[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.73 → 01:24.51] A: Dobry wieczór. Bardzo cieszy nas Państwa obecność w Teatrze Starym podczas bitwy o kulturę, którą tym razem zatytułowaliśmy sobie Brzydkie słowo na F. Rzecz będzie więc i o brzydkich, i o ładnych słowach. Co to jednak znaczy? Brzydkie, a co ładne? Spróbujemy to sobie przynajmniej częściowo dziś wyjaśnić. A że to bitwa o kulturę, to pozwolą Państwu, że zacznę od miecza. Personifikacja retoryki, ta karycina z XV bodajże wieku, to jest kobieta, która trzyma w dłoni miecz. Co by to mogło znaczać? Zastanawiałam się parę razy, czy to znaczy, że o słowa trzeba się bić? Czy może to znaczy, że słów trzeba bronić? Czy może to znaczy po prostu, że na słowa trzeba uważać, bo mogą ranić? Była kiedyś taka kampania kilka lat temu, lepsze słowo, dobre słowo, lepszy świat. Ty mówisz, ja czuję. No ale co to znaczy to dobre słowo? Co to znaczy złe słowo? O tym spróbujemy sobie dzisiaj porozmawiać z Maciejem Makselonem. Zapraszam. [01:28.71 → 01:30.35] B: Dzień dobry państwu. [01:31.51 → 03:40.40] A: Dzień dobry. Pozwolę sobie, ponieważ tak pan pięknie o sobie napisał, że jakiekolwiek innego słowa bym użyła przedstawiając pana, byłoby to z mojej strony niepoważne. Pochodzę z Knurowa, miasta tak małego, że gdyby było ładne, można by je było nazwać kameralnym. Nie potrafię podejmować sensownych wyborów życiowych, czego wynikiem jest polonistyczne wykształcenie. Do redakcji książek używam memów, a w ramach gry wstępnej opowiadam o wariantywnych formach ortograficznych i zastosowaniu analizy samogłoskowej w budowaniu stosunku emocjonalnego do bohaterów. Pracuję za dużo, ponieważ kot siedzi mi na kolanach, a dla ludzi zrzucających koty z kolan jest specjalne miejsce w piekle. To, że nie wierzę w piekło nie ma żadnego znaczenia. Potrafi się pan porozsługiwać słowem bez konieczności używania miecza. Cieszę się, że kot zdecydował się dać panu wolne na dzisiejszy wieczór i możemy sobie porozmawiać o słowach, bo też jest o czym. Najpierw jednak tylko opowiem państwu, że nasze słowa na polski język migowy tłumaczą dziś Marta Stępniak i Ewelina Blachowska. I jeszcze słowo o pewnych słowach, które padły tutaj kiedyś ze sceny, kiedy siedziała na niej Ewa Lipska. Mianowicie powiedziała, że język jest jak rtęć w termometrze. Pokazuje temperaturę czasów, w których żyjemy. Stąd moje pytanie. Czy mamy gorączkę? Bo temperatura jest wysoka. Dyskusje na temat języka częstsze, językowi specjaliści stają się celebrytami. Mamy gorączkę, czy też to normalny stan rzeczy? [03:42.56 → 04:37.64] B: Trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie, czy jest częściej i gęściej o tym języku, bo te tematy językowe cały czas wracają i jak sobie popatrzymy na nasze życia tutaj, to one wracały wielokrotnie. Ale jak sobie sięgniemy jeszcze głębiej, to te językowe kontrowersje też cały czas były obecne. My na przykład cały czas bardzo lubimy bronić języka przed zapożyczeniami, prawda? Twierdzimy, że o matko i córko, jak nam anglicyzmy niszczą język na przykład. Dlaczego mamy używać tych paskudnych anglicyzmów? Dlaczego mamy mówić deadline na przykład? Ja tutaj od razu bym wtręcił, jak inaczej po polsku to powiedzieć, jak powiedzieć deadline. nie mamy odpowiednika, prawda? Ale to ktoś miał jakiś pomysł, tak? Słyszałem, co ktoś powiedział? Bo słyszałem z publiczności coś, myślałem, że ktoś... [04:37.64 → 04:39.02] A: No termin najprościej, prawda? [04:39.24 → 07:17.96] B: Tylko, że termin może być pierwszy, drugi, osiemnasty, a tutaj jest deadline, prawda? Ostateczny termin. Dobrze, to mamy dwa słowa zamiast jednego i bronimy zapożyczeniem przed zapożyczeniem, bo termin nie jest słowem polskim, to jest przecież latynizm, więc... Też takie walczenie trochę bez sensu. I to na przykład wydaje nam się, że jest bardzo współczesna walka. Teraz się podgrzewamy mocno, broniąc tej polszczyzny przed anglicyzmami. To wcale nie jest współczesna walka. 30, 40, 50 lat temu może puryści, purystki językowe bardzo walczyli i walczyły z paskudnym anglicyzmem komputer, jak można tak brzydko mówić. Powinniśmy mówić po polsku, powinniśmy mówić licznica. i dzisiaj wszyscy korzystalibyśmy z licznic właśnie. To, że to też jest zapożyczenie tylko semantyczne, a nie właściwe, nikomu nie przeszkadza, bo jakby dlaczego mielibyśmy się zastanawiać nad sensem, kiedy można sobie po prostu powalczyć. Ale też jak sobie sięgniemy na przykład do poradnika językowego, i prześledzimy sobie te roczniki, to tak średnio co pięć lat jest list jakiegoś oburzonego czytelnika czy czytelniczki, którzy oburzają się na te paskudne zapożyczenia. Jest taki piękny chyba z 1903 list, gdzie oburza się na przykład na słowo bibliotekarzy, bo można by mówić przecież książniczy. Oburza się na zapożyczenie prywatne, bo można mówić siebiesty. Na perfum, bo można mówić woniawka. Bardzo ładne są te rzeczy. Interes to nie interes, to zajem. Tak, a już do Stanisława Augusta Poniatowskiego, szlachta, w którymś momencie wystosowała list z prośbą o to, żeby ukrócił te paskudne makaronizmy. Więc nam się wydaje, że to są współczesne walki, a to jest tylko to koło, które obraca się i tam są różne tematy i w momencie, w którym zużywa się jeden, wchodzi drugi i cały czas się Cały czas ono się toczy, więc ja myślę, że gorączki nie mamy. Mogliśmy mieć trochę nadwyrężone możliwości tego języka, to znaczy w ciągu ostatnich lat faktycznie język debaty publicznej nam się mocno zwulgaryzował i dość mocno przesunęliśmy granice. używanie w co drugim newsie argumentum ad hitlerum zostawia nam też małą przestrzeń do budowania, do stopniowania jakichś emocji. Więc myślę, że tutaj, ale to bardziej pod kątem retorycznym myślę, że nam się wykoślawiło, nie pod kątem języka. [07:18.36 → 07:39.35] A: To żebyśmy nie mieli gorączki także na przyszłość, weźmy coś na wzmocnienie. Spróbujmy sobie więc wyjaśnić kilka rzeczy. Wprawdzie w tytule naszego dzisiejszego spotkania są, no nie są w tytule, ale pretekstem do spotkania są feminatywy, które budzą dość duże emocje, ale rzecz jasna nie będziemy się zajmować tylko nimi. [07:39.79 → 07:40.17] C: Uf. [07:40.49 → 08:37.51] A: O tak, zdecydowanie, ale od nich zacznijmy, dobrze? Od nich zacznijmy, bo sytuacja nabrzmiewa, delikatnie rzecz biorąc, choć też nie jest nowa. Bo zdaje się, że pierwsza taka dyskusja na temat feminatywów, a przynajmniej jedna z pierwszych, która się odbyła w Polsce, to było 28 lat temu, kiedy Szymborska dostaje Nobla. I wtedy pojawia się pytanie, kto dostał Nobla? Poeta czy poetka? Czasem Czesław Miłosz zabiera głos, i mówi, że poetka brzmi jednak niezbyt dobrze, niepoważnie. Zapomnieliśmy o tej sprawie, bo też i później niespecjalnie się na ten temat mówiła. Ona wróciła teraz z dość dużą intensywnością. W czym problem? Jakie mamy mity na temat feminatywów? [08:38.48 → 10:22.90] B: Jakbyśmy chcieli sobie przejść przez te wszystkie mity, to myślę, że nie starczyłoby nam czasu. Dla mnie trochę trudne do zrozumienia w tym momencie jest to, w czym problem. To znaczy te mity jest łatwo dekonstruować, ale problemu nie powinno być. To znaczy kwestia feminatywów powinna być banalnie prosta. Jeżeli mielibyśmy rozmawiać o feminatywach, to powinniśmy zamknąć to spotkanie w dwóch minutach, bo powinno brzmieć tak. O co chodzi z feminatywami, kiedy ich używamy? Używamy wtedy, kiedy chcemy ich używać. Koniec, kropka. Jeżeli chcesz używać feminatywów, używasz feminatywów. Jeżeli nie chcesz ich używać, niedobrze się z nimi czujesz, tego po prostu nie robisz. Zawsze szanujesz wolę drugiej strony. To znaczy, jeżeli prezeska chce być prezeską, to tak ją nazywamy. Jeżeli pani prezes chce być panią prezes, mnie w polonistyczne ucho to może kłuć, Dla mnie to jest wycieranie gramatyką języka polskiego podłogi, ale nie mam żadnego prawa narzucać jej prezeski. I tutaj powinna absolutnie zamykać się kwestia feminatywów. Niestety jest tak, bo ta kwestia jest upolityczniona i to jest największy problem, bo samo korzystanie z feminatywów, z niezrozumiałych dla mnie względów, stało się pewnego rodzaju markerem przynależności politycznej. Jest tak, że jeżeli ja używam feminatywów, a używam ich dlatego, że kocham polszczyznę i bardzo lubię, jak w zdaniu rzeczy mi się zgadzają po prostu, na przykład pod kątem liczby, rodzaju, czasu, no to ja się staję automatycznie lewakiem. Pani by się stała lewaczką. To jest odrobinę absurdalne. [10:22.90 → 10:25.46] A: Pod warunkiem, że chcę być lewaczką. [10:25.93 → 10:29.03] B: Bo tak, wtedy by nie było problemu [10:29.03 → 10:30.46] A: jakby pani... Proszę mnie nie narzucać. [10:32.84 → 12:29.07] B: I to jest też całkiem zabawne, bo przyjmijmy tak, że to korzystanie z feminatywów faktycznie sprawia, że jesteśmy lewakami, lewaczkami lub nie. Ale wiedzą państwo wtedy, gdzie znajdziemy najwięcej lewaków i lewaczek? W przedszkolach. Dlatego, że dzieci zupełnie naturalnie korzystają z feminatywów. Jak zapytamy pięciolatki, czy ona chce zostać pilotem, to najpewniej spojrzy na nas z głębokim niedowierzaniem i powie, przecież ja jestem dziewczynką. Bo dzieci podążają za logiką języka. Język polski jest językiem fleksyjnym i dla nich trudne do zrozumienia jest to, że na poziomie gramatycznym musiałyby zmienić płeć, żeby wykonywać jakiś zawód. Po prostu. Potem idą do szkoły, która jeszcze pod kątem rodzaju w języku polskim jest dalej sformatowana przez czasy PRL-u, a PRL wyrugował nam feminatywy z polszczyzny i się oducza od tego nas wszystkich. I wszystkich pod tym kątem uczy nas się trochę chodzić na rękach. Co umówmy się, da się robić, ale jest nie do końca naturalne. Jeżeli dokona się ta zmiana w edukacji, to znaczy pozbędziemy się tych naleciałości, pozostałości po PRL-u, to problemu z feminatywami w ogóle nie będzie. Ale w ogóle nie powinno tego problemu być. To znaczy zawsze szanujemy wolę osoby, której ta forma dotyczy, dlatego że każdy powinien mieć chyba jakieś prawo do językowego stanowienia, samostanowienia. To jest kwestia podstawowej kultury. To znaczy tak, jakbym ja Panią poprosił, by Pani do mnie nie mówiła Maciusiu, tylko Macieju, a Pani cały czas zwracałaby się do mnie per Maciusiu, bo Pani tak woli, no to prawdopodobnie państwo by nie najlepsze mniemanie mieli. Przepraszam, że stawiam tutaj panią w roli opresorki, ale prawdopodobnie nie najlepsze mniemanie by państwo mieli, no bo jest to pewnego rodzaju przemoc językowa, narzucanie komuś formy, z którą ta osoba się źle czuje po prostu. Dlaczego mamy to robić? [12:30.89 → 12:50.95] A: Któż z nas nie bywa czasem przemocowcem językowym, Ja sobie przypominam, jeśli chodzi o mnie, parę takich sytuacji, ale ktoś z nas też nie popełnia rozmaitych błędów. Przy tej pilotce, pilotce się chwilę zatrzymajmy, bo to często pojawiający się przykład, że nie może być pilotki, skoro jest taka czapka, prawda? [12:52.21 → 14:43.07] B: No i to jest dość poważna kwestia. Widzą Państwo, ja przez 9 lat mieszkałem w Krakowie. I tam jak chodziłem sobie na zajęcie na UJ, a potem do pierwszej poważnej pracy w wydawnictwie Znak, to regularnie przechodziłem przez Stare Miasto. I tam regularnie trafiałem na grupy ludzi, którzy stali z ręką w gaciach. Bo oni się umówili na zwiedzanie zamku, a nikt nie doprecyzował, o jaki zamek chodzi. I okazuje się, że zwiedzanie zamku w spodniach jest przyjemniejsze od zwiedzania zamku w drzwiach. Poza tym, że oczywiście takiego problemu nie było, bo słowa umieszczamy w kontekście. Jeżeli ktoś mówi, że jest pilotką, to raczej nie ma możliwości, żeby ta osoba była wyrobem tekstylnym. Nie mamy możliwości przekształcenia się w czapkę. Tak samo jak ja bym powiedział, że jestem pilotem, to wiadomo, że albo samolotu albo wycieczek, bo nie potrafię się przekształcić w ten plastikowy patyk do zmieniania kanałów. I homonimia, bo tak się nazywa to zjawisko, czyli że słowo ma więcej niż jedno znaczenie, nie jest w języku polskim niczym nowym czy zaskakującym. I mamy mnóstwo takich maskulatywów również. Jest grafik, w który możemy coś wpisać, ale grafik przygotowuje nam plakaty. Jest korektor, korektor książek, ale też korektor do oczu. Jest model, który chodzi po wybiegu, ale też składamy modele samolotów. Jest wspomniany pilot, jest adwokat. Teoretycznie można się pomylić. Jak ja krzyknę, że potrzebny mi adwokat, to w sumie nie wiadomo, czy mam problem natury prawnej, czy chcę się wprowadzić w nastrój bajkowy przy pomocy likieru jajecznego. Ale takich sytuacji jest stosunkowo niewiele i zwykle kontekst nas ratuje. a w momencie, w którym sprawa ma dotyczyć feminatywów, to o matko i córko pogubię się w tym skomplikowanym świecie nagle. [14:43.55 → 16:17.38] A: Poza tym, jakie to jest fascynujące w literaturze. Pisarze, pisarki bardzo często wykorzystują te cechy naszego języka, żeby się nim bawić. W ogóle dobrze się jest. myślę, czasem językiem pobawić, a nie traktować go jakoś bardzo serio, chyba że się mylę. Ale à propos tego, o czym Pan mówił o przedszkolakach, mamy tu w Lublinie, mieliśmy cudowną poetkę, Annę Kamieńską, która to, Anna Kamieńska, mając lat kilka, wydawała własną gazetę, pisała ją. ilustrowała w jednym egzemplarzu i te gazety można było kiedyś oglądać w Muzeum Czechowicza. Było to, jak państwo wiedzą, dawno temu i na pierwszej stronie było napisane redaktorka Ania Kamieńska, czyli nie był to dla niej także tych kilkadziesiąt lat temu najmniejszy problem. To jest tak, że w 1980 roku niemieckie ustawodawstwo wprowadziło oficjalnie i na piśmie Słowo kanclerin. Nie było wtedy żadnej, żadna kobieta nie piastowała wtedy tego urzędu. Nie było też takiego planu. No ale wprowadzone do ustawy słowo kanclerin obok kanclerza sugerowało, że istnieje taka możliwość. U nas zachodzi proces troszkę odwrotny. Chciałabym, żebyśmy się chwilę zatrzymali przy problemie żeńskiej formy od ministra. [16:19.49 → 18:59.62] B: No tak, to znaczy tu są tak naprawdę dwa problemy. To znaczy po pierwsze jest problem taki, że częstość ludzie powołują, że nie można na przykład mówić ministra, czy ministerka, czy premierka, posłanka, dlatego że w ustawie zasadniczej jest poseł na przykład. No i to zawsze budzi moją wątpliwość. Ja mam pewien dysonans poznawczy. bo jeżeli mamy na przykład ustawę o zawodzie lekarza, dlatego też się mówi, że nie może być lekarka, bo jest ustawa o zawodzie lekarza, to czy jeżeli ten lekarz, bo problemem jest to, że nie ma lekarki, słowa lekarka w ustawie, jeżeli lekarz nie został odmieniony przez wszystkie przypadki, to znaczy, że my nie możemy deklinować tego lekarza również, bo w ustawie nie pojawiły się i nie możemy używać wołacza nagle albo miejscownika, bo on się nie pojawił w ustawie, Przecież to jest absurdalne. Poza wszystkim ja nie znam ustaw, które by wyłączały gramatykę czy fleksyjność gramatyki języka polskiego. Więc to jest taki argument, który pochodzi bardziej z tylnych części ciała, ale pojawia się drugi problem, to znaczy faktycznie w tym momencie, jak mówić na kobietę, która pełni stanowisko ministerialne, no i przebija nam się cały czas w przestrzeni medialnej ta ministra, która już trudno jest powiedzieć, że jest błędem, bo w uzusie się osadza, ale jest to forma utworzona w sposób niezgodny z tradycją słowotwórczą. Ta ministerka jednak poprzez dodawanie samego A tworzymy tylko formy odprzymiotnikowe, czyli odpowiadające na pytanie jaka, jaka habilitowana, jaka przewodnicząca, jaka certyfikowana, ale ministerka, ale premierka, Nie tworzymy poprzez to samo a form żeńskich, tak samo jak nie mówimy ta aktora, ta piosenkara i ta dziennikara, prawda? Mówimy dziennikarka, aktorka, piosenkarka i tak samo powinniśmy mówić ministerka jednak. Ja mam pewien problem z tą ministrą, problem natury, naukowej powiedzmy, to znaczy wydaje mi się, że na przykład jeżeli się obejmuje Ministerstwo Edukacji, które powinno być bardzo blisko nauki i powinno być przyklejone do normy, również normy językowej, no to własna preferencja powinna mieć mniejsze znaczenie niż ta norma. Więc dla zachowania powagi urzędu, no ja bym stosował jednak ministerkę. Ale też, no nie mam zamiaru nikomu niczego narzucać, nie żebym miał taką moc w ogóle. [19:00.90 → 19:04.00] A: A właśnie, to kto ustala te normy językowe? Językoznawcy? [19:05.46 → 21:32.57] B: To jest zabawna rzecz, bo norma językowa to jest zbiór elementów językowych przyjętych przez ogół społeczeństwa, a w szczególności jego najbardziej wykształconą część. Więc norma językowa ustala się właściwie sama. Nasze podejście do języka jest odrobinę wypaczone tutaj, to znaczy bardzo często się pojawia argument, że nie można tak mówić, bo tego nie ma w słowniku. Słowa trafiają do słownika po tym, jak zaczynamy ich używać. To jest naturalne, że żeby słowo pojawiło się w słowniku, to musi najpierw się pojawić w społeczeństwie. Słowniki nie powstają w ten sposób, że siedzi sobie ośmiu typa w PWN-ie i wymyśla sobie słowa. Nie, to najpierw ludzie wpadają na jakiś pomysł, to się rodzi organicznie, rozlewa się i w którymś momencie jest zauważone przez normatywistów, normatywistki i w ten sposób ląduje w słowniku. Język jest stworzony przez społeczeństwo, przez państwa. To nie my, nie poloniści, nie językoznawcy, językoznawczynie tworzymy język. My nie mamy takiej mocy nawet. My jesteśmy od tego, żeby obserwować ten język, który jest cały czas żywy, próbować poświęcać czas na to, żeby zrozumieć procesy, które w nim zachodzą i w którymś momencie go normatywizować, najlepiej tak, żeby było to spójne z systemem językowym. Ale wiemy też, że nie wszystko jest spójne z systemem. Mamy mnóstwo form, które są wyjątkami. I to nie jest tak, że potem językoznawcy i językoznawczynie docinali je tak, żeby nie były wyjątkami, bo nie da się tego egzekwować. Jeżeli społeczeństwo wybrało to, a nie coś innego, no to my jako osoby to obserwujące musimy to zaakceptować. To jest kazus posłanki. Posłanka nie jest najbardziej naturalnym feminatywem, bo posłanka jest, znaczy jest, ale nie od słowa poseł, tylko od słowa posłaniec. Od słowa poseł utworzona w sposób tradycyjny jest poślica, jak orzeł, orlica i lew lewica, tylko że ze względów estetycznych Prawdopodobnie społeczeństwu nie najbardziej to pasowało i osadziła się w języku posłanka. No i co, przepraszam, zabronić ludziom tak mówić? Nie na tym to polega. Język się tworzy oddolnie. My możemy go tylko obserwować. [21:33.01 → 21:43.03] A: A propos tych względów estetycznych, to słowo chirurżka pojawia się bardzo często w argumentach, że tego się nie da przecież wymówić. [21:44.55 → 24:04.47] B: No tak, właśnie dlatego w Szczebrzeszynie nikt nie mieszka, bo nie byli w stanie powiedzieć skąd są, wkurzyli się i się wyprowadzili. To jest dla mnie zaskakujące, bo my kochamy... podniecać się tym, jak przepięknie trudny w wymowie jest nasz język. Kochamy te łamańce. I cóż, że ze Szwecji w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i tak dalej. Nagle, kiedy mamy powiedzieć chirurżka, to język staje nam okoniem. A to słowo wcale nie jest takie trudne. To znaczy, jeżeli jesteśmy w stanie powiedzieć drzysty brzeszczot, to jesteśmy w stanie powiedzieć również chirurżka. Zresztą badania empiryczne przeprowadzone na uniwersytecie w Lublinie. dwa lata temu pokazują, że 97,3% osób bez problemów logopedycznych, to jest istotne, jest w stanie wypowiedzieć to słowo w pierwszych trzech podejściach. Po chwili wahania kolejne 2,7, przy niemożności wypowiedzenia tego słowa, wyjdzie piękne, okrągłe zero. Jeżeli ktoś mówi, że nie jest w stanie powiedzieć chiruszka, a nie ma problemów logopedycznych, to nie jest w stanie, bo nie chce po prostu. Jest jeden feminatyw, który jest trudny do wymówienia faktycznie i to jest adiunktka. Tam jest taka trudna zbitka spółgłoskowa nktk. I to faktycznie nie jest do końca naturalne dla naszego aparatu mowy. Nie wiem, czy państwo widzieli taki film Avatar. Tam są takie niebieskie ludziki i oni tak mówią, Oni by pewnie potrafili, ale my mamy inaczej zbudowane po prostu aparaty mowy. I tutaj pewnie dojdzie do pewnego rodzaju uproszczenia artykulacyjnego, pewnie będziemy mówili adiunkta jakoś tak, ale to jest jedyny feminatyw, z którym może być tego typu problem. Poza wszystkim, czy my naprawdę chcemy w tym momencie jakoś zubażać język dlatego, że coś jest trudniejsze do wymówienia? Trudniejsze jest trudniejsze do wymówienia od łatwiejsze na przykład. furtka jest trudny do powiedzenia, czy czysto i tak dalej, to może sprowadzimy język do wypowiadania tylko jakichś dwóch, trzy sylabowych, mama, tata, dada, bebe. Wtedy nam się będzie bardzo łatwo porozumiewać, poza tym, że nie. [24:06.17 → 26:17.31] A: Jeżeli Państwo zechcą później dopytać o feminatywy, to oczywiście Bardzo proszę. Natomiast ja teraz chciałabym pójść o krok dalej, zwłaszcza, że pojawiają się też takie głosy, że ta burzliwa dyskusja o feminatywach robi krzywdę innym dyskusjom, które nie wybrzmiewają w pełni. Więc chciałabym, żeby może te tematy przynajmniej częściowo wybrzmiały z tej sceny. Spotykamy się w Teatrze Starym od ponad 13 lat i co któryś wtorek Wychodzę do Państwa na scenę i przez pierwsze lata mówiłam dobry wieczór Paniom, dobry wieczór Panom. Przyznam się, dlaczego tak mówiłam. Mówiłam tak dlatego, że miałam tremę, większą niż teraz. W związku z tym, gdybym powiedziała tylko dobry wieczór, tak jak powiedziałam dziś, to trwałoby to bardzo krótko i musiałabym przejść do następnej opowieści. Gdybym powiedziała dobry wieczór państwu, wciąż jest to za krótko. W związku z tym instynktownie, bo to nie było wyspekulowane, mówiłam dobry wieczór paniom, dobry wieczór panom. A później zaczęło mi się wydawać, że to po prostu ładnie brzmi. Zdecydowanie ładniej niż dobry wieczór państwu. Aż tu nagle, jakiś czas temu, kilka lat temu, po raz pierwszy poznałam, bo nie spotkałam, spotkałam prawdopodobnie dużo wcześniej, tylko że nie wiedziałam, że spotykam, poznałam osobę niebinarną, czyli osobę, która się nie utożsamia z żadną płcią. I pamiętam ten moment, kiedy wychodziłam na scenę Teatru Starego i już miałam powiedzieć dobry wieczór paniom, dobry wieczór panom, kiedy sobie uzmysłowiłam, że tak naprawdę nie wiem, czy na sali nie siedzi jakaś osoba niebinarna. W tym przypadku akurat to może nie jest taki największy problem, bo właśnie zawsze jest to rezerwowe państwu, które ogarnia wszystkich. Ale takich sytuacji nie ma zbyt wiele. Dlatego chciałabym, żeby nam pan powiedział, jak zwracać się, żeby objąć wszystkich. [26:19.06 → 32:02.24] B: Ja bym jeszcze na początku nawiązał do tego, od czego Pani zaczęła. Czy to nie jest tak, że ten temat, czy w ogóle większa obecność feminatywów wyklucza kogoś jeszcze? Bo wydaje mi się, że włączanie grupy, która do tej pory była wykluczona, nie może działać na niekorzyść jeszcze innej grupy. To znaczy, to są kroki kolejne. Poza wszystkim jest tak, że feminatywy w języku polskim były od zawsze. dlatego, że język polski pochodzi ze starocyrkiewno-słowiańskiego, w którym te feminatywy były, więc od zawsze było tak, że jeżeli kobieta pełniła jakąś funkcję, to miała nazwę własną charakteryzującą. Dlatego na przykład w Biblii, w każdym tłumaczeniu Biblii od XV wieku znajdziemy prorokinię Annę, a nie proroka, dlatego, że mowa o kobiecie. Te feminatywy zaczęły zanikać w wyniku odgórnej interwencji władz PRL-owskich w Polsce. I teraz po prostu język naturalnie sobie wraca do naturalnego koryta. Równocześnie kwestia osób niebinarnych jest dla języka polskiego nowym wyzwaniem. To znaczy osoby niebinarne, ja teraz będę mówił przez moment o rzeczach, na których się nie znam, ale dlatego po prostu będę się odwoływał do tego, co mówią ludzie, którzy się na tym znają. Naukowcy, którzy się tym zajmują, tą dziedziną nauki, twierdzą, że tak było od zawsze, niebinarność zawsze była wśród nas, tylko w tym momencie jest bardziej widoczna. I to dlatego, że ona w tym momencie jest bardziej widoczna, sprawiło, że dla języka pojawiło się tego rodzaju wyzwanie. Jest to wyzwanie nowe. Polszczyzna ma tutaj trudno, ma tutaj podgórkę. W języku angielskim to jest bardzo proste, bo wystarczy, że zmienimy rodzaj podmiotu, zamiast he powiemy she i mamy kobietę, albo zamiast she powiemy she albo they i mamy neutralne płciowo. Z językiem polskim jest zdecydowanie trudniej, bo w języku angielskim właśnie będzie, chcemy powiedzieć, że ktoś kompetentnie dobrze wykonywał swoją pracę, to powiemy he was a competent worker i potem wystarczy zmienić ten pierwszy człon na she albo na she albo na they i nic innego się nie zmienia. czy she was a competent worker. W języku polskim, jako że jest językiem fleksyjnym, ta sprawa jest zdecydowanie bardziej skomplikowana, bo powiemy, on był kompetentnym pracownikiem. Jeżeli chcemy powiedzieć o kobiecie, to ona była kompetentną pracowniczką. Wszystkie części zdania nam się zmieniają. Jeżeli chcemy powiedzieć o osobie niebinarnej, to ponownie wszystko się zmienia, więc nie wystarczy zmienić zajmka osobowego. Dlatego też w języku pojawiło się dużo różnych opcji. Pojawiło się to, co było od zawsze, czyli rodzaj nijaki, o którym teraz staramy się mówić inaczej, to znaczy rodzaj neutralny. To też może się wydawać Państwu dziwne, ale jak się nad tym zastanowimy, nad tą zmianą, to akurat ona jest bardzo uzasadniona. To znaczy my te kategorie rodzajowe zapożyczyliśmy z łaciny i w łacinie jest feminativum, maskulativum i neutrum, a w języku polskim mieliśmy feminatywy, maskulatywy i rodzaj nijaki. Z neutrum nam się zrobiła nijakość, która jednak niesie jakieś ujemne wartościowanie, prawda? Tam ciągnięte to jest trochę w dół, w wydźwięku. Więc staramy się mówić o rodzaju neutralnym. Pojawiły się nam takie opcje jak to, co zrobił kiedyś Jacek Dukaj, w perfekcyjnej niedoskonałości, czyli dukaizmy, zrobium, powiedziałum, mamy osobatywy, które są moimi faworytami, prawda, osoba studiująca na przykład. I to też może nam się wydawać dziwne przez moment, ale jak się nad tym zastanowimy, to to jest obecne w języku od dawien dawna również i wszyscy jesteśmy do tego tak naprawdę przyzwyczajeni. My dzisiaj tutaj jechaliśmy PKP, I proszę Państwa, na każdej stacji uprawnianej jest ten zabieg. Osoby wysiadające uprasza się o zabranie bagażu. Prawda? I nikogo to nie dziwi. A osoby wysiadające, bo zdecydowanie łatwiej powiedzieć niż pasażerowie i pasażerki, kiedy dostajemy zaproszenie na weselę, to dostajemy je z osobą towarzyszącą. To też nikogo nie dziwi. To może być chłopak, dziewczyna, narzeczony, narzeczona, mąż, przyjaciel, koleżanka, tutaj mamy mnogość opcji, więc te osobatywy są po prostu, powiedziałbym intuicyjne również i dość proste w używaniu. No i mamy jeszcze jakieś formy neologiczne, słyszałem na przykład o takiej formie jak utworzona np. od redaktora byłaby redaktorzyszcza. To też myślę, że zależy od naszych preferencji estetycznych. bo trochę się rozgadałem, wracając do podstawowego pytania pod tytułem, jak mówić tak, żeby włączyć wszystkich, no można na przykład zwracać się do osób zgromadzonych po prostu albo do państwa, to jest ta forma inkluzywna, a kiedy rozmawiamy z jedną osobą, to mamy, nie tylko w Polsce, mamy w ogóle taką przepiękną instytucję, instytucję witania się i można ją odrobinę rozszerzyć i na przykład zrobić tak, że ja podejdę i Maciej, jestem redaktorem, I w tym momencie, jeżeli Ty podejmiesz tę grę, to usłyszę zarówno Twoje imię, jak i usłyszę formę, z jakiej korzystasz, czy to będzie maskulatyw, feminatyw, czy forma neutralna, płciowa i wystarczy, że ja to będę szanował, że będę szanował Twój wybór. [32:04.22 → 32:04.52] A: Tyle. [32:04.82 → 33:03.09] B: Szanujemy drugą osobę. Szanujemy jej prawo do nazewnictwa siebie, bo każdy powinien mieć prawo do tego samo stanowienia. To jest ten przykład z Maciejem i Maciusiem, prawda? Jeżeli ja nie chcę, by do mnie mówiono Maciusiu, to dlaczego by to robić? I oczywiście tutaj pojawia się czasami taki kontrargument, że okej, ale ja nie lubię tej formy, o którą ty mnie prosisz, żebym do ciebie mówił. Tylko, że to nie ciebie ta forma dotyczy, to nie do ciebie się przykleja. Nie wiem, czy państwo pamiętają, jak kiedyś się pytało w języku polskim kogoś, jak się nazywa. Pytało się, jak pana godność, jak pani godność. I ja myślę, że to dobrze odpowiada tutaj na wszelkie wątpliwości, to znaczy to nasze prawo do językowego samostanowienia jest nierozerwalne, nierozerwalnie związane z godnością. Uszanowanie godności drugiej osoby to jest uszanowanie tego prawa do nazewnictwa. [33:04.01 → 33:15.01] A: Ja mówię, ty czujesz. Ta perfekcyjna niedoskonałość Tukaya to jest książka bodajże sprzed 20 lat. [33:16.03 → 33:16.91] B: Jakoś tak. [33:17.47 → 33:32.23] A: Jeszcze teraz przypominam sobie taką książkę Lema Maska, właściwie opowiadanie Maska. Tam też był taki robot, który na początku nie miał płci, w związku z tym mówił o sobie, ja zrobiłam. [33:32.69 → 34:16.34] B: Ale jakbyśmy się uparli i chcielibyśmy szukać tych przykładów wyrażania neutralności rodzajowej w języku, to znajdziemy je i wcześniej, bo u Sienkiewicza na przykład w którymś momencie, jak słońce wstawało, to ono mówiło właśnie wstałość, ja wstałem, tak było. Co więcej, w roku 1963 np. pewien Polak mówił do miasta, do Katowic chyba, ileż razy się przeobrażałość i my teraz możemy sobie mówić właśnie o jakiś paskudny, młodzieżowy, neomarksizm kulturowy. Proszę Państwa, to był Jan Paweł II w 1963 roku. [34:18.66 → 34:23.10] A: A propos Sienkiewicza, przepisujmy, w Pustyni i w Puszczy. [34:24.46 → 36:10.88] B: Ja jestem wielkim przeciwnikiem cenzury w ogóle. Jeżeli chodzi o Sienkiewicza, ja bym wywalił w Pustyni i w Puszczy ze szkoły, z listy lektur, ale z prostej przyczyny, to się strasznie zestarzało. I chodzi mi tutaj również o aspekty po prostu storytellingowe, czytelnicze. Już w momencie, w którym ja czytałem w Pustyni i w Puszczy, a to było no nie wiem, 25 lat temu, coś takiego, to czytało się fatalnie, naprawdę, więc uważam, że listę lektur od czasu do czasu trzeba aktualizować, ale ja bym nie cenzurował tego typu rzeczy. Opatrywałbym je komentarzem momentami, żeby wskazywać na pewne rzeczy, na przykład na to, że słowo murzyn jest po prostu obraźliwe i nie należy go używać, ale cenzurowanie tych rzeczy to jest pudrowanie rzeczywistości. Jeżeli w tekstach starszych na przykład by nie było tych słów, które są nacechowane w sposób obraźliwy, które pokazują jakiś nieuświadomiony razizm albo całkiem świadomy razizm, to czy to nie jest udawanie, że świat był kiedyś dużo piękniejszy pod tym względem niż był, a jeżeli on zawsze był taki piękny, otwarty i inkluzywny, tolerancyjny, to za co ginęli ci wszyscy ludzie, którzy walczyli o równość na przykład, skoro nie trzeba było o nią walczyć. Według mnie nie należy usuwać śladów tego wszystkiego z historii, Na tej historii się jednak sporo uczymy. [36:12.26 → 36:26.00] A: Pewien znany językoznawca twierdzi, że on nie ma problemu ze słowem murzyn, że w Afryce mieli kiedyś problemy z murzynami, natomiast on nie i uważa, że to słowo powinno wciąż funkcjonować. [36:27.68 → 38:24.86] B: No super, ja mogę nie mieć problemu, przepraszam Państwa teraz bardzo, ze słowem kutas. Pytanie, czy to daje mi prawo do nazywania tak ludzi. To, że on nie ma tego problemu, no to super. Przede wszystkim go to nie dotyczy, więc trudno, żeby miał z tym problem. I tutaj ja się zawsze zastanawiam nad poziomem empatii. Bo jeżeli grupa społeczna mówi nam, nie podoba nam się to, obraża nas to, jak niewiele trzeba mieć empatii, żeby po prostu nie korzystać ze słowa, które tę grupę obraża. To jest dokładnie ta sama sytuacja pod tytułem rozmawiamy i ktoś do mnie mówi, Per, ty typie. Ja powiem, nie podoba mi się to. Ja jestem typem, jakimś typem jestem, oczywiście, że tak, ale nie podoba mi się to. Czy tak trudno jest z tego zrezygnować, żeby nie robić komuś krzywdy komunikacyjnie? Ile nas to kosztuje? A tutaj ja oczywiście wiem, o jakiego językoznawcę chodzi. Pamiętam też inny argument, który padł z jego ust, mianowicie, że on już tutaj ma na tyle lat, że nie będzie się przestawiał. No i myślę, że to jest wypowiedź, która mówi wszystko tak naprawdę. To znaczy ja nie będę patrzył na potrzeby innych, dlatego że ja w swoim życiu doszedłem tam, gdzie doszedłem i nie mam zamiaru zmieniać czegokolwiek po to, żeby komuś było mniej źle, jakby mój komfort przede wszystkim, moim zdaniem nie na tym powinna polegać komunikacja w ogóle. Jeżeli my w komunikacji robimy sobie dobrze kosztem czyjegoś komfortu, kosztem czyjegoś dobrego samopoczucia, to coś poszło grubo nie tak. [38:26.30 → 38:47.27] A: Czy język inkluzywny, czyli włączający wszystkich. A właśnie, włączać czy włączać? Bo w jednej piosence Wojciech Młynarski śpiewa, zdaje się, że podchodzą niewolne numery. Często prezentuje tę piosenkę w niedzielne poranki i on tam włącza jak nic. [38:48.21 → 42:34.75] B: A to jest bardzo ciekawa rzecz. Proszę Państwa, włączać czy włączać? Dobrze, czyli włączać jest błędem, tak? A teraz kto mi powie, dlaczego to jest błąd? Ale tam nie ma też a, tylko jest włączać, a-n jest. Tak samo jak jest o-n, jak nie mówimy włączać, tylko mówimy włączać, jest o-n. Ale dobrze, nie ma włącznika, a co było najpierw słowo włączać czy włącznik? Najpierw było włączać, więc włącznik powstało od tego. a jak kogoś w coś włączamy, można włączać kogoś również ewentualnie. To ja państwu teraz powiem, otóż to jest błędem, bo tak. Mamy takie rzeczy w języku polskim, które są błędami, choć błędami nie powinny być. I to jest jeden z tych przypadków, to znaczy przez moment to zabrzmi strasznie, ale ja zaraz wytłumaczę. Włączać nie powinno być błędem, ponieważ w języku polskim mamy systemową alternację O do A przy zmianie aspektu. Mówiłem, że będzie źle. Już tłumaczę. Mianowicie, jeżeli mamy O, a tutaj mamy O, włączać, fonetycznie mamy O, mamy ON, to jeżeli zmienimy aspekt z dokonanego na niedokonany, systemowo nam się zmienia O na A. W tym momencie muszę sobie przypomnieć, zaprosić, zapraszać chociażby. I na dokładnie tej samej zasadzie włączać by się mogło bronić i powinno być formą wariantywną po prostu w języku. Tylko, że ktoś sobie kiedyś doszedł do wniosku, że mamy dwie formy równolegle funkcjonujące w języku, nie powinienem tego robić, ale ki tylko ta będzie poprawna. I tak samo jest z niepoprawnością wziąć na przykład. To mamy, niewiele jest takich form, ale wziąć też na przykład powinno być jak najbardziej poprawne, bo tutaj, żeby coś było błędem, bo to jest ciekawy aspekt, żeby coś było błędem, to musi być powód. musi być albo uzasadnienie etymologiczne, czyli w kwestii pochodzenia, albo systemowe, czyli zgodne z systemem języka polskiego, albo uzualne, czyli kwestia powszechności, ewentualnie estetyczne. No i teraz dlaczego wziąć się z błędem? Bo wziąć, tyle wiemy. No i są ludzie, którzy twierdzą, że wziąć się z błędem dlatego, że pochodzi od prasłowiańskiego wzeti, Tam nie ma si, prawda? Ale iść pochodzi od praspowieńskiego it, it. Tam też nie ma si, co pokazuje, że były dwie drogie ewolucji po prostu. Jeżeli chodzi o systemowość, to broni się wziąć systemowo dokładnie tak samo jak iść, jak pójść. Jeżeli chodzi o uzus, to od zawsze mniej więcej 40% naszego kraju mówiło wziąć. I my wiemy, co to jest za 40%, prawda? to jest to zdecydowanie gorsze 40%. To jest proszę Państwa Adam Mickiewicz, to jest Juliusz Słowacki, to jest Cyprian Kamil Norwid. Oni wszyscy pisali wziąść. Ale ktoś sobie doszedł jednak tam 100-120 lat temu do wniosku, że okej, są dwie formy w języku, ta będzie poprawna i kij. [42:35.45 → 43:10.03] A: A jest jeszcze takie słowo, które ostatnio zrobiło furorę. Można się przyglądać światu, a można się przyglądnąć światu. Ja po raz pierwszy starłam się z kompozytorem, z Januszem Grzywaczem, cudownym kompozytorem, który zatelefonował do mnie, pisał muzykę do mojego tekstu i mówił, słuchaj, popełniłaś tu błąd. Nie mówi się przyjrzeć się, tylko przyglądnąć. Poprawiłem ci. Ja mówię, w życiu. Ty się nie znasz na polszczyźnie. Teraz już wiem, że oboje mieliśmy rację. [43:11.07 → 44:54.22] B: Tak, my mamy w języku dużo takich rzeczy, ale też no właśnie, bo to jest tak, to jest kwestia tak naprawdę kryterium estetycznego. Ja też nie mówię wziąć, też mnie gryzie, czy nie mówię włączać, mimo tego, że wiem, że to nie jest problem języka, ale najczęściej my walczymy z czymś, Nie dlatego, że to jest faktyczny problem języka, tylko dlatego, że nie spełnia to naszych subiektywnych kryteriów estetycznych, czyli mówiąc po ludzku, po prostu nam się nie podoba. I bardzo mnie podoba się z kolei to, co profesorka Kłosińska, przewodnicząca Rady Języka Polskiego, kiedyś mi powiedziała, że w języku dobre nie to, co dobre, tylko to, co nam się podoba właśnie. To jest tak, że Każdy ma inne kryteria estetyczne. Mnie się może nie podobać słowo rajstopy. Raj dla stóp. Jakby podobno to nawet nie jest takie miłe. Oczywiście ja wiem, że etymologia jest inna, że od rajtus, ale to nie zmienia faktu, że średnio może mi się podobać. Tylko pytanie, czy to słowo jest dlatego B? Niekoniecznie. Nasze subiektywne kryteria estetyczne nie powinny być punktem odniesienia dla reszty społeczeństwa. To jest nasze. Nie powinniśmy nikogo przycinać do swoich potrzeb. To jest też tak, jakbyśmy rozmawiali z kimś i oczekiwali, że on będzie ubrany tak, jak nam się będzie podobać. Nie mamy takich oczekiwań, a nagle jeżeli rozmawia z nami, to wymagamy, żeby posługiwał się takim językiem, jaki nam się będzie podobał, bo inaczej będziemy go lub ją poprawiać. [44:57.18 → 45:16.53] A: Potknęliśmy się, a właściwie zatrzymaliśmy się przy tym włączaniu, wyłączaniu i wychodzeniu i przyglądaniu się, a nie skończyłam zadawać pytania o ten język inkluzywny, czyli włączający. Czy on może być też wykluczający jednocześnie? [45:18.41 → 47:49.88] B: No właśnie, jak sobie mówimy nawet o tym języku inkluzywnym i szukamy polskiego rozwiązania, bo mówimy język włączający. Ja nie lubię tego określenia, język włączający. Bardziej podoba mi się to, które usłyszałem od Mateusza Adamczyka, z którym często się nie zgadzam, ale tutaj akurat bardzo się mi to podoba, żeby to był język niewykluczający. Bo włączać też można na siłę, prawda? a jeżeli się kogoś nie wyklucza, to jest okej. Czy ten język może być wykluczający? Wydaje mi się, że jeżeli się go wykręci, jeżeli się będzie posługiwać jakąś jego dziwną, wykręconą, przejaskrawioną formułą, to jak najbardziej, bo jak zaczniemy używać cały czas osobatywów na przykład albo form neologicznych w rozmowie z osobą, która do zupełnie innego języka jest przyzwyczajona, no to ona może nie zrozumieć, o co nam chodzi i może czuć się wykluczona komunikacyjnie. Równocześnie tego typu zachowanie byłoby w poprzek całej idei języka inkluzywnego, bo inkluzywny język to nie jest język, który ma ujmować potrzeby i istnienie osób niebinarnych. To nie jest definicja języka inkluzywnego. Język inkluzywny to jest język niewykluczający. Kogo? Możliwie wszystkich. Język nieinkluzywny to może być również taki język, kiedy ja z osobą, ja z moją babcią, która niedawno niestety zmarła, ale która miała tam 90 lat, ja w rozmowie z babcią nadużywałbym anglicyzmów. To byłby język nieinkluzywny, prawda? Ponieważ ja sięgam po język, który utrudnia nam komunikację i babcia czuje się wykluczona, czuje się odcięta od tego świata. Ale mógłbym inaczej babcię również wykluczać. Mógłbym na przykład odbierać jej podmiotowość i zamiast pytać jej, czy chce zjeść kolację, to mógłbym mówić, No, a teraz zjemy kolację, dobrze? Robić sobie tutaj, przejmować trochę nad nią władzę, robiąc z nas jedność, prawda? W ten sposób mamy takie upopianie, mamy takie odbieranie podmiotowości. [47:50.60 → 47:52.72] A: Mógłbym... Dzieciom się tak często robi. [47:52.86 → 50:00.74] B: Tak, ale to tak samo robimy dzieciom, czy osobom z niepełnosprawnościami, czy osobom starszym. Trafiamy na właśnie którąś z tych trzech osób wymienionych z opiekunem, I pytamy ja, a jak ona się czuje? Wszyscy chyba tego kiedyś doświadczyliśmy jako dzieci, że idziemy sobie z rodzicem, trafia rodzic na swojego znajomego, nie uczestniczymy w rozmowie, po czym w którymś momencie ten znajomy zaczyna pytać, no a jak on się uczy, a jak się zachowuje, a ile ma lat? Kurczę, na tyle, żeby móc odpowiedzieć samemu. Dlaczego ja jestem z tego wykluczony? Dlaczego jestem traktowany jak rzecz, o której trzeba opowiedzieć, bo nie jest w stanie opowiedzieć o sobie sama? Więc to ograniczanie języka inkluzywnego tylko do kwestii niebinarności samo w sobie jest nieinkluzywne. To jest wypaczenie samej tej idei. Więc jeżeli ktoś tak próbuje państwu też to przekazywać, że język inkluzywny To jest teraz to wszystko te osobatywy, te dukaizmy i tak dalej. Nie, nie na tym to polega. To jest jeden z aspektów. Język inkluzywny polega na tym, żeby w przestrzeni komunikacyjnej było jak najwięcej empatii. Język inkluzywny to jest język empatyczny, w którym druga strona rozmowy zawsze jest brana przez nas pod uwagę. Kiedy my nie gramy na swój komfort kosztem kogoś. To jest język inkluzywny i w ten sposób powinniśmy go traktować. I bardzo łatwo jest go wdrażać, bo wystarczą nam trzy rzeczy. Wystarczy nam empatia, wystarczy nam zwracanie uwagi na drugą osobę i nie obrażanie się, jeżeli ktoś zwróci nam na coś uwagę. Powie nam na przykład, że nie lubi tej formy, albo że to co powiedzieliśmy sprawia, że czuje się źle. Przyjmujemy to i tyle. Oczywiście to też może prowadzić do jakichś nadużyć, ale zawsze i wszystko co robimy może prowadzić do jakichś nadużyć. [50:02.44 → 50:48.15] A: Padło tutaj sformułowanie przed chwilą osoby z niepełnosprawnościami. Posługujemy się nim. Tymczasem jeśli państwo obserwują na przykład profil na Instagramie naszego dzisiejszego gościa, to tam tym hasłem rozgorzała dyskusja i wzięły udział w tej dyskusji osoby z niepełnosprawnościami. I powiedziały, że one nie chcą, żeby tak o nich mówić. Zapamiętałam m.in. taki przykład, mam też inteligencję, nie chcę, żeby o mnie ktoś kiedyś powiedział, osoba z inteligencją, bo inteligencja, tak jak pewna niepełnosprawność, jest jedną z moich cech. Jestem niepełnosprawna, po prostu. [50:48.91 → 53:59.25] B: Ta dyskusja była taka gorąca, dlatego że te głosy się rozkładały dość mocno. Wydaje mi się, że jakieś 60% głosów było właśnie takich, że tak, mówcie osoba z niepełnosprawnością. 40% osób to były mówcie osoba niepełnosprawna. I to ponownie sprowadza się do szanowania woli drugiej osoby. Ja z automatu korzystałbym z osoby z niepełnosprawnością, Mówienie w ten sposób sprawia, że determinujemy tę osobę przez pryzmat jednej cechy. Ale jeżeli osoba sobie życzy inaczej, to dlaczego ja miałbym to kwestionować? To jej dotyczy ta forma. W Ameryce mamy piękny przykład tego typu, osoby czarne, które chcą i same o sobie mówią per niga, co jest określeniem rasistowskim, ale one chcą w ten sposób przejmować nad tym kontrolę, prawda, odwracać dyskurs. To ich dotyczy, im wolno, jak najbardziej, więc szanujemy wolę osoby, z którą rozmawiamy, po prostu. o której mówimy. Z tym szanowaniem jeszcze, bo tutaj mówiliśmy trochę o tym narzucaniu również i zaczęliśmy od feminatywów i od pytania, dlaczego problem jest z feminatywami. My bardzo często możemy się spotkać z wypowiedziami na temat tego, że feminatywy są narzucane na przykład. To zawsze budzi we mnie dysonans, dlatego że okazuje się, że narzucaniem jest używanie feminatywów. Jeżeli w tytule artykułu ja napiszę chirurżka, to ja narzucam feminatyw. Jakby napisał chirurg, to nie narzucam maskulatywu, ale jak użyję feminatywu, to go narzucam. Potem wpada w komentarze mnóstwo osób, które piszą tak nie wolno, to jest niszczenie języka itd. I to, że odmawiają mi prawa do pisania już nie jest narzucaniem. To już jest ok. samo użycie było narzucaniem, więc to jest dla mnie problem, bo nie wiem, w jaki sposób samo użycie, dokonanie suwerennego wyboru językowego jest narzucaniem, a odmawianie komuś prawa nie jest narzucaniem, ale może nie muszę rozumieć idei robienia fikołków z lądowaniem na twarzy. Tak czy siak, tutaj mamy taki ładny przykład z niedawna, to znaczy kiedy jakaś dziennikarka podeszła do byłej pani marszałek Witek, i się do niej zwróciła per marszałkini, czy chciałaby być pani wicemarszałkinią. Pani Witek się oburzyła i powiedziała, proszę tak do mnie nie mówić. I dziennikarka zareagowała wzorcowo wtedy, bo powiedziała, że okej, czy chciałaby być pani, nową panią wicemarszałek. I naprawdę w komunikacji, w tym nazewnictwie wszystko sprowadza się do tego. My podejmujemy wybór, nie zawsze musimy trafić. Druga osoba nas poprawi w tym przypadku. Szanujemy to. Koniec. [54:00.29 → 54:39.59] A: Zanim oddam państwu głos, jeszcze jedna sprawa. Tu będzie chodzić teraz o istoty, które niestety nie powiedzą nam, jak chcą. Prawdopodobnie jest im wszystko jedno. To raczej nas. To dotyczy jakiego języka używamy wobec zwierząt. Tym aordą może brzmieć powiedziane do kolegi, koleżanki czule, a może brzmieć w zupełnie inny sposób. Dlaczego ludzie mają twarze, psy mają mordy, łapy? Czy to jest w porządku? [54:40.67 → 56:05.44] B: Ja myślę, że np. pomiędzy ręką a łapą jest różnica natury anatomicznej. Pomiędzy mordą a twarzą nie wiem, nie znam się na tyle na biologii też może. Ja myślę, że język wobec zwierząt, język, którego używamy wobec zwierząt dość mocno się zmienia. Zmienia się wraz z naszym stosunkiem i jak coraz bardziej traktujemy zwierzęta z empatią i bardziej jako partnerów, partnerki często, niż jako przedmioty, to zmienia się również nazewnictwo. Możemy teraz słyszeć, że mam psyna, prawda, na przykład. na przykład mam kocurkę, które wyrażają po prostu pewnego rodzaju emocjonalne przywiązanie. Ja w tym nie widzę niczego złego, by manifestować emocje wobec braci mniejszych i sióstr mniejszych. Myślę, że ten język dalej będzie się zmieniał, dlatego że jeżeli to nasze podejście będzie dalej ewoluować, i będziemy zwierzęta coraz bardziej traktować o ironio, po ludzku, to też zawsze jest tak, że język oddaje rzeczywistość w pewien sposób. Więc jeżeli ta rzeczywistość się zmienia, to język zmienia się razem z nią. [56:06.22 → 56:24.13] A: Jedno jest pewne, kocurka nigdy nie zdechnie. Kocurka umrze pewnego dnia po prostu. Proszę Państwa, Maciej Makselon, jeśli mają Państwo pytania. Jest mikrofon i poproszę najpierw go do tyłu. Tutaj, tak? [56:27.61 → 56:35.59] D: Wspomniał Pan, że studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. [56:36.31 → 56:43.11] B: Tak, dokładnie. To mam pytanie, bo ja kiedy do 22 roku życia wychodziłam na pole, [56:44.85 → 56:51.65] A: A po 22 roku życia zmieniłam miejsce i [56:51.65 → 56:57.31] D: kazano mi mówić, że wychodzę na dwór. A pan gdzie wychodził? [56:57.35 → 56:58.83] B: Ja na zewnątrz najczęściej. [56:59.05 → 57:01.11] A: Dziękujemy bardzo. [57:01.31 → 01:00:15.54] B: Zupełnie poważnie. Mamy tutaj piękną różnorodność polszczyzny regionalnej, prawda? Bardzo się cieszę, że... Pozwolę sobie użyć tego, żeby powiedzieć trochę coś innego, to znaczy bardzo się cieszę, że nasz stosunek do polszczyzny regionalnej w tym momencie się zmienia. Jórzek Jesynek ze Śląska. Ja się wychowałem w Knurowie i pamiętam, że kiedy byłem dzieciakiem, to u nas w klasie parę osób gadało. Bo ja nie gadam, ja nie rozumiem. Mój tata i moja mama gadają. Ale oni tak godoli, godoli po śląsku i byli za to tępieni po prostu. W szkole, tak to sobie można mówić w domu, a w szkole to jest wstyd, tutaj mówimy po polsku. Oczywiście my jako dzieciaki, Podchwytywaliśmy to i również to było obśmiewane, wiadomo, że dzieci naśladują tego typu rzeczy, również jeżeli są to rzeczy przemocowe. Potem pod koniec podstawówki, pamiętam, że zaczęły się konkursy języka śląskiego. Szok, zaskoczenie, żaden z tych dzieciaków nie chciał brać w nich udziału. Bo dlaczego miałyby brać udział w konkursie wstydu, skoro im cały czas mawiano, że to jest wstyd. Teraz też mamy tak, że często stygmatyzujemy te formy. Ja dzisiaj o tym już rozmawiałem prywatnie, ale na przykład co roku wychodzi taki paskudny raport najczęstszych błędów językowych popełnianych w internecie. Mówię paskudny, dlatego że z naukowego punktu widzenia to ma taką wartość jak wypowiedzi pana Jerzego Zięby. Tam na przykład przez lata były stygmatyzowane formy regionalne. Jako najczęstsze błędy było ubrać kurtkę, wymieniane jako jeden z najczęstszych błędów. To nie jest błąd. To jest małopolski regionalizm. Ja uważam, że bogactwem każdego języka jest jego przepiękne zróżnicowanie regionalne również. w angielskim języku, na przykład przepięknie się to kultywuje. Jak się ogląda BBC i mamy reportera z Liverpoolu, to on będzie mówił ze scouserską naleciałością. Jak będzie ktoś mówił z Cardiff, to będzie wyraźnie słychać, że on jest szkotem lub ona szkotką, a u nas chcemy tę polszczyznę wypłaszczać. To oczywiście ma uzasadnienie historyczne, bo chcieliśmy ją zunifikować, żeby ona przetrwała za czasów rozbiorów, prawda? Ale to było naprawdę dawno temu, już tego nie potrzebujemy. Im więcej mamy tych pięknych polszczyzn regionalnych, tym bogatsza jest polszczyzna ogólna. W ogóle nie ma czegoś takiego tak naprawdę jak polszczyzna ogólna. Nie ma jednego języka, to jest zbiór mniejszych polszczyzn i bardzo dobrze, że my zaczynamy się nad nimi pochylać i nimi interesować. Gdybyśmy byli w Białymstoku, to ja bym powiedział, że podoba się to dla mnie nawet. [01:00:16.40 → 01:00:22.72] A: I dlatego mój krakowski kompozytor przyglądnął się światu, a ja się temu światu przyjrzałam. Bardzo proszę. [01:00:23.48 → 01:01:29.39] C: Dobry wieczór. Ja chciałabym wrócić jeszcze do początku rozmowy państwa, a mianowicie do roli słów. I chciałabym tutaj przypomnieć pani sztukę Lustro, w której to właśnie aktorzy nie mogli zagrać w sztuce, ponieważ słowa zostały zamknięte w kuferku. I przyznam, że ilekroć nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś słowa, to widzę ten kuferek. Więc może tutaj nieważne, czy my poprawnie te słowa odmieniamy, czy nie, a ważne, że są, że możemy się przy pomocy nich komunikować. Tak tutaj sobie pomyślałam. A nawiązując do feminatywów, chciałabym zacytować, bo bardzo rozbawiła mnie wypowiedź jednego z internautów po pana spotkaniu ze słuchaczami. Te wszystkie feminaty to są po to, aby odejść od używania słów pan i pani, bo to niezgodne z wytycznymi UE, bo mogą urazić społeczność LGBT+. [01:01:29.39 → 01:03:05.03] B: A to zabawne, bo pani jest jednak feminatywem, więc mamy tutaj maskulatyw i feminatyw, prawda? To mnie bardzo jednak zaskakuje. Bardzo mnie również zaskakuje to, że najczęściej Osoby, które walczą z feminatywami to są te osoby, które walczą z tak zwanym genderem. Gdzie to się spina? W sensie, czyli tak, w jednym stopniu przeszkadza wam gender, czyli teraz wypaczmy to trochę, ale właśnie niebinarność, a z drugiej strony nie przeszkadza wam to, że w języku kobiety nazywamy mężczyzną? Przecież to nie ma sensu. Znowu jest to opakowane ideologicznie, a wracając do pierwszej pani części wypowiedzi, to uważam, że przepięknie pani po prostu zawarła w tym całą istotę komunikacji, to znaczy język jest dla nas, nie my dla języka i nas użyk głównie po to, żebyśmy mogli się dogadać i to czy ja powiem wziąć czy wziąć nie ma większego znaczenia, dlatego że państwo są w stanie zrozumieć o co mi chodzi, prawda? Nie ma zagrożenia niezrozumienia, Jeżeli ja powiem, że idę włączyć światło, to przecież państwo zrozumieją, że nie chodzi o to, że ja idę je zgasić, prawda? Co więcej, ja teraz mogę przeprowadzić, specjalnie dla państwa przeprowadzę czynność wziąć, nie wziąć. Nie wypadło, wszystko działa. Dopóki nam to nie przeszkadza w zrozumieniu, to wszystko jest okej. [01:03:06.18 → 01:03:30.94] C: Ja jeszcze chciałam zapytać, ponieważ w internecie również często pada pytanie dotyczące słowa rzeczownika niania, formy męskiej dla tego rzeczownika. I tak się zastanawiałam, bo chyba w językach obcych istnieje ta forma angielska au pair, czy też jest jakaś forma męska, a w języku polskim jak to jest? [01:03:31.24 → 01:03:47.80] B: Dziękuję. Język odpowiada na potrzeby rzeczywistości. Do niedawna takiej potrzeby rzeczywistości nie było. No i teraz moglibyśmy stworzyć, Ja tutaj widzę dwie opcje, ten nianie albo ten nianiek, jedno albo drugie. [01:03:49.38 → 01:03:50.00] A: Przedszkolanka? [01:03:50.92 → 01:03:52.88] B: Ten przedszkolanek. [01:03:53.92 → 01:03:58.48] A: Ten przedszkolanek. Bardzo proszę, tutaj mikrofon. [01:03:59.94 → 01:04:05.36] E: To tej przedszkolanki nauczyciel wychowania przedszkolnego, bo tak sobie większość życzy ostatnio słyszałem. [01:04:05.82 → 01:04:27.70] B: Tak, ale to są dwa różne słowa. I tutaj to jest bardzo zabawne, bo tak sobie o sobie życzyłem i wtedy to oczywiście szanujemy, ale ja słyszałem, jaka argumentacja za tym stoi, taka, że wtedy to odbiera ten aspekt nauczycielski. To pytanie, czy polonista odbiera ten aspekt, bo to nie pełna nazwa, to jest nauczyciel języka polskiego. Dokładnie ten sam przykład, a nie mamy tego problemu, prawda? [01:04:28.30 → 01:05:03.17] E: Ale ja nie o tym chciałem pytanie. Ja nadal będę te feminaty wydrążył i ten gender i walczących z genderem. Bo mówił pan, że ten język niewykluczający to ten, który uwzględnia potrzeby osób i który generalnie ma gdzieś tam na myśli te osoby. No a jak nie mamy tych osób, do których kierujemy dokładnie, jakby nie mamy tego bezpośredniego kontaktu z naszymi osobami odbiorczymi, na przykład pisząc regulamin, to jakiej formy by pan użył? Ja tutaj nie liczę na jedno rozwiązanie i prostą odpowiedź, chcę po prostu poznać pana zdanie. [01:05:03.71 → 01:06:20.21] B: Ale pisząc regulamin, mamy tak naprawdę, tu bym powiedział, że są we mnie dwa wilki. Bo pierwszy byłby za prostym językiem, a drugi byłby za językiem inkluzywnym. I one niestety odrobinę się wykluczają, bo da się to napisać maksymalnie inkluzywnie, unikać rodzaju i my bardzo dobrze znamy te sytuacje unikania rodzaju z takich kuriozalnych sytuacji urzędowych starego typu, na przykład, no nie widzi, że jest kolejka, przejdzie na koniec, prawda? I w ten sposób unikając również, no w regulaminie da się to robić w sposób bardziej kulturalny, prawda? Przy zakładaniu konta należy pamiętać, żeby. I nie mamy tam po prostu formy osobowej, wszystko nam to rozwiązuje. Oczywiście, jeżeli byśmy chcieli to zrobić zgodnie z zasadami prostego języka, to powinniśmy się tego pozbyć. No, ale ja bym tutaj, chociaż może to się też da zrobić, jeżeli zakładasz konto to, prawda, i nie w każdym przypadku tam trzeba używać czasownika, który będzie nacechowany rodzajowo. [01:06:20.93 → 01:06:33.84] E: Ja tutaj, Tak pytam może trochę zaczepnie, bo w regulaminie jednego z uniwersytetów w Lublinie, który jest cały w rodzaju męskim, jest również pracownik w ciąży. [01:06:37.60 → 01:06:47.86] B: Pani nie usłyszałem, a widziałem, że pani... Myślałem, że pani tam... Bardzo proszę, kto z państwa jeszcze? [01:06:52.47 → 01:07:06.83] D: Mogę powiedzieć wziąć albo wziąć, ale napisać już muszę wziąć. Mogę powiedzieć tę książkę albo tą książkę, ale napisać muszę chyba tę książkę, bo to już będzie błąd, tą książkę czy wziąć. [01:07:07.77 → 01:10:00.47] B: Tak, to znaczy w przypadku, ja bym powiedział, że to są trochę dwie różne rzeczy, dlatego że tę i tą, no tutaj mamy błąd uzasadniony systemowo, wziąć tego uzasadnienia nie ma systemowego i powinno być, tak? że wziąć w piśmie również nie powinno być błędem, po prostu powinniśmy mieć formę wariantywną. Mamy w języku takie rzeczy, że możemy powiedzieć, czy zapisać na dwa sposoby i oba są poprawne i to powinien być jeden z tych przypadków. żeby była jasność. Ja nie mówię, że dzisiaj można napisać, wziąć i to nie będzie błąd, bo będzie, ale tak nie powinno być. W przypadku tętą jednak inna sytuacja, bo tutaj mamy do czynienia z błędem, który znajduje uzasadnienie systemowe. Ale w ogóle oczywiście to nie jest tak, że ja tutaj mówię, że wszystko jedno jak mówimy i piszemy. Powinniśmy dbać o kulturę języka. Oczywiście, że tak, tylko my bardzo często postrzegamy kulturę języka, poprawność językową w odrobinę wypaczony sposób Próbujemy bronić języka przed nim samym tak naprawdę. Przed zmianami, które zachodzą na przykład. Bo wydaje nam się, że okej, my poznaliśmy język w takim kształcie, w jakim poznaliśmy i ten język już zawsze powinien taki być, bo to jest wzorzec. Ten kształt, w którym my go poznaliśmy, to jest kształt, który wcześniej się zmieniał 18 tysięcy razy. My dzisiaj, jeżeli sobie Naciągnę plecy, to mamy inne słowo na to, je nad, co zrobię? Nadwyrężę, dokładnie. Kilkadziesiąt lat temu to był paskudny błąd językowy. Plecy się nadweręża, tak się mówiło, tam było en, nadwerężyć. Tylko czują Państwo jak niewygodnie się to mówi i dzisiaj, żeby nie nadwerężać sobie języka, mówimy o nadwyrężaniu pleców. I oczywiście były głosy, że o matko i córko polszczyzna nam umrze, to jest erozja języka, jak już ta forma wejdzie, to będzie koniec wszystkiego. Szok, zaskoczenie nie. Język dalej żyje. My nie możemy wsadzić języka w formalinę i podziwiać. Nie znam języka, który by umarł, dlatego że się by zmieniał, dlatego że formy, które wcześniej były uznawane za niepoprawne, stawały się poprawnymi, dlatego że wchodziły kolejne zapożyczenia. Znam za to parę języków, które umarły, dlatego że nie były odpowiednio elastyczne i nie chciały się zmieniać właśnie. Postulat o to, żeby język się nie zmieniał albo żeby korzystać tylko z form słownikowych, jest postulatem o zarżynięcie polszczyzny zimną krwią. Po prostu. Język musi odpowiadać potrzebom ciągle zmieniającej się rzeczywistości. Jeżeli nie będzie tego robił, to umrze. Ja bym bardzo nie chciał jednak, żeby polszczyzna umarła, bo nie będę miał za co żyć. [01:10:03.29 → 01:10:06.41] A: Dobry wieczór. [01:10:06.49 → 01:11:08.78] D: Ja chciałam powiedzieć a propos właśnie języka i jej zmiany. Jak pan wspomniał o dzieciach w przedszkolu, gdzie one nie mają problemu z feminatywami, to tak samo nie mają z neologizmami albo w ogóle z przekształcaniem słów. Moje dzieci na przykład, jak nie pamiętały słowa szpital, to mówiły chorowalnia, co też jest jakby uzasadnione. Więc myślę, że to w tym kontekście, co pan powiedział, bardzo jest jakby żywe, prawda? Natomiast jeszcze chciałam wrócić do tej niewykluczającej formy języka, jak na przykład słowo murzyn, gdzie my to traktujemy, szczególnie w Polsce, mam wrażenie, że mamy tego murzynka bambo i tak dalej. Dla nas to nic takiego strażnego. Natomiast zaczęłam to bardziej czuć w momencie, kiedy odniosłam się do słowa cham, którego używano do chłopów. I szczególnie na przykład po książce Kacpra Pobłockiego, hamstwo. [01:11:08.80 → 01:11:09.80] B: To jest bardzo dobre. [01:11:09.90 → 01:11:40.75] D: Absolutnie wszystko jest jasne. No nie mówimy na ludzi mieszkających na wsi, chamy, po prostu tak nie mówimy. I to jest tak silne emocjonalnie pejoratywne, że bardzo prosto sobie to przełożyć na słowo murzyn, po prostu. Dla nas może to nie brzmi tak, ale to bardzo bliskie, mam wrażenie właśnie, w odniesieniu do własnej kultury. I to można prosto sobie wytłumaczyć. Tak chciałam dodać do tego. [01:11:40.75 → 01:11:42.71] B: To bardzo ładne, bardzo za to dziękuję. [01:11:43.15 → 01:11:43.47] D: Dziękuję. [01:11:49.23 → 01:12:47.56] B: Dobry wieczór. Chciałem nawiązać też do tego słowa murzyn, które nam się spejoratyzowało na przestrzeni czasu. Czy polscy literaturoznawcy mają jakiś pomysł, co zrobić ze słowem Indianin? Bo w tej chwili rdzeni Indianie, rdzeni Amerykanie, chociaż też niekoniecznie Amerykanie, też nie życzą sobie, żeby używać tego słowa wobec nich. To ja muszę panu powiedzieć, że nie wiem. Musiałbym zgłębić ten temat. Bardzo nie lubię dzielić się, wydaje mi się, z mami. Jeżeli nie mam czegoś sprawdzonego, to po prostu nie mówię tego publicznie. To jest ciekawe zagadnienie. Bardzo chętnie się nad tym pochylę i doczytam, jak to z tym Indianinem jest. O, mamy kogoś, kto tę wiedzę ma. [01:12:47.80 → 01:13:25.63] D: No częściowo, ale mam, ponieważ 4 lata temu byłam w Kanadzie, mam tam rodzinę i dowiedziałam się właśnie, że osoby, które żyją w teraźniejszej Ameryce w Kanadzie, to się nazywa w tej chwili First Nation i nawet w muzeum w Vancouver, takim właśnie kulturoznawczym, tam jest w tej chwili wszędzie First Nation, czyli pierwsza nacja tego, tego, w tym miejscu mieszkająca. Także to taką nazwę oni jakby stosują. Nie wiem, jak będzie po polsku, ale tam tak, w tej chwili było. Dziękuję. [01:13:25.93 → 01:14:28.67] B: No właśnie, bo też wchodzi nam od razu aspekt ekonomiczności języka. Dwa słowa zamiast jednego, wiadomo, że jesteśmy leniwymi bestiami i wolimy, jak możemy coś powiedzieć jednym słowem, to tak jest nam lepiej. Ja myślę, że Literaturoznawcy, literaturoznawczyni tutaj mają tak naprawdę mniejszą moc, to znaczy oczywiście osoby zajmujące się językiem mogą podać jakieś rekomendacje, a jak to się utrze, jak to się osadzi w języku, to wszystko zależy ponownie od państwa, ale myślę, że ta dyskusja się pewnie przetoczy. Pytanie, czy przetoczy się szybko, bo jest to zagadnienie, które niezbyt nas dotyczy. to znaczy osób czarnych w Polsce trochę mamy, osób rdzennych Amerykanów czy First Nation, nie bardzo chyba, to nie jest znacząca mniejszość w tym kraju, więc myślę, że ten problem może jeszcze przez chwilę nie wypłynąć. [01:14:30.67 → 01:14:36.07] A: To sformułowanie rdzenny Amerykanin, rdzeni Amerykanie nie jest takie długie znowu. [01:14:36.47 → 01:14:46.32] B: Tak, ono też dość długo funkcjonuje z kolei w języku, tylko że chętniej mówimy Indianie, Jest to prostsze do wymówienia i krótsze, czyli dwa aspekty ekonomiczności języka. [01:14:46.42 → 01:14:46.60] C: Ale obrażające. [01:14:47.00 → 01:14:52.46] B: Tak, jak się okazuje, tak. Wtedy wiadomo, że warto z niego zrezygnować. [01:14:53.56 → 01:15:00.48] A: Wszystko przez Krzysztofa Kolumba, który myślę, że odkrył Indię. Czy ktoś z Państwa jeszcze? Bardzo proszę. [01:15:08.88 → 01:15:24.82] C: Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na obcokrajowców uczących się języka polskiego. Teraz jak oni usłyszą o tych feminatywach, to ja nie wiem, to już będą dla nich naprawdę chyba wielkie trudności w zrozumieniu, co ten język polski ma. [01:15:25.42 → 01:18:23.41] B: To działa zupełnie inaczej, to znaczy niekonsekwencja feminatywna jest ogromnym wyzwaniem dla osób uczących się języka polskiego jako obcego. Zresztą proszę to sobie wyobrazić, że przyjeżdża sobie taki John i on się zaczyna uczyć języka polskiego. No i się uczy, że teacher to jest nauczyciel lub nauczycielka, singer to jest piosenkarz lub piosenkarka, professor to jest profesor Profesor, dlaczego tak? No słuchaj, jakby w języku polskim pewne nazwy są tylko w rodzaju męskim. Ale czemu? No wiesz co, akurat te związane z zawodami prestiżowymi tylko. To jest dość płynna kategoria. Dlaczego tylko z prestiżowymi? No jakby tak jest, musisz to wyczuć. Okej, no dobra, ale piosenkarz, piosenkarka to też się wiąże z pewnego rodzaju prestiżem. Ale to jest świat kultury, tutaj jest inaczej, słuchaj. No dobra, czyli piosenkarz, piosenkarka, aktor, aktorka, pisarz, pisarka. Tak, tak, tak. Reżyser, reżyserka. Nie, słuchaj, tu już nie. Ale czemu? No bo nie, wyczujesz, tak? Okej, czyli tylko te zawody prestiżowe, czasem nie zawsze. No i zawody zmaskulinizowane. OK, dobra i po prostu mówię tylko w maskulatywie, tak? Tak, nie odmieniasz. Czyli prezes powiedzieć. Nie. To prezes powiedział. Też nie. Słuchaj, czasownik odmieniasz tak, jakbyś obok miał rzeczownik w rodzaju żeńskim, którego tam nie ma, ale udajesz, że tam jest, żeby móc odmienić czasownik w rodzaju żeńskim. Tylko czasownik? Nie, no przymiotniki też. I to jest już wszystko, tak? Słuchaj, ewentualnie możesz tam dodać jeszcze takie zwyczajowe Pani, czyli dodaję rzeczownik osobowy w przeciwnym rodzaju co drugi rzeczownik osobowy. No tak, ale to tak samo jak tego pierwszego nie odmieniam. Nie no, Panią akurat odmieniasz. Słuchaj, to jest wszystko bardzo proste, na czuja się połapie. Jak osoby uczące się języka polskiego jako obcego, uczą się kwestii feminatywów, to mają mózg rozwalony. Dlatego, że tutaj ta niekonsekwencja, do której doprowadziły lata ucisku w czasach PRL-u, sprawia, że ten system jest nieintuicyjny. On jest po prostu niejednorodny. Tam jest wszystko porozwalane. To znaczy raz odmieniam, raz nie odmieniam, raz koryguję przy pomocy dodatkowego słowa, raz koryguję fleksyjnie, bo od czego to zależy, wyczujesz. [01:18:25.23 → 01:18:47.56] C: Może przytoczę takie dwie zabawne sytuacje z moją znajomą szwajcarką, ponieważ kot w języku niemieckim jest rodzaju żeńskiego, więc ona widząc czarnego kota krzyknęła, o czarna kota. a widząc znak drogowy uwaga piesi, myślała, że to uwaga psy. Dziękuję. [01:18:48.96 → 01:19:03.84] A: Wyczujesz, no w końcu powiedzieliśmy sobie, ty mówisz, ja czuję, prawda, to o co chodzi. Proszę Państwa, bardzo dziękuję za spotkanie, za obecność, za uśmiechy, za aktywność. Maciej Makselon. [01:19:04.24 → 01:19:05.68] B: Ja bardzo Państwu dziękuję również. [01:19:11.49 → 01:19:21.43] A: Do zobaczenia. Spotkanie na polski język migowy tłumaczyły Marta Stępniak i Ewelina Lachowska.
Bitwa o kulturę. Brzydkie słowo na “f” / Maciej Makselon / PJM
Czy prezeska jest gorsza od prezesa? Jest, jeśli jest kiepską prezeską. Dlaczego więc nawet tym najlepszym prezeskom zdarza się unikać żeńskiej formy nazwy stanowiska? Czy feminatywy to nowomowa? Lewacka ideologia? Kiedy język jest inkluzywny? Skąd się biorą normy językowe? Czy gramatyka ma propozycje dla wszystkich?
Grażyna Lutosławska
Maciej Makselson – przedstawia się tak: „pochodzę z Knurowa – miasta tak małego, że gdyby było ładne, można by je nazwać kameralnym. Nie potrafię podejmować sensownych wyborów życiowych, czego wynikiem jest polonistyczne wykształcenie. Do redakcji książek używam memów, a w ramach gry wstępnej opowiadam o wariantywnych formach ortograficznych i zastosowaniu analizy samogłoskowej w budowaniu stosunku emocjonalnego do bohaterów. Pracuję za dużo, ponieważ kot siedzi mi na kolanach, a dla ludzi zrzucających koty z kolan jest specjalne miejsce w piekle. To, że nie wierzę w piekło nie ma żadnego znaczenia. Na co dzień otaczam redaktorską opieką książki wydawnictwa W.A.B., wcześniej pracowałem w wydawnictwie Znak. Prowadzę też autorskie zajęcia z pracy redaktorskiej i podstaw kreatywnego pisania na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego”.