Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.12 → 00:10.88] A: Drodzy Państwo, poproszę o klaski dla naszych wspaniałych gości. Katarzyna Kubacka-Seweryn i Andrzej Seweryn są z nami. Zapraszam Was, moi drodzy.
[00:15.38 → 00:18.38] B: Roszady.
[00:24.09 → 00:46.58] A: Bardzo Państwu dziękujemy. Ja również Państwu bardzo dziękuję, że jesteście z nami. Uprzedzę od razu, mam tabletki na gardło, gdyż trochę mój głos nie domaga. Radziłam się tutaj przed sekundą, jak to zrobić, żeby jednak gardło zawsze było na posterunku, ale dzisiaj jest jak jest. Jak widzicie Państwo, pan Andrzej Seweryn już z telefonem. Jest postacią zajętą.
[00:47.20 → 01:02.24] B: Nie, nie, dobry raz jeszcze. Nie, to tylko dlatego wziąłem, że jeżeli państwo spytają mnie o jakiś cytat z Szekspira albo z pani Wisławy Szymborskiej lub z Wigniewa Herberta, no to mam to pod ręką i wtedy.
[01:02.26 → 01:03.08] C: A nie pamiętasz?
[01:03.38 → 01:04.50] B: Nie wszystko pamiętam.
[01:05.03 → 01:58.14] A: To taki quiz może będzie częścią tego spotkania. Proszę nie kusić, bo jeszcze publiczność za tym pójdzie. Chciałabym się na początek odnieść do tego, o czym mówiliście, drodzy państwo, kiedy byliśmy tam, czyli przed seansem tego filmu, że to nie jest film biograficzny. Mam taką grę słowną. Czasami mamy filmy dokumentalne o artystach, o osobach, które są jak egzegi monumentum, czyli stawianie takiego pomnika. A tutaj mamy takie exegi momentum. Właściwie, że to wszystko się dzieje w chwili. I chciałabym zapytać was o pomysł na ten film. Czy on wyszedł od was, czy od reżysera tego filmu? Jak tutaj to ewoluowało? Bo myślę, że filmów o panu Andrzeju Sewerynie można by zrobić fafnaście i każdy byłby inny. Ale wybór padł właśnie na taki rodzaj opowieści. Opowiedzcie proszę trochę o tym.
[01:58.54 → 02:57.87] C: Może ja opowiem jak to było, bo zaczął powstawać wcześniej inny film ale z różnych powodów on nie doszedł do skutku, nie otrzymał również dofinansowań w instytucjach. I w momencie, kiedy przyszedł taki moment, gdy Andrzej przygotowywał się do roli królowej, to ja już wiedziałam, że to jest moment, który warto zdokumentować, bo widziałam reakcję Andrzeja, widziałam jak się przygotowuje do tej roli, wiedziałam o tym, że to jest bardzo duże wyzwanie dla niego. zupełnie inna postać, którą ma odegrać. Ja nie jestem producentką filmową, jestem producentką wydarzeń artystycznych, ale postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, bo czasu było bardzo mało, a już wcześniej pojawiły się takie pomysły, że jest osoba, która bardzo dobrze zna Andrzeja, ponieważ rozmawiała z nim przez około 200 godzin do książki, ja prowadzę.
[02:57.95 → 02:58.37] B: 250.
[02:59.07 → 04:20.75] C: 250 nawet. a później jeszcze dorozmawialiście troszeczkę, ale to może o tym później. I to jest dziennikarz, ale również reżyser filmowy po Szkole Filmowej, Arek Bartosiak. I postanowiliśmy zadzwonić do Arka i zapytać, czy on nie podjąłby się takiego zadania jak zrealizowanie filmu o Andrzeju. Wiedzieliśmy, że nie chcemy właśnie wystawiać pomników, Skromny bohater się w zasadzie nie wypowiadał na ten temat. Ja byłam pewna, że pomnik to jest najgorsze, co mogłoby się wydarzyć. Niech on sobie sam każdym przedstawieniem stawia te pomniki. Natomiast było dla nas ważne, żeby to nie był film właśnie taki typowy, biograficzny, zgodny z czasem, w którym Andrzej żył i chronologicznie ustawionymi wydarzeniami. Zadzwoniliśmy do Arka i Jarek w pierwszym zdaniu powiedział oczywiście, że tak, że to wielka radość dla niego i mówi, ja wiem jaki to będzie film. Nie wiem czy ja precyzyjnie w tej chwili powiem, ale on mniej więcej powiedział, że to będzie film o człowieku, który się nie zatrzymuje, który biegnie. No i chyba się udało.
[04:23.48 → 04:40.36] A: Panie Andrzeju, kiedy ten pomysł się pojawił, to to chyba było trochę nowym wyzwaniem, stać się bohaterem filmu dokumentalnego. Jestem ciekawa, jaka to dla Pana była sytuacja, że oto nagle nie kamera akcja, tylko kamera cały czas.
[04:42.26 → 05:20.87] B: Nie chciałbym Państwa i Panie redaktor rozczarować, ale to nie było nic dla mnie, ani nowego, ani zaskakującego, ani niezwykłego. Były już filmy o mnie, które pokazywały moją pracę we Francji i tak dalej. Natomiast tutaj pomyślałem sobie, że skoro żona uważa, że warto robić ten film, to znaczy, że tak jest, bo moja żona zawsze ma rację.
[05:24.25 → 05:27.17] A: To jest nagrane, to się nagrywa.
[05:27.61 → 06:47.15] B: Moja żona ma rację zawsze i w związku z tym bez wahania przystąpiliśmy do zdjęć. Mówiąc troszkę inaczej, niepoważniej, mówiąc trochę inaczej, rzeczywiście Arek Bartosiak i Łukasz Klinkę rozmawiali ze mną 250 godzin i dobrze mnie znali. I dlatego miałem pełne zaufanie do reżysera. I w związku z tym, kiedy oni wchodzili gdziekolwiek, na plan, czy tam do mojego biura, to ja oczywiście, że miałem świadomość, szczególnie przez pierwsze minuty ich obecności, jeżeli byłem czymś zajęty, że jest kamera w tym miejscu, że filmują mnie. Ale potem właściwie o tym zapominałem. taką tezę chciałem postawić, mianowicie, że to jest prawdziwe wszystko, co tam jest, że tam nawet przed aktorami to ja tam nie grałem, bo rzeczywiście te pewne uwagi, które dawałem aktorom były naprawdę moimi szczerymi, prawdziwymi uwagami. Nie wiem, na jakie pytanie odpowiadam w tej chwili, ale mogę tak dalej jeszcze opowiadać.
[06:47.15 → 06:48.39] A: Prosimy, prosimy.
[06:48.85 → 07:44.71] B: Więc to zaufanie posunęło się do tego stopnia, że ja wiedziałem, że w najbardziej intymnych sytuacjach oni nie będą filmowali. Byli czasami w garderobie, i pracowała cały czas kamera, właśnie nie wiem, czy cały czas, no bo były sytuacje, których właściwie się nie powinno, to jest niestosowne filmować, prawda. I nic takiego w 140, jeśli dobrze mówię, jeśli się nie mylę, godzinach materiałów było. Czyli nic takiego nie było. I teraz znowu, teraz skoro cytuję te informacje, skoro przekazuję państwu te informacje, 148 godzin materiałów, to proszę zastanowić się nad tym, jaki problem stanął przed reżyserem i montażystą, żeby zrobić z tego film, który ma 117?
[07:44.99 → 07:47.29] C: 77 z napisami.
[07:47.37 → 08:21.07] B: 77, czyli godzina 17. Rozumiecie? To oni musieli ciachać po prostu, w ogóle wyrzucać całe fragmenty, przygód, zdjęć, już nie wiadomo co. To ja tutaj też mogę to powiedzieć. Spotkanie z takim wspaniałym człowiekiem, który nazywa się Sojka. Taka piękna scena, którą żona najbardziej żałuje, bo tam podobno było to bardzo piękne. Ja nie pamiętam, ja nie wiem, co to za fragment filmowany.
[08:21.07 → 10:44.93] C: Ale to ja może dopowiem Andrzeju, bo rzeczywiście z tylu godzin materiału, faktycznie Państwo możecie sobie wyobrazić, ile można zrobić filmów. Ja po raz pierwszy zobaczyłam, wiedząc niby, czym jest montaż i jak można przemontować film, który nagle staje się zupełnie inny. Ale przy naszym filmie zobaczyłam rzeczywiście, czym jest prawdziwy montaż. Bo otrzymałam jedną wersję, ja raczej byłam takim producentem, który się nie wtrąca. Oddałam Arkowi, też mając pełne zaufanie, bohatera i jego talentowi oddałam produkcję. Natomiast otrzymałam jednego dnia film zmontowany i to jest w zasadzie jedyny taki moment, w którym ja powiedziałam, że ja nie chciałabym, żeby ten film był Państwu przekazany. Nie dlatego, że to był zły film. On był świetny, ale to nie był film o Andrzeju. Mimo, że był z tych samych fragmentów zmontowany. Natomiast kiedy zobaczyłam tę wersję, w nocy napisałam do Arka, tak, to jest film o Andrzeju, bo znam go dość dobrze, jesteśmy razem 15 lat i naprawdę ja widzę, że każda scena w tym filmie jest absolutnie autentyczna, absolutnie. A jeszcze dopowiadając do obecności kamery, to ja się też zgodzę i taki wątek prywatny mogę tutaj wtrącić, Zgodzę się z tym, że rzeczywiście kamera i cała ekipa była bardzo czuła w filmowaniu i rzeczywiście mieliśmy wrażenie, że jest nieobecna, bo na początku ja powiedziałam, że absolutnie żadnych scen prywatnych, żadnego domu, że ja nie chcę, żebym się gdzieś tam pojawiła. Arek mnie przekonał, że chociaż w niektórych sytuacjach rzeczywiście powinnam się znaleźć, Natomiast kiedy byli w domu, ja bardzo źle się czuję w takich sytuacjach przed kamerą. I tutaj możecie państwo wierzyć bądź nie, ale też jestem potwornie zestresowana. Natomiast kiedy ekipa przychodziła z kamerą, to ja w zasadzie zapominałam, że oni są. Bo byli, jak mówię, dyskretni, bardzo cisi i bardzo czuli w tym. Także zgodzę się.
[10:45.96 → 11:04.60] A: prawdziwy kunszt dokumentalistów, bo o tym się dużo mówi, że trzeba bohaterów oswoić z kamerą, że to musi chwilę potrwać, że jak to sprawić, żeby ktoś się czuł dobrze, a tutaj okazuje się, że chyba ta wasza znajomość i relacja wcześniejsza faktycznie bardzo temu projektowi pomogły.
[11:04.70 → 11:08.38] B: To ja się zastanawiałem, jak zrobić, żeby oni się czuli dobrze.
[11:10.10 → 11:17.34] A: Najlepiej, żeby pan z nimi 15 minut wcześniej porozmawiał w garderobie i rozmowa by się toczyła np. o skarpetkach, to wtedy
[11:17.34 → 11:24.82] B: człowiek się czuje mniej zestresowany. To o skarpetkach, to swoją drogą, ale wie pani, Nottingham Forest wygrał 1-0 z Manchester City, to jest dopiero sensacja.
[11:24.84 → 11:25.64] A: No i właśnie.
[11:26.26 → 11:34.52] B: Znaczy sensacja, może źle mówię, tylko to jest wielkie zwycięstwo Nottingham i być może naprawdę będą mistrzami Premier League.
[11:35.03 → 12:47.81] A: A w Lublinie dzisiaj przepiękna pogoda, prawda? I już wszyscy od razu czują się lepiej. Przyznam szczerze, że ja też byłam trochę zestresowana, ale kwadran z tym duetem w garderobie naprawdę pomógł i dzięki temu łatwiej mi się dzisiaj tutaj zadaję pytania. Zapytam o Królową, bo jednak już pani powiedziała o tym, że to był ważny punkt odniesienia. Ja oczywiście karierę pana Andrzeja Seweryna, jak to każda osoba zajmująca się kinem polskim, właściwie trochę muszę znać, bo kino polskie to również Andrzej Seweryn w bardzo dużym wymiarze. Kiedy oglądamy filmy, to faktycznie co chwilę trafiamy na to nazwisko. Tak to jest zrobione, że i Andrzej Żuławski mój ukochany, i Andrzej Wajda oczywiście i wszyscy inni. zasłużeni reżyserzy i reżyserki, ale wtedy wjeżdża królowa, cała na kolorowo i na wybujale, zaskakująco, malowniczo. Już pani wspomniała, że to był ważny moment. Ja jestem ciekawa, chciałam o to zapytać po prostu. Liczyłam na to, że będę miała kiedyś w życiu szansę, żeby zapytać o rolę w tym serialu. Jaki to był dla pana moment właściwie i czy to się pojawiło w dobrym momencie? Gdyby pan mógł trochę opowiedzieć o tej roli.
[12:51.51 → 17:34.24] B: Od kilku tygodni świat się zmienił. Świat amerykański się zmienił. Pan prezydent ogłosił, że są tylko dwie płci, czy płcie? Płcie. Jestem pewien, czy to jest prawda, to jest bardzo złożone, ja w tej nie będę podejmował debaty poważnej, bo się nad tym nie znam, natomiast niewątpliwie to jest pewien sygnał dla, nazwijmy to, Był taki kiedyś termin, który został użyty przez, jak on się nazywał? Jednego polityka prawicowego na temat antysemityzmu. To był, jak ktoś? Nie pamiętam. On zastępował słowo antysemityzm przez scepto, sceptosemityzm. sceptosemityzm. Więc ja nie twierdzę, że poglądy pana prezydenta zmieniają cały świat i tak dalej i tak dalej. Natomiast niewątpliwie, niewątpliwie te poglądy wpływają, wpłyną na tych, którzy są, nazwijmy to, sceptycznie nastawieni do tego, co się nazywa świat LGBT plus i tak dalej. To taka pierwsza refleksja po latach. Nigdy bym tego nie mówił rok temu. Nigdy bym się taką myślą nie dzielił. Ale dlaczego się nią dzielę? Dlatego, że ten film chciał, chyba ideą tego filmu był jakiś udział w debacie. Jakieś otwarcie się na innych ludzi. Ludzi, którzy kochają inaczej, którzy się ubierają inaczej, którzy myślą inaczej i tak dalej, i tak dalej. Nie była to reklama. Nie była to propaganda, prawda? To był film przyjazny. Tam nie było żółci, brudu, agresji. A takie filmy też są, też istnieją w ramach tej problematyki. Dlatego uważałem, że to jest film pozytywny, warty obejrzenia. Mam nadzieję, że jakąś tam cegiełkę dołożył do poznania się, bo ja nie chcę tutaj mówić do problemów tolerancji, współistnienia raczej niż tolerancji albo akceptacji, też nie lubię tego słowa, współistnienia. Natomiast... Ja pamiętam lata 60. i 70. zeszłego wieku. W ogóle o tym się nie mówiło, szanowni państwo. Został dokonany niezwykły postęp czy rozwój, jeśli chodzi o całą tę problematykę LGBT+. Myśmy wiedzieli, że ktoś tam nie kocha kobiet, on jest osobny, on tam funkcjonuje, ma jakiegoś przyjaciela, ale o tym się nie mówiło. Prawa ludzi LGBT, Jakie prawa? Jaka problematyka w ogóle? Nic takiego, w ogóle o tym nie było mowy. Przynajmniej w moim świecie, w świecie, w którym ja żyłem, a ten świat, jak państwo się domyślacie, artystyczny, był powiedzmy bardziej taki wolny, czy jak to tam nazwać. Więc ja uważam, że coś niezwykłego się dokonało w tej sprawie. I to nie jest takie proste do zahamowania stwierdzeniem pana prezydenta wyłącznie. Ja myślę, że w kulturze zawsze było tak, że osoby LGBT plus istniały, tworzyły, istnieją dzisiaj i tworzą i będą istniały i będą tworzyły, niezależnie od tego, co będzie mówił pan prezydent USA.
[17:41.94 → 17:51.54] A: Trochę już odpowiedział pan na moje pytanie z tym związane, bo jesteśmy świeżo po Oscarach, które w tym roku były wyjątkowo apolityczne.
[17:51.70 → 17:52.86] B: Skromniutkie bardzo.
[17:52.90 → 17:54.92] A: Bardzo skromniutkie, takie grzeczne.
[17:55.04 → 18:04.98] B: Wszyscy się boją szmalec, szmalec, wszyscy się boją szmalec, panie redaktor, a mają tego szmalcu potąd, ale oni chcą mieć jeszcze więcej.
[18:05.95 → 18:26.09] A: Tak, żarty się skończyły dla Hollywood, ale tak przynajmniej Hollywood myśli albo przynajmniej chce tak myśleć. A ja się zastanawiam i trochę pana działalność i pana dobór ról z królową na czele są dowodem na to, że nie da się nie podejmować tematu.
[18:26.27 → 24:42.42] B: Wie pani... To jest ciekawe, co pani mówi i proszę nie traktować tego, co powiem jako swego rodzaju kokieterii. Pani mówi dobór ról, jak gdybym to ja był autorem tego doboru. Ewentualnie od czasu do czasu mogę powiedzieć nie, ale to inni decydują. To reżyserzy mają pomysł, niech to zagra Andrzej. to producenci myślą, a może udałoby się jego przekonać, albo tam może by się nam przydał. To jacyś może aktorzy mówią producentowi i reżyserowi, słuchaj, gdybym ja z nim grał, gdybym ja z nim grała. Ja jestem dyrektorem teatru od 15 lat. Ja nigdy nie zdecydowałem sam, nie narzuciłem siebie żadnemu reżyserowi przez te 15 lat, a grałem duże role. Ja siebie nie obsadzam. To reżyserzy, którzy przychodzili do teatru, proponowali mi, żebym zagrał Borysa Godunowa, żebym zagrał Króla Lira i tak dalej. To jest pewien luksus. Ja jestem z tego dumny rzeczywiście, ale to prawda. Ale to prawda. Gustaw Holoubek mówił bardzo często o tym, że to jest taka oczywistość, ale akurat cytuję tego wspaniałego polskiego artystę, patriotę, że szczęście trzeba mieć. Proszę Państwa, ja byłbym anonimowym młodym aktorem ewentualnie teatru Ateneum, gdyby nie to, że udało mi się dojrzewać w środowisku takich ludzi jak Jacek Kuroń, Adam Michnik, Seweryn Blumstein, co spowodowało pewną moją wrażliwość na to, co ogólnie społeczne, co z kolei spowodowało, że jak Zakazano grania dziadów w 1968 roku. Tom protestował z transparentami przed Teatrem Narodowym, a w związku z tym mnie aresztowano. A jak mnie aresztowano, to zostałem skazany przez kolegium orzekające i przestałem być anonimowy w środowisku teatralnym czy nawet filmowym. No i obiektywnie oczywiście na tym skorzystałem. Oczywiście, gdybym skorzystał tylko w pierwszym roku mojej pracy, a potem nie był na takim poziomie, który satysfakcjonował ludzi, z którymi pracowałem, to by się na tym skończyło. Czy to znaczy, że ja wykorzystałem swoją szansę? Być może. A jak pojechałem w 1980 roku do Francji, to pracowałem z Andrzejem Wajdą. To już byłem nieanonimowym artystą. A to, że Solidarność wtedy działała w Polsce, to niewątpliwie mi pomogło. Niewątpliwie. Bo stałem się artystą z tamtego cudownego kraju, gdzie Wałęsa robi rewolucję pacyfistyczną itd. Zgoda. Do pierwszych lat, kiedy zostałem sam tam. Bo gdybym znowu okazał się nieprzydatny, to wierzcie mi Państwo, szybko się wyrzuca takich i pozbywa się takich artystów. I znowu wydaje mi się, że mogę stwierdzić, że po prostu wykorzystałem Uczyłem się tysiąc razy więcej, częściej, intensywniej niż moi koledzy francuscy, języka francuskiego, wymowy i tak dalej. I przydałem się. Zostałem członkiem Comédie-Française i po 20 latach wróciłem do kraju. We Francji zostałem nie tylko dlatego, że działałem w podziemiu i że mój powrót do Polski oznaczałby więzienie, ale zostałem dlatego, że kontynuowałem po prostu moją pracę. Inni powiedzą karierę. Nazywajcie to jak chcecie. Dla mnie to była praca, moja droga, prawda? A jak w Polsce sytuacja się zmieniła, to wiedziałem przecież, że to jest moje miejsce, że to jest moje, że to jest mój język, że to są moje krajobrazy, że to jest moja ziemia, że to są moje zapachy. I wiadomo było, że wrócę jak najszybciej. A okazało się znowu, że Teatr Polski, władze, które są organizatorami Teatru Polskiego, szukają dyrektora. no to znowu Bóg powiedział, korzystaj z tej okazji i zgódź się na to, skoro ci proponują. No i zgodziłem się. Więc to trochę wszystko mówię, że to los w dużej mierze decyduje, że to szczęście, że okoliczności, ale trzeba być gotowym, trzeba być ciągle w tych blokach startowych i tam... i ładować, i ładować, i walczyć, walczyć, walczyć w każdej sekundzie. I jechać do tego Lublina, nawet jak jesteś zmęczony, kurczę pieczone. Dzisiaj autostrada.
[24:43.04 → 24:45.60] A: Jak nie Król Lir, to dzieciaki, jak nie dzieciaki, to Król Lir.
[24:45.62 → 24:54.10] B: Tak jest, tak jest. Wczoraj grałem Króla Lira, tak jak mówiłem państwu o dzisiaj, a dzisiaj się z państwem spotykam i gadam o tym filmie. Dobra, już zamykam się.
[24:54.88 → 25:03.96] C: Ja chciałam tylko dopowiedzieć, że to jednak nie jest do końca tak, że reżyserzy ciebie obsadzają, bo masz możliwość, żeby zrezygnować z niektórych ról.
[25:04.96 → 25:07.32] B: Ale to powiedziałem, że mogę powiedzieć nie.
[25:07.96 → 25:11.90] C: No właśnie, możesz powiedzieć nie, a jednak tak, podejmujesz takie decyzje.
[25:12.81 → 26:14.45] A: Ja jednak podrążę ten temat, bo jakiś czas temu, pewnie część z Państwa była, bo chodzicie na filmy tutaj do Teatru Starego, siedziałam na tej scenie z Damianem Kocurem, czyli młodym reżyserem, który robi filmy i mówi otwarcie o tym, że nie ma dzisiaj już czasu i przestrzeni na robienie filmów, które są nieważne. które nie mają jakiegoś tematu do podjęcia. To jest osoba, która jest mniej więcej w moim wieku, czyli czwarty krzyżyk tak zwany, ale nadal wśród młodych twórców, tak jak ja nadal jestem młodą, krytyczką filmową, co jest bardzo miłe. Więc pytanie mam o tą przydatność osób takich jak pan, a raczej pana, dla tych pokoleń młodszych, które nie są wszystkie Damianami Kocurami i które nie uważają, kino, teatr i w ogóle robienie rzeczy dzisiaj, które docierają do odbiorców, to jest właśnie coś ważnego. Czy pan jakby też czuje, że to, co pan mówi i pan robi, może trafić do tych osób, które właśnie nie myślą o tym swoim zaangażowaniu?
[26:15.31 → 28:59.03] B: Więc w trakcie pani pytania... W ostatnim momencie pani postawiła pytanie, ale rozumiałem, że pani dochodzi do pytania. Myślałem sobie, a to nie jest moja sprawa. Myślałem sobie, no to jest sprawa tych młodych, prawda? Albo biorą, albo nie biorą. Ale oczywiście to nie jest cała odpowiedź. Ja myślę, że... Po pierwsze uważam, że każdy obywatel ma prawo głosu. Natomiast, no... Wtedy, kiedy masz coś do powiedzenia najlepiej. Tak, trzeba mieć świadomość. Czasami jednak słyszy się rzeczy, których lepiej nie słuchać. Zresztą nie tylko od ludzi nie zajmujących się np. polityką czy np. nauką itd. A propos tego, co Kasia powiedziała przed chwilą, to ja myślę, że piekielnie ważne jest coś, co bym nazwał samoświadomością. To znaczy, gdzie jest moje miejsce? Która to jest moja pozycja? Kim ja jestem? Ja jestem lekarzem-pediatrą. No to bądź lekarzem-pediatrą, a nie udawaj, że jesteś najlepszym narciarzem w tym kraju, prawda? I nie zdziw się, że skoro zaryzykowałeś, no to masz połamane nogi. Przykład jest taki prostacki, ale to jest piekielnie ważne, naprawdę. Kiedyś przyszło mi wyreżyserować film. Szanowni Państwo, ja pomyliłem moje miejsce. Ja nie jestem od reżyserowania filmów. Ja jestem od grania. Być może jestem w stanie wyreżyserować przedstawienia. To nie jest wykluczone, aczkolwiek też... To jest taki przykład, bo nie chciałem mówić o innych osobach, tylko raczej na podstawie tego, co ja przeżyłem, mówić, tak jest lepiej. Jak mówi Gombrowicz, mów o sobie, a nie o sztuce, czy powieści, czy rzeźbie. Mów o sobie w stosunku do tej rzeźby. Nieważne, to jest osobny temat. Byłaby chwila, to też o tym możemy pogadać. No to tyle.
[28:59.65 → 29:49.38] A: To tyle. Myślę, że i tak, że tak powiem amunicja i pożywka, żeby się nad tym zastanowić, została tutaj podana do naszych głów. Tak, ja chciałabym zapytać jeszcze o rzecz związaną z tym, co widzimy na ekranie w tym filmie. Zanim Państwu oddam głos, bo jeśli macie pytania, to zaraz będzie na to moment. Bo ja bym zmieniła tytuł tego filmu, jeśli można. Jestem postacią zajętą. Tak już to powiedziałam wcześniej, ale jednak wydaje mi się to być bardzo adekwatny tytuł. Oczywiście, że źródło słów tego tytułu jest gdzie indziej, ale... Dlaczego my pracujemy tak dużo i dlaczego pan pracuje tak dużo, skoro jest pan tutaj wśród nas jedną z tych osób, które pewnie już nie muszą robić nic, a robi pan tak wiele?
[29:49.99 → 29:53.02] C: Ja też chciałabym usłyszeć tę odpowiedź.
[29:53.15 → 29:53.80] A: No to tym bardziej.
[29:54.13 → 29:55.08] C: Dlaczego, kochanie, tak dużo?
[29:55.54 → 30:07.54] B: Szanowni państwo, nie kłamię, ale naprawdę i powiem państwu, że to pytanie postawił mi mój wnuk. Ten z ekranu.
[30:09.13 → 30:12.97] A: Cytując klasyka, to wiedz, że coś się dzieje.
[30:14.81 → 30:56.18] B: Dziadku, dlaczego ty tak dużo pracujesz? Jeszcze było to precyzyjniej powiedziane. Dlaczego wy tak dużo pracujecie? Bo miał na myśli swoją mamę, córkę moją na myśli. Zacząłem mówić mu, chyba naprawdę postawiony, no bo rozumiecie państwo, to trzeba było poważnie i do bólu szczerze, no nie mogę kłamać dziecku, no to już w ogóle. I mówiłem mu z jednej strony o
[30:56.18 → 30:56.80] C: pasji,
[30:58.72 → 33:36.65] B: o tym, że coś się kocha po prostu, tę pracę kochasz, dlatego to robisz, a przecież To jest luksus. To jest luksus. Ja żyję w tym sensie, w luksusie. Mało tego, mogę z tego żyć. Z tego, co kocham. No i jak pomyślę sobie o milionach ludzi na globie, którzy po to, żeby przeżyć, cierpią, to takie mi pokorne myśli idą do głowy, że Boże, Boże, Po pierwsze ta pasja. Po drugie, mówiłem do niego, wiesz, na spektakle teatralne, teksty, które los pozwala mi realizować, filmy, większość, nie wszystkie, ale filmy, w których biorę udział, mają głęboki sens. To nie są jakieś głupoty, mówiąc najprościej, byle co. Myślę, że dowodzi tego częsta reakcja publiczności, widzów. czy to filmów, czy to spektakli teatralnych. Czyli, że wydaje się, że to, co los daje mi robić, za dużo bym powiedział ma sens i tak dalej, ale nie jest pozbawione sensu. Tak ostrożnie bym to formułował. Nie jest pozbawione sensu i też ostrożnie bym to sformułował, znajduje swoje echo u osób, do których jest skierowana ta praca. I wierzcie mi Państwo, że to dodaje skrzydeł. Ja mam 78 lat. Tak jak mówi pani redaktor, mógłby pan już sobie tam coś tam, coś tam siedzieć, leżeć, nie wiem co. Nad Como, tak. Dostaliśmy pozdrowienia od naszych przyjaciół właśnie z nadjeziora Como we Włoszech, a ja odpisałem, że jestem w moim ukochanym Lublinie.
[33:39.73 → 33:42.91] A: Lublin lepszy niż Como. Można cytować.
[33:43.09 → 34:43.89] B: Naprawdę, tak. Więc mógłby pan... To teraz nowy temat. Mówię to do mojego wnuka. Ja mam charakter społecznika w tym sensie, że jestem wychowany przez Kurońa. Upraszczam, bo to rozumiecie państwo, że jestem wychowany. Nie dawał mi jedzenia do buzi, chociaż dawał mi jedzenie do głowy. To znaczy, że nie jest mi obojętne, To, co dzieje się w społeczeństwie, w którym żyję. Ale nie jestem z pierwszej linii. Nie jestem tak zwanym działaczem. Ja nie należę do żadnej organizacji. Nie chodzi nawet mi o partie. Ale nie wiem o jakiejś organizacji, jakie można by pomyśleć tutaj. Lekarze bez granic, prawda? Czy tam... No nie wiem, nie należę do żadnej organizacji.
[34:44.19 → 34:45.09] C: Ale wspierasz.
[34:45.29 → 34:46.15] B: Greenpeace, proszę?
[34:46.37 → 34:48.39] C: Ale wspierasz, jesteś ambasadorem.
[34:48.39 → 34:56.39] B: Tak, kiedy można, tak. Aha, no jestem, tak, bo czasami wspieram organizacje typu...
[34:56.39 → 34:57.57] C: SOS Wioski Dziecięce.
[34:57.59 → 35:06.11] B: SOS Wioski Dziecięce, to jest organizacja, która zajmuje się sierotami, tak? Tak, tak.
[35:06.25 → 35:06.75] C: Wychowuje dzieci.
[35:06.83 → 35:13.64] B: Tak, wychowuje dzieci i tak dalej. To jak tylko mogę, to tam... Wiecie Państwo, to też jest taki Zwischenruf.
[35:15.26 → 35:19.34] C: Ale dzisiaj był nauczyciel z Parczewa.
[35:19.38 → 35:44.59] B: A tak, z Parczewa, bo ja w Parczewie bywałem. Pojedziemy tam jeszcze. Chodzi mi o to, że... Proszę Pana, my mamy taką uroczystość za dwa tygodnie, wie Pan, i gdyby Pan mógł nagrać filmik, Bo tych uroczystości jest bardzo dużo.
[35:44.69 → 35:46.01] A: Filmik uniwersalny.
[35:46.41 → 36:22.79] B: Popieram, popieram, popieram. I teraz zaczyna się robienie filmików. Najpierw siadam, szukam, szukam. Tu jest dobrze. Teraz tak, muszę zbudować tekst. Więc ja go nagrywam najpierw tak na głupiego, coś tam, plotę, plotę, plotę, potem zaczynam układać zdania. Już minęło pół godziny. I teraz zaczynam nagrywać. Uwierzcie państwo, uwierzcie proszę, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt razy zaczynam.
[36:23.81 → 36:24.69] C: Ja potwierdzam.
[36:25.09 → 37:14.32] B: Mnie zaczynają boleć ręce, którymi trzymam te, ręka, którą trzymam ten, ten telefon i niezadowolony. I za każdym razem, jak zaczynam, przypominam sobie uwagę żony. Uśmiechaj się. I po raz setny. Teraz tak. Proszę tego nie traktować oczywiście jako, jakby to powiedzieć, namowę do tego, żeby nie pisać już nigdy do mnie. Miejcie świat, nie państwo, ale miło świecie, kochani, którzy będziecie do mnie pisali. Wiedzcie, że to nie jest takie, a pan nagra. Nie, nie, nie. Więc, okej. Sens pracy.
[37:14.86 → 37:16.20] A: Mogę tylko jedną rzecz powiedzieć?
[37:16.32 → 37:17.86] B: Ja ciągle odpowiadam Aaronowi.
[37:18.14 → 38:03.77] A: Wiem, wrócimy do tego. To ja teraz już wiem, dlaczego pan przede mną uciekał na festiwalu w Gdyni przez Skwerek. Pani Katarzyna za panem i ucieka pan. A ja za panem idę z telefonem i mówię, Panie Andrzeju, ja tylko do Narodowego Programu Czytelnictwa chciałam zapytać, jaka jest pana ulubiona adaptacja filmowa polskiej literatury. I pan się wtedy zatrzymał i odwrócił i powiedział, dobrze, ale tylko to. i powiedział do mojego telefonu, mam to na Instagramie, zezowate szczęście Andrzeja Mumka. Więc to dlatego była ta ucieczka. Teraz wszystko rozumiem, że po prostu filmik i telefon jako kryptonit Andrzeja Severna. Wracając do Arona.
[38:03.93 → 39:14.50] B: Tak. Następnie mówię do niego tak. Aronie, pieniądze są bardzo ważne. Naprawdę. Bez pieniędzy jest trudniej w życiu niż z pieniędzmi. Nigdy nie powiem Ci, że pieniądze dają szczęście. Nigdy. Bo to nieprawda. Pomagają. Po prostu pomagają. I widziałem, jak on to tak słuchał. Cały czas słuchał. Dalej mówię. Ale muszę Ci się przyznać, że czasami pracuję za dużo, że czasami się mylę, przesadzając w znaczeniu tej pracy czy w konieczności wykonania tej pracy. Mylę się. I mówię do niego, moja żona, Kasia, Twoja babcia, ona wie najlepiej, co ja powinienem robić. Tak powiedziałem mu.
[39:14.52 → 39:15.86] C: Dlaczego nie słuchasz?
[39:16.32 → 43:05.99] B: A, wiesz, gdyby to wszystko było takie proste. Więc przyznałem się do tego też, że za dużo tego jest. Za dużo, to prawda. Ale wiedzcie Państwo, proszę mi wierzyć, że odbiór, sens tej pracy i to takie, no to społecznikostwo, no nie wiem jak to nazwać, no taka nieobojętność wobec tego, co się dzieje, I być może pycha, być może pycha przekonanie, że to może komuś pomóc, coś zmienić. Bez przesady, przecież ja nie jestem idiotą. Jednak ma znaczenie. Z tym, bo to jest pytanie o znaczenie sztuki oczywiście, prawda? Proszę pana, niech pan powie, tak, tak, pan tam tu staje na scenie i tak dalej. Panie, to ma jakieś znaczenie dla kogokolwiek? Niech mi pan powie. A ja na to mogę odpowiedzieć bardzo prosto, a ja nie wiem, to wy wiecie państwo, to wy wiecie, czy to, co robię, robimy, bo to nie chcę tego koncentrować tylko na sobie, czy to, co robią artyści sprawia wam przyjemność, pomaga wam, zmienia spojrzenie na świat, odrywa od codzienności, wzbogaca po prostu. Mnie się wydaje, że to ma znaczenie, ale konkretny bardzo taki przykład. Otóż, jak wiadomo, lata 70. były latami przełomu w naszej ojczyźnie, były latami przygotowań do wielkiego przełomu, prawda? który przeżyliśmy później w 80., 81. roku. Te lata były niewątpliwie latami rozwoju tego, co się nazywa opozycja demokratyczna, ale były również latami rozwoju sztuki, literatury, Kaczmarski wtedy tworzył. Filmy powstawały, jak to się mówiło, moralnego niepokoju, prawda? Kino moralnego niepokoju. Teatr, proszę Państwa, działał, Wajda, Sfinarski, Jarocki. To były lata, w których Lender, ja nie wiem, ze sztuką miała kontakt cała opozycja polska, ta demokratyczna opozycja. Mieli kontakt ludzie, którzy później po latach wzięli na swoje barki odpowiedzialność za ojczyznę. A ich świadomość niewątpliwie była współtworzona przez sztukę. Ile tam procent tego było? A ja nie wiem. Może jeden. Może Kaczmarski wpłynął w jednym procencie na Władka Frasyniuka. No ale jednak. Tak sobie myślę o sztuce. Więc mniej więcej tak odpowiadałem Aaronowi, Obiecując mu oczywiście, że będę mniej pracował.
[43:07.31 → 43:12.27] A: I ten Swinarski i ten Jarocki, to wszystko tam było, tak? I Aaron siedział i mówił, tak, tak, dziadku, tak?
[43:12.51 → 43:17.45] B: Nie, przepraszam, trochę... Chyba o tym, o Jarockim to pewnie mu nie mówiłem, bo to mnie nie wykapował.
[43:17.49 → 43:18.97] A: To by było świetne, swoją drogą.
[43:20.05 → 43:25.78] C: Często nie unikasz trudnych tematów i nazwisk, które dzieciom nic nie mówią. Prawda?
[43:26.20 → 43:51.06] B: No bo ja dzieci traktuję najpoważniej jak tylko mogę. Mnie to bardzo bawi, jak moja małżonka mówi do swojego wnuka... Moja żona, tak. Mówi do swojego, naszego wnuka... Co rozumiem oczywiście, ale ja do niego mówię, Szymonie, hej, hej.
[43:51.40 → 43:54.14] C: Ja dodam, że Szymon ma cztery miesiące.
[43:54.76 → 44:09.94] A: Panie Szymonie powinno być, Panie Szymonie. Drodzy Państwo, czy chcielibyście o coś zapytać, jakoś się odnieść, wnieść swój wkład? Pani macha bardzo wydatnie już tutaj, kolega niesie dla Pani mikrofon i już będzie Pani mogła.
[44:10.82 → 46:29.17] D: Pani Andrzeju. Ja chciałam powiedzieć, że kiedy zobaczyłam Pana tutaj w teatrze, pierwszy raz widziałam Pana na scenie, To przedtem bardzo pana szanowałam jako aktora, bardzo mi się podobały pana role filmowe, ale powiem panu szczerze, że miałam taki dystans. Było coś takiego, że gdzieś tam czytałam jakieś wywiady, jak pan był we Francji, coś tam i wydawało mi się, że pan jest człowiekiem takim dosyć zarozumiałym. I kiedy zobaczyłam pana tutaj w teatrze, Kiedy pan wchodził, to była taka składanka Szekspira i wchodzi facet w określonym wieku. Idzie jak struna i po prostu ja nie mogłam od pana oderwać oczu, nie tylko z powodu pana wyglądu, broń Boże, ale tego, co pan przekazywał. Muszę nawiązać do tego filmu Królowa. Przestałam czytać recenzję pana Raczka po tym filmie, dlatego że pan pięknie powiedział, że to był film bardzo pozytywny. I w tym filmie pan Raczek tam się doszukiwał, że o tym LGBT za prosto, że nie tak, ale to nie był film na ten temat. To po prostu ludzie tego chyba filmu nie zrozumieli. Nie mówię, przepraszam, no mówię tu akurat, podałam nazwisko. Był pan po prostu w tej, w tym filmie rewelacyjny. I ja bardzo często, jak chcę sobie humor poprawić, to ja na Netflixie ciach i wrzucam pana i te relacje i to, co dla mnie jest najważniejsze. Po tym filmie, ale i nie tylko, na podstawie wywiadów zobaczyłam, że pan jest po prostu człowiekiem, że jest pan dobrym człowiekiem, że ma pan fantastyczny stosunek do swoich wnuków, co dla mnie jest bardzo ważne, bo też pochodzę z rodziny rozbitej, Całe życie pracowałam jako nauczyciel, tu pracuję jako wolontariusz, bo kocham teatr. No i właśnie po tej królowej chciałam Panu powiedzieć, przepraszam Panią, kocham Pana Pani Andrzeju.
[46:29.59 → 46:29.99] C: Dziękuję.
[46:31.21 → 46:32.93] A: Wielkie brawa dla Pani, naprawdę.
[46:35.31 → 47:43.82] B: Żona szepcze do mnie, że to tak samo myślała, a ja Pani odwzajemniam uczucie. To jest ciekawe, co pani mówi o tym pierwszym okresie, że widz myśli, że ten człowiek jest taki, to a taki. To prawdopodobnie nie bez powodu musiało powstać w pani. Ja myślę, że... Ja może mówię o innym aspekcie, ale ja byłem w pierwszych latach mojej pracy na pewno takim i zarozumiałym, i takim skoncentrowanym. Oczywiście w tym zawodzie wszyscy jesteśmy skoncentrowani na sobie, to jest oczywiste, ale w sposób taki głupi chyba też. Takim pracowitym, tak, ale coś na pewno było takiego co niekoniecznie zjednywało mi...
[47:43.82 → 48:30.93] D: Ale do tego chyba przyczyniła się też książka pani Jandy, która moim zdaniem opisała pana trochę takim w stylu targowym. To ja nie chciałabym... Jedna pani, drugiej pani poddziałała. I to przykre jest bardzo. No przykre. I potem jak zaczęłam myśleć, bo jestem myślącą emerytką, I Pana zobaczyłam, to naprawdę Pana podziwiam i gratuluję tej kariery, tej odwagi, tych zdolności, bo to jest coś niesamowitego. Pan przecież był, chyba był taki rok we Francji, że Pan został uznany za najlepszego aktora francuskiego. To jest ogromny sukces. I o tym powinniśmy mówić.
[48:31.31 → 49:24.63] B: Wie Pani, tak. Ja książki Krystyny nie czytałem, no bo po co tam... Może ja teraz napiszę. Przykro to, bo jakieś tam docierały do mnie wiadomości na ten temat, ale nawet naprawdę nie chcę, nie mam ochoty o tym mówić, raczej też podkreślić pewną ewolucję mnie samego, Pewnie by mi się nie podobał ten młody facet, który troszeczkę tak nosił ten nos do góry. Aczkolwiek jego zaangażowanie jakieś chyba było też... No może on to źle umieszczał, powiedzmy. Dzisiaj chyba potrafię to lepiej. Ale cieszę się z ewolucji pani poglądu i naprawdę bardzo pani dziękuję.
[49:24.95 → 49:25.91] D: Mnie też jest bardzo miło.
[49:26.42 → 49:43.72] A: Dziękujemy bardzo. Czy ktoś jeszcze chciałby o coś zapytać albo coś wyznać? Nawet trzy osoby są. Można jeszcze raz te rączki w górę państwa prosić? Może od pani w kwiecistej, błękitnej. Ja lubię tak tymi ubraniami zaznaczać, bo... Dzień dobry. Dzień dobry.
[49:44.38 → 51:11.70] E: Fajnie, że ten film powstał, bo my w kinie, w filmie czy też w sztuce teatralnej dostajemy już gotowy produkt i wszystko to wygląda pięknie, ciekawie, a tutaj właśnie jest pokazane, ile to pracy kosztuje. Czyli właśnie my dostajemy swoje wyobrażenie o panu, prawda, a nie prawdę jakąś. Także tutaj cieszę się, że właśnie to było pokazane, ile pracy kosztuje przygotowanie roli, czy też nawet zarządzanie instytucją, ludźmi, umawianie się na spotkania i tak dalej. Oprócz talentu podziwiam Pana również za Pana kondycję. Chociaż widać, ile pracy kosztuje, żeby tę kondycję fizyczną utrzymać. I jeżeli jeszcze chciałabym się odnieść do filmu i posłużyć słowem z wiersza wolę, to wolę pana jak się pan złości po męsku, a nie w postaciach kobiecych. Bo jakoś tak fajnie się pan złości po męsku. I chciałabym zapytać jeszcze, bo powiedział pan, że kostium buduje rolę. Chciałabym zapytać, W którym momencie uczenia się roli zakłada Pan kostium?
[51:15.22 → 53:58.04] B: A to ciekawe pytanie rzeczywiście. Na ekranie widać, kiedy ubieram kostium, zapomniałem postać, do filmu przysięga Ireny tę marynarkę ze zbyt krótkimi rękawami, ścisłą kamizelkę i mówię chyba, już nie pamiętam, to buduje rolę. Wie Pani, to jest tak, że w teatrze jest inaczej niż w kinie. No bo w kinie, no to powiedzmy na ten miesiąc, dwa tygodnie przed zdjęciami, czy nawet na dwa dni przed zdjęciami, wchodzimy, ubieramy kostium, zakładamy, przymierzamy, tam decydujemy i gramy dwa dni później. W teatrze jest tak, że pewne elementy kostiumu można nosić już od początku prób przez dwa miesiące, przez półtora miesiąca. Ja mogę założyć sobie, że będę nosił zbyt krótkie spodnie albo kolorowe skarpetki. Mogę założyć, że będę miał garb albo że będę miał pierścienie. No nie wiem, wymyślam cokolwiek. I wtedy ten proces tworzenia roli, on jest długi i towarzyszy mu kostium. Wtedy zresztą, te kostiumy ewoluują. Ja pamiętam, kiedy pracowaliśmy nad Mahabharatą z Peter Brookiem, największym chyba, jednym z największych każdym reżyserów XX wieku, to był reżyser, który tak zapracował w swoim życiu, swoją pracą na zaufanie, no powiedzmy, bogatych ludzi, sfinansowali mu roczną pracę nad przedstawieniem dwudziestu kilku osób z całego świata. Dwadzieścia kilka osób, co miesiąc pensje, mieszkania, podróże i No tam Ford Foundation pracowy, no nie będę zresztą wymieniał, to nieważne, myśmy przejeździli przez cały świat, żeśmy przejeździli wtedy. Dlaczego ja mówię nie po polsku? Przejeżdziliśmy przez cały świat. No widzi pani, a pani nic mi nie zwraca uwagi, że to nie po polsku, jak Boga kocham.
[53:58.40 → 54:06.08] A: Ja uwielbiam słowotwórstwo. Neologizmy są nam potrzebne. Od egoistyczni, takie to było dzisiaj już?
[54:06.46 → 58:17.37] B: odegoistycznić i przejeździć cały świat. W każdym razie podróżowaliśmy po całym świecie. Ale dlaczego mówię o kostiumach? Dlatego, że myśmy kostiumy mieli po dwóch miesiącach prób. Ale te kostiumy się zmieniły później. One nie miały nic wspólnego z kostiumami prawdziwymi. Przy czym... Te materiały, konkretnie te materiały nie zostały zmarnowane, tylko one były tak przygotowane, że zakładano na nas te kostiumy, tom, tom, tom, tom, tom, pewnie nie były cięte. I Piter sobie sprawdzał, to nie, to nie, to nie, nie tak, nie tak, nie tak, zrobimy to. I potem po tych 10 miesiącach była premiera. Więc to jest kostium. Ale też muszę wspomnieć, mam takie wspomnienie pracy z Magdą Zawadzką i Jolantą Lotte, świętej pamięci. One były studentkami czwartego roku, a pani dziekan Tomaszewska powiedziała mi, będziesz brał udział w dyplomie. Na drugim roku byłem. Jezus Maria, co mam robić w tym dyplomie? Okazało się, że mam scenę w fircyku w zalotach jakiegoś takiego służącego, który podwala się do tej postaci, która była grana przez Jolę i przez Magdę. I pamiętam, że mieliśmy taki taniec, jakiś taki, żeśmy się ruszali. Potem ona mi dawała w pysk i to było bardzo bolesne, ale to nieważne. Ważne jest to, że ja na kilka dni przed premierą dostałem kostium. Słuchajcie. I ten kostium to wiecie, XVIII wiek, czyli tak pończochy, lekko podwyższony but, tutaj spodnie, które kończą się tu, tu kamizelka, która wyprostowuje absolutnie ciało. Ja nie mogę robić tak, ja nie mogę tak, ja muszę tak. I się tak poruszałem. I miałem wtedy 18, 19 powiedzmy lat czy tam ile. I ja już wtedy pojąłem, no przynajmniej praktycznie na tym poziomie, na jakim byłem w stanie, że kostium tworzy rolę. No i tak zostało mi do dzisiaj. No królowa to już w ogóle jest przykład i to nie samej Loretty, to to jest oczywiste, ale Sylwestra. No przecież jak mnie ubrał Tomek Osiński, Osoliński, Osoliński w te garnitury, słuchajcie no to przecież to Jak założył te spinki, krawaty, to przecież to wszystko, nie wiem, no to pachniało. Wiecie, że ja miałem szelki z zakładu w Anglii, który to zakład produkuje szelki dla Jamesbonda? No tak Tomek to wymyślił. No i były pieniądze. To znaczy, że tam w każdym szczególe, to tak jak Lucchino Visconti. Proszę Państwa, Lucchino Visconti, takie kotary, powiedzmy, są w filmie Ludwig albo, nie wiem, Zmierz Bogów, czy tam jeszcze jakiś. On sam wybierał te materiały. Tam nie było przypadku, tam nic nie było cip. No i takie filmy powstawały wtedy. Więc kostiumy i tak dalej. Teraz na przykład jak w Henryku IV gram, Henryka IV w Szekspirze zapraszam najserdeczniej. To jest, proszę Państwa, niecałe dwie godziny stąd ten teatr polski, naprawdę. To czy pociągiem, czy tego, to naprawdę. Pociągiem mówię w tym sensie, że można nawet późnym pociągiem wrócić do Lublina, bo my czasami gramy wcześniej. Więc poproszę o następne pytanie.
[58:18.95 → 58:27.97] A: Tutaj pan i pan, dobrze pamiętam, prawda? Pan podnosił rękę. Proszę poczekać na mikrofon, bo to idzie w świat, żeby pana było słychać. Proszę.
[58:28.03 → 59:07.08] F: Chciałem pana zapytać o dwie kwestie, mianowicie o ten epizod, a właściwie to nie epizod, bo to przecież wiele lat francuski, Jak pan opanował język francuski? Czy to, mówiąc tak nieelegancko, klepał pan na pamięć swoją rolę i w odpowiednim momencie, wiedząc, o który to moment chodzi, wypowiadał kwestię? Czy też po prostu czuł pan ten język? Pytam nie bez powodu, bo przez wiele, wiele lat byłem tłumaczem języka niemieckiego i wiem, co to znaczy czuć język. Człowiek się nie zastanawia, jak zbudować zdanie, jak użyć słów, tylko po prostu mówi,
[59:07.16 → 59:08.16] B: bo wie, że to jest dobrze.
[59:08.56 → 59:34.82] F: To jest jedna kwestia. No i druga, wiem, że pan jest człowiekiem pracowitym, prawda, zdolnym, utalentowanym, ale chcę zapytać, czy miał pan jakiegoś sponsora, opiekuna, jakiegoś dobrodzieja, który też mówił panu, w jakim kierunku iść. Chcę też powiedzieć przewrotnie, że można by zapytać, no tak, ten Seweryn tak wysoko i daleko zaszedł, że to ktoś musi za nim stać.
[59:38.95 → 59:39.85] C: publiczność.
[59:40.45 → 01:04:49.90] B: Moja matka do czterdziestego chyba, to było już chyba w Polsce, Po wojnie, tak, do 49 roku nie umiała czytać ani pisać. Była chłopką z Kieleckiego, a mój ojciec pochodził z tzw. inteligencji warszawskiej, a więc... Nie stały... Nie pochodziłem ze szlachty z arystokracji czy z jakichś elit partyjnych, które mogłyby mi pomóc w zdobyciu np. wykształcenia. Do Francji pojechałem dlatego, że Wajda zaproponował mi zagranie z piki Tremendozy. We Francji to już w ogóle nie wiem, kto tam mógłby mi pomagać, stawiać na mnie jakieś... Nie. Więc raczej muszę powiedzieć, że ten chłop z Kieleckiego... Udawało mu się. Mówiłem o szczęściu. Nie wiem, jak to powiedzieć. Wykorzystywać okoliczności, sytuacje, w których się znajdował. Jak? Korzystać, tak. No właśnie, korzystać z okazji. Chętnie bym znalazł tego sponsora. Dobry duszek raczej chyba. Na pewno moi profesorowie w Szkole Teatralnej, zawdzięczam im wiele, pan profesor Wyrzykowski, pan profesor Krasnowiecki, pani profesor Drochocka, Tomaszewska, Kreczmarowa, Wiercińska, prawda? Hanuszkiewicz przyszedł na nasz dyplom i powiedział, to jest najlepszy dyplom, jaki kiedykolwiek widziałem. To były wilki w nocy, w których grałem z panem Piotrem Fronczewskim, moim ukochanym kolegą z roku. Wajda widział moje dyplomy. Chciał zrobić film oparty na opowiadaniu Irenusza Iredyńskiego razem z Anią Prucnal. Mieliśmy grać parę. Kto mnie wtedy popierał? Oczywiście fakt, to już też powiedziałem, też wyznałem, że skoro wziąłem udział w tej manifestacji, to przestałem być anonimowy. To prawda, ja to przyznaję. Wie pan, ja nie myślę, żeby ktoś chciał mi zrobić przyjemność, angażując mnie. Każdy myśli o sobie, żeby się ten facet, z którego angażuję, przydał. To jest możliwe w relacjach... Jak by to delikatnie, dyplomatycznie, żono, powiedzieć? W relacjach damsko-męskich, w tym sensie, No ja jestem kobietą, która jest reżyserem i producentem i chcę zaangażować tego, no bo on jest mój. Tak się zdarza. I tak będzie zawsze. Tak samo jak seks, proszę pana. Seks był używany, jest używany i będzie używany. Czegokolwiek nie wymyślimy. Ja nie mówię o gwałcie. Ja nie mówię o szantażu, o chyctwie. Ale seks, kochanie, nie oszukujmy się. Nie mam tego sponsora, nie widzę. Na pewno dyrektor Warmiński był moim ukochanym dyrektorem w Teatrze Ateneum. Powiedziałem kilka nazwisk profesorów, ale ci mistrzowie, z którymi miałem szczęście pracować, profesor Świderski, Jacek Woszczerowicz, Ola Śląska, Antonina Gordon-Górecka, Zosia Mrozowska, Halina Mikołajska, Zosia Kucówna, szanowni państwo, Gustaw Holubek, Zbysiek Zapasiewicz, no sami rozumiecie. Oni wszyscy są moimi sponsorami. To oni mnie wszyscy pchali i uczyli i czasami ochrzaniali itd. Naprawdę nie ciągnę tej odpowiedzi, bo nie mam odpowiedzi takiej precyzyjnej.
[01:04:51.20 → 01:04:53.58] C: W pewnym sensie myślę, że mama jednak stała za tobą.
[01:04:53.84 → 01:04:59.60] A: Pierwsze słowo do dziennika, bo najpierw mówił pan o matce, więc to jest chyba kwestia tego, co się wynosi z domu.
[01:04:59.80 → 01:05:04.96] B: Matka mówiła zawsze, szanuj innych, a będą cię szanowali. To jest mój sponsor.
[01:05:05.22 → 01:05:11.74] C: I zawsze ja pamiętam, że mówiła, że trzeba się uczyć, że tylko to da ci szansę na życie.
[01:05:11.74 → 01:05:39.65] B: Chłopka z Kieleckiego. Chłopka z Kieleckiego. I to też myśmy chyba to sobie kiedyś wymienili. Dlaczego tak pracujesz? No bo chłop, bo ja jestem z dołu, ja muszę iść do góry. Ja to mam w sobie gdzieś zamontowane. Coś takiego.
[01:05:39.95 → 01:05:49.97] C: Pamiętam właśnie, że mama zawsze powtarzała, że praca, sprawi, że ludzie będą ciebie szanowali. Pracuj jak najwięcej.
[01:05:51.66 → 01:05:53.26] A: Jestem osobą zajętą.
[01:05:53.61 → 01:10:47.70] B: A propos tego, to też chętnie pogadał. Ale teraz tak, druga sprawa to jest... Wie pan, boję się, że do tego stanu znajomości francuskiego, że nie myślę i mówię, cholera nie wiem, czy doszedłem. Natomiast jak się uczyłem? Najpierw nauczyłem się prawie na małpę. Był to tekst Witkiewicza. Wonych Witkacego. Wonych Witkacego. Bo ja grałem Spikę Tremendozę, zresztą kobietę. Tak Wajda sobie wymyślił. Jednocześnie, równolegle z nauczaniem się języka, pracowałem z Ewą Wendę Świętej Pamięci w Instytucie Francuskim nad językiem. A przedtem bardzo dobrze mówiłem po francusku, kiedy słuchałem na przykład Brela, który śpiewał... Wszystko rozumiałem. Potem się okazało, że nie wszystko. Więc tak sobie coś uczyłem się na pamięć, ale to języka nie znałem, więc język poznałem we Francji. Język poznałem we Francji. No, ale tak jak mówię, tysiąc razy więcej pracowałem nad kwestią tam, nie wiem... To jest monolog Don Juana, którego grałem ponad 200 razy, ale nie wiem ile, nie ważne, wiele lat temu. To, co jest ciekawe, to to, że pewne niezręczności, bo na pewno tak było, na początku mojej pracy ten inny akcent w zdaniu, Czyli ten, jak to się nazywa, akcent w zdaniu? Intonacyjny to się nazywa, tak? Dobra. Był na pewno inny, dlatego że ja akcentowałem słowa, a w języku francuskim to raczej płynie w teatrze, bo jak ja słucham Macrona albo innych, to oni mówią tak, jak ja bym mówił, a nie tak, jak ja bym mówił, Tak jak ja bym mówił, często obserwowałem aktorów francuskich i teraz ja nie mówię, że to źle, broń Boże, to ja będę mówił, że źle mówią, no nie, taki głupi to nie jestem. Natomiast to nie znaczy, że akcenty intonacyjne nie istnieją. Jak mówił de Gaulle, a właśnie, Francais et Francaise, je vous ai compris". On nie mówił, Francaise et Francaise, je vous ai compris. Nie. On mówił, zrozumiałem was, prawda, kiedy był zamach w Algierii, prawda. Potem odszedł, bo był politykiem honoru, bo przegrał referendum. Więc tak, na pewno te moje niedoskonałości były ciekawe dla jednego na pewno reżysera, którym był Claude Régis. Claude Régis był reżyserem, którego aktorzy walczyli ze słowem. On to słowo chciał tak, U niego nie można było mówić, dzień dobry kochany, bo co u ciebie słychać. Dzień dobry kochany, co słychać u ciebie. To jest przykład głupi, ale gdzieś może państwo chwytacie, co chcę powiedzieć. Zrobiłem z nim trzy przedstawienia. Potem Jacques Lassalle zaangażował mnie do komedii francuskiej. No a potem ten cudowny kontakt z tymi największymi, czyli z Molierem, z Racinem. Ten Racine, który jest śpiewem. Racine to jest śpiew, to jest...
[01:10:47.70 → 01:10:49.48] C: Ja już miałam nadzieję, że się nie przyda.
[01:10:49.48 → 01:10:50.42] B: Powiedz coś, kochanie.
[01:10:50.96 → 01:10:56.34] C: Ja miałam nadzieję, że się nie przyda jednak ta komórka. Dosłownie przed chwilą o tym myślałam.
[01:10:56.36 → 01:11:03.77] A: To jest komórka czechowa, że jak ona już tu została przyniesiona, to musi. zostać użyta. Pamiętamy o panu, że pan ma jeszcze pytanie za moment.
[01:11:04.99 → 01:11:37.99] C: Ja w tym czasie mogę tylko powiedzieć, że Arek Bartosiak, reżyser tego filmu i Łukasz Klinka jeszcze rozmawiali z Andrzejem po zakończeniu tych rozmów, które się ukazały w pierwszej, właśnie w pierwszym wydaniu książki i przygotowujemy drugie wydanie książki i stopniujemy. Ja pędzę. I co dalej? Nie, było, ja prowadzę. bo ja prowadzę, teraz będzie ja pędzę. Nie wiem, co będzie trzecie. Może państwo wymyślicie. Mamy?
[01:11:39.79 → 01:14:36.86] B: Proszę państwa, to jest Andromacha. Orestes zaczyna. Przepraszam, pozwólcie, tylko jeszcze sprawdzę. To jest scena między Orestesem a Pyladem, czyli między Orest i Pylad. I Orest mówi, Tak, skoro znowu znajdę tak wdrażającego przyjaciela, moja szczęścia przyjdzie w nową stronę. I już jej kuchnia wydaje się być spokojna, od czasu, kiedy zaczęła się przyjąć do nas tutaj. Kto mi powiedział, że taki nienawidoczny okręg w mojej życiu, zazwyczaj zaprezentowałby Pilada w oczach Oresta, że po więcej niż sześciu miesiącach, których straciłem w szpitalu w Piraeusie, zostaniesz mi zniszczony. I piladot poviada. Dzięki Bogu, który mnie zatrzymuje, który mnie zatrzymuje ciągle, wydaje mi się, że zamknął mi drogę do Grecji, od dnia fatalnego, kiedy wrażliwość łzów, prawie w oczach Mycena, wyciągnęła nasze wioski. Jak długo w tym eksilu przeszedłem? Jak długo w Twoich niepokojach dałem lęk? Czekając zawsze na nowe niebezpieczeństwa, które moja trwała przyjaźń nie mogła podzielić. Przede wszystkim obawiałem się tej melancholii, gdzie widziałem tak długo Twoje ciało. Czekałem na to, żeby niebieski niebezpieczeństwo nie dało Ci śmierci. Żona zakasłała, więc znaczy, że mam zakończyć. Melodyjnie. Więc wiecie Państwo, tego nie można mówić... To trzeba śpiewać. To jest tak napisane. I publiczność, na przykład Polska mogłaby na początku tak... to takie sztuczne. Oczywiście, że sztuczne. Tu na scenie my mamy być sztuczni, ale przekonywujący. No przecież to jest sztuczne, że ja kuleję, albo że ja udaję, że to umiera. Wczoraj umierała Kordelia tutaj. Ja płakałem nad nią. Udawałem. Byłem sztuczny, ale to, co sztuczne w sztuce jest przeprawdziwe. Przeprawdziwe też, ciekawe.
[01:14:37.46 → 01:14:41.02] A: Do notatniczka. Tutaj pan ma jeszcze pytanie.
[01:14:41.64 → 01:15:44.74] G: Ja troszeczkę tak zmieniając temat, chciałam pana zapytać o pana doświadczenie w pracy w jury. programu Drag Me Out i mam w związku z tym takie dwa pytania. Czy to udział w tym programie traktował Pan jako taki element takiej postawy zaangażowanej, tego, że nie jest Panu obojętne, I drugie pytanie dotyczy tego, czy rola w filmie Królowa, gdyby nie ta rola, to czy podjąłby Pan decyzję o wzięciu udziału w tym programie? Na ile jakby ten udział, ta rola w filmie, bo to tak zbiegło się
[01:15:44.74 → 01:15:46.12] A: troszeczkę w czasie też, prawda?
[01:15:47.26 → 01:15:53.16] G: Była też takim impulsem do tego, żeby podjąć się pracy w tym programie.
[01:15:53.95 → 01:18:19.85] B: Ja myślę, że bez tego filmu nie zaproponowano by mi tego udziału w jury tego programu. To pierwsze. A drugie, czyli pierwsze, pierwsza pytanie, to no wie Pan, nie chcę dużych słów używać, ale no tak, no tak, no wydawało mi się, że to ta cegiełka, no że będziemy dokładali cegiełkę, no kurczę pieczone, no czy to naprawdę, Tak psuje nasze społeczeństwo, że ktoś wchodzi na estradę i udaje kobiety. Ja naprawdę wiem, że to może drażnić, że to jest dyskusyjne. Ja myślę zresztą, że w tej sprawie należy gadać przede wszystkim i wszelkie sceptycyzmy, wszelkie opory trzeba rozumieć, a nie oburzać się po prostu i mówić, oni są straszni, oni są przeciwnikami tolerancji, wolności. Naturalnie, to taką postawę też rozumiem, ale taka postawa do niczego nie prowadzi, bo najważniejszy jest dialog. Dialog. Był taki film Filadelfia. Wiecie, mniej więcej kojarzycie państwo, To był film, który moja matka obejrzałaby ze spokojem i być może zrozumiałaby całą tę sprawę i być może otworzyłaby się na ten świat. Mama, która, Boże kochany, to to jakieś diabły dla niej LGBT, to diabły były. Natomiast debata agresywna w tym, w tę stronę lub w tę stronę niczego nie daje, niczego, moim zdaniem niczego nie daje. Oczywiście ona czasami jest zrozumiała, no ktoś już nie wytrzymuje, prawda, czy takie krzywdy się dzieją, czy takie rzeczy się dzieją, że, że ktoś protestuje, Dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog. To nie ma wyjścia. Nie ma wyjścia. W ogóle nie ma wyjścia.
[01:18:22.21 → 01:18:24.35] A: Bardzo dziękujemy. Tutaj pan.
[01:18:25.77 → 01:18:26.77] B: Dziękuję.
[01:18:26.99 → 01:20:19.75] H: Dzień dobry. Proszę państwa, ja miałem przygotowane dwa pytania, ale pani pozwoliła, że też może być dywagacja pewna, więc ja sobie pozwolę też przywołać ten występ z Szekspirem. Ja też byłem właśnie na tym występie, tylko miałem rolę fotografa, bo wcześniej duża instytucja zamówiła sobie jubileusz i miał być on uświatniony właśnie występem pana Andrzeja Seweryna. No i wyobraźcie sobie, dyrektor powiedział, żeby zrobić zdjęcia, ja je zrobiłem, potem usiadłem sobie na tym fotelu, moja żona z tyłu, to jest ważne dla tej historii i Nie, dla tej historii to umiejscowienie. I proszę państwa, wchodzi pan Andrzej, tak jak pani mówiła, oczarował wszystkich nas po prostu tym występem. Myślałem Szekspir, coś trudnego będzie, ale to było fascynujące, bo ten występ był fascynujący i przeplatany historią o Szekspirze. Myśmy się tak dużo dowiedzieli o nim wtedy, bo widać było tą pasję, z jaką pan opowiadał. I proszę sobie wyobrazić, że ja w pewnym momencie czuję, takie stukanie w plecy i mówi Andrzej, Andrzej, bo ja też mam na imię Andrzej. A ja jestem jeszcze gdzieś z tymi recerzami, gdzieś tam na polach z Henrykiem Bitewnych, a w tym momencie dyrektor wręcza bukiet kwiatów panu Andrzejowi Sewerynowi, czyli mój klient, który ma mi kupić te... Wyobrażacie sobie dramatyzm tej sytuacji, a ja Jestem skompromitowany. Ten człowiek ośmieszył mój profesjonalizm trzydziestoletni reportera. Chcę przywołać tą historię, jakim mistrzem jest aktor, taki właśnie aktor jak pan Andrzej Seweryn. Ale to jeszcze mam czas na te dwa pytania.
[01:20:20.13 → 01:20:21.55] B: Bardzo krótkie.
[01:20:21.65 → 01:21:11.44] H: Pierwsze pytanie. to właśnie to jest związane z moim zawodem, bo ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji, że jest aktor przygotowany, a ekipa nie, do zrobienia zdjęcia, to co widzieliśmy na filmie, więc pytanie dotyczy, czy rzeczywiście tak ekipy filmowe marnują czas aktora? A drugie pytanie, też w filmie był taki moment, kiedy pan się cieszył z pełnej widowni teatralnej, co jest oczywiście zrozumiałe, ale moje pytanie dotyczy zagadnienia aktor na scenie, a ilość widzów. Więc hipotetycznie, gdyby w Teatrze Polskim na przedstawieniu pojawiły się, pojawiło się na widowni tylko dwa rzędy były zapełnione, jak wtedy aktor gra albo jak aktor Andrzej Seweryn gra? Bo możemy to podzielić. Inaczej, lepiej, gorzej?
[01:21:12.12 → 01:21:14.56] B: Dziękuję. Pierwsze pytanie to było
[01:21:17.40 → 01:21:20.23] A: Nieprzygotowanie ekipy filmowej i marnowanie czasu.
[01:21:20.23 → 01:23:48.94] B: To się bardzo rzadko w tej chwili zdarza. Coś takiego przykrego, co mi się zdarzyło przy nagrywaniu tego filmiku. To było takie specjalne, plastyczne wydarzenie. Raz mi się zdarzyło, że gram, ujęcie kamera poszła i nagle słyszę... Telefon. Więc zacząłem krzyczeć, przerwałem, zacząłem krzyczeć, a ekipa w cisza. Nikt nic nie mówi, w ogóle słowa nikt nie mówi. I ja mówię, zaczynamy jeszcze raz. Okazało się, że to był telefon reżysera. Nie podam nazwiska. Historia z tym panem polegała na... Dramat tej sytuacji to nawet nie było to, że on po prostu tam poklepał, tylko że on nie rozumiał, że on mi przeszkadza. Wiecie, ja patrzę tu, a tu widzę... Zawodowiec, asystent kamery, on nie kapuje. Ja bym go w ogóle wyrzucił z zawodu. Zdarzało mi się w czasie próby, pamiętam, bardzo ważnej widzieć Ja reżyserowałem to przedstawienie i tu była akcja, tu reflektory już świeciły, koncentracja i widzę tutaj przyszłego wykładowcę szkoły teatralnej, który sobie czyku, czyku, czyku, czy gra sobie coś tam, nie wiem, czy sprawdza. Myślałem, że go zabije. Znowu przerwałem. Powiedziałem, powiedz matce, że cię ochrzaniłem. Nie, nie, w tej chwili... Zresztą jest coś takiego, że koledzy, z którymi pracuję, mówię o ekipie, ekipie technicznej, wiedzą, że ja jednak wymagam tego, żeby rekwizyt był tu, żeby moje ubranie było tu, żeby jedzenie było na czas i tak dalej, więc tak jakoś godzimy się. A drugie?
[01:23:49.98 → 01:23:51.32] C: Dwa rzędy.
[01:23:52.04 → 01:28:04.71] B: Jak byś grał? To jest bardzo ciekawe. W komedii francuskiej graliśmy ślub Gombrowicza. Ja grałem Henryka wtedy. Roland Bertin grał, Christine Fersen. Naprawdę wielcy francuscy aktorzy. W komedii francuskiej zawsze jest pełno. Na tym przedstawieniu była 1,4 widowni. I myśmy, ja patrzyłem na tych moich kolegów, koleżanki i kolegów, oni dawali z siebie wszystko. Tak jakby były, jakby, no w ogóle nie było kwestii. W ogóle pytania, nie stawialiśmy sobie takiego pytania w ogóle. To jest przykład konkretny. Jeśli chodzi o mnie, wydaje mi się, bo nie chcę mówić oczywiście, że grałbym normalnie, Wydaje mi się, że grałbym normalnie, że grałbym, wie pan, na 100%, żeby tę dziewczynę z drugiego rzędu, żeby tego chłopaka z trzeciego rzędu po prostu przekonać o wartości tekstu, o wartości teatru, o wartości naszej pracy, reżyserii i tak dalej, i tak dalej, koncepcji reżyserskiej. Chyba, wie pan, nie chcę tutaj takich deklaracji, tak jak mówię, ale nie, nie, naprawdę, tak byłoby. My czasami popełniamy błąd, my aktorzy. To szczególnie w komedii francuskiej było, bo to jest takie dobre wyrażenie. Schodzimy ze sceny tam po jakimś pierwszym akcie czy coś i często takie pytanie było, comment ils sont? Jaka jest widownia? Ils sont bien, ils sont bien. Dlaczego? Bo że są dobrzy. Ale dlaczego? bo się śmiali na przykład, prawda, że coś tam... A potem na koniec przedstawienia ledwo oklaski słychać i oni wychodzą. A czasami jest odwrotnie. Jest cisza, mniej jest tych śmiechów w miejscach, gdzie powinien być śmiech naszym pysznym zdaniem, a na końcu ekstaza. Ludzie wstają, oklaskują. Publiczność To jest tajemnica. Publiczność to w ogóle jest pojęcie fałszywe. Na tej sali mieści się, dyrektorzy, ile miejsc? 165. Powiedzmy, że dzisiaj jest osób 100. Tu jest 100 widowni. I tak jest zawsze. ponieważ każdy z państwa... Jak to by sformułować tak mądrze? To będzie głupio w takim razie. Gombrowicz zawsze mówił, im mądrzej, tym głupiej. To znaczy w tej przestrzeni, między tym zobaczeniem, co się dzieje na scenie, a wami, tworzy się dla każdego z państwa spektakl. Tych spektakli jest 100. Gdybyście Rashomon, film Rashomon, polecam. Pięć wersji tego samego wydarzenia. No to tu będzie sto wersji. Każdy z Państwa to, co widzi, przeprowadza przez swoje zmęczenie albo wypoczęcie. Przez swoją wrażliwość, swoje doświadczenia, To, co słyszy, to, co widzi, to, co rozumie. No przecież wszyscy rozumiecie, rozumujecie. No nie identycznie kurczę pieczone. Czy są jeszcze jakieś pytania? Jest.
[01:28:04.83 → 01:28:06.51] A: Mamy z tyłu ostatnie, tak.
[01:28:07.05 → 01:28:08.93] C: To słowo niech będzie tutaj kluczowe.
[01:28:09.17 → 01:28:13.48] A: Proszę poczekać na mikrofon. Dziękuję pani bardzo, proszę.
[01:28:13.50 → 01:28:19.48] B: Ja sobie może pozwolę zacytować z filmu Imię Róże. Jak do Szona Comery powiem, mistrzu, a
[01:28:19.48 → 01:28:27.98] D: jak mistrz ocenia siebie i swoją rolę w życiu prywatnym? Rolę męża, ojca i dziadka?
[01:28:29.74 → 01:28:33.84] A: Dobry finał. Bardzo pani dziękuję za to pytanie.
[01:28:34.22 → 01:29:59.93] B: Wie pani, to wszystko ewoluowało. jak państwo się domyślacie. Jest to trudno się domyśleć. Osoba, która siedzi obok mnie i którą państwo widzą, swoją głębią, wrażliwością, widzeniem świata pomogła mi pojąć parę spraw i myślę o sobie dzisiaj trochę lepiej niż przed 20, 40 laty, więc czas najwyższy. Staram się, staram się. Ja na pewno nie jestem łatwym partnerem, czy tam jak to nazwać, Wiecie Państwo, jak ja jadę na przykład, jak ja wiem, że mam lira przed sobą, jak wiem, że mam występy przed dziećmi dzisiaj rano, to nie to, że nie podchodź do mnie, bo to może być...
[01:29:59.93 → 01:30:00.83] C: W zasadzie tak.
[01:30:01.75 → 01:30:44.73] B: Bo to może być tak, ale to ja mam w sobie Niepokój, niepewność, to wynika diabli wiedzą ze słabości, z poczucia odpowiedzialności. Nieważne. Ale moja żona to umie. Dlatego jeśli mam powiedzieć tę ocenę, no to kiedyś mógłbym ocenić ją na dostatecznie, A dzisiaj no tak 4 plus 100. Bardzo.
[01:30:46.89 → 01:30:49.95] C: A bywa, że i piączki stawiamy.
[01:30:50.41 → 01:30:54.03] B: Dziękuję Państwu bardzo. Wszystkiego dobrego. Bądźcie zdrowi.
[01:30:54.05 → 01:30:57.93] A: Dziękujemy bardzo za to spotkanie. Wielkie brawa dla naszych gości.
[01:30:58.01 → 01:31:02.15] B: Jak mówił Jacek Cygan, zawsze mówi kochajcie się. Kochajcie się.
[01:31:03.37 → 01:31:24.62] A: Dziękujemy jeszcze raz gościnnemu Teatrowi Staremu. Ja dziękuję. Uściski na scenie to chyba dobry znak. Drodzy Państwo, dziękujemy. O, dziękuję za moje tabletki. Do zobaczenia następnym razem. Wracajcie bezpiecznie do domu.

Kino w Teatrze Starym: „Jestem postacią fikcyjną” / spotkanie z Andrzejem Sewerynem i Katarzyną Kubacką-Seweryn

Dokumentalny portret Andrzeja Seweryna. Nie jest to jednak film biograficzny. Kamera towarzyszy bohaterowi, obserwując jego życie na przestrzeni jednego roku. Dzięki temu otrzymujemy wielowymiarowy portret wybitnego aktora, który mimo swojego wieku wciąż pracuje na najwyższych obrotach. Gra, reżyseruje, prowadzi teatr. W pogoni za swoją pasją nadal z młodzieńczą werwą rzuca się w nowe zawodowe wyzwania. Na ekranie widzimy artystę w nieustannym twórczym biegu, ale widzimy też zwykłego człowieka. Kogoś kto bywa zmęczony, sfrustrowany, a nawet wybuchowy, ale także czuły, wrażliwy i uważny na innych. Dzięki temu możemy się z nim utożsamić i próbować zrozumieć jakie targają nim emocje. Im dłużej widzowie filmu obserwują bohatera, tym wyraźniej stawiają sobie pytanie – jaka jest prawdziwa cena wielkości Jak dużo trzeba dla niej poświęcić Czy jesteśmy świadkami pogoni czy świadkami ucieczki. W jakiej roli występuje tu lęk przed zatrzymaniem, przed końcem istnienia? Czy pragnienie doskonałości i chęć aby każdej dobie i każdej godzinie nadać znaczenie jest również próbą odpowiedzi na pytanie – co po sobie zostawię.

„Jak prawdziwie sportretować artystę, który się nie zatrzymuje? Który pędzi przez życie i przez swoją sztukę z siłą tornada? Uznałem, że jest tylko jedna skuteczna metoda – dać się tej sile porwać. Rzucić się w wir. Mam nadzieję, że właśnie taki jest nasz film”.
Arek Bartosiak

Wróć