Bitwa o literaturę. Hłasko revisited
Wróćopis wydarzenia
Wydarzenie transmitowane on-line na stronie http://video.teatrstary.eu/. Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego.
Prowadzenie: Łukasz Drewniak
Goście: Radosław Młynarczyk, Krzysztof Varga
Co wiemy, a czego jeszcze nie wiemy o Marku Hłasce? Czy pisarz potrzebuje nowej lektury, nowych krytycznych wydań? Jakie miejsce zajmuje dziś w historii polskiej literatury? Czy wydanie “Wilka” zmieni spojrzenie krytyków i czytelników na Hłaskę?
Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Osobowości” na antenie Radia Lublin w każdy poniedziałek o 20:00.
Cykl „Bitwa o literaturę” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.47 → 02:23.37] A: Dobry wieczór Państwu, Łukasz Drewniak. Witam w kolejny wtorek w Lubelskim Teatrze Starym. Bohaterem tego odcinka, tego naszego dzisiejszego spotkania jest Marek Hłasko. Wydawałoby się, że wiemy o nim wszystko, że jego legenda jest już odpowiednio umiejscowiona w historii literatury polskiej, że wiemy, jakim kluczem otwierać jego życie, jego twórczość i nagle Jak w dobrym thrillerze zdarza się coś niespodziewanego. Pojawia się reflektor z innej strony. Pojawia się element, który nie pasuje do układanki. Każe nam być może przewartościować wszystko, co wiemy o pisarzu. Albo po prostu tylko wzbogacić jego portret o nieznaną dotąd odnogę twórczości. I tak chyba dzieje się teraz z Markiem Hłaską. Pretekstem tego spotkania jest ta książka. Marek Hłasko, Wilk. Czyli nieznana, odnaleziona w archiwach. powieść pisarza, wczesna powieść pisarza. I o Marku Hłasce, jego życiu, twórczości, o tej książce porozmawiamy dzisiaj z Krzysztofem Wargą, pisarzem. Zapraszam bardzo. Krzysztofie, witam. I Radosławem Munarczykiem, odkrywcą powieści Wilk. Panie Radosławie, zapraszamy. Siedajcie panowie. Fragmenty Chciałbyś powiedzieć nowej powieści Marka Hłasko, przeczyta pan Marek Szkoda, który jest z nami tutaj. Te fragmenty, ta lektura podzieli nasze spotkanie na trzy części, dwa fragmenty wybraliśmy. do tego spotkania. Tutaj oprócz Wilka, może ułożę w ten sposób, żeby Państwo widzieli okładkę, przyniosłem także chyba bardzo stare już wydanie utworów wybranych Marka Hłaski z czytelnika, takie zaczytane właściwie, bardzo źle klejone jak na tamte czasy. Właściwie połowa naszych bibliotek chyba Krzysztofie, z tamtego czasu, tak jak klejone, tak, ono się rozpada na oddzielne kartki po lekturze, po powrocie do tej książki. I to chyba był taki, okolica roku 1985-1986, kiedy chyba nasze pokolenie spotykało się z Hłaską jeszcze raz. [02:23.63 → 02:24.17] B: 1989. [02:25.71 → 04:11.37] A: Drugie wydanie, bo to jest niekoniecznie pierwsze. Wtedy ja przynajmniej pierwszy raz z drugim zabiciem psa się zetknąłem dopiero w tych utworach zebranych. Ale do czego zmierzam, bo... Nie wiem, czy prawdziwe jest stwierdzenie, że każde pokolenie miało swojego chłaskę, że inaczej czytano go w połowie lat 50., kiedy debiutował, był wtedy innym głosem dla tamtego pokolenia, inaczej już po jego śmierci, po roku 69., inaczej potem, jak można było wznawiać jego książki w Polsce, czyli po 85. roku chyba, o ile pamiętam, po tym drugim pogrzebie, inaczej w latach 80., ciekawe, czy inaczej teraz. I czy to jest taki pisarz, powiedzcie mi panowie, jako badacz i pisarz? Czy to jest taki autor, który spełnia rolę literatury inicjacyjnej? Czytamy go raz i on nam przestawia spojrzenie na świat, na literaturę. Czy raczej jest to ktoś, kto powraca? Po kolei każda kolejna książka jest kolejnym krokiem we wtajemniczenie. Czy może czytamy go w pewnym momencie życia hurtem? pojawiające się książki Szandora Maraja, kiedy dostajemy nagle cały dorobek węgierskiego pisarza i pochłaniamy to w gigantycznych ilościach i już jest jakiś świat, jest jakaś literatura, jest inne spojrzenie. Jak było w waszym przypadku z Markiem Hłaską? Należycie do różnych generacji, różny moment wchodzenia w tę literaturę. Lata 80., 2000, któreś, późne. Panie Radosławie, jak pan się spotkał z Markiem Hłasko? Chyba zawsze bardzo ważny jest ten pierwszy moment wejścia w jakąś narrację, w jakiś krąg językowy i wyobrażeń danego pisarza. [04:12.55 → 05:22.17] C: Ja się z nim spotkałem na studiach dopiero, więc chyba dosyć późno. I to też nigdy mój stosunek do twórczości Hłaski nie był osobisty, tylko raczej z perspektywy badania tej literatury albo jakiś popółczyn badania, bo nie ukrywajmy, moje doświadczenie jest dosyć skromne, ale faktycznie z tych dwóch opcji czytania masowego i powracania to raczej było czytanie masowe. Oczywiście klasycznie pierwszy krok w murach od deski do deski 4-8-10 razy i później reszta odkrywanie w zasadzie kolejnych faz, kolejnych etapów, kierunków, w których ta twórczość ewoluowała. Szczególnie twórczość emigracyjna, która w moim odczuciu jest, jeśli nie diametralnie, to na pewno dosyć grubą kreską oddzielona od tej twórczości krajowej. Nie wiem, to chyba już wyczerpuję. [05:23.00 → 05:26.04] A: Myślę, że na razie tyle. Krzysztof Warga. [05:27.12 → 06:03.90] B: Oczywiście moja perspektywa jest odmienna, dlatego że ja nie jestem badaczem. Jestem co prawda polonistą, ale czytałem chłaskę w liceum i na studiach właściwie nie był to już autor, po którego bym specjalnie sięgał, a czytałem w liceum, bo to było czytanie generacyjne, to było pokoleniowe. Wtedy się czytało takich autorów. Była moda na chłaskę, była moda na stachurę, którego to stachury zresztą akurat nigdy nie lubiłem, była generalnie rzecz biorąc pewna moda na tak zwanych kaskaderów literatury. Było takie określenie, wtedy to Jan Marks chyba niejaki pierwszy to wyłożył. [06:04.18 → 06:05.16] C: Chyba Edward Kolbus. [06:05.40 → 07:58.10] B: Może, ale on w każdym razie, no Marks napisał książkę nawet, kaskaderzy literatury. No w każdym razie czytało się tych kaskaderów. Trzeba to widzieć w pewnym kontekście również epoki. To była powiedzmy mniej więcej połowa lat 80-tych. Świat nawet namalowany przez Hłaskę, wykreowany w pięknych dwudziestoletnich, wydawał się o wiele bardziej atrakcyjny niż ten świat, który istniał w połowie lat osiemdziesiątych w tej peryloskiej szarzyźnie. Więc czytało się Hłaskę oczywiście w sposób, użyję tu brzydkiego słowa kultowy. To znaczy, że to był autor kultowy, należało czytać Hłaskę. I bardzo ważną rolę odgrywał ten cały autoraż. Ta kreacja, prawda, tego buntownika, niepokornego pisarza i tak dalej, to było atrakcyjne. To samo było w przypadku Stachury, który przecież był atrakcyjny dlatego, że jakoby jeździł tam, znaczy jeździł z tą gitarą gdzieś, prawda, spałby legdzie i tak dalej. Ja myślę, że później przyszedł czas pewnej demitologizacji tego typu autorów. Dla mnie na przykład Mamy rozmawiać o Hłaskach, ale jeszcze ostatnie słowo o Stachurze. Biografia Stachury, która się całkiem niedawno ukazała, pokazywała jakby inne, zupełnie oblicze Stachury, czyli raczej kogoś, kto był narcystycznym, osobą narcystyczną, egotyczną, zakochaną w sobie i nie znoszącą jakiejkolwiek krytyki. Natomiast dla mnie pewien rodzaj dementologizacji chłaski nadszedł bardzo niedawno, w momencie opublikowania przez Agorę listów chłaski. Kiedy portret stał się odmienny, ja nie czytałem chłaski przez wiele lat, no bo jakby mam to samo wydanie, czy pierwsze, czy drugie, nie pamiętam, w równie fatalnej kondycji. [08:00.10 → 08:02.04] A: Woktamów nie doniosłem, bo się rozsypują. [08:02.12 → 08:27.03] B: Tak, rozklejone, rozsypane. I na dobrą sprawę przez wiele lat chłasko czytelniczo u mnie nie funkcjonował. Wróciłem do chłaski w momencie przeczytania tych listów, kiedy zobaczyłem, że to nie jest ten facet z kameralnej, prawda, z legend, z knajpy kameralna, który wyobrażaliśmy sobie jak ten chłasko swetrze w skórze, wchodzi, daje w mordę komuś, prawda. wypija wódkę i nie wiem, i wszystkie [08:27.03 → 08:29.89] A: kobiety... Chodzi z kobietą, a rano pisze opowiadanie. [08:29.93 → 10:26.83] B: Tak, tak, dokładnie. Więc to jest taki, że to był taki jakby... Ja nie chcę używać słowa polski James Dean, bo nie znoszę tego porównania. No ale ktoś w rodzaju, nie wiem, Charlesa Bukowskiego, powiedziałbym, tak? Czyli wódka, kobiety, mordobicie i tak dalej. I to tworzyło pewien nim wokół niego. Natomiast lektura listów była dla mnie doświadczeniem dojmującym. Dlatego, że ukazała mi pisarza sponiewieranego jakoś duchowo, człowieka rozchwianego, uzależnionego psychicznie od swojej matki. Dlatego, że te listy do matki są wstrząsające zupełnie. To znaczy, to jest zagubiony chłopiec, rozdygotany, który łasi się właściwie o matczyną miłość. a wnioskujemy z tej lektury, że matka jest dla niego surowa bardzo. Więc wydaje mi się, że dobrze, że ten chłasko wraca i możemy go czytać już inaczej. Natomiast niechaj ostatnim dowodem na tą poza literacką famę chłaski, tą jakąś jego legendę właśnie, takiego niezależnego rozbójnika, Będzie to jedna z ulubionych anegdot, kiedy ukazał się z biur opowiadań Andrzeja Stasiuka przez rzekę. Na okładce był Stasiuk tam palący papierosa i pojawiły się oskarżenia, że Stasiuk pozuje na chłaskę. Czyli, że właściwie nie odwoływano się do pisarstwa Stasiuka, że on na przykład pisze jak chłasko, no bo nie pisze jak chłasko, ale że ponieważ na zdjęciu był taki z petem w ustach, z zmrużonymi oczami, to że on udaje chłaskę. Czyli był pewien taki wzorzec chłaski, z którym żyliśmy przez lata i on się teraz właściwie dzięki ostatnim publikacjom zmienia. [10:27.62 → 11:21.91] A: Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy tym micie chłaski, wizerunku jaki mieliśmy w głowach. Nawet interpretując tak to zdjęcie Stasiuka, o którym wspomniałeś. Jak było z tą czarną legendą chłaski? Czarną w sensie człowieka z dołu, który od kierowcy, złodzieja, chłopaka wyrzucanego ze szkół pracującego od 16 roku życia chyba gdzieś na jakichś zapadłych miejscach wśród robót. ludu pracującego przechodzi do literatury. A jednocześnie pije, jednocześnie jest uwodzicielem na gigantyczną skalę, mówi rzeczy niepokorne. Czy za to odpowiadał sam Hłasko, który jakby pisał swoje życie, formował jednak kształt literatury, czy raczej to wynikało z zapotrzebowania epoki, że w momencie, kiedy przełamuje się stylizm, jest potrzebny ktoś taki? Panie Radosławie, panie Krzysztofie? [11:22.22 → 12:46.05] C: Zmarły niedawno Andrzej Czyżewski, kuzyn Marka Chłaski, w zasadzie tydzień temu zmarły, poświęcił dużą część swojego życia od śmierci matki Chłaski odczernianiu, odbrązowianiu tej złej legendy, tej właśnie legendy pisarza barowego, który przy kieliszku wódki na serwetce pisze opowiadanie. Właśnie z lektury listów, no i też nie ukrywam, z prywatnych rozmów z panem Czyżewskim, muszę troszkę pozostać arendownikiem właśnie takiego spojrzenia na chłaskę, że to przede wszystkim to, jeśli już mówimy o Stachurze, to życiopisanie Stachury tak w swoim czasie rozdmuchane przez krytyków dotyczyło również chłaski, tylko że dekadę wcześniej. On genialnie pozował. Jest taka anegdota w kalendarzu i klepsydrze Konwickiego, w której do domu pracy w Oborach przychodzi Hłasko i odgrywa scenę, jakoby przed chwilą urodziło mu się martwe dziecko. Konwickiej tę grę natychmiastowo rozszyfruje i Hłasko widząc w oczach Konwickiego, że nie ma już co grać, rezygnuje z całej gry. Myślę, że ta anegdota jest świetnym przykładem na to, że sam Hłasko siebie tworzył. [12:46.25 → 13:08.73] A: Po co to robił? Do czego mu to miało służyć? Gdyby to dzisiaj robił, rozumiem, że gra z mediami, chce się zająć jakimś miejsce w popkulturze. Mamy początek lat 50. Zupełnie inne realia, opresywny system. Po co mu te pozy, te gry, performancy, nawet byśmy dzisiaj powiedzieli, jak w tej anegdocie, której pan powiedział, są potrzebne? To było potrzebne do dobrego startu? [13:10.21 → 14:15.36] C: Myślę, że to było potrzebne do jakiegokolwiek startu. Chłaste w starcie pomógł Igor Neverlik. popchnął bazę sokołowską do druku, tylko że wydaje się, że kłasce to nie wystarczało. Teoretycznie, my wiemy, my znamy kłaskę takiego właśnie lumpenproletariusza, który awansował z niżni społecznych, co też nie jest prawdą, bo przecież pochodził z domu inteligenckiego i to, że skończył tylko, bo bodajże szkołę nawet nie zawodował, tylko jakieś tam studium, W każdym razie miał 16 lat kiedy skończył naukę i jego decyzją było zostanie kierowcą i otaczanie się właśnie w środowisku takich żeby nikogo nie obrazić może prostych brutalnych mężczyzn twardzieli twardzieli tak być może mu to imponowało bo sam w głębi serca był w zasadzie delikatnym tak jak tu Pan Krzysztof powiedział o zależności na temat matki Chłopca. [14:15.36 → 14:40.13] A: Czy on tak przypomina mi się taki przykład Waszka Kani, chyba takiego czeskiego autora, czy czechosłowackiego autora Brygady Szlifierza Karchana, który podobno był robotnikiem, który napisał klasyczny, socjalistyczny utwór o pracy w fabryce, walce, tam z bumelantami, współzawodnictwie pracy. Czy Chłasko bał się wrzucenia w taki schemat autora słusznego w tamtych czasach, który pisze zgodnie z linią wytyczoną dla literatury? [14:40.13 → 17:17.57] B: Myślę, że nie. Mi się przypomina to chyba W pana przedmowie do wydania krytycznego Wilka jest ta scena, to chyba do Neverlego tak przychodzi chłasko i ma jakieś palce utytułane w smarze, prawda, że i tak jakieś zapazuchy gdzieś wyciąga, jakiś maszynopis. Czyli to była też gra, jestem prostym chłopakiem, po prostu prostym z życia, ja piszę z życia, tu jak jest. Jestem, no, krygowanie się jakieś. Natomiast dobrze, że pojawiło się to hasło gra z wizerunkiem. Bo widzimy jak bardzo różna jest gra z wizerunkiem czasa chłaski, a dzisiaj na przykład, dzisiaj się gra z mediami swoim wizerunkiem, na fejsie, gdzieś tam w pismach kolorowych, niekolorowych. Wtedy można było właściwie grać tylko w środowisku tak naprawdę, prawda? To wszystko było do pewnej ograniczonej liczby ludzi skierowane. To było, ja podejrzewam, że Andrzejewski były uwiedzione właśnie tym młodym, prawda, zbuntowanym chłopakiem. Przypominam sobie listy, właśnie z tego zbioru listów do Andrzejewskiego, prawda, kiedy on się wykręca od jakiegoś tam romansu homoseksualnego, że mówiąc, że Andrzeju, kocham cię nad życie, prawda, ale jednak nie mogę, rozumiesz i tak dalej, więc to, to, to, Z jednej strony to wydaje mi się, mówię intuicyjnie dosyć, była kreacja środowiskowa na tego twardziela w skórze, ta kameralna, mordobicie i tak dalej. Z drugiej strony na pewno jakaś tam gra ze środowiskiem, tym jakimś zetelpowskim nazwijmy to, czyli ludzi, którzy jedyni mogli otworzyć mu drzwi do jakiejś kariery, prawda? Czy to Igor Neverliczy, Czandrzejewski, czy nie wiem, powiedzmy Iwaszkiewicz, no to to były figury, które były po prostu ważne. Wtedy nie robiło się kariery literackiej jak dzisiaj. To zależało od pewnych urzędników, cenzorów, funkcjonariuszy itd. Więc dzisiaj ta kreacja, zresztą wydaje mi się, że akurat dzisiaj kreacja typu chłaski by nie przeszła jakby. Mogłaby być uznana za obciachową w pewnym sensie. Ja nie widzę żadnego autora dzisiaj, pisarza współczesnego, który swój wizerunek by budował na tej zasadzie, że wpada tam do jakiejś knajpy, daje komuś mordę, wypija szklankę wódki i wychodzi z najładniejszą dziewczyną. Mamy takie kreacje medialne, No już tak karykaturalne jak Witkowskiego, czy bardzo sprytne kreacje Szczepana Twardocha. To jest wszystko bardziej zniuansowane i skierowane... [17:17.57 → 17:20.37] A: Jeszcze Szostak, czyli Dandy z filozofii. [17:20.39 → 18:16.68] B: Danel, prawda? Czyli to są inny typ. Dzisiaj nikt właściwie z tych pisarzy, którzy świadomie kreują swój wizerunek, nie używa tego modelu chuligana, tak naprawdę chyba. Raczej prędzej właśnie Dandysa, kogoś osobnego, ale też raczej dobrze... Jak na przykład czytałem dzienniki Twardocha, przeglądałem dzienniki Denela, które wyszły parę miesięcy temu oba, to charakterystyczne dla mnie było to, że oni często mówią, piszą tam, że siedzieli powiedzmy we Florencji, jedli prosciutto, popijali winem takim i takim, To jest dandystowskie. Tam nie ma sytuacji pod tytułem chlaliśmy wódę przez całą noc, a później poszliśmy się bić. To jest zupełnie inny wizerunek i dla mnie to zderzenie jest strasznie ciekawe. Dobrze widać jak zmieniły się czasy. [18:17.66 → 18:26.14] A: Pamiętam swoją pierwszą taką inicjacyjną lekturę, pierwszego kroku w chmurach, czylicznej dziewczyny, najważniejsze słowa na świecie, takie trzecie. [18:26.29 → 18:26.57] B: Naszego życia. [18:26.64 → 18:56.31] A: Naszego życia. Takie trzy opowiadania i pamiętam, że miałem chyba 15-16 lat, jak mi tak łuski spadały z oczu, że jak wyglądają naprawdę relacje męsko-damskie, jak oszukańczy jest świat, jak podły, okrutny i tak dalej. Czy wtedy, w tej połowie lat 50-tych, Czy rzeczywiście ta literatura tak funkcjonowała, że ona się przedzierała na drugą stronę tej fikcji surrealistycznej, tego zakłamanego społeczeństwa, czy raczej wizerunek pisarza, buntownika był najważniejszy dla ówczesnych czytelników? Jak pan to ocenia? [18:57.45 → 19:16.17] C: Oj, chyba literatura. Mówimy o roku 1956, gdzie w zasadzie chyba już od Matki Królów wszystko zaczęło się powoli sypać w tej takiej wykreowanej przez Szczecin 49 wizji literatury... Może powiedzmy, [19:16.25 → 19:25.95] B: chodzi o zjazd w Związku Literatów Polskich w 49 roku w Szczecinie, że zadeklarowano oficjalnie socrealizm jako jedyną słuszną strategię pisarską. [19:27.99 → 21:15.06] C: No więc właśnie i w zasadzie, kiedy Hłasko wchodził, to chyba nie było tak mocnego głosu sprzeciwu ze strony pokolenia. Dwa lata później wszedł Marek Nowakowski z podobną literaturą. Chwilę później Stanisław Czycz. Natomiast też trzeba zaznaczyć, że pierwszy krok w chmurach, ani ósmy dzień tygodnia, ani cmentarze, nawet następny do raju, to nie jest literatura wolna od manipulacji socrealistycznej. No to trzeba myślę, że jasno powiedzieć, bo Stawianie chłaski w całkowitej opozycji do socrealizmu jest w moim przekonaniu błędem, ponieważ był to chłopak, który faktycznie, kiedy zaczął pracować jako kierowca i kiedy tworzył pierwsze teksty, między innymi Wilka, co zresztą widać z samej lektury Wilka, wierzył w, jeśli nie ideały, to przynajmniej niektóre postulaty socrealistyczne. Aż tu nagle przychodzi 56 rok. Zresztą opowiadania ukazywały się już w prasie w 55. I w opowiadaniu Budujemy most to opowiadanie figuruje w rękopisie pod tym tytułem. Weszło do tomu pod nazwą Robotnicy. Ci robotnicy wcale nie cieszą się, że budują most. Chcą jak najszybciej skończyć. Jest tam zimno, plucha. są przymuszani do tej roboty, nie ścigają się, żeby zrealizować jakieś centralne plany. Więc myślę, że to była w pewnym sensie jakaś zmiana pokoleniowa i to bardzo drastyczna. [21:15.93 → 21:49.34] A: Czytelnicy dostrzegali wtedy te niuanse i odstępstwa wobec zadekretowanej formuły, czy raczej widzieli tylko sprawy emocji? Jest on, ona i koniec iluzji. Te pierwsze opowiadania, czy ósmy dzień tygodnia, są właściwie obejściami o miłości, o miłości cynicznej w strasznym świecie, który dyszy nienawiścią, jest pełen przemocy, jest opętany brutalnym seksem. Prawdziwa miłość tak naprawdę nie istnieje. Czy to było takie wyznanie wiary pokolenia, że w wsiałym świecie nic nie jest możliwe? [21:49.48 → 24:19.46] B: Trudno mi powiedzieć czy tamtego pokolenia, czyli ludzi, którzy czytali chłaskę w latach 50-tych czy 60-tych, bo ja mogę mówić tylko za siebie, gdy czytałem go w latach 80-tych. Ja myślę, że to co działało na ludzi z mojego pokolenia, to była właśnie mieszanka liryzmu z brutalnością. I w istocie to, że młodzi ludzie muszą iść gdzieś w krzaki, żeby tam uprawiać miłość, to z dzisiejszej perspektywy pewnie wydaje się dziwne, ale wtedy oczywiście były problemy mieszkaniowe i tak to wyglądało. I ja myślę, że Ta brutalność, która występuje u Hłaski jeszcze bardziej wydatnia jego, powiedziałbym, wrażliwość i liryzm. Bo tak naprawdę to są, dla mnie to były zawsze bardzo opowiadania dosyć liryczne, tak naprawdę. Trochę momentami wyciska czołez. Ja myślę, że ja nie wiem jak bardzo świadomie Hłasko balansował na tej granicy tworząc twój wizerunek też wrażliwego twardziela, czyli to połączenie jakiejś brutalności, przemocy, cynizmu z takim bardzo lirycznym obrazem pierwszych uniesień miłosnych, emocjonalnych itd. Być może on też Znowu tutaj Pan Radosław jest badaczem, ja to czysto intuicyjnie mówię, czy on uciekał w cynizm też, żeby po prostu nie polecieć już trochę kiczem, czy takim tanim sentymentalizmem, że on się pewnie też za tym cynizmem, jakąś brutalnością chował w pewnym sensie jako autor. Ale akurat te teksty bardzo dobrze działały w klimacie lat osiemdziesiątych, kiedy mimo, że minęło trzydzieści lat od ich napisania, to one wtedy były na pewno aktualne. Ja myślę, że teraz rzeczywiście nadchodzi pewien renesans Hłaski, dlatego że on... Bodajże Piotrek Bratkowski przyznał się, że jego syn, który ma 18-19 lat, odkrył chłaskę nagle. To znaczy, że dla pokolenia dzisiejszych 18-20 latków chłasko może być atrakcyjne. Tak jak nie był atrakcyjny przez lata 90. [24:20.84 → 24:25.87] A: Słów nie przez temat społeczny, tylko temat Miłosty inicjacyjne? [24:25.99 → 25:06.87] B: Tak, właśnie społeczny, ale jakoś właśnie taki tak, tak, miłosty, osobisty, inicjacyjny i tak dalej. Ja myślę, że chłasko po prostu nie pasował do Polski po transformacji. Natomiast dzisiaj może być dla nastolatków, którzy żyją jednak, wchodzą w dorosłe życie w czasach ogromnej niepewności, również związanej z przyszłością, pracą, i tak dalej, to jakoś może być atrakcyjne. I te ostatnie publikacje, czyli Listów i Wilka, jakby otwierają nam nowego chłaskę i na nowo możemy go odczytywać. [25:07.47 → 25:49.89] A: Jeszcze, Panie Radosławie, czy Chłasku ukrywał się w tych swoich wczesnych opowiadaniach, bo tak wróciłem niedawno do, właśnie przed spotkaniem, do ósmego dnia tygodnia i tam postać Grzegorza, tego pijącego na umór po brata Agnieszki, głównej bohaterki tego opowiadania, pijącego, bo odeszła od niego kochanka, mężatka, posiadająca dzieci. Obiecała, że przyjdzie, nie wraca. W związku z tym nie śpi. Cierpi na bezsenność. Czeka na nią. Czeka i pije. Agnieszka wyciąga go z kolejnych knajp. Ja widzę jakiegoś chłaskę w tym. Czy to rzeczywiście on się ukrywał w tych wczesnych opowiadaniach? To jest pisane z doświadczeń? Czy raczej jako takie bomby obyczajowe rzucane w tą fałszywą moralność połowy lat pięćdziesiątych? [25:51.09 → 27:40.45] C: Nie ryzykowałbym tu autobiografizmu. Natomiast biografizm jak najbardziej. Faktycznie postać Grzegorza można identyfikować z Hłaską, który sam był w takiej sytuacji. Słynna Wanda z tytułu jednego z bardzo wczesnych opowiadań. To była właśnie mężatka. To była mężatka, ich romans trwał z przerwami niemal trzy lata. Hłasko nawet się chciał żenić z nią. Także myślę, że cierpał z własnych doświadczeń. Tak z doświadczeń z pracy jak i osobistych. Skąd miał wiedzieć, znać te wszystkie niuanse. Przecież nie mógł się tego wszystkiego domyślać. Mógł ewentualnie obserwować świat, w czym był chyba świetny, jeśli nie genialny, ale także z własnych doświadczeń. Zresztą takich drobnych Smaczków autobiograficznych jest wiele, np. postać Stefana Kamińskiego z Sonaty Marymockiej, takiego skromnego, nieśmiałego, zdezorientowanego pomocnika kierowcy. To zdaniem Andrzeja Czyżewskiego właśnie autoportret Hłaski. Zresztą następny Doraju to przecież jego w zasadzie wspomnienia z pracy w bazie w Bystrzycy Kłodzkiej przy zwożeniu drewna. Także myślę, że możemy dopatrywać się tutaj inspiracji własnymi przeżyciami, natomiast nie wprost, bo to jest bardzo niebezpieczne. Zawsze kiedy identyfikujemy autora z postaciami kreowanymi przez niego, jest to dosyć ryzykowne i w ten sposób właśnie tworzą się takie czarne legendy. [27:41.36 → 28:03.98] B: Dlatego, że biografii w pewnym momencie stał się w Polsce takim jednym z głównych wytrychów do odczytywania literatury niestety, że zawsze w literaturze szukano jakby pierwowzorów. Uważano, że wszystko jest jakoś tam autobiograficzne. Napominam o tym dlatego, że sam mam takie doświadczenia. [28:05.76 → 28:22.95] A: Przy różnych książkach. Jeszcze o jednej sprawie powinniśmy powiedzieć, chyba dotyczącej biografii Hłaski, zanim przejdziemy do Wilka, kiedy ukazali się piękni dwudziestoletni. To jest taka opowieść o życiu Hłaski właściwie. [28:23.95 → 28:24.63] B: Ale kreacja. [28:24.65 → 29:39.05] A: Ale kreacja, zmyślenie właśnie. I tam jest fragment, w którym on przede wszystkim protestuje przeciwko doszukiwaniu się w jego twórczości, w jego stylu naśladownictwa Hemingwaya i Folknera, Steinbecka, wszystkich wielkich amerykańskich pisarzy. Tłumaczy raczej, że w okresie wrocławskim, że on czytał tysiące książek, od Dostojewskiego właściwie wszystkich. I ten jego styl, jak rozumiem, uformowałby się wtedy. Czy może jest inna teoria, że on z tym prostym, prostym, jasnym, do dzisiaj klarownym, świeżym, młodym stylem przyszedł zupełnie skądinąd, z tych baz transportowych, z tej ulicy. Jak Panowie czujecie? Gdzie jest miejsce, w którym do pisarza przychodzi język, przychodzi fraza? Przecież one są, przynajmniej te trzy opowiadania, które tu wymieniliśmy, ósmy dzień, tygodnia, są nieprawdopodobnym też manifestem językowym, takiego klarownego, jasnego mówienia, tak jak mówi ulica, tak jak mówią młodzi ludzie, prostego opisywania świata i słuchania i podsłuchiwania świata. Skąd ten język do niego przyszedł? Czy rzeczywiście z literatury, jak sugeruje? Czy ta druga podpowiedź jest równie frapująca, z ulicy, z życia? [29:39.85 → 29:41.37] B: Ja myślę, że trzecia odpowiedź. [29:41.76 → 29:42.50] A: Jak by brzmiała? [29:42.64 → 31:25.76] B: To znaczy, że wszystko. Wydaje mi się, że autor, pisarz siłą rzeczy na początku zawsze jest pod wpływem jakiejś literatury. Nieświadomie. Nie mówię tutaj o świadomym kopiowaniu czy nawiązywaniu. Ale przecież lektury się osadzają w głowie w jakiś sposób. I gdybym miał oczywiście odpowiadać na takie proste pytanie Hemingway, Faulkner i tak dalej, to bym wiedział, że na pewno nie Faulkner. Dlatego, że literatura Faulkner jest bardzo gęsta. stawiające ogromny opór. Jeszcze może opowiadania Faulknera ze względu na krótszą formę są bardziej przystępne, ale w ogóle fraza Faulknera jest bardzo gęsta, trudna, nieprzystępna, męcząca. Może już bliżej tego Hemingwaya, zwłaszcza że tutaj widzielibyśmy pewne pokrewieństwo w kreacji również. bo Hemingway był też facetem, który się kreował po prostu straszliwie zupełnie na twardziela myśliwego, te wojny wszystkie, picie rumu, bicie się i tak dalej, więc to jest może ta ścieżka w jakiś sposób. Natomiast wydaje mi się, że w pisarzu, który zaczyna pisać, a później jakby ten rodzi się, bo dlatego, że stylu pisarza rodzi się jakoś, nie od razu. On się rozwija, on się w pewnym momencie jakoś cementuje. Ja myślę, że tutaj wpływ ma też zarówno lektury, jak i to, nazwijmy to, życie codzienne, uliczne, podsłuchiwanie, podglądanie. Czytał Dostojewskiego, prawda? No to też nie jest Dostojewski, jak czytamy chłaskę. Więc ja myślę, że to jest taki mix. [31:25.78 → 31:38.70] A: Pominęła takie tajne lektury Gombrowicza z tych wydań pamiętnika z okresu Udojrzewania i Ferdydurkę przedwojennych, takie zaczytane, pożyczane na godziny. Mówi o wielkim wpływie, że to była ważna lektura. [31:41.03 → 33:03.34] B: Gombrowicz nie był raczej pisarzem, który by chodził po ulicach i podsłuchiwał język. On mógł chodzić po ulicach w zupełnie innym celu. Jakichś tajemnych przygód, powiedzmy. Natomiast to nie był autor, który by się wsłuchiwał w to, co ludzie mówią na bazarze czy w barze. Podobnie właśnie Faulkner, to byli pisarze gabinetowi. Przepraszam, że może to jest depresjonujące jakoś. Są pisarze powiedzmy gabinetowi właśnie, którzy tworzą tą swoją frazę, bardzo ją rzeźbią, kunsztownie, utrudniają czytelnikowi często lekturę specjalnie i są pisarze nie gabinetowi tylko autobusowo-tramwajowi powiedzmy, którzy jeżdżą, chodzą, podsłuchują, podglądają, jakoś nasiąkają tym wszystkim. Więc stąd wydaje mi się, że Chłasko był po prostu takim bardzo dobrym, nie wiem, magnetofonem, który nagrywał sobie w głowie po prostu to, co widział, słyszał. No i właśnie te jego doświadczenia, ta pracy, nie wiem, jako kierowcy, prawda? I ta chęć, to znaczy ja myślę, że Pan Radosław tutaj będzie to lepiej wiedział, no ale on jakby ciągnął do tych ludzi także, żeby z nich wyssać jakoś. literacko pewną materię. [33:04.04 → 33:05.14] A: Panie Radosławie. [33:06.24 → 35:16.39] C: Ze wszystkim się zgadzam, w związku z czym dorzucę tylko skromną jakąś tam akademicką cegiełkę. Zgadzam się przede wszystkim z tym, że był świetnym słuchaczem, no bo przecież on języka, które mamy w Wilku, tych często frazy, które już w czasach powojennych wyszły z mody, których się nie używało, na przykład Ferfaldi-Klaczkes, które znaleźć można jedynie w przedwojennych słownikach, On to wszystko podsłuchał na Marymoncie, na którym się nie wychował, więc nie mógł tego znać. Tak jak mówiłem, on był z domu inteligenckiego. Matka go trzymała bardzo krótko, dbała o to, żeby uczęszczał do szkoły, żeby nie wychodził za długo na podwórko, żeby nie zadawał się z podejrzanymi typami. Co na marginesie mówiąc, zrobił, bo chodził na ten Marymont, słuchał tego języka, chodził do pracy i ten język przelewał na na karty powieści i opowiadań. Natomiast jeśli chodzi o warsztat, o warsztat i lektury, bibliotekę Hłaski, no to zdecydowanie i z całą pewnością będzie to Steinbeck. Chociażby dlatego, że dwaj mężczyźni na drodze, to jest w zasadzie sparafrazowane... Myszy i ludzie. Myszy i ludzie. Tak jest. Skrócone do formy krótkiego opowiadania. Natomiast Hłasko nawet nie starał się zmienić ani krzty fabuły. Z tym, że w dwóch mężczyznach na drodze nikt nie zabija małego szczeniaczka, jak to było w myszach i ludziach. Natomiast tam zdaje się ginie mysz, czy może teraz dokładnie nie pamiętam, w każdym razie też jakieś małe zwierzątko. Więc Steinbeck byłby tu w zasadzie i Dostojewski, którego podobno Hłasko cytował Biesy całymi ustępami, byłby takim twardym dowodem na to, że faktycznie Hłasko się na nich wzorował, Jeśli chodzi o Hemingwaya, to przede wszystkim świetnie pisane przez kłaskę dialogi, wykorzystywane także przez filmowców, bo napisał dialogi do bodajże czterech czy pięciu filmów, niekoniecznie opartych na własnych nowelach. Także podobnie jak Hemingway był świetny w tworzeniu partii dialogowych. [35:17.13 → 36:13.47] A: Powiedzieli się panowie, że np. z tych pięknych dwudziestoletnich on podrzucał fałszywe tropy. gdy mówił o swojej przeszłości. I tak jak wracałem teraz do lektury tych jego quasi wspomnień czy wspomnień, zwróciłem uwagę na fragment, kiedy on mówi, że każdy do młodych autorów Każdy z was powinien przez jakiś czas popracować dla tajnej policji, aby wyrobić sobie styl i jasność myślenia. Książki trzeba pisać tak jak donosy, pamiętając przy tym, że głupio napisany donos może zniszczyć przede wszystkim ciebie. Tutaj sugeruje, że pracownicy UB pojawiali się w jego życiu, jak pracował na tych zajezdniach, żeby donosił i tak dalej. Czy to jest prawda? Czy on rzeczywiście ustawiał się tak nisko, żeby Mówił, że nie biorę za nic odpowiedzialności. Kłamałem, bo bardziej winny jest system, który pozwalał mi kłamać. Kradłem, bo do tej sytuacji przymusił mnie system. Czy to też kreacja, na użytek tej książki? [36:14.03 → 36:16.11] C: Niebezpieczny temat na dzisiaj. [36:16.13 → 36:17.79] A: No właśnie dlatego go troszkę ruszamy. [36:18.63 → 37:03.92] B: Natomiast niebezpieczne to jest to przede wszystkim, że kiedy w moich czasach licealnych czytało się chłaskę, to właśnie pięciu dwudziestoletnich czytało się bezkrytycznie. Wydaje mi się tak, czyli nie widziało się tej całej, całej kreacji Hłaski, tego, że to jest proza, że to jest wymyślone. Tak, czyli widziano w tym dokument czasów, autoportret, autobiografię. I to jest sukces oczywiście Hłaski, że udało mu się wmówić paru pokoleniom pewnie. Dopiero po latach, przynajmniej ja dostrzegłem, że to mamy do czynienia z bardzo sprytną kreacją. Właśnie nie pamiętam, czy w pięknych dwudziestoletnich. [37:06.26 → 37:09.04] A: Jakiś wątek, że literatury nauczył go kapitan [37:09.04 → 37:10.87] B: Barwiński, który zaprosił go. [37:10.87 → 37:14.98] A: Potem pojawiają się panowie w czarnych płaszczach, znikają, on się przeprowadza. [37:14.98 → 37:24.33] B: Pamiętamy słynną anegdotę o jego wizycie w willi Broniewskiego. na ulicy Dąbrowskiego, jak to się popili, prawda, Broniewski się upił. [37:24.53 → 37:26.27] A: Dzwonił do Uberze. [37:26.33 → 37:48.09] B: Tak, jego sposiadł chyba Broniewskiego. Ostrzegła chłaskę, że pijany Broniewski dzwoni po ubecję właśnie i chłasko przez okno gdzieś wyskakiwał i uciekał. Prawda? Czy to zdarzenie miało miejsce? Czy pan wie coś na ten temat, czy to jest czysta legenda, czy w istocie coś takiego miało miejsce? [37:48.73 → 38:13.31] C: Na pewno przez chwilę był chłasku kimś w rodzaju sekretarza Broniewskiego, kiedy Broniewski komponował jakąś kompilację swoich wierszy, utwory, nazwijmy je wybranymi. Natomiast co do tej anegdoty nie mam żadnego potwierdzenia. Jeśli chodzi o kontakty z ubecją, to jedyna potwierdzona informacja jest taka, że faktycznie pułkownik, ale Różański. [38:14.07 → 38:17.19] B: Słynny pułkownik, ten słynny oprawca Różański. [38:17.19 → 38:48.89] C: Tak, tak, oprawca zdaje się między innymi... Brad Borejszy. Tak, Brad Borejszy. Chciał go zwerbować. Był wtedy, zdaje się, kierownikiem Państwowego Instytutu Wydawniczego, więc miał jakieś tam możliwości. Natomiast z tego, co mi przekazał Jeszcze raz tu się powołam na Andrzeja Krzyżewskiego. Chłasko unikał tych kontaktów i jeżeli o czymś rozmawiał, to wymyślał, zmyślał, konfabulował, podawał jakieś zdawkowe informacje. [38:48.91 → 38:53.03] A: Czyli jednak trening pisarski. Ćwiczenia z fikcji. [38:53.43 → 38:59.11] C: Myślę, że tak. Nie szedłbym aż tak daleko z tezą, że go UB nauczyło literaturę. [38:59.25 → 39:00.35] A: To oczywiście żart. [39:01.25 → 39:23.95] C: Chyba, że jakiejś życiowej zdolności wyślizgiwania się z trudnych sytuacji. Natomiast w Izraelu był inwigilowany. I oczywiście posuwamy się do przodu, ale jest potwierdzona informacja, że w Izraelu był inwigilowany. Nie pamiętam teraz nazwiska tego tajnego współpracownika, natomiast trwało to ładnych kilka lat. [39:24.83 → 39:41.97] A: Myślę, że teraz za chwilę pojawi się pierwszy fragment z Wilka. Tylko musimy mieć, Panie Radosławie, wprowadzenie. Czyli jak to się stało, że Hłasko napisał tę książkę? Dlaczego nie została wydana? W którym okresie? Dlaczego nie została wydana? I jak Pan na ten trop wpadł? [39:43.63 → 43:25.57] C: W telegraficznym skrócie. Hłasko napisał Sonatę Marymonską w 1952 roku. Została ona odrzucona przez Bogdana Czeszkę. jako niedość doskonała. Hłasko sonaty zaczął poprawiać, ale doszedł w pewnym momencie do wniosku, że to jest jednak nie, że coś tu nie gra, że w tej sonacie może czegoś jest za dużo, czegoś jest za mało. W każdym razie latem 53 roku, bodajże w czerwcu, w sprawozdaniu skierowanym do Związku Literatów Polskich, w którym Hłasko, którym to sprawozdanie Hłasko Próbował przedłużyć sobie stypendium twórcze. Zdaje relacje ze swoich prac mówiąc, że porzucił pracę nad pewną powieścią i postanowił przenieść jej akcję do czasów dwudziestolecia międzywojennego i opowiedzieć historię proletariatu i KPP. No i to jest połowa 53 roku. Chłasko zaczyna pracę nad Wilkiem. Prace trwają mniej więcej z tego, co wiemy z listów, których jest naprawdę niewiele, między innymi do Jerzego Andrzejewskiego. w których pojawiają się konkretne sceny z Wilka, prace trwają do połowy 55 roku, a przynajmniej w tym czasie trop się urywa. Zachowały się trzy redakcje Wilka. Każda prezentuje jakiś postęp twórczy. I dlaczego nie został wydany? No cóż, no tego nie wiemy. Być może po prostu nie spodobał się Wilk, literacko samemu Hłasce stwierdził, że tak podobnie jak Sonata Mary Mącka, to nie jest to. Lepiej czuje się w krótkich formach i zaczął pisać już nowelę z pierwszego kroku w chmurach. Po drugie, zbliżał się już klimat odwilży i już nie trzeba było zawierać w swoich utworach pierwiastków sosrealistycznych, a przynajmniej nie tak nachalnie, jak jest to miejscami w Wilku. No i to są w zasadzie takie dwie, być może nawet trzy najmocniejsze hipotezy, dlaczego to nie wyszło, a być może po prostu został odrzucony, na pewno został odrzucony przez czytelnika albo Iskry już nie pamiętam, w którymś z tych wydawień spracowała Wanda Leopold i Zofia Hoffmanowa. Być może pracowały po prostu Ale zaliczkę wziął z Iskier. Zaliczkę wziął z Iskier, to prawda. W 1954 roku wziął zaliczkę. Miał oddać tekst w grudniu, no ale tekstu nigdy nie oddał, wymawiając się, że ciągle pracuje. W każdym razie pracę zarzucił. Natomiast ja na Wilka trafiłem w Ossolineum. Zupełnym przypadkiem, ponieważ wiedziałem, że w Ossolineum są trzy redakcje Sanaty Marymonskiej i chciałem po prostu się im przyjrzeć, zobaczyć czym się różnią, być może dowiedzieć się czegoś o chłasce. No i wśród co na tym Aramonckim znalazłem Wilka i to też w trzech egzemplarzach. No i to było w zasadzie dziełem przypadku, że na niego trafiłem. Dziełem jeszcze większego przypadku, a może jeszcze większego szczęścia było to, że Andrzej Czyżewski wyraził zgodę na jego publikację. Początkowo dość sceptycznie nastawiony, przyznał mi we wrześniu ubiegłego roku, kiedy Wilk wyszedł nie wiem, pewną słuszność, rację, że faktycznie wydanie Wilka miało sens, bo rzuciło nowe światło na właśnie na twórczość. [43:25.57 → 43:39.67] A: Postawmy tu kropkę, zaraz wrócimy jeszcze do analizy tej książki, interpretacji momentu, w którym ona się ukazuje. Zapraszam, przeczytajmy pierwszy fragment. Powieść dzieje się na Marymoncie, w warszawskim Marymoncie, pod koniec lat 30. [43:45.48 → 53:36.64] D: Tu, na tej ulicy, wśród domków bajkowych, bo prawie każdy wyglądał jak tamten ze złej bajki o kurziej łapce i zaginionych sierotkach, urodził się Ryszard Stanisław Lewandowski. Mieszkała sobie na piaszczystym Marymoncie dziewczyna. Dziewczyna średnia. Ani za bardzo ładna, ani za bardzo brzydka. Ot, po prostu dziewczyna. Chciałoby się powtórzyć za kimś nijaka. W tej nijakości było jednak coś, Co upodobał sobie szczególnie, też nijaki, Stanisław Lewandowski z zawodu furman, też z Marymontu. Chłopak, jak to mówią, po wojsku i niczego waty. Upodobał sobie, widać bardzo, bo nie tracąc czasu poszedł w konkury. Konkury to też wiadomo, kino u Ciecha, aż na Złotej Ulicy, gdzie wyświetlano dla ubogich filmy o bogatych, nieszczęśliwych ludziach, w słoneczną pogodną niedzielę, wirująca kolorowa karuzela w lasku pod młocinami, huśtawki zapierające dech, woda sodowa z malinowym sokiem po dwa grosze za szklankę i wspólne pięciominutowe zdjęcia na tle olejnych wodospadów, pustyń i pałaców o przedziwnym zaiste wyglądzie. Jechali więc na te młociny pękatym parostatkiem nabitym spoconymi ludźmi po ostatnią możliwą szparkę. Statek sapał, trzeszczał i jęczał brudnym kominem, jakby mu wszystkie swoje troski ludzie maremonccy powierzyli. Koło biło ciężko o wodę. Lewandowski i dziewczyna stali oparci o burtę, wpatrzeni w przewalające się pod nimi zielonkawo-mętne fale. Milczeli. Statek sapał, ludzie wzdychali z gorąca, toczyła się szeroko rzeka. Od czasu do czasu ręce ich spotykały się nieśmiało na mosiężnej poręczy. Mała dłoń dziewczyny i mocna, korowata dłoń Lewandowskiego, upiększona na małym palcu artystycznie wykonanym sygnetem, przedstawiającym trupią czaszkę przebitą w poprzek sztyletem, wzdłuż krzyżem i na dobitce strzałą. Zmiankowany sygnet stanowił pamiątkę z czasów wojskowych i przedmiot szczerej zazdrości kolegów. Dłonie leżały na barierze. Dziewczyna spuszczała wtedy oczy, Lewandowski dzialsko chrząkał, a rzeka, cóż, rzeka szumiała. Po godzinie jazdy wyspa krótkiego szczęścia. Młociny. Wesołe miasteczko. Harmider kolorów. Wesołe miasteczko dla smutnych ludzi. Krzyczące magikami, człowiekiem wężem lub dziewicą piłą. A pod karuzelą rzyga jakiś słaby żołądkowo, który nie wytrzymał tempa. Chodzą ze swymi pannami żołnierze, obejmując je nisko lewą ręką, bo prawa musi być stale gotowa do daszka. Przy strzelnicy z napisem ćwicz oko i dłonie będzie wojczyzna obronie, młodzi ludzie z fantazją składają się do pryskających butelek i szybko wyskakujących znikąd zajączków ze smutnymi mordkami. Przed gabinetem śmiechu, czyli tysiąca luster, stoi chudy facet o zapijaczonym wyglądzie i proponuje wszystkim, aby się z siebie pośmiali za 20 groszy. Nieco dalej przekrzykuje go inny. Przekrzykuje piskliwym falsetem, który w niezrozumiały sposób dobywa się z ogromnego jak śmietnik magistracki brzucha. Proponuje przerażenie wywołane widokiem kobiety bez głowy, czy też głowy bez kobiety. Przerażać się można za jedyne 25 groszy. Dziewica piła. Stara baba z wełnianą ondulacją przegryza pięciocalowe gwoździe. Dalej medium, czyli kobieta fatalna. Szwędają się na tarczywe pstre cyganki z taliami kart. Daj powróżyć, daj rączkę, szczęście zobaczę. Dzień świąteczny, parny i tłumny. Kolorowe, zwiewne sukienki, mundury. Głowy w kapeluszach i bez. Rude, jasne i ciemne. Przy bufecie, gdzie sprzedają słodycze i różności, dwóch panów bije się laskami po głowach i gdzie popadnie. Trzeci mistrzowskim ruchem ujmuje za szyjkę butelkę po piwie. Trzask. Policja, protokół, komisariat. Lewandowski z dziewczyną szli dalej, gdzie na dechach rżnęła do tańca strażacka orkiestra. Słońce błyszczało w mosiężnych instrumentach. Wirowali z zapałem w sztajerze, w poleczce i kołysali się w smętnym tangu. Co wieczór w tej tawernie uwodzi mnie misternie. Nachylał się do ucha dziewczyny, ale zagłuszały go wrzeszczące trąby. I potem, już za ostatnią złotówkę, największa atrakcja. Papuga z zakrzywionym nosem i kolorowymi piórkami, smętnie stercząca na Katarynce. Ptak mądry i uczony, z zamorskich krajów. Serce skore do kochania, poznasz bruneta urodzonego pod znakiem Saturna, wstrzeż się zawistnej kobiety o czerwonych włosach, szczęśliwy dzień, wtorek, szczęśliwy kamień, opal. Niedziela na młocinach mijała jak piosenka, Znowu wracali z zatłoczonym parostatkiem. Patrzyli na wczesne jesienne mgły, jak płynęły nisko nad wieczorną rzeką. Mieli wrażenie, że tam zostało coś lepszego, ale nieuchwytnego jak kolor wirującej karuzeli. Niedziela jak ładna piosenka, a jutro znowu. On na piątą rano do Lewańskiego, ona do olejarni na Gdańską. Coraz gęstsze były wieczorne mgły. Przybierały barwę mleka, zamazywały brzegi. Oblepiały zakopcony statek. Milczeli. Żółte światła przepływały bokiem. Syrena brzmiała, teraz słabo, bezbronna w białym tumanie. Skończyło się lato. Przepłynęło srebrnymi nitkami babiego lata. Przechlapała między opłotkami błotnista rozmazana jesień. Śniegami przewaliła się zima i znowu niebo rozlało wiosenną farbką. Przygarnęli wiosnę ludzie marymońscy. Zazieleniły się ogródki, jaskrawą zielenią krzyczały bielany. Rozpustna Maciejka pachniała wieczorami, nad łachą kumkały żaby, polne koniki ćwierkotały i nawet znana złośnica Kotrasowa mniej wymyślała mężowi. W końcu Stanisław Lewandowski, furman, powziął tak zwaną życiową decyzję. Wygląsował raz jeszcze kamaszę, Za słowem honoru, że nie przepiję, pożyczył od szwagra przykrótki garnitur i oświadczył się z fasonem na sztywno, z prawą ręką na drżącym sercu, według wzorów filmowych. Oświadczyny przyjęto i, jak to się mówi, Lewandowski został regularnym narzeczonym. Sygnecik z trupią czaszką przewędrował na inny palec. Papuga cholera miała nosa, bo pan Stasio był właśnie brunetem, postawnym jak ułan z pocztówki. Przyjemnie było popatrzeć, jak szedł tak z narzeczoną pod pachę wiosennym marymontem. On ze sztuczną powagą i ciągle w szwagrowskim garniturze, ona uwieszona u jego ramienia, zawsze z zerwaną gałązką akacji w ręku. Kocha, nie kocha, lubi, nie lubi, w myśli, w sercu, na ślubnym kobiercu, prawie zawsze wypadało na kobiercu. Szczęśliwa para kłuła niektórych w oczy. I zapewne przez tę zazdrość kobiecą sąsiadka Kotrasowa ostrzegała złowieszczo przyszłą małżonkę. Nie wychodź za niego, Pani kochana. Furman, a wiadomo, że każdy furman wypić lubi. Życie Pani zmarnuje. Wiem, bo moja siostra wyszła za furmana. Zresztą rób Pani jak Pani chce. Ja tylko tak, z dobrego serca, po sąsiedzku. Tu trzeba koniecznie dodać, że sama miała męża Garbusa. Był to maleńki człowieczek, wiecznie zatroskany i smutny, jakby wszystkie nieszczęścia świata dźwigał w tej swojej szkatule. Wbrew temu, co ludzie mówili o garbusach, nie był wcale złośliwy ani skryty. Przeciwnie, gardą się do każdego jak dziecko. Na ulicy nie był lubiany, mówili o nim złośliwie, że chłopski filozof. I mały człowiek przemykał skrycie podcinany złymi spojrzeniami. Sąsiad Kotras oprócz garbu miał jeszcze w majątku kłótliwą żonę i stojak szlifierkę do ostrzenia noży, który obnosił po mieście na swoich krzywych plecach i krzyczał noże, ostrze noże, nożyczki. Tak, furman? A pani chłop ma garba, powiedziała zagrożona w swoim szczęściu narzeczona, patrząc wrogo na tamtą. Sąsiadka Kotrasowa aż przysiadła pod ciężarem tego argumentu. Kotras był jej trzecim mężem. Dwa jej poprzedni z zaświatów cieszyli się jej szczęściem, a przede wszystkim nareszcie samotnością, bo Kotrasowa była babą dragoniasą, kłótliwą, nie do wytrzymania. Ale obydwaj byli prości jak parafialne świece, więc Kotrasowa chciała się nieboszczkami zasłonić jak tarczą. Zaraz jednak przypomniała sobie, że ludzie jej przypisują zasługę, że mężowie tak szybko odfrunęli z tego padołu, więc dała spokój. Powiedziała tylko nieśmiało, mój? Mój dopiero teraz dostał garba. Narzeczona patrzyła drwiąco. Właściwie to nie garb, tylko odnoszenia stojaka go tak skrzywiło. Narzeczona popatrzyła na jej włosy i przypomniała jej się przez troga papugi, ptaka mądrego. Wiadomo, że każda ruda jest fałszywa, pomyślała z satysfakcją. Ale się dobrali cholery, garbaty z rudą. Zazdrość i gangrenie, bo Stasiek jest jak róża w podłóg tamtego. [53:38.58 → 53:52.98] A: Dziękuję bardzo. Oczywiście emocje, jakie towarzyszą tzw. książkom odnalezionym są nieporównywalne, bo co innego czuliśmy chyba, kiedy Rita Gombrowicz ujawniła, czym jest Kronos tak naprawdę. [53:54.06 → 53:59.30] B: Kronos był absolutnym humbugiem. [54:00.14 → 54:19.70] A: A co innego czuliśmy, kiedy czytaliśmy pierwszy raz te słowa z lat 50., które nagle do nas wróciły? Czy to było takie sprawdzanie? Inny chłasko? Już słychać tego klasycznego chłaski. Co się zmieniło? Co jest innego w tej prozie w porównaniu z tym, co tworzy dzisiaj kanon chłaski? [54:23.10 → 54:57.21] B: Pan Radosław oczywiście jest w tej sytuacji, że to on to odnalazł, więc właśnie był pierwszą osobą, która miała z tym do czynienia. Ja o tym, że istnieje wilk, wiedziałem no ładnych parę miesięcy przed publikacją, bo Wiesiek Kuchański, szef iskier, mi powiedział o istnieniu tej książki i sam trochę miał ambiwalentne odczucia. Bo bał się, że nie wiem, czy zdradzam jakąś tajemnicę, ale przepraszam z góry, że czy on przypadkiem nie zaszkodzi chłasce jakby trochę. [54:57.33 → 54:59.87] A: A jak mógłby mu zaszkodzić? Jak książka może zaszkodzić? [54:59.87 → 55:01.67] B: Znaczy, czy pan zna te rozterki? [55:01.91 → 55:11.15] C: No cóż, no to czy wilk miał wyjść w Iskrach, czy gdzieś indziej było przedmiotem wielomiesięcznych dyskusji, czy w ogóle... Znaczy, [55:11.19 → 56:21.84] B: ja powiedziałem Uchańskiemu, jeżeli ty tego nie wydasz, to zaręczam ci. że zaraz znajdzie się wydawnictwo, które to wyda po prostu, bo to jest za duży tak zwany skup, żeby tego nie wydać. Więc dobrze, że pojawił się ten Kronos, dlatego że są dwie różne rzeczy. Kronos to jest zbiór jakichś notatek, który został sprzedany w otoczce odnalezionego arcydzieła. I to uważam za jeden z większych humbugów właśnie wydawniczych ostatnich lat. Natomiast Wilk pokazuje nam, innego Hłaskę zupełnie niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Ja uważam, że dobrze się stało, że Wilk został odnaleziony teraz, że nie był debiutem Hłaski. Dlatego, że myślę, że gdyby to był jego prawdziwy debiut, on by go upupił w pewnym sensie. Znaczy nie mielibyśmy, tak sobie wyobrażam, legendy Hłaski, tej legendy nonkonformistycznego pisarza w kameralnej, prawda? Autora pierwszego kroku w chmurach. Gdyby kariera chłaski zaczęła się od wilka, a nie od pierwszego kroku w chmurach na przykład, mielibyśmy zupełnie inny obraz chłaski i inaczej by się chyba kariera chłaski potoczyła. [56:22.74 → 56:27.34] A: Jak to już, jak gdybamy, to troszkę... Jakim pisarzem byłbym? [56:27.78 → 58:31.67] B: Czyste spekulacje, które są być może niesprawiedliwe. Ale gdyby się wtedy ukazał wilk, To być może pierwszy krok w murach by się nie ukazał na przykład, albo chłasko by wpadł w pewną pułapkę oficjalnego życia literackiego. Zacząłby być poklepywany po plecach przez towarzyszy ze Związku Literatów Polskich. Widzicie, rozumiecie dobrze, żeście napisali. To o Stalinie, te fragmenty, jak malują ten portret Stalina przepiękne. Wicie, chłasko, zdolni jesteście, to może byście napisali tutaj o Nowej Hucie teraz. Nie wiem, coś w tym stylu. I on mógłby się w to wkręcić. Zacząłby na przykład pisać produkcyjniaki jakieś. Więc bardzo dobrze się stało, że ten Wilk się wtedy nie ukazał, a teraz się ukazał. Natomiast nie chcę państwu powiedzieć, że uważam, że Wilk jest złą książką. Przede wszystkim pamiętać trzeba o tym, że to pisał 19-latek, czyli nieukształtowany jeszcze pisarz, a jednocześnie literacko momentami bardzo dojrzały. To jest świetne czasami. Zawsze o tym trzeba pamiętać, że to pisał nie pisarz 39-letni, 49-letni, tylko 19-letni, który jak widać miał ucho już i ucho i rękę. I dla mnie bardzo cenna jest przede wszystkim pierwsza część książki, czyli opis tej nędzy marymonskiej, bo pamiętać trzeba, że jednak II Rzeczpospolita miała takie miejsca jak Marymont. No tam było w II RP dużo nędzy, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli wykluczenia, niesprawiedliwości społecznej i tak dalej. Tam w istocie, gdzie się mniej więcej akcja dzieje, to są dzisiaj osiedla bloków Ruda, Marymont Ruda i Marymont, tam jeszcze Potok. To chyba tam, prawda? To się wszystko dzieje, gdzie te wielkie blokowce z lat bodajże siedemdziesiątych stoją. Natomiast wtedy to, to w istocie i to jest fantastycznie opisane. Zupełnie. [58:31.81 → 58:33.89] A: To chyba nie jest opis świata, który Chłasko znał. [58:33.93 → 58:42.49] B: No nie, to jest praca, jak rozumiem, archiwisty w pewnym sensie, prawda? Dlatego, że on tam jeździł, chodził, oglądał. [58:42.55 → 58:44.39] A: Archeologa obyczaju może coś takiego. [58:44.39 → 59:24.14] B: Tak, ale rzecz się dzieje mniej więcej w 37-38 roku. Tam się pojawia rozwiązanie KPP, więc możemy umiejscowić to historycznie, a on to pisał Niecałe 20 lat później, jakby po tych wydarzeniach opisanych, ale przede wszystkim po wojnie już, w innej sytuacji, prawda? Więc to tylko nie jest dystans dwóch dekad. Krótko mówiąc, akcja rozgrywa się wtedy, kiedy chłasko, nie wiem, przychodzi na świat, tak? Albo jest dopiero, nie wiem, embryonem. Z drugiej strony pamiętajmy, że jest ta cezura wojny, zmiany systemu i tak dalej. [59:24.72 → 59:27.30] A: On rzeczywiście pisze o świecie, którego już prawie nie ma. [59:27.80 → 01:01:37.29] B: On pisze o świecie, a jednocześnie to jest tak sugestywne. Jeżeli mówiliśmy o pewnych wzorcach literackich, pan mówił o Steinbecku, pojawiały się tu i Hemingway, i ktoś inny jeszcze, to ja bym tutaj widzę w pewnym sensie Żeromskiego. W tej pierwszej części szczególnie. Odnajduje Żeromskiego sen o szklanych domach. No przecież kiedy ten umierający na gruźlicę bodajże chłopak chce pójść na Żoliborz nieodległy. Pamiętajmy, że druga połowa lat trzydziestych to jest rozkwit Żoliborza. Już istnieje zbudowany w latach dwudziestych Żoliborz oficerski, jest Żoliborz urzędniczy, jest przede wszystkim osiedle WSM-u. Jest PPS-owskie osiedla, tam gdzie, znaczy jest to dzielnica jakoś tam egalitarna, z jednej strony bardzo elegancka, no bo tam mieszkają urzędnicy, oficerowie na tym Żoliborzu oficerskim, z drugiej strony jest to pewien projekt PPS-owski, prawda, mieszkań dla robotników, tam gdzie ulica Suzina dzisiaj i to jest bardzo blisko. Żoliborz, okolice Plasu Wilsona, tak należy mówić, od Marymontu oddzielają dzisiaj kilka przystanków tramwajem, a jednak wtedy to były zupełnie dwa osobne światy, czyli nędza marymoncka i ten Żoliborz z jednej strony właśnie oficerski, urzędniczy, inteligencki, ale też robotniczy, częściej PPS-owski. Na tym marymoncie pojawia się hasło KPP, Komunistycznej Partii Polskiej, a Żoliborz był PPS-owski akurat. Więc ja tutaj widzę, to jest absolutnie fenomenalnie opisane. Oczywiście zaczynają boleć zęby w momencie, kiedy Chłasko opisuje strajk w tej blaszance i to malowanie portretu Stalina. To jest nieznośne. [01:01:37.29 → 01:01:39.81] A: To ma inspirację Lewandowskiego do bycia członkiem partii. [01:01:39.87 → 01:06:23.29] B: Tak, tak. Czy te rady Rączyna, prawda? Czyli jego takiego, nie wiem, partyjnego, politycznego przewodnika. I ta druga część robi się już trochę nieznośna. Zwłaszcza, że musimy znać kontekst, że Chłasko pisze to w latach pięćdziesiątych. Tutaj bym mu bardziej wybaczył drugą część, gdyby on w istocie pisał w latach trzydziestych. Więc tutaj mam ambiwalentne odczucia. oczywiście, szczególnie właśnie przy tych strajkach, przy postaci Ronczyna, przepraszam, przy tym malowaniu portretu Stalina. Natomiast opis, opis tego marymentu jest fenomenalny, jak na dziewiętnastolatka. Ja sobie pozwolę, ja nie jestem aktorem, przepraszam, ale... Przecież teraz, w tym momencie. Tak, bo chciałbym, żeby państwo wysłuchali paru zdań, to jest... Taka scena, kiedy cały Marymont idzie na pasterkę. I kiedy czytałem tę scenę, wydało mi się, że ona jest nieprawdopodobnie wręcz filmowa. Ona jest tak sugestywna, że natychmiast wyobraziłem ją sobie i miałem ciarki na plecach. Przypomniał mi się, jeśli państwo kojarzą film Małgosi Szumowskiej w imię. Tam jest taka scena, kiedy Andrzej Hyra prowadzi procesję. I to jest coś takiego, że ja widziałem właśnie takie filmowe kadry. Może tak krótko, żeby tutaj. Masłowscy szli, pan dzielnicowy Makowski z żoną, pan Lewański bez żony, bo był wdowcem nieutulonym, żonę z knerstwem zamęczył. Sam w boleści swojej szedł do kościoła, a dlatego sam, że pół godziny temu sprał po pysku kochankę, która razem z nim chciała się pokazać przed ludźmi. A jakże to, z kochanką do kościoła? I sam szedł Lewański, boleś swoją pokorną wywlekając przez ludzi na wierzch. Człowiek, którego Pan Bóg za dobroć i miękkość ukarał nosem kiziornym. Pociągał i nawet łezkę czystą, łezkę anielską uronił boleściwą. Ci wszyscy parszywo kroczyli po jednej stronie ulicy. A po drugiej, pękałowa matka Zorana, na nic już scharowana, na ludzki strzęp. Rysiek z ojcem, sąsiad Kotras nieśmiało pod płotkiem. Szewcy z Pekinu dołączyli się do nich na Warszawskiej. Jednakopodobni do siebie, zgarbieni, schyleni, o twarzach żółkłych, latami nędzy nad Zydlem przesiedzianymi, zszarzałych, nie do odróżnienia szewcy kopytkarze. Szewcy, wiadomo, klną po szewsku. Tak było i jest, za pogrzebem, na chścinach i gdzie tylko można. Więc chociaż szarzy na kolorowo szli z fantazją, słówkami sobie dogryzając, takimi, od których kobiety lipków masłowskich i innych czerwieniały. Z poważnym, co prawda, trudem, z wdechem i wydechem, na siłę, ale czerwieniały. Nawet lewański wzrok płonący świętym oburzeniem od ziemi tej grzesznej podniósł. Po środku zaś ulicy złodziej Zdzisław Zieliński kroczył, jako że też dla wszystkich jednaki. Biednych nie okradał, ale iść z nimi nie chciał. Ale iść z nimi nie chciał. Bogaci płacili mu za to, aby ich nie okradał, przed innymi mętami strzegł. Ale do kościoła też z nimi iść nie chcieli. Szedł więc środkiem z głową hardo podniesioną, pogwizdując cicha w pilśniowym kapelutku, rękawiczkach w dłoni trzymanych i nowym palcie kupionym na Żydach. Na końcu cygańskie budy się wlekły bosym prawie krokiem. Na końcu chciały wejść dopiero wtedy, gdy inni, lepiej odziani, zapchają kościół. Bo niby to dla wszystkich jednako, ale zawsze wstyd swoim gołym zadkiem świecić w miejscu świętym. Figury by chyba pospadały na gipsowe nosy. Koniec końca jeszcze istnieje, kosiorki z ojciec, synem, szpicle też sunęli pobożnie na ogonach, a skupienie malowało się na ich psich twarzach ze zmierzłym uśmieszkiem. Z daleka za budami już zupełnie samotni, nawet Zieliński, złodziej bądź co bądź porządny, z wyrokiem i więzieniem otrzaskany, nie poszedłby razem z nimi za skarby świata tego. Zielińskiemu policja się kłania, na wódkę naciąga, a kosiorki nieraz zarobili w mordę na komisariacie, kiedy pan komisarz był nie w humorze. Niepotrzebnie szli chyba do kościoła, grzechów cywilnych nie mieli. Pościli, a że tylko czerwonych, żydokomunę węszyli, więc liby z czym, z czym. Tylko braci Michalskich brakowało do kompletu, bo święta spędzali na pawiaku. Złodzieje biedni zawsze pechowi, co robota to wyrok. I loluszki smutnego człowieka, który za ojczyznę kochaną się bił. Order miał, a niczego się ojczyźnie doprosić nie umiał, chociaż ślusarz jezdę wielmożni panowie z papierami". No może wystarczy, żeby już państwa nie męczyć. [01:06:23.71 → 01:07:00.43] A: Pytanie pana należą się, tak? Panie Radosławie, a pan jak rekonstruuje intencje młodego Hłaski, 19-letniego Hłaski, który pisze tę powieść? Czy to jest rzeczywiście archeologia świata, który przeminął? Czy szukanie korzeni dla obecnej, czyli jego współczesnej, proletariackiej Polski, że tutaj myśmy przychodzili z różnych dołów społecznych, różne mieliśmy wyroki, życiorysy, błędy, ale Gdzieś, tak jak teraz towarzysze mówią, zebraliśmy się i wspólnie z towarzyszami radzieckim wywalczyliśmy ten ład. Czy to dla niego było ćwiczenie stylistyczne? Inna praca nad materiałem niż do tej pory? [01:07:01.17 → 01:07:26.62] C: Oj, nie posądzałbym go o dokładanie kostki brukowej pod chodnik socjalizmu. Przynajmniej takiego socjalizmu, w jakim Pan go przedstawił. takiego wspólnego wysiłku. Chyba aż tak nie. On nie budował Polski Ludowej i nigdy takiego zamiaru chyba nie miał. [01:07:29.46 → 01:07:56.59] A: Nieciekawili go bohaterowie, tak przypuszczam myśląc o emocjach, intencjach Lewandowskiego z tej powieści, którzy w pewnym momencie przyłączają się do ruchu robotniczego. walczą o to nowe życie, ten inny świat. Czy on nie szuka jakiegoś pierwszego zbłądzenia, grzechu świata, który potem mu się już nie podobał, bo jak czytamy pięknych dwudziestoletnich, to on cały czas wytyka kłamstwo, pokazuje gdzie ci komistak, komuniści się pomyli, gdzie kłamią, gdzie oszukują. [01:07:57.97 → 01:08:49.52] C: Myślę, że w tym w zasadzie już ostatnim zwrocie życiowym Lewandowskiego w książce po kolejnych próbach, po kolejnych porażkach odnalezienia tego lepszego życia, Chłasko w pewien sposób próbował przekazać swoje nadzieje i być może swoje zawiedzione nadzieje, z racji tego, że to faktycznie ta ostatnia nawet deska ratunku została przez Stalina rozwiązana. Natomiast wracając do tej uwagi o pracy archiwisty, to faktycznie było tak, że Chłasko takiego Marymontu na oczy nie widział, bo widzieć nie mógł. Marymont został zmieciony przez przez Niemców, czy też przez Rosjan podczas bombardowania Warszawy. Ulice przedstawione na kartach powieści zwyczajnie po wojnie już nie istniały, zostały tylko szpalery drzew wyznaczające konkretne aleje. [01:08:50.08 → 01:09:01.32] A: Jak czytamy powieść, chodzimy po tym świecie, więc z czego on ją skonstruował? Te ulice, ten świat, ten Marymont, to jest ze starych zdjęć, z opowieści ludzi, którzy przeżyli powstanie, wojnę? Z książek? [01:09:01.44 → 01:10:00.93] C: Z opowieści pewnie tak, o ile Kogoś udało mu się, że tak powiem, wyciągnąć za język, żebym mu opowiedział o tamtych czasach. Być może z fotografii. Na pewno bywał w archiwum Wydziale Historii Partii i stąd tak doskonale przedstawiony przebieg strajków w Bleszance. Ponieważ taki strajk faktycznie miał miejsce. Być może został zupełnie inaczej przedstawiony. Natomiast te pamiętniki byłych działaczy KPP faktycznie istniały wspomnienia. Natomiast obraz Marymontu jaki mamy w moim przekonaniu jest taką właśnie eksplozją młodzieńczego talentu Hłaski, bo to jest tylko wyobraźnia. Tak jak mówię, on tego nie widział, on to wszystko sobie zbudował. Mógł czerpać inspiracje z różnych dzielnic Warszawy, które po wojnie były zrujnowane, ale nie były to przecież drewniane domy, które stały na Marymoncie. jakieś takie krzywe uliczki. [01:10:01.49 → 01:10:15.19] A: Czy on do tej pracy używał warsztatu reportera, bo wiemy, że miał takie próby reporterskie, pisze o nieudanych próbach, ale też współpracował po prostu i wysyłano go na różne, do różnych zadań, do opisywania różnych historii. [01:10:15.91 → 01:10:52.14] C: Być może. Musimy sobie zdać sprawę, że jeśli chodzi o ten pierwszy okres twórczości Hłaski, oscylujemy na granicy hipotez. i na granicy takiego w zasadzie gdybania i zgadywania, ponieważ w listach w zasadzie nie ma śladu poza kilkoma sugestiami o tym, jak Wilk powstawał. Nie ma śladu też pięknych dwudziestoletnich o tamtym okresie poza relacjami z pracy, poza krótką informacją, że był korespondentem Trybuny Ludu podczas pracy na metrobudowie. Także nie dysponujemy twardymi faktami, jak to się dzisiaj... [01:10:52.14 → 01:11:01.55] A: A jeszcze intencja? Czego on szukał w tej opowieści, w tym temacie? Tak żebyśmy to spróbowali nawet hipotetycznie przygwoździć. [01:11:02.07 → 01:12:17.01] C: Z pewnością był zafascynowany nizinami społecznymi. Z racji tego, że obcował z takim środowiskiem, a tego środowiska nie znał, to w jakiś sposób go to środowisko ciekawiło. Ciągnęło go w tamte rejony, do tamtych ludzi. Nie wiem, być może szukał jakiejś alternatywy tej takiej cukierkowej i lędrynkowej wizji świata zmanipulowanej przez Trybunę Ludu, przez wiece partyjne, przez pochody pierwszomajowe. Być może widział, że ten socjalizm ma jakieś pęknięcie, że w tych nizinach społecznych to tak wcale fantastycznie nie wygląda i być może szukał jakiegoś punktu odniesienia. Nie wiem, czy szukał tego punktu, kiedy zrodził się pewien, tak jak pan powiedział, pewien rozwam, nie szukał korzeni tego socjalizmu polskiego, bo gdyby tak było, no to szukałby raczej w korzeniach PPS-u, bo KPP było nacenzurowane, w zasadzie do śmierci Stalina. Nawet po śmierci Stalina nie bardzo można było mówić, dopiero po 56, kiedy przyszła ta słynna chociaż, odwilż, która w zasadzie niewiele chyba zmieniła. [01:12:18.01 → 01:12:39.82] A: Także, no... Pamiętam z powieści, że kiedy pada zdanie o tym, że rozwiązano partię, nieuważny czytelnik czy nie znający historii mógłby pomyśleć, że to Sanacja ją rozwiązała. Tam nie pada zdanie, że to towarzysze radzieccy są za to odpowiedzialni. Czy on pisał z cenzorem w głowie? Autocenzorem? [01:12:40.34 → 01:13:33.26] C: Nie, nie pisał z autocenzorem, ponieważ mając wgląd w pracę nad powieścią, w te trzy redakcje opatrzone licznymi odręcznymi notatkami, Widać, że sceny, które pojawiają się w wersji książkowej, w każdej z trzech redakcji się pojawiają bez skreśleń i co więcej, są nawet nadpisane, więc myślę, że on absolutnie nie oglądał się na cenzurę, ewentualnie jakieś wygładzenie historii, tak właśnie jak niewskazanie wprost, że to Stalin rozwiązał KPP. Natomiast Wydaje mi się, że chodziło mu o przekazanie autentycznego obrazu i wywarcie na czytelniku wrażenia, że on to przeżył, a przynajmniej widział i był świadkiem tych wszystkich wydarzeń, bo przecież o autentyzm Hłasca chyba najbardziej chodziło w całym jego pisarstwie. [01:13:33.94 → 01:14:05.26] A: Pytanie do obu panów. Co w tej powieści już sygnalizuje tego późniejszego Hłaska? Bo ja pamiętam, że taki dreszcz poczułem, Jak ten Lewandowski utożsamia tą nagłą miłość do partii i nadzieję z miłością do kobiety, że chciał mu się tej partii jak kobiety, której poszukuje. To jakieś takie rozpacze, wpadanie w ciągi pijackie oczywiście, tę skłonność do przemocy, walki. To potem możemy odnaleźć, ale mam słuszną intuicję, a jeśli nie, to co jeszcze jest tym puścimem, łaską? [01:14:05.26 → 01:15:49.05] B: Nie wiem, mi się wydaje, że Wilk jest osobny zupełnie. Czy oczywiście widać tutaj słuch jego, talent. Znaczy właśnie słuch językowy, który polega na tym, że on nie podsłuchał tych rozmów, ale je sobie wymyślił, odwzorował jakoś w głowie. Dla mnie symptomatyczne, jeżeli pytasz o związki Wilka z późniejszą twórczością, jest zupełnie coś innego. Wiesz, czyli marzenie chłopaków z Marymontu, żeby uciec do Ameryki i zostać kowbojami. To mi się wydaje bardzo chłaskowskie w tym sensie, bo Oczywiście być może mieli takie marzenia, prawda? Oglądając jakieś tanie książeczki, groszowe powieści, czy w kinie widząc jakieś westerny z tym bohaterem, który się nazywał Mayarn... Ken Maynard. Ken Maynard, tak. Więc ja tutaj właśnie, to paradoksalne jest. Trochę, że nie w jakichś przebłyskach liryzmu połączonych z brutalnością, ale właśnie w tym takim marzeniu o tym, żeby uciec z Ameryki, wyrwać się, zostać kowbojem. I mi się wydaje, że takie marzenie szło za chłaską przez całe życie. I że również ta jego kreacja też była czymś takim. Jego emigracja, która była w sumie nieszczęśliwym okresem, jego życia. To też była być może jakimś nieuświadomioną próbą realizacji takiego marzenia zostania tym kowbojem. Zresztą nawet bycie tym kierowcą przecież, no trudno żeby być kowbojem w PRL-u. [01:15:49.39 → 01:16:01.87] A: Tak, ale to marzenie o kowboju to jest marzenie o bycie takim outlaw, takim wyjętym spod prawa, wolnym, który przemieszcza się, czy szeryfem, który zaprowadza porządek. Złym, który tępi jeszcze gorszych. [01:16:02.43 → 01:16:19.19] B: Wydaje mi się, że tutaj nie było myślenia na zasadzie samotnego szeryfa, tylko raczej wolność, preria i być outsiderem. Jakoś tam w Polsce to można było zrealizować, jak rozumiem, w Bystrzycy Kłodzkiej, ewentualnie jeżdżąc jakimś ZIŁ-em. [01:16:19.67 → 01:16:20.69] A: Bieszczady później. [01:16:20.81 → 01:17:19.26] B: Tak, Bieszczady, prawda. To jest polska wersja bycia kowbojami. Znowu tutaj wracamy, nie wiem, na około trochę do Stachury. Czy do całego tego... No ja znowu tutaj mówię o latach osiemdziesiątych, całego tego nurtu takiego, eskapistycznego w pewnym sensie, ucieczki gdzieś, prawda. Właśnie w te Bieszczady itd. od polskiej rzeczywistości. Więc tutaj widzę, natomiast ta książka jest zupełnie osobna. Widać pewną kwiecistość stylu tutaj też. Ja myślę, że w tej chwili nie mam w pamięci wszystkiego, ale on później stał się bardziej surowy trochę. On tutaj szarżuje stylistycznie często. To jest bardzo sprawne, bardzo dobre, ale on jest o krok momentami, nie chcę powiedzieć, że grafomanii, bo nie, ale jakiejś takiej pułapki, powiedziałbym, stylu, że to się [01:17:19.26 → 01:17:22.98] A: osób... Żeromski gdzieś tam, czy inni pisarze XX-lecia gdzieś tam piszą. [01:17:22.98 → 01:18:06.05] B: Tak, jeżeli dzisiaj weźmiemy Żeromskiego do ręki, no to większość niestety nie daje się czytać, prawda? Więc... Więc on tutaj rzeczywiście po cienkie linie chodzi, jeśli chodzi o styl, ale ja zawsze pamiętam, że to jest ciągle dziewiętnastolatek, który dopiero przecież debiutuje. To są pierwsze jego próby nad podziw dojrzałe, więc jego styl będzie się później dopiero kształtował. A także, nie wiem, światoogląd, więc Trzeba tutaj tego wilka traktować na prawach specjalnych, wydaje mi się. [01:18:06.47 → 01:18:21.47] A: Panie Radosławie, pana hipoteza. Co w tym wilku jest takiego, co pojawiło się później? Może wyczyszczone, może czystsze, potężniejsze, ale jednak znajdujemy linię prowadzącą z tej książki do tego, co było później. [01:18:22.27 → 01:20:15.22] C: Moją uwagę szukało w pierwszym odczytaniu to, czego nie ma. To może odwrócę nieco pytanie, więc przede wszystkim co jest uderzające i niespotykane w żadnym późniejszym utworze Hłaski, nawet najmniejszym, nie ma w utworze kobiety, kobiety głównego bohatera. Jest matka, są sąsiadki, są prostytutki, są kochanki w końcu traktowane bardzo brutalnie przez swoich partnerów, chyba najbardziej brutalnie, bardziej brutalnie niż w późniejszych utworach, bo trudno doszukać się w późniejszych utworach, scen brutalnego pobicia kobiety krzesłem przez Alfonsa i jeszcze później ten sam Alfons kazał jej wrócić na Rokulicy, więc nie ma kobiety. I to wynikać może po prostu z tego, że Hłasko wtedy kobiet po prostu jeszcze nie znał, nie miał z nimi tak intymnej styczności jak później lub próbował się jakoś właśnie autocenzurować, nie wywlekać spraw osobistych czy też spraw miłosnych, spraw alkowy na światło dzienne. Także nie ma przede wszystkim kobiety, a odpowiadając na pytanie, co jest, wydaje mi się, że jest ten ciężar, ten przytłaczający ciężar w kreacji przestrzeni, bo ta przestrzeń oczywiście wtedy, kiedy Marymont rozbucha się wiosną, kiedy on jest taki kwitnący i kolorowy, kiedy te fragmenty są faktycznie liryczne troszkę kiczowate jednak. Trzeba to przyznać, bo tego w późniejszych twórczości Hłaski nie ma. To te fragmenty są podobne do twórczości niestety pryszczatych, widzących rzeczywistość w jasnych barwach, wiecznie optymistycznie nastawionych do zmian. [01:20:16.44 → 01:20:22.63] B: To było takie pokolenie pryszczaci. literackie. Proszę robić przypisy czasami. [01:20:23.09 → 01:20:30.03] C: Młodzi twórcy, którzy debiutowali po wojnie wpisywali się w konwencję sosrealistyczną. [01:20:30.51 → 01:20:55.72] A: Dziękuję za... Jeszcze w swoim posłowiu chyba do tej książki wspominał Pan o autorach z XX-lecia międzywojennego. Uniłowski tam się na przykład pojawił. Czy ze strony Chłaski mógł być to rodzaj dialogów czy współbrzmienia bardziej? Skoro pisze o tamtych czasach, to sięgam pewne wzorce literackie czy typy bohaterów, które mogły być rozpoznawalne z tamtej literatury. [01:20:57.38 → 01:21:37.03] C: I tutaj jest właśnie problem hipotez, ponieważ po Unii Łowskiego sięgnąłem ja i to jest wyłącznie mój domysł, ponieważ Marymont strasznie mi przypomina powiśle znane z twórczości Unii Łowskiego, czy ze wspólnego pokoju, czy z 20 lat życia. Po prostu realia, tło społeczne do złudzenia mi przypomina przedwojenne powiśle. Natomiast czy Hłasko sięgał po Unii Łowskiego? Trudno mi powiedzieć. Na pewno sięgał po Żeromskiego, bo to widać. Nawet niektóre frazy, niektóre obrazy, te szklane domy, jasne domy Żoliborza. Ta fraza jest tak podobna, że trudno uciec od tego typu porównania. [01:21:37.61 → 01:21:41.37] A: Sięgał, żeby się z nim kłócić, współbrzmieć? [01:21:41.89 → 01:21:48.31] C: Raczej odnaleźć obraz rzeczywistości, nawiązać do czegoś, czego sam nie mógł zobaczyć. [01:21:48.68 → 01:22:34.09] A: Czyli szukał bardziej obrazu świata, który teraz może opowiedzieć jeszcze raz już swoim językiem, swoim obrazowaniem. W opowiadaniach to jest pytanie o odpryski tego wilka. Też takie książki napisane i odłożone do archiwum też nie znikają. One mogą powracać jako jakieś echo motywów, bohaterów. Znalazłem opowiadanie Targ Niewolników o poboży do wojska, gdzie pojawia się bohater, który nazywa się Lewandowski. Okazuje się, że jest chory na płuca, gruźlica, niewiele dni mu zostało życia. Lekarz mu o tym mówi, tak jakby informował o czymś oczywistym. Jak to się ma do powieści? Czy ten bohater tylko łączy się imieniem z Lewandowskim z powieści, z pewnymi wątkami z tej powieści? Jaka jest relacja? [01:22:34.45 → 01:24:04.19] C: Z Targiem Niewolników sytuacja jest taka, że wilk, który trafił do księgarni, To nie jest ostateczna jego redakcja, ponieważ ostatnia redakcja Wilka przetrwała w archiwum urwana powiedzmy w połowie. Akcja Wilka, który został przedstawiony szerszej publiczności kończy się, kiedy Rysiek Lewandowski ma tam mniej więcej 18-20 lat. W kolejnej redakcji jest już nieco trochę starszy. Dosłownie ma kilka kart więcej niż ta redakcja, więc targ niewolników mógł być albo jakimś wyjętym opowiadaniem, wyjętym fragmentem ostatniej redakcji, które chłasko przeredagował na opowiadanie, to stało się z opowiadaniem Całe niebo będzie dla mnie, które także znalazłem w archiwum i które opublikowałem jeszcze przed wydaniem Wilka, które fabularnie nawiązuje postacią i w zasadzie realiami do Wilka, natomiast części opowieści nie jest. Poza tym Rysiek Lewandowski pojawia się też przecież w Sonacie Marymąckiej, której wilk jest w zasadzie przerobieniem, jest kolejną wizją losów Rysika Lewandowskiego. Więc może być tak, że po prostu Rysiek Lewandowski to był w głowie chłaskiej wyimaginowany bohater znizień społecznych. [01:24:06.10 → 01:24:09.18] A: Widzielibyśmy dzisiaj o dobrze brzmiącym nazwisku. [01:24:09.30 → 01:24:27.26] C: Takim właśnie evrymenem, tudzież też takim kowbojem przerabianym przez różne wymyślane przez Kłaskę motywy i wyzyskiwanym na potrzeby kolejnych opowiadań. Nie doszukiwałbym tu się jednak ciągłości fabulary. [01:24:27.27 → 01:24:58.90] A: Wilk kończy się taką sceną, kiedy Lewandowski pomaga uciec swojemu mentorowi z partii, rączynowi, robotnikowi, przywódcy robotników, pomagała uciec z rąk tajniaków, policjantów. To jest właściwie ostatni rozdział. Czy wiemy cokolwiek, jak ta trzecia redakcja miała się zakończyć? Do którego momentu on chciał historię Lewandowskiego doprowadzić? Do wybuchu wojny? Do wyzwolenia Polski przez armię radziecką? [01:24:59.72 → 01:25:32.12] C: Nie, nie. W trzeciej redakcji w ogóle nie mamy strajków w Bleszance. W trzeciej redakcji Lewandowski idzie do pracy i w trzeciej redakcji pojawia się na krótko postać kobiety, bo tak jak mówię, ta redakcja jest poprowadzona mniej więcej jeszcze przed strajkiem w Blaszance przez kilka kart maszynopisu, więc to jest naprawdę niewielka treść fabularna i urywa się w połowie zdania. Naprawdę ciężko mi powiedzieć, w którym momencie chciało Chłasko zakończyć. [01:25:32.19 → 01:25:52.60] A: A jeszcze pytanie o tajemnice edytorskie. Nie zastanawialiście się nad tym, żeby te warianty z trzeciej redakcji umieścić jako alternatywne zakończenie, jako nagle taki rozdział pączkujący w zupełnie inną stronę, żeby pokazać, jak pracował nad tym Chłasko, skoro to jest, jak rozumiem, książka bezostateczna jego redakcji? [01:25:57.05 → 01:26:54.49] C: Autorytatywnie to wykluczyłem, ponieważ oddajemy w ręce czytelników skończone dzieło i oddajemy w ręce czytelników dzieło, które kończy się kropką i w następnym akapicie jest wyśrodkowane i wyjustowane słowo koniec. W związku z czym takie manipulacje byłyby nie przygotowaniem pełnego dzieła, tylko wrzuceniem wszystkiego, co mamy w archiwum i w zasadzie byłyby moją redaktorską, edytorską, jakkolwiek to nazwać, ingerencją w dzieło, które chłasko zamierzył. Moim zdaniem byłaby to manipulacja i nie zdecydowałem się na to, ponieważ nie było moją intencją za wszelką cenę opublikowanie wszystkiego, co znalazłem, bo to by nie miało najmniejszego sensu. Mamy powieść skończoną. Być może nie był to ostateczny pomysł, natomiast był to pomysł skończony. [01:26:56.13 → 01:27:00.33] A: Krzysztof się zgadza, że nie zostawiamy książki jako work in progress tylko. [01:27:00.63 → 01:28:13.64] B: Tak, tak, dlatego że gdyby dać tę linię alternatywne zakończenia, pomieszać drugą redakcję z trzecią, to zrobiłoby nam się to co czasami jest wydawane na DVD jako tak zwana wersja reżyserska, czyli wszystko co nam zostało to ładujemy razem i wydaje mi się, że Z naukowego punktu widzenia może byłoby to interesujące, porównać sobie ten work in progress, różne warianty. Natomiast z czytelniczego punktu widzenia byłoby to zabójcze. Dlatego, że ja jako czytelnik, znaczy pan jako naukowiec i inni chętnie przejrzą różne warianty, czy zakończenia, czy różne redakcje, prawda, będą porównywać. Natomiast ja dostaję tę książkę jako czytelnik i chcę w istocie mieć książkę od pierwszego do ostatniego zdania, w formie najbardziej zbliżonej do prawdziwej, czy też w formie prawdziwej, jako powieść. Natomiast ja bym osobiście nie zniósł, gdyby po kropce następował dodatek jakby pod tytułem, a oto wersja, nie wiem, alternatywna zakończenia dajmy na to, która znajdowała się w innej redakcji. [01:28:13.82 → 01:28:15.00] A: Sceny usunięte w montażu. [01:28:15.14 → 01:29:12.92] B: Sceny usunięte w montażu, tak i tak dalej. Tak, tak, więc tego nie. Tak samo jak kiedy kupuję film na DVD, oglądam film. Nigdy nie oglądam dodatków pod tytułem making of oraz sceny wycięte w montażu. Dlatego, że mnie interesuje forma ostateczna dzieła, czyli ta, która została dopuszczona i podpisana przez reżysera. I to odbieram jako całość, jako dzieło sztuki jakiejś, z którym się muszę skonfrontować. Więc w związku z tym w wersji książkowej też nie chciałbym mieć making of, ani scen wyciętych przy redakcji. Powiedzmy dlatego, że to już pozostaje w gestii naukowców, którzy mogą nad tym siedzieć i patrzeć jak się zmieniało podejście autora do poszczególnych scen. [01:29:12.92 → 01:29:15.42] A: Lepiej żeby to było częścią eseju niż książki. [01:29:15.42 → 01:29:16.04] B: Tak, tak. [01:29:17.49 → 01:29:24.95] A: Zapraszam na kolejny fragment Wilka, potem jeszcze wrócimy do życia i bilansu twórczości Marka Hłaski. [01:29:27.11 → 01:34:26.28] D: Znowu upałami przepaliło się lato po piachach marymonckich. Odpłynął już sierpień na srebrnych nitkach babiego lata i nadszedł czas jesienny, zimowy, czas głodny. Mgły i deszcze, ponure szarugi i błota nadpływały gdzieś z załomiańskiego lasu, razem z zapachem zgniłych liści, mocnym, wilgotnym zapachem. Po paru dniach jednak niebory zjaśniło się nagle bladym słońcem i jesień spłynęła na ziemię złotym kolorem liści i srebrnymi jakby mgłami. W bielańskim lesie drobniutka rdza obsypała liście drzew, które spadały gęsto, powoli, szeleszcząc cicho w chłodnawym już powietrzu. niesione lekkim wiatrem w dół na drewniaki. Żołędzie chrupały pod nogami i młody kowboj Lewandowski latał pod cytadelę, gdzie opadały kasztany. Na tych stokach tłukli się kasztanami po łbach w złodzieja i glinę. Był wrzesień. Nowy, szczęśliwy rok szkolny i znowu nowy nauczyciel, bardzo nieszczęśliwy, że musi pracować w takiej dzielnicy. Tego roku po raz pierwszy Lewandowski zimował razem z Felkiem Stolarczykiem, któremu już puszczały się wąsy i który dawno powinien zmienić się w Sopel Lodu z racji tych przezimowanych lat. Już cztery razy usiłował bezskutecznie zdać do szóstej klasy. Obaj ze słuszną dumą uważali się za weteranów, patrzyli z góry na młodszych i rozpoczęli rok szkolny uroczystą awanturą, bo z ciemnego korytarza trzasnęli księdza kałamarzem jak wchodził do ubikacji. Po tej awanturze poszli na stoki Cytadeli pobić się trochę kasztanami. Bili się tak może godzinę albo i więcej. W końcu znudziło ich to. Rozłożyli się wygodnie pod jasną brzozą i patrzyli na jesienny krajobraz. Na poligonie wewnątrz Cytadeli ćwiczyło wojsko. Słychać było tupot nóg, powtarzający się chrzęst prezentowanej broni i zły krzyk kaprala. Odchodziły niebem spóźnione ptaki. Spóźniony w musztrze żołnierz meldował się posłusznie przez piętnaście minut. Kapral ryczał, a brzoza, pod którą leżeli, miała białą jak mleko korę, odchodzącą już pasmami i upstrzoną w czarne cętki, gęsto, po prostu piegowatą jak kotrasowa kobieta ruda i z tej racji fałszywa. O czym można myśleć, patrząc na odlatującego jesienią ptaka? Felek, zrywamy się? Dokąd? Stolarczyk spytał bez zdumienia, w ogóle bez jakiegokolwiek wzruszenia, bo był stateczny, nieruchawy i myśli swoje musiał dopiero odrąbywać z jakiegoś głazu. Ciężko odrąbywać. A Lewandowski nie. Lewandowski od razu ciach-mach i choćby mu potem mieli głowę odciachnąć, to zawsze był prędki jak sąsiadka do szlubnego garba. Do Ameryki. Felek prychnął pogardliwie, bo zaczął już odrąbywać. Na co? Tam, na Kowboji. No chcesz? Felek obrócił się na bok i puknął palcem w głowę. Nie daje rady. I dodał rzeczowo. A paszporty masz? A pieniądze? Bez paszportów. Przekonywał gorąco Lewandowski. Aby się tylko wtrynąć na statek i już. Potem to frajer. Ty jesteś frajer. I po co tam pojedziesz? Zresztą ja ci radzę. Jak chcesz. Ja nigdzie nie jadę. Pamiętasz, co było z Szatkowskim? Złapali go i siedział w małolatce. Szatkowskiego nie złapali na rajzie tylko za to, że kradł ze sklepów. A co byś robił, gdybyś był głodny? Lewandowski nie wiedział. Odrzekł jednak z pewnością siebie. Ja zwieję. Zobaczysz, że zwieję. Ferek znowu przyciął i pokłócili się na dobre. Trzy dni milczeli i omijali się z wściekłą złością, szukając tylko okazji, żeby dyskusję ręcznie uzupełnić. Czwartego dnia na Lewandowskiego napadło trzech z najstarszej klasy, których ograł do ostatniego guzika w cymbergaja. Obaliły na ziemię i tłukły chłopaki zawzięte, szewskie syny ze słodowca. I bić się umiały nie gorzej od Marymonskich. Nie wiadomo, jakby wrócił Rysiek do domu, gdyby mu stolarczyk nie pospieszył z odsieczą. To tak, krzyknął, trzech na jednego, w pojedynkę się lejta wy cwaniaki. I od razu zamalował jednego w ucho, aż tamtemu wielkanoc się rozdzwoniła. Lewandowski drugiego za klapy i baranem, a trzeci buty zgubił. Tak nawiewał. Za frajerzy jesteście na Marymont, krzyknął za nimi. Bo przede wszystkim honor dzielnicy, żeby tam nie wiem co. Stolarczyk nie mógł patrzeć, jak tamci swojego chłopaka obrabiają. Podali sobie ręce i wszystko zostało po dawnemu. Jedna ławka, solidarnie dzielony kąt i w ogóle wszystko do spóły. [01:34:27.66 → 01:36:12.87] A: Dziękuję bardzo. Panowie, teraz odbijamy się trochę od Wilka. Wilk został w archiwach. Jest druga połowa lat pięćdziesiątych. Hłasko najpierw jest idolem pokolenia, głosem pokolenia. Jego opowiadania robią furorę. Potem dwie powieści, które nie zostały wydane, czyli Cmentarze i następny Do Raju. Hłasko w 1958 roku wyjeżdża z Typenią do Francji. Jak wiemy, nie wraca już do Polski. I teraz, czy rzeczywiście, jest to jakaś granica, którą pisarz przekraczał, uciekając od języka, z którego czerpał przecież także inspirację, realności Polski Ludowej tamtego czasu, która też była głównym elementem jego twórczości, jest rzucony w nowe środowisko, jest mu ciężko na tej emigracji, trafia kilkakrotnie do więzienia, Izrael, Niemcy, Stany Zjednoczone, Francja, tuła się, bieduje, rozrabia, pracuje bardzo ciężko fizycznie. Teraz czy można w tym okresie emigracyjnym znaleźć jasny punkt dla jego literatury. Rzeczywiście to, co tam znalazł, stało się ważnym doświadczeniem, ważnym wzbogaceniem jego twórczości. Coś, co mogłoby przykryć tę utratę inspiracji krajowej. Czy rzeczywiście te opowiadania izraelskie to jest na przykład szczyt, czy twórczość tak zwana izraelska jest szczytem chłaski? Czy można, czy gdyby jednak wrócił, nawet przetrwał te okresy poniżenia, odrzucenia przez literatów, przez partie, tworzyłby rzeczy lepsze, większe, ważniejsze, przełomowe? [01:36:15.61 → 01:37:07.57] C: Chyba nie można mówić, że powieści emigracyjne, czy izraelskie, czy amerykańska, były gorsze od krajowych, bo Hłasko znalazł tam swój temat, znalazł temat emigrantów, znalazł temat ludzi pozbawionych w zasadzie miejsca, pozbawionych domu, nawiązując w ten sposób do tych młodych ludzi poszukujących miejsca dla siebie, miejsca dla swojej miłości w kraju. Opisywał życie ludzi w zasadzie obcych w kraju złożonym też w zasadzie z ludzi obcych, bo przecież Izrael to jest państwo utworzone dopiero po drugiej wojnie światowej. Twór, jakby tego nie powiedzieć, twór sztuczny, wytyczone granice, odgórnie narzucone. [01:37:08.43 → 01:37:09.45] B: Kraj emigrantów. [01:37:09.87 → 01:38:13.11] C: Tak, kraj, w którym zderzyły się przede wszystkim ludzie rozproszeni w diasporze. Ludzie, którzy na tej ziemi żyli, czyli rodowici, Izraelici, w każdym razie Żydzi, którzy znaleźli się, których miejsce zamieszkania znalazło się w granicach wytyczonych przez zdaje się Stany Zjednoczone, w granicach tego Izraela oraz całe rzesze emigrantów, które szukały w tym kraju swojej ziemi obiecanej, swojego miejsca na ziemi, także okazji do zarobku. co Hłasko świetnie opisuje, czy w drugim zabiciu psa, czy chociażby w opowiem wam o Ester, które moim zdaniem jest chyba jego szczytem możliwości. Strumień świadomości w opowiem wam o Ester jest moim zdaniem przefantastyczna, ale to jest oczywiście subiektywna ocena. Także Hłasko był zagubiony, ale był zagubiony jako człowiek, natomiast jako artysta znalazł swoją niszę i myślę, że świetnie ją wyeksploatował. [01:38:14.87 → 01:38:24.51] A: Chłasko na emigracji to jest chłasko i to jest literatura wydestylowana, taka czystsza niż mogłaby być w kraju. Przestawiona zwrotnica? [01:38:25.13 → 01:41:05.31] B: Nie, to znaczy wydaje mi się, że przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z pisarzem już dojrzalszym, mówiąc brzydko technicznie. Z kimś kto rzemieślniczo jest. Nie jest już tym dziewiętnastolatkiem piszącym Wilka, czy tym buzującym emocjami autorem opowiadań debiutanckich. Natomiast możemy się wyłącznie bawić w spekulacje, co by się stało, gdyby on jednak wrócił do Polski albo nie wyjechał w ogóle, tak, jakby jego literatura wyglądała. Wydaje mi się, że emigracja, która była dla niego, jak sądzę, nieszczęściem osobistym, jednak była, stała się napędem pewnym literackim, dlatego że Nie możemy wykluczyć sytuacji, że mówiąc kolokwialnie, Chłasko by się w Polsce zmarnował w jakiś sposób. Mamy tutaj Chłaskę, który wyjeżdża. Mamy go jak autora debiutanckich opowiadań, nagrody księgarzy bodajże w 1958 roku. Jakaś tam jedna nagroda, pojawiające się zainteresowanie, ale mamy na dobrą sprawę autora na początku swojej drogi twórczej. I nie wiadomo, czy Chłasko zachowałby swoją jakąś niezależność mimo wszystko w tym systemie PRL-owskim. Pamiętajmy, że właściwie wtedy przecież nie istniał, był jeden obieg. Więc czy zachowałby niezależność, czy nie poszedłby na jakieś mówiąc brzydko układy, czy koneksje, czy coś takiego, czy nie stałoby się tak, że próbowano by nim sterować w jakiś sposób, manipulować. Zauważmy, w tym czasie właściwie wyłącznie emigracja dawała pełną wolność artystyczną. Gombrowicz był emigrantem i Miłosz był emigrantem. Ludzie, którzy z różnych przyczyn i w różnych momentach oczywiście opuścili Polskę, bo czym innym jest ucieczka jakby Miłosza, który porzuca funkcję państwową, czym innym jest wyjazd Gombrowicza tuż przed wybuchem wojny, czym innym jest emigracja Hłaski. Natomiast No pamiętajmy, że jednak ci wielcy, no powiedzmy starsi od Hłaski, ja myślę, nie wiem, o Iwaszkiewiczu czy Andrzejewskim, płacili dużą cenę. [01:41:05.65 → 01:41:06.63] A: Dlatego, że zostali. [01:41:06.71 → 01:41:49.61] B: Dlatego, że zostali, no Andrzejewski klepał tą partię i twórczość pisarza, prawda? Jakieś straszne rzeczy. Iwaszkiewicz był funkcjonariuszem państwowym od literatury. Wydaje mi się, że Hłasce który jak wnioskuje właśnie z edycji jego listów był osobą jednak emocjonalnie dosyć chwiejną. Nie był monolitem psychicznym. Mogłoby to się dla niego źle skończyć, więc wydaje mi się, że dobrze, że wyjechał. Oczywiście nie oszukujmy się, że przedwczesna śmierć tutaj się przyczyniła również do budowy kultu. [01:41:50.42 → 01:41:53.72] A: Miał 35 lat, o ile dobrze liczę, tak? [01:41:53.72 → 01:43:42.74] B: W 69 roku. Tak, 35, prawda? Ja zawsze lubię się bawić w takie jakieś spekulacje i wyobrazić sobie chłaskę, który nie wyjeżdża, nie umiera w wieku 35 lat, prawda? Tylko w 69, tylko w 89 miałby 55, prawda? No tak, to znaczy wyobraźmy sobie, a dzisiaj miałby osiemdziesiąt mniej więcej. Każda każda historia i to jest przypadek właśnie Stachury czy czy jeśli chodzi o poesów np. Wojaczka prawda czy czy to jest zawsze jednak ta przedwczesna śmierć przyczyniała się do stworzenia legendy i kreowała jakoś pisarza. Natomiast trudno mi powiedzieć w tej chwili czy czy akurat Książki emigracyjne są donieślejsze, jakoś emocjonalnie pewnie mniej, dlatego że to co pisał w Polsce i o Polsce, Wydaje mi się jest od strony emocjonalnej jakoś bardziej istotne. Ja akurat szczerze mówiąc nigdy jakoś nie umiałem się przekonać do książek typu Palcierysz każdego dnia czy Sowa Czórka piekarza. Ale może to wynikało właśnie z tego, że jako człowiek młody czytający chłaskę czytałem go w konkretnych realiach społecznych, politycznych w pewnym jakimś konkretnym momencie i dla mnie rzeczywiście przemawiało bardziej to co pisał w Polsce. i nawet ta jego pułapka na czytelnika i kreacja w rodzaju pięknych dwudziestoletnich, niż dojrzalsza rzemieślniczo, czy dojrzalsza pisarsko-twórczość emigracyjna. [01:43:44.12 → 01:44:03.31] A: Wspomnieliście obaj panowie o tym języku filmowym, który jest zauważalny w jego twórczości, na przykład w tym opisie z Wilka, który przeczytałeś. Czy w samym fakcie, że współpracował z polskim kinem, jak Ford robił ósmy dzień tygodnia, potem powstała pętla i jeszcze jeden trzeci film, to jest... [01:44:03.31 → 01:44:04.03] B: Baza ludzi umarłych. [01:44:04.03 → 01:44:15.10] A: Baza ludzi umarłych, dokładnie. Miałbym stawiać jakąś hipotezę roboczą o utracie, co jednak stracił. To jednak na zachodzie nie było chyba tak blisko kina, jak tutaj w Polsce. [01:44:15.11 → 01:44:58.79] B: Ale wiesz, z kinem polskim to... Ja mam na przykład problem z pętlą, która jest niby klasycznym filmem i przynależy tam do klasyki kina alkoholowego nazwijmy to. Kiedy pojawił się film Wojtka Smarskie pod Mocnym Aniołem to przywoływano, że to właśnie też będzie klasyk kina alkoholowego jak pętla. Dla mnie na przykład Gustaw Holub był zupełnie niewiarygodny w tej postaci. Niewiarygodny. Nie to, że wspaniały. Znaczy, nie potrafiłem uwierzyć w Gustawa Cholubka, który kojarzył się jednak z jakąś sztuką koturnową, nazwijmy to. On mi nie pasował do tej postaci. To nie była postać chłaskowska. [01:44:58.81 → 01:45:02.45] A: Hedy? Koturnowy? Cholubek? Na początku lat sześćdziesiątych? [01:45:02.73 → 01:45:05.16] B: Nie, to znaczy, wiesz, w pętli nie pasuje mi Cholubek. [01:45:05.16 → 01:45:06.47] A: Bardzo nowoczesne aktorstwo. [01:45:06.83 → 01:45:34.46] B: No nie wiem, przykro mnie, jakoś mi Cholubek nie pasuje w pętli. Wolałbym jednak kogoś innego. Widziałbym, nie wiem, w tamtych czasach, no to nie wiem, Janczara może. Nie wiem, no ale akurat wydaje mi się, że Hłasko nie jest specjalnie wykorzystany filmowo. Bazę ludzi umarłych pamiętam jak przez mgłę, szczerze mówiąc. Pytanie jest takie, czy dzisiaj dałoby się z Hłaski zrobić jakiś film? [01:45:37.94 → 01:46:10.58] A: Teatr na pewno. Niedawno Piotr Atajczak w Katowicach, pięknych dwudziestoletni, wcześniej Michał Zadara, wszyscy byli odwróceni, jeszcze wcześniej Wiktor Rubin, drugie zabicie psa. Jest tam potencjał nowoczesny język teatralny. Jednocześnie tematy, pewne dylematy moralne nagle wybrzmiewają bardzo bardzo współcześnie, czyli teatr szuka u niego języka współczesnego i znajduje. Nie wiem, czy kino. A Hłasko na zachodzie nie szukał kontaktów z kinem? Znał Romana Polańskiego przecież. [01:46:11.64 → 01:46:57.86] C: Tak, ale Romana Polańskiego znał tak jak Krzysztofa Komeda, czyli od strony towarzyskiej. Natomiast Hłasko zginął, przyjmując propozycję pracy nad scenariuszem. Chyba wszyscy byli odwróceni izraelskiego filmu. Ale to prawda, że w czasie życia Hłaski na emigracji tych filmów nie powstało za dużo, a już nie powstał żaden film z jego udziałem. Po śmierci w Niemczech okazało się kilka pozycji. Właśnie wszyscy byli odwróceni, bodajże brudne czyny. To samo w Izraelu. Natomiast kontakt z kinem Hłaski w Polsce traktowałbym raczej jako pracę zarobkową. [01:47:00.16 → 01:47:03.70] A: Nie uczył się wtedy niczego nowego dla techniki pisarskiej. [01:47:04.10 → 01:47:44.46] B: Powiedzmy sobie tak, że to jest czas, kiedy tworzyła się Szkoła Polska i akurat Szkoła Polska była bardzo związana z literaturą. Pomijając to, że wielu pisarzy, wspomniany wcześniej Konwicki, przecież tam później był kierownikiem literackim, któregoś z zespołów filmowych. Czy właśnie tacy autorzy jak Andrzejewski pisali scenariusze. Więc wydaje mi się, że to była po prostu praca zarobkowa. Tak samo jak to, co robił Andrzejewski, który napisał kilka scenariuszy i kilku innych autorów. No wtedy była po prostu... Czyli stawiacie [01:47:44.46 → 01:47:52.24] A: tezę, że panowie, że on nie widział w filmie wtedy kolejnego medium, który mógłby się wyrazić pełniej. [01:47:52.56 → 01:48:12.20] B: Jakoś trzeba zarabiać. Prawda? Dzisiaj też się zdarza, że autorzy piszą gorzej. Autorzy piszą scenariusze sitcomów, czy pisarze, czy tam seriali. Więc to jest kwestia, wydaje mi się, czysto zarobkowa. [01:48:12.78 → 01:48:21.34] C: Film na pewno stanowił duże źródło inspiracji dla Hłaski, bo to widać. Te męskie, twarde postacie, takie Humphrey Bogart. [01:48:21.38 → 01:48:22.62] B: Ale raczej kino amerykańskie. [01:48:22.80 → 01:48:45.10] C: Tak, raczej kino amerykańskie. Jest taki film z Jamesem Masonem, Niepotrzebni mogą odejść, który jest w zasadzie inspiracją bardzo silną opowiadania, czy też mikropowieści cmentarzy. Także film na pewno miał duży wpływ na twórczość Hłaski, ale chyba tylko wpływ. [01:48:45.52 → 01:48:55.83] A: Wiele fragmentów z Pięknych 20-letnich próbuje opowiadać jakby przez sceny zapamiętane z amerykańskich filmów. kiedy nagle Kirk Douglas zamiast niego odzywa się tekstem ze Spartakusa. [01:48:55.83 → 01:49:18.83] B: Pamiętajmy, że amerykańska popkultura była wtedy jednak czymś chyba bardzo istotnym nie tylko dla Hłaski, ale dla całego pokolenia. To znaczy to jakiś przejawem wolności, marzenia, aspiracji w jakimś sensie. Co widać właśnie w Wilku przecież, kiedy ci biedni chłopcy marzą o tym, żeby być kowbojami z filmu tak naprawdę. [01:49:19.66 → 01:50:01.60] A: Panowie, spróbujmy na koniec jeszcze złapać jedną rzecz. Pamiętam, przyjrzałem tą książkę wspomnieniową jego niemieckiej żony, zapomniana jest jakaś... Sonia Seaman, tak. I ona tam podaje wersję o wielkiej religijności Marka Hłaski, który, no właśnie, dlatego chcę dopytać ekspertów, który chodzi tak, że go Kościoła płacze, modli się i tak dalej, Bóg jest dla niego bardzo ważny. Są w listach do matki też zawsze to hasło, zostań z Bogiem czy polecam cię Bogu, zostaje. To rzeczywiście było dla mnie jakimś takim zaskakującym odkryciem i to jest możliwe, taki Hłasko? Co jeszcze nie wiemy o Hłasce, albo co zostało tak przekłamane, że teraz to trzeba odkłamać w jego biografii i literaturze? [01:50:01.68 → 01:50:22.26] B: Mnie najbardziej, zaraz oddam panu głos, bo już więcej nie mam nic do powiedzenia, ale mnie najbardziej interesuje, czy Hłasko wierzył w swoją kreację. Czy to nie jest tak, że on po prostu uwierzył w wymyślonego przez siebie chłaskę w pewnym momencie? Z tą religijnością to bym uważał. Wydawałoby mi się raczej, że to był znowu od pryskiego jakiejś autokreacji. [01:50:22.62 → 01:50:24.88] A: Grał przed nią Polaka katolika na przykład. [01:50:25.02 → 01:50:53.62] B: Ale być może to jest tak, że chłasko sam przed sobą grał również. Tak, że chłasko wzruszał się własnym wzruszeniem. Tak? Że wierzył w swoją kreację z siebie jako twardziela, siebie jako wrażliwca, siebie jako religijnego, że on się sam sobą zasugerował być może. Więc dlatego chyba trzeba dosyć ostrożnie podchodzić do tych deklaracji, prawda? [01:50:54.74 → 01:50:55.34] A: Świadectw. [01:50:55.52 → 01:50:59.18] B: Świadectw, tak. Bardzo wydaje mi się ostrożnie. [01:50:59.44 → 01:51:00.32] A: Panie Radosławie. [01:51:00.53 → 01:51:52.47] C: Oj, Soniet Simon to trzeba traktować z bardzo dużą rezerwą, ponieważ na przestrzeni, no w zasadzie, ja wiem, myślę, że już z 50 lat od chwili zawarcia związku małżeńskiego z Hłaską, ona kilkakrotnie zmieniała swoje wersje wydarzeń. Raz Hłasko był tym brutalem, który jak ją zobaczył na castingu do ósmego dnia tygodnia, zapytał kim jest ta kurwa, która siedzi na końcu stołu, Raz był niezwykle czułym mężem, potem znowu ją bił i obrażał, potem znowu zdradzał, tutaj tęsknił. Także do Sonii Ciman i jej relacji raczej z dużą rezerwą. Jeśli chodzi o religijność, to szczerze mówiąc zaskoczył mnie pan, bo nigdzie indziej się z tym nie spotkałem. Znów się odwołał do Andrzeja Czyżewskiego, który o tym nawet się nie zająknął. [01:51:52.94 → 01:52:02.70] A: Dlatego pytam, że mnie też zaskoczyło, że raczej nie kojarzymy Hłaski z takimi klimatami. To podobno jest w książce i w dwóch wywiadach powtarzała cały czas te epizody. [01:52:02.82 → 01:52:33.99] B: Ale być może nie możemy też wykluczyć, że Hłasko odegrał przed nią pewien monodram jakiś. Że być może to jest wytwór jej fantazji jakiejś. No bo skoro dziki Polak, dziki brutalny Polak, no to powinien być jakoś też religijny. A być może on też odgrywał pewną rolę. Chciał być, być może. Już zaczynamy bardzo wchodzić w bagno wyłącznie spekulacji. [01:52:34.22 → 01:52:35.35] A: Ale one są takie przyjemne. [01:52:35.40 → 01:52:51.16] B: Ja wiem, ale są to zupełnie błędne i nieprawdziwe, że być może on spełniał też jakieś jej oczekiwania w tym sensie. Chciała mieć wyobraziła sobie, że też chce mieć takiego brutalnego i religijnego zarazem, więc... [01:52:51.16 → 01:52:53.98] A: Zakończyć wątek spekulacji... Tak, tak, bo zaczniemy... [01:52:53.98 → 01:52:58.16] B: Nie, nie, bo my powinniśmy zakończyć, bo za chwilę wymyślimy... Ostatnio, no to musi być ten akord. [01:52:58.16 → 01:53:19.63] A: Zaczęliśmy od startu i od kreacji czy walki z własnym wizerunkiem, to musimy zakończyć tematem śmierci. Ta dziwna śmierć Wiesbaden, połknięte środki nasenne, prawdopodobnie przypadek... Popite gorzałą. Tak, przypadek, samobójstwo, gest artystyczny. Co czujemy teraz, myśląc o śmierci Hłaski? [01:53:19.81 → 01:53:21.89] C: Ja się odcinam od tego pytania. [01:53:22.21 → 01:53:24.97] A: Badaż tam nie powinien zaglądać, tak? [01:53:25.15 → 01:53:54.03] C: No tak, nie wiemy, co tam się stało. Być może to był wypadek, być może zrobił to celowo. Raczej jego sytuacja życiowa nie wskazuje na to, żeby mógł to zrobić celowo, bo tak jak mówię, leciał do Izraela, miał przesiadkę w Niemczech, leciał do Izraela realizować film. właśnie zdecydował się powrócić do mitycznej Ester, która przyjechała do niego zresztą do Niemiec, wróciła do Izraela i on do niej leci. [01:53:54.03 → 01:53:54.65] A: Ester Steinbach. [01:53:54.65 → 01:54:15.83] C: Ester Steinbach, tak, jego wieloletnia izraelska miłość. Taka izraelska Agnieszka Osiecka można powiedzieć, zmitologizowana. Także ja zawsze byłem miłośnikiem tej tezy, że to był wypadek. Natomiast nie możemy tego powiedzieć i chyba też to nie ma aż tak dużego znaczenia, bo i tak dla legendy nie [01:54:15.83 → 01:54:17.37] A: oświetla inaczej jego dzieła. [01:54:17.61 → 01:55:11.65] B: Znaczy nie, nie inaczej, to znaczy spekulacja, że było to samobójstwo, prawda, też wpłynęła na wizerunek po prostu chłaski. Natomiast oczywiście nikt nie jest w stanie tego stwierdzić, bo stwierdzono wyłącznie, że przyczyną śmierci było wymieszanie tam środków nasennych z alkoholem, prawda, co jest dosyć częstą przyczyną zejścia. Taka mieszanka. I nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy Hłasko zrobił to celowo, czy się pomylił, czy za dużo wziął prochów, czy jak się bierze środki nasenne, nie powinno się pić alkoholu. No ale on już wcześniej wypił alkohol i wziął. Okej, nie wiemy tego i nigdy nie będziemy wiedzieli. Natomiast przekonanie, które istniało przez lata, że był to gest samobójczy, oczywiście też się przyczyniło do zbudowania jego legendy. [01:55:13.58 → 01:55:40.38] A: Postawmy kropkę. Czy macie Państwo pytania do naszych gości o chłaskę, o wilka? O mit chłaski? Jakieś tajemnice związane z jego twórczością? Proszę bardzo, podamy mikrofon. Mamy mikrofon, który wędruje po sali dzisiaj? Nie mamy tego mikrofonu, więc proszę głośno powiedzieć po prostu. Idzie, tak? Jest, przepraszam. Proszę bardzo. [01:55:41.34 → 01:56:12.48] B: Ja mam pytanie do Pana Radosława, bo też się trochę zajmuję chłaską na powiedzmy naukowo i zainteresowań. Chciałbym zapytać co dalej Pan planuje robić, bo rozumiem, że to dopiero może być początek. Jest Pan młodym badaczem także. Czy dalej chłasko i w którą stronę, jeżeli dalej będzie się pan zajmował chłaską? [01:56:14.44 → 01:56:52.69] C: Tak, dalej chłasko i dalej badanie jego wczesnej twórczości, tylko że już nie wyciągam z szafy żadnych kościotrupów, bo ich po prostu nie ma, a na pewno nie ma w takim kształcie spójnym jakim jest wilk, tylko po prostu będę starał się zbadać tę twórczość wczesną do tego Juwenilia. Wszystko co napisał do wydania pierwszego Kroków w Chmurach, a także sytuacji w jakiej te utwory się pojawiły, czyli życia literackiego wtedy jeszcze pod wpływem socrealizmu. [01:56:53.45 → 01:56:58.51] B: Czy planuje pan jakąś edycję książkową? Nie wiem, monografia? [01:57:00.83 → 01:57:04.45] C: Jestem jeszcze młody. Może kiedyś. [01:57:04.76 → 01:57:22.16] B: Nie, nie, ale być może przydałaby się taka dosyć solidna... Być zaciosem teraz. Tak, tak. I nawet biografia Chłaski, prawda? Dlatego, że właściwie przepraszam bardzo, ale oprócz książki pani Siedleckiej, to chyba nie mamy nic specjalnie. [01:57:22.56 → 01:57:25.62] C: No mamy pięknego dwudziestoletniego Andrzeja Trzyrzyskiego. [01:57:25.62 → 01:57:29.44] B: No tak, mamy Trzyrzyskiego oczywiście. Ale na przykład monografia twórczości. [01:57:29.92 → 01:57:52.82] C: Monografie powstawały w latach osiemdziesiątych i pod koniec lat dziewięćdziesiątych, na różnym poziomie. Natomiast, tak jak mówię, na razie zajmuję się tym wczesnym okresem, ponieważ jest jeszcze niewyeksploatowany. Jak już się bardziej przygotuję, to może coś postaram się wtrącić swoje trzy grosze. [01:57:54.22 → 01:58:22.96] A: Czyli chłaskologia ma przyszłość przed sobą bardziej niż teraźniejszość. Wszystko odsuwamy trochę. Dziękuję. Czy jeszcze ktoś z Państwa zada pytanie? Skomentuje książkę, którą może zna z lektury. Podpowie jakiś fragment życia chłaski, w którym warto pogrzebać. Cisza, cisza, która oznacza pewnie, że wyczerpaliśmy... [01:58:22.96 → 01:58:23.62] B: Cierpliwość. [01:58:23.78 → 01:58:52.62] A: Temat lub cierpliwość. To ja mam już takie finalne pytanie, czy według waszej intuicji, znowu spekulujemy, ale co my jeszcze nie wiemy o chłastce? Czy może się jeszcze coś pojawić, jakaś perspektywa badawcza albo coś odnalezionego w archiwach, gdzieś za granicą na przykład, jakieś wspomnienia, które nagle wypłyną na wierzch, które zmieniłyby nasze spojrzenie na chłaskę? Bo ja nie wiem, czy wilk zmienił, czy to rzecz się przewrócił, dopełnił obraz. [01:58:52.62 → 01:59:35.50] B: To jednak jest bardzo ważnym wydarzeniem. To znaczy dla mnie jeszcze mniej więcej rok temu historia Chłaski była zamknięta. Był Chłasko, były jego książki. Jakby nie spodziewałem się żadnych ruchów wokół Chłaski. Od tego czasu ukazały się dwa wydawnictwa, które bardzo dużo wniosły do mojej powierzchownej wiedzy o Chłasce, czyli Edycja Listów. Kłaski, która zmieniła mi w dużej mierze jego wizerunek, jak i wilk, więc wydaje mi się, że wszystko się może jeszcze zdarzyć, nie można... To doprecyzujmy te lęki, [01:59:35.62 → 01:59:45.20] A: które były przed wydaniem, o których Pan wspomniał. One dotyczyły czego? Że nagle zmieni się na nie korzyść obraz ideowy, duchowego rozwoju Marka Kłaski? [01:59:45.24 → 02:00:06.77] C: Nie, nie, absolutnie nie. Chodziło o wartość literacką samej książki. O to, że ona nie jest wysokich lotów. O to, że ona jednak odstaje od poziomem literackim, takiej odgórnie przyjętej wartości dzieła literackiego. Odstaje od pozostałej twórczości Hłaski. [02:00:07.11 → 02:00:09.25] A: Wedle zasady wprawek nie publikujemy, tak? [02:00:10.38 → 02:00:18.80] C: No tak. No i poza tym jest mocno socjalistyczna. To znaczy mocno. Są tam tak tnurzące fragmenty jak malowanie portretu Stalina. [02:00:18.90 → 02:00:20.14] B: To jest strasznie zabawne. [02:00:20.30 → 02:00:21.42] C: Jest bardzo komiczne. [02:00:21.68 → 02:00:23.20] B: Niezamierzony w sposób niezamierzony. [02:00:23.64 → 02:00:34.16] C: Tak i właśnie był problem z tym, że skoro jest to niezamierzone to czy nie może to się stać przedmiotem drwin i nawet ataków tak jak to się stało z wydaniem pierwszych dwóch tomików Wisławy Szymborskiej. [02:00:34.41 → 02:00:41.63] A: A czy z okresu emigranckiego pozostają jakieś białe plamy, które tu mógłby wypełnić badaż albo odkrywca? [02:00:41.81 → 02:01:44.16] C: Nie mamy jednej powieści Hłaski, którą zostawił w Stanach Zjednoczonych w 1968 albo 1969 roku, napisanej z jakąś amerykańską pisarką. Ostatnia powieść w zasadzie Marka Hłaski. którą matka Hłaski przekazała do niemieckiego wydawnictwa i ślad się po niej urwał, ponieważ mężczyzna, któremu przekazała tę książkę uznał, że jest ona niewarta publikacji i zabrał ją ze sobą. Nie wiadomo czy ją zniszczył, nie wiadomo czy ją ukrył, po prostu ślad po niej zaginął, a wydobycie informacji na jej temat na początku lat 90-tych starał się to zrobić Andrzej Trzyżewski i poległ. po wydaniu Wilka, ja próbowałem się dostać do tego wydawnictwa niemieckiego, oni o tym nic nie wiedzą. Istnieje zaginiona powieść Marka Kłaskiej, która jest złotym pociągiem. [02:01:44.36 → 02:01:48.72] B: Ale jest bardziej jakby namacalna niż Mesjasz Szulca. [02:01:49.42 → 02:01:53.82] A: Miejmy nadzieję, że Błuchakow miał rację, że rękopisy nie płoną. [02:01:54.26 → 02:01:57.36] B: Jakby widać nam tutaj pole, to się jeszcze wiele może zdarzyć. [02:01:58.06 → 02:02:03.26] A: Radosław Młynarczyk, Krzysztof Warga, Łukasz Drewniak. To było Litwa o literaturę Marek Łasko. Dziękuję bardzo.

