[00:08.20 → 02:51.21] A: Dobry wieczór. Witam wszystkich Państwa, którzy zdecydowaliście się w ten piękny, wiosenny dzień spędzić z nami chwilę w Starym Teatrze w Lublinie. Witam. Nazywam się Roman Pawłowski i będę miał przyjemność poprowadzić dzisiejsze spotkanie. Zanim opowiem o jego temacie, dwa słowa przeprosin. Planowaliśmy dzisiaj spotkanie z Giorgio Szpiro, węgierskim pisarzem. Niestety okazało się, że nie może do nas przyjechać. ale przygotowaliśmy wcześniej drugi myślę świetny temat i znakomitych gości, o których za chwilę. Chciałbym, żebyśmy dzisiaj porozmawiali o festiwalach. Festiwale stają się stałym elementem życia kulturalnego polskich miast i miasteczek. Chyba nie ma w ogóle tygodnia, żeby jakiś festiwal się gdzieś nie odbywał. Zwolennicy festiwali uważają, że są one korzystne dla artystów, dla publiczności, dla mediów i dla władz. Ale czy korzysta na tym kultura? O tym chciałbym porozmawiać z moimi dzisiejszymi gośćmi, których zapraszam na scenę. Bardzo proszę. Krzysztof Czyżewski, z mojej lewej, a Państwa z prawej strony. Krzysztof Czyżewski, szef Ośrodka Pogranicza Sztuk, Kultur i Narodów w Sejnach. Bardzo proszę. Grzegorz Rzepecki, dyrektor warsztatów kultury w Lublinie. Przez wiele lat dyrektor międzynarodowych spotkań teatrów tańca. I Mirosław Haponiuk, szef ośrodka Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych Rozdroża. A także szef ośrodka, który prowadzi szereg bardzo ważnych festiwali. Jeden z nich, KODY, rozpoczął się właśnie w ubiegły piątek i trwa. Więc bardzo jesteśmy wdzięczni Mirek, że mogłeś do nas dołączyć mimo nawału obowiązków. Mamy rozmawiać o festiwalach. Przygotowując się do tego spotkania, przejrzałem listę cyklicznych imprez, które odbywają się w Lublinie i pytanie pierwsze do panów. Jak sądzicie, ile jest takich cyklicznych imprez w mieście, w którym jesteśmy? Strzelajcie, albo jeżeli wiecie, to powiedzcie. Tak, to jest włączone.
[02:51.46 → 02:52.40] B: Jakiej wielkości?
[02:53.12 → 02:53.90] A: Jakiej wielkości?
[02:54.00 → 02:54.80] B: Tak, dużych, małych.
[02:55.26 → 03:05.78] A: Cyklicznych, ja myślę o wszystkich, nie myślę o amatorskich przedsięwzięciach, raczej mam na myśli te, w których biorą udział profesjonalni wykonawcy.
[03:07.20 → 03:08.88] B: No kilkadziesiąt.
[03:09.28 → 03:11.74] C: Kilkadziesiąt. Dobrze.
[03:12.58 → 03:17.64] A: Pana Krzysztofa, pan Krzysztof też? Może ma pan odpowiedź?
[03:17.99 → 03:27.85] D: No ja wiem dokładnie ile jest we Wrocławiu, który jest prawie 80 międzynarodowych. Myślę, że w Lublinie to może być 40.
[03:28.67 → 05:27.35] A: Wszyscy byliście blisko, jest ich 54. 54, czyli jest tyle, ile tygodni w roku. Można byłoby powiedzieć, że co tydzień można byłoby zrobić festiwal i mielibyśmy kalendarz kulturalny w Lublinie zapełniony do końca roku. Wśród nich są oczywiście bardziej znane, głośne, takie jak konfrontacje, kody, czy inne brzmienia, ale też rzeczy zastanawiające. Znalazłem na przykład festiwal Złote Mrówkojady. Na pewno wiecie. Oczywiście, że wiemy. Wiemy, wiemy. Pan Krzysztof pewnie nie wie, ale Złote Mrówkojady to nie jest festiwal miłośników przyrody, ale miłośników niezależnego kina. Jest też impreza cykliczna, która początkowo myślałem, że to chodzi o nieżywego moroza, ale okazało się, że to jest Dietmoros, a nie Dietmoros, czyli Dziadek Mróz innymi słowy, Dziadek Mróz Convention, autorski projekt Roberta Kuśmierowskiego i Rafała Chwali, polegający na spotkaniu muzyków oraz publiczności w mroźnej, zimowej scenerii miasta Lublin. To mnie zaintrygowało, ponieważ najbliższa edycja tego konwentu jest w czerwcu, więc być może on ma po prostu edycję zimną i edycję gorącą. Ale do czego zdążam? Chciałem Was zapytać, dlaczego jest tak wiele festiwali? Bo jeśli przypomnimy sobie lata ówczesne dziewięćdziesiąte, kiedy ja zacząłem pierwszy raz przyjeżdżać do Lublina na konfrontację, to tych imprez było tutaj kilka. Tak samo było w innych miastach. Skąd tak wiele festiwali? Mirosław.
[05:28.23 → 07:32.88] C: To jest w ogóle takie szersze pytanie. Po co w ogóle ludziom festiwale? Czy nie można tego równo rozłożyć, żeby nic na siebie nie wchodziło, żeby nie było tego nadmiaru. Ale myślę, że jest coś w naturze ludzkiej takiego, co skłania do pewnej rozrzutności. Rozrzutności związanej ze świętem, do pewnego nadmiaru. Ja niedawno czytałem taki tekst o ludach północy, które w zasadzie całą zimę świętują. Latem mają się czym zająć, rok się dzieli na dwie części, mają się czym zająć, a zimą, skoro jest zimno, są razem, blisko, to świętują, oddają się różnym świątecznym breweriom i ekscesom. I myślę, że ta skłonność do nadmiaru wynika z tego, że my ludzie nie jesteśmy do końca racjonalni. że potrzebujemy odrobiny szaleństwa i te festiwale wtedy, kiedy możemy świętować, świętujemy. Skoro warunki takie i ekonomiczne i społeczne umożliwiają, to świętujemy ile się da. Oczywiście tu dzielimy się na rozmaite grupy, podgrupy, koterie. To nie są święta, oprócz może nielicznych festiwali dla całego święta dla jakichś grup ludzi, ale oni mają potrzebę bycia razem, no i pławienia się w tym takim rzeczywiście trochę nierozumnym nadmiarze, ale on jest pozornie nierozumny. Po prostu on oddaje jakąś głęboką bardzo naszą potrzebę, prawda? Potrzebę bycia w jakimś innym czasie, wyrwania się z tego, co jest regularnie, codziennie równo.
[07:33.56 → 07:39.26] A: Czyli potrzeba święta. Panie Krzysztofie, czy możemy świętować codziennie? Czy święto ma w ogóle sens?
[07:40.02 → 09:21.92] D: Zadziwia mnie ta mądrość ludów północy, że przynajmniej pół roku sobie zarezerwowali bez festiwali, bez świąt, więc to już jest jakaś proporcja bardziej zdrowa, gdzie rzeczywiście można odczuć święto przynajmniej, prawda, że jeżeli się pół roku pracuje, jest czas tego, co kiedyś z kulturą wiązano, czyli kultywowania, cultivare, takiej pracy organicznej, no to jest z czego zrobić święto, prawda? Natomiast jeżeli tego gruntu nie ma i tej organicznej tkanki nie ma, no to zaczynamy żyć tylko eventami. I tu się zaczyna problem, prawda, nie z samym festiwalem, myślę, tylko z tym zjawiskiem, które można określić festiwalizacją życia kulturalnego, a to są troszkę różne rzeczy. Ja w jakimś sensie uchodzę za, zacząłem uchodzić za wroga festiwali, wypowiadając się krytycznie wielokrotnie, ale nieporozumienie właśnie polega na tym, że ja jestem przeciwko festiwalizacji kultury, ale to jest troszkę Właśnie co innego jakby zgubienie tej równowagi czy balansu gdzie festiwal kiedyś jako święto tak jak przywołaliście na początku pełnił tą funkcję świeckiego święta w którymś momencie świeckiego rytuału. No to my jesteśmy dzisiaj bardzo daleko już od tego to już te proporcje się zachwiały i możemy, w moim przekonaniu, z wielu innych względów tutaj różnych, możemy mówić o pewnym schorzeniu naszej kultury właśnie w związku z zjawiskiem festiwalizacji kultury.
[09:23.26 → 09:25.64] A: Panie Grzegorzu, jest Pan za czy przeciw?
[09:25.76 → 11:11.39] B: Ja jestem za, a nawet przeciw. Znaczy oczywiście jest to święto, Jest to święto, jest to ważny element spotkania się, natomiast tych świąt nagle zrobiło się tak wiele. Natomiast na samą zawartość tego, co w trakcie tych festiwali się pojawia, to niespecjalnie mamy czas. Oczywiście nie jest to nic dziwnego. Znacznie więcej ludzi obchodzi święta Bożego Narodzenia niż Wielki Post. Czas refleksji i zadumy. Natomiast ta festiwalizacja wynika z kilku rzeczy, które są bardzo przyziemne i bardzo pragmatyczne. Bo jeśli chcemy coś ściągnąć, coś pokazać społeczności lokalnej, czy niekoniecznie lokalnej, jakieś zjawisko, coś nowego, interesującego, to znacznie łatwiej jest to zrobić podczas festiwalu. na który paradoksalnie, chociaż jest znacznie droższy, kosztowniejszy i trudniejszy organizacyjnie, znacznie łatwiej zdobyć środki finansowe czy logistyczne. I to każdy organizator festiwalu powie, że jeśli by chciał pokazać na przykład teatry rosyjskie w Warszawie w liczbie sztuk, zakładając 12 przez cały rok, to miałby potężne problemy ze zdobyciem środków, gdyby nie nazwał tego festiwalem da, da, da.
[11:13.15 → 12:39.60] A: Pan nawiązuje do mojego festiwalu, który również jakby czuję się odpowiedzialny za dokładanie do tej niesłychanie wielkiej liczby wydarzeń festiwalowych, bo jestem kuratorem trzech festiwali w sumie. jednego w Łodzi, jednego w Sopocie i tego w Warszawie, który nie będzie imprezą cykliczną. To jest jednorazowe wydarzenie, ale rzeczywiście prawdopodobnie nie udałoby się skoncentrować tak wielu środków i uwagi, gdybyśmy rozłożyli te prezentacje rosyjskiego teatru, dramatu i performance'u na cały sezon. Ale zastanówmy się, jakie konsekwencje przynosi ta festiwalizacja kultury. Czyli przewaga wydarzeń, czyli skupienie się na tych fajerwerkach. Jak to oddziałuje na inne sfery działalności kulturalnej? Bo wyście zajmowali się i zajmujecie się kulturą na różnych poziomach. I na tym lokalnym, głębokim i też na tym poziomie masowym. Czy te proporcje już nie są zachwiane? Czy znajdujemy się już w sytuacji, kiedy wydarzenia zastąpiły nam obcowanie codzienne z kulturą i pracę długofalową?
[12:39.82 → 12:59.76] B: To może najpierw ja jako odbiorca. Jeszcze nawiązując do tego Festiwalu Teatru Dramatu Rosyjskiego. Dla mnie jest to koszmar. Znaczy nie, w ogóle generalnie festiwal jest koszmarem.
[13:00.16 → 13:01.40] A: Jako dla odbiorcy?
[13:01.46 → 14:16.76] B: Jako dla odbiorcy. Ja jestem człowiekiem, który lubi czytać książki i nie czytam na raz piętnastu książek. Staram się czytać nie więcej jak dwie na raz, czasami trzy, nie więcej. W momencie, kiedy idę na festiwal, na którym stykam się z dziełami, gdzie autorzy coś chcą mi powiedzieć, wejść ze mną w dyskurs. w istotny dyskurs, zwłaszcza w teatrze, to obcując przez tydzień z piętnastoma spektaklami zaczynam czuć się jak człowiek, który wchodzi do hipermarketu i głupieje od nadmiaru tego towaru, który tam jest wyłożony na półki i w końcu nie wie po co przyszedł, a chodziło mu tylko o kupienie chleba. Podobnie jest ze spektaklami, z filmami. Ja wiem, może jestem już człowiekiem starszym, siłe włosy i te rzeczy. Natomiast ciężko jest rozmawiać o ważnych rzeczach, o wartościach. Przeskakując z jednego ważnego dzieła, nie da się chodzić cały czas po grani, po szczytach. Niestety czasami trzeba zejść w dolinę.
[14:16.83 → 14:57.30] A: Ale może jest tak jak mówi Mirek, że każda propozycja festiwalowa ma swoją odrębną publiczność, że festiwale wypełniają coraz mniejsze nisze. Mamy festiwal graffiti, mamy festiwal spotkań kultur Kaper Lublinensis, mamy festiwal dzieł w przestrzeni publicznej, festiwal organowy, wielokulturowy Lublin, no co jeszcze, festiwal chórów parafialnych. Trudno mi sobie wyobrazić widza, który obejrzałby wszystkie te wymienione przeze mnie teraz imprezy jednym ciągiem z równym zainteresowaniem. To są chyba rzeczy adresowane do różnych grup, prawda?
[14:58.48 → 18:17.11] C: Tak, właśnie. Wyszliśmy od złego opisu. Bo to nie jest tak, że to świętowanie dotyczy nas wszystkich w równym sensie. Zupełnie dzielimy się na plemiona, klany, fraterie itd. Ja np. wiem jakich ludzi spotkam jutro na pierwszym koncercie KOD-ów. Oczywiście część publiczności będą to ludzie nieznajomi, natomiast co najmniej połowa będą to ludzie, których widziałem na poprzednich festiwalach. Dla nich jest to rodzaj święta i to nie jest tak, że festiwal jest dla twórców, czy też do kontaktu publiczności z dziełami sztuki, z twórcami. Festiwal jest przede wszystkim dla odbiorców, dlatego żeby oni się poczuli razem, żeby oni odnowili tę wspólnotę, którą zawiązali podczas poprzednich edycji festiwalu. To jest taka sprawa. Po pierwszym festiwalu Kody, któryś z dziennikarzy zadał mi pytanie, przepraszam, że nie pamiętam, który, bo to było bardzo dobre pytanie, Doceniłem je dopiero teraz, bo ciągle do mnie wraca. Jak to się stało? Czy ta publiczność była, czy też festiwal i my tym, a nie innym programem festiwalu stworzyliśmy tę publiczność? I ja do końca nie wiem, jak to się stało. Ja myślę, że pierwsza edycja to ta publiczność była. Gdzieś z różnych komórek powypełzali ci ludzie, którzy nie mieli możliwości skoncentrowania się przy tego typu propozycji na tego typu święta. Nawet Tomek Stankiewicz, coroczny widz i słuchacz festiwalu, wypowiedział takie zdanie w pewnym momencie, kiedy przy bardzo dziwnej muzyce zasłuchiwało się w tę muzykę 300 osób, z takim zdziwieniem zauważył, no popatrz, takiej pokręconej muzyki słucha aż tylu pokręconych ludzi. Skąd oni się tu wzięli, prawda? Więc za pierwszym razem oni może wypełzli. Natomiast w tej chwili to są już ludzie i publiczność stworzone przez ten festiwal. W jakimś sensie są to ci, którzy posmakowali i zostali. Często tych, którzy byli na początku, to nie dorastało do ich oczekiwań, to czasami nie spełniało ich nadziei. Także tu chciałbym, żeby zwrócić uwagę na to, że nie każdy festiwal jest dla wszystkich. Rzadko festiwale dotykają, czy mają wręcz ambicję dotknąć całego miasta. Zwykle dotyczy to jednego plemienia. A tych plemion w tak dużym mieście i w społeczeństwie tak zróżnicowanym jak nasze jest mnóstwo.
[18:17.31 → 18:18.81] A: Pan Krzysztof Czyżewski.
[18:19.07 → 19:08.13] D: Wracając do pytania, w czym problem z tą festiwalizacją kultury, Mirek tutaj już o paru rzeczach właściwie wspomniał, które dla mnie są właśnie problemami. Mówimy o publiczności, że kultura ma publiczność. To już jest dla mnie pewien aspekt tego co festiwale robią z kulturą. Jeżeli byśmy znowu odnieśli się z powrotem do święta tak jak jako zjawiska które poprzedzało festiwale jako część kultury to święta nie miały publiczności. Święta miały społeczność. która te święta wytwarzała, prawda?
[19:08.47 → 19:12.59] A: No tak, bo trudno w sytuacji religijnego święta mówić o publiczności, tak?
[19:12.63 → 19:13.09] D: Dokładnie, tak.
[19:13.15 → 19:16.15] A: Powiedzmy na pasterce, czy jest publiczność i...
[19:16.15 → 19:18.43] D: Znaczy, tu jest dla mnie aspekt... Też
[19:18.43 → 19:21.05] C: nie jest tak prosto, też rola są rozdzielone często.
[19:21.05 → 24:40.06] D: Tak, ale tu jest dla mnie aspekt tego, jeden z najważniejszych problemów, który ja mam z festiwalizacją życia kulturalnego, tak? Kultury. To znaczy odbieramy współtworzenie, ludziom, mieszkańcom tej wspólnocy, w której tworzymy kulturę i robimy coś impresy impresaryjnego, coś co im zapewnia rozrywkę, produkt kulturowy i tak dalej. Jeżeli to jest na małą skalę część pracy w roku i tak dalej i to jest równolegle. to wielkiego problemu nie ma. Natomiast my jesteśmy dzisiaj w sytuacji, kiedy w moim przekonaniu ponownie musimy się zdobyć na taki gest kontrkulturowy wobec tego, co dzisiejsza współczesna kultura postawiła i tak jak kiedyś żeśmy chcieli zejść ze sceny, bo naprawdę zaczęło nam brakować tego realnego kontaktu z widzem i rozmowy. W moim przypadku dzisiaj nas podobna rewolucja w kulturze czeka i to będzie właśnie rozmowa buntu tej części, która będzie chciała być bardziej współtworząca czy czynna w wielu aspektach kulturowych niż niż festiwale to czynią. Ale to jest jakby jeden aspekt. Drugi aspekt dla mnie bardzo istotny jest, że festiwal w jakimś sensie wyciąga kulturę z kontekstu, ze środowiska. I jeżeli się staje kultura festiwalowa, to w dużej mierze ona się staje kulturą pozbawioną środowiska, swojej otuliny, w której powstaje. Jeżeli weźmiemy różne festiwale dzisiaj bardzo modne, kultur egzotycznych, muzyk etnicznych itd., to jest przecież olbrzymia maszyneria festiwalowa w świecie, która wyciąga różnych twórców, powiedzmy, zanurzonych w swoich oryginalnych środowiskach tworzenia, do życia festiwalowego. W moim przekonaniu i takie są moje doświadczenia, to zmienia ich na całe życie. To znaczy po festiwalu, po zanurzeniu się w takim nurcie kultury właściwie nie ma powrotu już do autentycznego środowiska. To jest platforma, która jakby zmienia również tych, którzy tworzą. W moim przekonaniu jest to problem duży takiej wielkiej festiwalowej sceny świata, która wyciąga i tworzy jakby swój autonomiczny obiekt i wyciąga kulturę z tego, co jest środowiskowe, czyli coś, co znowuż powracamy do tego, co jest organiczne, co ją buduje w ciągu całego roku. Kolejny problem, który chciałbym wskazać, to tak jak mówimy o publiczności, w kulturze, co jest dla mnie problemowe, to tak też mówimy o dziełach, które pokazujemy. Zwróćcie uwagę, że festiwal jest pokazywaniem dzieł skończonych, zamkniętych, które się składają na program festiwalu i to też paradoksalnie nie jest przecież zjawisko takie wieczne i naturalne. W moim przekonaniu To, że my będziemy mieli wkrótce, czy mamy już problem z festiwalami, będzie wynikał również z tego, że ten gest kontrkulturowy będzie zakładał nową w ogóle postać dzieła artystycznego czy kulturowego, że tak jak kończą się nam powoli... Bo co festiwale robią? One nam stworzyły taki supermarket, dzieł artystycznych, które Grzegorz mówił o samym wydarzeniu festiwalu, że jest kilka, ale przecież tych płyt, filmów, spektakli i tak dalej, ty możesz teraz po prostu kupować na tony i to już sprawia, że dzieło jako takie, czyli to, czym przez kulturę mówimy, dla ludzi nie ma już tego efektu, tego wydarzenia, tej zmiany, tego catharsis, jak kiedyś, że będziemy szukali jako artyści twórcy innej zupełnie formy, która będzie pozwalała Państwu przeżyć znacznie głębiej to, w co chcemy się zanurzać i ta forma będzie uciekała od pojedynczego właśnie wydarzenia artystycznego, czy wielu złożonych festiwal, że ten czas będzie się rozszerzał. My żeśmy mówili o wielkim skurczeniu czasu festiwalowym, tak, kondensacji w kilku dniach. W moim przekonaniu będzie powoli tendencja następowała taka, że będziemy odzyskiwali czas dla kultury.
[24:41.15 → 24:54.45] A: O tym, jak będą wyglądały festiwale w przyszłości porozmawiamy w drugiej części, ale widzę, że Mirek chce mocno wejść w polemikę. Mirku, czy rzeczywiście festiwal wyklucza aktywność widzów?
[24:55.61 → 25:41.98] C: Festiwal zakłada wręcz tę aktywność. Jeżeli mówimy o publiczności, to są jak gdyby dwa typy, a może dwie fazy. Trzeba być widzem w tym sensie negatywnym, o którym tu Krzysztof mówi, po to żeby później wejść bliżej. Trzeba najpierw przyjść w ogóle jako widz, a więc być wobec tej sprawy zewnętrznie. Natomiast pod wpływem tego, co się zobaczysz, czy czym się człowiek zetknie, często poddaje się temu uniesieniu, tym rzeczom, które są mu prezentowane. I o tego typu publiczności mówiłem, o tej, która została, która się poddała zbiorowemu uniesieniu.
[25:41.98 → 25:54.54] D: Ale mówisz o widzu od początku, jako pierwszym doświadczeniem kultury, a to nie musi widza dotyczyć kultura, prawda? Może od samego początku, od dzieciństwa, dotyczyć współuczestnika.
[25:55.18 → 26:01.98] C: Ale ten rodzaj już uczestnictwa jest współuczestnictwem. Tu już mówię o znajomych, o przyjaciółach.
[26:03.90 → 26:27.67] A: Ja myślę, że mogę was pogodzić propozycją z tegorocznego programu KOD-ów, bo zdaje się, że wystawiacie, jak to się mówi w muzyce, Prezentujecie, w teatrze powiedzielibyśmy, wystawiacie, prezentujecie koordynację cardio. Dzieło muzyczne, które zostało pomyślane dla muzyków nieprofesjonalnych.
[26:27.75 → 27:11.09] C: Ale ono w ogóle pomyślane zostało dla uczestników, bo nawet publiczność jest uczestnikiem, łazi tam, w jakimś sensie jest w środku tego rytuału, bo nie jest tak, że wszyscy są jednakowo nawet w kościele zaangażowani. czy przy jakichkolwiek obrzędach. Przypominam, że jest ksiądz proboszcz, ministranci, prawda? Każdy obrząd ma swoją strukturę i podział na rolę. Jest dramatem społecznym, a nie jakąś zbitą masą, gdzie wszyscy są w równym sensie twórcami. Ktoś musi coś powiedzieć, żeby spotkała go jakaś odpowiedź. Ta odpowiedź nie musi być odpowiedzią artystyczną. Może to być gorąca polenika.
[27:11.41 → 27:29.78] D: Ale jest tak, że możemy wszyscy śpiewać kolędy, a możemy wynająć chór, który nam je zaśpiewa. Więc ja dokładnie mówię o tej organiczności kultury. Oczywiście i to nie likwiduje podziału, że ksiądz ma swoją rolę i tak dalej, ale że my nie wynajmujemy sobie chóru, który nam fajnie kolejny zaśpiewa.
[27:29.78 → 27:31.84] C: Ale nawet w chórze, no śpiewamy na głosy.
[27:31.86 → 27:34.41] D: Ale jesteśmy na głosy. No właśnie, ale śpiewamy.
[27:34.95 → 28:19.36] C: Śpiewamy, a nie oglądamy i słuchamy. Czasami taktownie jest słuchać, nie śpiewać. Każdy ma swój sposób ekspresji i naprawdę ja nie jestem za tym, żeby wszystkich zachęcać do śpiewania, tańczenia, robienia fikołków jednocześnie, bo to może prowadzić do kalectwa. Ktoś mówi, przyjmują rozmaite role. Uczestniczymy przecież wszyscy nieustannie codziennie w jakimś dramacie społecznym. Na co dzień odgrywamy takie czy inne role. Czasami milczymy, czasami jesteśmy publicznością, a czasami jesteśmy gwiazdami.
[28:20.23 → 28:20.97] B: Mogę coś opowiedzieć?
[28:21.36 → 28:36.87] C: Przez chwilę my tu jesteśmy na scenie, ale Nie jestem przekonany, czy państwo za chwilę nie zauczestniczą, na przykład wykazując oburzenie na to, co mówię ja albo... Tak
[28:36.87 → 29:05.66] A: się na pewno stanie, ale jak zrozumiałem wypowiedź Krzysztofa Czyżewskiego, nie chodziło mu chyba o to, żeby widzowie zastąpili artystów na scenie wykonując różnego rodzaju nieznane sobie działania, tylko o innym model kultury, w której współczesnictwo, a nie konsumpcja jest główną ideą. Festiwale nastawiają nas na konsumpcję, kupujemy bilety, i oczekujemy doznań, prawda?
[29:05.86 → 29:06.50] B: Niekoniecznie.
[29:08.69 → 29:10.91] C: Wiele festiwali odbywa się bez biletów.
[29:10.91 → 31:27.45] B: To ja może teraz przywołam organizowany od 1997 roku Festiwal Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca, który rozpoczęła organizować Hanna Strzemiecka, znakomita choreografka, a teraz kontynuuje ten festiwal Lubelski Teatr Tańca. I od samego początku założenia festiwalu były proste. A przypomnę jeszcze kontekst kulturowy. W Lublinie nikt nie wiedział, co to jest taniec współczesny poza może dwudziestoma, trzydziestoma osobami. I festiwal od pierwszej edycji opierał się na części dotyczącej prezentacji tego, co ciekawe w tańcu współczesnym w Polsce i na świecie. I z drugiej części, która była trywialna i nadal jest trywialna, która polegała na w prowadzeniu przez wybitnych tancerzy i choreografów warsztatów tańca współczesnego w trakcie festiwalu. Trochę to trwało, ale po 10 latach okazało się, że w Lublinie jest duże, dosyć dobrze zorganizowane, aktywnie uczestniczące w życiu neoplemie, które się nazywa Taniec Współczesny. Mało tego, dosyć szybko organizatorzy festiwalu doszli do wniosku, że dobrze jest również kontynuować pracę festiwalu poza czasem festiwalu i w trakcie roku organizowane były takie krótkie fora tańca współczesnego, gdzie dopraszany był jeden lub dwa zespoły zwykle z zagranicy, które prowadziły warsztaty, prowadziły rozmowy, dyskusje, a wieczorem prezentowały swoje spektakle. W tej chwili to środowisko tańca współczesnego w Lublinie jest duże, mocne, interesujące, momentami pokłócone, momentami współpracujące, ale nagle wytworzyła się duża część, duża grupa ludzi, którzy aktywnie uczestniczą w tym tańcu współczesnym, nawet jeśli dzisiaj już nie tańczą.
[31:28.22 → 31:29.14] C: Jakieś plemie.
[31:29.27 → 33:51.07] D: Tylko Grzegorzu, bo my mówimy, bardzo ładnie powiedziałeś historię festiwalu, której z nas nikt tutaj nie neguje, prawda? My nie mówimy o tym, że wszystkie festiwale są złe. Tylko my mówimy, jesteśmy już po wielu latach tego doświadczenia i zarówno Tomek Bazan, którego manifestanty festiwalowe tutaj teraz czytałem, jak wielu z nas czuje, Bo to nie chodzi o to, żeby się bronić, żeby was bronić jako producentów festiwali, tylko żebyśmy się zorientowali po tych latach przygody, kiedy doszliśmy do takiego pułapy, o której pan Roman mówi, całkowitej festiwalizacji życia czy dużej. co nam zagraża, co dalej, prawda? Bo to nie chodzi o to, żeby negować to, co było 20 lat temu, co fajnie zainicjowało w ogóle ruch tańca w Lublinie, tylko żebyśmy porozmawiali o tym, co jutro i o jaką kulturę walczymy i w czym właśnie to schorzenie festiwalizacji nam grozi. I ja bym tutaj był za większą odwagą, bo to są niż takie jakby podstawianie protest, że tu jeszcze się to da, czy tam to obronić, prawda? Zjawisko jest naprawdę na tyle, na tak dużej skali, że ten problem konsumowania czy kultury, która jest oparta na konsumpcji i która w dużej mierze odbiera, w olbrzymie mierze odbiera współczynienie, współtworzenie, aktywność i tak dalej, jest po prostu wielkim problemem naszym wszystkim, naszych wszystkich. I teraz jest pytanie dla mnie bardzo istotne. Jaki jest horyzont? Co z tym kapitałem zrobić? Wy mówicie na przykład, że powstają w miastach plemiona, że każdy festiwal najmniejszy ma swoją grupkę odbiorców. Ale jest problem dla mnie inny, zbudowania jednej wspólnej narracji miasta. Czy mamy taką kulturę dzisiaj? nad tym, żeśmy pracowali budując programy Europejskiej Stolicy Kultury, która będzie scalała właśnie miasto jako wspólnotę całą. Wszyscy odczuwamy brak takiej narracji i takiej kultury i festiwale nam tego też nie zapełnią, czy nie zapewnią.
[33:51.27 → 34:10.53] C: A ja nie tęsknię do takiej narracji, ja raczej tęsknię do dialogu, do nieustannego różnicowania się wtedy nie ma narracji. Jest wiele równoległych narracji. Różnimy się i jesteśmy... Nie wiem, czy niezbędna jest nam ta jednolite narracja.
[34:10.59 → 34:18.15] D: Narracje, które są zamknięte w sobie, dla siebie, nie są dialogiem. To znaczy z dialogu powstaje to, co wspólne.
[34:18.59 → 34:21.11] C: Ale też nieustannie się różnicuje.
[34:21.13 → 34:54.61] D: I bardzo dobrze, bo nie byłoby dialogu. I tutaj nie ma bólu o to, że jesteśmy zróżnicowani. Natomiast ból jest o to, że przy tym całym zróżnicowaniu Nie mamy tkanki łącznej, że brakuje nam coś, co jest jakby warstwą wspólnotową w kulturze dla nas dzisiaj współczesną. I to nie wyklucza różnorodności, to się na tym buduje. Natomiast i tutaj właśnie pytanie o to, że festiwale to tak doskonale ten archipelag porozdrabniały. jest dzisiaj problemem dla nas.
[34:55.47 → 35:15.73] A: Czyli co panu by się marzyło? Jaka sytuacja kulturowa? Jaki model spotkania, w którym obok siebie mogliby uczestniczyć zwolennicy graffiti i powiedzmy muzyki tradycyjnej? Czy w ogóle możemy sobie wyobrazić taką sytuację?
[35:15.95 → 36:06.57] D: Bo tutaj pytamy o naturalną sytuację miasta. Tak jako wspólnoty nie pytamy o festiwal czyli sztucznie wytworzoną przestrzeń na kilka dni tylko pytamy o naturalną tkankę życia miasta i obecność w niej kultury i działań artystycznych. Czy my możemy zejść znowu z tej platformy festiwalowej i wejść w życie miasta tak na co dzień i tworzyć kulturę codzienną która będzie kulminowała świętem w ciągu roku, jednym, drugim, które same wypracujemy, ale która będzie oparta na gruncie jakby organicznego działania czy kultywowania właśnie pracy kulturowej. Tego nam dzisiaj w miastach szalenie brakuje i w kulturze i o to się dopominam.
[36:06.65 → 36:24.26] A: Czy ten brak nie jest też związany w ogóle z brakiem, z takim poczuciem, że straciliśmy wpływ w ogóle na przestrzeń publiczną? że ona została bardzo rozdrobniona i zatomizowana, bo różne grupy interesu, takie nazwijmy, czy różne plemiona...
[36:24.26 → 36:28.48] C: Ale jak my mieszamy różne poziomy, to też niebezpieczne się robi.
[36:28.74 → 37:17.58] A: Ale zastanów się nad tą analogią, że rzeczywiście coraz jest trudniej wypracować jakieś koncepcje w rozwoju miast, które by łączyły, które by odpowiadały na... które by powstawały w dialogu. Nie, bo to jest raczej walka. Walka deweloperów z przeciwnikami rozbudowy, walka przemysłu z komunikacją. Nasze miasta się rozpadają rzeczywiście, bo każda ich część realizuje jakąś inną funkcję, natomiast całość nie składa się na organizm. Jeżeli tak rozumiem zarzut Krzysztofa Czyżewskiego wobec festiwali, że one nie budują całości kultury, one ją rozdrabniają realizując pewne drobne rzeczy.
[37:17.58 → 37:27.48] C: Ale to nie festiwale, to jak gdyby kultura liberalnego zachodu taka jest, do tego prowadzi. No być może ona idzie w złym kierunku.
[37:27.50 → 37:28.12] D: Ale ona jest festiwalowa.
[37:28.40 → 38:50.49] C: Nie, nie, nie, no jak gdyby festiwal jest czymś starszym niż liberalny zachód i liberalizm jest raczej antyfestiwalowy. Jest racjonalny, nie potrzebuje wspólnot, nie potrzebuje takich irracjonalnych, prawda, wygłupów, takiego nadmiaru. Festiwal jest czymś starszym i odwołuje się do naszych takich instynktów raczej plemiennych. Raczej tego, co w nas gra mimo tego jest z istoty, a że niektóre festiwale mogą spełniać taką rolę, ale to są jak gdyby skonstruowane tak, że muszą być, że służą czemu? Służą, muszą być to festiwale po pierwsze impresyjne, impresaryjne, Po drugie, w żaden sposób nie oparte w środowisku, w którym się dzieją. Po trzecie, mimo dopłat wszelkich ministerstw kultury, samorządów miejskich, muszą być ze swojej istoty komercyjne, czyli nie nastawione na zysk, a nie na pewien efekt kulturowy. Jeżeli ja mówię o festiwalach, dobrze, to zdecydowanie nie o tej grupie, którą tutaj próbowałem zdefiniować.
[38:50.65 → 38:53.57] A: Rozumiemy, to rozumiemy, tylko niestety ta grupa dominuje.
[38:54.29 → 39:19.88] C: Nie w Lublinie, może Lublin jest za biednym miastem, prawda? Może po prostu z biedy wynika to, że nie da się zbudować komercyjnego festiwalu. Takiego naprawdę czystej wody, komercyjnego festiwalu tu się nie zbuduje i nie powstał żaden. Być może mówimy o sytuacji, której ty doświadczasz czasem w Warszawie, prawda?
[39:20.34 → 39:28.54] D: Nie, nie, ja myślę, że to jest i sytuacja Lublina, i Wrocławia, i Warszawy. Lublin tutaj nie jest aż takim rajem kulturowym.
[39:29.16 → 39:30.50] C: Ja mówiłem, że to z biedy.
[39:30.68 → 41:58.92] D: Chociaż wszyscy byśmy tego chcieli. W moim przekonaniu ważne jest pytanie, Pamiętam pracując z animatorami kultury od 30 lat, stawiają mi od początku takie pytanie, jeżeli nie festiwal, to co? Żeby uruchomić, znaczy problem jaki my mamy w kulturze, że festiwal stał się po prostu tak silnym wyróżnikiem działań kulturowych, że zupełnie sobie trudno wyobrazić, nie tylko sponsorom, nie tylko grantodawcom, ale też czyniącym kulturę, że można w kulturze zrobić coś wartościowego, cennego, co nie jest festiwalem. I odzyskanie tej przestrzeni pomiędzy festiwalowej życia kulturalnego, tkanki życia kulturalnego i to w takim wymiarze, że i środków, które są na to przekazywane i sił twórczych, w które to idą, wydaje mi się jest szalenie ważnym dzisiaj dla nas wyzwaniem. Nie sprowadzajmy tej rozmowy do obrony lub krytykowania festiwali. Pytanie jest naprawdę, co poza tym, czy w jakim kontekście festiwale mogą być zanurzone, bo to jest też przecież pytanie o ich egzystencję tak naprawdę przyszłościową. też wszyscy czujemy, że festiwale są zagrożone, że tej masowej publiczności, jeżeli nie będzie tak dużo w przyszłości, i że ten model kultury właśnie festiwalowej, on również dochodzi do pewnej ściany, bo brakuje widzów, bo brakuje publiczności i tak dalej. Więc w moim przekonaniu, nawet z myślą o tych dobrych festiwalach, Mirku, o których tutaj mówisz i które ja bym też bronił, my musimy, żeby one miały jakby swoich naturalnych odbiorców, współczesników i tak dalej, to my musimy odtworzyć dla kultury taką warstwę tworzenia codziennego w ciągu roku, prawda, u siebie, w swoich środowiskach. żeby nie doszło do takiej sytuacji, że to wszystko, cały ten system nam po prostu zbankrutuje i ludzie się w ogóle od kultury odwrócą.
[41:59.04 → 42:50.38] B: Generalnie, Krzysztofie, zgadzam się w 100% z Tobą. Natomiast udało mi się przeczytać zapis dyskusji z Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie z 17 stycznia 2013 roku, spotkali się szefowie dużych warszawskich festiwali, między innymi Paweł Potoroczyn i na pytanie o przyszłość festiwali wszyscy zgodnie powiedzieli, że przyszłość jest świetlana. Jest oczywiście dużo wyzwań i tak dalej, ale generalnie absolutny optymizm, więc to wiesz, nie jest to takie oczywiste, że ta przestrzeń zawłaszczona przez festiwale, bo tu się zgadzam, że jest zawłaszczona, będzie w sposób oczywisty do odzyskania.
[42:50.62 → 43:34.37] A: Pytanie jest właśnie, czy można zreformować ten model działania, co proponuje Mirek. Czy też należy go odrzucić i dokonać pewnej rewolucji w ogóle w myśleniu o kulturze, nie tylko o festiwalach, o czym mówi Krzysztof Czyrzewski? Czy po prostu dodając te elementy edukacyjne, warsztatowe, produkując jakieś dzieła na miejscu z lokalnymi artystami, sprawiamy, że festiwale są mniej bolesne dla kultury, bardziej rozwijają? Czy też po prostu jest to tylko takie mamienie oczu trochę, bo i tak Większość kasy, przepraszam, eksportujemy poza Lublin albo poza Polskę. Ilu twoich wykonawców na kodach jest z Lublina?
[43:37.68 → 43:40.24] C: Niewielu, niewielu, ale...
[43:40.24 → 43:45.58] A: No więc prawdopodobnie większość Twojego budżetu honoraryjnego wyjeżdża stąd. Oczywiście...
[43:45.58 → 43:47.92] C: Wyjeżdża w sąd w różne miejsca, ale...
[43:47.92 → 43:50.60] A: Tylko pytanie właśnie, czy te środki...
[43:50.60 → 43:51.44] C: Ale, ale...
[43:51.44 → 43:57.86] A: Nie należałoby zainwestować tych środków w stworzenie, bo ja wiem, szkoły muzyki współczesnej?
[43:58.78 → 44:42.63] C: Znaczy, są to za skromne środki, żeby w ogóle o tym myśleć? To zacznijmy od tego, żeby w ogóle o tym myśleć. Natomiast mówiłem o tym, ale większość rzeczy, które będą na tym festiwalu, który trwa, są to rzeczy zupełnie oryginalne, które powstały na zamówienie tego festiwalu. Są to zupełnie nowe dzieła sztuki, które tutaj powstają, tutaj będą prezentowane po raz pierwszy, a niejednokrotnie po raz jedyny. To nie jest festiwal impresaryjny. Ma elementy impresaryjne, bo publiczność takich też potrzebuje, ale większość propozycji to są premiery.
[44:42.83 → 44:50.13] A: Rozumiem, ale czy wyobrażasz sobie Mirek jako zwolennik festiwali Świat bez nich, to znaczy kultura bez święta?
[44:50.17 → 45:53.75] C: Znaczy już mówię, jest to niemożliwe, bo kultura żyje także z tego, co jest irracjonalne. z tego właśnie szaleństwa i z tego nadmiaru, które dają festiwale. One mogą się zmieniać, zmodyfikują się, ale to też nie jest tak, że one mogą powstać i dobrze funkcjonować bez tego gruntu, o którym mówił Krzysztof i bez tego zakorzenienia. Tyle, że to idzie w dwa zupełnie różne kierunki. Z jednej strony Jest tak, że festiwale zakorzeniają coś w mieście. Przed festiwalem Kody nie było praktycznie muzyki współczesnej w Lublinie. Przed festiwalem Otwarte Miasto nie było sztuki współczesnej w przestrzeni publicznej Lublina. Nie było od lat siedemdziesiątych W latach siedemdziesiątych tam Bogusz robił.
[45:53.79 → 46:10.77] A: Okej, ale przecież to znaczy, że festiwale w jakimś sensie wyręczają instytucje kulturę, które w gruncie rzeczy są powołane do tego, żeby właśnie przestrzeń, żeby była sztuka w przestrzeni publicznej, żeby program muzyki najnowszej pojawiał się w repertuarze filharmonii.
[46:10.79 → 46:13.41] C: Ale to się natychmiast zaczęło pojawiać w różnych miejscach.
[46:13.61 → 46:16.47] A: Trzeba dopiero powołania imprezy.
[46:16.97 → 46:18.19] C: Tak, w jakimś sensie tak.
[46:18.26 → 46:32.88] A: Ale to znaczy, że te instytucje, które odpowiadają za świadomość muzyczną, za świadomość sztuk wizualnych, szwankują. To znaczy, że nie działają na tyle dobrze, że trzeba powołać nową imprezę, żeby na coś zwrócić uwagę.
[46:32.92 → 47:12.33] C: W Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej ja słyszę takie opowieści, że warto by coś takiego robić. Były też nawet jakieś pojedyncze próby od lat 70. Były to rozmowy, była potrzeba, była tęsknota, były jakieś marzenia. Natomiast w pewnym momencie się stało i stało się czymś oczywistym. Pojawiły się kolejne inicjatywy tego typu, zaczęło to pączkować. Bo to jest tak, jest Morze Starego, pojawia się mały bombelek nowego i robi się z tego grono. I to jak gdyby jest model matematyczny rozwoju wszystkich nowych zjawisk w kulturze i nie tylko w społeczeństwie.
[47:12.37 → 50:08.01] D: I tak się doczekamy końca festiwali jako formuły bardzo anachronicznej za jakiś czas, bo ta nasza potrzeba tego, co Mirku ty powiedziałaś, że w nas siedzi, to nie jest festiwal w tej formie, to znaczy w pewnym czasie ona przybrała taką formę, prawda? jak wcześniej święto zupełnie inaczej wyglądało i myślę, że przed nami jest zupełnie nowa forma, która będzie wychodziła ku tej potrzebie, którą my w kulturze tej festiwalowej zatracamy, to znaczy jeszcze raz bym powrócił do tego zakorzenienia w środowisku, w jakiejś ekologii, w jakimś miejscu, które żywi sztukę czy twórczość. Biorąc to bardzo symbolicznie, my cały czas teraz żyjemy w świecie, w której ikona, powiedzmy ja cały czas mówię ikona, mam przed oczami opis ikony jako takiej chorei różnych sztuk i elementów przez Pawła Floreńskiego, kiedy on genialnie opisał, jak ikona istnieje w swoim miejscu w cerkwi, jak jest dopełniona liturgią, zapachem, dźwiękiem, architekturą itd. To, co my mamy w kulturze festiwalowej, to my mamy ikonę wyciągniętą do galerii sztuki. i mamy jej jakieś 10-20% całego tego środowiska, z którego ona wychodzi i cierpi tam, jeżeli się zna w prawdzie to, gdzie ona się zrodziła i do czego przynależy. Tak samo jak ze sztuką flamenco, czy tak samo jak z każdą inną, zrodzoną naprawdę z głębi środowiska. Festiwal to wyciąga, tak jak się ikonę gdzieś na wystawę wyciąga, I oczywiście, jeżeli jest jeszcze ten moment znalezienia linii, tej świadomości nowosielskiego, który wie skąd ona pochodzi, ale festiwal już nam to odbierał, chyba, że jest bardzo dobry festiwal. I to śledzi, czy pozwoli nam to wszystko odebrać. Natomiast my bierzemy tylko jakieś artefakty, które stają się bytami festiwalowymi. One żywią same sobie w festiwalu, natomiast nie mamy dostępu. To jest to, co ja pamiętam strasznie przeszkadzało, kiedy pracowałem w Gardzienicach. I kiedy my żeśmy z tej organicznej pracy, podróży do wiosek, do kultur tradycyjnych i tak dalej, budowali teatr i wjeźliśmy to później na festiwale teatralne i później właściwie to głównie już stało się festiwalowe. Natomiast cała ta głębia i prawda tego dla publiczności festiwalowej czy żywiołu festiwalowego była jakby odcięta, wykastrowana. I ta tęsknota, ta tęsknota wydaje mi się tym, co jest autentyczne w nas, jeśli chodzi w odniesieniu do kultury.
[50:08.63 → 50:39.40] A: Ale czy nie obawia się pan, że ludzie po prostu są leniwi? Ja jestem dość leniwym odbiorcą kultury. Niechętnie, aktywnie biorę udział w wydarzeniach. Bardziej mnie interesuje rzeczywiście aby ktoś za mnie dokonał wyboru. Z tej ogromnej palety możliwości przygotował 10 najciekawszych filmów, 12 najciekawszych przedstawień rosyjskiego teatru i podał mi to na tacy, żebym to obejrzał.
[50:39.42 → 51:53.52] D: To jest też komfort krytyka teatralnego, który ma nagle wszystko w jednej ręce. Ale ja nie o tym aspekcie wyboru mówię, tylko ja mówię, o odczuciu, i tutaj nie ma nic lenistwo do wspólnego, myślę, że wtedy kultura się dużo bardziej przyswajalna staje, kiedy jej dajemy na nowo całe środowisko, całą tą siłę, która idzie z lat, z czasu, z przekazu pokoleniowego, z miejsca i tak dalej. I mamy do prawdy jej dostęp, jeżeli on jest tak budowany. Wydaje mi się, że festiwale w jakimś czasie, na przykład festiwale jazzowe, stworzyły takie środowisko dla czegoś, co było już inną jakością niż ta muzyka, gdzie ona się rodziła. Powstał żan, można powiedzieć, że jazz jest muzyką Nowego Jorku poprzez kluby i festiwale, które się wydarzały. Natomiast wydaje mi się, że my dzisiaj już takiego jazzu nie mamy i takiej kultury nie mamy i będziemy za tym tęsknili bardzo.
[51:54.04 → 52:11.99] B: Grzegorz Otencki. Demonizujesz festiwale w sposób straszliwy. Ja urodziłem się w 1960 roku. Żyło wtedy na świecie 3 miliardy ludzi. Dzisiaj żyje 7 miliardów ludzi. Nie było płyt, nie było kaset, nie było internetu, nie było telewizji globalnej.
[52:12.23 → 52:13.55] A: Było internetu, naprawdę?
[52:14.05 → 52:34.63] B: Przynajmniej u mnie w domu nie było w sześćdziesiątym roku. Natomiast te wszystkie negatywne cechy wykorzeniania kultury, które ty przypisujesz festiwalom, owszem, one są, natomiast one wynikają z globalizacji życia, która nas dotknęła.
[52:34.85 → 53:11.72] D: Festiwale są tego częścią. Ja zgadzam się, Grzegorz, że nie tylko z festiwalu, ale festiwal jest tego częścią. Postawiłeś festiwal na scenie, pokazałeś i powiedziałeś, to jest jego wina. Nie każdy festiwal, tylko po prostu kultura festiwalowa czy festiwalizacja kultury jest tego częścią i musimy być tego świadomi, tak jak faktu, że w tej formie, jak powiedziałem, jak on istnieje obecnie, nie będzie wieczny ten festiwal. Ja mówię tylko o tęsknocie, która zmieni też formę festiwali, że my będziemy szukali takiej formy, Na przykład ja często o tym rozmawiam z Michałem Erczyńskim, który jest wielkim orędownikiem festiwali.
[53:11.92 → 53:22.12] A: I dyrektorem Narodowego Instytutu Audiowizualnego. I dyrektora Malty, największego polskiego festiwalu teatrowym.
[53:22.48 → 54:09.96] D: Mieliśmy taką w Berlinie debatę, gdzie żeśmy właśnie mocno się skonfrontowali. Ale zwróćcie uwagę, jak Michał rozwija Maltę. Tak? Jego nowe propozycje, jak ten festiwal ewoluuje, są właśnie odpowiedzią. Bo to jest człowiek, który tak samo jak jest Roman Gutek we Wrocławiu z Nowymi Horyzontami, prawda? To są ludzie, którzy robili kilkudniowy festiwal, dalej robią, On ma już teraz Art House, w którym cały rok pracuje. Mówię o Kinie Helios, Romana Gutka. I cały czas z państwem, swoją publicznością, z twórcami, poprzez warsztat. Festiwal staje się tylko kulminacją całorocznej pracy. Malta też się zmienia.
[54:11.10 → 54:12.92] C: Przynajmniej te dwa, które wymieniłeś.
[54:13.74 → 54:16.96] D: Festiwale się zmieniają.
[54:17.16 → 56:12.56] A: Ważne, że warto zobaczyć ten trend. Ale tylko powiem, bo być może nie wszyscy państwo wiecie, jak się zmienia festiwal Malta. W tym roku część programu pod nazwą Generator Malta została niejako przekazana mieszkańcom. W dzielnicach Poznania pod opieką, przy wsparciu festiwalu powstają lokalne projekty. Może to być np. zasadzenie ogrodu albo inna lokalna inicjatywa, która wchodzi w skład wielkie imprezy, gdzie też są pokazywane wielkie, drogie impresaryjne przedstawienia. Także tak się zmienia Malta. No ale wciąż jest to tylko część. Nie doszło jeszcze do takiej sytuacji jak w Gracu w zeszłym roku, gdzie po raz pierwszy tam się odbywa teatralny festiwal, który się chyba nazywa Stryjska jesień. I w odpowiedzi na kryzys, na kryzysową sytuację w kulturze, organizatorzy tego Te imprezy po raz pierwszy zdecydowali się nie zapraszać żadnych przedstawień. i sumę jaką mieli do dyspozycji przekazali artystom, którzy zgłosili się w ramach otwartego programu. Część programu w ogóle powstawała z dnia na dzień, część realizowali artyści, którzy sami się zgłosili. Był to rodzaj zupełnie nowego, demokratycznego podejścia, pozbawionego tej hierarchii kuratorskiej, że przychodzi kurator, na przykład Roman Pawłowski, wybiera spośród 50 przedstawień 10, które warto obejrzeć i narzuca ten wybór swojej widowni. Więc pociąga mnie sytuacja, w której program takiego wydarzenia powstaje w sposób demokratyczny.
[56:12.97 → 57:30.20] C: Znaczy na mniejszą skalę coś takiego robiliśmy na drugim festiwalu Otwarte Miasto, gdy Krzysztof Żbiliws miał taki projekt Telewizja Osiedlowa, w której bohaterami byli mieszkańcy Osiedla Słowackiego i ze swoich zbiorów robili wystawy, występowali na telebinie, oglądali się wzajemnie, komentowali. wystąpienia swoich sąsiadów. Było na podobnej zasadzie. Ja chciałbym wrócić do tego zakorzenienia, do tych źródeł ziemi, których nie można przenosić gdzieś tam na festiwale. To nie tak. Kiedy Brancusi dotarł do Paryża, to nie interesował się sztuką rumuńską ludową. ale w Paryżu zobaczył fascynację kubistów maskami afrykańskimi, sztuką afrykańską i wtedy zobaczył, że on coś takiego już widział. W Rumunii, prawda? W Rumunii, tam gdzie się urodził. W jakimś sensie festiwale idą i w tą, i w tamtą stronę. Z jednej strony przywożą coś ze świata, co się zakorzeni lub nie. z drugiej strony rzeczywiście powinny ciągnąć z tej ziemi, na której są.
[57:30.20 → 57:33.30] D: Dzięki Mirku, że to powiedziałeś, bo to dokładnie jest...
[57:33.30 → 57:34.70] C: Ale ja myślałem, że to oczywiste.
[57:34.98 → 59:23.39] D: Nie, nie, bo kultura nasza jest niestety bez tego powrotu, tak? I zamknięta w sztucznej platformie, która jakby zupełnie ją odcięła od tego i festiwalowa w dużej mierze się do tego przyczynia. A to, że niektóre festiwale będą próbowały to przełamać. Zresztą to nie chodzi o źródła jakby w sensie przeszłości, prawda? Dla mnie źródłem dzisiaj takim może być współczesne miasto na przykład, czy problem współczesnej wsi, znaczy żywy kontekst społeczny, żywa rzeczywistość, tkanka, której się dotyka i której nie odcinamy właśnie tą formułą festiwalizacji, tylko kultura, która rzeczywiście ma macki na miejscu do dotykania tego. przekonanie, znaczy stworzenie frontu, w którym i artyści, ale też ci, którzy wspierają kulturę, mają środki publiczne na to, zaczną nimi inaczej gospodarować, to znaczy odciążą tą impresaryjną platformę festiwalową, a zainwestowują dużo więcej w ten grunt, jakby dotknięcia przez kulturę, tej rzeczywistości, w której miasto żyje, kontekst społeczny itd. będzie tylko z wielką korzyścią dla naszego wspólnego gospodarstwa, bo ja bym nie życzył Lublinowi po całej tej przygodzie SK, żeby tak jak Kraków stało się miastem festiwalowym, żeby zbudowało z tego wszystkiego biuro festiwalowe. Dzisiaj wiadomo, że to był tylko krótkowzroczny projekt, że miasto ma dzisiaj dużo większe wyzwania niż tylko promocyjne. festiwale i kultura w małym stopniu pomaga mu sobie z tym radzić, bo to też chodzi o to, żebyśmy my zanurzyli byli w działaniach, które jakby pomagają nam sobie radzić z rzeczywistością, w której żyjemy.
[59:23.47 → 59:51.87] A: Ale rzeczywistość wygląda tak, że władze, które przeznaczają, które dzielą środki na kulturę, widzą w festiwalach ogromny, silny instrument promocji. promocji regionu miasta siebie samych. Nie ma festiwalu bez urzędników na scenie otwierających i zamykających. Jak chciałby pan przekonać organizatorów kultury do zmiany myślenia? To jest w ogóle możliwe.
[59:51.97 → 01:00:46.00] D: Paradoksalnie moja nadzieja jest taka i my żeśmy o tym rozmawiali myślę, że Lublin w dużej mierze to rozumie, Bo my mówimy dzisiaj o miastach, które są podmiotami tej rewolucji kulturalnej, o której mówimy, czy kulturowej. Ona idzie przez miasta. I ta walka, którą żeśmy wypowiedzieli, że tak powiem, fajerwerką, bo to już nie mówmy tylko o festiwalu, bo są dobre i złe, ale fajerwerką, że gospodarczy duch włodarzy miasta, samorządu lokalnego, mniejszego czy większego ośrodka będzie szybciej jakby reagował na tą zmianę, szybciej jej potrzebował niż organa centralne czy europejskie nawet.
[01:00:46.22 → 01:00:46.44] A: Dlaczego?
[01:00:47.02 → 01:01:52.49] D: Dlatego, że wydaje mi się, że to jest jakby instynkt gospodarowania swoimi funduszami, że liczenie się z groszem w najbliższym kontekście lokalnym jednak przy całej oczywiście świadomości, że ciągle ten aspekt promocyjny będzie, czy odgrywa jakąś rolę, coraz częściej będziemy się doprowadzić. Ja widzę coraz częściej na zachodzie takie sytuacje prawda to co pan powiedział o gracu prawda że to jest że to właśnie w społeczności lokalnej to zastanowienie się jak tym groszem zagospodarować prawda który mamy na co go rozsądnie racjonalnie wydać i wtedy ta refleksja na tym, czy może warto stworzyć szkołę, czy ośrodek, który działa przez cały rok intensywnie, organicznie niż przez pięć dni fajerwerków, że to wcześniej zwycięży na poziomie lokalnym miast niż jakimś centralnym czy dużym. Także w moim przekonaniu to nie idzie łatwo, ale że ta rewolucja już postępuje.
[01:01:52.85 → 01:02:39.97] A: Krzysztof Czyżewski mówi, że rewolucję wywoła publiczność. Może zapytajmy Państwa, czy chcecie wywołać rewolucję. Czy podobają wam się festiwale, czy może uważacie, że rzeczywiście już jest ich za dużo? Bardzo proszę, czy ktoś chciałby zabrać głos? Bardzo proszę. Miałbym pytanie do pana Krzysztofa. Użył pan takiego sformułowania dobry festiwal. Co to oznacza? Czy są festiwale dobre i złe? Czy w ogóle sam fakt, że festiwal istnieje, to znaczy, że jest dobry? Kto o tym decyduje? W jaki sposób? Dlaczego? Od kogo to zależy? Może nawet od sponsorów to zależy? Jak to należy rozumieć?
[01:02:41.71 → 01:04:16.30] D: Myślę, że to w jakimś sensie jest kwestia indywidualna. Ja mogę panu powiedzieć, jaki ja bym ten model widział najlepszy. Chociaż bardzo dobrze rozumiem to, co Mirek Haponiuk na przykład powiedział, że festiwal może dobrą rolę odegrać w sensie przywołania w środowisku innowacyjnych, wcześniej nieznanych rzeczy właśnie poprzez formułę festiwalu. Ale dla mnie festiwal ma wtedy sens prawdziwy, kiedy rzeczywiście jest kumulacją jakiejś wykonanej na miejscu pracy, w tym miejscu, w którym on się odbywa. Że nie jest desantem jakby zrzuconym z zewnątrz, tylko daje możliwość odbiorcom jego czuć się jakby jego wytwórcami. czy współtwórcami tego święta. Przykłady, jakie mogę przywołać tutaj, znaczy ośrodek, który prowadzę w Sejnach, w małej społeczności lokalnej, żeśmy tam nigdy nie zorganizowali festiwalu tak naprawdę, co też jest jakąś szczególną sytuacją, tym bardziej, że czasem piszą o nas media, był taki czas, że i Gazeta Waborcza o tym pisała, czyli można było coś robić ważnego w kulturze, co nie było, co nie miało formy festiwalowej. tego, co Grzegorz mówił, że w kilku dniach, nie potrzebowaliśmy takiego skumulowania w kilku dniach, żeby zwrócić uwagę mediów czy świata na to, co robimy.
[01:04:16.34 → 01:04:22.02] A: Jednocześnie, jeżeli Sejny istnieją gdzieś w świadomości społecznej, to właśnie przez ośrodek pograniczy głównie.
[01:04:22.02 → 01:05:59.06] D: Nie poprzez festiwal, tylko właśnie coś innego. Znaczy, ale jakie ja mam wtedy doświadczenie, że ta troska Mirka na przykład o to, żeby to było innowacyjne, żeby było nowatorskie, że w moim przekonaniu ona się u nas doskonale sprawdza. ludzie zapytani czy zaproszeni do tego procesu, nie będąc już tą w złym znaczeniu publicznością przygotowaną do odbioru, stają się znakomitymi partnerami w ambitnych przedsięwzięciach. To jest coś, co ich absolutnie może pochłonąć i zafascynować. Czyli to nie jest tak, że jeżeli robimy coś z ludźmi, to nie może to być ambitne i nie dla ludzi. Wręcz przeciwnie, w moim przekonaniu właśnie ten problem, który my mamy ze sztuką, która jest nie dla ludzi, dlatego że jest ambitna, polega na tym, że my nie traktujemy ludzi poważnie często, że właśnie nie dajemy im szansy wejścia, to współuczestniczenia w tym procesie i to ich tworzy, to znaczy tu już nie ma pytania, czy ja to rozumiem, czy nie. Jeżeli jestem częścią tej rzeki, to ona jest jakby od dzieciństwa, od młodości, bo mówię o takich procesach, o festiwalach, które jakby sięgają bardzo wcześnie, prawda, że sięgają do najmłodszego odbiorcy, że budują to wspólnie, że tutaj już nie ma tych pytań, tych stresów, które my mamy w kulturze współczesnej, że ona musi być masowa, w związku z tym mniej ambitna, w związku z tym bardziej popularna, bardziej komercyjna itd.
[01:05:59.66 → 01:06:35.63] A: Rzeczywiście, tak jak Pan wspomniał, wiele festiwali wnosi bardzo dużo ciekawych, nowych rzeczy, innowacyjnych. Ale czy rzeczywiście można wyróżnić festiwale dobre i złe? Na przykład jak panowie to widzą, bo na pewno nie wszystkie, każdy festiwal jest skierowany do jakiegoś plemienia, jak panowie powiedzieli, prawda? Ale czy można coś takiego zrobić, że są dobre festiwale, złe festiwale? Czy istnieją jakieś obiektywne kryteria? Czy takie obiektywne jakieś przesłanki, które by to mogły wyróżnić? Czy istnieją jakieś obiektywne kryteria oceny wszystkich festiwali? Co to znaczy, że festiwal jest dobry, odniósł sukces?
[01:06:35.83 → 01:07:30.62] D: Ja myślę, że w tej dyskusji żeśmy parę elementów wskazali. Czyli to jest taki festiwal, który daje szansę publiczności. udziału w jakimś procesie twórczym, że daje im szansę kontynuacji tego, co się na festiwalu pokazało. Czyli jeżeli on otwiera taką możliwość, że owszem, zobaczyliśmy, pojawiła się Platforma Tańca, ale w mieście zaczyna się dalej coś z tym robić, czyli jest jakiś gospodarz, który zagospodarowuje potencjał festiwalu i czyni, że to jest jakaś praca ciągła i mamy kolejną edycję festiwalu. wtedy, która jakby jest efektem tej kontynuacji, prawda? Czyli to jest właśnie to budowanie na miejscu, o którym wspominałem. To są takie drobne elementy, ale wydaje mi się, że one mówią o tym, co dobre jest w festiwalu i co prowadzi do święta, które sami wypracowujemy, a które nie daje nam ktoś na tacy.
[01:07:31.26 → 01:07:32.44] A: Mirek, a Panie?
[01:07:32.46 → 01:08:04.41] C: Krócej. Moim zdaniem dobry festiwal to jest taki, który gdzieś zmierza. niezależnie gdzie by zmierzał. Większość festiwali zmierza we wszystkich kierunkach jednocześnie ku temu właśnie takiego zrobieniu takiej ciapy, bezkształtnej ciapy w efekcie kulturowej. Natomiast dobry festiwal musi gdzieś zmierzać. Jeżeli gdzieś zmierza, to myślę, że zabierze ze sobą też jakichś ludzi i coś z tego wyniknie.
[01:08:05.17 → 01:08:07.57] A: Bardzo proszę.
[01:08:10.13 → 01:10:32.21] E: Dziękuję, bardzo mi się spodobała ta dyskusja i dużo było do pomyślenia. Dużo jest rzeczy, z którymi są zgodne, ale chciałabym powiedzieć, że dla mnie na przykład festiwal to nie jest święto, bo dla mnie to jest możliwość dowiedzieć się i czasami to jest bardzo ciężka praca, dlatego że jest skumulowane, te wydarzenia są skumulowane, przepraszam za mój język polski, i ja muszę być skupiona, ja muszę bardzo na serio to postrzegać i tak dalej. Więc ja myślę, dla mnie, jak to postrzegam, że po prostu jak każda rzecz, jak każde dzieło sztuki, festiwal, działa na różnych poziomach. Dla większości to jest, jak zawsze musi być, taka możliwość po prostu zrelaksować, coś nowego się dowiedzieć i to jest święte. Dla jakiejś ilości ludzi, to jest coś poważnego, jak zawsze, jak każda książka. I po prostu ta jakaś inna ilość, ona to odbiera jako edukację, albo jako pracę, albo po prostu odbiera ten kawał kultury, który ona nie miałaby możliwości odbierać, jeżeli by nie było tego festiwalu w ogóle. Mam tylko pytanie a propos kontekstu. Bardzo mi się spodobała metafora a propos ikony i cerkwi. Bardzo ją rozumiem, chociaż lubię chodzić na wystawy ikon też, które nie są w cerkwie, które są gdzieś osobnie. Chciałabym po prostu poprosić o przykład, bo tak myślę o tej metaforze. I nie mogę sobie wyobrazić, jak mówimy o muzyce etnicznej, to ja nie myślę sobie, że to są jakieś dziewczyny młode i chłopacy, którzy śpiewają gdzieś na wsi i po prostu jak jest festiwal, my ich wyciągamy. Nie, to jest zespół, który zawodowo tym się zajmuje i przyjeżdża i on może pojechać na festiwal, może w swoim regionie go mieć, ale to jego praca, tak? Jak mówimy o wystawach, o teatrze, to teatr też przyjeżdża ze wszystkim i gdzie jest wyrywany z kontekstu. Ten kontekst on jakby przywozi za sobą. Mi tak przynajmniej wydaje.
[01:10:32.35 → 01:10:36.49] A: Krzysztof Czyżewski, potem Mirek Kapaniuk chce się dołączyć.
[01:10:36.87 → 01:12:47.78] D: Ja myślę, że to co pani powiedziała o ikonie, to znaczy, że lubi pani później oglądać wystawy ikon. Jest znakomite, jeżeli pani zna też to, ikona jest zanurzona w cerkwi, czy w swoim naturalnym środowisku, że jeżeli mamy taką świadomość, to wtedy fakt, że oglądamy jeszcze jakieś kolejne ikony, tylko nam to rozszerza. Natomiast jeżeli w ogóle byśmy byli odcięci, byśmy zostali tylko z tym, co mamy na ścianie w galerii, to wtedy sobie zdajemy sprawę, ile innych kontekstów mamy bogactwa środowiskowego, mamy odciętego. I gdybym miał szukać innych przykładów, to wszystko jedno, czy to będzie dzisiejszy spektakl teatralny, nowoczesna muzyka czy inne, to zanurzanie tej pracy, a coraz więcej jest, zwróćcie uwagę, takich przykładów, że szukamy szerszego zanurzenia swoich dzieł, że nasze festiwale na przykład, czy nasze działania starają się coraz bardziej interdyscyplinarne. Że one coraz na nowo, coraz więcej sztuk ze sobą spotykają. Mimo, że mówiliśmy o tych plemionach dla festiwali, to moim zdaniem tendencja jest taka, żeby coraz bardziej integrować. Żeby spotykać coś, co było specjalistycznie porozdzielane wcześniej. Ale to jest właśnie to, co o ikonie wiemy. Że obraz się spotyka z dźwiękiem, spotyka się z zapachem, spotyka się z architekturą i tak dalej. Że wrażliwość współczesnego artysty A moim zdaniem to będzie coraz bardziej inny artysta, nie tylko ze studia malarskiego czy muzycznego. My tu żeśmy w Lublinie zaczęli np. mówić o artystach miasta, czyli tych, którzy biorą jakby całe miasto za swój warsztat, za swoje studia i są świadomi różnych kontekstów całego środowiska, że to oni zanurzą to dzieło tak jak np. Noc Kultury tutaj powstała w Lublinie. Moim zdaniem to jest bardzo dobry przykład nie festiwalu, Właśnie, a dużego wydarzenia w mieście, jakiegoś święta, które zostało na inny sposób wspaniale przez Lublin zbudowane. Więc to są takie przykłady dla mnie jakby odzyskiwania tego środowiska.
[01:12:48.50 → 01:12:52.00] A: Przepraszam, jeśli noc kultury nie jest festiwalem,
[01:12:52.10 → 01:14:35.66] C: to ja nie wiem co to jest, przestałem wiedzieć co to jest festiwal. Ale to jest uwaga, ale teraz do pani. Święto nie jest czymś niepoważnym. Święto jest czymś najpoważniejszym. Definicyjnie święto jest to zbiorowe uniesienie, które reintegruje wspólnotę. Nie ma nic poważniejszego niż święto. Oczywiście święto jest męczące. Święto wiąże się z nadmiarem i na przykład z bólem głowy. Tak, święto jest irracjonalne, męczące, ale jest czymś szalenie poważnym. Jeżeli to jest taka rozrywka czy relaks, to nie jest to święto. To nie jest że święto, ale następna uwaga o tego, o tej ikonie i o tej figurze, metaforze. Otóż ja w Nowym Sączu parę miesięcy temu widziałem taką wystawę, gdzie ikony wisiały w sali muzealnej. Zresztą zupełnie nie w tym miejscu, w którego zostały wzięte, bo w gotyckiej sali, czyli w zachodniej zupełnie. I przyszedł w to miejsce artysta Leon Tarasewicz. Cóż zrobił? W tym zwykłym muzeum ułożył szklaną podłogę. Zapalił cerkiewne świeczki i te ikony w obcym kontekście zadziałały tak jak w cerkwi jeszcze inaczej. Czyli ułożył jakieś piętro znaczeniowe i skojarzeniowe odjeżdżające i w głąb, czyli w stronę, w stronę teologii ikony i Pawła Floreńskiego, ale też i w jakąś przeszłość, bo on użył bardzo lapidarnych środków sztuki współczesnej.
[01:14:35.70 → 01:14:41.34] A: Tak, tylko pytanie, czy publiczność w Wołanowym Sączu właśnie... Była gotowa. Nie, czy w ogóle chciała tego?
[01:14:41.62 → 01:14:42.66] C: Chciała, chciała.
[01:14:42.72 → 01:14:47.00] A: Czy pomysł, zróbmy wystawę ikony w wyniku...
[01:14:47.00 → 01:14:49.72] C: Tam była, tam to była cała...
[01:14:49.72 → 01:14:50.20] A: Potrzeby?
[01:14:50.80 → 01:15:14.02] C: Czy został po prostu powstał w głowie kuratora? Nie do końca wytłumaczyłem. Tam była stała wystawa muzealna, salka, do której mało kto chodził. W chwili, kiedy on to zrobił, ta salka ożyła i nikt w tym muzeum nie omijał tych salek z ikonami. Wprost przeciwnie.
[01:15:14.02 → 01:15:16.26] D: Ale już nie ma tej sali.
[01:15:16.69 → 01:15:17.30] C: Już nie ma.
[01:15:18.77 → 01:15:20.03] B: Czy ja mogę mieć pytanie?
[01:15:20.53 → 01:15:21.26] A: Bardzo proszę.
[01:15:21.34 → 01:15:28.38] B: Czy Noc Kultury jest festiwalem czy nie? Bo ja bardzo chciałbym się dowiedzieć. Jestem żywotnie zainteresowany.
[01:15:29.56 → 01:15:31.44] C: To państwo może odpowiedzą.
[01:15:33.00 → 01:15:41.06] A: Jest festiwalem. Ale to ustalmy, jaki jest niefestiwalowy element w Nocy Kultury, który dostrzega Krzysztof Czyżewski?
[01:15:41.60 → 01:16:42.93] D: Jeżeli jest taka noc, w której nagle otwieramy swoje warsztaty lubelskie, nad którymi pracujemy i zapraszamy mieszkańców, zobaczcie, Tutaj jest nasza siedziba Gardzienic, tu jest Leszka Mądzika, tu jest Rozdroże i dzielimy się z wami tym co robimy, prawda? I robimy z tego święto, jakby całej tej fabryki tworzenia Lublina, tak? Poprzez wspaniałe, różne pracownie. to możecie to państwo nazwać festiwalem, ale to jest troszkę co jakby inny, prawda? To jest jakaś inna forma, być może właśnie to jest to ta przemiana, czy ten próg, w którym rozszerzamy tą formułę, czy zmieniamy, mamy potrzebę jakąś inną, prawda? I nagle jesteście Państwo zaproszeni nie do zespołu artystów ze świata przyjeżdżającego, tylko macie ten czas, żeby poznać, co tu się na miejscu dzieje i bezpłatnie z Wami wszystkimi się w tej jednej niezwykłej nocy dzielimy.
[01:16:43.55 → 01:16:48.29] B: Na święto jest zgoda, na festiwal nie ma Mirek. Do tego się trzymajmy.
[01:16:48.37 → 01:16:51.31] C: Ja wtedy nie wiem, co to znaczy festiwal.
[01:16:52.01 → 01:16:52.85] A: Ktoś z Państwa?
[01:16:52.97 → 01:16:54.55] C: Zaproszę.
[01:16:54.81 → 01:17:41.60] A: Chcę zabrać głos. Ja jeszcze chciałem zapytać Pana, Panie Krzysztofie, czy w kontekście wszystkiego, co dzisiaj Pan powiedział o potrzebie rewolucji, o zmianie modelu uczestnictwa w kulturze, właśnie wprowadzeniu uczestnictwa, a nie biernego konsumowania, jak zrozumieć Pańskie rozstanie z Europejską Stolicą Kultury we Wrocławiu? Bo rozumiem, że pan realizował właśnie tam i nadal pan chce realizować tam model kultury głębokiej, właśnie opartej na lokalnych siłach, na inicjatywach od ludzi, a nie sprowadzonych dziełach. Czy pańska rezygnacja oznacza, że kultura eventu zwycięża we Wrocławiu?
[01:17:42.31 → 01:20:04.97] D: Znaczy nie chciałbym tak drastycznie tego stawiać i fakt, że zostaje, będę tam kontynuował to pracę, to mówię o tym, że ta część programu będzie realizowana. Natomiast może też jest tak, że już nie dodając tutaj nic więcej, że o tym też przez chwilę rozmawialiśmy, że to nie jest czas na takiego jednego super kuratora, dyrektora artystycznego, Ta propozycja, którą zaproponowałem jest zespołu kuratorskiego do programu, a nie jednego dyrektora artystycznego. Czyli rezygnując z tej funkcji, jakby oddawałem pole też tym, którzy się zajmą innymi elementami tego programu, a chciałem wziąć odpowiedzialność za to, co chcemy tam stworzyć wspólnie. Więc to też jest taki kontekst tego, chociaż jest, nie ukrywam, też aspekt, pewnej odwagi czy też jej braku miasta na porwaniu się jako całości w coś co jest ryzykowne co jest nie do końca jakby zagwarantowane bo jednak ten przeze mnie proponowany program ma w sobie ryzyko niesprawdzalności tego. On jakby otwiera jakieś pole, które by trzeba było zdobyć, bo to nie jest agencja festiwalowa i menadżerów, którzy znajdą pewne gwiazdy i je sprowadzą ze świata. Więc otwarcie tak dużego pola ryzyka, które w moim przekonaniu jakby spotęgowałoby tylko jakość tego, Dzisiaj jest zastąpione jednak innym modelem, bardziej asekuracyjnym, ale też powiedzmy, że nie od razu musimy tę rewolucję zrobić, od razu te drzwi wyłamać. Dla mnie jest to bardziej takie przekonanie o procesie, który coś tu, gdzie indziej zaczyna, inicjuje, gdzieś ponosi porażki, ale jednak idzie do przodu cały czas i Wrocław już nie będzie ten sam. po tym wszystkim jak inne nasze miasta, w których ta rewolucja się dokonuje. Także tutaj w tym sensie jestem dobrej myśli.
[01:20:06.53 → 01:20:09.51] A: Panowie, chcecie coś dodać?
[01:20:11.07 → 01:20:12.53] C: Wrocławciu nie, dzięki.
[01:20:16.11 → 01:20:50.99] A: To może na koniec, jeśli nikt z Państwa nie wyraża ochoty na dorzucenie swojego zdania, to może rzeczywiście trzymajmy się jednego. Święto jak najbardziej, ale festiwal w tym rozumieniu imprezy, która wysysa energię, środki, nie dając w zamian nowej wartości i pozbawiając nas szans na obcowanie czy współuczestniczenie w kulturze na co dzień, to takiego festiwalu ja przynajmniej nie chcę.
[01:20:52.64 → 01:20:54.19] B: I my sobie też nie życzymy.
[01:20:54.27 → 01:20:55.68] C: I Państwu też.
[01:20:56.77 → 01:21:03.53] A: To jeszcze Mirek opowie, co będzie na kodach w najbliższych dniach. Proszę bardzo, masz czas.
[01:21:05.07 → 01:21:09.53] C: Znaczy opowiem o tym, co będzie jutro.
[01:21:09.89 → 01:21:11.59] A: Dobrze, zaproś nas na jutrzejszy koncert.
[01:21:12.25 → 01:22:38.23] C: Jutro będzie kilka przedziwnych rzeczy. Muzyka sygnałowa huculska, później przetworzona przez elektronikę francuskiego kompozytora. czyli powtórzona, zmieniona, przekształcona. A następnie niezwykłe widowisko, komentarze do święta wiosny Igora Strawińskiego, bo mija 100 lat, dokładnie prawie 100 lat od jednej z najsłynniejszych premier w dziedzinie sztuki nowoczesnej, czyli od skandalu ze świętem wiosny Igora Strawińskiego w Paryżu, 29 maja, w 1913 roku. Tym bardziej, że to święto wiosny powstawało tuż nieopodal, w dużej mierze. W Uściługu tuż za granicą z Ukrainą. W Uściługu, w Szwajcarii i w Paryżu święto wiosny było pisane, pisał Strawiński. Będą jeszcze inne komentarze do święta wiosny, już tym razem jazzowe. Także zapraszam na wirydarz dominikanów, gdzie stoi już scena. Tancerze przygotowują się do wykonania nowej zupełnie choreografii na temat święta wiosny.
[01:22:40.07 → 01:22:43.39] A: Tylko mnie nurtuje, czy Hucułowie wiedzą, co wyrabiacie z ich muzyką?
[01:22:44.15 → 01:23:10.41] C: Kucułowie wiedzą, zostali poinformowani, że zostanie to, co zagrają, zostanie nagrane, elektronicznie przetworzone, wzmocnione, przekształcone i będzie brzmieć już gdzieś tam, gdzieś tam, te trombity ich będą brzmieć gdzieś już w świecie elektroniki i zero-jedynkowych przekształceń.
[01:23:10.56 → 01:23:31.22] A: Zapraszamy na kody, a ja Państwa jeszcze chcę zaprosić na następną bitwę za tydzień, tutaj w Teatrze Starym. Bitwa o kulturę Made in Poland. Gośćmi Łukasza Drewniaka będą Andrzej Jaroszyński i Anna Kiliszek. Serdecznie zapraszam i życzę dobrego wieczoru.
[01:23:40.19 → 01:23:43.29] B: Z powrotem na wysoko.