, ale w takim średnim wieku też mu było bardzo trudno i skapitulował. I to wydaje mi się, że stąd było, bo Jokajów nie znałam i nie znam. do tej pory, skoro wszystko przed tobą, to i przede mną też, że tak mogę poznać jeszcze. Ale wydaje mi się, że osoba, która robiła redakcję, książki czytała, to akurat Elżbieta Kalinowska, która sama ma konia, jeździ na koniu i dawała też Chciała to sprawdzić, czy to działa, czy to jest w skrócie prawdziwe. Powiedziała, że dosyć dużo się odnaleźli, że to był ten świat takich mężczyzn, ten taki świat właśnie tych wyścigów. Też chciałam taką brutalność. Nie opisuje właściwie, Cały czas opisując tego Jockey'a, to jego życie, tak jak on jeździł na koniach, ścigał się, to też pamiętam, żeby to opisać, że to nie na tym pole, że ja mam jechać na wyścigi i naraz tu opisać 200 stron, co tam się wyrabia, tylko tak patrzyłam okiem takiej kobiety. Właściwie ona mówi, że ona nie jeździła na wyścigi, bo po co. On jeździł, bo miał z tego kasę, a ona nie. Więc w takiej też perspektywie to pisałam. Trochę oddaliłam się od kanonu urody męskiej, ale...
[01:03:34.03 → 01:03:40.11] A: A gdybyśmy mogli do tego kanonu wrócić? To jaki on jest?
[01:03:40.70 → 01:04:17.93] B: Tak myślę ogólnie, bo chciałam napisać to właśnie też przeciwko takim może stereotypom też, jacy mężczyźni się podobają, jacy się nie podobają, jakie osoby się podobają i tak dalej. U mnie jest to wszystko zawsze przemieszane, bo ten erotyzm, ten cały taki uwodzicielska, dużo osób wie, że czasami mamy jakiś taki, myślimy, że mamy jakiś taki wzór urody, który nam się na przykład podoba, jacyś nam się tam podobają ludzie, a potem ktoś przychodzi i uwodzi nas ktoś, kto zupełnie jest poza tym naszym wyobrażeniem.
[01:04:19.46 → 01:04:20.60] A: To pocieszające w sumie.
[01:04:21.16 → 01:04:38.64] B: Tak, całe takie zasysanie właśnie takie erotyczne, to jest tajemnicza bardzo sprawa, w tym sensie bardzo ciekawa dla pisarki myślę. Tak bym to podsumowała kończąc temat.
[01:04:42.85 → 01:04:52.81] A: Powiedziałaś w czasie naszej rozmowy, właściwie na początku, że bardzo fascynuje Cię starość. Chciałem zapytać, dlaczego tak jest i co jest dla Ciebie w starości najbardziej fascynujące?
[01:04:54.01 → 01:06:59.51] B: No długo by o tym mówić, ale właściwie wydaje mi się, że te takie w starości, tych moich bohatera, którzy są starzy, fascynuje mnie to, że w starości jest właściwie całe życie, że to późne spojrzenie, to i przychodzą takie, powracają i młodość, i dzieciństwo, I to jest takie bardzo doświadczenie graniczne, bo się widzi, że już się życie kończy. I w związku z tym jest bardzo to intensywne. Oczywiście mówię o... moi bohaterowie nie chorują fizycznie, więc to jest też inna starość. Jak się choruje, jak się cierpi, to jest zupełnie już co innego. Ale mówię o takiej doświadczeniu starości, kiedy że się chce żyć i też bardzo mnie irytowało i irytuje nadal takie słowo seniorzy, bo co to właśnie znaczy seniorzy? Każdy jest inny i z tego takiego stereotypu patrzenia na starych ludzi, że oni poprzez tylko pryzmat właśnie tego ciała, czy już tej innej energii, czy w chodzeniu, czy w poruszaniu się, czy w mówieniu. I takie zrównanie, pomniejszanie, taki indywidualny cech i właściwie Chcę przywrócić, co całkiem świadomie w tej mojej robocie pisarskiej dbam o to, żeby to był ktoś bardzo indywidualny z jakimś takim życiem. Koniec życia to jest ciągle życie, jak mówi jeden z moich bohaterów. I tak chcę to zapisać, że nie jako taką absolutną, bezwzględną kapitulację, ale jednak życie do końca.
[01:07:00.75 → 01:07:14.57] A: Mamy jeszcze dwa pytania, a potem chętnie oddamy głos państwu, jeżeli ktoś z widowni będzie chciał o coś Zytę zapytać. Pierwsze pytanie wiąże się z anegdotą, którą mi opowiadałaś przy okazji premiery krótkiej wymiany ognia.
[01:07:14.59 → 01:07:18.13] B: To nie był sekret? Nie wiem, co? Nie, nie, nie.
[01:07:18.53 → 01:07:39.80] A: To akurat nie był sekret. Ale to jest jedna z moich w ogóle ukochanych anegdot związanych z opowieścią o pracy pisarskiej. To jest historia o tym, jak Zyta Jeździła już szukała prawdziwej studni funkcjonującej. Kiedy brano cię za panią z Sanepidu i nie chciano cię wpuszczać na Na
[01:07:39.80 → 01:09:33.14] B: teren obejścia... To raz tak, no bo jak pisałam właśnie krótką wymianę ognia, moja bohaterka, jak już mówiłam, mówi do studni. I ja jako dziecko często siedziałam na wsi... I też zaglądałam w studnia, jakoś studnia mnie ciągnęła, pamiętam ten moment, ale jak pisałam, to doszłam do wnysku, że muszę zajrzeć w studnia, muszę zobaczyć, jak to jest, kiedy dorosła osoba przechyla się i tam patrzy. No i pojechałam, właśnie jeździłam pod Warszawę, szukałam studni. Bardzo to trudne było, nikt już nie miał studni takich, jak to są, z tą cembrowiną i tak dalej. No i wreszcie znalazłam i rzeczywiście to było takie dosyć mocne dla mnie przeżycie, bo ta tafla była taka, porusza ten obraz, kręci się w głowie człowiekowi, jest taka otchłań, trochę to wciąga na takie nieoczywiste, dosyć przykre nawet uczucie i chciałam to oddać w monologu też, moja bohaterka tak mówi, nawracające są słowa, Chciałam ten zawrót głowy oddać, ale właśnie tak wracając do tego spotkania, to właśnie ta studnia była przykryta, nieużywana, stara studnia. Ja ją zobaczyłam i pan powiedział tak, ja puszczę tę, nie używamy już tej studni i wziął to, odciągnął ten taki drewniany, wiek odrewniany, no ja tam zajrzałam, no i sobie tak trochę postałam, znowu zajrzałam, no i on wtedy pomyślał, że ja jestem z sanepidu. No ale jak powiedziałam, że właśnie piszę i tak mi to jest potrzebne, tak dziwnie na mnie spojrzał rzeczywiście. Ale co mi się zresztą nawet podobało, ale potem jak wychodziłam, to powiedział, ja sobie też lubię tak pozaglądać w studnie.
[01:09:33.90 → 01:10:15.62] A: I teraz dziękując Ci za tę anegdotę rozbudowaną, będę kontynuował moją myśl, która prowadzi do pytania, bo to jest dowód na to, że Ty potrzebujesz się najeść rzeczywistością, żeby napisać. W przypadku Krótkiej Wymiany Ognia to właśnie była choćby ta studnia, a w przypadku Twojej ostatniej powieści to były wizyty na bazarze, na volumenie w Warszawie, chodzenie po ulicach, po parkach, przyglądanie się ludziom z psami. Czy myślisz, że w ogóle byłabyś w stanie napisać książkę wymyśloną, zmyśloną, wykoncypowaną bez kontaktu ze światem zewnętrznym? Czy po prostu musisz się tą energią
[01:10:17.09 → 01:12:29.86] B: Byłoby mi trudno, po prostu muszę jakoś tak się rozkręcić. Wiem, że jedna z moich bohaterek utyka, więc też nie wiedziałam, jaki dla niej język wymyśleć, bo powieść to jest po prostu wymyślanie języka. To nie jest literatura. Chcę tak opisać, że ten język nie jest przezroczysty, że to jest, muszę stworzyć. Każdy język to jest taki podpis postaci. więc zbuduję takie coś, co buduję po prostu te słowa, muszę zgubić swoje słowa i wynaleźć dla moich bohaterów nowe. I wiem, że na przykład bardzo mi trudno było dla tej właśnie mamulki, która zagląda do studni, jak gdyby stworzyć jej wypowiedź, monolog, ale ona utyka. I na przykład wiem, że całe miesiące chodziłam w takich nierównych korkach w butach i też utykałam. jak mi było tak niewygodnie i jakoś lepiej mi się pisało, jakoś umiałam, że ona też jakoś, no poczułam bardzo tą postać. To trochę takie może aktorskie bardziej wczuwanie się w rolę, ale to mi naprawdę pomaga, taka organiczne poczucie tej postaci. poczuć to życie, jak to jest być osobą, której trudno się chodzi, bo to przecież wpływało na to, jak ona się tam poruszała, jak ona mówiła, inny miała oddech, więc to wszystko jest bardzo niby nieważne, ale jednak w budowaniu właśnie tych oddechów, Jak gdyby te krótkie zdania to jest też oddech. Ja pisałam krótkimi zdaniami, bo to był też taki oddech tych moich postaci, że te kobiety, jedna i druga, bo zapisałam też jej córkę, po prostu męczy się szybko. Ten oddech jest taki lękowy i taki też właśnie... bardzo starej osoby, zmęczonej. To wszystko musi być w zapisie, w monologu.
[01:12:30.98 → 01:13:14.27] A: No tak, piszę oddechem, to powiedziałaś na samym początku naszej rozmowy. A na koniec ode mnie pytanie o sposób konstruowania opowieści. Ty jesteś osobą, która wiele lat spędziła w teatrze, pracując dla teatru, pisząc teksty teatralne. I kiedy się czyta kolejne twoje książki, te ukazujące się w ostatnich latach, no to nie sposób nie zauważyć, że to są monologi. Twoi bohaterowie mówią, mówią, mówią. Czy myślisz, że gdzieś podświadomie, a może celowo, to jest tak skonstruowane właśnie po to, żeby łatwo było tę historię przenieść potem na deski teatru?
[01:13:14.80 → 01:14:55.41] B: A nie, zupełnie nie. Jakbym chciała napisać monolog dla teatru, to bym napisała od początku, bo wydaje mi się, że pisanie przynajmniej dla mnie sztuk teatralnych jest dużo łatwiejsze. Jakieś powieść jednak pochłania takie dużo fizyczne energii, to trzeba się dosyć dużo napisać. Sztuka to ma 20-30 stron, to ja piszę na 300 stron. To są zupełnie inne energie, ale też jak słyszałam tu panią, która nam bardzo z takim wyczuciem, szacunkiem dla tekstu przeczytała fragmenty, to już jak słyszałam, to już bym to inaczej pocięła. Pani też chyba wie jako aktorka, że już by inaczej ten tekst brzmiał, żeby był gadany, żeby się lepiej w gębie, jak ja to mówię, układał. to już inaczej się przedla sceny. Natomiast powieść ma takie swoje zawirowania, które nie musi dobrze brzmieć. To nie są matysiakowie, żeby to wszystko było takie radiowe. Ja nie piszę powieści radiowe, które się dobrze czytają w radiu. To akurat te fragmenty epickie, te fragmenty, które tu pani... Jeszcze w miarę, ale są takie fragmenty, które są bardzo ostre, które są takie, że trzeba... trzeba czasami przystanać, dwa razy przeczytać. Więc ten żywioł powieści jest zupełnie inny. Oczywiście to są monologi, to są wypowiedzi, to są jakieś zwierzenia, wyznania, więc to się od razu tak automatycznie myśli, że to jest właśnie dobre dla sceny, ale ja bym to pocięła, jeżeli Vera miałaby wyjść na scenę, jeszcze bym pocięła to zupełnie inaczej.
[01:14:56.89 → 01:15:15.44] A: Zobaczymy, może to się wydarzy. i Vera Pocięta wyjdzie na scenę i wtedy dowiemy się, że jak się z kimś spało, to szybciej można potem różne sprawy załatwić, bo to krótsza jest rozmowa. Czego się człowiek w Lublinie nie dowie naprawdę. Każdego dnia człowiek dowiaduje się...
[01:15:15.44 → 01:15:20.24] B: Ale może się nie zgadzasz z tym. Ja chętnie przyjmę jakąś taką uwagę, że zbłądziłam.
[01:15:20.24 → 01:15:40.69] A: Nie miałem interesu żadnego ostatnio, ale jak coś się wydarzy, to dam znać. Proszę Państwa, czy są pytania do ozyty od Państwa, od publiczności? Jeżeli to mamy mikrofon i możemy go puścić w widownię. Trochę się boję, że teraz...
[01:15:40.69 → 01:15:51.32] B: Ja bardzo dziękuję za takie spontaniczne też żywiołowe takie odbierania tych naszych uwag o mętnej naturze ludzkiej, prawda?
[01:15:51.73 → 01:15:55.16] A: To jest... O mętnej wodzie w studni.
[01:15:55.32 → 01:15:56.14] B: No właśnie.
[01:15:57.36 → 01:16:10.08] A: Bo jeżeli nie ma pytań, to naprawdę możemy sobie pójść za chwileczkę z przemyśleniami. Może być tak, że jest obawa przed zadawaniem pytań po tym, co się wydarzyło.
[01:16:10.98 → 01:16:11.66] B: A jeszcze fragment.
[01:16:11.66 → 01:16:16.28] A: Pamiętamy o fragmencie. Z fragmentem się rozstaniemy. Nie ma?
[01:16:17.64 → 01:16:18.58] B: Dziękuję.
[01:16:19.76 → 01:16:26.97] A: Nie ma. Zapraszam pani Ilona. Potem jak będą, to już nie będzie czasu.
[01:16:30.01 → 01:20:20.54] C: No cóż. To był ładny chłopak, a trumnę wybrałam jak dla brzydkiego. Trzeba było większy pieniądz wyłożyć, ta opłacona nie całkiem po mojej myśli. Egzemplarz z wadą, po bokach się luzuje, klej puszcza. Czego się spodziewać po masowej produkcji? Nie pęknie, zapewniali. Co robić? Tyle na trumnę odłożyłam, więcej nie dam. Chować trzeba, trumna to nie jest przystępny towar. Liczą sobie. Pierwszy raz ją na żywo zobaczyłam. Obeszłam z każdej strony, szturnęłam nogą, po podwoziu ledwo obmacałam, wióry poszły. Łupież popadnie i na zadbanym łubie schyliłam się na boki wypatrzeć. Trumna pękata, po sobie cudniejsza. Ta wąska i piękna jak glista na pół. Odeszłam na kilka kroków. Widok inny. Może się podobać. Z daleka podpada pod pochówek należyty. Od pierwszego oglądu tylko marna lichota na widok się pcha. A kiedy jako go chowałam? Nigdy. Tak go pochowam jak umiem. Sama za jego pogrzebem łażę. Z nikim się nie ugaduję. Taką trumnę dla niego zarządziłam, taka będzie. To całkiem porządna skrzynia do pochowania. Sama bym się w niej wyłożyła, ale zamierzam jeszcze pożyć. Planuję ładne dożywocie. Na żadne graty nie będę przepuszczała. Stare sprzedałam nie po to, żeby za nowymi się rozglądać. Wystawiłam na handel stół, cztery krzesła, dwa fotele, stolik z lampą, meblościankę. Sprzedałam półki, na których stały figurki, wazoniki. Sportowe blachy Jockey'a przeniosłam na podłogę. Mieszkanie mizerne, podłogi mało, ale puchary zmieściły się. To, co po kontach stało, wyszło, rozlazło się. Stoi po obcych domach. Nie po to sprzedawałam, żeby forsę wywalić w sześć desek. Są gorsze trumny. W wazonach chowają, w pudełkach, w workach, w dołach. Sypią wapnem. Albo i na wapno szkodują. W lasach porzucają i tylko igliwie na łeb. W drewutni zakopują. w parniku gotują, w wodę jak kamień wrzucają, zachlastują i do lodówki, rozpuszczają w kwasie, w beczkach chowają albo zjadają i całkiem człowieka nie ma. Mogłam lepszą trumnę kupić. Kto to będzie oglądał? Ile trzeba? Ze dwie godziny na widoku i do dołu. Dla robaków będę się kosztować? Jak buty pasują, trumna może być gorsza. Nawet lichsze albo całkiem po największej taniości. Od słabej trumny jeszcze nikt nie umarł. Dla trumny nie mam żadnego poważania. I dębowe tak sklecą, że się całkiem lasu odechciewa. Sosnowe trumienki to była zeria, a te w rogach podkute to jakby sam diabeł kopytko podstawił. Jeszcze te wszystkie modele wyściełane. Co to da? Po śmierci tylko przymrozek. Nawet jak u marlakowi aksamit pod dupę położysz, to i tak każdy jeden jeszcze przed złożeniem wygląda, jakby wilka od ziemi podłapał. Nie ma, że jest trumna i trumna. Na bogato, z dębiny czy z płyty pliśniowej, tektury albo jak na wojnie z czterech drzwi, co tylko z całego domu zostały. Trumna to pucha zgniłego mięsa. Nawet jak droga, też brzydka. Taka prawda. Żaden pieniądz trumnie urody nie doda.
[01:20:24.94 → 01:21:41.52] A: Tym optymistycznym cytatem, proszę Państwa, będziemy kończyć nasze dzisiejsze spotkanie. Bardzo dziękujemy Panie Ilonie Zgied za przeczytanie fragmentów. Powieści ten się śmieje, kto ma zęby. Na polski język migowy naszą rozmowę tłumaczyły Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Brawa, bardzo dziękujemy. Jeszcze zaproszenia, ogłoszenia parafialne. Kolejna bitwa o literaturę już za kilka dni. To będzie spotkanie Grażyny Lutosławskiej z Magdą Umer wokół nowej książki stworzonej przez Michała Rusinka i Kota Przyborę z tekstami literackimi Jeremiego Przybory. A ja zapraszam państwa na dwa kolejne spotkania w ramach bitew, które ja prowadzę. 28 lutego będzie z nami tutaj Sylwia Chutnik, a 21 marca przyjedzie tutaj Marysia Peszek. Bardzo serdecznie Państwa zapraszamy, a poza tym jak jej nie kochać, Zyta Rudzka była z nami dzisiaj. Bardzo dziękujemy.

Bitwa o literaturę. Literatura przyniesiona z bazaru / Zyta Rudzka

BITWA O KULTURĘ

„Ten się śmieje, kto ma zęby” to bieda-odyseja, monolog Wery, byłej fryzjerki, która właśnie została wdową i – pogrążona w coraz większej biedzie – wędruje przez Warszawę, by zdobyć rzeczy niezbędne do pochowania męża, Dżokeja. Szuka butów, ubioru, wódki na stypę. To także kolejna książka pisarki bezkompromisowej, nagradzanej i uważanej za jeden z najbardziej istotnych głosów polskiej literatury współczesnej.
O cięciu słów, pisaniu w trybie wściekłości i sympatii do bohaterów pomijanych rozmawiać będziemy z Zytą Rudzką.

Michał Nogaś

 

Zyta Rudzka – pisarka, dramatopisarka. Autorka sztuk teatralnych wyróżnionych m.in. Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną ( 2011) oraz Gold Remi na Worldfest Independent Film Festival w Huston (2016). W 2019 otrzymała Nagrodę Literacką „Gdynia” za książkę „Krótka wymiana ognia”. Powieść znalazła się również w finale Nagrody Literackiej „Nike” (2019) oraz została uznana za jedną z dziesięciu najlepszych polskich powieści dekady według tygodnika „Polityka”. W 2020 za tryptyk powieściowy „Ślicznotka doktora Josefa”, „Krótka wymiana ognia” i „Tkanki miękkie” otrzymała Nagrodę „Odry”. W 2021 roku otrzymała Nagrodę Literacką m.st. Warszawy oraz Nagrodę Literacką dla Autorki „Gryfia” za powieść „Tkanki miękkie”. W 2022 roku ukazała się jej nowa powieść „Ten się śmieje, kto ma zęby” w Wydawnictwie W.A.B.

 

 

 

Wróć