[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.77 → 04:24.22] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Państwa obecność, tak liczna, dziś wieczorem w Teatrze Starym w Lublinie, to jest dla mnie, dla nas tu wszystkich, piękny prezent. Kochana. Dziękuję. Ja tego słowa prezent użyłam nie, żeby prezenty wywoływać, ale z drugiej strony mówią, że w życiu jak nie mówisz, to nie masz. Trzeba artykułować swoje potrzeby. Zostańmy więc chwilę przy prezentach. Bardzo dziękuję. Jestem wzruszona. Jeśli chodzi o prezenty, to Państwa obecność jest tu dla nas prezentem, ale mamy też taką nadzieję, że to, co wydarzy się dziś wieczorem, będzie prezentem dla Państwa. W takim dniu się spotkaliśmy, Mikołaj, Państwo już pewnie jakieś prezenty dostali, albo dali, albo przynajmniej mają nadzieję. I tak się złożyło, że w tym dniu o prezentach także mówić będziemy podczas naszego spotkania. I to o takich prezentach, które należą chyba do kategorii tych najważniejszych, tych najpiękniejszych i tych, które możemy, jeśli nie przeoczymy, mieć na wyciągnięcie ręki bez ponoszenia specjalnych kosztów. Oto uważność jest wyłącznie potrzebna do tego, żeby taki prezent otrzymać. Panie, panowie, to nasi dzisiejsi goście Leszek Mądzik, Bartosz Michalak. Zapraszam panów. Mikrofony są dla Panów. Książkę Pana Artosza Michalaka ustawię tu. Andrzej Wajda ślady to jest hasło naszego dzisiejszego spotkania. Andrzej Wajda ślady mam nadzieję w sposób jednoznaczny sugeruje, że nie będziemy w sposób bardzo dogłębny i specjalny zajmować się analizą i podsumowaniem twórczości ani teatralnej, też filmowej Andrzeja Wajdy. Nie tylko dlatego, że nie taki jest cel naszego dzisiejszego spotkania, ale też może dlatego, że, nie wiem czy Państwo zauważyli, Andrzej Wajda zmarł 9 października, minęły niespełna dwa miesiące. Nikt się jeszcze nie pokusił. Nikt się jeszcze nie pokusił na dogłębną, rzetelną, obszerną analizę tego właśnie. I tak naprawdę wszystko to, co dzieje się po śmierci Andrzeja Wajdy, także w naszych, tych, którzy nie spotkali się z nim zawodowo, głowach, umysłach, sercach, to jest wyławianie śladów, jakie Andrzej Wajda zostawił. Mówił też reżyser kiedyś, że dobry film powinien być tak jak słońce, kiedy Zamknie się oczy, kiedy wybrzmi, kiedy się skończy, to zostaje jeszcze pod powiekami. To samo dotyczy dobrych spotkań. Kiedy miną, to zostają. Czasem na długo, a czasem wręcz na zawsze. Bez względu na to, czy spotkaliśmy się z Andrzejem Wajdą osobiście, czy też spotkaliśmy się z jego twórczością, zostawił w nas ślady. O tych śladach chciałabym dzisiaj rozmawiać z Leszkiem Mądzikiem, twórcą sceny plastycznej KUL i z Bartoszem Michalakiem, autorem książki, którą Państwo widzą, Wajda. Kronika wypadków filmowych. Książki, w której ostatnia kropka została postawiona tuż przed śmiercią Andrzeja Wajdy. Książka ukazała się naprawdę niedawno. Naturalnym pytaniem na początek jest pytanie o pierwsze spotkanie, o pierwszy kontakt. Był przypadkiem, był dziełem przypadku, czy też był starannie zaplanowany? Z jakich powodów, Leszku? Proszę, tu jest mikrofon dla Ciebie. [04:25.30 → 06:23.26] B: Dobry wieczór Państwu. Wydaje mi się, że w ogóle w życiu nie ma przypadków, więc jakby wyjść z tego założenia, że przypadek jest tylko przypadkiem, a nie jakąś sensownością, Ja w każdym razie w tych przypadkach widzę jakąś logikę i rzeczywiście jest coś takiego, że gdy kogoś tracimy, to dopiero wtedy jakby tą osobę jeszcze inaczej, silniej dostrzegamy. Aż dziwne, że trzeba aż takiego dramatu, że kogoś już wśród nas nie ma, żeby po prostu sobie wszystko powskrzeszać, co się zdarzyło w spotkaniach w czasie odległym. Ja rzeczywiście miałem taki moment 35 lat temu, proszę Państwa, to było bardzo dawno, Kiedy otwierałem galerię sztuki sceny plastycznej KUL, otwierałem ją właśnie rysunkami Andrzeja Wajdy, rysunkami pod tytułem Notes miały taki tytuł. Ta wystawa to były jego rysunki, które gdzieś w trakcie różnych wydarzeń po prostu rejestrował, tworzył. Myślę, że był w jakimś sensie przecież też plastykiem, był artystą. Studiował na Akademii, przyjaźnił się z Wróblewskim, więc jakby gdzieś ten nurt takiego zapisywania kalendarzowego notesu był u niego i nam ta przyszła myśl wtedy, żeby pokazać te jego rysunki, one były czasami takie niebezpieczne dla tamtej władzy. Wiem, że cenzura nam nie pozwoliła wszystkich tych rysunków wystawić. Znaleźliśmy taki sprytny manewr, mieliśmy taki obok jeszcze zamknięty lokal, magazyn i tam ta reszta wisiała i dla wtajemniczonej gości, żeśmy tam prowadzili, a tu cenzor nie domyślał się po co oni tam wchodzą. No w każdym bądź razie rysunki, notes Andrzeja Wajdy były dla mnie i dla naszej tutaj społeczności, z którą pracowałem, pierwszym kontaktem z Andrzejem Wajdą. To było bardzo dawno i to był ten pierwszy moment. Nie wiem czy teraz mnie Leszku, a [06:23.26 → 06:38.12] A: powiedz przy okazji, skoro wywołałeś sprawę cenzury, powiedz jak reagował Andrzej Wajda na to, na przykład, że nie możecie pokazać wszystkich rysunków. Powiedz proszę, czy to też na przykład była jakaś lekcja, czy czegoś się dowiedziałeś wtedy? [06:39.20 → 07:51.08] B: Ja wiedziałem jedno, że Andrzej Wajda nie bał się cenzury, naprawdę. On był dość po prostu, myśmy chyba więcej mieli obaw i lęku niż on przygotowując, bo przecież to nie była jego pierwsza wtedy wystawa rysunku, wiem, że w Poznaniu wcześniej krążyła ta wystawa, do nas dotarła, tak jak mówię, 35 lat temu, miały jakąś siłę, która paraliżowała nawet cenzorów i myślę tamtejszą władzę. To było niesamowite, jak państwo wiecie, najważniejsze filmy także powstały w epoce, która zdawałoby się, a może i w innym kraju nie byłoby możliwe, czy w Czechosłowacji, czy w Rosji, w Związku Radzieckim. W każdym razie, To był jakiś fenomen, że ta presja sztuki i jego wartość i znaczenie paraliżowała tych, którzy chcieli ją za wszelką cenę zatrzymać. Myślę, że to głównie dotyczyło filmu, ale ja w nim widziałem taką osobę, że ta lokalna nasza tutaj cenzura rubelska była bezradna generalnie, bo przecież mogła w ogóle nam zabronić tej wystawy. Podejrzewam, że też dobrze wiedzieli, że my za węgłem te prace pokazujemy. Więc jakby było to możliwe i się to udało. [07:51.60 → 08:50.82] A: Pan kiwał głową, pan Bartosz Michalak przeprowadził bardzo wiele wywiadów, sięgnął też do wywiadów z osobami, które z różnych względów, także z tego powodu, że nie ma już ich z nami, ale pewnie nie tylko, nie mogły udzielić, dać panu opowieści, walkiwał głową, kiedy Leszek Mądzik o tym opowiadał. Bardzo poproszę o komentarz. Mnie się przypomniało, pewnie takich historii jest bardzo dużo, przypomniało mi się, co Agnieszka Holland kiedyś mówiła, kiedy państwo razem realizowali Człowieka z Marmuru i z powodu nazwiska, ale nie tylko, Agnieszka Holland dostała zakaz. robienia tego filmu, więc w połowie mniej więcej musiała zniknąć z planu. I co robi wtedy Andrzej Wajda? Andrzej Wajda wtedy stanowczo mówi, że teraz ją adoptuje, zmieni nazwisko i wszystko będzie w porządku. Jak to było, Panie Bartoszu? Wszystko jest włączone. [08:51.90 → 10:57.46] C: Jeżeli chodzi o człowieka z marmuru, faktycznie już na samym początku prac poproszono zdecydowanie, żeby Agnieszka Holland przestała być członkiem ekipy, przestała być asystentką Andrzeja Wajdy i jedyny ślad jej obecności w tym filmie, jaki się zachował, to jest scena, która w Człowieku z Marmoru ma charakter takiego amatorskiego nagrania, amatorskiej rozmowy z Birkutem. To były zdjęcia próbne Jerzego Radziwiłłowicza zrobione przez, w całości przez Agnieszkę Holland i ta scena do filmu weszła. A uśmiechałem się troszeczkę dlatego, że po pierwsze, ten właśnie moment tego zdecydowanego, zdecydowanej reakcji władz na osoba Agnieszki Holland, człowieku z Marmura, to był taki pierwszy moment, kiedy Andrzej Wajda świadomie stanął w opozycji, myślę, do, tego, co się w ówczesnej Polsce działo, ale też takim najbardziej chyba wyrazistym momentem, który pokazuje, jak bardzo on się nie bał, to był styczeń albo luty 1982 roku, czyli sam początek praktycznie stanu wojennego w Polsce, kiedy ekipa podwozu Andrzeja Wajdy pracowała już nad Dantonem. Dantonem pierwotnie do którego zdjęcia miały powstać w Krakowie, z oczywistych względów przeniesionym do Paryża. Władze nie zgodziły się wtedy, żeby do ekipy do Paryża dołączyła Barbara Pec-Ślesicka, jedna z najbliższych zawodowo Andrzejowi Wajdzie osób. Wajda niewiele myśląc, co zrobił, po prostu poszedł bezpośrednio do generała Kiszczaka, I ten paszport załatwił. Jak dodało potem sam poszedłem ze wstrętem, ale poszedł. [10:58.00 → 11:49.06] A: Razem z Barbarą Szleśicką też zakładali przecież słynne studio filmowe Inks. Nie po to wywołuję ten temat, żeby o samym studiu opowiadać, ale jest to taki myślę szalenie istotny element życiorysu, postawy zostawiającej ślady w przypadku Andrzeja Wajty, jak jego kontakt z młodymi. To studio powstało dlatego, że Andrzej Wajda chciał skupić wokół siebie młodych reżyserów, takich, którzy jeszcze niczego nie zrobili. Kiedy się prześledzi to listę tych, którzy później w tym filmie przez niestety niezbyt długi okres filmy swoje robili, to rzeczywiście są to dzisiaj bardzo znane nazwiska. Leszku, czy ty też byłeś ten młody, do którego on przyjechał? Czy ty już byłeś znanym reżyserem, znanym twórcą, prawda? [11:50.32 → 16:16.40] B: Wtedy byłem młody, tak mi się wydaje. To był rok 1974, kiedy było to pierwsze spotkanie, to było właściwie bardziej mnie z Andrzejem Wajdą, a jego z Notesem. Po prostu cieszyliśmy się, że jest, że możemy pokazać i ta sytuacja też nas w jakiś sposób, że gdzieś tam w katakumbach możemy pokazać. To było takie też satysfakcja duża, że też w jakiś sposób sobie dajemy radę. Inny rodzaj spotkania rozpoczął się w momencie, kiedy Andrzej Wajda zobaczył spektakl Wilgoć i to był zupełnie nowy rozdział. Myślę, że taki dla mnie ważny rozdział, bo znając jego autorytet, jego wrażliwość, jego osobowość, nagle Po raz pierwszy uwierzyłem tak w pełni, że może ten kierunek, który uprawiam, taki teatr, jeżeli w jakiś sposób przeżył go Andrzej Wajda i dał mi dowody na to, to znaczy, że powinienem to uprawiać, bo ta wrażliwość była dla mnie wielkim autorytetem i on sam. Miałem dużą satysfakcję, że gdzieś od tego momentu zaczęła się Mogę powiedzieć przez niego śledzenie tego, co się u nas w teatrze dzieje. Właściwie każdy spektakl widział, w jaki sposób o nim mówił. Ale żeby jedną rzecz jeszcze Państwu dopowiedzieć. Andrzeja Wajdę trzeba, ja przynajmniej od tego czasu zawsze odbieram z Krystyną Zachwatowi. Czy to był taki tandem? To była taka więź, ja ich zawsze widziałem razem. i czułem ich przyjaźń, ich życzliwość. Gdzieś, mogę powiedzieć, ta rodzina i te dwie osoby dały mi takie dowody czasami wielkiej prywatności, kiedy mnie zapytano, gdzieś na dworcu byłem, czy nie jestem głodny i na Żoliborz pojechałem i zjedliśmy śniadania w domu, tam gdzieś po drodze psy uciekły, on je łapał po całym Żoliborzu, w końcu wrócił. No, to są takie nieznaczące momenty, ale dla mnie Wiedząc, jaki to jest autorytet i kim jest Andrzej Wajda, myślę, że to mi także, wychodząc z założenia, że wierzę w to, co robię, jakby dało szansę i taką wiarę w to, że powinienem dalej tą drogą wędrować. I ja nieprzypadkowo tutaj zostawiłem u pani Grażyny taką album, w którym Andrzej Wajda napisał wstęp. To jest album mojej fotografii. I tam użył takiego sformułowania, które potem było mi potrzebne i się nim podpierałem. On to dosłownie powiedział, że, że ten teatr jest chory na śmierć. Było takie sformułowanie. Ja może wtedy mnie bardzo mogłem wejść w ten temat, bo rzeczywiście to było dawno, 20 lat temu, a może trochę więcej, ale gdzieś Wierzyłem, że dotykam takiej materii, która nawet jego. Były takie ze dwie, trzy osoby, które sobie ceniłem, że spotkałem. To był między innymi Byrski, Tadeusz, to taka przyjaciel Grotowski i gdzieś jeszcze ze dwie osoby, które dla mnie były ważne, że pomimo, że były już starsze, gdzieś miały dużo doświadczeń, a gdzieś przeczuły to, co się dzieje i w tym, co robię. I od tego momentu, jak sam zabiegałem, żeby te relacje były częściej. Pojawia się za parę lat u nas w tej samej galerii wystawa Krystyny Zachwatowicz, wystawa jej kostiumów, jej projektów scenograficznych. Było to dla mnie też ważne, bo gdzieś tak, że jest mi bliski ten rozdział pracy i sam to uprawiam i cieszyłem się, że jest z nami, że możemy jej pracę pokazać. I też byli razem, też przyjechali do nas we dwoje. A więc tych etapów było jeszcze parę. byli gośćmi i Lublina, i KUL-u, a także naszego domu odwiedzali nas i mieliśmy przyjemność żonom, żeby ich państwa, Wajdów, gościć. Gdzieś się takiego coś zrobiły takie odbicia fluidy idące, że ja je mam do dzisiaj i tak dla mnie Jest parę osób, które po prostu, no ważne jest, że mogłem się nimi żywić, że były to autorytety, że były czymś szalenie ważnym, bo nic się nie rodzi nawet samemu, co się uprawia z niczego, tylko gdzieś są to podawanie piłeczki dalej. I ja gdzieś w pewnym momencie te wartości, które u Andrzeja Wajdy były, gdzieś były mi potrzebne i w kolejnych spektaklach się realizowały. No jeszcze jest parę wątków, ale... Za [16:16.40 → 16:49.64] A: moment do nich wrócimy. Powiedział Leszek Mądzik, potrzebowałem potwierdzenia wtedy na początku. Myślę, że to dotyczy bardzo wielu też młodych i nie tylko twórców, ale ci młodzi zwłaszcza, nawet bardzo często w opozycji, robiący do Andrzeja Wajdy filmy, mówili w wywiadach po jego śmierci, my wszyscy z niego. Proszę powiedzieć, w czasie rozmów, które pan przeprowadził, w czasie zbierania materiałów. Bardzo to się wysuwało na plan? Zostawiał ślady? [16:52.02 → 17:54.18] C: No na pewno, dlatego że on nie przypadkiem założył swoją szkołę mistrzowską. Właśnie dlatego, żeby z tym kolejnym pokoleniem młodych być, bo z niego są i ci którzy są znani i uznani jak Agnieszka Holland, jak Felix Falk, ale też z jego szkoły wywodzi się dokument, z którym on się opiekował. Myślę tutaj o Joannie w filmie Anety Kopacz, jeżeli dobrze pamiętam nazwisko, nominowanym do Oscara dwa lata temu. On nieustannie był, on nieustannie śledził, czytał bardzo dużo scenariuszy. Jeżeli ktokolwiek go poprosił, żeby przyjść, nie wiem, na premierę debiutu czy na dyplom w szkole teatralnej, jeżeli tylko miał czas, on zawsze się zjawiał. Był, doradzał, jeżeli trzeba było i wspierał. [17:54.80 → 18:36.48] A: Nawet teraz na festiwalu w Gdyni w tym roku, we wrześniu, kiedy obchodził 90. urodziny, kiedy go fetowano, kiedy miał mnóstwo obowiązków, kiedy przecież premierę miały po widoki jego ostatni film, też były filmy, których nie zdążył zobaczyć. Mówił reżyserom, że chętnie by je widział i był poławiany na indywidualne pokazy. Proszę powiedzieć, Pan w ciągu ostatniego roku, także pracy nad tą książką, spotykał się z Andrzejem Wajdą. Ta energia to według Pana skąd? Czy on miał czas na przykład na takie spotkania, czy też nie miał sekretarza, który się z Panem spotykał, dawał odpowiednie materiały? [18:39.18 → 19:22.27] C: Na pewno miał taką osobę, która jakby troszkę go od świata odgradzała i jakby organizowała mu kalendarz zawodowy, ale I chyba nieprzypadkiem padło to już wcześniej nazwisko pani Krystyny Zachwatowicz. Taką najbliższą mu osobą, która zapewniała mu i komfort do pracy i też miała ostateczny głos, wpływ na to, co się będzie w jego życiu również zawodowym, działała właśnie ona, pani Krystyna. Ale tak, miałem okazję parę takich spotkań bardzo serdecznych, bardzo życzliwych odbyć. [19:22.75 → 19:38.71] A: Jak reagowali, co opowiadali aktorzy, co się wysuwało na pierwszy plan? Czy to Pan narzucał tematykę tych rozmów, czy też to oni chcieli koniecznie opowiedzieć o pewnej stronie Andrzeja Wajdy? [19:40.37 → 21:45.44] C: To jest moja szósta książka i przy wcześniejszych pozycjach bywało tak, Osoby, do których się zwracałem o rozmowę na tematy, na które wtedy pisałem, mówiły nie, nie mamy czasu. Natomiast słowa Andrzeja Wajda stanowiły taki magiczny sygnał, gdzie praktycznie nie spotkałem się z odmową. On był myślę bardzo kochany, po prostu był bardzo kochany przez swoich aktorów, przez swoich współpracowników technicznych. do tego stopnia, że jedna z osób, pani Magda Biedrzycka, która współpracowała z nim niemal nieprzerwanie od zemsty, powiedziała jasno, nowy film Andrzeja Wajdy, rzucamy wszystko i stawiamy się u pana Andrzeja. To wynikało myślę przede wszystkim z tego, co zresztą było jakby początkiem mojego pomysłu na tę książkę, że on był znany Również i z tego, powtarzał to wielokrotnie i napisał to na okładkę tej książki, że on mówił, robimy film, nasz film. On traktował ekipę jak rodzinę i oni to wyczuwali, ci artyści. Dlatego się do niego garnęli. Mało tego, on ich traktował jako partnerów. W tej chwili sobie nie przypomnę, który z dokładnie sektorów mi to powiedział, Ale padały takie słowa, kiedy przychodziłem do Andrzeja Wajdy zapytać, jak ja mam się zachować w tej scenie, to słyszałem, ale dlaczego ty mnie pytasz? Powierzyłem ci tę rolę i w tej chwili ty wiesz o tej postaci więcej niż ja. To ty mi powiedz, jak aktor się, jak twój bohater ma się zachować w tej scenie. I to poczucie wspólnoty, mimo że on tak naprawdę wszystkim kierował, i ostateczny głos miał zawsze on. [21:46.88 → 21:47.68] A: Powodowało, [21:50.06 → 21:54.80] C: że się aktorzy decydowali, garnęli i mówili bardzo chętnie. [21:55.58 → 24:24.89] A: Jest taki słynny przykład z filmu Bez Znieczulenia. Pewnie być może Państwo słyszeli już tę historię. Agnieszka Holland opowiadają bardzo chętnie. Znajdą ją też Państwo w tej książce. Kiedy Agnieszka Holland napisała scenariusz Andrzejowi Wajcie do filmu Bez Znieczulenia, to jest, krótko przypomnijmy, taki obraz, w którym małżeństwo się rozwodzi i to wszystko, co dzieje się na sali sądowej miało być takim rodzajem alegorii do tego, co działo się wtedy w Polsce, do zniewolenia, do tych wszystkich stalinowskich procesów. Miało być obrazem takiej sytuacji, ale toczyło się to wszystko między parą ludzi, którzy się właśnie rozchodzą. Rolę męską grał w tym filmie Zbigniew Zawasiewicz i w ostatniej Andrzej Wajda uparł się, że nie będzie takiego finału, jak zaplanowała Agnieszka Holland. Ona chciała, żeby bohater zginął. Andrzej Wajda powiedział, że Polakom potrzebny jest optymistyczny koniec. I powiedział Andrzejowi Wajdzie, że po tej strasznej rozprawie, kiedy jego żona, Andrzej Wajda powiedział Zapasiewiczowi, że kiedy żona te wszystkie kalumnie rzuca, kiedy dzieją się na sali sądowej straszne rzeczy, główny bohater nie może tego znieść, wstaje i wychodzi. Ona biegnie za nim, dobiega do niego i rzucają się sobie na szyję. No i robią pierwsze ujęcie, Zbigniew Zapasiewicz idzie, odchodzi, Ewa Dałkowska biegnie za nim, on się nie zatrzymuje, biegnie za nim, on się nie zatrzymuje, dubel. To nie tak miało być, mówi Andrzej Wajda, Zbigniew Zapasiewicz kiwa głową, po czym idzie, Ewa Dałkowska biegnie za nim, on się nie zatrzymuje, odchodzi. Trzeci dubel, sytuacja jest dokładnie ta sama. Andrzej Wajda krzyczy, czasem krzyczał, bywało. To nie tak miało być, na co Zbigniew Zapasiewicz mówi, Po tym wszystkim, co ona mi zrobiła na sali sądowej, nie mogłem się rzucić jej na szyję. I Andrzej Wajda cofa się. Mówi, no właśnie, pan już wie więcej niż ja o tym bohaterze. Leszku, o tę taką uważność na to, co mówi drugi człowiek, w kontaktach prywatnych nawet, bo miałeś ich dużo, zwróciłeś na to uwagę? Tylko jakbyś mógł mikrofon wziąć. [24:26.92 → 28:34.63] B: było pan w takiej sytuacji, która była typowa i taka charakterystyczna u pana Andrzeja Wajdy, mianowicie on umiał wyzwolić u aktora osoby, z którą rozmawiał, z którą pracował, to co w niej było cennego, jakby tym się żywił. To znaczy jakby dawał szansę, żeby nie narzucać pewną wizję, tylko wyzwalał w nim, a nawet jak dostrzegał coś nowe, co w ogóle może wcześniej nie przewidywał, to po prostu mówił, zatrzymajmy to, niech Pan w ten sposób Ja dam Państwu taki jeden przykład, który jest powtarzany, ale on może jest banalny, ale o czymś mówi. Kiedy, nie wiem z kim to było, rozmawiał z aktorem, taka długa rozmowa, on się tak, widzę, skupia, mobilizuje i chce wejść w te oczekiwane tematy. Widzę, że już całe mokre ręce ma spocone, a pan Andrzej Wojda, tak, tak, niech się pan tak poci, to dobre są te dłonie. I to było dobre, że on po prostu Nie wiem jakie wnioski wyciągnął ten aktor, ale po prostu często jest taki przypadek. Andrzej Wajda też czasami w sytuacji obrazu, czyli scenografii, czy teatru, bo przecież te spektakle były częste i znane nam są, ale pamiętam, kiedy podzieliłem się z nim taką refleksją, mówi, jak pan osiągnie takie dziwne światło z niebios spadające ku ziemi? A ja mówię, wie pan, mam taki prosty sposób, trzeba jechać tam nad morze do rybaków, oni mają łuski, tylko te łuski trzeba zebrać, wysuszyć i potem spuścić z niebios, Puści pan światło, mówię będzie cud i on tak poważnie to potraktował, że gdzieś tam rozesłał te informacje, że był te łuski. Ja nie wiem, czy do tego doszło, nie śledziłem już potem, ale wiem, że był bardzo tak, jego to po prostu było otwarte na wszystko, co go jakoś Jak dorosłe dziecko, ale to jest cudowne, że człowiek w takim wieku ma taką potrzebę reagowania i przeżywania, co go zachwyca, co go bierze. Bo jakby w tym wątku to może tylko tyle. Czułem, że parokrotnie jakby zdobyłem go spektaklem. To była dla mnie komfortowa sytuacja, bo sobie myślę, nawet jak później ktoś nie do końca w to wejdzie, albo nie mówię, no ale przecież jak Andrzej Wajda w tej materii się znalazł, to ja mogę być spokojny, że się aż tak nie pomyliłem. A drugi taki szczęśliwy wynik z tej znajomości był moment dla mnie, Mogłem się często powoływać, zabiegając o różnych znane osoby, jak Cieślewicz, jak Lebenstein, jak Nowosielski, a nawet potem i Różewicz, że on mi otwierał te drogi, Albo wiedzieli, wiedziały te osoby, że znamy się, albo ja powoływałem się na taką znajomość i pamiętam jak dotarłem do Romana Cieślewicza pod Paryż i wyciągnąłem od niego wszystkie plakaty i kolarze i pokazałem, a wiem, że się bardzo przyjaźnili. Później tą metodą, dzięki niemu mogłem zdobyć wystawę, przygotować, zdobyć rzeźbę Aliny Szapoczników i pokazać w naszej galerii, co nie jest takie proste, ale on dawał, jakiś taki dawał papierek lachmucowy i pewność, że to jest sens tam pokazać, że proszę nie odmawiać i ja za ciosem tego szedłem. Było parę takich życzliwych gestów. Dla mnie bardzo ważne, że dzięki panu Andrzejowi Wajdzie dwa ważne momenty dla mnie się zdarzyły. On razem ze swoją żoną przyczynił się i był recenzentem mojej profesury habilitacji, co jeżeli się tą habilitację w ten sposób zdobywa, nie terminując 6 lat, a tylko mając takie autorytety, to było dla mnie szczęśliwym rozwiązaniem. I także pamiętam jego list polecający, bym mógł znaleźć się w, to był Jacek Woźniakowski i on podpisali mi, żebym mógł mieć sypendium Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku. Ja wiedziałem, że jak oni tam złożą podpis, to jest szansa, że ja tam wyjadę. To może tyle. [28:34.65 → 28:35.05] A: Bardzo proszę. [28:35.27 → 29:18.97] C: Jeśli mogę dodać jedną rzecz, bo tu cały czas opowiadamy, że na hasło Andrzeja Wajda otwierały się wszystkie drzwi, że aktorzy czy ekipa chętnie się do niego ogarnęli. Natomiast kiedy pracowałem nad tą książką, z pewnym zdumieniem odkryłem, że on, który miał przecież niekwestionowaną pozycję numer jeden w polskim kinie, sam był pełen wahań i wątpliwości. Chodzi tutaj o film Pan Tadeusz, Kiedy on swoim zwyczajem bardzo starannie myślał o obsadzie, bo uważał, że obsada to jest zawsze pierwszy podstawowy krok do ewentualnego sukcesu filmu. [29:19.03 → 29:21.01] A: Mam obsadę, wiem o czym robię film, mówił. [29:21.05 → 29:58.85] C: Dokładnie. Był pełen wahań i wątpliwości w stosunku do roli księdza Robaka. Od początku myślał o Bogusławie Lindzie i on, reżyser w tym kraju chyba największy. Był święcie przekonany, że Linda, wtedy w latach 90' związany z Pasikowskim, z kinem akcji, tak to umownie nazwijmy, że Linda mu odmówi, że się nie zgodzi. I był bardzo zdziwiony reakcją Bogusława Lindy, które na hasło, czy zagrałbyś u mnie księdza Robaka odpowiedział bez namysłu, tak, oczywiście. [30:00.17 → 31:38.62] A: Nie tak łatwo było natomiast z Teresą Budzisz-Krzyżanowską, która, jak Państwo wiedzą, zagrała u Andrzeja Wajdy w Teatrze Hamleta. A propos uważności, o której wspominał Leszek Mądzik, sytuacja wzięła się stąd, że oni kiedyś, nie pamiętam z jaką sztuką, wyjeżdżali gdzieś daleko, samolot był opóźniony i siedzieli w poczekalni. Pani Teresa Budzisz-Krzanowska była bardzo zmęczona i wyglądała na bardzo zmęczoną. Andrzej Wajda przyglądał jej się przez dłuższy czas i powiedział, i ty taka właśnie zagrasz mi Hamleta". I ona mu odmawiała bardzo długo, aż ją w końcu przekonał. Na takiej samej zasadzie wypatrzył na przykład też Krystyna Janda, ale nie do roli w człowieku z marmuru, tylko później w dyrygencie, w którym Krystyna Janda nie miała grać. Natomiast Andrzej Wajda omawiał jakieś szczegóły z Andrzejem Sewerynem, jej ówczesnym mężem, u nich w domu i zobaczył, jak w rogu pokoju Krystyna Janda bawi się z dzieckiem. I powiedział, Krysiu, ja nie wiedziałam, że ty jesteś kobietą. Ja w tobie widzę kobietę. Ty zagrasz w moim filmie. Przecież ja potrzebuję aktorki. Ta jego uważność nie była uważnością wielkiego reżysera na castingach. On miał oczy dookoła głowy właściwie w każdej sytuacji, prawda? przypomina, zechce Pan przywołać jeszcze kilka takich przykładów ze swojej książki, zanim przyjrzymy się kilku zdjęciom, które przyniósł Leszek Mącik. [31:39.74 → 33:46.34] C: On był po prostu niezwykle wyczulony na to, co się dzieje. Chodził gdzie tylko mógł, oglądał i wyławiał talenty. I od początku był przekonany co do swoich pomysłów. Począwszy od, nie wiem, Krystyny Jandy, w Człowieku z Marmuru właśnie, zachęcony przez Andrzeja Łapickiego, obejrzał ją. Grała chłopca, grała Doriana Greya. Zachwycił się, zaprosił ją na zdjęcia próbne i był od razu na tak. I mimo, że cała reszta ekipy filmów, za wyjątkiem Edwarda Kłosińskiego była na nie, konsekwentnie ją w tym filmie prowadził. Z takich odkryć jakie przychodzą mi do głowy, to przecież jest rola w takim chyba niesłusznie zapomnianym filmie Wielki Tydzień pani Beaty Fudalej. Zresztą obserwował ją uważnie w Teatrze Starym przy pracy nad spektaklem Mishima i mimo, że Beata Fudalej nie miała wtedy żadnego kontaktu z kamerą, była młodą aktorką świeżo po szkole teatralnej, zadzwonił do niej, powiedział, zagrasz u mnie główną rolę w filmie. Mylił się naprawdę rzadko i czasami decydowały względy niekoniecznie artystyczne i tu jest słynny przykład filmu Krajobraz po bitwie, gdzie i tu już mogę bez problemu posługiwać się nazwiskami, bo sama zainteresowany o tym mówię otwarcie, kiedy mając do wyboru młodziutką Marzenę Trybałę i młodziutką Stanisławę Cenińską zdecydował się na Marzenę Trybałę, patrząc wyłącznie na typ urody, jaki reprezentowała pani Trybała, zorientował się na planie, że z różnych względów się pomylił, bez wahania sięgnął po Stanisławę Cenińską. [33:47.80 → 34:08.46] A: Potrafił też, zdaje się, co jest też taką lekcją bardzo ważną, myślę, dla wielu może być, przyznać się do pewnych rzeczy. Tak było, zdaje się, z Emilią Krakowską. Pan przywołuje ten przykład, która zagrała w jednym z jego filmów i on był bardzo niezadowolony z tego grania. Proszę to przywołać. [34:09.45 → 36:22.74] C: To była taka scena i chodziło znowu o film bez znieczulenia, gdzie Emilia Krakowska miała zagrać dentystkę, przyjaciółkę pary głównych bohaterów i rzeczywiście faktycznie nie był zadowolony z tego, co się dzieje na planie. To był film, on był wtedy pełen energii, świeżo po człowieku z marmuru, mówił szybciej, szybciej, to nie tak. Doprowadził ją do krawędzi praktycznie rozpaczy, ale Potem, kiedy zobaczył gotowy film, pochwalił to, co zobaczył, a chwalić nie lubił. Jest jeszcze jeden taki przykład tego, że nie zawsze był do końca przekonany, czy nie zawsze lubił chwalić. To jest słynna scena z Człowieka z Marmuru, kiedy Krystyna Janda jedzie do, były już wtedy żony Birkuta, czyli do Krystyny Zachwatowicz, I ta Hanka Birkutowa ma jakby złamać się i opowiedzieć o wszystkim, o całej traumie, jaką wtedy przeżyła, kiedy jej męża w czasie, w czasach stalinowskich po prostu złamano. To jest słynna scena z obrywaniem rzęs, z piciem wódki, upijaniem się. Pani Krystyna opowiadała, przygotowywałem się bardzo długo, do tej sceny, przychodzimy na plan, ja czekam na wskazówki, wchodzi mój mąż i mówi szybko, szybko róbmy, bo ja nie mam czasu. Moja najważniejsza scena, a mój mąż, reżyser, mówi mi, że mi nie mam czasu. I to ją tak podłamało, że ta scena wyszła tak, jak wyszła. Wyszła fenomenalnie. Natomiast kiedy rozmawiałem z nimi obojgiem na temat tej sceny, On nie chciał powiedzieć, dlaczego wtedy tak zrobił. Czy to był jego świadomy zabieg reżyserski, żeby panią Krystynę w końcu nie zawodował aktorkę, doprowadzić do tego stanu emocjonalnego, na jakim mu zależało, czy to po prostu faktycznie wtedy nie miał czasu i wyszło tak, jak wyszło absolutnym przypadkiem. [36:25.11 → 37:04.90] A: Psychologiem był znakomitym. Słynna historia, kiedy Gabriela Kownacka i Joanna Szczepkowska grały w jednym filmie. Jędrzej Wajda zobaczył je na planie, wszedł, rozejrzał się, powiedział, zdjęć dzisiaj nie będzie. I Joanna Szczepkowska wieczorem dostała telefon od producentki z pytaniem, a ty się lubisz z Gabrysią? No, średnio odpowiedziała. No właśnie, dlatego Andrzej Wajda przerwał zdjęcia. Do jutra macie się pokochać. Tak też było. Leszku, przyjrzyjmy się paru zdjęciom, jeśli możemy prosić o ekran. [37:05.20 → 37:09.10] B: To może za sekundę, ale żeby zwieńczyć, bo tu parę takich wątków państwo. [37:09.42 → 37:10.16] A: To jeszcze po chwileczkę. [37:10.16 → 38:28.47] B: Ja parokrotnie wprowadziłem Andrzeja Majdy i panią Krystynę w sytuację, ich zawsze intrygowało, jak spektakl wygląda, jak on jest od tyłu konstruowany, jak on się toczy w tych ciemnościach, które u mnie są zasadnicze, jak się aktorzy przemieszczają, jak to jest możliwe. Ja nie anonsując tego zespołowi, kiedy oni byli już po pierwszym oglądzie, a graliśmy dwukrotnie, to mówię chodźcie państwo ze mną tutaj do tyłu, ja was postawię w jednym miejscu i po prostu zobaczycie jak to działa. No i rzeczywiście tak stali cichutejko, bo to przecież nie daj Boże by weszli na plan grania. W pewnym momencie zespół nie bardzo wiedział kto jest kto i to spowodował, że po prostu ich przepędzał z miejsca na miejsce, żeby nie byli na trakcie. Ale oni wyrazili taką cierpliwość, jestem zaskoczony, że po prostu nam cały czas od tyłu towarzyszyli i mówią, że dla nich to nawet było ciekawsze niż to, co z przodu się działo. Więc był i taki przypadek, ale teraz rzeczywiście możemy do tych paru śladów obecności i w Lublinie, i w naszej galerii, i na KUL-u. Ja spróbuję się z tych zdjęć wytłumaczyć, a prosimy o ekran. On zjedzie chyba. [38:31.20 → 38:54.97] A: To zanim zjedzie ekran, ja może tylko jeszcze dodam, bo nie wiem czy autor książki Wajda, Kronika przypadków filmowych wie, tytuł zaczerpnięcy z Kroniki przypadków, tak, że film ten, Kronika wypadków miłosnych, był troszeczkę kręcony także w Lublinie i to niedaleko stąd, bo na ulicy Noworybnej. A że autor pierwszy raz w Lublinie, to tłumaczy. [38:56.70 → 39:11.86] B: Ja na przykład, proszę Państwa, dzięki Andrzejowi Wajdzie zdobyłem do współpracy Stanisława Radwana, z którym bardzo się przyjaźnił i wiedziałem, że jak jemu nie odmówił, to i mnie nie odmówi, ja go namawiał, żeby zrealizował spektakl. [39:11.91 → 39:15.91] A: Ale raz Radwan odmówił Wajdzie, o czym później? [39:16.43 → 43:41.90] B: Tak. Proszę Państwa, tu jest scena, no to było bardzo dawno jeszcze, w salonach rektorskich podjął nasz rektor, państwa Wajdu, tu Andrzej Wajda jest z tyłem, małżonka na wprost, ale ciekawa rzecz była wtedy, ja dziś nie zapomnę, rektor nie bardzo był znaczy może odwrotnie, pan Andrzej Wajda nie do końca sobie uświadomił, kto tu jest rektorem i pyta się rektora, jak długo on głównie gra w teatrze. I była taka niezręczność, że przez pół roku rektor do mnie się prawie nie odzywał, bo myślał, że ja to jakieś dowcip szykowałem, ale to tylko taka ciekawostka, przez przypadek to wyszło, po prostu jakby nie potrafił zażartować i zareagować, tylko się przejął tym. Prosimy dalej, może jeszcze No tu jesteśmy też podczas tego przyjęcia, które po, ja prowadziłem kiedyś taki cykl Scena Plastyczna Zaprasza, tam gościliśmy Hasiora, Szajnę, w ogóle tych, którzy w tamtym czasie jakoś mocno istnieli w polskiej sztuce i po takim cyklu zawsze rektor podejmował jakąś kawą u siebie w salonach. Prosimy dalej. A to jest, proszę Państwa, zdjęcie zespołu. Wszyscy chcieliśmy, jak gościł u nas pan Andrzej Wajda z małżonką, żeby po prostu mieć wspólne zdjęcie. No i takie zdjęcie zostało na pamiątkę. To było bardzo dawno, jakieś 15 lat temu. lat temu, ale zostało i mamy taki ślad obecności. To jeszcze w kulisach teatru spektakl wędrowny, bo poznaję po leżących tu właśnie rekwizytach spektakl z muzyką Zygmunta Koniecznego. Proszę bardzo, dalej możemy przejść. Proszę Państwa, to mnie zaskoczył, ten, dostałem taki miły list, no niesamowite, po prostu rocznica chyba 60', a nie, to z wystawy notes, którą przygotowałem, a też dla niego jubileuszowej wystawy, no i po prostu zdjęcie, które jeszcze wcześniej sięgało niż zostało wysłane z jego zasobów zdjęciowych. W każdym bądź razie, nie wiem, czy Państwo takiego Andrzeja Wajdy gdzieś widzieli wcześniej, a został taki ślad. Także możemy dalej, proszę, przejrzeć. No i jeszcze ja tak wyłuskałem teraz, jak wiedząc o tym, a to jest połówka chyba tego samego tekstu, tylko przedzielony. Proszę, tak to właśnie powtarzamy się. To jeden z telegramów, nie wiem, na tej stronie poza chyba adresem niewiele widać, może będzie druga strona, ale nie wiem, czy zostało odrobione. Proszę przesunąć. A to są projekty Pani Krystyny Zachwatowicz na naszej wystawie oryginały, które zostały pokazane i oni obydwoje byli z nami tego popołudnia, 30 lat temu. Proszę bardzo idźcie dalej. A tutaj zawsze Andrzej Wajda pamiętał o naszych jubileuszach, gdzieś dawał znaki, nieraz uczestniczył w niektórych sesjach jubileuszowych i Po prostu taki ślad też znalazłem w telegramach. W każdym razie pamiętał o nas i to było zawsze miłe. Do końca gdzieś te spotkania z panem Andrzejem były, chociaż na chwilę ostatnio, ale też po prostu spotykaliśmy się. Proszę jeszcze dalej. No tak, Andrzej Wajda miał pismo, powiedziałbym, odwrotnie proporcjonalne do jego spokoju, który miał wewnętrzny. a było takie dość ekspresyjne, ale zostało w pamięci. Proszę jeszcze dalej. A właśnie tutaj zabiegaliśmy, żeby przywieźć taki ślad, szczegół, detal, jak to teraz się wspomina, że każda minuta coś kiedyś znaczyła. Przeżywaliśmy to, ale to już jest historia. W każdym razie przyszedł telegram na KUL, data jest tam gdzieś, chyba powinna być. Cenzor, proszę Państwa, wszystko przejrzał, podpisał, była zgoda, bo to był ten czas, ta epoka, kiedy po prostu najpierw gdzieś musiało docierać do kontroli. To był stan wojenny. Proszę dalej. Ocenzurowano. Jeszcze, a tu tak. No właśnie, to tak Państwo mogą odczytać, [43:42.44 → 44:06.42] A: ale... Poczekaj, Luszku, zrobimy... Weź oddech, dlatego że proszę zostawić to zdjęcie, bo tutaj mamy komentarz, muszę ci powiedzieć. bo rzeczywiście to pismo różni się nieco od pisma tego chaotycznego, które widzieliśmy przed chwilą. I tutaj pan, który prawdopodobnie listów trochę widział przygotowując książkę, a Andrzej Wajda listy pisał ręcznie i to właściwie niemal wyłącznie [44:06.42 → 44:45.74] C: ręcznie rozpoznał, Ja powiem tak, ponieważ Andrzej Wajda nie miał komórki, telefonu komórkowego, nie miał nawet e-maila. On do końca życia posługiwał się wyłącznie poprzez korespondencję pisaną, klasyczną listowną. Sam takim listem zostałem krótko przed 9 października obdarowany. No i miałem troszeczkę okazję spędzić czasów w jego archiwum. To, co teraz widzimy, to jest zdecydowanie pismo Andrzeja Wajdy, natomiast to pismo chaotyczne, to było pismo Pani Krystyny. [44:46.68 → 44:52.04] B: Proszę. To widzimy. Coś się ja dowiedziałem dzisiaj. Dziękujemy. Proszę bardzo. [44:53.08 → 44:55.22] A: Masz jeszcze bogatszy archiwum niż myślałeś po prostu. [44:55.24 → 45:05.90] B: Tak, no właśnie. No niesamowite. A tu już jesteśmy, a to jest pochód Krów, to co przywołane było wcześniej, to jest druga strona tej pocztówki. Tak, proszę dalej. [45:10.24 → 45:16.22] A: Teraz już nawet my, nauczeni przez Pana Bartosza, rozpoznajemy. To pisał Andrzej Wajda. [45:17.88 → 46:35.10] B: Tak, z Wrocławia pisał. A to jest bardzo pięciolecie chyba sceny plastycznej i wizyta. Zaprosiliśmy Pana Andrzeja Wajdę, tam ogólnie po prawej Stanisław Radwan siedzi, z tyłu Andrzej Jaroszyński, nasz ambasador, już były, no i To było jedno z pierwszych zdjęć, jakie Państwo Wajdowie tutaj zapisaliśmy, utrwaliliśmy. Sesja poświęcona Znak Plastyczny Sens Teatr. Oni byli obecni wtedy z nami. Proszę bardzo, jeżeli coś jeszcze jest, to prosimy dalej. Nie wiem, może to jest ostatni już kadr? Pewnie tak. Proszę Państwa, tyle udało mi się znaleźć i się z tym Państwem chciałem podzielić, bo pewnie nie byłoby okazji, a ta sytuacja jakby, no od razu wyzwala masę wspomnień. Trudno tak w paru zdaniach, bo mamy dużo skojarzeń, spotkań dzięki Państwu, a byłem obecny w Mandze z wystawą, tam mnie gościli. Po prostu czułem dużą życzliwość, Jeżeli teraz mnie gdzieś słyszy pan Andrzej, to bardzo za to serdecznie dziękuję. [46:35.94 → 48:00.45] A: A powiedz proszę Leszku, bo rozmawiamy właściwie, nie wiem czy państwo zauważyli, ale to się zrobiło tak, że mieliśmy rozmawiać o śladach, które zostawił w nas, a mówimy o śladach, które ludzie zostawiali jemu w prezencie i o wyjątkowo wielkiej uważności, czujności na na te ślady, o odczerpaniu zwyczajnie z tego wszystkiego. Chciałam Cię zapytać o Wasze wspólne źródło, czyli o sztuki plastyczne. Przecież Andrzej Wajda przez trzy lata studiował na Akademii Sztuk Pięknych, czy do końca zresztą porozumiewał się na przykład ze scenografami nie tyle słowem, ile rysunkiem. Mówił, że prościej mu narysować, że słowo nie jest takie dokładne, jak nawet pobieżny rysunek. W jego filmach bardzo często możemy znaleźć odwołania do bardzo konkretnych obrazów. On czerpał z Hoppera, ale nie tylko. Z Wróblewskiego. Zresztą mówi się, że z Wróblewskiego, że zrezygnował z Akademii Sztuk Pięknych dlatego, że stwierdził, że Andrzej Wróblewski namalował dokładnie to, co on chciałby namalować, więc nie ma powodu, żeby on dalej to studiował. Czy to była jakaś platforma waszego porozumienia? Czy to wam ułatwiało kontakt na przykład też? Czy tu się inspirowaliście nawzajem? [48:01.69 → 49:19.10] B: Trudno, to jest bardzo taka płaszczyzna, która płynie takim torem, które tak nazwań dosłownych, jakbyśmy je spróbowali, to byłoby banalne. Ja zawsze uważałem, że coś jest w takiej jego intuicji, w takiej poezji życia, w takiej cudowności przeczuwania i ważnego, No to mnie szalenie jakby inspirowało, dotykało i było mi potrzebne. Naprawdę Andrzej Wajda parę, myślę, że także przez obrazowość myślenia, filmu i teatru. On, ja proszę Państwa mam taki rysunek Andrzeja Wróblewskiego, bardzo wczesny. Zawsze robię konkurs, kto go rozpozna, bo jest to naprawdę nietypowy. A jak był Andrzej Wajda u nas od razu jedyny powiedział, ja zawsze pochopnie dawałem jakąś nagrodę, co zgadnie i w jego wypadku przegrałem. Ale on go zidentyfikował, po prostu widocznie ta epoka ich jakoś łączyła i dawała jakieś nieznane nam przeżycia, które oni mieli. Dla mnie film i teatr Andrzeja Wajdy jest malarski, jest obrazowy, jest romantyczny, jest bardzo ludzki. To jest coś fenomenalnego, co nie za dużo takich przykładów mamy. [49:21.44 → 49:46.06] A: Panie Bartoszu, w tej książce oczywiście dominują aktorzy, ale sięga pan nie tylko po ich opowieści. Tam są też operatorzy, tam są producenci, tam są współpracownicy Andrzeja, Wajdy. Te relacje bez względu na to, kto kim był, wyglądały podobnie? [49:51.92 → 51:05.43] C: Na pewno miał swoje skrono stałych współpracowników, którym ufał bezgranicznie. To przez całe lata była Barbara Petr-Ślesicka, potem tę funkcję przejął Michał Kwieciński. Miał swoich operatorów, którym był wierny, Edwarda Kłosińskiego przez ostatnie lata, Pawła Edelmana, z którym rozumieli się praktycznie w półsłowa. Tak, był wierny, to były bardzo bliskie relacje, ale trzeba też pamiętać, i to Krystyna Janda mówi, że Andrzej Wajda potrafił się w kimś, w cudzysłowie, zakochać, a potem go porzucić, czasami na bardzo wiele lat. Trzeba pamiętać to, co na przykład Daniel Olbrychski mówił bezpośrednio jeszcze w październiku, Razem zrobiliśmy 13 filmów, nawet zaczęliśmy myśleć o 14. Tak, tylko między miłością w Niemczech i panem Tadeuszem było 16 lat przerwy, kiedy panowie ze sobą nie pracowali. Także różnie z tymi relacjami bywało. [51:06.11 → 51:17.03] A: A czym się, co się działo, że co trzeba było zrobić, żeby przestać być w gronie tych, z którymi pracował Wajda? [51:19.84 → 51:23.08] C: Co trzeba było zrobić? [51:23.32 → 51:28.00] A: Chodziło o postawy moralne, charakter, kiepskie granie. [51:28.14 → 52:49.86] C: O różnice artystyczne. Zdecydowanie o różnice artystyczne. Jeden przypadek, jaki mi się wydaje, że zdecydował charakter, to była bardzo silna osobowość Andrzeja Wajdy, zetknięta z jeszcze silniejszą osobowością Witolda Sobocińskiego. Wesele, Ziemia Obiecana, Szmuga Cienia, zaledwie trzy filmy, przynajmniej dwa z nich to arcydzieła, również dzięki pracy Witolda Sobocińskiego, natomiast tu już zdecydowały charaktery, że obaj panowie poszli swoją drogą, bo jeden z drugim nie byli już się w stanie dogadać. Natomiast cała reszta to były różnice artystyczne. Nie chcę mówić konkretami, ale znam takie przypadki, kiedy Wajda pracował z jakimś aktorem aż do końca nad danym projektem, ale uznawał, że już dosyć, że już starczy, że ich spojrzenie na sztukę, na to, co robią, Wajdy i tej postaci nie są już takie same i że może nie warto, niech każdy pójdzie swoją drogą. [52:50.10 → 53:11.95] A: W książce są też oczywiście kompozytorzy, praca Andrzeja Wajdy z kompozytorami była z jednej strony dla kompozytora bardzo komfortowa, bo on nie narzucał swojej wizji, nie mówił do końca czego wymaga, tak przynajmniej mówił zawsze Korzyński, tak mawiał Radwan, Kto mawiał inaczej? Proszę nas tutaj spogadzić o tę wiedzę. [53:12.43 → 55:06.07] C: Dlaczego tak lekko się zawiesiłem? Istnieje taki zapis dotyczący pana Tadeusza właśnie, gdzie Wajda, o którym mówiło się, to to pan Radwan mówi w tej książce, że Wajda jego zdaniem miał pierwszy stopień umuzykalnienia, to znaczy słyszał, że grają, ale co grają to już niekoniecznie rozpoznawał. potrafił być w tych swoich uwagach bardzo precyzyjny. Ja tu podam dwa przykłady. Pierwszym jest film Katyń, gdzie Wajdzie zależało, żeby muzykę do tego filmu stworzył Krzysztof Penderecki, bo słyszał nastrój tego filmu w już gotowych dziełach Pendereckiego i wiedział, że dokładnie tego nastroju, tego rodzaju melodyki szuka. Ze względów choroby pana Pendereckiego do współpracy nie doszło, nie powstała nowa muzyka, ale skoro Wajda słyszał te fragmenty, wiedział o co konkretnie mu chodzi, no to te fragmenty zostały użyte. A takim kompozytorem, który wcale nie miał tak lekko z Wajdą był Wojciech Kilar. Właśnie w przypadku pana Tadeusza, Wojciech Kilar, zanim w ogóle zabrał się do pracy, Dostał od Andrzeja Wajdy trzystronnicowy list, w którym były rozpisane sceny, charakter muzyki, jakie się w danej scenie ma znaleźć, w ogóle czy to ma być, nie użyję, nie przytoczę teraz oczywiście dokładnie tego języka muzycznego, ale to było bardzo precyzyjne, fragmentów miało być dokładnie 14, jako 13 miał być polonez w określonym nastroju, i Kilar tam nie miał wiele do powiedzenia, po prostu precyzyjnie zrealizował zamówienie reżyserskie. [55:07.69 → 57:39.51] A: To, że pan Andrzej Wajda wiedział dokładnie czego chce, świadczy o tym choćby też, niespecjalnie znając się na muzyce, świadczy o tym czołówka do Człowieka z Marmuru bodajże, która została powołana do życia nie spośród propozycji muzycznych, jakie Andrzej Wajda dostał od kompozytora, tylko po prostu usłyszał fragment zespołu, który kompozytor miał i powiedział, o i to jest właśnie moja czołówka. Ale wracając jeszcze do Radwana i do śladów, jakie zostawiają dzieła w twórcach i w nas, odbiorcach, ta historia jest przytaczana pewnie wielokrotnie, została raz też przez Stanisława Radwana odpowiedzialna na tej scenie, więc Państwo być może ją pamiętają, ale krótko przywołam, kiedy Andrzej Wajda poprosił Stanisława Radwana o skomponowanie muzyki do paniec Wilka. Stanisław Radwan najpierw bardzo się ucieszył, bo to był początek, miał być początek z tej ich pracy, ale później zatelefonował i powiedział, że się odmawia, że nie zrobi tej muzyki i że proponuje, żeby tutaj się pojawił Szymanowski. z jednym ze swoich utworów. Andrzej Wajda pojechał do Jarosława Iwaszkiewicza i powiedział, ty wiesz, no oszalał. Ja mu proponuję muzykę do mojego filmu, a on mówi, że bym sobie wziął Szymanowskiego i wymienia konkretny utwór. Na co Jarosław Iwaszkiewicz mówi, ale wiesz, kiedy ja pisałem Panny z wilka, to Szymanowski na parterze komponował ten właśnie utwór. Proszę zobaczyć, jak niezwykłe ślady zostawia twórczość. Jak można te ślady odebrać, jeśli się nawet ich nie widzi, nie ma się o nich zielonego pojęcia. A właśnie, tak sobie pomyślałam teraz, patrząc na państwa, że pewnie w każdej głowie jakiś ślad jakiegoś filmu, jakaś scena, a w pana głowach, panowie, gdyby tak sięgnąć do jakiegoś jednego obrazu, do czegoś, co miało specjalne znaczenie, do filmu, do sceny w filmie albo do słów, które Andrzej Wajda wypowiedział, może w rozmowie prywatnej, coś takiego specjalnie intensywnego, co w was zostało? [57:40.09 → 58:42.34] B: Ja króciutko, bo nie czuję się w analizie filmów, ale to, co ta relacja muzyki, weselu, Radwana, W WESELU była dla mnie, no po prostu jedno niosło drugie i rytm i dynamika znane nam sceny. Tutaj ten tandem zaowocował najpewniej i oczywiście parę scen w Ziemi Obiecanej. Też dla mnie mam najsilniej te dwa filmy w głowie i pewnie rozłoży się ta paleta, gdzie każdy z Państwa sobie może inaczej dobierze te filmy. Dla mnie to były, oczywiście jest Popieł i Diament, piękna scena finału, Jest parę scen, ale gdzieś tak, może jeszcze popieł i diamen. Mam takie trzy uderzenia, które wśród tej całej palety filmów Andrzeja Wajdy jakby najsilniej mi zostały w obrazach. I te bym tylko przywołał. Są emocjonalne, są ekspresyjne, są dynamiczne i po prostu bardzo, bardzo takie prawdziwe i ludzkie. [58:42.68 → 59:28.57] A: A w takich rozmowach, na tyle prywatnych, na ile możesz nam to ujawnić, ale czy zapamiętałeś, nie wiem, jakieś takie zdanie, które specjalnie było dla ciebie ważne. Tu na przykład powołam się na Teresę Budzisz-Krzanowską, która mówi, że to Wajda powiedział jej. pozwolił jej przez swoje uwagi, przez swoją relację z nią na scenie być sobą. Mówił, ty nie graj, ty bądź sobą. I ona mówi, że to było dla niej szalenie ważne, to dało jej zezwolenie na to. Zresztą on miał bardzo specyficzne sposoby mówienia, Mówił nie graj jak blondyn, graj jak brunet. Co by to nie miało znaczyć, to jednak coś znaczyło. [59:28.73 → 59:29.65] C: Zęby i do przodu. [59:30.01 → 59:32.35] A: To Małgorzacie Braunach zdaje się mówił. [59:32.53 → 59:34.63] C: Stanisławie Celińskie. [59:34.71 → 59:46.27] A: A Braunach mówił prosto i do przodu. I już było jasne. I ona to sobie zapamiętała na całe życie. Nie wiem co to znaczy. Graj prosto i do przodu, ale ona wiedziała dobrze. A pan? [59:48.50 → 01:03:11.50] C: No ja tu jestem w kłopocie, dlatego że najpierw powiem tak, kiedy w czasie jednego ze spotkań pan Andrzej po prostu zapytał mnie, które ja osobiście jego filmy uważam za ważne, to bez namysłu wymieniłem wszystko na sprzedaż, ziemię obiecaną człowieka z żelaza, człowieka z marmuru i tatarach i bardzo żałuję, że nie zdążyłem dorzucić mu do tej listy panie z Wilka, Natomiast mówię, o tyle jestem w kłopocie, bo całe lata filmy Andrzeja Wajdy odbierałem jako widz. Natomiast po pracy nad tą książką pewne sceny, których wcześniej nie dostrzegałem, stały mi się bliskie z zupełnie niespodziewanych powodów. Ja przywołam tutaj dwa przykłady. Pierwszy to jest moment, scena, kiedy Maja Ostaszewska, filmowa Anna w filmie Katyń, jest w domu rosyjskiego oficera, której pomagał, radzieckiego oficera i stoi przy piecu i z nim rozmawia. I ta scena przy piecu wzięła się stąd, że w scenariuszu zapisane to było jako rozmowa przy stole. I Andrzej Wajda na planie mówi do Maji Ostaszewskiej, wie Pani, ja chciałbym, żeby w tej scenie Pani stała przy piecu. Ale dlaczego Pani Andrzeju? Ja w ogóle tego nie czuję. Ja chciałbym, żeby Pani tak stanęła, bo pamiętam, jak w czasie wojny moja mama tak stawała przy piecu. I to, było dla mnie o tyle magiczne, że gdzieś w tym konkretnym filmie Andrzej Wajda przemycił ślad siebie, swoich własnych wspomnień. Pozornie niezauważalna scena dla mnie nabrała nowego jakby sensu, nowego znaczenia. A druga taka scena to jest w Ziemi Obiecanej. Jest mianowicie taki moment, kiedy po całonocnej, mówiąc kolokwialnie balance, Wojtek Przaniak i Borowiecki, Olbryski wracają do mieszkania, które wspólnie mieszkają. I jest taki moment, kiedy Borowiecki na kanapie na kilkanaście minut może przysypia, takich filmowych kilkanaście minut. To jest bardzo krótka scena. Max Baum się mu przygląda. Borowiecki nagle się budzi, gotowy rzeźki do działania. To też jest Andrzej Wajda. Andrzej Wajda, który całe lata był znany na planie z tego, że potrafił zasnąć w dowolnym miejscu, w dowolnej pozycji, potem na fotelu drzemka. Tak, drzemka taka energetyczna. Początkowo trwająca 15 minut, czasem troszkę dłuższa pewnie z wiekiem i potem budził się i energicznie wracał do pracy, robimy, gotowe ujęcie, następna scena. Też taka drobna, prywata, która się przeniknęła do filmu. Wtedy dla wtajemniczonych, mam nadzieję, że teraz już nie do końca dla wtajemniczonych, dzięki tej książce. [01:03:13.24 → 01:05:19.74] A: Z tymi drzemkami dobrze sobie zapamiętać. Napoleon podobno też tak miał, że krótka drzemka, 40 mrugnięć powieką i człowiek gotów do działania. Ja nie miałam takich spotkań jak Panowie z Andrzejem Wajdą, ale jedno pamiętam bardzo. Związane było z jego rysunkiem ze złamaną gałęzią japońskiego drzewa, która została starannie podparta. I z tym zawsze kojarzyć mi się będzie postać Andrzeja Wajdy, który poświęcił temu rysunkowi w naszej rozmowie niespodziewanie dużo miejsca. Zresztą Anna Król, która jest kuratorką wystawy, którą mogą państwo w tej chwili w Centrum Spotkania Kultur oglądać z Mangi, która rysunkami Andrzeja Wajdy się opiekowała, zwraca uwagę na to, jak bardzo przywiązany był do szczegółu Andrzeja Wajda i jak to pozwalało mu na to, żeby zajmować się sprawami wielkimi. Ta złamana gałąź i ta jego uważność ogromna na to, żeby zwrócić uwagę, że ktoś się zajął czymś, co zamiast ściąć zajął się, dawała mu bardzo dużo do myślenia. Jeśli może mają państwo jakieś pytania do naszych gości, albo chcieliby państwo podzielić się swoją myślą na temat tego, co was zostawił Andrzej Wajda, to bardzo serdecznie prosimy. A jeśli nie, to jeszcze skorzystajmy z, jeśli jeszcze potrzebują Państwo chwili i czasu, to jeszcze skorzystajmy z obecności naszych gości. Proszę powiedzieć, pomysł na napisanie tej książki pojawił się, bo 90. rocznica urodzin mistrza się zbliżała, czy też z wyjątkowej, to nie jest pierwsza Pana książka biograficzna. Co takiego znalazł Pan w tej biografii? Jaki ślad, żeby się na to zdecydować? [01:05:21.80 → 01:08:14.06] C: I ta książka powstała z dwóch powodów tak naprawdę. Pierwszym powodem było słowa Krystyny Jandy, która powiedziała kiedyś, że to co się działo na planach polskich filmów, kiedy wspaniałe arcydzieła powstawały w bardzo trudnych czasach i ze względów politycznych i ze względów ekonomicznych, to trzeba Póki się da rejestrować te wspomnienia, bo za chwilę nie będzie tych, którzy je tworzyli, ale tych, którzy uczestniczyli w tym bezpośrednio i to mnie jakby zainspirowało. Stąd obecność w tej książce ludzi, których faktycznie już nie ma. Natomiast moja rozmowa z Elżbietą Czyżewską, z Edwardem Kłosińskim, z Więczysławem Glińskim, żeby wymienić tylko kilka nazwisk, Natomiast nie, absolutnie pretekstem nie były tutaj 90. urodziny Andrzeja Wajdy. Pretekst był bardzo prosty. W każdej z moich dotychczasowych książek gdzieś postać Andrzeja Wajdy się przewijała, czasami na pierwszym planie, czasami gdzieś w absolutnym tle, jak w książce, nie wiem, o Agnieszce Osieckiej czy o Krystynie Jancie. I ilekroć powracała postać Andrzeja Wajdy, zawsze padały te słowa przywoływane tutaj na początku, nasz film, my robimy, ponieważ to nie były książki o Wajdzie oczywiście, tylko czasami przekrojowe i pisałam o wielu różnych reżyserach. Była taka książka, w której pojawiały się postaci, nie wiem, Poleńskiego, Kawalerowicza, Kuca, Wajdy właśnie. Ten temat, my, nasz film, To wracał jak bumerang i pomyślałem w pewnym momencie, bardzo już wiele lat temu, że, że, że może warto spróbować się zmierzyć z tym tematem, że, że może pan Wajda to wcale nie jest taki pomnik, tylko wspaniały artysta, który realizuje się właśnie poprzez partnerstwo ze swoją ekipą. Może warto o tym opowiedzieć właśnie z ich perspektywy, nie z jego. I prace nabrały rozpędu w 2014 roku, jeszcze bez myślenia o Jubileuszu. I zaczęliśmy intensywnie pracować, kiedy już był wydawca, kiedy miałem silne wsparcie. Planowaliśmy tę książkę, tak szczerze mówiąc, na rok przyszły i do dzisiaj nie wiemy dlaczego nagle poczuliśmy wiosną, że musimy się śpieszyć. I tak nie zdążyliśmy. [01:08:15.22 → 01:09:30.60] A: O to, że to jest nasz film, to jest bardzo często, to się przeja, przebija właściwie we wspomnieniach wszystkich, w wypowiedziach wszystkich aktorów, wszystkich twórców. Ale też oni wszyscy zastanawiają się. Ciekawa jestem, jakie jest pana zdanie. I ciekawa też jestem, Leszku, jakie jest twoje zdanie, bo wprawdzie nie pracowałeś na takim poziomie z Andrzejem Wajdą, ale może wyczułeś to w inny sposób. Jak to jest, kiedy Andrzej Wajda pojawia się na planie? To się zdarzało we wszystkich filmach, ale zdaje się w Panna Spilka w sposób specjalny. I powtarza, i to często powtarza, no ja nie wiem, jaki ja film robię. No ja nie wiem, co ja dalej mam robić. No ja nie wiem, co mam dalej robić. I wtedy nagle wszyscy rzucają mu się z radami i z pomocą. I teraz jest pytanie, czy to polegało na tym, że wyzwalał w aktorach taki moment twórczy, bo doskonale sam wiedział, co ma robić. czy też rzeczywiście nie wiedział, co dalej, natomiast był tak genialnie skonstruowany, że potrafił z tego, co pojawia się w danym momencie, ułożyć ciąg dalszy historii. Na podstawie tych wszystkich opowieści, których pan wysłuchał, co pan myśli? Bo to powtarzają właściwie niemal wszyscy aktorzy. [01:09:32.04 → 01:10:26.24] C: Na pewno to była częściowa kokieteria. To na pewno. On wiedział, co chce osiągnąć, ale myślę, nie zawsze wiedział jakimi środkami, tak powiem. I objawiało się to w ten sposób, że jemu niezwykle było potrzebna jedna podstawowa rzecz, zobaczyć to wszystko w działaniu. On nie widział filmu w głowie na etapie scenariusza, czy na etapie lektury opowiadania. Trzeba pamiętać, że na przykład do Tataraku, czy w bardzo dużej mierze do Ziemi Obrycanej, tam nie było scenariusza. I tam były egzemplarze książek z odręcznymi uwagami Pana Andrzeja, z zakreślonymi scenami i dialogami. I to był dla niego Pan wyjście. On czasami nie, nawet nie sięgał po scenariusz. [01:10:26.34 → 01:10:37.26] A: W przypadku Ziemi Obiecanej to nawet nie był egzemplarz książek, książki z tego co wiemy, co zresztą kiedyś tutaj twórcy w teatrze opowiadali, to były luźne kartki i to nie było ich zdaje się zbyt wiele. [01:10:37.76 → 01:11:55.49] C: Dokładnie. I po prostu to wszystko się tworzyło na planie. Jakąś scenografię mu zawsze przygotowywano, ale ona nie zawsze znajdowała się w filmie. On się potrafił wejść na plan, zachwycić jakimś elementem, jakimś szczegółem, czymś, co Bietnemu scenografowi troszkę wywracało daną koncepcję. Trzeba było reorganizować się leciutko. I tu niezawodna była Barbara Petsilesicka, bo kiedy on sobie wymyślił nagle, nie wiem, chce scenę, nie na dworcu kolejowym, ale na rampie, na jutro na siódmą rano. Ona odpowiada, dobrze, będzie, ale nie na siódmą, tylko na jedenastą. Nie ma sprawy. I on też musiał zobaczyć to, co się dzieje w akcji. I dlatego mówię, że to była kokieteria, bo on trochę prowokował tych aktorów do działania. Widział, co się dzieje, jaką drogą ci aktorzy chcą podążać. I to w książce to pięknie określa Anna Polony. On dostawał ciasto, ale te rodzynki to już były jego. Kiedy on to już sobie modelował tak, z tego co dostał, modelował to po swojemu. [01:11:57.01 → 01:12:26.20] A: Mam nadzieję, że państwo mi wybaczą, i Andrzej Wajda też, to co w tej chwili przyszło mi do głowy, ale pomyślałam sobie, że to jest dowód, jeszcze jeden z dowodów bycia geniuszem. bo tak jak myśliwy, który idzie na polowanie, nie biega po polanie, to tu, to tam, bo ma taką koncepcję, tylko idzie po śladach. Patrzy na nie, jest uważny i wtedy zdobywa to, o co mu chodzi. [01:12:26.78 → 01:14:40.51] C: Ale muszę jeszcze też dodać, że były dwie takie osoby w jego życiu, które oczywiście oprócz jak małżonki, oprócz Pani Krystyny, która bardzo duże niewątpliwie miała wpływ na stronę jakby plastyczną, wizualną jego filmów, którym Pan Andrzej Wajda bezgranicznie ufał i czasami potrafił się bardzo daleko wycofać. O tym nie, to nie jest powszechnie wiadome i bardzo precyzyjnie zrealizować wizję, do której zainspirowały go te dwie osoby. Myślę tutaj o Agnieszce Holland. Z Agnieszką Holland od momentu człowieka z marmuru, on się konsultował nieustannie przy każdym swoim filmie, aż do Wałęsy. Do tego stopnia, że kiedy szukano materiału na Wałęsę, to powstał scenariusz niezrealizowany Agnieszki Holland, jakby równolegle do scenariusza Janusza Głowackiego. Życie, czy, czy Żywot Danuty W to się nazywało. Czyli z Agnieszką Holland, on był bardzo blisko. Doradzała mu, jeżeli mogła to osobiście, jeżeli nie, to korespondencyjnie, do Tataraku, do wcześniejszych filmów. Czasami potrafiła zaprotestować, Przy Korczaku powiedziała jasno, Andrzej, jeżeli wywalisz tę scenę, to postać ci się zrobi niezrozumiała. On z nią konsultował. I drugą taką osobą, może nie na tym pierwszym etapie, ale na pewno przy Tataraku, to jest Krystyna Jąda, która w Tatarach, to co Państwo być może mieliście okazję zobaczyć film Tatarak, Sło to jest wajdowskie, natomiast cała postać Pani Marty została zbudowana, wymyślona i przeprowadzona przez Krystynę Jandę. Pan Andrzej się nie wtrącał. [01:14:40.51 → 01:14:43.13] A: I napisana też w dużej mierze. [01:14:44.01 → 01:14:45.59] C: Ta część współczesna na pewno. [01:14:46.18 → 01:16:52.69] A: Zresztą to bardzo... Krystyna Yanda mówiła kiedyś, że przy okazji data Raku, że z kolei ten jej monolog genialny, który tam wybrzmiewa, nie powstałby nigdy w życiu, gdyby nie to, że pracowała z Andrzejem Wajdą. To jest rzecz tak szalenie intymna, że mogła to opowiedzieć tylko komuś bardzo bliskiemu. Jest fenomenalnym też dowodem wielkiej intuicji Andrzeja Wajdy to, że tak, przecież on nie od razu poprosił ją o napisanie tego monologu. Pracowało nad tekstem tym współczesnym do Tataraku bardzo wiele znakomitych nazwisk polskiej literatury i to wszystko jakoś się rozpływało. Andrzej Wajda czuł bez przerwy, że to nie to. To, że Pan wymienił akurat dwie kobiety, to chyba też nie jest przypadek, dlatego że W przypadku dyregenta było to specjalnie istotne, kiedy Krystyna Janta w końcu, kiedy Andrzej Wajda zauważył, że jest kobietą, została do filmu zatrudniona. On jej bez przerwy mówił, nie wychodź na pierwszy plan, to nie jest film o tobie. To jest film o męskiej relacji. Ty tu jesteś na drugim planie. Później się okazało w montażu, powiedział jej, wiesz, to właściwie jest film o tobie. Bo, jak mówi Krystyna Janta, Dziwnie się składało, kobiety zawsze odgrywały w jego życiu ważną, filmowym życiu, bardzo ważną rolę. I tu może bez znaczenia, ale przypomniało mi się, co kiedyś Krystyna Zachwatowicz mówiła chyba w takim filmie, który powstał na 60. bodajże urodziny Andrzeja Wajdy. Nie pamiętam nazwiska reżyserki, film powstał pod opieką Marcela Łozińskiego i tam zdaje się, Chyba, że coś mylę. Pani Krystyna Zachwatowicz mówi, ja? A niech mnie feministki tutaj wyklną, ale ja się wycofuję. Ja siedzę w domu, ja czekam, żeby przyszedł mąż, żeby miał cicho i spokojnie, żeby miał taką przystań. [01:16:53.23 → 01:16:55.25] C: Ja jestem taką japońską żoną, mówiła. [01:16:55.49 → 01:17:11.34] A: O, ja jestem taką japońską żoną. No efekt tego był taki, że Japońska żona miała dużo do powiedzenia. Wzajemnie się bardzo inspirowali. Leszku, czy chciałbyś coś dodać jeszcze do tej opowieści? [01:17:11.60 → 01:18:21.77] B: Znaczy tu wszystko, mi się zdaje, że dużo padło i przybliżyliśmy postać pana Andrzeja Wajdy, ale jest też jeden taki moment. Teraz mi przyszedł, jak pan mówił, o paru sytuacjach. Andrzej Wajda też był pod wpływem i szanował innych artystów, żeby nawet zabiegać o to, żeby zdokumentować filmowo ich pracę. Myślę tu o Tadeuszu Kantorze, kiedy realizował Umarłą Klasę. Nikt się tego by nie podjął i zdawałoby się, że ci dwaj twórcy powinni być na dwóch biegunach, każdy swoje. a on jednak, to jest gest z jego strony, że chciał utrwalić to, co przeżył. A więc ta umarła klasa dla niego była godna tego zauważenia, żeby taki film powstał i powstał. Oczywiście, co jest ciekawe, ten film także jest filmem Wajdy, bo Wajda przeniósł w plener te działania. One się nie zdarzyły w klasycznych ławkach, tylko po prostu zostały wzbogacone i Kantor się na to zgodził. A więc jest to taki przykład, że nie o sobie tylko myślał, ale jeżeli przeżył czyjąś sztukę, to nawet taki hołd w postaci takiego filmu złożył. To może tylko tyle. [01:18:22.67 → 01:18:33.65] A: Czy ktoś z Państwa chciałby dołączyć do tej rozmowy, zadać pytanie gościom? Gdyby Pan zechciał sekundę poczekać, Ania da Panu mikrofon, dobrze? [01:18:42.03 → 01:18:48.71] B: Ja bym chciał się zapytać, czy pan w rozmowach z Andrzejem Wadą wiedział coś, czy pan Andrzej miał propozycję np. wyreżyserowania [01:18:48.71 → 01:18:50.53] C: filmów w Stanach Zjednoczonych i czy w [01:18:50.53 → 01:18:52.99] B: ogóle zainteresowany taką propozycją? Dziękuję bardzo. [01:18:54.55 → 01:20:03.35] C: Nawet jeżeli taka propozycja by padła, on zdecydowanie by jej nie przyjął. On się źle by czuł, realizowując film niezwiązany w jakiś sposób z Polską. Nie w polskim języku, nie na swoim terenie. To, że on realizował film, kilka filmów w Europie, tak się po prostu złożyło. Chciał bardzo zmierzyć się z Błuchakowem, o którym realizacji w Polsce nie było absolutnie mowy. Mówię tutaj o jednym z najmniej znanych filmów Wajdy, Piłat i inni. Dlatego zrobił go w Niemczech. Chciał się zmierzyć z Dantonem, którego zrealizował w Teatrze Powszechnym w Warszawie jako wybitne przedstawienie. I tego Antona miał realizować w Polsce, w Krakowie. Kraków miał udawać Paryż i tylko sytuacja polityczna sprawiła, że ten film, który już był w zaawansowanej fazie przygotowań, został w całości przeniesiony do Francji. nie mógłby zrealizować absolutnie filmu w Stanach Zjednoczonych. [01:20:03.49 → 01:20:11.05] B: Nawet jak dziękował za Oscara, to tylko po polsku powiedziałby mi, że tylko w tym języku może wyrazić to, co czuję. [01:20:14.45 → 01:20:45.71] A: Ktoś z Państwa jeszcze? Swoją drogą, pewnie Panów też ciekawi, jaki miałby być ten film jeszcze jeden? Pan J. Wajda oczywiście miał plany. na robienie kolejnych filmów i to nie była żadna kokieteria. Miał plany, ale nie chciał ich zdradzać, choć w jednym telewizyjnym wywiadzie mam wrażenie, że byliśmy świadkami zupełnie niechcący tego, jak rodzi się pomysł na pewien film, ale o tym może za moment. [01:20:47.61 → 01:21:45.67] C: Pan Andrzej zawsze miał swoją listę pomysłów i projektów, które chciałby zrealizować. więc nigdy się już niestety nie dowiemy, o który projekt z tej listy chodziło. Powidoki, które za chwilę wejdą do regularnej dystrybucji, były na tej liście co najmniej dekadę, więc absolutnie nie podejrzewam, że powidoki i koniec, i zostało coś jednego. Michał Kwieciński, producent Andrzeja Wajdy, wspominał, że kiedy zapadła decyzja, że pan Andrzej pójdzie do szpitala na początku października, bo choroba zaczęła się rozwijać w troszkę niepokojącym kierunku, ostatnie słowa pana Andrzeja, zanim zniknął gdzieś tam w pokoju szpitalnym, do własnego producenta były, przeczytam ten scenariusz, na pewno do jutra przeczytam. [01:21:48.78 → 01:24:35.50] A: Tak rzeczywiście, on od lat miał wiele projektów, o których było głośno, natomiast może nie umknął Państwu taki krótki wywiad, który był może bez specjalnego znaczenia. Gdzieś przy jakiejś okazji, to było w tym roku, kilka dziennikarek, Januszek dookoła Andrzeja Wajdy, rozmowa na bardzo różne tematy i w pewnym momencie któraś z nich powiedziała, Jakby prowadził bloga, to mógłby to zdjęcia, albo robili sobie zdjęcia, to mógłby to zdjęcia wrzucić do siebie na bloga. I pan Andrzej Wajda zapytał, co to takiego ten blog? I zaczęła się rozmowa na ten właśnie temat. Młode dziewczyny zaczęły tłumaczyć, jak wygląda dzisiaj internetowy świat i jaką siłę mają takie właśnie na przykład blogowe informacje. I ja nawet kilka razy cofnęłam sobie to nagranie, bo zobaczyłam w oczach Andrzeja, pana Andrzeja Wajdy, On się tym naprawdę zainteresował. W pewnym momencie rzucił nawet niby żartem, to blogera powinienem w takim razie uczynić nowym swoim bohaterem, a później natychmiast zmienił temat. Nie dlatego, że przestał o tym myśleć. Mam wrażenie, że tak znakomite wyczulenie Andrzeja Wajdy na czasy, w których żyje, na to, co należy zrobić w danym momencie, Przykładów na to są setki, ale na przykład takim przykładem jest serial, najpierw teatralny, później telewizyjny, z biegiem lat, z biegiem dni. Przypomnijmy, że ten serial powstał w latach 70. w krakowskim Teatrze Starym, tuż po odejściu, po śmierci Konrada Swinarskiego, gdzie grano wielki repertuar, wielkie role, gdzie śmierć wielkiego reżysera, właściwie ojca tego teatru spowodowała, że to wszystko się załamało i było na najlepszej drodze do upadku. I Andrzej Wajda mówi, a teraz zrobimy sobie obyczajowy serial. I wszyscy krzyczą, nie. Anna Polony, której on proponuje, żeby zagrała dulską, jest obrażona na początku, no bo jak to można? A potem nagle się okazuje, że Andrzej Wajda po prostu wymyślił to w sposób absolutnie fenomenalny. Bo nie tylko cały ten projekt cieszył się fenomenalną popularnością, ale przede wszystkim zintegrował na nowo zespół Teatru Starego. Im się na nowo zaczęło chcieć grać. Trzeba było takiej intuicji, żeby pomyśleć o czymś, co jest skrajnie inne od drogi, która tutaj szła. I tak sobie pomyślałam, że oglądając ten krótki wywiad, że być może ten następny film dotyczyłby świata, którego nie znał, czyli świata internetu i bloger mógłby być tym głównym bohaterem. [01:24:35.94 → 01:25:20.20] C: To nie jest jedyna jego wypowiedź, która sugerowałaby, że myślał o czymś w tym kierunku. W powidokach, bo Bogusława Lindę otacza cała grupa młodych, młodziutkich aktorów na początku swojej drogi, jeszcze nie mających własnych wyrobionych nazwisk i on był pracą z nimi zachwycony, on czuł, że oni mu dają energię i myślał, na pewno myślał o jakimś projekcie, czy to byłby projekt współczesny, nie wiemy, czy, czy, czy projekt historyczne, bo do historii go ciągnęło go najbardziej. Nie wiemy, ale chciało coś dla tych młodych i z tymi młodymi zrobić. [01:25:23.55 → 01:25:39.28] A: Panowie, bardzo wam dziękuję. Leszek Mądzik, Bartosz Michalak, nasi dzisiejsi goście. W FUAJE Teatru są książki pana Bartosza Michalaka, nie tylko Wajda Kronika wypadków filmowych, ale także poprzednia. [01:25:39.62 → 01:26:18.20] C: Zatrzymani w kadrze, to jest mała historia polskiej sztuki operatorskiej poprzez dziewięciu, nie powiem najwybitniejszych, ale dziewięć bardzo znaczących postaci sztuki operatorskiej od Jerzego Lipmana do Pawła Edelmana i powiem jako ciekawostkę, że jak się pierwszy raz właśnie przy okazji tej książki do pana Andrzeja zwróciłem o kilka słów, on mnie zapytał, a o kim pan pisze. Zacząłem wymieniać nazwiska, i przy siedmiu z tej dziewiątki i on tylko mówił, pracowałem z nim, pracowałem z nim, pracowałem z nim. [01:26:18.68 → 01:26:34.62] A: Książki więc Foyer, autor książek. Razem z nami można poprosić o autograf. Może to być książka z autografem dla państwa w prezencie, dla kogoś w prezencie. Bardzo panom dziękuję. Państwu niezwykle dziękuję za tak liczną dzisiaj obecność.
Bitwa o kulturę. Andrzej Wajda: ślady
„Trzeba w życiu bardzo dużo rzeczy zrobić, żeby po śmierci ze dwie, trzy zostały”, mówił Andrzej Wajda. Zostały po nim nie tylko dzieła, które zapisały się w historii kina i teatru. Jakie ślady pozostawił w życiu tych, którzy spotkali go na swojej drodze? Na to pytanie odpowiedzą: Leszek Mądzik, reżyser, scenograf, założyciel Sceny Plastycznej KUL i Bartosz Michalak, autor wydanej w październiku tego roku książki „Wajda. Kronika wypadków filmowych”.
Grażyna Lutosławska