[00:01.11 → 02:15.92] A: Dobry wieczór Państwu, Łukasz Drewniak, witam na kolejnej odsłonie Bitwy o kulturę. Tym razem ten odcinek zatytułowaliśmy urna i okulary i zatytułowaliśmy go tak z dwóch powodów, które łączy postać Sławomira Mrożka. Otóż przez całe lata w przekroju w krakowskim piśmie wówczas ukazywała się taka rubryka przez okulary Sławomira Mrożka. Jak Państwo doskonale wiecie Sławomir Mrożek zmarł w ubiegłym roku 15 sierpnia. Prawie miesiąc później, 17 września, w krakowskim Barbakanie, w jakimś specjalnym miejscu na wewnętrznym dziedzińcu, stała urna z jego prochami. Potem kareta zaprzężona w karekonie przywiozła go przez Kraków do Nowego Narodowego Panteonu. I tak sobie pomyśleliśmy, że już powoli po tej śmierci, po tym jak odszedł jeden z architektów masowej wyobraźni polskiej, kilku polskich pokoleń, polskiego społeczeństwa, że czas nie tyle może na próbę bilansu, bo jakby każde kolejne pokolenie artystów, odbiorców będą sobie tego mrożka na nowo układać w głowie, ale może czas, żeby poznać mrożka od kulis, mrożka innego, mrożka widzianego przez inne okulary. Dlatego z wielką przyjemnością witam tutaj na scenie Teatru Starego Pana Pawła Harem, fotografa i osobistego sekretarza Sławomira Mrożka przez ostatni okres jego życia. Zapraszam Panie Pawle. Dzień dobry, zapraszam. Jest z nami także Pan Daniel Arbaczewski z Teatru Andersena, który będzie nam czytał fragmenty tekstów Sławomira Mrożka. Witam serdecznie. Panie Pawle, Ostatnie dwa lata spędzone ze Sławomirem Mrożkiem to był pewnie okres, którego większość krytyków literackich, teatralnych może panu pozazdrościć, bo zobaczył pan to, do czego inni nie mieli wstępu. Zobaczył pan Sławomira Mrożka prywatnie, Mrożka, który porządkuje archiwum, Mrożka, który myśli, patrzy na świat, rozmawia, próbuje zostawić jeszcze jakiś ślad po sobie. Każda historia ma jakiś swój początek i z tego, co wiem, najpierw był pomysł, żeby Sławomira Mrożka fotografować.
[02:17.62 → 02:36.34] B: Tak, najpierw był pomysł, żeby pana Sławomira fotografować i właściwie był to początek i koniec tak naprawdę, bo przez cały ten czas pracowaliśmy, można powiedzieć, pracowaliśmy wspólnie nad głównie książką i filmem, prawda.
[02:37.66 → 03:10.22] A: Dlaczego Sławomir Mrożek został przez Pana wybrany jako ten model, model artysty? Ktoś, kogo można sportretować, sfotografować. Ja pamiętam, był taki album Andrzeja Nowakowskiego, fotografa i wydawcy z Krakowa, który zabierał Sławomira Mrożka na plantę o godzinie, krakowskie planty o godzinie 5.30 rano w różne dziwne miejsca Krakowa. Kiedy patrzcie dzisiaj na portret Sławomira Mrożka, to właściwie jest to człowiek, który ma maskę włożoną na twarz, prawda? Ciągle przez lata niezmieniony wizerunek, ta sama twarz. Co pana ugryzło w tym człowieku?
[03:10.42 → 03:13.36] B: Ale przepraszam, o których zdjęciach pan mówi?
[03:13.92 → 03:35.35] A: O takiej ikonie. Sławomir Mrożek, okulary, czoło. wąsy, człowiek schowany z takim kamiennym spojrzeniem, skupiony do środka, schowany do środka. Sfinks taki polskiej literatury, mimo że trefniś, żartowniś, komentator życia społecznego, a jednak ktoś nieprzenikniony, przynajmniej tak ja to czułem, tak odbierałem te wizerunki.
[03:36.28 → 04:15.86] B: No ja też, zdecydowanie, stąd może, może nie stąd na pewno, aczkolwiek Po wgłębieniu się w literaturę byłem niemal przekonany, że ta twarz jest troszeczkę inna. Niemal przekonany, bo to trudno było określić. Ale przede wszystkim, panie panu, szczerze, że zależało mi bardzo na spotkaniu po prostu tej niezwykłej postaci po to, żeby oddać mu hołd, krótko mówiąc. I zupełnie szczerze o tym teraz mówię, tak właśnie było.
[04:16.74 → 04:19.10] A: Każde zdjęcie powstawało dla przyszłych pokoleń?
[04:19.72 → 04:30.32] B: Nie, to zbyt górnolotne może. To jest mój osobisty hołd, natomiast jak zostanie to odebrane, to już jest sprawa państwa. Natomiast tak faktycznie, to był mój osobisty hołd.
[04:31.42 → 04:40.53] A: Jak się docierało wtedy do Sławomira Mrożka? Wystarczył jeden telefon? Dzień dobry, jestem Paweł Hara, jestem znanym fotografem. Chciałbym Panu zrobić kilka zdjęć.
[04:40.61 → 04:41.15] B: Aż oczywiście.
[04:42.43 → 04:43.79] A: Tak? No problem.
[04:44.93 → 05:01.63] B: Nie, no oczywiście było to znacznie bardziej skomplikowane. Przepraszam, muszę wziąć łyga. Miałem o tyle ułatwioną drogę, że wcześniej znałem panią Suzanę, prawda? Z tym, że wówczas kiedy się znaliśmy...
[05:01.63 → 05:06.01] A: Suzanę, czyli cykańską żonę pana Sławomira Mrożka, wyjaśniamy.
[05:06.45 → 05:21.09] B: Przepraszam, więc właśnie zbyt blisko żyliśmy, może dlatego stąd tak nie tłumaczę. Wówczas, gdy się znaliśmy, pani Suzanie podobało się to, co ja robię. Było to wiele lat temu.
[05:22.89 → 05:25.15] A: Były to zdjęcia głównie, czy pan fotografował?
[05:25.73 → 05:28.77] B: Przede wszystkim, że tak powiem, przyrodę.
[05:30.11 → 05:31.63] A: Fotograf-podróżnik, tak?
[05:31.89 → 05:51.15] B: Tak, dokładnie. W różnym kontakcie. Oczywiście ludzie też wciąż się gdzieś tam przewijają ze mną. Przewijali i przewijają do tej pory. Z tym, że wówczas, to było jeszcze w Krakowie, jak państwo Mrożek mieszkali w Krakowie, prawda, nie było we mnie takiej potrzeby kompletnie, po prostu. Nie rozumiałem Mrożka w ogóle.
[05:51.71 → 05:53.66] A: Bo był pod ręką? Bo można go było spotkać na rynku?
[05:53.66 → 06:11.56] B: Nie, kompletnie nie, wie pan, to jest kwestia zupełnie czegoś odwrotnego. To jest kwestia poczucia poprzez ten organ, który w nas bije, prawda. Jeżeli ja coś poczułem, jestem swego pewny, krótko mówiąc, to dopiero wówczas przystępuje do akcji, że tak powiem, prawda?
[06:12.16 → 06:18.16] A: Czyli to było tak, artysta spotyka artystę, młody artysta fotografik spotyka dojrzałego artystę pisarza.
[06:19.44 → 07:05.16] B: Nie, nie do końca, to może inaczej. Gdy Susanna przyglądała się tym fotografiom i wiem, że przekazywała je też panu Sławomirowi i wiem od niej wówczas, że jemu się to też podobało, wówczas był, oczywiście pojawiał się uśmiech na mojej twarzy i okej, w porządku, gra, koniec. I minęły cztery lata od tamtego spotkania, więc to był szmat czasu, kiedy ja po prostu gdzieś wewnętrznie dojrzewałem do mrożka. To bardziej chodzi o to, że w którymś momencie ta literatura zaczęła mnie infekować po prostu coraz bardziej, coraz bardziej, coraz bardziej, coraz bardziej, aż po prostu któregoś ranka stwierdziłem koniec po prostu. Ja muszę to zrobić, muszę to zrobić po prostu. Spróbuję, tak. W każdym razie na pewno spróbuję. No i tak to się zaczęło.
[07:05.70 → 07:14.36] A: Aczkolwiek pan projekt, który zaprezentował Mrożkowi i jak ten projekt wyglądał? Na czym ten pomysł polegał?
[07:14.88 → 07:58.65] B: Pomysł może w ten sposób. Czekałem 3, bodaj 4 miesiące na odpowiedź, że już byłem pewny, że to nie wypali kompletnie. I byłem bardzo zaskoczony w momencie, kiedy pan Sławomir zaprosił mnie do Nicei do siebie. I zaczęliśmy. Pomysł był, projekt bardzo poważnie ewoluował tak naprawdę, bo zaczęliśmy od tego, że ja miałem stworzyć fotograficzny album o Sławomirze Mrożku i tyle, koniec. On ewoluował ze względu na to, że jakby po pierwsze, może w ten sposób właśnie, po pierwsze miał trwać 3-4 miesiące.
[07:59.92 → 08:07.86] A: Dlaczego tak długo? Mrożek w różnych odsłonach przyrody, pór roku, mrożek i wiosna w Nicei, mrożek i zima.
[08:08.04 → 08:37.53] B: Proszę nie żartować ze mnie w ten sposób. Wie pan, dla mnie 3-4 miesiące na dany temat, bo ciężko mi mówić o panu słowomirze w ten sposób jako temat, ale dany temat to jest niewiele. Pan mówi długo, jakby kompletnie nie ta droga. A więc dla mnie to był minimalny czas, ale aczkolwiek z drugiej strony nie mogłem go przeciągać, ponieważ bałem się odpowiedzi właśnie tej, której nie chcę usłyszeć, więc nie mogłem powiedzieć, że chcę być pół roku, prawda, lub też więcej, bo ja zakładałem sobie, że to się...
[08:37.53 → 08:55.05] A: Oczywiście pytałem jako fotograficzny laik, to znaczy kilka miesięcy fotograf poświęca na studium obiektu, na rozgryzienie tajemnicy człowieka i dopiero potem, jak już wie, to robi zdjęcie? Czy oswaja w ten sposób modela? Proszę to przybliżyć.
[08:55.39 → 09:54.30] B: Pan Sławomir, bo to też nie każdy oczywiście człowiek, jak pan sam wspomniał na początku, pan Sławomir był człowiekiem, ja widzę to bardziej w ten sposób, był człowiekiem bardzo skupionym wciąż. On był wręcz jakby utaplany w tych swoich myślach wciąż, choć szedził sam z tego w dziennikach choćby, prawda, o artyście właśnie, jak się wypowiada generalnie świat. Bo tak naprawdę to po pierwszym tygodniu bycia z człowiekiem okazało się, że ja nie mam do czynienia z człowiekiem, tylko z geniuszem, a to zmienia postać rzeczy poważnych. W tym momencie ja sobie zacząłem zadawać pytania, czy ja podołam. To było odwrotna sprawa. Czy ja podołam być z człowiekiem, który mnie po prostu kompletnie gniecie, przygniata, po prostu, chociaż oczywiście absolutnie nie jest taki. Nawet przez sekundę nie próbował. bo jest mrożkiem. Mi jest o tym o tyle łatwiej mówić, bo po prostu spędziliśmy wiele czasu ze sobą.
[09:54.72 → 10:10.52] A: Skoro już padły te słowa geniusz, wielki artysta, to warto może teraz poprosić pana Daniela, żeby pewną humoreskę mrożka z drugiej połowy lat 80. nam przeczytał, co trochę zdejmie nas z koturnu w myśleniu o mrożku.
[10:14.96 → 11:53.75] C: Kogut przeczytał ogłoszenie. Potrzebujemy zwierząt, cyrk. Zgłoszę się, powiedział składając gazetę. Zawsze chciałem być artystą. Po drodze snu wielkie plany, sława i pieniądze, a może nawet wyjazdy za granicę. I z powrotem, dodał Lis. Dlaczego z powrotem? Za granicą podpiszę kontrakt z metro Goldwyn Mayer. Dyrektor przyjął go na świeżym powietrzu, gdzie urzędował. Właśnie rozwijano namiot cyrkowy. Ja i Lis zatrzymaliśmy się opodal. Bardzo mi miło, że pan się do nas zgłasza. Można poznać godność? Lew. Przedstawił się kogut krótko. Lew. Zdziwił się dyrektor. Czy jest pan tego pewny? Ewentualnie tygrys. No dobrze. Wobec tego niech pan zaryczy. Kogut zaryczał jak umiał. Owszem, nieźle, ale są lepsze lwy od pana. Gdyby pan się zgodził na koguta, to co innego. Wtedy mógłbym pana zaangażować. Ja dla pana przyjemności nie będę udawał ptaka, obraził się kogut. Żegnam wobec tego. W drodze powrotnej kogut milczał ponuro. Wreszcie nie wytrzymałem. Co ci strzeliło do głowy? Dlaczego chciałeś grać lwa? Jak to? Dlaczego? Odpowiedział za niego lis. Czy widziałeś kiedyś artystę bez ambicji?
[11:55.83 → 12:12.67] A: Dziękuję bardzo. Tak od razu to opowiadanie nasuwa takie pytanie, czy Mrożek kogoś udawał przed mediami, przed najbliższymi, przed tymi, którzy próbowali rozgryźć jakąś tajemnicę, jak pan myśli?
[12:14.58 → 12:19.24] B: Myślę, że właśnie w ogóle nie udawał, stąd wydaje się, że udawał.
[12:20.50 → 12:22.62] A: Jakby pan rozwinął tę myśl, to znaczy?
[12:23.64 → 13:21.40] B: Proszę pana, chodzi o to, że pan Sławomir bardzo często mówił to, co myśli, bezpośrednio. A teraz proszę sobie wyobrazić, że to jest moja jakby taka, moje przemyślenie na ten temat. Przykładowo, jeżeli pan Sławomir myślał, o jakiejś sytuacji w wieku 35 lat załóżmy i rozłożył ją na części pierwsze. Później myślał o niej jeszcze przez wiele lat i zapisał i w wieku niekoniecznie i w wieku 65 lat załóżmy czy 70 lat dostaje takie pytanie, które dla niego jest po prostu już tak wyświechtane, że czasem ciężko jest na to odpowiedzieć. ponieważ nie zawracał sobie głowy myślę innymi sprawami. Myślę, że był przede wszystkim bardzo skupiony na własnej myśli po prostu.
[13:22.62 → 13:44.97] A: Z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych są takie anegdoty, że zapytany co słychać, Sławomir Mrożek wyjmował zawsze karteczkę z kieszeni i mówił świetnie, a u ciebie? słynne było to jego milczenie, ta osobność, która była także czasem odbierana jako rodzaj snobizmu albo rodzaj takiej pychy, że no co ja będę z wami rozmawiał, skoro ja jestem ten mądrzejszy.
[13:45.17 → 13:49.57] B: Tak, a nikt nie wziął pod uwagę, że człowiek na przykład może być nieśmiały, jakim był.
[13:51.93 → 14:08.05] A: Inne określenie, które do Mrożka przylgnęło w pewnym okresie, to było artysta-utysta, że on jest tak głęboko schowany, tak śmieje się do wewnątrz, czy myśli do wewnątrz, czy właściwie komunikacja nie jest mu potrzebna do istnienia jako artysta. On lubił ludzi.
[14:09.13 → 14:14.21] B: To znaczy chyba, no to jest niemożliwe, że artyście jest niepotrzebna komunikacja ze światem, bo wówczas...
[14:14.21 → 14:19.87] A: Inna niż pisanie, inna niż komunikacja, inna niż pisanie, niż utwory, zostawianie utworu.
[14:19.99 → 14:37.37] B: No, z tego co wiem... A rozmawialiśmy na ten temat wiele razy, to pan Sławomir zacytuje, prócz pisania jest tylko szara nuda, więc odpowiedź nazywa się sama, prawda?
[14:38.49 → 15:12.28] A: Jest chyba taka opowieść dzieciństwa, pan Mrożek to gdzieś umieścił albo w jakimś wywiadzie powiedział, że kiedy jako kilkuletnie dziecko dorwał się do czystych białych, nie umiejąc pisać, że do czystych białych niezapisanych kartek swojej kuzynki, na każdej zostawiał kreski. Jakby taki przymus pisania, zostawiania, zostawiania śladu. Ale ponowie to pytanie, on lubił ludzi? Czy na to lubienie trzeba było sobie zasłużyć? Bo on uchodził za Mizantropa i tego Pan mi zaprzeczy. Kogoś, kto jest pesymistą, który mówił chyba, że nie chce mieć dzieci, bo po co je sprowadzać na ten straszliwy świat, gdzie wszystko idzie źle i skończy się źle. Lubił ludzi?
[15:13.80 → 16:10.24] B: Wie Pan co, ja usłyszałem, że nie. Świat, tak jak Pan teraz tutaj mówi, właśnie wie, że nie. Natomiast moje obserwacje są sprzeczne. Czy trzeba było zasłużyć? Na pewno tak. Ja bym bardziej może powiedział, że może nie tyle co zasłużyć. Z tym, że Pan Sławomir, bardzo często widziałem coś takiego, zwłaszcza w kontaktach z przyjaciółmi właśnie, których miał bardzo niewielu w Polsce, tu w Polsce. To było coś takiego, ja Tobie coś dam, ale wezmę też coś od Ciebie. To była taka symbioza pewna i ja myślę, że to też jest bardzo istotne. To jest bardzo trudne pytanie. Zdaję sobie sprawę jakby z wagi, bo wszyscy wszem i wobec wiedzą, że nie. A mimo wszystko ja powiem Panu, że nie jest tak do końca. Nie jest tak do końca, to znaczy...
[16:10.24 → 16:27.92] A: No dobrze, jeśli przyjaźń czy bliskość z drugim człowiekiem to jest wymiana, to co pan jemu dawał w tej transakcji? Jako młody człowiek, który przychodzi i mówi, będę panu robił zdjęcia. Jak pan myśli, po co mu pan był potrzebny w takim razie? Co to za wymiana była?
[16:28.28 → 16:46.70] B: Ja myślę, że ja nie byłem potrzebny w ogóle Myszkowi, tylko on był mi potrzebny, ponieważ ja sobie wymyśliłem coś, że chcę Chcemy się spotkać z tym człowiekiem, chcemy mu ścisnąć dłoń, chcemy mu podziękować za wspaniałe lata życia, jakie przeżyłem poprzez to, co wyczytałem, bo to było cudowne dla mnie, to był piękny czas.
[16:47.22 → 16:48.90] A: A on jak cesarz powiedział, pozwalam.
[16:49.18 → 18:13.60] B: Zupełnie nie, zupełnie nie, proszę pana. Właściwie ta decyzja była pokierowana mocno też panią Suzaną, to wiem. Pani Suzana stwierdziła, że może to jest dobre dla niego po prostu, że tak powiem, bo to jest z kolei cytat pani Suzany. A z kolei gdy się spotkaliśmy w Krakowie, pan Sławomir natychmiast powiedział mi, chociaż wiadomo, że to co on ma do odpowiedzenia ostatecznie zawsze jest, zawsze było po jego po prostu stronie ostatnie zdanie, bezdyskusyjnie. I kiedy on wypowiedział tak, no to Suzana też widziałem, że była ucieszona. I teraz, co ja mu dawałem? Myślę, że przede wszystkim, proszę pana, powiew po prostu. Powiew szum w domu, zamieszanie ciągle, ponieważ troszeczkę mam ADHD i często coś mi spada w tym cichym domu. Pojawia się dziecko, krótko mówiąc, w jakiś sposób. Tak myślę. Myślę, że później po prostu następowała taka właśnie wymiana energii. Prawda? Ja chłonąłem jak mogłem. Natomiast wie Pan, przy fotografowaniu to jest troszeczkę inaczej, bo ja widziałem, że Pan słował mnie krótko, mówiąc mam nie gdzieś. Dobrze, jak obiekt mam nie gdzieś, ale nie do tego stopnia. To było bardzo trudne, naprawdę. No i tak trwaliśmy.
[18:13.72 → 18:22.91] A: Mógłby Pan ten stopień posiadania Pana gdzieś opisać? Bo to tak ładnie brzmi, ale jak to mogło wyglądać? Odwracał się plecami do pana zawsze?
[18:23.15 → 18:25.65] B: Też, oczywiście. Nie, nie, absolutnie to nie jest tak.
[18:25.79 → 18:28.75] A: Golił się i mówił nie ma tu nikogo, nie ma tu nikogo.
[18:28.75 → 19:30.50] B: Dokładnie. Pan Sławomir jakby krótko mówiąc wokół siebie stworzył bańkę, do której ja nie miałem dostępu. Bo to nie ma znaczenia, że ja nie chcę go fotografować przy goleniu właśnie, bo takich zdjęć nie ma. To w ogóle nie o to chodzi kompletnie. To chodzi właśnie o o kawałek, rąbek tej tajemnicy prawdy, o której mówiłem, prawda? I on wcale się nie musiał ode mnie odwracać. On mógł siedzieć tak, jak my teraz siedzimy naprzeciwko. Z tym, że wzrokiem był w Chicago, że tak powiem. Właśnie. To po prostu miał mnie gdzieś. I oczywiście śmieliśmy się z tego, wie pan, bo ja o tym mówiłem wielokrotnie państwowi, że po prostu robi pan to rewelacyjnie. No i oczywiście wzbudzało to w nas za każdym razem śmiech już później, bo wiadomo, że te pierwsze miesiące były trudne, bo musiałem się po prostu jakby w ogóle ja też obudować, ubudować. Ciężko to jest. Naprawdę proszę mi wierzyć, że przebywanie z tego formatu postacią jest naprawdę bardzo energetycznie wyczerpujące, choć sama postać... Też już mnie
[19:30.50 → 19:59.42] A: niepokoi w tym, co pan mówił. Przypomina mi się taka anegdotka, jak Jan Styka malował swoje obrazy religijne klęcząc. Wtedy Pan Bóg się odezwał z niebios i mówił, Styka ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze. Czy ta atencja, która z Pana słów przebija wobec Sławomira Mrożka, Czy ona pozwala zrobić dobre zdjęcia? Może trzeba było ugryźć tego człowieka od nieoczekiwanej strony, zezłościć go, obrazić, że wyszedł spod tego geniusza i posągu ktoś prawdziwy.
[19:59.55 → 20:44.02] B: Ja nie jestem, że tak powiem, nie będę cytował z jakiej gazety. Nawet mi przez myśl to nie przeszło, ze względu po pierwsze na szacunek do starszego człowieka, po drugie i po trzecie i tak dalej, więc to jest kompletnie, na pewno nie. Poza tym są inne drogi. To jest jedna rzecz, a trzecią rzeczą jest to proszę pana, że proszę mi zaufać, że zdenerwować pana Sławomira Mrożka pan by nie potrafił, ani ja. No więc właśnie, to nie chodzi o to. To nie jest tak, on po prostu, to musiało coś pęknąć, to musiało coś dalej pójść i tak też się stało, ale to była potrzeba do tego czasu, do tego potrzebowało czasu zaufania właśnie, bycia wspólnego, śniadań, obiadów, kolacje, odwiedzenia przyjaciół. i tak dalej, po prostu być, żyć.
[20:44.24 → 21:02.66] A: Wspomniał Pan o tej ciszy, która panowała w jego nicejskim mieszkaniu. Ja pamiętam Mrożka z premier, jak przyjeżdżał do Polski, jak jurorował w Gdyni na Festiwalu Raport Sztuk Współczesnych, kiedy przy głośniejszych scenach Sławomir Mrożek zatykał uszy, jakaś nadwrażliwość na dźwięki.
[21:02.84 → 21:04.90] B: Tak, to znamy wszyscy, że tak powiem.
[21:05.00 → 21:13.85] A: I wtedy ten Pan, taki wolny elektron hałasujący po mieszkaniu, był do zniesienia w ogóle? Do czego mu ta cisza była potrzebna?
[21:14.59 → 22:02.26] B: Do pielęgnowania swojej myśli. Prócz tego pan Sławomir na pewno miał tak zwany ten syndom nadwrażliwego ucha, bo jego naprawdę te dźwięki bolały. Pomijamy kwestię taką techniczną, tyle właśnie problem natury medycznej. Po prostu go bolała go głowa od tego, od takiego wysokiego dźwięku. Wie pan, no początkowo oczywiście, że czerwieniałem i tak dalej, gdy coś tam spadało lub też drzwi trzasnęły w ten sposób, że wiedziałem, że się podniósł na pewno. Ale myślę, że po jakimś czasie zaakceptował to chyba. No nie wiem, no skoro przeszliśmy na następny poziom, że tak powiem, naszej znajomości, to myślę, że zaakceptował. Widział, że jestem po prostu troszeczkę rozdygodany.
[22:02.53 → 22:34.28] A: Zanim opowiemy o tym następnym poziomie, bo tak jak trochę w grze komputerowej wchodzimy na coraz wyższy level, coraz bliżej, coraz bliżej, pan Daniel przeczytał nam kolejny fragment z Baltazara. Początek do książki, którą Sławomir Mrożek napisał w ramach terapii, po tym jak został dotknięty afazją. Książka, która przypominała mu przeszłość, pomagała mu przypominać znaczenia słów. Uczył się pisać i stawał się artystą jak gdyby po raz drugi w życiu. I to był właśnie Baltazar. Panie Danielu?
[22:35.34 → 24:10.93] C: Nazywam się Sławomir Mrożek, ale na skutek okoliczności, które zaszły w moim życiu cztery lata temu, moje nazwisko będzie znacznie krótsze. Baltazar. W grudniu 2003 roku znalazłem się chwilowo w Paryżu. Śniło mi się, że moje imię i nazwisko były wypisane na urzędowym druku po polsku. Jednocześnie pojawił się głos, jakby znikąd. Głos powiedział, że wkrótce czeka mnie daleka podróż za granicę. Dokument, który został załączony, wezmę ze sobą. Po przybyciu na miejsce przedstawię go tamtejszym władzom. Potem władze spełnią to, czego od nich zażądam, ale pod warunkiem, że nigdy już nie użyję swojego prawdziwego imienia i nazwiska. Moje nowe nazwisko będzie brzmiało Baltazar. Obudziłem się pod wrażeniem tego snu. Baltazar, nigdy przedtem nie byłem entuzjastą mojego nazwiska, towarzyszyło mi zawsze jako nudna konieczność. Później, kiedy zacząłem już pisać, było przy mnie ze względu na mojego ojca, aż do momentu, w którym zostałem dotknięty afazją. Afazja jest to częściowa lub całkowita utrata zdolności posługiwania się językiem spowodowana uszkodzeniem niektórych struktur mózgowych. Kiedy odzyskałem mowę i podjąłem próbę powrotu do pracy, pani magister Beata Mikołajko, która jest z zawodu logopedą, zaproponowała mi, abym w ramach prowadzonej terapii napisał nową książkę. W trakcie pisania moja pamięć stopniowo powracała.
[24:12.31 → 24:31.87] A: Dziękuję bardzo. Panie Pawle, Pan obcował już z tym nowym Mrożkiem, Stanisławem Baltazarem Mrożkiem. Mrożkiem, który pamiętał siebie takiego, jakim był przed afazją, miał pełną remisję, chyba tak to się nazywa, tak? Jak to było? Wróciła mu zdolność mówienia w obcych językach?
[24:33.71 → 25:41.39] B: Wielkiej części tak, ponieważ posługiwał się, cały czas rozmawiali z Suzaną po angielsku, prawda? Mówili również po francusku i po hiszpańsku, więc naturalnie najbardziej wrócił mi język angielski, ale to ze względu też na kontakty z Suzaną, myślę. resztę języków tak nie pielęgnował, bo nie miał takiej konieczności, aczkolwiek spotykał się też przecież we Francji z ludźmi dość często. Wie Pan, ja myślę, że tutaj jeżeli chodzi o sprawność fizyczną, zapewne bardzo ciężka choroba i na pewno zostawiła swoje ślady. Natomiast jeżeli chodzi o wartość intelektualną, to wie Pan, no co tu dużo mówić. Po pewnym czasie, po napisaniu Baltazara, nagle się okazało, że pan Sławomir nadal funkcjonuje, tak? Powstała sztuka, karnawał. Więc nie można też jakby zrzucać od razu wszystkiego, że już jest koniec zupełny był po prostu, bo to jest nie do końca prawdą. Natomiast prawdą jest zapewne to, że panu Sławomirowi w pewien sposób fizycznie było ciężko to napisać, tak, ale umysłowo zapewniam pana, sprawność intelektualna 100%.
[25:42.09 → 25:56.85] A: Za tych swoich dojrzałych lat Sławomir Mrożek pisał na dwa sposoby, piórem w zeszytach czy na kartkach, albo na maszynie do pisania. Po afazji, czy dyktował kiedykolwiek, czy to dalej była czynność fizyczna, ręczna, komputer, maszyna?
[25:57.07 → 26:01.62] B: Próbował wszystkiego. Próbował wszystkiego, natomiast ostatecznie pisał. Pisał piórem.
[26:03.79 → 26:14.79] A: Czy oprócz, o karnowale jeszcze za chwilę powiemy więcej, czy to rzeczywiście jest jedyna rzecz, która powstała przez te 12 lat, czy 11 lat od momentu choroby? Czy jeszcze powstawały jakieś zapiski?
[26:14.79 → 26:20.55] B: Drobne teksty powstawały, tak. Pod wpływem rozmów naszych.
[26:21.85 → 26:27.63] A: Czyli próbował zapisywać myśli, rodzaj dziennika, pamiętnika, czy felietonów? Jak to nazwać?
[26:27.63 → 26:31.11] B: Myślę, że bardziej w kwestii felietonów moglibyśmy to nazywać.
[26:31.73 → 26:38.03] A: A czy z tego da się ułożyć książkę? Teraz o to zapytam, a nie na końcu tej rozmowy.
[26:38.83 → 26:40.21] B: Nie. Nie sądzę przynajmniej.
[26:40.23 → 26:42.71] A: Czy to już zawsze ukryte będzie, tak? Dla badaczy?
[26:43.49 → 26:49.85] B: Niekoniecznie myślę, że będzie ukryte, natomiast wie Pan, ja nie jestem wydawcą, więc jakby to...
[26:49.85 → 26:51.49] A: Ale na Pana nos czytelniczy taki?
[26:51.73 → 26:56.33] B: Myślę, że wyjdzie. Myślę, że tak, bo to były bardzo fajne słowa.
[26:56.99 → 27:16.83] A: Dobrze. Przyjrzyjmy się teraz takiemu zwyczajnemu dniu, Sławomira Mrożka w NICEI. Pojawia się pan, jest pan już osobistym sekretarzem Sławomira Mrożka. W którym momencie ta propozycja padła? Na czym polegały pana obowiązki? Jak sobie tam żyliście w takiej trójce?
[27:16.87 → 27:17.51] B: Doskonale.
[27:18.75 → 27:19.93] A: No domyślam się NICEA.
[27:20.91 → 29:05.72] B: A tak poważnie, wie pan, sekretarzem pana Sławomira zostałem po Mrożkowemu zupełnie. Cóż to oznacza? Otóż byliśmy na którymś wyjeździe w Polsce, na sesji po prostu, bo my tutaj bywaliśmy w Polsce po to, żebyśmy mogli pracować, prawda? Ale też i w Polsce, bo miejsc było kilka. Zbiegło się to z czasem rozpoczęcia prac w Tatrze Polskim w Warszawie. Właśnie odkarnowałem. Wówczas pan dyrektor artystyczny Jarosław Gajewski Teatru Polskiego w Warszawie próbował się kontaktować z panem Sowomirem, żeby zadzierżgnąć jakiejś tam informacji odnośnie tego i tamtego. Po prostu jeżeli wiedział, że jest w Polsce, bardzo chciał się spotkać, żeby rozwiał jego kilka wątpliwości na temat słów padających w sztuce. W związku z tym, że pan Sowomir nie rozmawiał przez telefon generalnie, nie rozmawiał przez telefon. I każdy telefon go strasznie męczył. Któregoś pięknego letniego dnia siedzieliśmy w parku, kiedy pan Sławomir, kiedy pan Sławomir zobaczywszy, że ktoś do niego dzwoni, wziął telefon do ucha i mówi dzień dobry, dzień dobry, ja panu dam mojego sekretarza. Także oczywiście Uśmiechnął się siarczyście przy tym, bo widzieliśmy razem, że to po prostu była sytuacyjna sprawa, a później po prostu poleciało, bo tych spraw było znacznie więcej i więcej i więcej i więcej.
[29:06.60 → 29:11.60] A: Na czym polegały pana obowiązki oprócz rozmów przez telefon w imieniu Sławomira Mrozka?
[29:11.82 → 29:38.17] B: Rzucanie śmieci na przykład. Prócz rozmów telefonicznych, których było bardzo wiele, proszę wierzyć, to też nie było takie proste. Odbierać telefon, który mówi, bardzo proszę się spotkać, bardzo proszę zrobić to czy tamto, a po drugiej stronie było nie. I to wbrew pozorom, jak pan tak mówi, to naprawdę nie było takie proste być konsultantem w tej sprawie.
[29:38.47 → 29:41.25] A: Zdarzyło się panu udawać kiedyś mrożka w rozmowie telefonicznej?
[29:42.38 → 30:11.75] B: Nie jest to możliwe, proszę pana, nie jest to możliwe. Oczywiście były też sprawy techniczne, ale wie pan co, ja myślę, że przede wszystkim chodzi właśnie o... Były sprawy artystyczne na bardzo wysokim poziomie, o których mówić nie mogę, ponieważ jak pan sam wie, na początku w garderobie zamieniliśmy sobie o słowo, że ja przede wszystkim nie jestem literatem, prawda, więc pan Sławomir czasem kierował do mnie tego typu pytania. Byłem bardzo zakłopotany, aczkolwiek musiałem w jakiś sposób się posiłkować. Dobrze, że...
[30:11.75 → 30:16.39] A: Czy było to pytanie, co mam zrobić w scenie dziewiątej? Jak rozwiązać wyjście postaci?
[30:16.47 → 30:35.03] B: Przykładowo, przykładowo, przykładowo tak. To było za dużo dla mnie. Ale na szczęście, jak powiadam, miałem zaplecze, mam zaplecze ludzi, którzy mi pomogli z tym rozwikłać ten kłopot, ponieważ sam się nie czułem na siłach, a pan Sławomir zapytał mnie i koniec.
[30:35.37 → 32:02.16] A: Czy do pana obowiązków należało także przeglądanie, porządkowanie, archiwum, bo Przez ostatnie lata mnóstwo rzeczy niepublikowanych z tego archiwum wyszły. W ramach takiej lekcji poglądowej przyniosłem proszę Państwa parę książek ze swojej biblioteczki. Miało być ich dwa razy więcej, ale jak żona zobaczyła ile chce wynieść, to zapytała czy się wyprowadzam, więc wziąłem tylko pod ręką. Sławomir Mrożek, sztuki odnalezione, małe i mniejsze. Różne teksty, skecze, warianty sztuk odnalezione w gabinetach kierowników literackich różnych teatrów z lat 60. Ostatnio Małgorzata Niemczyńska wydała Striptease Neurotyka, czyli taką opowieść o życiu Mrożka. No i przede wszystkim wyjęte z głębokiej tajemnicy trzy tomy na razie, jak rozumiem. Dziennika Sławomira Mrożka, pisanego od roku 62. dowedle oficjalnej wersji 89, czyli do czasu wyjazdu z Polski na ranch Epifania do Meksyku. I mrożek pytany, dlaczego zdecydował się opublikować ten bardzo osobisty, intymny, wściekle, autentyczny, niezakłamany dziennik? Odpowiadał po prostu dla pieniędzy. Czy było takie parcie u pana Sławomira, u pana, żeby przeszukiwać archiwum, żeby znaleźć tam jakieś fragmenty rzeczy ukryte od założenia świata, od przenośni, od przeprowadzeń? żeby jeszcze jakąś stronę z portretu wielokrotnego Mrożka stworzyć.
[32:02.40 → 32:04.58] B: Ze względu na pozyskanie pieniędzy?
[32:05.26 → 32:14.06] A: Nie, ze względu na... robimy bilans, pozyskujemy życie, szukamy. Z tymi pieniędzmi oczywiście Mrożek żartował. To jasne w cytacie było.
[32:14.46 → 32:42.22] B: Oczywiście. Więc myślę, że to był właśnie bilans, że to była pewna potrzeba. Pan Sawomir też pewne rzeczy przeczuwał. Wielokrotnie rozmawialiśmy o śmierci i tak dalej, więc on miał jakiś ten zmysł u niego bardzo mocno rozwinięty i chciał podokańczać pewne sprawy, że tak powiem. Ja też o to go pytałem wielokrotnie i przede wszystkim chyba co najważniejsze był szczęśliwy.
[32:43.52 → 33:08.72] A: Wiem, że istnieje dalsza część dziennika, czyli rok 89-97-08-2002. Nie wiem, w którym momencie przerwał, czy to się ukaże kiedykolwiek, czy trzeba będzie czekać 25 lat, 20, bo wydawcy twierdzili, tylko skończę, wydawcy twierdzili, że to są o ludziach i wydarzeniach zbyt bliskich teraźniejszości, jest potrzebny jakiś czas, odstępu, pauza?
[33:08.92 → 33:20.16] B: No tak, no ten przyjęty czas to jest nie nowa 25, a nawet 50 lat, prawda? Taki odgórnie przyjęty czas, ale mi się wydaje, że tyle nie będzie trzeba czekać na nową odsłonę.
[33:20.16 → 33:22.68] A: A może pan powiedzieć, do którego roku prowadził do Afazji?
[33:23.22 → 33:24.10] B: Nie, nie mogę powiedzieć.
[33:24.18 → 33:24.82] A: Nie może pan powiedzieć.
[33:27.30 → 33:28.54] B: Nie odpowiem panu na to pytanie.
[33:29.38 → 33:58.23] A: Dobrze, szukam jakiegoś zamiennika, żeby pan się wygadał, ale pewnie się pan nie wygada albo wymyśla jakieś hetere pytanie. A pan Daniel przeczyta nam takie intro, które Mrożek umieścił przed pierwszym zapiskiem w 62 roku. Zaraz po tym, jak spalił wszystkie swoje tomy, dzienników dotyczące lat 50., 40. pewnie, Zrobił takie małe autodafę na podwórku kamienicy.
[33:58.38 → 33:59.08] B: Czego bardzo żałował.
[33:59.39 → 34:05.80] A: Żałował potem. I zaczynając te nowe zeszyty, bo okazało się, że nie może wytrzymać bez pisania, zaczął tak.
[34:07.23 → 37:16.27] C: 26 października 1962 roku, piątek. We wrześniu, 14 lat temu, zacząłem pisać dziennik. W październiku, 3 lata temu, spaliłem bez żalu kilkanaście albo dwadzieścia kilka tomów, po 200 stron blisko każdy. Uczucia dla tego dziennika straciłem już mniej więcej na trzy lata przed spaleniem. Prowadziłem go coraz mniej regularnie. W ostatnich latach przez autodafę zupełnie nie. Monstrum składało się z trzech motywów. Potrzeba znalezienia się jakoś sam na sam z czystym papierem. Było to na długo przed debiutem. Potrzeba załkania przed kimś, choćbym to był ja sam. Gromadzenia jakichś doświadczeń, notatek z lektury, poglądów, etc. Trzy potrzeby to oczywiście uproszczenie. Ani granica między nimi nie była wyraźna, ani ich liczba nie jest ostateczna. Podobnie z motywami zaprzestania tej akcji. Najprostszy i najbardziej powierzchowny to ten, że zacząłem pisać zawodowo. Rzeczywiście, w miarę jak drukowałem, przestałem się oddawać temu młodzieńczemu rękopiśmiennictwu, choć prowadziłem dziennik jeszcze długo po tym, jak zostałem pisarzem. Te parę kilo moich przeżyć serdecznych spaliłem, oczywiście ze strachu przed niepowołanym czytelnikiem w przyszłości. Zdałem sobie sprawę z tego, że ich przed nimi nie uchronię po włamaniu do mojego krakowskiego pokoju dokonanym, kiedy byłem w Ameryce. W naszym kraju sejfy nie istnieją. Zdaje się, a jeżeli istnieją, to nie mam do nich zaufania. Ale nie tylko dlatego. W owym czasie ogarnął mnie najsilniej strach przed cmentarzem, przed tym, jakim już nie byłem, przed starzyzną. Może wstydziłem się siebie? Chciałem się wyprzeć małego, ale garbatego przodka, jakim byłem sam dla siebie. Zresztą nie będę mnożył tłumaczeń. Mniej więcej po trzech latach od daty ogniska, które miało tak ładnie zaznaczyć odejście mojej młodości, a w jakieś sześć po wygaśnięciu owego instynktu samoskargi i mówienia do siebie doznaję podobnego od ruchu pisania. Należy do pokolenia, dla którego pojawienie się samolotu na niebie było sensacją. I dlatego piszę na maszynie, a nie moim ukochanym sposobem, piórem i na dobrym papierze. Ale po co właściwie tłumaczę się tak i przed kim? Oczywiście nie trzeba się okłamywać. Warto by ustalić granice, co powinno być precyzowane w słowach dla samego siebie, a co pominięte. Ustalmy więc uczciwie. To, co zaczynam, Może czytać każdy. Rozmowa towarzyska nie jest dla mnie ani narzędziem, ani sposobem. Tylko za pomocą papieru staję się swobodnym dyskutantem, a próby z magnetofonem dały żałosne rezultaty. Żałuję, że nie mam wyraźnego pisma, bo maszyna do pisania nie jest całkiem obłaskawiona. Mam nadzieję, że się przyzwyczaję do tej formy. Na razie czuję się nieswojo. Koniec przedmowy.
[37:17.69 → 37:59.72] A: Dziękuję bardzo. Mrożek wspomina w tym fragmencie o strachu. Jeśli bał się, by te pierwsze dzienniki spalone nie trafiły w niepowołane ręce, czyli od bezpieki po nieprzygotowanych czytelników łasy na takie, na plotki łasy, na intymność Mrożka, to czy to słowo strach nie pojawiło się w momencie, kiedy zdecydował się wydać te trzy tomy w końcu? Ujawnia się nam tam inny mrożek niż ten, którego mieliśmy w głowie po lekturze jego sztuk, opowiadań, wypowiedzi publicystycznych, felietonów. Nie bał się, że coś się złamie w naszym obrazie, przestanie być lubiany?
[37:59.88 → 38:30.20] B: Faktycznie, dzienniki są bardzo mocną literaturą, bardzo mocną i łamie ten powszechny obraz. Panie Sławomir, nie na to samo pytanie zupełnie, ale na podobnej mocy pytanie. Odpowiedział mi, że człowiek z wiekiem obojętnieje i przestaje odbierać jakiekolwiek negatywne sprawy związane z tym czy z tamtym tematem. Myślę, że to też jest ta kwestia.
[38:31.54 → 38:58.13] A: Na przykład jeśli chodzi o wydanie listów do Stanisława Lema, był taki konflikt, ponieważ rodzina Lema nie chciała, żeby się to ukazało bez ingerencji cenzury, bez wycięcia pewnych listów, pewnych fragmentów. Mrożek postawił sprawę jasno, albo wszystko, albo nic. Ta bezkompromisowość z czego się brała? Zobaczyć, jacy byliśmy naprawdę, jak myśleliśmy, dwóch, kto wie, czy nie największych artystów tworzących w kraju w latach sześćdziesiątych.
[38:59.79 → 39:12.20] B: Myślę, że sam sobie pan odpowiedział właśnie na to pytanie. Tak myślę właśnie, żeby zobaczyć, jak było naprawdę. Też pan pewnie wie, że listy nie są wszystkie opublikowane, prawda? Część listów została właśnie, więc... To innych
[39:12.20 → 39:14.68] A: adresatów niż Skalmarski, Błoński, Część...
[39:14.68 → 39:30.26] B: Nie, nie, nie, mówię teraz o listach Dolema. Tak, tak, prawda, bo właśnie dotykały już zbyt bliskich spraw. I to jest jakby podobna historia, ale to jest jakby zrozumiałe ze względu na to, że po prostu są pewne sytuacje, w których trzeba odczekać jakby, no. Etykieta wymaga pewnych rzeczy i... Ja nie znam treści tych listów, więc
[39:30.26 → 39:31.39] A: nie będę się... Nawet pan nie zna?
[39:31.57 → 39:34.62] B: Nie znam, nie będę się powiedział, nie widziałem ich nawet na oczy.
[39:34.62 → 39:45.03] A: Kto nie zna? Pani Suzana nie czyta po polsku. Zna rodzina Lema, bo to są listy Lema do Mrożka, czy Mrożka do Lema? Te, które nie zostały umieszczone w tamie.
[39:45.57 → 39:46.84] B: No jak, to jest wymiana, prawda?
[39:46.97 → 39:50.99] A: Wymiana, ale u kogo się zachowały te niecenzuralne?
[39:51.72 → 39:53.30] B: Po części tu i po części tam.
[39:53.51 → 40:36.92] A: Rozumiem. Dobrze. Jak w takim razie, już próbowałem o to zapytać, wyglądał taki zwyczajny dzień Sławomira Mrożka w Nicei, któremu się pan przyglądał? Zawsze interesuje nas kulicy życia artysty, tworzenia. Sławomir Mrożek podczas pisania karnawału, jak organizował dzień? Byli pisarze, którzy wstawali bardzo wcześnie i pisali. Byli młodsi pewnie, którzy pisali późno w noc, albo przez całą noc, przez kilka dni w jakimś amoku i szale. Nie wiem, jak Marques napisał tą rzecz o moich smutnych dziwkach, to jest chyba w kilkanaście dni w jakimś takim ostatnim entropicznym szale pisarskim. Jak wyglądał taki dzień tworzenia, czy pracy, czy wspólnego bycia z panem w Nicei?
[40:37.20 → 40:51.09] B: Tworzenia wyglądał zupełnie inaczej niż wspólnego, prawda? Pobytu, to jest oczywiste. To pan Sawomir był generalnie nocnym Markiem, wieczorem lepiej mu się myślało, wieczorem i nocami oddało się do tworzeniu.
[40:52.68 → 40:54.49] A: Przy panu nigdy nie pisał?
[40:54.61 → 42:07.64] B: Pisał przy mnie też w dzień. Były takie momenty, że właśnie kilka jest takich tekstów właściwie i napisanych przy mnie, właściwie w pewnym momencie, w pewnej sytuacji nie było momentu, Nie było wyjścia, ponieważ ja mieszkałem w gabinecie pana Sławomira, tam był mój pokój jakby, prawda, więc jak przyszła myśl, prawda, więc szybko chciał zapisać i jakby, no, stałem się wówczas... Tak, oczywiście, tak, tak. No więc właśnie o to chodzi. No pan Sławomir naprawdę nie zadał na mnie uwagi, naprawdę. Tak, natomiast, natomiast z tej drugiej strony, wie pan, od właśnie afazji, od tego trudnego momentu, Dla pana Sławomira bardzo ważne było zapisywanie dnia i każdego kolejnego i prowadzenie kalendarza było znacznie bardziej ważniejsze niż wcześniej, aczkolwiek pan Sławomir bardzo sobie cenił i też jakby kiedyś mi wygłosił taką myśl, która nagle widziałem do niego przyszła. Polakom brakuje karteczek. Ja to zupełnie rozumiem, dlatego że proszę pana od początku swojego życia dorosłego zapisuję, bo bym nie pamiętał. I to jest właśnie to. I on jakby oddał się później właśnie, po Afazji było to jeszcze bardziej rozpisane. Wszystko dokładnie.
[42:07.66 → 42:14.68] A: Polakom brakuje karteczek, czyli zapisywania tego, co przeżyli, przemyśleli, zrozumieli, czy tego, co mają zrobić na ten dzień.
[42:14.86 → 42:25.76] B: Tak, ponieważ z braku karteczek wynika brak kompetencji bardzo często w naszym kraju. Niestety. Z czym ja też się spotykam w jakiś sposób. Współpracuję z różnymi ludźmi. Niestety. Myślę, że gdy byłoby zapisane, to byłoby łatwiej.
[42:25.78 → 42:33.34] A: Polacy, zapisujcie małe karteczki. Myśl słowa Mira Mrożka, myślę, że jakże cenna.
[42:35.04 → 42:37.76] B: Przepraszam, bo wie pan, to można oczywiście z tego zaszczycić.
[42:38.02 → 43:10.28] A: Nie, nie zażartowałem. Mrożek przecież rzucał od niechcenia takie frazy, które zostawały w nas. Dlatego nie powtarzam po panu, żeby śmiać się z Mrożka, który do takiej jednej sentencji sprowadza mądrość życiową, Próbuję pokazać w jaki sposób rodziły się te wszystkie jego zdania, które każdy z nas chyba pamięta kilkadziesiąt. Że jak z Mrożka jest. Mówimy Mrożkiem. Do dzisiaj. Nie tylko moja generacja. Mrożek pisał w nocy, a dzień to co to były? Spacery, lektura prasy, wspólne oglądanie telewizji?
[43:10.74 → 43:27.22] B: Tak, tak. Nie, nie, nie. Wie pan co, myśmy spędzali wspólnie czas, wtedy kiedy pracowaliśmy. Mieliśmy, że tak powiem, swoje pomieszczenia do przebywania i to nie było tak, że spędzaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę, bo dla żadnego z nas nie przyniosłoby to odpowiedniego efektu. To jest jakby oczywiste.
[43:27.40 → 43:30.02] A: Byłby to jakiś eksperyment, rodzaj performance'u.
[43:30.02 → 43:30.88] B: Tak, zdecydowanie.
[43:31.66 → 43:34.48] A: Eksperyment socjologiczny artyści w tym pomieszczeniu.
[43:34.94 → 43:59.55] B: Pan Sławomir, oczywiście codziennie codziennie prasa, przepraszam, przeglądanie prasy. Codziennie też czytał coś. Choć bardzo często w ostatnim czasie widziałem dosłownie jedną książkę, którą analizowo widziałem dogłębnie. Miałem takie wrażenie, że nie mam takiego. Jak to jest Jan Kurdanowski? Jak wybrałem wolność na zachodzie. Tak, dokładnie.
[44:00.14 → 44:01.26] A: A gazety francuskie?
[44:01.45 → 44:04.51] B: Francuskie tak i też Times przechodził codziennie.
[44:05.05 → 44:08.07] A: Krajowej prasy nie czytał, nie był ciekawy.
[44:08.33 → 44:12.73] B: Był, za każdym razem jak przyjeżdżałem z Polski, przywoziłem pakiet gazet. Oczywiście, że tak.
[44:14.81 → 44:18.67] A: Ten rozkład dnia jego polegał na czym? Były spacery?
[44:19.43 → 44:19.97] B: Tak oczywiście.
[44:20.27 → 44:21.87] A: To musiał być zawsze uporządkowany.
[44:22.03 → 44:44.85] B: Bardzo zgadza się oczywiście to jak już jakby coś było niezgodnie z Terminarzem bywało troszeczkę go to irytowało. Aczkolwiek z drugiej strony potrafił mnie tak bardzo zaskoczyć spontanicznością i szaleństwem. Było kompletnie niepasujące to co przed chwilą że tak powiem powiedziałem prawda to były zupełnie dwie bywały zupełnie dwie postacie inne.
[44:45.59 → 45:16.17] A: Jednym chyba ze swoich opowiadań Rożek pisał taką humorystyczną sytuację, że umiera głowa rodziny, zbierają się przedstawiciele wszystkich pokoleń i czekają na ostatnie słowo szligodnego starca, szligodny starzec podnosi się, tak już chce jakąś mądrość życiową powiedzieć i wtedy członkowie jego rodziny słyszą, niepokoi mnie sytuacja na Bliskim Wschodzie. Czy Mrożek złościł się, irytował się na doniesienia ze świata, doniesienia z Polski? Czy to już było jakby poza nim, poza tą szklaną bańką?
[45:16.60 → 45:38.68] B: Więc tutaj było też dwudzestą sytuację, bo bardzo często mówił właśnie, że to już jest koniec i jestem obojętny, natomiast z drugiej strony były takie sytuacje, kiedy usłyszał, że tam Oland coś nie pamiętam, wymyślił jakąś tam historię i przez tydzień nie oglądał telewizora. Znaczy, on oczywiście coś wyraził, ale po
[45:38.68 → 45:41.20] A: prostu miał dość... Wraził się na prezydenta Francji.
[45:41.22 → 45:49.47] B: Nie, miał dość tych złych doniesień, które po prostu prowadzą do, jakby w jego mniemaniu, do jakiejś katastrofy, prawda, po prostu.
[45:50.18 → 46:01.24] A: Podchwytliwe pytanie. Czy według pana wiedzy Sławomir Mrożek po powrocie do Polski głosował kiedykolwiek w jakichkolwiek polskich wyborach albo w NICEI mieszkając chodził do poselstwa, do ambasady?
[46:01.39 → 46:08.35] B: Absolutnie nie. Z ambasady też było często. zaproszenia, ale nie, nie, Pan Sławomir nigdy nie był, że tak powiem, duszą towarzystwa.
[46:08.71 → 46:11.07] A: Ale patriotycznego obowiązku także nie spełniał.
[46:11.25 → 46:22.69] B: Ale usłyszeliśmy, że tu mam fragment, prawda, gdzie, gdzie, gdzie sam mówi o tym, że najlepiej się czuł z piórem i kartką. Wtedy był wolny, wtedy był, wtedy był rozmówcą, prawda, bo i w innym przypadku, no faktycznie tak było też.
[46:25.69 → 46:55.96] A: Po chyba operacji wymiany aorty, sławomir Mrożek ma przypływ sił twórczych, życiowych, artystycznych i zaczyna pisać ostatnią swoją sztukę, czyli Karnawał, czyli druga żona Adama. Pierwsza żona Adama, przepraszam. Dlaczego powiedziałem druga? Zagadka, zagadka. Pierwsza żona Adama. Pamięta pan ten moment, kiedy powiedział komuś, słuchajcie, napiszę jednak kolejną sztukę? Baltazar to nie było wszystko?
[46:56.94 → 48:13.65] B: No tak, wszyscy twierdzili, prawda? Jak widzimy, nie, więc to też jest, widzi Pan, to te częste pytania na temat sytuacji, jakie zostały opisane w dzienniku, które działy się, załóżmy, 40 lat temu i dziś ktoś zadaje Panu Sławomirowi pytanie pod tytułem, a co Pan sądzi o tym i o tamtym, więc ciężko jest, prawda, znaleźć się w sytuacji tej samej, bo to było 40 lat temu. I wie pan, w pewnym sensie to samo było z Baltazarem, ponieważ ja przytoczę taką sytuację, kiedy przyjechałem z Polski z literaturą, przepraszam, z prasą polską i zawsze w samolocie zaznaczałem, jeżeli coś było o Mrożku, prawda, zaznaczałem to, żeby pan Sławomir tego nie ominął. I tam było, nie pamiętam teraz autora tego artykułu, ale tam było takie wręcz jakby stwierdzenie, że Mrożek to nie Mrożek, tylko Baltazar. I w tym momencie ja sobie tam coś czytałem, pan Sławomir z boku w gabinecie wieśmy, pan Sławomir czytał właśnie tę prasę, krząknął i mówił zobacz, do końca życia będę Baltezarem. I właśnie o to chodzi, także no widzisz pan, no wniosek w jakiś sposób nazywa się sam. A czemu milczał przez jakiś czas? Może dlatego, że nie miał nic do powiedzenia, po prostu.
[48:14.15 → 48:35.94] A: Albo nie chciał, żeby te myśli, które jak pan mówił nosił w sobie, spotkały się z niezrozumieniem, nie wiem, z jakimś oporem. Wszyscy wydaje się, że myśmy tego Mrożka już zaszufladkowali, prawda? Mamy jakąś wizję autora, człowieka i jak pan powiedział, że mu przestało zależeć, to dlaczego ja będę się z nimi kłócił? Tym, kim ja teraz jestem, co myślę?
[48:35.96 → 49:17.26] B: Więc właśnie może nie kłócił, tylko jakby, jeżeli jestem obojętny, obojętny, proszę pana, do sytuacji, bo nigdy nie do Polaka. Proszę mi wierzyć, że pan Sławomir nie był antypolakiem. To jest kompletnie dziwne, kompletnie dziwna analiza właśnie choćby dzienników. Pan Mazur mi po prostu często sobie lubił szydzić z przywar, a również w dziennikach możemy wyczytać, że w którymś momencie mówi, czy też pisze wówczas, że pisze również i o sobie, prawda? No bo jest Polakiem, prawda? Bo jak jest ktoś znikąd, to jest dziwne, niebezpieczne.
[49:18.12 → 49:24.28] A: U początku Baltazara był sen, tak jak pan Daniel przeczytał. Czy tak samo było z Karnawałem?
[49:25.36 → 49:49.44] B: Nie, no z Karnawałem było zupełnie inaczej, to jest taka dość chyba powszechna wiedza, nie wiem na ile właściwie, ale początek Karnawału miał miejsce wiele, wielenaście lat wcześniej przed jego napisaniem na Jukatanie, kiedy pan Sobomir usłyszał pieśń La Llorona i to go zainspirowało wówczas wtedy już Urodziła mi się myśl, ale jak widać trzeba było trochę czasu poczekać.
[49:49.44 → 50:08.18] A: Tak, ale dzienniki pełne są zarzuconych pomysłów na kolejne części, na przykład Lisa, kolejne odsłony czy inne propozycje nowych tematów, nowych sztuki. Nie wrócił, wrócił jednak do tego, do tej pieśni, do tego obrazu, o którym pan wspomniał.
[50:08.36 → 50:09.18] B: A tego nie wiemy.
[50:10.64 → 50:17.44] A: Jak wyglądała praca nad tym, nad tym, nad tym dramatem? napisał tę sztukę?
[50:17.46 → 51:47.82] B: Wie Pan co, w miarę szybko, aczkolwiek ja byłem już przy końcówce tego pisania, więc jakby nie byłem od początku, więc też nie będę się na ten temat głęboko wypowiadał. Wiem, że zajęła ta sztuka Pana Sławomira bardzo i wiem też, że napisał ją w pewnym sensie, tak jak, bo myśmy, ja Pana wspominałem już wcześniej, pracowaliśmy wspólnie nad jakby już kreacją w Tatrze Polskim w Warszawie, prawda, byłem tam bardzo częstym gościem i pomagałem za pomocą siebie przekazywać informacje ze sceny Panu Sławomirowi i odwrotnie. Panu Sławomirowi bardzo zależało w tej sztuce na tym, żeby ją po prostu zrobić dla siebie. Proszę mi wierzyć. Chyba ze względu na to, że przeczuwał i wiedział niemal, że to jest jego ostatnia sztuka, ale tym razem na pewno, bo wiemy, że wiele razy mówi o tym, że to jest ostatnie na pewno coś. Tym razem chyba na pewno. Jak zresztą życie pokazało tak. Bardzo chciał po prostu zrobić to o czym myślał bezpośrednio i na to kładł największy nacisk. Jak wcześniej nie mam w takim razie mógł coś że tak powiem rozmyślać o publiczności jak odbierze tak teraz mówił że właściwie to jest właśnie to co chcę powiedzieć w stu procentach. Absolutnie w stu procentach.
[51:47.94 → 51:58.16] A: Czyli taka sztuka dla pustego teatru, w którym jedynym widzem na widowni jest Sławomir Mrożek i grają tylko dla niego, żeby przez pewne obrazy, słowa otworzyć jakiś...
[51:58.16 → 51:59.06] B: A czemu pan tak twierdzi?
[51:59.68 → 52:01.40] A: Ale to też nie jest negatywne.
[52:01.96 → 52:05.18] B: Ale ja pytam, czemu pan tak twierdzi, to nie jest... Wydaje mi się, że
[52:05.18 → 52:44.43] A: to jest zaszyfrowana sztuka, panie Pawle, że te dwie realizacje, które były, one nie dobrały się jeszcze do sedna tego, że obraz Lilit śpiewającej po drugiej stronie jeziora, obraz Adama, który powraca z tamtej strony jeziora, jakby wraca do żywych i znowu tam gdzieś musi odejść, to jest gdzieś zaszyfrowany mrożek, mrożek jego doświadczenia z umieraniem, ze śmiercią, Dlatego wydaje mi się, że jeśli pan podsuwa ten trop, że to był taki spektakl, który jest dla niego najważniejszy, bo ostatni, więc jakby próbuje stworzyć sobie w głowie taki obraz samotnego mrożka na widowni, który ogląda zaszyfrowane przedstawienie osoby.
[52:44.45 → 53:17.07] B: Ja też to widzę i podoba mi się, aczkolwiek ja bym tak nie powiedział, że on już wie, że była to ostatnia i on dla siebie i tak dalej. To nie o to mi chodziło zupełnie. Tak jak pan wspomniał, na pewno jest to sztuka bardzo zaszyfrowana. Kiedy kto ją odkryje, jaki teatr na świecie, to wie Pan, czas pokaże. Ja wiem znacznie więcej o sztuce, ponieważ rozmawialiśmy sobie o tych postaciach, o scenach, o sytuacjach. Natomiast oczywiście nie mogę tego powiedzieć, bo zjadłbym kawał frajdy dla widza, prawda? To jest jakby zupełnie bez sensu.
[53:17.07 → 53:38.29] A: My i ewentualni reżyserzy musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, kim na przykład jest Lilit tak naprawdę w tej sztuce i co jej śpiew, co jej wabienie, kuszenie po raz drugi Adama, bo jako że była pierwszą żoną, a teraz on jest Ewą, oznacza, jaką symbolikę tutaj tak naprawdę Siedzi
[53:56.35 → 57:51.03] C: baba na cmentarzu, trzyma nogi w kałamarzu. Wyjrzałem przez okno. To gromadka dzieci na podwórku recytowała wrzaskliwie ten absurd. Zdenerwowałem się. Co wyrośnie z pokolenia, które od dziecka przywykło do absurdu? Nie takich obywateli potrzebujemy. Nic tak nie uspokaja jak kontakt z rzeczywistością, więc poszedłem na cmentarz. Wśród nagrobków spostrzegłem sylwetkę baby, a zbliżywszy się ujrzałem, że jej odnóża spoczywają w kałamarzu. przeprowadziłem krótki wywiad z babą, skarżyła się przede wszystkim na trudności wynikające z dysproporcji między objętością jej stóp a pojemnością kałamarza. Jakby pan mógł załatwić choć miednicę, to wdzięczna będę, powiedziała. Poruszony do głębi obiecałem interwencję. Mieliśmy do czynienia z jaskrawym wypadkiem naruszenia praw baby. Wróciwszy na podwórko przystąpiłem do pertraktacji z dziecinną gromadką. W żywych barwach odmalowałem dole baby i zaapelowałem do sumień. Dzieci naradziły się między sobą, po czym wyłoniły przedstawiciela. Zgoda na miednicę, ale musi być guma do rzucia, oświadczył przedstawiciel. Ubolewając nad brakiem bezinteresowności wśród młodzieży wyasygnowałem odpowiednią kwotę na zakup gumy do rzucia. Dzieci wygłosiły ochoczo. Siedzi baba na śmietniku, trzyma nogi w pojemniku. Na zwróconą im uwagę, że nastąpiła nieprzewidziana umową zmiana w lokalizacji baby, dzieci odpowiedziały, że taka zmiana była konieczna ze względów wersyfikacyjnych. Celem skontrolowania wyników w nowo zaistniałej sytuacji udałem się na śmietnik, gdzie istotnie stwierdziłem obecność baby. Przeniesiona z cmentarza skarżyła się na pogorszenie środowiska naturalnego. Natomiast trzymanie nóg w pojemniku zamiast w kałamarzu przyjęła jako poprawę warunków bytowych. Żeby tylko tak nie śmierdziało. I może by jak i dach nad głową sformułowała dezyderaty. Niezwłocznie wróciłem na podwórko i zażądałem dla baby godziwego miejsca w cywilizacji. Poniósłszy koszta 15 porcji lodów, doprowadziłem do porozumienia. Dzieci zadeklamowały. Siedzi baba w kamienicy, trzyma nogi w jajecznicy. Rozwiązanie to nie zadowoliło mnie ze względu na niehigieniczny charakter drugiej linijki. W konfrontacji z babą okazało się jednak, że była zupełnie zadowolona. Druga linijka pozwalała jej nawet na rozwiązywanie trudności aprowizacyjnych. Nic, tylko się schylić, mówiła. Ja jednak nie mogłem jej tak pozostawić. Baba powinna być zadowolona, owszem, ale nie absurdalnie. Z absurdem należy zerwać. Z absurdem trzeba skończyć. Z absurdu musimy wydobyć babę raz na zawsze. Nie ufając już młodzieży, sam sporządziłem ostateczną wersję. Była to wersja realistyczna, uwzględniająca zarówno potrzeby baby, jak i społeczeństwa. Stoi baba przy stanowisku wydajnej pracy. Nie przeszkodzą jej w tym wrogowie ani tacy, ani tacy. To stanowisko pracy jest w pięknej kamienicy. Za swą pracę baba nakupi sobie jajecznicy. Pozostaje mi tylko przekonać dzieci, aby przyswoiły sobie tę pozytywną, naukowo opracowaną wersję zamiast szkodliwych nonsensów. Niestety. Biorąc pod uwagę antyrealistyczne nastroje panujące wśród młodzieży oraz działalność sił antyrealistycznych, przewiduję poważne trudności.
[57:52.37 → 58:02.29] A: Dziękuję bardzo. Tak, nie mogę oderwać wzroku od tych własnych tomów zakupionych przeze mnie osobiście, słowa Mira Mrozka.
[58:02.31 → 58:04.85] B: Widać, że pan czytał pijąc kawę.
[58:05.76 → 58:09.24] A: To może być ślad po córce, ale być może ja też.
[58:10.03 → 58:11.11] B: Widać, że używano przede wszystkim.
[58:11.26 → 59:01.39] A: Jeszcze są malowania markerem niestety, ale myślę, że to wydawcy i Sławomir Mrożek wybaczą mi. Czy Mrożek przez te ostatnie miesiące miał taką potrzebę podzielenia się taką myślą? Jej kużyłem i moje życie było dobre. Wielkie egzegi monumentum. Dlaczego to pytam? Dzienniki są pełne takich walk, walk, opozycje, prawda, zazdrości, pozycjonowania się Mrożka wobec Pintera, wobec Gombrowicza, wobec Irydyńskiego, krajowlista chyba z Lemem wyzłośliwia się na temat Irydyńskiego. Cały czas jakby szuka dla siebie miejsca w historii polskiej literatury na mapie światowego teatru. Czy te ostatnie dni obchodziło go to jeszcze? Co napisał, kim był, jak zostanie zapamiętany po śmierci przez kolejne pokolenia?
[59:02.30 → 59:46.06] B: Jak najbardziej tak i przede wszystkim w Polsce właśnie, nie na świecie, bo jak sam wciąż cały czas mówił, jest Polakiem i najbardziej co go denerwuje to to, że nie może przestać być patriotą, a nie odwrotnie. Więc wie pan, jak najbardziej tak. Pamiętam też momenty, w których dyskusja o śmierci była dość często. w różnym kontekście, w różnych sytuacjach, poprzez różny pryzmat, na przykład właśnie telewizora, gdy tam coś się pojawiło takiego, co go zirytowało, czy też dbania o przyszłość Suzany. I one, te pryzmaty były bardzo różne.
[59:48.92 → 59:52.12] A: Czy bał się, czy Suzana będzie miała z czego żyć po jego śmierci?
[59:52.14 → 01:00:10.29] B: Oczywiście, że tak. Oczywiście, że tak. Może nie tyle on nie bał się, wie Pan, czy ona będzie miała za co żyć po jego śmierci, natomiast Myślę, że po prostu bał się o nią. Nie wiem, jak to do końca wyjaśnić, to co mówię teraz, bo to, wie pan, wydaje mi się, że to było wszystkiego po trosze.
[01:00:10.99 → 01:00:14.25] A: Anota ją będzie zżerała, że samotność... Samotność,
[01:00:14.35 → 01:00:34.32] B: dokładnie, że jest z Meksyku, prawda, więc co teraz zrobi? Czy będzie wracać, czy będzie miała do czego, myślę też. Rozmawialiśmy na różnych, na wiele tematów związanych oczywiście też i z Suzaną. Suzana była dla pana Sławomira najważniejszą osobą, proszę pana. Suzana zawsze ma rację, tak powtarza bardzo często.
[01:00:34.99 → 01:00:41.41] A: I tak rozmawialiście, pan Sławomir mówił, umrę panie Pawle, a pan, nie, nie umrze pan panie Sławomirze, ale umrę.
[01:00:41.68 → 01:00:42.97] B: Jak Boga kocham, nie umrze pan.
[01:00:44.30 → 01:00:55.01] A: To było takie przekomarzanie się artysty, który chce, potrzebuje słuchacza, który będzie go trzymał kurczowo, niech pan tu jeszcze zostanie, musi pan napisać to, to i tamto.
[01:00:55.01 → 01:02:00.46] B: Nie, kompletnie nie. Tematy wywoływane były często właśnie jakąś sytuacją. To nigdy nie było... Wie pan co, szczerze mówiąc, przez te dwa lata dwa razy padły bezpośrednio słowa na temat śmierci, ale one odnosiły się... Związane były z Cuzaną. Nie chodziło o jego osobę, tylko o to, co dalej z Cuzaną i o tym rozmawialiśmy. Natomiast te tematy były częste, ale one się pojawiały... Na przykład, proszę pana, rozmawiamy o starych przyjaciołach i mówimy o tym, mówimy o tym, mówimy o tamtym, po czym pada puenta, że oni też nie żyją. I to jest jakby kolejna, kolejny wątek, który można w tym momencie pociągnąć. Więc absolutnie pan Sławomir mi się nie wyżarł. Poza tym powiem panu otwarcie, że pan Sławomir miał do tego swój swoisty, mrożkowy stosunek do śmierci. On się kompletnie nie bał tego. To nie był człowiek, który się bał śmierci. Nie, nie, nie. Zbyt luźno o tym rozmawialiśmy. Oczywiście ja powiem panu szczerze, że ja byłem zakłopotany zdecydowanie bardziej niż on. I on nimi nie potrzebował jako słuchacza. Nie, nie, nie. To nie chodzi o to.
[01:02:00.48 → 01:02:16.74] A: Czy te dwie śmierci, które przeżył, o których słyszał, czyli o śmierci reżyserów, którzy najwięcej chyba w Polsce jego sztuk wystawili, czyli Jerzego Jarockiego i wcześniej Erwiny Aksera, one nim jakoś wstrząsnęły? Czy to już było takie pogodzenie, że się moje pokolenie odchodzi?
[01:02:17.74 → 01:02:41.09] B: Rozmawialiście o tym? Tak, właśnie, ponieważ ja oczywiście nie byłem przy tym, ale tak, rozmawialiśmy o tym, więc Tak po prostu moje pokolenie odchodzi. Pan Sławomir stwierdził, że zostało ich dwóch tak naprawdę. On i jego przyjaciel Rysiek z Krakowa i koniec tak naprawdę. Myślę, że tak. Nie miał z tym kłopotu.
[01:02:44.76 → 01:02:55.06] A: Cały czas mówimy, rozmawiamy o tych pożegnaniach. Czy pamięta Pan ten dzień, kiedy umarł Sławomir Mrożek? Był Pan wtedy w NICEI?
[01:02:55.40 → 01:02:55.95] B: Nie, nie byłem w NICEI.
[01:02:55.95 → 01:02:57.82] A: To było w sierpniu nad ranem podobno, tak?
[01:02:57.82 → 01:02:58.48] B: Tak, dokładnie.
[01:02:59.50 → 01:03:02.24] A: Co się stało? Możemy o tym powiedzieć?
[01:03:02.52 → 01:03:08.14] B: No nie, nie będę mówił tak. Myślę, że to jest jakby...
[01:03:08.14 → 01:03:35.87] A: Czy zostawił jakieś dyspozycje pod tytułem testament, jak ma wyglądać mój pogrzeb, jak Polacy powinni mnie pamiętać, rodzaj odezwy, która zostanie opublikowana za parę lat. Słuchajcie, tak naprawdę pisałem o tym i o tym. Czytajcie mnie w taki, a nie inny sposób. A dyspozycja co do ślubu jest taka, ma być kareta, karekonie, najlepiej na Wawelu. Czy Mrożek planował to, co będzie po, oprócz troski o Suzanę?
[01:03:35.95 → 01:03:36.65] B: Nie.
[01:03:37.43 → 01:03:40.29] A: Nie ujmował takich rzeczy w testamencie?
[01:03:40.77 → 01:03:43.39] B: Nie odpowiem na to pytanie.
[01:03:43.75 → 01:04:24.39] A: Okej. W takim razie, przepraszam za te pytania, ale mnie ta strona żegnania się, odchodzenia bardzo interesuje, bo z jednej strony być może jest w niej taki mrożkowski gest pogodzenia się, jednocześnie oswojenia ze śmiercią, przecież to naprawdę tak wesołe jego utwory gdzieś w środku zawierają sobie zawsze opowieść o śmierci, o krachu, o zniszczeniu, apokalipsie. Czy Mrożek w tych ostatnich latach stał się nagle na przykład osobą religijną? Czesław Miłosz na końcu zmienił się, na końcu swojej drogi.
[01:04:25.59 → 01:04:27.53] B: Nie, nie zmienił się w tej kwestii.
[01:04:28.67 → 01:04:31.99] A: W ogóle. Był Pan na jego pogrzebie?
[01:04:32.69 → 01:04:33.65] B: W Nicei.
[01:04:34.85 → 01:04:42.08] A: A czemu nie w Krakowie? Wszyscy Polacy przyszliśmy oddać hołd, ta urna w Barbakanie, potem ten kondukt.
[01:04:42.08 → 01:04:45.20] B: Ja rozumiem, oczywiście, natomiast... Żegnał się z
[01:04:45.20 → 01:05:00.70] A: Krakowem, z Polską, a my żegnaliśmy kogoś, kto nam sformatował język, pokazał nam jak patrzeć na Polaków, popchnął polski teatr w bardzo ciekawą stronę na długie lata. To było potrzebne, to pożegnanie krakowskie?
[01:05:00.74 → 01:05:38.86] B: To jest nie mi oceniać, na pewno. Ja się bardzo cieszę, że pan mówi, że Polacy przyszli żegnać pana Sławomira Mrożka, to jest jakby oczywiste, że ja się z tego cieszę, że jest tak odbierany w kraju. Natomiast ja się pożegnałem z pana Sławomirem w Nicei, to tam był dla mnie pogrzeb, to był bardzo kameralny pogrzeb, to był pogrzeb dla kilku osób dosłownie i nie miałem potrzeby po prostu, czy nie chciałem Przeżyłem to po prostu tam, tam byliśmy, tam się pożegnaliśmy.
[01:05:40.00 → 01:06:02.64] A: W Poczesławie Miłoszu został jego krakowski pokój. To jest też takie, taka tradycja, że zostawiamy pokoje artystów, czyli w takim prawie niezmienionym kształcie, jakby praca tam ciągle trwała nad jakąś książką, obrazem, czymś jeszcze, czymś jeszcze. Czy taki pokój w Nicei zostanie po słowem Irze Mrożku, czy tego nie będzie?
[01:06:03.45 → 01:06:06.84] B: Ciężko mi jest odpowiedzieć na to pytanie w tym momencie.
[01:06:07.72 → 01:06:54.01] A: Jak pan myśli, co jeszcze nas czeka? Bo te ostatnie pięć lat to było, jak ktoś powiedział, opróżnianie archiwum. Okazało się, że Rzeczpospolitej Marszałek napisał tyle listów, tyle zapisów dziennikowych, tyle odprysków, prozy, skeczy, dramatów, że był z tego materiał na kilkanaście lat wydawniczych po Afazji tak naprawdę. Już wiemy jak umarł Aleksander Fredro, istniała tak zwana teka pośmiertna, czyli sztuki, których nie dał do Teatru Lwowskiego ani Krakowskiego przez całe życie, ale powiedział, że grajcie to jak ja umrę. Czy coś takiego jeszcze w archiwum Mrożka zostało? Cały czas archiwum Wisławy Szymborskiej jest wertowane, sprawdzane.
[01:06:54.47 → 01:06:58.67] B: Więc mogę powiedzieć, że należy wyczekiwać.
[01:06:59.35 → 01:07:00.41] A: Należy wyczekiwać.
[01:07:00.53 → 01:07:00.67] B: Tak.
[01:07:02.91 → 01:07:14.91] A: Pan jest jak Sfinks po prostu, przebywanie słowem mrożkiem, zauważycie Państwo, uczy pewnych technik operacyjnych rozmowy, że więcej się milczy niż się mówi, a jednocześnie milcząc przekazuje się pewne informacje.
[01:07:15.01 → 01:07:21.11] B: Bez przesady. Wyczekujemy. Tematy, o których możemy mówić, możemy mówić, są jednak takie tematy, o których mówić nie możemy.
[01:07:21.61 → 01:07:23.45] A: Ale coś jest jeszcze, tak?
[01:07:23.57 → 01:07:25.23] B: Już się odniosłem do tego pytania.
[01:07:25.25 → 01:07:43.52] A: No dobrze. Drodzy Państwo, może Państwo zadać jakieś podchwytliwe pytanie Panu Pawłowi, bo teraz jest ten moment. Proszę bardzo. Poczeka Pani na mikrofon, bo będziemy się słyszeć lepiej wszyscy. Tutaj Pani w trzecim rzędzie na środku.
[01:07:46.40 → 01:08:08.55] D: Na czym konkretnie polegała Pana relacja z Panem Sławomirem? Przede wszystkim, co rozumie Pan poprzez energetyczne wykończenie podczas przebywania z nim. I też ciekawi mnie, jaką pan musiał być osobą i co sobą reprezentować, żeby zdobyć jego zaufanie. Czy to mógł być każdy, czy po prostu pan w jakiś sposób miał pewne wyjątkowe cechy, które na tym zaważyły?
[01:08:08.57 → 01:08:10.39] B: Proszę Pania, no jestem wspaniały, po prostu.
[01:08:12.75 → 01:08:15.55] A: Poważnie, poważnie.
[01:08:15.71 → 01:12:42.31] B: Oczywiście, bo pytanie jest na tyle dla mnie tego typu, że pozwoliłem sobie tak odpowiedzieć. Wie Pani, nie mi na to pytanie odpowiadać. Trzeba by zapytać, oczywiście Pana Sławomira już nie możemy zapytać, ale można zapytać Suzannę na przykład, nie mnie, bo wie Pani, ja nie mogę odpowiadać na ten temat, jeżeli chodzi o to, czym sobie zasłużyłem. Ja mogę Pani powiedzieć jedną rzecz. Kiedyś przy końcu wywiadu, który prowadziłem dość długi, który był napisany nie przeze mnie, częściowo przeze mnie, częściowo nie przeze mnie, Padło pytanie właśnie na ten temat. Nie pamiętam dokładnie treści, ale spróbuję jakoś sens przybliżyć. Jak to się stało, że pan się zgodził i tak dalej. Ja to czytałem. Ja zobaczyłem to pytanie i po prostu zapadłem się w siebie, ponieważ ja go wcześniej nie czytałem. Jak to się stało, że pan wpuścił i tak czytam, a już muszę jechać dalej, że to o mnie jest pytanie. Czytam sam pytanie na swój temat. I jest to nagrane, zatem jest, że tak powiem, na to dokument, ponieważ to było filmowane. Pan Sławomir jednym zdaniem właściwie odpowiedział, bardzo krótkim, bo zobaczyłem człowieka. Koniec. A co to znaczy, wie pani, no to znowu nie mi na ten temat odpowiadać. Trzeba by się zagłębić poważnie chyba w literaturę. To jest pierwsza, druga część odpowiedzi na pytanie, bo to naprawdę nie jest pytanie do mnie do końca, prawda. Co to znaczy? Trudno mi powiedzieć. Natomiast nie pamiętam pierwszej części, przepraszam. Aha, dobrze, już sobie przypomniałem. Więc proszę panią, ja w tej sprawie muszę opowiedzieć pewną historię. Postaram się zrobić to bardzo szybko. Otóż podczas któregoś pobytu, może tak, na początek powiem, nie wiem jak to wytłumaczyć, bo to nie są sprawy takie czyste do wytłumaczenia. Wie Pani, trzeba było po prostu pobyć z osobą, która emanuje tak bardzo swoją wielkością w niewielkości, bo Pan Sławomir był bardzo skryty i cichutki i tak jak go znamy, tak właśnie cały czas było generalnie. Natomiast potrafię sobie Pani wyobrazić sytuację, w której zdanie, wcale nie do końca wielokrotnie złożone, ma moc trzystustrońcowej książki. Tak, dokładnie. Po prostu człowiek pada, pada na twarz. Niestety pan Sławomir mówi dalej, czyli kopie leżącego. Oczywiście nie ma, absolutnie nie ma, nie ma tego na myśli zupełnie, po prostu kompletnie, bo to jest inny człowiek. Natomiast krótka jeszcze historyjka. Ja powiem Pani jak działa na ludzi, jak działał Sławomir Mrożek na człowieka. Oczywiście też podejrzewam, że nie na każdego. Tego jestem niemal pewny, aczkolwiek Znam kilka osób, które miały ten wielki zaszczyt, bo ja uważam, że absolutnie zostałem wielkim szczęściarzem, że mogłem przebywać, które właśnie w ten sposób odbierały mrożkę. Otóż proszę Panią, przy pierwszej próbie filmowania poprosiłem o pomoc asystenta, asystentkę, żeby mi po prostu pomagała, ponieważ było za dużo tej technicznej pracy. Ja już znałem Pana Sławomira wcześniej i swoje przeszedłem, swoją Glehennę. Proszę Boże, że po drugim pobycie chciałem zrezygnować, a tego nie dopowiedziałem. Ja chciałem zrezygnować. Rozmawiałem z Suzaną, mówię koniec, po prostu nie daję rady, koniec. Ale na szczęście na pewno moje zostałem. Natomiast wracając do tego, proszę sobie wyobrazić, że przez 7 dni dziewczyna, która pracowała, pracowaliśmy mniej więcej od godziny 8 rano, śniadaniem zaczynaliśmy dzień, kończyliśmy około 22-30 dzień kolacją. Po tej kolacji kładła się do łóżka, 40 minut płakała. Płakała nie dlatego, że pan Sławomir obraził, ubliżył, nie. Po prostu to jest właśnie coś takiego, to jest ciężko wytłumaczyć, widzi pani. Jakby opowiadam, jaka sytuacja miała miejsce. Pytam, czemu płaczesz? Nie wiem. Ja wiem, czemu ona płacze, bo ja po prostu pewną rzecz już przeżyłem. To jest potężna moc. Spotkanie z geniuszem. Ja tutaj nie próbuję pozować na coś ani nic z tego typu spraw. To jest po prostu moja bardzo czysta relacja prawdziwa. Ja to po prostu przeżyłem i bardzo bym Państwu tego życzył, aczkolwiek wiem, że to już dzisiaj jest niemożliwe. Chyba wyczerpująco odpowiedziałem na te pytania.
[01:12:43.30 → 01:13:12.30] A: Tylko dopowiem Pani, że Pan Paweł wskazał jeszcze we wcześniejszej odpowiedzi na taki trop o synu, prawda, którego Mrożek nie miał, że Pan kręcił się po domu, hałasował i taki zastępczy, spóźniony, spóźniony syn, przynajmniej ja tak wychwyciłem z jednej z wypowiedzi, a może taki, taki brat, nie wiem czy Państwo wiecie, że Sławomir może miał starszego brata, który umarł w wieku czterech lat, jest na wielu zdjęciach z nimi. To chyba dla takiej konstrukcji psychicznej późniejszego pisarza, artysty musiało być czymś ważnym.
[01:13:12.30 → 01:13:37.93] B: Ja bym bardziej powiedział chyba, wie pan, bo to jednak różnica wieku była między nami znaczna, a poza tym temperamenty też. inne. Myśmy mieli duży dość kontakt na poziomie odbioru pewnych sytuacji. To nas jakby zbliżało, to to właśnie po tej treści mojej obrazowej Pan Sławomir stwierdził, że się dogadamy, bo to krótko tak brzmiało. Myślę, że się dogadamy po prostu, bo odbiór jest podobny. Natomiast tutaj chyba bardziej kwestia wnuczka, że tak powiem, prawda, by wchodziła w rachubę.
[01:13:38.69 → 01:14:01.95] A: No niezła hipoteza. Kolejne pytania, komentarze. Wykorzystajmy obecność naszego gościa, No dawno nie mieliśmy takiego gościa, który był tak blisko z wielkim artystą i mógł go podglądać od kuchni, od kulis. Jak się będzie nazywał ten film, który pan przygotowuje? Muzykę Zbigniew Preissner podobno pisze, tak?
[01:14:03.17 → 01:14:35.27] B: Jeszcze nie mamy dokładnie stuprocentowej pewności, ponieważ w pewnym momencie stwierdziliśmy, że musi być zrobiony cały film, dopiero wtedy będziemy myśleć nad muzyką. Jednak myślę, po ostatnich rozmowach na temat filmu z głównym scenarzystą i montażystą, Sławkiem, który tu siedzi z przodu, że będziemy muzykę przeplatać po prostu. Nie będzie to muzyka jedno To nowa, że tak powiem.
[01:14:35.53 → 01:14:50.25] A: A film jest o czym? Sławomir Mrożek w Nicei. Ostatnie lata pisarza. Jaki planujecie tytuł? O czym on jest? Bo brzmi jest to z materiału z tych dwóch lat, prawda? Z oglądania pisarza, ale można to ułożyć w różne układanki.
[01:14:50.29 → 01:15:20.31] B: Oczywiście, że można. A wy układacie w co? Proszę pana, książka będzie nazywała się, będzie niosiła tytuł Mrożek. Życie. Warty jest życia. i o podobnym tytule będzie film. Natomiast o czym on będzie, no to proszę mi wierzyć, że powiedzieć nie mogę, bo to byłoby troszeczkę bez sensu, gdybym teraz powiedział o tym, o czym on będzie. Mogę tylko tyle powiedzieć, że... Konwencje, co?
[01:15:20.71 → 01:15:23.33] A: Dzień z życia artysty? Nie, też nie pan nie może, tak?
[01:15:23.45 → 01:15:33.13] B: Nie, nie, nie. Uśmiecha mi się twarz, bo ostatnio widzieliśmy kawałek i jestem bardzo szczęśliwy i już nie mogę się doczekać jednego, drugiego i trzeciego etapu tego projektu.
[01:15:33.21 → 01:15:45.89] A: Tajemnice, tajemnice, tajemnice. Przechęcam Państwa do pytań. Podamy mikrofon. Proszę bardzo. Pod kolumną jeden z naszych widzów. Proszę bardzo.
[01:15:49.23 → 01:16:18.07] C: W Pana wypowiedziach wielokrotnie przewijało się to, co Pana Sławomira irytowało w życiu, denerwowało w jakichś sytuacjach codziennych, po lekturze prasy. A może Pan pamięta o takich sytuacjach, co Pana Sławomira śmieszyło, co go rozbawiało? Czy w ogóle były takie sytuacje? Czy na przykład lektura prasy, czy śledzenie codziennych wydarzeń, czy jakieś codzienne wydarzenia dnia wywoływały w nim śmiech? Albo raczej może nie kończy się śmiech, ale uśmiech przynajmniej.
[01:16:18.49 → 01:17:26.28] B: No wie pan, tych sytuacji była cała masa, aczkolwiek teraz natychmiast przypomniała mi się jedna sytuacja, w której właśnie znowu siedząc gdzieś tam z boku słyszałem ha! I mówię, co się stało? Zobacz, już jest 400 milionów w Angorze. Czyli proszę państwa, abstrakcja była wciąż w panu słowomirze. Oczywiście uśmiał się, no dla mnie z oczywistych powodów. Dla mnie, ja nie wiem jak dla państwa, prawda, no bo wiadomo do czego to prawda zmierza i on jakby Było masę rzeczy, z których się śmiał, na które wyczekiwał. Życie pana Sławomira ogólnie było pod tytułem uśmiechu i zamyślenia właśnie. To są fragmenty, to są też często, wie pan, człowiek jak się czuje źle, to, że tak powiem, idzie do kościoła, tak? To jest coś w tym stylu, to jest po prostu, to jest, to jest katarsis jakiś i nie pisze się o tym, jak jest super, tylko najczęściej pisze się, jak jest źle, prawda? I to jest, stąd może później jest ogólne takie przeswiadczenie, natomiast wystarczy wziąć tutaj, prawda, wspomniane krótkie historie, opowiadanie i zobaczymy, że to jest w ogóle, to jest zupełnie jakby, to lata tak bardzo, no.
[01:17:27.73 → 01:17:37.33] A: Ja szybko dopytam, czy Mrożek przez te dwa lata, kiedy pan przy nim był, wracał do swoich utworów z młodości, z dojrzałego wieku, czytał je, na przykład Humoreski śmiał się do nich na przykład?
[01:17:38.13 → 01:17:51.51] B: Tak, ja mu czytałem często pewne fragmenty, które mnie po prostu bawiły często do łez i wtedy śmialiśmy się również razem do łez, ale sam pan Sławomir bardzo często przez pierwszy rok mojego pobytu czytał Baltazara właśnie.
[01:17:52.51 → 01:18:11.17] A: Ktoś z Państwa jeszcze? Tak, proszę bardzo. Poczekajmy na mikrofon, dobrze? Będziemy się słyszeć i transmitujemy i nagrywamy to spotkanie, więc proszę poczekać. Już jest mikrofon, już jest mikrofon. Już, teraz może.
[01:18:11.21 → 01:18:11.65] D: Ile pan ma lat?
[01:18:12.27 → 01:18:14.83] B: Ile mam lat? Trzydzieści pięć.
[01:18:15.17 → 01:18:16.38] D: Proszę pana, bo moje pytanie nie jest.
[01:18:16.38 → 01:18:17.65] A: Do mikrofonu, prosimy.
[01:18:17.87 → 01:19:00.54] D: Nie jest takim, taką niedyskrecją. Powiedziałabym, że pana Mrożek to jest moja epoka. A Pan jest jak gdyby późnym synem Mrożka. Czy wśród Pana rówieśników on jest tak samo odbierany jak... Przepraszam chwileczkę, bo dla mnie Mrożek był człowiekiem, który pozwolił mi żyć w surrealizmie, w którym żyliśmy. I jak gdyby no tak ważną postacią był, że zastanawiałam się na ile on jest dla wszystkich tych następnych pokoleń. I bardzo się cieszę, że miałam okazję Pana usłyszeć.
[01:19:01.12 → 01:19:02.80] B: Bardzo mi miło przede wszystkim.
[01:19:03.36 → 01:19:04.00] A: Dziękujemy bardzo.
[01:19:05.62 → 01:20:43.38] B: Myślę, że Myślę, że jest spora część ludzi, która odbiera Mrożka podobnie jak ja, a jeżeli nie, to może do tego, mam nadzieję, dotrą do tego, ponieważ Mrożek, jak wiecie Państwo, jest uniwersalny. Jeżeli sztukę tango gra się przez blisko 50 lat, to o czymś to świadczy, prawda. Tutaj nie ma co dyskutować. Jest ambasador, który oprzedł również cały świat i tak dalej. Myślę, że podobnie będzie skarnowałem, mam taką nadzieję, bo znam jego serce i na to liczę bardzo. Więc przez właśnie ponadczasowość Pana Sołomira, on docierał i pozwalał Pani na życie w surrealizmie, natomiast dla mnie pozwala, może inaczej, Mi się bardzo podoba poziom abstrakcji, w której jakby istniejemy, w tej przestrzeni, w której tak naprawdę ona jest, ale my często też jej nie zauważamy lub też nie chcemy zauważyć. Chyba przede wszystkim to po prostu. Powiem pani szczerze, że mi jest bliski mrożek poprzez obraz. Ja czytam, ja widzę te sekwencje pewne, I to mnie strasznie bawiło lub też zadawało pytania lub też odpowiadało na bardzo wiele pytań do tego stopnia, że oczywiście nieprzespane noce i tak dalej, skupione na jakiejś tam myśli człowieka po prostu, który mnie zaraził książką, bo przecież od tego się zaczęło, a nie od spotkania.
[01:20:44.11 → 01:20:59.80] A: Dziękuję bardzo. W dziennikach Kiedy Sławomir Mrożek poznaje Suzanę albo coś wydarza się szczególnie pięknego, kiedy jest szczęśliwy, Sławomir Mrożek śpiewa. Czy słyszał Pan go śpiewającego?
[01:20:59.88 → 01:21:01.38] B: Proszę Pana, ile razy?
[01:21:02.28 → 01:21:10.62] A: Co śpiewał Sławomir Mrożek? To były jakieś operetki, ario operetkowe, muzyka popularna, szlagiery polskie, Góralu Czy Ci Nie Żal?
[01:21:11.42 → 01:21:32.34] B: Sporo różnej muzyki światowej ze względu na tułaczkę mrożkową, że tak powiem, prawda? Więc jakby zasłyszał wiele dźwięków, natomiast Zdecydowanie lubią Mieczysława Foga. Były pieśni jakby z tamtych czasów, które... Śpiewał też po włosku. Powiem panu, że w filmie też pan coś zobaczy.
[01:21:33.36 → 01:21:35.02] A: Sławomir Mrożek śpiewa, tak?
[01:21:35.02 → 01:21:35.80] B: Tego już nie wiem.
[01:21:37.12 → 01:21:58.38] A: No, dobrze, dobrze, dobrze. Jakieś pytanie z państwa strony? Bo jak naciskamy pana Pawła, to dużo rzeczy się ujawnia, więc ja bym to kontynuował po prostu. Czy jeszcze jakieś chytre, podchwytliwe pytanie? Proszę poczekać na mikrofon. Tutaj Pani w czwartym rzędzie.
[01:22:01.84 → 01:22:24.24] D: W Lublinie był spektakl Tango Mrożka. Dwa razy. No i co? Czy wiedział, czy wiedział o tym, że jest wystawiane i tam były recenzje na pewno, czy czytał pan Mrożek?
[01:22:24.38 → 01:22:27.48] B: Proszę mi powiedzieć, w jakim to było roku?
[01:22:28.36 → 01:22:33.16] D: To były lata 60-te. To było raz wystawiane, a później...
[01:22:33.16 → 01:22:34.40] B: Ale nie odpowiem na to pytanie.
[01:22:34.76 → 01:22:52.68] D: Nie, nie, ale to nie o pana chodzi, tylko właśnie jak mógł reagować. Później drugi raz to już było chyba lata, Osiemdziesiąte może, ale to już tamten pierwszy mi się bardzo podobał, a już ten drugi spektakl już był inny.
[01:22:52.96 → 01:22:54.94] B: Jak to często bywa z częścią drugą?
[01:22:55.46 → 01:22:55.80] D: Proszę?
[01:22:56.04 → 01:22:57.80] B: Jak to często bywa z częścią drugą, że tak powiem?
[01:22:57.80 → 01:22:58.52] D: No może nie.
[01:23:00.57 → 01:23:16.11] A: Dziękuję bardzo. Ale to jest pytanie, czy Mrożek interesował się losami jego inscenizacji, inscenizacji według jego tekstów w różnych teatrach, nie tylko czy zrobił Akser, kolejną wersję, czy Jerzy Jarocki, ale także czy interesowały go te premiery po mniejszych ośrodkach, Chieleckim, Szczecińskim.
[01:23:16.11 → 01:24:11.05] B: Wszystkiego interesowały bardzo. Był mocno sfokusowany na Polskę, wciąż powtarzam. Pan Sławomir po ostatnim spotkaniu w Krakowie, w Katowicach w 2011 roku, tak, Oznajmił mi jedno krótkie zdanie. Na moim spotkaniu byli 14-latkowie i 70-latkowie. Jestem szczęśliwy, mogę umierać. Więc jakby cały czas jest... Drodzy Państwo, Mrożek bardzo kochał Polskę po prostu, tylko widział, te paskudztwa, które nam doskwielają i nic innego. On nie mógł pisać o Włochach czy o Hiszpanach, bo był Polakiem, nie mógł pisać o przywarach tamtych ludzi. Poza tym cały czas podkreślał, że pisze cały czas dla Polaków, tylko dla Polaków, tylko Polak może zrozumieć, co ma do powiedzenia, prawda, bo żadne jedno przetłumaczenie tych tekstów nie do końca będzie w stu procentach oddawało, choć próbował wielokrotnie w różnych
[01:24:11.05 → 01:24:14.81] A: językach, ale jednak... Trochę ryzykowne zdanie, że pisał tylko dla Polaków.
[01:24:15.39 → 01:24:19.41] B: Ja cytuję tylko i wyłącznie Pana Sławomira. To jest zapisane na taśmie filmowej.
[01:24:20.69 → 01:24:55.24] A: Super. Kolejne pytania, opinie? Jeszcze ktoś z Państwa? To może jeszcze taki finał naszych lektur dzisiejszych, Panie Danielu. Przeczytajmy sobie trzy sceny ze sztuki Karnawał albo Pierwsza Żona Adama. Trzy ostatnie krótkie sceny, chyba prawdopodobnie ostatnie, Jakie Sławomir Mrożek napisał z myślą o teatrze, o wystawieniu, o literaturze? Panie Danielu?
[01:24:57.00 → 01:25:59.89] C: Scena dziesiąta. Ewa wchodzi z prawej. Pan jeszcze tu? Szatan. A pani? Ewa. Myślałam, że pana już tu nie ma. Szatan. Kobieca logika. Ewa, niech pan zamilknie. Mój mąż kończy się ubierać i zaraz jedziemy. Szatan. Dobrze. Powiem mu, że pani się przespała z tym młodym człowiekiem, podczas gdy on tańczył ze swoją pierwszą żoną. Ewa. Pan tego nie zrobi. Szatan. Dlaczego? Ewa. Długo by o tym mówić. Szatan. To może przestańmy się kłócić. Ewa. Dobrze, ale będziemy mówić tylko na neutralne tematy. Szatan. A dzieci? Czy to jest neutralny temat? Pauza. Ewa. Skąd pan wie? Szatan. To moja tajemnica.
[01:26:00.59 → 01:26:00.81] B: Ewa.
[01:26:01.61 → 01:26:24.68] C: Będę miała pierwsze swoje dziecko. Szatan. Kiedy? Ewa. Od dzisiejszej nocy. Szatan. Nie, nie wierzę. Ewa. To panu wierzy za 9 miesięcy. Scena 11. Z prawej wchodzi Adam, ma tylko małą walizkę. Adam do szatana. Cześć.
[01:26:25.06 → 01:26:25.44] A: Do Ewy.
[01:26:25.92 → 01:27:21.42] C: No to co, idziemy? Ewa. Idziemy, do widzenia panu. Szatan. Do widzenia państwu. Ewa i Adam wychodzą na lewo. Scena 12. Szatan twarzą do publiczności. Hej, wy! Asystent i impresario, wchodząc z lewej i prawej jednocześnie. Tak jest. Szatan wyjmuje z obu kieszeni poworeczku z pieniędzmi. Za wasze usługi należy wam się zapłata. Rzuca jednemu i drugiemu poworeczku. A teraz idźcie. Podchodzi do balustrady, patrzy na jezioro, stojąc tyłem do publiczności. Impresario. Dobry pan. Asystent. Tylko podejrzany. Chowają woreczki do swoich kieszeni, podają sobie ręce i już mają się rozstać, kiedy dochodzi do nich cichy, a potem coraz głośniejszy śpiew z drugiej strony jeziora. Impresario.
[01:27:22.40 → 01:27:22.84] B: Lilit.
[01:27:23.68 → 01:27:24.22] C: Asystent.
[01:27:25.10 → 01:27:25.62] B: Lilit.
[01:27:26.84 → 01:27:34.58] C: Rozchodzą się w obie strony sceny. Zapada noc, gwiazdy, księżyc i muzyka z oddali coraz głośniejsza. Koniec.
[01:27:36.06 → 01:28:56.56] A: Dziękuję bardzo. Tylko tak, jako krótki komentarz, krakowska wersja karnawału była drugim przedstawieniem, drugą polską premierą tej ostatniej sztuki Sławomira Mrożka i ta ostatnia scena z szatanem wpatrzonym w biały ekran, czy symbolizujący jezioro, czy nicość zaświat, za którego śpiewa Lili, jakąś włoską arię operową, już nie pamiętam którą, to był jeden z najpiękniejszych obrazów jakie ostatnio widziałem w sztukach Słowa Mira Mrożka wystawionych w Polsce i na pewno takim rekwiem trochę, też takim pożegnaniem teatralnym, teatru z teatralnym pożegnaniem z Mrożkiem jako osobą, ale miejmy nadzieję, że nie z jego twórczością, że tak jak Pan Paweł sugeruje, kolejne generacje i twórców i odbiorców będą odkrywać swojego Mrożka, dowiedzą się tego po raz pierwszy, co my już niby wiemy, co mamy już ułożone w głowie. I tak ostatnie pytanie do Pana Pawła z mojej strony przynajmniej. Czy jest coś, czego my naprawdę o Mrożku nie wiemy, czego nie powie ani Pan w swoim filmie, ani w książce? Czy jest coś takiego, co było? Pan wie, że to było, ale Nie można tego nazwać, słowem może kto ukrył. Pan tego nie chce powiedzieć?
[01:28:57.54 → 01:28:58.22] B: Za 50 lat.
[01:28:59.26 → 01:29:03.20] A: To już ja nie zdążę, przepraszam. Liczę na państwo, liczę na państwo.
[01:29:03.50 → 01:29:51.93] B: Aczkolwiek, nie no tak, po prostu za 50 lat, naturalnie proszę pana, każdy z nas ma jakieś swoje tajemnice, swoje tajemnice. Jeżeli ja zostałem obdarzony czymś pod tytułem, ja panu powiem, ale proszę nie mówić tego, więc jestem człowiekiem. i człowiekiem, który sobie ceni coś takiego jak honor, więc jakby no nie ma dyskusji, proszę pana, więc nie ma dyskusji. Natomiast jeszcze jedno tylko zdanie, bo pan mi tutaj faktycznie, bo ja powiedziałam, że pan Sołomir pisał tylko dla Polaków, proszę się nie obrazić, ale proszę czytać to między wierszami. Chodzi o to, że on się jakby skupiał na tym, ponieważ to jest oczywiste, że autor, który był wydawany W blisko 50 krajach nie mógł pisać tylko dla Polaków, to jest oczywiste, ale jednak nie o to chodziło, prawda? Tylko to chciałem dopowiedzieć, żeby powoli ścisłości.
[01:29:52.99 → 01:29:55.31] A: Tak, tak też to zrozumiałem, ale chciałem pana zaczepić.
[01:29:55.47 → 01:29:56.81] B: Dobrze, udało się.
[01:29:56.87 → 01:30:19.60] A: Jak tak się zaczepia rozmówcę, to on zawsze powie dwa zdania za dużo i wtedy jakaś tajemnica, która jak wiemy jest, jest jednak przypisana Mrożkowi. To jest takie, takie, taka ważna wiedza, którą chyba wyniesiemy z tego spotkania. Są jeszcze tajemnice. które są związane z Słowemirem Mrożkiem. Na koniec mamy dla Państwa niespodziankę. Co to za niespodzianka, panie Pawle?
[01:30:20.72 → 01:30:31.60] B: Fragment z materiału fotograficznego, jest to około 40 fotografii. Część z nich na pewno pojawi się w książce.
[01:30:33.04 → 01:30:35.68] A: Widzimy je jako pierwsza publiczność.
[01:30:36.28 → 01:31:05.33] B: Tak na pewno. Kilka z nich było publikowanych, natomiast w tej formie W tym układzie? W tym układzie, znaczy w tej formie mam na myśli ilość, na pewno jest to pierwszy raz. Natomiast jeszcze tylko jedno słowo dopowiem o książce. Książka zmieniła poważnie charakter i będzie pisana wspólnie, będzie to pisana książka przez Suzanę, żonę pana Sławomira i przeze mnie. Tyle. 15 sierpnia będzie premiera książki.
[01:31:05.61 → 01:31:24.22] A: Czyli pierwszą rocznicę śmierci Sławomira Mrożka. Dobra data na taki... głos, na takie wspomnienie, na taką opowieść kolejną, jak rozumiem. Czyli my milkniemy w tym momencie, słuchamy głosu Lilit, a zdjęcia są... To nie Lilit. No ale gdzieś tam to Lilit gdzieś nas brzmi, przywołuje.
[01:31:24.22 → 01:31:27.35] B: To muzyka, przy której do szczęścia współpracowaliśmy po prostu akurat.
[01:31:27.45 → 01:31:36.19] A: Jak zwykle mówiłem, metaforą słuchamy we własnej głowie głosu Lilit, a państwo oglądacie zdjęcia, mam nadzieję, że nie zasłaniamy. Chyba nie.
[01:31:40.42 → 01:32:10.40] B: Muzyka muzyczka
[01:32:19.98 → 01:32:22.98] D: Dziękuje
[01:32:49.85 → 01:32:49.95] A: za oglądanie!
[01:32:55.87 → 01:32:58.87] D: Dziękuje
[01:33:25.73 → 01:33:25.85] A: za oglądanie!
[01:33:28.89 → 01:33:31.89] D: Zdjęcia
[01:33:56.95 → 01:33:58.87] A: Dziękuje i montaż
[01:34:24.98 → 01:34:44.62] D: za oglądanie! muzyka
[01:35:25.18 → 01:35:28.18] B: Naszym
[01:35:41.40 → 01:36:02.71] A: gościem drodzy Państwo był Pan Paweł Chara, osobisty sekretarz Sławomira Mrożka. A ja tylko jeszcze w ramach ogłoszeń parafialnych powiem, że za tydzień bitwa o kulturę w cyklu Przyszłość. Roman Pawłowski będzie rozmawiał z Marią Peszek. Zapraszam Państwa bardzo serdecznie. Panie Pawle, dziękuję. Dobranoc.
[01:36:02.93 → 01:36:04.43] B: Dziękuję Panu. Dziękuję Państwu bardzo.