Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.11 → 03:09.34] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Czekałam na dźwiękową interwencję, czyli na nasz gong, ale dziś wyjątkowo nie wybrzmiał. Tak to czasem bywa z interwencjami nie do końca zaplanowanymi. Jest mi niezwykle miło powitać państwa w Teatrze Starym. Państwo wiedzą, że we wtorki Nasze spotkania odbywają się raz pod hasłem bitwa o literaturę, raz pod hasłem bitwa o kulturę. To dzisiejsze spotkanie, ten dzisiejszy wieczór upłynie nam pod hasłem bitwa o kulturę, choć będziemy czytać. Czytanie miasta to jest hasło naszego dzisiejszego wieczoru. To, co Państwo zdążyli przeczytać, idąc na to dzisiejsze spotkanie albo w stronę kanapy, z której właśnie nas Państwo w tej chwili przez internet oglądają, no to pewnie zależało od tego, czy na nogach ta droga pokonana, czy z punktu widzenia kierowcy samochodowego, czy może z punktu widzenia okna w trolejbusie obserwowali Państwo miasto, bo w tej przestrzeni poruszać się dzisiaj będziemy. Na to, jak czytać miasto, ma wpływ oczywiście bardzo wiele czynników. Nad kilkoma z nich zechcemy się dzisiaj zastanowić. Zechcemy się też zastanowić nad tym, jak wygląda alfabet, którym należy się posługiwać i który należy znać, żeby dobrze czytać. Oczywiście, że nie omówimy dzisiaj całego alfabetu, bo to po prostu niemożliwe. Po pierwsze, trzeba by było zaprosić naprawdę bardzo wielu, bardzo różnych specjalistów, a po drugie, czasu byłoby zdecydowanie za mało. Postanowiliśmy się dziś przyjrzeć więc niektórym literom tego alfabetu, żeby zobaczyć jak one piszą miasto i co z tego dla nas wynika. I jeszcze rzecz niezwykle ważna, kto tutaj tak naprawdę jest pisarzem, a kto czytelnikiem, a kto krytykiem literackim i czy w ogóle w tej sytuacji taki krytyk, który mówi co jest dobre, a co złe, ma rację bytu, jest potrzebny. i jaki powinien być jego charakter. Panie, panowie, to dla mnie bardzo ciekawe sprawy. Mam bardzo wiele pytań, na które nie znam odpowiedzi i dlatego zaprosiłam dziś dla państwa i dla siebie znakomitego gościa Cezary Hunkiewicz. Zapraszam. Zapraszam, to jest mikrofon dla ciebie, Cezary. Cezary Hunkiewicz, nasz on jest, bo lubelski, ale i światowy. Mam nadzieję, że zajrzymy dzisiaj w kilka miejsc, które są ci specjalnie bliskie. Cezary Hunkiewicz jest między innymi wśród wielu funkcji, które mogłabym wymienić założycielem i prezesem Europejskiej Fundacji Kultury Przestrzeni, a także założycielem galerii, którą będziemy państwu polecać i do której pewnie dziś zajrzymy w opowieści Brain Damage Gallery, to jest galeria w Centrum Spotkania Kultur, którą właśnie przed chwilą nasz gość zamknął, żeby zdążyć na spotkanie z państwem.
[03:09.50 → 03:11.82] B: Ale jutro otworzę i zaproszę, o 12.
[03:11.99 → 03:56.75] A: To jest dobra godzina. Kiedy przeglądałam sobie rozmaite informacje na twój temat, a nie brakuje ich w świecie internetowym, to trafiłam na zdanie, które sam o sobie mówisz, a właściwie na słowo i ono spodobało mi się w sposób specjalny. Cezary Hunkiewicz mówi o sobie entuzjasta przestrzeni miejskiej. I pomyślałam sobie, że entuzjasta, czyli ktoś ożywiony jakąś ideą, ktoś, kogo to ożywienie i ta idea prowokują do działania, to jest postać, która ma szansę naznaczyć przestrzeń właśnie. Ale powiedz mi, Czarku, na początek, co takiego jest w idei miasta, że to ożywia, że to jest ważne? Dlaczego to jest ważna dla ciebie idea?
[03:57.51 → 07:06.68] B: Bałem się tych pierwszych pytań, bo strasznie jest trudno na nie konkretnie odpowiedzieć, tak żeby państwa nie znudzić. a z drugiej strony troszkę to, o czym myślałem i bałem się względem dzisiejszego spotkania, mianowicie jak powiedzieć o tym, co robimy, żeby nie przeintelektualizować zjawiska, ale z drugiej strony jak zrobić, jak mówić, jak czytać miasto, żeby nie popaść w banał. Może taki mały i jedyny występek historyczno-analityczny. Pytasz się, co jest ciekawego w przestrzeni miejskiej. Znaczy, mi się wydaje, że troszkę nie mieliśmy alternatywy nie zobaczyć, co jest ciekawego w przestrzeni miejskiej, bowiem dzisiaj, przynajmniej dla jakiegoś mojego pokolenia, jest to naturalny kontekst, którym się kształtowaliśmy. I w momencie, kiedy są jednostki, które od wieku powiedzmy lat 14, bo tak się zaczęła jakoś kształtować moja świadoma, współpraca z przestrzenią miejską, czasem taka, która była chwalona, czasem taka, która chwalona nie była. Nie miałem tej alternatywy, żeby poznać inne konteksty. One mnie ukształtowały. Dla mnie to był naturalny po prostu przestrzeń. Nie wiedziałem nic poza miastem i też takie wątki biograficzne, bardzo charakterystyczne dla mojego pokolenia, mianowicie pewne wpływy zachodnie, kiedy zarówno kultura, często importowana ze Stanów, jednak bardzo mocno nam narzucała pewien kontekst miasta. To były miejsca, w których się działo. To nie było jakichś atrakcyjnych wizji przestrzeni czy przyrody wówczas. jaką nas karmiono. Nie, to były raczej jakieś kolorowe rysunki na ścianach, to były chociażby okładki płyt, które pokazują bardzo ciekawy kontekst, o którym jak się pojawią slajdy, też powiemy. Czyli pewna wizualność zderzona z przestrzenią miejską od razu determinowała nasze działania, że my w tym musimy się odnaleźć. Nie mamy alternatywy, no więc jak każdy urządza sobie mieszkanie, no po swojemu, więc musieliśmy to zrobić po swojemu. Gdy chodzi, to był wątek taki subiektywny. Obiektywniej patrząc, i to będzie taki jeden, jak wspomniałem, występek analityczno-historyczny, musimy pamiętać, że dzisiaj jest moda na miasto, że dzisiaj się spotykamy tutaj, bo ktoś o tym chce rozmawiać. Nie wiem, czy 20 lat temu by była sposobna, żeby o tym rozmawiać. Aż się tyle nie wydarzało, ta przestrzeń była raczej relacją uwładaną przez władzę, to jest taki kontekst mocno fukowski, Była to przestrzeń zdominowana przez instytucje. Dzisiaj raczej nie. Kto burzy ten układ? Raczej mówimy o ruchach miejskich. znaczący kontekst funkcjonowania w Polsce, wszystkich zmian związanych z rowerami, czy też hasło Reclaim the City, odzyskiwanie miasta. Więc to gdzieś się zaczęło dziać w kontekście modernizmu, postmodernizmu, próby zerwania z autorytetami, w tym z władzą. Są ci obywatele, jesteśmy my, no i chcemy sobie coś popsocić, tak mówiąc skrótowo.
[07:06.98 → 07:10.02] A: To do kogo właściwie należy miasto w takim razie, powiedz mi, proszę?
[07:10.02 → 08:15.94] B: Do różnych osób. Przygotowywałem się do tego spotkania i tak sobie myślałem, bałem się tej właśnie takiej próby przeintelektualizowania tego, co robimy, no ale odpowiedzmy sobie, czy jest Lublin? No wiadomo, lubelaków najlepiej powiemy, no halo, ale przyjeżdżają turyści. Czy jest Częstochowa? Czyli zawsze funkcjonujemy w tych kontekstach my, mieszkańcy, ale także pewna forma gościnności, przygotowania tej przestrzeni jak domu. Do tego, że ktoś przyjdzie, no to mam fragment posprzątany, tak? No niekoniecznie każdego zaproszę do piwnicy. A piwnica to domena, gdzie my się włączyliśmy jako ludzie związani z kulturą miejską. To właśnie były te przestrzenie zaniedbane, nie mówię estetycznie, bo to nie ograniczałbym się do tego, ale takie przestrzenie, które niekoniecznie są dostępne. One były nasze. Czy mówimy tu o jakichś dyskorolkowcach, czy mówimy o jakichś rolkarzach, czy mówimy o ludziach, którzy się zajęli sztuką miejską. Nie wchodziliśmy do centrum. Po jakimś czasie tak, ale to nie było tak. Raczej to było własne poletko. które ktoś za nie dbał, no i było to nasze pole, plac zabaw.
[08:16.18 → 08:55.42] A: Kiedy myślę sobie o swoim sąsiedzie, nieważne którym, ale mam takiego jednego sąsiada, to mam wrażenie, że zupełnie inaczej. Klatka schodowa należy i do mnie, i do niego. Tak jak powiedziałeś, że i miasto należy do każdego potrochu. Ale mam takie wrażenie, że zależy nam na zupełnie innych klatkach schodowych. Mamy inny pomysł na to, co to znaczy wspólna przestrzeń. Bowiem nawet skrajnie różnie myślimy o wspólnej przestrzeni. On nie chce swojej wizji realizować w piwnicy. On chce tu, na wprost moich drzwi. Miasto jest po prostu trochę większą klatką schodową. Więc wracam do swojego pytania. Kto tu rządzi?
[08:56.04 → 11:42.35] B: Ten, kto ma większą siłę. Tylko, że złudnym jest myślenie, że największą siłę ma dzisiaj władza w sensie instytucjonalnym. To nie jest, że przyjdzie pan prezydent z organami i sprawi, że pewne interwencje w przestrzeni miejskiej, podejrzewam, że mówimy tu o jakiejś formie dewastacji, wandalizmu, o którym ja powiem troszkę więcej później, bo dla mnie jest bardzo ciekawym zjawiskiem i paradoksalnie bardzo potrzebnym. Także odpowiedź jest, kto ma więcej siły, kto ma więcej determinacji. Może nawet czasem ta determinacja jest ważniejsza. Miasto nie należy do tego, kto ma najwięcej środków. Ergo nie należy do władzy. Czasem szukamy tych narzędzi wpływu, które mogą być klatką schodową. I tu wchodzi rola często street artu. W Polsce to się nie wydarzyło, chociaż w latach osiemdziesiątych było. Interwencje chociażby Darka Paczkowskiego, takie słynne szablony za mundurem panny, sznurem, czy słynny szablon Lenina z Irokezem kontestowały władze, pokazywały, Tam te macki nie sięgają, wykorzystujemy narzędzia, które mamy i czasem nasze oddziaływanie może być dużo większe niż tych, którzy zdaje się są predysponowani do tego, żeby nami rządzić, rządzić miastem, rządzić przestrzenią. Także jest to takie pole gry, jak w każdej grze. Ktoś oszuka, ktoś zastosuje przemoc. Tak jak, nie wiem, gramy w piłkę nożną. Ktoś podetnie komuś nogę, ktoś wypadnie przez złamaną nogę. No niestety taką naturę ma to życie społeczne i z tym nic nie zrobimy, bo możemy ekstrapolować te przykłady do wiele bardziej dramatycznych. Nie chciałbym w to już wchodzić, ale kwestia przestępczości i tak dalej jest formą pewnej przemocy. Więc są naturalne elementy życia społecznego. W mieście one są widoczne o wiele bardziej, w sposób o wiele bardziej zintensyfikowany niż w innych przestrzeniach. Więc do kogo należy składka schodowa? Mówię do tego, kto po prostu wykaże się największą determinacją ku temu, żeby albo swoją rację przedstawić, czyli kwestia zamalowywania, odmalowywania, jeśli byśmy się sprowadzili do takiego prostego przykładu, a z drugiej strony, a gdzie jest kwestia edukacji, prawda? W ogóle kwestia, wydaje mi się, że miasto, teraz odchodzę od tego przykładu chladki schodowej, wejdźmy na nasze ulice. Co jest większym wandalizmem? Jeden podpis na ścianie, czy szablon, którego nikt nie zamierzył z właścicieli, czy też ta wataha, mówiąc troszkę kolokwialnie, banerów, nielegalnych reklam. To jest kwestia edukacji, także na tym poziomie. pewnych studiów nad estetyką, nad tym, co uzupełnia dobrze przestrzeń miejską, co nie. Także wiele złożonych elementów.
[11:42.61 → 12:04.37] A: Czyli właściwie dobrze by było, ja jednak chciałabym się cofnąć, choć to nie jest temat naszego spotkania do tej mojej klatki schodowej, ale dobrze by było, żeby mój sąsiad był artystą i dobrze by było, żeby moi sąsiedzi byli wyedukowani i żebyśmy wszyscy w takim razie próbowali stanąć po dobrej stronie moc, tylko co to znaczy?
[12:04.47 → 14:33.05] B: W sumie staniemy po jednej stronie. Przykład. Dokładnie odwołujący się do tego, że ktoś kiedyś siał zniszczenie w przestrzeni miejskiej. Był poszukiwanym jednym, drugim, trzecim wandalem. Komentarze, wyobraźcie sobie państwo, gdyby media społecznościowe i gazety online istniały na przełomie lat 2000-tych, 90-te, 2000-te, to jakie byłyby nawoływania, co zrobi z tymi wandalami? którzy niszczą naszą przestrzeń wspólną. Państwo nie wiecie, ale wystawa, którą udało mi się zrobić wraz z Mateuszem Ściechowskim w Katowicach kilka lat temu, nazywała się Beyond Graffiti Writing, czyli coś, co wykracza poza graffiti. O czym ona była? O ścieżkach zawodowych ludzi, którzy byli istotnymi twórcami graffiti w Polsce. Kiedy ja mówię o graffiti, to mówię o nielegalnej działalności w przestrzeni miejskiej, ta, która jest najczęściej wiązana z wandalizmem. Dzisiaj są najważniejszymi w Polsce typografami, grafikami, architektami, filmowcami, projektantami ubrań. To jest ukształtowane w tym kontekście, do którego na początku nawiązywaliśmy, czyli przestrzeni miejskiej. Oni zaczęli swoje umiejętności i pewien zmysł estetyczny kształtować w tej rzeczywistości, nie w innej. Pewna stylistyka, którą nabyli jako nielegalni twórcy dzisiaj z powodzeniem funkcjonuje na poziomie chociażby projektowania graficznego, architektury. Czyli do czego zmierzam? Do tego, że tych, których byśmy często chcieli po łapach zdzielić na klatce schodowej, oni za 10 lat tę klatkę schodową zaprojektują albo projektują chociażby kroje pism. w Polsce. Wybaczcie Państwo, nie mogę, nie jestem upoważniony do tego, żeby posługiwać się tutaj nazwiskami, konkretnymi wskazaniami, ale dociekliwi na pewno są w stanie odtworzyć, który, którzy z dzisiaj wybitnych twórców kultury polskiej, którymi się chwalimy na całym świecie, jawnie przyznają się do swoich doświadczeń z graffiti. Mówię także o najwybitniejszych, no może jeszcze nie najwybitniejszych, ale bardzo znanych polskich artystach sztuk wizualnych. Więc nieświadomie to, co kiedyś było przez nas piętnowane, dzisiaj kształtuje naszą rzeczywistość. Czyli wraca to w troszkę innej postaci. Może o wiele bardziej dojrzalszej, ale na pewno innej. Wyrosłej właśnie z tego vandalizmu.
[14:34.54 → 16:07.78] A: To jaką w takim razie, powiedz proszę, przyjąć postawę wobec takiej ingerencji nielegalnej w przestrzeń? Bo przychodzi mi do głowy burmistrz Bristolu, czyli miasta Banksiego. Kiedy pojawił się pierwszy płetwonurek tuż przy ratuszu, wydobywający się, wynurzający się z fontanny przy ratuszu, stosunkowo naprawdę niedawno, oczywiście został natychmiast zamalowany na polecenie burmistrza. Kiedy Banksy namalował na klinice zdrowia seksualnego nagiego mężczyznę zwisającego z oknem, burmistrz chciał zrobić dokładnie to samo, czyli zamalować. Ale wtedy ludzie zaprotestowali, przeprowadzono głosowanie internetowe, okazało się, że 95% mieszkańców Bristolu nie chce tego, żeby mężczyznę zamalować. W związku z tym nielegalnie wykonany rysunek na ścianie został. Tuż później w Muzeum Miejskim, bardzo znanym i prestiżowym, otworzono wystawę Banksy'ego. Tylko, że przygotowania do tej wystawy trzymano w tajemnicy. Burmistrz dowiedział się o wernisażu kilka godzin przed wernisażem, ale poproszono go o to, żeby tę wystawę otworzył. I on wtedy przyszedł i otworzył. W związku z tym burmistrz miarstwa Bristol stoi w tej chwili na straży czegoś, jest w gruncie rzeczy, co było w gruncie rzeczy nielegalne. Myślę, że to tak gwałtowna edukacja burmistrza, czy może zmiana podejścia do sprawy?
[16:08.23 → 16:09.25] B: Albo polityka.
[16:09.37 → 16:10.26] A: Albo polityka.
[16:10.30 → 16:12.00] B: Ja nie jestem politykiem.
[16:12.02 → 16:12.35] A: A co my?
[16:12.49 → 18:59.63] B: Powiedz, co my. Polityka trudna jest tłumaczyć przez inne konteksty niż typowo związane z interesami. Ale ja mam prostą odpowiedź. Państwo macie nienawidzieć, my mamy kochać, to się ma zderzać, to ma się rozwijać i sprawiać, że nasze życie będzie ciekawsze. Czasem nas to zdenerwuje, ale summa summarum wydaje mi się, że dla dynamiki życia miejskiego może być to bardzo potrzebne, bo pokazuje chociażby... Ja bym się bał miejsca, gdzie nie ma graffiti. W Singapurze nie ma, drodzy państwo, graffiti. Człowiek się czuje nieswojo, bo ja na przykład nie jestem w stanie pewnych rzeczy zakotwiczyć, swojego jakby postrzegania miasta bez tego. Ale jestem świadomy, że podejrzewam, że jestem jakimś jednym procentem ludzi, którzy przez to czytają miasto. Ale do czego zmierzam? Myślę sobie, na ile kształtowane są postawy młodych ludzi, bo to raczej jest domena młodych ludzi, którzy w żaden sposób nie próbują łamać reguł, szukać swojej własnej drogi. To są oczywiście takie banały, którymi często się posługujemy, ale wydaje mi się, że w tym kontekście czy sztuki w przestrzeni miejskiej, one są dosyć znaczące. Czyli może powtórzę, to nie jest naszym celem, czy też celem środowiska ludzi tworzących graffiti, czy też działających nielegalnie w przestrzeni miejskiej, bo ja troszkę siłą rzeczy zostałem pewnym rzecznikiem, czy też kuratorem wandalizmu. To nie jest tak, że celem tych działań jest przekonanie kogokolwiek, że one są dobre i potrzebne. To jest bardzo hermetyczne, to jest zamknięte. Państwo jako audytorium nie jesteście przedmiotem zainteresowania graficiarzy. Graffiti jest interesowany tylko i wyłącznie do innych graficiarzy. To jest ok, to jest pożądane i nawet bym się zdziwił, gdyby nagle zostało akceptowane w przypadku Banksy'ego. Dlaczego? Bo to nie jest tak, że to się stało samo z siebie. Mamy potężny mechanizm marketingowy idący za tym, że buduje się wartość typowo merkantylną dzieła przez to, że następuje zmiana postaw, że jest anonimowość. Także pod tym kątem, czytając Banksiego, pewien romantyczny, wyidealizowany obraz artysty, który walczy z systemem, kontestuje, bawi się władzą, występuje przeciwko niej, zostaje zachwiany. I tak naprawdę tymi jedynymi autentycznymi działaniami w przestrzeni miejskiej, które nie są nastawione na zysk, to są właśnie takie psoty, których nienawidzimy, ale one mogą doprowadzić do tego, że na ich bazie zbudujemy bardzo ciekawe pokolenie twórców polskiej kultury.
[18:59.81 → 19:02.01] A: Wszystkie one są autentyczne, te działania?
[19:02.29 → 20:27.09] B: Nie, nie są autentyczne, ale to bardzo trudno jest rozgraniczyć, które działania w przestrzeni miejskiej są autentyczne, które nie. na pewno trudno szukać autentyzmu w działaniach instrumentalnych, na przykład reklamowych, bo często graffiti jest dzisiaj, mówię graffiti często w sposób skrótowy, bo to jest słowo, które rozumiemy, ale w ogóle kontekst tego wszystkiego w przestrzeni miejskiej jest wykorzystywany w działaniach marketingowych, począwszy od frugo, od lat 90, bo to jest młodzieżowe, bo to jest atrakcyjne, bo to jest kolorowe. Ten język zostaje zaprzągnięty do tego, żeby sprzedawać. Artyści, którzy działali na ulicy albo nie działali, próbują się pozycjonować jako ci atrakcyjniejsi, czasem lepsi od innych, działali nielegalnie, bo są artystami, którzy mają inną wartość ich dzieła, mają inną dodatkową wartość niż wartość typowo artystyczna. Oni jeszcze mają doświadczenie, które nie mają innych artyści. To jest dokładnie to, co przypisujemy BankSiemu. Więc nie każde działanie jest w przestrzeni miejskiej nielegalne, jest działaniem autentycznym, bo może służyć osiągnięciu innych celów. Na przykład wypromowaniu swojego nazwiska i później sprzedaniu obrazu na wystawie, albo zaprojektowanie etykiety dla jakiegoś piwa. To są po prostu często drogi na skróty, wówczas nie mamy do czynienia z autentyzmem.
[20:28.15 → 20:49.05] A: A te funkcje, które w takim razie ma to wszystko, co jest ingerencją plastyczną w przestrzeń miejską, To jest to oczywiście o czym mówiłeś, czyli pewien nerw nowego pokolenia, który gdzieś musi mieć ujście, żeby mógł ustosunkować się jakoś do rzeczywistości i do samych siebie. Funkcja estetyczna?
[20:50.09 → 26:41.83] B: Tak, ale ona jest najbardziej niebezpieczna. Ja się boję jej, bo pytanie... Często interwencje, które już jako instytucja, fundacja podejmujemy, spotykają się z krytyką, bo nie są ładne. Poszukujemy dobrych interwencji w przestrzeni miejskiej. W tym pytaniu wpadło takie implicit, jakby, mam wrażenie, taka myśl, jakby co zrobić i jak wpasowywać, jakie funkcje ma spełniać sztuka w przestrzeni miejskiej, mówiąc wprost. Lubelskie spotkania plastyczne, kropka. I teraz rozwijamy. Był rok 76. Tworzyło się w Lublinie nowe osiedle. LSM, czyli zespół osiedli tak naprawdę. Co się działo? Była pewna forma obcości, którą ktoś diagnozował na poziomie projektowania. Do tego osiedla mieli przyjechać ludzie, którzy się nie znali i wykorzystano sztukę i pewne znajomości. Tutaj ludzi, którzy zarządzali Lublinem i tym osiedlem do tego, żeby zorganizować wielkie przedsięwzięcie angażujące artystów, generujące, projektujące i generujące dzieła w przestrzeni miejskiej, które mają w założeniu służyć integracji mieszkańców. Cel został według mnie osiągnięty. Nie każde z tych realizacji doszło do skutku. To było jakby nawet można powiedzieć względem projektu, które powstały niewielki procent, ale one wybudowały tożsamość Dlaczego się złożyło dziwnie tak, że my, będąc powiedzmy pokoleniem po osobach zaangażowanych w lubelskie spotkania plastyczne, wróciliśmy do tego wydarzenia z taką wielką pokorą? Dla nas to było modelowe przygotowanie interwencji legalnych, instytucjonalnych w przestrzeń miejską, potrzebnych, które nie były tylko kaprysem, bo jako społeczeństwo się bogacimy, więc sobie zrobimy piękne obrazki na osiedlu. Nie. Wydaje mi się, że to było o wiele bardziej złożone pod względem socjologicznym, urbanistycznym działanie, kiedy wiele czynników się dopiero tworzyło i sztuka stała się istotnym elementem, jak mówiłem, budowania tożsamości, integracji społecznej, często też edukacji, no bo to nie było tak, że ktoś przyszedł i zrobił i wyszedł. Często temu towarzyszyły spotkania otwarte, argumentacje względem pewnych projektów. Także gdy chodzi o działanie, o funkcje dzieł w przestrzeni miejskiej, one potrafią być takie jak przed chwilą wspomniałem w kontekście LSP, ale potrafią być niebezpieczne, kiedy są narzędziem władzy do tego, żeby udawać, nie mówię o Lublinie, mówię generalnie, za chwilę podam przykłady z Berlina, do tego, żeby udawać, że coś robimy dla społeczności lokalnej. Wyobraźmy sobie taką sytuację, zaniedbane budynki, struktura społeczna, tkanka społeczna stoczona bardzo dużymi, rozmaitymi problemami, bezrobocie, ubóstwo, etc. Zrobimy im mural, Bo nie będziemy musieli odmalowywać kamienicy, nie musimy ocieplać, nie? Bo będzie ładnie wyglądało z zewnątrz. Turysta przejeżdża, o choroba. Ten i ten artysta tutaj stworzy mural, pach. Robimy fotkę, jedziemy dalej. Albo nawet nie robimy, tylko po prostu mignęliśmy. Nie zauważyliśmy, że tam się dzieją pewne dramaty, które trzeba zupełnie rozwiązywać na innych. na innym poziomie, więc to jest bardzo niebezpieczne narzędzie, bo wówczas te działania też nie są autentyczne. Pytaliśmy o autentyzm. Czy artysta sam z siebie by tam przyszedł, gdyby nie to, że dostał pieniądze bądź został zamówiony przez instytucje miejskie? W 99% nie przyszedłby tam nikt. A my wspisujemy, później dokumentujemy, jak bardzo się miasto zmienia dzięki sztuce w przestrzeni, street artowi. To doprowadza z kolei też w Berlinie przykłady inną odnogą tych działań. Tu mówię o takich może skrajnych przykładach, które uważam za negatywne, ale gentryfikacja oczywiście. Mówimy o tym, powtarzamy hasło, które też już od którego mówiąc skrótowo uszy wienną, ale przykłady chociażby z Berlina. Na dzielnicy Kreuzberg powstawały murale bardzo znanych artystów. One były tworzone oddolnie. Czyli artysta miał chęć zrobienia coś w konkretnej przestrzeni miejskiej we współpracy z konkretną tkanką społeczną, ze wspólnotami, które tam mieszkają. Dzisiaj ich dzieła podniosły wartość wszystkich działek, które były niezagospodarowane. Przez to deweloperzy weszli i zbudowali najbardziej ekskluzywne mieszkania, operowali tym autentyzmem, słuchajcie. To jest autentycznie berlińskie doświadczenie. Tutaj mamy artystów wybitnych, których prace normalnie kosztują tysiące, setki tysięcy euro i możemy patrzeć na nich przez okno, więc wartość tego całego otoczenia została podniesiona i co zrobili ci artyści? Blue zamalował swoją pracę. Dzisiaj mamy wielką czarną plamę na miejscu jego pracy w sposób przejawu, wszystko było z jego strony autentyczne. I dlatego zobaczcie Państwo, ile już elementów wymieniliśmy. To jest naprawdę bardzo trudne ustrukturyzowanie i takiego przedstawienia w sposób uporządkowany, bo tak jak miasto jest takim elementem, że wszystko żyje, tka i się ściera, tak samo w tej naszej rozmowie coraz to nowe elementy wyskakują, które bardzo trudno jest przemilczeć.
[26:42.47 → 27:18.07] A: Jest taki punkt, którego nie zacytuję dokładnie. Poproszę Ciebie o przywołanie w statucie fundacji, którą założyłeś, Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej, który wydaje mi się być fundamentalny np. dla podejmowania decyzji, co jest dobrą ingerencją w miasto, mówisz tam, piszesz tam o tym, że musi to być element pewnej ciągłości. Coś było przedtem, coś będzie później, a to jest właśnie w tym momencie dlatego, że coś było przedtem, coś będzie później. To jest rzeczywiście takie istotne?
[27:18.83 → 30:03.80] B: To znaczy działanie czy też zaprzęganie dział instytucjonalnych jak fundacje, ośrodki publiczne nigdy nie ma sensu po to, żeby zyskać splendor w tym momencie, jakby doczesny. Naszym azymutem działań, czy też moim, kiedy projektujemy różne interwencje w przestrzeni miejskiej, ale także wystawy, jest to, czy one się będą bronić z lat 40-50, czy my dzięki nim coś nowego odkrywamy. Zawsze byłem przeciwny działaniom, które po prostu będą nastawione tylko na splendor, dlatego nigdy to nie było działanie, żeby było kolorowo. Bo to jest najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić w przestrzeni miejskiej. Musimy, przykład LSP, musimy mieć jakąś potrzebę odrobić bardzo mocno pracę domową, która pozwoli nam przygotować się jak najlepiej do przearanżowania przestrzeni miejskiej. Nie zawsze to się uda, ale zawsze musimy dołożyć wszelkich starań, żeby tak było. Dobrać dobrego artysta. Dobrego w sensie, jeden artysta będzie pasował do jednej przestrzeni. Dobrze się Kwestia kontynuacji. Dobrze jest wyedukowany, świadomy chociażby kontekstów urbanistycznych i architektonicznych. Detali, których nie przykryje, bo mu przeszkadzają w zaprojektowanym obrazie, tylko będzie starał się wpisać w istniejącą już tkankę miejską, w jaki sposób ją uzupełnić. Dla mnie idealnym w ogóle przykładem interwencji miejskiej jest taki, którego możemy nie zauważyć. Jeśli nie chcemy, to ona nas nie przytłoczy. Jest kilka takich interwencji w Lublinie vis-a-vis chociażby Leclerka, Petera Fussa, który stworzył tam mural pod tytułem What can't you buy? wykorzystującym czy nawiązującym do gazetek supermarketowych. Więc to jest bardzo ciekawy według mnie przykład, który raz łączy i przykład. Zróbmy taką analizę jednego muralu, którego nawet państwo mogliście nie zauważyć. Czy jest nawiązanie do tradycji osiedla? Mówiliśmy o tym, 40 lat sztuka się rozwija, kiełkuje na LSM-ie, więc jeśli wybrać jakąś przestrzeń w Lublinie, to na pewno ta jest do tego już zaplanowana, żeby tam coś się działo. Ściana, która zawsze była gdzieś na uboczu, a z drugiej strony bywała zaniedbana. Dobrze, zróbmy tam. Dobieram artystę, który kontestuje przestrzeń, potrafi się w niej świadomie odnaleźć. Wykorzystuje narzędzia, które nie są tą taką pastelozą, czy też później przekształconą w muralozę. Nie ma tam jakichś strokatych róży, fioletów. Nie. Mural operuje dwoma kolorami, jest treść. Według mnie bardzo fajny przykład. Peter Fuss, to jest vis-a-vis Leclerc. Polecam sobie sprawdzić.
[30:03.86 → 30:21.96] A: Ja bym chciała, żebyśmy się zatrzymali jeszcze przy jednym muralu, pewnie nie ostatnim, może nawet przy dwóch. To jest ten mural, który zobaczą Państwo na przeciwko, przy Czechówce. Mural, który zrobiłeś razem z ośrodkiem Brama Grodzka Teatrem NM, to był ich pomysł, zdaje się, prawda? Czyli właściwie mural na zlecenie.
[30:22.54 → 30:25.68] B: I jeszcze, co gorsza, mural historyczny.
[30:25.86 → 30:26.24] A: Właśnie.
[30:26.76 → 34:20.87] B: Asia Zentar tu siedzi. Może nam uzupełnisz troszkę. Ale rozumiem, że chodzi o to, żeby przedstawić perspektywę tego, który nie lubi robić murali. Uważa, że murali w mieście nie powinno być. Bądź powinno być im mniej, tym lepiej, ale im lepiej, tym lepiej. Mówię o muralach, że im lepsze, tym lepsze. Tym lepiej dla przestrzeni miejskiej. Duży problem. Dlaczego? W jakim kontekście w ogóle funkcjonowaliśmy? Bardzo trudno jest zrobić dobre udziałanie, które jest zleceniem, nie jest twoim pomysłem. No bo jeśli ja mam jakiś pomysł na działanie, to po prostu je robię. Tu zostałem poproszony o pomoc. I ta pomoc głównie się ograniczała na samym początku do tego, żebym zagwarantował, że to będzie dobrze zrobione. Bo wizja została już w pewien sposób przedstawiona. Ale gdy weszliśmy w szczegóły, to jednak to zaangażowanie musiało być troszkę większe i wspólnie przez kilka tygodni, miesięcy żeśmy siedzieli i pracowali nad projektem. Ale jeszcze wrócę. Co mural przedstawia? Mural przedstawia nieistniejącą dzielnicę żydowską. I trzeba go zrobić było w taki sposób, żeby nie popaść w błahość tego, i tym samym nie wpisać się w dominujący nurt dosłownych, beznadziejnych, fatalnych pod względem artystycznym i pod względem technicznych murali historycznych, jakie zalewają teraz Polskę. Więc NN ma to swoją specyfikę, że robi rzeczy tylko dobre albo bardzo dobre. I tutaj materiał, na którym pracowaliśmy, mianowicie zdjęcia Kiełżni, miały o tyle ciekawe cechy, że były robione w różnych porach dnia, prawda Asiu? Więc to były problemy, z którymi musieliśmy się jakoś borykać, żeby zbudować narrację dysponując pojedynczymi segmentami dokumentującymi ulberskie ulice nieistniejącej dzielnicy. Więc dodatkowo jest pewna istotna, istotny kontekst narracji, którą zbudował NN na potrzeby edukacji. Może troszkę mówię za Asię, ale to jest troszkę tak, jak ja odbieram ich działania. narracja, która służy edukacji, która służy pogłębianiu wiedzy nie tylko u ludzi najmłodszych i chociażby takim był Henio Żyromski. To jest cała dokumentacja Lublina przez Hartwiga zrobiona i te elementy znalazły się na tym muralu w sposób naturalny wplecione. Więc tutaj praca Jacka Rudzkiego, który też według mnie fajnie to włączył, ale to było możliwe w momencie, kiedy po prostu dostaliśmy pełną gamę informacji i wiedzy eksperckiej ze strony NN-u, bo to I jeszcze dodatkowo, i co najważniejsze, to nie było tak, że ten mural został stworzony, zróbmy mural. Sam w sobie nawet mógł się bronić, ale przecież tam jest cały szlak, który pokazuje tego, czego już nie ma. I on prowadzi do bardzo dramatycznego miejsca. Więc byliśmy w procesie. To nie jest tak, że i tu znowu ta właśnie perspektywa, prawda? Czy robimy coś, żeby zrobić teraz? Gwarantuję państwu, że w każdym innym mieście bądź w wielu innych instytucjach byłaby idea zróbmy mural. To był cały projekt kilkuletni, który służył udokumentowaniu i rozwinięciu pewnych istotnych, jeśli nie najistotniejszych informacji na tożsamości Lublina, czy nawet tutaj mówiąc więcej. wiele elementów, które sprawiły, że ten projekt po prostu jest dobry i pod którym ja z wielką satysfakcją się podpiszę, pomimo, że jakby ktoś na samym początku powiedział, że dostajesz zlecenie i robisz mural historyczny, czy pracujesz nad muralem historycznym, to chyba bym się zapierał nogami i rękami, żeby w niczym takim nie zafunkcjonować.
[34:20.99 → 34:22.61] A: Jeśli Państwo jeszcze nie mieli okazji zabrać...
[34:22.61 → 34:23.63] B: Asio, nic nie przekręciłem?
[34:25.13 → 34:47.11] A: Zobaczyć to z tyłu Centrum Hadlowe, przed nami Czechówka, mural za ulicą, ulica której nie ma, czyli ulica Krawiecka. Jeszcze jeden mural koniecznie, chwilę przy tych muralach się zatrzymajmy. Wjazd generała Zajączka do Lublina, też mural na zlecenie.
[34:48.39 → 34:50.43] B: No tak, ale to...
[34:50.43 → 34:52.08] A: Ale dlaczego przyjęte w takim razie?
[34:52.44 → 35:40.84] B: Nie mam w ogóle z nim żadnej łączności emocjonalnej. I powstał z jednego powodu. Obraz, który jest najsłynniejszym widokiem Lublina, był namalowany z tej samej perspektywy, na której my namalowaliśmy ten mural. Gdyby nie było tej ściany, ten mural by nigdy nie powstał i chyba to tyle mam do powiedzenia. Bo to jest powód, dla którego on powstał, ponieważ była ta ściana. I to jest w jakiś sposób możliwe do obronienia, że to jest ta perspektywa, z której mural został namalowany i to jest najistotniejszy widok Lublina istniejący. Tyle. To jest jego rola. Zanim pokażemy Państwu trochę zdjęć...
[35:42.82 → 35:45.22] A: Interesował mnie powód właśnie, dla którego powstał.
[35:45.74 → 35:47.58] B: Innym ocenę zostawiam.
[35:47.80 → 36:16.32] A: Jeśli mają państwo jakieś pytania do naszego gościa na tym etapie, to bardzo proszę. A jeśli jeszcze nie, to bardzo proszę o pokazanie pierwszych slajdów. Pierwszego właściwie slajdu. Spróbujemy zrobić z tego cały ekran.
[36:16.52 → 36:19.66] B: To mural
[36:23.88 → 36:31.69] A: bardziej naturalny. A co to było? Zatrzymajmy się przy tym pociągu.
[36:31.77 → 36:59.25] B: Może jeszcze jakieś murale, żeby kończyć wątek. Wydaje mi się, że to jest jedna z najbardziej wyeksploatowanych form interwencji w przestrzeni miejskiej. Formy, od której powinniśmy odejść i gdy chodzi o Lublin, już Lublin jest nasycony tego typu realizacjami i więcej ich nie powinno powstawać, chyba że na obrzeżach, jako forma powiedzmy działania w kontekstach, które rzadko mają do czynienia z jakimikolwiek działaniami animacyjno-kulturalnymi.
[36:59.43 → 37:08.51] A: A powiedz mi proszę, czy jest na to jakaś szansa, żeby to przestało powstawać? Kto tym decyduje tak naprawdę? Dlatego, że mam wrażenie, że Polacy polubili murale.
[37:09.23 → 38:14.82] B: Mam nadzieję, że tak jak Przez lata różne siły sprawiały, że Polacy lubili te murale. Szybko uda nam się sprawić, że Polacy ich nie polubią i staną się bardziej wymagający co do przestrzeni miejskiej. Dlaczego w ogóle mówimy o tych muralach? Bo to jest pewien wytrych, który już jest nam opatrzony, znamy go. I bardzo jest takim papierkiem lakmusowym tego, jak my traktujemy przestrzeń miejską. Czy dla nas dobre jest, bo jest kolorowe, czy zawsze szukamy czegoś innego i patrzymy, jak jak pewna interwencja. Tu w przypadku mural, ale za jakiś czas będziemy mówić o architekturze. Jest to dla nas proces pewnej edukacji jako społeczeństwa, żebyśmy więcej wymagali od przestrzeni miejskiej i jej jakości. A murale są zawsze robione legalnie, głównie z pieniędzy publicznych, więc musimy być bardzo krytyczni względem ich powstawania, sposobu powstawania. i wartości nie tylko artystycznej, a znaczy tej artystycznej, która jest wynikiem tego, w jakim kontekście jest tworzona.
[38:15.00 → 38:29.70] A: A ty po raz kolejny użyłeś takiego sformułowania, że masz nadzieję, że edukacja nie postąpi do przodu i że nie dopuści do tego, że zaakceptujemy w pełni te murale. Po raz kolejny użyłeś słowa edukacja. Co to znaczy edukacja w odbiorze przestrzeni?
[38:30.08 → 38:52.87] B: To jest to, co sami robimy gapiąc się i sprawiając, że coś nas wkurza. Im więcej będziemy widzieć rzeczy, które nas wkurzają w przestrzeni miejskiej, im bardziej będziemy chcieli sprawić, żeby one nas nie wkurzały, więc zmieniać tę przestrzeń miejską, tak po prostu rozumiemy edukację. Czyli to, co sami wykształciliśmy, zmysły, które sprawią, że przestrzeń, którą kształtujemy, będzie lepsza dla nas wszystkich. Właśnie dla nas wszystkich.
[38:53.59 → 38:55.85] A: Czyli patrzeć musimy przede wszystkim, bo tak
[38:55.85 → 39:29.64] B: naprawdę... Krytykować i patrzeć. I ja tak naprawdę bardzo lubię nie lubić miasta, czyli patrzeć, co jest złego, co należy zmienić, dlaczego coś powstało w taki sposób, a nie inny, jakie racje stały za tym, że ktoś w ten sposób ukształtował dany fragment, postawił ławkę, postawił latarnię, latarnię tak, a nie inaczej zaprojektowaną, bardzo ważna rzecz w kontekście zmian na Adeptaku. To są wszystko wypadkowe, naszego stanu umysłu na temat właśnie estetyki, naszych potrzeb i tego, na ile się rozwijamy i dojrzewamy wspólnie.
[39:30.06 → 39:41.76] A: Tak się zastanawiam, czy przewidujesz, pewnie przewidujesz, prowadząc galerię i prowadząc rozmaite działania, przewidujesz, co będzie za lat kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt. To ja bym ci chciała, zanim tam
[39:41.76 → 39:47.70] B: zrobimy porządek ze slajdami... Może się przerzucimy do tego PDF-a. Poprzedniego, najwyżej będzie bez filmu.
[39:47.88 → 40:44.84] A: To ja bym ci chciała zapytać o tę przyszłość w takim razie. no bo w którą stronę wędrujemy? Bo mam wrażenie, że istnieje takie niebezpieczeństwo, że bardzo redukując to wszystko, co dociera do nas z zewnątrz i nastawiając się na ociągnięcie konkretnego celu, zysku i tak dalej, możemy przestać zauważać pewne rzeczy. Joshua Bell jak grał w waszyngtońskim metrze Bacha na Stradivariusie za 3,5 miliona dolarów, Kiedy poprzedniego dnia odbył się jego koncert, jeden z najsłynniejszych skrzypków świata, za bilet trzeba było zapłacić tysiąc dolarów, bilety wyprzedano na pniu, tymczasem przez trzy kwadrance zarobił w metrze 32 dolary i nikt się nie zatrzymał, żeby go posłuchać. W związku z tym, jak to jest, z tą naszą wrażliwością na to, co dostrzegamy, nie w takim kontekście, w jakim
[40:44.84 → 42:46.68] B: spodziewamy się dostrzec, Przewartościujemy, mam wrażenie, ja nie jestem futurologiem, że to futurologia jako nauka też najlepiej się nie ma z jakiegoś powodu. I nastąpi przewartościowanie. I mówię, co już obserwuję i obserwuję także w miejscach, które sprawiły, że miasta wyglądają tak, jak wyglądają, mówię o Nowym Jorku, o Dubaju i tak dalej, jak te miasta się zaczęły rozwijać, jakie tam jest miejsce sztuki, jak to się wszystko projektuje. Więc tak, to o czym do tej pory mówiliśmy. Mówiliśmy o... planowanych działaniach w przestrzeni miejskiej, które często estetyzują przestrzeń miejską, które powinny służyć edukacji, ale często są wykorzystywane w sposób instrumentalny, ergo gentryfikacja, ergo działania quasi rewitalizacyjne itd. Nastąpi według mnie przewartościowanie i wrócimy do najbardziej spontanicznych działań w przestrzeni miejskiej, czyli do wandalizmu, który będzie formą kontestowania i powiedzenia dosyć Będą niszczone jako forma adbusteringu reklamy, bo po prostu będziemy mieć ich dosyć. Bądź będziemy wykorzystywać naszyjniki reklamowe po to, żeby przekazać własną indywidualną treść. Będziemy niszczyć legalne murale, dlatego że one nie są autentyczne, bądź w dużej mierze nie są autentyczne, bo są zrobione na zlecenie i nie wynikały z autentycznej potrzeby artysty, żeby takie dzieło zostało stworzone. Także pod pewnymi względami czeka nas przewartościowanie i pewien bunt, który będzie wyrazem buntu młodych. To już się obserwuje, bo państwo nie wiecie, ale graffiti bardzo dobrze żyje. Pociągi są malowane, miasto jest w pewien sposób niszczone, więc to nowe pokolenie szuka swojego języka i wykorzystuje ten sam język, który powstał w latach 60-tych.
[42:47.80 → 42:50.94] A: Wracam do swojego pytania, do kogo należy miasto?
[42:52.14 → 42:54.38] B: Do tych, którzy są najbardziej zdeterminowani.
[42:54.70 → 42:55.64] A: I silniejsi.
[42:56.10 → 44:25.03] B: Nie zawsze. Drodzy Państwo, jest wiele przykładów takich, że słabsi bardzo mocno przestrzeń miejskiej się naznaczyli, wykorzystywali odpowiednie instrumenty nacisku. Także wydaje mi się, że jednak determinacja jest najistotniejsza, gdy chodzi o osiągnięcia celów, gdy chodzi o przestrzeń miejską. Proszę zobaczyć, co się dzieje, chociażby w kontekście, zupełnie odbiegam od tego mojego pola, ale jak obserwuję działanie ruchów miejskich, które najbardziej jest widoczne w Warszawie, to ile lat zajęło do tego, żeby pewne patologie przezwyciężyć? Kto miał siłę, w tym przykładzie. On jest taki bardzo mocny, podejrzewam, że często Państwu bliższy niż jacyś abstrakcyjni graficiarze latający po mieście po noc. Władza, czy też przemoc, w sensie dominanta siły była po jednej stronie. Po drugiej stronie były indywidua poszkodowane. oraz pewne narzędzia, jak forma zrzeszenia się, oprotestowania, wysłania listu. Zobaczmy z czym mamy do czynienia. Z dużą aferą, która zmienia i burzy ład w naszej stolicy. Kto w tym momencie jest głównym aktorem, bo lubię raczej takie słowo określające ludzi, którzy zmieniają miasta, nie są aktywiści, ale ci aktorzy, którzy mają największą siłę sprawczą w przestrzeni miejskiej, czy w ogóle dla kształtowania miasta. To są ludzie, którzy na początku nie mieli nic poza słowem.
[44:25.41 → 44:34.47] A: Czyli tak naprawdę, żeby coś zmienić, żeby miasto było też i moje, to muszę być entuzjastką, tak jak ty. Bez względu na to, gdzie jestem.
[44:34.47 → 44:47.70] B: Bardzo zdeterminowanym, nienastawionym na profity, bo to nie jest tak, że tam jest jakaś nagroda, po prostu. Najlepszą nagrodą jest to, że jest pewna widoczność tych efektów pracy. Innych nagród nie ma.
[44:49.52 → 44:54.98] A: Zobaczmy, co robią te rowery na dachu pociągu.
[44:55.28 → 49:15.51] B: Specjalnie ten slajd dobrałem jako pierwszy. Nie wiem, czy to jest dobry sposób, żebyśmy teraz omawiali te slajdy słowo po słowie, dlatego że część tych tematów już poruszyliśmy, ale ten był wybrany jako pierwszy po to, żeby nasze dzisiejsze spotkanie sprawiło, że jesteśmy w stanie tych ludzi w jakiś sposób zrozumieć. Mamy jedno z najlepiej skomunikowanych miast na świecie, na pewno w Europie, mianowicie Berlin, który jest kontestowany, zastane sposoby komunikacji, transportu są kontestowane przez ludzi, którzy zajmują się zarówno sztuką miejską, jak i parkurem. Dla mnie to, co państwo nie widzicie na tym zdjęciu, to jest fragment bardzo ciekawych filmów, których będziemy mieć, Berlin Kids, będziemy mieć premierę polską w Brain Damage, podejrzewam, że za miesiąc. uda nam się, mam nadzieję, skutecznie Państwa o tym poinformować. Jest to bardzo profesjonalna dokumentacja ludzi, którzy łamią za stałe struktury poruszania się po mieście, wykorzystują dachy, działają nielegalnie, włamują się i się po prostu bawią. Dla mnie są najwidoczniejszymi od strony osoby wizytujące inne miasta aktorami, czyli słowo, które już wcześniej padło, czy też twórcami, w Berlinie. Dla mnie to oni kształtują najmocniej to miasto, bo są dla mnie najbardziej widoczni. Tylko jak mówię, troszkę inaczej postrzegam miasta, ale elewacje w Berlinie są w sposób zastanawiający zdominowane przez grupę kilkunastu osób, które po prostu nie ma żadnej nagrody w ich działaniu i po prostu sobie kontestują. Oni się dobrze bawią. I teraz wracamy do samego początku. Z jednej strony to zdjęcie nam może powiedzieć No ha, no to przyszedł, będzie się mądrzył i nam powie jakie są sensy tkwiące w tym, że trzy osoby wyłamało się ze struktury społecznej i weszło na dach i robi coś niesamowicie ważnego. A ja na samym początku powiedziałem, że nie możemy przeintelektualizować. Ja powiem krótko. Ci ludzie znaleźli swój własny sposób na bawienie się miastem. Kropka. Tylko, że jak normalnie się bawimy, to dostajemy cukierka od rodziców albo nauczycieli, a ci, co najwyżej, mogą dostać karę więzienia za sposób, w jaki się bawią przestrzenią miejską. Wydaje mi się, że to jest o tyle istotne, taka może ostatnia myśl, że oni pokazują nam, gdzie są granice bawienia się przestrzenią miejską. Kto przy zdrowych zmysłach, potocznie to rozumiejąc, wchodziłby z rowerem na Esbana? To są wszystko rzeczy robione anonimowo oczywiście. To takie mały filmik dla Państwa. To jest rzecz, która ostatnio mnie bardzo zainteresowała. To pokazuje intensywność działań w przestrzeni miejskiej nielegalnych. Z jednej strony też sposób zorganizowania tych działań i ich profesjonalizm. Zobaczmy jak wygląda montaż, jak zostało to przygotowane jako produkt, ten film. I co najważniejsze spotkaliśmy się dzisiaj po to, żeby zrozumieć jak można postrzegać miasto. Z jednej strony często, o czym będziemy jeszcze mówić na kolejnych slajdach, pokazujemy miasto, że to dla twórców, takich jak twórcy graffiti czy innej aktywności, miasto jest pokazywane jako pole bitwy. Pewna forma walki o coś, walki z przestrzenią, walki z prezentacją własnego ego. A ja raczej jestem na stanowisku takim, że miasto to jest taka duża piaskownica, w którym po prostu zbyt duzi chłopcy, bo jednak głównie chłopcy, ale nie tylko, się bawią. wyznaczają swoje własne granice i to jest taki przykład bardzo profesjonalnego dokumentowania tego, co indywidua mogą sobie robić w przestrzeni miejskiej, za co czeka ich tylko penalizacja. Też Państwo zobaczycie, jak to się robi. Ci, którzy byli na tych rowerach, to jest też ich sposób obecności w Berlinie, chociaż to są Ateny.
[49:30.34 → 49:33.34] A: To
[49:35.88 → 50:57.02] B: jest dziś najbardziej znana grupa graficiarzy na świecie. Przez to są uważani za najlepszych graficiarzy. Drodzy Państwo, dlaczego mówię takie słowo najlepsi graficiarze? Bo najlepsi graficiarze, nie dajcie się zmylić medium, często się pisze pseudo graficiarze to ci, którzy coś zniszczyli i pomalowali. No właśnie nie. Graficiarze to ci, którzy w sposób najbardziej widoczny, często obarczony dużym ryzykiem, umieścili siebie, czy też swoje wytwory w przestrzeni miejskiej, wykorzystując różne narzędzia, tutaj na przykład gaśnicę. Ja ciągle będę wracał do jednego, do uprofesjonalizowania dokumentacji. To wydaje mi się, że też jest znak troszkę naszych czasów, że jednak pewna technologia zaczęła być dostępna dla ludzi, którzy wcześniej nie mogli aż tak dobrego fazi dokumentów, czy też filmu stworzyć. Kiedyś trzeba było do takiego czegoś zatrudnić po prostu ekipę filmową, jak zrobiono to w latach osiemdziesiątych w filmie Style Wars Henry'ego Hufflanda. Wszystkie te działania, które widzieliśmy na filmie, oczywiście są nielegalne.
[51:01.80 → 51:04.80] A: A
[51:14.76 → 51:55.20] B: teraz jakbyśmy się przenieśli w czasie, wyobraźmy sobie, że to jest Polska, 1998 rok. Ta sama grupa osób i każdy z tych indywiduów, każdy z tych twórców będzie promowany oficjalnie przez Polskę na arenie międzynarodowej, jak na przykład artyści sztuk wizualnych. W zupełnie odrębnej stylistyce oczywiście. To ja teraz może zadam pytanie. Do kogo na tym filmie należy miasto?
[51:57.06 → 51:58.96] A: Teraz do mnie, jak na to patrzę.
[51:59.22 → 51:59.56] B: Do kogo?
[51:59.74 → 52:01.42] A: Teraz do mnie, kiedy na to patrzę.
[52:01.54 → 52:39.16] B: Więc ci ludzie jakoś, co, w 10 osób, 15 osób potrafili zrobić aż takie, nazwijmy to, zamieszki, czy na tyle zmienić przestrzeń miejską. To też może dać do myślenia, prawda? I nikomu, nikt w tym filmie, czy też sposób, dlaczego ja Państwu go wybrałem, nie polega na tym, że chcę, żebyście to zaakceptowali, bo to wręcz będzie niepożądane. Tylko mówię o pewnych ścierających się tutaj potrzebach. Są pewne indywidua, które chcą na swój sposób działać, wykazują się tą dużą determinacją, podejmują pewne ryzyko i im większą determinację, tym więcej potrafią zrobić, napsocić.
[52:39.40 → 52:42.50] A: Zatrzymajmy się przez chwilę, zanim kolejne slajdy.
[52:42.86 → 52:47.24] B: To jest troszkę nawiązanie do tego. Zatrzymajmy się, bo wspomniałeś tam o tej
[52:47.24 → 53:16.30] A: grupie najbardziej znanych graficiarzy świata, powiedziałeś. Chciałam cię zapytać o to, czy słusznie wciąż wydaje się, że istnieje coś takiego jak mainstream, nurt główny sztuki i te nurty poboczne próbujące się dostać do tego nurtu głównego i tam się sytuuje właśnie od nagle tu malowali na murach, a tutaj nagle stają się znanymi w świecie artystami. Czy też panuje tutaj jakieś zamieszanie w naszym poglądzie na ten temat?
[53:16.76 → 59:08.23] B: Tak i to raczej mówię naszym, naszym, naszym, czyli bardzo tutaj lokalnym. Nigdzie na świecie nie ma czegoś takiego, że określa się a to są artyści street artowi. Nigdy nie ma tej linii demarkacyjnej między artystą a artystą street artowym, czy też artystą ulicznym. To jest bardzo sztuczny podział. Nie chcę się doszukiwać powodów, dlaczego on u nas funkcjonuje, ale mówię o skutkach jego. Bo tak najlepiej jest może zobrazować tego, co się dzieje. Mamy w Polsce grupę wybitnych artystów. Podejrzewam około 10. Ich wybitność oczywiście jak zawsze w sztuce jest kwestią umowną, więc odwołamy się do twardych wskaźników. Jeśli uznamy, że obecność w najlepszych galeriach, w najlepszych muzeach i w najlepszych kolekcjach sztuki jest tym elementem obiektywnym, który wskazuje, ok, mamy do czynienia z istotnym twórcą kultury, to pytanie jest takie, dlaczego żaden z nich, bądź jeden, funkcjonuje w obiegu sztuki tej oficjalnej w Polsce. Polska po prostu przegapiła, mówię tutaj o wszystkich instytucjach i galeriach, przegapiła ten moment, kiedy można było tych ludzi na naszym rynku, nie mówię o rynku sztuki w sensie komercyjnym, tylko na naszym polu może, zademonstrować, pokazać, wypromować, tak jak zrobiono z innymi artystami. I po prostu od razu przeskoczyli ten nasz polski rynek czy polskie pole sztuki i wskoczyli do mainstreamu zachodniego. Więc dzisiaj nie dziwi Banksy, który kosztuje ileś tam tysięcy funtów, że obok niego na wystawie czy w kolekcji są prace MCT-ego, czyli Mariusza Varasa, który jest jako jeden chyba z niewielu jakoś funkcjonujący w Polsce, m.in. jego interwencją był na Zamku Lubelskim pompowany pomnik marszałka, więc skrótowo, czy też nawiązaniu do lubelskich spotkań plastycznych, jego interwencja z kołem ratunkowym na LSM-ie, na ulicy Grażyny. On jest jedyny jako tako obecny w rynku sztuki, ale to się stało po tym, jak już on tak naprawdę podbił świat. Nawet sam jak mówi, jeśli Mariusz nas ogląda, to muszę się na niego powołać, mówił, że był po prostu przez 10 lat wszędzie. W każdym miejscu, gdy chodzi o sztukę współczesną na świecie, był Mariusz Waras. Dzisiaj już mówi, że ten hype po dziesięciu latach jest naturalnym takim cyklem życia artysty, że jednak już są inni obecni, mocniej czy też mocniej promowani, ale on podbił ten rynek. Nazwisko Mariusz Waras, jak jedziemy do Nowego Jorku, rozmawiamy z galarzystami, nie jest abstrakcją, jest znanym, rozpoznawalnym. Etam Kru, czyli Przemek Blejzyk czy Mateusz Gapski. Ostatnio, pół roku temu, wystawa w Nowym Jorku wyprzedana. Wystawa w Paryżu wyprzedana. Obecność w najlepszych galeriach. Mnawer, którego wystawę zapraszam Państwa do nas w maju. Pierwsza wystawa Murakamiego, czyli bardzo znane nazwisko, jeśli najważniejsze sztuki japońskiej, aktualnej. W jego autorskiej galerii pierwszego dnia wystawa wyprzedana. Oczywiście możemy się złapać za język. Czarek, ale ciągle mówisz wyprzedana, to znaczy, że chyba się sprzedał, to jest dobre. Myśmy skrótowo, mamy godzinkę na spotkanie, już mówmy o jakichś twardych rzeczach. Już nawet nie mówię o tym, że są zapraszani na cały świat i ich prace czy też plany artystyczne są już na kilka lat do przodu zabukowani. Mamy wielu twórców i dlaczego o tym mówię? Jak otwieraliśmy wystawę It's Framed w zeszłym roku, To była wystawa, którą zrobiliśmy w Lublinie, m.in. z udziałem tych artystów, których przed chwilą wymieniłem, plus Connor Harrington, Shepard Farray, Cleon Peterson, Banksy, Futura itd. Ja otwierając tę wystawę powiedziałem jedno zdanie, że na tej wystawie prezentujemy artystów, którzy za 20-30 lat będziemy się chwalić, że mieliśmy ich pracę w Polsce, bo będą tymi nowymi najważniejszymi twórcami sztuk wizualnych. Oni już są nimi na zachodzie, już są za takich uważanych, a tylko potrzeba tego czasu, kiedy czasem może i odejdą po prostu, żeby ich miejsce w historii światowej sztuki mogło zostać już scementowane, jeśli tak mogę to ująć. W Polsce mamy sztukę i sztukę uliczną, a na zachodzie mamy po prostu sztukę współczesną. I to jest ten worek, w którym wszyscy funkcjonują. Kif Haring, Basquiat, że tak powiem do choroby. Wyższe ceny sztuki współczesnej niż Basquiat. Nie znajdujemy. Najbardziej pożądane nazwisko w ogóle na rynku sztuki, nieżyjący człowiek z Nowego Jorku, który wyrósł z graffiti, pisał jako Sejmoł, później zaczął troszkę bardziej abstrakcyjne rzeczy robić, jest najgorętszym nazwiskiem, gdy chodzi o światową sztukę dzisiaj. W Barbakanie wystawa w Londynie, wielkie wydarzenie. Mówimy o graficiarzu, po prostu. o tym, który mazał klatkę schodową, nawiązując do początku naszego spotkania, czy jeden z naszych ulubionych artystów, Keith Haring. To są graficiarze, którzy po prostu minęło jakieś tam kilka lat, odkąd już nie mogą tworzyć, bo ich nie ma, więc tak mówiąc w skrócie, sztuka współczesna.
[59:08.83 → 59:09.77] A: Wracamy do zdjęć.
[59:09.91 → 01:00:05.67] B: To takie bardzo romantyczne zdjęcie, bo dziewięćdziesiątych bądź dwutysięcznych lat w Polsce. Chodzi o to, że chciałem pokazać pewien autentyzm i też sposób prezentacji autentyzmu, bo nigdy nie uciekniemy od tego, że jednak chcemy się czegoś więcej dopatrzeć w tych zdjęciach. Dla mnie część z tych zdjęć jest tyle istotnych, że są charakterystyczne dla sposobu, w jakim to środowisko o sobie mówi. to nigdy nie jest tak, że graficiarz, w sensie ten taki, który jest troszkę tematem naszego spotkania, czyli ten, który działa autentycznie, oddolnie, spontanicznie, bo ja tak definiuję graffiti, nie zdefiniowaliśmy graffiti. Oddolność, spontaniczność, niezależność. To jest to, co jest esencją. Bez tego nie ma graffiti. Tak to się pokazuje, samo przez się. Czyli jest jakaś jednostka, która w jakimś kontekście miejskim zaczyna coś swojego robić i tyle.
[01:00:06.83 → 01:00:07.77] A: Następnym?
[01:00:08.78 → 01:04:22.64] B: To jest troszkę nawiązanie tego filmu, bo to są te same grupy, które z jednej strony nakręciły ten film i z drugiej strony łączą train surfing. Wybrałem sobie to zdjęcie tak troszkę z banalnego powodu. Po prostu jest to napisane życie. Być może chodzi troszkę o to, że jest to jakiś sposób, na życie i jedyny czasem sposób, w jaki ci ludzie mogą się odnaleźć w mieście. Pytanie, dlaczego to napisał? Bo to mnie zawsze zastanawia. Dlaczego napisał życie? Być może jakieś tu jest znaczenie istotne. Lećmy dalej. To jest początek, drodzy państwo. Też uwielbiam to zdjęcie Marty Cooper. Nasza serdeczna przyjaciółka i to jest matka chrzestna graffiti. Ona jako pierwsza zaczęła to dokumentować. Ona jako pierwsza pokazała graffiti światu i jest najważniejszą osobą zaliczaną, najważniejszą kobietą zaliczaną do tego nurtu, nazwijmy to, sztuki ulicznej. To zdjęcie według mnie najlepiej pokazuje To, dlaczego graffiti powstało w ogóle, to jest Nowy Jork, to jest pewna młodość, to jest z drugiej strony pewna forma zabawy i spędzania wolnego czasu. Ci ludzie nic nie robią, drodzy państwo, oni się bawią tym, czym się bawić nie powinni. Tu jest problem, bo gdzieś przeskoczyli płot albo go pocięli i sobie urządzili swoje małe poletko zabaw. właśnie w Nowym Jorku. Też taka ciekawa może uwaga a propos dlaczego Stany Zjednoczone, dlaczego ten okres. To też może nasz, edukacja troszkę się pojawiła. Jedne z takich ciekawych test nad tym, dlaczego się narodziło to w tym i w tym momencie, w tym i w tym czasie, to jest Państwo, wyścig zbrojeń, prawda i jakby wyścig troszkę o podbicie kosmosu, Stany Zjednoczone, Związek Radziecki, totalna abstrakcja. ciągle się łączy z tym chłopakiem, który biega po pociągu. Programy szkoły wycofały na rzecz matematyki, fizyki ścisłych przedmiotów, no bo w tym należy kształcić społeczeństwo, w tym kontekście politycznym, zredukowano liczbę godzin, plastyki i przedmiotów, które można uznawać za humanistyczne, więc ci ludzie zaczęli odnajdywać się w komiksach. w tej popularnej sztuce wizualnej, która była dla nich dostępna też za kilka centów. Tych ludzi nie było stać na to, że sobie kupią wielkie albumy i pójdą do muzeum, komiks. No i z tego potrzeba tej jednak sztuki, czy też pewnych wykorzystania, pewnego kolorytu jednak była, tkwiła. Tego się nie dało wyrugować. Lećmy dalej. A, tu możemy przeskoczyć, bo to jest tak powiedzieć kontynuacja. A, tu państwu pokazuję. Mówiłem, graficiarz, człowiek, taka koncepcja miasta. Nam się wyobraża ci ludzie, którzy tworzą, to są Banksy, tak? Mówimy o tym Banksym, że to jest na pewno taki chłopak w kominiarce, który tą treść idzie za wszelką cenę pokazać miastu. Przez to nasze wyobrażenie ich jest tak właśnie, że jest taka jednostka versus miasto. Miasto jest tym polem bitwy. Ja mówiłem, raczej piaskownicą i placem zabaw. No ale jest to bardzo istotny kod kulturowy w tym zdjęciu zawarty. Dlaczego? Bo on troszkę takie nasze romantyczne wyobrażenie buduje o tych ludziach. Przejdźmy dalej. No właśnie. Za chwilę tego zdjęcia jest doklejone logo. Czyli komercjalizacja. Też o tym mówiliśmy, prawda? Że te narzędzia, te kody wypracowane, one są z wielu powodów zawłaszczane. Zawłaszczane są na polu sztuki, tak jak mówiliśmy. Często jest drogą skrótową do tego, żeby się wyróżnić. Co go wyróżnia od innych artystów? Ma niesamowitą historię jako twórca uliczny. Wiele ryzykował i tam wypracował swoją unikalną stylistykę, za którą przepadają w galerie czy muzeum.
[01:04:25.25 → 01:04:31.43] A: Niezależność jest atrakcyjna i bardzo chętnie się ją kupuje, prawda? Tylko, że wtedy przestaje być niezależność.
[01:04:31.45 → 01:11:26.91] B: Za co byśmy zapłacili? Za produkt, który jest po prostu, są trumpkami, czy trumpkami, które dają ci autentyczność? Wiemy dobrze, za co się płaci. Tutaj wykorzystano znów tych ludzi, czy też wykorzystano przez nich w pełną świadomością, bo dostali za to pieniądze do reklamy, obuwia, ale to jest tylko przykład. Nie ma chyba gałęzi, na której graffiti nie zostało wykorzystane. Ostatnio byłem w jednej z lubelskich marketów budowlanych, tapeta graffiti, a w kolejnym sklepie spożywczym można kupić suszone owoce graffiti, zalane czekoladą. Mówiłem, bawić się tą przestrzenią, nie traktować tego zbyt poważnie, po prostu. Znamienny przykład Lumpa, naszego kolegi ze Szczecina, jego interwencji na dworcu. Drodzy Państwo, nie doszukujmy się tam więcej niż jest, ale jest dużo. Uważam to za bardzo dobrą, sprawną interwencję w przestrzeni miejskiej. Została zrobiona nielegalnie z potrzeby twórcy, który chciał za pomocą prostych narzędzi zmienić, a z drugiej strony świetnie nawiązać do kontekstu. Pytanie. Kto by nie chciał mieć pomnika palaczy dworcowych z wykorzystaniem tych kloszy, gdzie tam trawa chyba była, czy później z trawy zaczęto tylko piach wrzucać, żeby ludzie mieli gdzie gasić papierosy, no bo ta funkcja została zredefiniowana przez użytkowników dworca. Też jest o tyle znamienne, że ta interwencja jest dobra i mogła być zrobiona przez twórcę bez żadnych środków. Tu nie jest potrzebny festiwal sztuki w przestrzeni miejskiej po to, żeby tego typu bardzo dobrą, mądrą, błyskotliwą, ale też zabawną interwencję stworzyć. Ten sam artysta na Nocy Kultury, nie wiem czy państwo pamiętacie, zrobił z nami taki hydrant, przerobił jeden ze słupów ogrzeszeniowych na hydrant przy lubelskim zamku. Też zabawne, bawmy się tą przestrzenią, o to chodzi. Nie przeintelektualizować, bawić się, to co z tą klatką schodową z nim, mógłby tam coś zrobić, nie? Ale on od tego samego zaczynał. Chodzi o to, że działając nielegalnie w przestrzeni miejskiej, wytworzył sobie pewną sprawność, która go wyróżnia i za to go bardzo lubię. Bo on jest artystą, który chodzi w przestrzeni miejskiej. Dobra, to ja to przesunę, ja to zrobię, ciach. I nagle zmienia. Niesamowicie jest czasem obserwować tych ludzi przy pracy, ale to nie jest tak, że ich dużo, tak sprawnych. No lećmy dalej. A no właśnie, galeria, mainstream, nie mainstream. Jak zrobić, żeby czy graffiti, sztukę, street art da się pokazać w galerii? I najczęściej powtarzane pytanie. Czy street art w galerii to street art? Czy graffiti w galerii to graffiti? Nie, drodzy państwo. Odpowiadam. Nie da się graffiti pokazać w galerii, a nie da się street artu pokazać w galerii. To przynależy ulicy i w tym kontekście jest jedynym miejscem, w którym możemy to jakośkolwiek interpretować. Co nie zmienia faktu, że przydaje się przestrzeń, która pozwala artystom realizować inne projekty niż tylko te na ulicy. Temu służy galeria. Galeria służy eksperymentowaniu, przedstawianiu pewnych wariatów i wariantów na temat samego wariacji. wariacji na temat sztuki ulicznej. Niektóre rzeczy da się tylko w pewnych innych odizolowanych warunkach pokazać. Poza tym mówimy nie street art, czy sztuka uliczna, a sztuka. Mówimy o normalnie pełnoprawnych graczach na polu sztuki. I nagle ktoś im mówi, no ale ty powinieneś tworzyć na ulicy, bo ty jesteś artysta uliczny. Nie. Ci ludzie tworzą, mają profesjonalne studia, pracownie, w których generują prace studyjne. No i pracy studyjnych nie zademonstrujemy na ulicy, chociażby z tego powodu, że jakby Banksy powiesił swoją pracę na ulicy, ona jest warta milion funtów. No nie da się tego. To są inne konteksty, w których pewne rzeczy się ale problem polega na tym, jak zrobić to w sposób autentyczny. Wydaje mi się, że nam się tą galerię udało w taki sposób prowadzić, bo nigdy nie szliśmy na skróty, też nie pokazywaliśmy artystów, którymi w jakiś sposób nie utożsamiamy się jako prowadzących galerii. Możemy lecieć dalej. Metro Lublin, to możemy sobie przeskoczyć, ale nie wiem czy Państwo pamiętacie ten pomysł, który też był elementem zabawy z przestrzenią miejską. Zabawne było obserwowanie, bo tam mieliśmy galerię, galeria, która sama w sobie powstała w Pustostanach. Pierwsze lata prowadzenia Brain Damage Gallery, które sama Brain Damage wyrosło z magazynu, który powstał w 1997 roku, w zeszłym roku mieliśmy dwudziestolecie. Galeria w zeszłym roku obchodziła pięciolecie i zaczynaliśmy tak samo jak mówiłem. Jak ja definiowałem graffiti? Powtórzę. Oddolność, niezależność, spontaniczność. Jak powstała galeria? Oddolnie, niezależnie, spontanicznie. Nikt tutaj nie poszedł prosić o pieniądze, pukać o udostępnienie kluczy czy najlepiej od razu lokal. Zaczęliśmy własnymi rękoma. pod wystawę, która była narracją na temat malowania pociągów, robiona przez najważniejszych twórców graffiti na świecie. Według mnie nasza ulubiona wystawa tak właśnie się rodziła, a że później zmienialiśmy lokalizację, ciągle tego ducha się nie pozbywaliśmy, tylko pewne potrzeby prezentacyjne, chociażby elektryczność była potrzebna, większe bezpieczeństwo, bo ich wartość też była coraz bardziej znacząca, dlatego w jakiś sposób się profesjonalizowali. Ale Metro Lublin, bardzo fajny i zabawny projekt. Też pobawiliśmy się Lublinem. Możemy przerzucić w slajd, to zobaczymy mapę. Cofnijmy. Nie wiem czy Państwo widzicie, ale to się pokrywa, to działa. Ta mapa Lublina działa. To jest najlepsze. Nikt nikomu nie kazał tego zaprojektować. Lećmy dalej. Chciałem pokazać ewolucję galerii. Zaczęliśmy od tych pustostanów. Dzisiaj to jest profesjonalna działająca galeria, do której czasem ktoś przychodzi i mówi, że pamiętam, że to było w pustostanach. No tak, ale artystów z którymi współpracujemy i wartość dzieł, które stworzono już nie pozwala nam funkcjonować tylko i wyłącznie w pustostanach z oczywistych powodów.
[01:11:27.06 → 01:11:30.56] A: To jest to miejsce, do którego Cezary Hunkiewicz zaprasza państwa jutro w samo południe.
[01:11:30.66 → 01:20:57.29] B: Od południa do 17. Lećmy dalej. Ale nie było tak, że w naszych działaniach byliśmy jakby... Te działania jakby same przez się zawsze miały... Stały za nimi czyste intencje, czy też były typowo bezinteresowne. Nie mówię tutaj o naszych, ale mówię o wszystkim, co się działo wokół. I też takie... takie spostrzeżenie dosyć oczywiste z praktyki życia społecznego, że nie wiadomo gdzie jest przyczyna, gdzie jest skutek. Więc to nie jest tak, że to co za chwilę Państwu powiem, że my wpłynęliśmy na jakąś zmianę, tylko może ta zmiana była towarzysząca temu co się działo. W każdym razie przynajmniej dwie, dwa miejsca, które adoptowaliśmy od zera do, do, do działań, czy jako Brain Damage, czy jako Lublow, następnie na tyle, na tyle, wzrastało ich zainteresowanie, czy też znajomość miejsca, że były później sprzedawane, bądź zaczynały być miejscem działań innych, o wiele bardziej majątnych aktorów życia społecznego. Tak było z Cichą, gdzie powstała Cicha 4, takie niezależne, oddolne centrum kultury. Przeżyjmy slajd. Tak ono wyglądało, jak my tam się wprowadziliśmy. Dostaliśmy to na użytkowanie od właściciela i ten budynek stał odłogiem przez ileś tam lat. My tam zrobiliśmy kilka wystaw z bardzo ważnymi twórcami, m.in. z Martą Cooper, o której zdjęcie wcześniej prezentowaliśmy. Po dwóch niecałych latach naszego działania został sprzedany i dzisiaj ci H4 wygląda tak. Ale lećmy dalej. To jest przykład lubelskich spotkań plastycznych, o których mówiłem. To są zdjęcia pana Stefana Ciechana, dokumentującego lubelskie spotkania plastyczne i bardzo ważnej postaci dla Lublina. pokazuje zmianę tak naprawdę tych bardzo dobrych rzeźb, które zostały na osiedlu piastowskim umieszczone. Lećmy dalej. O, to jest bardzo ciekawe miejsce. Wspomniałem o tym, że my gdzieś tam wróciliśmy. Ja tak się zacząłem spieszyć troszkę, bo czuję, że czas nam tu szkoleni. Ale właśnie cofnijmy się. O, to jest zdjęcie pana Stefana Ciechana wtedy i dziś. Lubelskie spotkania plastyczne nie widać, ale suszarnie na górze są pomalowane przez artystów. Bardzo znamienna i oryginalna rzecz. To jest z bohaterów Monte Cassino. Mówiłem o tym, że my gdzieś odkryliśmy lubelskie spotkania plastyczne i do nich z dużą pokorą podeszliśmy. Nie wiemy dlaczego, i to jest właśnie pytanie, na ile przestrzeń determinuje pewne zachowania, od 96-95 roku na tych garażach, kiedy już nie istniał ślad po malowaniu na LSM-ie, było to miejsce, gdzie zaczęło się pojawiać sposób naturalny graffiti. które też zaczynało ewoluować i możemy przerzucić na kolejny slajd. I dzisiaj tam są dzieła m.in. wykładowców Akademii Sztuk Pięknych. Więc nie wiadomo dlaczego, ale to miejsce w sposób naturalny zaczęło być Hall of Fame, taką galerią, która skupiała w sobie graffiti. I to miejsce ewoluowało razem z nami aż do tego, że niektórzy dorobili się stopni akademickie. No to lećmy dalej. Plener. To jest też zdjęcie z pana Stefana Ciechana i to jest jak planowano działania w przestrzeni miejskiej na Lesemie. To nie było tak, że ktoś zdalnie. To były plenery, to były spotkania, to były spacery, to były bardzo istotne, przemyślane interwencje, które do dzisiaj się bronią. I to jest ten mural, o którym mówiłem, że jeden z moich ulubionych. A już patrzę na niego 5 czy tam 4 lata i dalej uważam, że jest niezły. że to się broni. Oszczędność formy, on się nie narzuca, jak nie chcemy go widzieć, przemkniemy, on nam nie dominuje w przestrzeni. No to lecimy dalej. Muraloza. w pewnym momencie te potrzeba posiadania murali doprowadza do tego, że mamy. Proszę sobie wyobrazić, tu jest Jan Paweł II, ale za chwilę sobie możemy wyobrazić te murale historyczne i one wszystkie przybierają taką straszną formę. Dlatego z nią należy walczyć. Chyba zbędny jest komentarz. Lećmy dalej. Chodzi o to, że to jest wszystko Czy ten portret papieża, czy to, co widzimy na tym zdjęciu, to nie jest przyczyna, to jest skutek tego, że po prostu nasza świadomość przestrzeni miejskiej i wartości, które są w niej, nie jest na tyle duża, że jesteśmy w stanie wyłuskać rzeczy wartościowe i oddzielić ich od niewartościowych. Tak naprawdę, ja kiedyś to zdjęcie skwitowałem w Modernist w Lublinie, mamy niesamowitą wartość. Przykładem jego był ten neon, jakimś takim przejawem, ale który konieczny był do zachowania. On został zniszczony, jakimś tam cudem został uratowany po tym, jak zainterweniowały lubelskie neony. A Lublin, dlaczego mówię, dlaczego taki zwykły napis meble jest ważny? No przecież typografia nie jest zła, ale to nie jest Możemy przerzucić jakby do kolejnego slajdu? To nie jest kosmos, nie? To nie jest kosmos. Dlaczego te meble, dlaczego się uparł, że te meble powinny być zachowane? Mogą być zdjęte, ale zachowane. Dlatego, że nawet nie jesteśmy świadomi, bo nie zauważaliśmy, jak to znika. Lublin był jednym z najbardziej oświetlonych, w sensie neonowych miast w Polsce. To było fenomenalna galeria świetnych, nawet nie reklamowych, ale interwencji w przestrzeni miejskiej, które ją wzbogacały. Astoria, czy piłka wrzucana do kosza przy krakowskich przemieszczeniach. Multum neonów. Jeden z ostatnich, który był, został po prostu zniszczony, pocięty, zrzucany fizycznie przez nieświadomych, bo nieuprzedzonych pracowników, którzy mieli podmienić napisy. Poza tym kasetony miały być zachowane, miało zostać tylko, tutaj Hubert Mącik mówił, że oni mieli się wpasować w istniejące ramy, czyli pewna kontynuacja, prawda, zmieniamy, no miasto żyje, no nie może być tak, że nie pozwolimy komuś za nic zmienić, bo to powinno być. No to nie o to chodzi, chodzi o to, żebyśmy działali w sposób świadomy, nie niszczyli tego, co może być wartościowe. A dlaczego pokazałem neon? Dlatego, że nie wiadomo skąd to się udało uratować nam jakieś 6-7 lat temu, kiedy ten neon był już rozłożony, przygotowany do wywiezienia z Lublina. Udało się to wychodzić, dzisiaj jest na Galerii Labirynt. Często się uszkadza niestety, chyba nikt, przynajmniej ja, nie mam wątpliwości, że warto jest go naprawiać, żeby sprawić, że on świeci. Dlaczego? Bo on jest elementem naszej tożsamości. I z drugiej strony nadajemy mu drugie życie. Okej, jest mural... Przepraszam, ale już za dużo o tych muralach mówić, widzicie? Dlatego nie można o tych muralach tyle, bo się później wplątają do języka i ciężko od nich odejść. Ta typografia jest fenomenalna, jest charakterystyczna dla Lublina, chociaż sam budynek przecież nie był. Przerzućmy, on zaczyna mieć drugie życie, jest istotny dla naszej wspólnoty. Raz, na jego kanwie, na bazie tej typografii zaprojektowaliśmy neon Lublin, który jako Lublow. I teraz chociażby zrobiliśmy taki kolejny slajd, jak bym mógł. Kubek z kosmosu, też nawiązujący swoją stylistyką, z mam samym razem to wyprodukowaliśmy, do lat powiedzmy 80. Porzucając czy też wyrzucając z naszej pamięci takie właśnie meble, wyrzucamy z pamięci elementy naszej tożsamości, które mogą zafunkcjonować w zupełnie innych kontekstach niż pierwotny neon. Lećmy dalej. A, no i to jest przykład neonowej interwencji zaprojektowanej przez REWIRY z Centrum Kultury i Szymona Pietrasiewicza, który został oprotestowany, bo nie można... Co można, czego nie można w przestrzeni miejskiej? No jeśli jest ulica Męczenników Majdanka, to nie można tam zrobić nic, co by w jakiś sposób nie godziło z nazewnictwem tej ulicy i jego kontekstem historycznym. Nie oceniam. Tylko mówię, że ta interwencja byłaby bardzo ciekawa, ale skończyło się na tym, że po protestowaniu nie można było użyć słowa szacun, bo nie jest niegodne. Możemy przerzucić slajd. Więc jest szacunek.
[01:20:57.83 → 01:20:58.89] A: Tylko neon się psuje.
[01:20:59.23 → 01:24:35.53] B: No i tak się broni. Wiecie państwo, to jest przykład klatki schodowej. No kto, prawda? No i w tym momencie jest kompromis. No ale kto wygrał? Ktoś to najdłużej posiedział i pomyślał. Po prostu. Jak zrobić? Tylko dwie żaróweczki odłączyć i już jest moja racja. Lećmy dalej. Już zbliżamy się do końca. W pewnym momencie mówimy o tym, że jest przykład tej muralozy, przykład tego niedbania. Ten szyld z chińskimi znakami wprowadza pewien chaos, wprowadza pewien nieporządek. przestrzeni miejską i nagle się sobie uświadomiłem, że wszyscy, bądź znacząca część osób, której bliska jest jakaś forma spontaniczności, oddalności, niezależności w przestrzeni miejskiej, w momencie kiedy zaczyna funkcjonować w rzeczywistości bardziej instytucjonalność jako fundacja, współpracując już ze wspólnotami lokalnymi, z samorządami i tak dalej, nagle zaczyna miasto czyścić i sprowadzać do nawet bardziej podstawowych form, ukazując, ba, dowodzą, że są najbardziej funkcjonalne. Czyli przykład minimalistycznych interwencji, detalu miejskiego, jak to zrobiło na przykład Jacek Wielepski i Traffic Design w Gdyni, wymiana szyldów. To jest, drodzy państwo, te interwencje troszkę nawiązuje do tego pytania, co będzie dalej. Wtedy mi brakowało tej prezentacji, żeby pokazać, co będzie dalej. Z jednej strony wandalizm, czyli gdzieś się gotuje, że do końca te nowe pokolenia nie będą takie ugrzecznione, co dobrze. Będą o swoje walczyły, to fajnie. A z drugiej strony, jak działamy na poziomie instytucjonalnym, nie udawajmy, że jesteśmy graficiarzami, bo nigdy nie będziemy działając za publiczne pieniądze itd. Dajmy o jakość, dobrą typografię. Wszystko to, co działając na ulicy wynieśliśmy. To jest brama zaprojektowana przez Pawła Ryszko, którego murale w Lublinie mamy, m.in. Robotnice Sztuki na Domu Kultury LSM, nawiązujące do lubelskich spotkań plastycznych. Zaprojektował jeden świetny plakat o Hansenie. dla Lublina i tutaj akurat w Gdyni brama metaloplastyka, detal miejski. Kolejna rzecz, pamiętajcie, murale. I teraz nagle okazuje się, że najbardziej pożądaną interwencją i w ogóle hitem ostatnich miesięcy, z czym się zgadzam i bardzo kibicuję naszym przyjaciołom z Gdyni, jest to, że zaprojektowali taką elewację i okazuje się, że o to nam wszystkim od początku chodziło. To jest niesamowite, Trzeba było zrobić wielkie koło od wzburzenia pewnej harmonii w przestrzeni miejskiej, próby zamanifestowania, kontestowania do tego, żeby wrócić jako świadomy architekt, urbanista, artysta z czymś absolutnie minimalnym. Coś, co sprawi, że tak jak, nie wiem czy to padło, czy jak patrzymy, oceniamy interwencję w przestrzeni miejskiej, to zastosujmy jedno proste pytanie i to już powoli jakby kończę. Czy lepiej, że ona jest, czy lepiej, że jej nie ma. Większość, nie, może znaczna ilość murali w Lublinie, lepiej, żeby ich nie było, niż żeby były. Ale przykład tej interwencji. Według mnie lepiej, jak to tak wygląda, niż jakby wyglądało zupełnie inaczej.
[01:24:35.61 → 01:24:57.64] A: Tylko, że to, o co powiedziałeś teraz, co jest fundamentalne, wymaga od nas jednego, żebyśmy w ogóle skierowali wzrok, zobaczyli, zajęli stanowisko, stali się entuzjastami, powtórzę po raz trzeci, przestrzeni miejskiej, żeby nam zwyczajnie chciało się patrzeć i na niej na swój sposób zależało. Bardzo ci dziękuję.
[01:24:57.92 → 01:24:59.56] B: Ja również. Państwu za cierpliwość.
[01:25:00.56 → 01:25:24.44] A: Chyba, że mają państwo jeszcze jakieś ważne pytania do naszego gościa, to bardzo proszę. Wspominałeś przed spotkaniem, że może być tak, że być może publiczność jak nie lubiła ingerencji w przestrzeń, tak nie polubi po naszym spotkaniu. Ale jak ja patrzę na Państwa, to mam wrażenie, że nie miałeś do końca racji. Bardzo Ci dziękuję. Cezary Bumkewicz.

Bitwa o kulturę. Czytanie miasta

BITWA O KULTURĘ

Co ma wpływ na miejską aktywność? Czy i kto wyznacza kierunki w jakich podąża? Jak czytać opowieści o mieście pisane bez użycia słów?
Grażyna Lutosławska

Wróć