Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.54 → 03:25.55] A: Dobry wieczór Państwu. Witam w Teatrze Starym w Lublinie. Kolejna bitwa o kulturę. Ten teledysk grupy Polskie Znaki z piosenką w wykonaniu Michała Szpaka z płyty Rzeczy Ostatnie zapowiada temat dzisiejszego spotkania. Po tytuł dzisiejszego odcinka brzmi śmierć w mieście, śmierć na wsi. Będziemy w nim opowiadać o tym, jak wyglądają nasze ostatnie rytuały, w jaki sposób żegnamy bliskich. Wszystko to oczywiście w związku z 1 listopada, Dniem Zmarłych, Świętem Wszystkich Świętych. Chcemy przyjrzeć się pewnej tradycji, która powoli odchodzi w przeszłość, którą różni artyści próbują ocalić na najrozmaitsze sposoby. Jednym z takich sposobów jest płyta grupy Polskie Znaki, którą założyli Janusz Zdunek, Radek Łukasiewicz i Jarosław Ważny. I reprezentantem tego tria na dzisiejszej scenie naszym gościem będzie Jarosław Ważny. Witam serdecznie, zapraszam cię Jarku. Zapraszam. Muzyk, buzonista, członek grupy Kult od 2008, o ile pamiętam, także Bulldog i parę innych ekip. Zapraszam cię, usiądź. Drodzy Państwo, ta klimatyczna piosenka w dość zaskakującym wykonaniu Michała Szpaka prowadzi nas na sam początek tej rozmowy, bo chciałbym, żeby dzięki Jarkowi Państwu, dzięki temu wieczorowi udało nam się połączyć rzeczy, które zazwyczaj nie łączą się nam w głowie, to znaczy ta płyta, którą nagrały Polskie Znaki jest oczywiście smutną, nostalgiczną, litanijną płytą, ale jest w niej jakiś niezwykły też element optymizmu, radości, takiego koloru, który rzadko kojarzymy z pieśniami pogrzebowymi. Zanim więcej opowiemy o tym projekcie, chciałbym zacząć od takiej dziwnej strony, którą mam nadzieję, że zaskoczę muzyka, wykorzystać ucho Jarka Ważnego. Ale zanim wykorzystam to ucho, przedstawię panie, które dla nas migają dzisiaj, tłumaczą nasze spotkania Polski Język Migowy, Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Witam serdecznie. Będą też tłumaczyć piosenki, które usłyszymy podczas dzisiejszego spotkania. Jarku, zacząłbym dziwnie, ale wydaje mi się, że to jest dobry moment, dobra chwila i dobre podprowadzenie do tematu naszej rozmowy. Zatytułowaliśmy ten odcinek Śmierć na wsi i śmierć w mieście, bo wydaje mi się, że ta śmierć w obu tych miejscach, w obu tych przestrzeniach brzmi trochę inaczej. I przynajmniej moje doświadczenie życiowe, może państwa, jest takie, że inaczej słyszymy śmierć na wsi, inaczej słyszymy w mieście. Kojarzy nam się z innymi dźwiękami. To jest chyba nieprawda, że śmierć to jest cisza, to jest bezruch, to jest jakaś taka głuchota, pustka, że w przestrzeni, w naszej fonosferze codziennej wiele różnych sygnałów, dźwięków przylepiło się na zawsze do tego naszego myślenia o śmierci. zapowiadania śmierci, odczuwania śmierci. Czy ty masz takie sygnały, dźwięki, które budują takie ostrzeżenie, czy zapowiedź, taki alarm, uwaga, śmierć jest w pobliżu? Takie dźwięki najpierw związane z miastem.
[03:26.71 → 03:45.94] B: Dobry wieczór Państwu. Dumam teraz w głowie, czy mam taki dźwięk. Pewnie mam. Szczególnie nie będę oryginalny, kiedy powiem, że to jest dzwonek telefonu. Kiedyś dzwonek telefonu, który wisiał sobie na ścianie i miał tarczę, teraz pewnie dzwonek komórki częściej.
[03:47.70 → 03:49.74] A: Dzwonek o dziwnej porze na przykład, prawda?
[03:49.88 → 05:03.52] B: Najczęściej albo dzwonek, którego się spodziewasz i masz nadzieję, że nigdy go nie usłyszysz, a jednak on dzwoni. Pamiętam taki czas, kiedy dziadek mój umarł. On długo chorował, leżał w szpitalu i w zasadzie wszyscy wiedzieli, że to jest kwestia godzin, może dni, kiedy on umrze. No i właśnie zadzwonił telefon z rana i się taka nomen nomen grobowa cisza w domu zasiała wtedy. Kto ten telefon odbierze i mama pamiętam poszła go odebrać i podniosła słuchawkę, długo nic nie mówiła i później taki spazm płaczu. No to w zasadzie było wiadomo w czym rzecz. Podejrzewam, że Każdy w swoim domu kiedyś podobny telefon odebrał lub odbierze. Niestety chciałbym Państwa wyprowadzić z błogiej nieświadomości, że on nigdy nie zadzwoni, ale tak nie będzie. Prędzej czy później zadzwoni. Dzisiaj, bo tu i teraz jesteśmy, on dzwoni podobnie i na wsi, i w mieście. I wracając do tego, co powiedziałeś na początku, czy ta śmierć ma... Przejdziesz do
[05:03.52 → 05:06.50] A: wsi, to jeszcze troszkę podłupmy się w tej fonosferze śmierci.
[05:06.50 → 05:37.55] B: Nie, ale właśnie ja chciałem o tym, że czy na wsi, czy w mieście śmierć inaczej brzmi. Kiedyś pewnie tak było i pewnie można tych różnic sporo znaleźć. Mam nadzieję, że dzisiaj nam się to uda. Natomiast dzisiaj mam wrażenie, że te odgłosy śmierci brzmią i na wsi, i w mieście dość podobnie. jak ćwierkające dzwonki komórek. Niestety mocno syntetycznie. Kropkę postawię.
[05:37.85 → 07:08.73] A: Czyli tak przenieśliśmy śmierć w przestrzeń cyfrową, co zwiastują nam te komórki. Tak próbowałem Cię podprowadzić, bo dla mnie też takim sygnałem jest to z filmów oczywiście, ale też z życia ten dźwięk. ze szpitala, taki ciągły dźwięk oznaczający ustanie akcji serca, takie bipczenie na jednym tonie, sygnał karetki pogotowia jadącej przez puste miasto w pandemii na przykład. Na wsi, przynajmniej ja wychowałem się w małej wioseczce gdzieś na Podkarpaciu, to zawsze było bicie dzwony, bo szedł wtedy jakiś kondukt pogrzebowy albo jakaś pieśń wychwycona na ulicy w pobliżu cmentarza czy na wiejskiej drodze i o dziwowycie psów na przykład w nocy. czyli taki rodzaj dziwnego sygnału, jakby te zwierzęta coś przeczuwały albo płakiwały coś, co było wcześniej. Zrobiłem to podprowadzenie, bo chciałem wiedzieć, w jaki sposób narodził się ten wasz projekt Rzeczy Ostatniej. Nie ostateczna, ale ostatnie. Czy to był sygnał związany, który przyszedł z pandemii na przykład? Początek waszego projektu jest 21 rok, więc byliśmy w lockdownach, wokół nas ludzie umierali. Czy wtedy zdaliście sobie sprawę, że śmierć wraca, mimo że ją wyparliśmy w tym naszym cudownym, skomercjalizowanym, plastikowym świecie wiecznej młodości? To było dla was ostrzeżenie, że zapominamy coś ważnego, więc trzeba wrócić do tych pieśni, w których ukryte było jakieś doświadczenie nieskomercjalizowane, naturalne, bliskie człowiekowi, nawet naturze, przyrodzie.
[07:09.37 → 09:02.90] B: Mogłoby się tak wydawać, bo rzeczywiście taka dziwna koincydencja nastąpiła, że płyta nasza wyszła, a przynajmniej gro prac nad nią, to był czas pandemii, gdzie śmierć do nas dochodziła zewsząd i poczuliśmy, że ona jest tu i teraz i w każdej chwili może się wedrzeć nam do życia i to życie zakończyć, czy tego chcemy, czy nie. Natomiast jednak początek i samo źródło tego, o czym mówimy, czyli płyty Rzeczy Ostatnie Polskie Znaki, trzeba datować dużo, dużo wcześniej, ponieważ ten pomysł chodził za mną przez długie lata jeszcze przed pandemią. Myślę, że co najmniej dekadę, jeśli nie więcej, a wziął się od właśnie z pobytu mojego w Tomaszowie Lubelskim, bo stamtąd pochodzę, na jednym z pogrzebów w rodzinie mojej żony, gdzie mam wrażenie, że to był jeden z ostatnich takich pogrzebów. Zeszło się sporo ludzi nie tylko z samej rodziny zmarłego, ale też wszystkich, którzy go znali mniej lub bardziej. Tych ludzi było dużo. Trumna z ciałem leżała w domu. Stamtąd później wyszła do kościoła, a potem na cmentarz i mnóstwo było też pań starszych, które najpierw odmawiały różaniec, a później śpiewały pieśni żałobne. I ja na taki pogrzeb dotarłem po sporej przerwie, kiedy w żadnym zasadzie z pogrzebów nie uczestniczyłem i na raz, kiedy stałem tam i słuchałem tych pieśni, między innymi też niektórych z tych, które nam na płytę weszły, to sobie uświadomiłem, że zupełnie inaczej na nie patrzę, inaczej ich słucham i inaczej je postrzegam.
[09:03.82 → 09:11.94] A: Czyli teraz i wreszcie rozumiesz, czy raczej to brzmienie przywodzi ci jakiś utracony świat dzieciństwa, świat, który odszedł, który można tylko muzykom przypomnieć.
[09:11.94 → 10:30.35] B: Trochę tak było, natomiast nabrały one zupełnie innego waloru i wymiaru, ponieważ wtedy, mówię, kiedy miałem odpowiednio mniej lat i uczestniczyłem w takich ceremoniałach pogrzebowych, które były dla mnie czymś zupełnie naturalnym, że małe dziecko, on dziś zabierało się na pogrzeb, gdzie oglądało Zmarłego w trumnie i słuchało tych wszystkich pieśni. No, nieszczególnie rozumiejąc do końca ich sens i przesłanie, to po wielu latach, jako dorosły człowiek już, kiedy stanąłem trochę na uboczu tego wszystkiego i zacząłem patrzeć i słuchać na to, trochę z pozycji widza, a nie żałobnika, to usłyszałem, jaki to jest potężny, po pierwsze, ładunek emocjonalny i liryczny w tych pieśniach wszystkich, a powtórę, jakie one są przejmująco piękne względem harmonii. Spojrzałem i usłyszałem po raz pierwszy te pieśni jako muzyk. I doszło do mnie wtedy, że to jest na tyle mocna faktura, tak liwieczna, jak i muzyczna, że ona z powodzeniem mogłaby funkcjonować nie tylko w świecie kultury ludowej, ale na przykład w świecie popkultury chociażby. Taka przewrotna myśl.
[10:30.41 → 10:35.07] A: Czyli nie tylko ocalenie od zapomnienia, ale pokazanie, że to działa dalej.
[10:35.43 → 11:14.48] B: Że jest moc taka przyrodzona tego wszystkiego. którą trzeba ludziom pokazać i sprawdzić na żywym, a nie tylko martwym organizmie, że to ma sens, że to mówi o czymś i mówi w jakiś konkretny i przejmujący sposób. I urodziła się we mnie na pogrzebie, skądinąd ta myśl, żeby takie pieśni zebrać. Wtedy kompletnie nie miałem jeszcze pojęcia, że już ktoś podobne ścieżki wydreptywał, robił to w ten sam sposób, więc zacząłem po omacku trochę tego szukać. jeżdżąc po okolicznych wsiach, pytając...
[11:14.48 → 11:16.82] A: Ja rozumiem, że przyjąłeś taką... Będę się wcinał z tymi pytaniami.
[11:16.84 → 11:17.15] B: Śmiało, śmiało.
[11:17.20 → 11:24.43] A: Żeby dowiedzieć się o szczegóły. Czy przyjąłeś taką rolę Oskara Kolberga? Taką kolbergowską nagrywację. Nagrywam na dyktafon, zapisuję teksty, pieśni.
[11:24.53 → 11:24.99] B: Zgadza się, zgadza się.
[11:24.99 → 11:27.01] A: Zgłosisz różnych ludzi, żeby ci zaśpiewali.
[11:27.12 → 11:27.24] B: Tak.
[11:27.53 → 11:40.61] A: Wiem, że była taka postać na pogrzebach wiejskich przed latniem, czy jeszcze istnieje, Kolatora, prawda? Czy tego przewodnika chóru, który wyśpiewuje zwrotki, a chór na przykład powtarza za nim refreny. Czy spotkałeś jeszcze takie osoby?
[11:40.97 → 12:13.17] B: Spotkałem raczej panie, z rzadka panów, kolator to zwykle mężczyzna, choć nie zawsze, którzy rzeczywiście Spory bagaż tych pieśni na sobie nosili w sobie, bo w zasadzie śpiewali od z głowy, ale było też sporo osób, które miały takie swoiste kantyczki, książeczki, zeszyty z klejonymi kartkami, świętymi obrazkami i dopisywane ręcznie też często kolejne zwrotki. Czy to byli ludzie, którzy tylko przechowują
[12:13.17 → 12:27.78] A: pieśń od stulecia, czy także dopisują swoje zwrotki, zmieniają treść, czy tacy artyści, którzy nie wychodzą poza odtwarzanie, ale naśladując, żeby pieśń trwała. oddawała przemiany czasu?
[12:28.26 → 12:59.79] B: Różnie z tym bywało. Zwykle to były jednak osoby, które te pieśni pozyskiwały od kogoś albo z pamięci je odtwarzały. Czasami zdarzało się rzeczywiście, że w różnych wersjach na dwóch różnych wsiach spotykałem różne wersje tej samej pieśni. Kiedy starałem się dojść, co było pierwsze, czy ta, czy któraś, Przy połowie takiej głębokiej szczerości jedna z panów powiedziała, wie pan, bo ja to w sumie sama wymyśliłem, tylko się wstydziłem powiedzieć, bo nie wiedziałem, czy to fajne.
[12:59.87 → 13:04.11] A: A różne wersje odmianki tekstowe, czy różne melodie do tego samego tekstu?
[13:04.15 → 13:19.35] B: To już bardzo różnie, ponieważ jak wiemy, zapis nutowy jest skodyfikowany. No i bardzo niewiele osób, zwłaszcza wśród ludzi, którzy nigdy z muzyką nutową nie mieli wspólnego.
[13:19.55 → 13:20.67] A: Wiejscy muzycy nie znają nut.
[13:20.73 → 14:02.23] B: Więc właśnie, podobny zapis przechowywało. Więc melodie zwykle były przekazywane, a w zasadzie wyłącznie, przez podanie ustne. Także co wieś, to i melodia inna. Natomiast tekst zwykle zachowywał ten swój pierworstop. Czasami były zmiany względem słów i sylap, ale one jednak nie wypaczały sensu. Rzadko właśnie ktoś dodawał coś od siebie lub czasami gdzieś zasłyszany fragment dołączał już do istniejącej pieśni. Natomiast staraliśmy się jednak wybrać najbardziej takie rudimentarne i najpopularniejsze wersje tego, co później trafiło na płytę.
[14:02.94 → 14:18.00] A: Czyli rozumiem, że to były też takie zręby muzyczne, takie szkielety, do których musieliście dotworzyć brakujące części. To nie tylko chodziło o zaaranżowanie tego, ale apokryficzne dopisanie tego, co mogło być w muzycznej warstwie tej pieśni.
[14:18.00 → 16:13.85] B: Tak było, natomiast ja w swojej nieświadomości na początku nie zdawałem sobie sprawy, że pieśni żałobne i pogrzebowe jednak są na wskroś demokratyczne, ponieważ sądziłem, nie mając żadnej wiedzy wcześniej, tylko własne przeczucie, na którym bazowałem, że z pieśniami pogrzebowymi, żałobnymi w Polsce to jest tak jak na przykład z kolędami albo z pieśniami ludowymi z tego czy innego regionu Polski, że jedne pieśni ma Mazowsze, inne Lubelszczyzna, jeszcze inne Śląsk. A to się okazało zupełnie nieprawda, bo pieśni żałobne, te, po które sięgnęliśmy i wiele innych, które które przerabialiśmy, do których dotarliśmy, one w zasadzie funkcjonują na wskroś demokratycznie. One wszędzie wyglądają, pachną i są śpiewane podobnie. Takich endemicznych pieśni jest niewiele i one głównie się zachowały na Śląsku przez wzgląd na gwarę i bliskość granicy. Natomiast te, które znamy, granicy niemieckiej o tym mówię, no i czeskiej też po części. Natomiast te, które znamy te najpopularniejsze, one w zasadzie są takie same i niewiele się różnią. Mówię, że są w tych miejscach, w których w ogóle coś takiego jak Pieśń Żałobna funkcjonowała i funkcjonuje nadal. Najczęściej można je spotkać u nas, czyli na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, dalej na Podlasiu. Sporo pieśni wykonuje się też na Kurpiach i na Mazowszu. Natomiast im dalej na zachód, tym ta tradycja jest coraz słabsza, żeby nie powiedzieć, że jej nie ma. A to jest z tego powodu, że rdzenna ludność miejscowa po prostu już tam nie mieszka. Więc te pieśni, które można usłyszeć w Szczecinie czy we Wrocławiu, To są najczęściej te same pieśni, które usłyszymy i tutaj, ponieważ przywędrowały one ze wschodu, a na wschodzie ostały się jako te właściwe.
[16:13.90 → 17:20.41] A: Powiedziałeś, że kolatorów, czyli tych mężczyzn, zapiewajów dla chóru pogrzebowego już właściwie nie ma, że stykały się głównie z kobietami, czyli koła gospodni wiejskich, jak rozumiem, seniorki rodu. Jak one tłumaczyły ci? potrzebę zachowania takiej pieśni. Dlaczego one podjęły się tej decyzji? Pytam o to, bo skojarzyła mi się ta konieczność przechowania pieśni czy jakiegoś rytuału z takim dramatem Hanoha Lewina, izraelskiego pisarza. Dramat opisarza Pakujemy manatki, gdzie jest postać mówcy pogrzebowego, który bardzo źle traktuje zmarłych. przy tym ostatnim pożegnaniu. Kiedy on umiera, jego rolę przejmuje spontanicznie taki najbardziej poraniony tymi złymi pożegnaniami obywatel. I on wygłasza te piękne mowy, bo uważa, że każdego człowieka trzeba godnie pożegnać. Nie kłamstwem, nie komplementem na wyrost, tylko prawdziwą opowieścią o kimś, kogo się znało. I teraz nawiązując do tych kobiet, które przechowują pieśni, czy one miały świadomość, że wraz z nimi umrze ta pieśń, że nie mają komu przekazać, czy po prostu starały się każdemu zaśpiewać, niech ta pieśń ocaleje?
[17:20.83 → 18:47.34] B: Wiesz co, mam wrażenie, że tej świadomości, kiedy podejmowały się tych ról, albo, że tak powiem, odziedziczały je po swoich babkach i matkach, raczej w nich nie było, bo i nie było tej świadomości, że naraz ten świat, który znają, tak szybko będzie się zmieniał i siłą rzeczy kurczył i kończył. I nabierają tej świadomości tu i teraz, póki jeszcze są, ponieważ w każdej z takich rozmów, a sporych przeprowadziliśmy, pobrzmiewa taka żałobna nuta, że dwa pokolenia, trzy pokolenia wstecz, było dość naturalnym, że kolejna córka najstarsza albo ta, która najbardziej się do tego po prostu pali i nadaje, to po swojej matce albo babce przejmie, czy wnuk, po ojcu albo po dziadku. Natomiast teraz, mimo że tych wnuków i wnuczek jest kilkoro w rodzinie, to nikt tego nie chce. I to dojmujące poczucie tego, że ta spuścizna właśnie się kończy, to bardziej słychać niż wspomnienie tego, że stało się chcąc, nie chcąc spadkobiercą tej roli. Więc bardziej to uderzało w tych rozmowach, że one mają świadomość, że właśnie one zamykają ten krąg, że już dzisiaj po pierwsze nikt na pogrzebach nie śpiewa, a po drugie już nie ma takich pogrzebów, bo nie wolno na przykład, co też nie do końca jest prawdą.
[18:47.82 → 18:52.56] A: Albo dzieci wnukowie się wstydzą. Tak, albo po prostu płaczka się pojawiła.
[18:52.74 → 19:06.44] B: To wszystko, co one traktowały jako pewien rodzaj powinowactwa swojego, z którym idą do kolejnego pokolenia, właśnie umiera razem z tym nieboszczykiem.
[19:07.09 → 19:47.98] A: A wyjaśnij nam proszę Cię, w którym momencie dokładnie te pieśni mogły się pojawiać? Bo jak Państwo się orientujecie, śmierć była takim rytuałem przejścia na wsi. Zaczynano wtedy wykonywać gesty, czynności, które były zarezerwane tylko na tę okazję. Jak pamiętam zasłanianie lustra, prawda, czy otwieranie wszystkich okien i drzwi, czy skrzyń nawet na oście, żeby dusza miała łatwiej wyjść, żeby przypadkiem nie została w tym mieszkaniu. Na przykład wodę z obmycia zmarłego trzeba było wylać na jakimś nieużytku, pustkowiu, bo inaczej mogłaby zakazić śmiercią. plony czy drzewo. I rozumiem, że część tych pieśni mogła być przy czuwaniu przy zwłokach, bo te zwłoki leżały trzy dni chyba w domu.
[19:48.16 → 19:51.16] B: Zazwyczaj była to magia trójki, że trzy dni dusza odchodzi z ciała do nieba.
[19:51.16 → 19:56.30] A: I potem chyba przy odprowadzeniu ciała do kościoła, z kościoła na cmentarz i zazwyczaj w grobu, tak?
[19:56.36 → 19:57.70] B: Zgadza się, no ale przez ten czas...
[19:57.70 → 19:59.60] A: Czy różniły się te pieśni śpiewane w tym miejscu?
[19:59.88 → 20:14.16] B: Wiesz, ja sobie też zadawałem to pytanie, bo chciałem właśnie też tak trochę tę płytę ułożyć, żeby ona była taką chronologią tego, jak człowiek odchodzi. i po kolei za nim odchodzą kolejne pieśni, które były wykonywane przy każdym z elementów tego opłakiwania zmarłego.
[20:17.54 → 20:19.54] A: Miały swoje miejsce, nie wolno ich było przestawić.
[20:19.58 → 20:30.72] B: Myślałem, że jest taka magia w tych pieśniach zaklęta i jakaś prawidłowość, której trzeba przestrzegać, bo inaczej się jakiś magiczny obrząd...
[20:30.72 → 20:32.12] A: Ale okazało się, że nie.
[20:32.40 → 21:55.74] B: Że to bywało różnie. Rzeczywiście ta pieśń, którą zaczęliśmy, czyli Żegnam Cię Mój Świecie Wesoły, to była pieśń zwykle różańcowa, którą odmawiano przy Zmarłym podczas czuwania przy każdym z dziesiątków różańca. Była śpiewana jedna zwrotka i tak te 12 godzin jakoś mijało. Natomiast takim wieńczącym dzieło zawsze powiedzmy utworem, Zmarłego spadał. Jednak już nie pochodzącym z ludowej kultury to był utwór Anielski orszak niech twą duszę przyjmie. Tepieść zawsze rezerwowana na koniec i Tepieść zawsze rezerwował dla siebie organista. Natomiast to, co śpiewano i wykonywano podczas właśnie czuwania nad zmarłym, podczas procesji z ciałem do kościoła czy z kościoła na cmentarz, to już wiecie państwo była jednak improwizacja i część pewnej tradycji w danej wsi albo w danym regionie. Nie miała ona jednak mimo wszystko pewnej takiej skamieniałej prawidłowości, że teraz te, a później inne. Też w tej swojej nieświadomości poszukiwacza na początku błądziłem. Myślałem, że tak było. Nie, nie było tak.
[21:55.74 → 22:09.32] A: Czy improwizacja oznaczała tylko dopuszczalne zmiany w kolejności czy w wyborze repertuaru, czy także dotyczyło tekstu na przykład, że można było modyfikować ten tekst w związku z zawodem zmarłego czy z jego poważaniem w lokalnej społeczności?
[22:09.38 → 22:40.29] B: Nie spotkałem się szczerze mówiąc z czymś takim żeby ktoś modyfikował to przez wzgląd na to kim zmarły był albo czym się zajmował albo że niektóre pieśni były zarezerwowane dla jakiejś danej kasty czy to zawodowej czy nie wiem względem urodzenia albo majątności. Tutaj i to mam wrażenie dość mocno w tej płycie wybrzmiewa śmierć swoją kosą kosi każdego pana chłopa, księdza czy niewierzącego.
[22:40.31 → 22:47.29] A: Wśród żałobników był podział na tych, którzy tylko słuchają i na tych, którzy tylko śpiewają? Czy w miarę możliwości to miała być wspólna pieśń?
[22:47.47 → 23:48.56] B: Nie, one miały tę swoją moc właśnie dlatego, że one były śpiewane w wielogłosie. Były pieśni wielogłosowe, w większości jednak były monogłosowe, czyli śpiewano to jednym głosem i na jedną melodię, ale śpiewano wspólnie. Rzadko kiedy był taki kantor właśnie, który śpiewał sam, i słuchano go na Bożniak na koncercie. W większości przypadków, z którymi się zetknąłem i sam jako ten żałobnik, który w takich uroczystościach uczestniczył, ale też jako ten poszukiwacz domorosły, było tak, że pieśni wykonywano wspólnie i jak najwięcej osób się do tego włączało. Zazwyczaj oczywiście przewodziły panie, Choć tak jak wspomniałem, w co bogatszej wsi była tradycja, że jednak takim spadkobiercą i kustoszem tej tradycji pogrzebowej był mężczyzna. Rzeczywiście z paroma się takimi spotkałem i paru takich kantorów też wysłuchałem.
[23:49.39 → 24:19.01] A: Jeszcze doprecyzujemy jedną rzecz, bo teraz tak próbuję to uświadomić. Jaki był charakter tych pieśni? Dla kogo one były przeznaczone? Czy było to pożegnanie ze zmarłym wspólnoty, czy raczej pocieszenie wspólnoty, że zmarłego już z nimi nie będzie? Gdzie był ustawiony ten reflektor, czy świeca w tym tekście na tamten świat, żeby odprowadzić zmarłego, czy raczej zostawała z nami? No to zrozummy, co właściwie się stało, że to nie koniec, tylko początek jakiegoś życia, że to jest nagroda, a nie kara.
[24:19.28 → 24:56.77] B: To jest ciekawe pytanie, bo też wiele razy sobie je sam zadawałem i z tych moich pytań wynikała mi taka odpowiedź, że jednak mimo wszystko patrzono bardziej wstecz niż do przodu w tych pieśniach. Nie tyle widziano początek nowego życia tak jak byśmy chcieli to idąc za choćby katechizmem kościoła katolickiego, że śmierć jest nie tyle końcem tego żywota ziemskiego i początkiem nowego życia w niebie, tyleż co raczej pożegnanie z tym wszystkim doczesnym, co zostało.
[24:57.71 → 25:15.82] A: Szybko ci wejdę. Zapisałem sobie jeden zwrot z którejś z piosenek, nie pamiętam z której. Śmierć ogołoci mizernego. Czyli taki rodzaj narzekania, że na tamtą stronę nic nie można zabrać. pracuje całe życie, próbuje się dorobić, a w chwili śmierci jest nagi, biedny, tak jak był przy narodzinach.
[25:15.92 → 26:15.14] B: No widzisz, i to jest doskonały przykład tego, że ludzie, którzy prawdopodobnie, a wręcz z pewnością nawet, nie czytali, nie wiem, Homera, albo nie znali Jana Chryzostoma Pascha, czy... Byli katolikami. Na przykład. Mieli dokładnie te same spostrzeżenia. One oczywiście były pochodną pewnie tego, co mogli usłyszeć na kazaniu w kościele i tak dalej, czyli mówienia o śmierci jako o kresie tego żywota oczywiście, natomiast sposób ujęcia tego, literacki wręcz, u ludzi najczęściej niepiśmiennych, każe sobie myśleć, że podobne perełki literackie wychodziły w Polsce od wielu wieków. Natomiast tutaj mamy do czynienia z jakimś twórcą zbiorowym, który tę samą mądrość przekazuje wyrównie w fantastyczny sposób, nie znając wcześniej tej spuścizny i tego dorobku.
[26:15.14 → 26:19.48] A: Bo tam są Jecha i moralitetu, i memento mori, i Vanitas, Vanitas.
[26:19.98 → 26:26.66] B: Dokładnie. Te wszystkie nurty literackie chociażby, albo antropologiczne, one się tam przebijają.
[26:26.68 → 26:32.64] A: Twórcy ludowi doszli do tych samych odkryć, co barokowi, czy średniowieczni, filozofowi Minstrele.
[26:32.64 → 27:11.22] B: Zgadza się, a ja nawet poszedłem w tych porównaniach trochę dalej. W pewnym momencie, kiedy chciałem tę twórczość ludową właśnie skontrować się bardziej z popkulturą, to mi przyszło do głowy, że te rzeczy, które wyszły spod piór albo spod rąk bardziej ludowego twórcy bezimiennego, to są po prostu wypisz wymalu hip-hopowe szosnastki. Dużo mocniejsze i dużo lepsze, dużo lepiej artystycznie napisane. I że dzisiaj spokojnie mogłyby jako takie funkcjonować i nikt ich nie powstydził.
[27:11.22 → 27:12.84] A: Te rymy się mocno trzymają, prawda?
[27:13.02 → 27:13.62] B: I rymy także.
[27:14.32 → 28:25.38] A: Jeszcze miałem jedno takie wrażenie, zaraz państwo posłuchacie więcej tych utworów z płyty Rzeczy Ostatnie Polskich Znaków. Miałem takie jedno słuchaczowe, mogę tak powiedzieć, odkrycie słuchacza, że w tekstach tych pieśni pogrzebowych, żałobnych mamy tak naprawdę tą doczesną perspektywę. Na przykład w innych kulturach jak w meksykańskim kulcie Santa Muerte, czyli Świętej Śmierci, za kulisami trochę rozmawialiśmy o tej meksykańskiej tradycji, tam jest też rodzaj takiego euforycznego oddania się tej pani śmierci, radosny ton i zawsze na pierwszym planie jest ta śmierć, która kosi wszystkich bez wyjątku, panów i biednych, kobiety i mężczyzn i ona jest centralną postacią każdego z tekstów. Tekst jest hołdem dla niej, jest przypomnieniem, żeby była łaskawa, żeby przyszła nie za wcześnie. Tymczasem w tych tekstach, które wasi wokaliści śpiewają, śmierć nie jest w centrum. Jest człowiek, który odchodzi, rodzinę, która zostawia, gospodarstwo i rzeczy piękne z tego świata. a śmierć jest jakby, nie wiem, takim cieniem, który się rzuca na ten piękny świat, który trzeba zostawić. Dobrze to rozumiem?
[28:25.44 → 29:49.72] B: Wszystko prawda, ja też do tego tak podchodzę, ale wyciągam z tego jeszcze jeden wniosek, dla mnie bardzo budujący skąd inąd, że popatrzcie Państwo, jaki wielki humanizm w tym wszystkim jest, że nie tyle czcimy bóstwo, jakkolwiek by je nazwać, wyimaginowane, czy też zupełnie realne, jeżeli byśmy chcieli, tylko opłakujemy i zapamiętujemy człowieka, którego co prawda nie ma, który już nie żyje, natomiast centrum tego naszego opłakiwania, naszej pamięci jest ten zmarły człowiek, ta spuścizna, którą zostawia, te wszystkie doczesności, których ze sobą nie zabierze, to marne ciało, o którym też wokaliści traktują i o którym śpiewają. które z nim nie pójdzie, a które przysparzało mu przez lata wielu kłopotów i trudności lub było źródłem piękna i zadowolenia. Tego wszystkiego nie weźmie, ale nie weźmie tego konkretny człowiek. Ten, którego można później zmieniać nazwiska, zobaczyć na klapcydrze, bo już nie w rzeczywistości. I do tego człowieka te pieśni wracają albo idą na powrót. Czy on ich słyszy, czy ich nie słyszy, to już inna rzecz, w zależności czy ktoś wierzy, czy nie. Natomiast zostaje on konkretny, a nie pani śmierć, która może jest, a może jej nie ma, natomiast człowiek zawsze był i zostanie u ludzi w pamięci po prostu.
[29:49.81 → 30:47.71] A: To rymuje mi się z taką sentencją, że śmierci nie ma, jestem tylko ja, który umieram. że to jest jedyne doświadczenie, które w tej chwili mamy. Zaraz pokazalibyśmy zwiastun filmu dokumentalnego, który powstał na bazie waszego projektu, waszych poszukiwań. Chciałem jeszcze zapytać o wspólnotę, w której te pieśni funkcjonują. Żegna się pojedynczy człowiek. Świat wiejski był światem okrutnym, światem dużych dysproporcji, kłótni, nienawiści, walki, takiej zapiekłości posiadania ziemi, której przecież polscy chłopi jeszcze w połowie XIX wieku nie mieli, więc potem ten głód, doczesności, dóbr ziemi musiał wybuchnąć. Czy te pieśni były takim antidotum na te codzienne sfary i właśnie takim elementem jednoczącym wspólnotę? Jak myślisz? Wszyscy byli równi wobec tej śmierci. Umarł Józek, ale Maciek jeszcze żyje, ale za chwilę też umrze.
[30:47.73 → 32:59.56] B: Zgadza się. Znacie państwo pewnie doskonale też powiedzenie o tym, że o zmarłym albo dobrze, albo wcale. I tam w tych pieśniach i w tej naszej żałobnej tradycji właśnie jest cała prawda i z tego one się biorą. To nic, że kłóciliśmy się o miedzę, to nic, że nieraz zdarzyliśmy koty i to nic, że patrzyliśmy się na siebie krzywo i wilkiem. Natomiast kiedy nawet ten znienawidzony albo może mniej nielubiany sąsiad, kum, albo nawet brat, bo przecież te linie podziału też w rodzinie często przebiegały, odchodził i go nie było. to trzeba było go z godnością pożegnać, bo jednak człowiek umarł. Jaki by nie był, ale człowiek. I to co było, owszem, możemy trzymać sobie nadal u siebie i kisić w wątrobie, żeby buzowała żółć, ale wtedy, kiedy jeszcze leży z nami nieostyg, tę jedność trzeba pokazać i go z godnością pożegnać. I w tych rozmowach, które przeprowadzałem, to też pobrzmiewało, a nawet więcej niż nie pobrzmiewało, niż pobrzmiewało, bo ja też o to pytałem. Czy zdarzało się może tak, że ktoś nie chciał, albo nie przyszedł, albo np. swoją osobą zamanifestował, znaczy brakiem osoby najbliższej na pogrzebie, zamanifestował to, że ten zmarły, który odszedł i który leży w trumnie i któremu inni śpiewają na pożegnanie te pieśni, mówiąc oględnie, nie należał do grona naszych faworytów. Otóż zawsze się spotykałem z odpowiedzią, Podobne manifestacje to można było, wiecie państwo, na ślubie na przykład wykonać, ponieważ one zostawały w pamięci. A tamtemu, który odszedł, już nic w pamięci nie zostanie. Zostanie tylko ta żółć, która się jeszcze bardziej rozleje, więc nie praktykowano tego. Nie wiem, czy z takiej czystej przyzwoitości, która naraz do człowieka wtedy docierała, czy na przykład miało to jakiś zabobonny albo magiczny wymiar. Ludzie tego nie wiedzieli. Ot po prostu tak nie robiono. Śpiewano każdemu i zapominano te urazy.
[33:00.14 → 33:09.88] A: Dziękuję, to poproszę teraz o drugi materiał filmowy, czyli zwiastun filmu, który powstał na podstawie projektu Rzeczy Ostatnie Polskich Znaków.
[33:29.72 → 34:10.91] C: Cokolwiek w świecie jest Wszystka marność Choćby mnie królewska Doszła godność Wszystko zginie Świat przeminie Króla i cesarza Śmierć nie minie W świecie wesołym, już idę w śmiertelne popioły.
[34:11.89 → 34:20.12] B: Rwie się z życia przędza, śmierć mnie w grób zapędza.
[34:25.30 → 35:43.42] A: Zobaczyliśmy Barta Sosnowskiego. wokalistę, którego już nie ma z nami, razem z Markiem Laneganem, drugim anglojęzycznym wokalistą, który pojawił się na tej płycie. Odeszli 2021-2022, czy jeszcze przed premierą płyty właściwie. I ten film, jego nie widziałem, chyba na krakowskim festiwalu filmowym go pokazywano. On nie tylko pokazuje Barta podczas nagrania, ale także ten świat, który on próbował wyśpiewać w waszym projekcie, czyli przedmiotów. tych pooranych zmarszczkami twarzy ludzi ze wsi, którzy pamiętają, znają te piosenki. Macie zebrany materiał źródłowy, macie ponagrywane fragmenty piosenek, spotykacie się z Radkiem i Januszem. z Dunkiem i co dalej? Jaka jest zasada opracowania tego elementu? Przecież nie podchodziliście jako trzej etnografowie, etnologowie, którzy chcą po prostu dać prawdziwy zapis tego, jak się śpiewało. Chcecie to zaaranżować, zaprezentować współczesnemu słuchaczowi, pokazać współczesność tego materiału?
[35:43.56 → 38:05.20] B: Zgadza się. Od samego początku, kiedy ten pomysł zaczął mi w głowie kiełkować, i kiedy ten pomysł sprzedałem, opowiedziałem o nim kolegom Radkowi, Jankowi Zdunkowi, wtedy graliśmy jeszcze wspólnie w grupie Bulldog, a to było ponad dekadę temu, wiedzieliśmy, że nie możemy zrobić z tego, nie chciałbym, żeby to zabrzmiało źle, takiej cepeli bis, w tym sensie, że nie chcemy oddać tych pieśni jeden do jednego, tak jak to już on gdzieś bywało, ponieważ wielu artystów bardzo dobrych, bardzo dobrze te rzeczy interpretowało i przechowywało je w tej samej endemicznej, niezmienionej formie. Nam chodziło trochę co innego, o to, żeby nie tyle jeszcze raz pokazać, że można zrobić taką kompilację pieśni żałobnych polskich, ludowych, nagrać to jeszcze raz w niezmienionej formie wielogłosu na przykład, albo śpiewu białego, Tylko szło nam o pewien taki, powiedziałbym, scholastyczny element. To znaczy, żeby pokazać głównie właśnie młodym ludziom, bo ze starszymi to bywało różnie, ale głównie młodym ludziom, że coś takiego jak śmierć, pogrzeb, opłakiwanie zmarłego, tradycja pogrzeba w Polsce, na wsi, istniała i jeszcze istnieje. Może w początkowej formie, ale jednak mimo wszystko istnieje. I żeby w ogóle uświadomić im, że coś takiego jest. Ponieważ wtedy ze Zgrodzą zauważaliśmy coraz mocniej, że młodzież nasza ma w głowie, kiedy mówi o śmierci, ornamentalistykę albo Santa Muerte właśnie, która się coraz częściej do popkultury wdzierała, albo Halloween, które już było wtedy wszechobecne w zasadzie. Polski pogrzeb to sztuczne chryzantemy i dom pogrzebowy i w zasadzie tyle. Coś mocno takiego niefajnego, którego się nie chce oglądać z daleka i czym zajmuje się wyspecjalizowana firma, która zabiera od nas ciało. i w zasadzie później mamy czyste ręce, dosłownie i w przyności.
[38:05.22 → 38:38.08] A: Ideą tego projektu było zachowanie tego, co zgubione. I tak rozumiem nazwę grupy. Polskie znaki, czyli te znaki diakrytyczne, które znikają w SMS-ach czy zapisach programistów. Przecież to słowo śmierć ma te dwa znaki. Ta polska śmierć jest inna niż death czy der tot. O to dokładnie szło. Przepraszam, muszę to zagrać jako człowiek jednak teatru. Śmierć. To jest jakby uciszenie wszystkiego, co jest żywe.
[38:38.08 → 38:49.35] B: Później wszystko już milknie, to prawda. O to nam właśnie szło i o to nam też szło, żeby te pieśni pogrzebowe, ludowe przekazać w jak najbardziej przystępnej i przede wszystkim wiarygodnej formie i formule.
[38:49.43 → 38:52.43] A: I to jest, rozumiem, decyzja wyboru instrumentarium i aranżacji.
[38:52.57 → 39:37.41] B: Zgadza się, ale również wokalistów, których do tego projektu zaprosiliśmy, ponieważ wiedzieliśmy, że Nie możemy mówić do młodego człowieka głosem, który nie będzie dla niego po pierwsze wiarygodny, a po drugie zrozumiały. Najprościej byłoby rzeczywiście sięgnąć po naszych równolatków lub kolegów od nas starszych, z którymi na co dzień współpracujemy i być może miałoby to dużo większy komercyjny albo reklamowy, każdy inny. ale nie o to szło. Szło nam o to, żeby właśnie przez dobór takich, a nie innych głosów i takich, a nie innych nazwisk, chociaż głos był tutaj decydującym kwantyfikatorem, To tu się zatrzymajmy może. Młodzież w ogóle się nad tym zatrzymała, że coś takiego jest.
[39:37.61 → 40:04.12] A: Bo z jednej strony są tak zwane gorące nazwiska sceny popowej w Polsce, czyli Isana i Vito Bambino i Michał Szpak, którego słuchaliśmy. Z drugiej strony Radek udziela się wokalnie w kawałku już do grobu. No i są to takie łejcowskie głosy. Czyli Marka Lanegana, Queen of Stone Age,
[40:04.22 → 41:33.25] B: Screaming Trees m.in. i właśnie Bart Sosnowski. Chodziło nam też o to, żeby był ktoś na tej płycie, kto będzie brzmiał jak taki Pan Śmierć, jak taki Joe Cocker. bo do konkretnego utworu mieliśmy w głowie też konkretną barwę. I zwykle te nasze typy personalne okazywały się trafionymi i zwykle było tak, że wokaliści, którym proponowaliśmy tę, a nie inną pieśń, bo było tak, że nie rzucaliśmy sobie tej całej puli do wyboru, tylko mieliśmy konkretny celowany utwór dla tego i tej, do zaśpiewania, zgadzali się na to. Było kilka takich przypadków, gdzie ta czy ten wokalista nam odmówili nie przez wzgląd na to, że to nie było ich, nie czuli się w tym dobrze, od po prostu mieli inne rzeczy na głowie. Natomiast był też taki przypadek, szanowni państwo, gdzie celowaliśmy z jedną pieśnią w konkretny głos i konkretne nazwisko, dość powiedzieć, chyba byłoby najbardziej rozpoznawalne wśród młodzieży, jeśli ktoś zapełnia dwa razy stadiony narodowe w tym kraju. I żeśmy skrosowali ten nasz pomysł z tym konkretnym głosem. i się okazało, że to nie to w ogóle, że wszystko tu się zgadza, ale się nie zgadza, w sensie nie pasuje nam to.
[41:33.83 → 42:00.36] A: Czy jakby wyborowi tych nazwisk stowarzyszyła jeszcze taka konstrukcja, bo jeśli są dwa głosy pana śmierci, czy te łajcowskie, chrapliwe, męskie, są też głosy bardziej chłopięce, Bambino, są dwie dziewczyny, czyli Matylda Damienska i Sanna, ale jest Małgosia Sobczyk, śpiewa takim białym głosem, tak to się mówi, jak stara kobieta ze wsi. Czy to jakby miało pokazać człowieka w wszystkich fazach życia, który śpiewa te pieśni,
[42:00.44 → 42:26.34] B: odprowadza z małego... Tak było i te utwory też były tak dobierane właśnie, żeby pokazać wielo... wymiarowość, raz, że człowieka, a dwa, że głosu, który towarzyszy mu właśnie od wzrastania przez wiek dorosły aż po jego kres. No i tak to żeśmy też dobrali. Mam nadzieję, że się udało.
[42:26.59 → 42:53.76] A: Barta Sosnowskiego usłyszeliśmy w tym fragmencie, ale teraz chciałbym, żebyśmy wspólnie posłuchali fragmentu O Angel, który śpiewa Marc Lanegan. Zawsze jakoś zacinam się przy tym człowieku. Już też nieżyjący, niestety, wybitny, rozchwytywany kiedyś muzyk rockowy. Posłuchajmy tego utworu O Angel Marc Lanegan.
[43:03.05 → 44:24.61] C: O Guardian Angel, my beloved keeper, O Guardian Angel, my beloved keeper, Where would thou lead me when I cross the reaper? Where would thou lead me when I cross the reaper? Napisy stworzone przez społeczność Amara.org Kiedy będziesz mnie złożył? Kiedy będziesz mnie złożył? Moje ojczyzno-angelsko-pietrofiliście. Moje ojczyzno-angelsko-pietrofiliście. Wielu błędów, które muszę wziąć. Ciężkość, którą muszę podnieść. Teraz wyczyścić ogień to moja największa martwa. Teraz wyczyścić ogień to moja największa martwa.
[44:43.09 → 44:46.51] A: Przetłumaczyliście ten tekst specjalnie dla La Negana?
[44:46.71 → 46:02.44] B: Na staroangielski nawet, bo oryginał to jest Aniele Boże, mój miły patronie, gdzie mnie prowadzisz, po mnim życia zgonię. I szło nam też o to, żeby spróbować jeden z tych utworów naszej twórczości ludowej. Zobaczyć jak to zabrzmi w obcym języku i czy zabrzmi równie mocno. Więc na potrzeby tego konkretnego utworu i tego aranżu przetłumaczyliśmy to. z pomocą naszej koleżanki, która się w staroangielszczyźnie specjalizuje właśnie na obcy język. Posłaliśmy to Markowi Laneganowi z zapisem wokalizy. On tego posłuchał, powiedział chłopaki, wchodzę w to, nagram, zobaczymy co będzie. I w zasadzie ten utwór i współpraca z Alan Gunnem, to był chyba najszybciej zarejestrowany, nagrany i zmiksowany utwór na tej płycie.
[46:02.62 → 46:07.34] A: Czy to prawda, że on zmarł zaraz po nagraniu tej wersji dla was? Czy to jest troszkę bardziej skomplikowane?
[46:07.44 → 47:25.87] B: Niemalże, bo to było tak, zresztą ten teledysk, który tutaj państwo widzieliście, taka live sesja, która powstała, Ona nie była specjalnie podrasowana na potrzeby tej płyty, tylko było tak, że Mark Lanegan miał tutaj być i uczestniczyć w tym nagraniu. Nawet się już dogadaliśmy z nim, że przyleci do Polski specjalnie, nagramy to. Wszystko było dogadane, ale nie zdążył, bo dwa dni wcześniej umarł. Kiedy ktoś sobie zada trud i obejrzy to do końca, można to zrobić w internecie, tam jest napisane właśnie dokładnie to, że miał być, ale nie zdążył i nas nie uprzedził i zrobił nam taki psikus, podobnie jak wcześniej Bart Sosnowski. Natomiast rzeczywiście od momentu, kiedy nagrał ten utwór, Do momentu, kiedy go zabrakło, minął może miesiąc, może dwa, więc prawdopodobnie oczywiście trzeba by zapytać tych, którzy w jego twórczości dużo bardziej się specjalizują, choć nie podejrzewam, był to ostatni utwór, jaki Lanegan nagrał za życia. Paradoksalnie utwór o umieraniu i koniec.
[47:29.81 → 48:18.36] A: Mam pytanie o taką spółkę kompozytorkowską, którą stworzyliście na potrzeby tego projektu, czyli Zdunek Łukasiewicz Ważny. Podpisujecie pod każdym kawałkiem tymi trzema nazwiskami. Zastanawiam się, jaki był podział ról, czy to znaczy, że każdy odpowiadał za jedną warstwę tego utworu. Jaki wyglądał podział? Bo pamiętam jakąś rozmowę z Łukasiewiczem, który mówił, czy to była twoja wypowiedź, że skoro zostały tylko zręby z tych piosenek, trzeba było je dokończyć czy rozwinąć, bardzo ważną zasadą, którą się kierowaliście było hasło odpowiedzialność. wobec tego zapisu, który macie, wobec tradycji tej pieśni, wobec tych, którzy się podzielili nią. Jak wyglądała praca nad tymi utworami?
[48:18.84 → 49:22.43] B: Już tłumaczę. Rzeczywiście było nas trzech, jak w piosence, ale każdy miał trochę inne zadanie i inną rolę w tym triumviracie. Ja bym wziąłem sobie na głowę właśnie wyszukiwanie najpierw dobór tych utworów, znalezienie ich, odszukanie, a później możliwie jak najszerszą dokumentację, tak muzyczną, jak i faktograficzną dla każdego z nich. Innymi słowy, zbierałem jak najwięcej wersji tej samej pieśni w różnych częściach i województwa i nie tylko, na czym mówię o lubelskim województwie, najczęściej Zamojszczyzny, ale sięgaliśmy też poza jej tereny. po to, żeby móc właśnie stworzyć coś najbardziej bliskiego oryginałowi, takiego, co byłoby najbardziej reprezentatywną wersją każdej z nich.
[49:22.43 → 49:26.11] A: Ale instrumentarium macie inne, bo przecież to była kapela śpiewała tych piosenek.
[49:26.21 → 49:26.60] B: Zgadza się.
[49:26.60 → 49:28.47] A: I to też nie są instrumenty ludowe, na których gracie.
[49:28.47 → 51:08.23] B: Zgadza się, natomiast zazwyczaj te wersje, które ja pozyskiwałem i które nagrywałem, oczywiście też była kapela. i różniły się co do tej warstwy muzycznej z tego prostego powodu, że właśnie przekazywano zazwyczaj to drogą ustną lub na przykład w różnym kościele i w różnej parafii organista różnie uczył. W związku z tym tych wersji co inna wieść to inna pieśń. W tym cała prawda jest tutaj akurat zawarta i się w tym porzekadle odbija. W związku z tym wyciągałem jakąś pewną medianę z tego wszystkiego i kiedy zgromadziłem trzy, cztery takie najbardziej bliskie ideałowi, mam wrażenie, albo oryginałowi, jeśli można w ogóle o oryginale mówić, wersje, wówczas do pracy wchodzili koledzy. Radosław Łukasiewicz zajmował się raz, że samym procesem nagrywania, a dwa, aranżowania tegoż na różne instrumenty i w różnych wersjach, a Janusz Zdunek zwykle odpowiadał, zwykle, bo czasami wymienialiśmy się tymi funkcjami w zależności od czasu, ale zazwyczaj tak wyglądał ten podział. odpowiadał za to, żeby to odpowiednio zapisać w nutach i ułożyć w wielogłos, który później będzie zagrany przez muzyków. Czyli odpowiadał za tą teorię, którą najlepiej z nas potrafi robić.
[51:08.35 → 52:10.76] A: Tu jeszcze dopytam o jedną rzecz w tym momencie, bo słuchając teraz na świeżo, w kółko właściwie zapętlonej tej waszej płyty przez ostatnie Trzy dni, bo wcześniej znałem tylko pojedyncze kawałki, a teraz dopiero dorwałem się do nich w całości. Przypomniał mi się taki projekt Ruta, Szajkowskiego z kapeli ze wsi Warszawa, Gumy z Moskwy, Robala z Dezertera. Taka płyta, hasło Ruta oznacza ruch utopii, transcendentalnej anarchii. Nagrali płytę około 2010 roku, Gorę, z pieśniami, z zapisem pieśni buntu chłopskich, z rabacji i tak dalej. I oni zastosowali troszkę inną strategię niż wy, bo oni wzięli ludowe instrumenty, teksty z tamtego czasu, ale dopisali nowe, dwuminutowe, punkowe kawałki muzyczne. Czyli zachowali wierność instrumentacji i tekstu, a kompozycje były zupełnie utrzymane w takim drapieżnym panku. Z tego, co mówisz, wychodzi na to, że wasza metoda była kompletnie inna i inne rzeczy miała na celu coś innego zachować.
[52:10.84 → 53:53.64] B: Zgadza się. Myśmy jednak chcieli zachować to przesłanie i ten tekst, ponieważ wychodziliśmy z założenia i do dzisiaj mam wrażenie, to nam przyświeca i będzie przyświecało, daj Boże, przy kolejnych naszych płytach. że tekst jednak tutaj jest głównym motorem i tym, co te pieśni ciągnie i co ciągnie ludzi do tych pieśni. Że to tekst ten pierwotny jest najmocniejszą z tych warstw. Dlatego nie chcieliśmy w tekst ingerować, natomiast co do melodyki, muzyki i aranżacji, oczywiście żeby nie zrobić z tego ruskiego cyrku i nie wylać dziecka z kąpielą, postanowiliśmy, trochę poeksperymentować na tej zasadzie, o której już wcześniej wspomniałem, żeby przedstawić jak najsubtelniej, ale też mimo wszystko jak najbardziej przystępnie młodemu człowiekowi. ten właśnie tekst, żeby tekst nie stracił na aktualności mocy, ale żeby był podany w takiej formule, która będzie strawna, żeby to nie była formuła, wiecie Państwo, przy całym szacunku drugiego programu Polskiego Radia, które muzykę ludową przez lata ludziom próbowało nie tyle sprzedać, co próbowało z nią człowieka oswoić, przynajmniej dla mnie, dla mojego pokolenia, zawsze to oswajanie to było takie przymusowe ocieplanie wizerunku, którego trudno było w ogóle ocieplić, ponieważ robiono to niezbyt w wyrafinowanym sposobie.
[53:53.66 → 54:20.54] A: Pamiętasz, kiedy to nasze pokoleniowe, ja jestem 10 lat starszy, ale mogę chyba tak powiedzieć, nasze pokoleniowe nastawienie do muzyki ludowej się zmieniło? Czy to były dopiero lata 90-te, bo wcześniej chyba na przykład Skaldowie z Krywaniem, na przykład z taką płytą Krywaniu, Krywaniu eksperymentowali z muzyką ludową, były takie próby, ale lata 90-te, Ruta to jest 2010-12, z lat 90-tych pamiętam Szauna Bregowicza, który przywiózł bałkańską, ludową muzykę, a w Polsce kapela ze wsi Warszawa.
[54:20.54 → 54:22.64] B: Ale wcześniej, słuchaj, na przykład Grzegorz Ciechowski,
[54:22.94 → 54:27.94] A: który próbował... Tak, tak, tak. Pieją kury, pieją kogutyń. Czy państwo pamiętacie?
[54:28.08 → 54:43.22] B: Rzeczy z Biłgoraja, prawda? Później słynna Kocudza i te piosenki o Euro. To właśnie tam nie ci sami ludzie, nie te same osoby, natomiast ten sam źródłosłów, powiedzmy. To właśnie stamtąd Grzegorz Ciechowski.
[54:43.66 → 54:47.24] A: Trebunie Tutki, czyli taka góralska kapela i Twinkle Brothers.
[54:47.86 → 54:53.89] B: Ale to już też bliżej lat 2000. dwutysięcznych. Ja bym stawiał na Ciechowskiego, że on
[54:53.89 → 55:12.45] A: też od niego się zaczął. Czemu ten folk tak eksplodował wtedy w Polsce, że co odkryliśmy korzenie, czy dorośliśmy do tej muzyki, zorientowaliśmy się o czym zapomnieli nasi rodzice, bo muzyka na przykład ludowa na wiejskich weselach czy małomiasteczkowych była wyklęta przez pewien czas, ludzie się wstydzili.
[55:12.93 → 55:28.51] B: Też się długo nad tym zastanawiałem, słuchaj, czemu akurat wtedy, a nie wcześniej, a nie później. Może dlatego, teraz dochodzę do takiego przekonania, że wcześniej podawano to w sposób niezbyt strawny, rzegłbym.
[55:29.27 → 55:29.99] A: I dla młodzieży.
[55:30.43 → 56:31.81] B: Tak, to wszystko było jednak jakieś trochę takie naftalinowe albo mocno sztuczne z pogranicza muzyki chodnikowej, jak to się wtedy jeszcze mówiło. I nie chwytało za ucho przede wszystkim. Ciechowski, który zsamplował tą muzykę, nie przearanżował jej dosłownie, jednak dodał jej fragmenty tylko do swoich własnych kompozycji, sprawił, że to było słuchalne, że dało się to jeść bez obciachu po prostu. I naraz się okazało, że jest więcej podobnych prób i że one też mogą być udane. Oczywiście wśród tych udanych trafiały się cały czas te mniej udane lub nieudaczne, ale nagle ktoś, mam tu na myśli Dziechowskiego, wpadł na pomysł, że jeżeli zrobi się to w przystępny sposób, właśnie taki nienachalny, niesztuczny, niecepeliowy, to to ma sens.
[56:31.95 → 56:57.17] A: Ale powiedz mi, czy to można tak ułożyć tą naszą percepcję folków w głównym nurcie w takich trzech etapach. Najpierw sięgamy po cytat, potem akcentujemy ten element ludyczny, zabawowy, porywający do tańca, afirmacji życia. Potem są te pieśni protestu, ruty i wściekłości, a wy przychodzicie i mówicie, szukamy folku wartości metawizycznej.
[56:57.53 → 58:08.94] B: No tak, bo jakby zamykamy trochę ten krąg. Cieszyliśmy się, radowaliśmy się, tańczyliśmy na weselu, później zbierała w nas wściekłość na to, co się dzieje. fenomenalna rzecz, z batogami mógłbym słuchać non stop, bo to w zasadzie dzisiaj pieśń buntu, która powinna być na każdym partajtagu w ogóle wykrzyczana politykom w twarz, natomiast my ten krąg zamykamy i mówimy, tak jak u Reja, był czas siewu, czas wzrostu, czas żniw, czas zjadania swoich plonów, na które ciężko pracowaliśmy, aż przychodzi kres. I w tym kresie też można dostrzec mnóstwo piękna i mnóstwo liryczności. i że to wcale nie musi być takie straszne, jak się ludziom wydaje, bo ludzie od wieków próbowali się z tym zmierzyć, mierzyli się, wychodziło im to i wiedzieli doskonale, że żyć trzeba i żywych się bać, a nie śmierci.
[58:09.42 → 58:37.73] A: To dopytam jeszcze ciebie jako instrumentalistę, bo na tym zwiastunie filmu grasz na puzoni, prawda? Jak ten twój instrument, ten twój sztandarowy instrument wpasowuje się w tę muzykę. Czy to było dla ciebie odkrycie, jak on jest blisko sedna tej muzyki? Czy czujesz, że to jest dźwięk, brzmienie, które przychodzi z zewnątrz, ale oświetla w specjalny sposób? Nie wiem, czy Puzon był na wyposażeniu orkiestr strażackich na wsiach. Z rzadka. Z rzadka raczej. Trąbkę prędzej.
[58:37.87 → 59:38.12] B: Trąbka oczywiście się pojawiała, Puzon też. Czasami może taki Puzon wentylowy, pudzonie suwakowym albo cuk pudzonie, jak to się on dziś mówiło. Po pierwsze, nauczyć się dużo ciężej, mam wrażenie, niż na instrumencie klapowym, a po drugie, on jest ciężki w obsłudze, kiedy trzeba grać stłoczonym w małej grupce, a zazwyczaj tak było, bo potrzebuje trochę więcej miejsca. Natomiast co do tego, jak on się wpasowuje w granie o śmierci, w mówienie o śmierci, Mi to się wpasowuje doskonale, tylko z trochę innej perspektywy i w trochę innej kulturze, ponieważ ja bardzo długo słuchałem nowoorlańskiego jazzu, Dixielandu, który akurat w tamtych kulturach i w tamtym świecie w muzyce tamtejszej pogrzebowej jest nagminnie wykorzystywane i tam brzmienie puzonu jako żywo do odchodzenia pasuje.
[59:38.46 → 59:40.86] A: Trochę jak gatunek inwazyjny wykorzystałeś ten puzon.
[59:40.86 → 59:51.18] B: U nas rzadziej, więc stwierdziłem, a czemu by nie spróbować trochę tych kultur ze sobą pomieszać. Mam wrażenie, że się nie pogryzłem, że się udało.
[59:51.96 → 01:00:15.75] A: Chciałem jeszcze zapytać, nie możemy akurat tego utworu puścić, bo za późno zgłosiłem ten tytuł, czyli Drabina do Nieba, którą Małgosia Sobczyk śpiewa u Was, która ma niezwykłe... Przesłuchajcie Państwo na YouTubie w domu, zobaczycie, co panowie tam robicie aranżacyjnie. To się zaczyna od takiego szumu, który cały czas towarzyszy wokalistce, jakby wiatr wiał, jakby... Rzeka czy jezioro szumiało.
[01:00:15.97 → 01:00:17.83] B: Szum miasta też nagrany później.
[01:00:18.53 → 01:00:51.59] A: Tak, ale są tam jakieś dziwne dźwięki, jakieś takie uderzenia w dziwnym rytmie próbujące zagłuszyć wręcz wokalistkę. Zapisałem sobie jeszcze dźwięk i flet nagle się pojawia. też tak nipričom, jak by powiedzieli Rosjanie. Czemu to ma służyć? Czy wy rozpraszacie tę aurę, którą tworzy wokalistka, pokazując, że poza tą pieśnią toczy się jakieś zwyczajne życie codzienne, czy raczej to jest taki moment, że szukacie innych przestrzeni dźwiękowych, które mogą być ukryte w tym tekście, czy w tym sposobie wykonania?
[01:00:51.73 → 01:02:35.75] B: Jedno i drugie. Na początku rzeczywiście było tak, że chcieliśmy, bo ona chyba, mam wrażenie, jest jedną z cięższych, nie najcięższą pieśnią na tej płycie, taką w tej i muzycznej, i lirycznej warstwie. Poza tym w tej pieśni też najwięcej odwołań bezpośrednio do Boga, do absolutu, do konkretnej religii. No bo co tu krycie, one, w sensie te pieśni z konkretnej religii wychodziły. i z dziedzictwa chrześcijańskiego. Tam w drabinie jest tych odwołań najwięcej. Zresztą ta pieśń nie tylko jest pieśnią pogrzebową, ona wykorzystywana jest też w liturgii katolickiej jako pieśń wielkopostna. Także chcieliśmy ten taki przyrodzony ciężar, który ono już na dzień dory w sobie musi, właśnie trochę rozproszyć. i wydrzeć ją trochę właśnie z tego środowiska typowo wiejskiego do miasta. Stąd te odgłosy miasta, stąd to rozpraszanie i stąd to odciągnięcie też słuchacza na siłę, a przynajmniej próba tegoż, od tego o czym ona jest. Żeby jak najwięcej dystraktorów działało dookoła tego, mimo że Instrumentarium, mówię, samo w sobie jest tam dość ubogie, a linia melodyczna dość prosta, najmniej skomplikowana na pewno z wszystkich i najmniej przearanżowana. Stąd ten zabieg, żeby ona była, w sensie ta pieśń, ta aranżacja, jak najbardziej szeroka, a jednocześnie, żeby zachować ten w zasadzie jednogłos, bardzo, bardzo taki ludyczny charakter.
[01:02:35.99 → 01:03:14.39] A: Tam Sobczyk śpiewa, jest drabina do nieba, każdemu nią iść trzeba i mówi, każdy musi nieść krzyż. I nagle w tej piosence wybija się taki okrutny, złowieszczy fragment o Żydach, którzy założyli, że koronę cierniową ukrzyżowali Chrystusa. To jest jeden moment na tej płycie, gdzie to takie ukryte, przyrodzone zło wynikające z życia w okrutnym świecie, bliskości natury, która też jest okrutna, wybija się w tej warstwie tekstowej. Czy nie mieliście takiego lęku, że nagle to zabrzmi Przepraszam, antysemicko, czy jakby pokaże taką brzydką, brudną twarz polskiej prowincji?
[01:03:14.47 → 01:04:50.61] B: Mieliśmy oczywiście, ale celowo żeśmy jednak poszli w tę w tą wersję pierwotną, gdzie jest mowa o tym, że Żydzi mu ją włożyli w sensie korona cierniową i tak dalej. Natomiast tego już się oczywiście z wiadomych względów nie praktykuje też w kościele katolickim, ponieważ w nowych śpiewnikach, albo nowszych bardziej, bo ta wersja, o której mowa i którą wykorzystaliśmy pochodzi z końca XIX wieku jeszcze. Natomiast już później zmieniono w śpiewnikach słowo Żydzi mu ją włożyli, w sensie tę koronę cierniową, na ludzie mu ją włożyli. żeby właśnie tej antysemickości unikać, skądinąd słusznie. I na koncertach, kiedy wykonujemy tę pieśń, no też śpiewamy ją, w sensie Gosia Sobczyk śpiewa ją w tej wersji już z ludźmi, a nie z tym konkretnym narodem, o którym tam mowa. Niemniej chcieliśmy być jak najbliżej tego oryginału, mając pełną świadomość, że może być to opacznie zrozumiałe, choć oczywiście i na płycie, i później w wywiadach dokładnie podkreślaliśmy to, co teraz ja mówię. żeby jednak prawdę historyczną poddać, że tak właśnie było. I nie ma co się oszukiwać, że było inaczej. Tak ludzie to kiedyś śpiewali. i właśnie Żydów, a nikogo innego utożsamiali z tym, kto temu Jezusowi kowalne ciemniowo włożył i na ten świat przyniósł to całe zło.
[01:04:50.63 → 01:06:07.90] A: Zanim posłuchamy utworu, który śpiewa Vito Bambino, czyli o monarchach, Znowu uleciał mi tytuł oryginalny, Niech Monarchowie. Chciałem zapytać, bo musiałeś mieć jako człowiek, który przez tyle lat wgłębiał się w te teksty, szukał muzyki ukrytej w tych utworach, która nie została napisana, może zostać stworzona. Czy natrafiłeś na taki fragment, który cię zaskoczył, którego nie rozumiesz, takie zdziwienie? Jak im się to połączyło? Czyli tekst z melodią, z jakimś frazowaniem dziwnym, z jakimś ujęciem. To jest taki moment, kiedy sięgamy po stary tekst i nagle wow, jakie to jest nowoczesne, albo tak kombinowali? Ale o co im chodzi właściwie? To jest taki moment takiej trwogi współczesnego słuchacza czy artysty, który pojawia się, kiedy próbujemy zrozumieć, jak myślał, jak czuł ten ktoś, który tworzył kiedyś, dawno temu, w zupełnie innych warunkach, utwór, który nagle do nas przemawia. Czyli jest taki moment, nie wiem, takie przeszpilenie, ukłucie, które masz, kiedy słuchasz jakiegoś fragmentu z tej płyty Nie wiem co to jest, z czego to jest.
[01:06:08.08 → 01:07:27.83] B: Wiesz co, jak o tym tak myślę, to w zasadzie nie ma fragmentu, który po dobrych momentach emocji we mnie nie wzbudza. Wszystkie. Tak, właśnie tym się też kierowaliśmy. teksty, które na tej płycie są, w tych pieśniach, które są zawarte, są na tyle po pierwsze uniwersalne, no bo trudno mówić o braku uniwersalności w przypadku czegoś takiego jak śmierć. Jednak ona, co tu kryć, Szanowni Państwo, jest dość uniwersalna. Będzie wyglądała dokładnie tak samo wszędzie i zawsze. Natomiast co do ujęcia tego i sposobu ujęcia literackiego, i to się nie boję tego słowa użyć, to jest ujęcie literackie, a nie jakieś domorosłe, domorosła pisanina i wierszokledztwo, no to co jedna strofa, no to i kolejne zaskoczenie. Myśmy mieli spory dylemat z tym, które pieśni zostawić, które ująć, bo tego urobku, z którym przyszedłem, było naprawdę bardzo dużo i takich spotkań wtedy na Zoomie albo na jakimś innym komunikatorze, bo tylko tak się można było spotykać w 2020 roku przez długi czas, było bardzo dużo.
[01:07:27.95 → 01:07:30.49] A: Sugerujesz, że mogło powstać Tata Kazika 2, prawda?
[01:07:30.59 → 01:07:32.07] B: Może i 3 albo 4.
[01:07:32.09 → 01:07:34.53] A: Rzeczy ostatnie, przedostatnie, najostatniejsze.
[01:07:34.77 → 01:07:59.30] B: Może i 3 albo 4, natomiast nie wiem, czy to nie byłoby trochę za bardzo na skróty pójście. I nie wiem, czy i my, i słuchacze by to wytrzymali, bo materia jest na tyle ciężka i dojmująca, że wzięcie sobie tego na barki drugi raz, to by mogło być już trochę za dużo.
[01:07:59.40 → 01:08:09.18] A: Jest dość popularna w kręgach teatralnych grupa Nagrobki, która od paru płyt dziesięcioleci śpiewa o śmierci, ale na wesoło, więc moglibyście być rewersem tej historii.
[01:08:09.28 → 01:08:11.12] B: No ale to jest wtedy, to się nazywa...
[01:08:11.12 → 01:08:12.27] A: Obciążenie jak mówię za dużo.
[01:08:12.27 → 01:08:20.60] B: A druga rzecz, Już to ktoś kiedyś zrobił, więc może jest sporo innych rzeczy, które można zrobić fajniej.
[01:08:20.66 → 01:08:28.08] A: To posłuchajmy teraz Vito Bambino i polskich znaków, Niech Monarchowie. Kolejny materiał z płyty.
[01:08:32.48 → 01:09:17.69] D: Niech monarchowie miasta swe budynki Mury parkane i mocne ściany. Za nic u śmierci mury parkane i mocne ściany.
[01:09:50.53 → 01:10:02.11] B: Złote dachy Śmierć złotem miesza Marmurowe gmachy
[01:10:12.50 → 01:10:52.73] A: Jak myślisz, Jarku, czy to spotkanie... Rozumiem, że dla nas słuchaczy, czy dla was jako pomysłodawców tego projektu, spotkanie np. z Michałem Szpakiem czy z Vito Bambino było ważne, bo skonfrontowaliście ich z takim materiałem, którego oni na co dzień nie śpiewają, nie grają. A jak od drugiej strony można na to spojrzeć? Co to dla nich było? Bo Szpak śpiewa, wydaje mi się, inaczej zupełnie w tym kawałku, który wy mu zaproponowaliście. Bambino też jakby sięga po takie kolory czy takie emocje, które raczej nie są u niego na porządku dziennym. Czy to dla nich mogło być? Czy to jest lekcja wrażliwości po odpowiedzi innego repertuaru?
[01:10:54.94 → 01:12:52.80] B: Nie wiem, czy jakiś wspólny mianownik można by wyciągnąć. Na pewno to była chęć złożenia pewnego hołdu. To się dałoby z ich strony, z każdej z tych osób wypowiedzi wyłapać. Każdy przychodził z trochę innym hołdem, który chciał komuś złożyć, a to zmarłemu ojcu, a to zmarłej matce, a to komuś z najbliższej rodziny. To na pewno, bo wszyscy ze śmiercią obcowali i każdy, kiedy o tym naszym pomyśle usłyszał, znajdywał w sobie taką szufladkę, której przez lata na przykład nie otwierał albo bał się otworzyć. W związku z tym nagle, kiedy pojawił się ten katalizator, który mu umożliwił skonfrontowanie się z samym sobą i z tym, co w sobie nosi, stwierdził, że to może rzeczywiście już pora i może właśnie to jest ten środek wyrazu, po który należy sięgnąć. W kilku przypadkach to była też taka czysta artystyczna potrzeba. Na przykład Zuzia, która jest skrzypaczką po Akademii Muzycznej kształconą. bardzo dobrze się w muzyce ludowej czuje i odnajduje. I oczywiście dziś tego na jej utworach i w jej twórczości raczej nie słychać. Być może kiedyś się na to zdobędzie. Natomiast w jej przypadku to też był trochę, i zresztą ona otwarcie nam to mówiła, pewien taki wentyl bezpieczeństwa, który otwiera, żeby pamiętać, żeby coś takiego zawsze też jej w sercu grało.
[01:12:52.80 → 01:13:01.28] A: I płyta poezji jest późniejsza niż... Proszę? I płyta poezji jest późniejsza, czyli mogliś się zainspirować do wejścia... Być może, być
[01:13:01.28 → 01:14:07.09] B: może tak było, tego nie wiem. Natomiast w rozmowie z nami, przyznawała jej to żadna tajemnica, mogę o tym mówić, że właśnie Muzyka Ludowa to jedna z tych gałęzi twórczości, po którą zawsze chciała sięgnąć. Nie starczało czasu albo, bo ja wiem, odwagi może na to. Natomiast trochę dzięki nami, dzięki temu, żeśmy o nią zawalczyli do niej, żeśmy się właśnie zgłosili z tą propozycją, chętnia na to przestała. Podobnie inni koledzy, którzy na co dzień się z taką, a nie inną formą twórczości nie zetknęli, też chcieli się w tym trochę sprawdzić, zobaczyć, czy to rzeczywiście będzie ich i w większości się to udało, choć nie zawsze byli, że tak powiem, typami pierwszego wyboru. W przypadku Michała Szpaka mieliśmy wcześniej poważny dylemat, tej pieśni oddać Ralfowi Kamińskiemu, ponieważ to on nam do głowy na początku przyszedł, żeby to zaśpiewać.
[01:14:08.35 → 01:14:12.75] A: Kiedyś Elton John miał propozycję dołączenia do King Crimson, więc Ralf Kamiński z wami
[01:14:12.75 → 01:14:37.29] B: to trochę tak wydziałało chyba. Mniej więcej, chociaż ten głos nam na początku bardziej pobrzmiewał niż głos Michała Szpaka. Ale oba chodziły gdzieś tam po głowach. W pewnym momencie jednak żeśmy stwierdzili, że jednak Szpaka głos może jednak ciekawszy, więc zgłosiliśmy się bezpośrednio już do niego. Nie wiem, jakby to zabrzmiało z kolegą Kamińskim. Może się kiedyś jeszcze uda sprawdzić.
[01:14:37.77 → 01:14:48.09] A: Nie ma na tej płycie jednego wokalisty, który by się wydawał bardzo logicznym rozwiązaniem dla ciebie i dla Zdunka, czyli Kazika po prostu. Celowe rozumiem, tak?
[01:14:48.92 → 01:15:51.12] B: Celowo, ale nie przez wzgląd na to, że chcieliśmy, że tak powiem, uniknąć zarzutów o kumoterstwo i nepotyzm. To nie tędy droga. Raczej jego barwa po prostu nam do żadnych z tych piosenek nie pasowała. Tak jak wspomniałem, kierowaliśmy się przede wszystkim tym, czy nam to będzie dobrze brzmiało w tym, a nie innym głosie, ta czy inna pieśń. Było, tak jak wspomniałem, kilka propozycji z różnymi artystami, które po prostu zwyczajnie nie siedziały. To nie było to, nie o tośmy się bili. Było kilka nazwisk, które nam odmówiły z powodów, nie dlatego, że mi się to nie podobało, tylko były zajęte czym innym. Jedną z nich pamiętam, jedną z pierwszych, artystek, o których żeśmy w ogóle pomyśleli kiedyś, zaczęliśmy przyporządkowywać poszczególne pieśni do poszczególnych nazwisk. To była Magda Frykowska, kiedyś z takiej grupy szczecińskiej Firebirds, a dzisiaj znana z grupy Anieli, taka grupa była.
[01:15:51.12 → 01:15:53.04] A: Nie Jola Frykowska, Magda Frykowska?
[01:15:53.12 → 01:16:23.36] B: Jola Frykowska, przepraszam, tak. To o niej mowa właśnie. odezwaliśmy się też do Marysi Peszek, pamiętam, ona miała akurat swoją płytę rozgrzebaną też, więc było kilka takich propozycji, kilka nazwisk, które odmówiły, kilka, które się w tym repertuarze nie sprawdziło, mimo że bardzo chciały, ale większość to były, że tak powiem, pierwsze trafienia od razu.
[01:16:23.67 → 01:17:17.31] A: Powiedz mi, jak według ciebie najlepiej słuchać tego materiału, bo w tradycji rockowej to byłby taki typowy koncept album, że wszystkie piosenki połączone tematem śmierci, żałoby, odprowadzania, Dzisiejszy zwyczaj słuchania przez młodych ludzi muzyki jest inny od tego, na który myśmy się wychowali, czyli nie albumowo, tylko pojedyncze kawałki. Ja też już się przyznałem do tego państwo, że znałem trzy albo cztery, nie znałem całości. I dopiero jak te ostatnie dni, kiedy w kółko, w zapętleniu słuchałem całej płyty, rzeczywiście bez rozdziałów, nagle ona mi się ukazała w tak zwanej pełnej istocie, pełnej formie. Czy rzeczywiście to jest ten najwłaściszy sposób podejścia do niej? Łykamy to w całości, w całym procesie, w całym wszystkich ceremoniach, przez które nas przeprowadzacie. Czy można tak sobie powyrywać, a tu Szpak, tu Bambino, tu Sanactu?
[01:17:17.65 → 01:19:04.51] B: No wiesz, czy można? No pewnie można. Nikt nikomu tego nie zabroni oczywiście. Twórców i dzieło najlepiej czytać w całości w oryginale. W oryginalne tego Państwu nie serwujemy, raczej w przekładzie. Niemniej zachęcam do tego, żeby się z całą książką zapoznać, bo wtedy ma się ogląd tego, co autor na myśli miał do końca. Można sięgnąć po streszczenie albo przeczytać jeden czy drugi rozdział, tylko wtedy jak to zrobicie, przeczytacie pierwszy, później piąty, a na końcu siódmy, to nie dowiecie się kto zabił i z czego to wszystko wynika. Tak, ta płyta jest przemyślana, najdłużej chyba wykoncypowana i najdłużej przegadywana z wszystkich płyt, które dotychczas zrobiliśmy. To mówię też za siebie i za kolegów w tym samym procencie. Więc i my, i myślę, że ci wszyscy, którzy zaśpiewali, ci wszyscy, którzy tam występują jako bohaterowie, podmioty liryczne, też by sobie życzyli, żeby je w całości posłuchać chociaż raz. Natomiast jeśli ktoś stwierdzi, że dla niego dużo bardziej zjadliwe i strawne jest słuchanie tylko Vito, a nie Szpaka, cóż, przypominam, że to jest jednak mimo wszystko popkultura, a nie, ja wiem, aria operowa, którą która funkcjonuje tylko w obrębie większej całości. Można sobie złowić z tego też mniejszą kanapkę do zjedzenia.
[01:19:04.99 → 01:19:41.26] A: Jeśli myślimy o tym jako o dużej kanapce, to takie dwa hasła mi przychodzą do głowy. Z jednej strony medytacja, a z drugiej podróż. Czy dźwiękowa podróż, przeszłość albo taki egzotyczny świat, bo egzotyka zaczyna się za ostatnim blokiem osiedla dzisiaj. Praktycznie już jesteśmy odcięci od tych korzeni. Jak ty wolisz myśleć o tym projekcie? Czy to jest rzeczywiście taki wehikuł czasu, czy może właśnie taki nasłuch i namysł jednocześnie nad rzeczami ostatecznymi za pomocą rzeczy ostatnich?
[01:19:44.94 → 01:20:18.43] B: Chciałbym, żeby ludzie, kiedy słuchają tej płyty, wspominali, i to nie tylko zmarłych, wspominali też dobre chwile, albo przede wszystkim dobre chwile, które im się przydarzyły, z nadzieją, że jeszcze lepsze im się przydarzą. Ja wiem, że to może być ciężkie, ale po sobie wiem, że nie niemożliwe. To jest po pierwsze. Po drugie, Projekt Polskie Znaki płytą Rzeczy Ostatnie nie mówi, że to jest ostatnia płyta.
[01:20:20.73 → 01:20:25.29] A: Zaczynacie od tego, czego ludzie zwykle kończą, czyli od śmierci. Gdzie teraz dalej?
[01:20:25.35 → 01:20:39.73] B: Trochę idziemy pod prąd. A teraz dalej pomysły mnie zawodzą w zupełnie inne rejony, już dużo bardziej żywe i namacalne, ale to pozwólcie państwo, zachowam jeszcze dla siebie.
[01:20:40.78 → 01:20:43.28] A: Polska kultura ludowa czy inne kultury światowe?
[01:20:43.28 → 01:22:32.42] B: Tak, zdecydowanie, żeśmy stwierdzili, Była przez pewien moment między nami taka dyskusja, czy Polskie Znaki powinny być projektem, który właśnie będzie sięgał po polską kulturę ludową i starał się ją ludziom pokazać albo zachować dla nich i dla potomnych te jej fragmenty, które naszym zdaniem są najwartościowsze. Czy na przykład powinniśmy pójść w swoją autorską stronę? My stwierdziliśmy, że autorskich stron mamy już za dużo, a polska kultura, ludowa zwłaszcza, jest na tyle dziś po macoszemu traktowana i na tyle jest jej mało w przestrzeni publicznej, że winniśmy to i jej, i samym sobie. Więc mamy w planach i pomysłach kolejną odsłonę. Najprościej by było rzeczywiście, tak jak już wspomnieliśmy, żeby zrobić wol 2 albo i wol 3, albo jak ktoś tam kiedyś podpowiedział, skoro zrobiliście pieśni pogrzebową, to teraz zróbcie pieśni na przykład weselne. To by było rzeczywiście dość proste, ale zbyt akademickie, bo akurat akademickości bym się wystrzegał. I jest co innego w planach, Jest sporo materiału, który zbierałem i w te wakacje i wcześniej. Jest akcept kolegów i jest silna wola do tego, żeby się do pracy zabrać i zakasać rękały. Natomiast znowu nie ma trochę czasu. Nie czekamy, broń Boże, na pandemię, bo już było jej za dużo. Natomiast czekamy na to, żeby przyjdzie przednówek, kiedy trzeba będzie po trasie kultowej chociażby lizać rany i reperować sieci. No i wtedy przed kolejną anplaktową trasą coś pewnie się z tego urodzi.
[01:22:33.12 → 01:22:36.24] A: Może deadline sobie załóżcie jak stąsi, to pomaga podobno.
[01:22:36.44 → 01:23:33.71] B: No wiesz co, właśnie to jest najfajniejsze w tym wszystkim, że Te płyty robiliśmy dość mocno niespiesznie, bez deadline'ów, bez cezury żadnej czasowej, bez ponaglenia czy to wydawcy, czy producenta. I dlatego mam wrażenie, to wyszło fajnie i tak jak chcieliśmy, czyli bez pośpiechu. Byłem kiedyś, Szanowni Państwo, na takim pogrzebie, mniejszo z tym kogo, gdzie wyszedł człowiek, który To świecki pogrzeb był, gdzie wyszedł człowiek w takim domu pogrzebowym i mówi, wiecie państwo, tutaj ten mistrz ceremonii kazał mi dzisiaj się streszczać, ale tak sobie myślę, że akurat pogrzeb w życiu człowieka to jest ostatnia rzecz, gdzie się należy spieszyć. Więc rzeczywiście, przerobiłem już to i wiem, że przy tej twórczości nie należy się spieszyć. Czekała tyle lat, tyle wieków, to poczeka jeszcze trochę.
[01:23:34.01 → 01:24:37.25] A: To jeszcze takie ostatnie zbiorcze pytanie. Zaraz oddam państwu głos. Nazwa waszej grupy, jak już wspomnieliśmy, sygnalizuje tę unikalność polskich liter alfabetu. te wszystkie nasze szeleszczące dźwięki, których nie ma w żadnym innym języku. Jeśli by przełożyć tę nazwę i ten fenomen polskich znaków na fenomen polskiej kultury ludowej, to co twoim zdaniem, po tych doświadczeniach muzycznych, najbardziej niepowtarzalne, unikalne, co może być takim budulcem dla sztuki, nie tylko muzyki, ale też dla takiego doświadczenia współczesnego człowieka. Bo tak naprawdę te kultury ludowe na całym świecie są i różne, i podobne, ale to, co ich różni, jest zawsze, tak mi się wydaje, startem do jakichś fajnych poszukiwań artystycznych. Teraz, co twoim zdaniem szeroko rozumianej kulturze ludowej w Polsce, jest tym czymś, co cię elektryzuje. Ojej, tego nie widziałem nigdzie. Nowy Orlean nie, Haiti nie, Brazylia nie, Białoruś nie, ale u nas tak.
[01:24:39.03 → 01:26:32.11] B: To, co powiedziałem może na początku, to i teraz powtórzę, bo nic mądrzejszego nie wymyślę, a to jest prawda to, co mówię. To, co mnie akurat uderza, to ten człowiek zaklęty w tym tekście. Ja cały czas będę do tego tekstu wracał, mimo że muzykiem jestem, to z tekstem też obcuję. i ze słowem pisanym mówionym. Czy to w tematyce umierania, czy to w tematyce rodzenia się, ślubu, życia, pracy, znoju ludzkiego, To, w jaki sposób ludowy, nieznany, anonimowy twórca, często wieloosobowy, przecież nie wiemy, czy te teksty powstawały z inspiracji, albo z ręki jednego autora, czy wielu autorów, czy ten sukces ma wielu ojców, czy nie. Zawsze dotykał człowieka, w sensie traktował o człowieku, a to dla mnie niezwykle istotne, ponieważ jest sensem tego, po co ta robota jest, żeby człowieka, jego dzieło, jego wytwory, rąk, umysłu i tego, co po sobie zostawił, proste najczęściej, przekazać dalej. czy to muzyka góralska, czy muzyka ludowa Skórpiów, lubelszczyzny, pieśń lubelska. Spójrzcie Państwo, nawet bez słuchania tej czy konkretnej linii melodycznej, co w tych tekstach jest często pozawierane. Głównie wspomnienie człowieka albo tego, co po sobie zostawia. I to mnie najbardziej właśnie inspiruje i powtórę napędza do tego, tego człowieka cały czas gdzieś tam szukać. Być może to strasznie gównolotnie brzmi, ale rzeczywiście tak to widzę.
[01:26:32.83 → 01:27:04.12] A: Te teksty są pełne napomnień, pouczeń, rad, które udzielają zmarli odchodzący na tamtą stronę i jednocześnie pożegnań, takich rozdzierających słów, które wypowiadają ci, którzy zostali. A czy ty masz taki wers na tej płycie, który został z tobą najmocniej, który mógłbyś teraz powtórzyć? Wypisać na ścianie jak taka sentencja, jak żyć, jak odczuwać, jak myśleć, jak się odnosić do ludzi. Masz coś takiego?
[01:27:05.26 → 01:29:03.48] B: Jednym z takich wersów, które rzeczywiście mogłyby jako epitafium posłużyć, to jest w zasadzie każdy dowolny ale pewnie jeden z tych, które ostatnio tutaj mieliśmy okazję usłyszeć w pieśni Niech Monarchowie, który Wito śpiewa, śmierć złotem miesza marmurowe gmachy i złote dachy. Jakoś tak się dziwacznie złożyło, znowu kolejna koincydencja, której nie planowaliśmy, szanowni państwo, że te pieśni zagraliśmy I wypuściliśmy doń teledysk chyba dwa albo trzy dni po tym, jak zaczęła się inwazja na Ukrainę. I znowu kolejny symbol, którego nie planowaliśmy. I znowu z alegorii mamy symbol. Najpierw zastanawialiśmy się, o czym to mógł ten nieznany artysta w XIX-XX wieku pisać i jakie imperie miał na myśli, które padały pod naporem jednego czy drugiego władcy, a tu dwa dni później się okazało, że wraca to do nas bezpośrednio w zasadzie parędziesiąt kilometrów od naszych domów. To uzmysławia, że Wszystko gdzieś tam jednak jest na tyle dziwaczne, kompletnie od nas niezależne, że trzeba o tej śmierci pamiętać, ale nie lękać się jej wcale, ponieważ tak jak nasz żywot tutaj i nasza przydatność do spożycia jest skończona, ona też po nas prędzej czy później przyjdzie, więc lepiej się skupiać, mam wrażenie, na życiu.
[01:29:03.60 → 01:29:22.14] A: Ja zacząłem pierwsze pytanie do Ciebie od chyba cytatu z Radka, który mówił, że on wcale nie odbiera tej muzyki jako muzyki żałobnej, pogrzebowej, smutnej, że dla niego jest tam jakiś akcent jasności, koloru, optymizmu, flow psychodelicznego. Też się z tym zgadzasz?
[01:29:22.28 → 01:32:14.77] B: Zgadzam się, ponieważ im bardziej żeśmy w tym procesie twórczym wszyscy byli, tym bardziej to co wydawało się z gruntu straszne, nieodgadnione i przerażające wręcz, czyli własne odchodzenie, albo odchodzenie najbliższe, albo wręcz mówienie o odchodzeniu, o śmierci. Coś, co było w zasadzie takim jakimś magicznym elementem, którego nie można oswoić albo nie można o tym mówić, ponieważ może się na przykład samemu z siebie ta śmierć do siebie przywoła i tak dalej. stało się naszą po trochę już wtedy codziennością i zauważyliśmy, że jak zaczynamy o tym mówić, mówić tym językiem, używać podobnych zwrotów i tak dalej, opisując to, nad czym pracujemy, tym bardziej się z tym wszystkim oswajamy, że to staje się nie tyle czymś nieodgadnionym, transcendentnym, metafizycznym, choć bez wątpienia takim jest, natomiast staje się pewnym elementem naszej zwykłej codzienności, że śmierć, która jest, oczywiście, która będzie, która przyjdzie, nie wiadomo kiedy, najczęściej, jest... pewnym faktem w zasadzie, z którym musimy się pogodzić i możemy o niej mówić bez zadęcia, bez pompy, bez patosu, ale też bez takiego lęku i strachu, który często w człowieku jest, żeby mówić drżącym głosem, opowiadać o tym z drżącym podbródkiem zastanawiać się, co zrobić, żeby jak najdłużej na tym padole pozostać, ponieważ to, co przed nami i to, co nieuniknione, wydaje się nam po prostu kresem i czymś strasznym naraz. Nam, przez to, że obcowaliśmy w tym temacie z ludźmi, którzy np. zajmowali się śmiercią przy okazji, bo rozmawialiśmy z psychotanatologami, z psychologami, uważajcie Państwo, z grabarzem, z człowiekiem, który był mistrzem ceremonii, którzy opowiadali nam jak to jest w ich profesjach. Nie chciałbym powiedzieć, że nam to spowszedniało, ale trochę żeśmy się zaimpregnowali na to wszystko w tym sensie, że mówić o tym, że nagle mnie zabraknie nie jest dla mnie mówieniem magicznego zaklęcia, że nagle wyparuje i pozostanie po mnie kubka popiołu. Tak po prostu będzie. Trzeba się z tym zwyczajnie pogodzić w związku z tym, Jednocześnie mając świadomość tego, że rzeczywiście jestem w tym sensie skończony, że zaprogramowany albo powołany, jak ktoś chce, do życia na pewien określony czas, trzeba ten czas jak najlepiej wykorzystywać, najlepiej z drugim człowiekiem. To bardzo mocno pobrzmiewało na przykład w rozmowach z ludźmi, którzy byli terminalnie chorzy i leżeli w hospicjach.
[01:32:15.35 → 01:32:18.07] A: To były rozmowy potrzebne wam do powstania tej płyty.
[01:32:18.15 → 01:32:23.74] B: Tak, żeby przyjść i być o tym co mówiłem o wiarygodności, żeby być wiarygodnym, żeby mówić o tym co mówię.
[01:32:23.74 → 01:32:45.11] A: Pink Floyd miał podobny pomysł jak Dark Side of the Moon nagrywali, że robili taką ankietę wśród muzyków, pracowników studia, przyjaciół. Trzeba było odpowiadać na ważne pytania, czy istnieje ciemna strona Księżyca, czy życie ma sens itd. Oni wykorzystali fragmenty tych wypowiedzi na płycie, a was nie kusiło, żeby te głosy grabarza, psychologa pojawiły się jako komentarz do tej narracji ludowej?
[01:32:45.23 → 01:33:11.52] B: Nie chcieliśmy tego zaburzać i mieszać tych dwóch światów, żywych i martwych, mimo że ci żywi też się martwymi zajmowali. Te funkcje przejął ten film dokumentalny, w którym właśnie jest sporo tych wypowiedzi, które nam przy płycie towarzyszyły i który opowiada o tym, jak ta płyta powstawała. Stąd też m.in. właśnie wypowiedzi ludzi, którzy się tym zawodowo zajmują i tam to jest aż nader słyszalne.
[01:33:12.02 → 01:33:25.24] A: Powiedz na koniec jeszcze, jak to gracie na koncertach? Jak można ten All Stars Band zebrać razem? Dwóch waszych wokalistów już niestety nie żyje. Kto śpiewa te piosenki? Bo one muszą być w tej opowieści.
[01:33:25.24 → 01:34:32.27] B: Tak, zgadza się. Na koncertach gramy wszystkie utwory plus jeszcze zaaranżowaliśmy dwa inne. I z wiadomych względów Bart Sosnowski, który bardzo w ogóle był chętny do tego, żeby w te trasy z nami jeździć, na koncertach grać i tak dalej, mimo że grywał też swoje własne, już z nami nie zagra. Mark Lanegan podobnie. Ciężko byłoby namówić czy do Michała Szpaka, czy Sanach, ale udało się z was. Może jeszcze się to powtórzy, żeby porzucili swoje dotychczasowe zobowiązanie i pojechali z nami na ten jeden czy drugi koncert. Natomiast jest z nami cały czas na koncertach Matylda Damieńska, która śpiewa numer Sanach i swój. Radek śpiewa numer swój i numer La Negana. Gosia Sobczyk śpiewa swój numer, czyli drabinę i śpiewa numer Barta, który wychodzi jeszcze bardziej dojmująco.
[01:34:32.27 → 01:34:34.27] A: Sobczyk śpiewa Bartę, tak?
[01:34:34.45 → 01:35:04.79] B: Tak, tak, tak. I jest z nami Marcin Januszkiewicz, aktor, który śpiewa numer Szpaka. i monarchów właśnie za Vito. Vito też parę razy zagościł. Jak kalendarze pozwolą i terminy też, no to oczywiście my będziemy zapraszać wszystkich w miarę możliwości. Na razie jeździmy z taką pomniejszoną trupą.
[01:35:04.95 → 01:35:08.05] A: To jest pretekst wydania płyty koncertowej po prostu.
[01:35:08.29 → 01:35:09.55] B: Ale się sprawdza.
[01:35:09.67 → 01:35:17.89] A: Inne wykonania także zaistniały. Jakieś Sobczyk śpiewająca cokolwiek w świecie, no to tym białym głosem domyślam się.
[01:35:18.07 → 01:35:22.73] B: Tak, oczywiście, nie, nie, ona prośbę Boże nie imituje, żeby był głosu Sosnowskiego, raczej nikt by tego nie zrobił.
[01:35:22.89 → 01:35:50.78] A: Dokładnie. Dziękuję bardzo. Czy macie Państwo pytania do Jarka Ważnego o ten projekt? jego przemyślenia dotyczące obrzędów pogrzebowych śmierci, zapisywania tego w sztuce. Podamy mikrofon, czy ktoś z Państwa chciałby się wypowiedzieć albo po prostu wypowiedzieć się w tym temacie, który chyba wszystkich nas dotyka i będzie dotyczył. Proszę bardzo, tam ostatni rząd, proszę bardzo.
[01:35:51.36 → 01:38:09.26] E: Dobry wieczór. Przyznam, że nie do końca jestem przekonana do tej płyty, to znaczy podoba mi się, bo rzeczywiście muzyka jest bardzo fajna, tylko się zastanawiam, czy słuchając skupiłabym się na słowach, czy tylko na muzyce. Chciałam się podzielić takim doświadczeniem, bo w ramach Jarmarku Jagiellońskiego byłam właśnie też na koncercie, jak było napisane, muzyka ludowa, Wybrałam się wieczorem i bardzo się rozczarowałam, ponieważ to była muzyka elektroniczna przede wszystkim. Ja tutaj oczekiwałam jakichś instrumentów ludowych bardziej. Rzeczywiście wokalistka śpiewała tym białym śpiewem, więc tutaj jakiejś ludowości można było się doszukać. Ale przyznam, że byłam troszkę zmęczona tym koncertem i kiedy już Po raz drugi bisowali i wyraziłam troszkę moje znużenie. Młody człowiek, który siedział obok mnie, powiedział, proszę pani, trzeba iść z duchem czasu. Więc powiedziałam, że ja tutaj przyszłam posłuchać muzyki ludowej, a nie elektronicznej. No i na tym nasza się dyskusja zakończyła. Przyznam, że z tych różnych jakichś moich doświadczeń, gdzie słuchałam tego rodzaju muzyki związanej z obrzędowością, to chyba Adam Struk podobał mi się i sposób wykonywania muzyki przez niego. Jakoś tak bardziej może do mnie przemawiała i nawet właśnie te obrzędy związane z umieraniem, z pogrzebem, też chyba bardziej by do mnie przemówiły. Aczkolwiek, tak jak mówię, jest to dosyć ciekawie, zrobiona ta płyta. Podoba mi się bardzo muzyka przede wszystkim, no bo słowa, wiadomo, to są tak już z ludowości zaczerpnięte. Chciałabym zapytać, gdzie ta muzyka jest prezentowana, gdzie ta płyta jest prezentowana i dla kogo? Dziękuję.
[01:38:12.38 → 01:39:08.32] B: Nie bardzo rozumiemy, co ma Pani na myśli, mówiąc gdzie jest prezentowana, to znaczy chodzi Ach, o koncerty pani idzie, to już mówię. Pani... Koncertów znowu aż tak dużo nie ma, natomiast w czasie zaduszek, no akurat przypominają sobie o nas organizatorzy i drugiego listopada będziemy grać w Warszawie na festiwalu rymkiewiczowskim poświęconym twórczości Jarosława Rybkiewicza w Palladium. Natomiast, szanowni państwo, nie trzeba jeździć do Warszawy, żeby polskich znaków posłuchać. Jeśli kto chce, wystarczy się do Krasnego Stawu wybrać. To niedaleko jest, 5 listopada z kolei. Z tego, co wiem, to jest bezpłatny wstęp, więc gratis to dość uczciwa cena, mam wrażenie.
[01:39:10.09 → 01:39:12.51] A: Dziękuję. Jeszcze pani ad vocem, tak?
[01:39:12.97 → 01:39:58.27] E: Tak, jeszcze chciałabym zaproponować panu i może jakoś skontaktować się z organizatorami Szczebrzeszyna Stolicy Języka Polskiego, bo właśnie tam w tym roku w ramach Małej Sceny dla Dzieci i Młodzieży były prezentowane różne obrzędy związane z z przeszłością właściwie już i między innymi też było o pogrzebach, o umieraniu. I też młodzi ludzie byli zaskoczeni, że to kiedyś się zupełnie inaczej odbywało aniżeli teraz. Więc właśnie myślę, że Takie miejsce byłoby fajne dla zaprezentowania tej płyty, niezależnie kto by to zaśpiewał.
[01:39:58.39 → 01:40:38.50] B: Dziękuję. Pięknie dziękuję, będę miał na uwadze. Oczywiście Festiwal Języka Polskiego w Szczebrzeszynie doskonale znam, tak samo jak i miasto, niekoniecznie tylko z Pożekadła o Chrząszczach, bo tak jak Państwu wspomniałem, jestem stąd i czuję się stąd. Tomaszów Lubelski, Szczebrzeszyn, Zamość i cała Lubelszczyzna, to jest mój region. i moje gniazdo i zawsze z lubością do niego wracam, więc pewnie życzyłbym sobie, żeby jak najwięcej tych koncertów było. w miejscach, skąd te pieśni w zasadzie w świat poszły. Więc tak, będę miał na uwadze, przekażę tym, którzy pociągają sznurki.
[01:40:38.60 → 01:41:10.86] A: Myślę, że pani ma świetną intuicję, że na Festiwalu Języka Polskiego zaprezentować koncert z muzyką, gdzie tekst jest tak ważny, gdzie od tego tekstu wszystkie tropy interpretacyjne wychodzą i otulają każdą z tych kompozycji muzycznych. Czy jeszcze jakiś komentarz, pytanie? Proszę bardzo, pani tutaj w trzecim rzędzie. Bo od tamtej strony byłoby lepiej, ale może podamy mikrofon dla Pani, dobrze? Tak, proszę bardzo. Mikrofon jest niezbędny, bo się słyszymy i też pamiętajcie Państwo o live streamingu, więc słyszą nas też w internecie.
[01:41:10.86 → 01:41:32.30] D: Ja chciałam się odnieść do tej osoby, która prowadzi te śpiewy. pogrzebowe, bo pierwszy raz obserwowałam to i w ogóle byłam bardzo zaskoczona, bo w mojej świętej pamięci teściowa śpiewała, dwa razy słyszałam, bo na takich dwóch pogrzebach byłam. Nie pamiętam, jak się nazywa ta osoba, która prowadzi, jak to pan nazwał?
[01:41:32.48 → 01:41:33.46] F: Kolator.
[01:41:33.52 → 01:41:36.08] A: To był mężczyzna, nie wiem, czy kobieta ma tą samą miano.
[01:41:36.46 → 01:42:42.62] D: I to było dla mnie zaskakujące, bo ona faktycznie to, o co pan mówił, śpiewała trochę jakby z głowy, a trochę to, co znała, Też nie miała jakiejś takiej, ja w ogóle nigdy nie słyszałam, żeby ona opowiadała o tym, ale ona to lubiła. To było coś takiego, że ona właśnie była z pod Tomaszem Lubelskiego, a potem pojechaliśmy na pogrzeb do Rybnika, więc kompletnie w inne rejony. i tamte panie trochę inaczej śpiewały i ona jakby zaczęła im przewodzić i tak sama z siebie, bo tam był taki chórek, a ona jakby zaczęła to wszystko prowadzić, prowadziła to dosyć długo i potem sama mi powiedziała, że no, te panie to trochę inaczej śpiewają. Ale ta jakby wersja tych, tak jak pan wspomniał, jakby ta etniczność, te korzenie tego, to były bardzo, bardzo podobne. I nie spodziewałam się, że to akurat ma takie znaczenie i że faktycznie te osoby są jakby albo same z siebie, albo wyznaczone. Nie wiem czy wyznaczone. Moja teściowa była jakby tak samoistnie, się tworzyła sama. Także tutaj pierwszy raz to słyszę.
[01:42:42.89 → 01:44:40.08] B: Nie, to wszystko prawda. Raczej nikt nikogo tam pod karabinem nie trzymał i nie nakazywał, żeby wyuczał się pieśni, zwłaszcza pogrzebowych i przewodził jako kolator albo takim mistrz ceremonii swoisty o płakiwaniu zmarłego podczas takiego całonocnego albo kilkudniowego wręcz słowania. Rzeczywiście te osoby się samoistnie wywadzały. Najczęściej drogą po prostu spuścizny i spadkobierstwa z matki na córkę i tak dalej. Było to dość naturalne. Raczej się nie spotkałem z tym, że ktoś robił to, co robił, czyli przywodził takiemu chórowi podczas opłakiwania zmarłego i robił to, bo tego nie lubił, albo robił to na siłę, albo ktoś mu kazał. Nie, wręcz przeciwnie. Może to groteskowo zabrzmi, ale rzeczywiście sprawiało to ludziom spore radości i przyjemności wręcz, a często było też tak, po taką panią lub pana sięgano też na wsiach, kiedy w obrębie najbliższej rodziny znajomych lub sąsiadów nie było nikogo podobnego, kto mógłby takimi obrządkami przewodzić albo właśnie być tym, za którym ten tłum tę pieśń podchwycił. Więc często też z innej wsi przyjeżdżano, żeby właśnie ten obrządek właściwie przeprowadzić i żeby rzeczywiście tego zmarłego właściwie opłakać. Kiedy w najbliższej okolicy nie było nikogo podobnego, bo na przykład umarł, albo wieś się wynudniała, albo ktoś wyjechał, zawsze gdzieś w jednej czy drugiej, albo trzy chałupy dalej, ktoś podobny się znalazł i ktoś podobny funkcjonował. No teraz niestety już tak dobrze nie ma.
[01:44:41.06 → 01:44:52.42] A: Dziękuję. Czy ktoś z Państwa jeszcze chciałby powiedzieć? Proszę bardzo, Pani w pierwszym rzędzie. Proszę blisko mikrofon trzymać dobrze, żebyśmy się słyszeli, żeby zbierał wszystko.
[01:44:52.92 → 01:46:46.71] F: Mam takie wrażenie, że płyta się doskonale wpasuje w potrzeby społeczne, że ludzie tego potrzebują. I to zarówno w formie takiej zaaranżowanej, artystycznej, przetworzonej w pewien sposób, chociaż rozumiem, że tekst jest oryginalny. Melodia w zasadzie też tylko aranżacja, instrumenty i tak dalej. bo też w mieście Lublinie jest wyraźna potrzeba na to. Od kilku lat 2 listopada, w Dzień Zaduszny, młodzi ludzie, grupa młodych ludzi, miastowych, mieszczuchów, ale zafascynowanych muzyką ludową, która jeździ właśnie do tych autentycznych śpiewaków ludowych, od nich się uczy, ale 2 listopada na cmentarzu na Lipowej w Lublinie robią tej oryginalnej, bez instrumentów, z zachowaniem nawet gwary częściowo. Jest to 18 wieczorem, przychodzi się ze świecami, zaczynało się od kilkunastu osób w zeszłym roku, dwa lata temu było to już ponad setka, więc jest taka potrzeba i to trwa godzinę, półtorej, dostajemy teksty wydrukowane przez tych młodych ludzi, grupa zaczyna śpiewać i ludzie się włączają. Te teksty, te śpiewy są wielozwrotkowe. Czasami nawet 30 zwrotek potrafi mieć taki tekst, więc myślę, że jest potrzeba w ludziach właśnie takiego skupienia i słuchania. Myślę, że zaletą jest też to, że pan jeździł osobiście i się spotykał ze śpiewakami ludowymi, chociaż w Lublinie jest ogromny archiwum pieśni ludowych na Uniwersytecie Marii Kirskłodowskiej. To jest tam blisko już chyba teraz 20 tysięcy pieśni. Różnych oczywiście, nie samych pogrzebowych. One zostały też wydane, nie wiem czy
[01:46:46.71 → 01:46:53.25] B: pan... Wiem, znam takie dzieło lubelskie, sześciotomowe doskonale, więc... Jest jeszcze Podlasie, się ukazało.
[01:46:53.51 → 01:47:48.23] F: No a wcześniej Kujawy, Warmia i Mazury i Kaszuby. Więc tych nagrań jest dużo i jest z czego sięgać, ale kontakt z autentycznym ludowym śpiewakiem jest jednak chyba bardzo ważny. A jeszcze a propos pieśni pogrzebowych, to takie... że w części tych pieśni to ten zmarły do nas mówi, tak jakby on jeszcze chciał z nami zostać. Jedną garstką ziemi, gdy przykryty będę, ja, ten zmarły. Już cię żegnam, mój świecie wesoły, ja, ten zmarły cię żegnam. Już idę do grobu, pustego, ciemnego. Więc to jest chęć zostania jeszcze z tymi żywymi, jakby że jeszcze jestem z wami. Oczywiście śpiewa się też pieśni kościelne już typowo, choćby do patronów Dobrej Śmierci, choćby do świętej Barbary, którą większość kojarzy raczej z Barbórką niż z patronką Dobrej Śmierci czy do świętego Józefa. To tyle chciałam powiedzieć.
[01:47:48.35 → 01:51:16.48] B: Zgadza się. Pięknie dziękuję za ten głos. Wie Pani, ja znam doskonale tę tradycję lubelską, ponieważ nie kto inny właśnie jak Paweł Grochocki, który temu przewodzi, to był jeden z tych pierwszych, do których się zgłosiłem po to, żeby był moim jakby żeby konsultował jako fachowiec to, co ja amator na on giś i przy nim nadal wtedy zbierałem i co myślałem, że jest prawdziwe i jedyne słuszne, a jednak on mnie dość szybko z tego błędu wyprowadził. Więc z Pawłem Brochockim przez cały czas zbierania materiału, utworzenia tej płyty utrzymywałem kontakt. Robię to nadal, przyjaźnimy się, poczytuję to za naprawdę spory honor. Te rzeczy, o których pani mówi, które dzieją się w Lublinie i do których oczywiście ja też zachęcam, bo to fenomenalna sprawa, Dzieje się też w innych miastach. W Warszawie jest Instytut Dobrej Śmierci. Rzecz założona właśnie przez ludzi, którzy moment śmiercią się parają. Psychologów, ludzi, którzy prowadzą domy pogrzebowe, ludzi, którzy namawiają innych do właśnie wzniecenia na powrót starych tradycji opłakiwania zmarłych i tak dalej. którzy trochę odkłamywują to wszystko, co wokół śmierci, obrządku narosło dzisiaj, że np. nie można zmarłego żegnać w domu rodzinnym, ponieważ przepisy BHP podobno mówią, że jest w ten sposób. Nieprawda, szanowni państwo. Mit nadal można zmarłego przez trzy dni w domu trzymać, chyba że na chorobę zakaźną zmarł. Wtedy nie można. Natomiast nikt nikomu nie zabroni robić tego dzisiaj w imieniu prawa i lega artis w Polsce. A te wszystkie mity to w dużej mierze są pokłosiem lobby funeralnego, które w zasadzie w stu procentach zaanektowało coś takiego jak obrządek, odchodzenia i opłakiwania zmarłego w Polsce dla siebie, czyniąc go po prostu jedną z branż przemysłowych wręcz. Od momentu zejścia do momentu złożenia do głowy spopielenia i tak dalej. Sporo tego jest wokół, co narosło przy tej wydawałoby się przykrej tematce, a to nie do końca jest prawdą i choćby tacy ludzie jak Paweł, jak Instytut Dobrej Śmierci, jest mnóstwo jeszcze innych ludzi i wiecie Państwo co najśmieszniejsze w tym wszystkim, że wcale nie na wsiach i małych miasteczkach, tylko w dużych miastach zaczyna o te dziedzictwo dawne, ludowe, wiejskie walczyć. a w małych miasteczkach powiatowych, wsiach, nadal niestety pokutuje właśnie takie myślenie i taki paradygmat, że to raczej sztuczne kwiaty i ładny znicz grający muzykę albo z wizerunkiem papieża jest dużo fajniejszy niż na przykład żywe śpiewanie nieżywemu człowiekowi. I to się zmienia, tylko paradoksalnie nie wychodzi ta zmiana ze wsi, tylko wychodzi z dużego miasta.
[01:51:17.92 → 01:53:07.11] A: Dziękuję bardzo. Drodzy Państwo, na samym początku tego spotkania Michał Szpak wyliczał te 12 godzin pożegnania zmarłego ze światem. No i kiedy zaśpiewał o 12 godzinie był gong dający znak rozpoczęcia tego spotkania. Moim zadaniem jest też pilnowanie czasu. Tutaj mija druga godzina naszego spotkania, musimy kończyć. Ja chciałbym zakończyć takim obrazem, To spotkanie z Jarkiem Ważnym, które przyszedł mi do głowy. Zobaczyłem go jakby po posłuchaniu jednej czy dwóch piosenek, jeszcze zanim znałem całość. Przypomniało mi się takie opowiadanie, którzy mnie niosą. Ci, którzy mnie niosą, słowa Mira Mrożka. Wyobraziłem sobie taki kondukt pogrzebowy, w którym żałobnicy niosą trumnę i z wnętrza trumny dobiega śpiew, że zmarły jeszcze śpiewa. odprowadzając się sam do tego grobu i odpowiada mu echo chóru konduktu. Wydaje mi się, że ten obraz jest bardzo z ducha waszej płyty, bo wy jako muzycy jesteście tymi haronami, którzy jeszcze raz pozwalają ten podróż zmarłemu na tamtą stronę wykonać. Bardzo ci, Jarku, dziękuję za opowieść o tej płycie, za ten materiał. Czekam na kolejne nagrania i koncerty polskich znaków. A państwa zapraszam nie za tydzień, bo jest za chwilę Święto Zmarłych, tylko na samym początku listopada We wtorek spotkamy się i porozmawiamy o Jonie Fossie, czyli dramaturgu, powieściopisarzu norweskim, który otrzymał niedawno Nagrodę Nobla. Ten odcinek Bitwy o kulturę będzie się nazywał Szepty w Nursk, czyli w takim dialekcie języka norweskiego. Będą tłumaczki Fossa na język polski. Będzie Anna Augustynowicz, reżyserka, która realizowała jego teksty na polskich scenach. Zapraszam państwa za dwa tygodnie do Teatru Starego. Naszym gościem był Jarosław Ważny, migały dla nas Marta Stępniak i Ewelina Lachowska. Prowadzi Łukasz Drewniak. Dziękuję. Dobranoc Państwu.

Bitwa o kulturę. Śmierć w mieście, śmierć na wsi / Jarosław Ważny / PJM

Dwaj jeźdźcy Apokalipsy – pandemia i wojna – przypomnieli nam, że jesteśmy śmiertelni, że wszyscy kiedyś – prędzej czy później umrzemy. Nie razem, ale osobno. Posłuchajmy opowieści jak nas, umarłych, kiedyś żegnano. Przyjrzyjmy się miejskim i wiejskim rytuałom pogrzebowym. Spotkaniom na cmentarzu ze świeckim mistrzem ceremonii i ulubioną rockową muzyką zmarłego odtworzoną z głośników. Mrożek napisał kiedyś opowiadanie Ci którzy mnie niosą, monolog ciała zamkniętego w trumnie. I teraz wyobraźmy sobie, że z tej trumny słychać pieśń, że ludzie idący w kondukcie także śpiewają, bo tylko muzyka przeprowadza nas godnie na tamtą stronę, łączy ciało z ziemią i zagłusza nicość. Jarosław Ważny –  jeden z liderów projektu muzycznego Polskie Znaki (obok Radka Łukasiewicza i Janusza Zdunka)- opowie o genezie i idei płyty Rzeczy ostatnie, złożonej z polskich, ludowych pieśni pogrzebowych zaprezentowanych w nowoczesnych aranżacjach i z gościnnym udziałem wokalnym Sanah, Matyldy Damięckiej, Vito Bambino…

Łukasz Drewniak

Jarosław Ważny – dziennikarz, muzyk, puzonista. Pierwotnie związany z takimi formacjami jak: Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa. 25 marca 2008 oficjalnie został muzykiem zespołu Kult. Występował również z zespołem Buldog oraz od lutego 2009 z projektem El Doopa. W 2019 r. założył wraz z Piotrem Połaciem grupę Darmozjady. Rok później, wraz z Januszem Zdunkiem i Radosławem Łukasiewiczem, powołał do życia projekt Polskie Znaki, z którym w 2022 r. wydał płytę pt. „Rzeczy ostatnie”.
Jest absolwentem dziennikarstwa UW, obecnie doktorantem Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii. Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół historii prasy polskiej, ze szczególnym uwzględnieniem prasy lokalnej i regionalnej. W latach 2003–2005 pracował dla „The Warsaw Voice”. Był dziennikarzem „Radia Kampus” oraz „Superstacji”, gdzie współtworzył i współprowadził audycję publicystyczną „Radiokomitet”. Od 208 r. jest stałym felietonistą dziennika „Trybuna”. Okazyjnie komentuje bieżące wydarzenia społeczno-polityczne na antenie telewizji „News 24”.
Żonaty. Jedno dziecko. Na co dzień mieszka na warszawskim Żoliborzu.

Wróć