[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.94 → 02:46.10] A: Panie, Panowie, dobry wieczór. Bardzo serdecznie witam Państwa w Teatrze Starym podczas kolejnego wtorkowego spotkania. Te dwa bardzo ważne słowa, dobry wieczór, powiedziałam Państwu w znanym nam wszystkim Znakomicie Języku, w języku polskim, jednym z 7 tysięcy języków, jakimi posługuje się ludzkość na kuli ziemskiej. Prawie 7 tysięcy, bo naukowcy oczywiście muszą brać pod uwagę to, że czasem języki znikają, czasem się pojawiają. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że mam jasne wrażenie, że naukowcy będą mieli za moment duży kłopot, jak na poważnie i naukowo podejdą do języka, jakim posługuje się nasz dzisiejszy gość. Bo niby używa tych samych słów, które znakomicie znamy. Niby rozumiemy ich znaczenie, ale mam jasne wrażenie, że trochę inaczej ich używamy. I to nie dotyczy tylko dwóch sztandarowych słów, które są punktem wyjścia do naszego dzisiejszego spotkania. Do młodości trzeba dojrzeć, tak sobie zatytułowaliśmy ten dzisiejszy wieczór, więc to nie dotyczy tylko słowa młodość czy starość. Nasz gość redefiniować nam każe właściwie niemal wszystkie sformułowania. Jakoś inaczej je rozumie, ale że to działa i że nam się podoba, nawet nas fascynuje, Świadczy o tym nie tylko nasza bardzo liczna dziś wieczorem tu obecność. Nam się po prostu podoba to, jak ona żyje, jak funkcjonuje, jak myśli o sobie, o świecie i o bardzo wielu innych sprawach. Dlatego moja dzisiejsza propozycja jest następująca. Spróbujmy poznać słownik słów podstawowych Urszuli Dudziak. To jest mikrofon dla ciebie. Urszula Dudziak w Teatrze Starym w Lublinie. Uprzedziłam naszego gościa, że krzesła są przytwierdzone do sceny delikatnie i kamery są ustawione na krzesła, które tak a nie inaczej mają stać. Ale mam niejasne wrażenie, że ten wieczór różnie może się skończyć. Zacznijmy jednak od tych dwóch słów, od dobry wieczór, bo ma mnie jasne wrażenie, że dla ciebie odznaczą one specjalnie i są bardzo ważne. Boże dobry, czy nie wszystko jest dookoła dobre? Czy nie takie jest przede wszystkim twoje podejście do świata? Czy nie tak na świat patrzysz? [02:47.68 → 03:25.45] B: To jest mój dobry wieczór. A propos jeszcze tego, co zrobiłam przed chwilą, to nasz utwór, to znaczy z Michałem Urbaniakiem, papaya, który stał się bardzo popularny na Filipinach, to Filipińczycy myślą, że ja śpiewam papayę po polsku. Tak że tak się porozumiewamy tutaj w Polsce. [03:25.47 → 04:06.29] A: Skoro wywołała się Papaya na początek, to sięgnijmy do niej na chwilę, bo przypomnijmy krótko, że Papaya, utwór z 76 roku, nagle, w pewnego roku zrobił ogromną karierę, najpierw na Filipinach, ale później dalej. Ale skąd się to wszystko wzięło? Wzięło się od teleturnieju. Wymyślono sobie mianowicie, że kiedy zawodnik w teleturnieju telewizyjnym będzie podawał dobrą odpowiedź, Wtedy wszyscy mu zaśpiewają kilka nut i zatańczą kilka wymyślonych pod ten utwór specjalnie ruchów. To fenomenalne, że jeśli dobrą odpowiedź, to znaczy, że ta radość i taka akceptacja jest wpisana w dźwięki twoje. [04:08.11 → 05:39.36] B: Tak, bo to jest naprawdę wyjątkowy utwór. W tym utworze jest zaczarowana, zakodowana, naprawdę niezwykła energia. Także ja pokochałam ten utwór od kiedy powstał i będę go śpiewać bardzo, bardzo, bardzo długo i ludzie się bardzo cieszą jak śpiewam ten utwór. Także tak jest, masz rację Grażynko. Jeszcze jedno chciałam powiedzieć, że jak zobaczyłam wideoklip na YouTubie przedstawiający żołnierzy filipińskich, którzy podczas musztry tymi karabinami wymachują. I nagle rzucają karabiny i z tyłu leci mój głos i tańczą papaje. Więc jak po raz pierwszy to zobaczyłam, to zamieniłam się w taką malutką urszulkę, trzyletnią, która uwierzyła, że może przez papaje nie będzie wojen. Naprawdę to było wzruszające. I tego wrażenia nigdy nie zapomnę. Ja myślę, że gdybyśmy naprawdę wszyscy śpiewali na całym świecie, zresztą Goethe powiedział, że jak się wchodzi do domu i jest muzyka, jest śpiew, to jest to dobry dom, to nie byłoby wojen. I bylibyśmy naprawdę spokojni i bez stresu. [05:40.04 → 06:01.30] A: Powiedziałaś o ważnym momencie w swoim życiu, kiedy zobaczyłaś te rzucane karabiny taniec w rytm Twojej piosenki. Przypomnij proszę, przywołaj proszę ważne momenty, takie decydujące ze swojego życia. Takie, kiedy wydarzyło się coś takiego, co rzeczywiście kazało Ci nagle zacząć inaczej myśleć. [06:01.82 → 10:46.63] B: Ja powiem coś bardzo, moim zdaniem, bardzo potrzebnego i ciekawego, co powtarzam na moich spotkaniach, a mianowicie Symboliczne znaczenie litery U. Mianowicie, litera U tutaj na samej górze, na początku litery U, rodzimy się. Jesteśmy niewinni, piękni, mamy otwarte oczy na świat, chłoniemy wszystko jak gąbka. Przecież małe dzieci to są geniusze. I teraz tak. Do dołu litera idzie. Idziemy do przedszkola, do szkoły, na studia. W szkole mówią ty tumanie, w domu z ciebie nic nie będzie, ksiądza, a ty pójdziesz do piekła. I teraz jest to środek życia. Gdzieś tak 40 lat, 45, ja to chyba z 60 albo 70. I przychodzi takie olśnienie. Olśnienie na zasadzie, co ja tutaj naprawdę mam do zrobienia. Co robi ten człowiek, który jest ze mną 20 lat? A ten zawód, który uprawiam, spełnia moje oczekiwania? Czy mój potencjał jest spełniany? Także to jest bardzo ważny moment w życiu, żeby znaleźć tą nić, pomiędzy tym dzieckiem, którym żeśmy się urodzili, malutką Basią, Zosią, Grażynką, Urszulką i w tym momencie jak gdyby narodzić się na nowo. I jeżeli to zrobimy, to będzie tylko, tylko lepiej. Ja miałam taki moment w latach osiemdziesiątych, kiedy zakochałam się w instrumentach moich elektronicznych. Miałam przystawki takie elektroniczne Zupełnie przez przypadek je odnalazłam, zresztą przez Michała, mojego byłego męża Urbaniaka, który w latach 70. mieszkował po sklepach w Niemczech muzycznych i przynosił do hotelu takie przystawki elektroniczne, które były specjalnie zrobione dla gitar elektrycznych, a on grał wtedy na skrzypcach. Jak tylko wyszedł na chwilę, ja wpinałam do tych zabawek mój mikrofon i nagle usłyszałam taki głos, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam, nie z tej ziemi. Ja tak pokochałam te elektroniczne przystawki, że pewnego dnia będąc u mojego brata w Szwecji zamknęłam się na strychu z tymi instrumentami, ale to naprawdę to nie jest taka krótka opowieść, ale bardzo ważna a propos tego, co powiedziałam, tego środka życia. Zamknęłam się i W ogóle tam donosili mi jak do celi więziennej jedzenie. Nie chciałam stamtąd wyjść. Byłam tak zafascynowana tymi instrumentami. I po dwóch tygodniach szok. Mam dziesięć utworów skomponowanych, dziesięć utworów zaaranżowanych. Wszystkie głosy pamiętałam, a głosem potrafiłam, znaczy potrafię w dalszym ciągu, ale naśladować wszystkie instrumenty prawie świata. Powstawały chóry, symfonie, coś niezwykłego. I tak, wszystko miałam zaaranżowane. Całą elektronikę to tak, jak mały pikuś. I szok. Bo trzy tygodnie czy parę tygodni przedtem myślałam tak, nie mam pamięci, w ogóle nie umiem komponować, nie umiem aranżować, tuman jestem jeśli chodzi o elektronikę. Po prostu urodziłam się nagle na nowo. Zrozumiałam, że to są wszystko cholerne, wstrętne uwarunkowania. Jesteśmy oblepieni tym błotem podczas, jak ja powiedziałam, od tej litery U do tego momentu. Jesteśmy oblepieni uwarunkowaniami i się dziwimy. Dlaczego ja tak wtedy zrobiłam? Dlaczego ja to powiedziałam? Ale przecież to nie jesteśmy my. I chodzi o to, żeby dotrzeć do siebie, żeby odnaleźć siebie. własną duszę, własne serce, a przede wszystkim wykorzystać swój potencjał. Bo jak mamy te uwarunkowania, to nie jesteśmy w stanie wykorzystać. Ja bym nie wykorzystała tego potencjału, nie zaśpiewałabym tak, nie skomponowałabym tych utworów, a najważniejsze, że nie przekonałabym się, że ja to wszystko potrafię, że to ja mam w małym palcu. [10:48.33 → 10:58.66] A: Ale komu ty to wszystko opowiadasz właściwie? Bo mówisz, opowiadam kobietom. Ty przecież jesteś kobietą śpiewającą. Zamieniłaś śpiewanie na opowiadanie? [11:00.87 → 12:28.43] B: Ja z czasem odkrywam w sobie naprawdę taką piękną misyjność, a szczególnie jeśli chodzi o kobiety, bo my kobiety, szczególnie w pewnym wieku, wiesz jak się mówi, 50 lat stara, 60, ojej, 70, to ona jeszcze żyje? A ja jestem żywym przykładem. Ja skończyłam w zeszłym tygodniu 72 lata. Jestem zaręczona. I ja jestem żywym przykładem kobiety i to mogą wszystkie kobiety, tak naprawdę. Wy wszystkie możecie. To jest wszystko zależy od stanu umysłu. What you pay attention to grows. Nad czym się skupiasz to rośnie. Jak się skupisz na tym, tak jak ja wtedy zapomniałam o swoich uwarunkowaniach i skupiłam się na tym, co kocham. Odkryłam nagle siebie, że naprawdę wszystko fajnie jest ze mną, że to nieprawda, że nie mam pamięci, że jestem nieatrakcyjna, że w ogóle nic nie umiem. Słuchajcie, naprawdę ta metamorfoza, którą ja przeszłam, to można przejść i to jest najpiękniejsza rzecz, jaka może się zdarzyć. że z tej zahukanej, która się chowała, która się wszystkiego bała Urszuli, wyrosła piękna, wspaniała, znająca swoją wartość kobieta. [12:31.95 → 12:50.53] A: Jeżeli ta kobieta powie nam teraz, że po przejściu tej metamorfozy Nigdy się nie wściekła, nie tupnęła nogą, nie rzuciła brzydkich słów choćby w myśli i nie skrytykowała czegoś złego, co się wydarzyło, to chyba nie uwierzę. To jak sobie radzisz z takimi sytuacjami? [12:51.65 → 16:31.31] B: Słuchaj, więc tak. To nie powiem nic nowego, bo naprawdę wszyscy to wiecie. Jeżeli jestem w stanie jakiejś sytuacji zaradzić, coś poprawić, coś wyprostować, to idę na całego. Natomiast jeżeli nie potrafię, jeżeli uważam, że to jest w ogóle niemożliwe i nie sprostam zadaniu, to w ogóle nie zwracam na to uwagi. Przechodzę i tylko się przyglądam, co będzie dalej. To już na tyle jestem mądra, żeby nie tracić niepotrzebnie energii, bo ja wiem, że moja energia jest bezcenna i może być pięknie zużyta. Także jak jadę samochodem i ktoś mi zajdzie drogę, albo jak jest czerwone światło, albo jest korek, albo jest na przykład Ja otwieram okno i ulewa, sztorm, w ogóle jakieś... W telewizji słyszę, brzydka pogoda. Ja się nie zgadzam z tym, nie ma brzydkiej pogody. Może jest niewygodna dla kogoś, kto się źle ubrał albo ma letnie opony w zimie, ale dla mnie nie. I to jest właśnie, każdą sytuację ja postrzegam od tej strony pozytywnej. Oczywiście czasami tupnę nogą, czasami się zezłoszczę, ale to nie jest złość taka, która... Nie wolno nadszarpnąć swojego kapitału. I tak ze śpiewaniem też. Ja śpiewam odsetkami. Dlatego ja będę śpiewać, jak będę miała 110 lat. Ja nigdy nie stracę głosu, bo ja wiem, że ta baza, Ten kapitał jest bezcenny i ja go tak trzymam kurczowo, tak go szanuję. I tylko odsetki, tylko żyję odsetkami i dlatego tak świetnie wyglądam i tak świetnie się czuję. I to naprawdę wszyscy mogą. Kwestia tylko i wyłącznie wyboru. Żadne tam, a tam, bo ja miałam trudne życie, a bo to rodzice, a bo to geny. Nieprawda, to jest wszystko bójna. To wynika z lenistwa. Po prostu najważniejsze. Stan umysłu, bo myśl to słowo, słowo to charakter, a charakter to los. Oczywiście trzeba trochę dbać o siebie. Ja ruszam się, ja dużo biegam. Mam trzecie miejsce w tenisie w Polsce, w mojej kategorii wiekowej wprawdzie. Ale patrzę, jak coś jem, to patrzę skąd to jest, staram się dotrzeć do źródła, bo naprawdę nas strasznie trują naokoło. To musimy być bardzo czujni, żeby się obronić przed tą chciwością, bo to wszystko wynika z chciwości. I oczywiście jestem przede wszystkim, tak jak powiedziałam na początku, jestem dobrej myśli. I życzę Wam, naprawdę, będziecie miały 72 lata, tak jak ja kobiety, bo tutaj nie widzę takich dojrzałych, wszystkie małolaty, ale sobie przypomnijcie. Ojej, mam 70 lat. Nie, ja pamiętam w Teatrze Starym w Lublinie była ta Dudziak, ona przecież miała 72 lat, skakała na tej scenie. No ja nie mogę tutaj skakać, bo jestem przyspawana do krzesła, ponieważ tutaj te kamery nas ściągają i powiedziała mi Grażynka, że nie mogę. wstać, a ja w ogóle skaczę, tańczę i fikam koziołki prawie. [16:31.51 → 16:34.59] A: Ale już się wyskakałaś dzisiaj na trampolinie tysiąc razy rano, tak? [16:35.63 → 16:54.73] B: Nie, pięćset rano, to znaczy trochę przesadziłam. Bywa, że tysiąc skacze, i to nie jest wcale takie trudne. Oczywiście nie skaczę na trzy metry, rany boskie, tylko tak sobie podskakuję, Bo to bardzo dobrze nastawy i w ogóle na metabolizm, przemianę materii. Super trampolina. [16:55.67 → 17:12.61] A: Wróćmy do tej litery U, którą zaczęłaś rysować i którą rysujesz kobietom, z którymi się chętnie spotykasz, żeby im o tym opowiedzieć. Byłyśmy na górze, zjechałyśmy na dół. Jesteśmy w tym punkcie kulminacyjnym, kiedy człowiek poznaje swój kapitał i siebie. I co dalej? [17:13.11 → 17:15.07] B: No i co dalej poznaje? [17:16.68 → 17:19.76] A: I wtedy podgórkę się zaczyna, dopiero się zaczyna podgórkę. [17:19.90 → 17:30.30] B: Nie, nie, nie, nie, to właśnie nie jest podgórkę. To jest wszystko odwrotnie, bo tu było podgórkę, to znaczy możemy nawet literę U do góry nogami odwrócić. [17:30.50 → 17:33.26] A: Mówiłam, że w słowniku Użmi Ludziak to działa trochę odwrotnie. [17:33.74 → 18:32.11] B: To znaczy, to jest, tak jak powiedziałam, jest coraz gorzej, coraz gorzej i potem jest do góry coraz lepiej, coraz lepiej. I już potem tylko może być lepiej. Ale ten moment jest bardzo ważny. Na przykład ja mam koleżankę, która była prezesem korporacji. Zarabiała straszną kasę, muszę ci powiedzieć. Wow! A co teraz robi? Ona ma swoją kuchnię makrobiotyczną i robi tzw. catering. Wysyła ludziom w termosach wspaniałe jedzenie. Jak jestem w Warszawie, to ja u niej zamawiam. Cornelia. Makrobios Bar się nazywa ta firma. I ona jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. I kto by przypuszczał? Nie wiem, ile ona zarabia. No na pewno nie tyle, co w tej korporacji. Ale ona to robi z sercem, z oddaniem, z pasją. I o to chodzi. I ona wykorzystuje swój potencjał. [18:32.33 → 18:44.00] A: Czyli tak naprawdę, że skupmy się na literze S przez chwilę, jak szczęście. S jak szczęście w słowniku Urszuli Dudziak. Szczęście polega na tym, żeby odkryć kapitał. I to wtedy dopiero działa. [18:44.30 → 20:47.25] B: Dokładnie. I ja uważam, że jak się nie wykorzystuje swojego kapitału, to stąd się biorą choroby. Ja w to wierzę naprawdę, bo to jest energia, która jest skumulowana w nas i nie ma ujścia. I wtedy jak mamy, właśnie jak odnajdziemy to, co nas naprawdę kręci, co pokochamy i w czym się naprawdę sprawdzimy, to wtedy jest to Słuchajcie, ja naprawdę czuję, że ta energia tak przelatuje przeze mnie bez żadnych zahamowań. I to każdy może mieć, bo to jest możliwe. Ja jestem żywym przykładem tego. I tak jak powiedziałam, stereotyp wieku to mi bardzo, bardzo przeszkadza. I to, że kobiety nie są traktowane na równi z mężczyznami, jeśli chodzi o wiele rzeczy, zarobki i tak dalej. Także ja tutaj mam dużą misję do spełnienia. Po pierwsze mam córkę Kasię, która mieszka w Nowym Jorku, która robi to samo co ja na amerykańskim gruncie i jest niesamowita w tym. Nie wiem czy ja mam to po niej czy ona po mnie, ale my jesteśmy za kobietami zdecydowanie, żeby im właśnie na naszym przykładzie pokazywać, że to jest możliwe. Ja się dopiero rozkręcam. Ja dwa lata temu napisałam książkę, która stała się bestsellerem. Ja teraz piszę następną. Już mam dwie. I już następną kombinuję i wiem, o czym będę pisać. Nigdy w ogóle nie przypuszczałam, Nigdy w życiu, że ja coś takiego zrobię, że ja tutaj będę do was mówić. Przecież ja jeszcze tak niedawno, znaczy niedawno, ja już teraz operuję dekadami, już nie mówię latami, to ja się wstydziłam zapowiedzieć zespół. Wstydziłam się. Myślę sobie, że się pomylę albo coś powiem nie tak. A teraz się tak rozgadam, że w ogóle nie można mnie zatrzymać na koncertach. To już moi muzycy powiedzieli, Ula, już dosyć tych kazań, bo chcielibyśmy sobie pograć. [20:51.24 → 20:57.11] A: Szczęście, sukces, sława. Czy to są ważne słowa w twoim słowniku? Sukces i sława? [20:57.68 → 21:38.04] B: To znaczy sława i sukces to są, ja wiem... Ja myślę, że najważniejsze to szczęście, a szczęście osiągamy wtedy, kiedy się spełniamy. I szczęście, kiedy naprawdę możemy tym spełnieniem się dzielić. I to jest najważniejsze. Jeżeli mamy w tym sukces, to znaczy moim sukcesem jest to, że przyszło dzisiaj dużo ludzi, przede wszystkim kobiet, bardzo się cieszę. Jest kilka rodzynek, zdaje się jeden, dwa, dwa, trzy rodzynki, cztery, pięć. Rączki proszę do góry. Tak? Są jacyś faceci? Tak, tak, tak. Tak, jesteście, tak. [21:38.10 → 21:39.42] A: No to jak są, to może... Wy [21:39.42 → 21:45.10] B: jesteście nam też potrzebni. Bardzo, naprawdę. Ja w ogóle mam narzeczonego wspaniałego. [21:45.12 → 21:58.48] A: A więc właśnie porozmawiajmy o mężczyznach. Przejdźmy z grabnym ruchem ze słowa S na słowo M. Skoro wywołałaś mężczyzn, to porozmawiajmy o mężczyznach. Nie pozwoliłaś mu przyjść na salę. Został w garderobie mężczyzna twojego życia. [21:58.58 → 24:31.17] B: Dlaczego? Został... Nie, bo... To jest człowiek, który jest introwertykiem, a ja jestem ekstrowertykiem. Ja lubię tak, a on woli tak. Kiedyś nas jeden redaktor przyuważył, podstawił mikrofon, a kilka dni przedtem byliśmy na jakimś przyjęciu i tam przechodziliśmy koło ścianki i tam, no ściankę, no ściankę. Mój narzeczony, Bogdan mam na imię, i to on tak niechętnie, i właśnie redaktor się zapytał, Panie Bogdanie, jak Pan się czuje na ściance? A ponieważ Bogdan jest kapitanem Żeglugi Wielkiej, powiedział, ja wolę na mostku. Ja lepiej się czuję na mostku. O mężczyznach, więc tak, ja powiem tak, miałam kilku mężczyzn, miałam związków nie na dziesiątki, ale miałam, niczego absolutnie nie żałuję. Skorzystałam, wielu rzeczy się nauczyłam od moich mężczyzn i powiem tak, z nimi wszystkimi miałam niebo i piekło. Warto było. Teraz mam ulgę, to znaczy, Jestem w związku z człowiekiem, który jest, tak jak powiedziałam, moją drugą półnutą. My się tak rewelacyjnie rozumiemy i to samo nam się podoba. Niektórzy twierdzą, że to jest nudne, a jeżeli nam się podobne rzeczy albo te same podobają. Nie, jest to wspaniałe. Ja odkryłam, Przede wszystkim bardzo kocha muzykę, zna się na muzyce i jeszcze do tego ma absolutny słuch. I myślałam, ojej, się wystraszyłam, jeszcze będzie słuchał. Słyszał, jak ja fałszuję, bo ja czasami fałszuję. Niektórzy mówią, że nie, ale ja wiem, że tak, że czasami śpiewam troszeczkę nieczysto. Gra świetnie w tenisa. No to koniec świata, przecież mamy takie mecze. Gra świetnie w brydża, w ogóle wspaniale gotuje i jest taki kapitan, potrafi wszystko. Wiadomo, że wszystko potrafi. A ja miałam zawsze artystów, którzy mieli wszyscy tylko lewe ręce. Znaczy do wszystkiego lewe ręce. Znaczy do tych rzeczy. Znaczy tylko lewe ręce, czyli dwie lewe ręce. [24:31.80 → 24:44.62] A: To dlaczego, jeśli to prawda, co gdzieś przeczytałam, chciałaś uciec, kiedy okazało się, że on chce się z tobą jednak spotkać? Najpierw prowokowałaś spotkanie, a potem uciekłaś. Dlaczego? [24:45.15 → 28:57.18] B: Tak, a powiedzieć jak to było? To jest fajna historia w ogóle. No dobrze, powiem. To było trzy lata temu, bo już jesteśmy trzy lata razem. Ja jeździłam na wieś do takiej mojej bardzo dobrej koleżanki Irenki i Andrzeja, sto kilometrów od Warszawy, na wieś. Piękna, piękna wioseczka, lasy łukowskie. I pewnego dnia tam siedzę, Irenka tak leci z iPhone'em, ze zdjęcia, i nagle pokazuje mi Ula, zobacz, kapitan Bogdan. Ja patrzę i oczom nie wierzę, słuchajcie. Stoi facet w majtkach na podwórku tam u nich, w śniegu po kolana, obok studnia i wylewa sobie lodowatą wodę na głowę z wiadra. Więc jak ja go zobaczyłam, ja mówię, dawaj jego telefon. No dobrze, to daję ci. Dzwonię do niego. Halo? Bogdan? Tak. Tu Urszula Dudziak. A tam cisza. Co się okazało, że dwa tygodnie przed tym ja śpiewałam z Quincy Johnson, w Solidarity of Art w Gdańsku, i on był w Gdańsku, i on był wśród publiczności. No i okazuje się, że zna moją muzykę i w ogóle fanem muzyki. I on tam, jego zamurowało, nie? A ja mówię, słuchaj, gdzie jesteś? A on mówi, w Gdyni. Ja mówię do niego, wiesz co, widziałam twoje zdjęcie w tych bokserkach takich. w zimie, jak stałeś w śniegu i z wodą lodowatą. Ja muszę cię poznać. Gdzie jesteś? On mówi, w Gdyni. A kiedy będziesz w Warszawie? W przyszłym tygodniu. Ja mówię, jak przyjedziesz do Warszawy, to koniecznie musisz do mnie zadzwonić. Ja cię muszę zgłębić. Ja muszę się z tobą zapoznać i wyciągam cię na drinka. I on przyjechał do Warszawy za tydzień i dzwoni. Ja patrzę, to on, nie odbieram, wysyła SMS, nie odpowiadam, zostawia voicemail, cicho siedzę. Po prostu się wystraszyłam, bo tak sobie pomyślałam, czy ja oszalałam, podrywam faceta, i w ogóle co ja wyprawiam, bo ja czasami robię sobie takie żarty trochę, tak na żarty. Ale potem myślę sobie, co ma być, to będzie. Mija tydzień i Irenka do mnie dzwoni i mówi, Ula będzie piękna pogoda, bo to był październik, piękna pogoda, musisz do nas przyjechać. Przyjeżdżam na wieś, patrzę, a on tam jest. I tak mi się głupio zrobiło. Myślałam sobie, co ja mam teraz powiedzieć, bo najpierw go podpuszczam, a potem się wycofuję, uciekam. I on mówi, Bogdan, ja cię bardzo przepraszam, że nie... I tak myślę sobie, ciekawa jestem, co odpowiem. Różne wersje mogą być. Najpierw tak, no tak, najpierw dzwonisz, a potem unikasz. Co to w ogóle jest? A on powiedział tak, ja wiem, że ty jesteś bardzo zajęta, nie miałaś czasu oddzwonić, także nie ma sprawy. O, już mi się spodobało. Także to było takie pierwsze nasze poznanie. Potem oczywiście okazało się, że gra w tenisa i przegrał ze mną 6-0, 6-0 i cały czas się śmiał. Latał po tym korcie i cały czas się śmiał. Jak ty rewelacyjnie grasz, jakie to uderzenie, jaki ty masz serw. A inni faceci, z którymi grałam, tam w przeszłości przegrywali takie gule, że z kobietą przegrywają. Nie złościli się tego, coś tam zawsze wymyślali, że to jakaś tam czyjaś wina. A on taki radosny, tak się z tego cieszył. Także węszyłam długo, ale już przestałam. [29:02.12 → 29:08.96] A: Bardzo się cieszę, że opowiedziałaś tę historię. Panie Bogdanie, bardzo przepraszamy. Obiecałyśmy, że nie będziemy nic mówić. [29:09.08 → 29:10.74] B: Nie, ja nic nie powiedziałam przecież. [29:11.58 → 29:37.57] A: Bardzo się cieszę, że opowiedziałaś tę historię także z tego powodu, że kiedy jej słuchałam, to sobie pomyślałam, że to jest tak naprawdę historia o tym, że większość z nas często wycofuje się z życia. Niby tak prowokujemy życie, niby tak coś łapiemy, niby wyciągamy rękę, ale jak los nam coś daje, wyciąga rękę także w naszą stronę, to my wtedy odwracamy się, uciekamy, że to chyba nie my, nie zasłużyłyśmy. [29:37.75 → 30:08.73] B: I tak naprawdę to nigdy nie wiadomo, czy jak weźmiemy, to jest to naprawdę, czy jak odczekamy i pozwolimy się sytuacji rozwinąć, to jest to. Naprawdę nie wiem. W tej konkretnej sytuacji okazało się, że nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Jego to zaciekawiło, mnie to też zaskoczyło. Także to akurat bardzo dobrze zafunkcjonowało. [30:08.73 → 30:16.13] A: Ale to skąd wiedzieć? Skąd w życiu wiedzieć, kiedy brać to, co daje los, a kiedy się jednak wycofać? Kogo słuchać? [30:16.67 → 30:59.06] B: Ja myślę, że bardzo ważny jest instynkt i ta pierwsza myśl. W moim przypadku bardzo często jest tak, że pierwsza myśl, nie? A potem zaczynam kombinować, zaczynam spekulować i żałuję. Rzadko mi się to zdarza, ale jednak mi się zdarza, bo ja nie jestem idealna, nie jestem nieomylna, robię błędy, ale ich robię coraz mniej. To wiem o tym i jestem tego świadoma. Ale właśnie instynkt, że pierwsza myśl jest taka, Ja myślę, że najprawdziwsza, najlepsza. [30:59.30 → 31:57.98] A: Ponieważ ja próbuję wprowadzić jakiś porządek w ten nasz słownik. Powiedziałaś nie spekulować, nie być wyrachowaną. Rzeczywiście, wróćmy w takim razie, jeżeli chodzi o matematykę, to jedynie kapitał i odsetki, to te dwa terminy działają. Spekulacje wyrzucamy z naszego słownika. Ale zatrzymajmy się chwilę przy słowie na M. takim jak miłość, o tym mówisz teraz od kilku minut, ale ja mam takie wrażenie, że ty bez miłości, bez względu na to, w którym miejscu tej litery U się znajdowałaś, funkcjonować nie potrafiłaś. Że dzięki temu, że tak naprawdę, prostuj, jeśli to nieprawda, zakochiwałaś się wciąż, niekoniecznie w mężczyznach, tylko, nie wiem, w sytuacjach życiowych, w ludziach, że gdyby nie miłość, nie mogłabyś robić kolejnych Czy to prawda? Czy miłość jest u ciebie tą siłą taką napędową? Czy ty się musisz zakochiwać bez przerwy? [31:59.24 → 33:56.00] B: Czy bez przerwy? Ja bardzo lubię być zakochana, naprawdę to jest piękny stan. Jestem kochliwa, ale jak już wpadnę, tak jak śliwka w kompot, to rzeczywiście już jestem przeszczęśliwa, naprawdę. I nigdy nie przypuszczałam, że mnie to spotka, że mam te motylki w brzuchu w dalszym ciągu, mam taką wdzięczność niesłychaną od losu, bo tak naprawdę Grażynko... Ja ostatnio przed poznaniem Bogdana byłam osiem lat sama i nawet moje dziewczynki dorosłe już po trzydziestce mówiły, mamuś, ty wszędzie chodzisz z tymi koleżankami, na przyjęcia powinnaś mieć jakiegoś boyfrienda". A ja mówię, po co mi boyfriend? Mam tak, piszę książki, w ogóle uczę się grać na nowych instrumentach, komponuję, podróżuję, mam projektów masę, jestem szczęśliwa, mam dużo, dużo przyjaciół, wielu przyjaciół. Jeszcze mi przyjdzie mężczyzna, będzie mi mieszał w życiu. Nie, nie, nie. Powiedziałam, że nie, aczkolwiek nie zamykałam się. To nie było to, że nie, tylko że nie. I wydaje mi się, że to jest sekret bycia szczęśliwym w związku. Jeżeli jesteś szczęśliwa sama ze sobą, bez związku, to dopiero w związku możesz być szczęśliwa. I naprawdę ten związek ma wtedy Wielki sens, bo to są takie dwa światy osobne, swoje własne i jeden cudowny wspólny. [33:56.36 → 34:05.88] A: A czy zauważyłaś na przykład, że inaczej śpiewasz, jak jesteś zakochana? Czy czujesz, że inaczej brzmi twój głos, kiedy masz koło siebie mężczyznę swego życia? [34:05.88 → 39:24.64] B: Wtedy się operuje chyba na innych płaszczyznach i ta wrażliwość jest taka wystawiona na światło dzienne rzeczywiście. I ja tak, ja śpiewam, a wiecie, że ja śpiewam też normalnie? A może ja zademonstruję, jak kiedyś śpiewałam, co? Bo jak ja... A propos jeszcze zakochania, to jak poznałam Krzysia Komedy, który mnie odkrył w Zielonej Górze, jak przyjechał do Zielonej Góry, ja byłam... Krzysztof Komeda, znany kompozytor, znamy go wszyscy, prawda? Ja byłam wtedy w dziesiątej klasie w Zielonej Górze i śpiewałam wtedy jazz. I stało się tak, że ktoś tam doniósł muzyk z Zielonej Góry właśnie Krzysztofowi, że jest taka w Zielonej Górze dziewczyna, która śpiewa jazz i trzeba ją przesłuchać. No i Krzysiu mnie przesłuchał, ja uciekłam z lekcji. Było pianino w restauracji i tam zaśpiewałam parę piosenek. I mnie zaprosił wtedy do Warszawy, żebym zaśpiewała z nim w klubie pod Herbrydami przez cały miesiąc. I tu pierwsza rzecz jaką zrobiłam, to się w nim zakochałam. I miałam straszny, zaraz zaśpiewam, ale miałam straszny problem. Dlatego, że jak przyjechałam do Warszawy, to zaopiekowała się mną jego żona Zosia. Była dla mnie naprawdę wspaniała. Pierwsza rzecz, że powiedziała, Ty masz włosy jak Beethoven, trzeba ją natychmiast obciąć. Wtedy była moda na Jean Seberg, smak miodu, króciutkie włoski, takie nam męsko obcięte. Do Bristolu mnie zabrała, torba duża do fryzjera. Fryzjer mnie obciął tak krótko, miałam włosy obcięte. Potem mówi Urszula Dudziak. Urszula to szwabskie imię, a Dudziak, Jak będą wymawiać, jak zrobisz światową karierę, to nie będą umieli wymówić swojego nazwiska. Fatalne imię i nazwisko. Więc tak jak zaczynałam śpiewać pierwszy dzień premiera, odkrycie wokalistyki jazzowej, tam przed klubem, przed Hilbertynami, było Dorota Cedro. Ja się na wszystko zgadzałam, bo Zosia miała zawsze rację. I ktoś jej tam powiedział, Zosiu, co ty wymyślasz, przecież Dorota Cedro to jest dla nas pływaczka. No to dobrze, to niech będzie, Urszula niech zostanie, ale nazwisko fatalne. To byłam potem Urszula Maj, przez Y na końcu, jak Karol Maj. W każdym razie zostało Urszula Dudziak. Ale do czego zmierzam? Lata, lata, lata minęły, parę dekad i ja do Zosi mówię, Zosieńko, pamiętasz lata sześćdziesiąte? Bo to mi tak jakoś leżało na sercu. Krzysiu, twój mąż, ja się strasznie wtedy w nim kochałam. Platonicznie w ogóle, nikt o tym absolutnie nie wiedział. A ona na to, wszystkie się w nim kochały. A śpiewałam wtedy tak, to znaczy z Krzysiem to chyba już lepiej, ale pierwsze moje takie próby wokalne, nie znając języka angielskiego, chociaż mieszkałam w Nowym Jorku 30 lat i znam ten język nieźle. I live in sin, never again, again hopes, here I am, hell of a hills in love begin with you. I live in sin, never again, again hopes, here I am, hell of a hills in love begin with you. A potem była taka balada pt. Again. Again, dzisiaj odchodzę od Ciebie, niech gwiazdy lśniące na niebie prowadzą nas bez słów. Again... Tak, pod wilas trochę. Tak dzisiaj chcę przeznaczenie, że chwile, które minęły nie wrócą nigdy już. Ja zawsze myślałam, że again to jest amerykańskie imię męskie. Again, dzisiaj odchodzę od ciebie, oczywiście. Także sobie kombinowałam, że jak będę miała męża i będę miała rodzinę syna na przykład, to będzie miał na imię Egein. A tą pierwszą piosenkę, którą śpiewałam, to po 30-letnim pobycie w Nowym Jorku i znajomości niezłej angielskiego, nie wiem, co śpiewałam. Dziwny język, taki jak ta papaya trochę. [39:25.20 → 39:37.35] A: Nie masz syna, masz dwie córki. Z jedną zaśpiewałaś teraz normalny twój przebój sprzed lat. To zresztą był wielki, jest ciągle wielki przebój. [39:37.93 → 40:39.42] B: W latach 60-tych nagrałam piosenkę dla Polskiego Radia z Big Bandem Edwarda Czernego. I moja córka Mika, która nagrała trzy płyty, jak przygotowywała się do tej trzeciej teraz, to szukała, szperała po polskich piosenkach. I muszę ci powiedzieć, że jak usłyszała mnie śpiewającą normalnie, to miała łzy w oczach i powiedziała, mamuś jak ty pięknie kiedyś śpiewałaś. To zresztą mój tatuś jak ja śpiewam tak. To tatuś mówi, Uluś, zaśpiewaj normalnie. A ja mówię, tatuś, przecież ja rozwijam się w tym kierunku. To tatuś mówi, wiesz co, właściwie to polubiłem te twoje kociokwiki. [40:41.44 → 41:01.64] A: Więc córka zaśpiewała normalnie, ty towarzyszysz jej natomiast z tą swoją cudną nienormalnością, ale ja chciałam zapytać o to, czy ty jej w ogóle radzisz coś, jeśli chodzi o sprawy muzyczne, życiowe i czy ona cię słucha? A jak radzisz, to co? Mówisz jej jak żyć, jak śpiewać? Powiedz o tym. [41:01.82 → 43:37.42] B: To jest bardzo delikatna materia przede wszystkim, bo tu jest tak, na ile można, A na ile nie można, bo każdy ma swój timing, każdy musi się sam czegoś nauczyć, dojść sam do pewnych wniosków. W niektórych sytuacjach nie ma skrótów, a my matki bardzo często chcemy dzieciom ułatwić i pokazać im skróty tu, tu, tu, a to nie jest tak. Kasia już coraz mniej, bo Kasia jest już na swoim w Nowym Jorku i tam ona wie, co chce. Mika tak samo, aczkolwiek czasami Mika się mnie pyta. Na przykład ma jakiś pomysł muzyczny i ja wtedy się... nie jest pewna czegoś, to ja... to co czuję, to co ja czuję, to nie znaczy, że ja mam zawsze rację, bo ja nigdy Jak na przykład, jak coś mówię na jakiś temat, to proszę zawsze, żeby nie brać tego na zasadzie, że ja to wiem. Ja tak to czuję, ja tak to widzę. To nie znaczy, że jak ja czuję, że to jest średnie, tak niezbyt, to nie znaczy, że to jest niezbyt. fenomenalne, tylko ja akurat się tym albo nie znam, albo nie czuję tego tak w tym momencie. Przecież ile jest takich przypadków, że artyści nagrywają płytę jedną, drugą, trzecią, czwartą, podobnie śpiewają i nagle w ogóle nie mają za co żyć i nagle czwarta albo piąta płyta chwyci. I wszyscy się nagle zachwycają artystą. Także to są bardzo delikatne, żeby tak powiedzieć coś, I dlatego ja nie lubię brać udziałów w takich showach telewizyjnych, w których jest wymagana ocena, bo można taką krzywdę zrobić wokaliście, że to w ogóle jest niewybaczalne. Niewybaczalne niektóre sytuacje. Ja nie wiem, ja się absolutnie do tego nie nadaję. Raz brałam udział w bitwie na głosy, ale to było zupełnie coś innego. i nigdy złego słowa nie powiedziałam moim wokalistom. Pomogłam im czasami pokierować, ale żebym tak zganiła kogoś i powiedzieć, że nic z ciebie nie będzie, że tłuman albo coś nigdy w życiu. Grzech śmiertelny. [43:37.82 → 43:56.43] A: Wróćmy jeszcze na chwilę do tego, co wydarzyło się kiedyś muzycznie. Twoja córka wyjęła z twojej szuflady jedną z twoich starych piosenek. Pełna masz te szuflady? Czy jest w tych szufladach, które masz coś, o czym na przykład to nigdy nie widziało światła dziennego? [43:56.47 → 46:51.90] B: Słuchaj, ja mam tyle szuflad, że aż sama się boję. I zaglądam czasami, myślę sobie, no matko święta, to jeszcze nieruszone, to leży już zakurzone, to w ogóle, naprawdę. Ja mam płyty, które nagrywałam i to wszystko na dyskach jest, na twardych dyskach, ale ja to wszystko, Ja się dopiero rozkręcam, nie widać? Także mam masę filmów, które robiłam sama, taką kamerą niesamowitą, taką, co się robi home movies, tak zwaną wideokamerą. Na przykład w latach 70., jak Wojtek Fibak przyjechał do Ameryki, mieszkał u nas i grał w tenisowe mecze. Fantastyczne mecze tenisowe. Myśmy byli jego grupi. Mieliśmy takie towarzystwo muzyków i żeśmy mu bardzo kibicowali. I pewnego razu, to było Forest Hills, amerykańska telewizja wybudowała takie rusztowanie, żeby tam się usadowić na górze, żeby dobrze widzieć ten mecz Wojtka Fibaka z kimś tam grał. To ja weszłam z tą moją kamerą za 100 dolarów I powiedziałam im tak, przepraszam bardzo, ja jestem z polskiej telewizji, ja tutaj będę też na tym rusztowaniu, bo ja też muszę mieć dobry widok. Oni tak się popatrzyli na mnie, ale to już przedawnione, nie można mieć do mnie pretensji. W każdym razie mam bardzo dużo filmów z naszych podróży, z meczów tenisowych. Także to też czeka na cyfryzację i na film o mnie, bo powinien powstać film o mnie, fabularny serial o mnie. Ja muszę w filmie zagrać, bo Michał Urbaniak zagrał w moim rowerze pięknie. Cudnie, bo on do mnie dzwonił jak robili ten film na Mazurach i mówi do mnie tak, słuchaj, wiesz co się wczoraj wydarzyło? Bo my z Michałem Urbaniakiem to jesteśmy brat i siostra. Wiesz co się wczoraj stało? W nocy na Mazurach tak ciemno było i miałem taką kwestię powiedzieć, pies miał zaszczekać i ja miałem powiedzieć kwestię, jest tak ciemno, że nic nie widać, ale ten pies nie chciał zaszczekać. Słuchaj, żeśmy wyprawiali cuda. I wiesz co? On zaszczekał, a ja zapomniałam swoją kwestię. Także ja muszę zagrać w filmie. Grażynko, proszę cię bardzo. Może tutaj na sali jest jakiś reżyser? Może mnie ktoś zauważy? O, telewizja jest. Nareszcie jestem w telewizji. Tylko jedna kamera? [46:52.77 → 46:54.61] A: Nie, druga jest tam jeszcze. [46:54.67 → 46:58.31] B: No to dobrze, to już jestem spokojna. [46:58.65 → 47:10.61] A: A gdyby ten film w tym scenariuszu, opartym oczywiście o twoje życie, o wszystkim można byłoby powiedzieć w tym filmie? Czy coś byś starannie chciała ukryć? Opowiedz nam teraz o tym, co byś chciała ukryć. [47:12.81 → 48:03.38] B: To nie powiem, bo już ukryte. To znaczy, oczywiście z tymi książkami autobiograficznymi i tymi filmami to zawsze są jakieś tam nieścisłości albo właśnie jakieś szczeliny, w które się tam wsuwa różne rzeczy, bo na przykład w tej książce wyśpiewam wam wszystko, słuchajcie, ja przywiozłam ze sobą książkę i to jest świetna inwestycja. Naprawdę, książka jest przede wszystkim rewelacyjna, po pierwsze. Po drugie, niedługo są święta, Także polecam co najmniej dwie albo trzy jako prezent. Podpiszę, potem się spotkamy tam, ja napiszę co chcecie i to jest taka antystresowa sytuacja. Grażynko, no wiesz jak to, święta przychodzą, co ja kupię Kasi, co ja kupię Krzysiowi. [48:03.40 → 48:17.34] A: Ale nawet nie trzeba będzie się tam spotykać, ja tutaj zwolnię miejsce i tutaj będą mogli Państwo zamienić dwa zdania z naszym gościem i poprosić o autograf, ale zostańmy jeszcze, bo książki oczywiście i płyty będą do kupienia, a ty lubisz dostawać prezenty? [48:18.22 → 48:18.72] B: Czy ja co? [48:18.90 → 48:20.30] A: Lubisz dostawać prezenty? [48:20.58 → 48:51.97] B: Wiesz co, ja wiem, no powiedzieć szczerze, Tak sobie, bo na ogół są nietrafione. Także one sobie potem leżą i tak, ale gest jest najważniejszy. Najważniejszy jest gest. Ja nie jestem łasa na prezenty, nie wiem, coś tak. Jestem, a może jestem? Nie, chyba jestem. Jednak zmieniłam zdanie. Jestem łasa na prezenty i proszę mi te prezenty wręczać. [48:52.75 → 49:09.75] A: Myślę, że do tego dojdziemy nieco później. Zatrzymajmy się jeszcze przy tym filmie, który sama wywołałaś, sama sprowokowałaś. Kto by miał napisać scenariusz? Powiedz proszę i czy rzeczywiście nie trzeba i czy ty byś tego bardzo pilnowała? Czy dałabyś wolną rękę twórcy? Czy byłabyś czujna, jeśli chodzi o swój życiorys? [49:11.00 → 49:34.84] B: Oczywiście, że byłabym czujna. Ja bym chciała sama napisać scenariusz, bo ja naprawdę się dopiero rozkręcam. Tak jak powiedziałam, także bardzo możliwe, że umiem pisać scenariusze też. To znaczy nie wiem, komu bym zaufała. Mamy kilku wspaniałych reżyserów w Polsce. Nie byłoby chyba problemu. [49:34.86 → 49:36.97] A: A te kolejne książki, o których wspomniałaś? [49:37.49 → 50:31.04] B: To jest dalszy ciąg właściwie tej książki. Wyśpiewam wam wszystko, bo sposób, w jaki napisałam tę pierwszą, to jest taki właśnie wygodny do napisania następnej. Bo to są takie scenki z mojego życia, bardzo fajne, niechronologiczne. To jest tak, jakby się rozrzuciło na stole fotografie i tam jedna fotografia, jak mam dwa latka, tu jak mam czterdzieści. Pan Mariusz z Millenium powiedział mi tak, Pani Urszulo, trzeci raz już czytam Pani książkę i cały czas się śmieję. Książka, ktoś mi powiedział, że to powinna być lektura obowiązkowa, bo tak dobrze się człowiek czuje po przeczytaniu tej książki. [50:31.42 → 50:35.98] A: Ale to mówisz o jednej zaplanowanej, a powiedziałeś, mam w planie książki. Co jeszcze? [50:36.28 → 51:20.55] B: Jeszcze książkę o Jerzym Kosińskim. Muszę napisać. Mam dużo materiałów i jemu się to należy, dlatego że jest postrzegany tak właściwie z jednej strony tylko jest oświetlony, a druga strona jest jego, to znaczy jest jedna ciemna, a druga powinna być oświetlona, bo każdy ma ciemną stronę przede wszystkim, ale nie jesteśmy świadomi naprawdę jakim był człowiekiem na co dzień i ja dobrze go poznałam, znaczy w miarę dobrze, bo tak naprawdę to sami siebie nie wiem czy tak dobrze znamy. [51:22.99 → 51:29.41] A: W sprawie poznania, to prawda, że poszłaś kiedyś do tarocistki i pytałaś o swoją przyszłość? [51:30.23 → 52:39.25] B: Tak, tak, tak. Ja poszłam raz, słuchajcie, ja poszłam raz do, jak byłam w Łodzi, powiedzieli mi, że w Łodzi mieszka, to było lata temu, Leszek Weres, znany astrolog. Ale powiedziano mi, nie idź do niego, bo się nie dostaniesz, bo czeka się dwa lata w kolejce. Ja mówię, ja? Dwa lata? Następnego dnia poszłam, zapukałam, dowiedziałam się, jaki ma adres, I następnego dnia otwiera drzwi i mówi, o, Ula. Także on mi przepowiedział wiele rzeczy. I powiedział mi, to był 96. rok. Ile lat temu? Prawie 20 lat. I powiedział, że będzie taki moment w moim życiu, że trochę zwolnię tempo. No to się nie zgadza. zwolnię tempo, ale jeśli chodzi o śpiewanie, i odnajdę w sobie żyłkę do pisania i będę pisać. Wtedy nie miałam zielonego pojęcia, że będę w ogóle pisać, że w ogóle napiszę coś, że ktoś to przeczyta i że to się spodoba. Nie wiedziałam. [52:39.87 → 53:02.79] A: Do młodości trzeba dojrzeć. Tak zatytułowaliśmy to dzisiejsze spotkanie, bo wydaje nam się być absolutnie idealnym przykładem na to, jak to śpiewała kiedyś Agnieszka, a właściwie różni wykonawcy do słów, Agnieszki Osieckiej, kiedyś byłam stara, a teraz już jestem młoda. Dojrzałaś do młodości. To w którą tę stronę idzie? Powiedz, proszę. [53:03.59 → 53:37.73] B: Ja sobie żartuję, że włączyłam wsteczny bieg. Chodzi o to, że oczywiście my się starzejemy, że ja się starzeję, ja widzę, że tam mi tu przybyło, tu, to, to, to, to, to. To nie o to chodzi, żeby coś zatrzymać, tylko nie myśleć o tym tak intensywnie. Zdawać sobie sprawę, że czas ucieka i korzystać z każdej chwili i wykorzystywać swój potencjał. To jest najważniejsze. Powtarzam jak nawiedzona papuga. [53:38.33 → 54:16.02] A: Nie masz wrażenia, że Duży problem tkwi w tym, jak traktujemy słowo starość, że się boimy tego słowa używać, że mówimy pięćdziesiąt plus, trzeci wiek i tego typu sytuacje. Mieliśmy się tu kiedyś, że gdyby Sofokles chciał chór trzeciego wieku zaangażować do swoich sztuk, to brzmiałoby to trochę śmiesznie. Chór starców brzmiał natomiast poważnie. Kiedyś tego słowa się nie bano, my się go dzisiaj bardzo boimy. Tobie cała nadzieja, że przywrócisz właściwą rangę temu słowu. [54:16.26 → 55:22.90] B: Po prostu nie ma równowagi, nie ma, jest to niesprawiedliwe, jest apoteoza młodości. Młodość jest piękna. Ale jest cały czas tylko ta młodość i ta... Zobaczcie okładki, już jest troszeczkę lepiej i w telewizji, na przykład w szwedzkiej telewizji nie zobaczy się może jedną, dwie młode wyfiokowane kobiety. A tak to są wszystkie fajne, dojrzałe, piękne, zadbane kobiety. I o to się dba. I ja chcę, żeby to było naprawdę wszędzie, żeby była zachowana równowaga, bo nie ma równowagi, naprawdę. Właśnie taka Jane Fonda, jak ona pięknie wygląda. Ona jest starsza chyba ode mnie troszeczkę, nie wiem, może rok albo dwa, nieważne. To można zadbać o siebie i starzeć się z godnością i z takim wigorem i z takim wykorzystaniem każdej sekundy. To jest chyba najważniejsze. [55:22.98 → 55:33.84] A: A kto tak naprawdę stoi nam na przeszkodzie? Nam, kobietom, które się starzeją? Czy społeczeństwo z kultem młodości, czy może jednak my same? [55:34.70 → 56:50.51] B: Społeczeństwo z kultem młodości, no i my, które uległyśmy tym stereotypom. Tak jak powiedziałam na tej literze U, to nie tylko to, że Tuman albo to, to jesteśmy Czyta się w gazetach, widzi się naokoło. I tak jak mówię, cały czas powtarzam, nie ma tej równowagi. Nie ma. I jesteśmy w jakiś sposób skażeni właśnie tą niesprawiedliwością i tym złym podejściem, niesprawiedliwym podejściem do starszego wieku. Bo przecież my kobiety, Dojrzałe kobiety, my powinniśmy być na piedestale. Jesteśmy mądre, doświadczone, możemy pomagać tej młodzieży, która potrzebuje, się pyta, my odpowiadamy. A jak ja słyszę, że trzeba ustąpić młodym, to wiecie, to jest po prostu okrutne i po prostu tak niepraktyczne i niesprawiedliwe. Duć jak na prezydenta. Ja poczekam cztery lata, ja mam czas, ja poczekam. [56:52.03 → 57:13.69] A: Gdyby państwo chcieli zadać pytanie przyszłej pani prezydent, to bardzo proszę. To jest ten moment. Mamy mikrofon, który jest do państwa dyspozycji. Proszę tylko o uniesienie ręki do góry i zasygnalizowanie chęci rozmowy. Później do pani prezydent będzie się dostać trochę gorzej. [57:15.88 → 57:20.78] B: Wiesz co, Grażynko, chciałabym jeszcze powiedzieć jedną bardzo fajną anegdotkę. [57:21.18 → 57:21.82] A: Nawet dwie. [57:22.34 → 01:01:16.92] B: O, mogę? Dobra. Niedawno wracałam ze Szwecji i w hali odlotów podszedł do mnie pan. I mówi do mnie tak, proszę pani, ja panią uwielbiam. Pani jest niezwykła. Pani jest po prostu boska. Pani ma taki głos. Proszę pani, pani nazwisko Krystyna Prońko jest naszym klejnotem narodowym. Ja mówię, proszę pana, ale mnie czasami mylą z uszlą dudziak. Z uszlą dudziak. Nigdy w życiu ona w ogóle śpiewać nie umie. Co takie, no nie wiadomo co. A ja widzę, że on trzyma komórkę w ręku. Ja mówię, wie pan co, a może sobie zrobimy zdjęcie, to będzie się pan chwalił znajomym, że pan leciał samolotem z Krystyną Prońką. O tak, pani Krystyno, naprawdę? Chce pani? Ja mówię, pewnie, że chce. Bierzemy, cyk, cyk, cyk, parę tych, żeśmy selfie zrobili jeszcze w samolocie. Pani Krystyno, szkoda, że nie mam pani płyty. Ja mam wszystkie pani płyty. Nie wiem gdzie jest teraz, czy gdzieś w szpitalu może, albo w sanatorium, nie wiem. A druga bardzo fajna anegdotka tenisowa. Mogę? Króciutka. Gramam w turnieju tenisowym, wykosiłam wszystkie kobiety i następnym moim przeciwnikiem miał być Henryk Sawka, ten znany nasz, którego kochamy do bólu. Ale nie wiedziałam, jak on gra, więc poszłam poszpiegować i patrzę, jak on gra i myślę sobie, miernota, już mi go było żal, że przegra z kobietą. A od tego meczu zależało, czy pójdę dalej, czy odpadnę. Stoję na korcie, on naprzeciwko mnie, a mnie naprawdę kochają na korcie. Ja jestem zgodna, pogodna, radosna, komplementuję przeciwnika, nawet jak świetnie zagra. Nigdy nie robię awantur, nawet się nie skrzywię na mojego partnera albo partnerkę w mixcie albo w deblu. W każdym razie stoję, on naprzeciwko i serwuję. Podrzuca piłeczkę. Nie serwuje. Jeszcze raz, a ja tam jestem Beskid Śląsko-Ożywiecki, jestem góralka, nie? Wulkan, tak? Ja myślę sobie, jak on tak, jak on zaserwuje, jak mu walnę tę piłkę, to w ogóle jej nie zobaczy, nie? Więc on udaje, że serwuje i znowu nie serwuje. Znowu piłka się odbija o ziemię, on ją chwyta, odgarnia włoski, nie? Tej piłki i potem i tak patrzy na mnie, nie? A ja tam... I on znowu podrzuca, w końcu zaserwował, no i oczywiście ja out i w siatkę. I słuchajcie, tak jak ja powiedziałam, że jestem radosna i ja naprawdę umiem przegrywać, ale w tym momencie tak się przejechałam na własnej prognozie, że widać było to po mnie i Heniu podszedł do mnie i mówi, Uleńko, nie martw się, mam dla ciebie rysunek. I mam rysunek w domu, wisi na tym rysunku dwóch tenisistów z rakietami tenisowymi, a w tle ja, czyli Ruda, znaczy Kasztanowa, też z rakietą. I jeden tenisista mówi do drugiego, ty, słyszałem, że ta Dudziak też śpiewa. Mam ten rysunek i jest kopia nawet tego rysunku w książce. [01:01:17.06 → 01:01:23.64] A: A to prawda, że ty w tenisa zaczęłaś grać, bo się zakochałaś? Zauważyłaś, że przystojny mężczyzna? [01:01:23.78 → 01:02:42.28] B: Tak, ojej. Miałam wtedy chyba, nie wiem, 11 albo 12 lat w Międzyzdrojach. Myśmy jeździli z Zielonej Góry na wakacje do Międzyzdrojów. Mieszkaliśmy pod namiotami z całą rodzinką. I pewnego dnia idę, idę i słyszę ten... taką alejką, taka piękna willa, były takie krzaczki i tam nie było widać dokładnie, co tam się dzieje, ale była taka przerwa. I ja tak patrzę, a tam był taki piękny, przystojny tenisista, który grał z jakimś starszym, może ojcem, ale on był taki przystojny, brunet, pięknie na biało ubrany i tak się pięknie ruszał. Zaraz się w nim zakochałam. I potem chodziłam, chodziłam, myślałam, że go spotkam, ale nigdy go nie spotkałam. I ten widok mam cały czas przed oczami. Znaczy cały czas, no od czasu do czasu, bez przesady. Bo znałam niejednego tenisistę, znam osobiście wielu. I to rzeczywiście, potem jak zaczęłam grać w tenisa, to bardzo możliwe, Coś mi się skojarzyło z takim uczuciem takiej radości, miłości, zafascynowania, zakochania. [01:02:42.72 → 01:02:46.26] A: Mówiłam, że paliwem napędowym Urszuli Dudziak jest miłość? [01:02:46.97 → 01:02:47.55] B: Tak jest. [01:02:47.86 → 01:02:56.20] A: To co to teraz będzie, jak ta miłość najprawdziwsza pojawiła się trzy lata temu, to ty rzeczywiście się prędko nie zatrzymasz Urszulo? [01:02:56.24 → 01:03:03.24] B: Nie, już nie wypuszczę tego, nie będzie pływał. To już dopłyną do portu przeznaczenia. [01:03:04.84 → 01:03:12.98] A: Chcieliby państwo ewentualnie zadać pytanie. Bardzo proszę. Proszę sekundę poczekać. Już mikrofon idzie w pani stronę. [01:03:15.30 → 01:04:03.13] B: Dobry wieczór. Bardzo mi miło. Mogę tutaj uczestniczyć w spotkaniu z panią. Dobry wieczór. Chciałam zadać jedno pytanie. Czy dopada panią czasem taka nostalgia przemijania? Tak jak każdego z nas dopada. Mamy w tej chwili jesień. Czy czasem pani myśli, będzie następna jesień, czy będzie następna wiosna? I drugie pytanie. Czy jest tak, że pani się czegoś boi? Jesteśmy ludźmi, boimy się, prawda? Jeden boi się pająka, drugi boi się jeszcze czegoś innego. Czy ma pani takie uczucie, boi się pani czegoś? Wojny, choroby, głodu? Nie wiem. następnej miłości może, chociaż tutaj takiej. [01:04:04.35 → 01:04:07.21] A: To tylko te dwa pytania. Dziękuję bardzo. [01:04:09.91 → 01:06:08.97] B: To było właściwie to pytanie bardzo na czasie, muszę pani powiedzieć, dlatego że dzisiaj wyjechaliśmy z Bogdanem samochodem z Warszawy około południa. Był piękny dzień. Jechaliśmy tutaj przez Pola, łąki, piękne drzewa, złota jesień, przecudna, kolorowe. I tak sobie wtedy pomyślałam, że będzie taki kiedyś moment. Nie wiem kiedy, ale tego mi będzie chyba bardzo żal. Tych przepięknych widoków, tej cudownej przyrody. A czego się boję? Boję się wojny. Moja mama powiedziała uluź, można wszystko przetrwać, ze wszystkim jakoś sobie poradzić, ale wojna to jest najokropniejsza rzecz, jaką może spotkać człowieka. Także ten niepokój taki, istnieje w tej chwili na świecie, to mnie czasami niepokoi, aczkolwiek wiem, że ja jako mała mróweczka nie mogę nic z tym zrobić, tylko mogę swoją rzecz, mogę stworzyć ten mini świat, tak jak tutaj tworzę, żeby się podzielić swoją energią, podzielić się swoją, powiedzmy, jakąś tam mądrością życiową i powiedzieć przede wszystkim kobietom, Stan umysłu najważniejszy, wykorzystać swój potencjał i wiek rzecz jest rzeczą umowną i serce nie siwieje i nie idzie na emeryturę. Bardzo [01:06:13.01 → 01:06:27.30] A: proszę. Zachęcam panie, zachęcam panów. Panowie zadają ci czasem pytania, kiedy się spotykasz w czasie tych rozmów z paniami przede wszystkim. Czy te pytania się różnią? [01:06:28.38 → 01:07:39.72] B: Wiesz, że nie przypominam sobie czegoś takiego wyjątkowego, ale mogę powiedzieć jedno, że ja na przykład jak jestem za sceną i mam niedługo wychodzić, Na przykład jak koncertuję, ale nie tylko jak koncertuję, to sobie zawsze wyobrażam, że jest na sali jakiś mężczyzna. Boguś, nie słuchaj tego. Mężczyzna. I to jest taka randka trochę w ciemno. Ja nie wiem, kim on jest, ale on mi się bardzo, bardzo podoba. Jest to w jakimś sensie, on jest uosobieniem całej publiczności. I ja go podrywam, po prostu robię wszystko, żeby on się we mnie zakochał. I to jest takie cudowne sprzężenie zwrotne. On się we mnie zakochuje, a ja się zakochuję w nim. I to jest taka cudowna energia. Ja daję tę energię publiczności, ona do mnie wraca. I się tak wzajemnie napędzamy. To nie ma nic piękniejszego. Naprawdę i po to warto żyć. [01:07:40.82 → 01:08:05.96] A: Taka sytuacja grozi jednak kompletnym brakiem pytań, bo kiedy człowiek świeżo zakochany to nic tylko patrzy w oczy i za wiele nie gada. Ale mimo wszystko namawiam państwa bardzo serdecznie do ewentualnego zadania pytania. Bardzo proszę. Ja powtórzę pani pytanie, bo jeśli nie powtórzę to nasi internauci nie będą mogli go usłyszeć. Prosimy. [01:08:08.30 → 01:08:11.30] B: To [01:08:15.06 → 01:08:18.80] A: było pytanie o muzyczne inspiracje z przeszłości i teraźniejszości. [01:08:19.62 → 01:12:55.83] B: Jak miałam 14 lat, usłyszałam po raz pierwszy jazz przez radio. Mieszkałam wtedy w Zielonej Górze. Willis Conover, amerykański DJ z Waszyngtonu, nadawał cykliczne audycje, bombardował fanów zza żelaznej kurtyny tą piękną muzyką. Willis Conover, niski, piękny, sensualny głos, który rozbudzał moją wstydliwą, powiedziałabym, wstydziłam się nawet tej wyobraźni, ale to taki piękny głos, voice of America, jazz, our voice, A ja myślałam, że to boysy, że tyle tych boysów jest w tej Ameryce, że tak świetnie grają muzykę jazzową. I wtedy usłyszałam po raz pierwszy Elle Fitzgerald, amerykańską wokalistkę, Billie Holiday, Nancy Wilson, Sarah Vaughan, także muzyków, czy Mice Davisa, Coltrane'a, Charlie Parkera. Potem poznałam Krzysia, potem byłam z Michałem Urbaniakiem lata. ale pierwsze te moje wokalne fascynacje to były właśnie Elon Fidżart. I muszę jeszcze coś tutaj powiedzieć à propos śpiewania. Byłam w Lucernie, to była wyższa szkoła, właściwie konserwatorium, gdzie była sekcja wokalna. Nie pamiętam, dziesięciu chyba wokalistów. I zrobiłam niesamowity eksperyment. Mianowicie, na moich maszynach nagrałam podkład, to znaczy akompaniament. Coś takiego... Coś takiego. I to zapętliłam na moich maszynach, czyli to się powtarzało cały czas. I mówię teraz tak, proszę ty zaśpiewaj, zaimprowizuj. Więc jeden improwizował pod Bobby McFerrina, drugi pod Franka Sinatra i dziewczyna pod Cassandre Williamson. Każdy miał swojego guru, na którym się uczył. A ja powiedziałam tak, wyciszyłam ten podkład i powiedziałam teraz. A teraz wszyscy słuchajcie mnie uważnie. Śpiewajcie tak, jakbyście nigdy nie słyszeli żadnego wokalisty w swoim życiu. Zadziwcie siebie, tutaj nas wszystkich i cały świat. Zaśpiewajcie tak, jak żeście nigdy przedtem nie zaśpiewali. Słuchajcie, to było doświadczenie niezwykłe, bo pierwsza osoba, ten chłopak, który śpiewał pod Franka Sinatry, to on zaczął jodłować. Dziewczyna potem też jakieś dziwne dźwięki wydawała. Trzeci, który śpiewał pod Bobby McFerrina, czy już nie pamiętam dokładnie, to wydobywał bardzo niskie dźwięki, takie tybetańskie, gdzieś tutaj stąd. To było doświadczenie niezwykłe. Dlaczego? Dlatego, że wszyscy nagle odnaleźli, każdy odnalazł w sobie coś unikalnego, tożsamość. indywidualność i niektórzy się rozpłakali, bo to było olśnienie dla nich. I ja nie wiem potem, co oni teraz robią, co oni śpiewają, chociaż jestem z niektórymi w kontakcie, ale wiem, że tym wokalistom dało to bardzo dużo do myślenia, bo bardzo ważny jest, jeśli chodzi o artystów, własny głos, który wypływa z duszy, z serca, Tożsamość, indywidualność. I ja to pozwoliłam im, właśnie pokazałam im, że to jest ten moment, w którym już może nie potrzeba śpiewać, naśladować innych wokalistów, tylko poszukać coś własnego, indywidualnego, bezcennego. [01:12:56.73 → 01:13:06.15] A: Mówisz o głosie, ale tak naprawdę, gdyby zamienić to słowo, albo nawet je skreślić, to to jest właśnie ta twoja recepta. [01:13:07.01 → 01:13:07.65] B: Dokładnie. [01:13:07.79 → 01:13:30.17] A: To jest właśnie recepta na to, jak być szczęśliwym Urszuli Tuciak. Czy są takie pytania, których nigdy nikt ci na spotkaniach nie zadał, a uważasz, że o tym warto byłoby powiedzieć? Czy są pytania, których na przykład my się wstydzimy zadać? Czy są tematy, o których wstydzimy się rozmawiać, a niepotrzebnie? [01:13:31.85 → 01:15:30.67] B: Są takie tematy, no ja myślę, że to jest też następny stereotyp, że kobiety czy mężczyźni, czy w ogóle pary dojrzałe, jak wygląda u nich seks, czy mają w ogóle seks, czy to w ogóle jest, jak to jest postrzegane i tak dalej. I znowu jest następny stereotyp, że starsze osoby to w ogóle gdzie tam i jeszcze jak... Właśnie i to jest to, Nie ma wieku, nie ma wieku. Jest miłość, ma się 100 lat czy 110, można mieć cudowny seks. Fenomenalny, który jest piękny, życiodajny. Może nie jak mamy 100 lat, bo możemy rodzić tylko jak mamy... Teraz to już do 70 chyba można urodzić, nie? Kiedyś to... Także chyba to i potem czy ja miałam jakieś operacje plastyczne, się pytali. Nie miałam, ale może będę miała co? Nie wiem co, bo chciałabym może coś jakaś jest, że jakieś okłady się robi coś tam, bo tak się tak patrzę, że troszeczkę taką mam pomarszczoną, ale wiecie co? Bardzo ciekawą rzecz zauważyłam, bo ja siebie też obserwuję. Kiedyś leciałam samolotem i tak patrzę w lusterko i myślę, ojej, tutaj mam tam szyję. I wiecie, co zrobiłam? Wzruszyłam się. To było takie wzruszające, że o, no uleńko widzisz, starzejesz się, no ale no to co? No to co, że się starzejesz? Patrzę na ręce, no to co? Ząb czasu gryzie wszystkich jednakowo. I to jest takie inspirujące i pocieszające. [01:15:31.86 → 01:15:35.68] A: Czy ktoś z Państwa? Bardzo proszę. [01:15:40.72 → 01:16:12.95] B: Także przepraszam, ciąć na pewno nic nie będę, żadne skalpele, to po prostu mnie... Ale jakieś takie okładziki, jakieś pieszczoty, o pieszczoty, bardzo tak, pieszczoty, tak, tak, tak, takie poklepy, o, albo takie, o. To jest bardzo dobre, bo tutaj te mięśnie się ćwiczy. Niezbyt ładnie wygląda, niezbyt atrakcyjnie, ale ja tego nie wstydzę, bo ja będę grała różne role w filmach. Okej, słucham pytanie. [01:16:14.55 → 01:17:01.54] A: Dzieli się Pani swoją... życiową mądrością, ma Pani dużo świadomości, samoświadomości. No i rzeczywiście wygląda Pani i jak odzywa się Pani w taki sposób taki piękny, dojrzały, inspirujący dla innych. Chciałam zapytać o Pani inspirację. Czy ktoś takie filozoficzno, jakieś takie życiowe. Czy ktoś Panią poruszył i też zawdzięcza Pani komuś, jakiejś istocie innej ludzkiej, oprócz tych swoich doświadczeń życiowych, z których się Pani uczyła, to kim Pani jest, jak Pani żyje? [01:17:02.74 → 01:21:59.82] B: Wie Pani co? Ja jestem w Czepku urodzona dlatego, że miałam szczęśliwe dzieciństwo. Mój tatuś taki kawalarz bez przerwy dowcipkował, bez przerwy, bo w ogóle to u nas był radosny dom, aczkolwiek czasami było bardzo ciężko, bo nie byliśmy bogaci, byliśmy biednymi ludźmi. Także to było przede wszystkim, wydaje mi się, że w tym moim całym takim dobrostanie, w którym jestem teraz, to wyniknęło z tego, że miałam dobre dzieciństwo i potem uczyłam się na wzlotach i upadkach, i po tych schodach się wspinałam życia. Wspinałam się jęcząc, jęcząc, ale dostałam się na górę i jaki piękny jest widok. Na następną górę, po którą się będę musiała wspinać może. W każdym razie, jeśli chodzi o inspirację, wie Pani, ja często jak widzę kobiety, Na przykład jak powiedziałam dzisiaj o Jane Fonda, czy Barbara Walters, to jest taka dziennikarka amerykańska, bardzo mądra kobieta. I ja ją obserwowałam przez lata i widziałam jak czas upływa, a ona właśnie się pięknie starzeje. Bo to, że się starzejemy, to temu nikt nie zaradzi. ale w sposób, w jaki się starzejemy, to jest strasznie ważne. I ja o tym cały czas mówię, żeby odsuwać na bok te złe myśli i takie destrukcyjne myśli, że to ja się do tego już nie nadaję, a ja już to nie, albo to, i zwalać na jakieś tam... Ja kiedyś nawet śpiewałam dla... Było kilkuset lekarzy i opowiadałam o swoim życiu i wszyscy ha, ha, ha, hi, hi, hi, a w pewnym momencie tak się rozbisurmaniłam i o tym stanie umysłu zaczęłam wkładać do głowy. Ja mówię, ja myślę, że można stanem umysłu zmienić swoje geny. A tam cisza. No ta Dudziak to już zwariowała zupełnie. Co się okazało? że wcale nie jest takie dalekie od prawdy, dlatego że my swoim skupieniem i właśnie swoją silną wolą możemy usypiać geny te, które nam przeszkadzają, a inspirować geny te, które nam sprzyjają. I to jest już nawet udowodnione. Nie można zmieniać, ale można nimi manipulować. I dlatego ja mówię, ja na własnym przykładzie, ja jestem przykładem takiego myślenia i chcę to powiedzieć wszystkim, podzielić się, że ja chcę, żebyście tak żyły, żebyście tak żyli jak ja, żebyście z taką radością podchodzili. Ja potrafię wszystko załatwić. Nie dlatego, że jestem Urszulą Dudziak, bo są takie sytuacje, kiedy mnie nikt nie zna czy w innym kraju, ale w jakiś sposób. Jak pani ma na imię? Tak. Pani Aniu ja przychodzę do Pani. Dzień dobry. Pani Aniu ja mam wielką do Pani prośbę. Ja mam taką sprawę i zaczynam nawijać, patrzę Panie w oczy, uśmiecham się i jest zaraz między nami relacja cudowna. I Pani będzie się spieszyć, żeby sprawić mi frajdę, przyjemność, żeby mi załatwić to, o co ja Panią proszę. I to jest o czym mówię, o tym sprzężeniu zwrotnym. Czyli Pani ma radość z tego, żeby sprawić mi... Radość. No i ja też mam radość z tego, że pani ma radość i mamy wszyscy radość. I o to chodzi. O to chodzi, że naprawdę o wiele łatwiej żyć. Ja się rzadko spotykam z takim betonem albo ktoś... zły i w ogóle ja się uśmiecham, a ktoś nie. Bardzo rzadko, właściwie nie pamiętam takiej sytuacji. Ja potrafię zawsze tym jasnym, takim radosnym podejściem rozbroić każdego. Jak sobie weźmiecie to do serca, to o wiele łatwiej z tym żyć. Naprawdę. I ludzie tego pragną, tego światła, bo każdy ma w sobie piękne światło. Naprawdę. Tylko trzeba to światło uwolnić uśmiechem, dobrym, takim życzliwym podejściem do drugiego człowieka. Amen. Czy [01:22:01.52 → 01:22:07.34] A: ktoś z Państwa jeszcze? Czy od zawsze miała Pani takie usposobienie? [01:22:07.68 → 01:24:51.39] B: Tak jak powiedziałam, wyrosłam z domu szczęśliwego, potem była szkoła i różnie było w szkole. Właśnie tak, ty tu manię, ty nic nie wiesz i tak dalej. Ja miałam bardzo dużo kompleksów. Jak przyjechałam do Nowego Jorku, razem przyjechaliśmy z Michałem Urbaniakiem, W ogóle się wszystkiego bałam. Po koncercie, naszym z jednych z najlepszych koncertów w Nowym Jorku, przyszedł do nas za kulisy recenzent z New York Times'a i mówi do mnie tak, Miss Dudziak, you are incredible, you are fantastic. A co ja zrobiłam? Ja patrzyłam na niego i myślałam sobie, co on nad nimi chce? Oczywiście rozumiałam te komplementy, ale zaczęłam się cofać i mówię, proszę pana. Po angielsku mówiłam jak przyjechałam, proszę pana. Ja nic nie umiem. Ja dopiero się uczę. Ja dopiero zaczynam. Proszę pana, gdzie tam? Ja fantastic. Nie, I'm not fantastic. I on tak się patrzy na mnie. Skąd ona jest w ogóle? Ona śmie podważać moją opinię. Przecież ja albo tak, albo tak. Bo zaraz napiszę w New York Times, że tak to w ogóle koniec, a tak to dopiero początek. I ja podważam jego... I ja zauważyłam, że coś jest nie tak. I z czasem zaczęłam zmieniać zdanie. Jak ktoś mnie chwalił, mówię thank you, a potem yes, you're right. Tak, zgadzam się i tak dalej. I właśnie ja byłam bardzo niepewna siebie. Bardzo niepewna siebie. Bałam się. Miałam taki syndrom typowy. Chciałabym, chcę śpiewać strasznie, ale boję się. W ogóle źle wyglądam, jestem brzydka, mam... Te moje eksperymenty, no to w ogóle... Naprawdę. I z czasem, to wszystko z czasem. Potem miałam trudne momenty w życiu, bardzo trudne. I rozwód, i śmierć bliskiego. I sama zostałam. I w ogóle nie wiedziałam, jak sobie poradzę. Ale poradziłam sobie. Poradziłam sobie i teraz Te wszystkie moje upadki stały się cudownymi dla mnie lekcjami. I teraz chcę się podzielić właśnie tym, że tak naprawdę to nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. To moja mamunia zawsze mi powtarzała – Uluś, nie martw się. Tak to jest. [01:24:52.45 → 01:25:11.25] A: W 2050 roku, tak twierdzą ci, co wiedzą, czyli amerykańscy naukowcy, w 2050 roku podobno średnia wieku na świecie będzie wynosiła 100 lat. I mam niejasne wrażenie, że wtedy Urszula Dudziak będzie tę średnią stanowczo zawyżać. Dziękuję bardzo. [01:25:11.67 → 01:25:15.59] B: Dziękuję bardzo. Dziękuję. Dziękuję. [01:25:17.98 → 01:25:32.98] A: 72 urodziny Urszula Dudziak obchodziła ledwie 5 dni temu. Nie wiem czy stosownie będzie zaśpiewać 100 czy od razu śpiewamy 200 lat, ale życzymy Ci wszystkiego pięknego Urszulo. [01:25:33.50 → 01:25:52.52] B: Ja bardzo dziękuję i bardzo sobie cenię to dzisiejsze spotkanie, naprawdę. Dziękuję pięknie, dziękuję kochana. Dziękuję. I do zobaczenia, bo ja się dopiero rozkręcam i nieraz tu do was przyjadę. Dziękuję.
Bitwa o kulturę. Do młodości trzeba dojrzeć.
Każdy wiek ma swoje prawa, ale są lata, które mają ich więcej. W czasach faworyzowania młodości, z Urszulą Dudziak porozmawiamy o tym, że to właśnie z upływem czasu może przybywać energii, o entuzjazmie, radości życia, planach i jeszcze o tym, że na miłość nigdy nie jest za późno.
Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Osobowości” na antenie Radia Lublin w każdy poniedziałek o 20:00.