Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.01 → 03:00.07] A: Dobry wieczór Państwu. Jakże miło mi widzieć Państwa tak licznie zgromadzonych na kolejnej bitwie o dźwięk. Bitwa o dźwięk to podcykl wydarzenia Bitwa o kulturę. Rozpoczął się przed rokiem. a rozpoczął się po to, abyśmy dyskutowali o dźwięku jako języku sztuki, ale również jako o ważnym elemencie życia społecznego. Widzę tutaj znajome twarze i być może Państwo, którzy byli na pierwszym spotkaniu przed rokiem, może Państwo pamiętają, że przywołałam, wspomniałam o takim cichym, nieoficjalnym patronie tych spotkań, o lubelskim poecie, bardzo dźwiękoczułym, bardzo wrażliwym na dźwięk, o Józefie Czechowiczu. Będzie on bohaterem dzisiejszego spotkania. On i medium, które szczególnie sobie upodobał. Spotykamy się w stulecie Polskiego Radia. Drodzy Państwo, nie ma chyba lepszej sposobności, aby rozmawiać o dźwięku, o radiowym tworzywie. a będziemy rozmawiać ze znakomitymi gośćmi. Będzie z nami badaczka z Uniwersytetu Łódzkiego, medioznawczyni, doktor Joanna Bachura-Wojtasik. Powitajmy Joasię. Albo przyjdą bedtroje. Gości będzie troje. profesorowie literaturoznawcy, między innymi były i obecny dyrektor Muzeum Czechowicza, profesor Jarosław Cymerman i profesor Aleksander Wójtowicz. Dobry wieczór. A nasze spotkanie będą tłumaczyły na polski język migowy pani Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Brawa dla pań. Zapraszam państwa. Mamy mikrofon, chyba każdy z nas. Drodzy Państwo, wszyscy, jak tu siedzimy, słuchamy radia. Myślę, że niewiele osób zdaje sobie sprawę, że to radio publiczne, polskie radio, ma już 100 lat, a zupełnie chyba garstka wie cokolwiek na temat początków polskiej radiofonii. Polskie radio, w ogóle radio jako wynalazek, od początku wprowadziło pewien ferment środowisku artystycznym. Mimo iż to wynalazek techniczny, medium kojarzące się z przesyłaniem danych na odległość, informacji, przede wszystkim muzyki, a jednak pojawienie się radia poruszyło niezwykle artystów.
[03:00.39 → 06:13.56] B: Dlaczego? Dzień dobry Państwu. Jest mi niezmiernie miło, że mogę się z Państwem spotkać i też porozmawiać o Czechowiczu i o radiu i o dźwiękowości. I ta uwaga o tym, że radio miało ogromne znaczenie dla kultury, dla artystów właśnie, to jest taki motyw charakterystyczny dla tego nowego, na ówczesne czasy medium. Właśnie to był wynalazek, ale tak naprawdę, tak jak mówił Witold Hulewicz, jak literatura mogła nie chcieć sięgnąć swoją dłonią tak bardzo chętnie po tak potężne medium jakim było radio. Musimy sobie zdać sprawę, że to dwudziestolecie międzywojenne i pojawienie się wtedy radio to był wynalazek najnowszej generacji byśmy wtedy powiedzieli i jednym z pierwszych eksperymentów można powiedzieć, jednym z pierwszych tekstów jakie pojawiły się w radiu to właśnie pojawiła się literatura. Dlaczego można sobie zadać pytanie? Na pewno z jednej strony dlatego, to było medium, tak jak Kasiu zauważyłaś, techniczne, więc chciano jakby usankcjonować to, że jakby nadać lepszą, większą rangę radiu, żeby to nie był tylko wynalazek, ale żeby służyło czemuś więcej, czyli sięgano po literaturę, dlatego bo to, to dodawało prestiżu po prostu i wybrzmiewały właśnie teksty literackie, dramaty, najpierw Słuchowiska najpierw były adaptacyjne, potem pojawiały się słuchowiska oryginalne. I wielu artystów, wielu pisarzy dwudziestolecia międzywojennego po prostu zakochało się w tym medium. Między innymi właśnie bohater naszego spotkania, czyli Czechowicz. Ale wiele tekstów do radia pisała i Naukowska, pisał i Staff, pisał Szaniawski, który był mistrzem dramatu radiowego, mistrzem dramatu audialnego, tak bardzo indywidualnie, tak bardzo tożsamościowo to radio wyczuwał i operował doskonale dźwiękiem i dramaturgią, ale byli też poeci zupełnie poza medium radiowym i nieznani, czy twórcy, pisarze, na przykład Janina Morawska, czy Ewa Szemplińska-Sobolewska, to były twórczynie, które poza radiem w zasadzie bardzo mało istniały, a w radiu okazało się czasem ich teksty lepsze niż choćby Zofii Naukowskiej. Zresztą badacze pisali o takim zjawisku właśnie, że Szemplińska, Sobolewska czy Morawska mogą być większą poetką, twórczynią, pisarką niż Naukowska. I zachwycano się tym medium. Oczywiście to nie było tak, że od razu rozpoznano język radia i możliwości, jakie radio daje, żeby opowiadać o świecie, żeby opowiadać różne historie. Więc było bardzo dużo poszukiwań, prób, zgłębiania i potem właśnie kształtowanie tego języka radia, żeby służył opowieściom.
[06:13.62 → 06:23.99] A: Badacze i twórcy podzielili się nawet na pewne obozy, jeśli chodzi o spojrzenie na to, co w radiu sprawdza się najlepiej.
[06:24.37 → 08:34.69] B: No i to jest też fenomenalne, że to było już w dwudziestoleciu międzywojennym. Lata trzydzieste to było to, o czym mówisz, eksplodowało ten podział na dwie orientacje. logocentryków, czyli tych twórców, którzy uważali, że bez słowa nie da się zrobić dobrego słuchowiska i w zasadzie cały tekst podporządkowywali poetyce literackiej. To był Józef Majen, to był Hulewicz, między innymi i oni bardzo mocno trzymali się tekstu dobrej literatury, można byłoby powiedzieć, która już istniała. I tu chodziło o to, żeby to medium masowe z jednej strony, ale z drugiej elitarne, dlatego że sięga po literaturę, żeby stanowiło pewnego rodzaju dystrybucję i żeby także ludzie, którzy nie bywają w teatrach, w instytucjach kultury nie mają takiej możliwości, żeby mogli takiej ambitnej literatury posłuchać, żeby z nią obcować. To była jedna orientacja, a druga to byli audiocentrycy, czyli fono, inaczej fonocentrycy, czyli ci, którzy byli nastawieni raczej w stronę eksperymentowania dźwiękiem. Gdzieś zakładali, że słuchowisko bez użycia słów da się zrobić, że muzyka, cisza, efekty akustyczne to są te elementy materii dźwiękowej, które i tak opowiedzą człowiekowi bardzo dużo o świecie i poruszą jego wyobraźnię stwarzą pole do refleksji. I ta walka, można powiedzieć, logo i fonocentryków, toczyła się i po wojnie, i tak naprawdę jeszcze do dzisiaj. Do dziś się toczy, bo trzeba powiedzieć, że tak mi się wydaje i Czechowicz też jest tego najlepszym przykładem, że radio wymaga pisanie dla radia wymaga myślenia o specyfice tego medium, że słowo zapisane, wydrukowane, powieść odczytane na antenie, to jeszcze nie jest słuchowisko. Nie wszyscy twórcy też te materię do końca czują i myślę, że to jest właśnie ta specyfika.
[08:36.49 → 08:53.77] A: No właśnie, o tym, z którą grupą identyfikował się Czechowicz, jeszcze państwu opowiemy. Ale to, że zakochał się w radiu, ja zaproponowałam taki podtytuł naszego spotkania, jest faktem, prawda panowie?
[08:55.73 → 12:12.31] C: Tak, to jest, on zakochał się i to dosyć szybko i tak jeszcze początkowo, rzekłbym, bez wzajemności. To znaczy rzeczywiście on pierwszy raz prawdopodobnie pojawił się w radiu jeszcze jako pracownik, pracownik redakcji głosu nauczycielskiego. Wygłosił tam taką pogadankę o nauczycielu na polu literatury i sztuki, o czym wiemy z programów radiowych. Wtedy także powstał poemat o mieście Lublinie, który przez kilka lat był po prostu tylko projektem. On rzeczywiście napisał w liście do Holendra, Tadeusza Holendra we Lwowie, że ma taki pomysł. Lwów też był jednym z ważniejszych ośrodków radiofonicznych, więc tam chciał przy okazji swojej wizyty wystąpić i zaproponował między innymi właśnie trzy audycje, w tym jeden taki, który przypomina, jedna propozycja przypomina kształt tym ówczesny poema, to mieście Lublinie. I to jest ciekawe, bo on od samego początku jakby... Poema o mieście Lublinie składa się z tekstów, które już Czechowicz wcześniej publikował. Ale w momencie, kiedy zaczął myśleć o tym, że to powinno być w radiu, to on to przepisał na nowo. Stworzył rodzaj narracji i też, co jest ważne, jak się przyjrzymy rękopisowi, który możemy obejrzeć kilkadziesiąt metrów stąd w Muzeum Józefa Czechowicza, to zobaczymy, że on przepisując pozostawił celowo miejsce na marginesie na didaskalia radiowe. Czyli on rzeczywiście już przepisując myślał o tym, żeby to powinno się ukazać w radio, czy ukazać, zostać udostępnione przez radio i co jest też ciekawe, on tylko taki kształt publikacji, w cudzysłowie, upublicznienia tego tekstu przewidział, bo nigdy nie wydał tego tekstu drukiem. Czyli przygotował to dla radia i mam takie wrażenie, że on głęboko wierzył, że ten tekst gdzieś w eterze ciągle krąży. I tak naprawdę, gdyby ten rękopis spłonął, to nie byłoby żadnej innej wersji tego tekstu. A potem ta miłość do radia rozgorzała, myślę, dużą namiętnością, kiedy zwolniony z redakcji właśnie tych czasopis nauczycielskich, dostał pracę, która polegała na słuchaniu radia. On przez kilka miesięcy miał taką pracę, że słuchał radia i musiał notować, jak długo tam są emitowane rozmowy, muzyka, słowo. Wpisał w listach, że siedział w tych słuchawkach i słuchał, I to było świetne przygotowanie do tego, żeby później wejść do redakcji literackiej Polskiego Radia w Warszawie, już jako człowiek, który próbował własnych sił tak zupełnie, że tak powiem, naintuicyjnie, potem jako wytrwały słuchacz. No i ktoś, to mam wrażenie, że to radio bardzo dobrze zrozumiał.
[12:12.99 → 12:45.10] A: Ale ja myślę, że Czechowicz był radiowcem, zanim jeszcze wyobraził sobie i postanowił, że pojedzie do Warszawy. Ja myślę, że on miał niesamowite ucho radiowe i w ogóle słuch muzyczny. I warunki, w których żył, ukształtowały właśnie tą jego miłość do dźwięku. Panie profesorze, jakie były początki Czechowicza i jego nasłuchiwania świata?
[12:46.46 → 13:20.83] D: O tych początkach wiemy trochę ze wspomnień z lat dzieciństwa, natomiast ta dźwiękowość Czechowicza wynika z tego, że poeci jednak przede wszystkim słuchają. I jeżeli czytamy wiersze, nieważne czy to są wiersze sprzed 200 lat czy najbardziej współczesne, to ta warstwa dźwiękowa jest tam czymś bardzo istotnym i właściwie poeci zazwyczaj pytani o to, dlaczego coś zmieniłaś, dodałeś, mówią, że po prostu dźwiękowo pasowało coś zupełnie innego.
[13:21.22 → 13:24.56] A: Ale nie wszyscy czytają swoje teksty głośno.
[13:24.68 → 15:42.55] D: Była mowa o dwóch szkołach, to teraz są też dwie szkoły, jeśli chodzi o czytanie tekstów literackich. Czy powinni to robić poeci razem z całym dobrodziejstwem swojej wymowy, czy raczej osoby profesjonalnie przygotowane, które jednak nie mają tego, co jest zdaniem niektórych poetów najistotniejsze, a więc tego ducha, czy duszy autorki czy autora. W przypadku Czechowicza to się kształtowało, ja chciałbym jeszcze tak zrobić krok do tyłu i pokazać w szerszej perspektywie, że Czechowicz w zasadzie kochał wszystkie nowinki techniczne i nie był bynajmniej w tym odosobniony, bo ta nagła miłość do wynalazków technicznych tak naprawdę była, przypadła w udziale całej jego generacji, to znaczy to jest formacja, która nagle styka się z kinem w dzieciństwie, też wielka miłość awangardzistów, Czechowicza także w dużym stopniu, z radiem, o którym mówiliśmy, z fotografią. Czechowicz, kiedy tylko troszkę zaczyna lepiej zarabiać, kupuje sobie aparat fotograficzny, wędruje po Lublinie, robi zdjęcia. Dalej gramofon, który był takim ważnym elementem kultury muzycznej. Wreszcie maszyna do pisania. Są bardzo poważne prace naukowe mówiące o tym, że w zasadzie maszyna do pisania to było coś, co zmieniło w ogóle sposób komunikacji na pierwszym etapie swojego istnienia. Więc mówiąc najkrócej, Czechowicz był z tej generacji, która uwielbiała media i próbowała w tych mediach szukać, mówić po swojemu, a że no nie zawsze to się udawało, albo że udawało się tylko wtedy, kiedy, tak jak przed chwilą Jarosław mówił, okoliczności zawodowe do tego zmusiły, tak jak w przypadku Czechowicza, który po zmianie pracy nagle trafia do pełen etat, to jest druga połowa lat, roku 1938 i nagle jego oczom, czy w zasadzie uszom chyba, powinienem powiedzieć, ukazuje się zupełnie nowy świat.
[15:44.65 → 16:01.72] A: Ale dźwięk wydaje mi się, przepraszam, że jestem taka uparta, jakimś takim tworzywem, z jednej strony bardzo tajemniczym, a z drugim niezbędnym do tego, żeby coś od siebie dać światu.
[16:02.08 → 16:48.57] D: No tak, bo Czechowicz zresztą mówił, że on jest poetą, czy pisał, że jest poetą, który jest bardzo uwrażliwiony na dźwięk i w zasadzie początek wiersza w jednym ze swoich takich szkiców, manifestów bardzo osobistych o tym, jak powstaje wiersz, jak on tworzy, pisał wprost, że początek wiersza jest u niego zawsze natury muzycznej, to znaczy musi mieć jakiś element dźwiękowy. Natomiast jego przyjaciel z radia już, Czesław Miłosz, zauważył, że Czechowicz ma takiej sposób pisania dźwiękowa, ale też wizualny, bardzo filmowy. Dużo osób czytających i komentujących na bieżąco twórczość Czechowicza ten wątek dźwiękowy i obrazowy w koordynacji ze sobą postrzegała.
[16:50.09 → 17:06.25] A: Przenieśmy się na chwilę na Kapucyńską 3. Dlaczego to ważny adres? Wiedzą państwo? Tam się właśnie urodził Józef Czechowicz, W jakich warunkach on dorastał, panowie?
[17:06.99 → 19:06.31] C: Cóż, to nie były warunki, że tak powiem, luksusowe. Wydaje mi się, że nie licząc tego, co takie ciepłe, swojskie, czyli piosenek śpiewanych przez mamę, kołysanek, to tam od głosów z tego, co znamy relacje, to głos niestety rur kanalizacyjnych. ponieważ to była suterena i to dosyć nisko położona w takim, żeby tam wejść trzeba było podobno przejść przez rurę właśnie kanalizacyjną, która przechodziła przez środek korytarza. Później to się trochę zmieniło, ale to pierwsze mieszkanie było rzeczywiście niezbyt komfortowe. Natomiast trzeba też pamiętać, że to był też środek miasta, to też były dźwięki miasta. To był gwar ulicy, gwar przechodniów, dźwięki powozów jeżdżących po mieście, pewnie po jakimś czasie także i samochodów. I to też jest coś, co Czechowicz nawet w tych swoich pierwszych wierszach próbuje oddać, kiedy właśnie próbował wpisać się w tę atmosferę pierwszej połowy lat dwudziestych. I to jest też ciekawe, bo jakby on i jeśli byśmy przeczytali pod tym kątem jego wiersze, to z jednej strony mamy właśnie tę wiejską ciszę albo szum delikatny, czy dźwięki dzwonków krów, które schodzą z pastwisk, ale równie często myślę pojawia się i szum samochodów, czy dźwięki miasta. też to w warstwie dzienkowej widać to, co jest charakterystyczne dla Czychowicza, to jest poeta, który mieszkał na granicy miasta i wsi.
[19:07.85 → 20:00.48] A: Chciałabym teraz, proponuję, abyśmy posłuchali pierwszego wiersza, drodzy państwo, bo dzisiaj będziemy słuchać wierszy, będzie je czytał dla nas Witek Dąbrowski. Powitajmy Witek. Proponuję, abyśmy wysłuchali najpierw jednej z kołysanek, bo według mnie wszystko, jeżeli w ogóle możemy mówić o sobie jako o swojej dźwiękoczułości, czy o słuchu muzycznym, czy go mamy, czy nie mamy, to takim pierwszym doświadczeniem dźwiękowym jest głos mamy i są kołysanki, które matka śpiewa dziecku. Jak wiemy, Czychowicz był bardzo związany z mamą, I być może ta więź spowodowała to, że sam napisał cykl Kołysanek. Oto jedna z nich.
[20:02.72 → 20:54.76] E: Uśnij, że mi uśnij, bajka ci się prześnij, przyjadą zza morza junakowie pyszni. i zarżą pod nimi konie jabłkowite, ogniem zabłyskają miecze złotolite. Zerwą się żar ptaki spłoszone tętętem, polecą za morze z okropnym lamentem. Żar ptaki, żar ptaki, lamentujcie ciszej, bo was w kolebeczce synek mój usłyszy. Junacy, junacy, mieczami brząkacie, mojego syneczka ze snu przebudzacie. Junacy, junacy, wracajcie za morze, bo mi się syneczek ze snu wybić może.
[20:56.54 → 21:20.09] A: Bardzo dziękujemy. Ja usłyszałam muzykę, a nie tekst czytany. Te kołysanki myślę, że symbolizują takie poczucie bezpieczeństwa, za którym może i mały, i całkiem dorosły Czechowicz tęsknili? Bo nie było tego poczucia bezpieczeństwa w jego dzieciństwie, prawda?
[21:21.53 → 23:16.80] D: No tak, jak w przypadku dużej części swoich rówieśników. Czechowicz raczej spokojnym dzieciństwem się nie cieszył, to o czym jeszcze była mowa przed chwilą, czyli kłopoty materialne to pogłębiały. Natomiast też jego dzieciństwo przypadło na czas bardzo złożony, niespokojny, ciągłego zamętu, co zresztą w jego wspomnieniach z dzieciństwa widać. kiedy cofa się do lat dziecinnych, no to widzi z jednej strony ciepło rodzinne, a w zasadzie tą relację z matką i z rodzeństwem, bo to było coś, co go rzeczywiście ukształtowało, a z drugiej strony ta taka niewielka mikroskopijna enklawa rodzinna jest czymś, co cały czas jest podminowane niepokojem przychodzącym z zewnątrz. taki topo z polskiej literatury ostatniego stulecia, że historia nie przynosi nic dobrego i jeżeli ingeruje, czy pojawia się w życiu bohatera, czy bohaterki, to zazwyczaj niesie ze sobą tragiczne wydarzenia. Natomiast ja chciałbym jeszcze zwrócić na jedną uwagę, bo to kiedy usłyszeliśmy jak pięknie brzmiały kołysanki, ja na to zwróciłem uwagę ostatnio podczas pracy nad edycji okołysanek, które się właśnie ukazały nakładem Muzeum Józefa Czechowicza, to ta bajka jest w sumie bardzo tragiczna, bo to jest matka, która tak naprawdę prosi te junaków, żołnierzy, żeby nie hałasowali, prawda, więc nawet w przypadku czegoś tak intymnego, czy też takiego gatunku, które raczej o czym innym powinien mówić Czechowicz, tutaj wplata tą swoją taką tragiczną, mroczną nutę.
[23:17.36 → 23:56.99] C: Strasznie głośna też była ta kołysanka, prawda? Nie tyle jeśli chodzi o wykonania, ale o to, co tam się dzieje, co tam słychać. To znaczy, tam nie było szmeru, cichego powiewu, tylko brzęk mieczy, hałasujący żołnierze, tętęt koni. które u Czechowicza bardzo często są, mają, to są takie też często apokaliptyczne konie. To jest rzeczywiście coś takiego, na co też warto zwrócić uwagę na to, o czym często też się mówi, że to jest rozpięte pomiędzy sielanką i katastrofą i te kołysanki są tego bardzo dobrą ilustracją.
[23:58.25 → 24:38.59] A: Kołysanka to noc, to pora nocna i ta noc była szczególną sporą właśnie dla Czechowicza. Z jednej strony bardzo intymną i taką czarodziejską. Ja sobie wyobrażam, że nocą powstawały jego wiersze, a z drugiej strony czymś, czego się bał pewnie, bo lęk, właśnie przeczucie katastrofy, ale lęk. Lęk towarzyszy mu od początku i chciałam tutaj nawiązać jeszcze do choroby ojca. i tego, że nawet tak bliska osoba jak ojciec wywoływała w nim lęk.
[24:39.37 → 27:27.30] C: Tak, to było też jedno z takich źródeł, jego traum, który później gdzieś tam też dawał wyraz w swojej twórczości. Stosunkowo rzadko, bo owszem, opowiadał o tym przyjaciołom, ale równie często zmyślał na temat ojca. Opowiadał o nim niestworzone historię, że był bogatym uczacjuszem, potomkiem hrabiowskiego rodu i tak dalej. Miłoszowi wspomnianemu tutaj wmówił, że jest ze starego mieszczańskiego rodu. Jak spojrzymy to rodzice Czechowicza, żadne z nich nie urodziło się w Lublinie, tylko daleko poza, więc no oczywiście też genealogię od arjańskiego pisarza Marcina Czechowica wywodził, więc to to świadczy też o tym, że On chciał to ukryć w jakimś sensie i takim najbardziej chyba znaczącym tego świadectwem jest wiersz znakomity, wiersz, który jest po prostu dla wielu osób jednym z najbardziej przejmujących wierszy Czechowicza, czyli wiersz dawniej, w którym właśnie wraca do tego dzieciństwa, do tej sutereny na Kapucyńskiej, do choroby ojca i którego też nie opublikował. starannie przepisał w brulionie warszawskim. Na pierwszej stronie tego brulionu ten wiersz jest zapisany, ale nie zdecydował się tego za życia opublikować. To jest też coś, co w nim tkwiło i czego on w jakimś sensie czuł się dziedzicem. To znaczy on po prostu, no ojciec zachorował na na skutek kiły zachorował psychicznie i po prostu zmarł w szpitalu Jana Bożego w Warszawie po ataku szału, w trakcie którego dzieci zobaczyły ojca, który wcześniej kojarzył się wcale nie tak źle, bo w innych wspomnieniach ojciec jest tym, który czyta, tym, który wprowadza też w świat. To on na przykład też, co jest ciekawe, być może był jednym z ojców tej audialnej wrażliwości Czechowicza, bo mówił, jesień gra na skrzypkach. Jakby pokazywał, to ojciec wskazuje w tym bardzo znanym wierszu, jesień dla dzieci, właśnie synkowi ten świat dźwięków. No i myślę, że moment kiedy zobaczył ojca oszalałego, z którym nie było kontaktu, i który dodatkowo stworzył zagrożenie dla swojej rodziny, to to musiało być dla niego coś, co i było coś, co ciążyło mu do końca życia.
[27:28.86 → 27:34.42] A: Czy wiedzą panowie, dlaczego został nauczycielem?
[27:36.02 → 27:41.36] C: Bo brat poszedł na studia i nie było pieniędzy w domu, to tak przyziemnie.
[27:42.00 → 28:42.51] D: No właśnie on nie skończył studiów, więc ta ścieżka kariery, bo chyba można się takim określeniem posłużyć, zwłaszcza, że międzywojnie było okresem awansu społecznego, powszechnego, no w zasadzie otworzyło ją młodemu Józefowi ścieżkę, która doprowadziła go, no tam, gdzie chyba się spełniał jednak, to znaczy do pracy pedagogicznej i też warto dodać, że Oprócz tego, że Trzechowicz był nauczycielem, był też opiekunem młodzieży, interesował się świetlisami dla młodzieży. Ciekawy fakt, kiedy je opisywał, zwracał uwagę na nagłośnienie, czy jest odbiornik radiowy, czy są głośniki, ile ich jest, więc to jego takie myślenie, znaczy on był pedagogiem bardziej moim zdaniem niż nauczycielem, to znaczy rzeczywiście myślał o takim w spójnym kształtowaniu młodego pokolenia.
[28:42.68 → 28:52.11] A: Wiedział pewnie, że bez słuchania nie ma zrozumienia. Bez zrozumienia nie zbudujemy społeczności, wspólnoty.
[28:52.37 → 29:03.97] D: A jeżeli dodamy do tego dość uporządkowany reżim dydaktyczny w szkołach, które kładły nacisk na pewne elementy wykształcenia, To tak, to z pewnością.
[29:04.11 → 30:17.17] C: On był też pionierem szkolnictwa specjalnego. To też mało osób sobie uświadamia, że on pracował w istniejącej do dzisiaj szkole specjalnej w Lublinie. Był jednym z tych nauczycieli, którzy ją zakładali. Ukończył też taki rok, roczny kurs w Szkole Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. I także on pracował z tymi dziećmi, które wymagały szczególnej opieki i też, co jest ciekawe, bardzo też zwraca uwagę w swojej publicystyce na to, żeby na przykład także te szkoły specjalne powstawały w innych miejscach w Polsce, po prostu żeby te dzieci otoczyć otoczyć opieką. Także to rzeczywiście była ważna część jego życia, jego aktywności. Natomiast zostawił też taki notatnik z zeszyt nauczyciela i tu jak Aleksander wspomniał o tym reżimie, no to Czechowicz pisał, że receptą na sukces w szkole jest uwzględnienie w odpowiednich proporcjach pracy i terroru. Także miał głęboką świadomość, że nie wszystko da się zrobić po dobroci.
[30:18.19 → 31:06.74] A: Ale też za sprawą wykonywanego zawodu trafił do innej audiosfery, jaką była wieś, jaką była zupełnie inna przestrzeń. I tutaj kontakt pewnie i z pieśnią ludową, ale i z ciszą, tą dobrą ciszą. przestrzeni, ciszą przyrody i właśnie owoce tego kontaktu słyszymy w poezji Czechowicza. Proponuję, abyśmy wysłuchali teraz drugiego wiersza, Przez kresy. Kiedyś, nie wiem czy tak jest do dzisiaj, był to wiersz z podręcznika do języka polskiego. Analizowaliśmy go w szkole, ale chyba nie docenialiśmy wtedy.
[31:19.45 → 32:37.51] E: Monotonnie koń głowę unosi, grzywa spada raz po raz rytmem, koła, koła, zioła. Terkocze, senne półżycie, drożyną leśną, łąkową, dołem, dołem, polem, Nad wieczorem orżyska zawadza, księżyc ciemny, czerwony, wołam złoty kołacz. Nic nie ma, nawet snu, tylko kół skrzyp, mgława noc, jawa rozlewna, Wołam kołacz złoty. Wołam koła dołem, polem. Kołacz złoty. Rozmawiałem
[32:40.85 → 32:48.79] C: właśnie kilka dni temu z Alenem Kucharskim. który tłumaczył ten wiersz na angielski, zajęło mu to pół roku.
[32:51.97 → 33:50.65] A: Przepięknie, Witko, bardzo dziękujemy. Uważam, że powinieneś audiobook dla szkół nagrać koniecznie ze swoją interpretacją tego wiersza. No właśnie, tutaj słychać jak Czechowicz słyszy świat jak szuka pewnych rytmów, pewnych porządków muzycznych. No właśnie, przygotowuje się niejako do zmierzenia z tym nowym tworzywem, o którym jeszcze porozmawiamy. Ale chciałam wrócić do ciszy. Cisza doświadczana w dzieciństwie kojarzyła się z lękiem, ze strachem, ale chyba nie tylko w dzieciństwie. Mamy tutaj pewien atrybut, Może państwo wiedzą, dlaczego towarzyszy nam dzwoneczek? Na pewno państwo wiedzą, tak?
[33:52.09 → 35:36.68] D: To może ja podpowiem bądź odpowiem. Czechowicz na początku lat trzydziestych wyrusza do Francji. Jest to taka podróż formacyjna. W tych czasach każdy młody twórca, każda młoda artystka, która chce przejść przez próbę nowoczesności, wybiera się właśnie do stolicy Francji, więc dla Czechowicza ma być to taka przygoda życia, ona się udaje częściowo, sporo zobaczył, przeżył, sporo z tego opisał, natomiast w pewnym momencie zaczął chorować na oczy, zaczął tracić wzrok i nawet w autoportrecie, w takim wierszu, w którym podsumowuje pewną część swojego życia, mówi o tym, Francję widział przez dymsinę, czyli że gdzieś te wszystkie wrażenia tak ważne, wizualne znikały i zaczął nasłuchiwać. I słuchał dzwoneczka, który przywiózł sobie z Francji, a w jednym z listów pisał, że kiedy czekał na zabieg, któremu miał zostać poddany w paryskim szpitalu, przy pomocy dzwoneczka kupionego w Mont Saint-Michel, odpędza złe myśli dzwoniąc tym dzwoneczkiem, prawda? Czyli ten taki dźwięk, który no ma niemal magiczną właściwość, a Czechowicz był zresztą takim twórcą, który uwielbiał talizmany, takie myślenie magiczne. To dzwoneczek tutaj bardzo mu pasował jako taki atrybut właśnie z innego, poza racjonalnego zupełnie, no i poza medycznego też w porządku.
[35:38.65 → 36:24.94] C: Tak, to jest też w jednym ze swoich sztuk, właśnie połączył magię i radio, znaczy w sztuce czasu jutrzymnego pojawiają się takie dwie postacie z innego świata, jakieś takie, nazwane po prostu niższy i wyższy, jakieś duszki, jakieś skrzaty, psotniki i one zaczynają od tego, że trzeba zerwać promyczek radia, bo i co jest ciekawe, że radio, mówił o ryku owczarzy, a owczarze, jak wiadomo, byli wtedy kojarzeni właśnie z działaniami jakimiś magicznymi, to byli często jacyś znachorzy i tak dalej, i tak dalej, czyli to radio także miało ten swój wymiar magiczny u niego, w jego świecie.
[36:26.74 → 36:49.26] A: Witku, czy możemy teraz poprosić o przeczytanie fragmentu prozy, która powie nam, Czy wejrzymy w proces stworzenia wiersza? I to jeszcze jeden dowód na to, jak ważne były dla Czechowicza doznania wrażenia dźwiękowe.
[36:50.04 → 38:13.66] E: W liście do Janusza Różewicza z 4 grudnia 1937 roku. Ja nie patrzę przez żadne okulary. Ja słucham. Kiedy nachodzi na mnie stan wielkiej pogody i wyobraźnia zaczyna fermentować, pozwalam jej na wszystko. Póki nie zacznie, tu brak mi słów chyba grać. Jakieś wewnętrzne umelodyjnienie zestraja słowa, obrazy, tok składni. Gdy dobrzmi aż do tonu czystego, powstaje wiersz. Każdy mój wiersz leży w szufladzie szereg dni. Skoro zapomnę już o stanie, w jakim go pisałem, odczytuję go na nowo i sprawdzam, czy rzeczywiście jest w nim ta wibrująca prawda muzyki. Jeśli tak, idzie do ludzi. Jeśli nie, niszczę go. Zniszczyłem w ciągu życia około pięciuset wierszy. Z tych, które drukowałem, uważam za nieodpowiadające moim uszą cztery utwory. Może pięć. Tu nie chodzi o talent, tylko o to, czy piękne kłamstwa prawdziwie grają.
[38:19.15 → 38:27.07] A: Czy piękne kłamstwa prawdziwie grają? Jak rozumieć ten oksymoron?
[38:27.95 → 39:11.22] D: To jest chyba sprawa funkcjonalna, bo warto zwrócić uwagę na kontekst tego listu. Jeżeli spojrzymy, że Czechowicz pisze komuś młodemu, aspirującemu do bycia poetą w ten sposób, to dość jasno między wierszami sugeruje, co młody artysta powinien też ze swoimi tekstami robić, zanim wypuści je w świat, prawda? Więc tu wracam do tego wątku pedagogicznego, to znaczy tutaj Czechowicz przede wszystkim stara się być pedagogiem, no a ta gra kłamstw, no to jest raczej taki ozdobnik retoryczny wpleciony w tą poradę.
[39:13.22 → 39:18.94] A: Tak, bo nie powiedzieliśmy, że jest to fragment listu do Janusza Różewicza, młodego poety.
[39:19.52 → 39:35.48] C: Tak, starszego brata Tadeusza i Stanisława Różewiczów, który zginął w czasie wojny i według Tadeusza był równie utalentowany, o jenie bardziej niż on sam, a Józef Czechowicz miał z nim kontakt korespondencyjny.
[39:36.00 → 40:06.97] D: Zwłaszcza jeszcze dodajmy, że Tadeusz Różewicz, który stworzył dużą część polskiej poezji międzywojentnej, w sensie takim, że wpłynął na poetów młodszych generacji, był bardzo pilnym czytelnikiem Czechowicza i podbierał od Czechowicza niektóre rozwiązania, dźwiękowe może mniej, bo Różewicz troszkę inaczej patrzył na te sprawy w poezji, ale chociażby kwestie unikania znaków interpunkcyjnych i wielkich liter.
[40:09.41 → 40:18.23] A: Co się takiego wydarzyło, że ten zakochany w swoim mieście poeta decyduje się na przeprowadzkę do Warszawy?
[40:19.39 → 40:20.65] D: Życie się wydarzyło.
[40:21.33 → 41:58.32] C: To, co wielu z nas doświadcza. Warszawa dla Lublina jest wielkim odkurzaczem. Co jakiś czas ten odkurzacz zasysa. I zastał też Józefa Czechowicza. On pracował w szkole, ale jakby coraz bardziej mu jednocześnie po tym wyjeździe z Francji, po tej chorobie, był na długim urlopie zdrowotnym byśmy dzisiaj powiedzieli, zajmował się redagowaniem gazet, przyspieszyła jego kariera literacka, no i jako członek Związku Nauczycielstwa Polskiego dostał pracę w redakcji ZNP w Warszawie. Przeprowadził się, no też trzeba sobie to uzmysłowić, z Lublina, gdzie mieszkał w wynajętych mieszkaniach w różnych miejscach, przy Placu Litewskim, przy ulicy Narutowicza. Bywał też oczywiście u mamy przy Kapucyńskiej, przy Radziwiłłowskiej także mieszkał, ale to były mieszkania w starych kamienicach. On dostał nagle mieszkanie, może niezbyt duże, ale w nowoczesnym budynku ZNP w Warszawie, przy ulicy Dobrej, do dzisiaj stojącym. Wystarczy pójść zobaczyć piękny, modernistyczny, wysoki budynek. z bardzo widne mieszkanie właśnie w tym kompleksie ZMP. Centrum, że tak powiem, zarządzania wszechświatem, czyli Warszawa międzywojenna, z jej bogatym życiem literackim, z nowymi kontaktami, nowymi przyjaciółmi, nowymi perspektywami. No cóż, trudno mu się dziwić.
[41:58.72 → 42:52.66] D: Na początku swojej drogi twórczej kiedy przebywa w Słobódce, to jest dzisiejsza północna Białoruś, w roli nauczyciela, opisuje w dzienniku taką sytuację, gdzie pani Hanka, czyli inna nauczycielka, wróży mu z ręki i on mówi wtedy mniej więcej, czy pisze coś takiego, że wywróżyła mi sławę, życie długie, niespokojne i skandale. I po czym pada pytanie, ale jak to się zacznie? To znaczy, Czechowicz cały czas czeka, aż to, się zacznie, to znaczy aż zacznie pisać, aż stanie się popularny i mając wzór innych młodych twórców z tego okresu, szuka dojścia do tego wszelkimi możliwymi ścieżkami, również radiowymi i medialnymi, szerzej mówiąc.
[42:52.72 → 43:07.84] C: To jest też ciekawe, że on, ale on też miał dużo szczęścia, bo jak sobie, nie wiem, przeczytamy wspólny pokój u Niłowskiego, to zobaczymy, że Inni młodzi pisarze dużo gorzej trafiali, on po prostu trafia, od razu ma dobrą pracę, dobre mieszkanie.
[43:09.10 → 43:10.44] D: Miał dobrego protektora.
[43:11.24 → 43:27.42] C: Tak, jego protektorem był Wilam Chorzyca, wybitny reżyser teatralny wtedy, także dyrektor teatrów, redaktor, no ale przede wszystkim też człowiek związany z obozem Piłsudczykowskim i mający dobre relacje z ówczesną władzą.
[43:29.11 → 44:13.11] A: Ale tak jak wspominaliśmy, Czechowicz należał do grona artystów, którzy uwierzyli, czy zrozumieli, że oto narodził się nowy język sztuki, czyli radio. Asiu, powiedz nam trochę o tej grupie audiocentryków, czy fonocentryków, o tych, którzy stwierdzili, że nie jest tak, że każdy utwór literacki nadaje się że dla radia trzeba pisać od początku, od nowa, że trzeba pisać dla wyobraźni. Czechowicz mówił o wyobraźni stwarzającej. Co to mogło znaczyć?
[44:13.89 → 45:02.11] B: Właśnie Czechowicz dla mnie, ja go tak postrzegam, Poete Radia i właśnie to pisanie od podstaw, to pisanie oryginalnych tekstów albo adaptowanie, ale z myślą o tym konkretnym medium. To wyczucie dźwiękowości, tutaj przepiękne interpretacje słyszymy i też Państwo to wyczuwają, rytm, muzyczność wiersza, fraza, To jest jedna rzecz, ta właśnie ta muzyka, ale sam głos tutaj miał bardzo duże znaczenie i ma nadal. I fonocentrycy czuli taki związek od zawsze, że tembr głosu, że głos komunikuje bardzo
[45:02.11 → 45:02.59] A: dużo,
[45:04.59 → 49:04.59] B: zdradza podstawowe rzeczy, takie socjologiczne jak wiek, wykształcenie, ale przede wszystkim i w tekstach artystycznych, w tych gatunkach radiowych artystycznych, to jest najważniejsze, komunikuje przede wszystkim emocje. Jeżeli mamy do czynienia z emocjami, to wtedy i więcej zapamiętujemy, więcej się uczymy, ale przede wszystkim dociera to do nas emocjonalnie, więc zapamiętujemy to, co słyszymy i potem to w nas gdzieś rezonuje, więc głos. Takim właśnie wielkim zwolennikiem fonocentryków był Antoni Bohdziewicz. Z tego, co ja pamiętam, to chyba Bohdziewicz był odtwórcą roli w słuchowisku Czechowicza. Chyba poema o mieście Lublinie. Właśnie on tam chyba tak grał główną rolę. I Czochowicz był poetą, był tym magiem radia, który właśnie na ten głos, na to połączenie takie emocjonalne, czyli komunikowanie pewne treści, pewne informacje, to z jednej strony, ale z drugiej strony musimy sobie uzmysłowić, ile ten głos dla nas znaczy. Tu w radiu, w słuchowiskach poetyckich, czy jakkolwiek byśmy je nazwali, aktorzy właśnie mówią bardzo blisko mikrofonu, więc słychać to przełykanie śliny choćby, czy jakieś zawieszenia głosu, czy niepewność, I taki słuchacz wyczulony, czy właśnie nastawiony na słuchanie, to wszystko wychwyci. I ta cała właśnie sfera wrażeń emocjonalnych stanie się także jego udziałem. Czechowicz, to padło już tutaj wielokrotnie, kochał słuchać świat. zanurzać się w audiosferę miasta, w audiosferę Lublina. Tak magicznie też padło to dzisiaj, ale gdzieś magicznie z tym radiem od początku był związany i też zmarł tragicznie, będąc pracownikiem właśnie redakcji. Literackiej Polskiego Radia, więc było mu do tego medium bardzo blisko, jakby czuł takie połączenie z tym medium i wszyscy fonocentrycy na to zwracali uwagę, ale mało tego, starali się też eksperymentować, czyli niekoniecznie tylko i wyłącznie teksty dramaturgiczne, które są oczywiście do radia jak najbardziej polecane i ta dramaturgia, gdzie wszystko rozgrywa się w dialogach, jest bardzo komunikatywna, taka jasna dla słuchacza. I to jest jeden z wyznaczników dobrego tekstu, to tak, ale właśnie cała ta sfera wrażeń dźwiękowych, pozamuzycznych, które komunikują szalenie dużo dla słuchacza. czyli granie, nie wiem, skrzypiącą podłogą, czy obcasami, chodzenie po schodach drewnianych, w Teatrze Polskiego Radia na przykład, jak Państwo kiedyś widzieli, teraz częściej jest ten teatr dostępny, to znaczy kulisy, powstawanie słuchowisk można w internecie, to są i schody drewniane, schody metalowe, tak żeby oddawać różną przestrzeń akustyczną. To też grano, z krzypiącą szafą, starano się, eksperymentowano i Czechowicz dla mnie, jeżeli chodzi o poetę radiowca, to jest takim człowiekiem, takim artystą poszukującym. On nie jest, moim zdaniem, dla niego nie jest taki tradycyjny. Gdybym go miała zastanawiać się potem, gdzie on pasował, to na przykład pasowałby pewnie do studia eksperymentalnego Eugeniusza Rudnika, bo szukał tego języka wyrazu, czyli jak tą materią radiową, dźwiękową dzisiaj byśmy też powiedzieli, żeby wyjść poza radio, opowiadać o świecie,
[49:06.41 → 49:06.69] A: czyli
[49:06.69 → 49:35.40] B: jak być na ten świat właśnie poprzez dźwięk wyczulony. To jest bardzo trudne wydaje mi się i trudne, bo trzeba mieć też jakieś przygotowanie, tak sądzę. Panowie profesorowie mówili o tym, że był pedagogiem i on sobie doskonale zdawał sprawę z tego, że do słuchania trzeba być przygotowanym, żeby właśnie nauczyć się słuchać tak jak uczymy się, Tak jak uczymy się czytać, tak jak dzieci uczą się czytać, tak więc to słuchanie, wyczulenie to jest bardzo ważne.
[49:35.74 → 50:57.31] A: Choć było to łatwiejsze kiedyś, bo nie było wszechwładzy i tyranii ekranów, prawda? No właśnie, ludzie na pewno głębiej słuchali świata. Asiu, a ja tu mam taki przykład i drodzy państwo, właśnie jego myślenia, jego zachwytu nad językiem radiowym, No właśnie, musiał się nim zachwycać, skoro miał potrzebę pisania tekstów teoretycznych, prawda? Jakby stawania w postronie tego języka. I on pisze tak, jeśli chodzi o pozagłosową dziedzinę radiofonii, sądzę, że prawdziwy dramat sprzętów wyśniony przez Marinettiego, dramat dziejący się w mieszkaniu, w którym rozsycha się szafa, skrzypią drzwi, brzęczy szklana serwantka z bibelotami. Jest przecież słuchowiskiem i tylko słuchowiskiem. Wystawianie czegoś podobnego na scenie po prostu nie miałoby sensu. Sądzę jednak, że istota rzeczy będzie uchwycona dopiero wówczas, gdy pisarze w Polsce zrozumieją, że kulturze naszej potrzebne są nowe typy utworów. liryki i narracje czysto radiowe, napisane dla radia z myślą o wykonaniu rzeczy w radio.
[50:57.65 → 53:14.46] B: No właśnie, to jest cała istota realizmu radiowego i tych możliwości myślenia. Ja sobie teraz, jak Kasiu czytałaś ten fragment, przypomniał mi się Przypomniała mi się taka historia z dwudziestolecia międzywojennego, już jakby poza Czachowiczem, ale pamiętam był taki słynny list, bo wtedy ta literatura, to radio było formą dystrybucji literatury i docierania pod strzechy. I pamiętam, że do Polskiego Radia przyszedł kiedyś list w XX wieku międzywojennym od nauczyciela Greki. Jednym z najbardziej znanych słuchowisk był utwór Sophoklesa. I właśnie ten nauczyciel Greki napisał, że dzięki tej wielokrotnej, bo to chyba 5 razy było emitowane, dzięki temu wieloemisji, on wreszcie zrozumiał Platona. Więc ta interpretacja, przesłany został list i róża dla Stefana Jaracza, który był odtwórcą. właśnie roli, to jest taka znana historia właśnie z dwudziestolecia, która właśnie pokazuje ile, że właśnie i to chcemy chyba podkreślić też dzisiaj, ile możliwości i jakie możliwości ma radio poza literaturą, że to nie jest tylko i wyłącznie przełożenie jeden do jednego, co Czochowicz udowadniał, bo jeżeli jego teksty pojawiały się w radiu, to były do tego radia, do tego medium dostosowywane, właśnie tutaj profesorowie też powiedzieli, przerabiane tak, żeby zabrzmiały dobrze w radiu i żeby ta cała sfera wrażeń pozasłownych, akustycznych także budowała przestrzeń świata, żeby wizualizowała się w naszej głowie. On chyba tak uważał, że radio i teatr wyobraźni, teatr dźwiękowy jest dla niego spełnieniem, jeżeli chodzi o artystę, bo realizował się i literacko, ale też mógł się realizować właśnie dźwiękowo, wykorzystując ten nowy na ówczesne czasy wynalazek.
[53:15.60 → 53:41.99] A: Poemat o mieście Lublinie. z wcześniejszych wierszy, ale dostosowany do emisji w radiu. Czy wiemy coś o genezie tego słuchowiska? Czy Czechowicz na przykład musiał przekonywać, żeby taką w cudzysłowie bajeczkę o rodzinnym mieście wyemitować na antenie?
[53:42.64 → 55:07.59] D: Czy ja chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do tego, co pani mówiła, bo wydaje mi się to niesłychanie ważne, dlatego że jest to historia tak naprawdę o narodzinach współczesnej wrażliwości, która w zasadzie do dziś obowiązuje z niewielkimi przesunięciami. Nowe media postawiły literatów w bardzo niewygodnej sytuacji, to znaczy oni się dość szybko, zwłaszcza ci bardziej rozgarnięci, połapali, że ogromny konkurent bądź Ktoś, kto może być sprzymierzeńcem się pojawia. Jeżeli chodzi o prasę, to od samego początku próbowali do niej pisać. Młodzi poeci bardzo często pracowali w latach dwudziestych w reklamie. Jeżeli pamiętamy lata dziewięćdziesiąte, to na kopiorajterów też zatrudniano często poetów, ze względu na umiejętności skojarzeniowe, ale problem jest też taki jak z radiem z filmem, to znaczy od początku lat dwudziestych trwa, a tam są ogromne pieniądze w przemyśle filmowym, prawda, trwa dyskusja o tym, jak w zasadzie przerabiać klasyków tak, aby ich się dało obejrzeć w kinie niemem na początku, później dźwiękowy, no bo kino nieme bardzo szybko też wypracowuje sobie coś, co no tak ex post nazwaliśmy językiem filmu, Chociaż nie
[55:07.59 → 55:09.80] A: może, nie mogło obyć się bez dźwięku.
[55:10.01 → 55:50.65] D: Musiał być akompaniament o komentarzach publiczności. Jest historia o tym, jak Witkacy z kolegami kiedyś wybrali się na seans niemy i zaczęli, powiedzielibyśmy dzisiaj, dubbingować bohaterów. Skończyło się to z Cysją. i wyprowadzeniem samozwańczych domingowiczów z sali kinowej. No ale właśnie to jest taki wątek, ja chciałbym to podkreślić, bo to jest bardzo ważne, o czym Pani mówiła, że no Czechowicz jest nie tylko świadkiem narodzin tego nowego modelu wyobraźni, wrażliwości, ale też no próbuje jakoś ją po swojemu definiować.
[55:52.13 → 59:59.06] C: Bardzo ciekawe to właśnie jest, że on to robi z takiej, zaczyna te poszukiwania właśnie z perspektywy Lublina. No to było absolutne wówczas, że tak powiem, absolutna prowincja pod tym względem. Rozgłośnia radiowa pierwsza to była w 44 roku i to z przyczyn politycznych, że tak powiem, tutaj umieszczona. Więc do radia było daleko i on to próbował na swój sposób zrozumieć i poema to mieście Lublin jest tego świadectwem. Po prostu, mówię, ta droga do emisji była dosyć długa, bo to trwało ponad dwa lata. To nie było tak, że zaraz się tym zachwycono i po prostu zostało to wyemitowane, bo jakiś poeta z Lublina napisał wiersz o swoim, czy poemat o swoim mieście. Natomiast rzeczywiście to jest ciekawe, bo jak się przeczyta ten, ten poemat został też umieszczony w takim cyklu. To był cykl, takie krajoznawcze, żeby było jeszcze ciekawiej. I Lublin tam się pojawił jako jedno z miast. I co jest też ważne, on jakoś został zauważony, to znaczy nie dość, że został powtórzony, co świadczy o pewnym sukcesie, to kilka ciepłych słów, nie tylko takich promocyjnych na temat tego poematu się ukazało w prasie. To co jest To jest ciekawe, bo Czechowicz jakby tak wpisał tą swoją poetycką wyobraźnię w to nowe medium, w tym poemacie. Jak przeczytamy go uważnie, to zobaczymy, że tam owszem dużo się dzieje wizualnie, ale równie dużo się dzieje w sferze tej audialnej i kto wie czy nie więcej. Próbował dostosować też taką, skomponować pewną fabułę, jakby wiedząc też, same wiersze poświęcone miastu, które niewiele osób znało, pewnie nie wywołają tego efektu, o który mu chodziło. I ten jego pierwszy krok jest taki zastanawiająco dojrzały, bo później, to jest ciekawe, jak się czyta te zachowane jego słuchowiska z późniejszych lat, już z czasów, kiedy pracował w radiu, Miał to medium na dotyk, miał okazję rozmawiać z praktykami radia. Miał okazję też już dużo słyszeć, prawda? Dużo, dużo. To widać jakby, jak szybko on to złapał. I to jest szczególnie ciekawe, jeśli porównujemy, bo są takie dwa teksty, które mają wersję teatralną i radiową. Zwłaszcza jedno słuchowisko, Puste Mieszkanie, Może nie tyle, to jest jako część tryptyku kwadrans poetycki jest właśnie, ma wersję radiową i jest też wydrukowana wersja, została wydrukowana wersja teatralna. I on widać jak to, tam właśnie między innymi zaczął szuk, poszukiwania, bo tam w tej wersji radiowej właśnie zaczynają rozmawiać ze sobą głosy, sprzęty, bo to jest też, to co, to jest ciekawe, bo Czechowicz dosyć szybko odkrył, że w radiu można pokazać to, czego się, że tak powiem, w teatrze żaden sposób nie da ukazać. I na przykład w innej, w innym jego tekście obraz, to jest z sztuka, którego akcja, której akcja się toczy w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą i tam w tle słychać odgłosy nocy świętojańskiej. W wersji teatralnej jest cień śmierci, który chodzi tam i przesuwa. W teatrze cienia śmierci się nie da zrobić, w radiu cienia śmierci nie da się zrobić, ale Tam to zostało ukazane w inny sposób, jakby ta tajemnica, której próbuje dotknąć, została na tyle sugestywnie pokazana, że podobno, jak wspomniał Czechowicz właśnie w jednym ze swoich listów, rozpływał się nad tym słuchowiskiem sam Leon Schiller.
[01:00:00.24 → 01:00:05.50] A: On sam też był bardzo zadowolony, pisze o tym w jednym ze swoich esejów.
[01:00:06.22 → 01:01:01.09] C: Właśnie ten szkic po słuchowisku, z którego ten pochodzi, ten fragment, On jest szalenie ciekawy, bo Czechowicz w specyficzny sposób słuchanie zaprojektował. On poszedł do kawiarni, nie słuchał tego w domu indywidualnie, tylko poszedł do kawiarni, gdzie wiedział, że będzie nastawiony akurat ten program i wysłuchał i tam zapisał właśnie dwie myśli. Jedno to, co było cytowane, a drugie skoresponduje z tym, o czym mówiła przed chwilą pani doktor, to znaczy o tym humanizmie radiowym. To znaczy, Czechowicz tam pisze, że w radiu wiemy, że zawsze mówi człowiek. To jest jedna rzecz, czyli to, że nie da się oszukać. A druga rzecz to to, że w radiu widzimy zawsze pewien byt idealny. To znaczy, jak ktoś mówi chata czy dom, to widzimy taki dom, który jest jakby odpowiednikiem naszego wyobrażenia domu. Żadne inne medium tego nie da.
[01:01:02.87 → 01:01:05.33] D: Ten wątek platoński, tak? Ciąg dalszy.
[01:01:06.31 → 01:01:28.99] A: Tak. Wróćmy na chwilę do poematu o mieście Lublinie. Drodzy Państwo, dla Was zadanie. Zastanówcie się, czy jest to utwór bardziej przemawiający do właśnie wrażeń wzrokowych czy słuchowych. Witku, zapraszam Ciebie. Masz też dla Państwa pewną propozycję.
[01:01:31.91 → 01:03:51.32] E: Tak, drodzy Państwo, Kasia Gospodyni zgodziła się, żebym Państwa poprosił i teraz proszę Państwa o zgodę, żebyście wzięli udział w takim eksperymencie dźwiękowym związanym z fragmentem poematu o mieście Lublinie. Wyobraźmy sobie, że tańczymy tango, czyli wybijamy rytm. Myślę, że fotele w Teatrze Starym zostały specjalnie tak stworzone, żeby było oparcie, nie tylko po to, żeby oprzeć dłonie, ale też, żeby uderzać w oparcie dłońmi. Umówmy się, że uderzamy w tempie raz, dwa, trzy, cztery. Bardzo Państwa proszę. Raz, dwa. Niezbyt mocno, żebyście Państwo jeszcze mogli usłyszeć tekst poematu o mieście Lublinie. Oto wiersz. Niebo odmienia się choć wieczór nieścichł, wiatr jeszcze szepce nim uśnie. Niebo fioletem szeleści, wiatr już nie wiatr, uśmiech. Z ulicy dominikańskiej śpiew chóru dziewczęta chwalą Marię. Z archidia końskiej do wtóru Samotnych skrzypiec arie Domów muzyczne milczenie Złączone z tęczy łukiem Na czoło kościoła promieniem Opada jak pukiel A teraz ktoś ciszę napiął, bije w nią pięścią zespiżu. Dzwon wieczorny mocą metalu kapiąc zaczyna grać pod kościelnym krzyżem. Raz i dwa i trzy.
[01:04:02.22 → 01:04:31.95] A: Zatańczyliśmy poemat o mieście Lublinie. Fantastycznie, bardzo dziękujemy Witku, dziękujemy Państwu, ale jeszcze właśnie powiedzmy, znaczy to jest moja tęsknota, nie tylko moja, bo wielki miłośnik i propagator Czechowicza Tomasz Pietrasiewicz wiem, że też ma takie od wielu lat pragnienie, chciałby usłyszeć głos Czechowicza. Nie zachowało się nagranie głosu. Gzewa Czechowicza.
[01:04:31.97 → 01:05:44.21] C: Nie zachowało się i pewnie byśmy się rozczarowali. Jak pracowałem jeszcze w Muzeum Czechowicza, nie, jeszcze wcześniej nawet, kiedyś na jednym ze spotkań poświęconym Czechowiczowi, przyszła pani i mówi, a ja byłam na spotkaniu z Czechowiczem w 1939 roku. Rzeczywiście tutaj było wtedy, w czerwcu były organizowane Dni Dublina i był taki cykl spotkań literackich, w tym również z Czechowiczem i mówi, proszę pana, ja strasznie byłem rozczarowana. On miał wadę wymowy. I rzeczywiście, co mu nie przeszkadzało pracować w radiu i mówić do mikrofonu, kilka tych jego, dwa bodajże jego wywiady, znaczy jeden wywiad nawet został spisany i można przeczytać, o czym mówił. Natomiast usłyszeć, usłyszeć niestety najprawdopodobniej nie usłyszymy, chyba że jakiś cud by się zdarzył i gdzieś ktoś Te archiwa, które zostały zniszczone w czasie drugiej wojny, jakiś fragment odnalazł, ale też nie mam pewności, żebyśmy rozpoznali jego głos, chyba żeby przedstawił się.
[01:05:44.37 → 01:05:51.65] A: A czy wiadomo, czy był to głos wysoki, niski, szorstki, miękki?
[01:05:52.25 → 01:06:50.67] C: Takich szczegółów nie kojarzę. Wiem tylko właśnie o tym, co mówiła owa pani. o tej wadzie wymowy, ale on dosyć często czytał swoje wiersze. I co jest też ciekawe, czasami nawet miał taki epizod, że współpracował z jednym z warszawskich kabaretów. Także to też jest przykład tego, o czym mówił Aleksander, że ówcześnie on był jednym z tych, którzy zrozumieli, że współczesny artysta już nie może tylko być takim wieszczem siedzącym gdzieś, że tak powiem, przy lampie i przelewającym wzniosłe myśli na papier, tylko musi też do tego swojego odbiorcy wychodzić i wychodził nie tylko przez radio, chociaż to była jego główna, główne mam wrażenie, kanał dotarcia do swojego czytelnika, odbiorcy, zwłaszcza pod koniec życia.
[01:06:52.59 → 01:07:53.91] B: Tak mi się teraz przypomniało, że właśnie Na początku jak pisarze pisali, nie wiem, Voltaire, Dideron, to pisali dla małej grupy znajomych, ludzi o podobnym wykształceniu, o podobnym sposobie myślenia. I ta dystrybucja literatury była taka zupełnie zamknięta. I teraz mi się skojarzyło, że właśnie radio umożliwiło, że nagle poezje, wiersze, takie utwory pracatorskie docierały do ludzi z bardzo różnych sfer, z bardzo różnym wykształceniem. I to też w jakiś ten sposób powodowało taki rozwój społeczeństwa. Myślę tutaj o tej zmianie sposobu komunikacji w ogóle. I jak to bardzo wpłynęło także potem właśnie na docieranie tej poezji do ludzi, słuchanie. No właśnie, więc to taka moja refleksja, że to jest taka bardzo Bardzo duża wtedy zmiana nastąpiła, chociaż pamiętajmy, że sam
[01:07:53.91 → 01:08:08.27] A: odbiornik radiowy był sprzętem bardzo ekskluzywnym. i raczej właśnie, i to też było bardzo piękne, że gromadzono się w mieszkaniach, aby wspólnie posłuchać radia.
[01:08:08.51 → 01:08:51.23] C: Z tym, że też były te odbiorniki słuchawkowe, to też znam ze wspomnień, że to też jest ciekawe, że początki radia, z jednej strony to jest to wspólne słuchanie, tak, przy takich droższych odbiornikach, ale jednocześnie bardzo często na wsiach, co bogatsi, albo co bardziej światli gospodarze, kupowali sobie takie odbiorniki słuchawkowe i słuchali, sam znam parę osób, które opowiadały o tym, jak ich rodzice, na przykład dziadek, ojciec, zasiadał do słuchania radia wieczorem i to wtedy, to jest ten inny wymiar, ten, który nam dzisiaj jest bliższy, tak, kiedy my dosyć często słuchamy właśnie radia i podcastów, tak, zupełnie sami ze sobą.
[01:08:51.73 → 01:09:13.48] B: Tak, ta intymność, prawda? medium, który przemawia tylko, mówi tylko do mnie, przemawia do milionów, ale mówi tylko do mnie. Mamy takie poczucie bliskości z tym głosem, który mówi. I myślę, że Czochowicz też to gdzieś podskórnie czuł i potem w tych swoich utworach w poezji także nam przenosił.
[01:09:15.20 → 01:09:45.41] A: No właśnie, czasami zastanawiam się, Asiu, z tobą, z naszymi znajomymi z radia, Co by było, gdyby nie było wojny, gdyby telewizja, wynalazek telewizji pojawił się trochę później? Ja myślę, że słuchowisko czy dokument radiowy jednak nie byłby takim niszowym gatunkiem, jak to jest dzisiaj, że zabrakło nam, brakuje nam tej ciągłości, prawda?
[01:09:45.95 → 01:13:00.84] B: Brakuje, ale też brakuje edukacji. brakuje osłuchania, tak sądzę i mamy, mamy dowody, mamy różnego rodzaju badania. Też Fundacja Audionomia zajmuje się edukacją dźwiękową, więc po rozmowach z nauczycielami, konsultacjach jest ta luka niewypełniona, czyli nie nauczyliśmy młodego pokolenia słuchać, to znaczy słuchać z uważnością, bo to nie chodzi o o takie słuchanie ogólne, tylko chodzi o to słuchanie głębokie. Regiewicz też takie piękne klasyfikacje słuchania podaje i po prostu tego brakuje, więc jest do wykonania chyba taka praca u podstaw. Ale sądzę, że Słuchanie ma ogromną siłę, właśnie taką jednoczącą. Tutaj pan profesor też wspomniał o tym i też, Kasiu, mówiłaś o tym, że ludzie na wsiach czy w mieszkaniach, ci bogaci, którzy mieli radioodbiorniki, że sąsiedzi, całe rodziny się gromadziły albo sąsiedzi się gromadzili i czekali na dany program, czekali na audycję, słuchali wspólnie. Czyli od początku słuchanie ma moc jednoczącą, wspólnotę. ma fundament, oparty właśnie jest na fundamencie budowania, wznoszenia czegoś i to ma oczywiście ogromną siłę, tylko trochę brakuje opracowań badawczych, trochę brakuje edukacji, nie ma przestrzeni za bardzo w szkołach, w przedszkolach na właśnie to takie obcowanie, na odcięcie wrażeń wzrokowych i na oddanie się tylko słuchaniu. tylko i wyłącznie i wyobrażaniu sobie tego. Ja tylko wspomnę jeszcze tak na marginesie, bo też nie chcę tutaj zabierać czasu, ale ostatni festiwal, dwa teatry w Sopocie. Teatr Polskiego Radia i Polskie Radio wymyśliło takie fantastyczne rozwiązanie, że słuchane słuchowiska były w totalnie zaciemnionej sali kinowej i mało tego, przygotowane zostały opaski na oczy, które powodowały, że można było w ogóle zamknąć oczy i totalnie odciąć się od tych wrażeń wzrokowych, które trochę rozpraszają. trochę nam przeszkadzają, trochę są zbyt dosłowne i oddać się tym wrażeniom dźwiękowym, historiom interpretowanym przez aktorów, często komponowaną oddzielnie muzyką. Więc to było na pewno fantastyczne doświadczenie, które otwiera umysły, które otwiera właśnie, nie zamyka do jakiejś przestrzeni, do jakiegoś obrazu, który jest nam dany, ale właśnie idzie w głąb i pokazuje coś więcej. Także myślę, że wzbudza refleksję, powoduje zastanowienie. To są takie cechy, takie atrybuty, których myślę, że żadne inne medium nie ma i trochę jest to może niedocenione i niezrozumiałe. Dlatego właśnie bitwa, Kasiu, to się bijemy o dźwięk, próbujemy mówić, że jest to coś, co nam bardzo dużo może dać, nam jako ludziom.
[01:13:00.98 → 01:13:03.86] A: Zachęcamy Państwa do słuchania w ciemności.
[01:13:04.98 → 01:14:25.15] C: Tak, bo myślę, że słuchaniem nie jest tak źle ostatnio. To znaczy ja teraz sobie, jak wielu młodych ludzi, słucha dużo. I to nie jest tylko muzyka, to są też podcasty. Ja myślę, że jeśli czegoś brakuje, to te obecne podcasty, no im brakuje trochę takiego wyrafinowania, trochę tego artystycznego elementu, że nawet jeśli przygotowywane jest jakieś słuchowisko, dajmy na to, to ono korzysta tylko z tych najprostszych środków, po prostu są czytane teksty, czy mówione, grane, natomiast brakuje efektów radiowych, Radio nie rozwija w tej formie podcastów tych wszystkich swoich możliwości, które ma, ale to jest też coś fascynującego, że pewnie gdyby nam ktoś 20 lat temu powiedział, że będziemy mówić o radiu i że to radio znajdzie sobie nowe życie w postaci owych podcastów, Nie mamy chyba póki co polskiego odpowiednika, chociaż może powinniśmy sobie wymyślić, bo akurat mamy piękne, sama kategoria słuchowiska, ja nie wiem, czy jest w innym języku, takie określenie, czy teatr wyobraźni jest w ogóle genialnym sformułowaniem.
[01:14:25.97 → 01:14:26.77] B: Takim szyldem.
[01:14:28.07 → 01:14:28.31] A: Marka.
[01:14:28.47 → 01:14:47.69] C: Tak, marka, który kompletnie pokazuje sedno, a jednocześnie dopiero w drugim kroku wiemy, że to chodzi o teatr audialny. Więc do podcastu też trzeba by wymyślić dobre słowo, ale rzeczywiście mam nadzieję, że ta ilość podcastów zacznie przychodzić też w jakość.
[01:14:49.55 → 01:15:41.75] A: Drodzy Państwo, na zakończenie proponuję, abyśmy posłuchali wiersza z ostatniego tomu Czechowicza, czyli z nuty człowieczej. Właśnie ta nuta człowiecza, znowu muzyczne określenie, Ja myślę, że Czechowicz wierzył w coś takiego jak prawda dźwięku. Obraz naprawdę jest łatwiej zafałszować i łatwiej jest manipulować obrazem, natomiast dźwięk bardzo trudno, nie mówię tutaj o fałszowaniu podczas śpiewania, ale bardzo trudno jest zniekształcić i dźwięk ma ten potencjał przekazywania nam prawdy, ponieważ wydobywa się, jeśli chodzi o głos, wydobywa się z naszego wnętrza, jest taką furtką do wnętrza człowieka, najprawdziwszą.
[01:15:42.79 → 01:16:34.90] E: Jesienią. W oknie chmur plamy deszczowa sieć. Ogród to rdzawość, czerwień i śnieć. W kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach niebo kuliste błyska i pryska. Słucham szelestów, jesienny gość, Mało wód szmeru, szumu niedość. Czujnie czatuję rankiem przy oknie, gdy kwiat opada w kałużę ogniem. Może usłyszę któregoś dnia nutę człowieczą z samego dna. Nutę, co dzwoni mocno i ostro, a niebo całe dźwiga jak sosrom.
[01:16:43.02 → 01:17:20.40] A: Zanim się pożegnamy, drodzy Państwo, bardzo proszę Państwa o podzielenie się myślami, refleksjami. Wierzę, że większość z nas kocha radio, kocha dźwięk, kocha opowieść dźwiękową właśnie wypowiedzianą przez głos. Zapraszam serdecznie. Czy znaliście Takie właśnie oblicze Czechowicza. Jest tutaj pani w drugim rzędzie.
[01:17:23.46 → 01:17:26.46] C: Dziękuję
[01:17:30.06 → 01:17:30.40] E: bardzo.
[01:17:31.02 → 01:18:43.44] F: Ja chciałam powiedzieć, że należą się wszystkim Państwu wielkie podziękowania za takie spotkanie i za przedstawienie nam twórczości Czechowicza od tej strony. Dla mnie to jest nowe odkrycie. Wszyscy my mieszkańcy Lublina mamy jakąś swoją wiedzę na temat poety. Odwiedzamy muzeum, słuchamy wykładów panów profesorów. Czytam oczywiście Teatr NN ze swoimi wydawnictwami, również należą się ogromne podziękowania. i wszystkie te działania, które są w mieście, niedawny spektakl w reżyserii Wita Michałowskiego, to wszystko sprawia, że nasza wiedza i bardzo dobrze o naszym wspaniałym twórcy ciągle się powiększa. Ale dzisiaj było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, chociaż w ogóle kocham radio i słucham audycji radiowych częściej niż włączam telewizor, to tu włączam odbiornik radiowy, ale nigdy nie myślałam o Czechowiczu w ten sposób. i należą się Państwu ogromne podziękowania za to, bo jesteśmy bogatsi o takie nowe doświadczenie. Także bardzo dziękuję.
[01:18:44.51 → 01:18:47.78] A: Dziękujemy. Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi.
[01:18:49.85 → 01:19:01.45] G: Ja chcę powiedzieć, że nie musimy jechać do Gdyni, żeby słuchać w ciemności. bo w Lublinie też odbywają się takie rzeczy, dzieją się takie rzeczy.
[01:19:01.49 → 01:19:03.01] B: I wiem, że jutro jest takie spotkanie.
[01:19:03.01 → 01:20:07.19] G: Tak, były już dwa takie spotkania, jutro jest kolejne z panią redaktor Katarzyną Michalak. I jest to doświadczenie naprawdę niesamowite, bo my często włączamy radio jako tło dźwiękowe. Coś tam robimy w kuchni, nie wiem, przygotujemy obiad, sprzątamy, czytamy, a radio gdzieś tam w tle gra. To jest zupełnie co innego słuchanie takie. Wchodzimy do pomieszczenia, gasnie światło. Od strony podwórka, więc nie słychać szumu ulicy w starej kamienicy. Nie dochodzą żadne dźwięki poza dźwiękiem tego reportażu. Jeden reportaż był o Tekli Bądarzewskiej, nieznanej prawie w Polsce, a w Japonii bardzo cenionej, a drugi o Michale Hochmanie, ten, który tego słynnego Konika na biegunach śpiewał, a miał długi epizod związany z Lublinem. A później jest rozmowa z autorką, tak się zdarzyło, że to dwie państwa, z autorką reportażu, więc polecam i nie musimy do Gdyni jechać.
[01:20:09.01 → 01:20:14.21] A: Dziękuję bardzo. Zachęcam państwa.
[01:20:18.67 → 01:20:36.11] H: Ja bym chciała zapytać, może to jest banalne albo wszyscy wiedzą, znają odpowiedź, mianowicie chciałabym zapytać, do jakich artystów, poetów polskich odnosił się, odwoływał się Czechowicz i których cenił najbardziej, jeśli można i w jaki sposób?
[01:20:37.73 → 01:21:35.72] D: Była mowa o ciszy, a cisza jest takim znakiem rozpoznawczym poezji Cypriana Kamila Norwida, który był dla Czechowicza bardzo ważnym twórcą, pisał wiersze inspirowane jego tekstami, nawiązywał do jego biografii. To jeżeli chodzi o klasykę, choć oczywiście klasyków było więcej, natomiast z tych bardziej współczesnych, Guillaume Apollinaire przede wszystkim, to w zasadzie jemu, tak mówiąc z pewnym skrótem myślowym, zawdzięczamy Czechowicza, bo Czechowicz pisał inaczej na początku, a kiedy zetknął się z tłumaczewniami Apollinera, bodajże Pióra Ważyka przede wszystkim, to nagle jego poezja wskakuje na zupełnie nowe tory, czy w zasadzie na nową orbitę i to jest już inny Czechowicz, więc to są dwa takie nazwiska, o których należy pamiętać, ale było ich oczywiście więcej.
[01:21:35.84 → 01:23:28.05] C: Czy ja bym dodał jeszcze dwa nazwiska? Rzadziej słabiej opracowane są te relacje, ale wydaje mi się szalenie ważne. Pierwsze to Juliusz Słowacki, na pewno bardziej niż Mickiewicz, jeśli chodzi o romantyków, poza Norwidem oczywiście. Bardzo ważnym autorem także był dla niego Stanisław Wyspiański. Wyspiański w ogóle jest pierwszym polskim artystą w pełni multimedialnym. Myślę, że Wyspiański gdyby dożył radia, to naprawdę otworzyłby nam kilka takich obszarów, w których sobie nawet nie zdajemy sprawy. I gdzieś Trzechowisz to wyczuwał. Także to z tych takich... No i jeszcze jeden autor z klasy wielkich polskich romantyków, to chodził w plecaku ponoć, jako młody chłopak, miał Irydiona Krasińskiego. I jeszcze z twórców, że tak powiem, spoza Polski, to drugi autor, trochę tak dorzucony, no to był Fryderyk Nietzsche. To są gdzieś tacy akuszerze z kolei jego jakiegoś takiego światopoglądu, można powiedzieć. Krasiński i Nietzsche, dosyć oryginalne połączenie, ale się spotykają gdzieś w jego wyobraźni. Natomiast rzeczywiście to jest tak jak tych dwóch autorów, jeśli chodzi o jego myślenie o poezji, to z całą pewnością właśnie Apollinera. Myślę, że on Norwida później trochę odkrył, ale to była jego najważniejsza...
[01:23:28.05 → 01:23:28.73] D: Bardziej dojrzała miłość.
[01:23:29.86 → 01:23:30.46] A: Dziękuję bardzo.
[01:23:30.58 → 01:24:15.51] H: Jeszcze jedno króciutkie. Właściwie taka refleksja smutna i też może pytanie, jak to się dzieje, że Czechowicz jest nieznany w naszym kraju? Bo ja rozumiem, przyjeżdżają, jestem przewodnikiem turystycznym i bardzo chętnie wspominam o Czechowiczu, ale spotykam się z totalną niewiedzą. Właściwie dwukrotnie w ciągu wielu lat spotkałam się z osobami, które wiedzą kto to jest. I to dla mnie jest bardzo smutne, bo ja rozumiem, że w szkole się o nim nie uczy i tak dalej, ale dlaczego tak się stało? Nie żył tak długo, ale też nie tak krótko. Tym bardziej, że pisał także wiersze dla dzieci, które są urocze i które można czytać wszędzie i zawsze. Więc ja tego nie pojmuję i też jest mi smutno z tego powodu.
[01:24:15.59 → 01:25:04.35] C: Myślę, że my w Lublinie staramy się robić, co możemy, Być może to powoli się przebija, wydaje mi się na powrót. Powoli. Pewnie by się przydało trochę więcej działań. Ja tylko powiem, ten spektakl, o którym pani wspomniała, Czechowicz 22, zaczyna się od fryzjera. Wiele osób na widowni pytało, a dlaczego fryzjera? Więc nawet w Lublinie to nie jest tak z tym dobrze. a szkoda, bo to jest w pewnych takich przynajmniej kluczowych momentach, to jest biografia i postać na tyle interesująca, że no gdzieś się powinno to przebić. No cóż, będziemy próbować coś robić.
[01:25:04.61 → 01:25:47.44] D: Ale ja może tak z innej perspektywy trochę odpowiem na to pytanie. To jest perspektywa bardziej optymistyczna, dlatego że Czechowicz jest czytany przez poetów, Mamy w muzeum taki cykl, który możecie Państwo u nas w mediach społecznościowych obejrzeć. Jest nas 22, gdzie zapraszamy poetów, żeby wybrali wiersz Czechowicza, przeczytali go i skomentowali. I nagle okazuje się, że większość poetów miała krótszy lub dłuższy epizod fascynacji Czechowiczem. Czyli mi się wydaje, że oczywiście pod strzechy nie trafił, ale tam, gdzie trzeba, kolejnej generacji poetów wciąż trafia bardzo dobrze.
[01:25:48.06 → 01:26:45.69] C: To jest też, tak, to jest bardzo ciekawe to, co Aleksander powiedział, bo jeszcze kilka lat temu, to ja słyszałem od młodych poetów, że Czechowicz to nie, nie, nie, nie, bo to jakby gdzieś, że ta poetyka się zestarzała, czechowiczowska czy czechowiczowski styl i język pisania. Ja się coraz częściej spotykam na przykład z takim sformułowaniem i to wcale nie, nie, nie, nie, nie rzadkie. Na razie wśród specjalistów, że gdyby ktoś miał wymienić najważniejszego, największego polskiego poetę XX wieku, to byłby Józef Czechowicz. Że na przykład, jeśli chodzi o właśnie te umiejętności językowe, to w zasadzie porównywalnie oryginalny i porównywalnie ciekawy jest Leśmian. Mam nadzieję, że to trafi pod strzechy. ta opinia zacznie trafiać pod strzechy i że to spowoduje jakiś renesans zainteresowania Czechowiczem.
[01:26:46.03 → 01:26:54.68] B: Może ta łatka taka przylgnęła prowincjonalnego poety, nie wiem, może to też powodowało, że... Tak, to jest... A to jest oczywiście stereotypowe, prawda?
[01:26:54.68 → 01:29:47.26] C: Właśnie rozmawiałem ostatnio z jednym naprawdę z lepszych, z takich bardziej wybitnych literaturoznawców, którzy może nie interesował się bezpośrednio Czechowiczem, ale literaturą XX wieku już tak. To też była rozmowa właśnie po spektaklu i on mówił, ale posłuchaj, ja nie kojarzyłem, że Czechowicz to coś więcej niż właśnie ten Lenartowicz. Tu kolega Miłosz, przyjaciel z radia, mu zrobił taką przysługę, że powiedział, że on tam parę razy wrzucił takie określenie, że tak jak Lenartowicz. To jak spojrzymy miejsce Lenartowicza w literaturze na mapie literatury polskiej XIX wieku, no ja szczerze mówiąc, wydaje mi się, że Czechowicz, jeśli patrząc na XX wiek, to jest coś więcej niż Lenartowicz, przy całym szacunku dla Lenartowicza, ale to jest jakby opowiedzenie Czechowicza, bo to oczywiście wybitny poeta, którym ten związek jego z prowincją, ze wsią jest czymś oczywistym. ale jednocześnie to jest także autor, który większą część swojego życia spędził, twórczego życia spędził w Warszawie, był poetą na wskroś nowoczesnym. Właśnie to, o czym mówił tutaj Aleksander, był jednym, też miał niezwykłą intuicję tych nowych mediów w ogóle, jeśli chodzi o radio, kino. właśnie starsze medio jakim jest teatr mniej pewnie rozumiał, ale nad czym ubolewam, ale do tego miał naprawdę duże wyczucie i pokazanie go jako właśnie poety nowoczesnego, nie takiego, który siedzi zasłuchany gdzieś tam, prawda, nad studnią i słucha krowy, które idą, że tak powiem, schodzą z pola, tylko właśnie takiego, który dużo więcej wyczuwa, dużo więcej rozumie i jest też takim trochę... To jest też twórca, który bardzo dobrze lęk współczesnego, nowoczesnego człowieka opisał. Raczej bym go szukał, zestawiał go na przykład z takimi twórcami jak... To jest też jeszcze taka jedna anegdota, tylko jest trochę radiowa, przepraszam. Jak pracowałem jeszcze w muzeum w pewien poniedziałkowy poranek, deszczowy pamiętam, Zastukał do mnie ktoś. Byłem sam wtedy w muzeum. Często tak jest w poniedziałki, prawda, Aleksander, że jest tylko kierownik i nikt inny. Tak akurat wtedy było. Zszedłem na dół. Pan po angielsku zapytał, dzień dobry, chciałem obejrzeć muzeum. Ja go przeprosiłem, mówię, że jest zamknięte, ale tak się zmarcił, że go wpuściłem. Wszedłem z nim na górę. Okazało się, że to był profesor Sean Street z Uniwersytetu, znaczy on współpracował z Radiem BBC w Manchesterze.
[01:29:47.69 → 01:29:49.30] A: Tworzył też dokumentalistę.
[01:29:49.30 → 01:30:36.67] C: Tak, tworzył i dokumentalista i ja mu opowiedziałem o Czechowiczu, pozwoliłem mu zadzwonić dzwoneczkiem, on to nagrał i potem po kilku miesiącach przysłał książkę, książkę, w której właśnie od dzwoneczka Józefa Czechowicza zaczyna swoją refleksję nad radiem, nad poezją w radiu, nad językiem radia. znaczy jakby takim poetycką stroną sztuki radiowej. I on tam na przykład zestawił poemat o mieście Lublinie z jednym z otworów Dylana Thomasa. Czechowicz tłumaczył Eliota i Joyce'a. To jest też jego kontekst dla niego, nie tylko Lenartowicz i... Radoczesław Miłosz tak powiedział.
[01:30:37.04 → 01:30:40.14] A: Potem się zreflektował chyba.
[01:30:40.72 → 01:30:42.12] C: Tak, on się reflektował.
[01:30:42.82 → 01:31:21.10] D: Kolega się tak bardzo zirytował tym Lenartowiczem, który w gruncie rzeczy był świetnym poetą i mam nadzieję, że państwo nie wyjdziecie stąd z takim przekonaniem, żeby nie czytać Lenartowicza. Natomiast my mamy naprawdę kapitalnych poetów, Głos Czechowicza w drugiej połowie XX wieku przestał być słyszany, natomiast tworzyli, rozwijali się poeci, którzy w gruncie rzeczy naszą lirykę na kilka dekad zdefiniowali, więc Miłosz jednak, wspomniany Różewicz.
[01:31:21.14 → 01:31:33.86] C: Ale jako poeta Czechowicz był jednak, jako poeta w sensie, nie jako intelektualista i myśliciel, ale jako poeta, to jednak Czechowicz miał większy, że tak powiem, Talent i dar Boże.
[01:31:34.12 → 01:31:40.34] D: Ja bym tu koncyliacyjnie powiedział, że mieli różne rejestry liryczne.
[01:31:40.88 → 01:32:06.25] C: Wspomniałeś o Różewiczu, ale Zbigniew Herbert, jak przyjechał do Lublina, jest to nagranie, jest to nagranie, można to odsłuchać. Jak ktoś chce, może Aleksander udostępni. Zbigniew Herbert rozpoczął to spotkanie w następujący sposób, w 1974 roku, 13 grudnia, datę dzienną łatwo zapamiętać, ale z innych powodów, i on powiedział, Dzień dobry, witam państwa w Muzeum Józefa Czechowicza, którego wielbię.
[01:32:08.21 → 01:32:11.17] D: Tak, no Herbert wiedział, jak zjadać sobie publiczność.
[01:32:12.97 → 01:32:30.53] C: Ale autentycznie, jeśli na przykład porównamy, wystarczy porównać wiersz, przesłanie Pana Cogito, finał wiersza, przesłanie Pana Cogito i wiersza Żal Józefa Czechowicza. I zobaczmy, to bądź wierny, idź i idź, że idź dalej, tak, u Czechowicza.
[01:32:31.06 → 01:34:08.31] D: No ale tam trochę gdzie indziej, czyli w ciemność bardziej. To przesłanie pana Kogito, to my się tak spieramy po koleżeńsku, żebyście państwo nie mieli wrażenia, my się przyjaźnimy bardzo dobrze i to jest raczej którość tysięczna odsłona tej samej dyskusji, że rzeczywiście Czechowicz jest jednak podszyty taką mroczną, katastroficzną tonacją, z której już ja tak zgrabnie może tą dygresję domknę. próbuje się pod koniec życia wydobyć, z jednej strony tam pulsuje taki pesymistyczny obraz świata w jego wierszach, co było słychać w tym tekście odczytanym na samym końcu, a z drugiej strony mówi o humanizmie radiowym na przykład, prawda, o takiej formule wiary w ludzkość w epoce i dodajmy jeszcze jedną ważną rzecz, bo tu nie powiedzieliśmy, że nie ma bardziej wtedy potężnego narzędzia propagandy, i kłamstwa niż słowo jednak, prawda? Sowieci i naziści też z kinem wtedy eksperymentują, ale to nie jest ta skala oddziaływania, więc jakby ten taki rozpaczliwy gest poety, który dożywa, ma wtedy wrażenie, że dochodzi do pełni sił twórczych, a jednocześnie no właśnie usiłuje w jakiś sposób pogodzić tą pesymistyczną perspektywę z wiarą w człowieka. Myślę, że to jest taka mocna antynomia, która definiuje Czechowicza pod koniec jego twórczości.
[01:34:08.41 → 01:34:27.22] C: Ta nuta człowiecza to trzeba słyszeć w kontekście krzyków Goebbelsa czy przemów Stalina. To tak trochę poważnie kończąc. I to rzeczywiście jest, i to jest także coś, co wydaje mi się warto przypominać przy okazji Czechowicza.
[01:34:27.24 → 01:34:30.30] D: Także jak Państwo widzicie, często się też zgadzamy z kolegą.
[01:34:31.70 → 01:34:33.66] C: Pewnie częściej niż się różnimy.
[01:34:34.92 → 01:34:42.38] A: Drodzy Państwo, słuchajmy nut człowieczych, słuchajmy siebie, słuchajmy świata, na pewno wtedy będziemy lepszymi ludźmi.
[01:34:42.38 → 01:35:15.21] D: Ja jeszcze chciałbym o jednej rzeczy powiedzieć, bo powinienem był powiedzieć to na początku, kiedy mówiliśmy o czy pedagogu. Dzisiaj jest Dzień Nauczyciela, więc wszystkim nauczycielom albo tym, którzy znają nauczycieli, proszę też o przekazanie naszych serdecznych podziękowań za tą ciężką pracę, o której nie tylko nasz patron mówię o muzeum, ale też poeta, o którym dzisiaj mówimy, miał bardzo dobrą wiedzę z pierwszej ręki. Serdeczne podziękowania.
[01:35:15.23 → 01:36:17.75] A: I dla Państwa najserdeczniejsze życzenia, bo wszyscy nauczacie przecież. Wszystkiego najlepszego, drodzy Państwo. Naszymi gośćmi byli dr Joanna Bachura-Wojtasik, prof. Jarosław Cymerman i prof. Aleksander Wójtowicz. Bardzo dziękujemy. Dziękujemy również paniom Ewelinie Lachowskiej i Marcie Stępniak za tłumaczenie naszego spotkania na polski język migowy. Za tydzień zapraszamy na bitwę o kulturę. poświęconą relacji kina i architektury. Gośćmi Kai Klimek będą Adriana Prodeus i Jakub Szczęsny. Katarzyna Michalak, dziękuję Państwu serdecznie. Och Boże, no pewnie. Witek Dąbrowski przepięknie i w zupełnie nowy, nowatorski sposób czytał dla nas poezję Józefa Czechowicza. Wielkie brawa. Schował się w cieniu. Dziękuję Państwu. Dziękujemy pięknie.

Bitwa o kulturę (Bitwa o dźwięk). Ucho poety. Dlaczego Czechowicz zakochał się w radiu? Jarosław Cymerman, Aleksander Wójtowicz, Joanna Bachura-Wojtasik

Sto lat temu narodziła się polska radiofonia. Nowe medium niemal natychmiast zafascynowało artystów słowa. I to nie tylko dlatego, że ich utwory mogły zabrzmieć w eterze i tym samym trafić błyskawicznie pod strzechy. Już w pierwszych latach istnienia radiofonii okazało się, że materia radiowa – dźwięk – może stać się tworzywem nowych gatunków artystycznych, powstających na zupełnie nowych zasadach. Wśród entuzjastów nowego języka sztuki znalazł się Józef Czechowicz. Lubelski poeta, po przeprowadzce do Warszawy, zaczął tworzyć słuchowiska dla Polskiego Radia. Jednym z nich był „Poemat o mieście Lublinie”. Co przyczyniło się do czechowiczowskiej fascynacji radiem? Jaki wpływ na „dźwiekoczułość” poety mogło mieć jego życie w Lublinie?

dr hab. Jarosław Cymerman – teatrolog i literaturoznawca, od czasu do czasu również krytyk i edytor, zajmuje się historią teatru polskiego, dramaturgią XIX i XX wieku, a także twórczością Józefa Czechowicza. Stały współpracownik kwartalnika „Akcent”. Członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Badań Teatralnych.

Aleksander Wójtowicz – dr hab., prof. UMCS, historyk literatury, edytor. Zajmuje się dziejami polskich oraz europejskich ruchów awangardowych, sztuką nowoczesną, edytorstwem literatury dwudziestego wieku oraz przyrodopisarstwem. Autor książek „Cogito” i „sejsmograf podświadomości”. „Proza Pierwszej Awangardy” (Wyd. UMCS, Lublin 2010), „Nowa Sztuka. Początki (i końce)” (Wyd. UJ, Kraków 2017), „Epoka wielkiego zamętu”, „Szkice o literaturze nowoczesnej 1918-193”9 (Wyd. UMCS, Lublin 2020), „Awangarda lubelskaa”, t. 1, „Energie Reflektora” (Lublin, 2024). Ponadto opublikował liczne studia o literaturze XX i XXI wieku, między innymi na łamach „Pamiętnika Literackiego”, „Ruchu Literackiego”, „Tekstów Drugich”, „Praktyki Teoretycznej”, „Sztuki Edycji”, „Kwartalnika Filmowego” oraz „Chrońmy Przyrodę Ojczystą’, autor szkiców i recenzji krytycznoliterackich („Akcent”, „Kresy”). Współkurator m.in. wystawy „Czechowicz wielokrotny” (2025) w Muzeum Józefa Czechowicza, którym kieruje od 2020 roku.

Joanna Bachura-Wojtasik, doktor, medioznawca, teoretyk radia, adiunkt na Uniwersytecie Łódzkim i wiceprezeska Fundacji Audionomia. Podstawą jej zainteresowań badawczych są artystyczne gatunki radiowe: słuchowisko i reportaż. W swych badaniach skupia się na literaturze audialnej wobec Holokaustu. Jest członkiem Association of Holocaust Organizations. Pełni funkcję sekretarza ds. numerów dziennikarskich kwartalnika „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Litteraria Polonica”. Przewodnicząca sekcji „Radio” Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.

Wróć