[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.72 → 03:27.17] A: Dobry wieczór. Zadzwonił trzeci dzwonek, wybrzmiał teatralny gong. Ja nazywam się Michał Karapuda i witam Państwa w Teatrze Starym w Lublinie, w jednej z najstarszych instytucji teatralnych, najstarszych instytucji kultury w Polsce. Pięknie Państwa witam w tym miejscu. Pełny Teatr Stary to, o ile dobrze policzyłem, 218 raz w tym sezonie od końca września, kiedy Teatr Stary w Lublinie zapełnia się widownią. A to nasze ostatnie repertuarowe wydarzenie w tym roku i zanim zaczniemy sezon wakacyjny, wyjątkowa okazja na kolejne spotkanie tutaj, na 203-letniej scenie Teatru Starego. Pozwólcie Państwo, że z tak licznego grona zacnych gości przywytam ledwie kilku, ale szczególnych w ten dzisiejszy wieczór. Zacznę od Pana Prezydenta Adama Wasilewskiego wraz z małżonką. Panie Prezydencie, To dla mnie zawsze wielkie wzruszenie i radość witać pana prezydenta tutaj w Teatrze Starym, bo to w czasach, kiedy pan Adam Wasilewski był prezydentem Lublina rozpoczął się remont tego budynku, któremu groziła katastrofa budowlana dzięki staraniom pana prezydenta, środkom europejskich, ale także dzięki staraniom ówczesnego wiceprezydenta Krzysztofa Żuka, a dzisiejszego prezydenta Lublina, którego dzisiaj reprezentuje dyrektor Tomasz Rakowski. Udało się nie tylko odnowić ten budynek, ale także stworzyć od zera instytucję kultury, którą od początku kierowała jeszcze do ubiegłego roku pani Karolina Rozwód. I stworzyć, oprócz tego, że jeden z najstarszych teatrów w Polsce, to także jedną z najciekawszych, najważniejszych instytucji kultury nie tylko w Lublinie, ale jak sądzę także w tej części Europy. Pozwólcie państwo, że w sposób szczególny przywitam również ojca Wacława Oszajcę. Bo to tak naprawdę dzięki niemu spotykamy się dzisiaj tutaj w teatrze. Przywitam również w sposób specjalny redaktora Bogusława Wróblewskiego. Bo to 45-lecie lubelskiego akcentu jest tą okazją, dlaczego ojciec Oszajca pojawił się w naszym teatrze. No i dyrektor Instytutu Książki z Krakowa. Przed chwilą rozmawialiśmy o starych teatrach, teatrach starych. Panie dyrektorze, Grzegorz Jankowicz, pięknie Pana witam w Lublinie. Dzisiaj moc atrakcji, w związku z czym zaczynamy. Panie redaktorze, serdecznie zapraszam. Panu redaktorowi Bróblewskiemu będzie towarzyszyła pani profesor Aneta Wysocka. w pierwszej części, a w drugiej części prowadząca spotkanie z Panem Wacławem Oszajcą. Witam i oddaję Państwu scenę. [03:30.73 → 13:42.51] B: Serdecznie dziękuję wszystkim Państwu za obecność. Bardzo dziękuję Panu Michałowi Korapudzie za gościnę w tym wspaniałym miejscu, Był czas, że tutaj organizowaliśmy spotkania z różnymi ważnymi postaciami polskiej kultury, jak Hanna Kral, Wiesław Myśliwski, czy inni luminarze. Dzisiaj mamy zaszczyt wrócić do tej tradycji, gościąc Wacława Oszajcę, bo to spotkanie z nim będzie centralnym wydarzeniem tego wieczoru. Ale zanim to nastąpi, to przedstawię Państwu osobę, która będzie prowadziła to spotkanie, tę rozmowę z Wacławem Oszajcą. To jest pani profesor Aneta Wysocka, która swoją karierę, że tak powiem polonistyczną, czy może polonistyczną, ale w sferze życia literackiego i kulturalnego zaczynała właśnie w akcencie, a później jako chyba jedna z najbardziej uzdolnionych uczennic, doktorantek, obecnej tutaj pani profesor. Anety Pajdzińskiej jest w tej chwili poważnym literaturoznawcą, językoznawcą pracującym na UMCS-ie i członkiem Rady Programowej Wschodniej Fundacji Kultury Akcent, a Rada Programowa Akcentu miała dzisiaj swoje posiedzenie doroczne, stąd również dodatkowy powód dla obecności Wacława Oszajcy, który jest założycielem tej fundacji, od początku członkiem jej Rady Programowej. Jeszcze raz dziękujemy Ci, Wacku, za to, że zechciałeś przyjechać i odbyć tutaj tę rozmowę z nami. Bardzo się cieszę z obecności pana Grzegorza Jankowicza, dyrektora Instytutu Książki, ponieważ akcent jest czasopismem współwydawanym przez Instytut Książki i bardzo sobie tę współpracę cenimy i powiedziałbym, że ona nabrała jakiegoś nowego ducha od czasu, kiedy pan dyrektor Jonkowicz jest dyrektorem tej współwydającej akcent instytucji. Bo jeśli pozwolisz, ale tylko na taką chwilę refleksji, bo ty nie wszystko z tych rzeczy, o których chcę powiedzieć pamiętasz, a może nawet większości nie pamiętasz. Akcent ma 45 lat dokładnie właściwie, można powiedzieć, że dokładnie, ponieważ pierwszy tom akcentu ukazał się przed dzień wydarzeń lubelskiego lipca i akcent w związku z tym narodził się w momencie przełomowym. w momencie przełomowym dla świata, nie tylko dla Polski i dla Europy, ale w ogóle dla świata. Ci, którzy pamiętają te teksty o końcu historii i to wszystko, co się w Polsce wiązało z nazwiskami Karola Wojtyły i Lecha Wałęsy, Rok 1980 przełom, który w moim odczuciu, proszę mi pozwolić na takie osobiste wyznanie, jest znacznie ważniejszy, mocniejszy niż rok 1989, ponieważ to wtedy stary świat skruszał, a to co się działo w latach osiemdziesiątych było tylko nieudolnymi próbami jego rekonstrukcji ze stanem wojennym włącznie. Rekonstrukcji, która się nie powiodła, więc utworzyliśmy akcent na granicy epok, a dzisiaj po 45 latach znów jesteśmy na granicy epok. I ja to czuję jakoś, nie wiem, jakoś całym chyba swoim jestestwem, że żyjemy w świecie, który zmienia się gwałtownie. Nie wiem, w jakim świecie spotkamy się za pięć lat, jeśli czego sobie i wszystkim życzę, dotrwamy do pięćdziesięciolecia akcentu. Są co najmniej dwa czynniki, które w moim mniemaniu powodują, że to jest moment przełomowy. Po pierwsze, wojna, która się toczy w dwóch zapalnych punktach świata, czy dwie poważne wojny, nie mówiąc o wielu innych, na które może mniejszą uwagę zwracamy. I to jest wielkie niebezpieczeństwo, które grozi tragedią. A druga rzecz, może mniej spektakularna, ale równie ważna, a w niektórych kontekstach ważniejsza, to jest przemiana świata związana z wejściem sztocznej inteligencji. My sobie nie do końca to uświadamiamy, ale to, że oddajemy pewne jakby modyfikacje w świecie, władanie sztocznej inteligencji narasta w postępie geometrycznym. Więc za 5 lat, na 50-lecie akcentu, ten świat będzie zupełnie inny. To nie tylko chodzi o to, że sztuczna inteligencja zastępuje w tej chwili taką ludzką diagnostykę medyczną na przykład. To chodzi również o to, że w Stanach Zjednoczonych były podjęte próby pisania przez sztuczną inteligencję eseistyki utrzymanej w stylistyce wybitnych amerykańskich eseistów i okazywało się to skuteczne, czyli trudne do odróżnienia dla ekspertów. który tekst wyprodukował dany autor, mówię brzydko wyprodukował, a który, i tu już bez cudzysłowu, wyprodukowała sztuczna inteligencja. To jest zmiana epokowa. Za pięć lat będziemy w zupełnie innym świecie. Pytanie, czy akcent znowu da sobie radę. Ja mam nadzieję, że tak. Przeżyliśmy kilka przełomów, przemian, zawirowań. Udawało nam się. ocalić pismo w taki sposób, żeby ono było, jak mi się wydaje, ciągle interesujące, inspirujące, żeby skupiało ludzi o wielkiej wrażliwości, mam na myśli i autorów, i czytelników. Oczywiście mógłbym tutaj wspominać wiele nazwisk, szczególnie uwzględniając tych, którzy towarzyszą nam od samego początku. Bohdana Zadura, który nie może tutaj dzisiaj być z nami, a który serdecznie wszystkich pozdrawia, który był jednym ze współzałożycieli akcentu świętej pamięci Dominika Opolskiego, który publikował w pierwszym tomie akcentu Jest z nami szczęśliwie pani profesor Monika Adamczyk-Garbowska, która dwa niesłychanie ważne teksty opublikowała w pierwszym tomie akcentu. Jest Waldemar Michalski, który publikował w pierwszych numerach, a później jakby oficjalnie, regularnie wszedł do zespołu redakcyjnego. Są wszyscy moi koledzy z zespołu redakcyjnego. Bardzo was wszystkich kochani witam i bardzo się cieszę z tego, że jesteście. z tego, że mogłem z Wami i mogę z Wami pracować i robić coś interesującego. Ja może powtórzę to, co zawsze mówiłem, że robienie takiego czasopisma jak nasze ma sens dopóty, dopóki chce się jeszcze stawiać światu jakieś pytania. I życzę sobie i Państwu, żebyśmy w takim nastawieniu trwali. Bardzo dziękuję za obecność wszystkim gościom oficjalnym. Nie wiem, czy jest jakiś przedstawiciel pana wojewody. Jeśli tak, to niech się nie wstydzi i się ujawni. Jest natomiast dyrektor Kancelarii Prezydenta Miasta, pana Krzysztofa Żuka, któremu bardzo dziękuję za życzliwość dla Akcentu, wręcz za troskę. i hojność miastu, ponieważ akcent jest utrzymywany nie tylko dzięki współpracy z Instytutem Książki. Tutaj Państwo macie jeszcze miejsca po tej stronie sali, proszę śmiało je zajmować. Skrajne wprawdzie, ale jak nie będzie widać, to będzie słychać przynajmniej. I Akcent korzysta z pomocy miasta, to jest dla nas niesłychanie cenne i bardzo za to dziękujemy i mam nadzieję, że ta życzliwość zostanie utrzymana przez następne lata. Otóż Pan Prezydent przygotował dla osób związanych z Akcentem kilka wyróżnień, kilka medali, które są w regulaminach, w statucie miasta uważane za szczególnie cenne i wartościowe. Zapraszam pana dyrektora Tomasza Rakowskiego, żeby zechciał te wyróżnienia wręczyć. a one są na tamtym stoliku, zaczniemy pewnie od tych zielonych medali Unii Lubelskiej, prawda? Nie wiem, jaka jest tam precedencja, ale wśród osób, które te medale otrzymają, jest Wacław Hoszajce. A drugą osobą, albo może pierwszą, jak wolicie panowie alfabetycznie, jest pan ambasador Andrzej Jaroszyński. Proszę serdecznie o przybycie tutaj do nas. [13:53.40 → 13:56.40] C: Dobry [14:04.62 → 14:48.64] D: wieczór Państwu. Pan Bogusław Wróblewski powiedział wszystko właściwe, więc wydawałoby się, że pozostaje mi tylko odczytać adres, który rzeczywiście w jednym z ważniejszych medali od Lublina wystosował Pan Prezydent Miasta Lublin. W uznaniu bogatego dorobku twórczego i publicystycznego oraz nieocenionego wkładu w rozwój literatury polskiej, z podziękowaniem za pełną zaangażowania działalność duszpasterską, a także podejmowanie inicjatyw inspirujących życie duchowe i kulturalne mieszkanek i mieszkańców Lublina, ojciec Wacław Oszajca otrzymuje medal Unii Lubelskiej. [14:53.26 → 14:56.26] C: Dziękuję [15:02.06 → 15:05.06] E: bardzo, [15:08.84 → 15:38.01] F: ale to powinno być odwrotnie, to ja powinienem mieć jakiś medal dla Lublina, ponieważ w zasadzie tutaj studiowałem, tutaj pracowałem, No i tutaj wracam, co prawda myślą wspomnieniami, ale też i do realnych ludzi, o których już tutaj Boguś mówił. Za to wam bracia i siostry bardzo dziękuję. [15:45.43 → 16:06.82] D: W uznaniu za bogaty dorobek publicystyczny oraz wysoki poziom opracowań translatorskich z podziękowaniem za znaczący wkład w rozwijanie polskich stosunków dyplomatycznych, a także wzmacnianie wizerunku Ublina jako ważnego ośrodka kultury. Pan Andrzej Jaroszyński otrzymuje medal Unii Lubelskiej. [16:10.43 → 19:15.28] C: Proszę Państwa, Ojciec zachęcił mnie, żebym chociaż kilka słów powiedział i zrobię wszystko, żeby nie mówić dłużej niż on. Chciałem podziękować kapitule medalu i inicjatorom nadania mi tego wyróżnienia. Z Lublinem jestem związany od dawna poprzez szkołę, gdzie miałem wspaniałą polonistkę, panią Marię Szewczyk w studii anglistyczne, gdzie nauczali wygnańcy z KUL-u i uchodźcy z Warszawy, a potem praca na KUL-u, gdzie miałem wielki zaszczyt spotkać się i naprzyjaźnić z profesorami, panią Ireną Sławińską, Agatą Wolicką oraz innymi, takimi jak Wojtek Hudy. Z wieloma jeszcze utrzymuję bardzo żywe kontakty, księdzem profesorem Andrzejem Szostkiem, z profesorem Andrzejem Nulkiem, z Sławomirem Żurkiem, z panem Bernardem Nowakiem. Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie, że doceniono tutaj moją skromną pracę. Ja Lublin zawsze traktowałem jako miejsce spotkań przyjaźni i spotkań ludzi, którzy mają sobie wiele do powiedzenia. Akcent jest takim forum dyskusji i poszukiwania artystycznej prawdy w sztuce i literaturze, w poszukiwaniu młodych talentów, również w poszukiwaniu siostrzanych i bratnich dusz w regionie, w kraju i na świecie. Dziękując za to wyróżnienie, chciałem również Podziękować za możliwość tej refleksji nad lubelską przystanią, z której wypływa fotyla różnych żagli, łodzi, statków. Niektóre wracają, a niektóre z enfazą, wszystkie z dobrym akcentem. Proszę mi pozwolić, że zakończę to wystąpienie wierszem Anny Freilich, polskiej poetki mieszkającej w Nowym Jorku. To jest moje miasto i ja jestem jego. Czy jest piękne? To mało istotne pytanie. Ważne jest, że jest nasze że jest łodzią i przystanią. Dziękuję Państwu. [19:18.64 → 19:21.64] E: W [19:26.62 → 19:43.05] D: dowód wielkiego szacunku oraz uznania za wybitne zasługi na rzecz miasta Lublin, jego mieszkanek i mieszkańców, z podziękowaniem za współtworzenie historii Lublina, profesor Lechosław Lameński otrzymuje Medal Gloria Lublinensi. [19:52.71 → 19:55.71] F: Wygląda [19:59.87 → 20:55.45] B: na to, że wszyscy coś mówią, więc ja nie mogę być gorszy, jako były akademik. Nie byłoby mnie tutaj na pewno, gdyby nie, myślę, trzy osoby. Pierwsza to wspomniany tu dzisiaj przez Bogusława śp. Dominikopolski, który wypatrzył mnie jako młodego asystenta profesora Woźniakowskiego na KUL-u i stwierdził, żebym się nadawał do redakcji Akcentu i był to rok 1982, więc ja jestem z Akcentem związany już 43 lata. Druga osoba to właśnie pan profesor Woźniakowski, bo to się tak ładnie zbiegło. Ja sobie nie dawałem radę z pisaniem, naukowych tekstów, a profesor powiedział, wiesz, zrób sobie przerwę, pójdź na wystawę, napisz jakąś recenzję. I tak się troszkę to w redakcji Akcentu zaczęło, dzięki oczywiście życzliwości Bogusława, który mnie tam toleruje i kocha do dnia dzisiejszego, a ja jego również. Dziękuję bardzo. [21:05.17 → 21:18.73] D: W dowód wielkiego szacunku oraz uznania za wybitne zasługi na rzecz miasta Lublin, jego mieszkanek i mieszkańców, z podziękowaniem za współtworzenie historii Lublina, pan Waldemar Michalski otrzymuje medal Gloria Lublinensis. [21:32.03 → 21:35.03] E: Piękny [21:48.23 → 21:53.85] C: medal anioła, opiekuna miasta Lublina i jego mieszkańców. Dziękuję bardzo. [21:54.47 → 21:56.15] F: Proszę Państwa, jak się patrzy na salę, [21:57.09 → 21:58.61] C: wyczuwa się taką, [22:00.75 → 22:02.31] F: Emocje bardzo ważną. [22:02.85 → 22:06.35] C: Lublin jest miastem przyjaźni i miastem przyjaciół. [22:06.69 → 22:13.39] E: Dziękuję, że tutaj jestem. W [22:17.55 → 22:31.78] D: dowód wielkiego szacunku oraz uznania za wybitne zasługi na rzecz miasta Lublin, jego mieszkanek i mieszkańców, Z podziękowaniem za współtworzenie historii Lublina, pan Bogusław Wróblewski otrzymuje medal Gloria Lublinensi. [22:32.54 → 22:35.54] F: Ja [22:40.46 → 22:44.50] B: już sporo powiedziałem, więc powiem tylko dziękuję najserdeczniej. [22:54.31 → 23:12.21] D: W uznaniu za dorobek naukowo-dydaktyczny oraz zasługi na rzecz lubelskiej kultury, z podziękowaniem za pełną pasji i zaangażowania działalność służącą popularyzacji polskiej literatury oraz wkład w rozwój kwartalnika Akcent dr Grzegorz Jędrek otrzymuje medal prezydenta miasta Lublin. [23:28.42 → 24:29.72] G: Proszę Państwa, ja tu przyjechałem na studia i ja pamiętam, ja się wtedy dałem złapać na te piękne billboardy Lublin, miasto inspiracji. I dzięki temu, że ktoś kiedyś, kiedy wchodziłem po tych długich wschodach do akcentu, nie wykopał mnie w drugą stronę, tylko pozwolił debiutować. To dzisiaj mogę stać także przed Państwem i być wdzięczny za to, że mogę z Państwem współtworzyć tę inspirację. A jeden z moich międzynarodowych studentów powiedział ostatnio, że to, co dla niego ważne jest w Lublinie, to to, że Lublin jest świadomy sam siebie, a nie jest tylko jednostką administracyjną. Więc to jest duże wyróżnienie być w mieście, które jest świadome samo siebie. a ja niezwykle dziękuję za to wyróżnienie i za wsparcie akcentu, które nieustannie odczuwam. [24:32.90 → 24:52.26] D: W uznaniu za zasługi na rzecz lubelskiej kultury oraz wkład w popularyzację polskiej literatury i sztuki, z podziękowaniem za pełną pasji i zaangażowania działalność służącą rozwojowi kwartelnika Akcent, Pani Elżbieta Kudyba otrzymuje medal prezydenta miasta Lublin. [24:56.20 → 25:26.22] E: Dziękuję serdecznie za to wyróżnienie i dziękuję za zaufanie. Każdemu, kto do tej redakcji przychodzi, i z kim możemy tworzyć relacje, bo to relacje nas wszystkich wspierają i rozwijają. Bardzo serdecznie dziękuję. [25:31.72 → 25:48.74] D: W uznaniu za zasługi na rzecz lubelskiej kultury oraz wkład w popularyzację polskiej literatury i sztuki, z podziękowaniem za pełną pasji i zaangażowanie w działalność służącą rozwojowi kwartelnika Akcent, pani Katarzyna Konopka otrzymuje medal prezydenta miasta Lublin. [25:52.74 → 26:14.38] E: Ja również chciałam bardzo serdecznie podziękować tym wszystkim osobom, z którymi mogłam tutaj współpracować za niezwykłą atmosferę, niezwykłą życzliwość, którą od państwa otrzymywałam na co dzień. Jestem bardzo wdzięczna. [26:18.34 → 28:33.51] B: Bardzo dziękujemy panu dyrektorowi. Ja jeszcze państwu powiem, zanim zaczniemy spotkanie, że miałem wiadomość o tym, że pan wojewoda lubelski Krzysztof Komorski przyznał jeszcze swoje takie specjalne wyróżnienia To jest dyplom wojewody wraz z medalem i to wyróżnienie mają otrzymać cztery osoby, których nazwiska za chwilę wymienię, ale pan wojewoda, który nie przysłał swojego przedstawiciela, poinformował mnie, że chciał wręczyć te wyróżnienia osobiście. więc zaprasza wszystkich czworo wyróżnionych i chętnych na spotkanie w Urzędzie Wojewódzkim, które odbędzie się w najbliższych dniach. A te osoby to są pani Aleksandra Zińczuk, pan Arkadiusz Makowski, który od lat odpowiada za graficzną stronę akcentu, sekretarz redakcji akcentu Jarosław Wach i szef działu eseistyki i krytyki w akcencie Łukasz Janicki. Bardzo im dziękuję za współpracę. Przepraszam w imieniu wojewody, że nie mogło się to stać dzisiaj. Tak pół żartem zapytałem, czy jest ktoś z Urzędu Wojewódzkiego, ale tak naprawdę to przecież wolimy, żeby otrzymać te wyróżnienia z rąk wojewody. Dziękuję państwu. A teraz proszę panią Anetę Wysocką, żeby zajęła swoje miejsce. Zaczynamy spotkanie z ojcem Wacławem Oszajcą. [28:33.69 → 28:36.09] F: Jeszcze okulary. Dziękuję. [28:44.87 → 36:27.79] E: Wacławę Oszajcy przedstawiać nie trzeba. Ale można przypomnieć pewne wątki jego biografii artystycznej, biografii twórczej, zwłaszcza lubelskie ścieżki, które przemierzał i trochę już zostało o tym powiedziane, o studiach na KUL-u, potem duszpasterstwie na Politechnice Lubelskiej. Trzeba też powiedzieć, przypomnieć, o mszach za ojczyznę odprawianych w latach 80-tych w stanie wojennym i o tym trzeba pamiętać, dlatego że homiletyka obok felietonistyki i poezji to jest jeden z trzech takich najważniejszych chyba I debiut poetycki był w Lublinie, ja sobie tutaj wynotowałam, który to był rok 1979, tom wierszy pod tytułem ZAMYSŁ, wydany w Lublinie. Może jeszcze warto przywołać, żeby nie za długo mówić, bo przecież wiersze powinny przede wszystkim wybrzmieć, Wspomnijmy rok 1994, kiedy to Wacław Oszajca staje się współzałożycielem Wschodniej Fundacji Kultury Akcent. I podążając tymi lubelskimi ścieżkami razem z Wacławem Oszajcą docieramy do momentu, w którym wychodzi ostatnia książka poetycka, tom wierszy pod tytułem Zostaje. Tom został wydany kilka tygodni temu chyba, bardzo świeży. Został wydany w oficynie Iskry w Warszawie, ale ja mam dobry powód, żeby też go troszkę przypisać Lublinowi z tego względu, że wyboru i opracowania wierszy dokonał lubelski filolog, pan dr Bogusław Rublewski. A ponadto kilka wierszy, które potem złożyły się na tom Zostaje, miało swój pierwodruk w akcencie. Zostaje. Zostaje to jest czasownik w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Czasownikowe tytuły książek poetyckich są rzadkością, a twórczości wacława Oszajcy chyba się nie zdarzyły. Prawda? Były tytuły rzeczownikowe. Ja sobie zanotowałam, no zamysł, to już mówiliśmy, 1979 rok, reszta, większa od całości, rok 2003, odwrócona perspektywa, 2009 rok, no to są wszystko rzeczowniki z przydawką. A po 16 latach od ostatniego tomu pojawia się tom zostaje. ale jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenie słowa zostaje, to zauważamy, że w gruncie rzeczy ten czasownik kieruje nas w przyszłość. Dlatego, że ktoś zostaje, to znaczy, że w przyszłości będzie nadal w jakimś miejscu. I oprócz informacji o czasie, tytułowe słowo zostaje, implikuje też określoną przestrzeń. Jakieś tutaj. I muszę Państwu powiedzieć, że w świecie przedstawionym tych wierszy z czasem i przestrzenią dzieją się rzeczy bardzo osobliwe. I chciałabym się na początek przyjrzeć tym osobliwościom czasu i przestrzeni. Pozwolę sobie zacytować fragment wiersza, jak. Jak to się dzieje? Najdawniej, czyli jakieś cztery dni temu, umarł dziadek Kazimierz. Przedwczoraj babka Rozalia. Wczoraj prawie jednocześnie mama i ojciec. Dzisiaj. Dzisiaj. Co to jest to dzisiaj? Ja. No żyję. Tym co za chwilę. tym co jutro. Widzimy jak w tej poezji czas się subiektywizuje, czyli te nasze lekcje fizyki były chyba na nic, bo natura czasu jest zupełnie inna niż nas uczona. I jeszcze jest coś bardzo charakterystycznego w tym wierszu i w wielu innych wierszach tej książki poetyckiej, a mianowicie, że przeżycie osobiste zaczyna się uniwersalizować, pojawiają się imiona bliskich, a zatem znaki przeżycia osobistego, a zarazem możemy się utożsamić z tą subiektywizacją czasu. W wywiadzie rzece w książce, która się ukazała kilka lat temu, innego cudu nie będzie, rozmowy o wierze i niewierze, z tej książki też znakomite i bardzo polecam Państwa uwadze, zanotowałam sobie takie zdanie. Cytuję. Porządny poeta patrzy na rzeczywistość poprzez jednostkę. I to jest taka właśnie perspektywa i zawężona i rozszerzona jednocześnie. Może ja przywołam jeszcze jeden fragment, w którym taka perspektywa została znakomicie uchwycona i który także dotyczy doświadczenia czasu i przestrzeni. Wiersz też ma tytuł ciekawy, bo nosi tytuł zaraz, I fragmencik wynotowałam, tylko krótki, ale bardzo sugestywny. Przynajmniej w moim odbiorze. Nie wiem, o czym mówią. Mam odchodzić? Dokąd? I po co? Przecież ledwie co tutaj przyszedłem. I już mam się wybierać w dalszą podróż? Dokąd? Dajcie spokój. przed chwilą na roztoczańskich pagórkach, przed sekundą w Warszawie. Dobrze mi tu, źle mi tu? I tutaj Jedną z elementów takich magicznych tego wiersza jest brak interpunkcji. Czy to konwencja czechowiczowska? To zaraz dopytam, jak to przystało na polonistkę, która bada wpływy i inspiracje. Ale ten tekst nie ma interpunkcji, w związku z tym można go przeczytać z różną intonacją. To, co ja przeczytałam jako pytanie, może wcale nie być przeczytane jako pytanie. jak wiemy z lekcji języka polskiego, w dobrej poezji są tzw. miejsca niedokreślenia, czyli takie punkty, w których jesteśmy zapraszani do współtworzenia dzieła literackiego, choćby ta interpunkcja. Czy dobrze rozpoznałam tego Czechowicza? Czy ten lubelski poeta rzeczywiście oddziałał tak, jak mi się wydaje, że oddziałał? [36:32.06 → 37:45.29] F: Ja nie bardzo wiem, skąd się wziął ten sposób zapisywania, ale najprawdopodobniej od Czechowicza. Natomiast wiersz Różewiczowski, chyba on ma konotacje jeszcze bardzo dużo dawniejsze, bo tak jest zapisywane w języku greckim Nowy Testament. Nie dość, że nie ma żadnej interpunkcji, to nie ma też pomiędzy wyrazami żadnego światła. Jednym ciągiem i pismo było pewnym zjawiskiem zaklętym, zamkniętym. Trzeba było umieć czytać. I myślę, że dlatego lubię tę formę, bo daje człowiekowi, czy raczej nieraz zmusza człowieka do tego, żeby spróbował nie tylko tak przelecieć oczami tekst, który jakby już sam podaje interpretacje i tak dalej, ale mam nadzieję, że jak człowiek trochę popracuje, [37:45.55 → 37:45.83] C: bo [37:48.86 → 41:57.26] F: rozszyfruje ten zapis, że to trochę człowieku ubudzi ciekawość, też jego inicjatywy, jego próby nazywania tego, co się dzieje. Ponieważ wierzę, że wiersz, jak każdy inny dzieło sztuki, jest po to, żeby umożliwiało rozmowę. żeby było pewnym środkiem porozumiewania się, dogadywania się, dochodzenia do takiej pełniejszej prawdy o tej naszej rzeczywistości, która się dzieje. Już kończę. Natomiast dlaczego tak mówię? Bo kiedy kapelanowałem strajkowi studentów i profesorów Politechniki Luberskiej, No dobrze, strajk, wydarzenie społeczne, polityczne i tak dalej, ale widziałem, że w tych ludziach jest coś znacznie więcej, czegoś znacznie więcej chcą. Żeby nazwać to zjawisko, które jest strajkiem w tamtym czasie, trzeba literaturę. Trzeba tego, co daje język artystyczny. I dlatego teraz ciągle piszę wciąż, niestety wciąż, wolałbym już tego nie robić, takie całe cykl o Ukrainie, bo to, co tam się dzieje, dobrze wojna też jest wydarzenie, które da się opisać na różny sposób, ale istotę rzeczy tego, co tam się dzieje, Do tego muszą przyjść artyści, muzycy, poeci, malarze itd. i odsłonić potworność tego, co tam się dzieje, ale i piękno tego, co tam się dzieje. Mianowicie znowu znalazłem potwierdzenie, kiedy patrzyłem na transmisję z pogrzebu młodego żołnierza, studenta, który na wieści o wybuchu wojny przyjechał ze Stanów, ze studiów, poszedł na front, no i po paru tygodniach zginął. Był to, miał na imię Artem, był to syn księdza grekokatolickiego, nie pamiętam nazwiska w tej chwili, rektora Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. No i w czasie pogrzebu jego matka, pisarka ikon stanęła przy trumnie i odśpiewała kołysankę. Nie było tam wątków teologicznych, nie było tam wątków religijnych, ale ta pieśń matki nad trumną syna i na dodatek była to pieśń nie żalobna, tylko kołysanka, pomyślałem, niech mi nikt nie mówi, że śmierć cokolwiek kończy. Człowiek zostaje. Stąd ten tytuł. To jest troszkę nawiązanie do pierwszego debrytańskiego tomiku Zamys. Po tych parodziesiątkach lat to już mogę troszkę widzieć co zostało, co przeminęło, ale też czy przeminęło. Bywa tak, że wraca ni stąd, ni stąd, ni zowąd jakieś wspomnienie. Ciągle w nas jest, żyje ta przeszłość. Więc jeśli tak, to to mi pozwala wierzyć, że nic w tym świecie się nie kończy i tak na dobrą sprawę nic się nie zaczyna. Że ślizgamy się trochę po powierzchni, Ale to o tym to może później. [41:59.84 → 42:31.97] E: Jest cały cykl wierszy ukraińskich w tym tomie. One są w jego ostatniej części. Ja tu sobie wynotowałam tytuły na urodziny. Puste Gniazda, Zbawcy, Wybacz, Małankarze, Wołyń, Żołnierz, Mir, Ostatnia Modlitwa, Cełun Ukraiński. I wśród tych wierszy są Puste Gniazda, I to jest chyba wiersz przewrotny, bo on jest jakby trochę przeciw nowemu istnieniu. [42:32.33 → 42:33.15] F: Który, który wiersz? [42:33.29 → 43:07.02] E: Bociany. Jak sobie nawet zanotowałam, ale może przeczytam fragment. Bociany, na miły Bóg nie podrzucajcie nam dzieci. Przez komin i w główkach kapusty mamy siebie powyżej uszu. Co im damy na powitanie i na drogę? Nasz sąsiad z patriarszym błogosławieństwem przekuwa lemiesze na miecze. Tak jakbyśmy nie chcieli witać kolejnego istnienia w tym tutaj i teraz bardzo mrocznym. [43:09.42 → 45:49.78] F: Co prawda jeden taki ksiądz w Polsce ogłosił, że ja mam dzieci biologiczne. I już dawno nie jestem ojcem według terminologii zakonnej, tylko takim biologicznym. Przyznam się, że mnie to zaimponowało, bo to było pięć lat temu. Natomiast zawsze zajmowałem się dziećmi, młodzieżą i tak dalej. I tak to jest. Mianowicie powołać, dać życie. to trzeba w sobie mieć to, co my nazywamy miłością. I to tak oślep o miłości. Bo trzeba się zdobyć na odwagę, że wysyłamy w niewiadome tego nowego człowieka. I wiemy też, że nie będziemy w stanie zaradzić i poradzić nieraz, że będzie powtarzał te same nasze błędy, będzie tak samo dążył. No i tylko kwestia, myślę, czy się jest matką czy ojcem w sensie biologicznym, psychicznym, ale też jeśli się jest wychowawcą, nauczycielem, profesorem duchownym, nie? Ta sama sprawa. Człowiek się nie rodzi tylko raz, ale rodzi się przez całe życie. Przez całe życie, bo musi coś zostawić za sobą, z czymś się rozstać. Wychodzi wciąż do świata, który jest nieznanym światem i tak dalej. No i to cała sztuka polega na tym, żeby w tym naszym strasznym świecie, bo taki on jest, od strony biologicznej i ludzkiej, psychicznej, umysłowej, żeby jednak umieć odnaleźć powody do tego, że czasem człowiek bywa szczęśliwy. Myślę, że cała pedagogika, a już zwłaszcza sztuka, do tego prowadzi, do umiejętności odnalezienia w tym świecie to, co powiedziałbym, nie jest z tego świata, daje nam posmak czegoś, co jest nie do ogarnięcia, nie do przeżycia, a tego nie ma wciąż przed nami. [45:50.78 → 46:02.90] E: Czyli miłość? A czy to jest tak, że miłość jest deficytowa i na wagę złota, czy jest tylko na wagę złota, ale wcale nie deficytowa? [46:04.74 → 48:17.75] F: Trudne pytanie, ale ja myślę, że to jest W gruncie rzeczy prosta rzecz, że to jest taka umiejętność zauważenia, co się tu i teraz dzieje. Co się dzieje w człowieku, co się dzieje we mnie, co się dzieje w przyrodzie, co się dzieje w kulturze i tak dalej. I jeśli człowiek Może na przykładzie, od 1972 roku, od mojej pracy w kościele świętego Pawła, tutaj w Lublinie, tak się złożyło, że dzięki studentom, zresztą chyba wtedy jeszcze szkoła inżynierska wyższa, nie było politechniki, w duszpasterstwie zorganizowali studenci wyjazd dla ludzi z uposiedzeniami ruchowymi. I pojechaliśmy do Krakowa, Oświęcimia, Zakopanego, Częstochowy. Najpierw był Jelczem, ale ten kierowca nie chciał takich gratów wieść, jak powiedział, czyli dali nam taki jakiś sanos, czy jak to się nazywało, i ruszyliśmy w drogę. No i wtedy zrozumiałem, że można być na wózku, można być leżącym zupełnie człowiekiem, I to nie znaczy, że ten człowiek nie ma swojego szczęścia, że jest coś, co go trzyma przy życiu. Jeśli tak, to myślę, że jak się ma dwie nogi, ręce, głowę i tak dalej, to też kwestia umiejętności znalezienia sensu tego, co tu i teraz się dzieje. Czyli umiejętność życia, powiedziałbym chwilą, z taką pamięcią na to, co było i z takim popatrzeniem w przód, co będzie, a musi być. Skoro jeszcze ludzie marzą, to znaczy, że świat ma przyszłość. [48:18.87 → 50:20.43] E: Czyli kiedy wyjdziemy i rozejrzymy się dobrze i pomyślimy o tym, co widzimy, to dochodzimy do wniosku, że wiele rzeczy, które wydawały się nam jakieś, wcale takie nie są. No i to jest przewrotne. I muszę powiedzieć, że ta poezja też jest przewrotna. Na przykład tom kończy się wierszem wstęp. I to jest intrygujące, a sam wstęp mówi, O końcu między innymi ja pozwolę sobie przeczytać taką autocharakterystykę książki poetyckiej z wiersza Wstęp, który ją zamyka. O czym ta książka? O śmierci, o życiu. Jest życie, jest śmierć. Nie ma życia, nie ma śmierci. I tak sobie pomyślałam, czytając ten wiersz, przypomniałam sobie zdanie z wywiadu. Takie sobie tutaj zanotowałam ze strony XXI. Sztuka powinna chronić nas przed zawężonym patrzeniem na rzeczywistość. Koniec cytatu. No i taki wiersz to rzeczywiście robi, tak sobie myślę, bo pojawiają się tutaj takie kategorie dobrze zdefiniowane w naszych głowach, tak mi się wydaje, życie, śmierć. One są rozgraniczone, są sobie przeciwstawione konwencjonalnie, są wyraziście zwaloryzowane emocjonalnie, na życie reagujemy dobrze, na śmierć negatywnymi emocjami. Są scharakteryzowane akcjologicznie, życie jest dobre, śmierć jest zła, a może te kategorie wcale nie są tym, czym się wydają? Może taka kategoryzacja jest nieadekwatna? [50:22.73 → 56:29.31] F: Nawet na płaszczyźnie religijnej, w teologii powiedzmy katolickiej, a już na pewno w tej, która jest w pieśniach żalobnych, czy też w rytuale. Mianowicie proszę zauważyć, że my unikamy samego słowa śmierć. Zastępujemy takimi określeniami jak odszedł, nie? Będzie żył w naszych wspomnieniach. Ewentualnie niech ci ziemia będzie lekka. I to są dobre określenia, bo niczego nie zamykają. Skoro odszedł, no to gdzieś musi być. Skoro Będzie żył w naszej pamięci dobry i to. Gorzej jest, kiedy ja słyszę, że odprowadzimy zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku, czyli na Lipową. Ja dziękuję. Ja zostaję. To żadne miejsce wiecznego spoczynku na cmentarzu. Później ostatnie pożegnanie. No, dałoby się to obronić pod warunkiem, że już się więcej nie będziemy żegnać. Czyli sobie dalej żyjemy, nie? Stąd między innymi też piszę choćby w tygodniku powszechnym ferietony czy te wiersze, Próbuje dogrzebać się również w tej sferze języka, mówienia o danym zjawisku czegoś więcej. Jakiś nadziei, a może jeszcze inaczej. Przyjmuje, że człowiek nie ma prawa mówić, że coś się absolutnie skończyło. Że to jest uzurpacja. Bo my nie wiemy, naprawdę nie wiemy. Jeśli prawdą jest, w którymś z wierszy też o to zahaczyłem, jeśli prawdą jest, że ten nasz świat to wcale nie są tam te trzy wymiary czy tam ile. To znaczy, że nawet jeśli Boga nie ma, to do pomyślenia jest, że człowiek dalej po śmierci istnieje. Wcale to nie przeczy teologii chrześcijańskiej, katolickiej. Przeciwnie. Może pomóc, może pomóc teologii, żeby ona się po pierwsze wyzwoliła z tego dualizmu platońskiego dusza-ciało, bo to jest jak ktoś powiedział, że to jest herezja, bo nie jest tak, że my mamy duszę i my mamy ciało. My jesteśmy duszą, my jesteśmy ciałem i jeszcze duchem, gdyby się kto pytał. A zatem ta filozofia jest mi bliższa. Żydowskie pojmowanie człowieka, gdzie oni nie dzielą człowieka, stąd jeśli słyszymy we msze... Przepraszam, ale ja już padłem w kazanie albo w katechezę. Jeśli słyszymy na msze, to jest moje ciało, to co my widzimy w kości gnaty, mięśnie i tak dalej. Krew to to, co z nas wycieka, jeśli jest czerwone. Natomiast dla Żyda, ale i w języku polskim. Jakie mamy stany skupienia materii? Ciała lotne, czyli bociany. Ciała gazowe, ciekłe, może być wódeczka. i tak dalej. Czyli gdzieś w pierwotnym, ja nie jestem językoznawca, ale gdzieś w pierwotnym pewnym znaczeniu ciało znaczyło tyle co materia, co materia. Więc warto też czytać starych pisarzy, starych poetów, jak się sięgnie tam, żeby zobaczyć, Też słowa nie tyle obumierają, choć i tak bywa, ale swój zakres znaczeniowy zmieniają, pokazują rzeczywistość aktualną w tamtym czasie, niekoniecznie obecnie. Stąd dobrze, że papież Franciszek, zwrócił uwagę odpowiedzialnym za kształcenie Kleru, żeby wreszcie wróciła literatura do studiów teologicznych, żeby wreszcie w ogóle sztuka wróciła do kształcenia, ponieważ, jak to Miłosz powiedział, takiego traktatu teologicznego młody człowiek nie napisze. I nie jest to ze strachu przed śmiercią, ale potrzeba dziękczynienia. I ja myślę, że czy się jest młodym, czy się jest starym, to jeśli człowiek próbuje drugiemu człowiekowi mówić, niekoniecznie zaraz wierszem i tak dalej, ale rozmawiać z drugim człowiekiem, to jest to, co najlepszego może drugiemu człowiekowi dać. pomóc mu ten nasz świat obejrzeć jeszcze być może od tej strony, które tamten jeszcze nie zauważył. [56:29.99 → 56:46.35] E: No tak, a jeszcze ci dzisiejsi fizycy, co oni robią z materią, jak przewracają na nice całą naszą wiedzę o materii, o energii, o wzajemnych relacjach. Także może... Właśnie i tutaj wątek akademicki. [56:46.61 → 57:32.70] F: Wiesz co, bo zaraz zapomnę. Natomiast wiersz, daje mi możliwość mówienia o tym, co przed chwilą tutaj klarowałem, formę, zwięzłą taką, która nie wykłada kawę na lawę ze przeproszeniem, ale ja nie muszę udowadniać w wierszu niczego. Daje drugiemu człowiekowi to, co nazwałem jakoś tam, nie? z taką nadzieją, że ten tekst obudzi w nim jakby jego poezję, jego muzykę, jego wyczucie, jego emocje też wizualne, plastyczne itd. [57:33.82 → 59:14.86] E: Zresztą dobry wiersz jest interpretacyjnie niedomknięty. Inaczej niż typowa homilia, inaczej niż felieton. I to jest może ta siła. wiersza, bo on zaprasza do rozmowy, do tego współtworzenia. Ja bym chciała jeszcze wrócić na chwilę do tych wątków akademickich, tak prywata trochę. Osobiście mi na tym zależy, ponieważ całe swoje życie zawodowe z uniwersytetem związałam. Problem wiedzy i niewiedzy. Wiedza, niewiedza. To jest też problem, który wybrzmiewa w tekstach. Ja sobie wynotowałam. coraz więcej pytań, odpowiedzi coraz mniej, zwiersza nadmiar, ale troszeczkę szerzej bym zacytowała wiersz o babce Nieboszczce. A może, może moja babka Nieboszczka miała rację. Umarła wiedząc z całą pewnością, że ziemia jest płaska jak klepisko w stodole. Babka Rozalia wiedziała z całą pewnością, że każda dziura ma swoją mysz, a więc i kota. Babka Rozalia nigdy nie słyszała o żadnych dziurach bez dna. Przecież nawet bezednia była tylko źródłem nigdy niezamarzającym, dzięki czemu również w zimie można tam było uprać szmaty, czyli bieliznę. są potrzebne? [59:15.30 → 01:06:19.79] F: Dziękuję Ci, że ten temat ruszasz, mianowicie, bo ja myślę, że nie przestałem być chłopem ze Świartowa. Mianowicie, czym się różnił ten mój świat tamtejszy i który próbuję w sobie też ocalić po dziś dzień od dzisiejszego świata. Tam wszystko miało sens. Nie było śmieci. Tylko jeśli się przepaliła patelnia, czy jakiś drut był niepotrzebny, czy coś, to go się nie wyrzucało, tylko się wynosiło do krzaku bzu, a jeszcze jaśminy tam były, łopian i tak dalej, bo się może przydać. Nie było rzeczy niepotrzebnych. Jak ktoś umarł, no to nie uciekamy, nie... Baliśmy się nieboszczyka, ale nie uciekaliśmy jakoś od niego, nie? W to, nawet jak się nienawidzili sąsiedzi, ale to tak serdecznie się nienawidzili, to na pogrzeb musieli się stawić. To znaczy przyjść do domu, nieboś czeka pod figurę odprowadzić, później już mogli dalej się gniewać i sądzić. Ale na ten czas, czyli był czas wyjątkowy, święto objawienia bym powiedział, Czas, że zaistniało coś, co wszystko inne musi ustąpić, bo tak trzeba. W niedzielę, jak był deszcz, to nikomu na wsi nie przyszło do głowy, żeby 3 km do Dzierążni iść w deszcz do kościoła. Skoro Pan Bóg dał deszcz, to trzeba siedzieć w chałupie, bez względu na to, co tam proboszcz myśli. Proboszcz był mądry i ogłaszał w następną niedzielę, że rano wstał, zobaczył, że idą chmary, w związku z tym dał dyspensę wszystkim parafianom od obecności na mszy, nie? Nawiasem mówiąc, no nasi biskupi teraz też się teraz jakimiś dyspensami, jeśli pyta zapytać, co biskupy myślą, a mówię, no znów dali dyspensę od mięsa w piątek, nie? Więc przepraszam za złośliwość, ale pewne rzeczy mnie bolą. To był taki świat, on był zharmonizowany. W Wigilię pierwsza rzecz, jaka była, to był pacierz i modlitwa za zmarłych. Myśmy wspominali najchętniej takie różne przekomiczne rzeczy, co się wydarzały staremu dziadkowi i starej babce. Oni żyli dla nas na swój sposób realnie. Zostawiało się jedzenie na stołach, nie sprzątało się. Stąd kto ma rację? Moja babka. Moja babka, ktoś powie, no wierzyła w niemożliwe, a skąd wiesz, że to jest niemożliwe? Dlaczego dla mnie dwa razy dwa jest cztery? Ważniejsze musi być od tego, że ja marzę o tym, co niemożliwe. Tylko człowiek potrafi marzyć. Dlaczego my nie doceniamy tych możliwości? A możemy to robić dzięki sztuce, nie? Bo to ona odsłania, to ona nas upewnia, że ważniejsze są, to nie mój pomysł, ale ważniejsze są pytania niż odpowiedzi. No bo ciągle odpowiadamy na te same pytania i końca nie ma, prawda? Nie potrafimy zdefiniować. Mówimy miłość. Dobrze, ale co dalej? Więc nie idzie zamknąć ludzkiego życia w jakąś formułę. Nie można opisać do końca. Nic nowego. Idzie stary mistrz buddyjski z uczniem. No i ten uczeń mówi, mistrzu, opisz mi Boga. A misz mówi, słuchaj kochany, to ty najpierw opisz mi mrówkę. Jak potrafisz opisać mrówkę, to ja potrafię opisać Boga. A to był Lepski, ten uczeń, no i bardzo mądrze odpowiedział, powiedział aha. Więc i myślę, że w tym aha, Mieści się to, co my niepotrzebnie zapisujemy jako wiersze, malujemy jako obrazy, tańczymy na scenie i tak dalej. Sobie tak mówię, że jeśli chcesz mówić sensownie o zmartwychwstaniu, to nie idź na cmentarz, tam nie ma nic do oglądania. Wybierz się na balet. No jak patrzę, tancerkę, jak ona przecież parę kilu waży, nie? jest chwilę pół metra nad ziemią i jeszcze się kręci, straciła na wadze, grawitacja przestała istnieć, wszystkie prawa fizyki też. Czego to jest zapowiedź? Dlatego myślę, że sztuka to jest coś, co nam nie pozwala na takie na takie patrzenie na świat jako na coś martwego, coś co w gruncie rzeczy jakoś tam trzeba przeżyć itd. albo tylko wykorzystać, albo tylko jakoś jak jamochlon wchłonąć, tylko jest to coś znacznie, znacznie więcej. Nie mam innego słowa pod ręką jak misterium, jak powiedzmy teatr był taki, teatrum Dei, nie teatr Boże, ten cały nasz wszechświat. No i nie... Nie chcę przez to powiedzieć, że ludzie niewierzący nie mają czegoś takiego. Otóż mają. I myślę, że dobrze, że oprócz ekumenizmu, dialogu wewnątrzchrześcijańskiego z innymi religiami, z judaizmem, z islamem, że trzeba by naprawdę poważnie potraktować ateistów. Bo żeby stać się, tak myślę, chrześcijaninem, Trzeba najpierw stać się ateistą, czyli dobrze się poczuć w tym świecie jaki jest. I później nie nękać Pana Boga, żeby nam Pan Bóg inny świat tutaj zmajstrował, a wtedy dopiero zaczniemy żyć. Nie, tak się nie da. [01:06:20.57 → 01:06:23.53] E: Taki podobny, tylko lepszy powinien być, tak? [01:06:24.29 → 01:06:31.01] F: Ale szczęśmy się tych, którzy chcą nam zrobić raj na ziemi. O, to trzeba się ich bać. [01:06:33.49 → 01:06:42.79] E: No właśnie, sztuka, więc może już wystarczy tych polonistycznych dociekań i poprosimy o kilka wierszy. Niech poezja zabrzmi. [01:06:49.46 → 01:06:54.08] F: Przede mną operacja na oczy. Nic groźnego, zaćma. [01:06:59.20 → 01:07:02.20] E: Co [01:07:07.44 → 01:14:14.14] F: się otworzy? Tu się akurat posłowie otworzyło. Ale coś jest wiosennego. Szósty dzień maja 2016 rok. Zakwitły kasztany, a jakże. Matura. Kiedy to było? 1965. Na rok przed milenium chrztu. Chściłem się pierwszym papierosem. To były karmeny. Na cmentarzu. z Hanką, może go państwo ze środowiska akademickich znają. Pan Hanku... O Boże, jednak skleroza. Teresą Cześkiem, niby ta przygotowując się do owej matury. Jeszcze kilka miesięcy i gniadę kasztany pogalopują po zrudzialej trawie a ja zacznę siedemdziesiąty rok życia. Dużo to czy mało? Nieważne. Czasu nie mierzy się zegarem. Oświadczył biskup Wiecznego Miasta, ale miłością. Wiecznego Miasta? Chyba nie. Rzym też strawi płomień czasu i trawa zarośnie. A może nie przeminie? Skąd wiadomo, że wszystko przemija? Skąd wiadomo, że dwa razy dwa równa się cztery? Jest prawdziwsze odpowiedzenia, marzę, więc jestem. Jestem. Gdyż jeśli coś jest z jakiegoś powodu, jest możliwe, dlaczego więc muszę mówić, że jest to niemożliwe? Czy dlatego, że rozsadza to moją czaszkę, pal sześć czaszkę. Od wielkiego wybuchu ponoć zaczął się świat. Może śmierć jest takim wybuchem? Któż to wie? Spróbuję coś jeszcze znaleźć. Misterium. Zawsze pociągały mnie polne drogi i pagórkowaty krajobraz, nawet bardziej niż góry. Wabi mnie każdy zakręt, biegnący szerokim lukiem, okrążający zagajnik, samotne gospodarstwo czy bagna. Idę powoli. Odwlekam moment, kiedy odsłoni się przede mną to za zakrętem. Czego jestem ciekaw i czego się obawiam. Czego nienawidzę i co kocham. Bilans. Zbilansować życie i śmierć. Oddzielnie niemożliwe. Ono wydaje się wieczne. Ona wszechmocna. A my wciąż między nim i nią. To miłe. Jestem informacją, która się nieustannie uwyraźnia w niekończącym się łańcuchu stanów skupienia. Tworząc to, co jest i tego, który jest, wciąż na wszelkie możliwe i niemożliwe przeistoczenia. No i może jeszcze Dawid. To tylko fotografia, tylko. Przecież on w garści obraca kamień, a jak wydorośleje, zamorduje przyjaciela. Na razie patrzy na mnie kamiennym wzrokiem. No i może urodziny. No tak, urodziła metrykalnie Marianna, nad ranem we wrześniu 1947. Była to niedziela. No tak, urodzony w niedzielę ma dwie lewe ręce. Chciałbym wiedzieć cokolwiek o tym momencie, kiedy zostałem poczęty. Pewnie pod koniec grudnia. Boże Narodzenie, początek stycznia, Nowy Rok, Stop. Kiedy grzebałem najpierw mamę, a potem ojca, kiedy z bloki tych, z których ja się wywinąłem, niby motyl z kokona, gdzie tam gąsienica z jaja, błogosławiłem. Błogosławiłem rodzinną mową, Oddawałem ziemi zwłoki. To znaczy, że nie ciało, nie mamy, nie tata, ale zwłoki. Coś zewleczonego z nich. Niby plaszcz, ale nie ich samych. Stojąc nad grobem mamy, a potem ojca, żeby nie oszalić, nie żegnałem się z nimi. Niby na peronie dworca. Nie rozstawałem. Nie spychałem ich w nieistnienie. To nielogiczne. Nie patrząc w grób, nie mówiłem. Mamo, tato. Nie patrząc w grób, nie mówiąc, mówiłem. Mamo, tato, wreszcie wolni jesteśmy. Idziemy z Kuźnic przez Skupniowy do Czarnego Stawu. Co mówisz? Napiłbym się piwa. Ja też. Dobra, do Murowańca. A dalej, dalej Czarny Staw. Kościelec, granaty, zawrat i dalej, dalej, dalej i dalej. To lubię. Co, mrzonki? Fantazje, złudzenia? [01:14:15.03 → 01:14:15.14] E: Tak. [01:14:16.48 → 01:14:24.90] F: Nie wiem, co odpowiedzieć. I to jest odpowiedź. Nad Kozim Wielkim już tylko niebo. [01:14:39.08 → 01:15:10.89] E: Dobra poezja jest rozmową, jest zaproszeniem do rozmowy. Ja bym chciała może teraz otworzyć taką przestrzeń naszej rozmowy tutaj wspólnej o poezji, no bo jaki temat jest wspanialszy do rozmowy niż poezja. Mam sygnał, że jako pierwszy taką rozmowę zechciałby otworzyć pan dyrektor wrażeniami po lekturze tomu. [01:15:12.95 → 01:22:04.54] G: Dziękuję bardzo. Dobry wieczór Państwu. Kiedy redaktor Wróblewski zadzwonił do mnie kilka tygodni temu i zaprosił mnie na to wydarzenie, bardzo się ucieszyłem, dlatego że w ciągu kilkunastu lat pracy w Tygodniku Powszechnym wielokrotnie spotykałem się z Wacławem Oszajcą, ale na łamach. Nie mieliśmy zbyt wielu okazji do kontaktów osobistych, do spotkań w rzeczywistości realnych. Bardzo chciałem się przekonać, że pewna anegdota, która krąży do dziś w Tygodniku Powszechnym jest prawdą. Mianowicie ci z Państwa, którzy pracowali kiedyś w jakichś czasopismach, wiedzą, że zdarza się, iż autorki, autorzy nad swoimi tekstami dostają takie malutkie zdjęcia. One się nazywają w języku technicznym główkami. I kiedy się zmienia makietę, bo czas leci, czytelniczki i czytelnicy oczekują nowej typografii, to te główki się zmienia, no bo autorki i autorzy również z tym czasem wchodzą w dorosłość, potem w dojrzałość. I pamiętam bardzo dobrze, że kiedy podczas jednej z takich zmian ktoś zapytał, czy zmieniamy główkę o szajcy, Adam Boniecki powiedział, nie, nie, nie, nie trzeba, bo on się w ogóle nie zmienia. I to jest prawda, że on się fizycznie w ogóle nie zmienia. To, co zaobserwowałem w rzeczywistości, będzie miało znaczenie dla tego, co przygotowałem sobie. Napisałem kilka słów po prostu. Więc to nie będzie pytanie. W ogóle miałem chyba wystąpić w trochę innej części tego spotkania, ale czasami po prostu na bieżąco redaguje się wydarzenia literackie. Na początek kilka słów z wierszy Wasława Oszajcy, które stanowią coś w rodzaju jego podstawowego wokabularza, ursłownika, żelaznego zasobu wyrazów. Wokół tych słów i wyrażeń krąży jego myśl. Do nich przylegają kolejne formuły i wersy. Od nich zaczyna się przyrastanie znaczeń. A zatem w ziemię wstąpić, iść, odejść, nie przeistnieć i zostać. Dużo czasowników, co nie powinno nas w ogóle dziwić, skoro Oszajca od pierwszej książki zajmuje się czasem i działaniem. Czasem danym człowiekowi i działaniami, które wypełniają jego egzystencję. W Ziemię wstępowanie kojarzy się z kresem życia, ze złożeniem ciała do ziemi, z której nie ma już ucieczki. Choć Oszajca rzeczywiście pisze o starości i zbliżaniu się do przełomowego punktu, to jednak nie podczuwa nam obrazu końca. Nie obiecuje też zbawienia, bo jak miałby złożyć taką obietnicę za pomocą wiersza, skoro jego zadaniem, zadaniem tego wiersza jest pytanie i poszukiwanie, wątpienie i rozważanie. Zamiast tego proponuje nam modlitwę, w której życie opada jak liście i zmieszane z trawą do wiosny znika w ziemi. Jest w tym nadzieja na ciągłość istnienia. Zniknięcie ma charakter tymczasowy. stanowi tylko jeden z etapów, po którym nastąpią kolejne. Na dodatek nastąpią tu, na ziemi, po tej stronie. Być może jedynej, jaką mamy, a na pewno jedynej, jaką choć trochę znamy. Dlatego w tych wierszach jest dużo chodzenia, przemieszczania się i ciągłego wędrowania. Kto nie chce opuścić świata, kto marzy o tym, by zostać pomiędzy innymi jego istnieniami, ten często wyrusza w drogę. Nie po to, by zajmować nowe terytoria. Nie ma u Oszajcy pragnienia ekspansji czy posiadania. Lecz po to, by jak u Paskala dążyć do uspokojenia przez ożywienie. By mieszać czas z przestrzenią, zbliżać się do tego, co istnieje, odwiedzać światy i zaszczycać je swoją obecnością. Należy przy tym pamiętać, że źródłowo czasownik zaszczycać znaczył zasłaniać ciałem przed atakiem, chronić. Słychać w nim także rzeczownik szczyt, który w przypadku realnych i poetyckich wędrówek Goszajcy wydaje się ze wszechmiar adekwatny, gdyż góry to jego ulubione miejsca. Zaszczycać obecnością nie oznacza wywyższać się, lecz wynosić innych, wynosić wszelki byt do właściwej mu godności. Po to się w wierszach oszajcy podróżuje, żeby poznać miarę wszechrzeczy, by odnaleźć właściwy rytm, aby poczuć i zrozumieć, jaka relacja łączy nas z całą niezbywalną resztą. Resztą większą od całości. Kilka cytatów. Nie mam zamiaru nigdzie odchodzić. Miliardy lat szedłem, żeby dojść tu, gdzie jestem. Nie potrafię, bo nie chcę niczemu i nikomu mówić do widzenia. Mówię wszystkiemu witaj. Ale przecież nie przestają istnieć rzeka, domy, sarny, kruki. Odejść nie znaczy przeistnieć. Przecież już byłem, żeglowałem. Dlaczegoż miałbym nadal nie być, nie żeglować? Mógłbym tak długo wyliczać świadectwa bezgranicznego przywiązania oszajcy do bycia. Wszystko w jego wierszach chce istnieć, niekoniecznie w tej samej postaci, niekoniecznie w tym samym miejscu. Niekoniecznie na takich warunkach jak wcześniej, ale wszystko pragnie trwać. Zwykle sytuujemy cud w przyszłości. Wyczekujemy go, niecierpliwimy się, gdy nie nadchodzi, poddajemy się, a potem zaczynamy od początku, podsycając w sobie wiarę, że coś niesamowitego kiedyś wreszcie się nam przytrafi. Oszajca od pierwszej książki niestrudzenie przekonuje nas, że cud już się wydarzył, że jest nim samoistnienie, że ta zawiązująca się od miliardów lat plątanina atomów, którą jesteśmy, wystarczy za dowód niesamowitości i wyjątkowości każdej i każdego z nas. Czytuję. Kto rozumny zaprzeczy przypuszczeniu, że niemożliwe nie zawsze pozostanie niemożliwe. Pisze poeta w wierszu zatytułowanym Krwiobieg Wieczności. Nie zamierzam zaprzeczać, ale nie dlatego, że jestem aż tak rozumny, lecz dlatego, że dokładnie tak samo jak o Szajcach odczuwam rytm tego wiecznego krwiobiegu. Drogi poeto istnienia, zostań z nami jak najdłużej. Dziękuję Państwu bardzo. [01:22:06.62 → 01:22:30.62] E: Bardzo dziękujemy za. podzielenie się refleksją po lekturze, ja tylko dodam, że w ziemię wstąpić jest symetryczne z w niebo wstąpić, a poza tym te liście, co to mają w ziemię wstąpić, to one się stroją na to w ziemię wstąpienie, czyli znów nie jest takie oczywiste. [01:22:30.90 → 01:23:45.97] F: Bo gdzieś tam kiedyś napisałem, że mam niebo pod nogami, a ziemię nad głową, więc Ciągle to samo piszę, ciągle o tym samym opowiadam, bo nic innego nie mam, co bym uważał za ważne, żeby się z ludźmi podzielić, żeby móc rozmawiać. tak jak tutaj pan dyrektor też powiedział, krąży wokół czasowników, bo przymiotniki to są bardzo niebezpieczne. W przymiotnikach diabeł siedzi, natomiast czasownik to jest boska sprawa, no bo w końcu nasz Bóg, chrześcijan, nie ma... Jego imieniem jest forma czasownikowa, jest. Co prawda tam dodają jeszcze, który jest, jeszcze inni dodają, że jest dla. Ja wolę już ten sam czasownik jest. Stąd takie jakieś opętanie tym czasownikiem. [01:23:46.72 → 01:24:01.16] E: No i tradycyjne językoznawstwo powie, że ośrodkiem zdania jest czasownik, a zdanie to jest to, kiedy mówimy o stanie rzeczy, więc ten czasownik jest jednak najważniejszy. [01:24:01.84 → 01:24:02.44] F: No właśnie. [01:24:03.36 → 01:24:21.71] E: Nawet z takiej perspektywy. Chciałabym bardzo zachęcić państwa podzielenia się swoimi przemyśleniami, refleksjami. Bardzo proszę. [01:24:23.27 → 01:25:01.73] F: To jest ten najtrudniejszy moment. Boguś. Użyjemy podstępu. Mianowicie ustanów bonus za pierwsze pytanie. Książka. Nie mają ludzie ochotę. Zaraz, Fredek. Czekaj, czekaj, czekaj, bo to nie ambona, a nie katedra. [01:25:02.77 → 01:25:06.03] C: Mam powtórzyć? [01:25:06.47 → 01:25:09.86] F: Tak, słuchaj, bo ja już wiesz, Jestem [01:25:09.86 → 01:27:03.14] C: człowiek łapczywy, czyli wystawiam łapę po książkę, a ponadto chytry, zaoszczędzę i w zasadzie cóż mogę powiedzieć, że cieszę się, że Cię widzę, Wacku. I myślę, że to jest najważniejsze, ponieważ wiersze już czytałem, słyszałem, Choć ciekaw jestem, jak ten wybór, który zrobił Boguś, jest skonstruowany. To jest zawsze ciekawe, co robi się z poetą i z poety, więc cieszę się, że dostanę taką książkę. Ale tak sobie pomyślałem właśnie o tym... A! Cudowne słowo. nie przeistnieć, tak? Niesamowite słowo. Będę nad nim myślał, co to właściwie znaczy. I czasem wystarczy, myślę, że jak się obcuje z poezją taka jedna no właśnie iskra, bo to jakoś mnie strasznie rozświetliło, co z tym istnieniem, no właśnie, nie przeistnieć. Mamy słowo przemijanie, ale ono nie ma nic, nie przemijanie, trwanie, ale ono nie ma nic, nie ma w rdzeniu, nie ma w tej swojej treści istnienia, a tutaj nie przeistnieć. No fajnie, że Ci to przyszło do głowy i że nam powiedziałeś. [01:27:05.10 → 01:32:14.01] F: Dzięki Fred. Słuchaj, mówisz o takiej iskrze. Ja się nosiłem bardzo długo z takim wierszem, które opisuje moją uczennicę ze szkoły muzycznej z Plażowej, Ala Żurek. w drugiej klasie zmarła na raka. No i wiedziałem, że jestem jej dłużny, żeby opisać te już ostatnie tygodnie, miesiące jej życia, ale nie wiedziałem, jak to zrobić. No i byłem na spotkaniu z Różewiczem, a właściwie to nawet w Poznaniu to było, Ja moim lubiniakom to mogę powiedzieć, jak się czuję, przyjeżdżając do Lublina. Mianowicie czuję się, jakbym był po iluś tam rozwodach. Przyjeżdżasz człowieku do parafii, poznasz ludzi, polubisz. No i naraz biskup przysyła jakiegoś kanonika albo tylko list i mówi, że mam się wynosić na inną parafię, nie? No zostawiasz ludzi, bo przecież nie zabierzesz, nie? Na tej drugiej parafii masz znów ludzi i jeśli człowiek chce być z tymi ludźmi, no to trzeba ich polubić, nie? No i rok, dwa, trzy i znowu wiodą następne, znowu porwane relacje. Znowu nowi ludzie, no ale człowiek ma jedno serce. Więc na dodatek zapomina się imiona, nazwiska. Teraz mi się coraz bardziej przypomina. Nie wiem, co wczoraj było na obiad, ale co było 50 lat temu, to w szczegółach. Bardzo proszę. No i tak to wygląda. Wracając do Ali. No i wtedy w tym Poznaniu Różewicz u nas nocował w naszym domu zakonnym. To były lata 80-te. Teraz później chodził i chwalił się, że był w zakonie. Więc dostał krwotoku, bo tam było bardzo sucho. No i będąc z nim w spotkaniu, powiedziałem sobie, Już wiem jak to zrobić. Nie mogę się bawić w poetę. Nie mogę robić wiersza, pisać wiersze. Ja muszę możliwie jak najskąpiej, niemal reportażowo opisać i fakty będą mówić same za siebie. No i później Leszek Mądzik, chyba w jednej, jedynej sztuce jego jest warstwa słowna, on dał w epilogu, nie pamiętam tę sztukę, ale było Skrzydło Anioła bodajże, jeśli dobrze, dobrze pamiętam. I on to umieścił, było to u dominikanów tak grana, grana ta rzecz. No i wtedy też taka iskra, chwyciłem sposób, żeby to opowiedzieć i nie zabawić, przepraszam, nie mam lepszego słowa, tym, tym, tym, bo czasem człowiek się bawi pisząc, natomiast tutaj trzeba było tak, Później coś podobnego przeżyłem, ale też odsyłam do artykułu w akcencie o poezji, o twórczości Władysława Szlęgela. Ja nie wiem jak się odmienia, czy Szlęgela, czy Szlęgla. Szlęgela mi lepiej leży w aparacie mowy niż Szlęgla. Też jego wiersz, jeden z ostatnich, kiedy on Boga stawia przed Izraelem, przed narodem wybranym, ale nie będę opowiadał to Państwo sami do tego dotrą. Schengel to jest autor Pana Andziama Wychodne, Jadziem Panie Zielonka, Tango Noturno, a później już w getcie zaczął pisać już nie teksty, ale naprawdę wiersze. To tak to jest z poezją, że naraz otwiera człowieka z każdą sztuką. Tak jak wspomniałem o tej tańczącej, o tańczącym balecie, o ludziach tańczących. Ja się nie mogę nigdy napatrzeć. Im jestem starszy, tym bardziej mnie tam ciągnie. Więc to pokazuje rzeczy niemożliwe, a jednak. Dzięki. [01:32:20.73 → 01:32:29.61] E: Czy ktoś z Państwa zechciałby jeszcze podzielić się z nami swoją refleksją, włączyć się w naszą rozmowę? [01:32:32.53 → 01:32:35.53] C: Książkę [01:32:38.98 → 01:32:39.85] E: można podbać. [01:32:40.10 → 01:33:03.20] F: Odżałuję. Proszę [01:33:14.51 → 01:33:15.85] B: Pani Stefa Michalska. [01:33:17.23 → 01:34:07.29] E: Takie króciutkie spostrzeżenie, bardzo podobało mi się jak powiedział orszajca. że w przymiotnikach to diabeł siedzi. Bardzo mi się to podobało. Dziękuję. No tak, bo przymiotniki to jest bardzo bogaty, to jest postrzeżenie bardzo bogatych świat przymiotnikowych. Różnie to można wykorzystać właśnie emocjonalnie. No i można tutaj podsumować, że tam siedzi jakiś diabeł albo anioł. Może jest taki wiersz o lichu i to właśnie w tomie zostaje i to licho wcale nie jest złe. [01:34:08.11 → 01:34:09.47] G: Wrocławie, ja nie wiem czy tu mnie [01:34:09.47 → 01:34:12.49] A: widać za tej kolumny, ale ja się [01:34:12.49 → 01:34:17.37] G: chciałem zapytać o coś, co mi przyszło do głowy, że bardzo dużo jest w twojej poezji tego, co jest u Miłosza. [01:34:17.97 → 01:34:20.06] F: jakaś taka, jak tak słuchałem, prawda, taka [01:34:20.06 → 01:34:23.56] G: zachłanność świata i właśnie takie przekonanie, że [01:34:23.56 → 01:34:26.73] A: ten świat będzie zawsze, tylko może w innej formie. [01:34:27.31 → 01:34:43.43] G: Jak twoja recepcja Miłosza właśnie wyglądała? Czy to jest ważna postać dla ciebie jako poety? Jeszcze jedną właśnie, on pisał w jednym wierszu, to było coś o tym wielorybie świata, prawda, to było takie, bardzo mi się skojarzyło właśnie z twoimi wierszami. [01:34:46.72 → 01:38:48.79] F: Starego Miłosza bardzo lubię, a już zwłaszcza jego traktat teologiczny powinien być wykładany na wydziałach teologicznych, nie? A zaczyna się tak, co mnie bardzo przypasowało, mniej więcej, że takiego traktatu młody człowiek nie napisze. I nie jest to spowodowane, ja nie czytuję, powiadam, nie jest to spowodowane strachem przed śmiercią, ale potrzebą dziękczynienia. No i później bardzo często się, zwłaszcza jak tam w tego tygodnika piszę, a brak mi do wątku jakiegoś argumentu takiego, który by zaistniał, to sięgam do Miłosza, do Leszka Kołakowskiego, do jego eseju Jezus ośmieszony, do Szymborskiej, Szymborska jest do zdobycia przez teologów. Ona jest pobożna jak licho. Ludzie, jeśli chodzi o Szymborską, zwłaszcza pochwała złego o sobie myślenia, mniemania, to załatwia te nasze spowiedzi automatyczne. Najpierw się człowieka obmaluje, obmaluje, wyciągnie mu się forsę, później trzy razy zrywa śmario, a stówa w kieszeni, a ten obsmarowany traci pracę i tak dalej. Więc Szymborska jest naprawdę do odkrycia przez teologów. Widzę, że Fred kiwa głową. No i trzeci tom Pisma Świętego, nawet te same to na trzecim bym dał Angeliusa Silesiusa, Anioła Ślązaka. to tak między nimi wędruje. Jeszcze jest taki amerykański, w nim jeszcze żyje, Dawid Lorenz i jego poemat ryby, to wiersz à propos tytułu, czyta się jego wiersz, te ryby, tak jakby człowiek był na lekcji biologii o życiu i rozmnażaniu się ryb. I dochodzisz do puenty, a tam jest tak, na początku i na końcu, Chrystusa nazwano rybą. No i dopiero jeśli ktoś szuka dobrego traktatu o wcieleniu Syna Bożego, to radzę czytać ten poemat człowieka niewierzącego, który się deklarował jako ateista. A potrafił tak cudowną rzecz poprowadzić. Broniewski. Znowu robimy mu krzywdę. Pamiętając parę jego wierszy, okolicznościowych bym powiedział, ale cykl choćby Anka, Znowu to można zestawić z stronami Kochanowskiego. To nie ja wymyślałem, ja gdzieś to wyczytałem. Także staram się prowadzić rozmowę z tymi ludźmi. Oczywiście Miłosz, ten młody i tak dalej, ja nie czytam od deski do deski. Natomiast ten stary Miłosz do mnie mówi, zwłaszcza, gdzie jest mocny wątek teologiczny. No i Kołakowski. [01:38:57.30 → 01:38:59.42] G: Czy z Jakubem Nadbystrzyckim rozmawiasz? [01:38:59.42 → 01:39:01.04] B: Ja powtórzę pytanie z końca. [01:39:01.06 → 01:39:02.06] F: Jakub Nadbystrzycki. [01:39:02.08 → 01:39:05.18] B: Czy rozmawiasz jeszcze z Jakubem Nadbystrzyckim? [01:39:05.28 → 01:39:05.60] F: Tak. [01:39:05.84 → 01:39:32.20] B: Tym z Państwa, którzy nie wiedzą, przypomnę, że to jest tytuł, że to jest pseudonim, którym Wacław Oszajca posłużył się, pisząc fantastyczny zbiór wierszy zatytułowany Listy ze strajku. wydany w podziemiu po jego udziale w strajku na Politechnice Lubelskiej jako kapelan tam strajkujący. [01:39:32.94 → 01:41:46.90] F: Marek? Marek Gromaszek. Jeden z największych rozrabiaków w czasie strajku na Politechnice. Więc Jakub to jest imię ówczesnego rektora Mamesa, profesora Mamesa, nadbyszczyckie, bo nadbyszczyco, nie? Więc bardzo się zaszyfrowałem, jak widzą Państwo. Także, dlaczego, skąd? Ten sam powód, dla którego piszę ciągle tę Ukrainę, mianowicie wiedziałem, że to co się, chyba już o tym mówiłem tutaj dzisiaj, wiedziałem, że to co się dzieje wymaga innej obróbki, przepraszam za wyrażenie, że to jest sprawa bardzo ludzka, i dotycząca tego, co jest dla tych ludzi młodych i dla nas już wtedy dla wykładowców, dla mnie jako kapelana jest, jest, jest równie ważne, a dla nich jeszcze ważniejsze. Stąd zaczęło się, zaczęło się pisanie, bo to nie ma tak, że, przepraszam, ja mam kłopoty z gardłem, bo to nie jest tak, że ja Mówię sobie, aha, dzisiaj piękne słonko, dobry obiad był, winka wypiłem, oto napiszę wiersz, nie? Tylko to przychodzi, to przychodzi, ale to nie tylko myślę pisarze mają tak, bo jak rozmawiałem z matematykami, choćby to mówią, że mają podobnie, że chodzą z jakąś kwestią, z czymś, mówię nieraz nad ranem, naraz olśnienie, naraz uchwycił to, o co mu chodziło, wiedząc, że to jest na dzień dzisiejszy, a jutro zobaczymy. Więc stąd te listy ze strajków wzięły się, No i powstał ten malutki tomik. [01:41:48.36 → 01:42:04.18] B: Nie wiem, Aneto, czy się zgodzisz ze mną, ale ponieważ czas upływa nieubłaganie, to zostawmy sobie jeszcze chwilę na podpisywanie książek i na możliwość rozmowy indywidualnej z każdym z Państwa, którzy o taki podpis poproszą. [01:42:09.39 → 01:42:16.10] F: To ja tobie dziękuję za zaprowadzenie, za wprowadzenie. Piękne dzięki. [01:42:16.19 → 01:42:29.36] E: A ja dziękuję za wzruszenie, za zaintrygowanie, za rozmowę. No i człowiek jest z natury zachłanny i łapczywy, tyle że na różne rzeczy. My jesteśmy łapczywi na wiersze, więc prosimy o więcej. [01:42:30.62 → 01:44:06.92] F: Zapraszam się na zaś. Dziękuję bardzo. Boguś, dzięki. Panie dyrektorze, dzięki. Dzięki redakcji, koleżankom, kolegom. Bardzo lubię ten tytuł. Kiedyś było tak, że się tytułowaliśmy czy w Związku Literatów, kolega, koleżanka, więc wracam do tej starej dyrekcji. Dziękuję prezydentowi w wojewodzie, No i wszystkim, dzięki którym istniejemy, istnieje akcent. W Lublinie się rodzi, ale później łazi po całym świecie. Więc życzmy naczelnemu, życzmy całej redakcji, żeby tenże akcent mógł wędrować jak najdalej. Dziękuję bardzo. Proszę Państwa, piękna pogoda, tu jest mnóstwo lokali, niezły piw w Lublinie dają. Weźcie swoje ładniejsze połówki i wstąpcie do któregoś z lokali, a ja załoczni do Was dołączę.
45-lecie Akcentu / „Mówię wszystkiemu witaj” Spotkanie z Wacławem Oszajcą
„Mówię wszystkiemu witaj” – spotkanie z Wacławem Oszajcą, autorem niedawno opublikowanej książki poetyckiej pt. „zostaję” (Wyd. Iskry, Warszawa 2025).
Wacław Oszajca, kapłan katolicki, jezuita, jeden z najwybitniejszych polskich poetów. Choć od wielu lat mieszka poza Lublinem, często wraca na Lubelszczyznę, gdzie się urodził i gdzie mieszka jego najbliższa rodzina i przyjaciele. Jest absolwentem teologii KUL, w latach 80. był duszpasterzem akademickim Politechniki Lubelskiej i przewodniczącym Lubelskiego Komitetu Pomocy Internowanym i Represjonowanym. W Lublinie pamięta się o mszach za ojczyznę odprawianych przez niego w kościele powizytkowskim.
Zadebiutował tomem wierszy pt. „Zamysł” w serii „Lubelskie Prezentacje Poetyckie” (1979), od tego czasu opublikował ponad 20 książek poetyckich i eseistycznych przekładanych na niemiecki, włoski, rosyjski, ukraiński, węgierski. Autor scenariuszy dla Teatru Polskiego Radia, stały współpracownik m.in. „Tygodnika Powszechnego”. Był cenionym wykładowcą akademickim. Laureat licznych nagród literackich, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2011). Członek Rady Programowej Wschodniej Fundacji Kultury, którą współzakładał w Lublinie w 1994 r.
Na spotkaniu przedstawimy publiczności najnowsze utwory poety. Rozmawiać będziemy nie tylko o źródłach tej niezwykłej liryki, ale także o tym, co decyduje o jej wewnętrznej dynamice – napięciach miedzy życiem i śmiercią, stałością i zmianą, przemijaniem i trwaniem.
Przed spotkaniem odbędzie się uroczystość wręczenia kilku osobom związanym z „Akcentem” odznaczeń przyznanych przez władze województwa i miasta w związku z przypadającym w tym roku 45-leciem istnienia naszego kwartalnika.