Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[02:13.29 → 03:06.31] A: Dzień dobry, proszę pana. Dzięki za oglądanie! Subskrybujesz kanał? Zobaczmy co tu się
[03:21.03 → 03:23.21] B: Dzięki za oglądanie!
[03:23.35 → 03:24.11] A: Subskrybujesz kanał?
[03:31.77 → 03:32.31] C: dzieje.
[03:37.55 → 03:41.77] A: Zobaczmy, co tu się
[04:01.48 → 04:03.40] C: Dzięki za oglądanie!
[04:03.40 → 04:24.00] A: Subskrybujesz kanał? dzieje. Zobaczmy,
[04:50.58 → 04:50.98] C: co się dzieje.
[04:50.98 → 04:53.98] A: Witamy
[05:02.63 → 05:28.34] D: w Teatrze Starym. Prosimy o wyłączenie telefonów komórkowych. Przypominamy, że w teatrze obowiązuje całkowity zakaz fotografowania i rejestrowania. Miło jest nam poinformować Państwa, że partnerem Teatru Starego jest PGE, Polska Grupa Energetyczna S.A. Życzymy miłego wieczoru.
[05:43.91 → 05:45.37] A: Zobaczmy, co się wydarzyło.
[06:37.49 → 10:12.40] C: Dobry wieczór Paniom, dobry wieczór Panom. Kolejne spotkanie, drugie w tym sezonie z cyklu Bitwa o literaturę. Zapraszam Panie. Przedstawiam Państwu naszych gości. Elżbieta Olszewska, dyrektorka Fundacji, dyrektorka do spraw programowych, programowa Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom, ale także współautorka książek, wychowanie przez czytanie to jest ta ostatnia, ale wcześniej na przykład z dzieckiem przez świat wartości. Dodajmy jeszcze, choć pewnie pozornie nie ma to najmniejszego związku z dzisiejszym spotkaniem, Elżbieta Olszewska, osoba, która sobie wymyśliła jakiś czas temu, po czym założyła, po czym okazało się, że ma to ogromne wzięcie, Muzeum Pierników w Toruniu. Nasz gość jest bowiem z Torunia. A jest to muzeum, w którym pierniki nie siedzą w gablotkach, im starsze tym lepsze, tylko bardzo interaktywne takie muzeum, w którym wiadomo jak się pierniki robi, jak się je i po co to wszystko. Trochę jak z książkami być powinno, może oprócz tego jedzenia. Beata Stasińska, niezmiernie nam miło, że znalazła Pani chwilę czasu. Obie Panie dziś na scenie Teatru Starego goście wyjątkowo zapracowani, Beata Stasińska, prezeska wydawnictwa WAB, wydawnictwa zresztą, które sama przed laty założyła i którego przez 20 bodajże lat była członkinią zarządu odpowiedzialną za kontakty z autorami i za charakter programowy tego wydawnictwa. Osoba, o której można powiedzieć, a nawet można to spokojnie przeczytać w bardzo wielu tekstach znakomitych polskich autorów, którzy za Batą Stasińską gotowi są, a była już taka próba iść w ogień. Osoba, która przez całe lata kształtowała rynek na przykład polskiej prozy, obraz polskiej prozy, może tak to lepiej ujmijmy, i której gustom się po prostu ufa. Sami więc Państwo widzą, że dziś rozmowa o czytelnictwie najmłodszych została potraktowana niezwykle poważnie. Goście bowiem naprawdę znakomici. Kiedy przyjaciółka usłyszała, że temat tego spotkania, przypomnijmy, autorem cyklu jest Krzysztof Warka, brzmi, kiedy byłem małym chłopcem, małą dziewczynką, to powiedziałam, no, to sobie posiedzicie, pomarudzicie, ponarzekacie, bo rzeczywiście jest na jaki temat marudzić, jest na co narzekać, ale z drugiej strony pomyślałam sobie, że może to hasło prowokuje też trochę do marudzenia. Bardzo proszę, żeby mnie panie ewentualnie sprostowały i powiedziały, jakie jest wasze zdanie na ten temat. Bo to jest trochę tak, że nam się wydaje, że te wszystkie lektury, które mamy za sobą, bo towarzyszyły naszemu dzieciństwu, były lepsze, były fajniejsze, były doskonalsze, więcej opowiadały o świecie. Do dziś wspominamy je z sentymentem. I teraz mam pytanie, czy one były lepsze, czy też może to po prostu rzeczywiście nasz sentyment do tego, co się wydarzyło przed laty?
[10:15.45 → 15:07.15] B: Nie przyjechałam do Lublina, miasta, które bardzo lubię i któremu kibicuję po to, żeby marudzić. Powiem tak, jesteśmy w takiej sytuacji, że jest dużo do zrobienia. Wreszcie trzeba coś zrobić. Rzecz dotyczy nie tylko czytelnictwa, ale też miejsca kultury w społeczeństwie i dostępu do kultury w różnych miejscach, od małych wiosek począwszy, gdzie jest najgorzej, po miejsce kultury w mediach i w polityce państwa, gdzie jest fatalnie. Ponieważ działam też w takim nieformalnym ruchu Obywatele Kultury i próbujemy się przebić z różnymi, z rozmaitymi komunikatami, nawet udało nam się premiera Tuska zmusić do podpisania paktu dla kultury, to doszliśmy do wniosku, też z ludźmi z całej Polski, bo dzisiaj pakty dla kultury są podpisywane i ten program ludzie próbują sami realizować w swoich miejscach zamieszkania. Lokalne pakty dla kultury albo lokalne takie aktywności obywatelskie. Wiemy jedno, jeśli tego nie zrobimy sami, jeśli nie wymusimy tego na władzach samorządowych, czy politykach działających w centralnych urzędach państwowych, to się samo nie zrobi. A jest to u gór, czyli ta kultura i dostęp do kultury to jest taki u gór, którym ta kultura stała się przez ostatnie 20 lat. Przez to, że była nie w pierwszej kolejności odśnieżania. Mówiono nam najpierw gospodarka głupcze, najpierw demokracja głupcze, a edukacja i kultura nie były ważne. No i dzisiaj jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Musimy się sami tym zająć, zawalczyć o dobre biblioteki, o działalność kulturalną, lokalną, o to, żeby żeby dzieci mogły pojechać z małych miejscowości do teatru i zobaczyć, jak wygląda teatr, jak wygląda muzeum, jak wygląda sala koncertowa i żeby się dowiedziały, jak się tam ludzie zachowują i na czym polega ta przyjemność. A żeby to im zaczęło sprawiać przyjemność, to muszą od małego móc obcować z różnymi formami kultury czy literatury. Ale to też nie chodzi o takie wielkie wartości i piękno duchowstwo, dlaczego to jest ważne, dlaczego ważne jest czytanie, dlaczego ważne jest to, żeby dziecko wcześniej nauczyło się odróżniać na przykład kolory, a dzieci proszę państwa w Polsce trafiają do szkół nie umiejąc na przykład odróżniać kolorów, bo nikt ich wcześniej tego nie nauczył. Proszę. Tak, mówimy o nazwach kolorów oczywiście. Już nie mówię o edukacji podstawowej, muzycznej czy teatralnej, parateatralnej. To są rzeczy do zrobienia. Świat sobie jakoś tam z tym daje radę. My to ignorowaliśmy, bo byliśmy pod takim dyktatem polityczno-neoliberalnym. Pomału myślę, że nawet to, że dzisiaj jest rodzaj kryzysu, To jest dobry moment, żeby się zastanowić, o co w życiu tak naprawdę chodzi, co jest tutaj najważniejsze. I najważniejsze dzisiaj, wydaje mi się, to zadbanie o tych przyszłych obywateli, o tych przyszłych czytelników, czyli czytelnictwo dzieci, tak? Czyli dobrze prowadzone żłobki z dobrym programem kulturalnym. Żłobki są bardzo ważne, nawet ważniejsze, proszę Państwa, niż przedszkola, jak pokazuje reguły psychologii rozwojowej, tak? I przedszkola też są tutaj ważne, ale ten pierwszy okres jest ważny, bo jeśli dzisiaj mamy takie dane, że na przykład emeryci nie korzystają w Polsce, tak jak w innych krajach z bibliotek, nie chodzą do bibliotek, to oni nie zaczną już niestety chodzić do tych bibliotek w swojej masie. Jeśli ostatnie dane pokazują, że młodzi Polacy, którzy w momencie, kiedy dostają dyplom, to przestają czytać książki, bo już nie mają motywacji do kontaktu z literaturą czy wszelkiego rodzaju, nawet fachową, to można próbować ich zawstydzać albo taki system motywacyjny w ich miejscach pracy tworzyć, żeby oni musieli się przynajmniej dokształcać jako lekarze, prawnicy, architekci i tak dalej, ale właściwie tu mamy do czynienia już z dorosłym człowiekiem, natomiast te dzieci są myślę naszym priorytetem.
[15:08.18 → 16:12.49] C: I dlatego ta praca o podstawie, jak pani powiedziała, i tak też powiedział jeden z moich przyjaciół malarzy, ilustrator książek dla dzieci, na pytanie kiedyś, dlaczego nie ilustruje książek dla dorosłych, im w końcu też się należy, coś pięknego, powiedział, z dorosłych już nic nie będzie, a dzieci mogą zbudować jeszcze całkiem niezłą rzeczywistość, trzeba w nich inwestować. No dobrze, ale no to co robimy, moje panie? Myśmy przed tygodniem próbowali tutaj namawiać bardzo medialne osoby do tego, żeby próbowały coś zrobić w tej sprawie. Poseł Palikot obiecał nam tu na tej scenie przed tygodniem, że z Leśmianem pod pachą będzie przechadzał się przed kamerami jako gadżetem, bo rzeczywiście jest to jego ukochany poeta. Co robimy? Co robimy w takim razie, żeby dzieci dostawały do ręki znakomitą książkę i żeby Korzyść z tej książki była. To Pani Elżbieta chyba ma na początek coś w tej sprawie.
[16:13.41 → 20:48.38] E: Bardzo chętnie powiem, co robimy, co robi nasza fundacja, ponieważ rzeczywiście możemy sobie ponarzekać, że w kulturze jest źle, że ostatnie badania Biblioteki Narodowej wykazały, że 46% Polaków w roku poprzedzającym badanie nie miało w ręce książki, wliczając to albumy i książki kucharskie. Natomiast studenci w trzy miesiące przed badaniem nie przeczytali tekstu dłuższego niż trzy strony, wyliczając to również teksty na ekranie komputera. Nasza Fundacja ABC21 Cała Polska Czyta Dzieciom proponuje, żeby zacząć czytać dzieciom od urodzenia. dlatego, żeby dzieci kojarzyły czytanie z przyjemnością. Tylko wtedy możemy wychować czytelnika, jeżeli akt czytania będzie zawsze przyjemny. Dziecko, kiedy rozpoczyna naukę w szkole, bardzo chce nauczyć się liter, bardzo chce czytać. Natomiast w krótkim czasie okazuje się, że książka to wróg, lektura to wróg. Pani, która namawia, zmusza do czytania, to wróg i dzieci przestają cenić słowo pisane, mimo, że wcześniej w domu rodzice im czytali i mimo, że do szkoły szły z absolutnie solennym zamiarem szybkiego nauczenia się liter, żeby zacząć czytać. Dlaczego? Dlatego, że szkoła robi bardzo wiele złej roboty, przymuszając dzieci do czytania. Jeżeli będziemy dzieciom czytać mądre, dobre książki, to wychowamy pokolenie, które nie tylko będzie świadomymi odbiorcami kultury, ale też twórcami kultury. Rzeczywiście są takie miejsca w Polsce, gdzie dzieci nie tylko nie potrafią nazwać kolorów, nie potrafią nazwać dni tygodnia, nigdy nie widzieli rodziców wychodzących do pracy, a pierwsze książki jakie pojawiają się w domu to podręczniki szkolne. Czy możemy zmienić tę sytuację? Trudno mi powiedzieć. Jeżeli biblioteki staną się centrami kultury, tak jak tak jak w tej chwili planuje to Ministerstwo Kultury, tak jak planuje to Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności, która dzięki dotacji Fundacji Billa i Melindy Gatesów doposaża biblioteki nie w książki, ale w komputery, fundując też bibliotekarzą kursy komputerowe po to, żeby rzeczywiście ta biblioteka stała się centrum kultury, żeby przyciągała ludzi, żeby dzięki internetowi mieszkańcy wsi, nawet tych najbardziej zapadłych, maleńkich, mieli dostęp do kultury światowej. Wczoraj w Toruniu odbywała się dwunasta edycja konkursu Mistrz Mowy Polskiej. I w kategorii Kuźnia Mistrzów Mowy Polskiej nagrodę Vox Populi otrzymał Teatr Parabuch z Warszawy. Twórca tego teatru opowiadał, że teatr ma misję oswojenia z teatrem ludzi w maleńkich miejscowościach, na wsiach nawet takich, gdzie jest tylko kilkanaście dymów i którzy nigdy w teatrze nie byli i prawdopodobnie nigdy w teatrze nie będą. Więc jakby jeden tor to działania władz, działania samorządów i wiemy, że tutaj jest źle, a drugi tor to działania organizacji pozarządowych, takie jak nasza Fundacja, działania stowarzyszeń, działania takich pasjonatów jak twórcy teatru Parabuch, żeby kultura dotarła w różne miejsca. Dzisiaj w pociągu przyjeżdżając tutaj do Państwa przeczytałam artykuł w Gazecie Wyborczej, na temat roli bibliotek w Finlandii. To było artykuł o edukacji w Finlandii, ale między innymi była tam krótka informacja na temat bibliotek. U nas do tej pory jeszcze wciąż w wielu miastach pokutuje takie przeświadczenie, że biblioteka to miejsce, gdzie wypożycza się książki, czynna najczęściej w bardzo nieprzyjaznych godzinach dla czytelników, od 8 do 15 na przykład. Natomiast tam w Finlandii właśnie można na kilka godzin zostawić dziecko pod opieką bibliotekarza i dziecko sobie czyta książkę, którą bibliotekarka poleci, a rodzice w tym czasie mogą załatwiać różne sprawy. Więc tutaj jakby pojawia się nowa myśl, z którą chciałam się podzielić, żeby te instytucje kultury, które są, były nieco bardziej otwarte i nie były takie koturnowe jak to zdarzało się do tej pory.
[20:49.00 → 22:37.68] C: Ja jestem całkiem spokojna o dziecko czy przedstawiciela młodego pokolenia, który trafi do biblioteki, bo ja bardzo ufam polskim bibliotekarkom. Znam ich sporo i mam o nich jak najlepszą opinię. Wiem, że jeśli matce Matka koniecznie się upiera, żeby dziecku wypożyczyć, nie wiem, Martynkę czy Franklina, to zanim wydadzą to z półki, to spróbują jednak przekonać się do czegoś innego. Ale to wymaga też aktywności od rodzica, ta inna lektura, ta w świat której można wprowadzić, a właściwie należy wprowadzić dziecko. Więc jestem absolutnie spokojna młodego człowieka, który trafi w ręce bibliotekarki, Ale już na przykład mniej spokojna jestem od tego, który po prostu przekroczy próg księgarni, bo załóżmy, że jednak tacy są. Ja zresztą zrobiłam sobie wczoraj rajd po lubelskich księgarniach, wyłącznie pod tym kątem. Nie szukałam książek, tylko obserwowałam, kto tam stoi. Jakoś nigdy w ten sposób nie patrzyłam na to, co się dzieje w księgarniach. Nie widziałam rodziców z dziećmi. Osób dojrzałych też było zdecydowanie mniej niż młodzieży. nastoletnie pokolenie było reprezentowane i to bardzo licznie w bardzo wielu księgarniach. Podsłuchałam nawet rozmowę, z której jednoznacznie wynikało, że dwójka przyjaciół szukała książki dla przyjaciółki w prezencie i trwało to dość długo, bo to było na tej zasadzie to czytała, to czytała, to czytała, zdecydowali się w końcu na zestaw klasyki, żeby miała ładny na półce, bo też czytała, ale będzie miała. Więc zdarzają się i takie przypadki, Ale właśnie oni wchodzą i jak zrobić, żeby wybrali to, co wartościowe?
[22:38.35 → 22:59.29] E: Jeśli możemy, to a propos zakupu książki na prezent. Kiedyś w jednej z firm pracownicy postanowili uhonorować swojego szefa i kupić mu coś w prezencie. Długo się zastanawiali, z czego mógłby być zadowolony. W końcu jeden z pracowników zaproponował, a może kupimy mu jakąś książkę, a inny na to, ale po co, przecież jedną już ma.
[23:01.00 → 25:54.08] B: No ale proszę Państwa, polscy celebryci zaczęli po latach fotografować się w kolorowych pismach z książkami, więc coś się zmienia. Politycy też, jak słyszę, mają zamiar przechadzać się z książką pod pachą. Dobre i to, że to się zaczęło, ale tak naprawdę to celebryci i politycy fotografując się czy nie, tego tak bardzo nie zmienią, choć przykład zły i dobry idzie często z góry. Tajemnica, chciałam się jednak przy tych bibliotekach zatrzymać, bo to wcale nie wygląda tak różowo. Nawet jak taka bibliotekarka jest bardzo rzutka, ma dobry kontakt z czytelnikami, wie, jak im doradzić, to jednak Jeśli ona ma budżet na zakup książek, siedem książek rocznie, to ona nie stanie na głowie i nie zrobi z tego dobrej biblioteki w żaden sposób. Dobra biblioteka dzisiaj na świecie to jest po pierwsze, dobrze wykształconi bibliotekarze, którzy tak naprawdę są animatorami kultury i ludźmi, którzy ożywiają taką aktywność społeczności lokalnej. Potrafią to zrobić, potrafią coś zainicjować, też wysłuchać, czego ta społeczność oczekuje. Ale do tego są potrzebne jakieś środki, tak? Do tego jest potrzebna wola władz lokalnych, żeby takie środki wyasygnować. To są w końcu też pieniądze nasze, z naszych podatków, tak? I dobra biblioteka to jest biblioteka, która ma ogromną rotację tytułów nowych. Dam Państwu przykład. Dzisiaj w Polsce średni zakup nowości w bibliotece to jest 7,5 wolumina rocznie. To jest bardzo mało. Teraz podam przykład innego kraju tak zwanego postkomunistycznego, a mianowicie Estonii, gdzie ten wskaźnik wynosi ponad 30 woluminów. W małej Estonii, prawda, jak politycy myślą, o przyszłości tego kraju, w co inwestują, a mianowicie inwestują w twórcze, dobrze wykształcone społeczeństwo, które będzie w stanie za parę lat mierzyć się z wyzwaniami, jakie czeka ten świat. A wyzwania są przeogromne. Dbamy o nasze dzieci, ale też im współczujemy, bo one naprawdę za chwilę będą żyć w zupełnie innej rzeczywistości. Jest ogromne przyspieszenie technologiczne, cywilizacyjne. żeby je wytrzymać, trzeba się dużo uczyć i szybko uczyć. Do tego potrzebne są m.in. nowoczesny system edukacji, a w Polsce jest fatalny system edukacji, i potrzebne są dobre centra kultury. Dlaczego mówimy o bibliotekach, które dla wielu polityków, dziennikarzy, mediów nie są, mówiąc ich językiem, seksi?
[25:55.39 → 25:55.71] A: Cool.
[25:56.08 → 29:01.10] B: Ani cool. Dlatego, proszę Państwa, że to jest najbardziej efektywny i najtańszy sposób propagowania kultury. Dlaczego mądrzy skandynawowie 30-40 lat temu, przechodząc przez pierwsze poważne kryzysy, nie tylko czytelnictwa, ale społeczne kryzysy, to były kraje, które mierzyły się między innymi z problemem alkoholizmu, niskiego przyrostu naturalnego i zacofanego systemu edukacji. i postanowiono zainwestować w sieć biblioteczną i w edukację bibliotekarzy, żeby to byli ludzie, którzy są w stanie coś nowego w miejscach, w których przyszło im żyć, pracować, zainicjować. Dzisiaj w Norwegii tłumy przychodzą na spotkanie z autorem, którego nie znają. Chcą wysłuchać kilku wierszy, które przeczyta Adam Zagajewski w małej miejscowości, gdzie się odbywa raz do roku festiwal literacki. Pierwszy raz słyszą o istnieniu tego poety, ale przychodzi tłum. Widziałam to na własne oczy w tym roku. Na konferencji międzynarodowej poświęconej przemianom rynku książki pojawia się minister spraw zagranicznych Norwegii i minister kultury Norwegii. I tenże minister spraw zagranicznych wypowiada zdanie, którego nigdy żaden polski minister nie wypowiedział, bo nie ma takiej świadomości. A mianowicie, że kobieta jest ministrem kultury we własnym domu i wyciąga z tego pewne konsekwencje. Wie, jak temu ministrowi kultury we własnym domu czy w lokalnej społeczności dopomóc. Jakie instrumentarium tam się musi pojawić. Dobra biblioteka dzisiaj, to jest biblioteka, która ma świetne takie ognisko czytelnicze. Widziałam coś takiego, proszę Państwa, w dawnej giełdzie w Bolonii. Ta giełda jest zamieniona na wielką bibliotekę i jedna z fili tej biblioteki to jest właściwie taki ogromny korytarz, jakby nawa, wyłożona materacami. Część tego pomieszczenia to jest miejsce na wózki dziecięce. Pod ścianami są książki, są dwie animatorko-bibliotekarki, które sterują ruchem i na tych materacach, pufach, dziwnych łóżkach, kanapach leżą, pół leżą, siedzą nianie, babcie, mamy, starsze rodzeństwo z dziećmi w bardzo różnym wieku, łącznie z dziećmi raczkującymi, gdzie są porozrzucane książki, tzw. pierwsze książki obrazkowe, edukacyjne i gdzie jest również pani, która czyta starszym dzieciom książki.
[29:01.40 → 31:19.37] E: Taki program funkcjonuje też w Olsztynie, gdzie Biblioteka Wojewódzka przygotowała specjalną salę dla małych dzieci i też przychodzą rodzice, babcie, nianie. na właśnie takie głośne czytanie dziecku. Padło tutaj pytanie, co zrobić? Pytanie, na które nie odpowiedziałyśmy jeszcze sobie. Co zrobić, żeby edukować od najmłodszych lat te dzieci, których rodzice nie zadbają o ich edukację kulturalną? Też chciałabym Państwu opowiedzieć o projekcie, który nasza Fundacja przygotowuje już od kilku lat, a wciąż nie ma środków na to, żeby go zrealizować. Ten projekt to pierwsza książka mojego dziecka. Jest ona już przygotowana, to znaczy są teksty, została wydrukowana próbna partia, są wierszyki, które właśnie uczą dzieci o tym, co jest w ich najbliższym otoczeniu, a więc wierszyki o porach roku, o kolorach, o najbliższej rodzinie, o kąpieli, o jedzeniu, o zwierzętach. polskich i egzotycznych. Są rady dla rodziców, co zrobić, żeby wychować zdrowego emocjonalnie człowieka, bo nasza fundacja zajmuje się zdrowiem emocjonalnym, a czyta nie jest tylko środkiem do osiągnięcia tego zdrowia emocjonalnego ogólnie rzecz biorąc. Książka jest przygotowana w taki sposób, że można ją czytać dziecku od urodzenia. I chcieliśmy, żeby każda mama w Polsce, rodząc dziecko, dostała taką kulturalną wyprawkę, już w szpitalu, zupełnie bezpłatnie. Do książki jest dołączona płyta z filmem, jak kochać dziecko, o zaspokajaniu potrzeb emocjonalnych. Ale na tej płycie są też kołysanki i śpiewanki, bo młode mamy nie tylko nie potrafią bawić się z dziećmi, ale też nie potrafią im śpiewać. pokolenie młodych mam zupełnie nie wie, jak z dzieckiem rozmawiać, jakie są takie przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycyjne piosenki dla dzieci, bo po prostu nikt im nie śpiewał i nikt im nie czytał, więc taka książka może być kulturalną wyprawką każdego noworodka i w budżecie naszego państwa brakuje pieniędzy, żeby wyposażyć dzieci w taką pierwszą książkę, a właściwie rodziców, którzy mogliby dzieciom czytać.
[31:20.62 → 33:08.11] C: Zanim jednak dojdzie do takiej sytuacji, że pokolenie dzisiejszych niemowlaków dorośnie, wychowane na świetnych książkach, do tego, żeby budżet państwa, taka nie inaczej, podzielić, żeby starczyło i na to, o czym pani mówi, i na wszelkie inne potrzeby, to jednak minie trochę czasu. Właśnie, ale jednak chciałabym, żebyśmy skupiły się teraz przez moment nie tylko na tym, czego nie ma, a co jest. I jakie jest? Właśnie od tego tak naprawdę też próbowałyśmy zacząć to spotkanie. Co jest i jakie jest? I kto za tym stoi? I na przykład, co bardzo mnie interesuje, na ile reguły gry wyznacza rynek wydawniczy, a na ile ma do tego prawo, na ile należałoby go powstrzymać? To jest pierwsze hasło, nad którym chciałabym się z paniami zastanowić. Drugie hasło, o czym może nieco później, to internet, który tutaj jest oczywiście cudownym medium, ale należy zachować niezwykłą czujność z bardzo wielu powodów, choćby z powodu takiego hasła, które brzmi uwalniamy wiedzę, miksujemy kulturę, które należy do znakomitej fundacji, ze znakomitymi planami, ale jeśli to się potoczy całkiem na żywioł, to ja się chyba trochę boję. Ale właśnie, czy mam się bać, czy nie, o to też chciałabym Panie poprosić o wyjaśnienie. Zacznijmy jednak od tego, co jest, co mamy, jaki mamy rynek i czy jest to właśnie rynek wydawniczy związany z literaturą dla dzieci i jakie to niesie ze sobą zagrożenia, no bo jak rynek, to pieniądze.
[33:09.24 → 38:58.93] B: No tak, rynku nie zmienimy, ale rynek sam się musi zmieniać, bo jest w fazie trzęsienia ziemi. To trzęsienie ziemi jeszcze bardzo długo będzie trwało, bo to nie będzie taka rewolucja Gutenbergowska, która trwała 500 lat, to potrwa lat kilkadziesiąt, trzydzieści, może pięćdziesiąt, ale już się zaczęło. Kto sobie z tego nie zdaje sprawy, to przegra, mówiąc brutalnie. Ale to są jednocześnie, ta rewolucja technologiczna otwiera niesamowite możliwości, pod warunkiem, że się wie, z jakiego instrumentu się korzysta. My w Polsce mamy niedostateczną podaż książek dla dzieci i młodzieży, ale to są ostatnie lata zaniechania. Mamy problemy z dotarciem do dobrej klasyki dziecięcej i młodzieżowej, Przez lata wydawcy nie szukali, więc pisarze nie pisali albo twierdzili, że nie znajdą czytelników takiej twórczości, która w każdym kraju powstaje dla grup wiekowych bardzo różnych, o różnej problematyce, od książek, które rozbudzają wyobraźni, fantasy, science fiction, baśnie, tego jest mnóstwo na świecie i cały czas się produkują nowe książki, po książki, dostarczają czy pomagają młodemu czy małemu czytelnikowi mierzyć się z jego problemami. Każdy wiek ma swoje problemy. Skandynawowie na przykład nie boją się pisać książek dla czytelników w różnym wieku o problemach życiowych. Nie wiem jak się mierzyć z problemem narkomanii, rozchwianej tożsamości seksualnej, alkoholizmem jednego z rodziców i tak dalej i tak dalej. My tego nie mamy. Pomału się zaczynają pojawiać wydawnictwa, które takie rzeczy tłumaczą, bądź nawet zamawiają u polskich autorów, to nie znajduje jeszcze do końca zrozumienia reszty graczy na rynku, czyli dystrybutorów, księgarzy, właścicieli sieci księgarskiej. Ale jak tylko będzie sukces, to oni szybko się nauczą, że warto w to inwestować. Ja widzę ogromną zmianę. Dzisiaj się mówi, w przeciwieństwie do tego co mówili wydawcy, nie tylko wydawcy, pięć, dziesięć, piętnaście lat temu, że rynek książki dla dzieci i młodzieży jest rozwojowy, jest absolutnie przyszłościowy i to trzeba być tutaj bardzo czujnym. Co więcej, badania, badania nie dotyczące tylko Polski, tylko znacznie szerszego rynku pokazują, że jest taka kategoria, którą Amerykanie, Anglicy nazywają Young Adults, czyli to jest taka książka, którą może czytać, jak ja mówię, wieczny nastolatek, od dwunastego roku życia po sto lat, tak? upodobanie do literatury typu Harry Potter, czy do literatury takiej właśnie trochę fantasy. Są tacy ludzie, prawda? To jest szalenie dynamicznie rozwijający się dzisiaj gatunek. I nie jest prawdą, że przestała się sprzedawać literatura i powieść, wręcz przeciwnie. Na świecie to też się najbardziej dynamicznie, największa podaż tytułów jest właśnie tu, bo człowiek nie może się ograniczać tylko do poznawania faktów, do czytania historii rzeczywistych. Ma coś takiego w głowie, że potrzebuje uruchamiać rzeczy nieoczywiste, w wyobraźnię, bo to mu pomaga pomaga w życiu, daje taką dawkę energii i ćwiczeń umysłowych, i nie tylko, i emocjonalnych, która może mu pomóc w innych dziedzinach życia, w innych problemach życiowych. Co więcej, proszę Państwa, człowiek jak czyta i przechodzi proces rozumienia tekstu, to wydzielają się endorfiny, czyli hormon szczęścia, przyjemności. Co się stało w polskich domach, w polskich mediach i w polskiej szkole, że się ta przyjemność w nim zabija tak łatwo. I jak odzyskać tę przyjemność i z tej cudownej biochemicznej reakcji uczynić taki pas transmisyjny. My tu nie mówimy tylko o kulturze. My tu nie mówimy tylko o kulturze, która jest oczywiście ważna. My tu mówimy o kompetencjach cywilizacyjnych, proszę Państwa. Bo jeśli się nie nauczymy czytać z rozumieniem, to nie nauczymy też pewnych umiejętności poruszania w nowych technologiach, to się skazujemy na życie na cywilizacyjnym marginesie. To jest wyzwanie wszystkich społeczeństw dzisiaj na świecie. I byłoby dobrze, gdyby wybrani w demokratycznych wyborach politycy, którzy decydują o tym, jak dzielić pieniądze, w czasie kryzysu czy nie, zdawali sobie z tego sprawę, bo dzisiejsze decyzje to są wyroki o bardzo, bardzo długoletnich, dalekosiężnych skutkach, negatywnych bądź pozytywnych. To są sprawy bardzo, bardzo ważne.
[38:59.61 → 39:45.22] C: Powiedzieć dziecko umiejętność, nie tylko umiejętność, ale miłość do czytania, to dać mu narzędzia, narzędzia nie do czytania, a na życie, na to jak funkcjonować w ogóle w świecie. Jedno zdanie a propos tego, o czym pani powiedziała, że otóż jest taki trend, podobno przeprowadzono nawet ostatnio badania w Ameryce, więc rzeczy dotyczy nie tylko Polski, że wśród czytelników powieści dla nastolatków zdecydowana większość kupujących te książki to ludzie dorośli i kupują te książki nie na prezent i nie dla dzieci, tylko dla siebie. I wniosek z tego mógłby być ewentualnie także taki, że szukamy tego świata, po prostu szukamy świata.
[39:45.40 → 40:20.69] B: Ale możemy zadać jeszcze jedno pytanie, co się stało z literaturą dla dorosłych, że dorośli sięgają po tę literaturę, czy ta baśniowość, wyobraźnia, ta cudowna umiejętność opowiadania, która jest podstawą dobrej literatury, kreowania nowych światów, też porządkowania w nowej rzeczywistości tego, co mamy myśleć o świecie, w którym żyjemy. Co się stało z tą literaturą, że coraz więcej dorosłych czytelników sięga po tę literaturę, gdzie panuje jakby większa wolność wyobraźni, tak? Większe przyzwolenie dla autora.
[40:20.69 → 40:54.48] C: Właśnie nie jestem pewna, bo są autorzy książek dla dzieci, którzy z dziećmi mają średni kontakt, a nawet niespecjalnie... Andersen nie lubił dzieci. Właśnie, nie chciałam tego powiedzieć, ale nawet nie przepadają za dziećmi, którzy odpowiadają na pytanie, dlaczego w takim razie dla dzieci, a nie dla dorosłych, mówią, bo można być bardziej szczywym, pisać normalnie, po prostu normalnie. Dla dorosłych już pewnych rzeczy wydaje się autorowi nie wypada pisać. I dlatego ta literatura teka nie inaczej czasem wygląda.
[40:54.88 → 46:38.28] E: Ja chciałabym się odnieść do tego, o czym mówiła pani, że na polskim rynku jest niewystarczająca podaż książek dla dzieci i że nie ma książek, które poruszają niektóre tematy. Możemy to nazwać tematami tabu. Myślę, że sytuacja zmienia się w tej chwili na korzyść. I coraz więcej jest książek, które poruszają nawet najtrudniejsze tematy w życiu dziecka, sytuacje, które się zdarzają. Są książki, które mówią o chorobach. Moja mama ma raka na przykład. Albo książki, które mówią o tym, jak odnieść się do choroby dziadka, np. cukierek dla dziadka tatka, kiedy mały chłopiec zmaga się z chorobą ukochanego dziadka, który zachorował na Alzheimera, albo np. książka Mój dziadek był drzewem czereśniowym o śmierci. Więc tych książek jest coraz więcej. Coraz więcej jest także książek kształtujących gusty estetyczne małych dzieci, np. książek obrazkowych. Jest seria autorstwa Państwami Zielińskich, która wprowadza dzieci w świat sztuki, w świat architektury, nie tylko poprzez słowo, ale także przez bardzo piękną szatę graficzną. I myślę, że rzeczywiście jest mnóstwo książek w księgarniach, nie powinny trafić do rąk dzieci, ale także jest dużo takich książek, które są wartościowe i to wcale nie są perły, które trzeba wyławiać, bo ich jest rzeczywiście coraz więcej. Problem w tym, że rodzice nie do końca wiedzą, co wybrać dla swojego dziecka. I też myślę, że warto porozmawiać z bibliotekarkami, czasami z księgarzami, ale też korzystać z doświadczeń nauczycieli. Można korzystać z doświadczeń naszej fundacji, która przygotowała Złotą Listę Książek do Czytania Dzieciom, gdzie znajdują się absolutnie najlepsze, najznakomitsze perły literatury polskiej i światowej. Można korzystać z wydanych książek, które zdobyły nagrody w rozmaitych konkursach literackich. Chciałam też Państwu powiedzieć o konkursie literackim im. Astrid Lindgren, który nasza Fundacja ogłosiła już po raz trzeci. Wszystkie książki z tego konkursu zostały wydane. Wiele z nich zostało docenionych przez inne gremia, nie tylko przez jury naszego konkursu, przewodniczącą jest pani Joanna Papuzińska. Na przykład książka Pozłacana Rybka, która została książką roku Iby, polskiej sekcji Iby. Książka Czarny Młyn Marcina Szczygielskiego. Właśnie, książka dla dzieci i dla dorosłych. Książka Fantazy. To jest książka, którą można porównać do dzieci z bulerbyn współczesności. tylko, że jest to opozycja do sielskiego świata dzieci z Bullerbyn, na których się pewnie większość z Państwa wychowała. To jest książka, która mówi o tym, jakie problemy dotykają współczesne dzieci i jaki świat dorośli zgotowali im do życia, co im przygotowali, co im przekazują. Więc myślę, że książek na różne tematy, dobrze wydanych, dobrze zilustrowanych jest na rynku sporo. Wydawcy i księgarze twierdzą, że coraz więcej rodziców kupuje książki dla swoich dzieci, więc to też jest bardzo pozytywne zjawisko. Coraz więcej szkół przystępuje do programów czytające szkoły, coraz więcej przedszkoli do programów czytające przedszkola, więc znowu w takich instytucjach oświatowych, aczkolwiek możemy narzekać na stan polskiej edukacji, w takich instytucjach oświatowych coraz bardziej dba się o edukację literacką dzieci i młodzieży. Myślę, że to są pozytywne sygnały, że wśród tej ogólnej mizerii świata kultury warto dostrzec takie momenty, które wskazują, że w niektórych obszarach jest zupełnie dobrze, a zbliżamy się do ideału, rzeczywiście będą dobrze wyposażone biblioteki szkolne, bo już tak się dzieje. Są takie miejscowości, gdzie połączono bibliotekę szkolną z biblioteką gminną i burmistrzowie czy wójtowie gmin bardzo dbają o to, aby biblioteki były wyposażone w książki, żeby zakup był znacznie wyższy niż 7 woluminów. Chcę Państwu też opowiedzieć o inicjatywie, jaka zaistniała w zakładach karnych w Polsce. Otóż wspólnie ze służbami więziennymi staramy się zaopatrzyć kąciki czytelnicze, właściwie stworzyć i zaopatrzyć w książki kąciki czytelnicze w salach widzeń w zakładach karnych. Okazuje się, że do wielu osadzonych w zakładach karnych kobiet i mężczyzn przyprowadzane są na spotkania, na widzenia cotygodniowe czy comiesięczne dzieci, które zupełnie nie mają kontaktu z tymi swoimi rodzicami, gdzie rozłąka powoduje osłabienie więzi. I dzięki książce, która jest medium, ta więź się nawiązuje na nowo. Tata czy mama bierze książkę, czyta, potem o książce można porozmawiać, bo w takich wyizolowanych warunkach spotkania w sali widzeń w więzieniu nie bardzo wiadomo, o czym z dzieckiem rozmawiać. Więc myślę, że to też jest rzecz, o której warto wspomnieć, że książka może być, dobra książka, może być takim sposobem na nawiązanie więzi, na uzyskanie porozumienia między dorosłymi i dziećmi.
[46:39.22 → 46:48.42] B: Pani tutaj mówi o dobrych praktykach, one jednak są jeszcze dosyć rzadkie, taka jest prawda.
[46:49.02 → 46:57.50] E: Mamy w całej Polsce, przepraszam, że wejdę w słowo, siedem tysięcy koordynatorów i liderów kampanii czytania. Myślę, że to nie jest dość rzadkie,
[46:57.66 → 49:19.50] B: że coraz więcej ludzi docenia wagę czytelnika. To jest jedna z organizacji pozarządowych. Natomiast to, czy zmiany systemowe przynoszą jakieś efekty czy nie, zależy od systemu edukacji i od nakładów, które się ponosi. A te są, jakie są i jesteśmy na szarym końcu w Europie. Pieniądze Billa Gatesa są bardzo przydatne. Tylko tak się akurat składa, że ja na przykład jestem w takiej komisji eksperckiej, która przyznaje pieniądze na modernizację bibliotek. I powiem tak, najlepszy komputer nic nie zmieni, we wnętrzu, które jest nieprzyjazne, brzydkie, obdrapane, a nie ma toalety, bo nikt nie pomyślał o tym, że jest tam Sławojka, prawda? Od czegoś trzeba zacząć niewątpliwie, tylko mówię, zmiany potrzebne są systemowe i przykład musi iść troszeczkę z góry i trzeba pracować nad ludźmi, którzy dzielą, nad naszymi przedstawicielami, którzy dzielą te pieniądze. To, co robią NGOs-y, to jest bardzo pożyteczna rzecz, ale to jest korekta i pokazywanie drogi. To nie zmienia systemu. Bibliotekarki, różne, to są bardzo często kobiety, dlatego używam rodzaju żeńskiego tutaj, rozmaitego rodzaju aktywistki na polu kultury czy czytelnictwa, one z trudem przebijają mur biurokracji lokalnej. Nie znajdują tam, proszę pani, często zrozumienia. I jest tak, że wnioski, które na przykład przysyłają do tej komisji dzielącej pieniądze publiczne na modernizację bibliotek, nie przechodzą, ponieważ jest komponent pieniędzy rzeczywiście z fundacji Billa Gatesa, jest ta wola społeczna, Ale nie ma woli politycznej, bo pan burmistrz mówi, że nie da na to pieniędzy, bo ma ważniejszy cel. I to nie jest cel taki, czy droga, prawda, bo droga jest też potrzebna. Ale na przykład woli wybudować dzwonnice, zamiast zmodernizować czy wybudować bibliotekę.
[49:19.70 → 49:41.77] E: Jeden woli zmodernizować bibliotekę, drugi wybudować dzwonnice. Myślę, że tutaj znajdują się wśród władz samorządowych i tacy włodarze, którzy uznają konieczność wychowania do kultury i tacy, którzy wolą wybudować drogę czy jakiś inny element infrastruktury.
[49:42.39 → 49:58.31] C: Tylko tak naprawdę to, o czym panie w tej chwili mówią, cały obraz tej sytuacji to jest troszkę zamknięte koło, bo ani ten burmistrz, ani polityk, ani nikt z przedstawicieli władz nie spadł z kosmosu i nie urwał się z choinki na to miejsce, tylko wyrósł z tego społeczeństwa.
[49:58.51 → 49:58.93] A: Dziękuję.
[49:59.55 → 51:30.17] B: Dziękuję, że Pani to powiedziała. A system edukacyjny też nam nie spadł z nieba, tylko jak mówią socjologowie, tak. System edukacyjny danego kraju odtwarza świadomość społeczeństwa, czyli ta świadomość społeczna jest bardzo niska. To, co robi taka fundacja, jak cała Polska czyta dzieciom, czy dziesiątki innych fundacji, żeby nie powiedzieć dzisiaj setki, To, co próbują robić takie bibliotekarki, czy próbują robić niektórzy włodarze, bardzo piękne słowo, o którym się zapomina, borykając się z małym budżetem bardzo często, to jest dopiero początek tej przebudowy świadomości, jak mnie się wydaje. Ale pani poruszyła jeszcze jeden ważny temat. Tutaj coś wydają wydawcy, coś pokazują księgarze, hurtownicy. Stan bibliotek jest jaki jest. W jednych miejscach, zwłaszcza tam, gdzie są bogatsze miasta i jest ta wola polityczna, te biblioteki często są fantastyczne. A co ma zrobić ten rodzic czy ten czytelnik, gdy wchodzi do księgarni? Tutaj zadajemy sobie pytanie takie, kto dobrze, obiektywnie, rzetelnie o tym informuje i gdzie jest miejsce, gdzie można tę informację znaleźć? I tu zaczynają się kolejne schody.
[51:31.14 → 51:38.22] C: Bo dziennikarze na przykład, którzy sporo by tutaj mogli zrobić, też nie są z innej planety, tylko z tego społeczeństwa.
[51:38.50 → 53:58.15] B: Tak, absolutnie tak. Coś takiego jak informacja o książce dla dzieci, dla młodzieży, dla różnych grup wiekowych jest absolutnie równorzędną informacją z informacją o wybitnej literaturze, czy o rozmaitych wydarzeniach literackich w szanujących się mediach. Jakoś nie w Polsce. Tego jest ciągle za mało. Też media tzw. branżowe na świecie bardzo ogromną, dużą wagę przywiązują do informacji o tym. Dlaczego? Bo po pierwsze to jest rozwijający się rynek i to jest kształcenie przyszłego czytelnika, żeby nie mówić brutalnie klienta. trzeba o niego zadbać odpowiednio wcześniej. W Polsce jest jeszcze jedna rzecz bardzo ważna. Oprócz tego, że jest taka akurat hierarchia priorytetów, jaka jest i książka w tej hierarchii priorytetów nie jest najważniejsza, to nie funkcjonujemy w zamożnym bardzo społeczeństwie i jest ciągle bariera cenowa książki. I jest też problem z dotarciem do tej książki, bo inna jest sytuacja w dużych miastach, gdzie są już księgarnie z tanią książką. Jeśli kogoś nie stać na zakup nowości, to za rok, półtora znajdzie tę książkę. To wymaga pewnego wysiłku. Jest na ogromną skalę, w tym trudnym dostępie do książki rozwija się piractwo. Jeśli ten dostęp do książki byłby łatwiejszy, nie mielibyśmy takiej skali piractwa, taka jest prawda. Ale ci wszyscy czytelnicy, ci wszyscy potencjalni klienci, oni się troszeczkę poruszają w takiej ciemnej, gęstej chmurze. Nie mają tych przewodników, nie mają bardzo często autorytetów, których recenzje, rekomendacje, którym ufają i idą za nimi do tych bibliotek czy do tych księgarni. Tu jest też problem. Obiegu informacji o kulturze i o Powstaje
[53:59.57 → 54:19.53] E: coraz więcej portali internetowych i pism, z których rodzice mogą się dowiedzieć, co jest nowego, wartościowego na rynku, choćby Kulturka czy Rems. To są takie pisma, gdzie jest dużo informacji o książkach dla dzieci i młodzieży. Prawdą jest, że wielu rodziców o tym nie wie.
[54:20.96 → 54:50.55] C: Ale właśnie Kulturka, Ryms, Pisma dla Dzieci, Dodatki dla Dzieci, a Zdeutsche Zeitung nie ma Dodatku dla Dzieci. Tam recenzje książek dla dzieci funkcjonują na pełnoprawnych, po prostu są tak jak recenzje książek dla dorosłych. W poważnych programach kulturalnych w Niemczech, bo akurat o tym rynku słowo, Książka dla dzieci nie funkcjonuje jako dodatek do tego programu, ona tam funkcjonuje na normalnych prawach literackich.
[54:50.59 → 56:43.15] B: Co więcej, książka pięknie ilustrowana, która jest droga w produkcji, bo jej estetyczna jakość musi być utrzymana, więc ona musi być wydrukowana, musi mieć dobre ilustracje, wydrukowana, być na dobrym papierze, w dobrej drukarni. To kosztuje. I w wielu krajach tego rodzaju książka, która kształtuje gusta dzieci, jest opatrzona dotacjami, specjalnym programem. Po pierwsze dofinansowania, po drugie zakupów bibliotecznych. Bo tam, gdzie rodzica nie stać na zakup książki w cenie 30-40 zł, a to często są takie koszty, to nie jest chciwość autorów, ilustratorów i wydawców, To są realne koszta produkcji i dystrybucyjnego obiegu tej książki. To wtedy na ratunek przychodzą biblioteki, te kąciki książki dziecięcej. Dziecko wtedy korzysta, ileś dzieci korzysta po pierwsze z tej książki, po drugie oswaja się z różną estetyką. Dziecko szwedzkie ma prawo jednorazowo wypożyczyć te siedmiu woluminów. Dlaczego? Wiadomo, że ona za tydzień czy za 10 dni przynosi tę książkę z powrotem, te 7 woluminów czy 5. Ale chodzi o to, że bierze te 7 książek, ogląda z rodzicami bądź samo i mówi, to czytam, tu mi się to podoba, a tutaj się skupiam tylko na ilustracji. Tu oglądam coś w rodzaju komiksu, czytam krótką bajkę, a tu mnie interesuje historia budowy samolotów. To działa. To naprawdę działa.
[56:45.05 → 57:49.43] E: Kiedyś pani Bogusława Sochańska z Instytutu Kultury Duńskiej opowiadała, że tak jak u nas po urodzeniu dziecka rodzina odwiedza położna, tak w Danii oprócz położnej przychodzi też bibliotekarka, zapisuje noworodka do biblioteki, przynosi w ofercie kilka książeczek dla dzieci. I myślę, że to też jest u nas do zrobienia. Mogłaby zafunkcjonować taka funkcja bibliotekarki odwiedzającej dzieci w domach i oferującej książki. Bo to, o czym pani powiedziała, że dziecko wypożycza kilka książek i wybiera to, co jest dla niego najbardziej odpowiednie, czy to, co je najbardziej interesuje, to w naszych bibliotekach też jest już możliwe. Dzieci wypożyczają pięć książek, mogą je przynieść za tydzień lub za miesiąc, ale też mają tę możliwość wyboru. Natomiast są takie dzieci, na przykład zupełne maluchy, których rodzice uważają, że do biblioteki to jeszcze mamy czas, żeby pójść, więc może niech biblioteka przyjdzie do nich.
[57:50.14 → 01:02:26.74] B: Ja będę trochę adwokatem diabła i powiem tak, to wszystko działa jak jest wybór, a ten wybór wymaga inwestycji, ale nie tylko w komputery, we wnętrze, które jest przyjazne, w ciągłą wymianę książek, z tych starych zaczytanych na nowe, atrakcyjne, bo dziecko przychodzi, każdy użytkownik biblioteki pyta się, co jest z nowości, Możemy tego nie lubić i się na to złościć. Dlaczego nie czyta klasyki albo książki wydanej w latach 50-tych na pożółkłym papierze ze strzażałymi zupełnie literkami. Nie czyta woli rzeczy wydaną wydaną współcześnie, ale do tego potrzebny jest ogromny program do kształcania tych bibliotekarzy. To się dzieje. Są na to już pewne pieniądze, nawet powiem Państwu, że z tą myślą obywatele kultury walczyły ten 1% na kulturę w budżecie państwa. że to na takie cele chcieliśmy, żeby te pieniądze były przeznaczone i są opracowane już dwa programy, program edukacji kulturalnej i program rozwoju czytelnictwa, gdzie mam nadzieję, że wkrótce pan minister zechce podpisać te programy i będziecie Państwo mogli na stronie Ministerstwa Kultury się z nimi zapoznać i aplikować. Między innymi tam są pieniądze właśnie na takie lokalne, społeczne aktywności, na stowarzyszenia, które by się tym zajmowały, również na programy dokształcające, edukacyjne dla tych przyszłych, nowoczesnych bardzo bibliotekarek. I druga taka rzecz, ale to już wymaga zgody ministerstwa i współdziałania Ministerstwa Edukacji, a z tym jest gorzej. znacznie gorzej niż z Ministerstwem Kultury, które udało się namówić do współpracy i te programy powstawały w grupach, w zespołach mieszanych, obywatelsko-urzędniczych, tak bym powiedziała. Natomiast Ministerstwo Edukacji to jest jakaś twierdza, gdzie po pierwsze utrzymuje się bardzo często biblioteki szkolne w fatalnym stanie, które są czynne najczęściej tylko podczas przerw, zamykane są podczas przerw wakacyjnych. Bibliotekarz podlega karcie nauczyciela, tak jak ten nauczyciel, który jakiś pensum zajęć musi odbyć. Ja mówię, że jesteśmy bogatym krajem, jeśli nas na coś takiego stać. Ruszymy też z miejsca, jak te dwa resorty zaczną ze sobą współdziałać. To jest bardzo ważne. Ale ja myślę, że do tego pomału nawet ci rodzice, którzy muszą straszne pieniądze dzisiaj w Polsce na podręczniki wydawać, absurdalnie wysokie i niepotrzebne. Te podręczniki są, już pomijam często ich jakość, że jesteśmy krajem, w którym do jednego przedmiotu na przykład jest zatwierdzonych 40 podręczników. Ktoś na to zezwolił, ktoś wprowadził takie prawo. I jest jeszcze jedna rzecz, która się w wielu krajach nie zdarza, a mianowicie podręczniki bardzo często są używane tylko przez jeden rocznik, co jest już skandalem. To komunikat taki, że jest inny obieg podręczników szkolnych i że np. częściowo partycypują w zakupie podręczników szkolnych samorządy, częściowo rodzice, ale potem te podręczniki przechodzą na własność szkoły i są używane przez inne dzieci. Jest wtórny obieg, a jednocześnie robimy coś takiego, że pomału rozbudowujemy np. ten moduł biblioteki dla dzieci i młodzieży. Ja myślę, że to wielu rodziców to zrozumie. i chętnie przystanie na takie rozwiązanie. Nikt nie chce swojego dziecka skazywać na to, żeby ono było po pierwsze pariasem, po drugie, żeby za jakiś czas musiało wyjeżdżać z tego kraju, bo tutaj nie może znaleźć pracy, źle się w tym kraju czuje i z trudem jest w stanie jako dorosły człowiek się utrzymać.
[01:02:27.40 → 01:02:53.86] C: Mam niejasne podejrzenie, że wszystko się zmieni, jak Zośka dojdzie do władzy, Danielu. Mam zresztą jeszcze parę innych kandydatek na Panie Ministry. I kultury, i edukacji, i w ogóle. Daniel Arbaczewski, zapraszam bardzo serdecznie, aktor Teatru Andersena. Tata Zosi, właściwie dziś w tej roli przede wszystkim tu występuje. Zosia ma lat niewiele.
[01:02:54.28 → 01:02:54.98] F: Pięć i pół.
[01:02:56.90 → 01:03:25.52] C: A Daniel Arbaczewski prowadzi taki blog, który tak właśnie się nazywa, Tata Zosi, gdzie m.in. o lekturach dla Zosi pisze. I to Daniel Arbaczewski dokonał dziś wyboru książek, z których fragmenty, pewnie nie wszystkie, ale kilka usłyszymy. Danielu, najpierw dwa zdania. Przysłuchujesz się tej rozmowie. Co ty na to, tato Zosi? Co na to Zosia?
[01:03:26.54 → 01:10:28.36] D: Zosia jest w tej dobrej sytuacji, że to zatrzęsienie książek w domu ma i ma z czego wybierać, chociaż największym problemem jest przekonanie jej do nowych tytułów, że jak się uprze na swoją lekturę, to to jest do znudzenia. Jak już jest ta trafiona, to są dwie trafione, które są dzisiaj. i one są maglowane u nas regularnie w domu, ale już myślimy o tym bardzo, żeby z tej biblioteki domowej wychodzić właśnie na zajęcia do biblioteki. Ta biblioteka powstaje u nas na osiedlu, więc problemu większego nie będzie. A to też tak troszeczkę w głowie nam zaistniało, że to będzie fajne miejsce spotkań koleżanek Zośki i jej również, że będzie miejsce, gdzie się podziać, a przy okazji coś również wyciągnąć z półki. Dzisiaj z naszych wyborów, moich i Zośki, Pan Kuleczka, to dostałem, ma to wrócić do domu, obiecałem, że wróci, i Janosza, Ach, jak cudowna jest Panama, i to jest taka książka, która jak wpadła mi w ręce, Jak jeszcze Zośki nie było, to było to moje marzenie, żeby ją czytać swojemu dziecku kiedyś. No i się udało. Zaczynamy od Janosza. Aż tu nagle pewnego dnia miś zobaczył drewnianą skrzynkę płynącą po rzece. Wyłowił ją z wody, obwąchał i powiedział, o, banany! bo skrzynka pachniała bananami. A co było na niej napisane? Panama, przeczytał miś. Skrzynka przypłynęła z Panamy, a Panama pachnie bananami. Ach, Panama to kraj moich marzeń, powiedział. Puścił się pędem do domu i do późnej nocy opowiadał Tygryskowi o Panamie. – Wiesz, – mówił, – w Panamie wszystko jest o wiele ładniejsze, bo Panama, jak długa i szeroka, pachnie bananami. Panama to kraj naszych marzeń. Jutro z samego rana musimy wyruszyć do Panamy. Co ty na to, Tygrysku? – Jutro z samego rana, – zgodził się Tygrysek, – bo my możemy się niczego nie bać, misiu, ale musimy zabrać ze sobą moją tygryskową kaczkę. Następnego dnia wstali jeszcze wcześniej niż zwykle. Kiedy się nie zna drogi, powiedział miś, to przede wszystkim trzeba mieć drogowskaz. Przerobił więc drewnianą skrzynkę na drogowskaz. Musimy zabrać ze sobą moją wędkę, powiedział, bo kto ma wędkę, ten zawsze będzie miał i ryby. A kto ma ryby, ten może się nie bać głodu. A kto się nie boi głodu, dodał Tygrysek, ten może się niczego nie bać. Prawda, misiu? Po czym wziął jeszcze ze sobą czerwony garnuszek. Żebyś mógł co dzień ugotować mi coś pysznego, misiu, bo ja przepadam za wszystkim, co ty ugotujesz. Mniam, mniam. Miś włożył swój czarny kapelusik i ruszyli w drogę. W kierunku, jaki pokazywał drogowskaz. Prosto przed siebie, brzegiem rzeki. Ej, misiu i tygrysku, nie widzicie butelkowej poczty płynącej po rzece? A może ktoś włożył do butelki tajną wiadomość o pirackich skarbach? Ech, już za późno. Butelka popłynęła dalej. Halo, myszko, zawołał miś. Wędrujemy do Panamy. Panama to kraj naszych marzeń. Tam wszystko jest zupełnie inne i o wiele większe. Większe niż nasza mysia Nora? spytała myszka. To niemożliwe. Ach, co tam myszy mogą wiedzieć o Panamie? Po prostu nic a nic. Takich bohaterów, kolejnych lisa, krowę, wronę i tak dalej. U Janosza jest mnóstwo, one się przewijają przez wszystkie części. I Państwu zostawiam do zajrzenia do książki, czy trafi misiek i tygrys do Panamy. Ja miałem też tą przyjemność, żeby misia grać w teatrze, więc to też poniekąd tym ten wybór był sugerowany. Pan Kuleczka, Wojtka Widłaka, Historia o umywalce. Pierwszy zauważył to pies Pypeć podczas porannego mycia. – Ojej! – powiedział. – Ktoś włożył korek do umywalki. – No to co? – zawołała kaczka Katastrofa. – Wielka mi rzecz, korek w umywalce. – Ale on jest niewidzialny – powiedział zamyślony Pypeć. – No sama zobacz. Katastrofa wskoczyła na umywalkę i ze wszystkich sił zaczęła się wpatrywać w nieco brudną wodę.— Nie widzę— powiedziała w końcu.— No widzisz— pokiwał głową Pypeć i zanim katastrofa zdążyła się rozsłościć, że jej w ogóle nie słucha, dodał— a może uda ci się go wyjąć? Katastrofa wskoczyła do umywalki i zamachała łapkami pod wodą. Wody nie zaczęło ubywać, tylko Pypeć zrobił się trochę mokry.— Dziwne— powiedziała Katastrofa.— Nie mogę go złapać. Pypeć znów pokiwał głową.— Właśnie— zamruczał— sprawa jest poważna. On jest nie tylko niewidzialny, ale w dodatku niełapalny.— Idę po pana kuleczka. Pan Kuleczka zaraz przyszedł i wysłuchał tego, co wykrzykiwali mu na zmianę katastrofa z Pypciem. Potem wyciągnął z zapralki coś, co wyglądało trochę jak berło, a trochę jak duży czarny korek na drewnianej rączce. Włożył berło z korkiem do umywalki i zaczął podnosić i opuszczać. Blup, powiedział o coś w umywalce, ale poza tym nic się nie zmieniło. Ech, nie chcę puścić, wysapał pan Kuleczka. Kaczka Katastrofa spojrzała na niego z zaciekawieniem. To pan rozumie, co on mówi? Odpowiedziało zamiast pana kuleczki to coś z umywalki i w tym momencie z dziurki pod kranem wypłynęły jakieś czarne świństwa. Coś mi się zdaje, że ten niewidzialny korek niezbyt nas lubi, powiedziała Katastrofa. Broni się, wytłumaczył Pypeć. Słyszałem, że na przykład niektóre ośmiornice, jak się na nie napadnie, to wypuszczają taki czarny płyn. Katastrofa miała trochę niewyraźną minę.— Myślisz, że to nie korek, tylko niewidzialna ośmiornica?— zapytała.—
[01:10:28.36 → 01:10:29.88] C: Bzzzzz!—
[01:10:29.88 → 01:12:13.77] D: zabzyczała dzielnie bzyk-bzyk, jakby marzyła właśnie o walce z niewidzialnymi ośmiornicami i katastrofie zrobiło się raźniej. Pan Kuleczka odłożył berło z drewnianą rączką, spojrzał na nie i powiedział.— Sprawa jest poważniejsza niż myślałem. Będę potrzebował waszej pomocy. I wyszedł z łazienki. Kiedy wrócił w ręku miał węża metalowego i też z drewnianą rączką. Ha! To będzie walka! Ucieszyła się katastrofa. Jak w jakimś filmie. Metalowy wąż ko-ko-kontra, podpowiedział Pypeć, kontraniewidzialna ośmiornica. Tymczasem Pan Kuleczka podstawił pod umywalkę wiadro, coś odkręcił i zaraz cała brudna woda spłynęła do wiadra. – Hurra! – wołała katastrofa. Ale to jeszcze nie był koniec. Pan Kuleczka wsunął głowę węża w rurkę pod umywalką i pokazał im, jak mają kręcić korbką. Pypeć kręcił, katastrofa pomagała, pan Kuleczka trzymał węża, a bzyk-bzyk latała w kółko, żeby im się nie pomyliło, w którą stronę kręcić. W końcu cały wąż schował się w ścianie. Co tam robił? Nie wiadomo. Ale kiedy go wyjęli był brudny jak nie wiem co. Pan Kuleczka wszystko poprzykręcał i okazało się, że po niewidzialnej ośmiornicy nie pozostało ani śladu. Woda znikała w dziurce w umywalce tak jak dawniej i bardzo dobrze, bo teraz wszystkim przydało się porządne mycie. Kiedy jedli w końcu śniadanie, katastrofa powiedziała z dumą. Potrafimy sobie poradzić nawet z niewidzialnymi wrogami. A Pypeć dodał. No tak. przecież wygraliśmy umywalkę.
[01:12:15.59 → 01:13:16.79] C: Dziękujemy Danielu na razie, dziękujemy Ci bardzo. Zośka Szczęściara ma tak, że to tato dokonuje tymczasem za nią wyborów, jak widać jedynie słusznych wyborów. Przyjdzie pewnie taki moment, że Daniel będzie musiał posłuchać córki, bo ona będzie mu proponowała jego własne lektury. Kiedy w garderobie tuż przed spotkaniem Daniel Arbaczewski pokazał naszym gościom, jakie lektury przygotował, spotkało się to z uznaniem obu pań, bo panią też kiedyś ktoś te lektury pokazał, wskazał, wybrał. Trochę się nam świat zmienił, zwłaszcza jeśli chodzi o Internet, w którym rzadko ktoś pokazuje, wskazuje i wybiera. Jak to będzie, proszę powiedzieć, kiedy rzeczywiście wszystkie te treści, cała ta kultura zostanie w myśl haseł uwolniona i dostęp do książki będzie absolutnie nieograniczony.
[01:13:19.19 → 01:16:06.36] B: Będzie ograniczony, bo ten dostęp, umożliwienie go i operowanie tak ogromną ilością tytułów kosztuje. To są ogromne systemy informatyczne. Amazon obsługuje aparatura, która by wystarczała na oświetlenie siedmiomilionowego miasta. To nie jest nic za darmo. To jest oczywiście łatwe, jak się operuje taką ilością tytułów, nie wiem, 100 milionów tytułów w różnych językach albo więcej, to można różne systemy przeciągania klienta stosować, rabaty, pakiety i tak dalej, ale to tak zupełnie za darmo. To nie jest, bo nawet przygotowanie klasyki i wpuszczenie do domeny publicznej i możliwość korzystania z tego, to też generuje jakieś koszta. Ale jest do opanowania. jest do opanowania, nie ma się co obrażać na rzeczywistość, na pewno nie znikną pisarze i nie znikną czytelnicy. Tutaj historia z Zosią i czytającym tatusiem przypomniała mi taką anegdotę jak do pisarki Poetki dla dzieci przyszedł młody czytelnik z prośbą o autograf, ale tak naprawdę chciał jej zadać pytanie. Ja wiem, że pani napisała te wszystkie książki, ale proszę pani, czy pani je czytała? I to brzmi trochę absurdalnie, ale on zadał to pytanie jak najbardziej poważnie. Znaczy, że on co innego pewnie wyczytał i chciał sprawdzić, czy wyczytał to samo, co ta pani, która napisała te książki, by wyczytała. Co pokazuje, że czytanie, czytanie jest też czynnością do pewnego stopnia społeczną. My czytamy w samotności bardzo często, izolując się w ciszy, izolując się czy uciekając przed światem. Ale potem chcemy porozmawiać o tym z kimś, to czemuś to ma funkcję cały czas społeczną i wspólnotową. Stąd te biblioteki, które tak żyją fantastycznie w wielu krajach. są miejscem, gdzie spotykają się ludzie, żeby rozmawiać o tym, co przeczytali. Stąd te dyskusyjne kluby książki, które wreszcie w Polsce zaczęły się lawinowo rozwijać, również w więzieniach, jak się okazuje.
[01:16:06.54 → 01:16:12.34] E: Powstają też kluby czytelników dziecięcych, kluby motyli książkowych, żeby nie mówić mole.
[01:16:13.42 → 01:19:03.51] B: Więc świat się zmienia. Zadajemy sobie pytanie, do czego jest potrzebny wydawca w tym świecie. Może za chwilę nie będzie za bardzo potrzebny. Zadajemy sobie pytanie, czy będzie potrzebna papier, tak? I oczywiście większość ludzi, którzy całe życie czytali książkę papierową, nie wyobraża sobie dzisiaj innej postaci. Ale książka to jest tekst, książka to jest forma estetyczna, która za chwilę może być zastąpiona przez inny materiał, inny środek, ale to nie zuboży tego tekstu. Może to już nie będzie nasze pokolenie, a wypokolenie naszych dzieci, bo moje dzieci na przykład, które szukają informacji jak wszystkie dzieci w internecie, się poruszają w tym internecie świetnie, ale poważne książki, takie, które wymagają namysłu, czytają w okładkach i inaczej sobie tego nie nie wyobrażają. Co więcej, powiem Państwu, co jest bardzo dziwne, moje dzieci bardzo nie lubią uczyć się w domu, ponieważ chodziły do dziwnej społecznej szkoły, teraz obydwoje są na studiach, to one od 15 roku życia chodziły do biblioteki uniwersyteckiej, bo ona była taka kul i taka fajna i tam była taka cisza i tyle książek, a potem można było spotkać tylu fajnych znajomych. Proszę bardzo, działało, tak? Tylko oczywiście takich bibliotek, takich miejsc w dwumilionowym mieście powinno być więcej, one pomału powstają. Trudniej to będzie oczywiście wyglądało w małych miejscowościach, ale już się pomału to dzieje. Ta radość czytania i ta funkcja społeczna jest myślę, że szalenie ważna. W wielu systemach edukacyjnych wprowadzono coś takiego jak lekcje biblioteczne. Dzieciarnia uwielbia lekcje biblioteczne i pani bibliotekarka, która prowadzi lekcje biblioteczne w szkole francuskiej czy szkole amerykańskiej, to jest ukochana pani nauczycielka. Dzieci mają swój ranking tytułów, piszą recenzje, ścigają się w liczbie przeczytanych książek. na bazie tych książek, które czytają, robią różne zajęcia parateatralne, rysują. Jest co robić w każdym razie, tylko potrzebny jest ten, i w Polsce też to się pomału zaczyna, ale żeby tak ruszyło naprawdę lawą, to potrzebni są do tego ci świetni nauczyciele, którzy by prowadzili to w każdej szkole.
[01:19:03.75 → 01:19:50.81] E: Ale w ramach upowszechnienia czytelnictwa w statutach bibliotek dziecięcych, Są wpisane lekcje biblioteczne, na które nauczyciele przyprowadzają nie tylko uczniów ze szkół, ale nauczyciele przyprowadzają także dzieci z przedszkoli. I rzeczywiście są takie biblioteki, trudno mi powiedzieć, jak to wygląda w Lublinie na przykład, ale w wielu miastach w Polsce są, czy nawet w maleńkich miejscowościach, w gminnych bibliotekach, to są, tak jak Pani wspomniała, fantastyczne, chwilę nie tylko lekcji, ale i zabawy właśnie z formami parateatralnymi, z teatrzykiem cieni, z grą wyobraźni. Także bardzo dobrze, że w ten sposób też upowszechnia się czytelnictwo i pokazuje, że to naprawdę fantastyczna rozrywka i nauka.
[01:19:50.93 → 01:24:07.77] B: No właśnie i w tym wszystkim ten internet, jeśli się dziecku pokaże, do czego on może służyć. To jak w literaturze, jak w pierwszej książce. Dziecko potrzebuje przewodnika. I po tym internecie też można pokazać, co jest tutaj złego, z czego to dziecko może czerpać różne inne przyjemności, radości, również intelektualne. Więc ja bym się internetu nie bała. On jest groźny tam, gdzie dziecko jest pozostawione samą sobie przed ekranem komputera. Natomiast daje niesamowite możliwości. Co więcej, badania pokazują, że internauci, którzy szukają informacji w internecie i piraci, którzy ściągają nic nie płacąc autorom i wydawcom, Książki z chomikuj, że bardzo często ci ludzie co któryś tytuł kupują, sprawdzają w ten sposób, co jest warte ich wysiłku czytania i wyłożenia pieniędzy i co którąś książkę, co którąś płytę kupują. To nie są twarde dane oczywiście. ale ci bardziej świadomi internauci to są ludzie, którzy świadomie korzystają z dóbr kultury i wydają na nie coraz większe pieniądze. Więc nie mamy co narzekać na internet, jak sądzę. Możemy się zastanawiać, tak jak ewoluuje rola bibliotek na świecie i Polskę też to czeka, Tak będzie ewoluuje rola księgarni. Po pierwsze wiemy i płaczemy nad tym, że księgarnie znikają. Po prostu utrzymanie księgarni kosztuje zbyt dużo pieniędzy, magazynowanie książek kosztuje potwornie dużo pieniędzy. Czyli wydawcy też będą uciekać bardzo chętnie w formę elektroniczną książki. Będą to robić tak szybko, jak szybko się będzie klient przywiązywał do elektronicznej postaci książki. Ale to nie znaczy, że książka zniknie, to nie znaczy, że znikną pisarze i to nie znaczy, że znikną czytelnicy. Natomiast kiedyś byłam na takiej konferencji i dałam sobie Cztery takie ważne rzeczy, takie radykalne zmiany na tej wielkiej agorze literackiej, rynku książki. Do czego będą służyć księgarnie w sytuacji, jak wszystko będzie można taniej kupić w internecie? Będą miejscami ekspozycji książki, będą takim miejscem, gdzie można przyjść, spotkać autora, wypić dobrą kawę, a może zjeść nawet nie wiem, dobrą pastę i sałatę. I to będzie to miejsce, gdzie będzie można podczytać książki, zapisać sobie tam 20 tytułów, sprawdzić w internecie, czy mogę to w pakiecie kupić taniej. To już się dzieje na świecie. W Polsce też się zaczyna, tylko jeszcze oferta nie jest tak duża, ale za chwilę będzie. Więc rola księgarza się zaczyna zmieniać, rola bibliotekarza zaczyna się zmieniać. coraz więcej autorów wydaje sobie w tak zwanym self-publishingu, sami autorzy wydają książki. Ale już niektórzy z nich doszli do takiego wniosku, no dobrze, ale ja ginę w tym morzu, w tym oceanie tekstów, to co mam zrobić, żeby mój tekst był lepszy? Jak jestem w miarę zamożny, inteligentny i umiem dotrzeć do redaktora dobrego i korektora, to płacę mu, żeby poprawił mój tekst. eliminuje w ten sposób rolę wydawcy. Bardzo ciekawe rzeczy się dzieją. I zmienia się kolejność, ale nie zmienia się, tak jak powiedziałam na początku, ta podstawowa relacja. Pisarz, czytelnik, książka, czytelnik. To się nie zmienia.
[01:24:08.88 → 01:24:41.70] E: Natomiast myślę, że książki dla dzieci przez wiele, wiele lat pozostaną jeszcze w wersji papierowej, dlatego że dla dziecka ważne jest przewracanie kartek. Tutaj jest ta multisensoryczność, ważny jest zapach, ważne są ilustracje. A propos tego, że coraz więcej autorów wydaje samodzielnie swoje książki w internecie, niestety bardzo, bardzo odbija się to na jakości. Oszczędzają na korekcie, oszczędzają na redakcji i jakość tych dzieł jest Ale wygrają najlepsi
[01:24:41.70 → 01:26:08.83] B: i tacy, którzy mają największe szczęście i tacy, którzy będą w tym najlepszymi oprócz talentu będą też profesjonalistami i rzemieślnikami. Tak jak w każdej dziedzinie. Autorzy się bardzo szybko uczą, nie chcą zniknąć w tej powodzi tekstów. Już się dzieje tak, że ktoś, kto na przykład zaistniał jako dobrze funkcjonujący, sprzedający, często czytany autor, który umieścił swój tekst na takim portalu self-publishingowym, do niego po jakimś czasie przychodzą agenci literaccy, przychodzą wydawcy, przychodzą wydawcy z różnych krajów i kupują prawa. I ta książka, która najpierw zaistniała w internecie, ona potem ma postać papierową. Co więcej, te rzeczy nie konkurują ze sobą tak bardzo. Bywają nawet takie eksperymenty, że autor, który ma jakąś misję społeczną, czy ludzką, czy polityczną, umieszcza za darmo swój tekst w internecie i pozwala ściągać ten tekst. Ale ten sam autor dochodzi do porozumienia i robi taki eksperyment, ja byłam świadkiem takiego eksperymentu, Mimo, że ten tekst jest do ściągnięcia z internetu, całej książki 200-300 stronicowej, to ma swoją postać też papierową, za pieniądze. I się sprzedaje.
[01:26:10.37 → 01:27:06.86] C: Bo choć popularne pisma o wystroju wnętrz, bardzo rzadko ostatnio przewidują półki na książki w nowoczesnych wnętrzach, to jednak Są tacy, którzy piękną książkę także chcieliby mieć obok siebie. To jest temat, to czym dzisiaj zajmujemy się w Teatrze Starym, właściwie na kilka co najmniej spotkań. Ale bardzo chciałabym Państwu oddać teraz głos. Jest pewnie Pani Magda z mikrofonem na sali. Nie, Pani Magda. Nie, nie, mamy mikrofon. Gdyby ktoś z Państwa zechciał zabrać głos, zadać pytanie, to nasi goście są do Państwa dyspozycji. Bardzo proszę, ja Państwa słabo troszkę widzę, gdybyśmy troszeczkę może przygasili tu, o właśnie, Pan w pierwszym rzędzie, tak, bardzo proszę. I Pani tam.
[01:27:10.56 → 01:28:03.63] F: Ja na chwilę obecną jestem uczniem liceum i no rzecz oczywista, czytam lektury, Tylko zastanawiam się nad sensownością tego momentami, ponieważ zostajemy lekturami zawaleni. Ciężko jest to nazwać w zasadzie czytaniem. Uważam się za osobę, która obcuję z książką, która stara się czytać jak najwięcej, również nie lektur normalnych książek. Ale w roku szkolnym, kiedy zdarzają się miesiące, że ktoś zrzuca mi na głowę trzy, cztery tytuły, Nie mam tak naprawdę ani czasu, ani... To odbiera i czas, i chęć na zapoznanie się z książką, bo większą rolę ma jakieś przyswojenie treści tylko i wyłącznie, niż jakiekolwiek zastanowienie się nad książką, czy refleksja po prostu.
[01:28:06.37 → 01:28:10.45] B: To mam Panu powiedzieć, ile lektur szkolnych nie przeczytałam?
[01:28:11.75 → 01:28:35.06] F: Nie, nie, absolutnie, tylko po prostu Wydaje mi się, że to też jest gdzieś źródło tego, że książek nie czytamy, bo nie ma co ukrywać, społeczeństwo tych książek czyta niewiele, ale jeżeli zarzuci się tymi książkami młodego człowieka, to po prostu wydaje mi się, że ten człowiek ma tego dość po jakimś czasie.
[01:28:35.36 → 01:28:44.27] B: Ale ma pan wolność wyboru, proszę czytać ciekawe książki. Dobre słowo, przerabia.
[01:28:47.41 → 01:28:49.55] F: Także to tyle mojej refleksji.
[01:28:49.57 → 01:28:50.91] E: Podzielił się pan refleksją.
[01:28:51.13 → 01:28:54.11] B: Proszę chodzić na wagary i czytać dobre książki.
[01:28:56.55 → 01:29:19.42] E: Jest taka książka dla Daniela Pennack pod tytułem Jak powieść. o tym właśnie, jak zniechęca się młodych ludzi do czytania i co zrobić, żeby zasmakowali w klasyce literatury. Bardzo polecam, krótka książka o tym, jak polubić czytanie lektur. A właściwie to jest dla nauczycieli i dla rodziców, jak sprawić, żeby młodzi ludzie polubili czytanie lektur.
[01:29:20.00 → 01:29:33.16] C: Bardzo proszę panią. Zechce pani chwilę poczekać, za momencik dojdzie mikrofon, nie będzie. Trzeba wkładać wysiłku.
[01:29:36.30 → 01:30:59.87] A: Trzeba zacząć od małych dzieci. Rodzice powinni czytać najpierw sami dla siebie, żeby mieli przyjemność, a chodzili do szkoły to przecież czytali. później kontynuować dalej, każdą wolną chwilę. Nie na jakieś niepotrzebne wiadomości z telewizji czy z radyjka, no jeszcze radio to jeszcze można słuchać, można słuchać, ale telewizji to naprawdę nie ma do oglądania, ani dla dzieci, ani dla starszych, bo no nie warto w każdym razie. Książeczkę czytałam od najmłodszych lat. Jak byłam jeszcze mała, mama mówiła, że byłam, już później jak byłam dorosła, że byłaś niedobra, bo chciałaś, żebym ja kołysała cię i ładnie śpiewała. Także byłam wymagająca, ale dzięki temu, jak miałam dzieci, wnuki, znałam wierszyki, znałam pioseneczki i śpiewałam. I do tej pory śpiewam. Chociaż mam taki głos, Jak mówię, to chrypię, a jak śpiewam, to mam czysty głos.
[01:30:59.95 → 01:31:02.19] C: Ale za to mówi Pani od serca, bardzo dziękuję.
[01:31:02.39 → 01:31:20.19] A: Dobrze, ale zaraz Pani powiem. I mój wnusio czytał książeczki. Zaczął czytać od... Gram z literkami. I najbardziej spodobała mu się literka J. I od dużego J nauczył się alfabet.
[01:31:20.87 → 01:31:22.77] B: Jak ma na imię wnuk?
[01:31:23.17 → 01:31:23.55] G: Jan.
[01:31:24.20 → 01:31:26.34] A: Na imię ma Piotruś.
[01:31:29.76 → 01:31:31.28] B: Może chciał mieć inne imię.
[01:31:31.86 → 01:31:53.18] A: Jak miał trzy latka, to już czytał i dziadzio był bardzo dumny z tego. Chodził z nim, przychodzi do apteki i ten czyta właśnie napisy. Panie patrzą, myślały panie, że jest jakiś niedorozwinięty, no bo małe dziecko i czyta normalnie.
[01:31:53.47 → 01:32:02.24] B: No ale co mają zrobić dzieci, które nie mają takich babć i rodziców.
[01:32:03.16 → 01:32:30.57] A: No to czytał dzieciom, ale pani przedszkolanka mówi, że dzieci są zazdrosne i nie pozwoliła mu czytać. Miał zegareczek na rączce. No to dzieci przychodziły, która godzina, bo znowu kiedy wyjdą już do domu. No to niech nie przynosi zegarka do szkoły, bo dzieci się rozpraszają i pytają, która godzina.
[01:32:31.23 → 01:32:32.41] C: Poszedł do szkoły.
[01:32:33.23 → 01:32:43.07] A: Na szkole było napisane, człowiek rodzi się mądry, a potem idzie do szkoły. No ten napis już w tej chwili jest zamalowany.
[01:32:44.49 → 01:32:46.51] C: A ile lat ma wnuk pani w tej chwili?
[01:32:46.65 → 01:32:48.51] A: W tej chwili ma 21 lat.
[01:32:48.61 → 01:32:51.93] C: I jest szczęśliwym człowiekiem? Jest tutaj może z nami?
[01:32:52.15 → 01:33:22.78] A: Nie, nie ma. bo w Warszawie studiuje, ale ma 21 lat. Jeśli chodzi o, te panie tu mówią o pięknych oprawach. Były oprawy różne, były ładne i były miękkie tylko, ale jak była dobra książeczka, to ta właśnie w miękkiej oprawce była bardzo z pietyzmem przechowywana. Także to, luta to nie jest jeszcze najważniejsze.
[01:33:23.44 → 01:34:06.85] C: Bardzo Pani dziękujemy. Czy ktoś z Państwa może jeszcze? Bardzo prosimy, kto z Państwa jeszcze chciałby skorzystać z obecności naszych gości? Swoją drogą, jeśli chodzi o ten zegarek, to ja dowiedziałam się ostatnio z dużym zdziwieniem w jednej z małych miejscowości. w bibliotece zresztą. Panie powiedziały, że powiesiły specjalnie taki duży zegar ze wskazówkami i dzieci, które przychodzą wypożyczać książki, uczą czytania godziny. I to są dzieci już czasem nawet ze starszych klas. Po prostu odkąd zaistniały elektroniczne zegary, umiejętność odczytywania 7.20 ze wskazówek przestała funkcjonować niestety zupełnie.
[01:34:09.68 → 01:35:11.99] A: Właśnie ten żołnierz, boże żołnierz był moim księciem. I przychodzi, płacze niesamowicie. Ja mówię, co się stało? Nic nie mówi, tylko patrzy po chwili w spokoju się. Mówi, tańczy, bo tam była taka ambycja, że zajączek prosił, żeby mnie zwierzątko przeczytało wiersz. I on tak płakał, a już nie chciał czytać. I mieliśmy, że tak mówię, nie tylko trzy kroki, bo tam były kaśnieżniki, które chcieliśmy czytać, które mogłyby umożliwiać, mogą być dwa przedmioty sprawy. Po pierwsze, jedno, żeby sobie wiedziały, każda z nich ma siebie, sam siebie ma wówczas, a drugie, żeby każdy z nich mógł przemyśleć sprawę, wyjść do świetlnych spraw.
[01:35:15.26 → 01:35:26.96] C: Grunt to mieć taką babcię, Piotrusiowi zazdrościmy. Kto z Państwa jeszcze ewentualnie chciałby wziąć udział w tej rozmowie? My Panią bardzo słabo słyszymy już bez mikrofonu.
[01:35:27.28 → 01:36:44.89] B: Problemem są te rodziny, gdzie nie ma takich babć i wtedy powinno wkraczać państwo i system edukacyjny. Pani mówi, że rodzice powinni czytać, a co jak nie czytają i słowo powinni nie dotyczy. Dzieci, jak wiadomo, robi się łatwo, wychowuje i wyprowadza na ludzi znacznie trudniej. I co mają zrobić te dzieci, które mają nierówne szanse? Badania pokazały, że dzieci, które nie mają w domu książek i rodzice nie mają średniego czy wyższego wykształcenia, to są bezwzględne badania, że te dzieci mają znacznie, znacznie trudniejszy start życiowy i muszą bardzo ciężko pracować i system edukacyjny musi mieć taki program wyrównywania szans, żeby one dorównały do tych dzieci, które nawet nie czytają książek, ale w domu jest biblioteka, bo biblioteka jest tym znakiem, że jeśli już jest biblioteka, to znaczy, że poziom rozmów przy stole jest już inny. Inny jest zasób słów, którym operują rodzice i dzieci się osłuchują i też Słówko,
[01:36:45.51 → 01:37:02.84] C: nie ma czegoś też takiego chyba, że jeżeli młody człowiek, kilkunastoletni chłopiec, bo tutaj jest chyba troszkę gorzej niż z dziewczętami, mówi, nie mam ochoty czytać, to mówi się mu, to biegnij pograć sobie w piłkę. Może na głos, może na przykład czytanie...
[01:37:02.84 → 01:39:05.57] B: Ale od tego jest właśnie szkoła, od tego są te lekcje biblioteczne, które funkcjonują na takiej samej zasadzie jak lekcje języka polskiego czy matematyki. To nie jest jednorazowa wyprawa do biblioteki, czy raz na kwartał, czy raz na miesiąc, tylko to jest co tydzień. I wtedy można te zaległości nadrobić. Co więcej, te dzieci uczą się też rozmawiać między sobą o książkach właśnie albo o tym, czego książki dotyczą. I to jest ogromna wartość. W przedszkolu moich dzieci szczęśliwie nie było czegoś, czego ja nienawidziłam jako przedszkolak, a mianowicie leżakowania. Tylko po obiedzie dzieciarnia kładła się na materacach i pani przez godzinę, ciocia, czytała im bajki dzień by dzień i po prostu nie było od tego odwołania. I do tego przedszkola, to było na warszawskim Powiślu, to jest taka dzielnica, gdzie dużo biednych rodzin i dużo takich rodzin z marginesu. mieszka, ale też mieszka Polska inteligencja i coraz więcej zamożnych ludzi. Tam był cały przekrój społeczny w tym przedszkolu. I te dzieci z tych tak zwanych gorszych domów dostawały tę szansę. Już potem różne rzeczy się z nimi w życiu działy, ale ktoś kto myślał jak zorganizować to życie w przedszkolu, grupa świetnych pań z fundacji zresztą, Fundacji po Wiśle, która się zajmowała właśnie tymi dziećmi z trudnych rodzin, z problemami społecznymi i nie tylko. Te panie to umiały fantastycznie rozwiązać. Więc chwała babciom i rodzicom, którzy czytają, ale to, jak wiemy, nie wszyscy mają takie szczęście w życiu.
[01:39:09.73 → 01:39:10.99] C: Czytając książki, prawda?
[01:39:12.47 → 01:41:27.52] E: Powiedziała Pani o tym nierównym starcie dzieci z biednych czy domów, w którym rodzice są niewykształceni i tych, które mają to szczęście urodzić się w domach, gdzie rodzice dbają o edukację dzieci. Amerykanie, którzy badają bardzo różne aspekty życia, zbadali, W rodzinach o wyższym wykształceniu dziecko zanim pójdzie do szkoły słyszy 46 milionów słów. Dziecko w rodzinie o podstawowym niskim wykształceniu słyszy 13 milionów słów zanim pójdzie do szkoły. Proszę zobaczyć z jakim bagażem czy może spadkiem idzie dziecko, które wychowuje się w rodzinie o wysokim wykształceniu. Polscy logopedzi i nauczyciele twierdzą, że w tej chwili poziom zarówno artykulacyjny dzieci w przedszkolach i szkołach, jak i poziom rozumienia bardzo prostych poleceń, informacji, jest bardzo niski wśród dzieci. Właściwie 70% polskich przedszkolaków i 25% dzieci w wieku szkolnym do trzeciej klasy szkoły podstawowej wymaga pomocy logopedycznej w zakresie artykulacji, bo nie ćwiczą się w mówieniu. To nie są jakieś anatomiczne problemy związane z niemożnością wydania pewnych dźwięków. Dzieci spędzają przed telewizorem wiele godzin w ciągu dnia, nie rozmawiając ze swoimi rodzicami, więc rozmowa jest niezwykle ważnym elementem, czytanie również, bo wtedy dziecko może zadawać pytania, żeby aparat mowy kształcił się prawidłowo. Poza tym, jedna z nauczycielek opowiadała, że zanim rozpocznie pracę w pierwszej klasie z kolejnymi rocznikami dzieci, Uczy je rozumieć proste polecenia, typu zamknij okno, zanim wejdziesz do klasy powieś kurtkę w szatni, żeby było to następstwo czasowe, bo dzieci kompletnie nie rozumieją tego, co się do nich mówi. Jakże mają rozumieć to, co się czyta lub co czytają same?
[01:41:28.62 → 01:41:29.54] C: Nie.
[01:41:32.94 → 01:42:33.94] A: To ta kompletowa, to jakie coś się dzieje na świecie, na przykład, to my żyjemy. jak jeżdżą z ludźmi, z ojcami, z dziećmi. Kiedyś dziecko było odwrócone dłużą do domu. W domu się rozmawiała, tam coś czytała, czy czegoś. Od tamtej pory było trzech lat, że dziecko nie było. Widok małsi, uśmiechnięty przeważnie, w kochania losów, których się nie paliło. Tylko, patrząc na twórczość matki, I tak wracam do jednej pani i mówię, oj wie pani, no to dziecko tam patrzy. Na co to dziecko patrzy? Tak jak patrzy na te filmy, to to też spaja sobie różne smutka, jak mamusia tak mówi. Jakie są wzruszone w tamtą stronę? Ani mamusia nie wie, czy ono śpi, czy ono patrzy, czy ono odpowie.
[01:42:34.24 → 01:42:35.62] C: I tak później zostaje.
[01:42:35.76 → 01:42:42.85] A: Pytam, czy tylko teraz takie pustki produkują? Ale
[01:42:44.73 → 01:43:29.89] E: poruszyła Pani bardzo, poruszyła Pani bardzo ważny temat. Żeby nauczyć dzieci języka potrzebny jest taki trójkąt komunikacyjny, jak twierdzą psychologowie. Dziecko, dorosły i świat. Gdzie dorosły objaśnia dziecku świat. Jeżeli mama prowadzi rozmowę z dzieckiem, rozmowę na poziomie tego dziecka, które jest w wózku, popatrz piesek, to jest drzewo, to jest ławka, widzi na co dziecko patrzy, responsywnie reaguje na to, co dziecko zainteresowało. to rzeczywiście ta komunikacja nie tylko nie jest zaburzona, ale jest jak najbardziej prawidłowa i rozwojowa dla dziecka. Tymczasem taki odwrócony wózek powoduje, że ten trójkąt komunikacyjny nie funkcjonuje prawidłowo.
[01:43:31.95 → 01:43:34.93] C: Proszę pytać dalej, może coś to zmieni?
[01:43:35.29 → 01:43:38.25] A: Pani?
[01:43:43.45 → 01:43:47.81] C: Pani Batu, coś a propos tego, o czym mówiła Pani?
[01:43:48.35 → 01:44:42.77] B: Przypomina mi się taka historia z taką piosenkarką Country, którą gdyby Pani ją zobaczyła, to w życiu by Pani swoich wnuków jej nie chciała powierzyć, bo ona wygląda jak taka amerykańska seksbomba po iluś operacjach plastycznych, a ona zrobiła ogromną karierę. I ona założyła fundację. Założyła fundację i część pieniędzy, zarabia na koncertach i płytach, przeznacza na zakup książek dla dzieci z biednych rodzin. Bo sama wychowywała się w domu, w którym nie było żadnej książki. Rodzice ją oddali na wychowanie do babci. No i Dolly Parton prowadzi ogromną fundację i w ten sposób pomaga dzieciom. Ma też taką zasadę, że nie wysyła jednej książki. tylko przynajmniej, przynajmniej, przynajmniej trzy.
[01:44:42.77 → 01:44:49.35] C: Jeśli Pani pozwoli, to ja a propos tego, o czym mówi Pani Beata, mianowicie...
[01:44:49.89 → 01:44:52.89] A: Ale
[01:44:55.67 → 01:46:06.14] C: wie Pani co, może już o tych papierosach to innym razem. Jak będzie w programie, to bardzo Pani dziękuję, bo to jest naprawdę bardzo cenne to wszystko, o czym Pani mówi. Ale będziemy powoli kończyć nasze spotkanie. Ja chciałabym Państwa jeszcze uczuć, tylko może nie Państwa, może Państwa przyjaciół, chociaż tam z tyłu siedzą młodzi ludzie, będą brać ślub. Jeszcze jest pytanie. Jest taki zwyczaj, który się pojawił stosunkowo niedawno, że nowożeńcy zamiast kwiatów życzą sobie na ślub czegoś innego. I zdarza się, że życzą sobie, i o czym piszą w zaproszeniach, żeby to były słodycze do domu dziecka. I to jest... to właśnie zdecydowanie rzadziej. Więc jeżeli młodzi życzyliby sobie książki do domu dziecka, to by było z dużo większym pożytkiem, bo z tych słodyczy, których nie można zabronić tym dzieciom jeść, no bo dostały je w prezencie, to później tylko bolące brzuchy, i zęby i afera całonocna, o czym wiem z bardzo dobrych źródeł, natomiast książki zdarzają się jednak zdecydowanie rzadziej.
[01:46:06.68 → 01:46:13.98] E: Ale coraz częściej, z tego należy się cieszyć. Książki, gry, zabawki, także coraz powszechniejszy jest właśnie taki zwyczaj.
[01:46:14.34 → 01:46:15.36] C: Bardzo proszę jeszcze pani.
[01:46:15.36 → 01:48:12.86] G: Ja dziękuję panią za piękne i ciepłe słowa dla tych wspaniałych bibliotekarzy, bo ją jestem właśnie. Mam lat długo już tej pracy z dziećmi. Powiem szczerze, że wyjdę stąd pełna wrażeń, bo w piątek mnie czeka właśnie takie zajęcie z dziećmi, takimi mniejszymi. Przedszkolaki rzeczywiście są rewelacyjne, jeśli chodzi o współpracy i mają w sobie coś takiego, że człowieka, nawet jak jest wściekły na cały świat, to po prostu rusza do pracy i jest się zupełnie inaczej nastawionym. A ja pani chciałam zapytać o jedną rzecz, o swoje ulubione książki z dzieciństwa. Już wchodząc tutaj, miałam to pytanie na ustach i teraz czekam na takie najskrytsze. Ja Panią zdradzę, że to są książki, moje książki. Tych książek już nie ma na rynku, ich pewnie nigdy nie będzie. Pani Chmurowej, która już teraz nie uświadczy się, nie ma takiej szansy. Ja kiedyś przyniosłam do pracy swoje własne książki z dzieciństwa. Dzieci były zachwycone po prostu, bo to były książki, one były często takie Przeźne, mniej tych kolorów, ale ta mądrość była niebywała. Jak czytałam dzieciom właśnie książki tej Pani Chmurowej, były bardzo uszczęśliwione. Niektóre rzeczy no udało się nam jakoś odtwarzać, natomiast Panie będę prosiła o te najpiękniejsze, te, które za Panią czasami, za Paniami chodzą tam gdzieś, wirują czasami, a czasami się odezwą, a czasami no tam gdzieś przytłumiona, ale gdzieś tam jest.
[01:48:13.31 → 01:48:37.80] E: Ja moje książki z dzieciństwa czytam co jakiś czas. Jeszcze teraz czytałam je moim dzieciom, a teraz kiedy już moje córki doskonale znają te moje ulubione książki, to czytam je czasami sama dla siebie, dla przyjemności. Jedną z moich ulubionych książek z dzieciństwa było Vio Leocadio Joanny Kulmowej. Znakomita książka, szkoda, że zapomniana.
[01:48:38.16 → 01:48:39.32] B: Nie, wznowiona jest.
[01:48:39.36 → 01:48:39.58] E: Tak?
[01:48:39.70 → 01:48:44.12] B: Tak, jest wznowiona w tej fantastycznej szacie graficznej z lat 60-tych.
[01:48:44.40 → 01:49:02.50] E: No proszę, to wobec tego nie muszę już tak pieczołowicie trzymać swojego egzemplarza i nikomu nie pożyczać. Uwielbiałam książkę Rycerze Złotego Runa, Paula Berna. Nie wiem, czy jest wznawiana, czy nie, to wyszła w takiej serii Klub Siedmiu Przygód.
[01:49:03.62 → 01:49:04.24] B: Piękna seria.
[01:49:04.78 → 01:49:24.96] E: Świetna seria, szkoda, że już jej nie ma. I trzecia cudowna książka Słoń Birara, Ferdynanda Osendowskiego. To też książka, która mam wrażenie, że się nie starzeje, bo obie moje córki, a różnica wieku pomiędzy nimi jest 8 lat, z wielką przyjemnością słuchały tego tekstu.
[01:49:29.44 → 01:49:31.22] C: Pani Beato, Pani ulubiona książka?
[01:49:31.23 → 01:51:25.88] B: Ja mam taką książkę, która jest zupełnie zapomniana i niewznawiana chyba od lat końca, lat sześćdziesiątych, początek lat siedemdziesiątych, zupełnie zapomnianego pisarza francuskiego, Malot. Potwornie ponura książka, nad którą ja przepłakałam parę nocy, moja siostra potem płakała, To jest historia takiego chłopca, sieroty, który wędruje przez całą Francję. Dzieje się to w połowie XIX wieku. i jest przytulony, zaopiekowany przez takiego wędrownego grajka. Mają jedną Katarynkę, małpkę i psa Pudelka i występują na rynkach różnych małych wiosek i miasteczek i zarabiają w ten sposób na życie. Tam się dużo dramatycznych rzeczy dzieje. Ja gdzieś to Państwo znajdziecie na Allegro, polecam, być może to znowu za jakiś czas. Może Pani to wyda? Ja ciągle o tym myślę, ale to jest troszeczkę tak jak z Korczakiem, który pisze książki dla dzieci, ale to nie są wesołe książki. Ja myślę, że dzieci nie tylko wesołe książki chcą czytać. W końcu powodzenie Astrid Lindgren z jej książkami, które oswajają Dzieci np. ze śmiercią. Bracia Lwie Serce, fantastyczna książka. Tylko ja do Malo nie wróciłam nigdy, ale to pamiętam jako takie silne przeżycie. Natomiast uwielbiam wracać i jestem po prostu jak małe dziecko za każdym razem jak to czytam, albo znajduję coraz większe głębie. To jest Tove Jansson, to są muminki.
[01:51:28.03 → 01:52:22.24] C: Jeśli w efekcie dzisiejszego wieczoru najpierw skierują się Państwo w domu w stronę półki, gdzie stoją Państwa ulubione książki z dzieciństwa, bo wiem, że na wszystkich półkach takie są. U mnie baśnia Andersena, książka, z którą najbardziej dyskutowałam jako dziecko, co widzę dzisiaj po obrazkach, które domalowywałam. Matko, strasznie polesowana książka. Ja też, ja też. No to teraz już jestem trochę rozgrzeszona. A później na przykład, jeśli dziecka w pobliżu nie ma, z którym można by było to poczytać, zadzwonią Państwo do przyjaciółki, żeby z nią o tych książkach porozmawiać, to kto wie, może po dzisiejszym wieczorze zrobi się jakiś mały kroczek do przodu. I to jest bardzo dobry pomysł, proszę Pani. Bardzo Państwu dziękuję za to spotkanie. Zapraszam w następny wtorek o 18.00, Teatr Stary, Bitwy o Literaturę.
[01:52:23.31 → 01:52:31.26] E: A ja mam jeszcze pytanie do Państwa. Jest na sali sporo młodych ludzi, a jakie były Państwa ulubione książki z dzieciństwa?
[01:52:31.94 → 01:52:39.52] C: I teraz proszę Państwa nie wyjdziemy stąd do rana, bo ufam, że na tej sali są osoby, które miały wyłącznie.
[01:52:39.56 → 01:52:47.85] E: Może poprosimy trzy najodważniejsze osoby, które pierwsze się zgłoszą. Lasrąg.
[01:52:48.45 → 01:52:56.30] C: Bardzo Panią proszę. Książka bez rodziny.
[01:52:56.86 → 01:52:58.60] B: Jak pani trafiła na tę książkę?
[01:52:59.72 → 01:53:16.42] C: Tę książkę znalazłam na półce w domu, bo u mnie w domu było bardzo dużo książek. Tak i teraz zostałam nauczycielką. Dziękuję. Brawo. Jestem spokojna o los dzieci, które pójdą spod pani ręki.
[01:53:24.25 → 01:53:43.47] B: I tak dalej, i tak dalej. No tak, to można by też Zwierzoczłego Upiór Konwickiego wznowić dla dzieci, a ja nawet zadzwoniłam do Konwickiego i namawiałam, żeby on powiedział, że nie chce niczego wznowić. że za dużo jest książek na świecie.
[01:53:44.11 → 01:54:15.65] C: To ja się publicznie upomnę o książkę, o którą się upomina czytelniczka, polska czytelniczka, ale z Niemiec, której kilkunastoletnia córka czytała polską wersję godziny Pąsowej Róży i twierdzi, że jest stanowczo lepsza od niemieckiej, bo taka klisza, kiedy dziewczynka nastoletnia przenosi się w czasie, funkcjonuje w bardzo wielu krajach. Niemiecka podobność nudna, natomiast godzina Pąsowej Róży do wznowienia jak najbardziej.
[01:54:15.89 → 01:54:35.79] B: No jest jeszcze jeden pisarz, którego trzeba wznowić, już nawet ktoś zaczął, latającą klasę ktoś wznowił, Erich Kastner. Erich Kastner to był pisarz niemiecki, żydowskiego pochodzenia, który o mało za swoje książki dla dzieci nie dostał, proszę Państwa, Nobla. Wielka szkoda, że nie dostał. Wielka szkoda, że nie dostał.
[01:54:35.79 → 01:54:53.86] E: Przed kilkoma laty, 35 maja został wznowiony ta jego książka w kolekcji, którą Fundacja wydawała wspólnie z tygodnikiem Polityka, kolekcji 23 książę dla dzieci i właśnie 35 maja został uznany za taką perłę literatury, więc
[01:54:53.86 → 01:54:55.94] B: myślę, że... To fantastyczny pisarz.
[01:54:57.36 → 01:55:01.01] C: Nobel za literaturę dziecięcą jestem za, żeby...
[01:55:01.01 → 01:55:03.98] B: Nie, ona była tak dobra, że dostał Nobla po prostu.
[01:55:04.01 → 01:55:14.99] C: No właśnie, Nobel po prostu za dobrą literaturę. Bardzo by mi się też uśmiechał na przykład pomysł, żeby na nagrodnikę, żeby już bliżej, tak, że nie tworzyć ewentualnie nowej kategorii.
[01:55:15.21 → 01:55:27.33] B: Bo jak się może ścigać, nie wiem, esej literacki z biografią, z tomikiem poezji i reportażem, to dlaczego tam nie ma książek dla dzieci?
[01:55:27.43 → 01:55:31.55] C: Właśnie, a nigdy nie było jeszcze w historii tej nagrody. Dodiaska. Dodiaska.
[01:55:31.65 → 01:55:36.53] E: Więc postulujemy zmianę przepisów i warunków tego konkursu?
[01:55:37.80 → 01:55:52.24] C: A że będą Państwo mogli ewentualnie, i kto wie, być może ci, którzy za tym stoją, odsłuchać programu tego spotkania także w internecie, to miejmy nadzieję, że będzie to miało jakiś efekt.
[01:55:52.72 → 01:55:55.54] B: Dobrodziejstwa i internetu.
[01:55:55.76 → 01:55:56.50] C: Bardzo dziękuję.

Bitwa o literaturę. Kiedy byłem małym chłopcem, kiedy byłam małą dziewczynką

Dzisiejsza literatura dla dzieci i młodzieży. Co się stało z dawnymi naszymi lekturami, gdzie są polscy autorzy, czy współczesna literatura dla dzieci i młodzieży jest zglobalizowana i nie ma miejsca na „lokalne marki”? Czym się różnią powieści, na których się wychowaliśmy od dzisiejszej literatury młodzieżowej?

Krzysztof Varga, kurator programu literackiego w Teatrze Starym


Wróć