[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.67 → 02:56.10] A: Dobry wieczór Państwu, Łukasz Drewnia, witam na kolejnej odsłonie Bitwy o Kulturę. Ten odcinek nosi tytuł Domowe Granie i wbrew pozorom nie będziemy zajmować się w nim muzykującymi rodzinami, tylko spróbujemy opowiedzieć o pewnej eksplozji zespołów muzyki, nowych trendów w polskiej muzyce, który wybuch jest obserwowalny od kilku lat. Spróbujemy zapytać jakby skąd te zespoły przychodzą, jaki mają pomysł na sprzedawanie swojej muzyki, na promocję swojego wizerunku. Jak wygląda taki rynek muzyczny w Polsce teraz, w dobie internetu, kiedy zmieniły się miejsca, gdzie szukamy informacji o artystach, kiedy nastąpił jakiś wyraźny podział rynku na kilka stref, które być może się nawet nie przenikają. Domowe granie, czyli taka muzyka, która powstaje z potrzeby serca, niekoniecznie jest na sprzedaż, ale taka, która znajduje ludzi, którzy chcą myśleć i czuć w jej rytmie. Moimi gośćmi są dzisiaj pan Robert Przyszlak, wydawca Tin Man Records. Zapraszam serdecznie. I Sławomir Księżniak, muzyk, designer, działacz kulturalny, naczynia, słabi prezenterzy. Zapraszam bardzo. Słuchajcie, bo każdy odbiorca muzyki, nieważne z jakiego pokolenia, ma w głowie wdrukowany taki mit, jak się zostaje idolem, jak się zostaje rozchwytywany muzykiem. Ten mit utrwaliły filmy, książki z biografiami słynnych zespołów i muzyków. I zwykle wygląda to tak, że w szkole albo na studiach spotyka się chłopaka lub koleżankę, którzy myślą podobnie. Zaróbmy razem milion dolarów. Ćwiczy się po garażach, po strychach, w domach kultury. Potem jest pierwszy koncert, małe kluby, większe kluby. Przychodzi na te koncerty ktoś z wytwórni albo krytyk muzyczny, pisze pierwszą recenzję, daje pierwsze uwagi. Potem są wielkie koncerty plenerowe. Kiedyś wysyłało się kasetę magnetofonową do Jarocina na przykład. Było zakwalifikowanie się do głównego koncertu albo na mniejszej scenie. Podpisuje się pierwszy kontrakt płytowy. Płyta, zaczynają swoje piosenki grać w radio. I tak to powoli szło. coraz większe trasy koncertowe, telewizje, wyjazdy zagraniczne, próba podbicia europejskiego rynku. Ten schemat przynajmniej od początku lat osiemdziesiątych do końca dziewięćdziesiątych, początku dwutysięcznych tak funkcjonował. I teraz mam niejakie podejrzenie, że dzisiaj to wygląda zupełnie inaczej, że zmieniły się reguły gry albo skróciła się droga od twórcy do odbiorcy. Inaczej trzeba poruszać się na rynku muzycznym, inaczej szukać swoich fanów, wydawców. Kogoś jeszcze, kto uzupełnia nasze poszukiwania muzyczne. Jak to teraz wygląda? Moglibyście nam opowiedzieć o tym? Robercie? Sławku? [02:56.78 → 04:03.59] B: Podstawowa różnica jest chyba taka, że teraz każdy może być swoim własnym wydawcą. Kiedyś musiałeś znaleźć wytwórnię po to, żeby ci wytłoczyła płytę, żeby tę płytę włożyła do sklepów, żeby cię wypromowała. A w tej chwili jest tak, że jeżeli masz pomysł i nie chce ci się szukać wydawcy, tylko wiesz jak to zrobić wszystko sam, to możesz w ciągu sekundy wydać się sam, bo masz internet. Więc ten internet tak naprawdę zmienił chyba wszystko tutaj w tym podejściu do muzyki i do wydawania muzyki. Bo przypuszczam, że gdyby nie internet, to być może to nadal by wyglądało tak jak wyglądało w latach 80. czy 90. Natomiast zmiana jest kolosalna, no bo w ciągu dosłownie sekundy po tym, jak materiał jest nagrany, można go opublikować. Nie trzeba na nic czekać. Nie trzeba czekać, aż matryca się wytłoczy, aż ktoś wydrukuje okładkę, aż ktoś rozwiezie to do empików. Tylko w ciągu sekundy możesz sam to wypuścić w świat. Więc myślę, że to jest taka podstawowa różnica. [04:04.43 → 04:04.85] A: Drugi głos. [04:05.01 → 05:39.11] C: Wydaje mi się, że to jest też kwestia tego, że zmniejszył się dystans pomiędzy, tak jak powiedziałeś, twórcą a odbiorcą, że kiedyś potrzebny był ten przekaźnik taki w postaci wytwórni, która wykładała pieniądze na produkcję. Mi się wydaje, że rozwój technologii cyfrowych i dostępność tego w jaki sposób możemy produkować muzykę dzisiaj. Kiedyś potrzebne były wielkie machiny, wielkie potężne studia. Wszystko się nagrywało na taśmach analogowych. A dzisiaj wystarczy tak naprawdę komputer w domu, dobra karta graficzna i dobre mikrofony i każdy, kto chce zaistnieć i stworzyć coś, co mu w duszy gra, może to po prostu zrobić w domu. Myślę, że generalnie możemy tutaj mówić o rozwoju technologii, że technologia pozwala na to, że dzisiaj w ogóle zupełnie inaczej funkcjonuje rynek muzyczny niż kiedyś. I też inaczej docieramy do tych słuchaczy, bo docieramy do nich praktycznie bezpośrednio, do domu. Kiedyś trzeba było wykonać też pewną pracę w postaci, nie wiem, pójścia do sklepu, nie wiem, szukania tej... Najpierw się słuchało w rozgłośniach radiowych, tak? Słyszało się piosenki, one docierały i każdy później chciał na przykład mieć w domu. Ktoś, kto kolekcjonował na przykład muzykę albo po prostu najnormalniej w świecie te melodie mu się podobały, tak? A dzisiaj to już jest tak naprawdę zupełnie inaczej i to mi się wydaje, że to głównie dzięki dzielchni rozwoju technologii. [05:39.19 → 06:24.50] A: Powiedzcie w takim razie, jeśli każdy jest swoim wydawcą i każdy artysta, który w warunkach domowych przygotuje pierwsze swoje nagranie, ma taką samą szansę w dotarciu do odbiorców za pomocą internetu, to jak my, odbiorcy, mamy rozpoznać tego najlepszego? Co decyduje o tej klikalności? Domyślam się, że na przykład gdyby taka Lana Del Rey wyglądała tak jak na przykład Hanna Śleszyńska albo Danuta Reeny, nigdy chyba nie odniosłaby takiego światowego sukcesu. I co się stało z rolą tych dawnych guru muzycznych jak Piotr Kaczkowski, np. Marek Niedźwiecki, Tomasz Beksiński kiedyś, którzy potrafili przez puszczenie piosenki w swojej audycji zmienić w ogóle los jakiegoś zespołu albo John Peel w Anglii. Już oni są niepotrzebni w tych czasach. [06:25.93 → 06:44.77] B: To czy coś się przebije, no to jest kwestia właśnie pomysłu na siebie, bo może być coś świetnego, ale o czym świat się w ogóle nie dowie, nikt tego nie usłyszy, bo ktoś nie miał pomysłu jak z tym do słuchacza dotrzeć. Tego słuchacza trzeba znaleźć, dlatego że możesz czekać bardzo długo, aż ktoś cię znajdzie, ale nikt cię nie znajdzie na przykład. [06:45.13 → 06:46.87] A: Czy marketing ważniejszy od talentu? [06:46.87 → 06:48.97] B: Nie ważniejszy, ale na początku... Uczmy się [06:48.97 → 06:51.17] A: teorii sprzedaży, produktu ani kompozycji. [06:51.19 → 09:33.33] B: Na początku bardzo istotny, no bo skąd... Ja mam się dowiedzieć, że coś nagrałeś, skoro Cię nie znam. Nie jesteś moim kolegą, nie rozmawiamy ze sobą, więc nie przyniosłeś mi swojej płyty, nie dałeś mi jej, nie powiedziałeś posłuchaj. Tylko wrzuciłeś ją gdzieś tam, w jakieś miejsce w sieci, a takich miejsc jest miliardy. Więc ja muszę w jakiś sposób do tego dotrzeć. Musisz coś zrobić, musisz coś wykonać. I teraz możesz wysłać, nie wiem, linka do swoich znajomych. Oni to poślą dalej. Możesz spróbować się skontaktować z jakimś managementem, który ci w tym pomoże, ale postawi pewne warunki. Więc sam na początku musisz sobie wybrać taką swoją ścieżkę kariery i wymyślić sobie jak chcesz działać. Jeżeli masz wydawcę, to on ci w tym pomoże. Jeżeli sam jesteś swoim wydawcą, to możesz liczyć na siebie i na swoje kontakty. Te nazwiska, które wspomniałeś były takimi nazwiskami kiedyś, dlatego że Nie miałeś alternatyw. Musiałeś słuchać jedynki polskiego radia, dwójki polskiego radia, trójki polskiego radia albo rozgłośni harcerskiej. Nic więcej nie było. Miałeś jeszcze telewizję, dwa kanały, ale tam raczej muzyki też tego typu nie było, bo tam bardziej mainstream, główny nurt, Opolę, Sopot i tak dalej. Więc trudniej się było na pewno tym młodszym artystom przebić. Ale w momencie kiedy nagle był ten cały boom, że internet jest, że powstały tysiące nowych rozgłośni radiowych. Kiedy ten rynek się uwolnił, powiedzmy uwolnił, to kto inny zaczął kształtować gusta. No i już nie byłeś skazany na tego znakomitego, skądinąd oczywiście, dziennikarza jednego czy drugiego radiowego, natomiast mogłeś sobie znaleźć kogoś, kto ci bardziej pasuje, kto, nie wiem, nie puściliby ci disco, w trójce, natomiast znalazłeś sobie rozgłośnie, która ci to opuszczała, więc mogłeś sobie słuchać tej rozgłośni, którą chciałeś. W internecie możesz znaleźć wszystko co chcesz, możesz napisać co cię interesuje i ci wyskoczą miliony takich rzeczy, które są do siebie podobne i które mogą cię zainteresować. Więc na tym polega chyba ta różnica w takim eksperctwie, że tak naprawdę teraz to każdy jest własnym ekspertem, że coraz mniej ludzi zwraca uwagę na to, że ktoś mu coś poleca, a jeżeli już ktoś poleca, to ważniejszy jest mój kolega niż ten pan z radia. Oni oczywiście mają olbrzymią rolę w promocji nadal, bo to są mass media, to są... [09:33.33 → 09:34.71] A: Ale nie są monopolistami już. [09:34.90 → 09:54.88] B: Nie są już monopolistami, a często wręcz tak jakby programowo niektórzy się odsuwają od tego medium i nie chcą go słuchać. i nie chcą tych rzeczy, bo uważają, że coś, co jest tam lansowane albo ma być popularne, to z gruntu nie może być dobre. To jest oczywiście błędne myślenie, ale też dużo takiego myślenia jest. [09:55.82 → 10:18.94] C: Bo też mi się wydaje, że to jest kwestia taka, że ludzie, którzy poszukują muzyki, oni nie dadzą sobie, powiem kolokwialnie, wcisnąć czegoś, co nie jest dobre i co ich... Po prostu w tym momencie jakość jest też bardzo ważna tego, co jest pokazywane i prezentowane. [10:18.94 → 10:34.27] A: Co to znaczy dzisiaj to hasło dobre jakość? Kiedyś próbowaliśmy brzmieć tak jak brzmią zachodnie grupy, prawda? Były całe lata imitowania grupy The Police, potem Gitarowego Rocka, Indie i tak dalej. Co to oznacza, że twoja muzyka jest dobra, spełnia standardy, jakość? [10:34.71 → 12:09.71] C: Wydaje mi się, że tu też chodzi o pewną oryginalność i szczerość tego, co chcesz ludziom powiedzieć. Jeżeli ktoś jest naturalny i ktoś szczerze to robi, a nie ma pewnej kalkulacji z tyłu głowy, Człowiek po prostu przyjmuje to jako coś dobrego. Tak mi się przynajmniej wydaje. A druga strona, jeżeli chodzi o to, gdzie szukamy i jak szukamy, jak ta muzyka się rozprzestrzenia, to jest to, co ty powiedziałeś odnośnie tego, to, że kolega poleca. Dzisiejsza muzyka, która powstaje, tworzona przez młodych ludzi, ona powstaje dla pewnych nisz. To są po prostu pewne nisze, pewne środowiska, które się tworzą i dzięki technologii i nie wiem, internetowi, to się po prostu, te kręgi się po prostu rozszerzają, jeżeli to jest coś fajnego, dobrego. Nie wiem, wydaje mi się, że tutaj warto jest przywołać przykład zespołu Domowe Melodie, na przykład, który praktycznie bez żadnego wsparcia, tylko bez żadnych wielkich pieniędzy, po prostu zrobił, można powiedzieć, wielką karierę w naszym kraju. Ja byłem miesiąc temu na koncercie w Lublinie, jak zobaczyłem, salę wypełnioną po prostu po brzegi, dużą salę, która mieściła prawdopodobnie około 500 osób, to naprawdę byłem mocno zszokowany, mimo tego, że nie jestem jakby fanem tego zespołu w żaden sposób, ale moja koleżanka powiedziała mi, że jest taki zespół. Ja zobaczyłem ich na Facebooku, zobaczyłem, że oni są śmiesznie przebrani. Włączyłem utwór. [12:09.75 → 12:10.41] A: Teraz ich pokażemy. [12:10.71 → 12:20.88] C: Włączyłem utwór i w jakiś sposób mnie ujęli tym, że to było jakby ich... jakby nie widziałem wcześniej czegoś takiego osobiście i wydaje mi się, że to zadziałało też na wiele osób po prostu. [12:20.90 → 12:24.86] B: I nie istnieli wcześniej ani w telewizji, ani w radiu, nie byli pokazywani. [12:25.14 → 12:44.29] A: Słuchajcie, to może pierwszy przerywnik muzyczny, tak to chyba można nazwać, domowe melodie i co? Graszka czy Mój Chłopak? Co wolicie? Graszka, może Graszka. Zobaczmy i posłuchajmy. Pamiętać chwilkę na reakcję, ale już będzie. [12:45.73 → 14:46.71] D: Grażyna zrobiła dziecko, a teraz chce je wywalić ze swojego ciała. Oddać komuś za nic, Grażyna pochodzi z domu. Gdzie młode się topiło, jej ojciec też utonął, jak z matką w tango płynął. Grażka, grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz. Grażka, grażka, korzystaj, daj siebie umieść. Grażka, grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz. Grażka, grażka. Grażyna podjęła kroki do czynu nieprawego, znalazła z ogłoszenia doktora wybitnego. Lecz wcześniej u spowiedzi się księdzu wypeplała, a on do niej za kratki wychylił się i gada. Grażka, grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz. Grażka, grażka, Grażka, grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz. Grażka, grażka, korzystaj, daj siebie umieć. Grażka, grażka, weź przestań, bo do nieba nie pójdziesz. To chyba [14:56.25 → 15:26.14] A: najsłynniejsza ich piosenka, najbardziej szalejąca po sieci. Spróbujmy to zanalizować. Na czym ich fenomen polega? Kręcone chyba komórką, prawda? Albo małą kamerką cyfrową, na podwórku pod chyba własną kamiennicą, z wszystkimi dźwiękami tła, które wchodzą do tej piosenki. Chyba szczekał pies, chyba słyszeliście? Szczekał pies. Powiedziałeś o naturalności tych zespołów. Więc rzeczywiście sympatyczni młodzi ludzie, którzy niczego tajemnie udają, ale jak to się stało, że to nagle, jak ktoś mówi, zażarło? [15:26.99 → 15:28.14] C: Ja ci nie odpowiem na to pytanie. [15:28.75 → 15:36.01] B: Gdybym miał jasną odpowiedź, to pewnie bym był Troszkę bardziej do przodu teraz rynkowo niż jestem. [15:37.31 → 15:38.07] A: Nie są u Ciebie. [15:38.21 → 16:26.40] B: Wydaje mi się, że oni się sami wydali. To znaczy to jest właśnie ten przykład na ten cały początek naszej rozmowy, że to jest zespół, który miał na siebie od początku do końca pomysł i sobie to z pomocą znajomych, ludzi, którzy im pomagali, zrealizował. A nie masz nigdy takiej gwarancji, że coś Pójdzie, ale bo coś nie pójdzie. Możesz się starać, żeby poszło, a nie pójdzie, a możesz zupełnie od niechcenia coś zrobić i się okazuje, że ludziom się to podoba. Tak jest myślę z każdą sztuką. Jeden artysta trafia na swoją publiczność i ta publiczność go ciągnie, a inny na nią nie trafia i żeby nie wiem ile sił władował w promocję, to mu się to nie uda. I to jest właśnie fajne, że taki przypadek rządzi tym, nie tylko tym, ale w ogóle rynkiem czy światem. [16:27.18 → 16:52.88] C: Tylka dygresja mała. Oni w ogóle wydając tą płytę bardzo fajnie zrobili okładki, bo okładki były takie z szarego kartonu i na każdej okładce odbijali taką szklankę po herbacie, która miała zamoczone dęko. Wódki, takie obwódki. Każda okładka była inna przez to, że pewien przypadek tym kierował. [16:53.62 → 16:59.12] A: Ile oni mogli wydać egzemplarzy takiej wyprodukowanej w domu płyty? Odpalonej chyba na komputerze, jak rozumiem, tak? [16:59.30 → 17:01.04] C: Do tysiąca sztuk pewnie maksymalnie. [17:01.20 → 17:37.04] B: To też jest o tyle dobre, że panujesz wtedy nad nakładem. Nie musisz nagle zrobić sobie dwóch tysięcy, które Ci potem będą zalegały na strychu czy na pawlaczu. Tylko w momencie kiedy masz zainteresowanie, kiedy ludzie chcą to kupować i oni to sami sprzedawali przez internet, więc ktoś do nich pisał, oni mówią OK daj nam powiedzmy 20 złotych, wyślemy Ci płytę. Więc w momencie kiedy tych ludzi było 100 to robili 100 płyt, kiedy ich było 1000 to robili 1000, więc to też. jest taka elastyczność potem w tej produkcji. Nie masz potem milionów płyt, które zalegają gdzieś na półkach i są sprzedawane po dwa złote w marketach. [17:37.10 → 18:11.52] C: To też jest taka kwestia, że dzisiaj bardzo popularnym jest taki system tak zwanych preorderów, że ludzie się wcześniej zapisują, że chętnie kupią tą płytę i wytwórnia niezależna wie, że po prostu może ma na przykład 500 osób, które się zgłosiło, że kupi płytę, to wie, że jak wydrukuje 500, to te 500 sprzeda po prostu, bo To też jest kwestia, mi się wydaje, że to też wszystko polega na pewnej uczciwości między artystą a odbiorcą, bo jeżeli nie będziemy wobec siebie uczciwi, to jakby nic tam z tego nie wyjdzie. [18:12.00 → 18:26.40] A: Czyli żyjemy teraz w takich czasach, gdzie wolność, niezależność rzeczywiście są wypisane na sztandarach młodych muzyków. No bo kto ma wpływ na to, jak wyglądają kolejne kawałki, czy strategia wizerunkowa, promocyjna domowych melodii? Nikt poza nimi. [18:27.69 → 19:18.48] B: W tej chwili wyłącznie oni, ale jaką oni chcą mieć teraz, jaki chcą zrobić następny krok tego nie wiemy, bo... To jest trochę tak, że my ciągle jednak rozmawiamy o niszy mimo wszystko, no bo to nie są artyści, którzy mimo swojej wielkiej popularności w internecie sprzedają takie nakłady jak gwiazdy RMF FM na przykład. Nie są to tacy artyści i jeżeli chcą nimi być w przyszłości, no to muszą sobie wymyślić jak to zrobić, a jeżeli po prostu chcą sobie robić swoje, być zawsze szczerzy i wobec siebie i wobec słuchacza, to być może im to nie jest potrzebne i im wystarczy ten fan, którego w tej chwili mają, może przyjdzie nowy, ale nie muszą liczyć na wielką masową popularność, bo im nic do niczego nie potrzebne, nie chcą bywać, nie chcą być na okładkach gazet na przykład. [19:18.86 → 19:58.16] A: Zanim pójdziemy dalej, jeszcze spytam się o jedną rzecz, bo to funkcjonowanie muzyki w internecie oznacza także jedno, że muzyka zostaje niejako już upoczęcia przylepiona do obrazu. Słabo sobie tę piosenkę wyobrażam bez właśnie tych podwórkowych realiów. Ona myślę, że przeszłaby, utonęłaby mi w powodzie innych. Jest obraz, który podbija, wzmacnia muzykę, jest integralną częścią. Rzeczywiście dostajemy teraz, tak jak Bjerg wydała płytę, prawda? Wszystko, i obraz, i dźwięk, i jakieś interaktywne zabawy były integralną częścią projektu muzycznego. Takie przyszły czasy, że bez obrazu, bez interaktywności muzyka już się nie sprzeda? [19:58.46 → 20:52.20] B: Żyjemy w kulturze obrazkowej, więc ten obrazek jest bardzo ważny. Kupujemy w tej chwili oczami coś głównie, więc myślę, że to się bardzo dobrze z tym łączy. Są ludzie oczywiście, którym ten obraz nie jest do niczego potrzebny, natomiast ułatwia z pewnością, bo ten świat jest bardzo szybki w tej chwili, więc czasami nie masz czasu na to, żeby się zastanawiać i myśleć nad tym, czy to jest dobre, czy to jest złe, wsłuchiwać się, zamykać oczy i wyobrażać sobie cokolwiek. Czasami wystarczy rzut oka i już wiesz, że coś cię obrazkowo na przykład zachwyciło, że coś cię przyciągnęło swoim kolorem albo, nie wiem, plastyką tego obrazu. No i już wystarczy, już masz tego słuchacza, który z dużym prawdopodobieństwem, jeżeli wytrzymał pierwsze 10-15 sekund, posłucha te jego utwory już do końca, patrząc na obrazek. [20:52.26 → 21:08.54] A: Taka na przykład ścianka, pamiętacie, koniec lat 90., początek 2000, ona nie miałaby szans w tym systemie, który się teraz narodził. to eliminuje pewien rodzaj artystów, którzy nie są fajni at the first sight, tak jak w Anglizy, od pierwszego wejrzenia. [21:08.76 → 22:43.35] C: Ja taką kontra trochę tutaj dam, że są też takie działania, które niekoniecznie muszą funkcjonować z obrazem, a się sprzedają. Wiadomo, że to może jest kwestia tego, że dzisiaj np. wydając pewne stare rzeczy na nowo, albo wydając je w ogóle po raz pierwszy, Nie potrzebujemy do tego filmu, teledysku, żeby to sprzedać. Taki przykład jest na przykład muzyka z rękopisu znalezionego w Saragosie, Wojtka, do filmu Hasa, muzyka Pendereckiego. Wojcek Czerni z Obuch Records wydał to w limitowanym nakładzie na płycie winylowej w tysiącu sztuk. I to się w ogóle sprzedało chyba w jakiejś pół roku i głównie w Stanach Zjednoczonych. Fakt, że w Stanach są fankluby tego filmu i może ten film jest bardziej popularny w Stanach niż w Polsce, ale nie potrzebował do tego teledysku, do promocji, zwłaszcza, że tak naprawdę tej promocji praktycznie żadnej nie zrobił. On tylko to wydał i wpuścił do jakichś sklepów internetowych, że ta płyta jest. a sukces chyba polegał na tym, że ta płyta, że ta muzyka nigdy nie była wydana. Opowiadał o tym, że zgrywali to po prostu ze ścieżki dźwiękowej z kliszy, po prostu, na której był film. [22:44.31 → 23:26.06] B: No bo to tak jest, to nie jest tak, że jest jedna recepta, czyli obrazek oczywiście w większości pomaga, ale nie musi. Identyczny przykład z programem telewizyjnym Sonda. Pół roku temu, nawet mniej niż pół roku temu, w grudniu to chyba było, Wyszła płyta z muzyką z tego programu, muzyką zapomnianą, muzyką odszukaną w ogóle, no bo to był olbrzymi kłopot ze skatalogowaniem w ogóle, co tam za muzyka występowała, nikt nie wiedział jeszcze, tam wielkie fora internetowe, fanów sondy poszukiwały, kto jest autorem muzyki z czołówki, jaka muzyka się tam pojawia. I została wydana płyta, najpierw na kompakcie, potem na winylu. I ona się rozeszła w całości chyba przez sprzedaży. [23:26.52 → 23:29.44] C: Trzy dni chyba się płyta winylowa sprzedała. [23:29.70 → 23:33.66] B: A tylko dlatego, że ludzie mają w głowie nawet nie ten sygnał. [23:34.14 → 23:34.92] C: Sentyment. [23:35.18 → 23:54.21] B: Tak, usłyszysz pierwsze dźwięki z tej płyty, to doskonale przypominasz sobie ten program. Wiesz już wszystko. Każdy z tych, mówię oczywiście o ludziach w pewnym wieku. Każdy z tych dźwięków gdzieś tam Ci został, no bo to jednak spotykałeś się z tym co czwartek o tej osiemnastej, czy którejś tam trzydzieści. [23:54.61 → 24:30.56] A: To znaczy teraz wszyscy będziemy w tych swoich niszach muzycznych, niezależnie od tego co słuchamy, kolekcjonerami. Nie wiem, bo wy jesteście młodsi, ale jak ja wchodziłem w... muzykę, to żeby uzbierać całą np. dyskografię grupy Rare Bird, to musiałem pojeździć po kilkunastu giełdach, szukać za granicą. Jakieś butlegi Floydów, to też były wydarzenia, jak to zdobyć. A teraz młody człowiek wchodzi na odpowiednią stronę i ma wszystko naraz. Dwadzieścia lat kariery jakiegoś zespołu, wszystkie wydawnictwa, wszystko może naraz przyswoić. To znaczy, że będziemy teraz takim grupami słuchaczy, ekspertów, który każdy przynosi w walizkę swoich płyt z fascynacji? [24:30.62 → 25:18.14] C: Wydaje mi się, że pytanie jest inne. Czy my jesteśmy dzisiaj kolekcjonerami plików, czy jesteśmy słuchaczami? Bo możemy mieć na komputerach całą dyskografię, ale to wcale nie znaczy, że my będziemy tego słuchać. To jest kwestia Twojego wyboru i tego w jaki sposób podchodzisz do muzyki, czego szukasz. Jeżeli coś Ci się podoba to zostaje, jeżeli coś Ci się podoba bardzo to zostaje na dłużej, a jeżeli Ci się coś nie podoba to prawdopodobnie to wyrzucasz, może wrócisz do tego za jakiś czas. Ale odpowiadając na twoje pytanie, to wydaje mi się, że to jest trochę tak, że to są takie nisze. Pewnym kontrapunktem do tego jest to, o czym rozmawialiśmy przed wejściem, jest popularność talent showów, które są w komercyjnych telewizjach. [25:18.16 → 25:55.36] A: To jest właśnie następny problem, z którym teraz się musimy zmierzyć. Co taki zespół, który funkcjonował w niszy internetowej dla swoich wybranych słuchaczy, może potem zrobić? Podpisać kontrakt z majorsami, czyli z tymi najważniejszymi wydawnictwami, które już dają niewiarygodną promocję, planują karierę na 10 lat do przodu, iść do talent show, żeby dotrzeć do widowni telewizyjnej, wejść w obiekt tych wielkich open-air koncertów? Co taki zespół niezależny, jak domowe melodie, jak inne, które za chwilę zobaczymy na naszym ekranie, może zrobić, żeby zostać wiernym sobie, a jednocześnie wyjść poza niszę? [25:57.20 → 26:31.90] B: To też zależy od tego, co ja sam chcę jako zespół, bo powiedzmy, że wygram taki program, I mogę nie podpisać tego kontraktu, bo nie chcę, nie godzę się na ten kontrakt na przykład. I wcale mi nie zależy na tym, żeby moja twarz była na każdym billboardzie w mieście. I żeby być artystą masowym i popularnym, bo być może musiałbym pójść na jakiś kompromis, którego ja nie chcę. Więc to jest tak, że moim zdaniem ci ludzie nie zawsze... [26:31.90 → 26:45.32] A: Ale zaraz, zaraz, bo to, że jest twarz na billboardzie oznacza, że że jest się popularnym, a jeśli jesteś popularnym, masz większe pieniądze. Jeśli zarobiłeś większe pieniądze i twoja wytwórnia zarobiła, możesz na przykład nagrać płytę z kim chcesz na świecie. [26:45.63 → 27:44.72] B: I są ludzie, którzy mają takie cele, ale są też tacy, którzy biorą udział w tym programie z zupełnie innych powodów. Z tego powodu, że po prostu ktoś ich zauważy. Być może to nie będzie ta masa, która zauważyła tego zwycięzcę, tylko dużo mniejsza grupa. ale mógł się ze swoją muzyką pokazać i być może mógł zdobyć trzech nowych fanów i to mu wystarczy. Jest tak samo szczęśliwy jak ten, który ten program wygrał i który w tej chwili ma złote czy platynowe płyty. Ja nie widzę tutaj wielkiej różnicy, to znaczy nie widzę takiej różnicy między pójściem do takiego programu, a wybraniem innej ścieżki promocji. Nie skreślam tego typu programów i nie uważam, że one są z gruntu złe. I że pokazywanie się tam jest jakimś obciachem dla tak zwanych prawdziwych artystów, tak? Że ja bym tak nisko nie upadł, żeby pójść do takiego talent showu. [27:44.72 → 27:50.34] A: Ale sugerujesz, że w przyszłych czasach właściwie już nie można zdradzić ideałów, bo zawsze się pozostaje wolny. [27:50.34 → 28:18.59] B: Bo będziesz nieszczerym na przykład i ktoś się na tym pozna. Myślę, że dużo trudniej jest w tej chwili oszukać słuchacza niż kiedyś można było go oszukać. Dużo trudniej jest wmówić, że coś jest dobre, kiedy nie jest dobre, bo wydaje mi się, że ten słuchacz z racji tego, że ma tych bodźców tak dużo, jest bardziej wyrobiony, ale może nawet nie tyle wyrobiony, ile nastawiony na to, co chce usłyszeć. On już wie, co mu się może podobać, a co raczej mu się nie spodoba. [28:19.11 → 29:15.92] C: W przypadku też takich programów wychodzi też na jaw jakby cała prawda o zespole, co on reprezentuje, bo tak naprawdę tam trzeba zagrać jeden do jeden, a patrząc na przykład na to, co się dzisiaj bardzo często wydaje, to są to produkcje, to są po prostu wydane, nawet te rzeczy, które są nagrywane w domu, na komputerze, to zazwyczaj są już produkowane, tak, czyli wycina się, nie wiem, kawałek ścieżki gitary, wkłada kawałek głosu, tu się za chwilę wkłada kawałek, nie wiem, instrumentu klawiszowego, tu za chwilę perkusja się zatrzymuje, tutaj się dokłada coś, co, nie wiem, jakiś bit, który to podbija i to się jakby produkuje, a w takim programie trzeba po prostu od początku do końca zagrać ten swój utwór w tym czasie, który ma się przeznaczony i to też jest pewien weryfikator tego, czy ktoś naprawdę potrafi coś zagrać. czy potrafi coś sobą zaprezentować. [29:15.92 → 29:23.62] A: A powiedz, kusiło was kiedyś w naczyniach, żeby pójść do takiego miejsca? Dlaczego nie? Za trudną muzykę gracie? Nie pasujecie do formatu? [29:23.66 → 29:26.40] C: Wiesz co, nawet nigdy się ten temat w ogóle nie pojawił. [29:27.88 → 29:29.54] A: Nie pojawił się z jakiegoś powodu. [29:29.76 → 29:33.24] C: Nie wiem, no w ogóle nie rozmawialiśmy o tym nigdy, więc jakby... Czyli ja [29:33.24 → 29:35.14] A: wrzuciłem pierwszy raz teraz do... Tak, to [29:35.14 → 29:36.84] C: może powiem kolegom, jak będziemy się widzieć. [29:36.84 → 29:37.80] B: I w następnej edycji. [29:38.26 → 29:44.37] A: Dobrze, teraz może Micro Music i takiego chłopaka. Pędzimy dalej. [29:49.55 → 32:23.20] D: Panie Lusie, daj mi kogoś, kto nie zmąci wodę w mym stawie. Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen, gdy ryb w mym stawie zabraknie. Gdzie znajdę takiego pięknie dobrego? Gdzie znajdę takiego pięknie dobrego? Daj chłopaka, nie wariata, daj nie palacza Nie biedaka, daj nie pijaka Nie Polaka, daj nie przyzala Nie wariata, daj nie cwaniaka Nie pajaca, daj nie pijaka Nie Polaka, daj nie biedaka Kogoś kto nie zerwie różnym ogrodzie Kogoś kto nie zerze jabłek wszystkich i ucieknie za morze Gdzie znajdę takiego pięknie dobrego? Gdzie znajdę takiego pięknie dobrego? Nie wariata, daj nie palacza Nie biedaka, daj nie pijaka Nie Polaka, daj nie brzydala Prześlij mi chłopaka Nie wariata, daj nie cwaniaka Nie pajaca, daj nie pijaka Nie Polaka, daj nie biedaka Daj Polaka, tak, chcę wariata Chcę pijaka, tak, daj siłacza Daj wydala, tak, daj Polaka [32:57.93 → 32:58.67] A: Dziękuję bardzo. [32:59.25 → 33:49.40] B: Jeszcze po obejrzeniu tego i dyskusji o talent showach to sobie pomyślałem, że kiedyś było tak, że były przeglądy zespołów. Dalej są, ale to była jakaś komisja, tu był dzielnicowy, był tam szef domu kultury z mojego osiedla, ktoś tam jeszcze, ktoś tam jeszcze. Przychodziły młode szarpi druty, tam grały sobie na gitarach i ktoś mówił ty byłeś fajny, ty wygrałeś, tu masz puchar i dostałeś 100 złotych, a ty masz drugie miejsce i tak dalej. A teraz właśnie te talent show'y i w ogóle cały internet zmienił to o tyle, że ci ludzie tam idą, żeby się pokazać, idą na taki przegląd, ale to ja jako odbiorca decyduję, czy to mi się podoba, przyznaję trochę inne nagrody, bo przyznaję jakąś swoją akceptację takiemu artyście, więc myślę, że to jest też ta zmiana, która się dokonała. [33:49.99 → 33:59.23] A: Czasem porażka w talent show nie zamyka drogi nigdzie, a wprost przeciwnie otwiera, bo ludzie na kontrze potrafią docenić to, co zostało odrzucone, bo nie pasuje do formatu. [33:59.77 → 34:16.77] B: Brodka nie wygrała idola, prawda. Ona zajęła któreś tam miejsce, odpadła gdzieś tam na pewnym etapie, a nikt dziś nie pamięta osoby, która wygrała tego idola, a raczej wszyscy pamiętają o Brodce. Czyli to nie jest recepta na sukces, ale pokazanie się tam na pewno pomaga. [34:17.62 → 35:11.57] A: Dobrze, ale tym ludziom, którzy chcą być wierni sobie, nie chcą się sprzedać tym wielkim wytwórniom, czy być co piątek w telewizji, zostają do wyboru takie wytwórnie płytowe jak twoje, jak Tin Man Records. Z kim wy się ścigacie jako projekt? Macie w swojej pieczy kilkunastu artystów, muzyka końca lata, Komety, Drekoty, Króla, Bożeja Króla. kogoś tam jeszcze, kogoś jeszcze. I rozumiem, jest na to odbiorca, jest nisza, którą wypełniacie, ale czy wzorem są, nie wiem, takie wytwórnie zagraniczne, które kiedyś były legendarne jak Motown czy 4AD? Co jest punktem odbicia, wzorem dla ciebie? Co ma na celu taka, nie wiem, rodzinna firma, nie wiem, przyjacielska grupa? [35:12.13 → 36:59.55] B: To na pewno, ale zacznę od tego, że w ogóle bycie w Majgersie, czyli w tej wytwórni dłużej, nie oznacza, że się jest nieszczerym. albo nie musi oznaczać, że się sprzedało. Po prostu są ludzie, którzy mają duże prawdopodobieństwo, że zostaną popularni, mimo tego, że wykonują dobrą muzykę, to ta muzyka ma duże szanse, żeby się przebić do masowego odbiorcy i są w takich wytwórniach, więc nie można też deprecjonować ich wartości artystycznej. Oczywiście w takich wytwórniach jest też mnóstwo tak zwanej papki muzyki towarzyszącej, no bo te wytwórnie muszą, to są przedsiębiorstwa wielkie, które muszą na czymś zarabiać. Myślę, że większość małych wytwórni, takich jak moja, nie musi zarabiać. To znaczy... Z czego żyjecie, przepraszam? Żyjemy z czegoś innego. Każdy z nas ma jakąś inną pracę prawdopodobnie. Nie twierdzę, że prowadzenie wytwórni nie jest pracą. bo jest, ale nie jest taką pracą, że idę na tę godzinę, o tej godzinie wychodzę, podbijam kartę, wypijam kawkę, zrobię 10 telefonów, załatwię kontrakt jeden, kontrakt drugi, pójdę do radia, porozmawiam z redaktorem muzycznym, żeby puścił. To nie jest ten rodzaj pracy. W przypadku takich mniejszych projektów, mniejszych zespołów, mniejszych wytwórni, To jest rodzaj jakiegoś, nie chcę nazwać tego hobby, ale jakiejś takiej potrzeby, żeby takie rzeczy robić. Mogę mówić za siebie, ja nie jestem nastawiony na zysk, to znaczy w momencie, kiedy jedna płyta sprzeda się lepiej, to zarabiam na tę drugą, która nie miała szans, żeby się sprzedać, ale była dla mnie na tyle wartościowa, że chciałem, żeby się ukazała. [37:00.28 → 37:03.55] A: Żeby zacząć działalność musieliście zainwestować swoje pieniądze? [37:03.68 → 37:05.22] B: Musieliśmy zainwestować swoje pieniądze, tak. [37:05.30 → 37:06.24] A: I to się zwróciło? [37:06.38 → 40:30.92] B: Nie liczę, nie patrzę na to. Prawdopodobnie jeszcze nie, ale pierwszego dnia, kiedy stwierdziliśmy, że zakładamy wytwór, powiedzieliśmy, że będziemy bardzo szczęśliwi, kiedy uda nam się sprzedać trochę płyt, a takim kolejnym etapem szczęścia jest, że wyjdziemy na zero kiedyś na przykład, czyli że to, co włożymy na początku, nam się kiedyś zwróci. To jest bardzo zdrowe. Wydaje mi się, że dla mnie to jest bardzo zdrowe. To znaczy ja nie mam takiej napinki, że ja muszę robić jakieś wyniki finansowe. W związku z czym dużo łatwiej mi przychodzi prowadzenie tej wytwórni. To nie znaczy, że ja nie mam celów, bo ja chcę żeby te rzeczy istniały, były popularne, były grane, gdzieś tam się pojawiały i będę o to walczył. bo w to wierzę, ale właśnie istotne jest to, że zaczęło się od tego, że się znaliśmy z kolegami na przykład z muzyki końca lata. Oni szukali wydawcy, nie mieli tego wydawcy. No to dlaczego nie zrobimy czegoś razem? No to zrobimy coś razem. No to potem przyszedł zespół kobiety, legenda trójmiejskiej alternatywy, która też nie miała wydawcy, bo też miała różne przygody przy poprzednich płytach. No to dlaczego nie zrobimy czegoś razem? No zrobimy. I tak po kolei, po kolei i się okazało, że to w ten sposób może działać, to znaczy po pierwsze pewne relacje towarzyskie, koleżeńskie. To nie jest tak, że my jesteśmy jakimiś wielkimi przyjaciółmi, ale jesteśmy po prostu dobrymi kumplami. A po drugie pełna transparentność działań, to znaczy ja wiem, Co oni zrobią, czego oni nie zrobią. Wiem, że ten artysta pójdzie i wystąpi w Dzień Dobry TVN, a ten nie pójdzie i nie wystąpi. I nie będę go do tego namawiał, pomimo tego, że sprzedałbym 100 płyt więcej na przykład. Nie będę tego robił, bo jesteśmy wobec siebie uczciwi. Nie było nigdy między nami żadnych problemów w rozliczeniach, bo to jest zupełnie transparentne. Umawiamy się, kto za co płaci i kto z tego czerpie zyski, jakie to są zyski, jeżeli ten zysk się w ogóle pojawi. Nie jest to celem w samym sobie, bo większość z moich artystów też pracuje, ma normalną pracę. To nie są ludzie, którzy się utrzymują z muzyki. I myślę, że dzięki temu oni się czują wolni, że ta twórczość To nie jest tak, że oni mają kontrakt i co rok muszą nagrać płytę. Jeżeli nie sprzedadzą ich z tej płyty, to ten kontrakt zostanie rozwiązany i oni muszą oddawać kasę na przykład, bo są takie kontrakty. Nie ma tu takich sytuacji. Jak nagrasz płytę, to to jest pierwsza rzecz, która jest najistotniejsza, czyli nie, że ty masz tutaj kontrakt, tylko czy ta płyta jest fajna, czy ona ma szansę, żeby trafić do twojego słuchacza. Jeżeli nie jest fajna, to zróbmy coś, pokombinujmy. żeby była, albo nie wiem, no to poszukaj innej wytwórni, która Ci to wyda, której to bardziej podpasuje, bo ja na przykład wydaję tylko to, co mi się podoba. Nie wydam niczego, na czym, co mi się nie podoba, ale zarobię wielkie pieniądze. Nie zrobię czegoś takiego, bo to nie jest mój cel. Nie mam takiej potrzeby. Wydam tylko to, co mi się podoba, bo tylko wtedy, kiedy tak się stanie, to wiem, że ja będę naprawdę o to walczył. [40:30.94 → 40:47.60] A: Ale czy chcesz powiedzieć, że muzycy z Twojej wytwórni, oni nie zarabiają na swoich płytach, mają... to jest hobby dla nich, mają drugą pracę, dobrze zarabiają, a chcą się po prostu dzielić swoją muzyką, swoją pasją? Czy jest tak, jak słyszałem, że większość polskich zespołów tak naprawdę zarabia na wielkich koncertach, a płyty też? [40:47.60 → 43:01.32] B: Dużo mitów jest takich. Zresztą pewnie za chwilę potwierdzisz te wszystkie spostrzeżenia, ale To jest tak, że ciężko jest żyć ze sztuki w ogóle jakiejkolwiek. To nie ma znaczenia czy to jest muzyka, czy to jest malarstwo, po prostu ciężko jest żyć. Kiedyś byli mecenasi, teraz tych mecenasów jest mniej, więc... Ci ludzie musieli w pewnym momencie znaleźć sobie inne zajęcie, to znaczy takie, które spowoduje, że oni będą mogli normalnie funkcjonować, jeżeli mają rodziny na przykład, nie utrzymają się za sprzedaży płyt, a muzyka też ich bardzo dużo kosztuje, dlatego że nagranie płyty to jest, no oczywiście różne są metody nagrywania, jeżeli ktoś robi wszystko w domu, to też to nie jest tak, że go to nic nie kosztuje, bo musi kupić oprogramowanie na przykład, które jest drogie, musi wydać na to pieniądze. Jeżeli idzie do studia, to musi zapłacić za to studium, musi zapłacić za realizatora, a jeżeli chce jeszcze skorzystać z dodatkowych muzyków, to musi zapłacić za tych muzyków. Wydaje mi się, że 20 tysięcy złotych to jest marna kwota, jeżeli chodzi o nagranie płyty, o samo nagranie jeszcze, nie jej wydanie. Więc żeby zarobić 20 tysięcy złotych, trzeba sprzedać 10 tysięcy płyt. Nikt nie sprzedaje teraz albo prawie nikt 10 tysięcy płyt. Więc zostają koncerty, ale stawki koncertowe też są różne, dlatego że jeżeli jesteś debiutantem, to grasz za darmo albo za miskę zupy, bo takie są propozycje z klubów, prawda, że to nie jest tak, że dostaniesz jakieś honorarium. No tam dobrze, dostaniesz jakiś procent od biletów. Tam przyjdzie 10 osób, zapłaci po 10 złotych. Dobra, masz 10 procent, czyli dostaniesz 10 złotych w sumie jak wyjdziesz z tego koncertu jako zespół. Więc ci ludzie musieli sobie poszukać jakiejś pracy i Wszyscy moi, ci nawet najpopularniejsi artyści pracują, gdzieś coś robią. Jeden zespół żyje z muzyki, ale to dlatego, że zaczął dość wcześnie i miał na tyle dużo przebojów ileś lat temu, że jest w stanie z tantiem... O kometach mówisz? Tak, z tantiem, plus tego co teraz [43:01.32 → 43:04.08] A: zrobi... Gdzie pracuje Lesław, ale... [43:04.08 → 43:16.30] B: Nie, Lesław żyje z muzyki, tak. Tak, to jest chyba... Musiałbym teraz sobie przewertować szybko katalog, ale to jest chyba jedyny artysta ode mnie, który żyje z muzyki. Ale to nie jeździ Porschakiem. [43:16.82 → 43:30.12] A: Rozumiem. Sławku, a z twojej perspektywy jak to wygląda? Rzeczywiście żyjemy teraz w takim systemie, gdzie muzycy hobbyści śpiewają dla odbiorców, kolekcjonerów. Wszyscy pracujemy gdzie indziej? [43:30.32 → 46:01.98] C: Wiesz, mi się wydaje, że nie można tego tak uogólniać, ale z mojej perspektywy to też raczej tak wygląda, To jest tak, że jak my zaczynaliśmy grać, to byliśmy w liceum i mieliśmy później czas studiów i to był taki czas, kiedy dosyć dużo poświęciliśmy na to swojej uwagi, ale później zaczęły się pojawiać rodziny, praca, życie i każdy musiał wybrać jakąś drogę. Zespół Naczynia w tym momencie jest rozbity pomiędzy okolicami małopolskiego przełomu Wisły, Warszawą, Lublinem, Kurowem, więc jakby każdy jest w ogóle gdzie indziej. My po prostu staramy, dla nas jakby, wiesz, to, że się spotkamy w ogóle raz na jakiś czas, żeby pograć, to jest w ogóle, jakby wiesz, święto takie zespołowe. Ale my też w tym momencie już nie mamy też takiego ciśnienia, że my musimy za wszelką cenę w ogóle coś zrobić. gdzieś to sprzedać, że to ma powstać coś super, jakieś wielkie dzieło. My po prostu robimy to tak naprawdę dla siebie i dla jakiejś tam grupki znajomych, można tak powiedzieć. Z mojej perspektywy, jeżeli mam powiedzieć o tej całej sytuacji, to tak to w tym momencie wygląda. Może to było trochę zanichanie z naszej strony w pewnym momencie, bo był taki moment, mogliśmy, wydaje mi się, jakby wejść dalej, tylko że po prostu pojawiły się pewne życiowe sytuacje, które nas jakby zatrzymały. I to też jest coś takiego, że młody zespół, wchodząc właśnie ze swoją, nie wiem, debiutancką płytą, ze swoim pierwszym projektem, musi też mieć świadomość tego, że jeżeli chce coś osiągnąć, musi naprawdę włożyć to bardzo, ale to bardzo dużo swojej pracy. I to na różnych polach, bo musi być Oprócz tego, że w pewnym sensie musi być swoim menadżerem, to musi być też kimś, kto obsługuje stronę internetową, musi być kimś, u nas na przykład tak było, to musi być kimś, kto, nie wiem, projektuje plakaty na koncerty, czyli tak naprawdę robisz się wszystko. To jest taką, można powiedzieć, taką, taka technika undergroundowa trochę, że robisz po prostu, jesteś wszystkim po prostu, musisz po prostu wszystko ogarnąć. Fakt, że w pewnym momencie pojawia się pytanie, takie, że gdzie jest miejsce na muzykę, bo musisz to wszystko ogarnąć. [46:02.14 → 46:03.38] A: Dziecko czy płyta, tak? [46:03.66 → 47:28.75] C: Tak. No ale wiesz, z tej perspektywy to tak to wygląda, ale wydaje mi się, że wchodzenie tak naprawdę w układ z firmami niezależnymi, których jest dosyć dużo, nie jest wcale taki najgorszy. Pytanie o to, w jaki sposób ty się tam odnajdziesz po prostu i tyle. Jak zespoły sobie poradzą, jak się dogadają, Naprawdę tak jak się obserwuje ten rynek takich wytwórni niezależnych to najczęściej są to grupy po prostu znajomych. Wystarczy przyjrzeć się warszawskiej wytwórni Lado ABC. Przecież oni wszyscy tam, ich jest tam nie wiem 20 czy 30 osób. a projektów jest 50 i oni się po prostu mieszają w składach, po prostu są różne nazwy, różne stylistyki i oni tak naprawdę, jak rozmawiałem z Maćkiem Morusiem, to on mówił, że oni żyją sobie tak, jak im potrzeba, oni nie mają jakiegoś, nie wiadomo, jakiego high life'u, oni żyją normalnie po prostu i im to wystarcza, a nie przeszkadza im to na przykład jechać z zespołem i czynnić na trasę po Europie. To nie jest jakby, wiesz, żaden problem, tylko kwestia jest tak naprawdę tego, że oni też poruszają się ciągle w jakiejś niszy. I to jest, to jest, nie wiem, tak jakoś wybrzmiewa ta nisza w tej naszej rozmowie i nie wiem, bo nie chciałbym, żeby też była takie... Co złego jest w niszy? [47:28.87 → 47:29.77] A: Nisza to jest bezpieczna nisza. [47:29.77 → 48:16.26] C: Znaczy mi się wydaje, że dzisiaj w ogóle, jak się patrzymy na kulturę, to wszystko się dzieje w takich niszach, Jest pewien nawrót takich działań społecznych do takich społeczności lokalnych. Ludzie się organizują. Może to jest taka potrzeba wytworzenia takiego społeczeństwa obywatelskiego, że ludzie po prostu wokół siebie dostrzegają pewne problemy, które są najbliżej ich i zaczynają sami brać sprawę w swoje ręce i rozwiązywać te problemy. I tak jest może też z rynkiem muzycznym, że wiesz, że kolega może wydać płytę, możemy wspólnie wydać na to pieniądze. Trzeba tylko się dogadać jak to zrobić i potem co się z tym pieniędzmi, jak one się zwrócą, co się z nimi stanie. Ludzie na osiedlach postanawiają, że jest brzydki kawałek zieleni i posadzą tam za własne pieniądze kwiaty albo drzewa, które wyrosną. [48:16.64 → 48:26.22] A: Na tej samej zasadzie można wydać płytę z wierszami Broniewskiego, żeby przypomnieć poetę i pokazać, że jest jakieś pokolenie, dla których ta poezja jest ważna. [48:27.64 → 48:50.56] B: Możesz mieć różne pomysły i jeżeli wiesz jak je zrealizować, to je realizujesz. Nic cię w tej chwili już nie blokuje, poza oczywiście w przypadku Broniewskiego np. kwestiami prawnymi. Tak to mniej więcej działa. Skrzyknijmy się i coś zróbmy. No to zróbmy. Trudniej by to było zrobić, gdyby nie było tych małych wytwórni, gdyby istniały tylko duże koncerny. [48:51.66 → 49:02.86] A: Teraz może kolejny przerywnik muzyczny, chyba u LKR wreszcie, Błażej Król i z Maurycym, tak? Z Maurycym? Maurycym Górskim Kiełzakiem, tak? Z drugiej płyty chyba. [49:50.35 → 51:32.48] C: Po tak cienkim lodzie możemy się tylko czołgać Więc nie wychodźmy z domu, będziemy palić i wciągać Nie dla rozmów o pogodzie i losowań kto ma to posprzątać Proszę o subskrypcję mojego kanału. Po tak cienkim lodzie możemy się tylko czołgać Więc nie wychodźmy z domu, będziemy siebie podglądać Więc nie wychodźmy z domu, będziemy palić i wciągać [52:31.69 → 53:01.03] A: Zresztą się fajnie słucha. Nadzieję, że Państwu tak samo dobrze, jak nam tutaj. Robercie, powiedz, czy taki zespół, który jest u ciebie, jak u LKR, jak u Błażej Król jako postać, oni w ogóle słuchają jakichś rad? Rozmawiasz z nimi na temat, nie wiem, już gotowego produktu, który dostajesz, na przykład tej drugiej płyty, czy solowego projektu Błażej Jakula? Masz głos w sprawach artystycznych, czy po prostu postawiłeś ten stempel, to jest moje, róbcie, co chcecie, ja wam ufam? [53:01.96 → 53:43.09] B: Ja się bardzo rzadko wtrącam w takie rzeczy, to znaczy jeżeli coś jest takiego ewidentnego, ale to bardziej dotyczy kwestii chyba nawet technicznych niż artystycznych, to tak. Oczywiście, jeżeli coś mi się nie podoba, to o tym powiem, ale to nie jest, to jest opinia, to nie jest decyzja, to jest opinia. Dlatego, że jeżeli artysta przychodzi do mnie z materiałem, no to to jest jego materiał, no i ja nie mam prawa w tym grzebać, to nie jest moją rolą mówić mu, Wiesz co, skróć ten wstęp, a tutaj coś tam przedłuż, bo on to sobie tak wymyślił. Jeżeli on chce takich rad, to on mi zada to pytanie i wtedy ja mu odpowiem. Ale nie sam z siebie, bo nie mam takiej... [53:43.09 → 53:52.19] A: A czy inne wytwórnie w Polsce decydują o takich sprawach? Wyżej jak Kayaks, jak z Mystic Production, czy jeszcze wyżej, z tych Majors'ach? Jak myślisz, jak to się odbywa? [53:52.35 → 56:18.44] B: Znaczy, ja mogę bazować na opinii moich znajomych, zespołów, artystów, którzy nagrywają dla innych wytwórni, że czasami tak, Chociaż chyba kiedyś częściej niż teraz, ale to było oczywiste, że no nie, no słuchaj, taka rzecz to w życiu do radia się nie nadaje. Trzeba to przerobić, trzeba to zmienić. Tu jest za długo, tu jest za krótko, tu trzeba przyciąć, tu wyrzucić, żeby było jasne. Czasami takie uwagi są bardzo dobre, to znaczy jeżeli ktoś się na nie godzi i ma świadomość, że to jest z korzyścią, a że to nie jest pogwałcenie jego wizji artystycznej, To super, bo to jest z korzyścią dla obu stron wtedy. Ale jeżeli to miałby być jakiś gwałt na stronie artystycznej, no to słabo, że ktoś na coś takiego idzie, no bo trochę tak jakby nie bronił swojego dziecka, które może jest trochę mniej ładne niż inne dzieci, ale jest moje i będę o nie walczył. Tutaj z chłopakami jest taka sytuacja, że oni sobie wszystko zrobili w domu. Cała płyta. Oni jeszcze wtedy obaj mieszkali w Gorzowie Wielkopolskim. W tej chwili jeden mieszka w Gorzowie, drugi mieszka pod Gorzowem, bo się wyprowadził. Nagrali to w domu i to wyglądało w ten sposób. Dostałem jeden utwór, który był super w wersji zupełnie takiej demonstracyjnej, która się bardzo potem różniła na płycie. Potem całą płytę, wydaliśmy to w marcu i nagle się okazało, że są po prostu świetne opinie, że rzadko się zdarza tak, że i słuchacz i krytycy tak zwani mają to samo zdanie, a tutaj tak było, no bo ta płyta została płytą roku w różnych dziennikach, tygodnikach i w serwisach internetowych i miało to też swoje takie dobre odzwierciedlenie w sprzedaży, znaczy ludzie tę płytę kupili. I nie jest tak, że ten sukces przyszedł natychmiast, czyli myśmy to w marcu wydali i w kwietniu liczyli pieniądze, tylko to trwało około roku, jak to się rozkręcało, więc czasami warto czekać i warto, jeżeli się jest czegoś pewnym, na to huchać i dmuchać i próbować coś z tym robić, bo nigdy nie wiesz, kiedy nagle się okaże, że to coś się przebije. Nie mówię, że trzeba czekać 40 lat jak Rodriguez, ale czasami trzeba czekać długo. [56:19.54 → 56:42.12] A: Sławko, jak jest z muzykami? Czy oni potrzebują czasem kogoś, kto może być takim adwajzerem, takim doradcą, który jest między nimi a słuchaczami? Na przykład w mojej działce, czyli w teatrze, często na próbę jest potrzebne tak zwane trzecie oko, czyli ktoś, kto jest trochę widzem, trochę krytykiem i zna robotę teatralną, żeby wiedzieć, czy projekt nie idzie na przykład w złą stronę. Czy wy potrzebujecie takiego trzeciego ucha na przykład? [56:43.02 → 01:00:50.34] C: Powiem ci, jak było na przykład w przypadku nagrywania naszej płyty. To było tak, że my pojechaliśmy do Rogalowa i zaczęliśmy te rzeczy robić. Po pierwszej sesji, gdzie zarejestrowaliśmy połowę materiału, usiedliśmy z Wojtkiem, zaczęliśmy tego słuchać i on zaczął analizować to. No i zaczął tam rzucać pewne pomysły, że może by tutaj coś zmienić, może by tu coś zmienić. No i po takiej rozmowie, między nami wywiązała się pewna dyskusja i pewne pomysły przeszły, po prostu przeszły. Ja na przykład dzisiaj jestem bardzo zadowolony z tego, jaki kształt, bo jest taki utwór Parowozem do Paryża, jaki kształt ma ta piosenka, jak ona wyszła ze studia, niż jak wyglądała, kiedy wchodziliśmy do tego studia. To był zupełnie po prostu inny utwór, to był taki funkowy utwór z mocnym beatem, a w studiu Powstała z tego wręcz można powiedzieć akustyczna ballada z pięknym pianorodesem i z wokalizami Ani Jowik, która nam w tej piosence zaśpiewała. I to była jednak jedna z sugestii, żeby w ogóle tym utworem coś zmienić i my tak naprawdę na gorąco zrobiliśmy to w studiu. Może nawet niespecjalnie zastanawiając się, jaki będzie efekt tego tak naprawdę, ale ja na przykład wtedy Dzisiaj jakby jestem w stanie powiedzieć, że to było dobre posunięcie, ale tak naprawdę przy większości utworów obstawaliśmy przy swoim. To był jeden chyba, czy dwa takie przykłady na płycie, gdzie wzięliśmy pod uwagę czyjeś opinie. Bo to też jest taka kwestia, że jak zespół młody wchodzi do studia, to on też nie ma, można powiedzieć, w pewnym sensie żadnego doświadczenia. I on tak naprawdę, pierwsze wejście do studia jest takim wejściem, gdzie wszystko badasz, wszystko obserwujesz, analizujesz i bardzo często nie masz czasu na to, żeby zrobić jakieś nie wiadomo jakie próby, zrobić nagrania próbne, potem to przeanalizować. zastanowić się nad innymi aranżami. Często się dzieje tak, że zespoły po prostu wchodzą do studia i nagrywają i zdają się tak naprawdę na, nie wiem, łaskę to będzie brzydkie słowo, ale na taką pracę realizatora tak naprawdę, no bo nie wszyscy są w stanie sobie pozwolić na producenta. Dzisiaj Myślę, że zespoły też bardzo często, mając jakby wiedzę na ten temat, co się dzieje na rynku, wybierają po prostu producenta, jeżeli mają pieniądze. Nie wiem, możemy tu wmieńć Macuka czy Borsa, którzy są po prostu rozchwytywani w tym momencie bardzo jako producenci i spod ich rąk wychodzą różne rzeczy. Zresztą jedna z lubelskich płyt ostatnio została zrobiona przez ten duet, nowa płyta z zespołu Mjąż. I jak masz świadomość tego, że możesz wziąć producenta i wiesz jakby co on robi, to decydujesz się na pewną estetykę w jakiej ta płyta wyjdzie, bo ty przychodzisz z piosenkami, ale one mogą ze studia wyjść zupełnie inne niż ty grasz je na żywo w studiu. Wiesz, mi się wydaje, że to jest też tak, że to są jakby dwie szkoły, że czasami jest tak, że po prostu jesteś sam dla siebie i po prostu pilnujesz, jesteś konsekwentny i starasz się jakby doprowadzić coś do końca tak jak to wymyśliłeś, a z drugiej strony, albo decydujesz się z drugiej strony na wzięcie takiej osoby, która cię, która też jakby ci ukierunkowuje, podpowiada, może narzuca trochę czasami. Nie byłbym w stanie ocenić, która z tych dróg jest jakby dobra, lepsza, gorsza, Naprawdę, to jest ciężko powiedzieć. [01:00:50.54 → 01:01:31.70] A: Powiedzcie jeszcze, jak teraz wyglądają realia koncertowe. Bo ja byłem zawsze wychowany w takim przekonaniu, że przynajmniej z początku lat osiemdziesiątych, że jak zespół ruszał w trasę, to trwało na kilka miesięcy, objeżdżał wszystkie domy kultury, sale koncertowe, jak Polska długa i szeroka, czasem nawet na zagraniczne występy się załapywał. Muzycy w busie, ciągle w trasie i tak naprawdę są zakładnikami publiczności, która zna ich z radia, z płyt, sedlista jest już ustalona. Teraz to chyba wygląda inaczej. Jak zespoły na przykład z Twojej wytwórni czy Twój zespół funkcjonuje w takim rytmie koncertowym? Ile tego jest? Gdzie się gra? Co jest miarą sukcesu w takich występach? [01:01:32.30 → 01:04:25.44] B: Nie da się tego inaczej jakoś zmierzyć niż oceniając jakiś popyt. Bardzo trudno się w tej chwili załatwia koncerty. My tego nie robimy. To jest tak, że każdy zespół robi to na własną rękę albo ma jakiegoś agenta czy też osobę, która organizuje koncerty. Debiutantom jest bardzo trudno, no bo nikt ich nie zna. Musisz mieć coś, żeby jedna czy druga osoba z klubu gdzieś w Polsce w ciebie uwierzyła i stwierdziła, że jesteś w stanie przyciągnąć na ten wieczór. do tego klubu ludzi, którzy po pierwsze przyjdą oczywiście posłuchać twojego koncertu, ale po drugie kupią piwo w barze i frytki do tego. Więc to nie jest łatwa sprawa. Oczywiście, że są zespoły, które mają tak ugruntowaną pozycję, że potrafią być przez dwa lata w trasie. Zespół Happy Sad w momencie, kiedy nagrywa płytę, to potem praktycznie przez dwa lata jeździ w trasę. To znaczy, to oczywiście oni wracają Są sezony, bo są miesiące, w których się nie gra, są takie, w których się gra, ale generalnie są w trasie i to są trasy, w których wiadomo raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale akurat w przypadku tego zespołu pewnie są to dobre frekwencyjnie występy. A są takie zespoły, które jadą w trasę i które mimo tego, że sobie załatwią te koncerty, no to mają średnią frekwencję albo bardzo mało osób przychodzi. Są też takie, które potrafią zagrać koncert dla jednej osoby, bo nagle się okazuje, że Zespół X pojechał do Kielc i jedna osoba kupiła bilet na występ tego zespołu, a zespół stwierdził, że zagra. Dlaczego nie? Skoro ktoś kupił bilet, to zagramy. Więc dużo zespołów, jeżeli decyduje się na koncert, to kalkuluje jak do tego nie dołożyć. Czyli raczej jeżeli ma miasto, w którym dobrze sobie w miarę radzi, powiedzmy Wrocław, To dołoży do tego miasto zbliżone do Wrocławia powiedzmy Legnice, że wie w momencie kiedy w tej Legnicy będzie mniej osób niż zakładał to i tak summa summarum ten weekend, ten wyjazd na weekend im się jakoś tam zwróci. Ale są też zespoły, które w momencie kiedy rzeczywiście zaczynają być grane, zaczynają być coraz bardziej popularne, ten internet się nimi wymienia. to praktycznie od zera potrafią urosnąć do pełnych sal. Rozmawialiśmy o domowych melodiach, no to oni wyprzedają wszystkie koncerty na długo, na długo przed terminem koncertu. I są tacy artyści, którzy tak robią i to nie tylko ci właśnie zasłużeni, ale też młodzi, którzy już coś tam pokazali, że potrafią albo nagle się okazuje, że ich koncert to jest w ogóle jakieś takie przeżycie, że trzeba na tym być bez względu na to, czy się ma płytę, czy się nie ma płyty. [01:04:26.92 → 01:04:28.06] A: swojego doświadczenia słodko? [01:04:28.84 → 01:04:33.08] C: Ja to teraz nie za bardzo mam takie doświadczenie, bo my praktycznie w ogóle nie gramy, ale... [01:04:33.08 → 01:04:34.54] A: Jak to było jeszcze parę lat temu? [01:04:34.88 → 01:06:13.40] C: Nie, to może wiesz co, powiem jakby ze strony osoby, która ma kolegów, którzy załatwiają sobie koncerty. Właśnie to jest tak jak ty opowiadasz, że jak ktoś dzwoni do ciebie i rozmawiasz z nim o koncercie, to on się pyta, a gdzieś tam w pobliżu może miałbyś gdzieś ze dwa miejsca na weekend, żeby jeszcze spróbować to zaproponować, może ktoś by chciał ten koncert wziąć. I to jest tak, jak tu kolega mówił, że to po prostu jest kalkulowanie i to jest albo się gra za bilety, albo się gra za zwrot kosztów transportu i żeby to się jakoś zwróciło. Cały czas mówimy o tej takiej muzyce alternatywnej, powiedzmy, bo podejrzewam, że w przypadku, nie wiem, Happysetu, który też w pewnym sensie jest, można powiedzieć, alternatywny, Podejrzewam, że gra też bardzo dużo dni miast i takich różnych juwenalii, różnych dużych koncertów, które są sponsorowane przez uczelnie, miasta, no bo jest też tego dosyć dużo w Polsce, tylko że tak naprawdę ta lista tych artystów jest dosyć krótka, która na tym gra, jak się temu przyglądamy. A ja jak patrzę na rynek muzyczny w Polsce, to mam wrażenie, że te najbardziej wartościowe rzeczy muzyczne, dzieją się jednak w tym drugim obiegu i tam jest taki zamęt kulturotwórczy, gdzie ludzie po prostu próbują jednak przeforsować coś innego, coś nowego, coś oryginalnego, a na dużych scenach pokazuje się też rzeczy, które idąc za mamoniem, tak, melodie, które już wszyscy słyszeliśmy, tak? [01:06:13.54 → 01:06:31.66] A: Opowiedzcie, czy reprezentanci tego nurtu, tego boomu muzycznego w Polsce, oni mają szansę na europejską, światową karierę? Już było kilka takich złudzeń w Polsce, że przychodzi kolejna fala i teraz wreszcie brzmimy dobrze, śpiewamy po angielsku, więc dlaczego nie? Dlaczego Irlandczykom się uda, Niemcom, a nam nie? [01:06:31.80 → 01:06:32.48] C: Myślę, że mamy. [01:06:32.58 → 01:06:33.40] A: Czy widzicie takie nazwiska? [01:06:33.70 → 01:07:23.14] C: Tak, ja na przykład mogę wskazać naszego kolegę tutaj z Lublina, Piotra Kurka, który w tym momencie jeździ po całym świecie. On gra muzykę eksperymentalną i teraz niedawno był w ogóle na Festiwalu Ensemble w Nowym Jorku. Teraz jest gdzieś w ogóle, nie wiem, na Łotwie czy gdzieś. On praktycznie non-stop jeździ w ogóle, a wydaje naprawdę, nagrywa bardzo taką wymagającą, można powiedzieć, muzykę. I jakby to jest, ja podejrzewam, że jakbym się, nie wiem, zespół Mitch Mitch, teraz z Feliksem Kubinem, ja myślę, że to jest kwestia tego, że to był ten mariaż z Niemcem, który miał tam w Europie już dosyć dobre kontakty, to się to udało. Teraz na Lollapalooza, nie, na jakimś dużym [01:07:23.14 → 01:07:28.86] A: festiwalu europejskim, Dalej warunki przedowe to jest język i oryginalność. [01:07:29.20 → 01:07:31.00] C: Jest dużo muzyki instrumentalnej. [01:07:31.44 → 01:10:13.36] B: Język jest barierą i będzie barierą, dlatego że nie przekonaliśmy jeszcze świata, że polski brzmi fajnie i że piosenki po polsku brzmią fajnie. A Islandia na przykład potrafiła przekonać świat, że piosenki po islandzku, którego nikt nie rozumie poza Islandczykami, brzmią fajnie. Więc to też jest kwestia jakiegoś takiego ambasadora. W przypadku Islandii to była Bjerg. U nas nie ma nikogo takiego. Natomiast zespoły, które... Jeszcze inaczej. To jest tak, że niektórym na tym zupełnie nie zależy. I oni nie chcą jeździć po Europie i nie chcą robić kariery światowej, bo im to jest do niczego niepotrzebne. Ale są tacy na przykład, którzy jeżeli już śpiewają i śpiewają po angielsku i robią to dobrze, to nagle się okazuje, że takie nisze jak u nas są też w Niemczech, tylko że w Niemczech są 100 razy większe, więc automatycznie zrobienie trasy w Niemczech kończy się dużo lepiej na przykład niż zrobienie trasy w Polsce. Mimo tego, że koncerty wyglądają tak samo, to jednak przychodzi tam więcej ludzi, a język nie jest barierą, bo śpiewają po angielsku, więc wystarczy tak samo jak próbować się wypromować tutaj, próbować się wypromować gdzieś tam. Mało osób to próbuje w ogóle. Ale jeżeli już się uda, no to potem tak to wygląda. Ode mnie taki zespół Eric Schausten i His Packets grał po wydaniu płyty chyba 4 czy 5 koncertów w Polsce i koło dziesiątki czy ponad 10 w Niemczech. Więc to tak też może wyglądać, ponieważ wcześniej tam byli, znali już tych ludzi, zostali zaproszeni po raz drugi, pojechali tam w trasę. Czasami szczęście, jakiś łód szczęścia pomaga. Londynu nie liczę, bo Londyn jest trochę innym miejscem. W Londynie grają. Hej, gra T. Love, gra Kult, gra Brodka, ale przychodzą na te koncerty Polacy, którzy tam mieszkają, więc oczywiście czasami przyciągną swoich brytyjskich znajomych. No ale nie traktowałbym tego jako jakiś trend. Fajne jest wtedy, kiedy się uda nagle zaistnieć wśród tam bylców, wśród tej lokalnej widowni i są tacy, którym się to udaje. No i do tego jest potrzebna też ciężka praca, czyli przeglądy, bo takie przeglądy są organizowane właśnie czy to w Nowym Jorku, czy to podczas jakichś festiwali. Polskie festiwale współpracują z festiwalami zagranicznymi, więc na przykład pokazanie się na Openerze i spodobanie się komuś z Openera spowoduje być może, że ten zespół w ramach wymiany pojedzie na jakiś festiwal, czy to na Łotwę, czy to na przykład właśnie do Barcelony. [01:10:14.06 → 01:10:22.02] C: Mi się wydaje też, że w Polsce nie ma takiego systemu, który by odpowiadał za import i eksport muzyki, bo na przykład w innych krajach są takie agencje. [01:10:22.02 → 01:10:37.52] B: Czy jest Instytut Adama Mickiewicza, który dużo robi i dużo zespołów w pewnym momencie wysyłał. Ostatnio powiem szczerze, że nie wiem jak to wygląda, Ale pamiętam, że dużo polskich zespołów i to śpiewających po polsku nawet czasami jeździ, byli wysyłani przez Instytut Adama Mickiewicza na różne festiwale. [01:10:38.72 → 01:10:42.06] A: Chodzi o to, że nie panikuj, jesteśmy z Polski, to jest fajna muzyka. [01:10:42.38 → 01:10:52.94] B: Tak, tylko że mam wrażenie, że być może to jest tylko moje wrażenie błędne, więc nie chcę tutaj jakiegoś, że tak powiem, stawiać kropki, tylko rzucić hasło, że to trochę jakoś chyba przysiadło, ale być może nie, no nie wiem. [01:10:54.34 → 01:11:25.87] C: Potrzebna jest taka ustawiczna, jakby ciągła praca, która non-stop przeczesuje, że tak powiem, rynek z tego, co jest wartościowe i próbuje to po prostu pchać dalej. I wydaje mi się, że takie instytucje państwowe, jak Instytut Adama Mickiewicza, nie wiem, Narodowe Centrum Kultury, mogłyby mieć taką komórkę, która by się zajmowała importem i eksportem muzyki. Bo to mogłoby równie dobrze działać na zasadzie wymian po prostu, że, nie wiem, z Węgier przyjeżdżają do nas zespoły, tak jak przyjeżdżały tam w latach siedemdziesiątych a Polacy jeździli tam. [01:11:26.93 → 01:11:54.35] B: Ja nie jestem zwolennikiem dotacji nigdy nie występowałem o dotację np. na dofinansowanie płyty przez miasto czy ministerstwo. Bo ja wolę np. właśnie żeby taka instytucja jak Instytut Adama Mickiewicza czy Narodowe Centrum Kultury dostało te pieniądze na promocję polskiej kultury za granicą. Choćby bo to może spowodować więcej dobrego niż to że ja dostanę 3 tysiące złotych więcej do płyty na przykład. [01:11:54.83 → 01:12:21.97] A: Gdybyście tak na koniec już zabawili się w gdybanie albo wyróżenie słów na temat przyszłości, jak ten nasz rynek będzie za 10 lat wyglądał? Czy nastąpi jakaś wymiana elit i ci, którzy teraz na przykład są u ciebie czy w innych małych wytwórniach będą mainstreamem absolutnym? Czy pojawią się zupełnie jakieś nowe zjawiska, które ten ruch, w którym jesteście zaangażowani, zepchną na margines? [01:12:22.44 → 01:12:47.23] B: Moim zdaniem nie da się przewidywać już świata w takiej perspektywie 10 lat czy nawet 5 lat dlatego że to się tak szybko zmienia że my nie wiemy co będzie za rok. Moim zdaniem taka super fajna rzecz która płynie z tego rynku polskiego tych małych wytwórni. To jest taka integracja naszego środowiska, tych wydawców na przykład. To jest coś, z czego mam wrażenie nigdy do tej pory nie było. [01:12:47.25 → 01:12:48.19] A: A czym ta integracja polega? [01:12:48.21 → 01:14:21.23] B: Znaczy my się wszyscy znamy, my się wszyscy lubimy, tam nie ma konkurencji, tam nie ma czegoś takiego, że patrzymy na siebie wilkiem albo sobie myślimy jak tu tylko podebrać tych fajniejszych artystów. Każdy ma swoje poletko. Jesteśmy w różnych miejscach Polski, bo to są wytwórnie czy to z Warszawy, czy to z Trójmiasta. czy z Katowic, są odpowiedniki, praktycznie klony takich wytwórni w różnych miejscach. Spotykamy się kilka razy do roku na targach, na przeglądach, na Record Store Day, na kiermaszach, na jakichś różnych tego typu imprezach rozmawiamy sobie i to jest często ważniejsze od tego kramiku z płytami, który tam stoi, że ludzie przychodzą i kupują. Ważniejsze są te kontakty i te rozmowy i rodzą się z tego różne fajne rzeczy, nowe inicjatywy, jakaś współpraca, wymiana. taka artystyczna w sensie gościnne udziały na płytach, wymiana doświadczeń. Każdy, nie wiem, tłoczy gdzie indziej, możemy sobie porozmawiać gdzie tłoczymy, a czy twój Niemiec wycina płyty lepiej niż mój Czech. No i tego typu opowieści. To jest taka fajna towarzyska sytuacja, że ludzie, którzy robią praktycznie to samo co ja, Nie znamy się specjalnie prywatnie jakoś bardzo, nie interesują nas inne rzeczy poza muzyką. Ja nie wiem co ten człowiek robi na co dzień, czym on się zajmuje. Natomiast w tym momencie jesteśmy jakoś tam zjednoczeni jednym wspólnym hasłem, którym jest promocja fajnej muzyki. [01:14:21.45 → 01:14:21.91] A: Sławek? [01:14:22.41 → 01:15:05.51] C: Mi się wydaje, że to wynika też z tego, że ten rynek w Polsce jest tak naprawdę stosunkowo mały. Ludzie, którzy znają się po prostu najnormalniej w świecie i potrafią ze sobą się spotkać, rozmawiać, tak jak mówisz, a czasy, w których żyjemy, to jest tak wszystko przyspieszone. Jak ostatnio zobaczyłem, szczepioną czaszkę zrobioną na drukarce 3D osobie, która miała problem, to myślę, że nie jestem w stanie przewidzieć jakby co się rzeczywiście wydarzy w najbliższej perspektywie, bo to za szybko wszystko... Przynajmniej [01:15:05.51 → 01:15:24.91] A: jeśli chodzi o nośniki, bo ja już przeżyłem kilka takich rewolucji, jak z kaset przerzucałem się na na kompakty, z kompaktów na pliki mp3, mp4, nie wiadomo co jeszcze. Czy teraz będzie jakaś absolutna demokratyzacja, że pokaż mi swój nośnik, który zbierasz, czy winyl, czy kaseta, powiem Ci, kim jesteś? [01:15:24.93 → 01:15:56.84] B: Jest taki rysunek w internecie bardzo ładny, dotyczący zespołu The Beatles. Jest rok 1970, jest płyta duża, czarna, analogowa. Jest rok 1980, jest ta sama płyta na kasecie magnetofonowej. Jest rok 1990, jest ta sama płyta na kompakcie. Jest rok 2000 i mamy plik mp3, czy jakiś tam mały ipadzik z tą płytą właśnie. Jest rok 2010 i jest duża czarna płyta analogowa. [01:15:58.38 → 01:16:00.10] C: 2014 kaseta. [01:16:00.56 → 01:17:03.44] B: Wszelka jakaś śmierć nośników, która była zwykle zapowiadana, że no ta płyta duża czarna umarła i nie wróci. Nieprawda. Nagle się okazało, że wróciła i jest to jedyny poza tą cyfrową dystrybucją rosnący segment, no bo wszystkie inne spadają. Czy płyta kompaktowa umrze, czy wróci na przykład za 10 lat albo czy po prostu będzie tylko, że na trochę niższym poziomie sprzedaży niż do tej pory. Nie wiemy tego, być może będzie. To znaczy te wszelkie takie przewidywania to raczej były takie marketingowe wymawianie nam, że to już wyrzuć, kup nowe. że no nie, z tej czarnej płyty już nie posłuchasz, bo ona trzeszczy. To teraz posłuchaj sobie z kompaktu. A ja sobie biorę płytę ze strychu z roku 1968, włączam ją i ona brzmi o niebo lepiej od tego kompaktu. A to, że trzeszczy, to mi jakoś specjalnie nie przeszkadza. Momentami trzeszczy, ale samo brzmienie, sama dynamika jest dużo lepsza niż tego, co kupiłem potem na kompakcie. [01:17:04.03 → 01:18:05.98] C: Jest też fajna anegdota odnośnie polskich nagrań, które w latach dziewięćdziesiątych zlikwidowały swoją tło, znaczy kupiły nowoutłocznie płyt winylowych. A w tym momencie wszedł kompakt na rynek i po prostu polskie nagrania jakby miały duży problem finansowy, bo zainwestowały strasznie duże pieniądze w to. A wracając jakby do zapisu analogowego, no to jest to fizycznie stwierdzone, że zapis linearny jest jakby bardziej bliższy uchu człowieka niż zapis cyfrowy, który jest stworzone z punktów, czyli z tak zwanego próbkowania. To jest fizycznie, my możemy, nie każdy może to słyszy w sensie różnicę, ale każdy to fizycznie odczuwa po prostu. I to jest też coś takiego, co wydaje mi się, że dzięki temu też ta płyta wraca. Tylko, że problem też jest taki, że dzisiaj bardzo ciężko jest też dobrze wyprodukować płytę analogową, żeby ona brzmiała tak, jak rzeczywiście brzmiała w latach 60-tych, bo to po prostu Co z tego, że jest webby road sprzęt, jak nie ma ludzi, którzy nie wiedzą jak się to obsługiwać. [01:18:05.98 → 01:18:48.87] B: Ci ludzie niestety albo są na emeryturze, albo już ich nie ma, no bo to byli naprawdę specjaliści wysokiej klasy, a nie nauczyli nikogo, bo nie było na to rynku. I bardzo trudno jest znaleźć fachowca od tego, żeby zrobić dobrze płytę analogową. W Polsce takich ludzi chyba nie ma. W Polsce nie ma tłoczni, więc od tego zacznijmy, że jeżeli polska muzyka wychodzi w tej chwili na dużych czarnych płytach, no to jest przeważnie robiona W Czechach, w Niemczech lub w Holandii na przykład. Ja nie wiem czy tam nie było takiej historii czasem, że właśnie ten sprzęt z polskich nagrań to potem Czesi właśnie na nim tłoczyli, bo oni stwierdzili, że a wypróbujemy ten rynek i im się udało i są w tej chwili największą tłocznią w Europie jeśli nie na świecie właśnie Czesi pod Pragą. [01:18:50.35 → 01:18:59.49] A: Drodzy Państwo, nie wyrzucajmy naszych kolekcji płyt winylowych ani kolekcji kaset magnetofonowych, bo to wróci i będzie można wielkie pieniądze zarobić sobie. [01:18:59.71 → 01:19:03.15] B: No kolekcjonerzy za niektóre białe kruki to płacą olbrzymie pieniądze. [01:19:03.33 → 01:19:09.61] A: Myślę ile ja mam jeszcze zbiorów z tamtych czasów, ale trochę kaset i płyt jest. [01:19:10.07 → 01:21:11.31] C: Teraz też często wydaje się limitowane edycje kaset. Na przykład jest taka wytwórnia Sangoplasmo z Wrocławia, która To też jest taka fanowska sytuacja, że chłopak, który sam miał zespół, chciał wydać i wydał to na kasecie, a później nagle się pojawił wokół tego całe fajne środowisko. Pojawiło się całe środowisko, które zaczęło tam u niego wydawać i on wydaje w nakładach 100 sztuk i takie kasety rozchodzą się w ciągu dwóch miesięcy, trzech miesięcy. Dzisiaj, nie wiem, jak ktoś zagląda na jakieś aukcje internetowe, to te kasety naprawdę kosztują dosyć dużo, bo ich cena po prostu rośnie. Ja pamiętam taką historię, jeszcze wrócę do Wojtka z Obłuch Rekordz i z Rogalowa Analogowego, jak kiedyś kupiliśmy Z małżonką, naszym znajomym, dwie płyty właśnie, rękopis, muzykę z rękopisu, to było 5 lat temu i Jerzego Miliana nowe wydania, nowe nagrania, które nigdy by nie były publikowane, jak były wydane, nagrane w polskim radiu, to w ciągu 5 lat zapłaciliśmy, no mogę powiedzieć, że te płyty kosztowały po 100 zł, to dzisiaj obydwie są warte 1000 zł. Obydwie płyty te analogowe. Po prostu ich cena w ciągu 5 lat poszła Już tak do góry. Już nie mówię o tym, że stare płyty z polskim jazzem, które są namiętnie wykupowane za granicą, to po prostu osiągają naprawdę, niektóre rzeczy, niektóre osiągają naprawdę bardzo wysokie ceny. Też wspomniany Jerzy Milian, czy nie wiem, Wojtek Kurylewicz, czy Krzysztof Komeda, Breakout. To są płyty, które są w ogóle kupowane za granicą, To są naprawdę bardzo duże pieniądze w tym momencie. Te oryginalne czarne płyty, które były wydawane w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych w Polsce. [01:21:12.15 → 01:22:05.68] A: Czyli nie tylko muzyka się nie starzeje, ale nośniki także się nie starzeją. To jest taka optymistyczna puenta na koniec. Chcecie Państwo zadać jakieś pytanie, czy posłuchamy sobie ostatniej piosenki na dzisiaj? Piosenki? Komety z ostatniej płyty? Proszę. Chyba nie mamy przygotowane. Chyba, że chcecie państwo zagłosować. Mamy do dyspozycji Komety, Muzykę Końca Lata, Kokorozji, takie nowojorskie dwie dziewczyny, które grały pierwszą swoją płytę w kuchni. Francuzka Zaz, bardzo podobna do domowych melodii. Proszę? Wszystkie, tak? To jak państwo chcecie, my z przyjemnością posłuchamy. No to zacznijmy od czego? Losowo wybieramy pierwszą piosenkę, a potem zobaczymy. A my już dziękujemy. Robert Sławek, Łukasz. Dziękujemy bardzo. [01:22:34.50 → 01:22:37.50] C: Choćby [01:22:43.60 → 01:23:18.06] D: zniknął w końcu maku jak mak Choćby nawet nie życzył ci swych skrzydeł tak Choćby się upadł kamień wodem na dno Znajdę drogę nad najbardziej ciemną Nic nie wstrzyma mnie, nic nie powstrzyma tej [01:23:18.06 → 01:23:18.94] B: miłości [01:23:37.58 → 01:25:11.83] D: który kamień nad niebem da się przekonać i uwierzyć, że nie ukryjesz się przeze mną. Znam kryjówę i stoł. Znajdę drogę mocną, ta i ciemną. Znajdę ciebie, bo nic nie patrzy na tej. Znajdę Ciebie w bielizn złociarsku Usiek się upraw, to nie mam na mnie rady już Ptaki, drzewa, ludzie pomogą mi Idę po drogę do Ciebie znaleźć laty Nie ukryjesz się, przelecę dom Znam kryjówki Twe Znajdę drogę w noc, najbardziej ciemną Nic nie zatrzyma mnie Nic nie zatrzyma tej miłości U-u-u-u-u-u U-u-u-u-u U-u-u-u-u U-u-u-u-u U-u-u-u-u [01:25:28.44 → 01:25:32.56] A: Może jeszcze jeden? Może jeszcze jeden? Tak miło się słucha. [01:25:57.96 → 01:26:58.70] D: Była jedyna, niemożliwa, niemowlątka na głowie, nie ma czasu na oddychanie. Ambulans przejeżdżał, przejeżdżał po każdej stronie. Wielkie [01:27:24.90 → 01:27:25.56] B: dziękuję za wsparcie. [01:27:25.62 → 01:28:25.83] D: Got engaged They were inflamed Seduced by the light Of butterflies How they shimmer How they glimmer Those butterflies We seven kids We almost died Czas na śmierć Prześwietlony strzał Zamiast ciepłego czerwonego Ciepła w niebie Przemyślamy kamień i zimno i deszcz W poszukiwaniu siły magicznej Aby uleczyć cierpieniu naszej matki [01:29:10.05 → 01:29:32.01] A: To było Korozji z Nowego Jorku, ale najbardziej optymistyczne jest to, że tak mogłaby brzmieć Brodka, na przykład Julia Marcel i nie mamy przeskoku aranżacyjnego, kompozycyjnego, język też nie jest przeszkodą. Może na koniec jeszcze zobaczmy Zaz, Le Passant, bo to tak ładnie nam domknie domowe melodie z graszką. Podobna konwencja. I na tym chyba zakończymy. [01:29:32.43 → 01:29:58.27] D: Action! Mówicie coś, ale zawsze robicie odwrotnie. Uwielbiam was. To jest [01:30:01.79 → 01:30:02.61] C: napisane w animacji. [01:30:22.22 → 01:32:17.10] D: Les passants, passants, je passe mon temps à les regarder penser Leurs pas pressés dans leur corps lésés Leur passé se dévoile dans les pas sans se soucier Que suspicieuse à la vue, je perçois le jeu de pan Leur visage comme des masques me fait les faire épugnon Que faire semblant, c'est dans les aires du temps Passe, passe, passera, la dernière restera Pas, pas, pasera, la derniere restera L'enfant n'est fait que de fête Le fait est que le fait se reflète A sa capacité de prendre le fait d'elle qu'il est Sans se référer A un système de pensée dans sa tête D'autant déjà c'était l'été hier encore Le temps me surprend, semble s'accélérer Les chiffres de mon âge Amènent vers ce mois rêvé Passe, passe, passera, la dernière restera Gryn, gryn, pasz, pasz, paszora, la derniere rastora. Sza, pa, do, wa, di, di, wa, wa, di, la, bo, bo, pa, jo, wa, di, pa, na, la, ja, Sza, na, na, di, di, wa, na, wa, i, wa, do, do, pa, ja, bo, bo, wa, na, wa, di, di, di, wa, do, pe, pe, Sza, lo, wa, bo, pa, lo, we, ja, Sza, pa, [01:32:17.14 → 01:32:18.64] B: bo, wa, di, jo, bo, bo, pa, [01:32:18.64 → 01:33:30.33] D: lo, wa, di, ja, Chaque moi se jour dans des cycles différents C'est marrant, c'est romantique Qui m'anime à travers tant d'années A notre âme je suive inexorablement Par les temps je cours à l'équilibre Chaque jugement sur les gens Me donne la direction à suivre Sur ces choses en moi à changer Qui m'empêchent d'être libre Voices se libèrent et s'exposent dans les vitrines du monde en mouvement. Les corps qui dansent en osnouse, glissent, ramblent, se confondent et s'attirent irrésistiblement. Par les temps, je cours à l'expression. Chaque émot se ressentit, me donne envie d'exprimer les non-dires. Aucune justice refaite dans nos pauvres vies sans dormir. Pasz, pasz, paszora, la derniere restaurant. Pasz, pasz, paszora, la derniere restaurant. Pasz, pasz, pasz, pasz. [01:33:30.55 → 01:33:36.57] B: Tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu. [01:33:44.33 → 01:33:51.79] A: I zostawiamy Państwa z dobrą energią, która była w tej piosence. Dziękujemy za ten wieczór. Kolejna bitwa o kulturę już wkrótce. [01:33:52.13 → 01:33:52.47] C: Dziękujemy. [01:33:52.49 → 01:33:53.23] A: Dziękujemy. Dobranoc.
Bitwa o kulturę. Domowe granie
Nowa polska muzyka: Młode polskie zespoły. Skąd czerpią inspiracje i dla kogo robią swoje nagrania muzycy z najnowszego pokolenia, co się zmieniło w promocji i sprzedaży muzyki w Polsce?