Kino w Teatrze Starym „Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham”
Wróćopis wydarzenia
Bilety: normalne 10 zł, ulgowe 8 zł
„Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham”
scenariusz i reżyseria: Paweł Łoziński
Polska 2016 / 80 min.
Po projekcji spotkanie z gościem
Gość: Paweł Łoziński
Prowadzenie: Magda Sendecka
Niezwykły dokument Pawła Łozińskiego ze zdjęciami Kacpra Lisowskiego jest zapisem terapii matki i córki prowadzonej przez profesora Bogdana de Barbaro. Przekraczamy granice jego gabinetu, żeby z bliska przyjrzeć się trudnemu procesowi uzdrawiania relacji, w którym terapeuta jest uważnym świadkiem i godnym zaufania przewodnikiem. Jurorzy Krakowskiego Festiwalu Filmowego, gdzie film nagrodzono Srebrnym Lajkonikiem, w uzasadnieniu werdyktu napisali, że otwiera on nowe przestrzenie gatunku. Ale może ważniejsze jest otwarcie przez Pawła Łozińskiego – nie po raz pierwszy zresztą – nowej przestrzeni w rozmowie o rodzinie. Wspaniały, wielki mały film, pozwalający zrozumieć, na czym polega trud i radość terapii.
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym
Nagrody:
Krakowski Festiwal Filmowy 2016, Konkurs Polski: Srebrny Lajkonik dla najlepszego dokumentu
Ińskie Lato Filmowe 2016: Złota Rybka dla najlepszego filmu polskiego
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.20 → 00:06.97] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Witamy bardzo serdecznie. Paweł Łoziński jest naszym gościem. [00:07.13 → 00:07.59] B: Dobry wieczór. [00:08.04 → 00:09.54] A: Rozmawiamy o filmie. [00:10.84 → 00:11.88] B: Dziękuję bardzo. [00:15.07 → 00:19.16] A: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Kiedy pojawił się ten tytuł? [00:20.52 → 00:30.71] B: W trakcie montażu. Film się miał nazywać Rozwód i w ogóle miał opowiadać o rozwodach, a właściwie o mediacjach rozwodowych, ale sprawy przybrały taki kierunek trochę inny. [00:31.62 → 00:48.96] A: Opowiedz trochę o tym. Akurat tak się składa, że w drodze do Lublina trzy lata temu opowiadałeś mi o tym pomyśle, o pracy nad tym filmem. Wydawało mi się to wtedy bardzo ciekawe. Film bardzo ewoluował. Dlaczego tak? Skąd był ten pierwszy pomysł? [00:50.54 → 02:52.93] B: Z takiej dosyć prostej przyczyny, bo okazało się, że nie sposób zrobić filmu o mediacjach rozwodowych, znaczy nie sposób postawić kamery w czasie prawdziwych mediacji. Bo ile znaleźliśmy mediatorów chętnych do tego, żeby w tym uczestniczyli, to te pary najczęściej ze sobą skłócone, które przyszły właśnie w swojej rozwodowej sprawie, już nie były takie chętne do tego, żeby się pokazywać. To jest czas silnych emocji burz. To, co było dla mnie interesujące, żeby właśnie zobaczyć te emocje, ale też jakby pokazać, jak ludzie z pomocą mediatora potrafią przez to lepiej przejść. Dla nich z kolei było czymś, było jakoś zaporą, no po prostu powiedzieli, że nie chcą już się pokazywać. Dosyć długo próbowałem ich na to namówić, różnie argumentując, że to może ktoś inny zobaczy, komu będzie lżej, jeśli oni pokażą ten swój rozwód właśnie, czy tę mediację rozwodową w filmie. No nie bardzo to działało i nawet się zacząłem źle czuć w roli takiego kogoś, kto właściwie namawia, ale też trochę przyciska i chce Może nawet właśnie wycisnąć ich obecność przed kamerą na siłę. A nie lubię takiej sytuacji, bo wolę jednak się przyjaźnić ze swoimi bohaterami i sprawić, żeby oni naprawdę chcieli być filmowani bez żadnego przymusu. Więc z powodu tego, że to nie szło i że się z tym trochę źle czułem, no to pomyślałem sobie, no to trzeba jakoś chyba poszukać inaczej. No i miałem dużo szczęścia, bo spotkałem znajomą psychoterapeutkę, taką przyjaciółką naszej rodziny, Jak to psychoterapeutka zapytała, co ty taki smutny jesteś? No to powiedziałem, a wiesz, bo nie mogę zrobić filmu. No o czym jest film? No powiedziałem. No mi słychać, nie, no tam mediacja jest ciekawa oczywiście, ale postaw w gabinecie psychoterapeuty kamerę. No to będzie ciekawe. Ja mówię, no ja to bym marzył o tym oczywiście, żeby tam tę kamerę postawić, tylko jak mam to zrobić, żeby nie złamać zasad etyki. psychoterapeutyczne. [02:52.97 → 03:19.37] A: Ja w tym momencie się włączę, prosząc Państwa, którzy oglądają nas w streamingu, żeby jeśli nie widzieli filmu, to żeby w tym momencie zatkali uszy albo wyłączyli nagranie, no nie wiem, coś zrobili takiego, bo czuję, że musimy o tym powiedzieć, jak to się stało, jak to się wydarzyło, że ta kamera jednak stanęła w gabinecie psychoterapeuty. Państwo to już wiedzą, prawda? [03:21.77 → 03:57.58] B: No moja znajoma powiedziała, że jest taki sposób na to. Państwo znają już ten sposób, żeby te kamery tam postawić i no nie raniąc nikogo i zarazem właśnie zachowując się zgodnie ze sztuką psychoterapii, czyli nie, nie naruszając jej no intymności. No i tak żeśmy dotrzeli dalej procedować, to znaczy szukać takich par, które by się zgodziły wystąpić przed kamerą. No dobra, nie będąc w życiu parami. [03:59.38 → 04:16.40] A: Czyli właściwie zaproponowałeś swoim bohaterkom psychodramę, która jest doskonałą techniką psychoterapeutyczną stosowaną szeroko, bo w gruncie rzeczy, jeśli damy człowiekowi maskę, to powie nam prawdę. To wiemy i w teatrze, i w psychoterapii. [04:16.63 → 05:58.14] B: No właśnie tak się, ja trochę nie wierzyłem w to, że to tak działa dobrze, dopóki nie sprawdziliśmy tego. Zrobiliśmy taki wstępny casting wśród znajomych, dwie pary przyszły, usiadły w gabinecie, no w gabinecie, filmowym gabinecie, w którym obsługiwała, prowadziła terapię moja znajoma Alel Czeska. Na co dzień pracuje w Kopenhadze z ofiarami wojny, traum i różnej różnego rodzaju przemocy, także bardzo doświadczona psychoterapeutka. I ona zrobiła to, co mi obiecała, to znaczy zrobiła dwie sesje, które my nagrywaliśmy, po to, żebym ja sprawdził, czy to działa. No i zadziałało tak rewelacyjnie, że aż nie mogę mu wierzyć. I sobie pomyślałem, no dobra, to mam teraz sposób na to, jak zrobić film wreszcie. Wreszcie to się... Chyba to się uda tym razem, bo jeszcze nie mówiłem, że ten poprzedni film Poprzedni temat remediacyjny to odciągnąłem po prostu przez dobre dwa lata, jeśli nie dłużej. Już byłem tak na granicy właściwie porzucenia tego filmu i tematu. To by mi się zdarzyło. Pierwszy raz w życiu się bardzo przed tym broniłem, bo to był jednak jakiś rodzaj klęski by był. Więc sobie pomyślałem, no dobrze, to teraz można tę klęskę przekuć wreszcie w jakiś tam może rodzaj sukcesu, skoro mam takie genialne narzędzie w postaci psychodramy. I zrobiliśmy casting na ludzi, szeroki casting przez Facebooka ogłoszony na ludzi, którzy by chcieli wziąć udział w takiej filmowej terapii. Opowiedzieć o sobie chyba lub o sobie tak, w każdym razie o swoich prawdziwych emocjach wobec partnera, który niekoniecznie byłby ich prawdziwym partnerem w życiu. [05:58.74 → 06:07.13] A: Jak zanęcałeś? przyszłych aktorów, przyszłe aktorki. Jaka to była, jakiego rodzaju reklama, jakich argumentów użyłeś? [06:07.73 → 07:13.37] B: To jest eksperyment, że będą mieli szansę spotkać się z najlepszymi terapeutami, że to też będzie za darmo i że to jest taki rodzaj eksperymentu, który pozwoli im być może jakoś na sucho przepracować różne rzeczy, które i zadziwił mnie, które w życiu mają, znaczy różne problemy, które w życiu mają i zadziwił mnie taki No naprawdę ogromny, ogromny odzew i spotkałem się w sumie wiele dni się spotykałem z różnymi ludźmi co pół godzinki czy co godzinę w kawiarni i oni przychodzili. Genialna dla reżysera jest to sytuacja, nie ja muszę gonić i szukać ludzi, tylko oni zaproszeni siadają przy stoliku i nawet w żadnej gry wstępnej nic, tylko od razu przechodzimy, jest mało czasu, przechodzimy. Z czym pan, pani przyszła do mnie, a właściwie z czym by pani lub pan przyszedł do gabinetu psychoterapeuty? Jaki jest kłopot? O co chodzi? No i oni mówili i ja to sobie notowałem za ich zgodą i odbyłem takich rozmów dobrze ponad setkę. z różnymi ludźmi, więc tak wydaje mi się, że jest sporo. [07:15.23 → 07:19.25] A: To właściwie takie konsultacje psychologiczne przed terapią trochę prowadziłeś. [07:19.31 → 07:50.16] B: No tak, ale ja przecież nie mam żadnych do tego narzędzi i nawet potem się troszkę odbiło na moim zdrowiu. Właśnie byłam ciekawa. Wysłuchałem wielu historii na ogół strasznych. Jednak też na takie polowałem i ciężko mi było czasem sobie z tym poradzić potem. Tak przedawkowałem te ludzkie historie rzeczywiście w tym momencie filmu. Nie mam warsztatu terapeutycznego, nie mam superwizora, który by mi jakoś pomógł się z tego, nie wiem jak to się nazywa, odtrząsnąć. [07:50.88 → 07:51.38] A: Wydobyć. [07:51.50 → 09:12.91] B: Wydobyć, dobrze. No więc jakoś to musiałem poradzić sam. Ale mam przyjaciela, który jest psychologiem z wykształcenia, nie terapeutą, ale psychologiem. Bardzo mi pomógł w tym. I w tych castingach, i potem jakby w dobieraniu tych ludzi, w tworzeniu z nich par. I zaczęliśmy fazę zdjęć, czyli no para wybrana przez nas, ulepiona, zrobiona przez nas i terapeuta, czy terapeutka. Mieliśmy właśnie alel czeską, w pewnym sensie pomysłodawczynie tego sposobu, jaki użyliśmy do zrobienia tego filmu. Był pan Wiśniewski, Andrzej, nie żyjący już niestety, przedwcześnie zmarł i świetny. psychoterapeuta i był właśnie pan profesor de Barbaro, którego Państwo widzieli na ekranie. Nagraliśmy tych sesji z różnymi ludźmi w różnych sprawach, którzy przyszli w różnych sprawach, bardzo dużo też, koło 25. Aż natrafiliśmy na tę jedną parę, matki, matki, córki, matkę i córkę, które akurat, no akurat usiadły, te panie przed tym psychoterapeutą, to też był przypadek jakoś tak, zrządzenie losu. Ale troszkę podobnie jak w życiu, wybieramy jakiegoś terapeuty, bo tam ktoś powiedział, że jest fajny i dlatego do niego idziemy. [09:13.13 → 09:14.31] A: I akurat ma wolne terminy. [09:14.83 → 09:22.27] B: I akurat ma wolne terminy, co tak. Oczywiście jest podejrzane, jak ma wolny termin za wcześnie, bo to może znaczyć, że coś niedobrze. [09:22.35 → 09:23.69] A: Nie, może mieć za dwa miesiące, ale [09:23.69 → 10:52.94] B: jednak... Do Barbary z pewnością kolejka dwa lata. No i akurat okazało się, że ta para, te dwie kobiety, głęboko w siebie weszły, tak się stały matką i córką, że to było nieodróżnialne właściwie. I myślę, że nawet ciekawsze niż gdybyśmy prawdziwą parę matki i córki posadzili tam przed kamerą. I że to jakby, że to ma rozwój. Bo w tych poprzednich sesjach, które kręciliśmy, nawet jeśli to były sesje takie, jakby to powiedzieć, powtórzone, czy jakby kolejne sesje, bo w przypadku jednej pary tak robiliśmy, zrobiliśmy, to nie miałem poczucia tego, że widziałem psychoterapię w działaniu. A tu wydawało mi się, po pierwszej sesji mi się wydawało i to, że to terapeuci również, ponieważ się umówili na następną sesję, że to jest coś, co warto, warto dalej ciągnąć. I rzeczywiście pociągnęliśmy to tak, jak widać w filmie, przez pięć sesji, z czego z tej piątej służy tylko taki mały fragmencik. I wydaje mi się, że udało się, że udaje się to zobaczyć, czyli inni ludzie wchodzą do gabinetu na początku filmu i trochę już chyba inni z niego wychodzą. Te przemiany widać nawet na twarzy tych kobiet, które jak mi się wydaje w jakiś sposób nawet pięknieją. Jakoś to się odprężają, widać jak z nich różne ciśnienia, różne bóle schodzą. [10:54.31 → 11:03.91] A: Tak rozmawiamy o sposobie i o tym, jak to się działo, ale spytam cię o motywację. Dlaczego chciałeś zrobić ten film? Dlaczego najpierw o mediacjach? Skąd ten pomysł w ogóle? [11:05.71 → 13:35.65] B: Myślę, że w tyle głowy miałem taki pomysł, żeby zrobić film o takiej dobrej rozmowie. Że może para ludzi przyjść z jakimś konfliktem. Para ludzi bliskich sobie, kochających się oczywiście, jak to w rodzinie. ale nie umiejących się dogadać. I że ten trzeci, ten obcy, jak o sobie mówi terapeuta w filmie moim, będzie potrafił im pomóc dopracować jakiejś nowej formuły, czy jakiegoś nowego sposobu porozumiewania się. Czy pozwoli im wykrywać jakiś nowy wspólny język, który będzie kładką między nimi. Być może to ma związek z filmem, który zrobiłem jako poprzedni, czy właściwie dwa filmy temu, czyli Ojciec i Syn. Tutaj też pokazywałem go państwu 3 lata temu właśnie, w tym miłym towarzystwie twoim. I to był film o takiej, nie wiem czy dobrej rozmowie, ale trudnej rozmowie. My wtedy, nie wiem czy państwo widzieli ten film, z ojcem tu w samochodzie, jedziemy i że to się nazywa autoterapia, w podwójnym tego słowa znaczeniu, no bo w samochodzie, i że sami sobie tę terapię zrobimy. No ale właśnie się okazało, że no nie można sobie samemu zrobić terapii, to się nie może udać. to tylko Baron Munchausen się potrafił sam wyciągnąć za włosy z bagna i to w bajce, a w życiu tak niestety nie ma. I być może z takiej potrzeby, może inaczej, ponieważ finalnie ten mój eksperyment filmowy z ojcem się skończył dwiema wersjami filmu i jakimś rodzajem głębszego konfliktu, który trochę potrwał, no to sobie pomyślałem, że Dobrze, okej, no to jak nie tak, to jak? Kto by to potrafił? I pod świadomym i nieświadomym, nie wiem jak to nazwać, przez te właśnie mediacje rozwodowe, o rozstawaniu się ludzi, doszedłem do filmu, który jest właściwie o w pewnym sensie też o jakimś rozstawaniu, ale zdrowym, z taką nadzieją, z takim w miarę bezbolesnym przecinaniem pępowiny, które jest chyba w końcu dobre O rozstawaniu, żeby się spotkać. No właśnie, o rozstawaniu po to, żeby się spotkać już trochę w innych sytuacji, w innych rolach, na innej zasadzie, ale może właśnie w takim zdrowszym spotkaniu. [13:37.21 → 14:29.51] A: Proszę Państwa, podejrzewam, że mają Państwo jakieś pytania. Proszę się włączać, bo my możemy tutaj długo, ale chciałabym też Państwu dać szansę. Pytania, wrażenia? Jeśli ktoś ma ochotę się podzielić, to zapraszamy. Proszę bardzo. Proszę zaczekać na mikrofon, bo nie będą nas słyszeć internauci. Film był dla mnie głębokim przeżyciem, rzeczywiście. Skupiona byłam bardzo, może aż za bardzo. Ale teraz mi się takie pytanie nasuwa. Na ile to był Treścią rozmowy była treść scenariusza pana, jak przeczytałam, a na ile to były wypowiedzi takie samoistne, spontaniczne, to jedno pytanie. Drugie, kim z zawodu są te panie biorące udział w terapii? [14:31.17 → 17:26.14] B: To odpowiem najpierw na drugie pytanie. Panie biorące udział w terapii są kolejno mama tłumaczką, A córka jest troszkę artystką multimedialną, troszkę kręcącą się w okolicy teatru, głównie za kamerą rejestrująca różne wydarzenia, czy robiąca projekcje na żywo do teatru. Stanariusza nie było, to znaczy, ja przepraszam, nie zdążyłem tego przedtem powiedzieć, ominąłem to, że dla mnie było szalenie ważne, żeby ludzie dali z siebie swoje przeżycia, swoje historie, bo ja wiedziałem, że ja przecież tego nie wymyślę lepiej niż oni to przeżyli. No nie ma na to przecież szans. Dlatego tak też kocham ten gatunek, czyli film dokumentalny, bo wiem, że nigdy bym nie wymyślił tego, co ludzie są gotowi mi dać, przynieść. I tak też było w tym wypadku. Mówiliśmy o tym, że jakby z tym, co było wspólne dla ich historii, to ten rozwód, który nastąpił w rodzinie. I obie panie miały go na koncie, że tak powiem. I matka, i matka, i córka. No córka pochodziła z rozbitej rodziny. Matka miała tę rodzinę, która się właśnie rozpadła. I myślę, że to tak niezwykle silnie zadziałało między nimi, że stało się to, co państwo żeście zobaczyli. był film, który chyba najbardziej dokumentalny z moich filmów, bo zazwyczaj jak się kręci film, no to często mówimy naszym bohaterom, nie nazywamy ich aktorami, tylko bohaterami, bo oni nie są aktorami, czasami mówimy, a nie nagrało się, to proszę jeszcze raz powtórzyć, albo mówimy, jakby pan tu tak mógł przejść z lewa na prawo, bo potrzebujemy takie ujęcie. No to jest takie minimum, nie, reżyserii w filmie dokumentalnym. Albo powtórzcie coś jeszcze, bo Bo tak trochę, albo pogadajcie na ten temat, bo to by było dobre, gdybyście o tym sobie porozmawiali. A tutaj nie, to znaczy, no był casting, one usiadły, poznały się na 10 minut przed sceną ze sobą, usiadły na krzesłach, naprzeciwko był terapeuta, a potem jest chronologicznie to, co się naprawdę wydarzyło, bez żadnych ingerencji z mojej strony, zatrzymań kamery, próśb o dublę, Nic. Miałem pierwszy raz w życiu taką czystą sytuację, w której mam tak fantastycznego terapeuta, że właściwie nic tu więcej. Ja tylko muszę być cicho i musimy się postarać nie uronić ani słowa, ani obrazka z tego, co się wydarza. I tyle właściwie. [17:27.52 → 17:27.98] A: Dziękuję. [17:28.50 → 17:29.14] B: Dziękuję bardzo. [17:29.88 → 17:30.38] C: Zapraszamy. [17:30.52 → 17:31.14] A: Kto z Państwa? [17:35.08 → 20:22.21] B: Ile trwało Ile trwało jakieś zadanie tych warunków grzegowych, prawda? Bo wybrał Pan dwie panie, które były z rozbitych rodzin, ale trzeba było to im przekazać. I czy było coś takiego, że Pan przekazał, co Pan chce odzyskać, co Pan chce wciąż wciągnąć? No zasadą... A ile one sobie zostały przedstawione? Na ile został przedstawiony temat, który pan chce zrealizować? W trzech słowach. Jesteś matką, jesteś córką. Tak, jesteś matką, jesteś córką. Łączy was to, że ta rodzina się rozpadła. Tam był jeszcze wątek brata, który właśnie wypadł. Tyle. Nic więcej nie było, bo jakoś tak, ja to wszystko robiłem, no tak na czucie i na węch, no że sobie pomyślałem, tak jak łączyłem wszystkie pary, no myślałem sobie, no dobra, no to Jedni, ten może do tego by pasował, albo ta pani do tamtej pani, albo może na zasadzie jakiejś odwrotności sobie myślę, no tak, to byłoby za łatwe, gdyby ten człowiek miałby grać, czy być w jakiejś swojej roli, dajmy mu rolę zupełnie odwrotną. No i to lepiej lub gorzej się to wszystko toczyło, ale ten materiał akurat nakręcony z tymi paniami, Był dla mnie tak fantastyczny, że wspólnie z montażyską Dorotą Warnęczkiewicz zdecydowaliśmy, że to jest film, że właściwie nie ma co iść w mnogość tematów, bo też tego nie zdążyłem jeszcze powiedzieć, ale jak castingowałem ludzi, to odszukałem po tematach trudnych takich, które nas dzisiaj dotykają i dręczą czasem. Tematy jak właśnie rozstanie czy rozwód, Kłopoty z dziećmi jak kłopoty z różnymi używkami, narkotykami czy alkoholem. Nagle się okazało, że tego alkoholu jest bardzo, bardzo, bardzo dużo. Ludzie z tym przychodzą i przychodzą i to jest niestety bardzo popularny problem. Albo takie pomniejsze rzeczy jak to, że ktoś nie jest w życiu szczęśliwy na przykład albo mu się nie układał i sam właściwie nie wie, nie wie dlaczego tak się dzieje, ale jak zaczęliśmy te materiały do kupy składać, montować, to się okazało, że właściwie gdybyśmy zrobili z tego film, to właściwie byłaby rodzaj wyliczanki problemów. A tu mam wrażenie, że poszło głębiej i też, że ten film czy te kilka spotkań tej trójki ludzi jest o tej konkretnej parze, ale też niesie w sobie wydaje mi się wiele problemów innych ludzi, których znałem z innych sesji. [20:22.91 → 20:40.29] A: Ja dopytam, bo też chciałam Cię spytać o coś takiego jak setting terapeutyczny. Czy było tak jak w prawdziwej terapii, że sesja trwa 50 minut i spotykacie się, no domyślam się, że nie raz w tygodniu, ale powiedz coś o tym, o tej technice. [20:40.31 → 21:40.09] B: Tak, to znaczy 50 minut rzeczywiście to już terapeuta ma to po prostu, ma ten zegarek w głowie, że w okolicach 40 minuty już jak pilot Przy schodzeniu do lądowania już zaczyna, wypuszcza podwozie i już każe wracać, omawiać to co się wydarzyło, planuje na przyszłość i tak domyka sesję. Właściwie zegarkiem w ręku między 50 a 55 minut. Setingu co tydzień nie dało rady ustawić, bo The Barbaro bardzo jest zajętym człowiekiem, w związku z tym Były, no powiedzmy, nie pamiętam dokładnie, ale między pierwszymi dwiema sesjami było 10 czy 3 dni, czy 2 tygodnie mniej więcej. Potem jakaś była spora przerwa między 3 a 4, a ta piąta sesja w ogóle, a w ogóle zaczynaliśmy w maju, a skończyliśmy w październiku. Koniec września, październik. Październik to była ostatnia sesja. Więc taki setting nieprofesjonalny, że tak powiem, nie? Ale no mimo to one się w tych rolach jakoś utrzymały. [21:41.45 → 21:50.43] A: Powiedz, było coś takiego w tym materiale, czego żałujesz, że nie zdało rady się zmieścić w tych 80 minutach? [21:50.49 → 24:45.27] B: No tak, tak, tak. Było tam wiele poruszających spotkań. Pamiętam taką dziewczynę, która miała matkę, która piła i terapeutka najpierw ją odsłuchała, wysłuchała opowieści o dzieciństwie tej dziewczyny, dzisiaj już kobiety. z tą matką alkoholiczką, a potem terapeutka zagrała rolę jej matki. Usiadła naprzeciwko niej na krześle i odbyła z nią poruszającą rozmowę, której ta dziewczyna nigdy dotąd ze swoją matką nie odbyła i być może już nigdy nie odbędzie, ale dała jej taką możliwość powiedzenia do siebie jak do tej nie siedzącej na tym krześle obok niej prawdziwej matki, no takich rzeczy, których ona w innych okoliczności jakby nie miała okazji i też odpowiadała będąc tą matką w taki sposób, w jaki być może i prawdziwa matka nigdy by nie dała rady odpowiedzieć, ale sposób taki bardzo mądry, ale też taki uczciwy i szczery. Taki, który wydaje mi się, że tej dziewczynie mógł pomóc się z tą matką prawdziwą, Czy też tą matką, tym obrazem matki, który w sobie ona nosi, jakoś lepiej spotkać, lepiej zrozumieć, porozumieć. Było poruszające. Mimo, że nie było tam łez, tylko to wszystko było, i to wszystko było, cała scena była na szepcie właściwie takim, na takiej niepewności, no bardzo mocna dla mnie. A druga scena, to było spotkanie profesora z panem, który stracił syna dorosłego. I to była, to była sesja o nieprzeżytej żałobie. No i to było... No widziałem walkę tego, tego, tego mojego bohatera, tego pacjenta ze sobą w takiej, w takiej między taką jakby kuszącą propozycją, która padała delikatnie z ust terapeuty, że może z tego dobrze już znanego sobie miejsca tej, tej żałoby wyjść, walkę między myśleniem o tym w ten sposób, a pozostaniem w tym właśnie jednak bezpiecznym takim bólu i zamknięciu na świat. I to było też poruszające. I też sposób w jaki to de Barbaro robił. No i tak jak sesje, które państwo widzieli, no i z jednocześnie z taką niezwykłą empatią i wrażliwością, ale też z takim jasnym pomysłem na to, jakby można próbować mu pomóc w tym, gdzie jest kierunek. Poruszająca rozmowa też, jedna taka sesja w montażowni, bo to wszystko zmontowaliśmy. No to miało dwadzieścia parę minut, więc to już w ogóle mógł być z tego jeden dokumentalny krótki film. [24:46.67 → 24:48.69] A: Nie korcicie, żeby... [24:48.69 → 25:19.29] B: Korciło mnie, żeby zrobić serial. Żeby zrobić serial o ludziach, którzy przychodzą do gabinetu terapeutycznego. No i to jest oczywiście otwarta możliwość cały czas. żeby materiały są. Poza tym jest też sposób na to, jak to zrobić. Jest świetny terapeuta. Jeszcze z nim nie rozmawiałem o tym, czy by chciał. Ale spodziewam się, że może nie miałby nic przeciwko temu. No, przed nami ewentualnie. [25:19.31 → 25:22.33] A: Na pewno środowisko terapeutów nie ma nic przeciwko temu. [25:23.93 → 25:41.50] B: Nie, nie ma. I to też było dla mnie bardzo ważne, No, że nie przekroczyliśmy granic. Mówię my, my jako filmowcy, ale też Panne Barbaro jako terapeuta, że to zależało mi na tym, żeby tutaj nie... No, bo to jest film, który ma pomóc, a nie szkodzić, więc... [25:41.50 → 26:01.28] A: Ale ja też mam na myśli to, że ja też sama jestem terapeutką. Skończyłam studia z psychoterapii i... Wiem jak bardzo moje koleżanki i koledzy kochają ten film i szansa też zobaczenia guru psychoterapii, bo de Barbaro jest absolutnie niekwestionowanym autorytetem. [26:02.49 → 26:02.95] B: W działaniu. [26:03.08 → 26:12.84] A: W działaniu, tak. Dostajemy taką szansę i to jest i dla pacjentów, myślę, i dla terapeutów fantastyczna okazja, żeby się takiej pracy przyjrzeć. [26:13.78 → 27:28.11] B: Śmieszne były reakcje jego różnych znajomych. Mówili mu, Oglądam, że taki poważny jesteś do tych sesji, bo on jest raczej takim człowiekiem dowcipnym i takim towarzysko, jakby to powiedzieć, otwartym i takim właśnie raczej nie, no na pewno nie napuszczonym, ale też nawet nie właśnie takim super poważnym, tylko takim lekkim. I oni się nagle zdziwili, że to jego warsztat pracy, bo większość z nich nie miała okazji go widzieć przedtem. I też wielkim dla mnie komplementem było to, że on materiały z sesji, które nagrywaliśmy razem, to prosił, żeby mu wypalać na płytkach, bo chciał pokazać studentom i też to, a może zwłaszcza to, że ten film pokazuje swoim studentom. Ale to też jest znaczące, że on nie pokazuje go po to, żeby się chwalić, jaki jest genialny, czy żeby pokazać, w jaki sposób jest jedyny i tylko właściwy, tylko przeciwnie, on bardzo często mówi mi o tym, więc to też mogę powiedzieć, że właśnie pokazuje, gdzie się pomylił, gdzie zrobił błąd. Rozmawialiśmy już o tym dzisiaj w samochodzie, że czasem pomyłka terapeuty jest bardziej otwierająca dla pacjenta niż taka jego... Idealność. Tak, tak. [27:29.17 → 27:35.99] A: Tak, tak, proszę państwa, mamy pytanie. Już mikrofon do pani idzie. [27:40.33 → 27:49.65] C: Dzień dobry. Najpierw myśl, która zostanie we mnie po tym filmie. Poczucie krzywdy i osamotnienia ma posępny urok. [27:50.07 → 27:50.99] B: Podstępny. [27:51.05 → 27:52.81] C: Podstępny, podstępny, podstępny. [27:52.81 → 27:53.97] B: Podstępny i podstępny. [27:54.43 → 28:59.25] C: Podstępny i podstępny. Bardzo ważne i bardzo prawdziwe. Natomiast moja wątpliwość i moje pytanie dotyczy zjawiska, nazwałabym to tak, życie po życiu filmowym. Skoro w sesji brała udział matka i córka, nie będąc matką i córką, to poza filmem była matka i córka tych kobiet. I pojawia się we mnie takie pytanie natury moralnej. Na ile ta druga osoba w parze, ta niebędąca na ekranie, dała zgodę na to, żeby jej partnerka życiowa na tym ekranie się pojawiła, znaczy słowo partnerka może źle użyłam, ale wiemy o co chodzi. Na ile, bo te przeżycia były prawdziwe tych kobiet, co do tego myślę, że większość z nas nie ma wątpliwości. Na ile ta sesja pomogła tym poza ekranem, a na ile im mogła zaszkodzić? Czy pan miał takie wątpliwości moralne o tą osobę za ekranem? Dziękuję. [29:03.56 → 29:49.01] B: Prawdę mówiąc nie miałem, trochę dlatego, że zdałem się na terapeutę, który wiedział co robi, a trochę dlatego, że właściwie dlaczego mielibyśmy myśleć w ten sposób, że coś co jest pomyślane jako dobra rozmowa, która ma coś dać nowo otwarcie tym dwóm kobietom i jest pomyślane jako coś co ma pomóc, miałaby z drugiej strony zaszkodzić ich prawdziwym rodzinom? Dlaczego? Że szczerość może, że te prawdziwe emocje mogą zaszkodzić komuś? Mi się wydaje, że nie wiem co ty jako terapeutka myślisz o tym. [29:49.17 → 31:41.69] A: Bardziej bym się odezwała jako jednak filmoznawca, bo mam w pamięci film, który wywołał dwadzieścia parę lat temu ogromny skandal, który też zresztą tutaj pokazywaliśmy, czyli Marcina Koszałki i takiego pięknego syna urodziłem. gdzie naprawdę sporo było głosów bardzo poważnych, że to jest nieetyczne, że on przegracza granice i że ta matka jest przedstawiona jako potwór w tym filmie. Tymczasem to, co się stało, to była właśnie terapia dla tej rodziny i ta mama Marcina chwaliła sobie bardzo ten film. I to była oczywiście terapia szokowa. I ja jako terapeutka z kolei bym pewnie powstrzymywała każdego, kto by przyszedł do mnie po radę, żeby taki film robić. Ale jak się okazało, znowu coś, co było błędem, o czym przed chwilą tutaj z Pawłem mówiliśmy, okazało się, że wychodzi na dobre. I ja właśnie, tak jak przytoczę tę naszą rozmowę może, bo rzeczywiście zdarzyło mi się wielokrotnie w mojej praktyce, że terapia posuwała się bardzo naprzód w momencie, kiedy ja popełniłam błąd. i przeprosiłam na przykład za niego pacjenta. I to było tak znaczące dla procesu, że terapeuta też może się mylić, zwłaszcza w przypadku pacjentów czy pacjentek, którzy nie dopuszczają takiej możliwości, że oni się mogą mylić, że ich błędy są wybaczalne. To nagle zobaczenie, że ktoś się myli, robi coś niewłaściwego i to ani jego nie zabija, ani nie zabija pacjenta jest naprawdę leczące. Także myślę, że jeśli tutaj Paweł i de Barbaro, jeśli popełniliście błąd, to być może to jest właśnie taki szlachetny błąd, który może się obrócić tylko na dobre. [31:42.87 → 32:36.80] B: A jeszcze sobie myślę o tym, o czym rozmawialiśmy dzisiaj sobie prywatnie w samochodzie jadąc tu. Mianowicie, że czasem jest tak, że jak w jakimś układzie rodzinnym jeden człowiek się uda do psychoterapeuty, bo się źle czuje i chce sobie poprawić jakość życia, poczuć się szczęśliwym, to się nie musi wszystkim wokół w jego układzie podobać. No oni też się mogą poczuć oczywiście skrzywdzeni, a ktoś się chce poczuć skrzywdzony, to kto mu zabroni przecież? Okej, niech się poczuje skrzywdzony, ale właściwie dlaczego, jeśli to ma służyć... Ja rozumiem ten mechanizm, ja wiem jak to działa, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji ludzi na to. Więc wracając do pytania, Niech sobie bliscy tych pań myślą i czują, co chcą. Ale to nie było zrobione przeciwko nim. [32:39.84 → 33:06.54] A: Też bardzo często jest tak, że jeden z członków rodziny jest delegowany przez rodzinę, zwłaszcza dzieci to dotyczy, po to, żeby uzdrowić system. I nawet jeśli cała rodzina się opiera, to na nieświadomym poziomie jednak wysyła tę osobę do terapii. Więc być może nie wiemy tego. Z terapią jest tak, że mnóstwo jest niewiadomych. Dlatego to jest takie kuszące i dlatego jest takie trudne. [33:06.92 → 34:30.45] B: I tak jest tabuizowane też przy okazji. Dlatego mnóstwo ludzi, wiem, że terapii się boi zwyczajnie. A jak się boi, to ją właśnie ośmiesza. Często ludzie mówią, że trzeba być wariatem, żeby pójść na terapię. Przy czym jesteśmy zdrowi, ludzie to się nie leczą. A ja właśnie myślę sobie, Paradoksalnie trzeba być człowiekiem zdrowym, żeby chcieć o siebie zadbać w ten sposób i w ten sposób też myśl o terapii w ogóle, jako o szansie na to, żeby poprawić kontakt, swój kontakt z samym sobą na przykład. A co za tym idzie? I z innymi, jak dobrze pójdzie. Jak boli noga, to gdzie? Do jakiegoś tam idziemy. Od tego lekarza. Chirurga, dobra, w najgorszym wypadku. A jak dusza, no to co z tym zrobić? No i jest sposób, wydaje mi się. To też o tym chciałem zrobić film. Chciałem pokazać, że jest takie narzędzie. Ja go nie reklamuję, ja go nie wychwalam. Pokazuję, jak wydaje mi się, że może działać. I w moim przekonaniu w niektórych przypadkach na pewno takie jest. Nie wiem, jakie państwo mają doświadczenie terapeutyczne, czy skorzystania, czy z bycia po drugiej stronie, czyli terapeutami. Czy coś chcecie powiedzieć od siebie? [34:33.85 → 35:00.43] A: Ale niekoniecznie na ten temat. Zapraszamy też do pytań i opinii. A powiedz jeszcze Paweł, a z tych sesji już naszych bohaterek, czy trudno się montowało? Czy to był jakiś proces taki, w którym wiesz, wyłapywałeś tylko mocniejsze punkty i było w gruncie rzeczy to dosyć proste? [35:00.47 → 36:22.20] B: Było tyle proste, że to w ogóle też pierwszy mój film taki, po pierwsze właśnie bardziej dokumentalny z możliwych, po drugie, tak to podkreślam świadomie, bo uważam, że jak już uchylam kulisy warsztatu, To powiem do końca jak jest. I też porządek, w którym oglądaliście ten film państwo, czyli sesja pierwsza i pierwsza, sesja druga, kolejna, aż tak aż do piątej, rzeczywiście były w tej kolejności nakręcone. Tu nie ma żadnych, żadnych zmian, żadnych modyfikacji. I też coś, co się po prostu mi nigdy jeszcze w życiu nie zdarzyło przedtem, w mianowicie materiał jest w ramach sesji też chronologicznie ustawiony. To znaczy cięcia polegały na wyrzuceniu powtórek, jakichś kawałków nudy, jakichś zawahań, jakichś tam, no mniej ciekawych rzeczy po prostu, no bo inaczej film był, trwał 5 razy 50 minut, bo tyle właśnie ma sesja, jak mówiliśmy, to niby tego nie... No to już byłoby przesada, to już gorzej niż serial, nie? No i tak, no i to znaczy, że dla mnie to oznaczało, że terapeuta jest tak precyzyjnym człowiekiem, że tak w pewnym sensie można być wyreżyserował tę sesję, że no tutaj dramaturgia jest zachowana. On ją trzymał w ręku. [36:23.28 → 36:24.30] A: No i pacjentki. [36:24.84 → 36:56.93] B: No i pacjentki, tak. I pacjentki swoją no dwagą, odwagą i chęcią w ogóle wejścia w ten proces terapeutyczny. Ja myślę, że gdyby to usiadły dwie kobiety będące w rzeczywistości w rodzinnej relacji, to byśmy tego nie nakręcili. Dlatego, że tak mi się wydaje, one by się na przykład mogły jakoś nawzajem chronić. Nawzajem by się mogły pomagać sobie, żeby tutaj... [36:56.93 → 37:00.20] A: Mogłoby to o wiele dłużej... [37:00.20 → 37:02.55] B: No tutaj też to robią w pewnym sensie. [37:03.95 → 37:14.07] A: Do tego by pewnie terapeuta nie dopuścił, żeby się pokłóciły, ale wyobrażam sobie, że mogłoby to trwać o wiele dłużej. że one mogłyby się dłużej chronić rzeczywiście. [37:14.27 → 37:14.75] B: Tak myślę. [37:14.91 → 37:22.69] A: Zwykle terapia trwa co najmniej 12 sesji. To jest taka bardzo krótkoterminowa. 5 sesji to jest naprawdę błyskawica. [37:23.31 → 38:44.36] B: Też mi właśnie bardzo zależało na tym, żeby w tym filmie nie było czuć, że to jest jakiś zamknięty proces. Nie chciałem tu udowodnić, no proszę, 5 sesji czy 4,5 w zasadzie. I co? I mamy, tak? Zrobione, zakończone. Nie jak w serialu Bez tajemnic. Tam było 6 chyba spotkań. że to tak nie działa, tak nie może działać. Język porozumienia się wykształcił, mi się wydaje. Pojawiły się jakieś słowa, klucze właśnie takie, które być może pomogły im się lepiej dogadywać w życiu codziennym. Ale terapeuta też mówi, nie za szybko. Proszę, zalecam ostrożność, niech ta blizna się zagoi jakoś. On nie popędza, przeciwnie raczej mówi, Dajmy sobie czas na to. I to też zdarzało mi, żeby to na końcu wybrzmiało mocno, że to nie jest gotowa recepta na to. Proszę, masz kłopot z dzieckiem? Proszę, pięć sesji, pan profesor to zrobi i już jesteście innymi ludźmi. No nie, to jest, one dostały do ręki, wydaje mi się, jakiś rodzaj narzędzi w ogóle takich początkowych do tego, żeby siebie lepiej poznać, żeby sobie lepiej ze sobą nawzajem radzić i mniej się też ranić przy okazji. No tyle, tylko tyle i aż tyle, jak mówi Czy ktoś jeszcze miałby ochotę [38:44.36 → 38:52.84] A: się włączyć do rozmowy? Zapraszamy. Może galeria? [39:01.42 → 39:02.68] B: Może to nie jest tak łatwo. [39:03.22 → 39:04.88] A: Tak podejrzewam. [39:10.63 → 39:12.67] B: Znany. Dobry jest. [39:13.45 → 39:15.97] A: Pytanie było o stan ducha bohaterek aktualny. [39:16.25 → 40:14.45] B: Dobry jest, dobry jest, wiem. Mam kontakt. Nie dalej jak trzy dni temu? Trzy. Nie, może pięć. Może pięć. Widziałem Hanię w sytuacji towarzyskiej, w świetnej formie. Pracuje przy jakimś kolejnym spektaklu, w którym zresztą gra moja córka, a ona to filmuje. A z Ewą też mam czasami kontakt, to mieszkamy... W ogóle to było tak śmiesznie, że to niby ludzie przyszli, większość przyszła z castingu takiej nieznajomej, a tutaj byli w pewnym sensie ludzie, no i tak można powiedzieć, polecenie rodzinne, bo w rzeczywistości Ewa jest mamą najbliższej przyjaciółki mojej młodszej córki, więc ja i jej młodszą córkę, i Ewę znam od wielu, wielu lat, bo one zaczęły się przyjaźnić już w przedszkolu właściwie. a z kolei Hania jest koleżanką mojej starszej córki, więc tak trafiłem na nie, w ten sposób. [40:14.77 → 40:18.15] A: Czyli casting, castingiem, a dostały rolę po znajomości. [40:18.47 → 40:19.83] B: A dostały po znajomości, dokładnie. [40:20.55 → 40:23.11] A: Paweł, ale czy to nie przeszkadzało w pracy? [40:24.23 → 40:24.45] B: Nie. [40:25.33 → 40:28.33] A: Nie było dodatkowego stresu, a pomagało? [40:28.83 → 40:50.42] B: Ja myślę, że pomogło w zbudowaniu zaufania, przede wszystkim do mnie na początku, Zresztą Ewa nie chciała być w tej roli. Ona mówiła, ja chcę się spotkać z którymiś z moich byłych mężów. Pomyślałem sobie, jak ona tak bardzo chce, to jej właśnie tego nie dam. Nie? Że właśnie musi, to byłoby za łatwe zadanie dla niej. [40:50.42 → 40:54.86] A: Bardzo terapeutycznie dajemy pacjentom nie to, czego chcą, tylko to, czego potrzebują. [40:57.24 → 41:34.00] B: No i właśnie wydawało mi się, że potrzebuje czegoś innego. W związku z tym powiedziała mi, ty chyba spotkasz się z córką. To aż wyschnęła ciężko. Sobie takie... Ale skoro nalegasz, to przezrobię to, powiedziałem. A jak pani myśli? Prawdziwe. Myślę, że historie też były prawdziwe, ale oczywiście na moje, na mój nos dokumentalny to były prawdziwe, ale nigdy im nie zadałem tego pytania potem, no bo po co właściwie? [41:35.45 → 41:44.72] A: No mówimy, rozumiem, o prawdzie emocjonalnej, w której zresztą o tym jest przecież ten film. Tam nie ma jakichś faktów pod tytułem ulica taka, taka, numer mieszkania. [41:44.88 → 42:58.01] B: No pies jamnik. Tak akurat sprawdziłem, nie odpuściłem. Był pies jamnik rzeczywiście. Ale nie sprawdziłem historii z oknem. Patrzę, czy tata przyjedzie, czy nie przyjedzie, ale to było tak prawdziwe dla mnie, że miałem wątpliwości na to, że właściwie nie warto pytać. Nie, dla mnie to było też na kolejnym poziomie jakby niezwykłe doświadczenie, że można ludzi sobie zupełnie obcych, można tych ludzi obok siebie posadzić i zadać im pewien temat bycia w jakiejś relacji ze sobą i oni w to wchodzą tak po prostu z marszu właściwie, dokładnie to dosłownie było z marszu, z ulicy. To znaczy, że jesteśmy niby każdy z nas jakiś jeden, jedyny niepowtarzalny i nie ma takiego drugiego człowieka na świecie jak ty. Ale z drugiej strony role, w które ty wchodzisz, to sama najlepiej wiesz, że są powtarzalne jakoś, nie jedyne w życiu. I to nas chyba czyni ludźmi w ogóle, że potrafimy dzięki temu ze sobą rozmawiać, być, przebywać, socjalizować się, bo w podobnych rolach siebie znamy, odnajdujemy, mamy te same kłopoty, te same problemy. [42:58.65 → 43:18.03] A: Na tym też polega siła terapii grupowej z kolei, że ludzie odnajdują w sobie te same problemy, a potem się uczą odnajdywać też różnice i rozumieć, że jest i tak i tak, że jesteśmy i podobni i różni i że tak po prostu jest i nie ma co przeciwko temu się buntować. Jedno i drugie może być pocieszeniem. [43:20.17 → 43:20.97] B: Idealna sytuacja. [43:22.63 → 43:33.12] A: Zapraszamy proszę Państwa. Będziemy powoli kończyć, więc ostatnia okazja albo przedostatnia. [43:36.78 → 43:42.62] B: Jak na sesji, taka długa cisza. [43:42.80 → 43:46.18] A: Tak, tak, tak, a potem ostatnie pięć minut najważniejsze rzeczy. [43:47.02 → 44:00.92] B: Bywa tak. Tak. Powinien być. [44:01.50 → 44:01.92] A: Na DVD. [44:02.08 → 45:12.73] B: Albo nawet na VOD. To jest w jakiejś realnej, bardzo niedalekiej przyszłości. A chciałaby Pani pokazać komuś? A komu? Bardzo miło. Prawdopodobnie będzie na VOD o netu pokazywane. Tylko mam prośby. Niech Pani i też Państwo nie mówcie jak został zrobiony, bo to jest jednak spoiler, nie? Żeby, a szkoda, Chodzi o to, żeby go oglądać, bo to jest film o tym, co się dzieje w tej trójce ludzi, a chyba byłoby gorzej na to patrzeć, gdyby to się nagle stał film o metodzie, w jakiej ten film został zrobiony. Metoda jest dodatkiem do tego tylko, jakimś być może dla niektórych bonusem, dla niektórych może obciążającym dodatkiem na koniec, ale film jest jednak o miłości, o samotności, o szukaniu ucieczki. dróg ucieczki przed tą samotnością, przed którą się ukryć nie można, bo ona jest w środku w nas i jakbyśmy daleko nie uciekali, to ciągle i tak będzie nas prześladować o tym, jak przeciąć pępowinę, żeby w miarę nie bolało. No dla mnie o tym to jest. [45:13.11 → 45:15.85] A: I o podejmowaniu odpowiedzialności za swoje życie? [45:16.97 → 45:22.53] B: No, w wypadku mamy bardziej. No, ale myślę, że córki też. Córki też. [45:23.01 → 45:35.75] A: Bo dopóki ona jest tak spretencjonowana i pełna... Foców. Nie nazywałabym tego fochami, ale wiesz, uczuć wobec matki, to nie możesz się zająć swoim życiem, żalu. [45:37.95 → 45:39.69] B: To wszystko są strasznie trudne rzeczy. [45:40.05 → 45:41.43] A: O uwalnianiu też myślę to jest. [45:43.81 → 47:34.05] B: Myślę, że Ja się cieszę, że one takie, troszkę też odpowiadając Pani na pytanie właśnie, no ja się cieszę, że one miały taką możliwość, żeby się spotkać w takiej konfiguracji i to przeżyć. I mało tego, one się też cieszyły. Jak uznaliśmy zgodnie, że to już jest ostatnia sesja, to były bardzo smutne i powiedziały, że czują brak, będą czuły brak tego, tych spotkań, że to im, no nawet zaczęło zastępować jakieś, no może być terapia, a może zastępczą terapią, a może zastępować też, no, taki kawałeczek relacji, którego nie miały może ze swoimi prawdziwymi rodzinami. I nawet otworzyliśmy im taką furtkę, już tak prywatnie, poza kamerą, że gdyby, no, uznały, że chcą się jeszcze z terapeutą spotkać, już na kompletnie prywatnym gruncie właśnie, bezfilmowym, pojedynczo, już nie w konfiguracji tej filmowej. to my też wzięliśmy na siebie taką możliwość, znaczy powiedzieliśmy, że możemy kilka takich sesji po prostu zafundować i to sam też profesor zaproponował, że a propos takich właśnie dania bezpiecznych granic bohaterkom tego eksperymentu, że one były bezpieczne, że gdzieś tam ta taka, no tam jak w hokeju, taka banda owinięta czymś takim, jakimś materiałem elastycznym była w zasięgu wzroku. Był numer telefonu i jakby specjalna troska i takie czuwanie terapeuty nad nimi. Ale z tego co wiem nie skorzystały z tego. Nie miały potrzeby widocznie. Coś się może wysyciło i wystarczy już po prostu. [47:35.61 → 47:42.49] A: Ja myślę, że to jest taki film, po którym więcej się myśli niż mówi. [47:43.36 → 47:58.54] B: Wyobrażam sobie takie spotkanie, na którym nie padłoby żadne pytanie, tylko przesiedzielibyśmy 50 minut według settingu. To podobno się nawet na terapiach zdarza, że przychodzi pacjent i nic nie mówi przez 50 minut. [47:59.08 → 48:12.64] A: Ale to już musi być strasznie zezłoszczony na terapeutę. No i myślę, że jednak terapeuta się odzywa w takich... Powinien. Bo to już byłoby sadystyczne. [48:13.79 → 48:19.17] B: dać mu wytrzymać w takiej ciszy. No to nie byliśmy tacy źli dzisiaj. [48:19.29 → 48:44.91] A: Nie, nie, myślę, że daliśmy radę, że taka jest wystarczająco dobra dyskusja, żeby użyć terapeutycznego slangu. Proszę Państwa, życzymy Państwu wystarczająco dobrego wieczoru, wystarczająco dobrego tygodnia i wystarczająco dobrego roku, skoro mamy pierwszy w tym roku pierwsze spotkanie. Tobie Paweł wystarczająco dobrych, albo jeszcze lepszych następnych filmów. [48:44.99 → 48:47.45] B: Wystarczająco dobre, absolutnie wystarczające. [48:47.45 → 48:51.07] A: Wystarczające, żeby na te Grand Prix, żeby w Krakowie tam wystarczały. [48:52.51 → 49:17.13] B: No i też wystarczająco zadowolonej widowni bym chciał, bo każde spotkanie jest dla mnie bardzo wartościowe. Bo reżyser dopóki nie pokaże ludziom filmu, to przecież nie wie o czym film zrobił. Dopiero wasze reakcje sprawiają, że ja rozumiem, o czym jest film, bo dla każdego może być o czymś innym, przecież jest dowolność tutaj i swoboda. I też, czy wyszło to, co ja chciałem, czy też nie wyszło. [49:17.67 → 49:31.91] A: Czyli znowu jak w terapii, pacjent przychodzi, daje materiał, terapeuta mu go zwraca ze zrozumieniem. Czyli ty przychodzisz, dajesz materiał, widownia oddaje ci to opatrzone jakimś komentarzem, feedbackiem. [49:32.03 → 49:39.08] B: Tak, to dlatego to jest dara. Jak dar terapii, dar spotkania z publicznością. [49:40.12 → 49:42.83] A: Proszę Państwa, dziękujemy bardzo. Dziękuję, Paweł. [49:42.83 → 49:43.62] B: Bardzo dziękuję również. [49:43.96 → 49:58.10] A: I zapraszam za dwa tygodnie na spotkanie z Krzysztofem Rakiem, scenarzystą sztuki kochania według Michaliny Wisłockiej. Scenarzystą przypomnę Bogów, więc myślę, że będzie o czym rozmawiać. Dziękuję.