Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.59 → 03:26.60] A: Dobry wieczór. Panie, panowie, kłaniam się pięknie i witam w Teatrze Starym podczas kolejnego wtorkowego wieczoru. Tym razem zatytułowaliśmy go W zgodzie ze sobą. To moje wejście trwało nieco dłużej niż zwykle, bo nie potrafię się poruszać pomiędzy dźwiękami, instrumentami. tak jak znakomicie robić, to będzie za dwie mniej więcej godziny nasz dzisiejszy gość. Kiedy miała chyba 15 lat, postanowiła definitywnie rozprawić się z przyczyną swoich smutków, z gryzot, z jednym z największych problemów, jaki wtedy miała, czyli z piegami. Nie zastosowała metody ani z Zielonego Wzgórza, zastosowała metodę, którą później stosowało wielu, Rilke, Virginia Woolf, twórczość mianowicie. Napisała piosenkę dziewczyna z piegami i zaczęła ją śpiewać. Piegi od tego natychmiast nie zniknęły, ale po jakimś czasie okazało się, że nie ma wyjścia. Albo dalej będzie żyć z problemem, czyli trudno, albo piegi polubi. Dziś, jeśli Państwo zaglądają czasem do modnych gazet albo popularnych poradników, to to jest jedna z tych metod często stosowanych. Polubić problem i on nagle znika. A okazało się jednak w przypadku naszego gościa, razem z kolejnymi latami i kolejnymi problemami, że sytuacje nie zawsze bywają takie proste. Że nie wystarczy problem polubić, żeby się z nim rozprawić. Dokonywała w swoim życiu bardzo wielu wyborów. i bardzo wiele metod na to, żeby problemy pokonać, było jej udziałem. Dlatego tu dziś jesteśmy. I państwo, i państwo przed ekranami, i ja. Dlatego, żeby posłuchać o tym, jak sobie radziła, jak sobie radzi, jak żyć po prostu. Bo to jest to pytanie, które jedni zadają sobie po cichu, inni całkiem głośno, a inni udają, że sobie nie zadają, ale i tak prędzej czy później do niego dochodzą. Panie, panowie, w zgodzie ze sobą to tytuł wieczoru, a naszym gościem jest Stanisława Cenińska. Właściwie to jest już odpowiedź na to pytanie, które chciałam pani zadać i mam nadzieję zadawać dzisiaj dość często. Jak żyć? W zgodzie ze sobą. Jeśli państwo uważnie śledzą to, co dzieje się przez lata z Tanisławą Celińską, to to jest jedyna słuszna odpowiedź. W zgodzie ze sobą i potem już jakoś idzie. Ale to chyba nie jest takie proste. Po pierwsze dlatego, że zdaje się, że nie zawsze pani o tym wiedziała. Dawały się pani czasem w życiu uwieść komuś, czemuś?
[03:27.92 → 05:36.05] B: Tak, oczywiście. Znaczy, nie zawsze wiedziałam, jak być sobą. Do tego się chyba dochodzi z latami. Ale to bardzo dziwne, że polubiłam siebie teraz, kiedy jestem taka, jaka jestem. Mam tyle lat, a nie mniej. Teraz siebie polubiłam. Może to jest kwestia właśnie tego treningu, wyuczenia się. przyjrzenia się sobie, poznania siebie chociażby poprzez role, które grałam. Ten zawód bardzo mi pomógł, żeby siebie polubić, bo rzeczywiście miałam kompleksy, wiedziałam, że muszę się ich pozbyć, żeby grać w filmie, żeby się ludziom pokazywać. W związku z tym pamiętam, że opaliłam się tak na maksa, czyli na brąz, biegi się zlały z tym maksem. I już to było lepiej. A potem namówiłam Hanie Polony, wielką, wspaniałą artystkę, która też się jak indyczej opiekowała, to jeszcze bardziej ode mnie. I namówiłam ją, żeby też się tak pięknie opaliła. Opaliłyśmy się obie. Pamiętam, to było chyba w Bukowinie Tatrzańskiej. I od tego momentu chyba te problemy zniknęły. Aczkolwiek, kiedy zobaczyłam w krajobrazie ten archipelag, który się roztaczał na moich plecach, byłam bardzo tym zniesmaczona, ale potem się okazało, że piegi są w modzie i nawet niektóre kobiety sobie domalowują te piegi, żeby być modne. Także wszystko się zgodziło. A co do przyzwyczajenia się do siebie, to rzeczywiście to były lata i tak jak mówię, że teraz nareszcie się dobrze poczułam, bo można być robię to, co chcę. Może mi to dała emerytura, ha, ha, ha, a może właśnie lata, ale taki rodzaj wolności. Nie muszę być szczupła już, nie gram amantek, co było jak wiecie katorżnicze, no bo to trzeba trzymać figurę, żeby w nocach i dniach i tak dalej, dosyć długo ta amantka mnie prześladowała. Potem już było troszkę lepiej, już były te role charakterystyczne. A teraz jest taki miły moment w życiu, kiedy zaczęłam wreszcie poważnie śpiewać, I to mi daje ogromną radość, bo kontakt z muzyką jest czymś szalenie oczyszczającym, jak wiecie państwo.
[05:36.53 → 06:36.57] A: Zaczęłam śpiewać, pani powiedziała, ale tak naprawdę do śpiewania pani przecież wróciła. Wywołała pani temat aktorski na początek, ale w tej sytuacji od śpiewania zacznijmy. Do śpiewania pani wróciła. Są tacy, którzy mówią, że kiedy człowiek się boi albo kiedy jest mu źle na świecie, podobno potwierdzają to nawet jakieś badania naukowe, to zaczyna nucić piosenkę. Nuci sobie pod nosem, żeby złapać równowagę. Nuci, żeby porozumieć się z resztą świata. Nuci, żeby być w jakiejś harmonii i stawiać temu niebezpieczeństwu, przed którym odczuwa strach, czoło. Tak sobie myślę, że to pani śpiewanie nie z lęku przecież dziś wynika, ale jest trochę powrotem do czasu, kiedy dobrze było, kiedy się w domu śpiewało. Czy mam rację?
[06:38.89 → 08:03.05] B: Tak, rzeczywiście tak było, że u mnie to się łączyło z różnymi nastrojami. Jak byłam smutna, to sobie nuciłam. Jak byłam wesoła, też sobie nuciłam. Czasami nawet głośno wyłam, można powiedzieć. ponieważ naśladowałam różne śpiewaczki, które słyszałam przez radio. Więc to było dosyć chyba rozpaczliwe i mocne, bo moja mama, która była skrzypaczką, krzyczała z drugiego pokoju, Stasiu nie wyj. ponieważ rzeczywiście śpiewałam dosyć głośno i zagłuszałam bardzo często wspaniałą muzykę. Nie tylko śpiewałam pieśni operowe, ale również wyłam pewne koncerty Beethovena, Chopina i tak dalej, co dla ucha mojej mamy było jakąś absolutną tragedią i mówiła, Stasiu nie wyj, bo zagłuszałam jej muzykę i to była po prostu czysta profanacja. Czyli ta muzyka, ale teraz nie wiem czy wam też, ale ja myślę, że nie tylko mnie, że cały czas mi jakaś tam muzyka chodzi po głowie, coś mi zostało i cały czas tam ta muzyka jest. Czy to jest utwór, który akurat śpiewam, czy na przykład ostatnio był ten wspaniały, tak szalenie popularny w tym roku, w zeszłym roku, bo to już jest zeszły rok, konkurs Chopinowski. I ja pamiętam, że ten koncert E-Moll to była masakra po prostu. Całe partie, wszystko, ponieważ ja tego koncertu słuchałam kiedyś dosyć dużo, w związku z tym cały czas nadawałam, w mózgu miałam nadawany koncert E-Moll Chopina.
[08:03.35 → 08:29.14] A: Nie każdy tak ma. Ale jest pani, muszę pani powiedzieć, drugą osobą, która na tej scenie się do tego przyznaje, przy czym pierwsza osoba, kiedy to powiedziała, zaskoczyła nawet swoją żonę po kilkudziesięciu latach małżeństwa. Siedzieli tu na tej scenie Danuta Gwizdalanka i Krzysztof Meyer i on powiedział, że on zawsze od urodzenia słyszał muzykę w głowie, wybitny kompozytor, czym wzbudził nasze wielkie zdziwienie, a on się zdziwił właśnie, że nie każdy tak ma.
[08:29.34 → 08:31.24] B: Ale słyszał muzykę swoją czy muzykę...
[08:31.24 → 08:34.02] A: Nie, nie, nie swoją. Słyszał muzykę po prostu.
[08:34.54 → 09:06.55] B: Ale być może to jest tak, że jak się urodziłam, byłam małą dziewczynką, Ale miałam trzy lata, ojciec umarł wtedy, ale przez trzy lata, kiedy ojciec był ze mną, grał mi na pianinie, ja tam siadałam u niego na kolanach, więc pewno dotykałam tych białych klawiszy, pewno kładł łapki na tych klawiszach. Słuchałam właśnie tej muzyki, głównie Chopina i w związku z tym podejrzewam, że mi to z dzieciństwa już zostało, że ta muzyka towarzyszy mi od zawsze i była pierwszą ze sztuk, które mnie tak naprawdę zainteresowały.
[09:06.83 → 09:52.49] A: I że wtedy było bezpiecznie, i że wtedy był Chopin, i była rodzina, i było bezpiecznie. Jest to więc na swój sposób jakiś powrót do tego, żeby było harmonijnie i bezpiecznie. Ale specjalnie grzeczna to pani nie była. Pytam o te grzeczności, bo kiedy jest się w zgodzie ze sobą, pani jest taką ikoną bycia w zgodzie ze sobą, co wydawać by się mogło, no to wtedy człowiek się słucha, łagodny jest jak baranek, Tymczasem Stanisława Ceniska, zdaje się, rogi pokazywała dość często, nie tylko jako dziecko. Debiutując u Wajdy też, zdaje się, ośmielała się pani dość często z nim nie zgadzać. Pytam po prostu o to, czy kiedy chce się być w zgodzie ze sobą, to trzeba często pokazywać różki?
[09:54.49 → 12:04.54] B: Trzeba być sobą, ale też to ogłoszenie prawdy tak na siłę, żeby pokazywać, ja teraz powiem prawdę, a ta prawda nikomu nie jest potrzebna. To chyba nie jest dobrze, ale czasami trzeba taką prawdę powiedzieć o sobie czy o zdarzeniu, w jakim się uczestniczy, bo czasami bardzo długo podpisujemy się pod czymś i nie mamy na to najmniejszej ochoty. I boimy się powiedzieć tej prawdy, boimy się powiedzieć tego, że to mi nie odpowiada, ja bym chciała to zmienić. No w tych czasach to już w ogóle się boimy wszystkiego, bo teraz jest bardzo trudna sytuacja z pracą. Więc jak ktoś tak nagle powie, że mi się tutaj nie podoba, to od razu są otwarte drzwi, to proszę bardzo. Kiedyś jednak było inaczej. Chociażby w moim środowisku można było zaprotestować, na która czasami się czekało kilka lat, żeby zagrał jakąś rolę. W tej chwili nie chcesz, ty to jest następny, nie ma żadnego z tym problemu. Również Pracownicy np. serialu. W serialu pracuje się bardzo często ponad siły od świtu do nocy. To jest kilkanaście godzin, gdzie tu życie rodzinne, prywatne itd. Ale np. kiedyś rozmawiałam z panem, który się zajmował udźwiękowaniem filmu, był na planie, był tzw. oddźwięku i powiedział, no wiesz Stasiu, ja już jestem bez urlopu przez kilka lat, ale boję się powiedzieć nie, bo mnie nie zaangażują do następnego filmu. W związku z tym, że tak powiem, oramy bardzo mocno i bardzo często bez żadnego sprzeciwu. Nie mamy związków i tak dalej, i tak dalej. To wszystko nie jest sprawiedliwe, bo po kilkunastu godzinach to już człowiek nie wie, jak się nazywa, a co dopiero, jaki tekst ma powiedzieć i jaką minę do tego zrobić. Więc bywa ciężko. I teraz trudno. Ja co prawda zrobiłam parę awantur, Jak nie było kanapek i tak dalej, parę razy się postawiłam, no ale niby mnie było trochę bardziej wolno. Bo mogłam powiedzieć, no to nie to, nie to, do widzenia, to idę do domu. A jeszcze teraz, kiedy mamy emeryturę, to są nieduże pieniążki, ale jakby coś, to przeżyję, tak? Nakupuję se chleba i dobre.
[12:05.37 → 12:12.47] A: No ale wyszłoby na to, że wolno być w zgodzie ze sobą, jak się już jest bliżej emerytury i wcześniej to już nie ma szans.
[12:14.99 → 13:40.01] B: Oczywiście, że jest szansa. Teraz o tych rogach. Czasami to były bunty takie, powiedziałabym, może nie zawsze na miejscu, może nie zawsze były zbyt, że tak powiem, słownictwo, może nie zawsze było kulturalne i delikatne. Czasami to były dosyć mocne sformułowania. Może opowiem taką anegdotę, ale niestety ona jest brzydkim wyrazem. Kiedyś zaczęłam próby u Grzegorza Jarzyny. Wtedy byłam bardzo zaangażowana w teatr Warlikowskiego, więc byłam zmęczona i tak dalej. On jeszcze był w szpitalu, jeździłam tam do niego do szpitala. No i Jarzyna postanowił robić sztukę według idioty Dostojewskiego. Ja miałam grać generałową i no rzeczywiście taka zmordowana. Spóźniłam się, no rzeczywiście się spóźniłam, przyznaję się, uderzam się w piersi, ale zaczął na mnie strasznie nadawać, strasznie. Krzyczę ci w ogóle. No ja nie wytrzymałam i to było powiedzenie roku, potem u mnie w domu wstałem, powiedziałam, spierdalaj chłopczyku i wyszłam. Więc ja myślałam, że do niego to nie dotarło, ale ponieważ głos mam, że tak powiem, więc to dotarło. No więc to było takie, coś takiego i to rzeczywiście, bo tak, ani tekstu nie było, trzeba było samemu to wszystko robić. Cała otoczka tego była taka, żeby chłopczyk jednak ewentualnie spadał.
[13:42.42 → 13:54.04] A: Na słowo asertywny, bądź człowieku asertywny, też ma Pani swoje określenia. Nie będziemy może go tu specjalnie cytować, ale to działa, muszę powiedzieć. Bardzo Pani dziękuję.
[13:54.30 → 15:24.60] B: Słowo na O jest niestety bardzo pożyteczne. Tego głośno nie musimy powiedzieć, ale w duszy. Bo czasami to jest takie mocne słowo i czasami trzeba użyć. Ale również a propos mocnych słów, ale podobno dupa to jest staropolski, czysto staropolski wyraz, tak mi powiedziała moja mama. I moja babcia mówiła do mnie tak, Stasiuńka, nigdy nie pokazuj całej dupy, tylko zawsze kawałek. Ja z tym miałam zawsze problem, bo chciałam tak całą, tak wszystko, tak całą siebie, całą Stasię pokazać. a to bardzo często wychodziło niestety na drugą stronę, czyli nie było dobrze. I to jest bardzo mądre, to jest takie, żeby zachować dystans, umiar. Można tu całą filozofię na ten temat przytoczyć z mniej dosadnym słowem, ale mi się wydaje, że babcia jednak jest najlepsza, jeżeli chodzi o to. I teraz miała, była wspaniała, miała po prostu krótkie określenia, To mi się teraz skojarzyło z Bogdanem Korzeniewskim, świętej pamięci, który prowadził zajęcia z reżyserami młodymi i z nami. To było w takiej okrągłej sali w Akademii Teatralnej w Warszawie. Siedział Korzonek, tak zwany, bo on był malutki, cudowny, siedział na środku. Po jednej stronie reżyserzy młodzi, po drugiej aktorzy. I mówił do młodego reżysera, proszę pani, w pięciu zdaniach pani mówi, o czym jest ta scena. No to mało było takich, którzy przebrnęli przez ten egzamin. A moja babcia pewno by w jednym zdaniu powiedziała, więc moja babcia mówiła tak, kiedy już zbliżałam się do premiery. Stasiunka, weszłaś już w nią?
[15:26.28 → 15:36.20] A: Jak się udało pani przekonać babcie, która zawsze chciała dla pani przecież jak najlepiej, z którą była pani bardzo związana? Jak się udało pani przekonać ją, że nie zostanie pani jednak lekarzem?
[15:37.42 → 17:11.09] B: Zobaczyła mój upór niesłychany i to jej zaimponowało, no bo sama była silną osobą bardzo. I już zaczęła wtedy ze mną jeździć na konkursy i tak dalej. Tylko oczywiście dbała o to, no i tam miała do mnie pretensje co do pewnych spółgłosek. No, męczyła mnie okrutnie. Zresztą w ogóle mnie całe życie męczyła. Pamiętam, jak mnie uczyła czytać. Ja miałam ze cztery lata, może cztery i pół, pięć. I pamiętam literka J. Boże, nie mogłam, nie mogłam. Zostawałam po łbie po prostu. Literka J musiała być opanowana. Ale kiedy już się dowiedziała, że tak, no to już nie było siły i już postanowiłam pomóc, żebym jak najlepiej. Ale jeszcze anegdota o babci. Zostałam aktorką, przychodziły moje kobiety, czyli mama z babcią, siadały. Ja w ogóle cała stremowana, jak rodzina przychodziła, zdenerwowana na maksa, a jeszcze jak babcia, to już w ogóle. I pamiętam pierwsza rola, pierwsza rola z tekstem, wspaniałe recenzje, już wszystko dobrze. Przyszły kobiety, usiadły na widowni. Ja już myślałam, że tym razem babcia już mnie pochwali, bo zawsze miała coś do mnie. że mnie pochwali, że to Zofia Plejtus, wspaniała sztuka, Halina Mikołajska, Jan Engler, to reżyserował Erwin Axel. Ja grałam też w Zofie Plejtus, pierwszą rolę poważną. No wiadomo, że fajnie, wszystko dobrze wyszło. No i taka zadowolona już po spektaklu, podchodzę do babci i mówię, no i jak? Taka, że już wiadomo. Babcia mówi, nie no Stasiuńka, dobrze zagrałaś, ale jak ty się kłaniasz? Panienka to podchodzi ładnie, a ty tak o, o, no i koniec. Do końca perfekcja.
[17:12.29 → 17:55.65] A: Upór, bardzo ważna cecha i przydatna w byciu sobą, ale też, co mnie bardzo zaskoczyło, często ulega pani innym i dobrze pani na tym wychodzi i jest to i nie wyklucza to bycia sobą właśnie. Popołajmy się na przykład, nie wiem, na Warlikowskiego, który zapłacił w pani zupełnie inną osobę niż ta którą pani wtedy była, na Satanowskiego, który powiedział, że zaśpiewa pani piosenkę, którą przełamała pani niezwykle istotny okres w swoim życiu i tak naprawdę wróciła na scenę. Dlaczego pani ich posłuchała?
[17:56.81 → 19:50.81] B: Znaczy, wbrew pozorom, to ja wcale nie jestem taka znowu silna bardzo. Ja jednak ulegam wpływom. Ulegam. Można mieć na mnie wpływ, a czasami to jestem tak naiwna, że można mnie sprzedać, kupić, a nawet nie będę wiedziała kiedy. Teraz już tak zaczynam kombinować, żeby jednak mnie nie sprzedać za nic. Więc tam czasami się potarguję, żeby coś z tego mieć. Ale rzeczywiście, jak coś mnie zafascynuje, to mogę za tym pójść. Potrzebuję wiary w kogoś, mocnej wiary. Jeżeli chodzi o Warlikowskiego, bardzo w niego wierzyłam i myślę, że mu pomogłam tą wiarą, ponieważ byłam takim, można powiedzieć, pierwszym poważnym nazwiskiem, które się podpisało pod jego bardzo trudnymi, dziwnymi przedstawieniami. Zaczęło się od tych oczyszczonych. Z tym, że ja myślałam, że to pójdzie w kierunku duchowości, bo sama idę w kierunku duchowości, a ponieważ zawiodłam się na tym i zaczęło mi się to nie podobać, A może ja już nie mam siły, żeby takiego teatru uprawiać, takiego bardzo wiwisekcyjnego, takiego bardzo mocnego, takiego krzykliwego, pełnego formy dziwnej, również tematów, takich dosyć brutalnych. Więc się z tego wycofałam. Wycofałam się zupełnie. Odważyłam się na to, żeby właśnie powiedzieć nie. Czyli dalej jestem tą małą, zbuntowaną dziewczynką. którą stać na to, żeby w pewnym momencie powiedzieć nie. Podobnie postąpiłam z Agnieszką Holland, niestety. Niestety, bo to dziwne. To była główna rola. Ten film prawdopodobnie niedługo wejdzie na ekrany. Ale nie wiem, coś mnie w tej literaturze, w tej książce, coś mnie też w tej... Olga Tokarczuk. To jest tytuł... Filmu pokot, a prowadzi
[19:50.81 → 19:52.59] A: swój pług przez kościół Marych.
[19:53.21 → 23:34.47] B: Coś mi tam zgrzytało w tym i ta końcówka, bo wolałabym, żeby to się skończyło, że nie wiadomo, czy to ona zabija, czy to zwierzęta jednak. Wolałabym, żeby to było zawieszone, a potem z ciekawością czytam książkę, bo to jest w formie ja, ja, ja czytam, czytam. Jak dowiaduję się, że ona lata workiem z lodem i kładzie pokotem tych wszystkich ludzi, I tu jakoś taki moment miałam, że nie bardzo chciałam przez to przebrnąć i wziąć tego w siebie. Ale to też jest kwestia zmęczenia tematem, ponieważ u Warlikowskiego grałam dużo takich ról, takich behawiorystycznych, bardzo takich właśnie trudnych, takich pokazujących zło. Bo też można tak działać przez sztukę, że gramy, pokazujemy zło i widz mówi sobie wtedy, oj Boże, jak to dobrze, że ja taki nie jestem. Ale to ja mam to zło pokazać, prawda? Czy to się odkłada na moim ciele, mojemu myśle? I jak długo tak można? Już człowiek chce myśleć inaczej. Tak samo jak ze śpiewem satanowskim. To było mocne śpiewanie. Uśmiechnij się oczywiście, to był ten okres, ale to nie było akurat satanowskiego, ale ten przebój. Są sprzątaczki, to jest już muzyka satanowskiego, czy stop klatka. I w pewnym momencie nagle odważyłam się, ale to też jest zasługa Macieja Muraszki, odważyłam się w pewnym momencie, żeby zaśpiewać inaczej, żeby powiedzieć do ludzi innym głosem. I to okazało się, coś z tym się okazało, to się okazało jakieś niezwykłe zupełnie. Stał się cud. Ludzie, można powiedzieć, zwariowali na punkcie tej płyty, bo to tak się objawiało. Ja się nie spodziewałam tego w ogóle. Ani ja, ani ludzie, którzy ze mną nagrywali płytę, ani sam Maciej Muraszko. My zwariowaliśmy, co on mówi do mnie. Ja mówię, poczekaj, poczekaj, to coś się takiego dzieje, to jest zjawisko społeczne. Spokojnie patrzmy, co będzie dalej. Jeżeli ludzie przychodzą po koncercie, no niedawno usłyszałam takie zdanie, które, no co tu dużo mówić, musicie mnie zrozumieć, że mnie rozbudowało. Podeszła pani i mówi, od dzisiaj będę lepszym człowiekiem. No kurde. No to przecież jest coś fantastycznego. To co ja teraz będę wracać do Walikowskiego, kiedy pod koniec wszyscy no tak biją brawo, coś rozumieją albo nie do końca, ale jest na topie, tak. w jednym ze spektakl opowieści afrykańskiej. Gdyby to się skończyło przed moim wejściem z Salsą, to masakra, bo tak potworny tekst na końcu, tak smutny. Ja na końcu wchodzę, uno, dos, tres i pokazuję Salsę i wszyscy szaleją. Ale tak mówię, czy ja po to się urodziłam, żeby tak tutaj się mordować z tym? I teraz znalazłam właśnie inny cel. Nie powiem, że misja posłannictwo, bo to zbyt wysokie może słowa, Ale coś w tym jest, że te moje spotkania, te moje pieśni, o których też mówię coś podczas recitalu, to dużo ludziom daję. Te teksty, które powstały, również moje się okazało, bo na mówieniu Muraszko mówi, tak krytykujesz, tak wybrzydzasz, sama coś napisz w końcu. Ja mówię, dobra, to napiszę. No i napisałam. I też moje teksty, które prowadzą ku dobremu, które dają nadzieję. to tak jakby ktoś powiedział, że oj, tak fatalnie, jutro nie wstanie dzień, jest źle. Kochany, wstanie dzień, czy tobie się to podoba, czy nie, czy ty będziesz rozpaczał, czy ty będziesz lamentował, czy będziesz zgrzytał zębami, dzień wstanie. I właśnie o tym chcę śpiewać, że dzień wstanie i koniec.
[23:35.67 → 25:50.84] A: Znaczy, że się pani... Czy się pani po prostu zaczęła upominać o ten kawałek świata, nas, rzeczywistości, który jest, czy nam się to podoba, czy nie, ale który daliśmy sobie zepchnąć gdzieś, o tę jasną stronę rzeczywistości, słoneczną, piękną. Swoją drogą, nie wiem kto to powiedział, ale podpisuje się, że piękną to jest to, czego Panu Bogu nie udało się schować. Więc trzeba o to bardzo specjalnie dbać. Te piosenki, o których pani powiedziała, że już nie śpiewa tak, a inaczej, trzy chciałabym wymienić. Pierwsza to jest ta, od której pani debiutowała w 69 roku, czyli Ptakom podobni. Później to jest ta piosenka Uśmiechnij się, wiele lat później. którą właśnie Satanowski kazał pani zaśpiewać i wszystkim powiedział, że da pani radę, a nie był to najłatwiejszy moment w pani życiu. I zaśpiewała to pani niezwykle intensywnie, niezwykle mocno, wykrzyczała i wytupała własną duszą właściwie. No i atramentowa rumba, którą zaczął się właściwie trzeci etap w pani życiu. Mam takie wrażenie, że Stanisława Celińska nadaje zupełnie nowe znaczenie słowu nowe. Nowa Warszawa, nowy teatr Warlikowskiego. Wiem, pani już stamtąd odeszła, ale jednak przez kilkanaście lat była z nim związana. Nowe życie rozpoczęła pani, idąc w stronę duchowości, o czym pani chętnie mówi. Urodziłam się po raz trzeci, zaczynam trzecie swoje życie. Słowo nowe kojarzy się nam wszystkim z czymś. Rzucamy stare, zaczynamy od nowa. Kupujemy nowy odkurzacz, stary na śmietnik. Nowa lodówka jest nam potrzebna, stara już nie istnieje. Nowe życie, przekreślamy całą resztę. U Stanisławy Celińskiej-Nowy nie brzmi tak właśnie. Nie byłby Pani dzisiaj, gdyby nie to wszystko, co się wydarzyło. I dobre, i złe. Nie byłaby Pani taka, jaka jest. Nie brzmiałaby Pani tak, jak Pani brzmi, prawda?
[25:51.88 → 29:22.40] B: Widocznie tak musiało być. To jest takie pocieszające, że warto żyć, żeby, nie wiem, zmartwychwstać, żeby zacząć wszystko na nowo, żeby być po prostu szczęśliwym, żeby nawet pozwolić sobie na to szczęście, bo jest tak, że my bardzo często nie pozwalamy sobie na to szczęście. Robimy wszystko, żeby być nieszczęśliwi. Stwarzamy sobie masę różnych problemów. Jest takie powiedzenie angielskie, jak masz problemy, to weź kartkę i spisz je na tej kartce. Spisz taki, taki, taki, taki, a potem weź i to przeczytaj. Okazuje się, że co drugi problem albo co trzeci nie jest twoim problemem. Natomiast to nowe, to jakoś tak się jeszcze inaczej objawiło ostatnio, że właśnie sięgnąć, ale w głąb siebie bardziej. Nie po coś nowego, tylko w głąb siebie. Co w środku we mnie jest? Czego ja chcę dla siebie teraz? Jaki głos chcę usłyszeć? Kiedy nagrywałam Nową Warszawę i były koncerty, Pamiętam, że przede wszystkim marzyło mi się, żeby siedzieć wśród muzyków. Tam siedzimy w takim półkolu, ja mam swój pulpit razem z nimi i marzyło mi się, żeby ten głos tej kobiety, która śpiewa tę Nową Warszawę, to był taki głos mojej mamy, babci, ludzi, którzy przeżyli powstanie w Warszawie. Taki głos, który jest troszeczkę zapylony, który jest taki obolały, Ta Warszawa jest obolała, bo w Warszawie nie można zapomnieć tego, co się stało. To jest miasto, które powstało z ruin i pamiętam, że bardzo ciężko to ten koncert zawsze przeżywam, bo przypominam sobie moją babcię, mamę, przypominam sobie tę Warszawę tak bardzo zburzoną, te czarne lata powojenne, również odbudowywanie tej Warszawy. Także to jest dla mnie ogromne przeżycie, ale sięgnęłam w głąb siebie. Zrezygnowałam w ogóle z makijażu tam. Prosty bardzo ogonek z tyłu albo kitka, już nie pamiętam co tam, raczej związane włosy, okulary, mniejsze, mniej zasłaniające niż te, pulpit i jakiś taki mój świat. I to mi przypomniało i uśmysłowiło, jak bardzo szczęśliwa była moja mama, która była skrzypaczką. gra w Filharmonii, w różnych tam orkiestrach, w Domu Wojska Polskiego. I właśnie pomyślałam, że ten świat każdego muzyka, że ma krzesełko, ma ten pulpit, to jest taki maleńki pokoik, w którym można się zamknąć i być sobą, i się skoncentrować. Bo wiecie, to jest bardzo trudne, żeby nie chcieć przyładować, że tak powiem, nie chcieć być za mocnym. Żeby przekazać intymny swój stan, bez krzyku, po prostu żeby poczuć rodzaj wyalienowania, ale jednocześnie świadomości takiej, że ja to wam przekazuję, ale w sposób bardzo delikatny. Ludzie teraz potrzebują delikatności. Jest taki hałas potworny wszędzie, że nie da się tego słuchać. Na przykład Sylwester, niby fajnie, niby koncert, ale trzy, cztery utwory i potem, Boże, to tak trzeba krzyczeć strasznie? No widocznie tak. I strzelać, Jezus Maria. Natomiast ta moja pyta jest taka właśnie szeptem i okazało się, że to jest właściwa droga i taką drogą chcę po prostu iść.
[29:23.90 → 29:42.08] A: Jest taki bardzo przejmujący moment w filmie Bartka Konopki, kiedy ten pulpit ustawiono pani na podwórku przystalowej, czyli tam, gdzie upłynęła część pani dzieciństwa, prawda? To było trudne pojawić się tam znowu?
[29:42.84 → 30:58.70] B: To było trudne bardzo, to znaczy ja się bardzo ucieszyłam, byłam wzruszona, ale najgorsze to było, że pomyślałam sobie, Boże, gdzie ja tu mieszkałam, bo wszyscy już poumierali. Pójdę tam do tej kamienicy, pójdę, zobaczę na spis lokatorów, może znajdę swoje mieszkanie. No gdzie tam? Jaki spis lokatorów? Już nie ma spisu lokatorów. No tak się zdenerwowałam. Po nowemu jest teraz. No nic, tylko widziałam z daleka. Ktoś mi obiecał z Krakowa, że będzie, jak to się nazywa taki malunek na ścianie? Mural. Że będzie mural ze mną i z kawałkiem piosenki Staszczyka, ale do tej pory nic się nie pokazało. Tam jest taki fajny kawałek muru, że mogłoby to się pokazać. Było to wzruszające i niesamowite. Piękny też pomysł z tymi. przez ścieradłami i latał ten wariat, jak on się nazywa? Ten co... Dron? Dront? Ja wiecie, że ja wszystko przekręcam. Oprócz tekstów, które się nauczę. Dront? Dron. Dron. Po prostu dron. I on tak pięknie fotografował wszystko. To było cudowne z góry. Także jest to przeżycie.
[30:59.57 → 31:47.89] A: Muniek Staszczyk, powiedziała pani, wielka przyjaźń między państwem. Tak naprawdę tytuł naszego dzisiejszego spotkania wziął się przede wszystkim z słów, z piosenki, którą dla pani napisał. Jest tam taki wers, po słowach, przepraszam cię synku, śpiewa pani, Po swojemu w tym tkwić. Musiałam po swojemu w tym tkwić. Trzeba przez życie przejść po swojemu, prawda? Trzeba przez życie przejść po swojemu. Tego też lubimy, kiedy pani o tym opowiada, żeby się nie buntować przeciwko temu, co się wydarzyło. Już nie chce pani dać sobie w mordę, jak czasem pani mówiła?
[31:48.88 → 33:36.00] B: Nie, no to lepiej jest, tak. Wtedy to chciałam się wyszaskać po pysku strasznie, bo tak się wkurzyłam na siebie, co jest, co nie może tak być. Musisz się wreszcie sama przed sobą przyznać, że źle stanęłam przed lustrem. Ta twarz, którą zobaczyłam, to nie była twarz, tylko była morda. I powiedziałam sobie, no kochana, albo w te, albo we w te. Oczywiście wiara. Wiara, z którą od początku miałam dużo do czynienia. Każdy ma swoją wiarę. W tej chwili już święty papież też nie negował innych wiar. Ważne jest, żeby człowiek w coś wierzył, bo to rzeczywiście bardzo dużo daje. A poza tym jest w tym jakaś prawda. Ja głęboko wierzę, że można nazwać jak się nazywa, ale że jest jakaś mądrość w kosmosie, która tym wszystkim kieruje. Jakieś dobro, które pomaga nam i jeżeli się do tego dobra odwołamy, to to dobro nam pomoże. Ja jestem sama takim przypadkiem cudu, więc gdyby mi się to nie przydarzyło, no to może bym się śmiała z tego i mówiła, że ojej, może to nieprawda. Ale mnie to zostało odjęte z sekundy na sekundę, w związku z tym, a byłam bardzo poważnie zaangażowana w picie alkoholu, w związku z tym, no wiem, że to był cud i że to zostało odjęte i że to się może zdarzyć i że człowiek bardzo chce i będzie się o to modlił. Też w związku z tym zdecydowałam się o tym powiedzieć, bo ja już powiedziałam o tym, kiedy już parę lat nie miałam z tym problemu, ale pomyślałam sobie, że danie świadectwa, tak samo w książce, danie świadectwa może komuś pomóc. Zresztą takich ludzi jest więcej, bo też się do mnie poodzywali różni w związku z tym. I to warto o tym powiedzieć, ta wiara, która nas prowadzi, może nas poprowadzić, jest też potrzebna.
[33:36.64 → 34:19.08] A: Tylko, że wcześniej trzeba pomagać, że trzeba wspomóc i że trzeba dokonać wyboru. Pani na przykład zaczęła wybierać rolę. Opowiedziała Pani przed chwilą o kilku bardzo spektakularnych przypadkach, kiedy nie zdecydowała się Pani na pewne role. Jest ich zdecydowanie więcej. Kiedy odmawia Pani, mówiąc, że zbyt silnie wchodzi w postać, żeby pozwolić sobie na to, żeby wchodzić w kogoś, kto Pani uszkodzi, kto nie zrobi dla Pani niczego dobrego. że przychodzi taki moment, kiedy trzeba się opowiedzieć po jakiejś stronie. Jak się do tego dojrzewa? W którym momencie to się dzieje, że człowiek jest na tyle silny, że może sobie tak powiedzieć? Nawet jeśli nie jest aktorem.
[34:19.88 → 36:56.32] B: Trzeba dokonywać wyborów, ale to wcale nie jest takie proste. Natomiast trzeba. Teraz może jest inna moda, bo teraz starość i dojrzałość, i teraz nie ma, że jest guru, że człowiek umiera w domu, w otoczeniu rodziny. Teraz się umiera w szpitalu, ludzie starsi to już na złom, a wszyscy są młodzi, botoksy, cholera co tam wi. I różne rzeczy się dzieją, koszmarne, obrzydliwe, fuj. I generalnie rzecz biorąc, wiek przestaje, nie jedzie się do starszej osoby i mówi słuchaj, poradź mi, pomóż mi, bo mam problem. A ona może pomóc, bo dużo przeżyła taka osoba. W związku z tym raz, że czytałam książki, które mogą mi pomóc, a dwa, że słuchałam mądrych ludzi. Maciej Engler, który był dyrektorem teatru, jest teraz dalej oczywiście, ale mojego teatru niedawno skręciłam też od Warlikowskiego do Teatru Współczesnego na parę lat, żeby odpocząć. I on właśnie mi to bardzo uzmysłowił. Stasiu, musisz dokonać wyboru między tym teatrem a tamtym teatrem. Był taki moment, kiedy musiałam zadecydować. I teraz to dokonanie wyboru, chociaż nam się wydaje, że to jest bardzo trudne i że my źle wybieramy. ale chcemy wybrać i w końcu musimy wybrać. I potem po latach mówimy, a gdyby było wtedy, to ja bym wybrał, może tamto byłoby inaczej. Nie, wtedy uważałeś, że to co wybierasz jest dobre. Więc trzeba się odważyć, chociażby to się wydawało innym ludziom bardzo dziwne, albo wręcz absurdalne, no bo kto odmawia Agnieszce Holland? No wariatka jakaś po prostu. Reżyserka z Hollywood, tak, wielkie, wspaniałe nazwisko. A ta mówi nie. Oczywiście, może ileś tam lat temu, gdy byłam młoda, może bym nie było mnie na to stać. Może bym się bała o swoją karierę i tak dalej. Ale teraz jest zupełnie inaczej, bo wiem, że robię też inne rzeczy. I jeżeli nawet nie zrobię tego, zrobię coś innego. Ale czy ja muszę jechać tam tak daleko, strasznie daleko, tym samolotem? Nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Mówię teraz, wiecie o czym, o Oskarach. Rozumiecie? No, masakra. To ja wolę na działkę pojechać już. Czy ja koniecznie, wiecie... No nie można się stać niewolnikiem własnej, za przeproszeniem, przepraszam za wyrażenie, sławy. Czy ja muszę być sławna? Czy ja muszę już dalej tak, bo ja muszę ciągle tak samo wysoko podskakiwać? Nie. Nie muszę wcale, ja już nic nie muszę. To jest cudowny moment. I to jest ta wolność.
[36:56.58 → 37:01.22] A: A może to tak działa, że jak człowiek nic nie musi, to się zaczyna ją mu otwierać różne inne drzwi?
[37:01.98 → 37:18.10] B: Myślę, że to jest całkiem możliwe. Bardzo często w miłości tak jest. Polujesz na faceta, marzysz o nim, a nagle mówisz, że odpuszczam. Zajmujesz się innym i od razu przyleci. Oni tacy są.
[37:19.60 → 37:33.49] A: Słyszałam, jak Recytowała Pani kiedyś, czytała fragment wiersza Rilkego o miłości, bardzo profetycznego wiersza. Zna go Pani na pamięć może?
[37:34.13 → 38:27.85] B: Zna pamięć, nie, ale wiem, że... Zgaś moje oczy, ja Cię widzieć mogę. Zgaś moje uszy, ja Cię usłyszę. Nawet bez nóg znajdę do Ciebie drogę. I bez słów zaklnę Cię najciszej. ramiona odrobinę obejmę, sercem szerokim, jak moim ramieniem. Kończy się, a jeśli nawet, jeśli to, że obejmę, W każdym razie kończy się, że kiedy już wszystko mi zabierzesz, to ja w krwi mojej ciebie będę niósł.
[38:28.57 → 38:36.91] A: Jest taka miłość? Pani wierzy w miłość, która jest w stanie, nie wiem, ocalić ten świat?
[38:38.57 → 41:03.59] B: Tak, ale tak jak teraz myślę, to jest ta miłość wyższa. To musi być ta miłość wyższa. Zawsze mówię tak, Pan Bóg to jest taka wygodna instytucja, bardzo. Po pierwsze, można go kochać bezgranicznie. Zawsze tę miłość nam odpłaci. Można niczego też nie wymagać, można tylko kochać. I to jest, człowiek jest ułomny. Jest kilka określeń miłości, które bardzo mi odpowiadają. Na przykład w którejś z książek Antoniego de Mello jest taka opowieść, tego młodego człowieka, księdza, który przyjaźni się z drugim księdzem, ale bez żadnych tutaj podtekstów. Jest to wielka, wspaniała przyjaźń. I mówi tak o miłości, mniej więcej. Mówi do tego przyjaciela, słuchaj, jeżeli ty jesteś przy mnie, to... I tu zaczyna wyliczać wspaniałe rzeczy. Słońce świeci mocniej. Świat jest piękniejszy i tak dalej. Ja się bardzo cieszę, jestem szczęśliwy. Ale ważna jest końcówka tej wypowiedzi. Ale kiedy Ciebie nie ma przy mnie, to też jest dobrze. Czyli tak zbudować siebie, żeby być szczęśliwym za sobą, żeby być partnerem dla kogoś, nie obwiesić się na nim, powiedzieć, słuchaj, nie mogę bez Ciebie żyć, w związku z tym zadręczać go sobą dzień i noc. A mój bioenergoterapeuta wspaniały powiedział, Pani Stanisławo, w miłości dystans i szacunek. I to jest niezwykle mądre, bo jeżeli kogoś bardzo kochamy, no to możemy go rzeczywiście zagłaskać na śmierć. Natomiast jeżeli nabierzemy dystansu i szacunku, że to też jest druga osoba, że nie musimy jej wszystkiego mówić, ale nie dlatego, że chcemy kłamać, tylko dlatego, że szanujemy. I znowu moja babcia. A moja babcia mówiła tak, Stasiuńka, mój dziadek nigdy nie wiedział, czyli jej mąż, nie wiedział nigdy, kiedy ja mam tak zwane kobiece dni. Jak to ona to robiła? Tylko po prostu nie wiedział. Drugie małżeństwo i wspaniałe, udane. Także miała mądrość niezwykłą.
[41:03.95 → 41:15.53] A: Może jeszcze nie dorośliśmy do takiej miłości. Może praca ciężka zwyczajnie przed nami. Może pani o tym wie i dlatego już przeszła na tę jasną stronę mocy i próbuje nas też namówić do tego, żeby taką pracę wykonać.
[41:15.53 → 41:36.37] B: Gdyby teraz jakiś papułas się trafił, no to może bym wyrobiła. ale musiałby się trafić. A teraz to już jest ciężko w moim wieku, ale kto wie. Ale nawet nie o to chodzi. Dojrzewać do miłości, żeby mądrze kochać, nie wiem, właśnie drugich ludzi, mądrze kochać swoich widzów, mądrze kochać Pana Boga. No i mądrze kochać moje pieski najdroższe. No jest to wszystko razem.
[41:37.53 → 41:57.27] A: Wróćmy jeszcze do tego słuchania. Powiedziała pani, to jest recepta, to jest pomoc. Słuchać mądrych ludzi, słuchać autorytetów. Ale pani jest bardzo czujna i uważna. To prawda, że nasz Mateusz Nowak, lubelski Mateusz Nowak, wpłynął na pewne zmiany w księgach Hioba?
[41:58.15 → 42:01.05] B: Oczywiście. Mateusz jest fantastycznym facetem.
[42:01.35 → 42:02.03] A: Jak to było?
[42:02.11 → 42:59.36] B: Fantastycznym facetem. Zaprosił mnie, to już było parę ładnych lat temu, do Rubina z księgą Hioba. Nagle mówi do mnie, bo wszyscy tak, cudownie, cudownie. A Mateusz mówi, ale ja bym coś tam, ja bym miał uwagę. Więc ja zastrzygłam uszami i mówię, słucham, słucham. Ja bardzo się ucieszyłam, że młody człowiek mi coś powie. I rzeczywiście bardzo fajną rzecz mi wtedy powiedział, którą oczywiście zastosowałam. To chodziło tam o przechodzę, żeby nie... W ogóle zmieniłam inaczej sytuację. Część była tak, że zamiast siedzieć, To stałam na początku czy tam, czy teraz akurat też siedzę, ale zupełnie inaczej zmieniłam sytuację. Bo mówi, że tak byłoby lepiej. I zaprzyjaźniliśmy się bardzo. Także Mateusz jest z tego miasta. Ja w ogóle to miasto bardzo lubię, ale nie tylko, że Mateusz z tego miasta. Bo jeszcze coś o Mateuszku? Może przyjdzie dzisiaj?
[43:00.04 → 43:02.64] A: Pewnie tak, jak go tu nie ma. Pewnie jest gdzieś.
[43:02.94 → 47:23.84] B: W każdym razie pisze mi wspaniałe sms-y i napisał również wspaniałą książeczkę, którą przeczytałam na temat przygotowania się do konkursów recytatorskich. Bardzo mądrze tam pisze o tym, co zrobić, żeby dobrze mówić o dykcji i tak dalej. Ale również z tego powodu, że tutaj właśnie w Lublinie, w lesie, znaleziono moją sunię ukochaną, która okazała się genialnym psem. Otóż, ponieważ jestem osobą niestety nie internetową, miałam jedną suczkę, którą wzięłam po 9 latach, ktoś ją oddał do fundacji, bo musiałam uśpić moją ukochaną sunię. No i byłam w takim stanie agonalnym, że tak powiem, że panie powiedziały w klinice, Pani Stasiu, niech pani weźmie następnego psa, bo widziały, że jest się chyle ku upadkowi. A miałam dużo koncertów i w ogóle zajęć. I rzeczywiście wzięłam sunię, taką jamnikopodobną, którą pan zostawił, bo sparaliżowało go. I ja ją wzięłam. Nie wiedziałam nawet dokładnie, czy ma wtedy 9 lat, ale fajna taka, przypominałam mu poprzednią jeszcze jedną suczkę. I wzięłam ją, no i żyłyśmy sobie obie, ale ponieważ byłyśmy coraz starsze i takie już nudne i w ogóle tak się nic nie działo, ja zaczęłam marzyć, żeby jeszcze mieć, bo ona zostawała sama, ja do pracy, żeby ta dziewczynka miała towarzystwo. Starsza pani właściwie. No i któregoś dnia grałam w Teatrze Rozmaitości. Poszłam podczas grania na drugą stronę sceny, bo tam stamtąd wychodziliśmy, już nie wracałam, żeby nie łazić wtedy nazad. Ale coś już opowiadałam. A wiecie, w klinice widziałam takiego psa, a na ulicy widziałam takiego psa? No zobaczyły dziewczyny, że coś się ze mną dzieje. I kiedy ja wróciłam, koleżanka, która jest też na punkcie zwierząt oszołomem kompletnym, mówi, zobacz, mam dla ciebie pieska. I pokazała mi zdjęcie w komórce. Taki malutki piesek na takich malusieńkich nóżkach, maleństwo, no w sam raz dla mnie. Uszy wielkie, cudne. Ale mówi, wiesz, ale on jest w Lublinie. Ja mówię, no to co, że w Lublinie? No dobrze. I jakie jest miasto między Warszawą a Lublinem? Podpowiedzcie mi. Co? Nie, jeszcze. Jeszcze coś. Nie, jeszcze coś. W każdym razie zadzwoniłam. Poprzedniego dnia sobie się zwariowałam, no bo gdzie ja tutaj mam tyle zajęć, a nagle jeszcze jeden piesek. No ale następnego dnia rano zadzwoniłam tam. Dzwoniłam się, umówiłam się w mieście pomiędzy Warszawą a Lublinem. Co? Nie, nie, nie, kurczę. W środku, w środku. Nie, nie. Radom. Nie. Radom? Jest Radom czy jest w środku? Jest w środku. Trochę z boku, no ale wiecie, no mniej więcej ta sama droga do Radom. No i dobrze. Spotkaliśmy się na stacji benzynowej, ja patrzę, wynoszą psa z tego, ale to ani malutki, tylko długi, bo to z perspektywy zrobione zdjęcie, krótkie łapki. A to sunia, całkiem pokaźna, nie wiadomo jaka duża urośnie, bo łapki dosyć grube, długie i szlenie, czteromiesięczne. Matko boska, co ona mi zaczęła robić, to ja przeżyłam po prostu drugą młodość, bo tak miałam małe dziecko. Zjadła wszystko w ogóle. No ale teraz jest fantastyczna także. Ale jaka była opowieść? Otóż właśnie ta dziewczyna, która napisała do tego, do internetu, miała dwa pieski już w domu, była też z partnerem, mieszkali i jej tata pracował na budowie gdzieś, coś właśnie w Lublinie pod, gdzieś z boku, właśnie niedaleko lasu. I któregoś dnia poszedł, nie wiem, zapalić papierosa, coś, patrzy, a tu jest taki dołek wykopany, a w nim piesek. No i cholera, mówi, no ale nic. Następnego dnia idzie piesek, siedzi w dołku wykopany, to czteromiesięczne zwierzątko, zauważacie, w dołku. Nie wiadomo, ktoś zostawił, ktoś wyrzucił, ktoś zgubiła się, nie wiemy tego. No i po czterech dniach, zobacz, to był październik, że się może coś stać z tym pieskiem, zabrał pieska do domu. Tam były już dwa pieski, które nie chciały uznać tej małej, w związku z tym powstało ogłoszenie. Ja to ogłoszenie, do mnie dotarło, no i pojechałam, odebrałam Sunię i mam kawałek Lublina w domu.
[47:24.11 → 47:36.65] A: Czyli ewentualnie na Oscary się Pani nie wybiera, ale do Lublina posunie? Proszę uprzejmie. Poza tym Pani już wie, co to znaczy czerwony dywan. Cannes ma Pani zaliczone, prawda?
[47:37.03 → 48:43.71] B: Tak, już zstąpałam. Zstąpałam po dywanie, ale to było niesamowite, bo właśnie... Nie przerwała mnie. Bo cóż z tego, że byłam w Cannes, w Palmy i tak dalej, cudownie, ale ja się nie umiałam tym cieszyć. Miałam dwadzieścia parę lat i oczywiście wymyślałam, że przez jak to możliwe jedzie film bez reklamy. Nikt tam nie wie, kto to była Wisła pod Grunwaldem. Zamiast się cieszyć, Daniel Bryski mówił, słuchaj, ty się ciesz, bo nie wiadomo, kiedy tu przyjedziesz. I miał rację, bo tam nie pojechałam więcej. Ale ja się nie umiałam tym cieszyć w ogóle. Tylko sobie, to co opadałam, stwarzałam sobie problemy. Ojej, a film nie będzie miał nagrody, a w ogóle tego, a nikt nie wie, a dlaczego nie ma żadnej historii. A jak mógł być film historii, kiedy film za chwilę, przed chwilą był skończony, właśnie był jeszcze ciepły. Także moje pretensje, zamiast się cieszyć z każdej chwili, co właśnie robię teraz, to ja oczywiście sobie wymyślałam różne dramaty. Oglądałam filmy poważne Antonioni, Bergman, bo nie miałam własnych problemów. Teraz jest troszkę inaczej. Teraz lubię oglądać romantyczne komedie.
[48:45.85 → 48:47.57] A: Nie ma Pani już pieca w domu?
[48:48.77 → 48:51.29] B: Nie, już nie mam. Piec został u moich dzieci.
[48:52.01 → 48:57.27] A: To co z karteczkami? Gdzie je Pani teraz przylepia? I co to był zazwyczaj w ogóle? I czy to działało?
[48:57.69 → 49:39.75] B: Tak, działało. Na przykład nie szczędź czasu, aby być szczęśliwym. albo jaką przyjemność sobie dzisiaj sprawię. To może być coś malutkiego sobie kupić, jak nie ma pieniążków, albo posłuchać czegoś, albo pójść na spacer. Zaśpiewać sobie coś, ale codziennie, żeby nie zapominać o sobie. Albo godzinę dla siebie znaleźć, co jest bardzo trudne przy naszych kobiecych zajęciach, ale można spróbować. Piec nie, ale czasami na początku kalendarza sobie coś napiszę albo sobie zanotuję. Poza tym został mi w głowie, o dziwo, bo bardzo często zapominam różne rzeczy, a to mi zostało w głowie. Także ten piec jest we mnie cały czas.
[49:40.85 → 49:44.15] A: Jaką przyjemność sprawiła sobie dzisiaj Stanisława Celińska?
[49:44.31 → 49:49.95] B: Spotkanie z wami, z panią.
[49:53.57 → 50:23.09] A: Jaką przyjemność sprawiła sobie dzisiaj publiczność w Lublinie? Bardzo pani dziękuję za dzisiejszy wieczór. Część z państwa zapraszam na koncert, a część do słuchania Stanisławy Cenińskiej. Bez względu na to, czy śpiewa, czy mówi, czy milczy, bo dojrzała do ciszy, więc mam nadzieję, że i nas to czeka.
[50:23.27 → 50:28.69] B: Dziękuję bardzo. Dziękuję pani bardzo za prowadzenie. Było cudownie, bo wiecie, różnie bywa z tymi prowadzącymi.

Bitwa o kulturę. W zgodzie ze sobą

Kiedy miała siedem lat grała w jasełkach i anioła, i Heroda. Jako aktorka też nigdynie dała się zaszufladkować. Mówi, że po babce Rosjance ma przepastną duszę, po prababce Hiszpance wielki temperament. W rolach teatralnych i filmowych szuka prawdy. Piosenki w jej wykonaniu za każdym razem brzmią inaczej, bo za każdym razem śpiewa je w innym momencie swojego życia. Jaka jest Stanisława Celińska?

Wróć