Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

fot. Dorota Awiorko

Bitwa o kulturę. Lubelski teatr wiedeński / Ewa Benesz, Mariusz Makowski

Wróć

BITWA O KULTURĘ

Każda osoba, która nabyła bilet na wydarzenie podlega obowiązkowi dostosowania się do wymogów i regulacji związanych z epidemią COVID-19, obowiązujących w dniu wydarzenia.

Rozmowa tłumaczona na polski język migowy Tłumaczenie na polski język migowy

Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną Pętla indukcyjna

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 15.09.2022 r.
Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.

Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu fb Teatru Starego).

Dzieje rodziny Makowskich i budynku na zbiegu ulic Dominikańskiej i Jezuickiej od roku 1853 do 1981. Jak Teatr Rozmaitości stał się Théâtre Optique Parisien, czym było kino Rialto i Teatr Powszechny, działające w tym samym gmachu, który dziś nazywamy Teatrem Starym? Kim byli Makowscy – familia uparta na sztukę, rzutcy przedsiębiorcy teatralni, wielcy amatorzy nowinek artystycznych, rzemieślnicy dobrego smaku? Poznajmy ich życie prywatne w czterech pokoleniach w cieniu wielkiej historii.

Prowadzący: Łukasz Drewniak

 

#opisujemy

Czarno-białe zdjęcie uśmiechniętego mężczyzny w okularach. Mężczyzna ma lekki zarost, jest ubrany w czarną koszulkę i marynarkę w drobną kratkę. Tło jest czarne.

 

Битва за культуру. Люблінський віденський театр

Гості: Ева Бенеш, Маріуш Маковський

Проводить: Лукаш Древняк

Історія родини Маковських і будинку на розі вулиць Домініканської та Єзуїцької з 1853 по 1981 рік. Як з Театру різноманітності повстав Théâtre Optique Parisien (Паризький оптичний театр), чим був кінотеатр Rialto та Театр загальний, що діяли в одній будівлі, яку ми тепер називаємо Старий театр? Ким була родина Маковських – родина, віддана мистецтву, активні театральні антрепренери, великі поціновувачі мистецьких новинок, майстри доброго смаку? Давайте познайомимося з їхнім приватним життям у чотирьох поколіннях у тіні великої історії.

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7.00 a 11.00.

Dofinansowano z budżetu państwa – ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa
Narodowego:
 

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.41 → 01:46.04] A: Dobry wieczór Państwu. Łukasz Drewniak, witam serdecznie po przerwie wakacyjnej na pierwszej debacie z cyklu Bitwa o kulturę. I tą debatą rozpoczniemy taki cykl, który będzie nam towarzyszył przez na pewno jesienne wieczory, wtorkowe wieczory, który dotyczy, jest skupiony wokół dwóchsetlecia Teatru Starego w Lublinie. Na 20 października zaplanowaliśmy premierę króla Lira, Janusza Oplińskiego i Andrzeja Seweryna. jako próbę powrotu do czasu, do repertuaru, do chwil, kiedy Teatr Stary w Lublinie, ten gmach na zbiegu ulic Jezuickiej i Dominikańskiej otwierał się, był budowany przez Łukasza Rodakiewicza. A dzisiaj chciałbym, żebyście państwo posłuchali opowieści o rodzinie i o teatrze. Ten odcinek nazywa się Wiedeński Teatr Lubelski i skupimy się w nim pracy u podstaw rodziny Makowskich w związkach z Lublinem, z tym gmachem. Pokażemy sposób, w jaki przez prawie 100 lat opiekowali się Teatrem Starym. Prowadzili tu teatr, kino. Myślę, że ważnym akcentem tej rozmowy będzie to, jak, w jaki sposób stracili to miejsce za czasów PRL-u. A naszym przewodnikiem po tych fascynujących historiach z przeszłości będzie pani Ewa Benesz. Zapraszam serdecznie. Aktorka, performerka, badaczka teatru. Bardzo ważna postać dla Polskiego Teatru, Studio Teatralne Puławy, jedna z uczestniczek przygody Teatru Laboratorium, Jerzego Grocowskiego, współpracowniczka Reny Mireckiej. Bardzo ważna postać dla Polskiego i Włoskiego Teatru. Zapraszam, pani Ewo.
[01:47.98 → 02:14.43] B: Witam państwa serdecznie, dobry wieczór. Jestem trochę wzruszona Emocje budzą się we mnie, dlatego że po raz pierwszy będę mówić o rodzinie i w rodzinnym teatrze, byłym rodzinnym teatrze.
[02:15.59 → 03:30.40] A: Ten teatr ma zawsze chyba z tempele rodziny Makowskich, więc mam nadzieję, że Państwo go też poczują na sobie po tym spotkaniu. Zapraszam Pani Ewo. Drodzy Państwo, ta historia może zacząć się w 1822 roku, kiedy Łukasz Rodakiewicz kończy budować ten teatr. Jeszcze nie ma zadaszenia, ale już grupa teatralna przywodzi tu pierwsze przedstawienia. Ja jednak chciałbym zacząć rozmowę z panią Ewą od takiej kwestii. Jak ważna powinna być dla nas przeszłość? Ja jestem oczywiście dzieckiem chłopskiego, robotniczej rodziny i dla mnie Coś, co jest ponad trzecim pokoleniem w przeszłość jest właściwie mgłą, unicestwieniem, zapomnieniem. Pani ma to szczęście, że może zajrzeć w przeszłość trochę dalej. Co się wtedy czuje, kiedy zagląda się w przeszłość własnej rodziny, w historię rodu, miejsca, które było z wami związane? Czy to jest takie poczucie odpowiedzialności za pewną misję, którą rodzina prowadzi, czy raczej ciekawość, a co tam nam się przydarzyło w przeszłości, co doprowadziło do tego, że jestem tu, gdzie jestem? Co pani czuje, kiedy patrzy w przeszłość tego gmachu, własnej rodziny, miasta, z którym ta rodzina była związana?
[03:30.80 → 03:39.20] B: Wie pan, przygotowując się do tego spotkania i do napisania jej tekstu, ja pokochałam pradziadka.
[03:39.84 → 03:40.72] A: Romuald Makowski.
[03:40.72 → 03:58.42] B: Tak, pokochałam pradziadka. A druga rzecz, bardzo ważna, to taka, że zdałam sobie sprawę, w jakich szczęśliwych latach przyszło nam żyć, że nie było wojen. bo losy rodziny były naznaczone wojną.
[04:00.22 → 04:19.66] A: Tylko dopytam, czy uważa pani, że rzeczywiście ci nasi przodkowie w jakiś sposób nas formują, że wiedza o tym, kim byli, co zrobili, zmusza nas do pewnej aktywności, do pewnego obowiązku bycia w sztuce, w społeczeństwie, wśród innych ludzi? Czuje pani ten ciężar?
[04:19.82 → 04:58.17] B: Proszę pana, nie, dlatego że ja o przodkach wiedziałam, Bardzo mało jako dziecko, ja się urodziłam w 1943 roku, pamiętam czasy powojenne, pamiętam 1956 rok, nie tylko 1968, bo jestem z pokolenia 1968 i w rodzinie o przeszłości w ogóle się nie rozmawiało. Tym bardziej, że ja wszystko, co słyszałam w domu, powtarzałam w szkole i kierowniczka szkoły powiedziała matce, żeby nic nie mówili, bo potem wszystko dzieci wiedzą. A lepiej, żeby nie wiedziały.
[04:59.17 → 05:02.31] A: Czyli niewłaściwe pochodzenie, nie rozdrapujmy ran.
[05:03.43 → 07:11.77] B: Nie, w ogóle w domu się nie mówiło o żadnej przeszłości historycznej. Ja wiedziałam, że w rodzinie był teatr, ja sobie zdawałam sprawę z tego, że przed wojną było inaczej, bo w domu były pochowane rzeczy stare, kufer prababki, podróżny, przepiękny, stał pod stołem, żeby go nie było widać, książki obcojęzyczne były pochowane po kątach, wydanie kompletnych kazań i skargi było schowane. Pamiętam książkę do pierwszej klasy sprzed 1939 roku, niezwykle szlachetną, którą też trzeba było schować, dlatego że było to niebezpieczne. Więc ja wiedziałam, że było inaczej, wiedziałam, że był teatr w rodzinie, ale ja nic o tym teatrze nie wiedziałam. Absolutnie nic. Moja starsza siostra może wiedziała trochę więcej, zajmowała się również teatrem. W gruncie rzeczy to siostra mnie jakby w ten teatr wpędziła. I z dzieciństwa pamiętam bardzo ciekawe spotkanie, kiedy Mietek Makowski, syn Romualda, który potem prowadził tutaj kino staromiejskie, przyjechał z kinem objazdowym i pokazywał bajki dla dzieci. I pokazywał u nas w kuchni, bo nie było jeszcze kina, na białej ścianie, nie było nawet ekranu. I ja te bajki widziałam bardzo długo, do tego stopnia, że moja matka była trochę przestraszona, że ja jeszcze widzę te postaci, które się tam ruszają. Więc może to raczej było, powodem, że zajęłam się teatrem. Ja nie wiem, dlaczego ja się zajęłam teatrem. Jak miałam 12 lat, to czytałam komunikaty dla rolników w radiu gminnym.
[07:13.47 → 07:28.95] A: To jeszcze dopytam o jedną rzecz. Jeśli nie w dzieciństwie, nie w młodości, to kiedy ta wiedza o przeszłości staje się dla nas ważna? Kiedy dojrzewamy? Kiedy próbujemy sprawdzić, czy nasze życie przebiegło tak, a mogło przebiegać życie innych równoległych linii rodowych?
[07:29.69 → 07:44.21] B: Nie wie pan, to jest prostsze. Ja myślę, że to przychodzi z wiekiem i kiedy mamy na to czas. Bo kiedy jesteśmy młodzi, my na to nie mamy czasu. Po prostu nie mamy czasu. Musimy znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie.
[07:44.85 → 08:41.60] A: I dopiero wtedy można odwrócić głowę i spojrzeć w przeszłość. Ja chciałem przeprosić, nie udało mi się na samym początku przedstawić pań, które tłumaczą nasze spotkanie na polski język migowy. Pani Marta Stępniak i Ewelina Lachowska będą się zmieniać. Przepraszam, że dopiero teraz. Witamy serdecznie. Ich obecność jest już w Lublinie tak naturalna, że mówię jeszcze Państwu, że wiem, że one mówią za mnie także dla Was. Pani Ewa, zanim zajmiemy się genealogią, jak gdyby powiążemy Pani nazwisko z rodziną Makowskich, chciałbym zadać takie pytanie, które zawsze zadaje się w takich momentach. Skąd w ogóle ci Makowscy w postaci Romualda Makowskiego wzięli się w Lublinie? Czy możemy wskazać jakąś konkretną datę, Gdzieś w połowie, na początku XIX wieku, kiedy Romuald Makowski przybywa do Lublina. Skąd przybywa, kim był? To jest ten pradziadek, którego pani bardzo polubiła?
[08:41.66 → 10:26.95] B: Tak, to jest pradziadek, którego pokochałam. Ja tu zaraz panu powiem, tylko muszę spojrzeć, bo ja nie pamiętam wszystkich dat. Romuald Makowski urodził się na Bołyniu i cała rodzina liczna zresztą mieszkała na Bołyniu i przyjechał do Lublina. Zresztą to było tak, że Makowscy byli wysiedleni z Królestwa Polskiego, nie wiem za co, nie znam przyczyny, na wschód, a być może było tak, że ten Wołyń był jakby częścią wschodniej Polski. Być może również było tak. Być może tam się łatwiej żyło. Nie wiem za co został wysiedlony, pisze o tym moja babcia do swojej młodszej siostry, że zostali wysłani nad jezioro Świtaś. I stało się tak, że zmarła jego matka wcześniej, miała 47 lat jak zmarła, Anna Makowska-Broniewiczówna. I on wraca do Królestwa Polskiego jako młody człowiek. Jedyny zresztą, który wraca na Lubelszczyznę i do Lublina. Wszyscy inni pozostali na Wołyniu. I w tej chwili odnajduję makowskich w Ukrainie, ale nie mam odwagi do nich napisać w obecnych czasach.
[10:28.17 → 10:55.41] A: A jak było z jego pochodzeniem? To było pochodzenie szlacheckie. Wiem, że przez moment była kwestia, że Makowscy są herbą jelita. że są w herbarzu rodzin szlacheckich wymienieni, choć część rodziny podobno kwestionowała to, mówiąc, że sygnet rodowy i sam tytuł został kupiony. Jakie pani ma wiadomości? Czy on przyjechał jako rzeczywiście z tym tytułem, czy to było coś, na co sobie zapracował?
[10:55.65 → 14:57.01] B: Muszę się cofnąć w przeszłość, to znaczy przodkowie jego żony, Anny Broniewicz, pochodzili ze szlachty herbowej, Byli to zacni obywatele Królestwa Polskiego, bardzo zacni, do tego stopnia, że pierwszy Broniewicz, ja mówię o matce Romualda Makowskiego, w tej chwili nie o ojcu. że pierwszy Broniewicz był jako młody wybrany jako poseł na Sejm Elekcyjny w 1733 roku i oczywiście wybierał króla Stanisława Leszczyńskiego. Potem następca jego również Leon Broniewicz Junior, który miał 12 synów i wiemy tylko o czterech cokolwiek, to znaczy, że trzech z nich zginęło w wojnie napoleońskiej, a jeden pojechał do Francji jako porucznik, razem z Napoleonem wrócił do Francji. I potem jeden z synów, Szymon, przyjeżdża do Królestwa Polskiego i co ciekawe, przyjeżdża do Kazimierza nad Wisłą i ma tam dość duże posiadłości. Ten Szymon jest ojcem Anny Broniewicz-Makowskiej. Myślę, że Makowski znał historię rodziny swojej żony, bo trudno nie znać. A o ojcu Makowskiego, Romualda, wiemy tyle tylko, że był sekwestratorem sądowym w chwili, kiedy brał ślub z Anną Broniewiczówną. No i ten młody Romek dwudziestoparoletni przyjeżdża z Kowla do Lublina i trasa była powiedzmy ta sama co teraz, tylko że jeździło się końmi i podróż była dłuższa. Nie wiemy kogo poznał po drodze, Przypuszczam, że jechał, żeby spotkać dziadków. Musiał powiedzieć o śmierci matki. Może matka chciała coś przekazać swoim rodzicom. A myślę, że był bardzo ciekawy świata i dość przedsiębiorczy. Przede wszystkim był bardzo odważny. Wiem od mojego dziadka Benesza, że Romuald Makowski w młodym wieku był wójtem miasta Tarnogóra. Tarnogóra jest teraz psią, ponieważ utraciła prawa miejskie po Powstaniu Styczniowym, ale ja znam bardzo dobrze Tarnogórę, ponieważ tam chodziłem do liceum, jeden rok. I tam też mieszkała rodzina mojego dziadka Benesza. I jest tam wójtem, więc wyobrażam sobie, że jako wójt miasta musiał przyjeżdżać do stolicy Guberni. A Lublin nie był wtedy tak małym miastem, bo miał ponad 20 tysięcy mieszkańców. Już urządzano Ogród Saski, już był Hotel Warszawski, więc nawet miał się gdzie zatrzymać. No i pewnie zaszedł do teatru. Po prostu zaszedł do teatru i poznał córkę Łukasza Rudakiewicza.
[14:58.02 → 15:06.30] A: A proszę powiedzieć, bo słyszałem, czy przeczytałem gdzieś, że on mógł mieć jakiś epizod wojenny, bohaterski, udział na przykład w Wiośnie Ludów, czy powstaniu listopadowym?
[15:06.78 → 16:08.17] B: A, nie, to potem, to potem. Wiemy, że w 1853 roku wykupują teatr z hipoteki, już jako makoscy, więc musieli się pobrać przed 1953 rokiem. No tak, od 1953 roku do powstania styczniowego to niewiele czasu. Tak, idzie do legionów Langewicza na Kielecczyznę. Langewicz był bardzo sławnym generałem, ponieważ był osławiony w walkach Garibaldiego. Z Garibaldiem ruszył na Sycylię razem z tym tysiącem wojowników Garibaldiego. ale jako generał w Powstaniu Styczniowym nie sprawdził się absolutnie i skończyło się to klęską. Wtedy Romuald wraca do Lubliny.
[16:09.85 → 16:14.35] A: Ile on mógł mieć lat, kiedy idzie do Powstania Styczniowego?
[16:16.99 → 16:19.95] B: Urodził się w 1818 roku.
[16:21.58 → 16:22.76] A: Czy już jako dojrzały człowiek?
[16:22.82 → 16:24.40] B: Już jako dojrzały człowiek, tak.
[16:25.22 → 16:56.73] A: A czy, Pani Ewa, możemy go sobie wyobrażać w tamtych czasach, w okolicach Powstania Styczniowego, a zwłaszcza po eko, takiego Stanisława Wokulskiego, który próbuje zupełnie zmienić myślenie o tym, co to jest obywatelskość, co to jest patriotyzm, czyli stawia na handel, także z Rosją stawia na pracę u podstaw. Czy można dokonać takie zrównanie, Romuald Makowski, Stanisław Wokulski, w jakiejś takiej hipotetycznej, powieściowej biografii?
[16:58.21 → 17:27.65] B: Wie pan, nigdy o tym nie myślałam. Ja raczej w sensie historycznym nie myślałam w ten sposób, ale ceniłam i cenię jego przedsiębiorczość, bo cały czas robił. Był bardzo pracowity, miał wiele idei. i nie mógł usiedzieć w miejscu. Nie mógł usiedzieć w miejscu, na tym to polega. Są tacy ludzie.
[17:27.83 → 17:31.59] A: Pozytywista, który miał epizod romantyczny, jak wszyscy pozytywiści.
[17:31.79 → 17:36.71] B: Tak, słusznie pan to zauważył. Zrobić dla ludzi.
[17:37.43 → 18:07.85] A: Wykupując z Julią Zrodakiewiczów teatr, który za długi został zastawiony, i próbują aż chyba do lat 80., kiedy powstaje dzisiejszy teatr przy Narutowicza, czyli Osterwy, prowadzić w tym miejscu teatr dla drużyny impresyjnej. Czy pani myśli, to był dobry interes wtedy, czy to była raczej misja, żeby grać w tym mieście porządny, także komediowo, obywatelski repertuar?
[18:09.23 → 19:36.27] B: No wie pan, cofnijmy się jeszcze do powstania styczniowego. Przecież tutaj przyjeżdżali artyści patrioci, trapszowie, hełchoscy. To przecież ludzie, którzy jakoś tam zapłacili nawet za to, co robili. Wie pan, ja w gruncie rzeczy nie bardzo znam historię teatru. Ja nie wiem, jakie tutaj trupy przyjeżdżały, w jakich latach, jacy aktorzy grali. Po prostu nie to, że mnie to nie interesuje, ja nie mam na to czasu, żeby się tym zająć, robią to inni ludzie i przeczytam z wielką ciekawością. Natomiast to, co mówię, w makowskim cenie tę jego żywotność niesamowitą, że on na wszystko znajdywał odpowiedź swoją. Oczywiście, kiedy teatr już Różyckiego stanął i tam zaczęli przyjeżdżać głównie artyści, razem z Modrzejewską, to on musiał ratować to, co tutaj było, on musiał ratować. Czy nie należy cenić człowieka, który w wieku 90 lat zakłada kino?
[19:38.33 → 19:53.37] A: Należy. Ja nie pytałem panią o historię teatru, tylko takie właśnie wyczucie, intuicję, czy on był właśnie społecznik, czy człowiek, który usiłował łączyć interesy ze sztuką.
[19:53.61 → 20:08.31] B: Interesy ze sztuką, bądźmy realistami. Nie był utopistą, absolutnie nie. No właśnie, nie był. Stąd się wziął ten herb potem, jelita.
[20:09.53 → 20:11.23] A: I sygnet, mityczny sygnet.
[20:11.25 → 20:43.81] B: I sygnet jelita. Oczywiście musiał znaleźć jakiegoś przodka i podobno znalazł jakiegoś przodka, który obronił króla Jana Kazimierza. Musiał mieć na to jakieś dokumenty, jakieś wspomnienia, ale podobno też za ten herb zapłacił, bo jakże to, tutaj dookoła towarzystwo, nie byle jakie, Rodakiewicz, rodzina żony z herbami, a on co? Znany obywatel w Lublinie, musiał mieć herbę.
[20:45.43 → 20:54.41] A: Czytałem, że on miał dwie żony, że po Julii była, czy to jest prawda, była druga, z której jakby wszyscy Makowscy pochodzą.
[20:55.48 → 21:59.57] B: Tak, to jest prawda, aczkolwiek do tej pory jeszcze to nie zostało opublikowane. Właśnie na tym to polega, że on miał wszystko, on miał pozycję społeczną, on miał dostatek, jak mówię, był bardzo żywotny, ale Julia była bezdzietna, nie mogła urodzić dzieci, więc myślę, że to było we zwyczaju w tamtych czasach, zresztą zdarzało się, wielkim osobom również w naszej historii, nie mówiąc o Piłsudskim, że szukał kobiety, z którą mógł mieć dzieci i znalazł taką szlachciankę z Grabowca, z Grabowca z Podkrasnego Stawu, Józefa Kruszewską, z którą najpierw miał dzieci parę, a potem się ożenił. Bo te dzieci rodziły się w czasie, kiedy Julia jeszcze żyła i mieszkali w tej samej kamienicy, tutaj niedaleko.
[21:59.81 → 22:01.57] A: To fascynująco obyczajowa historia.
[22:02.11 → 22:05.21] B: No tak, to w ogóle cudowny scenariusz filmowy.
[22:05.37 → 22:29.29] A: Proszę powiedzieć jeszcze, jak pani go rozumie? Mówi, że podoba się jej Romuald Makowski jako przedsiębiorczy, energiczny człowiek, Czy on miał poczucie aspiracji oczywiście, chciał być częścią elity, ale czy on uważał się za kogoś ważnego w Lublinie, kogoś, na którego wszyscy patrzą, naśladują, sprawdzają, jak mu idzie w interesach, sprawdzają jego postawę obywatelską?
[22:29.35 → 23:02.01] B: Wie pan co, ja nie wiem, nigdy nie byłam przedsiębiorcą. Nie wiem, ale myślę, że tak. Myślę, że walczył o jakąś pozycję społeczną. Walczył, tak. Tym bardziej może, że miał te dzieci jakieś takie, trójka się urodziła przed ślubem, przed śmiercią Julii. Możliwe, wszystko możliwe. Miał bujną wyobraźnię i wielką chęć życia. Żył długo.
[23:03.41 → 23:05.59] A: Zmarł gdzieś po I wojnie światowej zaraz, tak?
[23:05.59 → 23:11.33] B: Nie, nie, przed I wojną światową, w 1912.
[23:12.83 → 23:44.84] A: Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad tą nowinką technologiczną, którą odkrył dla Lublina, bo chyba dzięki niemu te pierwsze pokazy kinematografu czy bioskopu się odbyły. Jak pani myśli, co go do tego przyciągało? Czuł, że jak większość ludzi z tej oświeconych elit XIX-wiecznych w Europie, że zaczyna się jakaś nowa epoka, gdzie technologia, postęp będzie czymś najważniejszym, czy po prostu chciał podreperować finanse w budynku, który przegrywał konkurencję.
[23:45.72 → 24:23.42] B: I jedno i drugie. Chciał być kimś, chciał być awangardowy, chciał być znany, chciał zarabiać. No i tutaj jest jeszcze taka historia, że w tym samym czasie, kiedy budował, tutaj zakładał Optique Parisienne, z Wiednia przyjechał mój dziadek, który był inżynierem. Prawdopodobnie z tego, co ja się orientuję, to dziadek mój pomagał w zamianie świateł w tym teatrze. To jest rok 1907-1908.
[24:23.60 → 24:40.69] A: Czyli przejście z osiedlenia gazowego na elektryczne. Myślę, że dotarliśmy do drzewa genealogicznego. Powiedziała pani, że Romuald Makowski miał pięcioro dzieci, syna i cztery córki. Teraz rozszyfrujmy te postaci.
[24:41.87 → 24:44.77] B: Tak. A zgodzisz się pan, że ja coś przeczytam?
[24:44.77 → 24:47.15] A: Tak, proszę bardzo. Będzie pani łatwiej.
[24:48.29 → 31:24.67] B: Przeczytam. Bo pisząc tekst w pewnym momencie poproszono mnie, żeby tekst był fabularyzowany, przyszło mi do głowy, że może ja powinnam napisać scenariusz filmowy. I zaczęłam pisać scenariusz filmowy. Właściwie to nie ja pisałam, tylko pan to pewnie zna, bo pan dużo pisze, ja piszę dużo mniej. Jakby nie ja pisałam, tylko po prostu moja głowa pracowała sama jak bomba atomowa. I potem sobie pomyślałam, no szkoda, że ja jeszcze muszę robić swoje obowiązki, może powinnam zacząć pisać scenariusz o rodzinie i do końca życia. Już mówię o pierwsza córka, Maria Makowska, najstarsza córka. Gdybym pisała scenariusz do filmu, bo Saga Rodu Makowskich nadaje się na niezły film, zaczęłabym Omani taką sekwencją. Akwitania, Francja, początek lat 60. ubiegłego wieku. Siedzi nad brzegiem oceanu. Patrzy na przypływające i odpływające fale. Fale oceanu są ogromne. Jest stara. Przymyka oczy i pojawia się jej wspomnienie z dzieciństwa. Ona, mała dziewczynka, biegnie po kocichu łbach lubelskiego rynku. Za nią podąża przysadzista matka i woła – Maniu, zaczekaj, zaczekaj. Ona, mała dziewczynka, biegnie, nadal upada, wstaje i dalej biegnie. Z rozbitego kolana sączy się krew, ale to nie takie ważne. Jest zziajana. a potem otwiera oczy, może słyszy głos wołającego dziecka, mama, mama, patrzy na ocean, przypomina sobie, kiedy biegła tak, że zabrakło jej tchu, tak, to była Moskwa, koniec kwietnia albo początek maja 1917 roku, biegła, bo się bała. Mania wyszła za mąż, my tu mamy jakieś fotografie, Nie wiem, czy będą pokazane śluby Perczyńskich. Mania Makowska urodziła się właśnie w 1933 roku. W wieku 23 lat wyszła za mąż za Władysława Adolfa Perczyńskiego, oficera armii carskiej. I zaraz po ślubie wyjeżdża z mężem do Chin w 1906 roku. Mąż pełni służbę w Mandżurii, w Cikarze. Tam przychodzi na świat pierwszy syn Jerzy, drugi Henryk w Lublinie, a Maria wraca do Chin z początkiem Wielkiej Wojny. W listopadzie 1917 roku umiera w Moskwie jej mąż. Nie wiem z jakiego powodu. Czy został ranny, czy umierał na tyfus, bo wtedy tyfus był epidemią. I mam taki dokument, że w 1920 roku jest we Władypostoku, natomiast pół roku potem jest już w Pekinie i ma drugiego męża, który z zawodu jest projektantem. Jest to emigrant polski, pół Polak, pół Francuz, raczej Francuz, bo już kiepsko mówił po polsku. być może budował kolej transsyberyjską. Iza, ich córka jedyna, rodzi się w Pekinie, ale Mania w 1930 roku już jest w Paryżu i nie ma żadnych dowodów na to, że jadąc z Moskwy do Paryża wpadła do Lublina, bo by się o tym w rodzinie mówiło. po prostu nie zajechała już tutaj, musiała przejechać przez Wilno-Warszawę. Kiedy pisałam o niej i szukałam materiałów, liczyłam dni i tygodnie, które spędziła w pociągach. Wyobraźcie sobie państwo, pociąg z Lublina do Warszawy jechał wtedy 6 godzin, a z Warszawy do Moskwy, A dalej koleją wschodniochińską do Mandżurii? To były miesiące. A dalej jeszcze? Tak, do Mandżurii było 8800 kilometrów. Albo z Moskwy do Władypostoku. A pociąg jechał podobno z prędkością 25 kilometrów na godzinę. Dzisiaj jedzie się 7 dni. Marianna przyjeżdża do Francji i mieszka nad brzegiem Atlantyku. Jej mąż umiera wcześniej, jest schorowany i wymagający opieki. Mąż umiera w 1961 roku, Marianna w 1970. I ja sobie przypominam taki list, który przyszedł do mojej matki od Mani Borowskiej z Paryża. Pisała o synach i o córce. Pisała, że Iza mieszka w Paryżu i interesuje się baletem i że George jest w brytyjskiej lekcji cudzoziemskiej w Afryce. Tyle tylko wiem. Ja myślę, że moja matka nie odpisała na ten list, ponieważ kontakty z Zachodem były źle widziane. To było przed 1956 rokiem, a już po rewerendum.
[31:28.39 → 31:30.87] A: Drugie dziecko Romualda Makowskiego.
[31:31.15 → 38:47.37] B: Sprawdźmy te wszystkie odnogi. Dobra. Druga córka nazywa się Róża Rozalia. Także miała dwóch mężów. Ja pamiętam taki list Jana Stodolaka, syna z II Małżeństwa Róży, z 1972 roku. List przyszedł do Krakowa, do mojego dziadka i Jan Stodolak pisze, Drogi wujku, napisałem do Gierka, zrzekam się obywatelstwa polskiego i wyjeżdżam do Australii". I ja sobie myślałam, boże, co to za człowiek może być, że on pisze do Gierka. Potem zaczęłam szukać materiałów i odnalazłam przez przypadek rodzinę w Australii przez portal internetowy. Natychmiast dostałam odpowiedź po angielsku oczywiście, Jego wnuk pisze, cześć Ewa, Jan Stodolak był moim dziadkiem, mój ojciec Jerzy, syn Jana wyemigrował też do Australii z rodziną z Katowic w 1981 roku. I potem ten Jerzy pisze do mnie tak, ale ja może jeszcze o róży coś innego powiem. Róża wyszła za mąż za ćwirko Godeckiego. Moja babcia mówiła zawsze, że Godeckich rodzina to była wielka rodzina, takich zacnych, dobrych ludzi. Godecki był lekarzem z wykształcenia, mieli niewielki dworek pod Lwartowem i miała już syna z niego, z tego małżeństwa, małego Miecia, ale Godecki się zaraził typusem i umarł. I tutaj wyobraźcie sobie państwo, mogę przeczytać scenariusz, kawałek scenariusza. To wracam do Róży, po tej Mariannie obierze świadce, która od Pacyfiku po Atlantyk parę razy tutaj z powrotem o Róży. Główną postacią filmu o Róży Makowskiej byłby jej syn Jan. w Australii. Przegląda najcenniejsze pamiątki, jakie zabrał ze sobą z Katowic z Polski. Naprzeciw okno roślinność egzotyczna, inny kolor nieba i ziemi, inne światło. Trzyma w dłoniach mały obrazek księcia Józefa Poniatowskiego. Patrzy, obrazek zmienia się w jego oczach w prawdziwy arras, który wisi na ścianie w salonie w domu w Rybniku. Widzi szczegóły jakby pierwszy raz w życiu. Na tę scenę nakładają się surrealistycznie jakby dźwięki wojny. Nie, to nie jest wojna. Patrzy prosto w okno. Za oknem spokojny, rozległy pejzaż innego kontynentu. Pejzaż zmienia się. Polana w lesie. Młody mężczyzna, przykucnięty przy małym ognisku, dokłada chrust. Słyszy chrzest zbliżających się kroków. Pojawia się dziewczyna z długimi warkoczami. Jan ją zna. To córka gospodarzy, u których się ukrywa. Dziewczyna mówi, że przybył do niego posłaniec. O nie, nie, mylę się. Pierwszą sekwencję filmu napisał Jan. Izba polskiego dworu we wschodniej Polsce z początków XIX wieku. Młoda kobieta, żona siedzi przy łóżku chorego, umierającego męża. Jest chory na tyfus. Słychać przyjeżdżający powóz, konie, pośpieszne kroki. Wchodzi młody mężczyzna, przyjaciel umierającego. Umierający prosi, żeby żona i przyjaciel podali sobie ręce i pobrali się. To jest prawda. Kto by wymyślił? Przyjacielem Godeckiego był młody sędzia Stodolak, który zapisał się dobrze w historii jakby swego życia i społeczeństwa i może miał prawo jego syn pisać do Gierka, ponieważ Eugeniusz Stodolak w młodym wieku wraz z czterema innymi prawnikami organizuje w 1917 roku przed zakończeniem wojny Królewsko-Polski Sąd Okręgowy w Siedlcach we wrześniu. Prezesem sądu jest Karol Kozłowski, przyjaciel Gabriela Narutowicza, który towarzyszy potem Narutowiczowi podczas wystawy w Zachęcie, kiedy Narutowicz ginie. Po zakończeniu I wojny światowej rodzina Stodolaków przenosi się na Śląsk. Eugeniusz Stodolak zostaje mianowany sędzią województwa katowickiego z siedzibą w Rybniku Śląskim. Działa na rzecz Polskiego Śląska. Jego działalność jest zanotowana w zarysie dziejów sądownictwa polskiego. A nie były to łatwe czasy, bo Śląsk zmieniał przynależność państwową w czasach plebiscytu i był nadzorowany przez komisje międzynarodowe. Eugeniusz Stodolak został wpisany do Księgi Specjalnej Polaków Ściganych Listem Gończym przez Gestapo. Wśród tych 61 tysięcy Polaków którzy mieli być wyeliminowani. Profesorów Uniwersytetu Lwowskiego, Krakowskiego, pisarzy, intelektualistów był też właśnie Eugeniusz Stodolak, ale uratował się. Uratował się, ponieważ pracował jako drwal w pierwszych miesiącach wojny, dość długo, a potem podziemie zorganizowało mu Kenkarte, która nie została wpisana w rejestr dowodów osobistych niemieckich, po prostu nie było jej w rejestrze, a on miał tę kartę. No i jakoś tak przeżył, a jego żona schowała się w Krakowie, a Jan, jego syn, chował się u górali na Podkarpaciu. I to jest prawda, że tam córka gospodarza, która go poznała, została jego żoną, ta dziewczyna z warkoczami.
[38:49.19 → 39:30.25] A: Pani Ewo, słucha się tych losów rodziny, jak takiej rzeczywiście fascynującej opowieści o dziejach inteligencji polskiej, która jest rozproszona po całym świecie, staje się obywatelami świata, a także druga część rodziny, która zostaje w Polsce i wykonuje swoje obywatelskie obowiązki po prostu. Nie zapomina skąd jest i co trzeba zrobić, żeby być częścią społeczeństwa. Myślę, że czas, żeby pani opowiedziała o trzeciej córce, czyli o Wandzie, babci. Potem przejdziemy do Romualda Makowskiego II, czyli tego dziedzica teatru i kinoteatru przy zbiegu ulic Jezuickiej i Dominikańskiej. Jak było z Wandą?
[39:30.25 → 42:49.39] B: Romek się urodził przed Wandą, ale dobrze, to zacznijmy o mojej babce. którą dziadek nazywał Niusia. Wszyscy ją nazywali Niusia Makowska. Scenariusz o Niusi Makowskiej. Koncert imieninowy romansów rosyjskich w teatrze rodzinnym. 23 czerwca 1913 roku. Także dla pamięci ojca, bo zbliża się rocznica jego śmierci. Są już wszyscy. Matka, Mania z pięcioletnim Jurkiem. Róża z mieciem. Dziesięcioletnia siostra Ziutka. Jest Romek. Jest też Zdzisiek Benesz, nowy znajomy Romka i przyjaciel rodziny. Dziwne, młody, a już łysieje. Niusia ma nową białą sukienkę, rozpuszczone włosy, w które wplecione są niebieskie wstążki. Pantofle też nowe, na wyższym obcasie. Pora zaczynać. Dzisiaj nie będzie grać, jest zamówiony pianista. Niusia siedzi w pierwszym rzędzie naprzeciw sceny i obraca niespokojne oczy na widownię. Szuka Gienka Ejbisza. To była wielka miłość mojej babki. Ale Gienek nie przyszedł. Dlaczego? Czas zacząć. Niusia wchodzi na scenę, staje w centrum. Pokojówka, subretka, wnosi na tacy jajko. rozbija obrzeg szklanki, podaje, Niusia wypija. Pokojówka wychodzi za kulisy, pianista zaczyna pierwsze akordy romansu, hajda, trojka, śnieg puszysty, a potem oczy czarne, a potem parę jeszcze innych romansów rosyjskich, które babka mi śpiewała. Babka miała nieprawdopodobny głos, Ja już byłam w szkole średniej lub być może na uniwersytecie, kiedy poprosiłam babkę, żeby mi zaśpiewała. Nie, byłam dzieckiem. Kiedy mi zaśpiewała wot mkniotsa, trojka, pacztawaja, pawłougę, matiuszki rykoj, romans rosyjski, ja siedziałam obok i byłam zdumiona, bo nie wiedziałam, skąd się bierze głos. Normalnie człowiek jest przyzwyczajony do tego, że głos bierze się z gardła. Natomiast babka śpiewała tak, że ten głos wychodził spod trzewi. I ja słuchałam tego z ogromnym zdziwieniem, bo wszystko dookoła brzmiało. Śpiewała w małej kuchni na czwartym piętrze w Krakowie na Poddaszu. I ja patrzyłam zdumiona na to, Nie wiedziałam o co chodzi w ogóle, nie rozumiałam techniki śpiewu. Śpiewała znakomicie i myślę, że do końca życia żałowała, że nie została śpiewaczką.
[42:50.65 → 42:53.97] A: Nie została, bo nie mogła, była ze zbyt dobrej rodziny.
[42:54.25 → 43:54.01] B: Ja myślę, że status obywatelski nie pozwalał wtedy, ale żałowała, żałowała bardzo. Tym bardziej, że Makowscy byli bogaci, ale to bogactwo topniało niezwykle szybko. Potem przyszły lata kryzysu przedwojennego i zaczęła się bieda. Trzeba było iść do pracy. Mój dziadek, który pracował dorywczo, zakasał rękawy, wyjechał do Krakowa i musiał rzeczywiście pracować, żeby utrzymać rodzinę. Sprzedawali wszystko, co można było. Najpierw kamienice, potem ziemię w Kazimierzu, którą odziedziczyli. Szkoda, że sprzedali, bo chciałabym mieć tę ziemię teraz właśnie. Majątek stopniał, a status artysty po wojnie to był status społeczny.
[43:57.73 → 44:13.49] A: Ten okres biedy pani przypisuje wielkiemu kryzysowi, czyli lata trzydzieste, o tym okresie mówimy. Już Ramuald II Makowski i ten teatr, kinoteatr, który także pewnie generował straty, jak się domyślam. Nawet jako kino, jako...
[44:13.49 → 44:50.72] B: Pomiędzy wojnami u nas, ja nie wiem, w mojej rodzinie Beneszów po prostu prawie stracono wszystko, bo wojna. bo choroby, bo śmierci. Ja myślę, że zaczął się przewrót społeczny pomiędzy wojnami. Trzeba by sięgnąć może do Gombrowicza też. Zaczyna się mechanizacja. Umiera Stary Świat. Umiera Stary Świat pomiędzy wojnami.
[44:50.72 → 44:54.98] A: Koniec manufaktur, zaczynają się fabryki. Miasto, masa, maszyna.
[44:56.77 → 45:08.43] B: Tak, trzeba było się przestawić, a nie wszyscy umieli i nie mogli. Byli przyzwyczajeni, to jest rzecz Gombrowicza właśnie.
[45:10.65 → 45:31.32] A: Spadkobiercą Teatru Starego został Ramuald Makowski II, tak go nazywamy, jedyny syn Ramualda Makowskiego. który w 1929 roku otworzył tutaj kino Rialto. Czyli rozumiem, że to wyraźnie było oczywiste, że syn dziedziczy, że syn będzie kontynuował interes i misję ojca.
[45:31.40 → 45:45.98] B: Tak, tak. Do tej pory na Sardynii tak jest na przykład, że dziedziczą mężczyźni, kobiety nie. Nawet kobiety nie dziedziczą harbu. Tylko mężczyźni i sygnety, tylko mężczyźni.
[45:48.85 → 46:10.45] A: Co pani wie o Romualdzie II Makowski? Czy on był bardziej wiedeński od swojego ojca? Był inżynierem z tego, co czytałem, raczej ścisłe wykształcenie, ale jednak trzymał ten budynek, próbował kontynuować tu działalność artystyczną czy komercyjną.
[46:10.45 → 47:16.17] B: Był inżynierem, ale na przykład bardzo dobrze grał na fortepianie. bo tutaj to się grywało na pianinie, nie było fortepianu, było stare pianino i grywało się do filmów niemych, więc albo grywała moja babka, albo grał Romek. Ja widziałam Romeka ostatni raz w 1962 roku, potem już go nie zobaczyłam. Był to po prostu, może w latach młodzieńczych swoich był jakąś taką złotą młodzieżą razem z moim dziadkiem lubelską, ale był to niezwykle dobry człowiek, bardzo dobry człowiek. Bardzo dbał o swoje dzieci, bardzo dbał o żonę, starał się, starał się kontynuować to, co, że tak powiem, odziedziczył, chociaż też nie było mu łatwo.
[47:17.17 → 47:24.51] A: To, że to miejsce zmieniało kilka razy nazwę, jest świadectwem, że finansowo było trudno i trzeba było walczyć o publiczność, na przykład zmieniając szyldy.
[47:24.81 → 47:54.52] B: Oczywiście, marketing ówczesny. Ja nie wiem, czy real to było w 1929 czy nie potem. Rozmawialiśmy z Mariuszem. Właśnie chciałam państwu powiedzieć, że mój kuzyn Mariusz Makowski, który jest wnukiem Romualda Juniora, ma takie powikłania COVID-owe, że nie mógł się dzisiaj...
[47:54.52 → 47:56.84] A: Nie miał być u nas w takim spotkaniu.
[47:57.46 → 48:36.40] B: Nie może być obecny. Ale on mi tutaj napisał parę maili i opisuje mi, jak tam mieszkali w domu na Wesołej. Ja tam byłam, zresztą bywałam w tym domu na Wesołej. Pamiętam dobrze Manię, Marię Afanasiew, żonę Romka. Też ją widziałam ostatni raz w 1962 roku. Bardzo dobrzy ludzie, ale chyba też jakoś się nie przystawali do czasów, które, że tak powiem, biegły.
[48:36.68 → 48:39.84] A: A czy Beneszowie i Makowscy trzymali się razem?
[48:40.42 → 48:40.92] B: Absolutnie nie.
[48:40.92 → 48:50.92] A: Bo mówiła pani, że Romuald Makowski zatrudnił pierwszego z Beneszów jako kogoś, kto pomagał w otwarciu tego pierwszego kina, a później nastąpiły konflikty rodzinne.
[48:50.92 → 50:36.12] B: Proszę pana, straszny konflikt, okropny konflikt. To o co poszło? Poszło o teatr. Poszło o teatr, ale nie o posiadanie teatru, tylko że mój dziadek nie miał głowy do interesów. Mój dziadek założył spółkę w latach dwudziestych albo pierwszych latach trzydziestych i żeby mieć pieniądze na działalność tej spółki, dali na hipotekę teatr i spółka upadła. więc Makowscy musieli drugi raz wykupić teatr stracony przez mojego dziadka, więc proszę sobie wyobrazić, jakie były kontakty pomiędzy rodziną. Dziadek był utracjuszem, co nie jest prawdą, bo jedynie dziadek, oprócz Stodolaka, dziadek pracował. Dziadek zbudował Bonarkę krakowską. Wstawał o piątej rano i wracał o szóstej wieczorem. I ja to pamiętam od dziecka. Ale dla Makowskich mój dziadek był utracjusz. Ja pamiętam takie zdanie, ja byłam dzieckiem małym i nie pytałam o nic, bo co może dziecko zapytać, nic nie wie. Oczy dziecko ma otwarte, uszy dziecko ma otwarte i wszystko widzi i słyszy doskonale. I pamiętam, że miałam to wrażenie, że nie rozmawiają ze sobą, ale od czasu do czasu mój dziadek odpowiada na pytanie, którego nie było. A babcia na to zazwyczaj reagowała milcząc, kiwając głową, ale w tym kiwaniu było wielkie zwątpienie.
[50:37.50 → 50:39.38] A: To były przeprosiny czy tłumaczenie?
[50:40.16 → 51:25.50] B: Ja tu o tym piszę, pamiętam takie zdanie. Matka, a co z naszymi lasami pod Kraśnikiem? A babcia na to spojrzała jak na człowieka, który przybył niewiadomo skąd i nic nie powiedziała. A potem pamiętam właśnie to zdanie, gdyby się ktoś ze spółki nie wycofał, to ja bym tego teatru nie stracił. I pamiętam ten ruch głowy babci, że tak spuściła głowę, ale było w tym tyle przeczenia, ile twierdzenia. Więc kontakty były bardzo utrudnione pomiędzy rodzinami.
[51:26.20 → 51:46.95] A: Jak by pani spróbowała nazwać to, czym ten teatr na Zbiegu Ulic Jezuickiej i Dominikańskiej był dla rodziny Makowskiej? Czy to był taki depozyt przeszłości, który trzeba za wszelką cenę zachować? Coś, co wyznacza ich status w Lublinie? czy instytucja, na której ciągle można jeszcze zarobić, więc trzymajmy się.
[51:46.97 → 52:28.91] B: Wie pan, to na pewno dla Jerzego Makowskiego, średniego syna Romka. Muszę powiedzieć o Jerzym, że on rzeczywiście, jak tutaj spadały bomby, to Jurek, mały, dorosły już taki chłopiec, siedział na dachu teatru i zrzucał, więc był bardzo odważny. To o tym się w rodzinie mówiło. I Jerzy nie mógł się pogodzić z wolą ojca, bo ojciec Roman napisał synom, żeby sprzedali teatr, że nie chce, żeby byli właścicielami teatru.
[52:30.19 → 52:32.51] A: Ale już za PRL-u, żeby sprzedali państwu.
[52:32.87 → 52:41.03] B: Tak, on umarł. Przeczytam państwu może o Romku, ten scenariusz, mogę?
[52:45.92 → 52:55.24] A: Czy to jest Romuald Makowski II, syn Romualda Makowskiego I, dziedzic nazwiska i Teatru Starego?
[52:56.44 → 55:17.70] B: Róża i jeszcze krótka chwileczka i już jestem przy Romku. Początek scenariusza do filmu o Romku Makowskim juniorze. Lublin, rok 1968, zima, ostatnie dni grudnia. Pomieszczenie w domu drewnianym na Wesołej. Choinka. 75-letni mężczyzna siedzi przy biurku i pisze testament. Widoczne są słowa lub zdania o treści. Zobowiązuję moich synów do sprzedaży posiadłości przy ulicy Jezuickiej nr 18, kiedyś Teatru Makowskich, obecnie Kino Staromiejskie i do podziału uzyskanej kwoty. Miejsce, data, podpis. Zakleja kopertę i wkłada do górnej szuflady biurka. Sekwencja druga. Tory dworca kolejowego w Lublinie. Wjeżdża pociąg do Grodziska Mazowieckiego. Mężczyzna wchodzi po stopniach do wagonu. Ma dość dużą walizkę. Znajduje miejsce w przedziale pierwszej klasy. Siedzi. Prócz niego w przedziale są inni. Młoda dziewczyna, mężczyzna w średnim wieku, I zaczyna śnić. Śni podróż koleją z Lublina do Kurska, którą odbył jako młody człowiek w innym pociągu i widzi inne pejzaże za oknem. To była długa podróż przez Lwów, Żytomierz, Kijów, a potem jeszcze 400 kilometrów do Kurska. W Kursku czeka na niego powóz, spotyka Marię. Budzi go hałas otwierających drzwi przedziału, wchodzi konduktor i sprawdza bilety. Powrót do rzeczywistości tu i teraz. Ale znowu śni lub marzy. Ślub z Marią w Kursku w pełni lata. Powrót do Lublina. Narodziny córki Janiny, synów Mietka, Jurka i Włodzia. I ten nieszczęśliwy wypadek, kiedy mała dwuletnia Jasieńka wypadła z okna na pierwszym piętrze kamienicy, która stoi naprzeciw teatru. Pociąg wjeżdża na stację Grodziska Mazowieckiego. Śnieg topi się na placu przedwórcowym. Nikt na niego nie czeka. Mężczyzna słabnie, zawał, umiera.
[55:21.45 → 55:50.03] A: Wiemy, że w 1939 roku chyba dwie bomby spadły na Teatr Stary, ale dziadkowi Romualdowi udało się obronić przed grabieżą niemiecką, chyba w 1944 roku, kiedy Niemcy się wycofywali. Potem przychodzi władza radziecka, władza komunistyczna i co się dzieje? Od razu dziadek Rommel próbuje działać w tej nowej rzeczywistości, czy poddaje się i z nimi się nie da dogadać?
[55:50.84 → 55:59.20] B: Wie pan, szczerze mówiąc, to ja nie mogę panu odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ...
[55:59.97 → 56:02.39] A: Mariusz Makowski by powiedział.
[56:03.74 → 58:18.97] B: powiedziałby Mariusz Makowski, ja mało wiem. Mariusz mi napisał tutaj parę zdań, może to jest jeszcze ciekawe. Pisze o tym, że Mariusz mi właśnie powiadamia, że według przekazu jego ojca Włodzimierza kino staromiejskie było państwowe, zarząd i to co było w środku było państwowe, ale budynek pozostał własnością Romualda. Musiał więc dokonywać bieżących remontów. Dach, rynny, malowanie, wszystkie szkody. A ponieważ dziadek nie miał pieniędzy, robił to za niego wojewódzki zarząd kina. A potem egzekwowano pieniądze, czyli sąd i jak się mówiło sekwestrator. Przychodzili na Wesołą i zajęli kolejno. Pianino, na którym grało się w kinie przy niemych filmach. Dwa samowary. Skrzypce Stradivariusa. W tego Stradivariusa to ja nie wierzę. maszynę do pisania, radio, którego słuchała babcia, duży gramofon, stary z tubą, a z mieszkania moich rodziców także pierwszy telewizor, jaki był. I wtedy właśnie dziadek spisał ostatnią wolę, sprzedać kino państwu. A było to tak, że ja pamiętam doskonale pana Henryka Gawareckiego, który był, zdaje mi się, Odpowiedzialny za zabytki wojewódzkie jest taki Urząd Konserwator Zabytków. I pan Gabarecki Henryk, którego pamiętam z końca lat 50. i początku lat 60. taki siły pan z laseczką, przyjaźnił się z Romkiem Makowskim i któregoś wieczora przyszedł do niego i powiedział, słuchaj Romek, Jak ty już nie masz co oddać, to musisz wyjechać, musisz zmienić adres, bo będą zabierać rzeczy twoim synom". I wtedy Romek spakował się i wyjechał do rodziny swojej żony, Marii Afanasiew, do Grodziska Mazowieckiego i tam umarł na zawał rano o siódmej.
[58:19.14 → 59:10.61] A: Tutaj jeszcze dodajmy, bo znam ze wspomnień pana Mariusza Makowskiego, że ten dom na Wesołej był wypełniony pamiątkami właśnie z Teatru Starego. Były jakieś filary podtrzymujące projektory, pianino, stare gramofony. Wszystko co dało się wynieść z kina, które było własnością rodziny Makowskich, przenieśli do tej kamienicy na Wesołej. Tam były ślady tej dawnej świetności, taki zastępczy budynek. generujący wspomnienia i chyba po te rzeczy przychodzili ci sekwestorzy. Pamiętam jeszcze, że pan Mariusz opowiadał, że chyba w 1954 roku, kiedy to kino staromiejskie tuż wkraczało, robotnicy, którzy przebudowywali teatr, zniszczyli taką namiastkę Izby Pamięci w tym teatrze, Wszystkie plakaty, ściana chyba z podpisami aktorów.
[59:10.61 → 59:24.97] B: A nie, to ja słyszałam jeszcze inaczej, że zostało wyrzucone, wyrzucono wszystko i potem Romek z Jurkiem i z Mietkiem szukali tego na śmiecisku.
[59:25.15 → 01:00:03.84] A: Pan Mariusz jeszcze opowiadał, że chyba też obrazy, które tu wisiały we foyer czy w gabinetach, były takim rodzajem zabezpieczenia dla rodziny w tej czardej stalinowskiej i komunistycznej nocy w latach 50. i 60. i po prostu sprzedawali, żeby mieli na życie. Czy pani, kto jako nastolatka chodziła do kina staromiejskiego, będąc w Lublinie, odwiedzała pani to miejsce? Czy ta vista się łączyła z jakimiś emocjami? Boże, to było nasze. Dlaczego to jest teraz kogoś innego?
[01:00:03.84 → 01:02:08.30] B: Ja nie miałam. Ja nie miałam tego, że to było nasze. Może dlatego, że był właśnie ten jakiś rozdział rodzinny, konflikt pomiędzy moją babcią Niusią a właścicielami, którzy musieli jeszcze raz kupić ten teatr. Ja w ogóle o tym nie myślałam. Był sobie taki Makowski, jest takie kino, ale ja nigdy nie myślałam o tym, że to miało być moje. W ogóle o tym nie myślałam, w ogóle, nigdy. Ja nawet moim kolegom, a nawet Byrscy czy Grotowski, ja nikomu nie powiedziałam, że moi przodkowie mieli teatr. Po prostu nie była to moja zasługa. Teraz się mówi, teraz się mówi. W tamtych czasach się nie mówiło. Raczej nie należało mówić, jak byłam dzieckiem. Mój dziadek wymyślił sobie cudowne pochodzenie, Dziadek, który nie był chłopem, nie był robotnikiem, był inteligentem, wymyślił sobie pochodzenie rzemieślnicze. Coś pomiędzy klasą wyższą, a klasą niższą. I słusznie, bo był rzemieślnikiem. Ale przecież teraz nikt nie pisze pochodzenia. To były straszne czasy. Tak że ja w ogóle nie myślałam. Nawet Julian Lewański, który był moim profesorem, ukochanym zresztą, teatrolog wielki, który zorganizował sesję w Teatrze Osterwy, ja pamiętam, że kiedyś przyjechałam i widzę plakat w oknie Teatru Osterwy, o dwudniowa sesja o Teatrze Makowskich. Nie poszłam. Nie poszłam, naprawdę. Nie było to moją zasługą.
[01:02:09.78 → 01:02:42.89] A: Ale jednocześnie zaczęła Pani tworzyć tą własną drogę do teatru przez prace z Byrskimi, przez kontakt z Jerzym Grotowskim. Co Panią ciągnęło do teatru? Czy to był jakiś rodzaj takiej sztuki, w której Pani osobowość mogła się najbardziej wyrazić, przejawiać? Czy raczej taki rodzaj tajemnej wiedzy, alchemii, która sprawia, że aktor wie więcej, aktor może być każdym. Teatr jest takim modelem świata, który odpowiada także na pytania.
[01:02:43.37 → 01:02:44.71] B: A czy dziecko o tym wie?
[01:02:45.57 → 01:02:47.95] A: Nastolatka już próbuje szukać odpowiedzi.
[01:02:48.01 → 01:03:37.52] B: Teatr zaczął się w domu. W domu moja siostra starsza, Róża, ćwiczyła mnie jako aktorkę. Ja pamiętam, że robiło się szopkę na Boże Narodzenie i pamiętam, że pierwsza moja rola to była taka, że miałam spodnie pożyczone od sąsiada, zawinięte, kurtkę za dużą, zawinięte rękawy, mnóstwo pakunków w rękach i mówiłam taki tekst, jestem pan Walenty Gruda, mam pakunków 10, do Warszawy mam się udać w ważnym interesie. I tak się zaczęło. I tak się zaczęło, a potem z pakunkami do Warszawy w ważnym interesie. Tak. Siostra to zrobiła.
[01:03:38.54 → 01:03:42.84] A: Spotkanie z Byrskimi w którym momencie nastąpiło? Już była pani na studiach?
[01:03:43.18 → 01:04:13.58] B: A nie, a nie. Miałam 12 lat i grałam na mandolinie. I uczył nas gry taki pan Jan Mazurek, który usłyszałam, mówił do mojej matki, że jest w Kielcach takie studium dla aktorów i że być może ja powinnam tam pojechać. Miałam 12 lat, a potem Oberskich zapomniałam.
[01:04:13.90 → 01:04:18.12] A: Czyli 1957, okolice 1957 roku.
[01:04:18.78 → 01:04:23.72] B: Tak, mniej, mniej, 43 plus 12, 55.
[01:04:24.30 → 01:04:25.82] A: Ach tak, przepraszam.
[01:04:26.26 → 01:04:29.22] B: Trójka z matematyki to właśnie się odzywa w takich chwilach.
[01:04:29.44 → 01:04:32.10] A: Trójka, ale chyba dwójka powinna być.
[01:04:33.56 → 01:05:58.68] B: Ja nie wiem, proszę państwa, co kształtuje nasz los. Przyznam szczerze, że nigdy nie miałam zainteresowania do rzeczy materialnych. To prawda. Dużo jeździłam po świecie w życiu i wszystko zamieniałam na książki. nie interesowało mnie, żeby mieć. Może raczej świat wyobraźni mnie interesuje. Niewątpliwie kształtuje człowieka poezja. Poezja kształtuje. Ja pamiętam, że jako dziecko, oprócz tego teatru rodzinnego, Siostra mnie uczyła mówić wiersza i była bardzo surowa i ja musiałam się nauczyć na pamięć. I uczyłam się na pamięć przed siostrą i ona robiła próby. Ale pamiętam, że na przykład cały czas, jak rozwiązywałam zadania z matematyki, to ja musiałam słuchać Chopina. Nie wiem dlaczego. Chyba świat wyobraźni. Tak, świat poezji i wyobraźni.
[01:05:59.10 → 01:06:00.80] A: Przejdźmy do Jerzego Grotowskiego.
[01:06:01.84 → 01:09:34.96] B: Nie, jeszcze o Byrskich. Życie daje człowiekowi bardzo ciekawe spotkania i ja tutaj będąc w Lublinie, muszę powiedzieć o tej wspaniałej kobiecie, która tutaj pracowała, żyła i tworzyła, organizowała życie kulturalne miasta. od lat 50. do Gardzienic Irena Szczepowska-Szychowa, która była szefem Wojewódzkiego Domu Kultury na zamku tu obok i która sprowadzała do Lublina najciekawsze osoby z Polski. Od profesora Tatarkiewicza po Konstantego Puzynę, Po Woszczerowicza bardzo ciekawe osoby, że tak powiem gwiazdy błyszczące w dziedzinach sztuki i kultury. Zdarzyło się tak, że z moim narzeczonym zrobiliśmy spektakl pt. Romeo i Julia i wygraliśmy konkurs. I ja wtedy miałam 22 lata lub 21 i w życiu literackim ukazała się taka notka Iryna Eichler czy Ewa Benesz. I to zresztą było bardzo ciekawe doświadczenie, jedno z największych doświadczeń moich życiowych, ten spektakl, pamiętny do dziś. I wtedy ludzie, którzy byli w tych komisjach, ta Irena i dyrektorzy teatrów, profesor Jarema, twórca Groteski, uznali, że ja powinnam iść do teatru. A ja byłam instruktorem mowy w Domu Kultury na Zamku. No i powiedzieli mi, tutaj masz adres Iryny i Tadeusza Byrskich w Gorzowie, musisz napisać. I ja napisałam ten list. I wtedy zaczęłam pracę u Byrskich, którzy to Byrscy byli wspaniali ludzie. Byli wspaniałymi ludźmi. Dramaturgiem teatru był Herbert. Miałam 22 lata, poznałam Herberta. Oprócz naszej pracy, prób i spektakli, było studium teatralne. W poniedziałki przyjeżdżali aktorzy z Warszawy, Krakowa ze swoimi spektaklami, a Byrscy traktowali mnie jak swoje dziecko. Dosłownie. Bardzo mi pomogli w życiu i potem jak się puławy rozwaliły, zostały rozwalone, że tak powiem, to po prostu dali mi mieszkanie w Warszawie, żebym mogła mieszkać u nich. Więc traktowali mnie dosłownie jak dziecko. I co jeszcze mogę powiedzieć? Miłosz przysywał kawę i książki i ja te książki czytałam i piłam tę kawę, więc możecie sobie Państwo wyobrazić, jak się czułam w tym Gorzowie Wielkopolskim.
[01:09:36.48 → 01:10:03.56] A: Proszę powiedzieć, do Jerzego Gratowskiego zmierzam, bo jestem w stanie sobie wyobrazić, dlaczego młodzi ludzie... W drugiej połowie lat siedemdziesiątych garnęli się do jego parateatralnych eksperymentów, jeździli do Wrocławia, brali udział w tych wszystkich stażach i kursach. Ale okolice roku 1965-1966, kiedy pani jest blisko Grotowskiego, czego się szuka u niego? Potem, później? Nie było tego stażu 1966-1968?
[01:10:04.15 → 01:10:05.81] B: 66-68.
[01:10:06.07 → 01:10:12.85] A: Wtedy się idzie do Grotowskiego po co, bo ta instytucja nie wystarcza, kłamie, szuka się eksperymentów.
[01:10:12.87 → 01:11:20.45] B: Proszę pana, to życie tak zrobiło, że któregoś dnia pani Byrska Irena schodzi z pierwszego piętra, trzyma kopertę w ręce i mówi, wiesz Ewa, wyrzucili nas z teatru, muszę ci napisać wymówienie. Więc ja wzięłam tę kopertę, I sobie pomyślałam, co ja dalej będę robić w życiu. Do Lublina na pewno nie wrócę. Siadłam wieczorem i napisałam pięć, sześć listów do różnych teatrów. I napisałam, że zaczęłam pracę w Teatrze Ubyrskich, że w gruncie rzeczy to ja nie wiem, co mnie w tym teatrze interesuje. No i proszę pana, nikt nie odpisał. A Berski powiedział tak, wiesz, jedyny teatr, do którego warto iść, to jest Grotowski. Zadzwoniłam do Grotowskiego i umówiłam się na egzamin. Berscy mi pożyczyli pieniądze na podróż, bo nie miałam. Egzamin zdałam, wracałam lokomotywą z krzyża do Gorzoba Wielkopolskiego.
[01:11:20.45 → 01:11:24.63] A: Jak wyglądał taki egzamin w Teatrze Laboratorium w 1966 roku?
[01:11:24.71 → 01:12:58.32] B: To był żart z egzaminu, proszę pana, to nie był żaden egzamin. Wchodzę, ciemna sala, nic nie widzę. Nie, zacznę wcześniej. Przyjechałam całą noc. Przyszłam do teatru od strony, że tak powiem, aktorów i sali teatralnej garderoby i wysypała się takich bardzo energetycznych, roześmianych, pełnych żywotności. Jedna osoba zwróciła na moją uwagę i trochę mnie zaniepokoiła. To była Rena Mirecka. A potem kazano mi przejść znowu z drugiej strony i wejść do sali teatru od strony widzów. I ja wchodzę, ciemno. Ale mnie to wcale nie speszyło. Bo w mroku widzę stolik, a za stolikiem widzę dwie postacie siedzące. Więc ja podchodzę, biorę ten stolik, zabieram im stolik, stawiam sobie stolik, nawet wchodzę na ten stolik. I potem się rozjaśnia światło. I ja tam zrobiłam jakieś jakiś monolog, jakieś słuchowisko radiowe. Chciałam być bardzo awangardowa, ale to w ogóle nie miało znaczenia. To ten stolik się liczył.
[01:12:58.86 → 01:13:01.42] A: Tam siedzieli Ludwik Flaszen i Jerzy Grotowski, jak się domyśli.
[01:13:01.42 → 01:13:03.30] B: Nie, Ryszard Cieślak.
[01:13:03.32 → 01:13:08.20] A: Zamiast Flaszenia? Nie, z Grotowskiego.
[01:13:09.14 → 01:13:35.69] B: Nie, Flaszen nie. Grotowski i Ryszard. A potem Ryszard po paru latach powiedział mi, wiesz co Ewa, ja ci powiem szczerze, jak to było. Myśmy wcale aktorki nie potrzebowali. Potrzebna była konkurencja dla Reny Mireckiej. Dla tej właśnie osoby, która zwróciła moją uwagę i z którą zaprzyjaźniłyśmy się na 30 lat.
[01:13:39.75 → 01:14:01.17] A: A gdyby pani teraz tak mogła powiedzieć, Co to pierwsze spotkanie z teatrem, laboratorium pani dało jako osobie, aktorce, performerce? Coś ważnego wtedy się wydarzyło z pani ciałem, głosem? Ja mówię, żeby zająć państwa uwagę, jak pani Ewa będzie gotowa.
[01:14:03.01 → 01:18:35.39] B: Proszę pana, to nie było łatwe, dlatego że ja byłam już po filologii polskiej, Kierownikiem literackim był Herbert, a ja byłam sekretarzem literackim na stanowisku sekretarza literackiego prawnie u Byrskich, bo nie miałam dyplomu aktorskiego. Natomiast przyszłam do teatru, gdzie w ogóle jakby się nie liczyło to, co masz w głowie. To było bardzo trudne. Liczyło się to, co masz w ciele. Impuls, odruch. pamięć ciała. Pamiętam niezwykle żmudną pracę bez żadnego rezultatu i pamiętam pracę, która dawała coś niezwykłego, czego człowiek przedtem nie doświadczył rodzaju bycia w innej rzeczywistości, ekstazy, To znaczy ja doświadczyłam, bo jak państwu mówiłam, że kiedyś wygrałam konkurs na Julię i Romea, to ja przeżyłam trans i dlatego mogli o mnie dobrze pisać. I u Grotowskiego też przeżywałam trans. To było bardzo trudne. Zdarzał się rzadko, bardzo rzadko, ale w momencie, kiedy się zdarzał, człowiek dotykał czegoś, co jest zupełnie innym wymiarem ludzkiego istnienia. Ale to też było bardzo niebezpieczne, ponieważ pamiętam, że raz przyjechali profesorowie z Uniwersytetu Karola z Pragi, a ja, wiadomo, Benesz, mój pradziad czech, I pamiętam, weszłam w trans taki, że próba trwała dwie godziny i ja nie pamiętałam nic. Ja nie wiedziałam, co ja zrobiłam. Jedyna rzecz, którą pamiętam i którą cenię bardzo, i trzeba o tym wiedzieć, że trans przychodzi, kiedy jest ruch pionowy. Albo się zniżasz, albo idziesz do góry. W tym momencie, jest ten ruch, przychodzi coś innego. Co zresztą Grotowski w ostatnich czasach, w ostatnich latach swojej pracy stosował w tańce Jan Valou, ten ruch kręgosłupa. To była bardzo trudna praca, bardzo trudna praca dla mnie to była, bardzo trudna. Skreślić to, co masz w głowie, Ja przychodzę i mówię tak, wchodzę do garderoby i mówię, wyszły pamiętniki Przybyszewskiego z wielką radością, a słyszę głos Grotowskiego. Mówię do kolegi Staszka Ścierskiego, a słyszę głos Grotowskiego. Staszek Ścierski ma swoje pamiętniki. Więc taka była różnica. Ale nauczyłam się tam wiele. Nauczyłam się tam wiele. Próby do apokalipsis cum figuris zaczęły się od... Ostatni dramat słowackiego, Samuela Zborowskiego. Potem Ewangelię i właśnie był pokaz, ten prób Ewangelii. Ale było nas bardzo dużo aktorów w tej sali niewielkiej. bardzo wielu aktorów. Grotowski zdecydował, że do realizacji ostatniego etapu weźmy tylko tych, którzy tworzyli ten zespół. Wtedy odszedł Janek Mietek Janowski, Maja Komorowska, jedna Francuska, dwóch Polaków jeszcze, Wszyscyśmy odeszli, bo rzeczywiście był tłum. Był tłum w tej sali. To niemożliwe było, żeby dalej kontynuować pracę.
[01:18:35.41 → 01:18:38.17] A: Odchodziła pani z żalem, z bólem, że ta przygoda się kończy?
[01:18:38.19 → 01:18:44.51] B: Ze wściekłością. Grotowski zapytał mnie, czy mi pomóc. Ja powiedziałam, dziękuję bardzo.
[01:18:47.11 → 01:18:51.65] A: Są okolice roku 1970, wspólnie z Małgorzatą Dziewulską, z Perlitem Skwiertem.
[01:18:51.67 → 01:21:31.08] B: Tak, ale wie pan co? Przepraszam. Powiedziałam Grotowskiemu, że dziękuję bardzo, nie trzeba mi pomóc. I rozchorowałam się ciężko. A potem 1968 rok. I ja jestem w Lublinie i idę do Kazimierza Brauna i pytam, czy jest coś do zrobienia w Teatrze Osterwy. A pan Kazimierz Braun mi mówi, że mam bardzo dobrą rolę dla pani, dzikuskę. w pustyni i w puszczy Sienkiewicza. No więc ja też podziękowałam i wyszłam. I pojechałam do Warszawy, bo chciałam też trochę studiować reżyserię i pracowałam dwa sezony w Teatrze Idy Kamińskiej w języku jidysz. którego w ogóle nie znałam i nie mam nic wspólnego z kulturą, że tak powiem. Ale to było niezwykle ciekawe doświadczenie. Niezwykle ciekawe doświadczenie. Szukałam przede wszystkim zespołu, którego po grotowskim szukałam nie instytucji teatru, a zespołu. Coś, co wiąże, co łączy, więc myślałam sobie, tam jest kultura, która łączy. Niestety nie znalazłam tam tego, ale zagrałam dwie duże role w Golemie i w Dybuku i to było wielkie doświadczenie, ponieważ zrozumiałam, że aktor może grać w obcym języku, nie znając każdego słowa po słowie. Może. I to jest niezwykłe. Jeśli rzeczywiście jest kontakt pomiędzy aktorami, to może być jakikolwiek język i aktor zagra. To zresztą potem potwierdził mi Peter Brook, bo pojechałam do pracy na staż do Petera Brooka po Puławach. Dalej byłam zbuntowana przeciwko Stanisławskiemu, oczywiście. No i bruk mi potwierdził, że to nie ma znaczenia, w jakim języku aktor mówi. Oczywiście nie całe życie, to wiem teraz. Ale może sobie grać różnymi językami. I co, idziemy dalej.
[01:21:31.16 → 01:21:41.23] A: Pani Ewono, grupa Puławska. Jesteście kolektywem twórczym Dziewulska, Peryt, Piotr Cieślak, Pani. Dostajecie propozycję robienia teatru w Wielkim Zakładzie.
[01:21:42.09 → 01:21:43.27] B: Nie, nie.
[01:21:44.31 → 01:21:45.09] A: Inaczej?
[01:21:45.41 → 01:27:14.79] B: Nie, zupełnie inaczej, proszę Pana. Ja teraz mogę powiedzieć prawdę. Są zajęcia Koła Naukowego Szkoły Teatralnej. Chodzę, bo mnie to interesuje. Spotykam Ryszka Peryta, Małgosię Dziewulską, Piotra Cieślaka, Piotra Fronczewskiego, Andrzeja Seberyna. Była to jakaś tam grupa. Małgosia robiła dyplom z Samuela i Fronczewski grał Samuela na schodach szkoły namiodowej. I któregoś dnia wracamy z zajęć koła naukowego i idziemy do takiej restauracji turystycznej, namiodowej była w tamtych latach i ja mówię do Małgosi, Małgosia może byśmy tak założyli teatr. A Małgosia mówi tak, my właśnie chcemy z tą grupą, Rysiek, Piotr, ja, chcemy zakładać teatr. No to zakładamy teatr. Mieliśmy różne propozycje, jak panu mówiłam, Gdańsk, Zakopane, Zielona Góra, a ja wybrałam Puławy, ponieważ w Puławach Mój dobry znajomy Jerzy Ludwiński zrobił sympozjum artystów plastyków, sławne sympozjum, o którym mi opowiadał. Ja sobie pomyślałam, jak jest sympozjum artystów w Puławach, to dlaczego nie może być teatr? A poza tym dziadek mi powiedział, że minister chemii to bardzo inteligentny pan. Był taki pan minister Radliński i dziadek go znał. Więc myśmy z Ryśkiem, z Małgosią. Małgosia napisała program, bo Małgosia po filozofii najlepiej dopisała. A myśmy z Ryśkiem poszli do pana Radlińskiego w Warszawie, nie wiedząc nawet jak wygląda. Przychodzimy do sekretariatu i mówimy, że my jesteśmy z koła naukowego szkoły teatralnej, że chcemy założyć teatr w Puławach, że chcemy rozmawiać z panem ministrem, a pana ministra nie ma, jest on na Radzie Sejmowej. Proszę, poczekajcie na korytarzu. No czekamy, ale potem ja mówię do Ryśka, słuchaj, wejdzie człowiek, a my nie wiemy, kto to jest, nie rozpoznamy. Więc wracamy do pani sekretarki, pytamy, jak rozpoznać ministra. A pani sekretarka mówi, dzisiaj ma beżową marynarkę, bardzo przystojny pan. No więc jak wszedł do korytarza dosyć dużego pan bardzo przystojny w beżowej marynarce, to myśmy oboje podbiegli i powiedzieli panie ministrze, chyba narada była spokojna i ciekawa, Mamy taki projekt, że chcemy zrobić teatr w Puławach. Czy mógłby pan przeczytać? A chodźcie, chodźcie. I pan minister chemii wziął do rąk nasz projekt, wziął czerwony długopis i czytając mówił, to mogę, tego nie mogę, to mogę, tego nie mogę, to mogę, tego nie mogę, z tym idźcie do Motyki, ministra kultury. No więc myśmy potem do pana ministra Motyki, który był nieuchwytny. Więc ustaliliśmy dyżury. Dowiedzieliśmy się, że o dziewiątej przyjeżdża Wołgą i wchodzi przez bramę Ministerstwa Kultury do bramy głównej. A ponieważ teatr żydowski był tam, gdzie hotel Wiktoria teraz, więc to było bardzo niedaleko. Ja przed próbą tam stałam i czekałam na pana ministra Motykę. Ale zdarzyło się tak, że byliśmy w Betroje jednego dnia i to było zaraz po premierze Kordiana Uchanuszkiewicza. Idzie pan minister, a my do pana ministra dopadamy go przed wejściem, już przy kolumnach, żeby nie mógł wejść do biura i pytamy, czy czytał nasze podanie i nasz projekt, żeby teatr założyć w Puławach. A Rysiek Buńczucz, nie, jeszcze Rysiek Peryt mówi, a widział pan minister Kordiana wczoraj w teatrze? Rysiek był bardzo odważny. więc pan Motyka nas zaprosił, ale niewiele nam dał. Prawda była taka, że najstarszy Małcużyński, był Karol Małcużyński, był Małcużyński speaker telewizyjny i najstarszy Małcużyński brat Witold. Ale najstarszy nie był Witold, najstarszy pracował w Ministerstwie Chemii. I ten najstarszy Małcużyński, który się przyjaźnił z ojcem Małgosi Dziewulskiej, dał do podpisania panu Radlińskiemu pismo, które być może pan Radliński nie dojrzał, ale podpis był na sześć etatów w zakładach połupuławskich. Taka jest prawda. No i przyjechaliśmy do Puław i zaczęliśmy.
[01:27:16.83 → 01:27:43.63] A: Moje pokolenie uważało to za jedną z piękniejszych utopii teatralnych, czyli awangardowa grupa w środowisku robotniczym, teatr, który właśnie nie powinien tam istnieć, a jednak istniał, walczyliście trzy lata. Jak pani dzisiaj to ocenia? Dlaczego wam się nie udało? Dlaczego was wyrzucono? Czy to rzeczywiście było zderzenie z realiami, z oczekiwaniami? czy raczej ta polityczna czasza sprawiła, że zaczęliście uwierać komuś?
[01:27:44.25 → 01:28:38.25] B: Proszę pana, myśmy najpierw przeczytali bardzo dużo materiałów o Puławach. Informacje były takie, że co siódmy człowiek to inteligent, że zakłady mają robotników, tylko że ci robotnicy to byli chłoporobotnicy, oni przyjeżdżali. do pracy rano i wyjeżdżali o godzinie 4, powiedzmy, lub na inną zmianę. Nie było robotników w Puławach, nie było. Inteligencja puławska nie interesowała się teatrem w Puławach, jeździła na spektakle do Warszawy, co jest rzeczą normalną. Natomiast inteligencja warszawska przyjeżdżała na spektakle teatru puławskiego, nie tylko warszawska, ale także krakowska. Bardzo często przyjeżdżał Jerzy Turowicz.
[01:28:40.01 → 01:28:42.03] A: Czyli redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego.
[01:28:42.05 → 01:31:34.65] B: Redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego. A dlaczego? Dlaczego teatr musiał upaść? Proszę państwa, Małgorzata Dziewulska i Ryszard Peryt krzyczeli na dziadach Dejmka. Rysiek miał kijek, a Małgorzata miała flagę polską. I zaczęli. Mąż Małgorzaty, Marcin Król, siedział w więzieniu, filozof. Może tylko Piotr Cieślak nie miał żadnej plamy, no i ta z Teatru Żydowskiego. Więc zaczęli nas śledzić. Ale śledzili wszystkich, nie tylko, śledzili również Grotowskiego, bo teraz byłam we Wrocławiu i rozmawiałam z dyrektorką byłą, i mówi mi, że np. są informacje, że ktoś donosił w czasie prób Ewangelii, kiedy aktorzy wychodzą z domów i kiedy można wejść do ich domów. Wszystkich śledzono, a w Puławach tym bardziej śledzono, dlatego że przyjeżdżał do nas Kuroń, przyjeżdżał do nas Michnik. Jak można nie śledzić? A poza tym spektakl. Najlepszy nasz spektakl, bośmy zrobili Mysterium buffo Majakowskiego, Rysiek reżyserował. To było post grotowskie, to było takie studium, taka etiuda, to nie było ciekawe. Potem była Noc Tysiączna II, a jeszcze przyszła Jadwiga Jankowska do teatru też. Jadwiga przyszła i taki Lecha, Lech Michalski, który w tej chwili już w teatrze nie pracuje, Wojtek Wysocki jeszcze przed szkołą i Jan Tomaszewski, taki śpiewak, który niedawno umarł, też był w Teatrze Puławskim. Potem była noc 1002 Norwida. Potem była Fredro, Złota Czaszka, Niedźwiedź Czechowa. Ale najciekawszym naszym spektaklem był Teatr Cudów Cervantesa, specjalnie dla nas przetłumaczony. Teatr dell'arte. I myśmy improwizowali. Mieliśmy prawo improwizacji. Ja miałam skórkę na twarzy jako pewna część ciała kobieca. Rysiek miał...
[01:31:34.65 → 01:31:35.85] A: Nos.
[01:31:36.13 → 01:36:04.89] B: Rysiek grał wójta, a ja dyrektorkę teatru. Zaczyna się od tego, że obchodzimy w koło, idę ja, za mną idzie Piotr Cieślak i ciągnie wózek, a potem była to Jaćka Jankowska, ciągnęła wózek, bo to niby ten teatr wędrowny, który przychodzi do miasteczka. Ja robię tam jakieś takie figury, jeszcze wtedy byłam bardzo sprawna fizycznie, więc mogłam chodzić na rękach i robić parę przewrotek. I bardzo ciekawe, pamiętam, że jako aktorka szukałam kogoś, kto mnie prowadzi. Bo niby ja prowadziłam tych z tyłu, ale ktoś musiał mnie prowadzić. I pamiętam, że jednego dnia pomiędzy dwoma oknami zobaczyłam Mickiewicza. I ja szłam za Mickiewiczem. To było wielkie doświadczenie. Aktor ma wizję, to jest normalne, że aktor miewa wizję. Potem dramaturgia jest taka, że ci aktorzy pokazują różne sztuczki, ale mogą zobaczyć u Cervantesa tylko katolicy. a myśmy bardzo odważnie powiedzieli, że tylko komuniści mogą widzieć. No i oczywiście cała widownia, to byli wszyscy komuniści, widownia aktorzy, bo tam jest teatr i aktorzy. I jest ten wójt z tym nosem, nie nosem, I ja pamiętam taką scenę w improwizacji, że on tak na mnie patrzy, ja się tak nachylam, a potem ja klękam i mówię mu, że Bóg wyrzekł słowo, stań się Bóg i zginie te rzeczy, kiedy z narodu duma i wolność uciecze. Pamiętam ten fragment. Ale to jeszcze było nic. Graliśmy raz na dziedzińcu Sarpu w Kazimierzu, była burza, jak wiadomo burza działa na człowieka. I tam była taka scena białe tango, że kobiety proszą mężczyzn do tanga. I pomiędzy Ryśkiem i mną w improwizacji padł taki dialog. Białe tango, biało-czerwone tango, nie pójdziemy na kompromisy, czerwone tango. I od tego momentu przychodzili różni ludzie i nagrywali nasze spektakle. Znaczy przychodził człowiek ze złamaną ręką, z gipsem i wiadomo było, że tutaj jest mikrofon albo ktoś, kto miał nogę złamaną. Myśmy to wiedzieli, że już jesteśmy że tak powiem, patrzeni, obserwowani. Ale graliśmy cały czas i pamiętam, to był 24 maja, próbowaliśmy Wyspiańskiego. Wyspiańskiego próbowaliśmy. Noc listopadową, w małym grupie, mały zespół, ale można było tak to zrobić. Przed próbą wchodzi, a myśmy grali w takiej sali w podziemiu, dużej dosyć. W korytarzu mieliśmy garderobę i przychodzi dwóch panów w szarych garniturach i mówią nam, że mamy opuścić teatr i miasto w 15 minut.
[01:36:07.92 → 01:36:09.14] A: Tak się to wtedy załatwiało.
[01:36:09.16 → 01:41:31.73] B: I ja pamiętam, że miałam w ręce taką popielniczkę metalową, biurową, w której paliłam znicz w czasie próby. Służyła mi jako podstawa do zniczu. I ja wyszłam z tą popielniczką w ręce. Musiałam coś mieć w ręce. I poszliśmy do hotelu, mieszkaliśmy w hotelach robotniczych, Mieliśmy jeden samochód, właścicielką była Małgosia Dziewulska, ale tego dnia za kierownicę siadł Piotr Cieślak, który nigdy nie prowadził. Wsiedliśmy w ten samochód, a tego dnia wieczorem mieliśmy grać Noc z Tysiączną II i z Krakowa jechał Turowicz, z Warszawy jechała Halina Mikołajska. Ziębiński traktat ryski, proces piski, ten człowiek z podziemia, Wojciech Ziębiński. I już Turabicz był w pociągu. I jeździmy dookoła, wjechaliśmy w las. Ja zaczęłam się historycznie śmiać. Piotrek był bardzo poważny. Ale w pewnym momencie zauważyliśmy, że tej suki za nami nie ma. Zginęła. I zrozumieliśmy, że samochód nas ściga tylko na terytorium gminy Puławy, miasta Puławy. Więc jak wjechaliśmy już w inną gminę i nas nie śledzono, tośmy się zastanowili, I postanowiliśmy, że pojedziemy do Kazimierza, bo w Kazimierzu też czekał na nas kolega nasz Tomek Łubieński, dramaturk, tłumacz i pisarz. No i pojechaliśmy do Kazimierza i powiedzieliśmy Tomkowi, jaka jest sytuacja, a Tomek mówi, ja tutaj mam takiego jednego znajomego, może wam da dom. na spektakle. No i wieczorem zagraliśmy u znajomego w domu na górach. Tego wieczora, następnego i jeszcze następnego. Trzy razy zagraliśmy Noc Tysiączną II, no a potem trzeba było zwijać manatki, ale proszę państwa, przyjechał pan Gustaw Holubek. I poszliśmy razem na obiad do Sarana. Saran to była taka knajpa myśliwska, do której chodzili wszyscy miejscowi dygnitarze. I jak zobaczyli Cholubka i nas przy Cholubku, to oczywiście staliśmy się ważni. Wszyscy na nas patrzyli, a Cholubek powiedział, ja zrobię wszystko, żebyście przyjechali do Warszawy. Przyjechaliśmy do Warszawy. Graliśmy Złotą Czaszkę Słowackiego, zaczętą jeszcze w Puławach. I Małgosia prowadziła próby Legionu Wyspiańskiego. Na początku dano nam pomieszczenie w łazienkach, na krótko. Pamiętam, że w Legionie Halina Mikołajska grała przewodnika chóru, ja grałam rapsoda. Rysiek Peryt Mickiewicza, Krasińskiego Tomek Łubieński, chociaż nie jest aktorem. Przedstawienie Złotej Czaszki zostało opisane... Nie można było o nas pisać, bo byliśmy w zapisach cenzury. Nie można było o nas pisać. To mi powiedziała moja koleżanka z cenzury lubelskiej, że po prostu nie wolno o nas pisać na dwa lata. Nic, ale jakoś tam w kulturze przemycono, małą recenzję. W Warszawie Grotowski miał rację, Grotowski przyjechał do nas, chciał nas bronić. Była wielka narada w tym domu powiatowym, nie powiatowym, domu robotniczym kultury, Była wielka narada, przyjechali ludzie z Warszawy i ktoś tam na scenie mówi, a to jest taki teatr po Grotowskim. Na to Grotowski wstaje i mówi, ja jestem Grotowski. Przyjechałem tu bronić tego teatru, ponieważ mój teatr w Opolu też miał być rozwiązany i przyjechali ludzie z Warszawy i mówili, że jeśli ten teatr się rozwiąże, jeśli go nie będzie, będzie to wielki ubytek dla kultury narodowej. Więc ja wam mówię, jeśli ten teatr zginie, to będzie to ubytek dla kultury narodowej. Ale ze służbami bezpieczeństwa nikt nie może dyskutować.
[01:41:35.15 → 01:41:42.95] A: Chciałbym panią namówić jeszcze na ostatnią opowieść o Mickiewiczu. O tym, jak zaczęła pani projekt z panem Czadeuszem.
[01:41:43.13 → 01:41:45.27] B: Czy ja państwa nie nudzę?
[01:41:45.71 → 01:42:25.81] A: Mnie nie, państwa chyba też nie, bo wy zaczęli uciekać. Myślę, że pięknie wychodzi. Nie wiem, jak państwo to czujecie, ale ja to czuję, jak w życiu działalności artystycznej pani Ewy Benerz ukrywają się takie małe odpryski tego, co robili jej przodkowie, walcząc o swoje miejsca, próbując różnych pozytywistycznych gestów. Myślę, że wszystko gdzieś się w jakiś taki żmud rymkiewiczowy zaplata w naszych losach. Proszę opowiedzieć o Mickiewiczu. Jak ten pomysł na recytację Pana Tadeusza, na skompletowanie wszystkich książek się pojawił? Dlaczego był tak ważny w Pani drodze?
[01:42:26.48 → 01:52:41.92] B: Myśmy się w Puławach podzielili tak, że Małgorzata studiowała Słowackiego, Norwida Rysiek-Pert, Piotr Krasińskiego, a ja miałam Mickiewicza. Co oczywiście, ale to chodziło o studia. co nie przeszkadzało, że mówiłam psalmy Krasińskiego, a Rysiek reżyserował słowackiego Złotą Czaszkę, ale po prostu mieliśmy takie zadania. I pamiętam, że któregoś tygodnia, miesiąca zadaliśmy sobie takie pytanie, kto jest bohaterem narodowym Polaków. No i ja właśnie zaczęłam czytać wtedy i Angellego, i pana Tadeusza, którego znałam z doskonałej interpretacji Cholubka, Łapickiego, Łomnickiego, z tych nagrań bardzo dobrych. No i oczywiście z lektury uniwersyteckiej, ale to nic nie jest warte, lektura uniwersytecka. Siadłam na całą noc i nie mogłam się oderwać. Zrozumiałam, że ten poemat jest pisany oddechem. Było to fascynujące. Oczywiście nie odpowiedziałam sobie, kto jest bohaterem. Po latach odpowiedziałam sobie, jak już zaczęłam chodzić z tym Mickiewiczem. Było tak, że w każdej wolnej chwili To był 1972 rok, maj, czerwiec. W czerwcu, w maju zaczęłam się uczyć. W każdej chwili po prostu mówiłam sobie i pamiętam takie noce w hotelu robotniczym, kiedy ja sobie tego Mickiewicza mówiłam do świtu. Potem zaczynał się świt lata wcześniej. Jeszcze mogłam parę godzin przespać. otwierałam okna i mówiłam w ten świt. To była czwarta księga, Równiki Litewskich Wielkich Gniaziów, drzewa. A w Puławach wiadomo, jakie są drzewa. Potem był Dzień Chemika i ja zadebiutowałam tą czwartą księgą. Było to ważne w tamtym czasie, dlatego że zaczynał się ruch katolicki, ale w dobrym pojęciu katolicki, nie kościelny, katolicki. Zaczynał się ten ruch odnowy. W czwartej księdze przyjeżdża ksiądz Robak, rozmawia z ludźmi w karczmie. w Puławach była karczma usarana, jak żydowska karczma. Łowy, tam wszyscy chodzili na łowy w Puławach. Wszyscy ci dygnitarze w niedzielę brali strzelbę i jechali do lasu, więc było to jakby żywe w tym miejscu. No i nauczyłam się tej czwartej księgi, a potem A jak się umie jedną, to się zaczyna następna, potem była ósma księga, Zajazd. To jeszcze był 1972 rok, wtedy miałam bardzo dobrą pamięć, w dwa miesiące mogłam opanować całą księgę. a potem właśnie ta historia z teatrem i z Puławami, miejsce, które trzeba opuścić. I ja pamiętam, że stoimy przed stołówką, biowetem w Puławach, bośmy nie mieli czasu na gotowanie obiadu, i ja sobie powtarzałam ten tekst Mój kolega Lech Michalski miał książkę i gdybym się pomyliła, to on miał mnie poprawić. I ja ten tekst tak mówię, mówię sobie, mówię szeptem i nagle zobaczyłam, że ja chodzę po skraju horyzontu. Jakby ten daleki horyzont stał mi się bardzo bliski. I wtedy się narodziła, myślę, podświadomie myśl wędrówek, która potem przyszła do głowy, realnie. I kiedy teatr został zamknięty, jedyna rzecz, która mi pozostała, to był Mickiewicz. Bo nie interesował mnie teatr normalny. Po Grotowskim i po Ławach ja nie mogłam się znaleźć w teatrze normalnym. Nie dało się. Nie dało się. Zawsze szukałam więzi ludzkiej. A jakże można znaleźć więź lepiej niż przez Mickiewicza? I latem w Kazimierzu nad Wisłą był taki epizod. Spotkałam takiego dziennikarza Lecha Pietrzaka. który mi powiedział, że on też jest z Broniewiczów. Ja już wtedy wiedziałam, że moja babka Makowska z ojcem małym jeździli do Kazimierza, do dworu Broniewiczów na wakacje. Więc ja go pytam, gdzie ten dwór Broniewiczów tutaj był. I Lech mnie prowadzi daleko, daleko do Bochotnicy prawie i po lewej stronie ja widzę cztery topole i kupę białych kamieni kiedyś. No i zaczęłam pierwszą księgę. A jeszcze w trakcie zrobiłam też jej dwunastą. A potem napisałam dwa listy. Jeden do Teatru Osterwy, a drugi do Teatru w Zielonej Górze. Czy chcielibyście państwo, żebym ja mówiła Mickiewicza? Teatr Osterwy odpowiedział tak i miałam co tydzień wieczór Mickiewiczowski. Gehenna. Przychodziły szkoły. Nauczycielki zawsze siadały w tym samym miejscu. Ja nie rozumiem tego. Zawsze to samo krzesło. Szkoły, które przyjeżdżały spoza Lublina, to było coś. Z Tomaszowa, z Hrubieszowa, z Kraśnika. Ale szkoły lubelskie, rozwydrzone, którym kazano słuchać pana Tadeusza, więc ja się z tego interesu wycofałam. I któregoś dnia skończyłam w teatrze, idę koło kościoła Kapucynów i widzę plakat duży, taki ręką malowany, 26 listopada, 120. rocznica śmierci Adama Mickiewicza, msza za duszę Adama Mickiewicza, w refektarzu klasztoru dominikanów. Wchodzę, widzę ludzi, spotykam zakonnika, ojca, którego nie znam i mówię, czy zgodziłby się, żebym powiedziała dwunastą księgę Mickiewicza. On taki zdumiony trochę, zażenowany, może nie śmiał odpowiedzieć, powiedział, no tak, był to ojciec Wiśniewski. Lepiej nie można. Potem ojciec Wiśniewski musiał wyjechać do Wrocławia i ja też więc dalej tam kontynuowaliśmy. Jak się skończyło w tym Teatrze Lubelskim, ja zrozumiałam, że to nie ludzie mają przychodzić do mnie, że ja muszę szukać ludzi. To karkołomny pomysł, ale to jest prawda, bo tak było w Teatrze Wędrownym, tak było w teatrze. Irena Szczepowska, ta właśnie pani wspaniała, powiedziała mi, wiesz, mam takiego znajomego Franka Piątkowskiego, który jest dyrektorem Wydziału Kultury w Białymstoku, umówcie się. Ja zadzwoniłam do Franka, nie znaliśmy się, on widział przedstawienie w Puławach, ale ja o tym nie wiedziałam. I o nudze już, panie, kończę, kończę. W każdym razie skończyło się tak, że Franek Powiedział, nie możesz chodzić za pierwszym razem wzdłuż granicy jak chcesz. Możesz zrobić trasę za ściankami podlaskimi. Za dwa lata pozwolę ci iść przy granicy. No i zaczęłam przy tych zaściankach. Zaczęłam chodząc z cytrą w ręce, z plecakiem, z długa, kolorowa spódnica. Przychodziły dzieci i patrzyły na mnie, co ty tu robisz. Przychodziły babcie, a ja mówiłam, że wieczorem będę mówić Mickiewicza, ale krótko tak mówiłam, potem mówiłam, wieczorem będę mówić stare polskie wiersze, bo na Mickiewicza nikt nie przychodził, bo tak jest zmarnowany Mickiewicz w szkołach. No i tam się zdarzały różne rzeczy. Ale kończmy już, bo widzę, że... Już
[01:52:41.92 → 01:52:43.08] A: prawie dwie godziny rozmawiamy.
[01:52:43.08 → 01:52:44.59] B: O, przepraszam bardzo, to już kończę.
[01:52:44.59 → 01:53:27.04] A: Proszę się nie martwić, ostatnie pytanie jeszcze. Wielka, piękna przygoda z Mickiewiczem kojarzy mi się z słynną książką 451 stopni Fahrenheita, taką dystopią, gdzie w przyszłości w totalitarnym społeczeństwie strażacy palą książki, ale ludzie, żeby uratować spuściznę, tradycję, uczą się tych książek na pamięć. I potem każdy z nich jest taką chodzącą książką. Czy pani już wie po tych 40 latach prawie zajmowania się panem Tadeuszem, Co jest na końcu tej przygody? Jakieś nagranie wszystkich ksiąg? Występ? Maraton tygodniowy? Żebyśmy poznali w całości... Wie pan, już
[01:53:27.04 → 01:53:51.71] B: nie mam siły na maraton. Chciałam zrobić maraton, jak miałam trzydzieści parę lat, ale w tej chwili już nie dam rady zrobić maratonu. Nigdy nie myślałam o nagraniu. Kiedyś mi zaproponował Kosiński, jak panu mówiłam, ale tak powiedział, ale potem nie doszło do nagrania. Może warto się tym zająć, nigdy nie myślałam.
[01:53:52.67 → 01:54:25.22] A: To już naprawdę ostatnie pytanie. Historia rodziny Makowskich i Teatru Starego i pani osobista historia drogi przez teatr, one prowokują do takiego pytania, co w takim razie jest taką rzeczą najważniejszą, co warto walczyć, co warto chronić. Makowscy próbowali przez prawie 100 lat chronić to miejsce, ten teatr, żeby został w rodzinie. Pani przygoda z teatrem była chyba, tak to rozumiem, także walką o wolność własną, o to, żeby być... Proszę?
[01:54:25.42 → 01:54:25.84] B: Brawo.
[01:54:26.08 → 01:54:33.02] A: Tak, żeby być wierną sobie i robić to, co naprawdę się kocha. Co jest najważniejsze, co warto chronić?
[01:54:33.20 → 01:54:36.80] B: Wolność własną. Wolność własną.
[01:54:37.35 → 01:54:39.61] A: A kiedy ona się kończy? Kiedy ją mogą odebrać?
[01:54:39.79 → 01:55:15.40] B: A wie pan co? Grotowski zawsze mówił, że nie myśl o pieniądzach, rób to co kochasz, przyjdą same. To oczywiście wymaga dużo wyrzeczeń, dużo pracy, ale chyba wolność. Kiedy mnie kiedyś pytał, bo chciano mnie zaszeregować wśród tych, co walczyli o wolność panem Tadeuszem, zawsze mówiłam nie. Ja walczyłam tylko o wolność własną. To jest najważniejsze. I myślę, że państwu podziękujemy, bo... Pani
[01:55:15.40 → 01:55:55.98] A: Ewa, bardzo pani dziękuję. Państwa zapraszam za tydzień na bitwę o kulturę, która będzie nosiła tytuł Sztukmistrze z Lublina. Poprowadzi Grażyna Lutosławska. Naszymi gośćmi będą Grzegorz Kondrasiuk, Joanna Reczek-Szwed i Jakub Szwed. Ja Pani Ewo dziękuję za ten niesamowity wieczór wspomnień o przeszłości, także opowieść o Pani drodzy przez teatr, bo myślę, że dla wszystkich nas pewne prawidłowości, które spotykają artystę, który ma korzenie w przeszłości są ewidentne. Walcząc o różne rzeczy, zawsze walczymy o to samo, czyli tak jak Pani Ewa powiedziała o własną wolność, bo od niej zaczyna się wszystko. Bardzo Państwu dziękuję, bardzo dziękuję Pani Ewiak.
[01:55:56.38 → 01:55:58.66] B: Dziękujemy Państwu serdecznie.
[01:55:59.18 → 01:57:15.20] C: Ja również chciałam bardzo serdecznie podziękować, nie tylko za tę dzisiejszą opowieść, ale również w imieniu całego Zespołu Teatru Starego za to, że niestrudzenie od dwóch i pół roku Pani nas wspiera. Za to, że nas wspierasz, bardzo dziękuję. Dziękujemy za podzielenie się i pamiątkami rodzinnymi, i archiwami. Oczywiście podziękowania serdeczne również dla pani Róży, która również się z nami spotykała i dokumentami się podzieliła. Panu Mariuszowi też będziemy dziękować. Bo pan Mariusz przekazał nam bardzo bogate archiwum, które po raz pierwszy ujrzy światło dzienne. 20 października mam nadzieję, że uda nam się otworzyć wystawę, gdzie również te materiały będzie można zobaczyć. Więc jeżeli dzisiaj spotkaliście się państwo z niedogodnościami we FOIA, to tylko dlatego, że pracujemy nad wystawą i mamy drogą usterkę techniczną nowego oświetlenia, które obecnie programujemy. Także bardzo serdecznie dziękuję, a ja osobiście dziękuję za zaufanie, kim mnie obdarzyłaś 10 lat temu. a właściwie 11, ponieważ po raz pierwszy spotkałyśmy się z Ewą 11 lat temu, kiedy ja w małym pokoju, w towarzystwie jednej osoby, pracowałam nad repertuarem i wtedy Ewa przyszła, powiedziała, że jest z rodziny Makowskich, podarowała mi pięknego, zielonego słonika, który do dziś mi towarzyszy. I od tamtej pory bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za całe wsparcie.
[01:57:15.66 → 01:57:16.47] B: Dziękuję, Karolina.
[01:57:17.10 → 01:57:17.32] A: Dziękuję.
[01:57:18.98 → 01:57:50.86] B: Dziękuję bardzo. Ja będę Karolinę wspierać ze wszystkich sił, dlatego że naprawdę robi bardzo dobry teatr i zaprasza bardzo ciekawych ludzi. Nie mówię o sobie, mówię o wszystkim, o Tomaszu w ostatnim, o tych, którzy tutaj przyjeżdżają i mogą cokolwiek zrobić. Połamania nóg. Dziękuję w imieniu na wszystkim.