Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.03 → 01:05.60] A: Dobry wieczór. Dobry wieczór, nazywam się Maja Chitro i mam wielką przyjemność po raz kolejny poprowadzić dla Państwa spotkanie dzisiaj z wybitną aktorką młodego pokolenia, tak zwanego, chociaż już jest dawno po dwudziestce. Bardzo przepraszam Pani Maszo. Masza Wągrodzka, aktorka, która na dużym ekranie zasłynęła rolą w Najmro. Później były Matki Pinkwinów, o których też porozmawiamy, bo to był serial, który został uznany przez New York Times w 2024 roku za jeden z najważniejszych seriali na świecie. Później pojawiła się też Siostra Chopina m.in. i o tym będziemy za chwilę rozmawiać. Ale jeszcze zanim zaproszę Maszę na scenę, chciałabym tylko przypomnieć, że naszą rozmowę na polski język migowy tłumaczą Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Wielkie, wielkie, wielkie brawa. Pani Maszo, zapraszam na scenę.
[01:07.10 → 01:07.80] B: Dzień dobry.
[01:16.36 → 01:44.42] A: Matki pingwinów, zaraz do nich nawiążemy, bo to był faktycznie serial, który też stał się przyczynkiem do naszego dzisiejszego spotkania, bo będziemy rozmawiać m.in. o tym, jak to jest być blisko międzynarodowej widowni. m.in. dzięki platformom streamingowym, które dają taką możliwość dzisiaj, kiedy się jej pewnie nie było. Ale moim pierwszym pytaniem w zasadzie jest to, czy ty od zawsze chciałaś być aktorką?
[01:46.08 → 01:51.82] B: Uzaskoczyłaś mnie. Nie. Zupełnie nie. Dlaczego?
[01:52.62 → 01:53.96] A: Jak to się zaczęło w takim razie?
[01:54.06 → 04:18.62] B: Dlatego, że bardzo długo myślałam, że będę skrzypaczką. I skończyłam 12 lat szkoły muzycznej. Natomiast myślę, że w okolicach może 16 roku życia, czyli dwa lata mniej więcej przed końcem szkoły muzycznej, już wiedziałam, że skrzypce też nie. Myślałam, że pójdę do Akademii Muzycznej, ale nie na skrzypce, tylko na wydział wokalno-aktorski i że będę śpiewać. I tak też się stało. I później po dwóch latach, pewnie przez kontakt ze wspaniałymi artystkami, bo to była Akademia Muzyczna w Gdańsku, czyli z panią Dorotą Kolak, z Joanną Bogacką, z Magdą, bądź to były aktorki, a część nadal jest, Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Przez te zajęcia z nimi i też przez to, że mieliśmy nielimitowany wstęp do Teatru Wybrzeże, więc ja widziałam wszystkie spektakle, które tam się premierowały i byłam, można powiedzieć, psychofanką tego teatru. Wiedziałam wszystko o nim, kto dochodzi do zespołu, kto odchodzi, kto zrobił zastępstwo. No i nagle się zorientowałam, Spędzam tam dużo więcej czasu niż w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Bardziej mnie ekscytują zajęcia z aktorstwa niż z wokalu. Zaczęłam się temu przyglądać. Zdałam sobie sprawę z tego, że po tych studiach w Akademii Muzycznej nikt mnie najprawdopodobniej... Teraz już mam to potwierdzone, bo mam masę przyjaciół, którzy pracują w musicalu, w teatrach muzycznych. i wiem, że są wspaniałymi artystami, a nie mają dostępu do castingów, na przykład do filmów, albo do produkcji w teatrach dramatycznych. Więc można powiedzieć, że miałam nosa po prostu do tego, że rzeczywiście będę miała dużo trudniej. A że jednak taki papier Akademii Teatralnej bardzo legitymizuje w niektórych kręgach taką aktorską obecności. i że będę miała, krótko mówiąc, łatwiejszy dostęp do bardzo wielu, i że też będę mogła pracować w teatrze muzycznym. To była troszkę kalkulacja już w pewnym momencie. Zaryzykowałam i będąc kompletnie nieprzygotowana, pojechałam na egzaminę do szkoły teatralnej po dwóch latach tej Akademii Muzycznej i przywróciło mi się. Dostałam się do szkoły i przeniosłam się, wróciłam do Warszawy.
[04:19.16 → 04:34.40] A: Myślę, że to nie był fart, ale miałaś taki trochę żal w sobie czasami, jak już zdałaś do tej Akademii. Pamiętając też o tych swoich muzycznych początkach, zdarzyło ci się chociaż raz w swoim życiu pożałować tej decyzji?
[04:36.78 → 08:06.22] B: Ponieważ my się trochę też znamy z Mają prywatnie, to wiem, że tutaj wbijasz mi i prowokujesz. Oczywiście zdarzyło mi się, do tej pory mi się zdarza. Ja bardzo tęsknię za muzyką Czuję, że najbardziej też reaktywna jestem na muzykę, że to jest taki mój język uczuć. Słowo też oczywiście, słowem pracuję głównie, ale jeżeli chodzi o jakąś taką sensualność i w ogóle zmysły, zmysłowość, to na mnie najbardziej zdecydowanie działa muzyka. I oczywiście fantazjuję sobie o tym, jak by wyglądało moje życie, grała nadal na skrzypcach, albo gdybym śpiewała. A przede wszystkim myśmy tam stworzyli jakąś niesamowitą grupę z tymi moimi przyjaciółmi z Akademii Muzycznej, bo to było bardzo małe, intymne grono, dziesięciu osób. To był kierunek musical, teatr muzyczny. Pierwszy taki kierunek w Polsce, w Akademii Muzycznej. Było od studium Danuty Baduszkowej w Gdyni, ale to było studium. I pamiętam, że wtedy jakoś moja mama bardzo się uparła, że ja muszę iść na studia, a nie do studium. No więc poszłam do tej Akademii, dostałam się tam. I było nas tam tylko 10 osób. Myśmy wszyscy byli takimi świeżakami, no max dwa lata po maturze, ale raczej wszyscy od razu po. Wszyscy byliśmy z innych miast, mieszkaliśmy w tych akademikach, które są w fantastycznym w ogóle miejscu, bo to jest tuż przy Akademii Muzycznej w Starych Koszarach, więc w zasadzie ja wychodziłam w piżamie, zakładałam dres na piżamę i z kawą wychodziłam na niemiecki czy tam na coś, a wieczorem na zajęcia z baletu albo ze śpiewu. I myśmy tam stworzyli jakąś, no to było nieprawdopodobne, to było jak taki niekończący się obóz, Jakbyśmy wszyscy mieli jedno wspólne hobby i ktoś nas wysłał na takie niekończące się warsztaty z ludźmi, których się lubi, a potem już kocha, bo myśmy ze sobą naprawdę spędzali każdą minutę dnia. Wszystkie zajęcia, gotowanie, pranie w tej wspólnej pralni, w tych akademikach, mieszkaliśmy razem w pokojach. Więc to była jakaś taka komuna, niesamowite, to było jakieś hipisowskie życie, jak to wspominam. I ja bardzo ich pokochałam i to nadal są jedni z moich najbliższych przyjaciół, więc kiedy ja potajemnie trochę podjęłam tę decyzję, że chcę spróbować zdawać do Warszawy, to pamiętam, że jak się dostałam do tej Warszawy i wiedziała o tym ode mnie z roku tylko jedna osoba i moje nauczycielki od aktorstwa, z Gdańska i pamiętam, że przyjechałam do dziekanatu, żeby porozmawiać z dziekanem, że taka jest sytuacja, on też o tym nie wiedział, że tak postanowiłam zrobić, to płakałam tak, tak szlochałam, że nie byłam w stanie w ogóle wypowiedzieć tego i on mnie uspokajał i mówił, ale pani Marto, to wspaniale, to w ogóle są super wieści, bo przecież tego pani chciała chyba. A ja, żewnymi łzami w histerii absolutnej, mówiłam, że tak, tego chciałam, ale wiem, że tracę rodzinę w jakimś sensie. No i tak się stało. To było coś za coś, na pewno. Bo w Akademii Teatralnej, Akademia nie była dla mnie już, była czymś innym. Na pewno nie znalazłam tam takiej bliskości i stąd też taka moja teza, że jednak muzykowanie wspólne zbliża do siebie najbardziej, bardziej niż taka praca stricte teatralna na tekście. Może to jest śmiała teza, ale tak uważam.
[08:07.89 → 09:05.34] A: Ja jeszcze zadam kilka takich pytań, które pewnie nas doprowadzą w pewnym momencie do tych streamingu, bo chciałabym też nakreślić taką sytuację też twoją zawodową, przez co przechodziłaś po kolei, zanim wydarzyły się też Matki Pingwinów i wszystkie związane z tym później rzeczy, o których dzisiaj będziemy rozmawiać. Musical, ty powiedziałaś przed chwilą o musicalu. I mam dla ciebie takie prowokacyjne faktycznie trochę pytanie i też ono się zakończy pytaniem takim, z czego to może wynikać, że musical jest w pewnym sensie niedoceniany. Bo jeżeli idziemy do teatru dramatycznego, idziemy na jakąś sztukę, która ma nas w jakiś sposób poruszyć, czujemy się, że obserwujemy coś bardzo ważnego. Musical zdaje mi się, że bardzo często nie jest brany niestety na poważnie, chociaż produkcje Jesus Christ Superstar i tak dalej, tworzyły też pewną historię popkultury. Z czego to może wynikać?
[09:06.09 → 11:16.95] B: Tak, to jest akurat Jesus Christ, to jest ikoniczna produkcja, ale tu ja mogę rzucać tytułami takich produkcji, typu Evita, upiór w operze, które są naprawdę popkulturowymi, po prostu kamieniami milowymi. Chris Sheela, Królowa w pustyni i tak dalej. Myślę, że to jest jakaś taka narracja obowiązująca, w ogóle często w sztuce, nie tylko w teatrze, ale również i w filmie, w muzyce też. że rzeczywiście dramat jako taki, czy tragedia jest nadrzędna. Ciekawe też, że może to jest też o tym, jak się wydaje, że artysta ponosi jaki koszt, na przykład będąc na scenie. co czasami jest złudne, bo zagrać dobrze komedię to jest nie tylko wyzwanie i takie timingowe i intelektualne, ale również fizyczne, bo też to dużo kosztuje. Czasami się wydaje, że jednak ta tragedia to jest dużo większe przeżycie dla artysty. I myślę, że nie mam tutaj jakiejś odpowiedzi, która by rozjaśniła wielce ten temat. Ale patrząc na to, co się teraz dzieje i że my poszukujemy tego takiego gatunku teraz bardzo popularnego, czyli dramedii, to my jednak staramy się jakoś zintegrować te gatunki, bo też takie jest życie. Życie jest jakąś tragifarsą przedziwną i spotykają nas rzeczy absurdalnie śmieszne i ekstremalnie bolesne. I to się wszystko mieści w pojedynczym życiu pojedynczej osoby. Też tego, mi się wydaje, teraz szukamy w sztuce i też tego odzwierciedleniem są produkcje, które powstają, tak mi się wydaje, już też idąc w stronę tego streamingu. Ale tak, musical absolutnie niedoceniany i myślę też w Polsce akurat dlatego, że ta tradycja musicalu nie jest specjalnie rozwinięta, bo to nie jest po prostu nasz gatunek, taki rodzimy. U nas na przykład bardziej kabaret literacki, czy poezja śpiewana, to jest nasz rodzimy gatunek. A musical stosunkowo świeży, chociaż Danuta Beduszkowa kilkadziesiąt lat temu sprowadziła musical.
[11:17.65 → 11:19.61] A: Ale też pamiętne metro w latach 90.
[11:19.81 → 11:21.01] B: Metro było przełomowe.
[11:21.43 → 11:23.39] A: I teraz tak, anegdota.
[11:23.61 → 13:40.54] B: Metro, kiedy pojechało do Stanów i myśleli, że zrobią tam nie wiadomo co, rewolucję, bo to w Polsce w ogóle, Jezus Maria, to wtedy pewnie jeszcze się nie urodziłam, albo miałam rok, więc znam to tylko z legend, jaki to był szał. Ale metro pojechało do Stanów i tam nikt nie zwracał na to uwagi, ponieważ tam od lat tego typu rock opery, bo to już można nazwać rock operą, były po prostu na porządku dziennym i to było nic specjalnego. Więc tak, myślę, że my po prostu przejęliśmy ten gatunek przez osmozę, jakieś takie wchłanianie po prostu z oglądania w innych miejscach. Ale też strasznie długo odpowiadam na to pytanie, bo ja bardzo kocham musical, bo wiem jaki to jest wysiłek. W Stanach mówi się na to triple threat, czyli osoby, które zarówno w takim samym stopniu, to jest taki ideał artysty musicalowego, kto tańczy, śpiewa i gra. I oczywiście mamy ansamble wokalne, taneczne, Natomiast ten taki ideał, to do czego wszyscy, kim chcą być i są takie osoby. Sutton Foster na przykład, wspaniała aktorka, ale z takich osób, które państwo znają. Betty Midler na przykład, która się przebiła tam na przykład do mainstreamu. Hugh Jackman jest też aktorem muzykalowym. To są osoby, każda z tych osób zatańczy, zaśpiewa i zagra. A u nas, ponieważ nie było takich profilowanych gatunków, a tamte szkoły istnieją od lat, U nas było tak, że albo mamy aktora dramatycznego, który nie bardzo tańczy i śpiewa tak sobie, ale za to świetnie zagra, albo mamy wokalistę, który śpiewa fantastycznie, ale jeśli chodzi o przebieg aktorski, to różnie. No i mamy tę osobę tańczącą, która w zasadzie coś tam podegra. I tak nie bardzo było, jak znaleźć te osoby. No ale teraz, już od wielu lat jest mnóstwo wydziałów i szkół, które szkolą młodych artystów w dziedzinie musicalu i to są osoby, No nieprawdopodobne. To, co oni robią, to jest w ogóle spektakularne i ja gorąco polecam, jeśli będzie jakaś szansa, też teatr telewizji, teraz dużo realizuję takich spektakli, bo to jest nieprawdopodobne, żeby zobaczyć, jak wiele umiejętności na jak wysokim poziomie może mieć jedna osoba. No i ja im życzę wszystkiego najlepszego, bo oni mi bardzo imponują.
[13:41.44 → 13:50.24] A: Jeszcze pomyślałam sobie o musicalu, w zasadzie Mamma Mia, który też był takim ogromnym hitem również na ekranach wielkich, prawda? Z Meryl Streep.
[13:50.72 → 14:33.75] B: Meryl Streep również. Ona grała jeszcze w Into the Woods, jeszcze w czymś. Teraz był taki serial też, w którym Only Murders in the Building, coś takiego. W każdym razie ona też tam grała, normalnie performowała cały numer musicalowy na scenie. Tam to jest w Stanach i w Londynie to jest taki gatunek, który widzowie wysysają z mlekiem matki niemalże. To wieczorne takie wyjścia. U nas się idzie do kina na rozrywkę, a tam się idzie do teatru jeść popcorn, pić wino, bo jest to dozwolone i oglądać te przedstawienia, które są i poruszające, ale też są po prostu czystą rozrywką na niesamowicie wysokim poziomie. To jest show.
[14:35.17 → 14:40.15] A: I takiego show też potrzebujemy bardzo często. Nie ma co udawać, że na to się dotyczy.
[14:40.27 → 14:41.21] B: Myślę, że teraz szczególnie.
[14:42.03 → 15:18.35] A: Marza, a ten etap twojej edukacji szkolnej jeszcze, jako młodziutka skrzypaczka i to z jakimi obciążeniami się to wiąże, bo wiemy, że szkoły muzyczne to jest ogromna dyscyplina, z której my sobie często nie zdajemy sprawy jako obserwatorzy z zewnątrz, Czy ta ogromna dyscyplina, na którą byłaś narażona, można tak powiedzieć, też od dziecka i z którą byłaś zaznajomiona może w ten sposób, czy to później ci w jakiś sposób przeszkadzało w przekształcaniu się w aktorkę, czy wręcz przeciwnie, pomagało?
[15:20.45 → 17:37.03] B: Miecz obosieczny. Z jednej strony... Z jednej strony ta dyscyplina, o której też już kiedyś rozmawiałyśmy, to jest coś... Z ćwiczeniem na instrumencie jest tak, nie wiem czy ktoś z Państwa gra na instrumencie, bo widzę, że są kiwnięcia głową. Są rzeczy, które się po prostu nie pojawią znikąd. Tak zwane u nas się to mówiło w szkole, że trzeba wyrobić dupę godziny. Nie ma rady, trzeba to ćwiczyć, wgrać w palce i tyle. Potem sobie można muzykować, ale to się nie pojawi znikąd. Dla mnie to nie było zaskakujące, że trzeba samemu się do tego motywować i właśnie tej samodyscypliny używać. I tak samo w aktorstwie bardzo dużo bazuje na osobowości oczywiście, na jakiejś takiej ekspresji, No nie wiem, może po prostu jest nam dana od urodzenia na warunkach, które też dostajemy, ale to, co ja cenię najbardziej, to są jednak, i kogo cenię, to są jednak osoby pracowite, które widzę, że również wkładają jakiś trud w to i są powtarzalne, są przygotowane. Też wiem, że to dało mi pewien rodzaj takiej elastyczności i szybkości. Ja wiem, że ja szybciej fiksuję pewne rzeczy, Wiem, że mam bardziej podzieloną uwagę, jeśli to w ogóle istnieje, o czym dzisiaj rozmawiałyśmy. Czy podzielona uwaga istnieje? Jeżeli nie istnieje, to w takim razie bardzo szybko umiem przeskakiwać, bo jestem do tego przyzwyczajona po prostu. Ta neuroplastyka mózgu też inaczej wygląda, jeżeli cały czas od małego pracuję dwiema rękami i głową, sercem, wrażliwością, całym ciałem wszystkim. Więc na pewno to było ułatwienie, a utrudnienie, to też pewnie nie powiem nic odkrywczego w tym temacie, ale jest to piekielny perfekcjonizm, który czasami się objawia okrutną samokrytyką. I to czasami myślę, że po prostu blokuje tak naprawdę potencjał, który się ma, bo myślę sobie, że jeżeli nie mogę czegoś zrobić świetnie, to się po prostu nie będę za to w ogóle zabierać, bo na pewno jest ktoś, kto zrobi to lepiej ode mnie. Więc myślę, że to i plusy, i minusy.
[17:37.43 → 17:53.11] A: Okrutne. Później po tej szkole filmowej były i role w teatrze, i role w serialach. I pojawił się w końcu wielki ekran, czyli Naimro. To był dla ciebie przełom?
[17:55.35 → 19:56.48] B: Myślę, że tak. Myślę, że tak. To też był taki niesamowity moment, tego, że ktoś faktycznie w tej całej grupie aktorów wielkich, wielkich nazwisk. Chciałam użyć słowa celebryta, ale wiem, że celebryta ma teraz bardzo pejoratywne znaczenie, a nie chciałabym w kontekście moich kolegów używać tego słowa, bo to są po prostu wielcy aktorzy i wielkie aktorki. Moja pani profesor Dorota Kolak chociażby, Dawid Ogrodnik, Robert Więckiewicz, tam była naprawdę plejada gwiazd. No i w tej plejadzie gwiazd też się znalazło miejsce dla debiutantki i Mateusz Rakowicz, czyli reżyser Naimro, po prostu spotkaliśmy się na castingu i on powiedział, ta dziewczyna, ale spotkał się oczywiście, no nie wiem, przemyśl to, nie wiem czy nas stać na zatrudnianie debiutantki, no bo to też jest oczywiście biznes i to też był, ten film był, no też był show pewnego rodzaju. No ale Mateusz się uparł i powiedział, że mamy tutaj cały skład gwiazdorski i chce mieć tę dziewczynę, no i też bez przesady, możemy chociaż jedno nazwisko mieć nieznane. No i przekonał decydentów, więc ja Mateuszowi zawdzięczyłam bardzo dużo i to też była odważna decyzja z jego strony. No a potem się zaprzyjaźniliśmy i z nimi, z całą jego rodziną, z jego żoną, z córeczkami, więc myślę, że to też był taki wybór, To jest dużo części składowych, że czasami się czuje i to, jak ktoś gra, ale też to sobą reprezentuje jako osoba, że też czasami można sczytać czyjąś energię i po prostu nam się świetnie razem pracowało. Mam niezwykłe zaufanie do Mateusza. Uważam, że jest wspaniałym reżyserem i wspaniałym gościem i będzie miał teraz też premierę swojego serialu, za który bardzo trzymam kciuki i myślę sobie, że to wymarzona okazja do debiutu. jest I też wielkie bezpieczeństwo z takim wodzem.
[19:57.78 → 21:00.26] A: Myślę, że miał faktycznie wielkiego nosa, bo to był też, to mogę z Państwu zdradzić, to był pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z aktorstwem Maszy, jako szefowa działu kultury magazynu L, bo my jako dziennikarze często jesteśmy zapraszani też przed premierami, aby obejrzeć pewne produkcje. i móc wtedy zadecydować, czy możemy zaplanować z dużym wyprzedzeniem, bo to zazwyczaj się dzieje z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, rozmowy, wywiady. Wtedy pamiętam, że nam się nie udało, ale nie czekałyśmy jakoś szczególnie długo. Natomiast dodam jeszcze, że faktycznie z filmu Naimro ty byłaś osobą, którą zapamiętałam. Jak wyszłam z seansu, to wiedziałam, że to jest ta dziewczyna, która będzie robić coś wielkiego. Nie zdarza się to bardzo często w polskim kinie, ale akurat do takich rzeczy to ja mam intuicję, nieskromnie mówiąc. I okazało się, że kilka, kilkanaście miesięcy później zasiadłyśmy na Muranowie Warszawskim w kawiarni, rozmawiając.
[21:00.26 → 21:02.48] B: Chyba kilka lat później, kilkanaście miesięcy?
[21:02.58 → 21:09.48] A: Kilkanaście miesięcy. Kilkanaście miesięcy obliczyłam przed naszym spotkaniem.
[21:10.13 → 21:13.71] B: Nie ufam twoim obliczeniom. Możemy to potem sprawdzić.
[21:14.41 → 21:19.69] A: Ja byłam w klasie nie humanistycznej wcale, tylko matematyczno-informatycznej, moja droga.
[21:19.91 → 21:23.23] B: To jest szokujący fakt, którego o tobie nie znałam.
[21:23.65 → 22:24.63] A: No to już mamy coś nowego. Więc spotkałyśmy się i rozmawiałyśmy o produkcji, która faktycznie, teraz możemy też mówić, była dla ciebie ogromnym przełomem na wielu poziomach. Matki pingwinów. I fun fact też jest taki, bo to nie jest jedyna historia, że tam zasiadłyśmy, że wracałam z jednego ze spotkań tutaj, razem z państwem zresztą, z Lublina i pisałam recenzję serialu Matki Pingwinów i to była recenzja wybitna. I tutaj się też nie myliłam, bo wystarczyło kilka tygodni, żeby New York Times, tak jak powiedziałam tutaj dzisiaj na samym początku, uznał Matki Pingwinów za serial, no jeden z najlepszych seriali 2024 roku. i to przy ogromnych produkcjach międzynarodowych. Jak to się zaczęło tutaj? Twoja współpraca z platformą Netflix, bo to możemy powiedzieć. Czy te castingi też wyglądały zupełnie inaczej?
[22:24.63 → 22:26.05] B: Długa wersja historii czy krótka wersja historii?
[22:26.07 → 22:26.87] A: Długa, mamy czas.
[22:28.53 → 24:36.11] B: Długa wersja historii jest taka, że kręciłam wtedy dla innej platformy, Canal+, serial Kiedy Ślub. Tak się złożyło, że w tym serialu główne role grali Marysia Dąbska i Eryk Kulm. I Marysia robiła wtedy spektakl w Teatrze Szóste Piętro, a ja robiłam wtedy spektakl z taką ofową grupą komediową, potem o tym, ale pracowałam też wtedy jeszcze jako etatowa aktorka, przez 7 czy 8 lat, nigdy właśnie nie pamiętam, muszę to sprawdzić, w Teatrze Narodowym, bo tam zaczęłam pracować jeszcze w szkole teatralnej. Mój rozkład dnia wyglądał tak, że nie cały czas oczywiście, ale w tym takim najgorętszym momencie, wyglądał tak, że ja miałam próbę u siebie w teatrze tym ofowym 10-16, stamtąd pędziłam na charakteryzację narodowego, potem grałam spektakl, jak był krótki, to dobrze, jak to były dziady, no to niedobrze, bo 4,5 godziny. I stamtąd podstawiony był samochód na plan, gdzie jechałam w Amoku i zaczynaliśmy kręcić scenę koło 12.30 w nocy, ponieważ Marysia, na przykład jeżeli miałam dziurkę między teatrem, między próbą a spektaklem, to Marysia wtedy miała swoją próbę, bo ona miała z kolei próby od powiedzmy 14.00 do 18.00, więc absolutnie się znosiły nasze zajętości, ale rzuciłyśmy się w to i też produkcja nam dała te szanse, żeby nam zsynchronizować te kalendarze. No i kręciłyśmy na przykład sceny do 4.30 w nocy. Potem ja wracam do domu, spałam kilka godzin i na dziesiątą do teatru znowu. Szczerze, piekło. Nie polecam. Można się otrzymać o szaleństwo. Ja myślę, że byłam wtedy z jednej strony w amoku, bo spełniałam marzenia, ale z drugiej strony w takim rodzaju wycieńczenia, że źle, źle. Tworki już czekały na mnie wtedy. Dostałam casting do Matek Pingwinów i myślę sobie tak, No na pewno. Kiedy ja mam to niby nagrać? I z kim? Jak ja nie jestem w domu nawet godzinę dziennie.
[24:36.17 → 24:36.97] A: I to główna rola.
[24:37.77 → 24:55.64] B: Tak, ale ja też wiedziałam, że ten casting się odbywa, bo pomagałam mojej koleżance nagrać tak zwany self-tape, czyli casting, który się nagrywa w domu. Ja tego nienawidzę. Dla mnie to jest piekło. Dla mnie cała ta sytuacja... Rozumiem, dlaczego tak się dzieje. No bo jest to krótko mówiąc tańsze, szybsze.
[24:55.81 → 24:59.03] A: To jest nagrywanie odpowiedniej sceny w domu.
[24:59.46 → 28:17.34] B: Taki casting, który samemu przygotujemy. Mogłabym tutaj teraz postawić kamerę, Maja by mi podrzucała z offu teksty innych postaci i ja bym tego self tape'a nagrała, wysłałabym. Ale moim zdaniem to się w ogóle mija z celem, bo po pierwsze nie dostaję żadnych uwag aktorskich, czyli nie mam żadnych wskazówek. Po drugie nie mam żadnej energii, w tym pokoju, dostaję jakiś krótki, suchy opis projektu. Nawet nie wiem, co to za postać do końca. Ja rozumiem, że ten pierwszy filtr to jest od jakiejś takiej pierwszej energii albo nawet czasami tylko o naszych warunkach fizycznych, ale dla mnie to jest męka. Ja lubię pracować z ludźmi, bardzo lubię ludzi, lubię pracować z ludźmi. No więc wiem, że ten casting się dzieje. Pomagałam koleżance nagrać. Wiem, że nie mogą znaleźć aktorki. Moja agentka mówi, błagam cię, nagraj to, bo nie mogą znaleźć aktorki kilka miesięcy, a zaraz są zdjęcia. Ja mówię, słuchaj, ja wiem, że to trwa od dwóch miesięcy ten casting, to czemu ja tam nie byłam? Ewidentnie pewnie reżyserka nie widzi potencjału i nie będziemy się nagrywać na siłę. Przecież ona wie, kogo potrzebuje. Nie, nie, nie, nagraj, nagraj. Ja sobie myślę, no dobra, coś wymyślę. Więc wściekła wracam po próbie. Jeszcze powiedziałam, że ja nigdy nie wygrywam self-tape'ów, nigdy. Zawsze muszę się z kimś spotkać, pogadać nad tym tekstem, więc to nie ma sensu. Po co mam tę moją godzinę w ciągu dnia, zamiast pójść na drzemkę, poświęcić na nagrywanie tego czegoś, czego i tak nie wygram. Między próbą a spektaklem i perspektywą nocnych zdjęć do 5 rano, siedzę w domu, nagrywam swój głos na dyktafon, bo nie mam nawet partnera ani partnerki, żeby to nagrać. Nagrywam swój głos na dyktafon, Kładę sobie, ustawiłam tę komórkę, nagrałam to, byłam wściekła, co się potem okazało kluczem do postaci, ponieważ postać Kamy jest cały czas wściekła, więc ja byłam wściekła, że ktoś mi zabiera moją godzinę dziennie, a i tak nic z tego nie wyjdzie, bo reżyserka ma inny obraz postaci. Wysłałam, myślę sobie, dziękuję bardzo, wykonałam swoją pracę, a teraz idę do mojej prawdziwej pracy. No i dzień później dostaję wiadomość, Musisz iść na casting sportowy. Muszą sprawdzić, czy umiesz się bić. Czy będziesz mogła się umieć bić. Ja ręce skrzypaczki. Dobra, idę na ten casting sportowy. Myślę, że to nie ma sensu. Gdzie ja w sportach? W ogóle ja nie uprawiałam nigdy żadnych sportów. Idę na ten sportowy, na to przesłuchanie. Ćwiczę z Grzegorzem Jurkiem, szefem kaskaderów. No i on sprawdza, mówi, no super, masz długie nogi, to tak kickboksersko, w porządku, fajnie. No sprawdziliśmy, od tańca w musicalu miałam super koordynację, więc to akurat się złożyło. No ale sobie myślę, gdzie z moją sylwetką i z moim brakiem kondycji sport? Wracam do domu, dostaję wiadomość, musisz pójść na live casting. Myślę sobie, no dobra, coś się zaczyna tutaj rzeczywiście na poważnie dziać, ale trochę nie dowierzam. No dobra, idę na ten live casting, spotykam tam Magdę Ruszczkę i jeszcze Rodziców i jeszcze Michała naszego, czyli Maxa, a Michała w serialu, który gra syna Magdy.
[28:17.60 → 28:19.04] A: Chłopca neurotypowego.
[28:20.26 → 30:47.05] B: Tak, z niepełnosprawnością fizyczną też. Spotykam tam ich, gramy scenę, poznaję reżyserkę. Wszyscy są w jakimś amoku, ja trochę nie wiem dlaczego, bo nie wiem, że zdjęcia są za dwa miesiące i że oni naprawdę nie mają aktorki do głównej roli. No więc jest ten casting, myślę sobie chyba spoko, ale też czuję, że w wielkich nerwach byłam, że to nie był taki mój pełny potencjał aktorski. No ale dobra. Myślę sobie, minęło 4 czy 5 dni w sumie już tego procesu. Ja cały czas przypominam w tych nocnych zdjęciach i w tym graniu w Narodowym. Więc ja już czuję, że ja się ocieram o szaleństwo, bo dostaję kolejne wezwanie, że szybko muszę jeszcze nagrać jedną scenę live. Piąty casting. Nigdy w życiu czegoś takiego nie miałam. Jadę. Nie ma aktorki, która zagrałaby moją matkę. Gram z mamą reżyserki. Z mamą Klary. Siedzi mama Klary i ja z nią, a ta scena jest oczywiście zaczerpnięta z ich prywatnego życia. Więc ja biorę udział w jakiejś psychodramie. Mama Klary jest wspaniała, kocham ją, jest prześmieszna. Klara Kochańska-Bajon tylko to powiem. Tak, reżyserka i pomysłodawczyni serialu. I scenarzystka główna. Więc gram z mamą Klary. Myślę sobie, co tu się dzieje. Wracam do domu. No dobra, zobaczymy, ale nie chcę się nastawiać, bo wiem, że to jest zawsze tak, że już, już, już i to przepada, więc jeszcze się nie nastawiam. Mam swój jeden, jedyny wolny dzień. Dostaję jakiegoś dramatycznego smsa, że jeszcze muszę nagrać monolog, bo to wszystkie były mocne sceny, jeszcze trzeba zobaczyć czy ja jestem delikatna i żebym nagrała taki bardzo emocjonalny monolog. I ja z tego zmęczenia, we łzach, Myślę sobie, że nie dam rady, już nie mogę, ten casting trwa tydzień, no ludzie kochani, ja zaraz oszaleję. Nagrywam w Ełzach ten casting, jest to szósty chyba mój dzień z rzędu tego castingu, wysyłam i myślę sobie, koniec tego, ja już zamykam ten temat, jak ja tego nie wygram, to oficjalnie oszaleję i po prostu koniec. No i dwa dni później dostaję potwierdzenie już z Netflixa, z tego Netflixa Caps Lockiem, tam z Amsterdamu czy ze Stanów, bo oni mają tych siedzib kilka, Tak już klepnięta jest aktorka. I ja sobie myślę, stop, poczekajcie, czy oni wiedzą, że ja jeszcze nie grałam nigdy głównej roli w serialu? Czy to jest jakiś żart? Czy to jest naprawdę? No i okazuje się, że tak. Dlatego się zapytałam, czy długa, czy krótka historia, bo to jest bardzo dużo szczegółów, może wcale nieciekawych, ale to był jakiś obłęd, naprawdę cały ten proces castingowy. No i później dwa miesiące, nawet mniej, na sporty i na dietę i plan.
[30:47.89 → 31:05.93] A: Ja cię o ten proces zapytałam też nie bez powodu, bo chciałam się dowiedzieć, czy jest różnica właśnie w pracy na planie filmowym albo planie serialu, który nie jest przeznaczany bezpośrednio od razu na platformy streamingowe, a właśnie na platformy streamingowe.
[31:08.05 → 31:31.73] B: To zależy. Dla mnie w takim procesie stricte aktorskim chyba Jakoś niespecjalnie, ponieważ każdą rolę traktuję w taki sam sposób. Więc jeżeli chodzi o taki aspekt twórczy, to raczej nie. Natomiast struktury są inne.
[31:32.33 → 31:32.85] A: Co to znaczy?
[31:35.13 → 32:46.70] B: No właśnie to, że streamingi są organizowane w taki sposób bardziej korporacyjny. co jest bardzo ciekawe i myślę, że dla wielu osób, które pracują lata w branży, może być kontrowersyjne. Myślę, że jednym się to podoba, a drugim bardzo nie. Ponieważ to porządkuje jakiś taki świat tego filmu i sztuki, w którym te granice są trochę zatarte tego, kim my jesteśmy właśnie. Czy my tu jesteśmy tylko w pracy? Czy my też tworzymy jakąś społeczność? Czy my się przyjaźnimy? Czy my trochę jesteśmy taką rodziną artystyczną? kim my dla siebie jesteśmy, w jakiej atmosferze możemy pracować, jak się do siebie mamy zwracać, gdzie są granice też. Bo trochę inaczej będę współpracować z kimś, z kim łączy mnie tylko profesjonalna relacja, a z kimś, z kim ja już nawiązałam jakąś więź prywatną. A ciężko nie nawiązać więzi prywatnej z kimś, z kim na przykład gram scenę, gdzie jest bardzo dużo fizyczności. albo po godzinach rozmowy z reżyserkami zawsze wyciekają jakieś prywatne tematy, bo też bazujemy na naszych prywatnych doświadczeniach. Gdzie my jesteśmy? W pracy czy gdzie?
[32:46.86 → 32:48.38] A: A dodatkowo jest praca z dziećmi.
[32:49.04 → 32:50.36] B: W tym konkretnym przypadku oczywiście.
[32:51.58 → 33:03.66] A: Co też było trudne w jakiś sposób, bo dzieci nie są profesjonalnymi aktorami i nie do końca też rozumieją pewne zależności. Mogą się przywiązać bardziej niż by nam się wydawało, prawda?
[33:04.50 → 36:02.61] B: Ja teraz uważam, że dzieci są najlepszymi aktorami i nudzi mi się granie z dorosłymi. Jak wiem, że mam scenę z dzieckiem, to się bardzo cieszę, bo wiem, że się będzie działo, że będzie coś żywego. Trzeba wypuścić to dziecko i po prostu reagować na to, co ono robi. I to jest najbardziej szczere i świetne. Dopóki dziecko nie jest zmęczone, bo wtedy właśnie się pojawiają ciekawe myśli. No bo ja jestem w pracy, ja muszę wykonać tę scenę i ją zagrać, a jednocześnie bliskie mi dziecko jest zmęczone i ja bym chciała powiedzieć stop, nie będziemy, już proszę wypuścić to dziecko do domu, ono już jest zmęczone. No ale ono też ma jakiś czas pracy, bo ono też jest w pracy. Więc tak, to jest mylące i tutaj się te uczucia bardzo mieszają. Natomiast na przykład jeśli chodzi o pingwinę, to my mieliśmy cały arsenał psychologów i psycholożek dziecięcych, którzy tam byli zatrudnieni, opiekunowie. specjalne miejsca dla dzieci, dla odstresowania, tak zwane green roomy. Ale to jest przy tym konkretnym projekcie. A tak to są właśnie te struktury korporacyjne, które moim zdaniem trochę wprowadzają rewolucję w świecie filmu. Chociaż to też jest moja perspektywa osoby, Może rzeczywiście nie już, tak jak nie umieszkałaś mi wypomnieć, nie po dwudziestce tylko, ale ja jednak mimo wszystko nie jestem w stanie odnieść się do tego, jak się pracowało w latach osiemdziesiątych. Mogę to tylko z opowieści znać. Nawet jak zaczynałam pracę niecałe dziesięć lat temu, to już widzę te różnice w strukturze. Na przykład blue line, czyli taka opcja tego, dzieje się na planie coś niepokojącego, to możemy zgłosić to nie bezpośrednio osobie przełożonej. No bo co, jeśli osoba przełożona dopuszcza się do jakichś czynów, które mają znamiona przemocy w pracy albo są po prostu kontrowersyjne. No to jak ja mogę osobie, którą o to posądzam, jej to zgłaszać? Mamy na przykład taki blue line, że mogę zadzwonić do struktur platformy, zgłosić to albo napisać maila Są podejmowane kroki, sprawa zaczyna być badana i niekoniecznie jest zgłaszane, że to akurat ja zgłosiłam. Ta osoba, do której dotyczy zgłoszenie nie wie tego, to jest anonimowe bardzo często. Są też inne struktury negocjacyjne, które dotyczą np. wspólnego, takiego ujednoliconego wzoru umów, ale to ja wiem dużo mniej niż producenci czy agenci, więc tutaj nie chcę się nad tym rozwodzić, bo mogę palnąć jakieś głupstwo, ale wiem, że są one bardziej ujednolicone. Jeżeli chodzi o negocjacje stawek, to też to jest bardziej te widełki są ujednolicone. Jest to w jakimś stopniu bardziej ustrukturyzowane, o tak bym powiedziała.
[36:02.63 → 36:04.37] A: Bardziej przejrzyste też można powiedzieć?
[36:04.51 → 36:05.21] B: Myślę, że tak.
[36:06.45 → 37:19.28] A: A myślisz, że te wszystkie rzeczy, właśnie jak ta niebieska linia, czy koordynator intymności, taka postać, która przepracowuje z tobą intymne sceny na przykład, z którymi bardzo różnie było. Wiemy to z historii kina i różnie się to kończyło. Czy myślisz, że to jest też wynik obserwowania przez osoby zarządzające tymi platformami? Bo tak jak mówisz, to są ogromne korporacje. Tutaj artyzm się w pewnym momencie kończy, bo zaczyna się też pewna struktura. Czy to jest też wynik to, że to się pojawia i jest tego coraz więcej i bardziej się dba o artystów i nie doprowadza jej się tak na skraj, co było też bardzo często. Było bardzo częstą praktyką przez lata, żeby te emocje tak wzbudzić w niektórych. Nie zawsze, ale niektórzy reżyserzy czy zarządzający właśnie w taki sposób pracowali. Czy to jest wynik całego ruchu mitu? Czy coś takiego odczuwasz, że to się zaczęło zmieniać mniej więcej te lata 16, 17, 18?
[37:21.05 → 41:29.76] B: Myślę, że tak, że na pewno, że jest to część tej rewolucji i myślę, że po takim okresie wielkiej paniki osób, które mogłyby być o to posądzone teraz, to wahadło zaczyna jakoś się wreszcie stabilizować. Ale myślę, że tak, myślę, że groźba tego, żeby być dołączonym do worka tych osób, które się dopuszczały takiej przemocy i nadużyć seksualnych była tak duża, że zostały wprowadzone właśnie takie systemowe zabezpieczenia, które teoretycznie mają nas, albo praktycznie, patrzcie, teoretycznie powiedziałam, czyli już powątpiewam w to, wygląda na to, nas jakoś chronić. Ale nie, nie do końca powątpiewam, bo rzeczywiście są te organy, do których można to zgłaszać i to się też po prostu nie wydarza. Znaczy na pewno się wydarza, ale ja tego nie obserwuję w takiej skali jak kiedyś. To też jest na poziomie żartu. Oczywiście tutaj bym wróciła do tego, a propos kim my jesteśmy, kiedy coś tworzymy razem. No bo żart między nami też może być bardzo ostry, tylko teraz trzeba wyczuć z kim tak, a z kim nie. kto nam to powie, to ma być zapisane na papierku w regulaminie, z kim ja mogę żartować, a z kim nie. To też jest jakaś konwencja, jakaś umowa między nami. Więc myślę, że po prostu z większym namysłem, że więcej się zastanawiamy nad tym, co mówimy i do kogo, myślę, że to jest w porządku. A do tego są też szkolenia. Zanim się wejdzie na plan, są szkolenia antydyskryminacyjne. ponieważ chciałabym myśleć, że oprócz jakiegoś tam procenta osób, które po prostu idą po swoje i po prostu jadą przed siebie jak kombajn i niszczą to, co jest przed nimi, to myślę, że znakomita większość osób po prostu przez przypadek, przez niewiedzę, przez jakąś taką ignorancję, ale nie cynizm, tylko po prostu Jakąś taką nieporadność może kogoś skrzywdzić. Ja chcę w to wierzyć i jak tak obserwuję, to wydaje mi się, że tak jest. Więc te szkolenia antydyskryminacyjne, one nie są jakieś przełomowe. One często dotyczą nazewnictwa, przynajmniej dla mojego pokolenia. one często dotyczą nazewnictwa, tego jak się do siebie zwracać, one są o inkluzywności, to są szkolenia też antyrasistowskie, np. zważywszy na to, że u nas w Polsce nie mamy historii, znaczy nasz kraj jest bardzo jednorodny, ale teraz też np. mamy aktorów pochodzenia azjatyckiego, to to jest taka nowa materia. na ile można z tego zażartować, na ile nie. To jest wszystko w jakiś sposób omawiane i rozmiękczane, żeby po prostu wszyscy się czuli ze sobą komfortowo. Ale to nie są jakieś takie inwazyjne szkolenia. To nie jest tak, że my nie mamy w ogóle możliwości ruchu. Nie, wręcz przeciwnie. To jest wszystko nadal w takim, może nie na luzie, bo te szkolenia są traktowane bardzo poważnie, ale jednak to po prostu chodzi o to, żeby nam się wszystkim lepiej współistniało w tej robocie. Więc to są szkolenia np. antyrasistowskie, to są szkolenia takie inkluzywne, jeżeli chodzi o mniejszości seksualne, co też jest bardzo ważne, bo są już pewne żarty, które są po prostu niesmaczne i niedopuszczalne. Jeżeli chodzi o Netflix, bo akurat z innymi streamingami nie miałam takich szkoleń, też Netflix bardzo jasno się opowiada, że po prostu pewnego rodzaju zwroty są nieakceptowane i tyle, z tym nie będziemy dyskutować. Więc to akurat jest super i nam się super teraz pracuje na planach. Jest bardzo komfortowo, przynajmniej ja może mam takie szczęście do ekip. Tak, myślę, że to po prostu tak strukturyzuje fajnie, daje jakieś wskazówki.
[41:30.58 → 43:54.23] A: Ciekawe jest to, co powiedziałaś właśnie, że pojawia się też coraz więcej w takiej przestrzeni popkulturowej, która do nas dociera i mamy do niej bardzo łatwy dostęp, korzystając z tych platform streamingowych. Masa nowych aktorów, o których byśmy pewnie nie mieli pojęcia, bo ciężko byłoby nam w codzienności znaleźć. Zresztą media zachodnie tak zwane, czy europejskie, czy amerykańskie, są bardzo skupione na rynku lokalnym, czyli kino europejskie u nas też przoduje. Ja to też wiem jako dziennikarka, że jeżeli dostajemy jakieś takie możliwości wywiadów i tak dalej, nadal jesteśmy bardzo mocno ukierunkowani na zachód. Na szczęście jest coraz więcej też dziennikarzy, którzy specjalizują się czywki nie blisko wschodnim, czywki nie tak zwanej Azji wschodniej. Bliski wschód, Ameryka południowa. Ameryka południowa zresztą fantastyczna, ale nawet Hiszpania, która przez bardzo długi czas kojarzyła nam się z Almodovarem, dostaliśmy od Netflixa wielki prezent pod postacią domu z papieru, który stał się jakimś fenomenem międzynarodowym i wywindował gwiazdy, które były gwiazdami lokalnymi, bardzo dużymi, bo to były ogromne nazwiska, już wtedy na rynku Ursula Korbero między innymi. To się stały nagle gwiazdy z najwyższego poziomu, z którymi nagle zaczęły współpracować największe domy mody i te nazwiska faktycznie stały się ogromne. Tak samo jest np. ze Squid Games i nazwiska faktycznie też i aktorzy z tego koreańskiego hitu dzisiaj też otwierają pokazy mody albo siedzą w pierwszych rzędach, więc popkultura zaczęła też czerpać z tego co się dzieje i faktycznie jest też nakręcana. Ale takim serialem też się stały Matki Pingwinów i serial, który traktuje o matkach i ojcach dzieci neuro atypowych albo dzieci z niepełnosprawnościami, okazuje się, że wchodzi do top 10 albo top 3 w 20 krajach na świecie. I okazuje się, że po chwili jednym z obserwatorów na twoim Instagramie jest prezydent Chile.
[43:54.73 → 44:37.66] B: To jest twoja ulubiona historia. Tak to prawda, obserwuje mnie prezydent Chile. To nie jest żart, mam screeny, które to potwierdzają. Ale tak to prawda, że pingwiny akurat w Ameryce Południowej miały jakiś ogromny boom na ten tytuł. Ale ja bym się do końca z tobą nie zgodziła, bo jednak to nie ma aż takiego waloru, no właśnie show, myślę, że show to jest dobre słowo, że tak to rzeczywiście bardzo wybrzmiało na świecie, ale to nie jest, myślę, ta skala. Chociaż też w sumie Squid Game i Dom z Papieru to są chyba dwa najgorętsze tytuły ostatnich lat, Też ciężko się z tym porównywać, ale jednak 20 państw,
[44:38.48 → 44:54.49] A: serial, który wydaje się, że jest też bardzo lokalny i dotyczy określonej sytuacji w naszym kraju, bo wy później z tym serialem też chodziłyście. Na protesty chodziłyście, na spotkania do Sejmu.
[44:54.49 → 45:13.47] B: Tak, do Sejmu, na protesty rzeczywiście przed ministerstwami. Bardzo wiele nas zapraszało organizacji pozarządowych, fundacji na różnego rodzaju wydarzenia. To też jest niemożliwe, żeby objechać całą Polskę i przyjechać do wszystkich szkół i na wszystkie konferencje.
[45:13.81 → 45:16.77] A: Ale było poruszenie. Jakby wywołał poruszenie tę serię.
[45:16.79 → 47:27.72] B: Oczywiście, że tak. Myślę, że to, co jakoś profetycznie powiedziałam pół godziny temu, że to jest o tym dramedia, o tym właśnie, że to życie jest tragicomiczne i że ci nasi bohaterowie... Nie jest to romuńskie kino dokumentalne, z którym po prostu zostajemy beznadziejni na koniec i z poczuciem, że ten świat nie ma sensu i życie również, tylko mam wrażenie, że ten serial jest przede wszystkim o jakiejś wspólnotowości, o przyjaźni, o wsparciu Tak, on jest z jednej strony bardzo specyficzny i dotyczy konkretnej grupy osób, ale z drugiej strony wartości, które z niego płyną, są niezwykle uniwersalne. Nasza widownia to przecież nie są tylko ludzie albo opiekunowie osób z niepełnosprawnościami, albo osoby z niepełnosprawnościami. Mój bardzo młody kolega, który nie ma takich doświadczeń, nie ma również dzieci, ale sam też już nie jest dzieckiem, oglądając to miał chyba 25 lat, na Nowych Horyzontach po tych dwóch pierwszych odcinkach pokazowych wyszedł spłakany i powiedział mi, że to jest najbardziej wzruszająca rzecz, którą widział od dawna, a zakładać by można, że nie bardzo będzie miał się tam z kimś zidentyfikować. No bo z którym z bohaterów? Z dzieckiem czy z rodzicem? czy z rodzeństwem, z kim. No i okazuje się, że być może ta inność, która tutaj jest dosłowne i dosłownie jest albo atypowością, albo niepełnosprawnością fizyczną, że tak naprawdę my chyba wszyscy ją czujemy w sobie i każdy z nas potrzebuje swojego stada i każdy z nas czuje się często nieprzystający. I może nie widać tego po nas zewnętrznie, W środku mamy jakieś swoje inności, swoje dziwności i po prostu szukamy bliskości i szukamy swoich. I tutaj to było, tak jak mówię, dosłowne, ale myślę, że to pole rażenia było o tym, że my szukamy swoich po prostu.
[47:28.20 → 47:33.02] A: Niezależnie od tego, w jakiej szerokości i długości geograficznej się znajdujesz.
[47:33.22 → 48:20.99] B: Absolutnie. od tego, jakie jest prawodawstwo, bo też rzeczywiście w wielu państwach były takie na przykład recenzje, że to jest aż dziwne, że są takie trudności, że jak to ten system tak działa, jak on w ogóle nie działa. No tak, on u nas nie działa. Dlatego też chodziliśmy na te protesty, dlatego opiekunowie osób z niepełnosprawnościami protestują cały czas tak naprawdę. cały czas jest jakiś ruch, natomiast poza tymi strukturami, które też w niektórych państwach są podobne, albo tych struktur jest po prostu brak wsparcia, to znaleźli po prostu tę płaszczyznę emocjonalną i się tak bardzo nie skupiali na tych strukturach, które nie działają.
[48:22.29 → 49:19.77] A: Syrimingi mają swoje jasne i ciemne strony, tak jak każda rzecz na świecie. Natomiast mnie zastanawia, to jest też pytanie takie do ciebie, czy ty czujesz się w pewien sposób spełniona, żyjąc teraz, wykonując ten zawód w dzisiejszych czasach, bo faktycznie platformy streamingowe dają aktorom możliwość wypłynięcia na szerokie wody, której wydaje mi się jeszcze kilka lat temu by nie było, albo byłoby bardzo trudno, bo udostępnianie takich produkcji seriali na cały świat, nie tylko lokalnie, to jest wielka szansa chyba dla młodych aktorów. Aktorów młodego pokolenia, powtórzę to po raz kolejny, gdyż takimi aktorami, szanowni państwo, możemy nazywać również czterdziestolatków, tak że gdybym była aktorką, byłabym bardzo zadowolona.
[49:20.75 → 50:43.05] B: Myślę, że z jednej strony tak, ale z drugiej strony przez mnogość tych produkcji też łatwo chyba utonąć w tym zalewie. Tego materiału jest tak dużo, że sami wiecie Państwo jak jest. Dobra, obejrzyjmy coś wieczorem. Dobra, to ja idę wstawić popcorn, a ty coś wybierz. Pół godziny później. No nie wiesz, ale co, dokument, czy film przyrodniczy, czy kryminał, czy co? Jest tak dużo, ta opcja wyboru jest tak już przytłaczająca, chyba że ktoś coś poleci albo się wyświetli właśnie w top 10 i jest jakaś tam sugestia. Ale ta mnogość wyboru mnie na przykład przytłacza. Ja nie wiem, co ja mam oglądać. Myślę sobie, Boże, jedyne, czytam jakieś opisy, ale żebym ja wybrała to, co naprawdę chcę obejrzeć, to muszę przeczytać każdy opis, podjąć jakąś decyzję. Tego jest strasznie dużo. Jest też bardzo dużo fantastycznych produkcji, ale jest też bardzo dużo mniej fantastycznych produkcji. I teraz na co trafimy? Myślę, że prezydent Chile nie zaobserwowałby mnie, gdyby nie Netflix, ale z drugiej strony tych produkcji jest dużo i tych aktorów też jest bardzo dużo. Może też to by inaczej wyglądało, gdyby istniały tylko streamingi, a nie byłoby sociali, czyli TikToka, Instagrama. No i szczerze to brzmi jak moja wymarzona rzeczywistość.
[50:43.47 → 50:46.97] A: Ale to jest dobry moment dla aktorów, uważasz dzisiaj?
[50:47.31 → 53:57.30] B: To właśnie media społecznościowe to połączenie. Myślę, że jeżeli ktoś tym umie sterować i też czuje się na siłach, żeby pełnić takie obowiązki bardziej celebryckie, to myślę, że to może być niesamowita trampolina. Ja, jak wiesz, mam z tym problem, bo z jednej strony wiem, że te media społecznościowe są tubą i można nagłośnić wiele rzeczy, których kiedyś nie moglibyśmy nagłaśniać. Na przykład dzięki livestreamom, Mówię tutaj oczywiście też o, nie będę ukrywać, materiałach ze stref objętych konfliktem. Nie mielibyśmy dostępu do takich materiałów, bo dziennikarstwo i fotografia prasowa czy wojenna, to tempo było zupełnie inne. Zanim by to doszło do gazety, zanim by to zostało wypuszczone i tak dalej, to już tysiąc innych rzeczy by się wydarzyło. Więc tak, z jednej strony to. Każdy ma też platformę do wypowiedzi. Czy to dobrze? Nie wiadomo. Z jednej strony tak. z drugiej strony masa dezinformacji. Więc ja nie wiem, myślę, że jak ze wszystkim są plusy, są i minusy. Więc ja nie mam jakiegoś takiego ekstremalnie negatywnego stosunku do social mediów, ale mnie jako maszę to przytłacza, że ja muszę być swoją PR menadżerką, że ja powinnam produkować content, czy to ma być prawdziwe, czy to ma być śmieszne, czy to ma być cool, czy to ma być aktorskie, czy ja mam pokazywać swoje stylizacje, czy ja mam pokazywać, jak się uczę tekstu. Jezus Maria, to ja tysiąc razy bardziej wolę siedzieć teraz w teatrze z tobą i rozmawiać, ale my jesteśmy dzisiaj w dosyć elitarnej w ogóle sytuacji tutaj będąc, że się widzimy na żywo, że mamy czas. Ile my mamy dzisiaj czasu? Nie musimy się zmieścić w rolce, która trwa 30 sekund, to prawda. żeby się dobrze obejrzała. Ja myślę, że moja rozmowa by się obejrzała najgorzej na świecie, bo bardzo dużo intensywnych rzeczy mówię i one nie są jakoś specjalnie chwytliwe. I prawdopodobnie nie używam modnych słów, jakichś takich bardzo catchy. Oczywiście boimy się tego, że nas AI zastąpi pewnie, że te obrazy już niedługo będą wygenerowane. Szczerze mówiąc, Ja w to do końca nie wierzę, bo nawet dzisiaj rozmawiałyśmy o tym, czy byłyśmy dzisiaj na wystawie przed naszym spotkaniem i rozmawiałyśmy, czy na tych takich audioprzewodnikach lektor jest nagrany, czy to jest lektor wytworzony przez sztuczną inteligencję. No i ja słyszę, że to jest sztuczna inteligencja, ponieważ ten sens jest, powiedziałabym, on się gubi. Niby to jest do kropki, a jeżeli tak to lektor przeczytał, to daję mu jedynkę. Jako lektorka mogę po prostu dać mu kiepską ocenę, ale ja nie wierzę, że to był lektor, bo też potem poszłam to sprawdzić na tej tablicy twórców i nie było tam takiego nazwiska. Myślę sobie, Boże, jak to jest czytane bez ładu i składu. No i AI tak czyta po prostu. Nie wiadomo, może on się nauczy i niedługo nie będziemy tego odróżniać, ale ja to póki co odróżniam i mam nadzieję, że będziemy to odróżniać zawsze.
[53:57.72 → 53:58.20] A: A dlaczego?
[53:58.39 → 54:42.59] B: Dlatego, że My nie jesteśmy monolitami i bardzo dużo błędów popełniamy. Jesteśmy nielogiczni. Ludzie są niespójni. Czasem nasze decyzje też są nielogiczne. Nasze emocje też potrafią być nielogiczne. Potem sobie próbujemy wytłumaczyć. Czemu ja się tak zachowałam? Przecież to nie miało sensu. No właśnie. No nie wiem, ale może w AI też się da zaprogramować, żeby decyzje bohatera nie miały sensu. Żeby zagrał w nieoczywisty sposób. Może to się da jakoś zaprogramować, nie wiem. Mam nadzieję, że nie. I co nam zostanie wtedy? Tylko teatr. Widowisko, które się ma świetnie od ponad dwóch tysięcy lat. Live act tak zwany. Chyba, że hologramy będziemy puszczać na szczęście.
[54:42.59 → 54:48.85] A: Byłam też na spektaklu, który wykorzystywał sztuczną inteligencję. Było to straszne.
[54:50.37 → 54:55.37] B: Świetny reżyser. Ale czy taki był koncept? Konceptualnie to było ciekawe czy też nie?
[54:55.45 → 55:03.95] A: W ogóle nie było. wykorzystanie sztucznej inteligencji jako jednego z aktorów i to dominującego, który zupełnie się pogubił.
[55:04.05 → 55:09.11] B: Mogliby po prostu zatrudnić złego lektora. Byłoby taniej jak złego lektora.
[55:09.43 → 55:19.61] A: Ale świetna wystawa. Czas samurajów. Jeżeli państwo jeszcze nie dotarli, to bardzo polecamy. Naprawdę rewelacyjna. Niekoniecznie może trzeba brać lektora do ucha.
[55:19.65 → 55:29.11] B: Przepraszam, ja już teraz mam wyrzuty sumienia, bo myślę, a jak ktoś to naprawdę przeczytał i ja to tak źle oceniłam publicznie, Bardzo źle. Będę o tym rozmawiać na terapii.
[55:29.65 → 55:49.73] A: W przyszłym tygodniu. Jeszcze w tym. My rozmawiamy o tych matkach pingwinów, bo matki pingwinów wracają. Jeszcze w tym roku, w drugiej połowie roku. Jak ta praca wyglądała nad drugim sezonem? Ona się jakoś szczególnie różniła od tego pierwszego razu?
[55:52.85 → 59:33.13] B: Odpowiedź elokwentna czy szczera? Hardkor. Hardkor, hardkorów. Dla mnie, bo nie niosła mnie ta adrenalina pierwszego razu. I do mnie to nagle dotarło. Jakie to jest trudne. Ja wiedziałam, że to jest trudne przy pierwszym sezonie. Ale to było wszystko nowe. To było tak zaskakujące. Ja byłam w takim amoku, że po prostu jakoś przez to leciałam. Jak ja sobie pomyślałam, ile tam jest elementów trudnych, plus moją bohaterkę, przepiękny jest ten drugi sezon. Wiem, że to nie jest konkurs, ale liczę na to, że on w jakimś stopniu przebije ten pierwszy, bo on jest jeszcze bardziej o dorosłych niż o dzieciach. I on dla mnie i dla mojej bohaterki był bardzo bolesny. Więc również dla mnie był bardzo bolesny i jak ja sobie pomyślałam, co ja tam mam do zagrania, o tej pracy z dziećmi i o tym, że one już są też starsze, więc już one nie kupują wialuściem, które wtedy się tam wydarzały. Dla nich zresztą to też już nie jest nowe. Już ich nie ekscytuje kamera, mikrofon, więc też więcej uwagi wymagają. Są starsze, są bardziej kumate. Są też niezwykłe, bo mój Jasio to jest po prostu mózg nie z tej ziemi. tak błyskotliwy, tak szybki, że ja nawet nie wiem, mam kilka anegdot na ten temat, co on tam wyprawiał, ale on jest aktorem już po prostu. On mi improwizuje teksty na przykład, bo już mu się nudzi, to nagraliśmy kilka dubli, to on już w następnym dublu wymyśla teksty. Więc ja też mu wymyślam teksty, więc on mi też wymyśla teksty. To jest niemożliwe. To mi się z nim lepiej gra po prostu niż z niektórymi w moim wieku. Więc tak, te dzieci to jest wysiłek, przebieg postaci wysiłek. Drugi raz muszę zrobić te sporty. Znowu muszę schudnąć drastycznie, a jednocześnie się wyżyłować i wejść w ten taki tryb przetrwania, który też dla kobiecego ciała, który jest bardzo wrażliwy na hormony, jest piekielny tak naprawdę. Ja polubiłam bardzo te sporty, ale to jest wpływ olbrzymi na ciało, Na hormony. Ja się czułam przy tym sezonie dużo lepiej. Miałam sztab specjalistów niesłychany. I to była też super przygoda. Ale super przygoda też jest obciążająca. Bardzo. Znowu intensywne zdjęcia. No bo tak jak też rozmawiałyśmy dzisiaj. Dzień zdjęciowy to jest 12 godzin. Czasami plus do jazdy. Czasami się wylicza czas charakteryzacji. Czasami nie. To jest takie 14 do 15 godzin pracy. Plus ja jeszcze trenowałam do pewnego momentu, bo też miałam do nagrania walki. Dużo trudniejsze niż w pierwszym sezonie. Ale bardzo jestem z siebie dumna, bo nagrałam wszystko sama, bez nawet cienia kaskaderki. Siedziała sobie w kąciku i się nudziła z laptopem. Więc moje ego po prostu samo się nakarmiło tym. No więc było bardzo trudno po prostu. Dopiero do mnie doszło to, co mi ludzie mówili z zewnątrz, odbiorcy, którzy mówili, Boże jedyny, ile wy się tam musieli zrobić, ile się napracować. I do mnie to dopiero doszło przy drugim sezonie, jak ja też ciężar niosę na swoich barkach i że muszę to uznać sama przed sobą, bo bagatelizując to ciągle i mówiąc, nie, nie, ja tylko spełniam marzenia, przecież ja robię to, co chcę. No tak, chcę, ale koszt jest duży, emocjonalny i fizyczny.
[59:34.39 → 59:38.59] A: Ja miałam okazję to obserwować z bliska, gdy byłaś w zdjęciach.
[59:38.61 → 59:44.91] B: Wtedy, kiedy się widziałyśmy raz w parku i ja byłam wrakiem człowieka. To raz, ale drugi raz to, co
[59:44.91 → 59:49.67] A: chciałam też państwu powiedzieć, że konkurs Chopinowski.
[59:50.55 → 59:51.57] B: Ja przeszczęśliwa.
[59:51.71 → 59:59.62] A: Mamy bilety na koncert inauguracyjny. grają najwięksi, Garrick Olson, Bruce Hue, Avdeeva.
[59:59.62 → 01:00:05.36] B: Skromna nie mamy, tylko Maja ma jako osoba wpływowa i bierze mnie jako osobę towarzyszącą.
[01:00:05.66 → 01:00:21.36] A: I nagle, proszę państwa, ja przychodzę w czarnej sukni wieczorowej do Filharmonii, a przede mną staje Kama, nie Masha, która zeszła prosto pewnie z ringu, gdyż włosy ma
[01:00:21.36 → 01:00:25.48] B: splecione w takie specjalne warkoczyki bardzo mocno.
[01:00:26.28 → 01:00:35.34] A: Z octagonu. I ty faktycznie byłaś tą kamą. Ja byłam przerażona.
[01:00:36.62 → 01:00:44.32] B: No wiem, ostrość, inne ruchy, inny krok, inne spojrzenie, to tak łatwo się... Zapamiętałam to spojrzenie, Masza. Rekin, co?
[01:00:44.46 → 01:00:45.14] A: Rekin.
[01:00:46.86 → 01:01:50.64] B: Ale to robi ciało, to robi praca z ciałem. Jak się aż tak bardzo nie pracuje z ciałem, to moim zdaniem to aż tak nie... nie wchodzi. Ale to też widziałaś mnie rzeczywiście prosto z próby kaskaderskiej, więc ja byłam, no jak po treningu po prostu, nabuzowana jeszcze i już miałam, następnego dnia albo dwa dni później zaczynaliśmy właśnie kręcić sceny w Oktagonie, więc ja byłam już nabuzowana tą energią, że ja wiedziałam, że będę się tłukła przez następne trzy dni, będę się tłukła z prawdziwymi fajterkami, które potrafią Też niezłe mi... Śniaków była masa. Śniaków była masa, ale to akurat nie jest niczyja wina. Ale tak, też obcowanie z tymi dziewczynami, to też napełnia taką energią. Ja to czułam, że mówię innym językiem, że się inaczej ruszam, że mam mniejszą wyporność, nie mam takiej cierpliwości. Na pewno bym się tak kwieciście jak dziś nie wypowiadała. A poza tym byłam ciągle głodna, więc myślałam głównie o tym, kiedy będę jadła.
[01:01:51.54 → 01:01:56.43] A: To prawda, a to był już wieczór, już nie wolno. Ale muzyka cię nakarmiła wtedy.
[01:01:56.45 → 01:02:04.77] B: Nakarmiła mnie muzyka, nie wiem czy pamiętasz, ja miałam bardzo wiele opinii po tym koncercie, byłam zachwycona. Bardziej mi się chyba niż tobie ten wieczór przydał wtedy.
[01:02:05.55 → 01:03:03.92] A: Bardzo dobrze. Słuchaj, my rozmawiamy o tej platformie streamingowej i w zasadzie trochę jednostronnie to do tej pory robiłyśmy, ale jeżeli mówimy dzisiaj o platformach streamingowych, to mówimy też o takiej sytuacji, która zdaje się w naszym społeczeństwie nie do końca chyba zrozumiała, momentami i być może to jest kwestia mediów, które to źle przekazują, być może ten przekaz jest niepełny albo niewystarczający. Kwestia tantiemów dla artystów. To jest rzecz, która się zadziała też w Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Czy ty byś mogła wyjaśnić, na czym te tantiemy tak naprawdę polegają My jako publiczność się nagle zaczynamy oburzać, że jak to? Czym one są i co one dają artystom? I dlaczego są tak bardzo ważne, żeby w końcu zostały ustanowione w naszym kraju?
[01:03:05.52 → 01:10:07.81] B: Ten temat, krótko mówiąc, to jest procent od wyświetleń. Ten procent jest bardzo niewielki. To są dziesiąte części grosza, jeżeli chodzi np. o duże platformy. No i polega to na tym, że gdybyśmy usiedli i przeliczylibyśmy czas, który na przykład twórca serialu spędza na napisaniu scenariusza. Teraz czasami jak się zleca na przykład odgórnie napisanie scenariusza, to oczywiście to jest już opłacany czas. Natomiast bywa też tak, że twórcy pracują latami nad jakimś swoim materiałem bez dofinansowania. później jest realizacja tego materiału, no i później dopiero, tak naprawdę dzięki tym tantiemom mogą przeżyć, no bo oczywiście są wypłacane pieniądze za pracę taką faktyczną, fizyczną tu i teraz, czyli na przykład za realizację filmu, albo granie w nim, albo napisanie go i tak dalej, tworzenie scenografii, oczywiście. Natomiast ten proces bardzo często nie obejmuje żadnego wynagrodzenia. Dodatkowo, to też są sprawy indywidualne, np. w naszym przypadku to jest też prawo do wizerunku. Więc np. jeżeli miodowe lata lecą codziennie na trzech kanałach i w związku z tym np. pan Cezary Żak nie jest w stanie spokojnie przejść i sobie zjeść obiadu np. bo cały czas ktoś podchodzi i cały czas przeszkadza mu, no traci anonimowość krótko mówiąc, co też jest oczywiście wpisane w nasz zawód, my zdajemy sobie z tego sprawę. No ale też jest to jakiś koszt, który się ponosi, więc traci się na zawsze tak naprawdę anonimowość i to też są tak naprawdę trochę tantiemy od tego, że stajesz się osobą publiczną. To są sprawy naprawdę groszowe. Co budzi kontrowersję i co jest fejkiem, to fakt, że ta odpowiedzialność przechodzi na widzów, ponieważ nie przechodzi, ta odpowiedzialność stoi po stronie tych gigantów cyfrowych, a umowa powinna być zawarta pomiędzy naszym rządem, a tymi gigantami cyfrowymi, co dzieje się już w innych krajach według dyrektyw unijnych. I to, że my jako artyści i państwo jako odbiorcy jesteśmy antagonizowani i nie wiadomo dlaczego, bo przecież my w tym jesteśmy razem. Dla kogo my robimy filmy? Dla widzów. I czym my się karmimy? Tym, że widzowie mają przeżycie. Jeżeli ja wiem, że ktoś dzięki mnie ma przeżycie i daje mi zwrotną i mówi, dzięki Masha, bardzo mnie to wzruszyło, to ja jestem szczęśliwa, to mnie karmi i dlatego chcę pracować dalej. My żyjemy tylko w tej symbiozie, więc antagonizowanie nas przeciwko sobie jest absurdalne, a tak naprawdę to są rzeczy, które powinny być ustalone odgórnie. To są struktury, to jest system, I to są, no tak samo właśnie jakby ze wszystkimi innymi wielkimi korporacjami, które płacą podatki po prostu od funkcjonowania w danym kraju i od przychodu, dochodu, który mają. Więc te wszystkie wielkie platformy cyfrowe, no to jest sprawa między nimi, a naszymi rządzącymi i tym, jakie kto ma z tego profity, jakie kto ma z tego zniżki. Różnie to jest załatwiane. W niektórych krajach na przykład są zniżki dla filmowców, że np. taniej się wypożycza miasto. Nie pamiętam, czy na Łotwie chyba, na pewno w Pradze się bardzo dużo kręci, bo Czesi jakoś tak poszli na układ z kilkoma platformami, że dają im zniżki np. Więc zachęcają, więc nagle się okazuje, że o tutaj Nie wiem, kręcili jakąś ikoniczną scenę, więc przyjeżdżają turyści. Budapeszt, pieniądze spływają do miasta, bo ludzie przyjeżdżają to zwiedzać. No ale na przykład wtedy mają podpisane, że mają zniżki na kręcenie, ale płacą tantiemy artystom i tak dalej. To, że ta narracja została wypromowana jest po prostu strasznie bolesne. Tym bardziej, że czasy, w których artyści mieszkają w villach w Milanówku pod Warszawą i pływają, w basenach skończyły się bezpowrotnie bardzo dawno temu i też nie uważam, żeby to było coś złego, bo myślę, że to jest ważne, żeby te dysproporcje minimalizować, takie wiecie, klasowe i finansowe. Natomiast większość z moich przyjaciół, którzy grają dla do kin, dla dużych streamingów. Nie stać nas na kupno mieszkania naszego własnego, my wszyscy wynajmujemy i tak dalej, więc to, że to urosło do jakiejś rangi potwornych zarobków, to tak nie wygląda. To też jest jakieś demonizowanie, to nie jest Hollywood. Ja rozumiem, że tak to może wyglądać w social mediach albo w gazecie jest jakieś czyjeś zdjęcie z czerwonego dywanu, ale gdybyście się Państwo zastanowili, kto jest na tym czerwonym dywanie, to zazwyczaj to jest garstka osób, a cała reszta... że jest tego, co zarobi, co się uda zarobić, co w teatrze się uda zarobić, co się w filmie uda zarobić. Więc to naprawdę nie są takie pieniądze, jak się wydaje. To jest po prostu procent od tego, że nagle z projektu, który był znakiem zapytania, oczywiście pieniądze zostały wyłożone, ktoś to zainwestował, ktoś to produkuje, to jest też ryzyko dla takiego inwestora czy takiej platformy. No ale jeżeli taki serial czy taki film obejrzy kilkadziesiąt milionów widzów na świecie, Kilkanaście, dobra. No to przecież to jest gigantyczny zarobek i to o to chodzi, żeby od tego zarobku, z tego ten naprawdę niewielki procent poszedł do kieszeni artystów, którzy stworzyli to po prostu i którzy tej rozrywki dostarczyli państwu. Więc to jest tak naprawdę, no za co opłata? Za fantazję, za wrażliwość, za lata spędzone na tym, żeby się przebić. za to, że się chodzi od producenta do producenta i wszyscy odrzucają projekt, za to, że się wkłada w to całe swoje serce i wrażliwość i emocje. To są lata pracy, to nie jest tak, że bęk i teraz nagle spływają kokosy za ten streaming. Ja chciałabym się podeprzeć liczbami, żeby to było wiarygodne. Myślę, że można to sobie na spokojnie wygooglować albo przeczytać w którychś z artykułów w internecie. Ja się też nie czuję aż tak upoważniona, żeby tymi liczbami rzucać, bo myślę, że mogłabym jakąś głupotę tutaj palnąć, a wolałabym tego uniknąć. Natomiast rzeczywiście jest to ekstremalnie demonizowane i jak ja to czytam, mnie to osłabia, bo mi jest po prostu strasznie przykro. Ja się nawet nie złoszczę na to, tylko ja nie mogę w to uwierzyć, że taka nieprawda jest po prostu podawana dalej. Myślę, że gdyby widzowie na przykład spędzili z nami dzień, ale nie na Instagramie, Spędź ze mną dzień. Tylko naprawdę spędzili z nami dzień, to myślę, że mogliby się bardzo przyjemnie zaskoczyć, że tam nie ma żadnych jakichś niesamowitych ekscesów.
[01:10:07.99 → 01:10:09.87] A: Nie ma czerwonych dywanów.
[01:10:10.29 → 01:10:36.86] B: Nie ma... Rolls-Royce'em nikt nie jeździ i nie obwiesza się brylantami. To naprawdę tak nie wygląda. Więc mi jest po prostu przykro, bo jakoś ciężko mi jest się godzić z tą ściemą, która trafia do ludzi. Potem sobie myślę, że ktoś o mnie myśli, jakieś farmazony, a ja w ogóle tak nie żyję i mam bardzo dużą na to niezgodę i jest mi po prostu przykro. Żeby nie było ci tak przykro, to
[01:10:36.86 → 01:10:49.34] A: myślę, że to jest ten moment, kiedy mogę państwu oddać głos i jeżeli są jakieś pytania, jest z tyłu faktycznie. Chcę podniesioną w cieniu rękę.
[01:10:50.36 → 01:10:54.54] B: Ale się zacietrzewiłam na koniec, może niepotrzebnie.
[01:10:54.76 → 01:10:56.28] A: Zaraz to minie.
[01:10:56.68 → 01:11:23.34] C: Ja chciałem dopytać z perspektywy właśnie Pani, jakie są różnice, plusy i minusy pracy przy filmie i pracy przy serialu. Co Pani bardziej woli, bo to na pewno są dwa różne światy, jakieś tam podłowiaństwa pewnie są w kwestii produkcji, jakichś takich technicznych, logistycznych rzeczy. W czym jakby Pani się lepiej czuje? Jakie są zalety i wady pracy przy serialu jakimś i pracy przy filmach?
[01:11:24.81 → 01:13:03.13] B: Kurczę, ja nie mam aż tak dużo filmów na koncie takich, żebym miała, znaczy mam oczywiście, ale nie mam aż takich dużych przebiegów jak miałam w serialach, bo w serialach rzeczywiście miałam tak, że miałam to szczęście, że miałam kilka takich dużych ról, że spędziłam kilkadziesiąt dni na planie, nawet jeśli to była drugoplanowa rola. Głównie ta różnica jest w czasie, który mamy i w tym, że jest się dużo dłużej z postacią. W serialu. Jest kilka dni na odcinek, to zależy od 8 do 12. w zależności od trudności projektu i tak dalej, to razy powiedzmy 6 czy razy 8, to już się robi kilkadziesiąt dni. Więc jest to na pewno długoterminowy projekt. Myślę, że też inaczej się zacieśniają te wszystkie więzy w ekipie. Kurczę, ciekawe, bo te filmy, które ja robię, chociaż nie, też był jeden dla streamingu, Najmro było rzeczywiście do kin oryginalnie. Ja nie wiem, dla mnie z perspektywy aktorki to nie ma jakichś takich szczególnie dużych różnic. Myślę, że to są ogromne różnice produkcyjne, finansowe, organizacyjne, ale dla mnie, szczerze mówiąc, oprócz czasu trwania i może intensywności tego przeżycia, to nie jest z perspektywy takiej twórczej jakaś olbrzymia różnica, tak szczerze mówiąc. Przykro mi, niesatysfakcjonujące, nuda, powiało nudą.
[01:13:05.21 → 01:13:12.53] A: Czy ktoś jeszcze chciałby maszy zadać? Może teraz pytanie. Mamy pana w białym sweterku.
[01:13:13.93 → 01:13:16.79] B: W ekrisweterku.
[01:13:18.11 → 01:13:25.51] C: Dziękuję. Mam pytanie zapisane, bo zapominam, a jak się stresuję, to zapominam. A teraz wszyscy na mnie patrzą.
[01:13:25.53 → 01:13:26.21] A: Ty się stresujesz?
[01:13:26.41 → 01:14:01.62] C: Przepraszam. bardziej przyzwyczajona do sytuacji, że ludzie cię oglądają, ale mam takie pytanie. Czy jest taka rzecz z dawnego świata kina i telewizji, za którą po prostu tęsknisz, widząc to, co się dzieje w tej erze internetu, oglądania seriali online, na telefonach? Chodzi mi o takie wielkie legendy kina i to, co się chyba trochę zatraciło. Czy twoim zdaniem w ogóle się to zatraciło?
[01:14:01.62 → 01:14:02.58] B: Chodzi ci o tę magię słynną?
[01:14:02.90 → 01:14:05.02] C: Tak, o magię kina, Srebrnego Janu.
[01:14:05.02 → 01:14:30.91] B: O brak ciśnienia na klikalność, o większą autonomię twórcy. Byłam w Sejmie niedawno na obchodach urodzin Andrzeja Wajdy i tam, nie wiem czemu mnie taki zaszczyt kopnął, bo większość osób tam była dwa, chciałam powiedzieć lub trzy, ale obliczyłam, że nie, to jest niemożliwe. Powiedzmy dwa lub dwa i pół razy starsza ode mnie, więc ja tam się
[01:14:30.91 → 01:14:33.77] A: czułam po prostu... Wciąż młode pokolenie moim zdaniem.
[01:14:34.87 → 01:20:15.42] B: Trochę jak pięść do oka. Byłam taka niepewna, myślę sobie, Boże, jedyny, legendy, Emilia Krakowska, Katarzyna Figura, Daniel Orbrychski, gdzie ja jestem? Uciekam, Andrzej Seweryn. Wstyd, wstyd, wstyd, co ja tu robię, gdzie mam usiąść? No ale wytrzymałam to napięcie. Był tam taki króciutki dokument, Pokazywał bardzo młodego jeszcze Andrzeja Wajdę, który pracował z aktorami na planie. I jakoś strasznie mnie to wzruszyło, bo przede wszystkim zobaczyłam, że oni mają czas na próby. Nie ma cyfrowych kamer, wszystko jest na taśmie. Taśma jest piekielnie droga. Żaden dubel nie może się zmarnować. Musi wszystko zagrać. Nie ma czegoś takiego, że dobra, to próba rejestrowana. To jest w ogóle bardzo śmieszna rzecz, że istnieje coś takiego jak próba rejestrowana. Próbujemy, próbujemy. Często się nagrywa teraz próby na te kamery cyfrowe, żeby zobaczyć, czy wszystko śmiga, czy jest okej. I to są też często próby techniczne. No a później już są duble. Jest jeszcze coś, co my nazywamy próbą rejestrowaną, czyli kiedy nam aktorem się zazwyczaj nudzi i mamy, dobra, już grajmy, już grajmy. No i wtedy mówimy, dobra, niech to będzie próba rejestrowana, już to nagrajcie. No i tam nie ma żadnych prób rejestrowanych, bo nikt nie rejestruje na taśmie, która kosztuje po prostu fortunę. Więc tak, wszystko jest przegadane. przygotowane, jest jakiś dialog niesłychany, oni siedzą, myślą, pan Andrzej wściekły, bo mu nie idzie, aktorka zaczyna coś mówić, on mówi spokojnie, spokojnie, jak tobie nie idzie, to znaczy, że ja źle wymyśliłem, siedzą, gadają, ekipa wyproszona na razie z sali, bo nie działa, bo on nie rozumie, dlaczego to nie działa i mają, no nie wiem ile tam, jedną scenę, dwie do nakręcenia dziennie, mają ten czas, tych filmów jest też mało, więc wracając do tego pytania, czy to jest dobry czas dla nas, no tak, bo dużo robimy tego, więc dużo gramy, Wtedy oczywiście mniej osób miało ten przywilej, żeby grać, dlatego z automatu stawali się gwiazdami, bo trafili do takich produkcji, których było mało. Ale to, że oni siedzą w tej sali i mają czas na to, żeby zastanowić się, co nie działa, dlaczego i że nie pójdą dalej, dopóki nie wykminią, co tam nie działa. Czemu on się tak zachowuje? i siedzą i myślą, odłóżcie kamerę, dobra, przerwa dla was, my zostajemy, myślimy. Ja tam nie widziałam żadnej kalkulacji na efekt, żadnego tego, że coś idzie za wolno, że ktoś się znudzi, że zastopuje Netflixa i pójdzie po popcorn albo zrobić siku. W ogóle nie ma takiej narracji. Miałam takie poczucie, że może ja to też romantyzuję. Ale miałam takie poczucie, że jedyna obowiązująca narracja tam to jest taka, czy to jest dobra scena, czy niedobra. Czy ta scena opowiada coś, co chcemy opowiedzieć, czy tworzy nam tych bohaterów, czy nie. I że to jest nadrzędne. I to daje jakieś takie poczucie obcowania ze sztuką i z tego, że rzecz, którą robimy jest ważna. Może to jest o tym, że przez to, że mamy tyle możliwości, wszystko możemy nagrać telefonem albo tymi cyfrowymi kamerami, że też mamy czas To takie nieważne albo takie, dobra, to to jakoś ujdzie. Dobra, to się jakoś podmontuje, bo mamy te możliwości techniczne. Dobra, coś tam się zahachmęci. I wszyscy, my na planie robimy wszystko, co możemy, najlepiej. Wszyscy, to jest jak mrowisko. Tam każdy, światło, kamera, każdy pracuje na jak najlepszy efekt. Ale to tempo jest zabójcze czasami. I jeżeli się nie zrobi tego na próbach, na które też jest mało czasu, no bo wiadomo, czas to pieniądz, próby to też jest pieniądz. to mi się wydaje, że tu jest jakaś taka strata największa. I to mnie jakoś wzruszyło, to nagranie. To, że oni mieli po prostu ten czas na popełnianie błędów, na niepewność, na próby, na ryzyko. Spróbujmy sobie ostrzej, może to zadziała, a może cofnijmy. A tu ja czasami mam takie wrażenie, w Piękwinach nie, bo w Piękwinach bardzo dużo prób mieliśmy czytanych, stolikowych tak zwanych. Dużo żeśmy sobie tam wymyślali nowych rzeczy. My też mieliśmy dosyć dużą autonomię, jeśli chodzi o improwizację tekstów, o wrzucanie jakichś nowych rzeczy, więc to było bardzo fajne. Ale czasami mam takie wrażenie, że przez to, że nie ma tego czasu, to ja muszę być gotowa już od momentu, kiedy ktoś mnie obsadza, to już muszę być gotowa. Że nie mam czasu na to, żeby się zastanowić, żeby wymyślić charakterystyczność, żeby zmienić fryzurę, żeby zacząć se plenić, utykać. Nie mamy czasu na te próby. i ja muszę być świetna, muszę im dostarczyć dobrego aktorstwa, żebyśmy mogli pójść dalej. I tego jest mi trochę szkoda. Wracając do tamtego pytania, może w filmie jest na to troszkę więcej czasu, bo zazwyczaj jest mniej scen w ciągu dnia do nagrania w filmie, więc może względem serialu. Ale ogólnie to jest technologia, technika, to jest taka rewolucja, której się nie da zatrzymać. Jeżeli się zatrzymamy, to nie będziemy nadążać i wypadniemy z obiegu i to jest przerażające. Ale taką autonomię myślę, że mają twórcy wielcy, którzy też wyrobili sobie jakąś pozycję i teraz mogą sobie właśnie pozwolić na zwolnienie, na robienie kilku filmów w przeciągu kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Myślę, że to jest wielki przywilej w dzisiejszych czasach mieć czas.
[01:20:17.84 → 01:20:51.96] A: Czy jest jeszcze jedno pytanie, jakieś ostatnie? Bo jeżeli nie, to ja już przejmuję pałeczkę. Jeżeli państwo jeszcze ktoś by chciał za chwilę, a teraz jeszcze nie ma odwagi, to zachęcam. A jeżeli nie, to dwa ostatnie pytania będą pewnie należały do mnie. Pomyślałam sobie o takim pytaniu na zakończenie, Masza. O czym ty marzysz dzisiaj jako aktorka? I teraz przy tej twojej odpowiedzi chciałam zapytać, czy to jest właśnie czas?
[01:20:57.42 → 01:23:38.04] B: Chyba tak. Chyba można by było tak powiedzieć, bo to wiele obejmuje. To obejmuje jakiś rodzaj rozpoznania siebie wzajemnego z innymi artystami i twórcami. Gdybyśmy mieli czas, żeby tak się dobrze poznać, żeby nie bazować na tym, że ktoś mnie gdzieś widział w jakimś filmie, więc jemu się wydaje, że ja to zagram, bo to fajna aktorka, albo ktoś inny widział, kogoś obsadził, ja nawet nie mogłam pójść na casting, gdybyśmy mieli ten czas, żeby pracować, rozmawiać. Myślę, że to nie tylko dla mnie jest życzenie, ale dla większości twórców, bo my w tym jesteśmy razem. I myślę sobie, że większość reżyserów czy scenarzystów tak samo, dałaby się po prostu pokroić za to, żeby mieć więcej czasu. No więc na pewno tak. I myślę też, że o czym marzę? Marzę o tym... Jako aktorka. Jako aktorka. Żeby twórcy też mieli do mnie zaufanie. Myślę, że ja czasami czuję, że na przykład przychodzi do mnie propozycja roli i mi się wydaje, Są dziewczyny, które to zrobią lepiej. Ale czasami, wiem, że jest jakaś rola, do której nawet nie mam szansy się sprawdzić, ale ja czuję, że ja bym to zrobiła naprawdę porządnie. Więc może to, żeby mieć szansę się zmierzyć z materiałem trochę innym i żeby twórcy inni mieli do mnie zaufanie takie. Żeby zaufali tej mojej, jak to mówimy, czutce, że ktoś ma czutkę. No, mi się wydaje, że mam niezłą czutkę i również potrafię ustąpić. Ja się nie zabijam o każdą rolę, bo wydaje mi się, że uczciwie umiem określić, że ta rola zasługuje na inną aktorkę, na aktorkę, która to zrobi po prostu lepiej. Teraz nawet miałam takie doświadczenie teatralne. Ja po prostu czułam, że tak, ja to zrobię fajnie, Ten moment w moim życiu, to nie jest ten moment, że czuję, że przyjdzie inna dziewczyna, która będzie zachwycona, że może to grać i zrobi to naprawdę lepiej, uczciwiej, da więcej życia tej postaci. No i pomyślałam sobie, okej, odpuszczam. Ale są też takie role, że myślę sobie, kurde, że wyście mnie zaprosili na casting, to mnie jest przykro. że nie macie fantazji, a ja wiem, żebyście nie pożałowali. Więc myślę, że chyba to czas i żeby ktoś miał zaufanie do mojej czutki.
[01:23:38.36 → 01:23:42.54] A: To jest wielka świadomość aktorska i zawodowa, to co przed chwilą powiedziałaś.
[01:23:43.74 → 01:23:53.36] B: Kurde, może tak. Młodego pokolenia aktorka, ale wiesz, w głębi duszy plus 120. Samuraj.
[01:23:54.40 → 01:23:56.56] A: O czym ty marzysz dzisiaj jako Masha?
[01:23:58.62 → 01:25:42.61] B: żeby mi kredyt dali, a pracuję na umowę o dzieło, więc może być ciężko. To a propos tych tantiem. Chciałabym się nauczyć, to trwa od lat, to się nic nie zmienia, chciałabym się nauczyć dobrze odpoczywać, bo nie umiem nadal. No i co? Słuchajcie, tak się sfokusowałam na tym poszukiwaniu własnego gniazda, że tylko mam dolary przed oczami i po prostu formularze kredytowe. Ale tak, to na pewno jest na dzień dzisiejszy moje marzenie. I kurde, wiesz co? I chyba Masza ma takie samo marzenie jak Masza Aktorka. Też bym chciała mieć więcej czasu albo po prostu nim lepiej dysponować. Bo czuję, że mi przecieka po prostu, że te rozpraszacze właśnie, że nie umiem uciec od tego zalewu informacji, od tych sociali, od tego Instagrama, od tego porównywania się do innych i tak dalej. Myślę, że chciałabym mieć więcej czasu, żeby sobie pograć na skrzypcach, żeby sobie nic nie robić, żeby nie musieć być produktywna cały czas, żeby móc sobie porysować kolorowanki. Po prostu nie czuć tego przymusu, że jak się zatrzymam na sekundę, to wypadnę z obiegu. Że jak nie będę tworzyć treści, i być aktywna w social mediach albo w mediach w ogóle, to po prostu wypadnę z obiegu i świat o mnie zapomni i nie będę miała co grać. A ja chciałabym grać. Nie potrzebuję tych dodatkowych wszystkich atrakcji, a wiem, że one są kurde obowiązkowe teraz, w tych czasach.
[01:25:43.11 → 01:25:45.89] A: Bardzo ci tego życzę w takim razie.
[01:25:46.43 → 01:25:51.45] B: Czyli co, muszę się zmienić w jakąś Juliette Binoche bardzo szybko albo coś takiego? Bo inaczej to ja nie widzę, tego kiepsko to widzę.
[01:25:51.79 → 01:25:55.61] A: Poradzimy sobie z tym, myślę. Szanowni Państwo, Masza Wągrodzka.
[01:25:56.91 → 01:25:57.99] B: Dziękujemy bardzo.
[01:26:01.01 → 01:26:07.91] A: Rozmowy na język polski migowy tłumaczyły Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Raz jeszcze wielkie, wielkie brawa.

Bitwa o kulturę. Blisko światowej widowni. Polscy aktorzy w erze streamingu / Masza Wągrocka / PJM

Czy globalny sukces polskich filmów i seriali to dla aktorów spełnienie zawodowych marzeń, czy raczej początek nowych wyzwań? Jak zmieniło się ich doświadczenie pracy na planie wraz z wejściem produkcji na platformy streamingowe i dotarciem do międzynarodowej publiczności? Czy większa rozpoznawalność oznacza większą presję, a może otwiera drzwi do zupełnie nowych możliwości? Podczas spotkania spróbujemy spojrzeć na fenomen popularności polskich produkcji oczami tych, którzy nadają im twarz i emocje. Wspólnie zastanówmy się, jak aktorzy odnajdują się w globalnym obiegu kultury i jakie konsekwencje niesie za sobą międzynarodowy sukces…

Masza Wągrocka – od lat współpracuje z Teatrem Muzycznym Roma, Teatrem Potem-o-tem, Teatrem Rampa, gdzie grała w spektaklach w reż. m.in. Michała Zadary, Jana Englerta, Mai Kleczewskiej, Wojciecha Kościelniaka, Andrzeja Domalika czy Artura Urbańskiego. Wcześniej występowała też w Teatrem Narodowym w Warszawie i OCH-Teatrem.Ponadto zagrała w takich serialach jak „Król” w reż. Jana P. Matuszyńskiego, „Mały Zgon” w reż. Juliusza Machulskiego czy „Planeta Singli. Osiem Historii” w reż. Michała Chacińskiego. Zadebiutowała na dużym ekranie w głównej roli kobiecej w filmie Mateusza Rakowicza „Najmro. Kocha. Kradnie. Szanuje.” W 2022 roku zobaczyć ją można było w serialu „Erynie” w reż. Borysa Lankosza oraz „Krucjacie” dla TVP; produkcjach Netflixa: „Dzień Matki”, „Noc w Przedszkolu” oraz „Brokat”. W 2024 roku premierę miał serial „Kiedy Ślub?” dla Canal+. Serca widzów zdobyła główną rolą Kamy – znanej zawodniczki MMA i mamy, w serialu „Matki Pingwinów” w reż. Klary Kochańskiej-Bajon i Jagody Szelc dla Netflix.

Gościni: Masza Wągrocka
Prowadzenie: Maja Chitro

Wróć