Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

fot. Kajus Pyrz

Bitwa o literaturę. Żonglerka / Agata Tuszyńska

Wróć

BITWA O KULTURĘ

 

Każda osoba, która nabyła bilet na wydarzenie podlega obowiązkowi dostosowania się do wymogów i regulacji związanych z epidemią COVID-19, obowiązujących w dniu wydarzenia.

Rozmowa tłumaczona na polski język migowy Tłumaczenie na polski język migowy

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.10.2022 r.
Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.

Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu fb Teatru Starego).

Agata Tuszyńska – pisarka, poetka, reportażystka. Autorka biografii Isaaka Bashevisa Singera, Ireny Krzywickiej oraz Wiery Gran, a także osobistych Rodzinnej historii lękuĆwiczeń z utraty.

W ostatnich latach wydała m.in. Oskarżona Wiera Gran (2010), Narzeczona Schulza (2015), Jamnikarium (2016), Bagaż osobisty. Po Marcu (2018) , Mama zawsze wraca (2020), przeniesionej na scenę muzeum POLIN z okazji 79. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim oraz Ćwiczenia z utraty. Po 15 latach (2021). W maju ukazała się najnowsza książka Żongler. Romain Gary. 

„Bohaterką wszystkich moich książek jest PAMIĘĆ. Znikające światy i odchodzący ludzie. Zapisuję, żeby nie przestały istnieć. Wierzę w ocalającą moc słowa”.

Laureatka Nagrody Polskiego PEN-Clubu im. Ksawerego Pruszyńskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie reportażu i literatury faktu. W 2015 roku została uhonorowana srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Jej książki przetłumaczono na kilkanaście języków.

Dzięki uprzejmości księgarni „Między Słowami”, w trakcie wydarzenia będzie można nabyć książki autorstwa Agaty Tuszyńskiej. 

Prowadząca: Grażyna Lutosławska

 

#opisujemy

Delikatnie uśmiechnięta kobieta w ujęciu popiersiowym z jednym ramieniem uniesionym wyżej. Kobieta ma długie, proste, siwawe, rozpuszczone włosy, niebieskie oczy, okulary z ciemnymi oprawkami i usta pomalowane na czerwono. Jest ubrana w granatową bluzkę. W tle jasna ściana.

 

Битва за літературу. Жонглерка

Гість:Агата Тучинська

Проводить: Гражина Лютославська

Агата Тушинська – письменниця, поетеса, журналістка. Авторка біографії Ісаака Башевіса Зінгера, Ірени Кживицької і Вєри Гран, а також автобіографії «Rodzinnej historii lęku i Ćwiczeń z utraty» («Сімейна історія страху та вправи у разі втрати»).

В останні роки вона опублікувала, зокрема, «Oskarżona Wiera Gran» («Обвинувачена Вєра Гран»)  (2010), «Narzeczona Schulza» («Наречена Шульца») (2015), «Jamnikariuim» (2016), «Bagaż osobisty. Po Marcu» («Особистий багаж. Після березня») (2018), «Mama zawsze wraca» («Мама завжди повертається») (2020), що поставлена на сцені музею POLIN з нагоди 79-ї річниці вибуху повстання у Варшавському гетто, а також «Ćwiczenia z utraty» («Вправи при втраті. Через 15 років») (2021). Найновіша праця вийшла у травні – книга «Żongler. Romain Gary» («Жонглер. Ромен Гарі»)

«Героїня всіх моїх книжок — ПАМ’ЯТЬ. Зникаючі світи і люди, що відходять. Я записую, щоб вони не перестали існувати. Вірю в цілющу силу слова».

Лауреатка премії польського PEN-клубу ім. Ксаверія Прушинського за видатні досягнення в галузі репортажу та нон-фікшн літератури. У 2015 році нагороджена срібною медаллю «За заслуги перед культурою – Gloria Artis».

Її книги перекладені кількома десятками мов.

 

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7.00 a 11.00.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.58 → 03:25.10] A: Dobry wieczór. Agnieszko, bardzo ci dziękuję za ten gong. Zabrzmiał dzisiaj wyjątkowo donośnie. Tak, żeby po prostu nikt nie przeoczył naszego spotkania, bo myślę, że budzić państwa nie ma sensu. Wszyscy tak licznie zgromadzeni w sali Teatru Starego i ci, którzy zostali w domu, ale też są z nami, kłaniam się państwu bardzo pięknie. Cieszę się, z Państwa obecności i cieszę się też, że nie przyszli Państwo sami, że każdy z Państwa wziął ze sobą, no też trudno inaczej, swój życiorys, swoją biografię. Być może nawet niektórzy wrócą do domu i zapiszą w notesie kolejne jej karty. Być może nigdy nie sięgną Państwo po pióro po to, żeby spisać swój los. Ale przyszli państwo z tą biografią, podobnie jak rano piją państwo z nią kawę, a później przyglądają się światu przez nią właśnie, jak przez okulary. Trudno nam przyglądać się rzeczom, ludziom, zjawiskom, nie pamiętając o tym, kim jesteśmy i co jest naszym doświadczeniem. Ale jest też... Inny powód tego, dlaczego tak bardzo lubimy biografie. A bardzo lubimy. O tym świadczą dane z wydawnictw i to, że tych biografii ukazuje się tak bardzo dużo. Lubimy czytać, podglądać cudzy los. Dlaczego? Być może na to pytanie też spróbujemy dzisiaj odpowiedzieć, ale jedna z tych odpowiedzi szczególnie bliska to taka, żeby się samemu w tym cudzym losie przejrzeć. Proszę państwa, o biografiach, a właściwie specjalnie o jednej, rozmawiać dziś będę z mistrzynią pisania biografii, przyznają państwo dowodem na to wasza tu taktyczna obecność, Agatą Tuszyńską. Miejsce dla ciebie, Agata. Zanim zaczniemy, to jeszcze tylko podziękuję, bo dzięki temu liczniejsza może być nasza obecność. Ewelina Lachowska tłumaczy dzisiejsze spotkanie na polski język migowy. Sama pani jest, pani Ewelino? Dobrze. Później dotrze jeszcze Marta Stępniak. Natalia Sacharczuk, aktorka, będzie czytała fragmenty książki, którą tu ustawiłam. Zaraz do niej dojdziemy, ale najpierw Agata, po pierwsze bardzo ci dziękuję, że przyjęłaś nasze zaproszenie, a po drugie chciałam cię zapytać, czy ktoś, kto będzie w przyszłości pisał twoją biografię, boże, będzie to pewne, czy Lublin jakoś tam umieści w sposób specjalny, czy to jest dla ciebie ważny adres?
[03:26.24 → 05:44.06] B: Dobry wieczór Państwu. Jestem zachwycona, że w końcu, w sześciu miesiącach promowania żonglera. Mogę być w moim ulubionym mieście, Lublinie, który oczywiście jest dla mnie ważny, bo jest miejscem, z którym związany był mój bohater, Izak Baszewicz Singer, sztukmistrz z Lublina, ale też jest to miejsce, gdzie mam wielu przyjaciół. Myślę, że takie adresy są najważniejsze I mam czytelników, a jak powtarzam powielekroć, napisałam tyle książek, ilu mam czytelników. Ponieważ państwo czytacie sobą, tak jak Grażyna powiedziała, swoim doświadczeniem, swoją wrażliwością, czyli każdy czyta tak naprawdę inną książkę. Poza tym Lublin jest także ważny dlatego, że jest w okolicy Kazimierza nad Wisłą, miejsca, które jest szczególnie mi drogie, gdzie spędzałam wakacje jako dziewczynka, potem jako młoda osoba i gdzie poznałam pierwszą pisarkę w życiu, Marię Kuncewiczową, chodzącą za płotem swojego wspaniałego domu, szczytu wąwozu małachowskiego. I wtedy właśnie, mając lat pięć albo sześć, postanowiłam, że będę pisarką, że będę taka jak ona. Nie dlatego, że rozumiałam, że jest autorką wspaniałych książek, ale dlatego, że pięknie przechadzała się w swoim ogrodzie, w garsonce, ufryzowana, z perłami na szyi i wspaniale się prezentowała. Co więcej, mówiła po angielsku lub po francusku do swoich gości, których oprowadzała po ogrodzie i ja też tak chciałam. Czyli tak, to są ważne miejsca, to jest też ważne miejsce pamięci polskich Żydów, a to jest szczególnie istotne dla mojego losu i dla mojego pisania.
[05:44.55 → 07:05.94] A: Nie masz dzisiaj pereł na szyi, ale wyglądasz niezwykle szykownie. Maria Kuncewiczowa byłaby zachwycona. Nawiązuję do twojego wyglądu, Bo rzeczywiście sporo się zmieniło, odkąd się ostatnio widziałyśmy, a nie widziałyśmy się wcale tak dawno. Do tych pomarańczowych barw dotrzemy później, kiedy porozmawiamy o bohaterze twojej najnowszej książki. Ale pozwolę państwu, że zanim dotrzemy do tej książki, to w sposób magiczny, bo ustawiamy tutaj na scenie przynajmniej kilka twoich poprzednich tytułów, I proponuję, żebyśmy to zrobiły tak, że po tej stronie ustawimy książki, których bohaterami i bohaterkami są inni ludzie, czyli te znakomite biografie, o których wspomniałam. Przywołajmy chociażby Singera, o którym wspomniałaś. Przywołajmy Krzywicką, czyli Długie życie gorszycielki, książkę zresztą niedawno i bardzo dobrze wznowioną. Mam nadzieję, że Singera spotka ten sam las. Wspomnijmy Józefinę Szelińską, czyli narzeczoną Szulca, z powodu której spotkałyśmy się tutaj na scenie Teatru Starego ostatni raz. Marię Wisnowską wreszcie.
[07:06.62 → 07:08.30] B: I Wierę Gran.
[07:09.46 → 09:14.61] A: Jakże mogłam zapomnieć i oskarżoną Wierę Gran. Książka, która do tej pory sprawiła ci, tak mówiłaś, najwięcej trudności w pisaniu. Nie jestem pewna, czy to się nie zmieniło, O tym potem. Więc to ustawiamy na półce z tej strony. Natomiast na półce z tej strony ustawmy te książki, których bohaterką jesteś ty albo bliscy ci ludzie. I to, jak państwo znakomicie pamiętają, jest Rodzinna historia lęku. To są ćwiczenia z utraty. Ja bym na tej półce postawiła też to po marcu. Bagaż osobisty, bo to jest książka o bardzo ci bliskich ludziach. Coś jeszcze tutaj dostawiamy? Chyba nie. Oczywiście jest jeszcze parę innych półek, jak na przykład półka z poezją, ale pozwolą państwo, że ją dostawimy nieco później. I teraz pomiędzy tymi półkami stawiam twoją najnowszą książkę, czyli Żonglera, Romain Gori, I nie mogę się trochę zdecydować, na którą półkę ją ustawić, bo z jednej strony absolutnie, bezsprzecznie jest to biografia Romana Kacewa, ale państwo już jeśli są po lekturze, doskonale wiedzą, że bardzo dużo też dowiedzieć się można z tej książki o jej autorce. Powiedz proszę najpierw, Abstrahując od tego bohatera, spójrzmy na tych wszystkich wymienionych, łącznie z tobą jako bohaterką. Jak ty znajdujesz swoich bohaterów? Czy to jest tak, że oni pukają i mówią, halo, tutaj jestem, jesteś tą właściwą osobą, która może ponieść wiadomości o mnie dalej w świat? Czy też przeciwnie, to ty ich sobie wyszukujesz, bo są ci w tym momencie do czegoś potrzebni?
[09:15.52 → 15:05.23] B: Ja myślę, że to jest wzajemne przyciąganie i niewątpliwie te postaci pojawiają się przede mną, ale wtedy, kiedy zadaję światu i sobie odpowiednie pytania. I to jest coś w rodzaju lustra. Przeglądam się w losie Izaka Baszewice-Singera po to, żeby spróbować zrozumieć, na czym polega żydowska tożsamość. Przeglądam się w portrecie, podwójnym zresztą, bo były Wyznania Gorszycielki i Długie Życie Gorszycielki Ireny Krzywickiej, po to także, żeby zrozumieć, na czym polega zasymilowana żydowska tożsamość, ale może głównie po to, żeby pojąć, na czym polega siła kobiet, na czym polegało jej wielkie zaangażowanie w sprawy kobiet i taka potrzeba uczestniczenia w życiu artystycznym, a także potrzeba budowania siebie. Wiera Gran to jest możliwość wejścia do warszawskiego getta, co zrobiłam wcześniej już ze swoją mamą i jej mamą, moją babką, której nigdy nie poznałam. To jest możliwość przejścia się po tym mieście śmierci po to, żeby zrozumieć, na czym polega tajemnica przeżycia. Do czego jest zdolny człowiek, do czego jestem zdolna ja, żeby przeżyć. To była książka o cenie przeżycia i po to, żeby to zrozumieć, właśnie przyglądałam się dość długo postaci Wiery Gran. Oczywiście, tak jak powiedziałam na początku, wzajemne przyciąganie polega na tym, że ja kiedyś o tych ludziach słyszałam. O Wierze Gran słyszałam bardzo dawno, ale przedtem miałam do załatwienia w prozie inne sprawy i dlatego rodzinna historia lęku powstała przed oskarżoną Wierą Gran. Wtedy właśnie odczuwałam potrzebę porozmawiania ze sobą i z państwem, z moimi czytelnikami właśnie o tych sprawach. I tak dalej. Każdy bohater to jest pewien rozdział mojego życia, to jest też pewien czas mojego życia. I gdybym mogła odpowiedzieć na pytanie, którego nie zadałaś, dlaczego w czasie te postaci były tak ułożone? nie zaczął się mój pisarski los na przykład od Wiery Gran, a nie skończył na Singerze. Tak musiało widocznie być. Tamte pytania o moją własną tożsamość były ważniejsze, były pierwsze. Może dlatego, że w pewnym sensie stworzyły mnie jako osobę, jako pisarkę. Dlatego, że fakt, że mama powiedziała mi, że jest Żydówką, kiedy skończyłam lat 19, sprawił, że stawałam się kimś innym, ale dojrzewałam też do możliwości opowiedzenia o tym. I najpierw wolałam przejrzeć się w losie Singera, żeby później móc bezpośrednio opowiedzieć historię mojego polsko-żydowskiego węzła i przyjrzeć się rodzinie mamy i rodzinie ojca i zobaczyć, jaki obraz z tego powstaje. Czyli ja nawet nie mogę uwierzyć, że aż tylu bohaterów jest na tej mojej niewielkiej scenie życia i książek. I czasami, kiedy te książki się tak ustawi w jednym słupku, to jest ich strasznie dużo. Ja naprawdę nie wiem, kiedy to się stało i jak to się stało, ale wiem, wracając do tych książek, wspomnieniami, zresztą głównie na spotkaniach autorskich, dlatego że sama mam tyle pomysłów i projektów, że ja sama dla siebie nie rozmyślam już o Singerze czy Wierze Grand, ale kiedy dzielę się z państwem tymi przemyśleniami i rozważaniami, Wrażenie, że tego jest strasznie duże, że to były takie bogate rozdziały mojego życia, a ja już jestem gdzie indziej. Tymczasem te postaci jakoś mnie zaludniają i zamieszkują i oni wszyscy we mnie są. Co jest ciekawe, co spostrzegłam niedawno, że w tej galerii poza moją rodziną jest dwóch mężczyzn i same kobiety. Józefina Szelińska była narzeczoną Brunona Schulza, więc Schulz w tle również występuje, ale dokładniej przyjrzałam się życiu tylko dwóch mężczyzn. Zresztą mężczyzn dość podobnych, jak to zanalizowałam niedawno. Jeśli państwo będziecie mieli chęć, nawet jestem w stanie powiedzieć, w jaki sposób podobni i dlaczego. Ale tak, to są postaci, weszły we mnie i stały się przedmiotem mojej opowieści, dlatego że ta opowieść, ten los, te pytania były mi w tamtym momencie mojego życia bardzo potrzebne.
[15:05.41 → 15:29.41] A: Dobrze, że tylko w wyobraźni ustawiłam te półki, bo są solidne i książek na nich całkiem sporo, tu i tu, bo gdyby one stały realnie, to musiałabym teraz wstać z tego fotela i z moim słabym kręgosłupem przesunąć jedną do drugiej, dlatego że jak państwo słyszą, tak naprawdę niepotrzebnie podzieliłam na pisanie o innych i pisanie o sobie.
[15:29.43 → 15:38.51] B: To znaczy potrzebnie, tylko zastanawiam się właśnie, jakby podrzeć, czy też rozedrzeć, czy rozerwać tę książkę, którą mamy tu przed sobą.
[15:38.55 → 16:01.60] A: Wiesz, w momencie, w którym ustawiamy jedną półkę, ta książka wtedy znakomicie na tę półkę pasuje. Zanim jednak do niej zajrzymy, proponowałabym Pani Natalio przeczytanie tego pierwszego fragmentu, w którym Agata Tuszyńska stawia pytanie, o którym wspomniałam na początku. Dlaczego my sięgamy tak chętnie po biografię?
[16:05.62 → 19:49.74] C: Skąd w nas ta nieustająca potrzeba polowania na autora? Skąd potrzeba szukania człowieka w artyście, rozebrania go do bielizny, patrzenia mu na ręce? Co nami powoduje? Dlaczego chcemy wiedzieć, kim jest w codzienności pod osłoną nocy czy na granicy marzenia? Rządzi nami zapewne bezwstydna potrzeba przeniknięcia geniuszu, przejrzenia go i przechytrzenia. Z czystej ciekawości? A może z chęci naśladowania? Czemu ma służyć owo lustrzane odbicie? Jakiej wiedzy o nas samych? A może to jedynie echo, krzywe zwierciadło, głuchy telefon? Po co nam to, ta tajemnica? Chcemy otwarcia sekretu, jakby rzeczywiście istniał. Zajrzenia pod spód lub do wnętrza. Domagamy się wiedzy, kim jest. Bez względu na to, czy trzyma pióro, pędzel czy smyczek, zapisuje litery czy nuty, rozmalowuje pejzaż barw czy dźwięków. Czy nie dość wierzymy dziełu? Czyżbyśmy sądzili, że okruchy życia zawierają jakąś pomocniczą prawdę? Pytał Julian Barnes. Autor papugi Flauberta zafascynowany niedźwiedziem z crosset. Owszem, tak sądzę, chcemy więcej. Zajrzeć do środka i przejrzeć na wylot. Sięgnąć ostatniej matrioszki, choćby okazała się twardą pestką. Szukamy obrazów zza kulis, z kuchni tworzenia i alkowy życia. Chcemy wydrzeć autorowi jego tajemnice. Niby zaspokojeni mistrzostwem dzieła, ale nie do końca. Nie na tej płaszczyźnie, która uwalnia od pytań. Więc drążymy dalej. Pragniemy rozwikłać zagadkę arcydzieła, losu, ich wnętrza. Ciekawi tego, kim jest żongler, który olśnił nas swoją sztuką. Flaubert się temu sprzeciwiał. Mówił, że pisarz to człowiek pióro. Twórczość miała być wedle tej definicji jedynym dorobkiem życia. Tylko o literackie rachunki gotów był płacić. Nie on jeden. Ale co wtedy z legendą? Co ze smakołykami w rodzaju, że Agata Christie wymyślała fabuły leżąc w kąpieli i jedząc jabłka. Romantyczny poeta Edgar Allan Poe zaś tworzył z kotem na ramieniu, albo że Antoine de Saint-Exupéry, późniejszy fanatyk lotnictwa, już w dzieciństwie przyczepił do roweru tekturowe skrzydła i wyobrażał sobie, że lata. Oscar Wilde, który skądinąd celnie zauważył, że biografię pisze zawsze Judasz, przechadzał się po Oksfordzie z homarem na smyczy, a po Londynie spacerował w krótkich spodankach, w kożuchu i z kwiatkiem w dłoni. Romain Garis dyktujący sekretarce z wanny z gąbką na przyrodzeniu, wydaje się w tym towarzystwie zupełnie na miejscu. Prawda. Czym sobie zasłużyła na uprzywilejowane miejsce? Dlaczego jej szukam, dociekam, rozgarniam warstwy zmyślenia, osobistej mitologii? Od czego jest ważniejsza? Dlaczego ona? Los bohatera tej biografii to konstrukcja na glinianych nogach. Wiem co mówię, bo od lat uprawiam tę podejrzaną sztukę. Jest jeszcze trudniej, kiedy pisarz sam pracuje nad własną legendą. A co gorsza, ma wizję jej kolejnych odsłon. Myli tropy, nakłada maski i zmienia kryjówki. Nieważne, jakie powody za tym stoją. Kronikarzom rzuca kłody pod nogi za życia i za grobu. Z oddalenia po śmierci, do której przyłożył rękę. Ze szczytu legendy, z którą rósł, i którą wedle mistrzowskich wzorów rosyjskiego teatru kreował.
[19:51.14 → 20:29.93] A: Dziękuję bardzo. Już pierwsze zdania książki nam czytelnikom sugerują, że łatwo nie będzie, że szykuje się nam jakiś pościg za tą prawdą, o której przed chwilą słyszeliśmy. Powiedz proszę, czy ty też wiedziałaś to od początku, że dotarcie do prawdy, postaci, o której chcesz pisać, będzie tak trudna, jeśli w ogóle możliwa? W którym momencie okazało się, że pisarz myli tropy i że nadążyć za nim będzie naprawdę trudno?
[20:31.09 → 23:43.21] B: Ja to chyba wiedziałam od początku, ale jedna rzecz to wiedzieć, a druga próbować uchwycić nieuchwytnego. Już po lekturze Obietnicy Poranka, książki, która towarzyszyła mojej mamie i mnie samej niemalże od dzieciństwa, wiedziałam, że mój bohater nieco koloryzuje. Potem pochylając się nad jego biografią, czułam, odgrywa przed nami jakiś wielki, cyrkowy popis. Co więcej, widziałam szybko wiele odsłon tych najważniejszych jego ról. I nie bez powodu ta książka nosi tytuł żongler. Uważam zresztą, że to jest jeden z lepszych moich tytułów, bo odzwierciedla ową umiejętność Mistrzostwa, nie wiem jak tę żonglerkę nazwać, mylenia tropów, błyszczenia, zmieniania kolorów, strojów i efektów. Romain Garry był mężczyzną, który całe życie grał jako człowiek, jako pisarz, jako partner, mąż we wszystkich możliwych rolach i rzeczywiście odsłonić jeden kolor, jedną barwę prawdy, nie było możliwe i wiedziałam to od razu, ale ponieważ na początku pracy, jak to zresztą zwykle bywa, byłam nim zafascynowana i tak trochę bezgranicznie zafascynowana, to było łatwiejsze może do zniesienia i każdy nowy strój mi się coraz bardziej podobał, ale kiedy zobaczyłam, że nie kończy się dziesiątym wcieleniu, a nie na dwudziestym i że jest ich coraz więcej. I w zależności tak naprawdę nie wiadomo od czego, od humoru, od pogody, od miejsca, w którym odgrywał ten spektakl, czyli opowiadał o sobie, przywdziewał coraz to nowe kostiumy i coraz to nowe maski. I tak naprawdę to była gra masek, I nie jestem pewna, nawet po czterech latach pracy i nawet po tylu próbach zbliżenia się do tego człowieka, nie jestem pewna, co tak naprawdę udało mi się o nim powiedzieć, co jest na końcu, czy też we wnętrzu Tych postaci, ja to nazwałam matrioszkami kilkakrotnie w tej książce, jedna była w drugiej i kolejna i jeszcze jedna, a w środku jakiś rdzeń, jakaś pestka, ale bardzo trudno jest ją określić jednym słowem albo nawet jednym zdaniem.
[23:43.75 → 24:49.15] A: To, że mówisz, że miałaś i masz wątpliwości, I to, że w tej książce znajdą państwo setki znaków zapytania i słów pod tytułem może, pewnie, być może, możliwe, że tak było, uważam za wielką zaletę twojego pisania tej książki i twojej postawy, bo w dzisiejszym świecie tak często jesteśmy przekonani o swojej racji, pewni, swojego zdania, że jest najważniejsze, a ta książka rzeczywiście składa się z bardzo wielu wątpliwości. Jest takie zdanie na początku książki, którego może nie zacytuję dokładnie, ale jest taki moment, kiedy na wielkiej pochulance mały Romek, ma wtedy 8 lat, stoi na klatce schodowej, a matka wykrzykuje sąsiadom, z jakim to oto wielkim człowiekiem mają do czynienia. Wymienia tutaj mnóstwo.
[24:50.04 → 25:06.43] B: Wy nie wiecie z kim macie do czynienia. Mój syn będzie Wiktorem Igo, mój syn będzie Gabrielem Danuncio, mój syn będzie ambasadorem Francji. Kobiety będą leżały u jego stóp, a on będzie się ubierał u londyńskich krawców.
[25:06.73 → 26:00.42] A: Sąsiedzi nie wiedzą wtedy jeszcze, że to wszystko stanie się naprawdę. i wybuchają śmiechem, szderczym śmiechem. I jest takie zdanie, przy którym chciałabym się przez chwilę zatrzymać, bo być może ono ma związek z tym, o czym mówiłaś przed chwilą. Po latach Romain Garry mówi, ten moment mnie ukształtował. To czym jestem dzisiaj wzięło się z tamtej właśnie chwili. Zastanowiło mnie to słowo czym. I teraz nie wiem, czy to jest... błąd w tłumaczeniu, czy może przypadek redaktor nie zauważył, ale chyba najbliższa mi jest wersja, że on naprawdę powiedział czym, traktując swój los, traktując siebie właściwie jako przedmiot.
[26:01.56 → 30:19.04] B: Bardzo ciekawe. Ja nie pamiętam, że to brzmi akurat w taki sposób. Na pewno tak jest, skoro to pamiętasz. On też mówił o tej chwili na Wielkiej Pochulance, tej chwili takiego niesamowitego upokorzenia i ośmieszenia go przez matkę, która przecież kochała go najbardziej na świecie i chciała dla niego jak najlepiej i wymyśliła dla niego najwspanialszy i mówiła jeszcze, że on musi mieszkać we Francji, być pisarzem francuskim, bo jedynie Francja jest godna tak wspaniałego człowieka i pisarza jak on. Zresztą mówili po francusku od dziecka po to, żeby go uczyć tejże nowej ojczyzny. Coś w tym było, że traktował swój los właśnie w taki sposób, jak państwo wiecie, ten człowiek, który miał w życiu wiele ogromnych sukcesów, pozbawił się życia, mając lat 66. Pozbawił się życia właściwie u szczytu sławy i na dnie Wszystkich tych jego sukcesów, które złożył w hołdzie matce. Matce, która go wymyśliła. Matce, która ułożyła ten wielki i wspaniały scenariusz. Matce, która go opuściła, która zmarła dość wcześnie, jeszcze w czasie wojny. On robił wszystko, żeby ją do końca zadowolić, a jednak musiał się zabić. stany depresji i melancholii, które mu towarzyszyły od początku, pokonały go. Czyli może rzeczywiście owa pomyłka w tłumaczeniu jest jakimś filozoficznym znakiem. To była niezwykle skomplikowana postać, z jednej strony o takim bardzo silnym ego. On wierzył, że jest tym wszystkim, czym matka chciała, żeby był. On się czuł Wiktorem Igo, był niemalże ambasadorem Francji. Zdobył najwspanialszą nagrodę francuską literacką, a nawet zdobył ją dwa razy, co nie jest możliwe. o tym pewnie powiemy potem, miał najwspanialsze kobiety świata, podróżował po całym świecie, a jednak coś go trawiło. niepokój, poczucie krzywdy, poczucie niespełnienia przy tak spektakularnym spełnieniu i sukcesie. To wszystko powodowało moje ciągłe pytania, jak to jest możliwe, jak to się dzieje i kto ponosi za to, chciałam powiedzieć winę, ale może odpowiedzialność. Jak to jest możliwe, właśnie taki los, Myślę, że dla biografa, dla kogoś, kto się chce przejrzeć w takiej historii, to jest fantastyczna materia. Tam jest tyle znaków zapytania, tyle zwrotów akcji, tyle brawurowej żonglerki, ucieczek ze sceny, powrotów na scenę, przebierania się. Naprawdę jest to postać wspaniała. No właśnie, ale jednocześnie ja sama tam wstępuję również na scenę, co być może dla niektórych jest krokiem dziwacznym, dla innych odważnym, dla innych jeszcze nieuprawnionym. To już jakby ocena należy do państwa. Ja uważałam, że że to będzie dobra chwila, żeby stanąć na scenie również koło niego i spróbować tejże żonglerki.
[30:21.68 → 31:25.39] A: Teraz sięgniemy do twoich listów, bo trzeba państwu wiedzieć, tym z państwa, którzy jeszcze nie znają książki, że to wejście na scenę, to ujawnienie się, to jest rozmowa Agaty Tuszyńskiej z bohaterem. Piszesz do niego listy. Ale najpierw jeszcze chciałam zatrzymać się przy tamtym przez moment, bo to jakoś we mnie bardzo siedzi. Pamiętam jak Wiesław Myśliwski kiedyś mówił, że człowiek ma życie i los. Wszyscy mają życie, nie wszyscy mają swój los. Bo jeśli jesteśmy tu, widzimy się, czujemy, oddychamy, to znaczy, Ktoś dał nam życie. Natomiast losu nie mają wszyscy. Los to jest takie zrozumienie tego, kim jesteśmy, jaka jest nasza droga, jak nią podążać. Los robimy sobie sami. Tymczasem w przypadku Romana Garrini jest tak, że matka dała mu i życie, i los. W związku z tym mam wrażenie, że jego życie przeniosło się w związku z tym do książek.
[31:27.31 → 36:57.74] B: Tak, to prawda. Ale to jest jedyna w swoim rodzaju historia i opowieść, kiedy matka wymyśla scenariusz życia dla swojego dziecka i dziecko ten scenariusz realizuje, nie buntując się. Dlatego, że zwykle tak jest, że dzieci w pewnym momencie buntują się wobec pomysłów na ich życie, jakie mają rodzice. I to jest w porządku, tak właściwie powinno chyba być, szczególnie wtedy, kiedy rodzice próbują zaspakajać własne ambicje, czyli jakby wbijają dziecku w brzuch swoje niezrealizowane kariery. Tutaj trochę tak było, a trochę jednak było inaczej. Otóż mina Owczyńska, Matka Romana Kacewa, Żydówka ze Święcian, była niezrealizowaną aktorką. Ona bardzo chciała grać na wielkich scenach, nie miała dosyć talentu, aczkolwiek nie najgorzej śpiewała, szczególnie w Moskwie podczas rewolucji, do tego stopnia, że właśnie śpiewała w nią piosenkę Gary Gary, Maja Zwiezda, Zwiezda Lubwi i tak dalej. Gary Gary to jest pseudonim jej syna, kiedy postanowił zostać pisarzem. Czyli już wybór pseudonimu wskazuje na matkę. Matka, która stworzyła, wymyśliła scenariusz i los, dostaje w prezencie także pseudonim, czyli jego literacka postać również jest związana z matką. To jest ciekawe, bo Isaac Bashevis Singer też funkcjonował w środowisku swoim, w środowisku żydowskich literatów jako Bashevis. Bashevis od Baszewa, od imienia matki. To jest jeden z wielu punktów wspólnych tych dwóch mężczyzn. Innym jest np. takie zdanie, które Romain Garry powtarzał stale, że tylko pisanie i seks sprawiają, że życie jest znośne. Baszewi Singer powtórzył to niemal w tym samym kształcie i zarówno jeden jak i drugi bardzo lubili kobiety i mieli bardzo wiele, chciałam powiedzieć miłosnych, ale chyba erotycznych przygód. I teraz wracam znowu do matki, która wymyśla życie synowi. Od dziecka mówi mu, kim ma być, a on wypełnia zeszyty najpierw pseudonimami, których szuka, potem wybiera pseudonim związany z matką, potem wierszami, opowiadaniami. Robi wszystko, żeby sprostać wymaganiom matki jako chłopiec, jako starszy chłopiec, jako mężczyzna. potem dojrzały mężczyzna. On ma trochę ponad 30 lat, kiedy matka umiera. On zostaje sam, ale matka go nigdy nie opuszcza. I zresztą wielokrotnie o tym mówi, że ona jest w nim jak dybuk. w szponach matki, a jednocześnie bez tejże matki, która cały czas na niego patrzy i cały czas go oklaskuje. Oklaskuje jego żonglerskie wyczyny w życiu i w sztuce. Bez niej on nie istnieje. On za nią cały czas tęskni i powtarza tu i ówdzie zdania, że gdyby ona żyła, jego życie byłoby inne. Mówi również, że Człowiek, mały człowiek, dziecko nie powinien doświadczać tak bezinteresownej miłości w dzieciństwie. Dlatego, że potem całe życie takiej miłości szuka i nie może jej znaleźć, nie może jej dostać, nie może jej doświadczyć, ponieważ to jest niemożliwe. Czyli tak wielka miłość unieszczęśliwia zamiast uszczęśliwiać. I teraz na razie wszystko jest bardzo piękne i pozytywne, gdy chodzi o matkę i o postać matki, ale jednocześnie to ta sama kobieta, Mina Owczyńska, którą zostawił mąż, kiedy jej syn miał lat 11, czyli kobieta porzucona, uczy tego chłopca tego, że wszystkie kobiety mają być dla niego. że mają leżeć u jego stóp, że mają spełniać jego zachcianki. To jest dość dziwaczny rys, w sensie rys rysa na postaci tejże matki i z tym nie mogę się zgodzić.
[36:58.26 → 37:19.97] A: Sprawa niezgody twojej na bohatera, mam nadzieję będzie się jeszcze dzisiaj pojawiała, co najmniej kilka razy, zwłaszcza przy jednym wątku. Ale teraz poproszę pani Natalio o pierwszy list Agaty. Warszawa,
[37:22.61 → 40:37.06] C: 15 maja 2018. Drogi pani Geri. Odkąd pamiętam, byłyśmy z mamą same. Ale to nie ojciec odszedł jak upana. To matka zakochała się w innym mężczyźnie. Ze mną, sześcioletnią, zarączkę ruszyła w świat, który szybko odarł ją z miłosnych złudzeń. Zostałam ja. Dziewczynka, która musiała sprostać jej nadziejom, dosięgnąć jakiegoś ideału, zaspokoić nie moje przecież pragnienia. A potem już moje. Jeden minus na piątkowym świadectwie był niemal katastrofą. Od początku. Rozumiałam to bez słów. Trzeba więcej, bardziej. Długo myślałam, że świat należy do prymusów. Pamiętam podobną zależność. Konieczność bycia dorosłą i odpowiedzialną, bo jesteśmy same i w razie czego nie mamy na kogo liczyć. Jesteśmy tylko my. My wobec wrogiego świata. To tworzy jeszcze ściślejszą więź. Matka i dziecko. Nie wolno płakać. Nie wolno się skarżyć. Trzeba starać się dzielnie sprostać wszystkiemu, także jej poczuciu krzywdy. Nie wiem jak, ale czułam w mojej czarnookiej, czarnowłosej mamie małą dziewczynkę z getta, zanim jeszcze o wszystkim wiedziałam. O murze, pochodzeniu i żółtej łacie pogardy. Nie widziałam jej łez, ale w uśmiechu było coś więcej niż uśmiech, jakiś cień, echo goryczy. Nie umiałam wtedy tego nazwać. Czy coś jej obiecywałam swoim istnieniem? Zadośćuczynienie. Co to znaczy? Swoje życie prowadzić pod dyktando innego, wypełniać czyjąś wolę, może pustkę, uzupełniać swoimi osiągnięciami rubryki innego losu? Nie moje przecież, to nie ja. Dziesięcioletnia przeżywałam piekło warszawskiego getta, a później nieco tylko starsza, też nie ja. Przez wiele miesięcy drżałam w ciemności żoliborskiej piwnicy, czy nie idzie ktoś w mundurze wezwany przez usłużnego sąsiada. Była tam zupełnie sama. Czasem oparta o plecy któregoś chłopca z placu broni. Ja miałam być odporna na cały świat. Pan wie, o czym mówię. Masz być Wiktorem Higo, najwybitniejszym głosem Francji, ambasadorem, don Juanem. Moja mama, Halinka, nie posiadała talentów aktorskich jak pana Mina. Była dziennikarką, owszem, pisała o teatrze, coś o wcieleniach wielokrotnych wiedziała. Ale jej wymagania obywały się zwykle bez słów. Nie słyszałam monologów podobnych do tych, które dopingowały Romuszkę do nadludzkich czynów. Ale najlepszość była wpisana w moją skórę jakimś tajemniczym kodem. Latami nie umiałam tego pojąć, a potem próbowałam się wspinać coraz wyżej. Taka przepowiednia czy przeznaczenie, pieczęć nasza wspólna. Czy pańska matka się uśmiechała? Musiała przecież. Była kiedyś młoda, atrakcyjna, niesmutna. Pan, autor tylu wspaniałych, poświęconych jej słów, nigdy o tym nie wspomniał. Uśmiech mojej matki tłumił mój bunt.
[40:39.33 → 40:58.31] A: Dziękuję bardzo. Nie buntowałaś się, ty też się nie buntowałaś. Agata, kiedy postanowiłaś rozmawiać z autorem? Kiedy postanowiłaś wejść tak otwarcie w tę biografię, stać się też bohaterką tej książki?
[40:59.71 → 44:36.89] B: Nie pamiętam dokładnie tej chwili, ale chyba... Najpierw wydawało mi się, kiedy zaczynałam pracę, że jesteśmy podobni. I ten mały chłopiec z Wileńskiej ulicy, wychowywany przez mamę, potem tułający się po świecie, żeby dotrzeć wreszcie do ziemi obiecanej Francji. Zresztą jechali również przez Warszawę, to miał być taki tranzyt, Był mi bardzo bliski, było mi go żal, utożsamiałam się z nim. Natomiast potem ten chłopiec dorastał i coraz bardziej go z jednej strony podziwiałam jako pisarza, jako człowieka, który radzi sobie w świecie, a z drugiej strony buntowałam się przeciwko jego decyzjom, przeciwko jego postawie wobec świata, wobec kobiet. I z tego buntu, mam wrażenie, wzięły się te listy, chociaż te listy nie wszystkie są pisane na kontrze. Niektóre, tak jak ten właśnie, są takim łagodnym przejrzeniem się w jego losie, bo jednak ciągle mamy bardzo wiele punktów wspólnych. I nawet zaczynam myśleć, że to jego ciągłe szukanie, przemieszczanie się po świecie, pęd za czymś, nienasycenie, przeciwko któremu się buntuje i uważam, że właściwie to nie wypada przy tym wszystkim, co ma narzekać na to. Może to także jest nam wspólne. I nie obawiałam się, że wystąpienie przeze mnie na scenę tej książki będzie jakimś nadużyciem. Przeciwnie, ja uważam, że każdy ma prawo być widoczny na kartach własnych książek w taki sposób, w jaki o tym zdecyduje. I ja wolę taką twórczość, w której rozpoznaję charakter pisma autora, a nie taką, gdzie autor jest za kurtyną i tak naprawdę jego nazwisko można by wymienić na kilka innych. Nie na tym polega pisarstwo. Znowu wracamy do przywitania Grażyny. Każdy pisze sobą, tak jak każdy czyta sobą, więc nie ma dwóch takich samych książek i jestem pewna, że gdyby ktoś inny napisał o Romain Garry, a we Francji jest co najmniej jedna taka obowiązująca biografia, druga podobna jest w Ameryce, to są zupełnie inne książki. Tamte są bardziej wychłodzone, tam biograf nie mówi o sobie, ale nie wiem, czy chciałabym się z tego tłumaczyć. Sądzę, że to jest prawo autora, natomiast czy czytelnik zaakceptuje czy nie? Wszystko jest w waszych rękach.
[44:37.77 → 44:57.77] A: Jest to uczciwe, dlatego że tak jak tutaj zostało powiedziane, nie ma czegoś takiego jak obiektywna biografia i obiektywne oglądanie faktów. Ty otwarcie mówisz, to ja się mu przyglądam, to ja o nim mówię. Jesteśmy podobni.
[44:58.95 → 45:33.72] B: Tak samo było z Wierą Gran. Jestem pewna, że gdyby ktoś przede mną wpadł na ten świetny pomysł opowiedzenia swojego spotkania z Vierongran, napisałby inną książkę. Tamta książka jest moją książką, ponieważ jest moim spotkaniem, ponieważ jest sprowokowana moimi pytaniami do tej bohaterki. Ktoś inny pytałby inaczej, a potem własnym talentem napisał inną książkę. Na tym polega pisarstwo.
[45:34.68 → 45:52.44] A: Listy to rzecz bardzo intymna. Listy są bardzo intensywnie obecne w twoim życiu prywatnym i w twórczości. Przypomnijmy choćby, że Józefina Szenińska, to jest książka, która wzięła się z listów.
[45:52.44 → 45:53.64] B: Rzeczywiście, już zapomniałam.
[45:54.88 → 46:01.64] A: Od czego masz swoich wiernych czytelników. A pamięć, mówią, jest twoim motywem przewodnim.
[46:02.45 → 47:12.26] B: Ale pamięć jest kapryśna, pamięć płata nam różne figle, pamięć przywoływana w różnych momentach się zmienia. W tej chwili rzeczywiście to jest bardzo ciekawe, że książka narzeczona Szulca tak naprawdę powstała z listów, z listów Józefiny Szelińskiej do biografa Brudona Szulca, wspaniałego poety Jerzego Ficuskiego. Ja o tym kompletnie zapomniałam, tam też były listy, ale to nie dlatego w tej książce pojawiły się listy. Listy w tej książce są bardziej intymną, bardziej prywatną częścią tej narracji. Ja po prostu nie chciałam czytelnikowi zaburzać opowieści o losie Romana, Kacewa, Gariego, Ażara, moim emocjonalnym stosunkiem do pewnych elementów tego szlosu, czyli jakby wyjęłam to wszystko, co jest bardzo emocjonalne, bardzo moje na margines i stworzyłam z tego listy.
[47:13.98 → 48:14.93] A: Może to jest ten moment, żebyśmy powiedziały o tym, co specjalnie cię uniosło, stenerwowało, to nie wiem, czy to jest właściwe słowo, co specjalnie masz mu za złe, tak powiem. Czyli porozmawiajmy o tożsamości, o sprawie tożsamości Romana Garri. Bo o ile piszesz, że na początku przyglądasz się losowi z czułością, losowi swojego bohatera, bezinteresowną czułością, choć w to słowo bezinteresowną nie do końca pozwolisz, będę wierzyć, bo jednak też sięgasz po te postaci we własnej sprawie, ale że przyglądasz mu się z czułością, a później bohater dorasta i masz mu na przykład bardzo za złe to, że nie chce nigdy przyjechać do Wilna, że wypiera się swojego żydowskiego pochodzenia. Dlaczego? Ma prawo.
[48:16.25 → 55:39.85] B: Tak, rzeczywiście ma prawo, tak jak każdy ma prawo kierować własnym życiem, a już na pewno ma prawo do własnych uczuć i być może to ja nie mam prawa w ten sposób go konfrontować, bo nie wiem czy oceniać. Dla mnie sprawa mojej tożsamości, może dlatego, że jest tożsamością odkrytą późno, bo człowiek dziewiętnastoletni to jest już człowiek ukształtowany, człowiek, który wie skąd się wziął i gdzie przynależy, a przynajmniej wydaje mu się, że wie. Więc moja tożsamość jest pęknięta, jest złamana. Ja się nagle dowiaduję, że przynależy także do innego narodu, do innych ludzi, do innej tradycji, do innej historii. i bardzo chce zrozumieć, co to znaczy. Bardzo chce tę historię poznać, tę tradycję przeniknąć, nawet religię przeniknąć, zbliżyć się do niej. A potem, kiedy już to się dzieje, ten rys, ten cień, dlatego że wchodzi tam cały wielki obszar i cień zagłady, staje się bardzo ważnym elementem mojej tożsamości, mojego życia, mojej codzienności. Mur warszawskiego getta jest we mnie stale, każdego dnia. Po prostu tak jest i pamiętanie wydaje mi się ważnym obowiązkiem, wydaje mi się koniecznością, dla ludzi, nie tylko dla tych, którzy przeżyli, dlatego że tych, którzy przeżyli już prawie wcale nie ma. Wchodzimy w czas bez świadków. Moja mama, która była dziewczynką w getcie, dziś ma lat 91 i nie pamięta już tego, że w getcie była. Albo może nawet mówi, że pamięta, ale nie jest w stanie przywołać wspomnienia. Kończy się czas, kiedy możemy trzymać świadków tamtych czasów za rękę i dowiadywać się od nich, jak to było. Nie możemy już czerpać z nich ani tych emocji, ani tego lęku, ani tej wiedzy, wobec czego ja uważam, że moim obowiązkiem jest przenoszenie tego dalej na tyle, na ile umiem, na tyle, na ile starcza mi sił, emocji. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli zagładę twierdzą, że nikt kto tego nie przeżył nie jest w stanie tego zrozumieć, nie jest w stanie nawet się zbliżyć do tego lęku. Być może, ale stara się, ja się staram, tak jak potrafię. Ale jak powiedziałam przed chwilą, to jest powinność, to jest konieczność, to jest coś, co moim zdaniem należy się tym ludziom, którzy zginęli. I teraz stąd ta moja, można ją nazwać pretensja do mojego bohatera, który był wileńskim Żydem. Matka pochodziła ze Święcian, ojciec pochodził z samego Wilna. On nosił w sobie tę historię, tak jak nosił w sobie zagładę, mimo że przetrwał ją zupełnie inaczej niż inni Żydzi w jego wieku, ci, którzy zostali w Wilnie czy w Warszawie, ponieważ on służył w wojsku, był we francuskiej armii, walczył z Hitlerem jako nawigator samolotu. Czyli nie dotknął gett, obozów, nie poznał upokorzenia Żydów, którzy byli skazani na Treblinkę, ale jednak nosił w sobie tę historię. Poza tym część jego rodziny zginęła w Wilnie i okolicach, więc uważałam i dalej uważam, że należała im się od niego pamięć. I teraz, ponieważ On im tego nie dał, ja próbowałam. Próbowałam odnaleźć te groby, próbowałam opisać okoliczności ich śmierci, próbowałam zrobić coś, co wydawało mi się, że on zrobić powinien. I jeszcze raz, może nie powinnam, ale jest taka opowieść jego samego, kiedy przyjechał w roku 1966 do Warszawy. po raz pierwszy jako znany francuski pisarz. Zresztą wywołał niejaką sensację, ponieważ mówił po polsku i z dziennikarzami, porozumiewał się po polsku, co było bardzo podkreślane i oczywiście wszyscy mogli z nim zrobić wywiad, bo po francusku nie mogliby tego zrobić. I otóż on opowiada po powrocie taką scenę, takie zdarzenie przed pomnikiem Rapaporta, czyli pomnikiem polskich Żydów, pomnikiem, który stoi na terenie, na byłym terenie getta, czy też na terenie byłego getta, kiedy w pewnym momencie tenże francuski pisarz o sercu żydowskiego chłopca uświadamia sobie, że on właśnie przynależy do tego narodu. i że on miał żydowską matkę i żydowskich rodziców, mimo że ojca cały czas unieważniał, wykreślał, wypierał się go. I nagle rozumie, że to miasto, również moje miasto, Warszawa, było inne przed wojną, kiedy co trzeci mieszkaniec był Żydem i nagle zauważył ten brak, tę nieobecność i to zrobiło na nim Wielkie wrażenie. Oczywiście, jak to on opowiada w różnych wywiadach, różne historie, co się stało, czy wtedy zemdlał, czy pojechał na pogotowie, czy musieli go odratowywać przez 24 godziny, nieważne, to znowu są to jego kwieciste opowieści. Ale faktem jest, że takie zdarzenie miało miejsce, z tym, że ono nie miało dalszego ciągu. On ciągle nie spróbował konfrontacji. nie pojechał, podróżując po całym świecie, nie pojechał do Wilna, nie pojechał na Wielką Pochulankę, nie pojechał na groby, których zresztą nie ma, symboliczne groby Żydów wileńskich, do Wilna i okolic.
[55:43.45 → 55:49.45] A: Zrobiłaś to za niego i napisałaś do niego list, pani Nataliu.
[56:00.10 → 58:54.21] C: Warszawa, 3 września 2020. Drogi Panie, jest taki fragment w Małej Księdze ważnego dla mnie polskiego pisarza Kazimierza Brandysa, który mnie dotyka, rani i tworzy. Uczucie, którego Pan nigdy w tak bezpośredni sposób nie wyraził. Odejdź, mruknęła. Ty, usłyszał chłopiec od swojej dziecięcej miłości do tej chwili, przepraszam, Usłyszał chłopiec od swojej dziecięcej miłości do tej chwili ucieleśniającej samo dobro. Powtórzyła to słowo, takim samym słowem, że braczka przepędziła wcześniej jego ojca. Zaklęcie czy przekleństwo, magiczna sylaba skazująca ludzką istotę na haniebną odmienność, przemieniająca ją w kogoś czy w coś innego. Ile razy słyszał Pan podobne słowa? W Wilnie, w Warszawie, na ulicy, na podwórzu, w pociągu? A może umiał Pan je wyśmiać jak wszystko, co było trudne do zniesienia. Nauczył się szukać ratunków tej broni słabych i pokonanych. Lęk przed śmiesznością i odrzuceniem ćwiczył Pan przecież od małego. Nigdy nie wyrażał Pan szczególnego zainteresowania judaizmem, żydowską religią. Nie zajmowały Pańskich myśli. Fascynowała Pana natomiast postać Jezusa, o czym wielokrotnie czytałam. Ucieleśnia o człowieczą słabość, bo nie o boskość chodzi, ale o człowieka. Podoba mi się wizja. Ja pies, tzn. instynkt. Idąc tym śladem, gdyby pan spotkał Jezusa, natychmiast podwinąłby ogon i podał mu łapę. Matkę, Minę, w książce, którą nazywał pan autobiograficzną, zmienił pan na Ninę. Nie przypadkiem. Znacząca korekta odbiera jej żydowskie imię. Może ona sama tak siebie nazywała w łagodnym geście asymilacji? Nawet jeśli tak było, nie skorygował pan tego w obietnicy poranka. Przeciwnie, przystęplował. Chodziliście czasem razem do cerkwi. Szła do popa, tęskniąc za kościelnym pocieszeniem. Ale twierdzenie, że ochrzciła pana w Nicei należy raczej do repertuaru dość oczywistych mistyfikacji. W dokumentach matka podawała zawsze żydowski rodowód. Czasem miał Pan jej za to za złe, na przykład przy wjeździe do Francji. Kilkakrotnie wspominał Pan o tym z prawdziwym oburzeniem, jakby w ten sposób wydała na Was wyrok. Wtedy przynależność do narodu wybranego wydawała się Panu skazą. Którędy to szło i jak się zmieniało? Nigdy się Pan nie modlił? Bo słowa Pan zapamiętał, pewnie jeszcze z wileńskiej bożnicy. Pozwoli ich pan używać wkrótce swoim bohaterom w pierwszej powieści pisanej w niebie, daleko od słowników, które mogłyby pomóc. Nie znałam z domu alfabetu tego dziedzictwa, ale rozumiem pańską słabość.
[58:55.41 → 59:20.82] A: Bardzo dziękuję. Ten stosunek do żydostwa był w sumie czasem niejednoznaczny. Ty nawet używasz takiego określenia, że on do niego dorastał. Sytuacja pod pomnikiem jest jednym z dowodów na to, ale jest też taki moment, że on miał podobno pretensje, że nie wpisano go do almanachu pisarzy żydowskich.
[59:21.51 → 01:04:31.67] B: Tak, ale to już było później. To znaczy ja myślę, To był człowiek skażony lękiem. Lękiem przed odrzuceniem. Lękiem, który żydostwo prowokuje. On jednak, mimo tego, że nie uczestniczył w wojennej gehennie Żydów, że był gdzie indziej, wiedział, co się z nimi stało. Poza tym Jeszcze będąc w wojsku w 1939 roku nie dostał szlifów oficerskich także dlatego, że był Żydem, więc zetknął się z antysemityzmem. Zresztą zetknął się z nim we Francji, w tej wspaniałej, wolnej Francji, którą matka mu tak w dzieciństwie i młodości reklamowała. To był dla niego pewien szok. Natomiast rzeczywiście potem to było nieco inaczej i denerwował się, kiedy nie pojawił się w słowniku żydowskich pisarzy, bo uważał, że mu się to należy. Gdyby mu to powiedzieć w latach 50. i 60., na pewno jego odpowiedź byłaby inna. On nazywał siebie Benkartem. I było to takie określenie, które podawał powielekroć w wywiadach, próbując określić swój literacki także rodowód. Mianowicie pochodził z Wilna, z matką mówił po rosyjsku, to był jego pierwszy język, ale też uczyła go francuskiego, czyli wcześniej zetknął się z francuszczyzną. W szkole mówił po polsku, w szkole w Warszawie, w gimnazjum Kretschmara, do którego uczęszczał aż trzy lata, stąd jego znajomość polskiego do końca życia. Potem wreszcie dotarli do ukochanej Francji, robił po francusku maturę i studia, ale po wojnie, kiedy związał się z angielską swoją żoną, Leslie Blanche, zaczął się uczyć angielskiego, którego używał potem w dyplomacji w Los Angeles, w Nowym Jorku, i zaczął pisać po angielsku, czyli nawet językowo jest bękartem, jak mówił, jest złożony z wielu źródeł, które stanowią o jego bogactwie i to też miał na myśli. Mówił także, że jest półżydem, czasem później mówił, że Żydem, ale jest też Francuzem, Rosjaninem z powodu języka, i podkreślał też swoją polskość. Mówił, że on jeden rozumie, co to znaczy honor polski i ze wszystkich narodowości na świecie najlepiej czuje się z Polakami. Więc był rzeczywiście dość dziwaczną postacią i bardzo innym pisarzem francuskim od rodowitych Francuzów, którzy podbijali scenę paryską w latach 50. i 60. wtedy, kiedy Romain Garry rzeczywiście stawał się sławny. I to prawda, że był inny, co jeszcze podkreślał bardzo często, co było ważne dla niego jako dla człowieka, ale także jako pisarza, to był żydowski humor. I ważne jest to połączenie żydowski humor, którego, Notabene nauczył się w Polsce, nauczył się w Warszawie w latach 20. i 30., bo wtedy przyjeżdżał z Nicei do Warszawy, gdzie chodził do polskich kabaretów, polsko-żydowskich, Kwi Pro Kwo i inne. Tam się nauczył poczucia humoru. On to nazywał żydowskim poczuciem humoru, czyli humoru, humor jako broń ludzi słabych, ludzi, którzy są wyśmiani przez innych, którzy tylko poprzez ośmieszenie swojego nieszczęścia potrafią z niego wyjść z twarzą. I ten humor był bardzo charakterystyczny dla jego prozy i także dlatego, jak sądzę, on był wyrazisty wśród francuskich pisarzy lat tych pięćdziesiątych i sześćdziesiątych i szczególnie wspaniale ten właśnie w języku wyrażony humor widać w dwóch jego książkach, w Obietnicy Poranka i w Życiu Przed Sobą. Notabene dla Francuzów wtedy były to książki dwóch różnych pisarzy.
[01:04:32.05 → 01:05:42.88] A: I już za moment wejdziemy na tę francuską scenę literacką i rozwikłamy tajemnicę dwukrotnego zdobycia nagrody, którą można oficjalnie zdobyć tylko raz. Ale jeszcze chciałabym się sekundę zatrzymać przy tym, o czym mówiłaś, bo upoważnia mnie to, co powiedziałaś o lęku. Chciałam zwrócić uwagę na inny lęk, ale nie wiem, czy mam rację, bo ty piszesz o tym w książce, że on był mizoginem po prostu. Czy to nie wynikało z lęku przed kobietami? Jest taki moment w książce, kiedy on oświadcza się swojej pierwszej żonie, zresztą potem waha się i nie jest pewien, czy przyjdzie na ten ślub, ale ona oczywiście twardą ręką przywołuje go do porządku, ale najpierw wygląda na to, że szczerze, ale mówi jej, słuchaj, jestem Żydem. Tak jakby chciał ją spłoszyć po prostu. Czyli bał się.
[01:05:43.60 → 01:05:46.28] B: A ona mówi na to, to będę twoją żoną Gojką.
[01:05:48.07 → 01:06:05.09] A: To tyle, jeśli chodzi o sprawę związaną z tożsamością. Wejdźmy na scenę literacką Francji. Dlaczego pisał pod różnymi pseudonimami?
[01:06:05.39 → 01:17:07.19] B: Pisał pod pseudonimami, żeby się przebrać. I te pseudonimy wymyślał naprawdę od dziecka. Na początku upajali się z matką brzmieniem tych pseudonimów i mieli nawet taką zabawę, taką grę ze sobą, że wymyślali coraz to nowe i najbardziej żałowali oboje, że nazwisko Degola jest już zajęte, bo to byłby fantastyczny pseudonim. Matka, to ciekawe, nie wiedziała, nie dowiedziała się, że jej syn jako literat, jako debiutant w literaturze, będzie się nazywał Romain Garry, bo to było coś, co przyszło mu do głowy już po jej śmierci. Romain Garry był pisarzem dość popularnym i to od początku ta kariera zaczęła się w takiej pozycji wznoszącej, od edukacji europejskiej w roku 1945, szedł w górę aż do roku 1956, do korzeni nieba, które dziś nazywamy pierwszą książką ekologiczną, ponieważ on tam mówi o ratowaniu słoni w Afryce. Rzeczywiście nikt o tym wtedy nie pisał i to jest pierwszy taki spektakularny sukces literacki tego pisarza. Oczywiście na wręczeniu tej nagrody wypatrywał cały czas matę, która nareszcie byłaby szczęśliwa i usatysfakcjonowana, nie było jej. Potem jego kariera literacka wyglądała różnie. Ważne jest wiedzieć, że cały czas pracował jako dyplomata, czyli pisał książki, ale jednocześnie był, co prawda nie ambasadorem Francji, ale konsulem francuskim, najpierw w Sofii, zresztą z racji znajomości rosyjskiego. Potem w Londynie i potem już w Ameryce, najpierw w Nowym Jorku przy ONZ-cie, a potem w Kalifornii, którą to Kalifornię zresztą uwielbiał. Był to człowiek, który lubił zbytek, lubił wspaniałe przyjęcia, lubił się przeglądać w cudzych oczach, lubił gwiazdy Hollywoodu. Kalifornia to było miejsce dla niego. Ale najpierw krytycy go bardzo kochali, a potem kochali go mniej. I tego już on, wybrany klosu i beniaminek swojej matki, nie mógł znieść, nie bardzo mógł się odnaleźć w tym, że Sala nie klaszcze i nie woła gari, gari, tak jak wołała, chcąc przywołać na kolejne bisy jego młodą, matkę i wtedy postanawia zrobić pewien eksperyment, a mianowicie przebiera się w pseudonim Emila Jacques i jako Emila Jacques wysyła do wydawnictwa swoją książkę. Ta książka nazywa się Pieszczoch, wychodzi w roku 1974, zbiera nie najgorsze recenzje, krytycy piszą, że oto pojawia się nowy, bardzo interesujący talent i zapowiadają, że będą śledzić rozwój jego literackiej kariery, ponieważ bardzo dobrze się zapowiada, jest to ciekawy, nowy głos w literaturze. To naszego bohatera nie zadawala oczywiście, Wtedy piszę kolejną książkę, La vie de Vence, Życie przed sobą. Jest to wspaniała książka i wszystkim państwu ją polecam. Jedna z ważniejszych książek dla mnie. Myślę, że książka, która zostanie w historii literatury wieku XX. Bohaterką jest pani Rosa, prostytutka, żydówka. Rzecz się dzieje w Paryżu. Pani Rosa prowadzi coś w rodzaju sierocińca dla dzieci, innych kobiet, które także, jak mówi Momo, radziły sobie na ulicy. Bohaterką jest pani Rosa i mały arabski chłopczyk Momo. Fantastyczna książka o miłości, o potrzebie, czułości, o wojnie, również o pamięci, o lęku. I ta książka nagle zostaje zauważona przez krytyków francuskich. Jest to książka podpisana nazwiskiem Emila Jarre i w roku 1975 Emila Jarre zostaje uhonorowany Nagrodą Gonkurtów. Jak powiedziałam wcześniej, jak państwo wiecie, nagrodę Gonkurtów można dostać jeden raz, czyli nasz bohater, nie wiem jak go teraz nazwać, Roman Kacew z Wielkiej Pochulanki, przyjmując tę nagrodę wie, że popełnia wykroczenie. Wie, że właściwie nie powinien tej nagrody przyjąć, ale przecież został wybrany. Przecież ona mu się należy. Cała ta banda krytyków literackich francuskich poznała się na tej powieści, ale twierdzi, że jest to wspaniały, nowy głos w literaturze, że jest to talent, jakiego nie było przez lata całe, czyli chwali jego w przebraniu, a on, pozwala na to i nie występuje, czemu się trochę dziwię, nie występuje wtedy na scenę, nie przychodzi na rozdanie Gonkurtów, on, Romain Garry i nie mówi, Emila, żart to ja. Nie robi tego i nie robi tego przez kolejne lata, aż do śmierci. Czyli przez 5 lat, między 1975 a 1980 rokiem, funkcjonuje na rynku francuskim w dwóch wcieleniach, jako Romain Garry i jako Émila Jarre. Książki tego pierwszego są ledwie zauważane przez krytyków. Książki tego drugiego są chwalone i czytane i wynoszone pod niebiosa. Francja i francuska krytyka jest pewna, że mają do czynienia z nowym, młodym, zupełnie innym pisarzem. Gary z jednej strony jest szczęśliwy, że tak udało mu się oszukać świat, a głównie zagrać na nosie krytykom, ale jednocześnie ten podstęp zaczyna go zabijać, zaczyna go dusić. On wie, że dzieje się coś złego, ponieważ ten upiorny żart nagle kieruje swoje Chły przeciwko niemu, on się zaczyna bać, on się zaczyna bać podatków, on się zaczyna bać tego, że zostanie odkryty. Oczywiście wynajmuje kogoś, wynajmuje kuzyna, który ucieleśnia tego Emila Żara, czyli ma swojego sobowtóra młodego, który jako ten młody udziela wywiadów, pokazuje swoje fotografie. Cała ta kombinacja to jest wielkie przedsięwzięcie, także logistyczne, które ma na celu ośmieszenie ludzi, którzy zajmują się oceną literatury. I to się udaje. Ale ten podstęp osłabia jego twórcę i to osłabia w sposób tak znaczny, że myślę, że to także jest jeden z elementów, który prowadzi go do tego wystrzału w głowę 2 grudnia 1980 roku. Z tym, że Francja wtedy opłakuje śmierć Romana Garriego, nie wiedząc, że ten jeden strzał zabił także ich ulubieńca Emila Jara, autora Życia Przed Sobą, autora Lęków Króla Salomona, autora Latawców. Taka to niesamowita historia, która, muszę powiedzieć, mnie fascynowała od początku. I ta możliwość... On napisał taką małą książeczkę, Życie i śmiercie Mila Żara, którą polecił wydać po jego śmierci. I tam opowiada, dlaczego to zrobił. Dlaczego nie mógł znieść gęby, którą mu krytycy, przyłożyli maski, dlaczego nie chciał tkwić w tych schematach i cały czas... On twierdził, że krytycy go już nie czytali, że po prostu miał przylepione łatki i był taki, jak oni zdecydowali, że jest ileś tam lat temu. Ja też mam często taką pokusę i na pewno państwo też ją macie. zaczęcia życia od nowa, zaczęcia czystego zeszytu, pustego zeszytu, gdzie nie będzie przeszłości, gdzie nie będzie pamięci, gdzie nie będzie tego kogoś, kto o nas źle myśli, gdzie będzie można wszystkie nasze grzechy i wszystkie nasze potknięcia i wszystkie nasze słabości wyczyścić i zacząć od nowa. On to pisze w tej swojej pośmiertnie opublikowanej książce, że chciał zacząć czystą kartę i zobaczyć, jak inni wówczas zareagują na to, co on ma do powiedzenia, na jego książkę, na to, co było dla niego najważniejsze. No i nie pomylił się. Potraktowano go zupełnie inaczej. Przeczytano nareszcie jego tekst, a nie pamiętano, co pisał wcześniej, nie przykładano do niego tych samych formuł i tych samych kratek i tych samych ocen.
[01:17:07.71 → 01:17:30.17] A: To była ta ósma kula? Czy to była ta ósma kula, z którą sobie Roman Gari nie poradził? To właśnie, że oto wszystko w jego życiu było możliwe, ale nagle wydawać by się mogło, że powinien zacząć tworzyć swój los. To była ta ósma kula, z której już nie dołączył?
[01:17:31.57 → 01:19:53.81] B: Z tą ósmą kulą to jest bardzo ciekawa historia. Otóż mały chłopiec, mały Roman na pochulance uczył się sztuki żonglowania. Twierdził, że żonglował pomarańczami, stąd mój pomarańczowy outfit i zawsze pomarańcze, którymi żonglujemy na spotkaniach, tak aż też okładka książki. Oni byli zbyt biedni, żeby używać pomarańczy do żonglerki. Myślę, że żonglował czymś innym, ale traktował sztukę żonglowania jako prawdziwą sztukę. Był wówczas bardzo znany żongler włoski Rastelli. Rastelli potrafił żonglować siedmioma kulami. Kacew, Chłopiec, Roman, Romuszka żonglował może trzema, żonglerka czterema to już była ważna sprawa, pięcioma to był mistrz, Sześcioma to tak naprawdę, czy siedmioma potrafił żonglować tylko rastelni. To była dla tego chłopca, dla tego człowieka, dla tego mężczyzny miara także sztuki. Dlatego, że sztuki tak naprawdę zmierzyć się nie da. Natomiast państwo możecie zobaczyć, czy ja potrafię żonglować sześcioma kulami, czy nie potrafię. To jest matematycznie sprawdzalne. szósta kula mi wypada, nie potrafię tego. Natomiast czy jesteście w stanie wymierzyć moje dzieło? To jest dużo trudniejsze. Myślę, że on dążył do doskonałości i ta żonglerka miała mu w tym pomóc. Ale także w metaforycznej takiej opowieści, którą przetwarzał w bardzo wielu momentach i rozdaniach. Jest tam taka opowieść, że nie potrafił żonglować tą ostatnią ósmą kulą, ale może ta kula nie istniała, może jej po prostu nie ma, albo może to była ta kula, która go zabiła.
[01:19:56.47 → 01:20:03.78] A: W piątek, najbliższy piątek, miną 42 lata tego dnia, w którym Roman Gari... Rzeczywiście,
[01:20:04.08 → 01:20:07.98] B: 2 grudnia 1980, 2 grudnia... Tak jest,
[01:20:08.12 → 01:20:24.53] A: to jest tuż, tuż. Ale nasz termin teoretycznie został ustalony przypadkiem. Proszę Państwa, czy są pytania do Agaty Tuszyńskiej? Czy chcieliby Państwo coś powiedzieć za nią?
[01:20:24.53 → 01:20:25.82] B: Odpowiem na każde pytanie.
[01:20:30.10 → 01:21:15.10] A: Bardzo proszę, Agnieszko tutaj z mikrofonem. Dobry wieczór paniom i dziękuję za wspaniałe podanie z waszej strony historii Romain Gary. A pytanie zadam tak, jak to możliwe, wcielił się w kompletnie fikcyjną postać i nikt go nie odkrył. Czy teraz z kimkolwiek innym byłoby to możliwe w naszych cyfrowych czasach?
[01:21:16.40 → 01:24:10.51] B: To jest bardzo dobre pytanie i ja się nad tym też zastanawiam, ale powiem panu jeszcze coś takiego, że kilka osób, nie byli to krytycy, ale studenci francuskiej literatury podejrzewali, że to jest on. Dlatego, że jeśli wczytać się dość dokładnie w to dzieło, tam jest jego charakter pisma, tam jest jego wrażliwość, szczególnie kiedy się porówna kilka książek, na przykład obietnicę Poranka z życiem przed sobą i z lękami króla Salomona. To jest ewidentne, że to jest dzieło tego samego autora. i kilka osób, właśnie młodych, ponieważ młodym się chciało czytać, młodzi nie posługiwali się kalkami, które mieli na jego temat i które po prostu przykładali do kolejnych książek, ale po lekturze były głosy, że to może jest on, ale on zaprzeczał. On wtedy mówił, jestem zachwycony, że młody człowiek, Emila Żartak, wiele czerpie z moich książek i że tak czasami się utożsamia z moim sposobem widzenia świata. Czyli on, jakbyśmy to powiedzieli, brzydko szedł w zaparte. On przeczył temu, że mógłby mieć coś z tym drugim pisarzem, wspólnego, natomiast jestem pewna, że dziś byłoby to dużo trudniejsze, ale mamy ferantę, mamy pisarkę włoską jedną, która być może wcale nie jest kobietą, ale to jest trudne. Trudno jest stworzyć dziś w czasach internetu kompletnie fikcyjną postać. Ja nawet się sama nad tym zastanawiałam, czy by nie zrobić takiego podstępu, ale to wtedy trzeba bardzo długo nad tym pracować. Trzeba wymyślić sobie życiorys, rodzinę, dziadków. Trzeba by porozsypywać po internecie przez kilka zapewne lat różne historie na własny temat. Na temat tego sobowtóra, tego kogoś, w kogo chcemy się wcielić. Myślę, że To jest prawie niemożliwe, aczkolwiek muszę powiedzieć, że chodziło mi to po głowie i ciągle chodzi, ponieważ to jest niezwykle interesujące. Jak można inaczej sprawdzić? Można wysyłać swoje teksty na konkursy pod innymi nazwiskami albo w zalakowanych kopertach jako Gwiazdka z nieba albo ktoś o podobnym pseudonimie. Natomiast tak nie jesteśmy w stanie sprawdzić, jak bylibyśmy czytani my, pisarze, gdyby nasze teksty były podpisane innym nazwiskiem?
[01:24:10.81 → 01:24:25.21] A: Korć mnie, żeby zapytać, co ty byś chciała wydać pod tym pseudonimem, pod czym nie chciałabyś się podpisywać? Na pewno nie pod książką kucharską? Chociaż kluski wychodzą ci całkiem nieźle, ale to nie na książkę. Więc co by to miało być?
[01:24:25.83 → 01:27:34.27] B: Nie wiem, nie mam pojęcia, cokolwiek. Nawet ta książka, ale wydana w przebraniu. Oczywiście chyba tego nie zrobię z różnych powodów, także dlatego, że właśnie zapuszczanie tych internetowych korzeni jako ktoś inny i wymyślony, wydaje mi się szczególnie w moim wydaniu wręcz niemożliwe. To jest za dużo tego rodzaju pracy. A poza tym jeszcze ja chyba nie chciałabym stracić moich czytelników. Ja jestem bardzo przywiązana do moich czytelników i bardzo zależy mi na ich zdaniu i bardzo poważnie traktuję ludzi, którzy odpowiadają na moje książki, dla których te książki są ważne, więc nie chciałabym im zrobić tego rodzaju psikusa, powiedzmy sobie. Natomiast chciałabym dać im możliwość, tym, którzy mają ochotę mnie czytać, na dalsze czytanie. I to jest trudne. Gary jeszcze miał tę niezwykłą umiejętność, on bardzo dużo i bardzo szybko pisał. Moim zdaniem pisał za szybko i za dużo. Notabene podobnie jak Izak Baszewi Singer. Z tym, że Singer na początku pisał tak długo dlatego, tak dużo dlatego, że płacono mu od linijki, więc pisał długo i dużo, ponieważ w Ameryce na początku, w 30-tych latach, siódmych, ósmych, był bardzo biedny, więc rozciągał niemiłosiernie te swoje powieści pisane na odcinek po to, żeby mu się więcej centów policzyło. Poza tym on, podobnie jak Romengari, potrafili pisać wszędzie tak naprawdę. Singer pisał w poczekalniu dentysty, na lotnisku, wszędzie. Gary również miał niezwykłą łatwość pisania. Moim zdaniem on pisał za dużo i nie miał cierpliwości na redagowanie swoich tekstów, a ja mam wrażenie, że ten proces, kiedy się tekst Kiedy się wyciska z niego esencję, kiedy się go redukuje do formy absolutnie koniecznej, jest jednym z ważniejszych procesów. Natomiast Gary'ego nikt nie redagował. Myślę, że gdyby tak się działo, te teksty byłyby lepsze, podobnie jak teksty Singera. Czyli on pisał, po prostu wylewały się z niego te tony słów także dlatego właśnie, że tam czuł się wolny, że tam w pisaniu, wewnątrz książki, czuł się u siebie. I jak mówił, pisanie i seks, więc te dwie czynności uprawiał namiętnie każdego dnia w takich ilościach rzeczywiście... Kompulsywnych. Tak, nadmiarowych trochę. Jedną i drugą.
[01:27:36.51 → 01:28:25.10] A: Słyszeli państwo, Agata Tuszyńska nie po raz pierwszy zresztą przyznała się do swojej wielkiej miłości, czyli do miłości do swoich czytelników. Państwa obecność na spotkaniu świadczy o tym, że jest to miłość z wzajemnością. W związku z tym mam dla państwa wyjątkowy prezent. To jest książka, którą pokażemy jeszcze przed premierą. Premiera dopiero za kilka dni. To jest najnowsza książka Agaty Tuszyńskiej, która przecież swoje pisanie zaczęła od wierszy. To są wiersze, kolejny tomik wierszy Agaty Tuszyńskiej po długiej przerwie Agata, bo bardzo musiałaś wychodzić ten tomik.
[01:28:26.86 → 01:32:19.02] B: Ty mówisz książka, ja o tomiku nie mówię nigdy książka. I dlatego tak się cieszę, że to książka, to jest tomik wierszy, nieduży, tomik zebrany z kilku dobrych lat mojego życia i z bardzo, bardzo wielu spacerów o poranku nad morzem, co jest zajęciem, które ja uprawiam równie obsesyjnie jak Romengar i tamte zajęcia inne, o których mówiłam. Niestety Warszawa nie leży nad morzem, jak państwo wiecie, więc mam pewne trudności z codziennym uprawianiem mojego procederu, ale staram się być nad morzem bardzo często i kiedy tam jestem, jestem zawsze o wschodzie słońca, co teraz jest łatwe, bo to jest około 7 godziny, ale czasem to jest piąta, rano, ale proszę mi wierzyć, że to co widzę jest warte wstania o każdej porze i tam na tej plaży, na brzegu, na piasku czekają na mnie nie tylko muszelki i nie tylko bursztyny, ale także słowa, słowa o których dawno zapomniałam i słowa, które się składają w takie błyski, w takie poetyckie miniatury, które są bardzo moje, ale na które sobie chyba przez lata nie pozwalałam. Właśnie dlatego, że bardzo dużo podróżowałam, bardzo dużo pisałam, podróżowałam do moich bohaterów Uważałam, że nie mam czasu, że nie mogę sobie pozwolić na tego rodzaju oddech. Teraz wiem, że bez tego nie można żyć. I to jest kwestia takiej higieny emocjonalnej. I bardzo dbam w tej chwili o to, żeby te kolejne ranki spędzać ze sobą. W Warszawie jest to możliwe w parkach, jest to możliwe wśród drzew. Tam leży może mniej wierszy, tam są kadry, które można w fotografii zatrzymać, co też staram się robić. Natomiast proszę mi wierzyć, że może to jest żywioł, który leczy uskrzydla i który daje mnie na przykład poczucie bezpieczeństwa. Trudno mi powiedzieć, jak to się dzieje, ale tak właśnie jest. I te wiersze, te niesny to są kawałki mnie, które zebrałam z piasków nadbałtyckich i bardzo jestem szczęśliwa, że w tym roku, roku, który jest tak trudny dla świata, tak burzliwy, tak tragiczny, który dla mnie jest rokiem żonglera, że w tym roku jeszcze będę mogła podzielić się z moimi czytelnikami właśnie tymi drobiazgami, tymi wybranymi przeze mnie z czasu kawałkami uczuć i zdarzeń, i właśnie znalezionymi w piasku.
[01:32:20.58 → 01:32:34.86] A: Proponuję, proszę państwa, żebyśmy zakończyli to dzisiejsze spotkanie, jeśli przyjmiesz, Agata, tę propozycję, przeczytaniem któregoś z wierszy jeszcze przed premierą Tomiku.
[01:32:35.90 → 01:32:41.66] B: Tego Tomiku, proszę państwa, jeszcze nie ma, to jest tylko takie... Zobacz, ja pokażę.
[01:32:42.62 → 01:32:47.06] A: A właśnie on się rozsypuje, bo on jeszcze nie jest wydany. To taka makieta.
[01:32:51.08 → 01:34:04.97] B: Te wiersze są zwykle tutaj bez tytułu. Są bardzo krótkie. A ja zresztą też myślę, że każdy człowiek, chciałam powiedzieć powinien, ale cofam powinien, że dobrze jest, jeśli każdego dnia zatrzyma się chociaż na chwilę przy jakimś wierszu. I po to, żeby dać sobie przestrzeń na obcowanie z innym światem, który jest, trzeba go tylko zobaczyć w tym pędzie, w tym zamęcie, w tym takim... bezładzie i przebodźcowaniu, w jakim żyjemy, w tych telefonach, które cały czas piszczą. I to nie jest to, że ja państwu proponuję moje wiersze, ale czyjekolwiek wiersze, wiersze Tadeusza Różewicza, czy Zbigniewa Herberta, czy Ewy Lipskiej, czy Jerzego Ficowskiego, czy Wiktora Woroszyńskiego. Mówię po kolei, wymieniam autorów, których czytam po prostu, Zapomniałaś o Miłoszu, na którego
[01:34:04.97 → 01:34:08.97] A: się ciągle powołujesz w żonglerze i którego postawę przeciwstawiasz.
[01:34:08.99 → 01:34:20.59] B: Naprawdę zapomniałam. Widocznie Miłosz tak siedzi we mnie, że już nawet nie potrzebuję wymieniać jego nazwiska. To jest krótki wiersz bez tytułu, krótki jak wszystkie inne.
[01:34:23.39 → 01:34:27.39] A: Ups. Czy wszystko w porządku?
[01:34:34.37 → 01:35:00.85] B: Miłość ma więcej liter niż los i sens. Więcej niż ty i ja razem wzięci. Więcej niż świt i noc. Układa się jedynie ze śmiercią.
[01:35:10.75 → 01:35:47.68] A: Proszę Państwa, Agata Tuszyńska do Państwa dyspozycji, jeśli chodzi o podpisywanie książek. Zwalniam miejsce, będzie można się dosiąść. Książki są zresztą do kupienia na zewnątrz, ale widzę, że część z Państwa jest już znakomicie przygotowana. Bardzo dziękuję. Marta Stępniak, Ewelina Lachowska, Natalia Sacharczuk. Jeszcze tylko słówko pozwolą państwo tytułem zapowiedzi. Za tydzień bitwa o literaturę pod tytułem dowody tożsamości. Gościem będzie Mikołaj Grynberga, a poprowadzi Michał Nogaś. Dziękuję ci Agata.
[01:35:47.77 → 01:35:50.35] B: Dziękuję państwu bardzo, bardzo serdecznie.

Zobacz także

w Mediatece