[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.03 → 02:00.87] A: Dzień dobry drodzy państwo, dziękuję, to bardzo miłe. Nazywam się Kaja Klimek dla tych osób, które widzą mnie pierwszy raz na tej scenie, a przed wami za chwilę bitwa o kulturę i tak naprawdę o kino i architekturę, bo tym się dzisiaj będziemy zajmować. Za sekundę zaproszę moich wspaniałych gości, ale chciałabym przedstawić też panią Martę Stępniak, która będzie dla nas tłumaczyła. Bardzo Pani dziękuję. Pani jest dzisiaj w pojedynkę, więc naprawdę dziękujemy za Pani pracę. A ze mną dzisiaj właśnie o relacjach kina i architektury i o tym, czy kino opiera się na jakimś solidnym fundamencie w postaci architektury, a może odwrotnie, o tym jak dyskutujemy o filmach, jak dyskutujemy o budynkach, czy można to ze sobą połączyć, czego architekt może się nauczyć od filmowców, a czego reżyserka od architektki. O tym dzisiaj porozmawiam ze wspaniałymi gośćmi, bo są ze mną Adriana Prodeus, krytyczka filmowa związana z miesięcznikiem kino, która nawet ten miesięcznik kino ma ze sobą. I zwróćcie państwo uwagę, jak pięknie dzisiaj wygląda w tych kolorach na tle tych kotar. Ja jestem pod wrażeniem jako estetka, kocham takie rzeczy. Jeszcze może kilka słów o Adrianie. Wykłada w Instytucie Sztuki PAN i na Artes Liberales UW. Specjalizuje się w awangardzie filmowej i filmie animowanym. Jest autorką książki Temersonowie, szkice biograficzne. Współpracuje z licznymi festiwalami filmowymi. Prowadzi programy w mediach publicznych i różnych innych i publikuje cały czas, a możecie też jej cotygodniowe recenzje filmów przeczytać w magazynie Vogue. I one są też na stronie internetowej, więc można w taki sposób korzystać. Wielkie brawa jeszcze raz dla naszej gościni. I jest z nami również Jakub Szczęsny. Zapraszam. Wychyla się zza... Właściwie zza czego? Chyba zza filara. To był filar? [02:01.03 → 02:01.49] B: Chyba tak. [02:01.87 → 05:51.80] A: Jest Jakub Szczęsny ze swoją najnowszą książką. Ja jeszcze jej tytuł nie pamiętam, więc wyglądam zza winkla trochę. Luksus kontra proste życie nakładem wielkiej litery. Myślę, że do tej książki się dzisiaj również Jakub Szczęsny jest pierwszym polskim architektem, którego projekt, czyli Dom Kereta, najmniejszy, najwęższy dom, jaki w ogóle istnieje, zbudowany w Warszawie przy ulicy Żelaznej, dobrze pamiętam, znalazł się w kolekcji jednego z najważniejszych muzeów sztuki nowoczesnej, czyli MoMA w Nowym Krakowie. Jorku projektuje, pisze o projektach, jest bardzo zaangażowany też w takie myślenie o przyszłości architektury. Myślę, że tak można o tym powiedzieć. Czy budować, czy przebudowywać, jak też wspólnota z tym się wiąże. Liczne publikacje, ja przywołam te dwie ostatnie. Witajcie w świecie bez architektów. Książka autorstwa architekta Nomen Nomen oraz Azyle, Nisze i Enklawy z roku 2023. Bardzo się cieszę, że się spotykamy. Jestem Kaja Knimek, prowadząca Bitwy. Skąd może ja od razu się, że tak powiem, wyspowiadam z tematu, dlaczego my się dzisiaj spotykamy po to, żeby rozmawiać o kinie i architekturze. Jest to jeden z moich ulubionych tematów w ostatnich latach. Jestem praktykującą krytyczką filmową, też mam różne związki z kinem, ale zeszły rok spędziłam studiując humanistykę architektoniczną po to, żeby moją wiedzę na temat architektury i jej relacji w takim życiu społecznym, kulturowym, też relacji między człowiekiem a budynkami jakoś pogłębić, więc bardzo się cieszę, że Teatr Stary w Lublinie tak ochoczo podchwycił właśnie taki pomysł, żeby te dwie sztuki tak w mojej ocenie w moim odczuciu bliskie sobie i tak nawzajem się inspirujące ze sobą spotkać w postaci właśnie pary ekspertów. W międzyczasie, kiedy my będziemy rozmawiać tutaj na ekranie będą się pojawiały różne trailery czy wątki z filmów. Może wrzućmy coś, żeby tutaj można było czymś, czym oko nakarmić. Proponuję rzymskie wakacje jako ilustrację na sam początek, więc będą państwo mogli tutaj podziwiać wspaniałą Audrey Hepburn w czasie jej wakacji w tym mieście. Na pewno też o miastach na ekranie mówić będziemy. Ale na początek mam już strasznie długi ten mój wstęp, ale już zmierzam. Mam taki cytat, który bardzo lubię, właśnie z książki poświęconej relacji człowieka i architektury, czyli odczuwanie architektury Stina Eilera. Raz Musena w Polsce wydało wydawnictwo Charakter, bardzo piękny i bardzo też taki mam wrażenie podstawowy, jeśli ktoś się chce zaprzyjaźnić z architekturą i jakoś ją poczuć bardziej, podręcznik duńskiego architekta. I on tam bardzo przystępnie pisze o tym, jak człowiek się ustawia wobec budynku albo jak budynki są ustawione wobec ludzi. I tam jest taki cytat, który dla mnie łączy właśnie te dwa światy, czyli świat kina i świat architektury. Cytuję. Architekt tworzy scenografię dla długiej, powoli toczącej się akcji, Musi więc ona być na tyle elastyczna, by dostosowywać się do nieprzewidzianych improwizacji. Jest to trochę filmowe, chciałoby się powiedzieć. Jak wy w ogóle te dwie rzeczy, czyli kino i architekturę ze sobą łączycie? W takim pierwszym odczuciu, bo jednak tu o odczuwaniu architektury powiedziałam, więc jakoś idźmy za taką intuicją. Czy te związki są dla was, z tych dwóch różnych perspektyw, które prezentujecie, bliskie, dalekie? czasami się pojawiają, czy jednak jest to nierozerwalnie bliskie? No i teraz kogo? Poza tym kino. [05:53.08 → 09:10.90] B: Bardzo mi miło, że mogę tutaj z Państwem się spotkać. To jest moja druga wizyta w teatrze i pierwszy raz była w trakcie pandemii, więc to było zupełnie coś innego. Nie było tutaj nikogo na widowni, więc bardzo się cieszę, że tym razem się widzimy na żywo. I chciałabym powiedzieć, że dla mnie kino jest nośnikiem architektury, czyli poprzez to, jaki język, jakie ujęcia, jaki rytm pokazywania architektury na ekranie jest udostępniony dla widza, bo wiemy, że jest też potem etap montażu, Być może bardzo wspaniałe widoki tej architektury nie znajdują się w tej finalnej wersji filmu. Można w różnych miejscach być za pomocą filmu, nie będąc w nich fizycznie. I to jest coś, co rzeczywiście chyba gdzieś zapłodniło moją wyobraźnię, kiedy w ogóle się kinem zainteresowałam, że ono stanowi rodzaj wehikułu poruszania się po przestrzeni. I wydaje mi się, że to, że mamy jakieś wyobrażenia o tym, że chcemy dane miejsce odwiedzić, często dzieje się za sprawą architektury. I takim najbardziej może spektakularnym przykładem z ostatnich kilkunastu lat jest na pewno wielkie piękno. Film Paolo Sorrentino, który sprawił, że ta architektura, którą znaliśmy z przeróżnych przedstawień, zdjęć, innych filmów, ona zyskała taki inny aspekt jakiejś głębi, jakiejś monumentalności, pompatyczności też i takiego bardzo widowiskowego schyłku, którego chcielibyśmy stać się częścią. Myślę, że to było na bardzo szeroką skalę propagowanie Rzymu w taki sposób, zwłaszcza przeróżnych jakichś kryjówek, tuneli w Watykanie, łączących jakieś miejsca udostępnionych tylko dla jakiejś nobilitowanej publiczności. Te wszystkie jakieś VIP imprezy, na których dzieją się jakieś nie wiadomo jakie rzeczy, do których trzeba mieć dostęp wchodząc jakimiś drzwiami. One uruchomiły wyobraźnię w takim stopniu, że rzeczywiście w tej chwili w Rzymie można udać się na tego rodzaju zwiedzanie śladami wielkiego piękna i wiemy o tym, że to wszystko jest inscenizowane dla nas, kiedy my w nocy tam się spotykamy, gdzieś idziemy do jakiegoś pałacu i wiemy, że to nie jest prawdziwe życie Rzymu, ale myślę, że nikomu to nie przeszkadza, bo film właśnie dodaje ten aspekt, inscenizacji, która jest uprawniona, bo dana architektura ją umożliwia. Ja na przykład jeszcze nawiązując do tego rodzaju obrazowania, powiem, że miałam okazję ileś lat temu być na festiwalu filmowym w Rimini, gdzie istnieje cała dzielnica poświęcona Feliniemu i chciałoby się, żeby tam się toczyła akcja filmów Felliniego, ale ona się nie dzieje. Tam są tylko murale na ścianach, to jest miejsce dosyć puste, posępne. I właściwie ten brak filmu jest tam doświadczalny w tej architekturze. No i tutaj się zatrzymam, bo to jest jakby ten moment, kiedy film i architektura się spotykają na ekranie. My chcielibyśmy stać się tego częścią uczestnikami, ale to, co nam zostaje, to jest właśnie ta pusta przestrzeń bez filmu, która sprawia, że ten związek tylko na ekranie jest dostępny, żeby go przeżyć na nowo. [09:12.22 → 10:35.87] A: Ja się bardzo cieszę, że to się nagrywa, bo tak piękne rzeczy już wpadają od pierwszego momentu. Zanim ciebie, Kuba, poproszę też o odpowiedź na podobne pytanie. Trochę jestem zainspirowana tym, co powiedziałaś, bo z jednej strony jest faktycznie tak, że zobaczymy coś na ekranie i chcemy tam pojechać, a z drugiej strony potem okazuje się, że właściwie nie wiemy, czy to miejsce jest uprzednie wobec tego, co widzieliśmy w filmie. I jest to bardzo interesujące i dziwne doświadczenie. I myślę, że to jest doświadczenie każdej osoby, chociażby z naszego kraju, czy spoza Stanów Zjednoczonych, która tam pojedzie i zobaczy małe amerykańskie miasteczka, albo Nowy Jork, albo Hollywood, albo cokolwiek innego. Bo wcześniej widzieliśmy to na ekranie i ta przestrzeń w jakiś sposób już zdążyła do nas przemówić. A później jesteśmy tam i weryfikujemy to. I zawsze to jest jednak później. No chyba, że ktoś jest ze Stanów i jakby, nie wiem, patrzy na to inaczej. ale my przyjeżdżając tam zawsze jesteśmy nastawieni właśnie na takie urzeczywistnienie fantazji, zmaterializowanie jej, a z drugiej strony takie dziwne, niesamowite wrażenie, że już to widzieliśmy, tylko właśnie trochę w innym świecie. To jest jedna też z tych rzeczy, które się mogą między tym, co na ekranie, a tym, co w rzeczywistości, gdy mowa o architekturze, wydarzyć. Więc to też taki sen, trochę jak to wielkie piękno, którym możemy śnić. Kuba, a jak ty na to patrzysz? [10:36.11 → 10:37.85] C: Ja się odniosę do tego, co powiedziałeś przed chwilą. [10:37.85 → 10:40.25] A: Świetnie, będziemy się odnosić do siebie, bardzo mnie to cieszy. [10:40.27 → 11:21.04] C: Mieszkałem w Nowym Jorku kilka razy, ale za pierwszym razem, kiedy do niego przyjechałem, mieszkałem na Manhattanie, dokładnie w samym sercu Manhattanu, między Broadwayem i Amsterdam Avenue. Pierwszego dnia wyszedłem do tzw. koreańczyka, czyli do sklepu, bo zazwyczaj lokalne, małe sklepiki są prowadzone przez koreańskie rodziny. I zdałem sobie sprawę, że znalazłem się we wnętrzu scenografii, którą widziałem na pewno już milion razy, zaczynając pewnie, byłem świeżo po całej serii Woody'a Lenna, więc Annie Hall i tak dalej, Radio Days i [11:21.04 → 11:21.36] D: tak dalej, [11:23.48 → 14:22.12] C: chociaż Radio Days to nie Manhattan, ale w końcu idę chodnikiem, I nagle zdaję sobie sprawę również, że obok mnie jest kobieta z walkie-talkie, która podnosi te walkie-talkie i coś mówi. I nagle okazało się, że przeszedłem w tym oniemieniu i gapieniu się, podniesieniu głowy w górę i gapieniu się na budynki, przeszedłem jakąś tajemniczą taśmę, która oddzielała statystów, tak zwanych ekstrasów, od przechodniów. I znalazłem się i ta kobieta nie zauważyła, że jestem zwykłym przechodniem. I nagle znalazłem się w sytuacji, w której byłem we wnętrzu tej maszyny, która wykorzystywała tą rzeczywistość jako scenografię. Natomiast idąc dalej, też jest tak, że te linki pomiędzy architekturą, jesteśmy jeszcze na tym parasolowym poziomie naszej rozmowy, takim bardzo jeszcze ogólnym, te linki są bardzo mocne również po stronie architektury. Dam wam przykład. Dzisiaj miałem zajęcia z moimi studentami, to jest grupa międzynarodowa, prowadzę zajęcia po angielsku dla studentów z całego świata na Wydziale Architektury w Warszawie. Siedzi za wielkim stołem 20 studentów i studentek i projektujemy mieszkaniówkę komunalną dla miasta Słupsk. Władze miasta, bardzo progresywne, zgodziły się na to, żebyśmy zaproponowali im nowy format i w ogóle nowe pomysły na to, jak ciekawym miejscem i dobrym jakościowo przytrzymać ludzi w mieście. Jak wiele mniejszych miast w Polsce, Słupsk ma ten problem, że ludzie uciekają na przedmieście, Te przedmieścia często są w ogóle osobno administracyjnie miejscowością, więc nie płacą podatków w tym dużym mieście. Jak to zrobić? Fajną architekturą i niskimi czynszami właśnie w mieszkaniówce komunalnej. No i siedzimy i projektujemy to i nagle zdaliśmy sobie sprawę, że zaczynamy rozmawiać o tym, jak stworzyć interakcję pomiędzy mieszkańcami. Ustawiamy w ogóle te grupy mieszkańców, takie procentowe, ile samotnych matek, ile par z jednym dzieckiem, ile par z dwójką dzieci, ile seniorów, żeby stworzyć taką grupę, która będzie miała na różnym poziomie interakcje. I nagle zdajemy sobie sprawę, że myślimy scenariuszem. I któraś studentka mówi, a gdybyśmy tam wsadzili takich dwudziestoparoletnich chłopców i tam są te samotne matki, które są po trzydziestce, to czy to by wytwarzało interakcję? Czyli nagle myślimy trochę jak ktoś to pisze scenariusz i szuka momentów, które mogą gdzieś piwotować akcję. Więc w samym projektowaniu funkcji również zawiera się bardzo dużo takiej przestrzeni, która potencjalnie może się przełożyć na do jakiegoś stopnia zaprojektowane, a do jakiegoś stopnia w ogóle bardzo trudne do przewidzenia, improwizowane interakcje między ludźmi. [14:23.51 → 15:32.45] A: Bardzo interesujący przykład faktycznie, bo ja od razu sobie zaczęłam wyobrażać filmy, w których... mieszkania komunalne były ważnym punktem odniesienia. Oczywiście gdzieś mi się tu przypominają bloki w polskich filmach. Od razu to się wszystko odpala. Ken Loach, jakieś trudne też historie spod znaku braci Darden. I można by to tak jakby sobie rozwijać, rozwijać, rozwijać, bo przestrzeń jest określona. I faktycznie architektura jest bardzo filmową przestrzenią, chociażby gdy mowa o scenografii. I chciałam was zapytać od tej strony najpierw bardziej filmowej. Jak Czy przychodzą wam do głowy jacyś twórcy albo jakieś filmy, które lubicie na przykład i które doceniacie pod tym względem, że w ciekawy sposób korzystają z tego, czym może być architektura jako scenografia? Ty powiedziałeś o wielkim pięknie. Kuba nie powiedział o żadnym konkretnym filmie, więc może zaczniemy teraz od ciebie. gdzie, twoim zdaniem, to się pięknie widzom ukazuje? Bo pamiętam, że my mieliśmy nawet taką konwersację kiedyś na temat ciekawego wykorzystania przez twórców potencjału architektonicznego. Więc opowiedz proszę o jakimś przykładzie, który... [15:32.45 → 15:33.37] C: O, już miałem straszny rozrzut. [15:34.67 → 15:36.11] A: No to może dwa albo trzy. [15:36.13 → 15:38.25] C: Dobra, film w Brazylii. [15:38.25 → 15:39.39] A: O, świetny przykład. [15:40.21 → 17:31.87] C: I Les Pas Abraxas na przedmieściu Paryża. To jest taka mieszkaniówa. Zresztą miejska zaprojektowana w ramach, kojarzycie prezydenta Mitterranda? To on był przez długi okres ministrem infrastruktury i on zlecał różnym bardzo ciekawym artystom tak zwane wielkie projekty. I m.in. Bofilowi, architektowi z Barcelony, zlecił zaprojektowanie mieszkaniówki socjalnej, która wygląda jak turbopałac. Jest nieprawdopodobna. Możecie sobie wygooglować, Abraxas się to nazywa. I w tej przestrzeni Terry Gilliam nakręcił część scen ze swojego filmu Brazil, który ja wspominam bardzo czule i chyba jest to jeden z filmów, który najczęściej oglądałem w życiu. a który dzieje się jakby w za dużych, zbyt monumentalnych wobec skali człowieka przestrzeniach. I rzeczywiście, jeżeli się tam przyjedzie, mi się to udało raz w czasie studiów, to ma się wrażenie, że jest to wielka przegrana architektury, ponieważ chcąc z jednej strony stworzyć coś, co będzie niezwykle nobilitujące dla zwykłego śmiertelnika, którego nie stać na własne mieszkanie dostałby takie mieszkanie z jakiegoś programu miejskiego, to jednocześnie jest to coś niezwykle dojmująco za dużego i dominującego nad skalą człowieka. A jednocześnie to jest absolutnie fascynujące. To jest nieprawdopodobne, że takie rzeczy można budować, ale zawiera w sobie ten podstawowy komponent grzechu modernistycznego w XX wieku, czyli to, co dotyczyło bardzo wielu architektów, nieumiejętność działania w ludzkiej skali. [17:32.91 → 17:57.80] A: Mnie się od razu przypomina to budownictwo Pruitt-Igoe w St. Louis, gdzie zbudowano wspaniałe bloki mieszkalne dla, nazwijmy to, osób zgettoizowanych wcześniej gdzieś w centrum tego miasta. przesiedlono te osoby tam i po dziesięciu latach odbudowy należało te bloki właściwie już tylko wyburzyć, bo stały się absolutnie niezamieszkaną przestrzenią. Jest to jeden też z takich... [17:57.80 → 18:22.02] C: No to był ten kluczowy moment, o którym się mówi, że to jest koniec modernizmu, tak? Wyburzenie Prut-Ajgo było... Ten sam architekt, który zaprojektował Prut-Ajgo, to jest w ogóle bardzo ciekawa historia, Fatum, Facet, który to zaprojektował, zaprojektował też Twin Towers, te dwie wieże, w które wleciały dwa samoloty w Nowym Jorku, więc zrobił końce różnych rozdziałów w zasadzie. [18:22.62 → 19:39.57] A: Ja poproszę teraz o trailer filmu High Rise Bena Whitleya, bo on się dosyć mocno rymuje z tym, o czym teraz rozmawiamy, czyli z tym, jak architektura próbuje w pewien sposób urządzać ludziom życie. To jest akurat film opowiadający o młodym lekarzu, który Robert Lang się nazywa, wprowadza się do niby to świeżo wybudowanego, przepięknie zaprojektowanego, modernistycznego, brutalistycznego bloku, gdzie będzie mieszkała tylko i wyłącznie klasa średnia. Ale jednak jedni mieszkają niżej, inni mieszkają wyżej, a na samym szczycie mieszka pisany z dużej litery. architekt, grany przez Jeremiego Ironsa. Nie wiem, czy wy znacie ten film. Ja serdecznie polecam, bo to jest taki film o społeczeństwie ułożonym właściwie hierarchicznie w takim bardzo dosłownym sensie. Dzieją się tam bardzo różne rzeczy. Jest to jednak też bardzo spektakularny pod tym względem film, zainspirowany książką J.G. balarda, który bardzo lubi takie właśnie zderzenia między człowiekiem a tym, co ma spełnić jego wielkie marzenia właściwie i co ma być takim sposobem rozwiązywania wszystkich bolączek ludzkości. I znowu jest to architektura modernistyczna. Ona ma coś w sobie, że dobrze wygląda na ekranie, to po pierwsze, a po drugie, od razu staje się jakąś metaforą, jak ty na to patrzysz. [19:39.57 → 23:22.84] B: Tak, staje się metaforą i to mi przeszkadza. chciałabym powiedzieć, dlatego że tego rodzaju filmy bardzo dla mnie są przewidywalne. To znaczy ja w momencie, kiedy ja widzę tą już perspektywę miasta, widzę te wieżowce, widzę ten beton surowy i tak dalej, te puste klatki schodowe, ja już wiem o czym będzie ten film i kim są ci bohaterowie. I to mi bardzo przeszkadza, że te filmy rzadko mnie zaskakują, że one tak jakby potwierdzają moje wyobrażenie o świecie, A ja lubię, jak filmy jednak stanowią jakiegoś rodzaju wyzwanie i coś mi pokazują, czego ja jeszcze nie wiem. Jest taka książka, która jeszcze chyba nie została zekranizowana, ale czekam aż zostanie zekranizowana, bo wyobrażam sobie, że to byłaby naprawdę architektura, którą chciałabym zobaczyć na ekranie. Jest to książka, która w latach 60-tych wyszła w Polsce, teraz miała wznowienie w tej serii Olgi Tokarczuk, na jakichś takich najciekawszych, zapomnianych arcydzieł. To jest książka o tytule EPP. węgierskiego autora, nazwiska nie chcę źle wymówić, więc go nie powiem. I to jest książka o mężczyźnie, który jest językoznawcą. I który już na pierwszej stronie tej książki wsiada do samolotu, jedzie na kongres językoznawczy, ale ewidentnie chyba wsiadł do złego samolotu. Ponieważ już na stronie drugiej wysiada, i nie ma bladego pojęcia, gdzie jest. I mimo, że zna 60 języków, że umie odszyfrowywać jakieś nieistniejące, jakieś sumeryjskie języki i tak dalej, słysząc i widząc napisane litery i słysząc brzmienie tego języka, nie jest w stanie ustalić, gdzie jest. I cała książka opisuje jego próbę lokalizacji samego siebie i takim punktem odniesienia jest wieżowiec, który on widzi, któremu cały czas dobudowywane są nowe piętra. I tam się jakby toczy rozpad tego bohatera w tle. On jeździ windą po różnych piętrach budynku i jakby ta architektura go osacza, go rozbiera na części pierwsze. On próbuje dotrzeć do granic tego miasta, w którym się znajduje, ale te granice nie istnieją, bo we współczesnych miastach one przechodzą przedmieścia, przechodzą w jakieś przestrzenie magazynowe, tam się zaczynają kolejne miasta i to się staje taka antyutopia o właśnie modernizmie takim skompromitowanym, który się przeistacza w coś zupełnie innego. Ja myślę, że to byłaby świetna animacja, ale nie tylko. Też wyobrażam sobie film aktorski. Niemniej taka architektura, która niemalże z tego ekranu wychodzi i sprawia, że my nie jesteśmy w stanie opowiedzieć sobie, co będzie dalej. Jestem, przyznam szczerze, właśnie znudzona tymi takimi banalnymi przedstawieniami architektury i rzadko się zdarza film, który mnie zaskakuje i na przykład takim filmem, to pewnie będziemy zaraz o nim dyskutować, który mnie zaskoczył. Podejrzewam, że państwo go widzieliście. To jest film, który dostał Oscara za rolę Adriana Braudiego, który dostał nagrodę też w Wenecji. Jest trailer, zaraz pewnie będzie. I tam wiadomo od samego początku, że bohaterem jest architekt, który bardzo konkretną w ramach Bauhausu architekturę projektuje, więc sobie jakby ją wyobrażamy, ale w trakcie filmu, kiedy widzimy jego realizację, a już najbardziej tę finalną realizację, okazuje się, że on jednak inny typ architektury uprawia i dla mnie to jest jakby ciekawe, że ja mogę w ramach filmu odkrywać tą architekturę, a nie tylko potwierdzać swoje wyobrażenie o świecie, a raczej może o relacjach społecznych, które ta architektura jakby mi opowiada. [23:23.24 → 23:45.49] A: No niestety jest tak, że jeśli architektura modernistyczna na ekranie, to albo mieszka w tym domu jakiś złoczyńca, albo jest to społeczeństwo totalitarne. Trochę się tak utarło. Czy ty się z tym zgadzasz Kuba, że jakby faktycznie już inaczej nie da się odmodernizm, niż tylko właśnie przez coś Trochę takiego przygniatającego nas jako widzów również. Jak ty na to patrzysz? [23:45.53 → 26:42.84] C: To chyba jest w ogóle problem architektury, która zaczęła powstawać w dynamicznym momencie rozwoju mediów wizualnych. Ona szła ręka w rękę z kinematografem. I modernizm, który wybuchł jako nowy język powiedzmy w połowie lat 20. XX wieku jest immanentnie związane z kinem, dostępnością kina. I od początku ta architektura zdaje się być tworzona w relacji z mediami wizualnymi i w ogóle takim okulocentryzmem. To jest architektura bardzo często ignorująca inne zmysły niż wzrok. Tworząca sytuacje, które są absolutnie karygodne na przykład akustycznie. W modernizmie jest bardzo wiele takich Miejsc, gdzie mamy wrażenie, że architekt ani przez chwilę nie pomyślał o tym, że odpowiednio ustawione bryły mogą tworzyć fatalne akustycznie miejsca do funkcjonowania albo zgoła odwrotnie miejsca, w których się właśnie bardzo miło mieszka. I wydaje mi się, że to jest po prostu grzech pierworodny tego momentu historycznego i wszystkiego tego, co z tego powstało, bo z drugiej strony to nudzące was zafascynowanie architekturą modernistyczną jako rzeczą, która może być, znaczy prowadzić do takiego z jednej strony bardzo utylitarnego podejścia reżyserów czy scenarzystów, a z drugiej strony pewnej powtarzalności scenariuszowej. To działa po prostu w dwie strony. Tu jest jeszcze jeden problem. Problem polegający na tym, że modernizm bazuje Kto kojarzy... Uwaga, teraz zrobimy małe ćwiczenie z salą. Uwaga, jesteście Państwo gotowi? Proszę zamknąć oczy. Proszę sobie przypomnieć, jak wygląda Volkswagen Garbus. Zobaczcie jego przód, bok, tył. Obróćcie go, objeżdżając wzrokiem dookoła. Czy macie ten obraz? Tak? Teraz proszę otworzyć oczy. Właśnie zrobiliście ćwiczenie, które robią architekci modernistyczni z każdym budynkiem. Ten budynek ma być tak prosty na poziomie postrzegania jak Volkswagen Garbus. Jest ikonką. Jest rzeczą, którą od razu, patrząc nawet z jednego punktu widzenia, jesteśmy w stanie całą rozczytać. I to jest też problem tego przewidywalnego scenariusza. Bo patrzymy na ten jeden obrazek i już wiemy co się będzie działo w tym filmie. [26:44.24 → 27:44.78] A: Myślę, że tutaj faktycznie można się odnieść jeszcze do tego, czym jest blok mieszkalny. Taka super jednostka albo nawet taki trzypiętrowy blok. Już też jesteśmy sobie w stanie wyobrazić ten film o ludziach, którzy tam mieszkają. Ostatnio takim filmem, który bardzo mocno zalazł mi za skórę, chociaż ma już właściwie ponad 40 lat, jeśli nie prawie 50, są Paciorki jednego różańca Kazimierza Kuca. Nie wiem, czy państwo znany film. Ostatnia część śląskiej trylogii. właśnie o tym, jak bloki, czyli pomysł modernistyczny dostosowany właściwie do takiej środkowoeuropejskiej skali, nazwijmy to tak, wypierają piękne, wcześniej zbudowane, funkcjonalne również, ale jednak zajmujące więcej przestrzeni domki mieszkalne na Giszowcu czy na Nikiszowcu w Katowicach i w okolicach, a zarazem wypierają dawny styl życia tamtejszych mieszkańców. Więc to też jest od razu, mamy ten domek, I mamy ten blok. I też już mamy te historie, prawda? [27:44.88 → 28:10.96] B: Tak, ale ja chciałabym powiedzieć, że często pewne takie stereotypy z polskiego kina trochę wynikają z przestrzeni. My sobie tak żartujemy w tym środowisku dziennikarzy filmowych, krytyków, że na przykład oglądając polskie filmy, tak często widzimy scenę, kiedy bohaterka płacze przy lodówce. I naprawdę, jak państwo zwrócicie na to uwagę oglądając filmy, takie sceny są nagminne. Nie wiem, czy my... [28:10.96 → 28:15.02] C: W otwartej lodówce? Najczęściej. [28:15.12 → 28:28.78] B: Ona już tam nie zagląda, bo tam już jest tylko światło. Tam już nic nie ma w tej lodówce. I to kobieta jest najczęściej. I ja sobie myślę, że no dobrze, ale gdzie ona miałaby płakać? To jest moje podstawowe pytanie. [28:28.94 → 28:30.78] A: Czy może w kuchni, przy kuchence, może [28:30.78 → 29:01.85] B: w łazience, może w sypialni. Ma małe mieszkanie w bloku, może w przedpokoju, może otwierając drzwi, może przy skrzynce pocztowej. Ale to płakanie przy lodówce wynika trochę z ograniczoności tego mieszkania i że to miejsce, gdzie w mieszkaniu, właśnie w bloku się najczęściej przystaje i się odbywa ta chwila refleksji, zatrzymania, to jest właśnie miejsce przy lodówce. Więc być może inne projektowanie tych mieszkań doprowadziłoby do istnienia innych filmów? Może trzeba zacząć od architektów? [29:01.85 → 29:03.27] C: Jak najbardziej, jestem przekonany o tym. [29:03.45 → 29:04.77] A: Wszystko zależy od architektów. [29:04.79 → 29:26.83] C: Słuchajcie, pamiętacie lata 60-te Barbarella, wyłożone futrem, takie zapadnięcia w podłodze, w których można było usiąść, tak? Automatycznie ten język formalny oznacza luz, ale jednocześnie może jest tam ukryta tragedia, krew bardzo dobrze na tym futrze wygląda. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że ta relacja bardzo silnie działa w obie strony. [29:27.76 → 29:30.93] A: Ale jest to też taka pornotopia, jednocześnie jest to takie... [29:30.93 → 29:33.67] C: A, wiedziałem, że pójdziesz w tą stronę. To było na okładce. [29:33.78 → 30:58.78] A: Tak, było to na okładce wspaniałej książki, tym razem wydawnictwo Będ Zmiana, jeśli dobrze pamiętam. Z kolei książka opowiadająca o tak zwanych kawalerkach, w dosłownym sensie, czyli męskich mieszkaniach i tym, jak one się różnią od domów. że to są takie odskocznie, takie jaskinie, ale też służą do działalności również o charakterze seksualnym. zamieszkujących je mężczyzn. Skojarzenie chyba musiało takie paść. Ale wróćmy do tego brutalisty, bo poproszę jeszcze raz ten trailer, bo to nas otwiera też na trochę inne myślenie, nie tylko o architekturze, bo faktycznie polecamy państwu ten film, niby tytuł nawiązujący do brutalizmu, czyli właściwie też ruchu w ramach modernizmu, niby postać architekta, dużo projektowania, mikro spoiler, mało budynków. tak naprawdę jednak jest to dosyć skromny, a jednocześnie monumentalny film. Jednocześnie opowiada o postaci architekta, więc porozmawiajmy chwilę też o tym, jakim bohaterem dla filmu może być architekt. Co w nim może reżyserów przyciągać, a co sprawia, że może być właśnie z jednej strony kimś o charakterze pozytywnym, a czasami może być postacią, również taką ambiwalentną albo nawet i negatywną. [30:58.82 → 31:12.40] B: Może ja zacznę, żeby Kubę tak jakby przygotować na to, co go czeka, bo moim zdaniem w historii filmu najczęściej mamy obrazy, które mówią nam, że architekt to jest ktoś o bardzo wybujałym ego. [31:12.82 → 31:13.50] C: Kunktator. [31:13.78 → 31:14.48] B: Kunktator. [31:14.58 → 31:15.96] A: Megalopolis Francisa Forda. [31:16.08 → 32:44.11] B: To jest ktoś, kto ma jakąś wielką wizję, która jest zupełnie niepołączona z rzeczywistością, który nie myśli w ogóle o ludziach, którzy mają te budynki, zamieszkiwać, zasiedlać, bywać w nich, tylko myśli o swojej wizji artystycznej, która się rozbija jakoś obróg. Często te postaci są krytykowane przez filmy, które o nich opowiadają. I takim filmem dla mnie bardzo ciekawym, takim ikonicznym jest oczywiście film Brzuch architekta Petera Greenwaya, który stawia właśnie brzuch w centrum. Nasz architekt, który jest zafascynowany architekturą boulego, klasyczną, francuskiego architekta z XVIII wieku. przyjeżdża do Rzymu i tam otacza go zupełnie inna architektura, bliższa jego ciału. On jest już takim starzejącym się mężczyzną o bardzo wybujałych takich kształtach. Dzisiaj jak się na to patrzy wcale nie takich wybujałych, ale on tak siebie widzi. Widzi siebie bardzo krytycznie, sam siebie nie akceptuje i obawia się, że jego młodsza żona również nie akceptuje tego, że on ma brzuch. i że go na pewno zdradza. To jest wszystko z jego perspektywy opowiadane jako taka fantazja trochę o tym, że ona będąc sama w ciąży prowadzi jakieś wybujałe życie erotyczne, a on przygląda się cały czas temu swojemu brzuchowi, patrzy na klasyczne figury pięknych mężczyzn o płaskich brzuchach atletycznych. [32:44.80 → 32:45.68] C: Ten potencjalny kochanek. [32:45.90 → 33:29.15] B: Tak, ten potencjalny kochanek i tam jest na przykład taka scena w tym filmie, kiedy ten bohater przez dziurkę od klucza podgląda swoją żonę z tym kochankiem i płacze po prostu żewnymi łzami, mówiąc, że to przeciąg sprawia, że mu wieje w oczy i dlatego on płacze i jakby klepie się po tym swoim brzuchu i uważa, że tutaj jakby jest ten błąd i ten brzuch architekta uosabia jakąś taką może chęć spożycia wszystkiego, zajęcia swoją architekturą całego świata, taki apetyt niepohamowany, mimo że mu się nie chce jeść, on dalej je. Taka gargantuła. [33:30.27 → 33:31.91] A: Z brzucha bierze się ducha. [33:32.15 → 35:05.21] B: I również się pojawia w tym filmie taka scena, pamiętam, młoteczkiem jakby odbijania nosów. Nosy też są oczywiście jakimś tam symbolem, prawda, męskiej potencji i tak dalej. Więc to wszystko jest o takim kryzysie męskości i wydaje mi się, że architekt jako ta figura w filmie najczęściej jest krytykowany właśnie za te elementy takiej negatywnej męskości, ale bynajmniej nie wiem dlaczego tak jest. Dlaczego akurat architekt? Czasami to jest, nie wiem, dyrygent. To jest ktoś, kto ma taką wielką władzę nad ludźmi, tak jak film Tar. Ta bohaterka mogłaby być architektką, bo właśnie ten sam jakby model taki drapieżny, taki zawłaszczający wszystko dookoła ona reprezentuje. Wydaje mi się to trochę krzywdzące i cieszę się, że w tym filmie Brutalista którego trailer widzieliśmy, ten bohater taki nie jest, że on jednak jest jakby ideowcem, jest skromnym człowiekiem, skupionym na tym, co ma do zrobienia, wykorzystuje majątek tego swojego mecenasa, żeby zrealizować wizję, ale jednak zależy mu na tym, żeby to służyło ludziom, żeby to oddawało jakieś światłe idee i w tym wszystkim jest bardzo powściągliwy, skromny i nic dla siebie nie chce. I nawet tam momentami tak rezygnuje ze swojego honorarium, oddaje je komuś innemu, żeby ta budowla była zbudowana tak jak być powinna, żeby zachowywała te proporcje, tą równowagę. Więc być może właśnie film Brutalista jest jednym z niewielu, który odzyskuje dla nas wizerunek. Jak ty się czujesz, Kuba, jak oglądasz te wszystkie filmy o architektach? Czujesz się krytykowany? [35:05.41 → 35:15.23] C: Brutalista to jest w ogóle ciekawy case, bo to jest jakby odwrócenie Fountainhead, tego źródła według Ayn Rand, który jest Gregory Peckiem bodajże w roli głównej. [35:16.47 → 35:46.47] A: Niestety słaby film. Niestety z perspektywy czasu uważam, że to jest trochę zbyt słaby film jak na tę książkę i czekam cały czas, że może Christopher Nolan się weźmie kiedyś za źródło i zrobi to w takim stylu i też z pomysłem jak budować te rzeczy, o których tam jest mowa. Oczywiście gdzieś zostawiając tam filozofię Ayn Rand może jako trochę drugorzędny tutaj wątek, bo jest co krytykować i jest to problematyczne z dzisiejszej perspektywy, ale tak, czekamy na remake. źródła Ayn Rand. [35:46.63 → 38:58.09] C: Ayn Rand to jest ciekawa postać, dlatego że była skrajną kapitalistką. Uciekła ze Związku Radzieckiego jako dziecię kupców rosyjskich i jej książka, źródła jest w zasadzie wielką, taką triumfalistyczną, ale z drugiej strony jest tam taki fatalistyczny też element, opowieścią o wielkim, nadludzkim wysiłku kapitalistów. Właśnie to można powiedzieć, że to jest taki odpowiednik socjalizmu, tylko w wersji kapitalistycznej. Zgadzam się. Architekt jest bardzo fajną, podręczną figurą dyktatora, który rzeczywiście nigdy się nie może ukontentować dotychczas osiągniętym poziomem kontroli nad rzeczywistością. Jest to bardzo dobra figura w tym sensie, że architektura jest na temat kontroli. Jako praktykujący architekt mogę wam powiedzieć, że to jest podstawowy problem i obsesja architekta. Tak dalece, że architekt żyje ciągle w poczuciu, że czegoś niedopilnował. Cały czas w tyle głowy. Jestem w trakcie teraz pisania książki pod tytułem Zanim zadzwonisz do architekta, gdzie pytam setki architektów z całego świata, zadaję im te same pytania i bardzo powtarzającym się motywem jest to, że architekci cały czas ich mózgi żyją w poczuciu niedopełnionej kontroli. I oni cały czas rozmawiając z kimś, siedząc na kinderballu swoich dzieci, czy płynąc w basenie, myślą, Boże, nie dopilnowałem tamtej klameczki, bo to są rzeczy od naprawdę dużych do naprawdę małych. I wierzcie mi, wielu architektów nie umie się od tego odciąć. Wypalenie zawodowe w tym zawodzie wynika głównie z tego powodu. Dam wam kolejny przykład. W odpowiedziach, które dali mi architekci, większość z nich opowiadała o tym, jak śni o architekturze i albo są to sny o tym, co tego dnia robili, jakieś konkretne działania. Zresztą ja sam miałem taki moment, usypiając mojego syna, że kiedyś mój syn zobaczył, że ja zasypiam, opowiadając mój bajkę i obudził mnie i powiedział, tato, tato, ale o co chodzi z obracaniem klatki schodowej o 90 stopni, żeby zmieściła się między miejscami parkingowymi, tak? A ja po prostu najwyraźniej właśnie wtedy bredziłem, mówiąc to, co się dzieje w mojej głowie. A drugi typ snów, którzy mają architekci, to są sny, w których oni biorą udział w jakimś bardzo skomplikowanym procesie. To jest taki paranoiczny motyw kawkowski, można powiedzieć, który to proces nieodmiennie kończy się brakiem efektu. I ten brak efektu chodzenia po jakichś korytarzach, jakichś biurach, zbieraniem jakichś wstępli, to jest coś, co jest związane z naszą praktyką jako ludzi, którzy muszą mieć z biurokracją do czynienia. [38:58.59 → 38:59.93] A: Brazil się przypomina z pełną mocą. [38:59.93 → 39:24.83] C: Brazil, no to cudowne. Jasterix w Rzymie, tak? Ale tak, architekt jest bardzo poręczną figurą tutaj i być może oddawanie tej kontroli, która wydaje mi się, że ma miejsce w tej chwili w praktyce architektów, jest najbardziej zdrową rzeczą, jaką po tym XX wieku, czyli czasie architektów demiurgów, architektów dyktatorów, można zrobić. [39:25.96 → 39:29.68] A: To teraz możemy porozmawiać o Incepcji. To się aż prosi tak naprawdę. [39:29.68 → 39:34.20] B: Ja chciałabym najpierw coś jeszcze innego. O tym oddawaniu kontroli chciałam powiedzieć. [39:34.22 → 39:37.12] A: Niech sobie już leci trailer filmu Christophera Nolana. [39:37.26 → 41:28.50] B: Zaraz do tego dojdziemy. Opowiada taki film, który w tym roku chyba, albo w zeszłym roku, ale chyba w tym, był na festiwalu Millenium Dogs Against Gravity, to jest taki kreacyjny dokument Eileen Gray, o architektce, która gdzieś tam w cieniu Le Corbusiera tworzyła. I właściwie jest to jedyny taki film, przed tą naszą rozmową tutaj Kubie opowiadałam, który jeszcze tego filmu nie widział, jest to jedyny taki film nowy, który naprawdę opowiada o architekturze, to znaczy ściana po ścianie, przestrzeń po przestrzeni, jakby on się zajmuje tą architekturą. Ona jest rzeczywiście tematem, dlatego że ta autorka tego budynku bardzo długo się zastanawia, jak ten budynek zbudować, jakie powinny być proporcje, jakie powinny być detale. W tle się toczy jakiś jej dramat miłosny z jej kochankiem, ale zostawmy to. Ona w pewnym momencie unosi się dumą, A może nawet nie dumą, bo to jest dom idealny. To jest jej wyśniony dom, w którym ona chciała zawsze mieszkać. No i prowadzi to wyśnione życie, ale ono gdzieś blokuje jej kreatywność. I żeby ona mogła stworzyć następny dom i się rozwijać, ona musi się wyprowadzić. No to się oczywiście zbiega z rozpadem tego jej związku. Ona się wyprowadza, zostawia ten dom jakoś tak, nie wiem, wspaniałomyślnie temu kochankowi. My od razu czujemy, no zaraz, zaraz, przecież to był jej wymarzony dom, czemu ona go zostawia? Ale ona myśli, że on będzie się nim świetnie opiekował. No ale niestety on jest zakompleksiony, ma dużo mniejsze osiągnięcia w dziedzinie architektury, w ogóle projektowania niż ona. i postanawia udoskonalić ten dom. I w pewnym momencie do tej śnieżno-białej przestrzeni zaprasza właśnie Le Corbusiera, sąsiada, który zazdrosny, że Eileen Gray wybudowała taki świetny dom, buduje obok swój. Więc tutaj mamy rywalizację takich największych. [41:28.52 → 41:29.48] A: Taką małą chatkę. [41:30.43 → 42:40.08] B: Le Cabanon, też piękny zresztą dom. I on wchodzi, znając jej koncepcję, wiedząc, że wszystko ma być właśnie świetliście, białe, odbijać światło, no bo to jest na wybrzeżu, to jest na klifie tam we Francji, na lazurowym wybrzeżu, po prostu maluje mural bardzo kolorowy na ścianie. I my widzimy, że to jest okropne, znaczy, że to jest piękny mural, ale że to jest zupełnie inna idea, że on chce jakby tam postawić swój ślad, tak jakby Tak, osikiwał drzewa po prostu jak pies. Niestety, tak muszę to nazwać. No i potem jest cała historia, czyj to jest budynek i ten mural, no oczywiście już jest zabytkiem, no bo to jest znany artysta, więc on musi być wyjęty ze ściany, on już musi trafić do muzeum. Ten dom jest zniszczony. Naprawdę dramat, który się toczy w tle tego filmu, filmu o budynku właśnie, E1027 jest bardzo ciekawy i nie dość, że opowiada o rywalizacji, o miłości, o próbie posiadania domu, ale też próbie rozwoju, która rozsadza ścianę i sprawia, że trzeba szukać innego miejsca. na świecie. To jest bardzo ciekawy film o architekturze. [42:40.14 → 44:56.35] A: Tak, przy okazji, tak jak powiedziałaś wcześniej, bardzo kreatywny i kreacyjny, bo tam aktorzy wcielają się właściwie w te postaci, jest dużo inscenizacji i my oglądamy ten dom tak, jak ona go sobie zaplanowała, bo tam pięknym gestem ten mural zostaje na jakimś etapie wymazany. Zachęcam, można ten film zobaczyć na, jeśli dobrze pamiętam, VOD Millenium Dogs Against Gravity, a ja z tego miejsca mogę polecić, akurat z Kubą o tym filmie nie rozmawiałam, ale rozmawiałam z Anną Cymer, czyli właściwie też ekspertką od architektury i też od polskich kościołów. To jest w ogóle też bardzo ciekawym wątkiem właśnie o tym, jak tutaj postać Eileen Gray się prezentuje. I przy okazji mogę też polecić komiks, który na temat Eileen Gray powstał, polsko-francuski komiks, który opowiada historię budowy tego domu, więc też można Fajny byłby o tym też film fabularny, choć ten dokument mocną funkcję tutaj spełnia, bo jest naprawdę pięknie też zrealizowany i taki niezwykły, bo nie jest takim klasycznym dokumentem typu gadające głowy, ktoś tam coś opowiada, tylko to się po prostu dzieje. Także świetna historia. Jeszcze chciałabym się odnieść do tego, o czym mówił Kuba, o tej kontroli wśród architektów. Bo przypomniał mi się film, który co prawda nie opowiada o architekcie, ale o kierowniku budowy. Relacja między tymi dwoma postaciami jest bardzo bliska. Jest to film o tym, jak człowiekowi jednocześnie rozpada się życie rodzinne. Ma męczący katar. jedzie samochodem, to się dzieje w czasie rzeczywistym. Jeden aktor niesie to na swoich ramionach i cały film jest tak naprawdę o tym, czy uda się, czy się nie uda wylać beton tego wieczoru i czy ten stadion zostanie zbudowany, czy nie, bo trzeba go budować, bo czas nas goni. Mowa o filmie Lock w reżyserii Stevena Knighta, fenomenalną naprawdę i świetnie obsadzoną rolą Toma Hardy'ego, bo to jest taki aktor, który, jeśli państwo kojarzycie jego rolę, rozsadza ekran. On jest po prostu jak czołg. On jest aktorem kinetycznym, on się musi ruszać. A tutaj nie dość, że cały czas ma katar i jest cały czas w samochodzie i nie może z niego wysiąść i wszystko załatwia telefonicznie. Także naprawdę niesamowita historia też o tym, że tej kontroli, kiedy coś się buduje, nie da się odpuścić, nawet we śnie. [44:57.99 → 44:58.79] B: Tak? [44:58.90 → 45:04.68] C: Teraz pytanie o Incepcję. Co zrobić, żeby się od tego odciąć? [45:05.34 → 46:32.51] A: Bohater filmu Incepcja, grany przez Leonardo DiCaprio, już budować nawet w swoich snach za bardzo nie może, bo wszystkie jego projekty są skażone obecnością pewnej kobiety. Nie chciałabym spoilować Incepcji, bo może ktoś z Państwa jeszcze tego filmu nie widział. On jest powszechnie dostępny w streamingu. Zachęcam, choć żaden ekran nie jest wystarczająco duży, żeby pomieścić ten film. Widziałam go w IMAX-ie i miałam też poczucie, że to jest za mały ekran na Incepcję. To jest jeden z moich ulubionych filmów w ogóle. I tutaj architekt musi właśnie zaprosić do współpracy innych architektów, żeby za niego projektowali świat snu, bo on już nie jest w stanie tego zrobić w sposób nie tyle satysfakcjonujący, co bezpieczny. Bo chodzi tutaj jednak o wielowarstwową opowieść o tym, Właściwie nasza pamięć czy nasze sny są ze sobą powiązane, ale że możemy poprzez nie też sprawować kontrolę nad ludzkim losem. A tak naprawdę w głębi, na najgłębszym poziomie jest to film o mężczyźnie, ojcu, który chce po prostu wrócić do swoich dzieci. Więc to jest jakby serce tego filmu. Jako że to jest mój ulubiony film, możemy o nim chwilkę porozmawiać, bo to jest też film, który pokazuje, że architekt jest jednocześnie reżyserem. I ta relacja też tutaj się obecnia. Co wy o tym filmie myślicie? Czy on jest jakoś dla was ważny? Czy satysfakcjonuje filmowo, ale też architektonicznie? Chciałabym, żebyśmy poświęcili mu chwilę. [46:33.35 → 48:13.83] C: Ja myślę, że co gorsza, ten architekt jest wszystkim. On jest też scenarzystą. On bardzo często jest też aktorem. a przede wszystkim jest scenografem. Krzysztof Ernoland to jest w ogóle też niesamowita postać, jeżeli chodzi o tworzenie wielowarstwowych opowieści. Akurat Incepcja jest o warstwach snów między innymi, o snach w snach, co jest czymś, co bardzo przemawia do architektów, ponieważ architekci, podobnie jak projektanci graficzni, pracują na warstwach. Nie wiem, ci z Państwa, którzy są architektami może to wiedzą, że wszystkie oprogramowania, które są dzisiaj absolutną koniecznością do pracy i przede wszystkim współpracy w tzw. środowiskach projektowych, wiążą się z działaniem właśnie na osobnych zestawach logicznych, które nazywamy warstwami, które można włączać, wyłączać, blokować, zmieniać elementy w nich się znajdujące przy pomocy algorytmicznych narzędzi wszelkiego rodzaju. I efektem tego jest to, że ten architekt na etapie, w którym jeszcze nie jest menadżerem, No bo fatalizm tego zawodu polega na tym, że w którymś momencie architekt nie jest projektantem, tylko idąc w górę w karierze staje się menadżerem. I jego projekty polegają przede wszystkim na gestach i decyzjach zarządczych. I on już fizycznie nie siedzi przy komputerze, ale jego mózg cały czas jest [48:13.83 → 48:14.69] B: w krainie [48:17.43 → 49:43.20] C: która została ukształtowana przez czasami dekady funkcjonowania w oprogramowaniu architektonicznym. Dam wam przykład. Ja po mniej więcej 10 latach pracy w oprogramowaniu, jeszcze wówczas w dwuwymiarowym, czyli w autokadzie, w którym jest klasyczna możliwość cofnięcia działań, zrobienia Ctrl-Z. Po wielu godzinach robienia projektów wracałem do domu i złapałem się na tym, że kiedyś otworzyłem szafę, to jest bardzo à propos Nolana, i w środku na wieszaku wisiał mój płaszcz. I sięgnąłem po niego, ale jakoś źle i ten płaszcz spadł na dno szafy. A ja zamiast sięgnąć po niego powiedziałem Ctrl Z. Bo wierzyłem, że on wróci na ten wieszak, dlatego że przez 10 godzin dziennie rzeczy wracały. I wydaje mi się, że Nolan bardzo dobrze też oddaje, poza niezwykłym skomplikowaniem tych struktur scenariuszowych przede wszystkim, doskonale oddaje tę strukturę chaosu, która odbywa się w głowie kogoś, kto pracuje w środowisku cyfrowym. i potem próbuje to przełożyć na życie. [49:44.66 → 50:44.96] B: Tak, ja się zgadzam. I to myślenie warstwowe, o którym mówisz, ono również cechuje filmy Christophera Nolana, które rzeczywiście oglądane dopiero po wielokroć odsłaniają, jak pewne elementy są ze sobą połączone. Ja nie jestem znawczynią filmów Nolana. Te filmy zwykle oglądam raz. I to wtedy, kiedy one są w kinach. Za mało. I zawsze mam poczucie, że powinnam zobaczyć je więcej, żeby je lepiej zrozumieć. No ale jakoś zawsze coś innego jest do oglądania. My musimy bardzo dużo oglądać filmów, ja się tak tłumaczę. Ale mam poczucie, że one są jakby zaplecione na bardzo wielu różnych głębokich poziomach i że też to, co Nolana interesuje, to jest wariantywność. To znaczy to, jak różne opcje, jak opcja A, B, C na tym samym schemacie zmieniłyby jakby działanie tego schematu. Że on się tym bawi, tak jakby właśnie rozgrywał partię szachów trochę. To jest bardzo ciekawe, to są takie gry wyobraźni. [50:46.40 → 50:50.48] C: Jest to duże wyzwanie dla ludzi, którzy są do liniowej narracji przyzwyczajeni. [50:50.88 → 52:28.18] B: Tak, oczywiście. Ja mam swojego innego ulubieńca, który też ma trochę taką cechę, ale może jest bardziej emocjonalny, ma w sobie więcej melancholii. Bo Christopher Nolan ma takie myślenie fatalistyczne. On uważa, że wszystko zmierza do unicestwienia, on uważa, że człowiek jest jakby zaprogramowany, że los tym rządzi. Tam jest trochę mało miejsca. To jest trochę jak ten loke. Zamknięty w samochodzie, zamknięty w tych działaniach, na nic nie ma wpływu. Ja dużą frustrację przeżywam oglądając takie filmy, bo ja jednak lubię mieć jakieś złudzenie przynajmniej własnej sprawczości czy wolności. I takim reżyserem, który gdzieś u mnie to przeprowadza, ale mnie tak usypiając trochę taką melancholią, takim smutkiem nad tym, że świat jest taki piękny, trzeba go doceniać póki on trwa, to jest jednak Charlie Kaufman. Synek Doha, Nowy Jork, ale wiele innych filmów, też jego współpracę ze Spike'iem Jonesem. To są filmy, które też mają bardzo rozbudowaną architekturę, która zawsze ulega jakiemuś rozpadowi. Mi się to zawsze bardzo podoba. obrazy takiej ruiny, to, że na wszystko patrzymy już z punktu widzenia, kiedy ta cywilizacja się skończyła, ale teraz cofnijmy się do początku, zobaczymy, jakie to było piękne. Myśmy tego nie widzieli, nie docenialiśmy tego. Każdy jego film ma w sobie taką nutę, też ten jego film, który był, nie pamiętam teraz tytułu, który był na Netflixie, taki tylko na platformę zrobiony, który jest adaptacją jego książki. Jaki był tytuł tego filmu? Może ty, Kaja, pamiętasz? Ja zapomniałam. [52:28.22 → 52:32.45] A: I'm thinking of ending things. I tam też przestrzeń domu jest bardzo ważna. [52:32.45 → 53:29.55] B: I tam była właśnie przestrzeń domu, która zawsze jest jakby takim punktem wyjścia, że dom jest takim pierwszym wszechświatem, który się gdzieś sypie i potem, kiedy się wraca do tego domu już jako to dorosłe dziecko, a potem, nie wiem, po śmierci rodziców, bo tak jest akurat w tym filmie, to ten dom się wydaje zupełnie inny. Jakby sens mu nadawało to, że była ta rodzina, że były te relacje. Kiedy ich nie ma, ten dom nie ma już sensu. On jakby jest emanacją tego, co jest pomiędzy ludźmi i wydaje mi się, że właśnie Charlie Kaufman jakoś pięknie pokazuje taką kruchość budowli, która swoje źródła ma właśnie w kruchości tego, jak ludzie budują ze sobą więzi i tak łatwo pozwalają im się rozsypać. I to, że wszystko przemija, to jest jakąś taką elegią, takim refrenem tych filmów, który ja uwielbiam. Jakby Christopher Nolan trochę tej łzy tam zawarł więcej w swoim scenariuszu, to pewnie byłabym skłonna więcej razy obejrzeć jego film. [53:29.99 → 53:47.05] A: Tak, tutaj trudno się nie zgodzić, że jest to jednak taki bardzo intelektualizujący wszystko od ekierki. Nawet w filmie Interstellar, który jest chyba najbardziej emocjonalną z jego historii, też to wszystko jest bardzo precyzyjnie zaplanowane i tam nie ma tego miejsca dla improwizacji, o [53:47.05 → 54:50.53] C: której mówiłeś na początku. Z drugiej strony jak tworzysz tak skomplikowaną strukturę w tym przestrzennie, to bardzo trudno jest nie zrobić tego jak architekt. Właściwie on bardzo dobrze pokazuje problem architekta. Wymyślasz coś, co z gruntu musi być skomplikowane, Więc pojawia się bardzo niewiele przestrzeni na emocje, na cokolwiek innego, co jest kalkulacją, co jest właśnie tym kunktatorstwem. Więc kiedy próbujesz te emocje jakoś świadomie wypchnąć, nie wiem, stosując zazwyczaj jakieś elementy, które są skojarzeniowe, często z bardzo prywatnego archiwum, to może się okazać, że w ogóle ludzie tego nie łapią, że to w ogóle nie działa i wtedy cofasz się i zostajesz na tym bardzo zimnym poziomie. To jest niezwykle trudny zawód pod tym względem. Wyobraź sobie architektów, którzy próbują mieć ekspresję, która jest związana np. z tym, że oni naturalnie jako osoba mają poczucie humoru. [54:51.50 → 54:54.44] A: Nie oczekujemy tego, ale czemu nie? [54:54.90 → 56:02.57] B: Rzadko mam okazję oglądać taką wielką architekturę współczesną, ale czasami mi się zdarza. W tym roku akurat tak się udało, że byłam w Seulu i pojechałam zobaczyć ten cały plac, który Zaha Hadid zaprojektowała z całym jakimś zespołem budynków. Tam miałam wrażenie, wyjeżdżając z metra, bo tam głównie się jeździ metrem, wyjeżdżając z metra, że nagle ona coś takiego zrobiła, że tam nie ma grawitacji. że ja po prostu wyjeżdżam spod ziemi, są te wszystkie budynki, ja mam wrażenie, że one się unoszą nad ziemią, że ja zaraz, nie wiem, uderzę po prostu, zacznę po prostu dryfować pomiędzy tymi budynkami, że ta przestrzeń jakby jest zakrzywiona, że coś takiego się dzieje, że tu jest gęsto, tu jest rzadko, że to jest śmiesznie, a tu nagle jest smutno. I to wszystko było tam zawarte w tym jednym placu. Naprawdę w życiu czegoś takiego nie przeżyłam pięknego, jak w Seulu właśnie w tym, urbanistycznym też, nie tylko architektonicznym, całym rozwiązaniu Zaha Hadid i myślę, że to jest możliwe, tylko jak musiałby wyglądać film, Nakręcony tam? Nie wiem. Może to Charlie Chaplin, czy Buster Keaton. [56:03.45 → 56:04.69] A: Albo VR, Jacques Tati. [56:05.71 → 56:07.55] B: Coś takiego, slapstick. [56:07.63 → 56:09.85] C: To bardzo dobry wątek Jacques Tati. [56:10.49 → 56:12.23] A: Playtime oczywiście. [56:12.67 → 58:30.28] C: Ale też Mononcle. Jacques Tati jest bardzo mało znany w Polsce. Trudno jest w ogóle na niego trafić. Można się dogrzebać na jakichś torrentach, natomiast żadna platforma chyba go nie oferuje. To jest niezwykle ważne dla kultury, zwłaszcza francuskiej. Twórca w Polsce był w naszej telewizji w latach 80. regularnie puszczany jego jeden film na temat samochodów i absurdu amerykańskiej cywilizacji samochodów i tego jak ona wyszła do Europy. Jacques Tati wymyślił całą bardzo ciekawą formułę filmu, w którym nie ma bezpośrednich dialogów, jest tylko ambientalny dźwięk, ale bardzo wiele można się jakby dowiedzieć kontekstualnie z tego, co się dzieje w akcji tej historii i jego takim najbardziej pięknym filmem, jeżeli chodzi właśnie o architekturę, jest krytyka współczesnej architektury La Défense. który się właśnie nazywa Playtime. Jeżeli traficie na to, bardzo polecam, zwłaszcza ostatnie sceny, w których postać, on ma taką postać takiego wujka, który jest anachroniczny, ubiera się jakby z poprzedniej epoki, jest za długi, dziwnie się porusza, ma kapelutek, za długi płaszcz i to jest wujek, który rozwala imprezę w bardzo pięknej, modernistycznej restauracji. Zresztą ten sam wątek pojawia się w firmie z Peterem Sellersem. Boże, jak ona się nazywała ta komedia, w której Peter Sellers jest hinduskim aktorem zaproszonym przypadkiem przez producenta? Zaraz sobie przypomnę. W każdym razie ten wątek jakby rozwalenia rzeczywistości przez kogoś to jest nieadekwatne, bo nagle wyobraźcie sobie lata 60., kiedy nagle Wielki pociąg nowoczesności wjeżdża ze sterylnymi rzeczywistościami, paneli aluminiowych, bezszelestnie otwierających się drzwi, błyszczących szklanych elewacji w skali naprawdę nadludzkiej. No i nagle ci ludzie, którzy w tym funkcjonują, sami mogą wcale nie poddać się zachwytowi tą nowoczesnością, tylko poczuć się, że po prostu nie pasują do tego świata. i próbować się wycofać gdzieś do małych, porowatych niszy. [58:30.72 → 59:21.14] B: Ja tylko chciałabym napomknąć, że tak jak ty o tym opowiadasz, to można wręcz mieć wrażenie, że ta architektura jest rodem z horroru. Ona oczywiście tam jest jakby zabawnie opowiedziana i tak dalej, ale ten aspekt grozy jest bardzo obecny i wydaje mi się, że to co teraz się dzieje najpowszechniej, w kinie popularnym gatunkowym, to jest wykorzystywanie architektury jako bohatera horroru. My najczęściej oglądamy filmy, które toczą się w tych domach nawiedzonych, domach, które wchłaniają, które pożerają ściana, wersalka, piwnica, strych. Nie ma bezpiecznego miejsca w tym domu. Wszędzie drzwiami można dostać albo, nie wiem, jakby dom jest zagrożeniem sam w sobie i gdzieś może początki tego w innym jakimś wymiarze, w innym charakterze właśnie były w filmach takich jak ten, o którym ty opowiadasz. [59:21.16 → 59:22.36] C: No nie no, w polańskim przecież. [59:22.54 → 59:23.28] B: W polańskim. [59:23.40 → 59:24.38] C: Ten korytarz. [59:24.40 → 59:25.60] B: Oczywiście, w lokatorze tak samo. [59:25.62 → 59:25.82] A: W dziecku Rosemary. [59:26.26 → 59:27.34] B: Tak, w dziecku Rosemary. [59:27.50 → 59:46.59] A: Kometa zamknięta sama w domu i już mamy horror, prawda? może się rozpłakać ewentualnie przy lodówce. Jeśli państwo wybierzecie się na film Wojciecha Smażowskiego, Dom Dobry, to tam również relacja z lodówką w kontekście tej rodziny, o której historię będziemy poznawać, jest bardzo ciekawie poprowadzona. [59:46.69 → 59:50.53] C: Poproszę kiedyś producenta AGD, żeby był sponsorem tego spotkania. [59:50.83 → 59:52.25] B: żeby za nami stała lodówka. [59:52.79 → 01:02:12.91] A: I teraz robię tutaj taką pętlę, bo jeszcze chciałabym, żebyśmy poruszyli jeden temat. Jako że jesteśmy w Lublinie, to poproszę o trailer filmu A Real Pain. Prawdziwy ból. I to będzie nasz łącznik do tematu filmowych miast. Bo moje doświadczenie, może o nim opowiem. Oglądałam ten film, a często bywam w Lublinie, jak ktoś mnie tu zna, to wie. I sobie myślę, jak oni długo idą tym mostkiem. Jak oni strasznie długo spacerują z tego zamku tutaj do starego miasta. Jest przecież to przejście takie wspaniałe. To u nich trwa i trwa. Ta scena dialogowa rozciąga się w czasie. Wydaje się, że to przejście trwa co najmniej 10 minut, podczas gdy zajmuje ze dwie. I to jest też sposób pokazania Lublina, na ekranie w tym filmie jest jakimś wyborem oczywiście reżysera, operatora, scenografów, żeby Lublin, podobnie jak Warszawa w tym filmie, pamiętam, że tobie się bardzo podobało, jak Warszawa w tym filmie zagrała, więc zaraz może o tym też, żeby te miasta pokazać w jakiś sposób. I twórcy bardzo chętnie zabierają nas do różnych miast i tutaj potem możemy poprosić chociażby o trailer filmu Niebo nad Berlinem, albo o trailer filmu Przed Wschodem Słońca, gdzie mamy z kolei Wiedeń, bo to są takie filmy, które też mamy tutaj na liście, po to, żeby nam te miasta pokazać może w takiej perspektywie, w jakiej nigdy ich nie widzieliśmy. Dla mnie też ciekawym przykładem, choć nie jestem wielką fanką tego filmu, jest film Perfect Days w reżyserii Vima Vendersa, który zabiera nas do Tokio, do bardzo specyficznego wymiaru Tokio, bo pokazuje nam toalety miejskie, które akurat tam są zaprojektowane przez słynnych architektów. o tym miejskim projekcie, wyszła z tego historia fabularna, bo temat się, że tak powiem, rozwinął. I tu można by takich miast przywoływać mnóstwo z Paryżem, Nowym Jorkiem i innymi miastami na czele. No ale zastanawiam się, jak ta relacja między miastem a filmem z kolei tutaj w waszej ocenie przebiega. Czy to nam zmienia postrzeganie miasta? Czy to jakoś je kształtuje również? No i czy to jest wszystko tylko i wyłącznie pozytywnym wymiarem? Tak bym zadała pytanie z tezą tak zwane. Ada, może zacznijmy. [01:02:12.93 → 01:02:24.41] B: Wydaje mi się, że ta epoka, kiedy Woody Allen jeździł po miastach europejskich i kręcił filmy, że ona się skończyła, Potem zaczęła się epoka, bo tamte to były reklamówki, prawda? [01:02:24.87 → 01:02:27.57] A: To było opłacone przez Urzędy Miasta. [01:02:27.93 → 01:05:00.38] B: I to się opłacało, bo rzeczywiście to wpływało bardzo na turystykę w tych miejscach. Ale wydaje mi się, że potem nastąpiła taka epoka, która jeszcze gdzieś tam sobie dogorywa, dogasa, czyli euro pudding. Moja ulubiona. Euro Pudding, tak nazywa to Radu Żudę, rumuński reżyser. Czyli taka sytuacja, że kręcimy w jakichś różnych miastach właśnie w Europie, też w dużej mierze centralnej, że to są koprodukcje zwykle kilku krajów i że tak jakby pewne wyobrażenia potwierdzamy na temat na przykład Rumunii. Na przykład mamy film kręcony w Bukareszcie albo ten ostatni Continental 25 w Cluj-Napoca. I pokazujemy jakieś takie barbarzyńskie miasto. Pokazujemy oczywiście deweloperów, którzy wykwaterowują bez żadnego jakby współczucia ani myślenia o drugim człowieku, no po prostu jakichś biednych lokatorów. Cały czas eksmisje. Widzimy windykatorów, widzimy osoby, które jakby zarządzają tym mieniem mieszkaniowym w mieście jako takie po prostu harpie. I widzimy ludzi bezdomnych. Widzimy takie satyryczne elementy rzeczywistości obecne w reklamie, w jakimś takim kiczu, w tym, że wszystko ze sobą sąsiaduje, co nic do siebie nie pasuje. Nagle się okazuje, że tego rodzaju wyobrażenie to jest też wyobrażenie, jakiego oczekują widzowie od kina węgierskiego, polskiego, słowackiego, wschodnioniemieckiego, czeskiego. Widzowie tak zwali festiwalowi, że to jest potem pewnego rodzaju produkt, ten euro pudding, który ma wszystkim smakować, ma być takim deserkiem. który pokazuje jaka ta Europa Centralna Wschodnia może się z siebie śmiać, że jest taka kiczowata, takie bezguście, wszystko się wali, nikt o nic nie dba, śmieci leżą itd. I to jest trochę wyprodukowane moim zdaniem na potrzeby pewnej wizji tego, jaką rolę ma spełniać ta część Europy w całej większej Europie. I potem przyjeżdżają do Polski turyści i oni widzą nagle, że w Polsce jest czysto. Rzeczą, którą ja najczęściej słyszę od różnych gości, którzy na festiwale przyjeżdżają filmowe do Polski, Wow, jak u was jest czysto, jak u was jest ładnie, jak jest wyremontowany budynek. To się nie zgadza z tym, co jest na filmach. I to jest moim zdaniem też ciekawe, że my co innego... [01:05:00.38 → 01:05:02.24] A: Najpierw filmy, potem wycieczka, to jest dobra [01:05:02.24 → 01:05:42.19] B: kolejność, żeby było dobre wrażenie o Polsce. Opowiadamy, a co innego robimy. Ale filmem czy serialem, który się nieodmiennie cieszy wielkim zainteresowaniem w gronie takich kinomanów, prawdziwych kinomanów na świecie, to jest jednak serial Decalogue. I wielokrotnie mi się zdarzyło, że w Warszawie różne osoby się mnie pytały, gdzie można przyjść zobaczyć te bloki z filmu The Calloch. I to jest zaskakujące, bo wydaje mi się, że nikt w Warszawie nie myśli, żeby na Jelonki pojechać i te budynki, te bloki oglądać. Poza tym to było w 80-tych latach, Chyba już niewiele z tego można dalej... Nie jelonki? To są jelonki. [01:05:42.33 → 01:05:43.89] A: Ale też ursynów częściowo. [01:05:44.69 → 01:06:58.83] B: Więc jakby jest pewne oczekiwanie, pewna wizja tego, co na podstawie filmu w Polsce na przykład można by było znaleźć. Natomiast twórcy tego filmu, który ja osobiście uwielbiam, nie wiem jak państwo, on mnie bardzo porusza emocjonalnie. Pokazali mi taką Warszawę, którą ja bardzo lubię. W tym najlepszym momencie wiosną, kiedy jest ciepło, kiedy ta Warszawa jest czasami właśnie taka, nie wiem, cierpiąca, widać to. Warszawa jest miejscem cierpiącym, Warszawa jest miejscem, które zawsze będzie jakimś takim cmentarzyskiem, ale też jest miejscem pięknym, które sobie jakby z tym poradziło i żyje jakby z tą traumą, dalej kwitnąc i zmieniając się w inne jakieś stadia tego, jak może życie dużego miasta wyglądać w stolicy kraju. Ja mieszkam w Warszawie z wyboru od 25 lat. I uważam się już teraz za warszawiankę i ten film bardzo we mnie porusza taką czułą nutę tego, jak to miasto zostało zniszczone, naznaczone, jak ono sobie dalej z tym radzi. I to jest dla mnie piękne. Nie wiem, jak państwo się czujecie z Lublinem pokazanym, bo zawsze jak się żyje w danym mieście, to odbiera się bardzo cieleśnie, osobiście. Czy to się zgadza z naszym wyobrażeniem o mieście, czy nie? [01:06:59.50 → 01:07:20.06] A: Jeśli państwo będziecie chcieli się włączyć, to mamy gdzieś mikrofon na sali. I gdyby ktoś miał ochotę się wypowiedzieć, pan ma. Więc hold that thought, jak to mówią. Pan tutaj się chce włączyć. Ja mam z Warszawą tak, że wolę wszystkie nieprzespane noce. Bo to jest taka Warszawa świeża, młoda i trochę bez przeszłości z kolei. I to jest takie odświeżające. Proszę bardzo. [01:07:20.30 → 01:07:57.66] D: Jeśli można, chciałaś słuchać mnie, tak? Super. Jeżeli można, to chciałem tak komentarz a propos architektury i filmu. Bo mi się tak skojarzyły pewne przykłady, może Państwo mają podobne. Pierwszy film to jest Cube, sześcian, nie wiem czy był wspominany, z 1997 roku chyba. Co dla mnie jest fascynujące, jak prostym i skromnym i małym budżetem można zbudować film, który jest naprawdę oparty na tym. Nie będę zdradzał, chodzi o to, że grupa ludzi się budzi w sześcianie, czy w grupie sześcianów. I teraz pytanie, co to za sześcian, kto go zaprojektował, po co go zaprojektował? I jest to przykład, moim zdaniem, świetnego pokazania architektury, która jest niemożliwa w świecie naszym. [01:07:58.43 → 01:08:01.36] C: Więźniowie labiryntu według tej samej zasady są zrobieni. [01:08:01.51 → 01:08:05.57] B: A teraz jest taki nowy film, Exit 8, też zrobiony według tej samej zasady. [01:08:05.57 → 01:11:34.73] D: Tak, jeżeli ktoś nie widział, polecam. Tam jest, no też, żeby nie zdradzać, jest tam pewien też wątek architekta pewnego. I to jest moim zdaniem właśnie świetny przykład filmu, który wychodzi poza taką architekturę, którą my znamy na co dzień i z filmów i tak dalej. I to od razu przejdę do drugiego wątku, który mi się skojarzył, to znaczy takiego trochę odrealniania, bo jak wiemy, tu może podpowiem na przykładzie filmu Amelia, francuski film 2001 rok, też polecam, gdzie tam jednym z bohaterów można powiedzieć jest Paryż, ale twórcom chodziło o to, zresztą oryginalny tytuł to jest w tłumaczeniu chyba bajkowy świat Amelii Poulain, chodziło twórcom o ukazanie pewnej bajkowości, co widać w charakterach postaci i są, cały film jest zrobiony przez takie filtry, taki specyficzny kolor ma ten film, on też jest zrobiony po to, żeby był bardziej taki romantyczny i z tego czytałem gdzieś, właśnie w postprodukcji bardzo zależało twórcom, żeby usunąć wszystkie śmieci i graffiti ze ścian, żeby znowu ten Paryż był bardziej taki romantyczny. Więc my troszkę oczywiście mamy tą architekturę w filmach przekłamaną, bo jesteśmy wszyscy wychowani tak naprawdę też na amerykańskiej popkulturze i zawsze wrażenie robiły ten widok wielkich miast, wieżowców z góry. Kiedyś to były helikoptery, teraz drona można filmować i to zawsze super wygląda, świetnie to wygląda, do momentu kiedy nie spojrzymy na dół, na tych bezdomnych pod tymi wieżowcami. Więc te dwa przykłady tak moim zdaniem są takie ciekawe do dyskusji, czyli pierwsza rzecz to co mówiłem architektura nierealna, która w filmie jest możliwa i daje popis też wyobraźni pewnej przestrzennej. Dla mnie to w ogóle Film Sześcian to jest świetny przykład architektury przestrzennej i ja to też nazywam tak kino matematycznego niepokoju. To też taki jest wątek ważny. A drugi właśnie przykład też to ten przykład z Lublinem w filmie Prawdziwy Ból. Też się może odniosę, bo rzeczywiście tam jest moim zdaniem, przepraszam, że się rozgadałem, ale to jest moim zdaniem bardzo fajna rzecz, bo rzadko widujemy Polskę w hollywoodzkich produkcjach. Dlatego ja ten film widziałem dwa razy w kinie i po pierwsze Warszawa rzeczywiście wielu widzów, znaczy może niewielu, niektórzy widzowie krytykowali, dlaczego oni tak pokazują Polskę, to znaczy ja tego w ogóle nie zauważyłem, ponieważ tam są świetne moim zdaniem ujęcia Warszawy, gdzie w jednym kadrze widzimy po lewej stronie stary budynek, a po lewej, po prawej stronie widzimy nowoczesne wieżowce, ale przecież tak Warszawa wygląda i to jest moim zdaniem super. Lublin, moim zdaniem, jestem w ogóle wielkim fanem Lublina, więc też chciałem zobaczyć jak wygląda Lublin na wielkim ekranie. Moim zdaniem jest przedstawiony bardzo fajnie. Są naprawdę niektóre takie wręcz wizytówkowe, pocztówkowe kadry. I rzeczywiście ta scena, gdzie oni idą i tak idą i idą, to rzeczywiście ludzie, którzy tu mieszkają, to zauważają rzeczywiście, że ta scena trwa za długo, ale to jest właśnie magia kina. Czyli jak jest scena, kiedy tam oni jadą na obóz na Majdanku, no to też nie tak jadą, jakbyśmy jechali w rzeczywistości, bo chodzi o to, żeby pokazać pewną przestrzeń. Czyli tu paradoksalnie przestrzeń bez architektury, bo w filmie też fajnie wygląda, jak pokażemy pewne kadry, ale to robimy przekłamanie infrastrukturalne, bo w rzeczywistości byśmy jechali sobie tam jakąś drogą, gdzie widzimy bloki, a reżyserowi w tym akurat kadrze nie są potrzebne bloki. Więc to jest takie, może pytanie moje jest takie, Jak państwo widzą te przekłamania? Czy to jest okej, bo film się rządzi swoimi prawami, czy jednak troszkę powinniśmy tę rzeczywistość pokazywać taka, jaka jest? [01:11:37.43 → 01:11:47.69] B: Pytanie, czy z każdego punktu Paryża widać wieżę Eiffla. W każdym filmie musi być wieża Eiffla, taka chociażby malutka, przez okno zawsze. [01:11:48.11 → 01:11:48.79] A: Każdy mieszka obok. [01:11:48.85 → 01:11:50.31] B: Każdy mieszka obok wieży Eiffla. [01:11:50.39 → 01:11:53.37] C: Ja mieszkałem przez rok w Paryżu i w ogóle nie dojechałem do wieży Eiffla. [01:11:54.87 → 01:12:12.67] A: Ale Kuba, jak ty na to patrzysz? Ciekawe jest to pytanie o przekłamywanie czy podkoloryzowanie, bo przy tej Ameli akurat miałam okazję w tym roku być w Paryżu i musiałam sobie tam pójść, gdzie była ta knajpka. Tam zaraz obok jest przecież Plac Pigal i ta dzielnica, nazwijmy to, czerwonych latarni. [01:12:12.75 → 01:12:14.85] B: To wygląda wszystko zupełnie nie bajkowo. [01:12:15.20 → 01:12:26.44] A: szczególnie wieczorem, jest bardzo intensywnie i głośno i kolorowo, a tutaj mamy jednak perspektywę tej bohaterki, która sobie sama zakłada ten filtr chyba na rzeczywistość i my razem z nią. [01:12:26.44 → 01:15:55.64] C: Może po prostu istniejące obiekty dla ludzi kina są medium, bo znajdują się w sferze wizualnej i oni je kształtują jak plastelinę i raz ją wyciągną w jedną stronę, raz w inną. I to jest tylko znakiem zapytania, bólem albo czymś intrygującym. Dla kogoś to ma do czynienia z tą rzeczywistością na codzień, tak jak ten zadługi mostek, ale dla amerykańskiego czy kinowego, czy festiwalowego widza nie ma to zupełnie znaczenia i w ogóle nigdy to do niego czy do niej nie dochodzi. Ja się odniosę jeszcze do tego, tematu jakby zaklęcia przestrzeni istniejącego miasta w pewnym oczekiwaniu czym ono będzie, bo The Real Pain jest odwróceniem tego oczekiwania, jest rzeczywiście zaskakujące jak na pokazywanie wschodnioeuropejskiej lokalizacji, czy zestawu lokalizacji. Pracowałem kiedyś w Izraelu i rozmawiałem z reporterką pracującą dla Al Jazeery. I powiedziała mi ona, że obsługiwała zarówno Izrael, jak i zachodni brzeg Jordanu. Powiedziała, że wysyłała do centrali, do NBC, dla amerykańskiej telewizji, dla której pracowała, o wielkim zasięgu. Wysyłała materiały, które były pozytywne i negatywne. I żaden pozytywny, a zwłaszcza z Palestyny, nigdy nie wszedł na amerykańską antenę. I to ją bardzo dziwiło. Dlaczego tak jest? A Izraelka nawiasem mówiąc. I raz do roku odbywał się bal reporterów pracujących dla NBC w Nowym Jorku. Poleciała do Nowego Jorku i spotkała tak zwanego reżysera wydania, który dopuszcza materiały na antenę. I zadała mu to pytanie, dlaczego nigdy żaden pozytywny materiał z Palestyny się nie znalazł w obiegu, nie był w broadcastzie, że tak powiem. A on powiedział, to bardzo proste. Amerykańska widownia oczekuje, że z Palestyny będą tylko negatywne materiały, wybuchy i krew. Jeżeli chcemy czegoś pozytywnego, to pokażemy bożonarodzeniowy bazar w Stuttgarcie albo w Szwajcarii, albo wesołą imprezę w Hiszpanii. I to oczekiwanie, które wydaje się, że jakaś publika wytwarza, a twórcy i producenci na nie odpowiadają, jest bronią obosieczną, bo z jednej strony sprzedaje tą papkę tych Europating czy Europalp, a z drugiej strony umacnia decyzje w efekcie prawdziwe, bolesne decyzje polityczne i postrzeganie całych narodów. Więc my jesteśmy w tym spięciu pomiędzy przestrzenią i geografią i architekturą, urbanistyką bardzo mocno zaklęci. To jest przerażające z drugiej strony. [01:15:56.84 → 01:16:27.15] A: Wolimy symulację rzeczywistości od rzeczywistości trochę, bo to jest jakaś wersja, prawda? Myślę, że to jest myśl, myślę, że to jest myśl, myślę, że to jest faktycznie coś, co jest trochę większe niż ta dyskusja, którą tutaj dzisiaj prowadzimy. Zanim jeszcze przejdę do tych dwóch rzeczy, które stoją tutaj na stole, bo myślę, że mogłyby być też ciekawym punktem odniesienia, to czy jeszcze ktoś z państwa chciałby się włączyć? Czy macie jeszcze jakieś pytanie, jakiś komentarz, uwagę, coś was zainteresowało, chcielibyście coś dodać od siebie? [01:16:28.35 → 01:16:35.25] B: Ja chciałabym jeszcze państwa zaczepić w kwestii filmu Lalka. Bo to jest coś, o czym myślę, że będziemy niedługo dyskutować. [01:16:35.57 → 01:16:38.05] A: I tym, że w Warszawie ulice są pozamykane, nie da się przejechać. [01:16:38.07 → 01:16:45.31] B: Nie tylko w Warszawie, bo Lalka jest skręcona w różnych miejscach. W Lublinie również, z tego co wiem. [01:16:45.31 → 01:16:46.55] A: Też macie pozamykane ulice? [01:16:47.90 → 01:18:16.08] B: I to, co było kiedyś istotą tej wielkiej powieści Bolesława Prusa, czyli opowiadanie o Warszawie, o jego różnych warstwach, które świetnie jest widoczne w filmie Haasa, gdzie jednak ta scenografia w dużej mierze też została zbudowana. Dzisiaj, jak się ogląda te filmy Haasa, kończy się właśnie rok, stulecie Haasa, więc można na pewno lalkę zobaczyć jeszcze w kinach. na takich specjalnych pokazach, że widać, że to jednak w dużej mierze jest opowieść o Warszawie, o właśnie o tych warstwach społecznych, o tej biedocie, o tym jakby schodzeniu w dół, wchodzeniu w górę, pięciu się, które jest taką metaforą. No i bardzo jestem ciekawa, jak te dwie lalki, które w tej chwili w Polsce są kręcone, jak one będą używały architektury i czy w ogóle będą mówiły o Warszawie, czy będą mówiły o jakiejś takiej bardziej wyobrażonej Polsce, mieszczańskiej jako ono takim polu gry dla Wokulskiego, dla Izabeli Łęskiej. Bardzo mnie to ekscytuje, jak te filmy będą, o czym będą te dwie lalki. To jest naprawdę wielkie pytanie. I czy będzie taka wspaniała muzyka jak ta, którą napisał Wojciech Kilar i którą przyznam szczerze, teraz w kółko słucham jej w samochodzie, bo po prostu wspaniała jest ta muzyka i trudno mi uwierzyć, że dzisiaj ktoś będzie w stanie tak dobrą kompozycję stworzyć do nowej lalki. A Lublin, jak wypadnie Lublin w lalce? Czy się połączy z Warszawą, czy będzie grał coś innego? Zobaczymy. [01:18:16.28 → 01:18:55.22] A: Jak to będzie zbudowane. Ja sobie te trzy słowa, Wojciech, Jerzy Has, powtarzam ostatnio bardzo często, np. pchając wózek z turką jakoś przez Uniwersytet Warszawski, omijając te wielkie dekoracje, które po prostu wyrosły na trasie, którą często ostatnio muszę pokonywać i sobie myślę, Wojciech, Jerzy Has, Wojciech, Jerzy Has. I dwie lalki, dwie lalki, kolejne dwie lalki. Chociaż też już były dwie lalki przecież i wtedy. Myślę, że to jest w ogóle temat na jedną z naszych tutaj dyskusji. Remaky, sequele, ich potrzeba i brak potrzeby tworzenia kolejnych. Myślę, że tutaj się spotkamy, żeby o tym porozmawiać. Ale co to jest za książka? [01:18:56.44 → 01:18:57.66] B: O co chodzi z tą książką, bo [01:18:57.66 → 01:19:10.40] A: ona tutaj stoi w tej przestrzeni, świeci. Nie wiem, czy państwo tam ten błysk literek widzicie. Powiedz może, korzystając z tej okazji, że tutaj jesteśmy, co to jest za publikacja? [01:19:11.80 → 01:20:18.97] C: Jest to zbiór 21 esejów o pewnym paradoksie, jakim jest wyobrażenie o szczęściu poprzez pełnię, poprzez zamożność, bogactwo, też język formalny tego bogactwa, który znamy jako luksusowe otoczenie w architekturze, w designie, w ubraniach. Ja opowiadam również o XIX-wiecznych, XVIII-wiecznych i przede wszystkim XX-wiecznych przykładach różnych luksusów. Opowiadam też o prostym życiu jako takiej potrzebie, którą wielu z nas, zwłaszcza od momentu, w którym rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, wielu mieszkańców krajów zachodu, a teraz również Polski, odczuwa potrzebę ucieczki od przeimpulsowania i przeorganizowania czy nadorganizowania świata tej cywilizacji przemysłowej do natury, z którą chcemy być bliżej. [01:20:18.99 → 01:20:19.47] A: Bieszczady. [01:20:19.89 → 01:21:41.08] C: Słucham? Tak zwane Bieszczady. Dokładnie tak. No i okazuje się, że za tym też stoi pewien luksus. Ten luksus jest też historyczny, bo okazuje się, że tego typu projekty właśnie owej ucieczki na Mazury, Bieszczady i tym podobne odbywały się już jako projekty wręcz medialne już w XIX wieku. I one w świadomości całych społeczeństw, w tym wypadku piszę o takim projekcie, który miał miejsce w Szwecji i stał się niezwykle popularny jako opowieść również w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. I ten projekt prostego życia za każdym razem wiąże się z kosztami, nie tylko materialnymi czy płacenia za coś, ale również kosztami organizacyjnymi, energią, która jest niebywałym luksusem. Także namawiam Państwa do przeczytania książki, która pokazuje też nasze uwikłanie i to w jakim stopniu jesteśmy trochę zaklęci w świecie indukowanym, stworzonym i podsycanym, jeżeli chodzi o potrzeby i tęsknoty przez rynek, przez ludzi od marketingu. [01:21:42.23 → 01:22:13.98] A: Mam na ścianie taką kartkę z napisem proste życie poproszę i to jest taki na rysunku jest taki mały domeczek na takiej górce wokół są jakieś widać że tam jest i woda i słońce i to jest wszystko bardzo takie piękne i tak sobie na to patrzę i sobie myślę to jest po prostu synonim luksusu dla mnie więc dotykasz tutaj faktycznie czegoś mocnego przynajmniej w mojej duszy ale wiem że nie jestem osamotniona. Aduś, powiedz mi proszę o tej drugiej publikacji, która tutaj stoi. Używam słowa Aduś z rozmysłem. Bardzo mi miło. Gdyż bardzo się lubimy i możesz do mnie mówić też czasem Kajuś. [01:22:14.00 → 01:23:17.39] B: Kajuś, to odpowiem ci w takim razie, że bardzo się cieszę, bardzo jestem jakoś dumna też. Taki zaszczyt, który tak trochę na mnie spłynął, tak nie wiem, bez... mojego trochę udziału. Jestem redaktorką miesięcznika Kino i tak się składa, że to jest najstarsze istniejące pismo w Polsce. Uważam, że jest to wielki sukces, że ono się w dalszym ciągu ukazuje dzięki dotacjom Ministerstwa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej itd. I dzięki temu mamy 700 numer. To się rzadko zdarza. żeby jakieś pismo istniało tak długo i wiedząc o tym, że mamy ten jubileusz już dawno temu, zastanawialiśmy się, co możemy zrobić, może w twardej oprawie, złocone, może jakieś, nie wiem. Nie wiem, co tutaj musielibyśmy dać, żeby to było takie odświętne. No i po długim zastanawianiu się i analizowaniu naszego w dalszym ciągu skromnego budżetu redakcyjnego, ja wpadłam na pomysł, że będziemy dialogować po prostu z pierwszym numerem pisma, który ukazał się w 1966 roku. Czy ktoś już tutaj żył w 1966 roku? Są takie osoby. [01:23:17.83 → 01:23:18.99] C: A pamiętacie to pismo? [01:23:21.97 → 01:23:49.51] B: Tak, były takie duże formaty, no właśnie. No i jakby zeskanowany numer tego czasopisma z archiwum rozesłaliśmy do naszych czcigodnych autorów, żeby oni znaleźli coś dla siebie i rzeczywiście znaleźli. Zaczęli wchodzić w polemikę z różnymi artykułami i to jest bardzo ciekawe, dlatego że się okazało, że w 66 roku interesowało ludzi niemalże to samo, co teraz. Może to jest małe zaskoczenie. [01:23:49.51 → 01:23:51.49] C: Czyli głównie seks, pieniądze i władza. [01:23:51.78 → 01:25:28.26] B: Jeden z artykułów Stanisława Janickiego w pierwszym numerze kina, to był artykuł o tym, czy w Polsce istnieją w ogóle gwiazdy filmowe. I to była rozmowa z Byszkiem Cybulskim i Elżbietą Czyżewską. Czy oni czują się gwiazdami? Czy to, jak oni w Polsce tutaj żyją, funkcjonują, to jest podobne do tego, jak jest w Hollywood, czy nie? I to było z punktu takiego kompleksu polskiego, że my nie mamy wciąż tego Jamesa Deana, nie mamy tej Marilyn Monroe, prawda? Tylko mamy tego Zbyszka Cybulskiego, skromnego. No i wspaniały jest artykuł, który Sebastian Jagielski napisał o tym, jak my dzisiaj myślimy o Zbyszku Cybulskim i o Elżbiecie Szyżewskiej i jak te polskie gwiazdy w historii kina, one funkcjonowały i dalej funkcjonują. Na czym polega ta siła osobowości. No i oczywiście kwestia kobieca, czyli jak są pokazywane kobiety na ekranie. Matka Joanna od aniołów. Wtedy to był jedyny film o kobietach. może dalej jest w historii polskiego kina, aż w takim dużym natężeniu. Dla mnie to jest bardzo ciekawe, że możemy spojrzeć z tej dzisiejszej perspektywy na to, co było te kilkadziesiąt lat temu i możemy się też trochę zastanowić, czy za kilkadziesiąt lat ktoś tak spojrzy na nas i posłucha tego, o czym my tutaj dyskutujemy i świat będzie wyglądał w dużej mierze podobnie, To znaczy, mam na myśli to, że pewne kwestie nie zostaną rozwiązane. Może będą inne jakieś technologie, ale dalej będziemy, architekci będą myśleć warstwowo. [01:25:28.80 → 01:25:30.88] A: A polskie aktorki będą płakać przy lodówce? [01:25:30.96 → 01:26:12.82] B: Tak, więc jakieś to jest dla mnie takie, nie wiem, ciekawe, bo to pokazuje, gdzie my jesteśmy w czasie, a ja od pewnego czasu trochę w swoim życiu widzę coś takiego, nie wiem, czy wy to macie, że jakby, że to życie jakby tak nie rozwija się tak w jakąś nie wiadomo jaką stronę, tylko tak trochę po takim okręgu. po prostu krąży. I ja tak sobie robię te kolejne takie okrążenia jako taka inna osoba trochę, trochę się zmienia otoczenie, ale cały czas jest ten sam jakby tor, po którym się tam jakby krąży. I trochę to kino też jest właśnie dowodem tego i nie wiem, to daje jakieś takie poczucie sensu i oglądania tych filmów po latach, żeby zobaczyć jak myśmy sami się zmienili. Chyba do tego służą te najlepsze filmy. [01:26:12.84 → 01:26:19.36] C: Stanisław Janicki się nie zmienił. On cały czas żyje, słuchajcie. On w starym kinie wygląda już na bardzo starego. [01:26:20.70 → 01:26:21.93] A: A ma się całkiem nieźle. [01:26:22.01 → 01:26:23.78] B: Żyje też Bożena Janicka, która pisze. [01:26:23.81 → 01:26:59.82] A: Robi kolejne okrążenia po prostu. Czego i wam życzę. Kolejnych okrążeń z kolejnymi numerami kina, wam, z kolejnymi książkami, z kolejnymi bitwami o kulturę również tutaj. w naszym Złotym Teatrze Starym w Lublinie i też z tymi rundkami po tym mostku, tak jak w filmie Prawdziwy Ból. Bardzo dziękuję naszym wspaniałym gościom. To była cudowna dyskusja i mam nadzieję, że ona się zapisała, żebyśmy mogli za 700 numerów kina do niej wrócić i jeszcze sobie pomyśleć o tym, co się zmieniło. Pewnie dalej mieszkamy w domach. to ta przyszłość rysuje się w tych barwach, drodzy państwo. [01:26:59.85 → 01:27:07.12] B: Ja mogę tylko powiedzieć, że bardzo pokojowa ta bitwa. Ja się tak spodziewałam, że może to będzie, nie wiem, krew się lała, ale widzę, że nie. [01:27:07.35 → 01:27:08.52] C: To było bitwo na poduszki. [01:27:09.12 → 01:27:44.62] A: Takie mięciutkie, różowe, fluffy jak z Barbarelli. Niech będzie. Bardzo dziękuję, drodzy państwo. Do zobaczenia przy kolejnych okazjach. Fajnie, że do nas przyszliście i posłuchaliście i też się zaangażowaliście trochę. w to spotkanie. Czytajcie kino, czytajcie książki Jakuba Szczęsnego, obserwujcie też naszych gości w tak zwanych mediach społecznościowych, bo są bardzo aktywni i ciekawe rzeczy tam wrzucają. A ja się z wami żegnam. Adios i do zobaczenia następnym razem. Dzięki jeszcze raz i dziękujemy. Wielkie brawa dla pani Marty. Naprawdę bardzo pani dziękujemy. Do zobaczenia.
Bitwa o kulturę. Kino i architektura – związek na mocnych fundamentach / Jakub Szczęsny, Adriana Prodeus
Jak wygląda i na czym opiera się relacja kina i architektury? Jak tchnąć duszę w pozornie martwe cztery ściany, czyniąc je tym samym pełnoprawnymi bohaterkami filmu?
Kłócimy się o takie filmy jak „Megalopolis”, oglądamy monumentalnego „The Brutalist” – architektura na ekranie interesuje i twórców, i nas. Na jakich płaszczyznach spotyka się ona z kinem, jak wzajemnie inspirują się te dwie sztuki oraz w czym mogą się uzupełniać – o tym porozmawiamy z Jakubem Szczęsnym i Adrianą Prodeus.
Jakub Szczęsny – jest pierwszym polskim architektem, którego projekt – Dom Kereta znalazł się w kolekcji stałej Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku (MoMA). Szczęsny projektuje zarówno unikatowe budynki jednorodzinne, jak i systemy prefabrykacji dla takich marek jak Simple House, FreeDOM Houses i Moja Stodoła. Znaczącą częścią jego praktyki jest działanie na skraju architektury i sztuki: od 2007 roku Szczęsny projektuje instalacje dla przestrzeni publicznych w różnych lokalizacjach na świecie, od Polski po Australię Zachodnią, Stany Zjednoczone, Indie i Kazachstan. Interesuje go również popularyzacja architektury, dlatego pisze scenariusze programów telewizyjnych , takich, jak „Polska dobrze zaprojektowana” (TVN), „Stadiony atakują” (Domo+) i występuje w telewizyjnych formatach sponsored content, jak w programie „Design dream” dla IKEA (Polsat). Szczęsny wykłada gościnnie na uniwersytetach zagranicznych, min. GSAPP, FAU, Bezalel School of Architecture i uczy na co dzień na studiach ASK na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Szczęsny doradza min. firmom Paged Morąg i Biobazar. W 2023 roku był dyrektorem artystycznym kolekcji mebli AlterEgo zaprezentowanej na stoisku jego projektu na Salone del Mobile w Mediolanie. Pisze felietony do magazynów Polityka i Architektura & Biznes. W 2021 roku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie wydało jego książkę na temat auto-architektury pt. „Witajcie w świecie bez architektów”, a w 2023 roku „Azyle, nisze i enklawy”. Od 2016 prowadzi własną pracownię SZCZ w Warszawie (www.szcz.com.pl).
Adriana Prodeus – dyrektorka artystyczna festiwalu Animator. Krytyczka filmowa miesięcznika „KINO”, autorka cyklu felietonów filmowych Demontaż atrakcji, który ukazuje się na łamach „VOGUE”. Wydała książkę Themersonowie. Szkice biograficzne oraz z Kubą Mikurdą Trzynasty miesiąc. Kino braci Quay. W radiowej Dwójce prowadzi wespół z Piotrem Goćkiem audycję Fotel z widokiem. Wcześniej na tej antenie była obecna dzięki paśmie O wszystkim z kulturą poświęconemu sztukom wizualnym. Publikowała w wielu tytułach prasowych. Prowadziła programy WOK. wszystko o kulturze w TVP2 i Weekendowy Magazyn Filmowy w TVP1. Była kuratorką programów filmowych, między innymi w Anthology Film Archive w Nowym Jorku.