[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:05.09 → 00:11.59] A: Dzień dobry, dobry wieczór w Teatrze Starym. To od razu mój gość i państwa gość Wojciech Chmielarz. Wielkie brawa. [00:13.39 → 00:21.73] B: Dobry wieczór państwu. Ja jestem bardzo szczęśliwy, że mogę tutaj z państwem być. Mam nadzieję, że spędzimy razem fajnie czas dzisiaj wieczorem. No chyba już zaczynajmy, tak? [00:22.09 → 01:28.20] A: Zaczynamy. Bitwa o literaturę w Teatrze Starym w Lublinie. Są z nami też tłumaczki Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Wielkie brawa już teraz. Dziękuję. I Jowita następnie będzie czytała fragmenty książek Wojciecha Chmielarza dla Państwa, ale to za chwilę. Póki co zapraszam. Ja mam przy sobie, nie wiem jakie Państwo mają książki ze sobą Wojtka Chmielarza. Ja mam rodzinny interes, cykl z Bezimiennym. oraz zbędnych. Książka, która mnie całkiem poruszyła, muszę powiedzieć. Udało mi się nie spaść. Książka, która mnie poruszyła, ale o niej za chwilę. Tytuł mamy trochę taki ważny i wielki. Kryminał w XXI wieku. Polacy czytają kryminały. Dlaczego Polacy czytają kryminały? Nie ma kryminału bez zbrodni. Dlaczego tak bardzo, myślisz, potrzebujemy tej zbrodni i dlaczego Co jakiś czas musimy do niej wrócić? [01:29.14 → 04:44.95] B: To jest pytanie, na które szukam odpowiedzi od lat i sobie zadaję. Oczywiście tylko jakieś teorie. Moja teoria podstawowa jest taka, że nie oszukujmy się, przez cały okres istnienia ludzkiego gatunku, środowisko, w którym żyliśmy, było skrajnie niebezpieczne. I z każdej strony, z każdej chwili groziła nam jakaś krzywda. Musieliśmy być ostrożni, musieliśmy się bać, musieliśmy czuwać i jakaś ta najbardziej prymitywna część naszego mózgu domaga się bodźcowania. Domaga się tego, żeby dawać jej jakieś napięcie, bodźcować ją, bo potrzebujemy tego napięcia na jakimś poziomie biologicznym. Bo to wiesz, kryminał kryminałami, ale jak sobie racjonalnie spojrzeć na taki gatunek jak horror, to on nie ma sensu, bo oglądamy filmy, które sprawiają, że się boimy. Strach jest obiektywnie przecież nieprzyjemnym uczuciem, czyli przez półtorej godziny, czasem dwie godziny oglądamy filmy, których celem jest to, żebyśmy się źle czuli, a jednak to robimy. Więc to jest jakby jakaś moja teoria. Ale co mnie, jakby o jej prawdziwości, jej nie upewnia to, że ja pamiętam jak wyglądała Polska te 25 lat temu, 30 lat temu, tak? Gdzie Polska była, i tutaj większość z Państwa pewnie też pamięta, gdzie Polska była po prostu niebezpiecznym krajem. To znaczy non stop dostawaliśmy informacje o tym, że ktoś kogoś zabił, non-stop dostawaliśmy informację, że jacyś ludzie weszli do restauracji i zaczęli tam strzelać. I właściwie codziennie jak się włączało wiadomości, to była informacja, że ulicami jakiegoś miasta przechodzi czarny marsz przeciwko przemocy. I, przepraszam, mam nadzieję, że się nie mylę, ale to było w Zamościu. W Zamościu była ta historia rok temu o chłopakach, którzy zakatowali na przystanku autobusowym swojego kolegę czy tam Nie pamiętam, ale zakatowali w biały dzień na ulicy. Jak ja byłem dzieciakiem, jak ja byłem nastolatkiem, to się przecież zdarzało co tydzień. To nie był news, bo to się było tak powszechne. Przynajmniej takie miałem wrażenie. Do tego każdy wtedy artysta muzyki popularnej musiał mieć swój protest song przeciwko przemocy. Kto ostatnio nagrał protest song przeciwko przemocy? Tak więc chodzi mi o to, że przez te ostatnie 25-35 lat Polska zmieniła się w kraju, gdzie czuliśmy się bardzo niebezpiecznie, w kraju, w którym jednak się czujemy bezpiecznie. I teraz tak, bo zmierzam do puenty. 35 lat temu czy 30 lat temu coś takiego jak polski kryminał nie istniało. Nie było czegoś takiego jak polski kryminał. Byli jacyś pojedynczi autorzy, bo z jakiegoś powodu, bo nie potrzebowaliśmy tego bodźcowania, bo mieliśmy to włączając telewizję, czy nawet wychodząc na spacer, idąc wieczorem ulicami miasta i się zastanawiając, czy te typki, które idą z naprzeciwka, czy nas pobiją, czy nas tylko okradną, czy zrobią nam coś gorszego. Teraz, kiedy żyjemy w państwie, które jest jednak bezpieczne, Mamy zalew tych kryminałów. [04:45.17 → 04:55.45] A: Jak jesteś kobietą, która idzie wieczorem w dość odludnej okolicy, to może niekoniecznie jest to twoje doświadczenie bezpieczeństwa. [04:56.09 → 05:43.65] B: Natomiast to też było gorzej. I też bym zwrócił uwagę na to, że stolicą kryminału jako gatunku są takie rejony świata jak Norwegia czy Szwecja. państwa z kraj niebezpieczne, a coś takiego jak meksykański kryminał, gdzie Meksyk jest bardzo niebezpiecznym krajem, nie istnieje. To jest ciekawa obserwacja. To jest pewna prawidłowość geograficzno-literacka, że im bardziej kraj bezpieczny, tym tam kryminał jest popularniejszy, a jak mamy kraje niebezpieczne, gdzie jest dużo tej przemocy, to nikt nie chce tych kryminałów czytać. Więc moja teza jest taka, że czytamy kryminały na jakimś bardzo podstawowym poziomie, Dlatego, że potrzebujemy tych bodców, które nasz mózg domaga się tych bodców, żeby poczuć, że jednak troszeczkę jest niebezpiecznie. [05:43.69 → 05:49.27] A: Czyli jednak część Tantiem z dzieł autorów kryminałów powinno iść na policję. [05:50.07 → 05:53.33] B: Zdecydowanie tak. To była taka inwestycja, która się nam opłaca. [05:54.13 → 06:44.25] A: To rzeczywiście ma przyszłość. Taki fundusz utworzony przez autorów autorki kryminałów. Od razu powiedziałeś o geografii i właśnie chyba jedną z rzeczy, która w ogóle jeżeli chodzi o kryminał często przychodzi nam do głowy jest miejsce zbrodni. Już nie mówię czy to miejsce zbrodni to jest jakiś teatr, bo teatr to jest dobre miejsce na zbrodnię. Jest tutaj wiele odpowiednich zakamarków, ale miasta. Nie ma kryminału meksykańskiego, być może nie ma go popularnie na świecie. Jest skandynawski, jest norweski, jest szwedzki. Jest trochę niemieckiego. Austriacy też jakoś nie wybili się ze swoimi kryminałami. Ich straszne historie są w reportażu opisywane. [06:44.69 → 06:52.49] B: Ale jest Mark Eisenberg bodajże. Autor takich thillerów. Niedawno Celsius już wydał. On jest Austriakiem z tego co kojarzę. [06:53.05 → 07:02.05] A: A Polska geografia kryminalna, nie twoja geografia kryminalna, gdzie uśmiercasz ludzi? [07:02.97 → 07:07.65] B: Ja uśmiercam ludzi już teraz w całej Polsce, jak się okazuje. [07:07.65 → 07:10.97] A: Wyszedłeś tak poza swoje regiony, tak? [07:11.25 → 07:55.02] B: Moje podstawowe rejony, gdzie umieszczam akcje swoich książek, to jest Warszawa i to są okolice Karkonoszy. W Warszawie już nie pamiętam, ile tych książek mam, w Karkonoszach mam te książki trzy i się szykuje kolejna. Z tego prostego powodu, że znam te rejony. A są jeszcze Gliwice z cyklem gliwickim, ale tam są tylko trzy książki i chyba więcej nie będzie, bo nie mam pomysłu. No ale też było województwo lubuskie, była wyspa Wolin teraz w rodzinnym interesie, zastanawiam się, po jezierze pomorskie w Żmijowisku, więc trochę sobie tak jeżdżę po Polsce. [07:55.82 → 07:59.08] A: Musi być wilgotno w takich miejscach, gdzie jest zbrodnia. [08:00.46 → 08:09.48] B: Nie, nie musi być. To zależy od tego jaki próbujemy odegrać klimat. [08:09.80 → 08:12.26] A: Dobrze, to jaki byśmy chcieli teraz Wojtek? [08:12.58 → 08:13.88] B: Jaki byśmy chcieli teraz klimat? [08:14.08 → 08:14.32] A: No. [08:14.96 → 08:15.42] B: Ojej. [08:15.65 → 08:38.73] A: Mamy styczeń 2025 roku. Klimat się robi trochę dziwny ze względu na odniesienia ze Stanów Zjednoczonych, co prawda. Zwłaszcza wizualnie ten klimat jest wow. Robi to wrażenie. Przykre nawet. Ale mamy styczeń 2025. Nie jest za zimno, ale też mogłoby być cieplej. [08:40.13 → 12:00.43] B: Oczywiście taka plucha, gdzie jest wilgotno, gdzie się robi szybko ciemno. Ona jest bardzo kryminalna i ona jest kryminalna w taki sposób najbardziej naturalny. Jak myślimy kryminał, to od razu myślimy przede wszystkim chyba Wielka Brytania, tak? Bo i Sherlock Holmes, i Agatha Christie, narodziny takiego nowoczesnego kryminału, pomimo tego, że do ojca kryminału uważa się Amerykanina, tak? Czyli Edgar Allan Poe, ale to już mniejsza z tym. Więc Wielka Brytania, czyli kraina mgły, kraina deszczu, kraina smogu, To pierwsze skojarzenie najbardziej naturalne z kryminem i oczywiście te skojarzenia są dobre i można iść w ten klimat, bo trochę też jest tak, że lubimy te piosenki, które znamy. Ja się trochę śmieję, ale kryminał jest gatunkiem, w którym ta konwencja jest bardzo silna. To znaczy 95% kryminałów tak naprawdę wygląda tak samo. To znaczy na początku ktoś kogoś zabija, Potem pojawia się śledczy i ten śledczy może być policjantem, prokuratorem, dziennikarzem, księdzem, pielęgniarką itd. Potem w zależności od tego jaka jest ta konwencja tego kryminału ginie od pięciu do dziesięciu osób i na końcu winny zostaje w ten czy inny sposób ukarany. Jak mówiłem o tym bodźcowaniu niebezpieczeństwem, to tutaj trochę sobie sam zaprzeczę, że kryminał jest także bardzo bezpiecznym gatunkiem, Wiemy, że na końcu dobro zatriumfuje. To jest siła kryminału. Ale jest ta konwencja. Ta konwencja jest siłą kryminału pod tym względem, że kiedy wiemy czego się spodziewać jak sięgamy po książkę, po kryminał, to bardzo łatwo nam wejść w ten świat. Bo my jako czytelnicy rozumiemy jakie zasady nim rządzą. Rozumiemy czego się spodziewać. Zawieszamy tą niewiarę i płyniemy z fabułą, więc można pójść tą spruchą, ale też można budować kryminał na kontrze, bo to też nie jest nowy wynalazek, bo kryminały przecież się świetnie sprzedają, w sensie dobrze wyglądają w pełnym słońcu. Tutaj od razu mi przychodzi na myśl śmierć Nanilu, ta książka pewnie sprzed 100 lat, dziejąca się w słonecznym Egipcie, ale też jednym z powodów, dla którego... Inaczej powiem państwu tą historię inaczej. Jak się narodziło żmijowisko? Moja najbardziej popularna książka, ona się wzięła stąd, że lata temu pojechałem z moją żoną i córką właśnie do takiego miejsca, jak opisałem w książce. Niemal to jest jeden do jednego, była ta sama lokalizacja, w sensie tak to samo wyglądało, jedyna poważniejsza zmiana była taka, że w prawdziwym miejscu jest rzeka, a ja potrzebowałem jeziora, więc zamiast zamieniłem rzekę na jezioro, ale generalnie wszystko się zgadza. No i pojechałem na tą agroturystykę i tam oczywiście było cudownie, bo to było takie leśne sioło. Tam naprawdę do najbliższego sklepu były trzy kilometry, które trzeba było przejechać samochodem albo przejść pieszo. Były trzy chałupy na krzyż. Było pięknie, było słonecznie, przyjechali fajni ludzie. Gospodarze byli bardzo uroczymi ludźmi, dawali nam świetne jedzenie. Cudowne wakacje, tak? Ale ponieważ zajmuję się zawodowo tym, czym się zajmuję, tak mniej więcej od trzeciego dnia pobytu zacząłem się zastanawiać, kogo tutaj można zabić. [12:02.31 → 12:05.89] A: I się dziwi, że nie pojechaliśmy razem samochodem. [12:07.69 → 13:27.21] B: Samochodem, pociąg. Ale chcę zwracać ze mną. Będziesz teraz bał. Wiecie państwo, samo zderzenie tej sielskości, tego słońca, tego lasu, lata ze zbrodnią, to buduje jakiś kontrast. I można budować historię na tym kontraście. Więc jak pytasz o klimat, to jest pytanie, co chcemy osiągnąć. Bo te wszystkie decyzje, które podejmujemy, rodzą jakieś też fabularne konsekwencje. Ja pytanie o klimat i o power rocku chyba zadaję sobie na końcu. Najpierw jest pytanie o historię, o czym ja właściwie piszę, a potem się zastanawiam, kiedy ona się powinna dziać i gdzie. I gdzie? A gdzie to zależy? Bo to są różne historie, bo mieliśmy, tak jak powiedziałem Państwu o Żmijowisku, no to Żmijowisko się wzięło z bezpośredniej inspiracji konkretnym miejscem, więc to pytanie gdzie, to było wiadomo, że to się musi dziać w takiej właśnie agroturystyce. Najnowszy rodzinny interes się wziął z fascynacji Wolinem i Międzyzdrojami po sezonie. I tam znowu też było tak, że najpierw pojechałem do Międzyzdrojów, Najpierw pojechałem na wyspę Wolin, żeby ją sobie zwiedzić. Właziłem tam i szukałem z pewną świadomością, że szukam miejsc, w których chcę umieścić akcję kryminału, ale jeszcze nie wiem, o czym ta książka będzie. Więc zaczęliśmy od miejsc. Ale są takie książki jak Zbędni, których tutaj masz, gdzie najpierw wymyśliłem historię, a dopiero potem zastanawiałem się, gdzie ona może siedzieć. [13:28.63 → 13:31.45] A: I umieściliście ją w Karkonoszach. [13:32.11 → 13:32.35] B: Tak. [13:32.69 → 13:32.87] A: Bo? [13:33.23 → 16:16.39] B: Bo karkonosze dobrze znam, tak jak wspominałem. Stamtąd pochodzi moja żona. Ja tam bardzo często bywam. Trochę było też, wiesz, niech będzie lenistwo. Lenistwo jest bardzo dobrą motywacją. Chodzi mi o to, że podczas... Ja nie jestem jakimś wielkim fanatykiem researchu tak zwanego. Nie będę się państwu przechwalał, że wszędzie o czym pisałem to byłem, dotykałem. Są tacy autorzy, którzy muszą się pochwalić, jak brali udział w sekcji zwłok. Nigdy nie brałem, nie potrzebuję i pewnie nie wezmę udziału. Ja sobie zdaję sprawę z tego, że jestem twórcą fikcji. Celebruję to, że jestem twórcą fikcji i moją najpotężniejszą bronią jest wyobraźnia. I dlatego piszę książki fabularne, a nie reportaże. Dlatego, że ja lubię sobie wyobrażać pewne rzeczy, wymyślać pewne sytuacje i czasami zamieniać rzekę na jezioro. Bo mi tak to bardziej pasuje do fabuły. Natomiast kiedy Państwo czytacie książkę, kiedy czytelnicy czytają książkę, ja też, bo też jestem przede wszystkim w kontekście literackim czytelnikiem, to najważniejsze dla mnie jako autora jest pojęcie zawieszenia niewiary. To znaczy, że kiedy czytamy książkę, to podczas czytania tej książki wierzymy w tą historię. o której czytamy. Żeby było jasno. Kiedy państwo skończycie tą książkę, to wiecie, że to jest wszystko wymyślone. Zanim zaczniecie ją czytać, to wiecie, że to wszystko jest wymyślone, ale kiedy ją czytacie, to czujecie się jakbyście tam byli, wierzycie, że to jest prawdziwe. Dlaczego to jest takie ważne? Bo tylko wtedy będą nasze emocje jako czytelników prawdziwe. Dopiero wtedy będziemy się przejmowali losami bohaterów. Po co się przejmować losami jakichś stworków, czy jakichś ludzi, o których wiemy, że nie są prawdziwi. Stan zawieszenia niewiary jest absolutnie kluczowy, czy to jest fantastyka, czy to są książki dla dzieci, czy to są kryminały. Moje doświadczenie jest takie, że ten stan zawieszenia niewiary najłatwiej stracić na pierdołach. Wielokrotnie byłem wytrącony z równowagi, bo my wierzymy w pewną konwencję. Jak oglądamy film o Jamesie Bondzie, to my wiemy, że pomysł na to, że jest jakiś taki szpieg jak James Bond, który mniej więcej co rok rozwala średniej [16:16.39 → 16:19.91] A: wielkości europejskiej... Może ktoś jednak wierzy w Mikołaja, proszę. [16:21.01 → 17:05.98] B: W Mikołaja? Tak, bo Mikołaj jest prawdziwy, James Bond nie. Ale, że co rok rozwala średniej wielkości europejskie miasto i wszyscy wiedzą jak on wygląda, to jest idiotyczne, tak? Ale kiedy oglądamy film o Jamesie Bondzie, to wierzymy w tą historię. Wybiłeś z rytmu. Więc chodzi o to, że wierzymy w pewną konwencję i w ramach tej konwencji zawieszamy niewiarę, tak? Ale ja sam pamiętam jak już u pewnego autora, wierzyłem w historię, która była mocno fantastyczna, miałem ten stan zawieszenia niewiary, aż bohaterowie weszli do Pizza Hut, gdzie kupili sobie do picia kole. I ja miałem takie, nie, to jest za dużo, bo wszyscy wiedzą, że w Pizza Hut jest pepsi. I tutaj mnie stracił, tak? [17:06.12 → 17:08.64] A: Myślałem, że na cienkim zamówili. [17:08.98 → 17:50.96] B: Nie, nie, nie. Znaczy, możesz sobie zamówić. Znaczy, nie wiem, czy było wtedy na cienkim, ale rozumiecie państwo. Znaczy, ja wiem, że w McDonaldzie jest Coca-Cola, w Pepsi jest... Pizza Hut jest Pepsi, więc jeśli... To był ten moment, kiedy... Kurczę, ja już mu przestaję wierzyć i w związku z tym przestaje mnie ta historia obchodzić, tak? Więc pomimo tego, że nie jestem fanatykiem researchu, zbierania informacji i uważam, że nie musimy wszystkiego dotykać, wszystkiego widzieć na własne oczy, możemy pewne rzeczy wymyślać, to jednak nie wolno takich głupiostw popełniać. Trzeba wykonać tą pracę, trzeba czegoś się dowiedzieć, trzeba czegoś sprawdzić, trzeba wiedzieć coś o miejscu, które odwiedzamy. [17:51.24 → 17:56.42] A: Jak pójdę do fast foodu, to będę mówił, że robię research do Twojego kryminału, pomagam Ci w researchu. [17:56.44 → 18:48.43] B: Zresztą ładnie chyba Zygmunt Miłoszewski kiedyś powiedział, że autor powinien wiedzieć o tym, o czym pisze, Coś, czego nie ma w Wikipedii. I to jest jakby warunek dobrego researchu. Bo w Wikipedii sobie może każdy sprawdzić w dowolnej sytuacji, ale jak ja wiem o czymś, czego nie ma w Wikipedii, to znaczy, że wykonałem swoją pracę. I wbrew pozorom to nie jest aż takie trudne. Czasami po prostu wystarczy gdzieś pojechać i z kimś się spotkać. Dobrze. Dlaczego mówiłem o tym mnienstwie wzbędnych? Bo ja tego krakowskiego researchu do zbędnych nie musiałem robić, bo ja te tereny znałem. Ja tam wielokrotnie byłem. Ja nie musiałem tam jechać, żeby wiedzieć, jaka jest ta odległość od Sosnówki do Kowar. Nie musiałem wiedzieć, jak tam wygląda. Nie musiałem wiedzieć, jacy ludzie tam żyją. Nie musiałem wiedzieć, gdzie jest sklep. Wypływając z Wieleniej Górze i tak dalej, to miałem te wszystkie informacje, które już miałem w głowie i dlatego to było lenistwo. [18:50.25 → 19:18.57] A: Zatem czas na pierwszy. Dziękuję za te wszystkie szczegóły. Zresztą proszę zapamiętać, że zdanie, że budowa i podjęte decyzje podczas budowania fabuły mają później swoje konsekwencje. To za chwilę będzie miało też konsekwencje dla przebiegu naszego spotkania w ogóle. Ale o tym się Państwo dowiedzą za chwilę. Zapraszam Jowita Stępniak z pierwszym fragmentem twórczości Wojciecha Chmielarza. [19:21.64 → 24:46.45] C: Obudziłem się rano w łóżku zdecydowanie za dużym dla jednej pachnącej jeszcze pościeli. Przewróciłem się na bok i spojrzałem na ekran telefonu. Dochodziła ósma. W pierwszej chwili poczułem złość na samego siebie, że znowu zaspałem i że marnuję czas na przewracanie się z boku na bok. Ale potem przypomniałem sobie, że niewiele mam przecież do roboty. Wstałem, przyciągnąłem się kilka razy, zrobiłem parę ćwiczeń rozciągających i pochyliłem się, żeby przyjąć pozycję do pompek, Ale zrezygnowałem. Rozleniwiłem się ostatnio. Wyszedłem z jasnej sypialni, minąłem drzwi prowadzące do łazienki i znalazłem się w salonie z kuchnią. Ściany pomalowano tu na przyjemny, delikatny, szary kolor. Do dyspozycji miałem kuchenkę, ekspres do kawy, lodówkę, zestaw sztućców i naczyń. Słowem, wszystko czego mógłbym potrzebować do przygotowania zdrowego, pełnowartościowego posiłku, co obiecałem sobie kiedyś zrobić, bo od czasu przyjazdu stołowałem się raczej w restauracji na dole. W pokoju znajdował się jeszcze telewizor, którego ani razu do tej pory nie włączyłem. Jakoś nie czułem potrzeby. Szczególnie biorąc pod uwagę widoki, którymi mogłem się cieszyć. Wyszedłem na oszklony balkon. Znajdowałem się na 11 piętrze wieżowca, niemal przy samej plaży. Od morza oddzielał mnie tylko wąski pas lasu i wydm. Oparty o szybę przez długi czas po prostu się wpatrywałem w spokojny tego dnia styczniowy Bałtyk. Na horyzoncie fale stykały się z ołowianymi chmurami. Gdzieś w oddali dostrzegłem niewielką sylwetkę statku. Nie potrafiłem ocenić, czy zbliża się do brzegu, czy raczej od niego oddala. Tymczasem bliżej mnie nad plażą spokojnie latały mewy zbite w niewielkie grupki. Po lewej widziałem międzyzdrojskie molo i niektóre z zabudowań tego niewielkiego miasteczka, pustego o tej porze roku. Białe hotelowe bryły z amberem na czele. Dalej zaś rozciągały się teren Wolińskiego Parku Narodowego, gęsty las i wzniesienie Kawczej Góry. Po prawej natomiast nie było niczego poza szerokim pasem plaży, za którym w oddali dało się dostrzec zabudowania gazoportu i miasto Świnoujście. Tak właśnie spędzałem ostatnie wieczory. Siedziałem na balkonie otulony w bluzy i koce i po prostu patrzyłem przed siebie. Odpoczywałem. Ale i tak prześladowała mnie myśl, że jestem zwykłym oszustem. I to mimo, że nikogo nie okłamałem. Do Międzyzdrojów przyjechałem dlatego, że po tamtej warszawskiej awanturze komornik Tomasz Guziec zaproponował mi pracę. Miałem poszukać jego zaginionego syna Jacka. Chętnie przyjąłem propozycję. Moje życie, jakkolwiek skromne i prowizoryczne by było, właściwie się rozsypało. Straciłem wynajmowane mieszkanie. Z dotychczasowej pracy raczej nie miałem szans się utrzymać. No i powstało takie zamieszanie, że dla wszystkich było lepiej, żebym na jakiś czas zniknął z Warszawy. Nawet dla bluzy. A może szczególnie dla niej. Kiedy tylko o tym sobie przypomniałem, zrobiło mi się nieswojo. Odetchnąłem głęboko, ale niewiele to dało. Uczucie, że popełniam błąd towarzyszyło mi nieustannie, głównie z powodu bezczynności. Miałem po prostu za dużo czasu, żeby myśleć, co nigdy dobrze się nie kończy. A miałem za dużo czasu, bo moje śledztwo było jedną wielką porażką. Jacek zaginął pięć lat wcześniej, kiedy pojechał z przyjaciółmi z roku na wakacje nad Polskie Morze. Zaczęli od helu, a potem ruszyli na zachód. Nie mieli żadnych obowiązków, Trwały wakacje, a we wrześniu robiło się już pustawo i było odrobinę taniej niż w szczycie sezonu. Chodziło o ruch i zwykłą zabawę. Szukali miejsca, w którym będą najlepsze warunki do uprawiania różnych sportów wodnych, głównie kajt i windsurfingu. W niewielkiej miejscowości niedaleko Koszalina Jacek poznał Cypriana, chłopaka w tym samym wieku i natychmiast złapali dobry kontakt. Gdy reszta grupy planowała wracać do Warszawy, a ci dwaj postanowili jeszcze trochę się powłóczyć, Jacek oznajmił znajomym, że wyrusza na Wolin. I tutaj ślad chłopaka się urwał. W ciągu ostatnich pięciu lat Tomasz Guziec wynajął kilku prywatnych detektywów, wysłał ich na wybrzeże, ale wrócili z niczym. Podobne skutki przyniosło zresztą policyjne dochodzenie, chociaż nic w tym dziwnego, Jacek był pełnoletni, miał prawo zerwać z rodziną. Nie znaleziono ciała, nie było żadnych sygnałów, że doszło do jakiegokolwiek przestępstwa. To oczywiście nie oznacza, że policjanci nic nie zrobili. Po prostu sprawa zniknięcia Jacka Guźca znajdowała się na samym końcu listy ich priorytetów. Z kolei prywatni detektywi wykonali solidną robotę, a przynajmniej tak to wyglądało w dokumentach, które dostałem od komornika. Pojechali na Wolin, zdarli buty, gdy włóczyli się pomiędzy zdrojach oraz okolicy, szukając jakichkolwiek śladów. Znaleźli parę osób, które naprawdę spotkały albo którym wydawało się, że spotkały Jacka i Cypriana. Ktoś widział ich w sklepie, ktoś pił z nimi w knajpie, ktoś zabrał ich na ognisko na plaży, u kogoś spędzili noc w pensjonacie, a potem rozpłynęli się w powietrzu. [24:48.63 → 24:52.59] A: Dziękujemy, brawa. Fragment rodzinnego interesu. [24:52.85 → 26:56.44] B: Przepraszam, ja teraz tutaj muszę, mam całą historię, ponieważ mówiłem Państwu o tym moim koledze Popiełrze, który napisał o Coca-Coli w Pizza Hut, Pani wybrała ten fragment, który w tym kontekście będzie bardzo ironiczny. Ja się naprawdę do researchu właśnie akurat w rodzinnym interesie bardzo przyłożyłem. Tak jak Państwu wspominałem, pojechałem, dwa razy byłem w Międzyzdrojach i na Wolinie, złaziłem tą wyspę, spotykałem się tam z ludźmi, rozmawiałem z ludźmi. Ten pokój, w którym jest Bezimienny, to jest dokładnie ten pokój, w którym ja spałem. Przy samej plaży, na skraju międzyzdrojów, są takie dwa wieżowce i tam są właśnie mieszkania na wynajem, wakacyjny. Uważam, że ten bohater w pewnym momencie tam właśnie wychodzi na balkon. Jest ten cały opis, co on widzi z tego balkonu. Uważam, że to jest literacko całkiem udany opis. Podoba mi się. Ale jest tam jeden problem. Pomyliły mi się strony. Wszystko, co tam jest napisane, że jest po lewej, Tak naprawdę jest po prawej, a wszystko co napisałem, że jest po prawej, powinno być po lewej. Wszyscy z międzyzdrojów, którzy tam byli, mi o tym wysyłają wiadomości, o tej pomyłce. Czasami pokazuję, że ten research jakby nie był dobry, to można taki głupi błąd zrobić. A jeszcze sobie przypomniałem jeden błąd, a propos błędnych, żeby się uderzyć w własną pierś. Jest tam taki fragment, nie spoilerując, gdzie facet dzwoni do lekarza i prosi o informację, jakie lekarstwa podać małemu dziecku, który ma prawdopodobnie zapalenie płuc. I tam lekarz udziela informacji, jaki antybiotyk podać. Ja ten antybiotyk sobie wgooglałem wtedy w internecie, przeczytałem o nim, zobaczyłem, że jest na zapalenie płuc i właśnie wymieniłem tę nazwę. Po ukazaniu się książki napisało do mnie co najmniej trzech lekarzy i jeden weterynarz, że tego leku nie podaje się dzieciom. [26:57.48 → 27:13.46] A: Trzeba być uważnym, chociaż chyba nie da się uniknąć tego typu błędów. Zawsze, że te książki mają nieprawdopodobnie dużo szczegółów z naszego życia, bo one się dzieją w naszym życiu, tylko trochę inaczej. [27:13.86 → 28:01.48] B: Tak, oczywiście, że tak. To są te błędy, które są dla mnie osobiście irytujące. Właśnie jestem zły na siebie, że do nich dopuściłem. To jest też jakaś do mnie nauczka na przyszłość, bo to są właśnie to o czym mówię, bo ja ze swojego doświadczenia czytelniczego właśnie mam to, że bardzo często tracę ten stan zawieszenia niewiary jak łapię autora na takiej drobnej pomyłce, że jestem w stanie w bardzo dużo uwierzyć, bo okej, to jest w ramach konwencji, bohater kurcze leci na dinozaurze przez kosmos na obcą planetę, spoko, kupuję to, bo to jest fantastyka, ale jak się okazuje, że nazywa Mówi, że ten dinozaur jest tyranozaurem, a naprawdę to z opisu wygląda, że to jest pinozaur, a to nie, przewalone. Tego już nie kupię, więc dlatego się biję w pierś przy tych dwóch błędach. [28:01.74 → 29:09.31] A: Ale słuchaj, poznałeś trzech lekarzy i jednego weterynarza, to jest naprawdę bardzo... Duży kapitał ludzki, który czasem może się przydać. Nie żartując, wracamy, cały czas mówisz o tej konstrukcji właśnie i rozmawialiśmy troszkę o tym, gdzie można umieścić akcję kryminału i gdzie może być w Polsce, w jakim mieście, może w Lublinie. W jakim miejscu? Teatr jako zbyt oczywisty, może i miejscowy Urząd Skarbowy zostawmy na boku. Ale chcielibyśmy, żebyśmy razem trochę dzisiaj pokombinowali i trochę pomyśleli właśnie kryminalnie. Skoro cała Polska czyta kryminały, to cała Polska też na pewno kryminalną wyobraźnię, że większość z nas jeszcze pamięta też te czasy właśnie, kiedy wiadomości to były cały czas kryminalne, to wymyślmy zbrodnię. Chcecie? Super, to widzę pewne poparcie. To co? Miejsce najpierw, tak? [29:09.71 → 29:14.29] B: Możemy zacząć od miejsca. Czy państwo mają jakiś pomysł, czyśmy się mogły, mógł się toczyć kryminał? [29:14.31 → 29:25.19] A: Jeżeli ktoś chce w miejscowości, pochodzi na przykład, albo tu pochodzi ktoś, kogo mniej się lubi, to też można zgłosić, ale ze dwie, trzy propozycje miejsca. [29:25.67 → 29:26.91] B: Garaż w prokuraturze. [29:27.33 → 29:35.31] A: Wow. Widzę, że ja mówię, że państwo mają wyobraźnię kryminalną i ja zapisuję garaż w prokuraturze. [29:35.31 → 30:22.88] B: To jest świetny pomysł. Oczywiście on wywołał zarwy śmiechu, bo on jest zabawny sam w sobie. Natomiast już sam fakt, że podrzucamy, no właśnie, bo to są dwie podstawowe kwestie, czy to jest miejsce zbrodni, czy to jest miejsce odnalezienia zwłok, bo to są dwie zupełnie różne rzeczy. Czasami to jest to samo miejsce, ale czasami zwłoki się znajduje nie tam, gdzie zostało popełnione morderstwo, ale to już zostawmy na boku. No i sam fakt, że ktoś kogoś zabił albo przynajmniej podrzucił zwłoki do garażu prokuratury, To jest taki rzucony w twarz, znaczy wymierzony w twarz policzek. To musi być twarz śledczym. Takie wielki środkowy palec i wyzwanie. To jest mocny początek kryminału, właśnie ze względu na miejsce. Pani świetnie wybrała. [30:23.06 → 30:27.66] A: To było mocne, tak. Jeszcze dwie propozycje. Widzę rękę. [30:33.80 → 31:03.86] B: Biblioteka, tak, uniwersytecka i tutaj to też może się fajnie bronić, tylko to musiało być, tak, to jest pytanie, czy jedziemy teraz takim, nie wiem, kryminałem literackim, kryminałem z ambicjami, takim erudycyjnym, tak, gdzie właśnie bohaterowie więcej będą czytać niż... Wojtek, zaróbmy, proszę. Zaróbmy. Jakbyśmy chcieli zarobić, to musielibyśmy pisać erotyk uniwersytecki ze zbrodnią w tle. [31:04.32 → 31:07.64] A: Ej, czekaj, czekaj, zaczyna się robić gorąco. [31:07.66 → 31:37.81] B: 365 książek, jeden trup. Biblioteka uniwersytecka, mówiłem o kontraście, przez to, że to jest takie miejsce spokojne. Ja nie byłem na bibliotece u państwa, na uniwersytecie. Ale tutaj mamy jeszcze podstawowe pytanie, czy to jest Uniwersytet Marii Kryli-Skłodowskiej czy KUL? [31:40.63 → 31:43.53] A: A to sprytne. [31:46.99 → 31:48.91] B: Ale możemy zmieniać, to jest fabuła, wie Pani. [31:49.73 → 32:10.93] A: Nie, nie, bo nie chcę dodać pytania, czy Państwo by wybrali zbrodnię na KUL-u, czy na UMCS-ie, bo to się może okazać tożsamościowo jakby pytanie. I nie chcemy przecież tak głęboko wchodzić w Państwa prywatne. Trzecie miejsce... Klużgarnek. Klużgarnek. Widzę, że jednak Państwo na ostro. [32:12.72 → 32:48.60] B: Zawsze kościoły są ciekawym miejscem i związane z duchowieństwem. Mam wrażenie, że był ten jeden kryminał, który się dzieje w klasztorze, o którym wszyscy wiemy i nie wiem, czy on eksploatował tego gatunku do końca. Co pewien czas autorzy próbują pisać kryminał, który dzieje się w klasztorze, ale Imię Róży to jest książka tak kompletna Ciężka, ale nie w sensie, że się ją ciężko czyta, tylko ma takie znaczenie literackie, że kurde cały ten podgatunek wzięła i wciągnęła. [32:48.72 → 32:55.29] A: Że już musisz robić pastisz raczej, prawda? Jak już jest klasztor i zbrodnia w klasztorze i śledczy jeszcze związany z klasztorem. [32:55.29 → 32:58.44] B: To się odbijasz zawsze od eko i wiesz, że lepiej tego nie zrobisz, no. [32:58.68 → 33:00.66] A: To jeszcze jedną widzę panią. [33:02.12 → 33:17.60] C: Słowiany rynek i najstarszy most Prawdopodobnie w Europie Lutosławskiego i Czerwona Karczma. To jest Byszczyca, to jest ten bardzo zbliżony. [33:17.78 → 33:23.00] B: Muszę pani powiedzieć, że nie znam żadnych z tych miejsc, ale najwyraźniej muszę tutaj przyjechać i je zobaczyć. [33:23.26 → 33:32.20] A: Dobrze. To może jeszcze pią... To jest jeszcze piąta propozycja, w takim razie ostatnia i na niej zamkniemy nasz zestaw. [33:34.15 → 33:37.39] C: CSK, Centrum Spotkania Górne. [33:37.91 → 33:45.37] A: Dobrze, to teraz państwo nam wyjaśnią, dlaczego trup jest w CSK. [33:45.49 → 33:59.69] C: Tam można na górę wjechać, może być, oszklonę jest, można na górę wrzucić, jest piwnik dużo, mury takie surowe, także dużo za usługę, można tymczasami wyjść. [34:00.31 → 34:29.86] A: No, no, no, widać. Widać, że Lublinianie lubią swoje miasto, widać, widać. Super, mamy pięć miejsc, jakie wybierzemy do naszej opowieści. Ja przypomnę, że to jest garaż w prokuraturze w Lublinie, biblioteka uniwersytecka, mamy też Słomiany Rynek, Centrum Spotkań Kultur i Króżganek u Dominikanów. [34:33.83 → 35:02.29] B: Się boję zrobić głosowanie, bo się boję wprowadzać zamieszanie. Ponieważ jesteśmy w Lublinie, to ja bym w tym momencie bibliotekę uniwersytecką odrzucił, bo chodzi mi o to, że biblioteka uniwersytecka wydaje mi się takim miejscem bardzo uniwersalnym. Więc w sensie to ona nie musi być w Lublinie, tak? To może być Warszawa, to może być Gdańsk i tak dalej. Abym poszedł bardziej lokalnie, żeby poznać dzięki [35:02.29 → 35:05.79] A: Państwu... Burzanki odrzuciliśmy z racji EKO. [35:05.95 → 35:42.77] B: Tak, czyli zostaje nam chyba tak, chyba centrum spotkań kultur, no. A garażu prokuratorze, może pani powiedzieć, troszeczkę się boję jako pomysłu takiego Jest tak nacerwanego politycznie i nie wiem czy ja chcę wchodzić w tę historię, bo z polityką jest w ogóle w kryminale, ja osobiście nie lubię, nawet jak autor zajmuje pozycje, które mi są ideologicznie bliskie, to zawsze mam wrażenie, że on mnie trochę oszukuje, bo chce mnie do czegoś przekonać. Fantastycznie. [35:42.87 → 35:58.67] A: Zwierzęta, lekka dzikość, prawda, to prowadzi półprzez pola umarłych. Przecież nawet u Olgi Tokarczuk jest przez kości umarłych. To nawet u Tokarczuk jest właśnie taka niesamowite zwierząt, prawda? [35:58.89 → 36:15.82] B: Chyba centrum spotkań kultur. Oczywiście to od razu się kusi, żeby ktoś został tak pożądlony przez pszczoły, żeby od tego umarł. Tylko się zastanawiam, Czy jest szansa, żeby tak pszczoły wkurzyć, żeby kogoś uporządliły na śmierć? Ile tych ukłuć musiało być? Jedna starczy, ktoś powiedział? [36:16.28 → 36:17.14] A: Bardzo słusznie. [36:18.16 → 36:19.92] B: Ojej, to jest bardzo dobra myśl. [36:20.70 → 36:41.01] A: Czekaj, czekaj, czekaj. Czy my już nie zadaliśmy? Ja zaprowadzę teraz porządek na sali obrad. I tak, ponieważ państwo mają różne głosy, to proszę teraz i słyszę, że macie, jest potencjał literacki w narodzie. Pomysły, podpowiedzi, proszę rękę do góry. Przed chwilą wszyscy mówiliście. [36:42.03 → 36:43.67] B: Ale nie powiedziałeś podpowiedzi czego? [36:43.93 → 36:52.59] A: Co dalej? Na czym powinniśmy się zastanowić? Może tak, na razie element, nad którym powinniśmy się zastanowić. [36:53.51 → 38:15.13] B: To jest pytanie tak... o czym ta historia ma tak naprawdę być. Jak wybraliśmy to miejsce, to dlaczego w Niemcy? Co możemy z niego wydobyć? Ja lubię szukać głębszych sensów w tych miejscach, które wybieram w ich historii, tak żeby... Bo wbrew pozorom te kryminały moje są trochę jak piosenki, to znaczy ja wyszukuję pewne motywy, które się powtarzają w nich jak refren. Bo dzięki temu, że państwo ten refren często słyszycie, to potem ja was podprowadzam na rozwiązanie. My jako czytelnicy to rozwiązanie przyjmujemy. W mojej książce Długa noc bardzo często w różnych kontekstach pada takie zdanie czy zbliżone, że ludzie robią z miłości najgłupsze rzeczy. I przepraszam, że spoileruję, ale miłość to jest motyw zachowania jednego z bohaterów w pewien sposób rozwiązanie zagadki. Ja wam to zdanie powtarzam tyle razy po to, że wtedy, kiedy wam ujawniam, dlaczego bohater robi to, co robi, żebyście to państwo zrozumieli i pokiwali głową, aha, no okej, tak było. Jak wybieramy to Centrum Spotkań Kultur, to nie tylko dlatego, że to jest ładny budynek, tylko on się jakoś musi wiązać, symbolizować tą naszą historię w jakiś sposób. [38:15.95 → 38:26.64] A: Jak zrozumiałem, tam jest bardzo dużo osób, przechodzi. Taka zbrodnia przypadkowa, pominięta, że trudno odkryć osobę, która... [38:26.64 → 38:30.66] B: Ale mi się podoba ten moment, bo pani powiedziała o pszczołach, tak? Pszczoły, dobrze. [38:30.84 → 38:31.96] A: I ja widzę rękę. [38:33.28 → 38:52.25] C: Chciałabym przypomnieć o tym Centrum Spotkania Kultur. bardzo długo się budował. Trzeba poznać historię właśnie początku budowy tego trafi. I jakie były wrogi, zanim on powstał. [38:52.55 → 39:16.63] A: Widzisz, bo ten trup nie musi być świeży. Wiecie, my zaraz wyjdziemy z teatru i pójdziemy na spacer. Ale właśnie, trup nie musi być świeży. Bardzo dziękujemy za podpowiedź o historii miejsca. [39:16.83 → 40:42.19] B: Znaczy, mi się strasznie podobało, nie wspominałem o pszczołach. I te pszczoły, tutaj ktoś z Państwa powiedział, zapytałem, ile razy trzeba zostać okąszonym przez pszczoły, żeby umrzeć. I ktoś z Państwa powiedział, że czasami wystarczy raz. Przepraszam, nie słyszał. Jak się ma alergię, to raz, faktycznie. I sobie myślę, To jest fajny sposób, że kogoś wysyłamy na pszczoły, które wcześniej właśnie pobudzamy, że one atakują, tylko że to rodzi konsekwencje, to jest ciekawy sposób zabójstwa, bo on wygląda jak wypadek, to jest w ogóle fajne, ale to rodzi pewne konsekwencje fabularne od razu. Po pierwsze, nasz sprawca musiał mieć dostęp do tych pszczół. i musiał móc je zdenerwować w taki sposób, żeby nikt z obsługi tego nie zauważył i żeby go nie przeszkodził. Musiał wiedzieć, że osoba, którą zabija, ma alergię na jad pszczeli i musiał wiedzieć, że ta osoba będzie przy pszczołach. Są takie trzy rzeczy, na które potem będziemy musieli w fabule odpowiedzieć, skąd to się wzięło, ale też prowadzi nas do takiego pytania o głównego bohatera, ponieważ takie zabójstwo przy użyciu pszczoły faktycznie wygląda jak wypadek. [40:42.25 → 40:43.09] A: Żywego czy martwego? [40:43.77 → 41:35.69] B: Żywa osoba zostaje pokąsana przez pszczoły, umiera. No właśnie, dlaczego nikt nie zdążył jej pomóc? To jest pytanie, kiedy doszło do tego zabójstwa. To też pokazuje Państwu, jak ja myślę o tych historiach, które ja wymyślam. To jest właśnie ciągłe zadawanie sobie pytania dlaczego, dlaczego, dlaczego i szukanie nieróżnych odpowiedzi. Więc dlaczego nie zdążył jej pomóc i się zgubiłem w ten wątek. Ale tych pytań i odpowiedzi jest dużo, one są bardzo ciekawe i one gdzieś tam sprowadzą i coś nam... A, kim jest główny bohater, bo skoro to wygląda jak wypadek i to mogłoby się wydarzyć i policja mogłaby i prokuratura w czystej wierze uznać, że to jest wypadek, no bo tak się zdarza, że ktoś niestety zostaje pokąsany przez pszczoły i z powodu reakcji alergicznej umiera. to dlaczego nasz bohater, łamany przez bohaterka, jednak uważa, że to jest mordercwo i prowadzi śledztwo? [41:37.87 → 42:16.51] A: To jest jeszcze jedno takie pytanie. Mówisz słowo bohater, to właściwie tych bohaterów równoznacznych jest kilku. Mamy bohatera, który jest... Spina nam jakiś cykl, całą historię, czyli ten, co prowadzi śledztwo, ale tak naprawdę cały czas takim cichym bohaterem jest ten morderca i cichym bohaterem jest ten, co jest zamordowany. Mamy de facto trójkę bohaterów, których musisz równolegle prowadzić i sobie ich chyba wyobrazić. Więc tutaj tej historii to pytanie, kogo w ogóle chcemy, czy jest na przykład typ, detektywa, detektywki, który pasuje do danego miasta, na przykład. [42:17.47 → 42:19.53] B: Trzeba byłoby ich wymyślać, bo oni muszą [42:19.53 → 42:30.51] A: mieć swoje, wiesz, takie idiomy bardzo wyraziste, jak mordka, żebyśmy za nimi podążali, żebyśmy chcieli czytać kolejne tomy, a zawsze, że chcemy, przypomnę, zarobić jeszcze pieniądze. [42:31.23 → 45:44.84] B: Oczywiście, jak jesteśmy w Lublinie, to trzeba powiedzieć, że tak są detektywi. W Lublinie mamy Maciejewskiego, który trudno go sobie wyobrazić, pomimo że on wyjeżdżał, ale zawsze do Lublina wracał. Trudno go sobie wyobrazić w innym mieście. Tylko jest pytanie, jak myślimy o takich bohaterach jak Mok, czy Maciejewski, czy Popierski, na ile oni są właśnie związani ze swoim miastem, a na ile miasto jest związane z nimi. To znaczy, że okej, MOK już jest symbolem Wrocławia i nie możemy go sobie wyobrazić gdzie indziej. Ale gdybyśmy zrobili eksperyment myślowy, tak na początku w ogóle, że czy Krajewski mógł umieścić MOKa w Berlinie? No mógł. Czy mógł w jakimś innym paniemieckim mieście? Mógł, ale wybrał Wrocław i te dwie postacie się aż tak zrosły. Więc oczywiście trzeba szukać tych takich lokalnych rzeczy, które można umieścić bohatera i jakoś to wykorzystać. Ale też jeśli chcemy zarabiać, to ci bohaterowie nie mogą być zbyt lokalni. Bo jak oni będą zbyt lokalni i będą zbyt osadzeni w lokalnym kontekście, to część czytelników zostanie odrzucona, bo ona tego lokalnego kontekstu nie będzie rozumiała. Dlatego paradoksalnie dobrym sposobem jest zrobienie tego, co zrobiłem ja w rodzinnym interesie, czy to zrobił z Sandomierzem Zygmunt Miłoszewski, przeprowadzając tam Szackiego, czy w Olsztynie, gdzie Szacki, mój bezimienny, jest człowiekiem z zewnątrz. Co nam to daje? Ponieważ ci bohaterowie są osobami z zewnątrz, to my razem z nimi poznajemy miasto. Oni, ponieważ są z zewnątrz, mogą zadawać najgłupsze pytania o to miasto, a ludzie mogą pytać jakieś pytanie o Lublin. Taki Szacki mógłby zapytać, a co to jest Centrum Spotkań Kultur? I to pytanie będzie dla niego naturalne, bo on nie jest stąd, ma prawo nie wiedzieć. Jakby o coś takiego zapytał lublinianin, to byłoby dziwne, bo on powinien o tym wiedzieć, czy ona powinna o tym wiedzieć. Tak samo byłoby dziwne, gdyby ni z tego, ni z owego. Jeden lublinianin zaczął drugiemu tłumaczyć, czym jest Centrum Spotkań Kultur, bo niby z jakiej paki państwo to wiecie po prostu. w waszym kulturowym DNA, więc dlatego fajnie jest prowadzać bohatera z zewnątrz, bo dzięki niemu możemy poznawać daną okolicę, dane miasto i się o nim dowiadywać różnych rzeczy. Ale wrzuciłeś ten fajny wątek z bohaterem, bohaterką. Kiedyś zauważyłem, że kryminał to jest chyba jedyny gatunek, oczywiście nie we wszystkich książkach, ale gdzie w wielu książkach ten główny bohater, który prowadzi śledztwo, On tak naprawdę nie jest bohaterem tej historii, bo ta cała historia się tak naprawdę wydarzyła jeszcze przed rozpoczęciem książki, bo coś się wydarzyło, że ktoś kogoś zabił i dopiero staramy się to odkryć, ale to co było przed książką jest prawdziwym sensem tej opowieści, a nie to, że facet prowadzi śledztwo. To jest ciekawe, nie znam drugiego takiego gatunku. [45:45.14 → 45:56.38] A: Ty często mówiłeś, że nie chcesz pisać opierając się o rzeczywiste historie, że właśnie jesteś człowiekiem od fabuły, fikcji, ale chyba raz zdarzyło ci się napisać opowiadanie. [45:56.84 → 49:01.53] B: Raz mi się zdarzyło, ale... Ja też napisałem przede wszystkim książkę ranę, która jest zainspirowana prawdziwą historią. Reportażem Mariusza Szczygła. I trochę właśnie mam z tą moją książką problem, bo ja do dzisiaj nie wiem, czy ja dobrze wtedy to zrobiłem. I mam też różne takie etyczne wątpliwości, ale też pisałem opowiadania oczywiście, natomiast do tego przejdziemy, bo ja brałem przez lata udział w takim cyklu telewizyjnym Opowiem Ci o Zbrodni. To było dla jednej ze stacji telewizyjnych, gdzie pomysł był taki, że autorzy kryminałów opowiadają o prawdziwych sprawach kryminalnych. Elementem tego programu było to, że my potem piszemy opowiadania inspirowane tymi prawdziwymi sprawami i powstaje taki tom opowiadań. Tylko, że jak przeczytasz te moje opowiadania, to zobaczysz, że to nie są opowiadania. W ogóle pierwsze opowiadanie to jest opowiadanie o mnie, jak próbuję napisać to opowiadanie. gdzie ja się zastanawiam i się dzielę z czytelnikami, z państwem moimi wątpliwościami, czy ja w ogóle mam prawo to robić. Bo problem z pisaniem o prawdziwych sprawach jest to, że my nigdy nie wiemy wszystkiego. A piszemy z perspektywy wszystko wiedzącego narratora i wsadzamy ludziom w usta pewne słowa, które pewnie nie padły. Wsadzamy pewne myśli, których nie wiadomo, czy oni pomyśleli. I teraz jest pytanie, czy mamy prawo to robić i czy nie pisząc takiej książki, Czy my komuś nie zrobimy krzywdy? Specjalnie lub nie. A ponieważ to są prawdziwe sprawy, więc to są ludzie, którzy i tak już przeżyli tragedię. Dlaczego my ich znowu mamy tym męczyć? Dlaczego mamy ich znowu tym katować? Czy mamy do tego prawo? Mówię jeśli chodzi o tworzenie fikcji na podstawie tego. wymyślanie różnych rzeczy, nie mówię o reportażu, bo reportaż pełni także społecznie troszeczkę inną funkcję, ale to są te wszystkie moje jakby wątpliwości z tym związane, więc te moje opowiadania w tych tomach to zawsze jest troszeczkę coś innego i to nie są opowiadania, tylko są jakieś, nie wiem, eseje moje na ten temat, czy jak pisałem o sprawie Zgliwic, gdzie ku mojemu zaskoczeniu się okazało, że prawdopodobnie moje ścieżki ze sprawcami tych zabójstw się wielokrotnie przecięły w różnych miejscach, bo my mieszkaliśmy na jednym osiedlu, gdzie musieliśmy się spotykać, byliśmy mniej więcej w tym samym wieku więc o tym pisałem, że się nagle okazuje, że byłem blisko gdzieś sprawców potwornej zbrodni. Dlatego staram się unikać prawdziwych spraw, ale jak już mnie jakaś inspiruje, to staram się od niej odejść tak bardzo daleko, jak to tylko możliwe, że ona nie była rozpoznawalna. Oczywiście oranie to się nie udało i tutaj się bije w piersi, ale tak jak mówię, z tą książką mam sam pewne problemy, czy ona powinna powstać w ogóle. [49:03.01 → 49:35.43] A: No to właściwie chyba ten temat wyczerpałeś. Jako osoba, która pochodzi z miejscowości, w której w jednym roku zamknięto burmistrza za korupcję, a w następnym roku księdza za pedofilię, to też znam kilku. Ale na szczęście może nie zabrałem się jeszcze za ich opisywanie. Zatem co, przechodzimy do drugiego fragmentu twórczości Wojciecha Chmielarza. Drugi fragment zresztą też z rodzinnego interesu. [49:39.61 → 54:30.16] C: Mordka obudził dzwonek telefonu. Otworzył oczy, sięgnął po aparat i odebrał połączenie. Tak? Za pięć minut ktoś przy ciebie przyjedzie. Pakuj się. Usłyszał suchy, gniewny głos pod inspektora Artura Andrzejewskiego, naczelnika wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw. Mam rękę w gipsie, jeszcze jestem na zwolnieniu, przypomniał. Już nie. Andrzejewski się rozłączył. Mordka przez kilkanaście sekund leżał w łóżku, wpatrując się w biały sufit, a potem niechętnie wygramolił się z pościeli. Umył zęby, wysikał się, ubrał. Spojrzał na zegarek. Dochodziła szósta rano. Zastanawiał się, o co może chodzić. Razem z szefem ustalili, że wróci do pracy dopiero po zdjęciu gipsu. Do tego czasu miał załatwić formalności związane z przeprowadzką do służbowej kawalerki i zamknąć ostatnie krotowickie sprawy. Tamto dochodzenie przejęło, co prawda, centralne biuro śledcze, ale od czasu do czasu wzywali go na przesłuchania, żeby po raz kolejny opowiedział całą historię od początku do końca. Nikomu nie zdradził, że mógł się zarazić HIV od poznanej tam byłej prostytutki. Oczywiście, kiedy okaże się, że jest nosicielem, od razu powiadomi kogo trzeba, a do tej pory musi po prostu być ostrożny. Zastanawiał się, czy zdąży wypić kawę, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Otworzył. Stała przed nim niespełna trzydziestoletnia dziewczyna. Bardzo szczupła, wysoka, w brązowej skórzanej kurtce i ciemnych dżinsach. Popielate włosy zaczesała gładko do tyłu i związała w koński ogon. Nie miała makijażu. Była blada, co w połączeniu z mocno zaznaczonymi kośćmi policzkowymi sprawiało, że przypominała trochę śmierć. Anna Suchocka. Ale możesz mi mówić Sucha. Mortka pomyślał, że chyba jeszcze nigdy nazwisko i przezwisko aż tak dobrze nie pasowały do człowieka. Przeszliśmy na ty? Zapytał. Nie, panie komisarzu. Właśnie. Sięgnął po kurtkę i klucze. Nie znamy się. Dostałam przydział, kiedy pana nie było, panie komisarzu. Domyśliłem się. Możesz mi powiedzieć, dokąd jedziemy i do czego? Szef prosił, żeby nic panu nie mówić, żeby, jak on to ujął, nie zepsuć panu niespodzianki. Nie wyróżyło to nic dobrego. Jeździła jak diablica, niezważając na znaki, ograniczenia prędkości, sygnalizację świetlną. Jakby cała droga należała tylko do niej. Wiesz, że powinnaś włączyć koguta, powiedział mordka. Żeby ludzi obudzić jest sobota, niech sobie pośpią, panie komisarzu, odparła. Poza tym ruch mały. Zwolniła dopiero, kiedy zbliżali się do mostu gdańskiego. Z daleka mordka dostrzegł kolejne samochody i ludzkie sylwetki. Andrzejewski, Jankowski, świetny technik kryminalny, chociaż choleryk i na końcu coś naprawdę niepokojącego. Osoba, która stała obok Andrzejewskiego. Prokurator Szydłoń. Pracowali razem przy sprawie podpalacza z Ursynowa i pewnie obaj nie mieli po tym najlepszego zdania o sobie nawzajem. Ale to był najmniejszy kłopot. Bardzo rzadko zdarzało się, że prokurator, jakikolwiek prokurator, pojawiał się na oględzinach miejsca przestępstwa. Coś było nie tak. Byłaby jakaś szansa na kawę, zapytał słuchą, kiedy się zatrzymali. Z całym szacunkiem, panie komisarzu, ale nie jestem tutaj od tego, żeby panu po kawę biegać. Niech pan to sobie zapamięta. Zmarszczył brwi zdziwiony. Wystarczyło powiedzieć nie. Odpowiedział i wysiadł z auta. Wziął głęboki oddech i podszedł do Andrzejewskiego. Kiwnął mu głową na powitanie, przywitał się szybko z szydłoniem. Spojrzeli sobie prosto w oczy, jakby chcieli zobaczyć przy tej okazji, co tak naprawdę o sobie myślą. To pan prokurator zasugerował, że warto po ciebie zadzwonić, wyjaśnił Andrzejewski, a ja się z nim zgodziłem. Mam zwolnienie, przypomniał Mortka. Zaraz ci jakiś lekarz wypisze papierek, że jesteś zdolny do służby, bo jesteś, tak? Ton głosu podinspektora wskazywał, że komisarz nawet nie powinien marzyć o przeczącej odpowiedzi. Gdzie jest klient? Andrzejewski wskazał ruchem głowy na most kolejowy. Mortka spojrzał w tamtym kierunku i nagle je dojrzał. Ciało zwisające na linie, dwa, trzy metry nad nurtem wody. Samobój? Zapytał z nadzieją w głosie. Boże, spraw, żeby to było samobójstwo, poprosił w myślach. Ma rozpruty brzuch i ręce związane na plecach, powiedział ponuro Andrzejewski. Raczej nie byłby w stanie sam sobie tego zrobić. Podinspektor słynął z tego, że miał poczucie humoru głazu narzutowego, ale teraz słychać było w jego słowach, że coś... coś, co przypominało gorzką ironię. [54:31.94 → 54:38.52] A: Jowita Stępniak, bardzo dziękuję. I ja już widzę, Wojtek, że się wyrywasz... [54:38.52 → 55:24.51] B: Czy to jest fragment przejęcia? Książka, która została napisana chyba w 2014 roku, więc ona ma już parę lat. To jest też ciekawe, jak ona się... Teraz jestem zdumiony, bo ją źle pamiętałem. Wydawało mi się, że ta scena wygląda zupełnie inaczej. I teraz będę szukał, gdzie jest pewien fragment, do którego często wracam myślami. A tutaj go nie było. Byłem pewien, że jest w tej scenie. Nie wiem, co się stało. Ta książka została nagrodzona Nagrodą Wielkiego Kalibru, więc to był jakiś sukces. Pewnie też jakiś przełom w moim życiu twórczym. I tak chyba, to jest ten moment, kiedy porozmawiamy o pieniądzach. [55:24.67 → 55:27.99] A: Mnie się nie musisz pytać. To jest pytanie do ciebie. To był to przełom czy nie był? [55:28.31 → 57:55.73] B: To był przełom dlatego, że zostałem po raz pierwszy... Wtedy zacząłem być zapraszany na spotkania autorskie. To jest wątek pieniędzy, bardzo ciekawy. Czy w pisaniach w Polsce da się wyżyć i jak się da wyżyć. Moja droga jest taka, że ja przez bardzo długi czas jak pisałem książki, przynajmniej niektórzy je czytaliście, one wam się podobały, Ale generalnie nikt ich nie kupował. To mówię bez żadnego żalu, bo ja wiem, że w książek wychodzi mnóstwo i to jest pytanie, które sobie daje każdy pisarz, jak dotrzeć do czytelników, żeby akurat sięgnęli po moją książkę. My akurat wtedy tego nie potrafiliśmy robić. I faktycznie, w przypadku naszych książek nie byłem w stanie się utrzymać. Natomiast od Nagrody Wielkiego Kalibru byłem w stanie zarobić jakieś solidne pieniądze, za to, że jestem pisarzem, bo to są dwie różne rzeczy, czy da się zarobić z pisania i czy da się zarobić z bycia pisarzem. To się jeszcze wiązało z tym, że tą nagrodę dostałem w roku 2015 w maju, a w grudniu roku 2015 straciłem pracę, bo mnie wyrzucili z tej pracy. Wtedy wpadłem na pomysł, że będę już zawodowym pisarzem, co kosztowało mi strasznie dużo nerwów i właśnie częstego sprawdzania konta i się zastanawiania, czy mi starczy pieniędzy na życie. Ale właśnie spotkania autorskie, bo można zarabiać na byciu pisarzem, bo dzięki temu, że ktoś jest znany jako pisarz albo kojarzony jako pisarz, to się dostaje różne fuchy. I oczywiście najpopularniejszą fuchą jest prowadzenie kursów pisarskich. Co też robiłem. Pisarze są proszeni, słuchajcie, skoro jak opublikowaliście książki, a jeszcze dostaliście nagrodę, to może prowadzisz kurs pisania kryminałów, więc prowadziłem przez wiele lat kursy z pisania kryminałów. Jest możliwość, ale już są dane coraz mniejsze z powodów oczywistych, czyli kryzysu mediów, pisanie jakichś felietonów, artykułów i tak dalej, ale też spotkania autorskie. I teraz tak, w wielu krajach nie, ale w Polsce spotkania autorskie są płatne. [57:56.57 → 57:59.43] A: Czy płatne są dla Ciebie? Państwo przeważnie nie płacą. [57:59.45 → 58:01.99] B: Tak, państwo nie płacą, ale ja dostaję... [58:01.99 → 58:03.79] A: W wielu krajach właśnie państwo płacą. [58:04.27 → 58:20.57] B: Tak, ale też... Ja niedawno rozmawiałem z takimi autorami ze Szwajcarii, którzy zaczęli mi tu... Jak im powiedziałem, że mamy spotkania organizowane w bibliotece, oni byli w szoku, bo oni mają spotkania autorskie organizowane w takim ich mniejszym odpowiedniku żabki. I siadają gdzieś między mrożonkami, a na białym, nie? [58:21.15 → 58:30.07] A: Ja bym z tobą prowadził, tak wiesz. W ogóle Żabka to bardzo dobre miejsce do rozmów o kryminale. Ile tam się historii katuje. [58:30.29 → 01:00:39.41] B: Ale do czego zmierzam, bo to jest informacja dla państwa. Jeśli macie jakiegoś swojego ulubionego pisarza lub pisarkę i chcecie im pomóc, to najlepszy sposób, żeby im pomóc, to jest namówić waszą lokalną bibliotekę, żeby zorganizowała z nimi spotkania autorskie. Bo to jest dobry zastrzyk gotówki. Dla mnie w tym roku 2015 to, że dostałem tę nagrodę, to był wielki fakt, jest też gratyfikowana finansowo, to nie jest tylko honor, ale także pieniądze, ale także zaczęły się wtedy spotkania autorskie. Zacząłem jeździć po Polsce i dostawać za to wynagrodzenie, więc to było super i m.in. dlatego przetrwałem. Ale z takich szczegółów, tam się pojawia taki fragment, że rzadko się zdarza, że prokuratorzy pojawiają się na miejscu zbrodni. Teraz jest inaczej. To jest książka z roku 2014. Ja to napisałem po rozmowie i po lekturze pracy naukowej pani Moniki Całkiewicz, byłej prokurator właśnie, która zbadała ileś tam set akt z różnych spraw i wyszło jej, że pomimo tego, że prokuratorzy mają obowiązek pojawienia się na miejscu znalezienia zwłok, to rzadko tam przyjeżdżają. Wtedy, w roku 2014. Teraz z tego co wiem jest inaczej. Teraz już faktycznie jeżdżą. Więc taka tylko uwaga drobna. Ale to jest też ciekawe, jak pewne rzeczy się dezaktualizują jednak w literaturze, bo ten fragment, o którym Państwu wspominałem, jest tam taki dialog, gdzie Mordka mówi właśnie do suchej pani aspirant i ona wtedy na niego naskakuje ostro i mówi, aspirantko, bo to się odmienia. I to był rok 2014, No feminatywnie to było faktycznie coś, co dopiero chyba wchodziło do języka polskiego i nawet ja miałem takie poczucie, że pewne słowa są dziwne. Teraz już tego nie mam uczucia, bo się przyzwyczaiłem do psycholożki na przykład. Jak pierwszy raz powiedziałem psycholożka, to miałeś to za kółko i w język, ale jak to? A teraz sam używam słowa psycholożka i jest dla mnie naturalne, więc to jest też często kwestia po prostu osłuchania się. No ale w tym roku 2014 wydaje mi się, że ten fragment był dowcipny, a teraz nie do końca wiem, czy jest dowcipny. [01:00:40.71 → 01:01:30.62] A: To jest chyba dość naturalne zjawisko u pisarzy, zwłaszcza w takim języku bieżącym, kiedy mówimy o codzienności, o rzeczywistości naszej otaczającej. Ale wróćmy do tego, bo to mnie zafrapowało, bo dużo powiedziałaś o tym w 2015. Naprawdę nagroda, bo nagrody są bardzo potrzebne właśnie w literaturze gatunkowej. temat, który się rzadko pojawia, że literatura gatunkowa de facto ma mało nagród, a one są jej bardzo potrzebne też właśnie po to, żeby być jakimś wskazówką dla czytelników, że czytelnicy szukają w tym właśnie zalewie no i jednak podobnych układek, podobnych książek, jednak chcą wiedzieć, kogo warto. Czytamy to masowo jednak, czytamy kryminały masowo. Jak ktoś już jest czytelnikiem, to potrafi przeżyć kilkanaście i może rzeczywiście to jest [01:01:30.62 → 01:03:41.03] B: jakimś Bardzo się z Tobą nie zgodzę. Z każdym punktem Twojej wypowiedzi się nie zgodzę. Zacznijmy od tego, że jest mało nagród gatunkowych. Mamy Nagrodę Wielkiego Kalibru. W plebiscycie lubimy czytać na najlepszą książkę roku kategorię kryminalną. Mamy Nagrodę Kryminalnej Piły. Mamy nagrodę Grand Prix Festiwalu Kryminalna Warszawa na Warszawskiej Targach Książek. To są cztery nagrody dla kryminału, które mi pierwsze przychodzą do głowy. Jeśli myślimy o fantastyce, na pewno mamy Zajdla, na pewno mamy chyba jest Srebrny Globciąg, a tak to jest imienia Żuławskiego. I myślę, że coś tam się jeszcze znajdzie. Więc to są te dwa gatunki, które są jakoś najbliższe jako czytelnikowi, gdzie wiem, że te nagrody są. Więc chyba jest więcej nagród niż dla literatury, powiedziałbym, pięknej. A na pewno jest ich dużo. Czy one są ważne? Ok, są ważne, ale z zupełnie innych powodów, bo fajnie jest dostać nagrodę. Po prostu. Fajnie jest dostać nagrodę, bo to łebsze ego. Miło jest, jak ktoś mówi, że napisał pan najlepszą książkę z tych, których czytaliśmy, proszę o tę nagrodę. Jeszcze milej, jak za tą nagrodą idzie statuetką, idzie nagroda pieniężna. I to jest coś, co jest dla pisarzy i pisarek cholernie ważne, szczególnie dla tych, którzy dopiero startują. Bo naprawdę taki zastrzyk, nagroda wielkiego kalibru to jest chyba 25 tysięcy złotych. Więc dla takiego autora, który wydał jedną czy dwie książki i jeszcze nie daj Boże po tych dwóch książkach wpadł na ten głupi pomysł, żeby zostać zawodowym pisarzem, to jest potężny zastrzyk gotówki, który mu może bardzo pomóc. Plus się wiąże z tym pewnie dalej, że gdzieś tam zaistnieje i pojeździ po Polsce na spotkanie autorskie i stanie się to, co się stało ze mną. Zaczniesz zarabiać pieniądze na spotkaniach autorskich. Zaczniesz zarabiać pieniądze na spotkaniach autorskich. Coś osobistego się wydarzyło. To było osobiste, bo to jest bardzo ważne, że wiesz jakie to jest miłe uczucie jak nagle zaczynasz zarabiać pieniądze i nie musisz się bać za co zapłacisz rachunki. Bardzo osobiste, miłe uczucie. [01:03:41.05 → 01:03:45.35] A: Sprzedałem po raz pierwszy truskawki, to już nawet poczułem w dzieciństwie, że to jest fajne. [01:03:46.23 → 01:04:36.96] B: Tak, więc dokładnie. Natomiast nie zgodzę się z tym, I one też pewnie są jakoś prestiżowe, jakoś troszeczkę ustawiają hierarchię, że faktycznie ta Nagroda Wielkiego Kalibru, to jak ktoś dostanie, to ma takie poczucie, że się należy do jakiegoś fajnego elitarnego klubu, chociaż niektórzy się tym aż za bardzo chwalą, ale to już mniejsza z tym, jakby to był Nobel co najmniej, ale nie powiem kto, jest takie jedno nazwisko. Natomiast wydaje mi się, Nawet Nagroda Wielkiego Kalibru w naszym środowisku nie wiąże się ze zwiększoną sprzedażą książek. Nie ma tego. Nawet jeśli to są jakieś ilości pomijalne, to znaczy wpływ nagród na sprzedaż książek i to nawet często dużo poważniejszych nagród niż Nagroda Wielkiego Kalibru czasami jest po prostu pomijalny. [01:04:37.34 → 01:04:46.22] A: Ale powiedziałeś, to ja próbuję zrozumieć w takim razie, bo powiedziałeś, że dostałeś nagrodę i że w tym momencie zacząłeś być zapraszany do bibliotek, ale teraz jednocześnie mówisz, [01:04:46.40 → 01:06:54.01] B: że Ale moje książki się dalej nie sprzedawały. To się nie wyklucza. Moje książki zaczęły się sprzedawać w roku... Przepraszam, jeśli się nie pomylę, albo 2017, albo 2018. I to był rok wydania Cieni i Żmijowiska. Wtedy wyszły te dwie moje książki. Oczywiście tam się sprzedawało tych moich książek, nie wiem, 3-4 tysiące egzemplarzy. Na jeden tytuł 3-4 tysiące. Coś takiego. Autor dostawał, czyli ja dostawałem wtedy od każdej książki, nie wiem, za 3 zł. Więc jak mówię, że mi się trwało książki 3-4 tysiące, to Państwo wiedzą ile mniej więcej ja wtedy zarabiałem ze sprzedaży swoich książek. Chyba to był rok 2017, przepraszam, już teraz nie pamiętam, albo 2017, albo 2018, kiedy w przypadku Cieni ja zobaczyłem, że Państwo zaczęli tę książkę kupować. Do dzisiaj nie wiem, co się wydarzyło. Mam różne teorie i mam pewne pomysły, o tym nie będę zdawał, ale wtedy nagle się okazało, że moje książki się sprzedają i że Państwo je kupujecie. A potem było w ogóle żmijowisko, które niedawno sprawdzałem, którego sprzedaliśmy 160 tysięcy egzemplarzy. Jakąś kosmiczną ilość. Mało jest książek w Polsce, które się sprzedały w takiej ilości. I to wtedy poszło. Ale do tamtego momentu naprawdę było 3-4 tysiące. Ja w ogóle mam takie wspomnienie, W poprzednim roku byłem na targach książki w Warszawie, żeby podpisywać książki. Podpisywałem książki na stoisku i to nie było tak, że nikt do mnie nie podchodził, bo cały czas ktoś do mnie podchodził, ale nie było kolejki. A jak była kolejka, to na dwie, trzy osoby. Stały dwie, trzy osoby, podpisywałem im książkę, znowu ktoś podchodził, więc generalnie przez godzinę cały czas coś robiłem, ale nie było tłumów. Nie czekalibyście Państwo na podpis ode mnie. Rok później idę na warszawskie targi książki, Idę na stoisko, gdzie mam podpisywać te książki i widzę jakąś taką gigantyczną kolejkę, która się ciągnie przez pół to z tego stadionu narodowego. Zastanawiam się, do kogo ta kolejka stoi, a się okazuje, że oni wszyscy stoją do mnie. To się wydarzyło w ciągu roku. Taka zmiana. [01:06:55.01 → 01:07:33.82] A: No jednak muszę cię zapytać, jak oceniasz dlaczego? Czy coś się zmieniło literacko w tym, co piszesz? Czy to jest też Jednak wydaje mi się, w jakim stopniu los pisarzy kryminałów, bo wiele osób zaczynało trzy, cztery, pięć książek i nagle coś chwytało. Jeżeli byśmy popatrzyli nawet na biografię najbardziej popularnych twórców w Polsce w tej chwili, to jednak oni też przez ileś tych książek... Katarzyna Bonda jest też takim przykładem. Szczepan Twardoch. Tu z różnych też powodów, ale to tak działa trochę. [01:07:33.94 → 01:07:48.80] B: Zgadzam się, że to jest nawet Remigiusz, najpopularniejszy teraz autor w Polsce. On dużo pisze książek, więc mu to poszło szybciej, ale jego pierwsze trzy, cztery książki, przecież nikt tego nie czytał. [01:07:49.00 → 01:07:49.72] A: Może dwadzieścia? [01:07:50.10 → 01:09:53.02] B: Nie, dwadzieścia nie. Ale absolutnie nikogo to nie interesowało i nagle zaskoczyło. To co mówisz, że pisałem te książki, z każdą książką docierałem do coraz większej ilości osób, budowała się ta masa krytyczna i w pewnym momencie poszło, ale będąc absolutnie szczerym i oddając cesarzowi co cesarskie, to co się wtedy zmieniło, to ja zmieniłem wydawnictwo. Moje wydawnictwo marginesy, bo to są ludzie, którzy stoją za mną i stoją za moim sukcesem i odpowiadają za ten sukces. To jest promocja, która bardzo ciężko pracowała na te książki. To jest moja wydawczyni Hanna Godzińska, która we mnie uwierzyła, spotkała się i powiedziała panie Wojtku, ja chcę pana po prostu wyciągnąć do pierwszej ligi i powiem panu jak to zrobimy. I powiedziała jak to zrobimy. To jest projekt na okładek, bo te okładki też były bardzo przemyślane i bardzo długo podejmowane decyzje, jak one mają wyglądać, okładki moich książek. Więc za tym moim sukcesem to nie tylko jest to, że ja napisałem fajne książki, tylko stoi za mną praca bardzo wielu utalentowanych osób, które bardzo ciężko pracowały, żeby do Państwa te książki dotarły i żebyście je zauważyli i żebyście chcieli po nie sięgnąć. bo ja zawsze opowiadałem i wiele razy dziękowałem ludziom z mojego wydawnictwa za ich pracę, mówiąc im za każdym razem jedno i to samo, że ja wierzę, że piszę dobre książki, to, że one się sprzedają i one się świetnie sprzedają, ale kiedy one się nie sprzedawały, to ja też pisałem dobre książki, tylko że tamte się nie sprzedawały, bo pewne rzeczy nie zagrały. Więc to była najważniejsza zmiana, że spotkałem na swojej drodze osoby, które chciały mi pomóc, które wiedziały jak mi pomóc i które we mnie uwierzyły. [01:09:55.30 → 01:10:01.14] A: No i doskonale, że Pani ma pytanie, zapraszam. Jest też mikrofon, jakby to było w [01:10:01.14 → 01:10:03.86] B: momencie, w momencie... O, będzie mikrofon, żeby też inni słyszeli. [01:10:03.88 → 01:10:06.58] A: To wszyscy Panią usłyszymy wyraźnie. [01:10:09.58 → 01:10:47.07] C: Już wiemy, że wybiera pan miejsce swoich kryminałów, że to wszystko jest fikcja. A ja bym się chciała dowiedzieć, jak do pana przychodzą bohaterowie pana książek. Bo na przykład tak jak Olga Tokarczuk mówiła, że jej to w czasie snu, w czasie nocy snu przychodzą. To by było pierwsze pytanie, jak do pana przychodzą bohaterowie. A drugie pytanie, jak pan się rozstaje ze swoimi bohaterami, bo to jednak są takie ciemne sprawy trudne, czy długo pan na to potrzebuje czasu, czy to jest krótki czas? Dziękuję. [01:10:47.77 → 01:10:59.75] A: Dziękuję. To od razu może jeszcze ja dorzucę do tego pytania Wojtek o bohaterów zbędnych zwłaszcza, bo to jest... Oni są specyficznie inni od pozostałych twoich powieści, tak mi się wydaje. [01:11:00.11 → 01:14:53.80] B: Dobrze, więc jak przychodzą do niebo jej bohaterowie? Ja mam taką metodę pisania, że ja bardzo duży czas poświęcam, wie pani, na planowanie mojej powieści, na przygotowanie się do napisania książki, bo uważam, że to jest ten etap, gdzie najłatwiej wyłapać błędy i im więcej ja wtedy wsadzę wysiłku, tym łatwiej przyjdzie mi pisanie. Jak dobrze zaplanuję powieść, to potem łatwo mi ją będzie napisać, bo wychwycę wszystkie błędy, niedoskonałości na etapie planowania i tak dalej. Co powiedziawszy, są autorzy, słyszałem kiedyś taką wypowiedź pewnego redaktora, który mówi, że autor zanim zacznie pisać książkę, to musi znać rodziny swoich bohaterów, trzy pokolenia wstecz. Oczywiście to jest pewna wypowiedź przesadzona, ale jest w niej mądrość. Jak chcemy znać swojego bohatera, to musimy wiedzieć skąd on pochodzi, jaki ma background rodzinny, kim byli jego rodzice, jak się wychował. Wtedy możemy zbudować jakiś jego portret. Ja tego nie robię. Nie potrafię tego robić. Mam w sobie jakąś blokadę i podczas tego planowania, wie pani, te moje postacie są dla mnie pewnymi figurkami. które muszą się przesunąć na odpowiednie pole, na planszy, żeby pchnąć fabułę do przodu. Są pewnymi, bardzo myślę o fabule mechanicznie, tak jak Państwo widzieli, ja sobie zadając te kolejne pytania. Jest troszeczkę jak nakładające siebie kółka zębate, że poruszam jednym, to poruszam też drugim i tak dalej, więc to jest naprawdę taki mechanizm, taka robota, powiedziałbym, inżynieryjna. Więc jak Pani pyta mnie, kiedy do mnie przychodzą moi bohaterowie, oni do mnie przychodzą podczas pisania. Dopiero kiedy ja zaczynam pisać, to ich poznaję. Potem się okazuje, że ten plan, który zrobiłem, sobie mogę kant wiadomo czego potłuc, bo oni się zachowują zupełnie inaczej niż mam w tym planie. I pewnych rzeczy, które im zaplanowałem, to nie zrobią. Wtedy muszę ten plan zmieniać, notabene. Ale dopiero wtedy ich poznaję. Stawiam przed pewnym wyzwaniem w jakiejś sytuacji trudnej i patrzę, jak oni się tam zachowują. Więc to jest podczas pisania. Natomiast jak się z nimi rozstaje? Pytałeś o zbędnych, do tego zaraz wrócimy. W Pani pytaniu brzmi taka teza, przepraszam jeśli nadużywam i nadinterpretuję, ale o tym mroku w kryminale, że takie ciężkie sprawy są poruszane, ale generalnie kryminał to jest jeden z niewielu, jeśli nie ostatni, tak optymistyczny gatunek. To jest gatunek, który nam niesie pociechę. Ja nie piszę kryminałów dlatego, że mnie fascynuje zło w człowieku albo fascynują mnie zbrodnie, jakie popełnia. To, co mi się podoba w kryminale okrogatunku, to jest to, że na końcu winnego spotyka sprawiedliwość. Większość kryminałów to jest opowieść o tym, że jest jakieś zło, jest jakieś zakłócenie na świecie, ale to zło zostaje ukarane. To jest w pewien sposób współczesna baśń. Ten mechanizm sprawiedliwości, jak do sprawiedliwości dochodzi, jak każemy winnego, to mnie w tym gatunku fascynuje i dlatego tak bardzo go kocham i dlatego go uprawiam. Więc ja jestem, wie pani, z tymi bohaterami pozytywnymi. O nich piszę książki, o Morco, o Bezimiennym, nawet o Wolskim, który ma też w sobie jakieś dobro. Co powiedziawszy, muszę powiedzieć, że opuszczam ich z ulgą. Bo pisanie książki to jest proces, który trwa pół roku, mnóstwo wysiłku, mnóstwo serca. Jak uda mi się to w końcu skończyć, to myślę, że mam to za sobą. Potem się okazuje, że nie do końca, bo jeszcze to trzeba zareagować, co jest wyjątkowo bolesnym procesem, ale się dzieje. Więc z ulgą. Pytałeś o zbędnych. Zbędnych była ulga podwójna, bo to jest książka, w której właśnie jest Ona jest bardzo ciężka. [01:14:54.06 → 01:14:55.72] A: Tam nie ma aż takiej nadziei. [01:14:55.98 → 01:15:10.12] B: Nie ma nadziei. Ona jest dużo bardziej ponura niż inne moje książki. Dużo cięższa, więc faktycznie jak w końcu mogłem to skończyć i w końcu się od tych paskudnych postaci uwolnić, to naprawdę wesnałem z ulgą i było mi dobrze. [01:15:10.70 → 01:15:32.64] A: Ale skąd taki pomysł właśnie na zestawienie aż takich właśnie trochę przegrywowych postaci, trochę takich wyrwanych w ogóle z tego współczesnego świata, którzy gdzieś tam uciekają przed nim, w ogóle nie potrafią się z nim pogodzić, nie chcą, i wrzucenie ich wszystkich do tej jednej książki, do tej jednej przestrzeni. To skąd to w tobie? [01:15:32.66 → 01:18:40.95] B: No właśnie, to to jest, a skąd to we mnie? Nie wiem. Ale to było, to było tak jak państwu mówiłem, bardzo mechaniczne, nie? Jak tworzyłem tą historię i sobie zadawałem kolejne pytania o tym, dlaczego coś się według mnie wydarzyło, to wychodziły mi jedyne takie motywacje, jak możecie Państwo znaleźć w tej książce. To znaczy, że ci bohaterowie sobie jakoś w tym życiu nie radzą, że zostawili postawieni pod ścianą i w tej desperackiej sytuacji podejmują desperackie kroki. Często błędne, często sami sobie szkodzą, ale nie widzą innego wyjścia, bo dopiero wtedy to jest uzasadnione psychologiczne i dopiero wtedy miałem poczucie, że Państwo jako czytelnicy uwierzą w tą historię. Bo znowu podam na konkretnym przykładzie jak to wyglądało. Ta książka zaczęła się, padł mi do głowy taki pomysł, że mam jakiegoś faceta, który potrąca śmiertelnie kobietę gdzieś w nocy w lesie, pakuje jej ciało do bagażnika i zakopuje w lesie. No i po miesiącu, kiedy się orientuje, że tej kobiety nikt nie szuka, to zaczyna mieć wrzuty sumienia. i sam chce odkryć, kim ona właściwie była i dlaczego jej nikt nie szuka. Dlaczego w ogóle się nikt nie ma takiej poczucie, kurczę, zabiłem człowieka, jestem totalnie bezkarny, nikogo to nie obchodzi. Dlaczego? Nie daje mu to spokoju i zaczyna szukać odpowiedzi, co się właściwie wydarzyło. I teraz tak, to był ten pierwszy pomysł. Jak pani widzi, tutaj nie ma żadnego bohatera, jest postać. Jedyne co mam, pewne kółko zębate, bo ktoś musiał siąść za tą kierownicą i przejechać tą biedną kobietę. Mamy tą sytuację i teraz doszło do wypadku, w środku lasu potrąca śmiertelnie kobietę. Dlaczego on nie dzwoni na policję? Pewnie dlatego, że do wypadku doszło z jego winy. Chwila, to jest środek lasu, w nocy. Łatwo mu byłoby wytłumaczyć, że ta kobieta, nawet jak jechał za szybko, że ta kobieta mu wtargnęła przed maskę, że jej nie dostrzegł i tak dalej. W najgorszym wypadku dostanie wyrok w zawiasach, jeśli w ogóle. Więc muszą być jakieś obiektywne powody, dla których on jest pewien, że pójdzie do więzienia. Jaki może być obiektywny powód? Taki, że jest pijany. Nie zdąży wytrzecić do przyjazdu policji. Więc okej, mamy pijanego faceta, który jechał przez środek lasu samochodem. Dlaczego ktoś, kto jest pijany w ogóle wsiada za kierownicę samochodu? No i tutaj sobie można różne odpowiedzi dać. Moja odpowiedź, która przyszła mi do głowy, no to jest taka, że facet po prostu ma problem alkoholowy. Tak? No to gdzie on jechał przez ten las w środku nocy, nie? Dlaczego nie poszedł na piechotę do domu, tak? Bo jechał do Dalony na jakiś domek na Odludziu, na którym mieszka, nie? Dlaczego mieszka w domku na Odludziu? Kim on tam jest? Jaką pełni pracę? Tak wymyśliłem ten camping i tak dalej. Tak była budowana postać Jaśka. Tak mi przyszła do głowy. z tych kolejnych elementów i szukanie odpowiedzi na pytania. Jak zadawałem sobie kolejne pytania związane z tą historią, już nie chcę ich zdradzać, no to właśnie wychodziły mi takie odpowiedzi, jakie Państwo znajdą w książce. [01:18:43.34 → 01:19:07.36] A: Tak, przechodzimy już prawie do pytań. Tak jak Pana widzę, to może jeszcze sprzed Pana pytaniem, bo mamy jeszcze jeden fragment do lektury. Może jeszcze przed Pana pytaniem, bo mamy jeszcze jeden fragment do lektury, to przeczytamy fragment i zaczniemy sesję pytań i odpowiedzi. Dobrze? Możemy się tak umówić? Cieszę się. [01:19:09.24 → 01:22:07.16] C: Na placu zabaw zaskrzeczała kawka. Siedziała na huśtawce. Przekrzywiała głowę i patrzyła w kierunku switłany. Wyczuwała krew. Tych ptaków switłana nie lubiła. Były brudne, srały gdzie popadnie i przenosiły choroby. Kamplobakteriozę, która objawia się biegunką, wymiotami i gorączką. Kryptokokoza atakującą płuca, układ nerwowy czy skórę. Nie, skawek nie było żadnego pożytku. W przeciwieństwie do jeżyków potrafiących zjadać nawet 20 tysięcy komarów i meszek dziennie. Na starszych osiedlach, gdzie jeżyki zagnieździły się w otworach wentylacyjnych, szparach między płytkami, ubytkami elewacji, nie ma problemu z owadami. Ale tutaj stały nowe bloki. Wejścia do otworów wentylacyjnych zagrodzono plastikowymi kratkami. Jeżyki nie mają dość siły, żeby je wyrwać. Kawki to co innego, świetnie dają sobie z nimi radę. I tak właśnie skończyli mieszkańcy osiedla zielone marzenie. Z plagą komarów latem i blokami zanieczyszczonymi przez kawki przez cały rok. Switłana zadrżała pod nagłym podmuchem wiatru. Dziedziniec był wprawdzie otoczony ze wszystkich stron wysokimi budynkami, ale wicher i tak się dostawał do środka i hulał po placu uwięziony wśród tych betonowych ścian, wyjąc jak pies zamknięty w ciemnej piwnicy. Czy kawki jedzą padlinę? To pytanie samo pojawiło się w jej głowie. I zaraz za nim przyszły obrazy stada wygłodniałych ptaków, które rzucają się na leżące pod stopami Switłany ciało. Wbijają dzioby w jeszcze niedawno różowe policzki, w miękką szyję, wydłubują oczy, wyrywają powieki, wyciągają z ust język przypominający wielką, krwawiącą dżdżownicę. I piękna, delikatna dziewczęca twarz zmienia się w mięsną miazgę ze zwisającymi bezwładnie kawałkami skóry i przebijającymi gdzieniegdzie białymi kośćmi czaszki. Na czole siedzi dumnie jak królowa, największa i najtłustsza z kawek. Krzecząc umila czas współbiesiadnikom. Korona stworzenia. Inne krukowate nie miałyby nic przeciwko takiej uczcie. Ale czy kawki również? Switłana pomyślała, że chciałaby się teraz znaleźć we Lwowie na uczelni. Odszukałaby profesora ornitologii, uroczego siwego staruszka całkowicie zakochanego w żurawiach i zadałaby mu to pytanie. Na pewno znałby na nie odpowiedź. Kolejny podmuch wiatru. Ukrainka otrząsnęła się ze swojej wizji. Przypomniała sobie, kim jest, gdzie jest, co jej grozi. Nawet nie poczuła, kiedy rozluźniła mięśnie dłoni i upuściła trzymany w niej zakrwawiony nóż. Ostrze wbiło się w ziemię tuż obok czubka jej buta. Ruszyła mechanicznie w stronę wyjścia z osiedla. Za sobą zostawiła zwłoki dwudziestoczteroletniej dziewczyny. [01:22:09.54 → 01:22:11.46] A: Następnie wielkie brawa, dziękujemy. [01:22:11.74 → 01:22:12.36] B: Dziękuję bardzo. [01:22:14.38 → 01:22:27.58] A: I teraz. Co pan sądzi, nie o literaturze, ale o serialu filmowym Ojciec Mateusz? Tego spytałem się rzeczywiście. [01:22:27.94 → 01:23:56.91] B: Ja się też nie spodziewałem. Kiedyś prosili mnie o to, żebym napisał tam, wymyślał sprawy kryminalne, nie pisał scenariusza, tylko wymyślał przestępstwa. ale w końcu nic z tego nie wyszło. Widziałem pewnie jeden odcinek albo dwa, więc to jest za słaba wiedza. Natomiast takie historie też są potrzebne, takie lżejsze. Oczywiście to się już ciągnie tyle lat, że nie wiem na ile ma wspólnego z tym włoskim oryginałem, ale ostatnie lata, Poczynając od roku 2020 i początku pandemii, to jest ten moment, kiedy ja coraz więcej nabrałem szacunku i coraz częściej zacząłem sam notabene pisać, bo tak powstała prosta sprawa, ten cały cykl Bezimienny, zacząłem doceniać tę rolę eskapistyczną literatury. Że pewne książki są po to, nie po to, żeby nam jączyć palcem w ranie, żeby nam uświadamiać coś bolesnego albo zmienić nasze życie, Pewne książki są po to, żebyśmy odpoczęli. Pewne książki są po to, żebyśmy zapomnieli o Bożym świecie. I pewne książki są po to, żeby nam dawać radość. I pewne seriale są też po to, żeby nam dawać radość. Więc jeśli ojciec Mateusz daje jakiejś grupie osób, a najwyraźniej daje radość i daje im tą godzinę wytknienia chyba w niedzielę, jeśli dobrze pamiętam, w godzinie którejś tam, no to okej. [01:23:57.77 → 01:24:01.69] A: Nie miałeś takich myśli np. wpuścić zbrodnię do klanu? [01:24:03.90 → 01:24:07.96] B: Ale tam chyba w Klanie była zbrodnia... w Klanie? Nie, w dobrej nazwie tam się jakieś... [01:24:07.96 → 01:24:11.38] A: Ja myślę, że... Tam jakieś mikro zbrodnie na pewno musiały być. [01:24:11.78 → 01:24:20.30] B: Ja myślę, że w Klanie się już wszystko wydarzyło, więc tam na pewno było. Po prostu my o tym nie wiemy. Jesteśmy, wiesz, poza tym światem klanowym. Ale na pewno coś się wydarzyło. [01:24:20.30 → 01:24:31.36] A: I widzę Panią z jednego z dalszych rzędów. To Pani, która wymyśliła nasze centrum. Dobry wieczór. [01:24:31.60 → 01:25:55.46] C: Ja przyznam, że czytałam Pana książki te pierwsze, później miałam przerwę, no a teraz przeczytałam przed spotkaniem Żmijowisko, a przed Żmijowiskiem czytałam Elfridy Jelinek, dane odosobowe. No i muszę przyznać Panu rację, że kryminał to rozrywka. Rzeczywiście przy nim się odpoczywa, A właśnie moje pytanie dotyczy właśnie tej ostatniej książki. A nie, może tak, jeszcze moje odczucia. Tak jak sobie przypomniałam pana książki, to muszę powiedzieć, że pana książki odczułam jako zadbane. Zadbane z szacunkiem dla czytelnika. Nie ma tam niechlujstwa. Język, korekta, to wszystko jest dopracowane. I to mi się bardzo podoba. Natomiast w Żmijowisku tam pada nazwisko Trumana Capote i właśnie jego powieść Zimną Krwią. Czy to przypadkowo jest, czy też jest to ktoś dla pana ważny? I jeszcze chciałam zapytać też o pana drogę taką aktorską, filmową. Dziękuję. [01:25:55.90 → 01:28:11.33] B: O Jezu, ja mam piękną historię odnośnie. Tylko czy mamy czas na drogę artystką filmową? Dobra. Ja pani bardzo dziękuję za to słowo zadbane i napisane z szacunkiem, bo to jest właśnie to, jak ja się staram pisać. Bo jak ja mówię, ja jestem przede wszystkim czytelnikiem. W kontekście literackim bardziej niż pisarzem jestem czytelnikiem. Jestem w stanie wybaczyć autorowi, czy autorkę, kiedy napisał słabą książkę, ale kiepsko mi wybaczyć autorowi czy autorce, kiedy widzę, że napisał książkę bez szacunku dla mnie i mojego czasu. A tacy autorzy się zdarzają. Po prostu kiedy widzę, że mają to gdzieś i w ich książkach są luki fabularne albo jakieś takie proste błędy, które są do wychwycenia w redakcji i do naprawienia, a nikomu się tego nie chciało zrobić. Ale przechodząc to, co pani wspominała, że przeszły te książki, mój proces redakcji, korekty, Tutaj też warto wspomnieć dwa nazwiska, czyli dwójki redaktorów, Tomasza Zająca i Karoliny Macios, bo dobry redaktor to jest ktoś taki, kto jest w stanie sprawić, że książka jest poziom wyższa, poziom wyżej, że naprawdę się książki stają lepsze, bo redaktorzy też pilnują nie tylko przecinków, jak się może wydawać, ale tego, czy te książki mają sens, jak się układa fabuła, czy ta fabuła jest zrozumiała, czy motywacje bohaterów są zrozumiałe itd. Oni się opiekują całą książką, więc naprawdę ja mam swój głęboki głęboką wdzięczność i dla Tomasza Zająca, mojego pierwszego redaktora, który mnie bardzo nauczył w ogóle pisać i teraz do Karoliny Maczo, z którą pracuję. Truman Capote z zimną krwią, tak? To było pytanie. Znaczy, ja byłem pod wrażeniem z zimną krwią, ale Truman Capote nie jest dla mnie ważną postacią. Kapote? Kapote? Kapote? Nie wiadomo. Capote. Dziękuję. Nie potrafię wymieniać jego nazwiska, więc jak widać nie jest dla mnie ważną postacią. Czytałem tę książkę, bardzo byłem pod głębokim wrażeniem, ale to było w kontekście tej pewnej rozmowy, więc jakby się ta książka w kontekście tej rozmowy ten tytuł sam narzuca. Ile mamy czasu, bo ja mam długą historię? [01:28:11.69 → 01:28:12.91] A: No tak 5 minut. [01:28:13.25 → 01:28:54.97] B: 5 minut. Nie, to ja chcę dać szansę jeszcze państwu innym zadać pytania. Moja droga aktorska jest taka, jaka widać, czyli szczytem moich możliwości aktorskich jest podanie kiełbasek do ogniska. I to jest to, co potrafię zrobić, chociaż niedawno właśnie zaproszono mnie do gościnnej roli w serialu Dzielnica Strachu na TV Puls 2. i miałem taką myśl, że nie robiłem czegoś takiego, zrobię, pojadę. Było bardzo przyjemnie. Aż w trzech scenach wystąpiłem i to był... [01:28:54.97 → 01:28:55.11] A: Żywy? [01:28:55.57 → 01:29:03.37] B: Tak, gram żywą postać, dziennikarza śledczego, który co prawda nie prowadzi śledztwa, ale się pojawiam, występuję, fajnie było. [01:29:04.95 → 01:29:33.10] A: To jest też ciekawe, już odpowiadałem na pytanie jak ostatnie, to jest też ciekawe, że odkrywasz chyba to, że autor, pisarz musi nauczyć się bardzo wielu umiejętności. że musisz prowadzić podcast, nagrać historię, wystąpić, że te obowiązki pisarza, co mówiłeś po tym, jak się dostaje nagrodę, jak się to zaczyna sprzedawać, że też się zupełnie zmienia ta rola i ten człowiek musi dość sporo rzeczy nauczyć, które nie tylko związane są z literaturą. [01:29:34.43 → 01:32:37.62] B: Wiesz co, znaczy nie wiem, czy to są obowiązki, natomiast jak państwo wiecie, w Polsce wychodzi mnóstwo książek. Jeśli dobrze pamiętam, 22 tysiące rocznie służy. Kryminałów tylko polskich autorów chyba wyszło w roku 2023, chyba 700, bo to wychodziło około dwóch dziennie. Tyle zostało chyba zgłoszonych na nagrodę Wielkiego Kalibru. Żeby Państwo wiedzieli, tych książek jest to w tym roku po raz pierwszy pojawiły się ograniczenia w zgłaszaniu książek do tej nagrody, że nie może być więcej niż dwie książki jednego autora i nie więcej niż dziesięć od wydawnictwa, bo stwierdzili członkowie jury, że już nie obrabiają tej ilości i pamiętamy. Więc zmierzam do tego, że ja mam cały czas sobie obawę, że jak ja wydam nową książkę, to państwo w tym zalewie nowości jej nawet nie zauważą. W związku z tym czuję, że muszę brać na siebie kolejne role po to, żeby przy okazji robienia innych rzeczy móc państwu wspomnieć o tym, że napisałem kolejną książkę. Nie wiem, czy to jest słuszne założenie. Nie wiem, czy mam rację, ale to jest to, co mam w swoim pisarskim serduszku. I pan miał pytanie. Pisze pan kryminały. Skąd pomysł, żeby napisać książkę, która mi się bardzo podobała, z gatunku fantasy? Ja wspominałem podczas tego spotkania, że fantastyka to jest też bliski mi gatunek. I tak jest. Ja się przez wiele lat wychowywałem na fantastyce. Torkien, Sapkowski, Filip Kadrik, Terry Pratchett to są tacy pisarze, którzy jakoś współkształtowali moją wrażliwość. I ja w ogóle debiutowałem. w Nowej Fantastyce, opowiadaniem Noc Świętego Mikołaja. Notapene teraz zostało wznowione w takiej antologii półsny. To jest e-book i to jest audiobook. Zachęcam do kupna, wydawnictwo SQN, a zachęcam do kupna dlatego, że cały dochód ze sprzedaży idzie na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Ale debiutowałem w Nowej Fantastyce, opowiadaniem fantastycznym. Tak, Królowa Głodu, więc było dla mnie naturalne, że w pewnym momencie napisałem Królową Głodu, bo miałem pomysły na to. Ja tą książkę napisałem lata temu, po napisaniu Podpalacza napisałem Królową Głodu i sobie myślałem, że moja kariera będzie wyglądała tak, że będę pisał raz kryminał, raz fantastykę, raz kryminał, raz fantastykę, taka ta zmiana za zmianą, ale się okazało, że to ta fantastyka, no wtedy nikt jej nie chciał kupić po prostu, nikt jej nie chciał wydać, a moje kryminały chcieli ludzie kupować i chcieli wydawać, więc poszedłem bardziej w kryminał. Powiem panu szczerze, że bardzo bym chciał do tego świata wrócić, bardzo bym chciał napisać kolejną część i też bardzo kusi mnie taki gatunek, jakim jest horror. Chciałbym napisać kiedyś horror i chyba się zbliżamy do tego momentu, kiedy to zrobię. [01:32:37.70 → 01:34:03.12] A: I to czuć nawet po niektórych swoich książkach, że w tym kierunku idziesz. Proszę państwa, bardzo miło było państwa widzieć ze sceny, a na państwa patrzyli ze sceny Marto Stępniak, Ewelina Lachowska tłumacząc. Wielkie brawa, dziękujemy. ze sceny patrzyła na Państwa Jowita Stępniak z Teatru Starego. Wielkie dzięki za czytanie fragmentów książek Wojciecha Chmielarza, który również patrzył ze sceny. Wielkie brawa. Za chwilę jeszcze podpisywanie, jeżeli Państwo mają egzemplarze. Ja się nazywam Wojciech Szot, a mam jeszcze Ogłoszenia pasterskie. Za tydzień zapraszamy na rozmowy Kamila Bałuka z Bartkiem Przybyszewskim i Mateuszem Witkowskim z Podcast Texu. Tematem rozmowy będą oczywiście lata 2000 i to czy pod względem popkultury i zjawisk społecznych robimy właśnie drugie okrążenie. Cokolwiek to... Ja dostałem tą kartkę. Cokolwiek to znaczy. A ja się z Państwem zobaczę nie 11 lutego jak było planowane, z Mateuszem Pakułą ze względów różnych. Tego spotkania nie będzie w tym terminie, ale za to zobaczymy się 1 kwietnia w Prima Aprilis i na 1 kwietnia na Prima Aprilis mamy specjalną gościnię Magdalenę Grzebałkowską, więc będzie to jaja. Dziękuję państwu bardzo serdecznie. [01:34:03.94 → 01:34:16.78] B: Dziękuję. Ja też bardzo państwu serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że spędziliście ten czas miło, jesteście zadowoleni i tak jak Wojtek mówił, jestem do waszej dyspozycji. jeśli chcielibyście Państwu podpisać, żeby Wam podpisać książkę. Bardzo, bardzo dziękuję.
Bitwa o literaturę. Po co nam kryminały w XXI wieku? / Wojciech Chmielarz / PJM
W przeciwieństwie do bohatera swojego cyklu powieści, Wojciech Chmielarz nie jest bezimienny. W ciągu 12 lat stał się jedną z największych gwiazd polskiej literatury. Czym jest kryminał w XXI wieku i dlaczego wciąż go potrzebujemy?
Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – autor kryminałów, dziennikarz, laureat Nagrody Wielkiego Kalibru (2015) i Wielkiego Kalibru Czytelników (2019), dziewięciokrotnie nominowany do tej nagrody. Autor cyklu powieści o komisarzu Jakubie Mortce: „Podpalacz” (2012), „Farma lalek” (2013), „Przejęcie” (2014), „Osiedle marzeń” (2016), „Cienie” (2018), „Długa noc” (2022), cyklu gliwickiego: „Wampir” (2015), „Zombie” (2017) i „Wilkołak” (2021), postapokaliptycznej powieści „Królowa Głodu” (2022) oraz thrillera psychologicznego „Żmijowisko” (2018), za który otrzymał nagrodę Złoty Pocisk i Grand Prix Warszawskiego Festiwalu Kryminału. Po nim ukazały się kolejne thrillery – „Rana” (2019), „Wyrwa” (2020), „Za granicą” (2023) i „Zbędni” (2024) oraz powieści sensacyjne: „Prosta sprawa” (2020), „Dług honorowy” (2021) i „Zwykła przyzwoitość” (2023). Trzy jego książki – „Żmijowisko”, „Wyrwa” i „Prosta sprawa” – zostały zekranizowane. Mieszka z rodziną w Warszawie.