Nowy Teatr Stary w Europejskiej Stolicy Kultury / Gospodarz: Michał Karapuda
Wróćopis wydarzenia
Gospodarz: Michał Karapuda.
Rozmowa tłumaczona na polski język migowy
Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną
Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.04.2024 r.
Jedna osoba może pobrać maksymalnie 2 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.
Ostatnie lata to czas dla lubelskiej kultury wyjątkowy – łączą je klamrą dwa finały konkursu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 i 2029.
Ale to także tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży 2023, pierwsza Strategia Rozwoju Kultury, liczne nagrody i wyróżnienia, Wielki Jubileusz 700-lecia Miasta Lublin i Jubileusz 450-lecia Unii Lubelskiej, dziesiątki nowych festiwali, wiele nowych inicjatyw i mechanizmów wsparcia aktywności artystycznej, kulturalnej i społecznej, w tym wieloletnie dotacje dla organizacji pozarządowych, system stypendialny i program Dzielnice Kultury, rekordowy w historii budżet na kulturę w 2024 roku oraz kluczowe inwestycje.
Po kilku trudnych ostatnich latach (pandemia Covid-19, napaść Rosji na Ukrainę, kryzys inflacyjny) lubelska kultura znowu rozkwita przyciągając tłumy Mieszkańców i Turystów. Jest ona przestrzenią dla każdego, obszarem wzajemnego szacunku i zrozumienia naszych często odmiennych potrzeb, aby była tkanką łączną tworząc naszą lokalną wspólnotę i wzbudzając dumę z naszych wspólnych osiągnięć. Tylko taka kultura oparta na odpowiedzialności i zaufaniu, ale także odwadze i współpracy ma sens.
Teatr Stary w Lublinie jest nie tylko drugim, najstarszym teatrem w Polsce i jedną z najważniejszych, impresaryjnych scen w kraju. Jest on także miejscem spotkania artystów i widzów, miejscem uwalniania twórczych potencjałów, kreatywności, nauki i edukacji, miejscem poszukiwania wspólnych wartości, tworzenia wspólnoty ale także zadawania – często trudnych – pytań o sztukę, miasto i przyszłość, miejscem rozmowy o naszych osobistych, codziennych oraz globalnych problemach i wyzwaniach, jest miejscem inwestowania w naszą zbiorową wyobraźnię.
Podczas Bitwy o kulturę chcemy porozmawiać wspólnie z zaproszonymi gośćmi oraz Mieszkankami i Mieszkańcami Lublina o przyszłości Teatru Starego, także w kontekście naszych wspólnych starań o uzyskanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w roku 2029.
Michał Karapuda – Dyrektor Teatru Starego w Lublinie. W latach 2013-2024 Dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta Lublin. Był dyrektorem biura Lublin 2016 – Europejska Stolica Kultury – Kandydat w latach 2008-2011 oraz pełnił funkcję Pełnomocnika Prezydenta Lublina ds. Wielkiego Jubileuszu 700-lecia Lublina w roku 2017. W latach 2020-2021 zaangażowany w starania Lublina o tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży 2023, a po uzyskaniu tego tytułu członek zespołu przygotowującego i realizującego program obchodów (Lublin is YOUth). Od 2023 roku w zespole przygotowującym kandydaturę Lublina w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2029. (więcej informacji: www.karapuda.pl)
Paweł Potoroczyn – pisarz, dyplomata, menedżer kultury, dziennikarz, publicysta i wykładowca. Był dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku i w Londynie oraz dyrektorem Instytutu Adama Mickiewicza. W 2014 r. nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” oraz Nagrody Literackiej Gdynia za debiut Ludzka rzecz, którego kontynuacją jest A to było tak .
Beata Stepaniuk-Kuśmierzak – Zastępca Prezydenta ds. Kultury, Sportu i Partycypacji, radna VI i VII kadencji Rady Miasta Lublin, w Radzie Miasta Lublin przewodniczyła Komisji Sportu, Turystyki i Wypoczynku. Zaangażowana w działalność samorządową, prowadziła lekcje obywatelskie zapoznając dzieci i młodzież z pracą Radnych i Prezydenta. Uczestniczy w akacjach charytatywnych oraz wspiera przedsięwzięcia społeczne. Pełnomocniczka Prezydenta Miasta Lublin ds. Europejskiej Stolicy Młodzieży 2023.
Michał Rydzewski – Zastępca Dyrektora Narodowego Centrum Kultury. Nadzoruje programy dotacyjne, projekty szkoleniowe oraz programy stypendialne realizowane przez NCK. Pełni również funkcję koordynatora ds. dostępności w NCK. W 2020 roku odpowiadał za program Kultura w sieci w ramach tarczy w kulturze, zaś w latach 2021-2022 za organizację procesu wsparcia socjalnego dla twórców i artystów, realizowanego przez NCK. W 2018 roku był rzecznikiem prasowym I Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Europy Środkowo-Wschodniej Eufonie.
#opisujemy
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:04.22 → 09:33.96] A: Dobry wieczór. Przed chwilą wybrzmiał gong, gong Danuty Szaflarskiej. W każdym porządnym teatrze, dobrym teatrze powinien być gong. U nas jest. W każdym dobrym teatrze powinna być publiczność. Tej nam w Teatrze Starym nie brakuje. I w każdym dobrym teatrze powinny być ważne tematy, o których rozmawiamy wspólnie. Tak też będzie dzisiaj. Po raz pierwszy mam zaszczyt jako dyrektor Teatru Starego, od czterech miesięcy spotykam się z Państwem w tej roli, zapraszać na scenę ważne osoby dla polskiej, europejskiej kultury. Tak też będzie dzisiaj. A powodem tego spotkania będzie Teatr Stary i Europejska Stolica Kultury. Rozmawiając dzisiaj z naszymi gośćmi chwilę przed spotkaniem, znaleźliśmy wyjątkową zbieżność tych faktów, czyli historię Teatru Starego i historię naszych starań, naszych lubelskich starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Teatru Starego w tym kształcie, w którym państwo go znacie i który od 12 lat odwiedzacie, nie byłoby, gdyby nasz pierwszy start w tym konkursie. Pod koniec 2006 roku Komisja Europejska przygotowała kalendarz europejskich państw, które będą desygnowały swoje stolice. Wtedy dowiedzieliśmy się, że w 2016 roku to będzie Polska, ale nie wiedzieliśmy jeszcze jakie miasto. Chwilę później, 15 marca 2007 roku Rada Miasta jednogłośnie przyjęła uchwałę o naszym starcie w tym konkursie. Po kilku latach przygotowań tytuł trafił do Wrocławia. Byśmy mieli okazję nawet spędzić ostatnie kilka dni we Wrocławiu, Europejskiej Stolicy Kultury 2016, w gronie miast, które wówczas kandydowały, reprezentantów tych miast i w gronie reprezentantów miast, czterech miast, które znalazły się teraz, w finale konkursu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2029, to Lublin, Kołobrzeg, Katowice i Bielsko-Biała. Dzisiaj spotykamy się na scenie Teatru Starego, drugiego najstarszego wciąż działającego budynku, obiektu teatralnego w Polsce, także jednego z najstarszych budynków pełniących funkcję kulturalną w tym kraju, po to, żeby z jednej strony porozmawiać o tym, co w Teatrze Starym, nowego, czy zmiana dyrektora, powoduje zmianę programu, czego państwo jako widzowie mogą się spodziewać, a Europejska Stolica Kultury jest pewnym pretekstem do tego, żeby połączyć pewną klamrą te dwa konkursy. To start w tym konkursie spowodował, że władze miasta, pan prezydent Adam Wasilewski i pan prezydent Włodzimierz Wysocki podjęli odważną decyzję, żeby ratować ten budynek. Państwo pewnie Pamiętacie jak on wyglądał w roku 2005-2006? Właściwie od roku 1981 był wciąż zamknięty po gigantycznym pożarze. Następnie pan prezydent Żuk po wyborach w 2010 roku dokończył tą inwestycję, utworzył instytucję kultury pod nazwą Teatr Stary w Lublinie, w której dzisiaj się znajdujemy, która od 12 lat przygotowuje dla państwa niezapomniane wyjątkowe wieczory w sercu lubelskiego Starego Miasta. Ja miałem szczęście przez ostatnie 15 lat pracować w Urzędzie Miasta Lublin w Wydziale Kultury i właściwie od początku obserwować ten proces tworzenia tej instytucji i pod względem budowlanym, architektonicznym, ale przede wszystkim jeżeli chodzi o tworzenie instytucji, w której są ludzie, w której jest program i która pozwala nam, widzom spotykać się z artystami, i z najważniejszymi postaciami polskiej i europejskiej kultury, tutaj na scenie Teatru Starego. Chciałbym Państwa zabrać w podróż, którą zaplanowałem tak o to, że zacznie nawigować tym wieczorem Pan Paweł Potoroczyn, który jak sądzę Państwo, jest to postać Państwu doskonale znana, menedżer kultury, myśliciel, dyplomata, pisarz, człowiek wielu talentów i od czasu do czasu dyrektor. Wszyscy go znamy pewnie chyba z najlepszych lat promocji polskiej kultury za granicą jako dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza, ale także wielu projektów, programów, strategii, działań, które na lata zdefiniowały polską kulturę. Po tym spotkaniu z Pawłem, z dyrektorem Potoroczynem, Pan Paweł zostanie z nami, a dołączą do nas dwie ważne osoby także w kontekście tego, o czym chcemy rozmawiać. Pani prezydent Beata Stepaniuk-Kuśmierzak, zastępca prezydenta Miasta Lublin ds. kultury, sportu i partycypacji. pojawi się tutaj głównie w roli związanej z młodzieżą, bo to dzięki niej, dzięki jej wytrwałości, ambicji i odwadze Lublin wystartował w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży i jako pierwsze polskie miasto ten tytuł wywalczył. W ubiegłym roku miał zaszczyt reprezentować Polskę i podejmować działania, które w skali ogólnopolskiej były pionierskie. O tym mam nadzieję, że pani prezydent nam także opowie. No i wreszcie pan dyrektor Michał Rydzewski zastępca dyrektora Narodowego Centrum Kultury. Chyba najważniejszej takiej instytucji narodowej w Polsce, która ma kluczowe znaczenie dla rozwoju polskiej kultury jako całości. Rozwoju badań, wsparcia, projektów pomocowych, która także w ostatnich latach, co niezwykle istotne, tych trudnych dla nas latach, latach pandemii, latach wojny w Ukrainie, latach kryzysu, znakomicie potrafiła współpracować z nami, z samorządami, z instytucjami kultury, nie tylko samorządowymi, ale także z Lubelskim Akademickim Centrum Kultury i Mediów Hatka-Żaka, przygotowując pierwszy, no już legendarny, czy pierwsze forum kultury studenckiej i gigantyczne badania w tym obszarze. O tym również będziemy chcieli współpracy instytucji z Akademią, współpracy instytucji kultury z młodzieżą porozmawiać. Są z nami także dwie ważne osoby. Pozwólcie państwo, że je państwu przedstawię na początku tego spotkania, czyli Ewelina Lachowska i pani Marta Stępniak, które będą tłumaczyły nasze spotkanie na polski język migowy, jak Państwo wiecie, to już tradycja w naszej instytucji, w tym teatrze, że robimy wszystko, nie tylko to, co wynika z ustaw, ale wszystko to, co czujemy, że jest potrzebne do tego, żebyście Państwo czuli się w naszym teatrze jak najlepiej. Jest z nami na sali wiele osób. Pozwólcie, że w tym kontekście przywitam Rafała Lisa, który od wielu, wielu lat nie tylko w Teatrze Starym, ale w wielu instytucjach w Lublinie i w Polsce pomaga nam w tym, żeby każda z osób, która tu się pojawia, czuła się bezpiecznie, dobrze i wygodnie. I tak też będziemy dalej działać. Na początku też powiem o naszych wolontariuszach i wolontariuszkach, cudownych osobach, które są z nami każdego wieczora. To one także sprawiają, że teatr, jest dla nas miejscem wyjątkowym, to te osoby są także z nami dzisiaj na sali, nie tylko jako wolontariuszki, ale także jako widzowie, widzki tego spotkania. Bardzo serdecznie cieszę się, że państwo są z nami, że panie są z nami właściwie co wieczór, bo teatr to miejsce wyjątkowe, w którym niemal codziennie spotykamy się z państwem w poniedziałek, Kino we wtorek, tak jak dzisiaj debaty, w środę koncerty, od czwartku do soboty teatr, a w niedzielę wydarzenia dla najmłodszych, dla dzieci, dla całych rodzin, które często tutaj na scenie Teatru Starego spotykają się ze sztuką i spędzają wspólnie niedzielne popołudnia. Szanowni Państwo, to ogromny zaszczyt zaprosić na scenę Teatru Starego w Lublinie pana Pawła Potroczyna. Panie Pawle, zapraszamy. [09:49.24 → 38:17.67] B: Dobry wieczór. Dziękuję za to zaproszenie. Ja bardzo wspierałem tamto podejście Lublina, tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i mam nadzieję, że tym razem Lublinowi to wyjdzie. Pablo Picasso, Został kiedyś zaproszony na kolację do barona Rothschilda. Zwierzył się żonie, że nie bardzo chce mu się iść, że będzie nudno, sami bankierzy i finansjera. Koniec końców poszedł. Po deserach, przy koniaku i cygarach, Picasso mówi do Rothschilda, panie baronie, dziękuję za pańskie zaproszenie, bowiem spędziłem z pańskimi przyjaciółmi fascynujący wieczór na rozmowach o kulturze. Bo wie pan, jak się spotykam z moimi kolegami artystami, to rozmawiamy tylko o pieniądzach. Pozwalam sobie na tę anegdotę, ponieważ ja dzisiaj będę mówił o tym, jak sądzę, znam się najlepiej. 30 lat jestem więcej, 30 parę lat zawodowo badam związki kultury i pieniędzy, gospodarki i kultury oraz kultury i marki. Krótko mówiąc, pół życia spędziłem mówiąc o pieniądzach do kultury i mówiąc o kulturze do pieniędzy. Można to zrobić na kilka sposobów oczywiście. Można zacząć od anegdot. Kto z Państwa używa jeszcze odtwarzacza kompaktowego? Nieźle. A kto z Państwa wie, ile minut muzyki mieści się na płycie kompaktowej? Pani niech tam odpowie. Kto da więcej? Kto powiedział 70? Kto da więcej? Równo 74 minuty. Ale dlaczego 74 minuty? Otóż Płyta kompaktowa to jest nośnik muzyki dla większości z nas, ale to jest przedmiot, który zrewolucjonizował nie tylko przemysł muzyczny, ale również fonograficzny, ale również przemysł wideo i przemysł przechowywania danych. Otóż wyobraźcie sobie spotkanie dwóch gigantów, prezesa Sony i prezesa Philipsa. I tych dwóch gości ustala ze sobą, że pojemność tego nośnika musi mieć 74 minuty, żeby dziewiąta symfonia Ludwika Van Beethovena zmieściła się w całości na jednym krążku. Dwóch gigantów umawia się, że dokona rewolucji przemysłowej, dla której punktem referencyjnym będzie arcydzieło muzyki romantycznej. Można oczywiście zamiast anegdot, chciałem państwa prosić o mniej niż pół godziny uwagi, ponieważ chciałbym się posuwać troszeczkę bardziej w głąb tego skomplikowanego świata niż tylko surfować po jego powierzchni. W tym celu chcę prosić o Państwa zgodę na posługiwanie się kilkoma skrótami myślowymi. Otóż dla mnie kultura, edukacja, wiedza, obieg idei, kapitał intelektualny i kapitał społeczny może nie są synonimami, ale używam ich zamiennie wychodząc z założenia, że konstytuują się wzajemnie, czyli nie istnieją bez siebie. Podobnie Liczę na Państwa tolerancję i domniemuję, że przy wszystkich różnicach jesteśmy się w stanie zgodzić na symboliczną definicję kultury. Warunkiem życia na Ziemi jest woda, a przecież to jest mieszanie dwóch łatwopalnych gazów. W tej metaforze kultura w moim rozumieniu jest wodą, bez której wszystko inne usycha i jałowieje. Natomiast jako całkowitych synonimów używam pojęć ekonomia, biznes, gospodarka, firma, pieniądze. Wreszcie słów innowacyjność, kreatywność, wyobraźnia i rozwój również użyję jako synonimów. Po pierwsze dlatego, że mają wspólne źródło, myślenie abstrakcyjne, a po drugie dlatego, że we wtorek, pod wieczór w Starym Teatrze w Lublinie, kto mi zabroni. I ostatni skrót myślowy. Prośba o dorozumiałość. Powoli już się gubimy w tych oznaczeniach kohort i generacji. Milenialsi, Y, Z. Za chwilę skończy nam się łaciński alfabet, będziemy musieli przejść do greki. W pewnym sensie dzielimy włos na czworo, więc będę, mam nadzieję, że za waszą zgodą, posługiwał się możliwie najszerszym terminem uogólniającym te niuanse. Nazwę ich Screenagers. Gdybyście się Państwo zastanawiali, jaka jest różnica między Dziadersem a Screenagerem, Dziaders mówi, zadzwonię do Ciebie, Screenager mówi, zadzwonię do Ciebie. W tej staroświeckiej, liberalnej narracji kultura jest kosztem, a ludzie ją tworzący są spiskiem piękno duchów. Kultura w tej wersji, zupełnie jak u marksistów, całkowicie lekceważy fakt, Ma sens tylko o tyle, o ile zaspokaja potrzeby. Ten archaiczny typ myślenia całkowicie lekceważy fakt, że kultura nie zaspokaja żadnych potrzeb. Kultura je tworzy. Kultura jest potrzebą. Istnieje bardziej populistyczna wersja tej narracji, która powiada, kultura powinna na siebie zarabiać. Wiemy już, że populizm, w ekonomii, psuje rynki. Wiemy już, że populizm w polityce psuje demokrację. Populizm w kulturze, czy raczej wobec kultury, wciąż przyprawia nas o poczucie bezradności. No mówią nam, niech się kultura wyżywi sama. To ja mam taki pomysł, że niech policja żyje z tego, co odbierze złodziejom, a armia z tego, co zagrabi na wojnie. To jest dokładnie ten sam sposób myślenia. Kultura, która umie się wyżywić sama, nazywa się rozrywka. Ale i tu istnieje swoisty łańcuch pokarmowy, który sprawia, że jakość rozrywki zależy od jakości kultury. Chciałem Państwu przypomnieć, że w naszym kraju jeszcze niedawno rozrywka to byli starsi panowie Czesław Niemen, Ewa Demarczyk, Marek Grechuta czy Grzegorz Ciechowski. O ile nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie subsydiował płyt i tras koncertowych, O tyle wsparcie dla wydawania poezji, bez której tej godziwej rozrywki by nie było, ma już niekwestionowany sens. Oto jeszcze jeden skrót myślowy. Inwestuj w kulturę albo pokochaj disco polo. A to było tak. Przez dwie, trzy dekady my, pięknoduchy, Przekonywaliśmy świat ekonomii i polityki, że kultura jest częścią gospodarki, że jest inwestycją, a nie kosztem, że generuje większy odsetek PKB niż hojnie subsydiowane rolnictwo. Policzyliśmy gospodarczą wartość sektora kultury, wdrożyliśmy protokoły, technologii i skrypty, indeksowaliśmy i parametryzowaliśmy i byliśmy już bardzo blisko. Niemal nam się udało, prawie nam uwierzyli. aż przed rok 2008 i okazało się, że po pierwsze nie wszystko co się liczy da się policzyć i nie wszystko co się da policzyć się liczy. Zaczęła w nas dojrzewać poważna hipoteza, że być może jest dokładnie odwrotnie. Nie, że kultura jest częścią gospodarki, tylko, że gospodarka jest częścią kultury. Spróbujmy skatalogować dowody na prawdziwość tej hipotezy w oparciu o dostępne badania. Sprawdźmy, co ma tu do powiedzenia nauka. Jakie kompetencje kulturotwórcze i zdolność absorpcji kultury taka zdolność do współpracy wielkich innowacyjnych przedsięwzięć? Ta relacja jest naukowo dowodliwa i mierzalna. Są całe biblioteki tych pomiarów. Ile społecznej odpowiedzialności i zdolności do zarządzania wiedzą i sieciowania Tyle przewag konkurencyjnych, to jest mierzalne. Ile kapitału intelektualnego, tyle rozwoju. Ile kultury, tyle dobrobytu. Jaka kultura, taka gospodarka. To jeszcze nie wszystko, co ma nam do powiedzenia twarda wiedza. W oparciu o indeks eurobarometru wyodrębniłem grupę krajów Unii, których obywatele najaktywniej uczestniczą w życiu kulturalnym. Ostatnie takie badanie miało miejsce przed Brexitem i przed pandemią, więc proszę nie dziwcie się, że Wielka Brytania będzie w tym zestawieniu. Top five, czyli kulturalni liderzy to Szwecja, Dania, Holandia, Wielka Brytania i Luksemburg. Bo na myślę zrezygnowałem z Luksemburga, gdyż za bardzo odstaję we wszystkich eurostatystykach. Krótko mówiąc, w świetle twardych danych, Luksemburg jest bankomatem, który myśli, że jest państwem. Gdyby komuś z Państwa przodu głowy zapytać, gdzie w tym zestawieniu jest Polska, już odpowiadam. Trzecia. Od końca. Za plecami mamy Bułgarię i Rumunię. Zostaniem zatem przy top four. Szwecja, Dania, Holandia, Wielka Brytania i skonfrontujmy ich miejsce w rankingu aktywności kulturalnej z kilkoma oczywistymi i mniej oczywistymi parametrami. Bardzo proszę. PKB na głowę mieszkańca. Pierwsza czwórka. Szwecja, Holandia, Dania, Wielka Brytania. Najniższe długookresowe stopy procentowe. Dania, Holandia, Szwecja, Wielka Brytania. Najniższe oprocentowanie obligacji skarbowych, czyli najniższy koszt obsługi długu. Dania, Holandia, Szwecja, Wielka Brytania. Najniższe bezrobocie, Wielka Brytania, Dania, Holandia, Szwecja. Najwyższa innowacyjność według indeksu Komisji Europejskiej. Szwecja, Dania, Holandia, Wielka Brytania. Daje słowo, że były inne kraje na tej liście. Dobrze. Najmniejsza liczba policjantów na 100 tysięcy mieszkańców. Zgadujemy? Dania, Szwecja, Holandia, Wielka Brytania. Najmniejsza liczba więźniów, Dania, Szwecja, Holandia, Wielka Brytania. Duńczycy zamykają więzienia. mówiąc, że są niedostatecznie obłożone. Oczywiście przyjdzie profesor Balcerowicz i powie, że tylko zamożne wspólnoty mogą sobie pozwolić na wydatki na kulturę. Ale w ślad za nim nadciągnie profesor Hausner i powie, że jest dokładnie odwrotnie, że bogacą się tylko ci, którzy inwestują w kulturę. To nie jest kwestia tego, komu zechcecie uwierzyć. To jest kwestia tego, za czym przemawiają twarde dane. A to było tak. Na początku transfer wiedzy działał w jedną stronę, z gospodarki do kultury. Przez trzy dekady my, profesjonaliści kultury, czyli piękno duchy, sumiennie wdrażaliśmy w swoich organizacjach korporacyjne standardy i procedury. Ja sam to robiłem, ja zamieniłem Narodowość i Kultury w super wydajną korporację. Certyfikat ISO dostaliśmy w sześć miesięcy. Ta mała organizacja szkoliła telekomy i spółki energetyczne w zarządzaniu wiedzą. W tym samym czasie prezesi marzyli, by ich firmy były innowacyjne, inteligentne i zdolne do uczenia się. Marzyli, by ich firmy wspierały rozwój pracowników i odpowiedzialne modele biznesowe. Korporacje marzyły, że będą społecznie wrażliwe i działające w oparciu nie tylko o strategie, ale również o zbiory wartości. Otóż takie firmy, o jakich marzy biznes, już istniały i istnieją. W kulturze i edukacji. Coraz liczniejsi innowatorzy i pionierzy odwracają wektory transferu wiedzy, Tak by popłynęły one również w odwrotnym kierunku, od kultury do gospodarki. Pieniądze XXI wieku chcą być kulturalne. Muszą być kulturalne, by wygrywać. Wkrótce będą musiały być kulturalne, by przetrwać. Z wąsami zawsze jest kłopot. Zaglądam do internetu i co widzę? Najlepsza szkoła biznesu w Polsce na swojej stronie reklamuje się następującą sentencją. Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza. Kto to powiedział? Popsułeś mi show. Gdyby zacytowali Steve'a Jobsa, Jeffa Bezosa, Elona Muska czy Billa Gatesa, Wszystko byłoby na swoje miejsce. Wszyscy wiemy, że oni mają pod ręką mnóstwo pięknych cytatów na temat zarabiania pieniędzy. A tu proszę. Szkoła biznesu na swoim sztandarze cytuje pewnego genialnego skrzypka, któremu nie chciało się ćwiczyć i z leniwstwa został Albertem Einsteinem. Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza. Czy da się potwierdzić prawdziwość tego zdania? Ano da się, jeśli skonfrontujemy wyniki testów PISA z indeksami innowacyjności. Pisa to skrót od Program for International Students Assessment, regularne międzynarodowe badanie, które porównuje umiejętności mniej więcej 15-letnich uczniów. Nasze dzieciaki wypadały w tych testach całkiem nieźle, w górnych 20%, aż przed czarnych przemysłach i schranił również to. Korzystając z różnych rankingów wyodrębiłem grupę krajów o najwyższym indeksie innowacyjności. Trzy wiodące kraje. Stany Zjednoczone, Szwecja, Izrael. No to teraz porównajmy miejsce tych krajów w rankingach innowacyjności z wynikami, jakie ich młodzież osiąga w testach PISA. Szwedzi? Słabo. Izraelczycy? Jeszcze słabiej. Amerykanie? Skandalicznie słabo. O co tu chodzi? liderzy postępu w każdej dziedzinie. Od IT przez technologię kosmiczną, po bioinżynierię, odnawialną energię i nanotechnologię. A ich młodzież słabo sobie radzi z równaniami, z całkami, z trygonometrią? Te kraje dzieli wszystko. Geografia, historia i kultura. Elementy wspólne, jak ja to widzę, są zaledwie trzy. Jeden taki, że w ich kulturach nie rozwinął się romantyzm, rozumiany jako formacja umysłowa promująca skrajny Indywidualizm. Dwa inne, znacznie ważniejsze, tkwią w systemie edukacji, skalibrowanym tak, by promował kompetencje kulturowe i społeczne, by kształtował nawyki czytelnicze, uczył obcowania ze sztukami wizualnymi, muzyką i mediami z taką samą powagą, z jaką uczy matematyki czy chemii. W systemie edukacyjnym zaprojektowanym tak, by rozwijał wyobraźnię, i by przygotowywał do proaktywnego udziału w kulturze, by uczył umiejętności czytania kodów kultury i rozumienia jej toposów. Czyli koniec końców uczył myślenia abstrakcyjnego, czyli rozwijał wyobraźnię. Nie ma innowacji bez wyobraźni. Nie ma rozwoju bez innowacji. Doświadczenie tych trzech wiodących krajów uczy nas, że po szkole wypranej z klasycznych greckich wartości piękna, dobra i prawdy Trudno o wyobraźnię w życiu społecznym, gospodarczym i naukowym. Wyścig do innowacji wygrała te gospodarki, których kultura uczy myślenia abstrakcyjnego, a nie tylko zapamiętywania. Ten wyścig wygrywała społeczeństwa, które uczą tworzenia i obcowania z kulturą, a nie tylko skuteczności. Wyścig do innowacji wygrywała te kultury, w których szkoła uczy rozwiązywania problemów, a nie rozwiązywania testów. Bez kultury to można mieć wzrost, ale nie rozwój. Czy to będzie duży nie tak, jeżeli ja zdejmę marnarkę? Zrobił bardzo ciepło. Pamiętacie być może państwo, kilka lat temu Carrier zrobił termin pułapka średniego rozwoju, jako to przekleństwo, które się rozsiadło, tak rozpięło nad Polską. No to pogadajmy o pułapce średniego rozwoju. Pułapka średniego rozwoju jest konsekwencją niskich marż. Niskie marże wynikają z niewielkiego udziału intelektualnej wartości dodanej w cenie produktu. Znikoma intelektualna wartość dodana w cenie to skutek deficytu innowacyjności i kreatywności. Deficyt innowacyjności i kreatywności zaś wiedzie się z ograniczonej zdolności do myślenia abstrakcyjnego, czyli z mankamentów systemu edukacyjnego, nie do inwestowania kultury i zapaści czytelnictwa. Zatem inwestycja w zdolność do myślenia abstrakcyjnego, czyli w kulturę, to najpewniejsza droga do ucieczki z pułapki średniego rozwoju. Kilka lat temu doktor Jan Szomburg, założyciel Instytutu Obywatelskiego, intelektualny filar polskiego liberalizmu, wychowawca dwóch premierów III RP. Otwierając kongres obywatelski powiedział, narody konkurują kulturą. Ultraliberał, człowiek od pieniędzy. On mówi, narody konkurują kulturą. I ja pomyślałem, czy ten gość ma rację? Jeżeli zapytacie państwo eksperta od komunikacji, co to jest marka, to usłyszycie, że to jest tożsamość, emocje i zbiór wartości. Jeżeli zapytacie filozofa, pięknoducha, kasnodzieje, poetę, co to jest kultura, odpowie wam dokładnie to samo. Tożsamość, emocje i zbiór wartości. Atrakcyjność kulturalna kraju jest dzisiaj jednym z kluczowych parametrów decyzji o lokalizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych. To są pieniądze, prawdziwe pieniądze. Jakieś zapytałem takiego jednego amerykańskiego miliardera, wtedy numer 40 na amerykańskiej liście Forbes'a, mniej więcej 10 razy bogatszy niż pierwsza polska setka razem wzięta. I on powiedział tak, jeżeli ja coś w Polsce zbuduję, kupię lub sprywatyzuję, to być może wsiadę w mojego dżeta i polecę przeciąć stęgę. Ale moi menedżerowie będą tam mieszkać 5, 10, 15 lat, niektórzy założą rodziny, niektórzy zostaną na zawsze. To oni decydują. 90% tej decyzji należy do nich. Równiutko wylany beton i niskie koszty pracy znajdą w wielu miejscach na świecie. Tam, gdzie chcą pracować, chcą mieć operę, filharmonię, balet, kino, jazz, teatr, galerie, dobrą kuchnię, szkołę z angielskim dla dziecka i pole golfowe. To wszystko jest kultura. Kraj, który może to zaoferować na poziomie, do jakiego międzynarodowi inwestorzy przywykli, jest o okrążenie przed konkurencją. Polska jest 23. gospodarką świata, ale w tym rankingu marek narodowych, to się nazywa Country Brand Index, zajmuje dopiero 45. miejsce. To różnica między percepcją a rzeczywistością gospodarczą. Ta różnica kosztuje w realnym pieniądzu. Percepcje są stabilne i uparte, rządzą ludzkim zachowaniem i decyzjami, wpływają na to, co i od kogo kupujemy. jak inwestujemy, gdzie jedziemy na wakacje, to tak zwana soft power, miękka siła, kształtuje postrzeganie. Wybór następnego miejsca, gdzie inwestorzy zbudują kampus technologiczny albo zaparkują pieniądze, inwestorzy w akcjonariuszy, zależy od percepcji tego miejsca i emocji z nim związanych. Polska miękka siła, co pokazują ostatnie badania, to wciąż jeszcze głównie kultura. Tylko, że już dawno nie ma nic miękkiego w miękkiej sile. Zarządzanie percepcją to też gospodarka, tylko wykonywana innymi narzędziami. To, co jeszcze niedawno uchodziło za miękkie, jest dzisiaj tak samo twarde jak drogi, lotniska i tory kolejowe. Na ewolucję modelu biznesowego i zmianę pokoleniową nakłada się zmiana innego wyższego rzędu, chciałoby się powiedzieć zmiana cywilizacyjna. W tej zmianie tylko kultura może nam pomóc się odnaleźć. Przypuszczam, że wielu z nas nie opuszcza wrażenie, że żyjemy w świecie, którego odczuwanie zatacza się między zmiennym paradygmatem a płynną nowoczesnością, między zdumieniem a lękiem. Niestety, najgorsze dopiero przed nami. Cyfra jeszcze nie pokazała, co potrafi. Maszynę parową od kolei żelaznej dzieli 20-30 lat. Ignacego Łukasiewicza od Gottlieba Daimlera, czyli olej skalny od szynika spalinowego, dzieli 20-30 lat. Tyle samo czasu upłynie między pierwszym lotem braci Wright, a liniami lotniczymi. Wreszcie doktorat Alberta Einsteina od Hiroshima też dzieli 20-30 lat. Przykłady dojrzewania i nabierania własnego życia przez nasze wynalazki w 20-30-letnich interwałach można mnożyć. To mogła być bardzo długa lista. Najpierw zastanawiamy się, Co zrobić z naszym wynalazkiem? Potem patrzymy, zdumieni, często zalęknieni, co nasze wynalazki robią z nami. Cyfra właśnie wchodzi w ten drugi okres. Jeszcze niedawno martwiliśmy się cyfrowym wykluczeniem, o który dzisiaj mamy zupełnie inne zmartwienie. Rośnie i będzie rosła populacja wykluczonych z realu. Takich, dla których sieć jest jedyną dostępną i zrozumiałą rzeczywistością. Wczoraj wydarzenia w realu zmieniały sieć. Dzisiaj wydarzenia w sieci zmieniają real. Za chwilę przestaniemy to odróżniać, a konsekwencje trudno sobie wyobrazić. W ciągu zaledwie kilkunastu lat zmieniło się wszystko. Model uczestnictwa, model dystrybucji, model kreacji i model finansowania. Tak umiera paradygmat. Zmieniło się wszystko, wyłącznie z ontologią, epistemologią i etyką. Jest niemal pewne, że nic w ludzkiej psychice nie przygotowywało nas na takie tempo zmian. Świadczą o tym nie tyle lęki epoki, co cała epoka lęków. Gdyby poszczególne elementy macierzy paradygmatu zmieniały się co kilkanaście lat, dalibyśmy radę się przystosować, ale one wszystkie się zmieniły w kilkanaście lat. Stajemy bezradni wobec postępów, no bezradni, bambi na lodowisku, to jest mniej więcej figura, którą wykonujemy. Zdanie, jeśli czegoś nie ma w internecie, to prawdopodobnie nie istnieje. Nie jest tylko powiedzonkiem z Knedgersów. Jest częścią języka, czyli myślenia. Jest w moim przekonaniu głęboko ontologicznym sądem, miarodajnie opisującym rzeczywistość. Zmianę w epistemologii dosadnie opisuje Ross Blackberry. Ja nie wiem, czy ktoś z państwa używał lub używa Blackberry, jeden z pierwszych smartfonów, narzędzie pracy. Naprawdę narzędzie pracy. Blackberry to narzędzie, iPhone to zabawka i zobaczcie co się dzieje. Blackberry regularnie bankrutuje, a iPhone zarabia miliardy. Bankrutuje, ponieważ dopuściliśmy do tego, że nasza kultura, czyli nasze poznawcze aspiracje, bardziej potrzebują zabawek niż narzędzi. Wreszcie media społecznościowe, które wywołały turbulencję w etyce na taką skalę, że godzi się słusznie nazwać kłamstwem stulecia. Naprawdę nie ma nic społecznościowego w mediach społecznościowych. Sieć nie tworzy więzi, tworzy bańki, nie łagodzi konfliktów, rozszczepia wspólnoty. Tyle już wiemy. Z jednej strony działa jak teleskop, który na peryferiach życia społecznego znajduje foliarzy wszelkiego autoramentu i przybliża ich do mainstreamu. Z drugiej strony działa jak szkło powiększające, które normalne różnice światopoglądowe rozdyma do rozmiarów świętej wojny. Wygnanie tożsamości i emocji do sieci tylko pogłębia polaryzację. Kto i co jest w stanie temu przeciwdziałać, jeśli nie kultura, ludzie ją tworzący i ludzie w niej uczestniczący. Pozwólcie Państwo, że kończąc ten wstęp do debaty, zakończę go kilkoma nie do końca retorycznymi pytaniami. Nie do końca retorycznymi, ponieważ odpowiedzi, które sobie udzielimy, będą miały wymiar nie tylko moralny, polityczny czy ekonomiczny, ale przede wszystkim egzystencjalny. Czy w czasach, kiedy potrafimy policzyć kapitał społeczny i zaprojektować innowacje i już wiemy, że jaka kultura, taka gospodarka, potrzebujemy więcej kultury, sztuki, humanistyki, idei po prostu, czy mniej? Skoro już wiemy z naukową pewnością, że nakłady na kulturę przekładają się bezpośrednio na wzrost PKB, to czy potrzebujemy więcej kultury czy mniej? Skoro już wiemy, że wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza, to potrzebujemy więcej narzędzi tej wyobraźni rozwijających czy mniej? Skoro już wiemy, że kompetencje kulturowe wspierają rozwój, to potrzebujemy ich więcej czy mniej? Kiedy już wiemy, że droga ucieczki z pułapki średniego rozwoju wjedzie przez inwestycje w kulturę, to potrzebujemy tych inwestycji więcej czy mniej. Skoro już wiemy, że oferta kulturalna przekłada się na bezpośrednie inwestycje zagraniczne, to potrzebujemy tej oferty więcej czy mniej. Wiedząc aż nadto dobrze, że tylko kultura jest w stanie załagodzić lęki epoki, potrzebujemy jej więcej czy mniej. Wiemy z empiryczną pewnością, że zmiana z analogu na digital na każdym poziomie gospodarki i społeczeństwa jest tak dramatyczna, że kultura jest potrzebna, by pomóc naszym umysłom uporać się ze skutkami rewolucji 5.0. Czy w tej nieodległej przyszłości, nie w następnym stuleciu, w tej dekadzie będziemy potrzebowali więcej humanizmu i humanistyki czy mniej? Więcej idei i społecznej innowacji czy mniej? Więcej kultury? Czy mniej? Zostawiam Państwa z tym pytania. Dziękuję za Wasz czas i uwaga. [38:40.83 → 39:11.84] A: Pomyślałem, zaproszę Pawła Potoroczyna, żeby zaczął nasze spotkanie wykładem, podczas którego odpowie nam na wszystkie nasze wątpliwości dotyczące kultury. Dziękuję. Ale nie zostawimy Państwa z tymi pytaniami samych. Zapraszam na scenę panią prezydent Beatę Stepaniuk-Kuśmierzak, i Pana dyrektora Michała Rydzewskiego. [39:12.78 → 39:15.78] B: A [39:18.28 → 47:42.77] A: ja pozwólcie, że skorzystam. Nie będę Państwa wszystkich witał, ale czuję się szczególnie zobowiązany, ponieważ jednym z elementów tej debaty i tego, o czym dzisiaj chcemy rozmawiać, jest Europejska Stolica Kultury. Bardzo się cieszę, że są z nami dzisiaj na sali Katarzyna Duma, pełnomocniczka prezydenta ds. Europejskiej Stolicy Kultury. Rafał Koziński, pełnomocnik prezydenta ds. programu wraz z członkami zespołu programowego. Jest Paweł Passini, jest Marta Ryczkowska. I jest Agnieszka Barańska-Szamryk, zastępca dyrektora Wydziału Kultury Urzędu Miasta Lublin. Pewnie wiele zacnych, ważnych postaci jest także z nami i tu na sali, i przed screenami, przed odbiornikami. o których tak uroczo opowiadał pan dyrektor Potoroczyn. Siądźmy i zaczniemy drugą część naszego spotkania. Ja przygotowałem sobie początek i kilka pytań, ale nie mogę nie odnieść się do tego, o czym pan Paweł opowiadał. Zacznę od profesora Hausnera i modelu OZOF, który przygotowałem na potrzeby zaproszenia przez pana profesora na debatę w ramach kongresu Open Eyes Economy Summit w Krakowie jesienią, gdzie przygotowywaliśmy wspólnie duży panel na temat energii społecznej. Dokładnie tego, o czym mówił pan dyrektor Potoroczyn, czyli po co nam kultura, co zrobić z kulturą, jak wyzwalać kulturę. No i myślałem o wielu rzeczach, mechanizmach, systemach zarządzania, pieniądzach, ale kiedy usiadłem i tak naprawdę pomyślałem, z czego bierze się kultura, czym jest kultura, jaki jest sens kultury, jakie są wartości, bez których nie byłoby kultury, pojawił mi się ten model OZOF właśnie. Już chyba nawet w Lublinie o tym mówiłem, o jak odpowiedzialność. No bo bez odpowiedzialności właściwie niczego w naszym wspólnym życiu, które my ludzie wymyślamy, a tym jest właśnie kultura, czyli tym, co nie jest naturą, ale tym, co mamy dzięki temu, że ludzie podejmują pewną działalność, bez odpowiedzialności nigdy by się nie pojawiło. Wreszcie od zaufania. Właściwie każda nasza aktywność to jest pewien rodzaj zaufania do czegoś lub do kogoś albo do siebie. Bez tego nie byłoby kultury. Wreszcie odwaga, czyli umiejętność przezwyciężenia tego, co nas otacza i pomysł, że możemy zrobić coś, wymyśleć coś, stworzyć coś, czego jeszcze nie było. Czasami dlatego, że nikt na to nie wpadł, czasami to było dość proste, bo większość wynalazków albo spora część wynalazków to efekt przypadku, pewnej niefrasobliwości albo takiej wiary, że to się może, znaczy braku wiary, że może się nie udać. No i wreszcie współpraca, czyli to, dlaczego też się dzisiaj spotkaliśmy i od tego zacznę pytania. Dlaczego akurat taka grupa ludzi dzisiaj na scenie, ponieważ Głęboko wierzę w to, że nie da się osiągnąć niczego bez współpracy. Ja reprezentuję instytucję kultury, samorządową instytucję kultury, która zgodnie z ustawą dość precyzyjnie jest opisana. Ona na przykład daje dyrektorowi instytucji pełną władzę, jeśli chodzi o tworzenie programu tej instytucji. I ja od 1 lutego Jestem jednoosobowo odpowiedzialny za wszystko to, co dzieje się na tej scenie i ponoszę jednoosobowo pełną odpowiedzialność za wszystko, co się na tej scenie, mam nadzieję, do 31 stycznia 2031 roku, bo wtedy kończy się mój kontrakt, wydarzy. Pani prezydent reprezentuje samorząd, który jest organizatorem dla tej instytucji, który finansuje w zdecydowanej większości budżet tej instytucji, ale jednocześnie To będzie właściwie sens naszej rozmowy. Pani prezydent była najmłodszą radną w historii, siedemset siedmioletniej historii Lublina. Pani prezydent uwierzyła w to, że Lublin może być miastem ważnym dla młodzieży, bo tak naprawdę ten tytuł, o którym mówiłem na początku, on był pewnym pretekstem, ale mam nadzieję, że pani prezydent też nam opowie o tym, co nam się udało czasami w sposób absolutnie wyjątkowy w Lublinie zrobić. Wreszcie pan dyrektor Rydzewski reprezentuje instytucję, narodową instytucję kultury, co ważne, czyli instytucję, która jest finansowana, dla której organizatorem jest minister kultury i dziedzictwa narodowego, która moim zdaniem, i mówię to z pełnym przekonaniem, także w ciągu tych ostatnich lat była jedną z najlepiej zarządzanych i najlepiej funkcjonujących instytucji kultury, narodowych instytucji. I to, co udało się zrobić Narodowemu Centrum Kultury, także wspólnie z nami, z samorządami, z instytucjami kultury w całej Polsce. Myślę, że wymaga też podkreślenia i opowiedzenia. I wreszcie pan dyrektor Potoroczyn, który chyba jak nikt w Polsce posiada wiedzę o funkcjonowaniu kultury w obiegu międzynarodowym. Oskar dla pana Andrzeja Wajdy, Polska prezydencja pierwsza historyczna w 2011 roku pewnie by się nie wydarzyły tak jak wiele dziesiątki innych rzeczy, a mam absolutną pewność, że także Teatr Stary i ta scena może być miejscem prezentacji najwybitniejszych światowych artystów, ale także ta instytucja ma zobowiązania jako jedna z najstarszych, najdłużej istniejących absolutnie wyjątkowych instytucji, nie tylko w Lublinie, ale też w Polsce, ma pewne zobowiązanie, jeżeli chodzi o promocję, przepraszam Panie Dyrektorze za to słowo, promocję polskiej kultury za granicą. Ale zanim o promocji kultury i dlaczego nie należy tak mówić albo wręcz nie wolno tak mówić, Pani Prezydent, Obserwowałem z bliska, czy obserwowaliśmy wspólnie, to jak trudno było przez te ostatnie lata zaangażować młodzież w wiele działań, jak różne są to potrzeby. Mówił o tym pan dyrektor Potoroczyn, pokazując tą zupełnie różną też narrację, którą mamy my, boomerzy, a mają młodzi ludzie, screamerzy. Ale nam się to w Lublinie wyjątkowo udało i te ostatnie ponad cztery lata zakończone Europejską Stolicą Młodzieży tym wyjątkowym rokiem, to przede wszystkim ogrom pracy, która była bardzo mało efektowna, bardzo mało efekciarska, ale mam wrażenie, patrząc też już z pewnego dystansu, że przyniosła mnóstwo zmian właśnie dla tych najmłodszych, dla których często najtrudniej jest zrobić coś, co oni docenią i z czego skorzystają. [47:44.91 → 53:22.90] C: Dobry wieczór Państwu. Bardzo mi miło, bardzo dziękuję za zaproszenie. Rzeczywiście jest tak, że chyba między rozmowami o kulturze, rozmowami o włączaniu młodych ludzi w życie społeczne miasta jest bardzo blisko i rzeczywiście bardzo wiele rzeczy i aspektów, o których mówimy, jest tożsamych. Natomiast pan dyrektor powiedział o tym, że w swoim doświadczeniu samorządowym rzeczywiście miałam taką przyjemność dalej być najmłodszą radną, ale to, drodzy państwo, to nie w kontekście sukcesu, ale właśnie tego, że to poniekąd sprawiło, że tak odpowiedzialnie podchodziliśmy Przepraszam, do tematu europejskiej stolicy młodzieży, bo miałam to szczęście w życiu, że rzeczywiście spotkałam nas w swojej drodze mądrych i odpowiedzialnych ludzi, ale tak jak każdy młody człowiek, doznałam też mnóstwo rozczarowań ze strony dorosłych ludzi z tej perspektywy osoby młodej, które odmieniały przez przypadki, jak to młodzi ludzie są przyszłością, ale totalnie zapominali o teraźniejszości i trochę w naszym mieście tym też się kierowałam razem z zespołem, żeby taką narrację stworzyć i żeby znowu nie była to tylko i wyłącznie narracja, tylko żeby za tym szły takie docelowe i konkretne działania. I znowu, o młodzieży myślimy nie tylko jak o młodych ludziach, którzy w naszym mieście są, tylko od razu w kontekście innych aspektów życia, m.in. kultury. I wynika to oczywiście ze strategii rozwoju miasta lub strategii sektorowej, którą tworzymy, ale takie tytuły, o które walczymy, czy Europejska Stolica Młodzieży, czy Europejska Stolica Kultury, to w moim przekonaniu jest pewien dokument strategicznego zarządzania gminą, w którym zarysowujemy sobie wspólnie plan na wiele lat do przodu, gdzie za te 10-20 lat jako społeczeństwo chcielibyśmy być. Więc do tych wizji, do tych celów dopisujemy pewne zadania mierzalne. Mierzalne w kontekście wskaźników, ale jednocześnie, które niosą za sobą duży taki element emocjonalny. I tak też było w tym w tym przypadku. I to było zadanie, drodzy Państwo, trudne. Ja bardzo często o tym mówię, że dla mnie wiązało się to z bardzo różnymi emocjami, ponieważ ja tak jak sobie na początku zdawałam sprawę, że możemy proszę wybaczyć za sformułowanie, ten temat całkowicie położyć, tak i czułam odpowiedzialność za to, że możemy zrobić z tego perełkę, ale właśnie pod jednym warunkiem, że będziemy w tym wszystkim autentyczni i wiarygodni. Mogłabym tak godzinami o tym oczywiście opowiadać, ale szereg różnych badań, rozmów, które stanęły jako fundament wzajemnego poznania się i zrozumienia, o co nam tak naprawdę chodzi. Zrozumienia tego, jak pan dyrektor wspomniał o tych rzeczach, które się udały, ja nawiążę chociażby do tych przestrzeni młodzieżowych, które budują jakość. dzisiaj życia w naszym mieście. Ja sama na początku, mimo że od tej grupy, może nie jestem jakoś dużo starsza, to przez pierwsze tygodnie kompletnie nie rozumiałam, o co im chodzi. Jak to w mieście, które szczyci się, że jest miastem kultury, oni żadnej z instytucji kultury albo niewiele instytucji kultury nie utożsamiają z miejscem młodzieżowym. Dlaczego oni mówią, że to nie jest miejsce młodzieży? Przecież oni tam są. Przecież ja ich tam widzę. Oni uczęszczają na zajęcia, a nie do końca potrafiłam zrozumieć to, dlaczego zapytani, gdzie jest miejsce dla was w mieście Lublin, nie wskazywali tych miejsc. No i tak po nicce do kłębka rzeczywiście wspólnie ustaliliśmy sobie definicję takich miejsc. Ja zrozumiałam o co im chodzi i dzięki temu mogliśmy tak jeszcze całą tak naprawdę mapę takich miejsc rozwinąć w naszym mieście zagospodarowując ich energię. I takich propozycji było bardzo wiele, natomiast to zawsze ten młody człowiek zawsze był punktem odniesienia do czegoś. do sportu, do rozwoju osobistego, do kultury, do wolontariatu, do oświaty właśnie, gdzie to był temat dla nas ekstremalnie ważny i tak wprost edukacji kulturalnej, czyli tej potrzeby, którą chcieliśmy, żeby ona właśnie, potrzeba kultury, w nich zaistniała, żeby oni czuli, że oni właśnie tego potrzebują. od edukacji kulturalnej, poprzez to, żeby odważyli się wyobrażać, tworzyć, być kreatywnymi, więc tak naprawdę to, drodzy Państwo, temat bardzo, bardzo, bardzo wielowątkowy i nie skupiający się tylko na takiej grupie 10-30, jaka została nam narzucona, ale to zawsze w kontekście i odniesieniu do czegoś. Może na razie tyle. [53:23.36 → 54:48.17] A: Ja mam jeszcze jedno pytanie, bo pani prezydent dotknęła takich kluczowej z mojej perspektywy i dla mnie też bolesnej lekcji. Lublin jest miastem, które ma jedną z najlepiej rozwiniętych sieci instytucji. 11 instytucji miejskich, z tego biblioteka 40 fili. właściwie po ostatnich latach naprawdę takiego dynamicznego rozwoju i tworzenia filii w nowych osiedlach, w tych miejscach, gdzie tych filii bibliotecznych, które już nie są tylko miejscami wypożyczania książek, ale są właściwie takimi lokalnymi centrami kultury, przychodzi młodzież i mówi, że ona nie ma dla siebie w Lublinie miejsca. No i co robi wtedy miasto? Nie mówi, dobra, to tam sobie znajdźcie, tylko miasto próbuje znaleźć rozwiązanie i znowu, Myśmy nie tworzyli instytucji kultury, prawda? Czy to nie były filie instytucji, tylko to zadanie przyjęło na siebie biuro partycypacji społecznej i stworzono tak naprawdę sieć miejsc, które i pewnie pani prezydent lepiej to chyba opowie o tym, one nie są instytucjami kultury, prawda? To są absolutnie wyjątkowe miejsca, chyba w skali polskiej na pewno, jeśli chodzi o ten wyjątkowy model dawania młodym ludziom przestrzeni dla siebie? [54:49.05 → 56:39.19] C: Przestrzeni dla siebie wyboru ja często humorystycznie definiuję jako miejsca, w których można na dobrą sprawę wszystko i nie trzeba nic, bo to jest takie miejsce, do którego wchodzi się z ulicy, jest się dobrze widzianym tam, nie trzeba się zapisywać, nie ma presji, uczestniczenia od razu w różnego rodzaju warsztatach, spotkaniach, więc można czuć się bardzo swobodnie, ale jednocześnie w sposób bardzo umiejętny podawana jest ta oferta, bo wszelaka, też kulturalna. I nam na tym zależało, żeby oni w sposób bardzo naturalny i oczywiście od razu zakładaliśmy, że to trochę potrwa, wchodzili naturalnie w te środowiska, które zdefiniują jako te dla siebie I znowu pojawił się wątek współpracy i tego, że być może jest też tak, że urząd jako urząd prowadzący takie takie miejsca, mógłby spowodować pewną taką postawę bardzo twardą, zamkniętą. I też oddaliśmy te miejsca w ręce organizacji pozarządowych, żeby znowu je trochę zmiękczyć, żeby one nie były bezpośrednim zdarzeniem młodego człowieka z urzędem, tylko właśnie, żeby znowu ten przekaz był dużo bardziej naturalny. i żebyśmy tej młodzieży nie wyręczali w kreowaniu ich przyszłości, żebyśmy pozwolili im dojść do tego sami. Więc to, co było od razu dla nas bardzo ważne, to to, że te efekty pojawią się w długim dystansie czasu i my musimy być też na to gotowi, że musimy być po prostu cierpliwi i po prostu czekać na to, co najbliższe kilka lat przyniesie. [56:40.55 → 57:13.22] A: Osobiście jako mieszkaniec też Lublina dumny jestem z tej odwagi i zaufania, które mogę być państwo jako władze Lublina, pan prezydent, pani prezydent, ale też Rada Miasta, bo ona też swoim głosowaniem musiała się na wiele tych działań zgodzić, żeby oddać młodym ludziom spory kawałek Lublina, bo to jest kilka, kilkanaście chyba w tej chwili już miejsc na terenie Lublina, gdzie oni rzeczywiście biorą, oni młodzież biorą pełną odpowiedzialność za to, co w tych miejscach robią. a my za to płacimy, my mieszkańcy. [57:13.92 → 58:25.87] C: Tak jest, ale miejsca młodzieżowe są jednym z elementów, bowiem my weszliśmy na inny poziom relacji zupełnie i to zasługa całego naprawdę zespołu, że znaleźliśmy wspólny język polegający na tym, że ze strony młodych ludzi są mniejsze oczekiwania w rozumieniu, że nam się po prostu należy, tylko jest większe zrozumienie dla nas, dla naszych ograniczeń jako miasta, jako samorządu, jako instytucji, które działają w obszarze publicznym. My z drugiej strony przestaliśmy się ich, szczerze mówiąc, bać pewnie jednokrotnie. Wiele osób wyrażało lęk, obawę przed tym, czego ta młodzież tak naprawdę chce, bądź co często też się zdarza, że jest w swoich poglądach ekstremalna i rzeczywiście od jednych maksymalnych, ekstremalnych poglądów przechodzi do drugich. Nauczyliśmy się tego dialogu i to mam nadzieję zaprocentuje w przyszłości, bo rzeczywiście to jest jedna z najważniejszych rzeczy, których dzisiaj doświadczamy. [58:26.03 → 58:42.06] A: Jeszcze budżety obywatelskie szkolne, bo to jest też coś, co kosztowało cały lubelski system oświaty chyba bardzo dużo, jeżeli chodzi właśnie o taką odwagę, czyli pozwolenie młodzieży, żeby w szkole zrobiła to, co chce. [58:43.38 → 01:00:10.35] C: To jedno z narzędzi, które rzeczywiście wpisuje się w ten dialog, który uruchomiliśmy. To jest inne spojrzenie kompletnie na szkołę. Ja też nie ukrywam, że po prostu wynika to z tego, że mam kontakt z innymi rodzicami i rozmawiamy po prostu o szkole, rozmawiamy o tym, jaka jest, a jaka chcielibyśmy, żeby była, czego powinna uczyć naszych dzieci. To, o czym mówił pan dyrektor, że powinna ich otwierać, a nie zmuszać do bardzo schematycznego myślenia. powinna uczyć w współpracy sieciowania, tak, w szkolnych budżetach obywatelskich, to jeden z moich ulubionych projektów, chociaż mikrobudżetowy, ale znowu sieciujący, pokazujący, że w szkole tak naprawdę wszyscy jesteśmy równi, nie mamy, mimo że oczywiście ta hierarchia jest, ale że potrafimy ze sobą rozmawiać, że w pewnych relacjach nauczyciel może być dla ucznia partnerem, Pani, która pracuje w administracji także. I z tego dzieją się naprawdę wspaniałe relacje. I znowu, tu wartością nie jest samo to, na co środki idą w takich przestrzeniach szkolnych, tylko dla mnie dużo cenniejsze i ważniejsze są te relacje i emocje, które się wbudują, czyli to wzajemne tak naprawdę zaufanie do siebie. [01:00:12.59 → 01:01:45.48] A: Lublin to także wyjątkowe miasto akademickie. cztery uniwersytety, politechnika, kilka prywatnych uczelni i wyjątkowe w skali kraju miejsce, Akademickie Centrum Kultury, od niedawna Akademickie Centrum Kultury i Mediów Chatka Żaka, którym kieruje Izabela Pastuszko i wzorowa moim zdaniem współpraca z Narodowym Centrum Kultury I te dwie instytucje, bardzo dziwne i bardzo różne, podjęły się jednego wspólnego zadania. Zbadać kulturę studencką, zbadać kulturę akademicką. I przez trzy lata chyba, tak, łącznie, prowadziliście państwo badania ze znakomitym też zespołem naukowców, po to, żeby poznać młodzież, po to, żeby wybrać też, wyróżnić te miejsca w Polsce, w całej Polsce, które w sposób szczególny we współpracy z uniwersytetami taką kulturę wciąż tworzą. Panie dyrektorze, gdyby zechciał Pan kilka słów o tym pomyśle w ogóle, skąd pomysł i skąd też taka odwaga do tego, żeby spotkać się z młodzieżą na tej płaszczyźnie, bo cały projekt też kończył się dużym festiwalem kultury, studenckiej kultury akademickiej. [01:01:46.84 → 01:03:20.41] D: Dobry wieczór Państwu. Słychać mnie? Słychać. Ja siebie nie słyszę. Dobry wieczór Państwu. Również dziękuję za zaproszenie. Po pierwsze, jedną rzecz chciałem zdemistyfikować. Wydaje mi się, że wyjście naprzeciw młodzieży nie jest aktem odwagi. Młodzież jest takim samym segmentem naszego społeczeństwa jak seniorzy, osoby boomersi i wszyscy inni. Po drugie, Narodowe Centrum Kultury, instytucja, którą reprezentuję z racji właśnie tego, że jest państwową instytucją kultury, której organizatorem jest minister kultury, ma nieco wszędobylski charakter. Jesteśmy zainteresowani, naszym głównym zadaniem jest wsparcie instytucjonalnej kultury. Tak to definiujemy większość naszych programów dotacyjnych, działań szkoleniowych jest adresowana do szeroko pojętych, szeroko rozumianych kadr kultury, to znaczy nie tylko instytucje kultury, ale również organizacje pozarządowe, osoby, które się kulturą zajmują, czy animacją kulturę, edukacją kulturalną, kulturową. I to jest przedmiot naszego zainteresowania. To po pierwsze. Po drugie, jakoś tak się złożyło, że Narodowe Centrum Kultury ma duże i dobre doświadczenie we współpracy międzyinstytucjonalnej na bardzo różnych płaszczyznach. Począwszy od tego, że Jesteśmy instytucją zarządzającą programem dotacyjnym, ale również z komponentem badawczym Bardzo Młoda Kultura, który po pierwsze jest o młodzieży w kulturze i o edukacji kulturowej, po drugie jest chyba jedynym w sektorze publicznym w kulturze programem o [01:03:22.68 → 01:03:22.96] B: w [01:03:22.96 → 01:10:44.78] D: zdecentralizowanym systemie zarządzania, bo dużą odpowiedzialność za realizację programu biorą instytucje, które są przez nas wyłonione, konkursowe jako operatorzy wojewódzki. Jest tu również Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. I wiele naszych wydarzeń, wiele działań naszych, w sensie realizowanych przez Narodowe Centrum Kultury, niezależnie czy są to nasze pomysły własne, autorskie, czy przybyły do nas jakoś ze zewnątrz w wyniku sugestii, propozycji innych instytucji lub podmiotów, ma charakter uspołeczniony i charakter wspólny. Dość powiedzieć, że główne nasze wydarzenia konferencyjne typu Forum Pracuj w Kulturze czy Ogólnopolska Giełda Projektów zawsze, jest to nasza tradycja, jest robione wspólnie i partnersko z instytucją regionalną, instytucją lokalną, przekładając to na język urzędowy z samorządową instytucją kultury, której organizatorem jest samorząd województwa i samorządową instytucją kultury, której organizatorem jest podmiot, jest gmina. Więc bardzo dużo naszych doświadczeń prowadziło nas do współpracy z chatką Żaka i nie jest to jedyna incydentalna współpraca przy tym badaniu, bo też jedna z pierwszych konferencji, chyba druga edycja Forum Pracy i w Kulturze skierowana, jeszcze to było w czasach pandemii, to było bodajże w 2021 roku, nakierowana na młodych ludzi, na studentów, którzy mogą zacząć swoją karierę zawodową w kulturze. Była realizowana również we współpracy takiej partnerskiej z chatką Żaka, za co wypada mi chyba z tej sceny podziękować. Wracając do meritum i do tego badania i jego efektów, Kultura studencka była kiedyś bardzo żywym, bardzo silnym elementem naszego krajobrazu kulturalnego. To gdzieś się zagubiło przy okazji przekształceń cywilizacyjnych, przekształceń systemowych, zmiany ustroju, zmiany systemu gospodarczego i tych dawniej bardzo prężnych akademickich instytucji kultury jest raptem kilkanaście, bodajże szesnaście w całej Polsce. Śmien twierdzi, że chatka Żaka jest w tym momencie najprężniejszą z nich, więc ta współpraca też była naturalna, bo oto mamy z jednej strony bardzo prężną instytucję kultury akademickiej z ambicjami spojrzenia na tę kulturę z lotu ptaka, z drugiej strony jesteśmy my, Narodowe Centrum Kultury, które też jest zainteresowane komponentem badawczym i zbadaniem funkcjonowania Polaków w kulturze w bardzo różnych obszarach. No to się nie mogło nie udać i ta współpraca była niejako naturalna. Stąd to, to co powiedziałem na początku, że, że, że wydaje się, że byliśmy na siebie skazani. I myślę sobie, że tak słuchając przedmówców, szczególnie pani prezydent, że faktycznie w Lublinie poszli państwo w tym kierunku, że Nasza kultura, nasze zarządzanie kulturą jest szalenie nakierowane na instytucje. To wynika z samych obramowań prawnych, już w ustawie o samorządzie gminnym, teraz będę mówił jak nudny urzędnik, jest napisane, że gmina ma obowiązek prowadzenia działalności kulturalnej, a w ustawie o organizowaniu działalności kulturalnej jest wskazane, że do tego się powołuje instytucje kultury. Więc całe nasze myślenie takie systemowe nakierowane jest na instytucje i być może te wszystkie te wszystkie wydarzenia i to o czym W znakomitym wykładzie wstępnym mówił Paweł Potoroczyn o tym, że pokolenie ludzi z Gróbnia urodzonych po 95 po prostu funkcjonuje inaczej, że ten sposób funkcjonowania kultury należy do przeszłości. Wszyscy jeszcze w nim działamy. Narodowe Centrum Kultury również poświęca ogromną część swojego zaangażowania we wspieranie instytucji kultury czy kultury instytucjonalnej, natomiast być może I tu nie chodzi o młodzież, bo młodzież kiedyś będzie ludźmi w wieku średnim, kiedyś będzie seniorami, ale w ogóle po ludzi urodzonych po 1995 roku być może ten sposób funkcjonowania kultury jest archaiczny. Ja nie mam rozwiązań, nie mam jakiejś mądrej odpowiedzi całościowej, natomiast myślę sobie, że niezależnie od narzędzi, jakie będziemy przykładać do tego, żeby zaangażować młodzież w kulturę, jakkolwiek by to brzmiało, to na końcu kultura okazuje się też narzędziem przyciągania do wspólnoty, czy w ogóle tworzenia wspólnot. W znakomitej, wydanej na przełomie 2023-2024 roku przez Narodowe Centrum Kultury Monografii profesora Wieleckiego pt. Kultura vs. Kultura Masowa utkwiło mi w pamięci i cały czas w czasie wykładu wprowadzającego, utkwiło mi to zdanie, że próba zdefiniowania kultury to dobry sposób na nieudane życie. Koniec, koniec zdania. I dlatego, żeby było nam łatwiej, ja przyjmuję do tej dyskusji te ramy stworzone przez Pawła Potoroczyna, że kultura to są wartości, to jest tożsamość i to są emocje. Dobrze zacytowałem, prawda? Nie w tej kolejności, ale triada się zachowała. Proszę zwrócić uwagę, może to być definicja kultury, ale to jest przede wszystkim definicja wspólnoty. A więc kulturę, i tu bym zszedł z poziomu idei na poziom wykonawczy, Kultura może stanowić narzędzie i powinna stanowić narzędzie poza tymi wszystkimi rzeczami na poziomie makro, na poziomie międzynarodowym, na poziomie państwa, na poziomie nas jako narodu, który faktycznie dużo lepiej się ma niż jest postrzegany na świecie. I to jest fakt, nie ma co z tym dyskutować. To jeszcze jest jeden bardzo ważny aspekt. że kultura jest narzędziem tworzenia wspólnot, nie tylko przyciągania biznesu, nie tylko budowania potencjału gospodarczego, politycznego, ale również budowania wspólnoty na bardzo różnych poziomach, bo tak na końcu, poza wszystkim, jesteśmy jako naród grupom wzajemnie nakładających się na siebie wspólnot, lokalnych wspólnot, bardzo różnego rodzaju. Wydaje mi się, że wszyscy, którzy pracują w kulturze, mają tego świadomość, nawet jeżeli nie zwerbalizowaną, że to tak naprawdę na końcu budujemy wspólnotę, budujemy społeczność i o tym nigdy nie należy zapominać. I znowu wracając do początku, już kończę naprawdę, Żeby coś budować, należy to zbadać i mieć jakieś zdania na ten temat. Tego typu badania, tego typu działania do niczego innego nie zmierzają. Zmierzają do tego, żebyśmy mieli jeszcze lepsze narzędzia do budowania wspólnot. A jeżeli patrzymy na tą pułapkę, tak chyba to należy nazwać, pułapkę kultury instytucjonalnej, to przecież cały czas trwa ruch, w domach kultury, uspołecznianie i uoddalnianie, że tak powiem, działalności domów kultury, w której zresztą Narodowe Centrum Kultury jest dość mocno zaangażowane. To chyba tyle. [01:10:46.58 → 01:12:18.61] A: To ja tylko dwie uwagi, bo kadry kultury to świetny program, polecam sprawdzić. Ja sam jestem absolwentem kilku kursów ponad 20 lat temu chyba, ale jak widać chyba to były dobre kursy. Natomiast co do słów i definicji W ustawie o samorządzie jest wpisane, że zadaniem własnym samorządu czy gminy jest kultura, która jest realizowana przez tworzenie instytucji, w tym bibliotek. I to jest pewna pułapka, na którą zwłaszcza małe samorządy się nabierają, bo tworzą tylko biblioteki. I one często są tylko miejscami wypożyczania książek i definiują pole kultury często właśnie w tych samorządowych wspólnotach. A druga rzecz to mówienie o tej współpracy, bo ja bym chciał też nawiązać do innej instytucji, z którą państwo znakomicie współpracujecie od lat, czyli Warsztatów Kultury i Festiwalu Wschód Kultury. Wschód Kultury inne brzmienia w przypadku Lublina, ale są to trzy miasta, Rzeszów, Lublin, Białystok. Chyba jedyny taki przykład, kiedy narodowa instytucja wydaje rządowe pieniądze wspierając samorządy, przygotowując wspólnie przez te trzy samorządy program bardzo lokalny, bardzo różny też od siebie w tych trzech samorządach. [01:12:21.11 → 01:15:01.36] D: To są strasznie odrębne dwie kwestie. Jeżeli chodzi o biblioteki, myślę sobie, że wizja biblioteki jako miejsca wypożyczania książek, jeśli tylko to czas przeszły dokonany, To trochę jest ten kierunek, jak uspołecznienie domów kultury, czy w ogóle deinstytucjonalizacja uczestnictwa w kulturze ludzi. Ludzi po prostu, niezależnie od wieku, czy innych elementów specyficznych. Dlatego, że coraz częściej instytucje biblioteki funkcjonują nawet w małych miejscowościach, jako pewnego rodzaju centra, gdzie ludzie się spotykają dobrowolnie, chętnie, w sobie tylko znanych celach, spędzają tam czas, jest im razem ze sobą dobrze. I to też jest ta idea biblioteki jako trzeciego miejsca, dość mocno wspierana przez Narodowe Centrum Kultury i w ogóle dość mocno wspierana w wielkim bycie, który opatrzony jest nazwą Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa, ale w tym wielkim bycie jest element, który nazywa się Blisko, za który odpowiada Narodowe Centrum Kultury, a Blisko to jest biblioteka, Lokalność, inicjatywy, samorządność, kooperacja, oddolność. Społeczność, kooperacja, oddolność. Pomyliłem się w akronimie, ale to też pokazuje ideę, pokazuje kierunek rozwoju, który wydaje mi się, że nas wszystkich czeka i on po prostu jest. Niezależnie, czy ten rozwój nastąpi za pomocą narzędzi cyfrowych, czy cyfrowo-analogowych, czy jakkolwiek, to po prostu w tym kierunku idą instytucje kultury. I tu cięcie. Odpowiedź na drugie pytanie o wschód kultury. Ja nie zgadzam się z tym, że Narodowe Centrum Kultury wspiera trzy samorządy, które coś realizują. Moim zdaniem jest to przedsięwzięcie wspólne, przedsięwzięcie, w którym partnerami dla nas są trzy znakomite samorządy, znakomitych miast, które ma swoją część ideową, wspólną, spójną i dlatego jest czymś więcej niż sumą trzech festiwali w miastach wojewódzkich. Myślę, że nie ma co tego rozwijać, natomiast tak jest to dla nas ważne zadanie, Wschód Kultury, jest to dla nas ważne działanie i jest to też działanie pokazujące, że można zbudować wspólny projekt wartościowy, ciekawy i atrakcyjny dla uczestników. który łączy ze sobą środki samorządowe, środki budżetowe, ale też łączy ze sobą instytucje samorządowe, instytucje narodowe. [01:15:02.12 → 01:17:02.10] A: Ja wywołałem ten festiwal Wschód Kultury także dlatego, że tam tą ważnym elementem jest współpraca międzynarodowa i udział artystów z innych krajów, w tym wypadku głównie z krajów Europy Wschodniej i Środkowo-Wschodniej i w ten sposób chciałem wrócić do pana dyrektora Potoroczyna, bo to jest być może, nie chciałbym wartościować, czy trudniejsza jest współpraca, czy praca z młodzieżą, czy ta współpraca między rządem, a samorządami, bo to się do tego właściwie sprowadza, czy współpraca międzynarodowa. Natomiast mam przekonanie, że tych trzech rzeczy też się nie da rozdzielić, że tylko łącząc pewne poziomy, także poziomy w obszarze zarządzania, ale przede wszystkim poziomy to, o czym pan dyrektor mówił, czyli łączenia czy współdziałania, które powoduje, że robimy Coś, co nie jest prostą sumą naszych działań, ale jest czymś, co wykracza ponad to. I te działania, które były przez pana dyrektora w Instytucji Adama Mickiewicza, czy wspólnie z zespołem Instytutu przez lata realizowane, to był taki doskonały przykład właśnie tego, że udawało się zrobić także dzięki współpracy z samorządami, także dzięki współpracy z innymi instytucjami polskimi, znacznie więcej niż bylibyśmy w stanie zrobić samodzielnie. Ja nawiązałem na początku do drugiej połowy roku 2011, czyli polskiej prezydencji, także dlatego, że w przyszłym roku, pierwsze półroczu 2025 roku, to kolejna polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej i znowu szansa na to, żeby zrobić coś wspólnie. [01:17:05.55 → 01:24:13.60] B: Więc jeśli, jeśli wracamy na moment tej prezydencji, dyrektor Karapuda powiedział pół roku. Otóż to nieprawda. Myśmy wylosowali tę krótszą połówkę roku. Polska prezydencja trwała de facto 100 dni. Pierwszy tydzień lipca, wrzesień, październik i stopa. To dokładnie, dokładnie 100 dni i instytut Mickiewicza To było 3 lata po tym, jak ja zostałem dyrektorem Mickiewicza. I te 3 lata myśmy poświęcili na trening, na podnoszenie ciężarów, na przygotowanie, bo wiedzieliśmy, że to będzie prawdopodobnie największe, w mojej zawodowej perspektywie największa kampania komunikacyjna marki Polska, bo ja tak chciałem o tym myśleć. Chcemy o tym porozmawiać? 400 projektów, ale nie jakiegoś plankton maleńkich projekcików, 400 dużych projektów w 100 dni, w 10 strefach czasowych. Pokażcie mi drugą organizację zdolną do takiej kampanii. Ja pamiętam, że na konferencję prasową, która się odbyła już 3 stycznia, tuż po zamknięciu prezydencji, ja przyjechałem z taki wózeczek, to się Dolin nazywa, taki wózeczek. na którym było 25 kilogramów wdruków z prasy, bo zgromadziliśmy, to była masa krytyczna, komunikacyjna masa krytyczna, po której marka polska powędrowała o 20 miejsce do góry w tym rankingu Country Brand Index. Myśmy, zakładam się, że nikt z Was nigdy nie widział trójwymiarowego kalendarza. Ja mam nadzieję, że on jeszcze gdzieś w piwnicy w Mickiewiczu jest, bo żeby nam się logistyka nie wy... wysypała, musieliśmy z takich wielokolorowych nici zrobić porobiony trójwymiarowy kalendarz. To było niezwykłe przedsięwzięcie i zresztą dziś dyrektorem Instytuta Mickiewicza jest Olga Wysocka, doktor Olga Wysocka, która wtedy była liderem projektu prezydencja. Więc to nie ma przypadków. Natomiast wróćmy do tej promocji. W tymże instytucie Adama Mickiewicza ja zakazałem używania dwóch słów. Promocja i impreza. Impreza to jest to, co robimy w piątek wieczór. Nie pytam o szczegóły, każdy ma swoje imprezy. Promocja to jest, nie wiem jak to powiedzieć, lekko przechodzone pomidorki drugiej świeżości w Tesco. To jest promocja. Ja tłumaczyłem moim współpracownikom, W moim sklepie nie ma nic na przecenie. Wszystko jest najświeższe, najlepszej próby. Żadna promocja. Promocja generalnie kojarzy się z jednej strony z czymś przecenionym, mniej wartościowym, a z drugiej strony... Ktoś mówi promocja, a ja słyszę propaganda. I to jest najgorsze, co może spotkać międzynarodową wymianę kulturalną, kiedy jeden z uczestników tej wymiany ma agendę polityczną, propagandową, po prostu. Próbuję coś pomalować na biało-czerwone i powiedzieć, że to fajne jest, bo jest biało-czerwone. To tak nie działa. W tym kontekście... To nie jest tak, że ja lubię o tym myśleć w ten sposób, ale tak naprawdę jest. Dyplomacja kulturalna czy... Ja wyląpiałem mandaty, zapomniałem, ja wyląpiałem mandaty. 20-złotowe mandaty za używanie słowa impreza i promocja. Naprawdę taki bloczek mi wydrukowali, 20 zł. Potem wspólnie imprezowaliśmy za te pieniądze. Otóż ja wróciłem do Polski w czerwcu 2008 roku i bardzo szybko się zorientowałem, że nam brakuje zawodowców do opowiadania Polski światu, bo to tak naprawdę na tym polega. Pobiegłem do profesora Wnuka Lipińskiego, wtedy rektora, Collegium Civitas bardzo szanowany kolegi, bardzo szanowany, prywatna uczelnia, przepraszam, społeczna uczelnia w Warszawie i mówię, panie profesorze, chciałbym u pana zwodować podyplomowe studia w dyplomacji kulturalnej. A on mówi tak. Mówię, znaczy w 30 sekund załatwiliśmy sprawę. Dlaczego o tym opowiadam? Dlatego, że Kiedy pierwszy rocznik wręczaliśmy dyplomę pierwszym absolwentom, podszedł do mnie taki młody człowiek i mówi, no dobrze, ale jaka to jest ta różnica między konwencjonalną dyplomacją, tą tradycyjną dyplomacją, a dyplomacją kulturalną? I ja mówię, wiesz co, no tradycyjna dyplomacja służy do załatwiania spraw. Dyplomacja kulturalna służy do mówienia prawdy. I to czyni ją projektem maksymalnym. Prawda nie zawsze jest bywa embarasująca, bywa kłopotliwa, bywa trudna, bywa bolesna, w polskim przypadku bywa również historycznie śmieszna. I wierzcie mi, że międzynarodowa publiczność, do której myśmy aspirowali, jest całkowicie immunizowana na propagandę, a prawda jeszcze wszystkich interesuje. Nawet jeżeli ona jest, no niekoniecznie, niekoniecznie cieszę się uznaniem klasy polityczne. Na tym to polega, więc z jednej strony nie promocja, tylko opowiadanie Polski światu i mówię to jako ciemny polski nacjonalista, a z drugiej strony to musi być kompletnie wolne od propagandy, bo nasz odbiorca dotknięty propagandą wyjdzie z kina, wyjdzie z teatru, odłoży książkę, zmieni kanał w telewizorze, po prostu zlekceważy, bo ma tego po kokardę. Jedno takie doświadczenie, bo nie chcę już wchodzić w to, czym się Mickiewicz zajmował. Kiedyś, pamiętam w hotelu w Hongkongu, że było śmieszne, oglądałem CNN i jakiś geniusz wyemitował trzy tak zwane promofilmy. Promofilm? W pierwszym ujęciu blondynka, w drugim ujęciu przystojny brunet, w trzecim ujęciu palmę, w czwartym plaża, w piątym dobrze sfotografowane na jedzenie, w szóstym disco w nocy. Jeszcze jakieś zabytki się czasem pojawiają. I to były trzy takie promofilmy absolutnie generyczne, wszystkie identyczne. To był Azerbejdżan, Gruzja i chyba Chorwacja. Jeden po drugim to wyemitowali. I ja popatrzę na to Mówię to dlatego, że to jest dokładnie to, czym Mickiewicz się nie zajmował. [01:24:17.20 → 01:24:34.32] A: Teatr Stary w Lublinie nie organizuje imprez i nie będzie organizował imprez. Natomiast jest z nami na sali Anna Struzik, która zajmuje się u nas między innymi promocją. Obiecuję panie dyrektorze, że... [01:24:34.32 → 01:24:35.76] C: Komunikację zajmujemy. [01:24:35.90 → 01:24:37.36] B: Komunikację. [01:24:38.81 → 01:26:14.12] A: No właśnie, to ja podwójny mandat. Szanowni Państwo, zapraszając Państwa na to spotkanie, umówiliśmy się mniej więcej na 90 minut. Z tego mam nadzieję, że dużą część jeszcze przed nami rozmowy z Państwem. Specjalnie nie mówię, że pytań od Państwa, bo chciałbym, żeby to była raczej forma rozmowy. Jesteśmy w Teatrze Starym po kilku takich spotkaniach, też szkoleniach wewnętrznych. jeśli chodzi o to, co robimy na co dzień, jak to robimy, bo robimy to dla Państwa. Cieszę się, że Państwo, którzy są na scenie ze mną, przyjęli to zaproszenie, bo są to osoby, które od lat obserwuję cenie, uczę się, czasami trochę zazdroszczę sukcesów. Natomiast mam wrażenie, że też dzięki takim spotkaniom będziemy się starali wspólnie, żeby Teatr Stary był jeszcze lepszym miejscem dla państwa, spotkań państwa ze sztuką. Więc jeżeli chcecie państwo z nami porozmawiać, to otwieram otwartą dyskusję także z państwem. Mamy mikrofon. i jest pierwsze pytanie. Proszę bardzo. Ja proszę o korzystanie z mikrofonu, będzie nam łatwiej także ze względu na transmisję. [01:26:15.90 → 01:27:23.40] E: Dzień dobry. Ja troszeczkę jestem zaskoczona, że tutaj pani prezydent powiedziała, że młodzież uznała, że ma zbyt mało jakichś takich ofert dla siebie, bo mi się wydaje, że Lublin jednak ma bardzo dużo instytucji, które oferują wiele różnych ciekawych programów dla młodzieży czy dla dorosłych. Tam właściwie nikt nie pyta o wiek. I każdy może przyjść i z tego skorzystać. Ale rozumiem, że te punkty, które zostały tutaj otworzone dla młodzieży, miały spełniać jakąś taką rolę, że każdy może przyjść. Rozumiem, że to jest w jakichś godzinach otwarte. I właśnie chciałabym też zapytać, jaka jest oferta właśnie dla młodzieży? Jak to jest finansowane? Czym właściwie te punkty są? [01:27:24.58 → 01:31:52.07] C: Mogę, panie dyrektorze? Też tak myślałam, ale uświadomiłam sobie, że w instytucjach kultury jest młodzież świadoma. Nie znaczy generalnie społeczeństwo świadome, w tym młodzi ludzie świadomi, którzy potrafią z tego korzystać i ta informacja do nich dociera, natomiast my Szczerze mówiąc podjęliśmy wezwanie sięgnięcia po tę młodzież, którą na co dzień Państwo spotykacie w galeriach handlowych na korytarzu, która z jednej strony nam wskazuje, że dlaczego spędza czas na korytarzu, bo ich do końca nie stać na to, żeby spędzić kilka nawet w jakiejś kawiarni, w galerii handlowej, gdzie jedna kawa kosztuje między 20 a 30 zł, więc ich budżet jest też mały. Mogą sobie pozwolić na to raz dzień albo rzadziej. Natomiast chcieliśmy ich stamtąd wyciągnąć, chcieliśmy im stworzyć jakąś alternatywę. odpowiadając na pytanie, co tam się dzieje, to zależne jest z tego, czego młodzież oczekuje. To oni nam podpowiadają, jakie warsztaty, jaką ofertę chcieliby tam mieć, bądź po prostu bardzo często te przestrzenie, to jest kilka mniejszych lokali, nazwijmy to tak, w których w jednym równolegle odbywają się pewne warsztaty, a w drugim grają w Xboxa albo siedzą ze słuchawkami na pufach, bo mają w danej sytuacji potrzeba pobyć po prostu samemu, wyciszyć się i też mogą to robić. Dla mnie bardzo też dramatyczne te badania, które kilkukrotnie robiliśmy. Tutaj wspomniałam, rozmawialiśmy z panem dyrektorem o tym, że w momencie, kiedy przeprowadzaliśmy te badania kultury studenckiej, proszę sobie wyobrazić, że na pytanie, skierowane do młodych ludzi, dlaczego oni czy korzystają z kultury, ok, korzystają, a jeżeli nie korzystają, to dlaczego? I główną odpowiedzią było to bądź, że nie mają z kim. Dla nas to było strasznie porażające, plus to, co wyszło w kolejnych badaniach w kontekście różnego rodzaju kryzysów, presji i takiego słowa, które dzisiaj odmieniamy przez przypadki, czyli dobrostan pod każdym względem. I my też W ramach Europejskiej Stolicy Młodzieży patrzyliśmy na zaangażowanie młodych ludzi i nie tylko na to, żeby dać im ofertę korzystania z tego, z tego, z tego, tylko żeby upomnieć się o tych, którzy z różnych powodów nie są gotowi z tej oferty skorzystać. Dlatego tak ważnym elementem było zdrowie psychiczne, szeroko rozumiana, różna profilaktyka, w szerokim haśle dobrostan, to żeby też kultura była Dzisiaj narzędziem dobrostanu człowieka pod każdym względem. Od dobrostanu budowała jakość życia, więc nie tylko mówimy o niej w kontekście gospodarki, ale także po prostu jakości życia. Czasem jest to, kiedy porównujemy różne samorządy między sobą, to bardzo łatwo też, oczywiście nie umniejszając, bardzo łatwo sięgnąć po wskaźniki jakiegoś PKB czy kwoty wydatkowanych środków na kulturę, na mieszkańca i tak dalej. Dla mnie bardzo ważnym elementem rozmowy o mieście, o samorządzie, o społeczności, o wspólnocie jest budowanie po prostu jakości życia. Ona też nam będzie potrzebna, patrząc na demografię, ona będzie nam potrzebna jako miastu studenckiemu, bowiem wiemy doskonale, że liczba tych studentów będzie niestety malała. Natomiast dzisiaj możemy jako miasto Lublin budować przewagę konkurencyjną względem innych miast właśnie na tym, nie tylko na świetnej ofercie edukacyjnej na lubelskich uczelniach, ale musimy myśleć szerzej o tym, co oferuje tym młodym ludziom miasto Lublin. Mogę jeszcze jedno. Co mnie zaskoczyło z warsztatów, szanowni państwo, które zażyczyła sobie młodzież w wielu przestrzeniach młodzieżowych, jest szydełkowanie. [01:32:01.95 → 01:32:20.18] A: Ja się z państwem, tak, ja się z większością z państwa regularnie spotykam przed rozpoczęciem wydarzeń w Teatrze Starym, ale takich gości nie mamy codzień, choć pani prezydent dość regularnie nas odwiedza. Paweł Passini z zespołu pracującego nad naszą aplikacją. [01:32:20.72 → 01:38:13.82] B: Dobry wieczór, ja się skorzystam z tej niezwykłej okazji. Tu parę razy byliśmy w takiej uprzywilejowanej sytuacji, że w Lublinie padały jakieś istotne słowa na temat w przyszłości, w kulturze, wyznaczane były jakieś bardzo ważne perspektywy. Tak się złożyło, że ten moment świetności Instytutu Adama Mickiewicza to też był w jakiś sposób moment świetności w lubelskiej kulturze w moim odczuciu. Może to jest subiektywne spojrzenie, to biorę to na klatę, ale chciałem zapytać o to, jaką widzisz możliwość po tym, w resecie, który teraz najprawdopodobniej nastąpi, jaką rolę widzisz w nowej, jednak zmienionej sytuacji geopolitycznej, jakby jeszcze bardziej potwierdzającej to, że poprzednie kierunki działania Instytutu były tymi fundamentalnymi dla polskiej kultury. Jak widzisz to, Pawle, dzisiaj? Jak widzisz przyszłość tej instytucji? Nie chciałbym, żebyś pomyślał, że się uchylam od odpowiedzi na to pytanie, ale instytut jest w najlepszych z możliwych rąk. Znaczy ja z Olgą pracowałem osiem lat i zrobiliśmy rzeczy, których nie tylko nikt przed nami nie zrobił, ale im bardziej niemożliwe się wydawały, tym piękniej wychodziły. Więc ona jest z tego Jakby z tej szkoły marzycieli, takich halucynatorów, którzy mają piękne marzenia, a potem... Tak wygląda, najpierw jest halucynacja, a potem się okazuje, że to jest tylko marzenie, a potem to marzenie się okazuje, że to jest projekt, a projektem to już umiem zarządzić. I Olga jest z tej formacji. Pamiętaj, że przy całej filozofii tej arm's length, czyli trzymania władzy na długość ramienia, To jest kwestia też proporcji, że jedną ręką trzymać na dystans władz, a drugą ręką wyciągać pieniądze. To jest kwestia pewnej delikatnej równowagi, tej długości tych ramion. Ale ta instytucja realizowała pewne polityczne zamówienie. Myśmy dostawali polityczny rozkaz, jest 600-lecie stosunków polsko-tureckich, proszę nam zrobić sezon kultury polskiej. Myśmy mówili tak, jest panie premierze, tylko proszę nam się nie wtrącać w program. My to zrobimy z kuratorami z Turcji. I to tak działało, sezon w Wielkiej Brytanii czy sezon w Izraelu, to wszystko było zrobione w oparciu o pewną suwerenność programową i pewną autonomię. I jestem przekonany, że kierunki te, geografia działań Mickiewicza może się zmieniać, ale jestem przekonany, że ta kultura uprawiania kultury zostanie zachowana. Ja zresztą chyba nie muszę ukrywać, Ukraina jest bardzo... Instytut Adama Mickiewicza powołał do życia młodzieżową orkiestrę. To się nazywał iCulture Orchestra, bo iCulture, czyli ja kultura, to był tagline całej polskiej prezydencji. To była fantastyczna orkiestra złożona ze studentów konserwatoriów z sześciu krajów partnerstwa wschodniego. Białoruś, Ukraina, Młodowa, Armenia, Gruzja, Azerbejdżan. Ta orkiestra powoli budowała swoją markę, bo to jest proces, to trwa latami, ale na krótko przed moim odejściem z Mickiewicza grała w najlepszych salach koncertowych Europy. I to nie tak, że myśmy się dobierali do tych sal, oni dzwonili do nas i mówili, mamy miejsce, czy wasza orkiestra może w tej dacie zagrać. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że Ja będę pamiętał osiem nieludzko pracowitych lat w Mickiewiczu i w pewnym sensie osiem lat statystycznej anomalii, bo wszystko się udało. Nie było jakiejś strasznej skuchy, nie było wtopy, nie było katastrofy. Nikt nie poszedł siedzieć. Ja będę pamiętał te osiem lat z jednego. 25 sierpnia 2014 roku. Siedem miesięcy po inwazji Krymu. Ta orkiestra, zagrała na Majdanie ody do radości. Ci młodzi muzycy, ukraiński dyrygent, soliści z Krymu i Narodowy Chór Ukrainy, Dumka w chórach, tam 100 tysięcy ludzi płakało. Ja się czułem jak Rolling Stone. Ja nie mam piękniejszych wspomnień. Mówię o tym dlatego, że mam nadzieję, że moi następcy w Mickiewiczu, ilekolwiek będą trwały ich turnusy, każdy z nich wyjdzie z czymś takim, z takim wzruszeniem, z takim projektem. To było niewykonalne. Myśmy zaczęli grać o 19.00, o 14.00 na Majdancie jeszcze trwała defilada. rozstawić te razers, te światła, dźwięk, ekran. To było niemożliwe. Przyszedł do nas Kliczko po tym koncercie i mówi, no nikt tu przed wami nie zagrał i nikt tu po was nie zagra, bo tu ludzie zginęli za to, o czym wy gracie. No więc ja życzę moim następcom w Mickiewiczu, żeby mieli jeden taki wieczór w czasie swojej kadencji i jestem pewien, że Olga dostarczy takich wzruszeń, Ludziom. Ja nie chcę powiedzieć Polakom, Ukraińcom, światu. Ludziom. Dziękuję bardzo. [01:38:15.12 → 01:39:04.39] A: A my mamy zaszczyt w Lublinie, bo ta orkiestra, o ile dobrze pamiętam, dwukrotnie zanim ruszyła w tournée po Brukseli, Londynie, Paryżu, Edynburgu, dwukrotnie spotykała się tu w Lublinie w Centrum Spotkania kultur i we współpracy z Filharmonią Lubelską przez kilka tygodni, dzięki znakomitej współpracy samorządu miasta Lublin i ówczesnej dyrekcji Instytutu Adama Mickiewicza i obecnej dyrekcji Instytutu Adama Mickiewicza, było to możliwe i takich projektów też nam, Lublinowi, teatrowi, staremu w Lublinie, życzyłbym. Czy jeszcze ktoś z Państwa Chciałby podzielić się jakąś refleksją, o coś zapytać, coś podpowiedzieć? [01:39:10.69 → 01:39:20.09] E: Ja mam jedną refleksję, jedno pytanie. Pytanie o taką, nie wiem czy to jest instytucja, nie wiem jak to nazwać, [01:39:20.17 → 01:39:22.33] B: na krakowskim przedmieściu jest Baobab. [01:39:22.85 → 01:39:45.93] E: Czy to jest instytucja kultury, czy to jest instytucja samorządowa? Ja tam kilka razy byłam i powiem, że mi się tam bardzo podobało, Nie wiem, jaki jest cel tego, to jest pytanie. Natomiast refleksja jest smutna. Się rozejrzymy, nie ma młodych. Może młodzi nie chcą kultury, po prostu. Może wystarczy piwo perła, przepraszam za lokowaniem produktu. Tyle, dziękuję. [01:39:47.67 → 01:43:16.87] C: A może młodzi nas oglądają? Może to się rzeczywiście tak zmienia, że... Tak, to nie to samo. Czy to jest dla nas wielkie wyzwanie rzeczywiście, żeby ich tutaj było dużo, dużo więcej? My z całym zespołem robimy wszystko, żeby rzeczywiście do tego dążyć. Mamy nadzieję, że tak. Właśnie będzie, ale odpowiadając na pytanie oba oba, bo to jest wyjątkowe miejsce na mapie naszego miasta, nie jest ani instytucją kultury, nie jest częścią urzędu, a jest miejscem, które powstało we współpracy z organizacją pozarządową. Dokładnie jest to to miejsce, które oddaliśmy w zarządzanie kilku organizacjom, dedykowane tak naprawdę osobom i uchodźcom, ale generalnie obcokrajowcom, którzy pojawiają się w Lublinie i w tym jednym miejscu mogą uzyskać kompleksowe wsparcie pod każdym względem. Może trochę symbolicznie, bo ten Baobab, o którym pani wspomina, trochę połączy wszystkie nasze wątki, bo jeżeli dyrektor mówi o wschodzie kultury, inne brzmienia, projekcie, który od lat tworzymy i nie tylko tym, o wszystkich projektach kulturalnych, które w mieście Lublin od lat funkcjonują, budują relacje pomiędzy Polską a Ukraina, czy generalnie wschodem, to pojawienie się Baobabu, poprzedzone tym, że w ciągu 2-3 godzin po agresji Rosji w Ukrainie powstał Komitet Pomocy Ukrainie właśnie w Instytucji Kultury i tutaj mamy Centrum Kultury, przedstawicieli Centrum Kultury. To, drodzy Państwo, nie robi się z niczego. Ja to często mówię, że mówimy o Lublinie jako mieście wielokulturowe, mieście mieszanki, takiej wielopłaszczyznowej dyskusji. ale że tam jest to dane w genach. I oczywiście coś w tym jest, tylko jesteśmy też miastem, które wie, że to nie jest dane raz na zawsze i to, że ten Komitet Pomocy Ukrainie powstał, to, że za chwilę pojawił się Baobab, który świetnie spełnia swoją funkcję, Dlaczego? Bo tam nie są przypadkowi ludzie, bo tam są osoby, które zajmują się tym od lat integracją poprzez kulturę. I dzisiaj znowu możemy mówić o kulturze jako źródeł dobrostanu, gospodarki, finansów, ale właśnie budowania wspólnoty także z innymi. Więc to bardzo miłe słowa, bardzo dziękujemy za nie. Ja je całemu zespołowi oczywiście przekażę, bo to po prostu dowód na to, że dobrze wypełniamy swoją Misję, bo chyba tak trzeba o tym powiedzieć, miejsce, które wspiera, integruje, wzmacnia niejednokrotnie, bo z jednej strony tam znajdziemy ofertę dla dzieci, młodzieży, seniorów i w zakresie kultury, ale znajdziemy właśnie wsparcie psychologiczne, pomoc prawną, więc tak, bardzo dziękujemy za zauważenie tego miejsca na mapie Lublin, ale jego obecność to jest sukces wielu osób, które tam są dzisiaj, ale ten sukces, mówię, nie zrodził się w ciągu pięciu minut, tylko wielu, wielu lat ciężkiej pracy tych osób i budowaniu tych relacji międzynarodowych. Dziękuję. [01:43:18.63 → 01:44:42.53] B: Znaczy ta troska o młodych ludzi mnie... Ja mam dwa przesłania. Mogę? Jedno do młodych ludzi. Może nas ogląda? Po pierwsze, już niedługo nie będzie się tacy młodzi. to nawet się nie obejrzycie. A drugie przesłanie to jest do nas, do mojego pokolenia, że my czasem mamy taką tendencję, żeby ich strofować, krytykować, trochę może torturować za to, że oni bez przerwy gry komputerowej, gry i gry i gry. Otóż to jest apel do mojego pokolenia, przestańmy to robić. bo to jest coś, w czym nie tylko oni są do nas lepsi, ale zwróćcie uwagę, że w ich grach, w tym czym oni żyją, nie ma delete, nie ma escape. Najważniejszą ikoną na ekranach ich komputerów, laptopów i telefonów jest try again, spróbuj znowu. To są ludzie, którzy nie znają terminu porażka. Dokupuje się kolejne życie, Próbuje się jeszcze raz, odpala się grę od nowa. To jest ich wielka przewaga. Oni są lepsi ode mnie w obcowaniu z tym, co nas otacza, więc nie strofujmy ich za to, że oni się rozwijają w tym kierunku. [01:44:45.03 → 01:44:48.23] A: I chyba tymi przesłaniami... [01:44:56.53 → 01:46:23.27] E: Chciałabym się odnieść do tego, że nie ma tutaj dzisiaj młodzieży, ale ja zauważyłam, że w zależności od tego, jaką ofertę na przykład Teatr Stary ma dla młodych ludzi, bo widziałam tutaj na tych wtorkowych spotkaniach tłumy młodzieży również, ale były to spotkania też z osobami, które w social mediach też są znane. I może my ograniczamy się najczęściej do pisarzy, do jakichś znanych postaci ze świata kultury, a młodzież ma zupełnie inne oczekiwania. Ja na przykład byłam zaskoczona, że tak dużo osób przyszło na to spotkanie, które tam prowadzą obie panie odnoszące się tam do umierania. I kiedy rozmawiałam z moją siostrzenicą, która jest 40-letnią osobą, ona powiedziała, że ona też to na Spotify ogląda. Byłam zaskoczona, bo ja pierwszy raz o tym słyszałam. Czyli w zależności od tego, kto czym się interesuje, na to przyjdzie. Jeszcze miałabym takie życzenie, żeby politycy przestali się wtrącać do kultury. bo naprawdę ludzie pracujący w kulturze lepiej wiedzą, jak tą kulturą zarządzać i co ludziom prezentować. Dziękuję. [01:46:24.43 → 01:49:55.77] A: Czyli mamy też trzecie przesłanie na dzisiaj. Szanowni Państwo, pięknie Państwu dziękuję, że byliście z nami w ten wieczór. Teatr Stary i program Teatru Starego będziemy się starali proponować Państwu taki, żeby każdy dla siebie znalazł tutaj miejsce, a ja mogę zagwarantować, że to zawsze będzie najwyższy możliwy poziom gości, którzy na tej scenie się znajdą. Pozwólcie Państwo, że jeszcze raz podziękuję naszym tłumaczkom. Pani Marcie Stępniak, która właśnie dla nas w tej chwili tłumaczy to, o czym rozmawiamy na polski język migowy i Ewelinie Lachowskiej, która również była z nami przez cały wieczór. Podziękuję też całemu zespołowi Teatru Starego w Lublinie. To naprawdę zaszczyt dla mnie, że od czterech miesięcy mogę z wami pracować, a jestem po raz pierwszy w takiej sytuacji, że mam mikrofon na scenie i mogę o tym powiedzieć. Wielkie brawa dla całego zespołu. A szczególne podziękowania dla Michała Kołosińskiego, który odpowiedzialny jest w Teatrze Starym za debaty i to także dzięki któremu zapraszamy na scenę gości, gościnie, które powodują, że na widowni Teatru Starego pojawiają się młodzi ludzie. By Michał też zorganizował dla nas przyjazd pobyt państwa w Lublinie. No i wielkie szczęście, że przyjęli moje zaproszenie i mogę Państwu obiecać, że będę się starał nie za często, ale raz na jakiś czas spotykać się także z Państwem, widzami Teatru Starego w tej formie, nie tylko jako dyrektor tego teatru, którego nie widać na szczęście na co dzień, bo taką też przyjąłem zasadę, że jeżeli instytucja jest dobrze zarządzana, to dyrektora nie widać. Dyrektor pojawia się zazwyczaj wtedy, kiedy pojawiają się kłopoty. A ja będę się z państwem starał spotykać tutaj na scenie Teatru Starego, zapraszając tak jak dzisiaj najlepszych możliwych gości, być może nie tylko z Polski, po to, żeby wspólnie z państwem rozmawiać o teatrze, Teatrze Starym w Lublinie, o Lublinie, o polskiej kulturze, o tym, co nas otacza, o tym, jak sobie czasami z tym radzić. Choć jak Państwo widzieliście, czasami te wykłady otwierające, które miały nam dać odpowiedzi, zostawiają nas z jeszcze większą ilością pytań. Byli dzisiaj z nami pani prezydent, zastępca prezydenta Lublina ds. kultury, sportu i partycypacji, Beata Stepaniuk-Uśmierzak, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Kultury, pan Michał Rydzewski i pan Paweł Potoroczyn. Pięknie Państwu dziękuję. Pozdrawiam także wszystkie osoby, które oglądały nas, oglądają lub będą w przyszłości oglądały na ekranach. Wszystkiego dobrego. Do następnego spotkania w Teatrze Starym w Lublinie. Dziękuję.